Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Resident Evil VII: Biohazard Recenzja gry

Recenzja gry 23 stycznia 2017, 17:00

autor: Przemysław Zamęcki

Grał we wszystko na wszystkim. Fan retro gratów i gier w pudełkach, które namiętnie kolekcjonował. Spoczywaj w pokoju przyjacielu - 1978-2021

Recenzja gry Resident Evil VII: Biohazard – horror potwornie doskonały

Raduje się serce, raduje się dusza, gdy Resident Evil znów nas porusza. I to do głębi. Capcomowi udało zerwać z serii łatkę „akcyjniaka” i wrócić do korzeni – kameralnej opowieści o broni biologicznej.

Recenzja powstała na bazie wersji PS4. Dotyczy również wersji PC, XONE

PLUSY:
  1. kameralna, interesująca i świetnie przedstawiona historia;
  2. fabułę poznajemy nie tylko z perspektywy Ethana;
  3. pokazanie akcji w widoku FPP nie zabiło ducha serii;
  4. wciągające i różnorodne pod względem formy walki z bossami;
  5. fantastyczna jakość PlayStation VR;
  6. techniczna stabilność i brak większych błędów.
MINUSY:
  1. w pewnym momencie iluzoryczny wybór moralny;
  2. projekt niektórych lokacji – szczególnie w końcowej fazie gry.

Lubię, jak rok zaczyna się od mocnego uderzenia, a takim jest nowa część cyklu Resident Evil. Capcom wraz z premierą Biohazardu obiecywał powrót do korzeni i jeżeli traktować to jako zobowiązanie do niedostarczenia rozbuchanej historii pełnej akcji, pościgów i katastrof śmigłowców, to i owszem – słowa dotrzymał. Gra faktycznie wraca na stare śmieci – wydarzenia mają miejsce na dość ograniczonym terenie, fabuła jest raczej kameralna, a włos jeży się na głowie na każdy odgłos stuknięcia. Na dodatek omawiana produkcja robi to na tyle dobrze, że już dzisiaj jestem w stanie zaryzykować tezę, iż będzie to jeden z mocnych kandydatów do tytułu gry roku.

Capcom uczy się na błędach

Recenzja gry Resident Evil VII: Biohazard – horror potwornie doskonały - ilustracja #1
W świetle dnia posiadłość Bakerów nie wygląda przerażająco.

Mia Winters, żona Ethana, zaginęła trzy lata wcześniej. Nie wiadomo, czy kobieta jeszcze w ogóle żyje – do czasu, aż Ethan otrzymuje telefon, w którym Mia prosi go, by o niej zapomniał. By nie przyjeżdżał po nią do Dulvey, usytuowanego gdzieś na bagnach Luizjany. Jak się okazuje na miejscu, żona bohatera jest tylko jedną z wielu zaginionych na okolicznych moczarach osób, a naszym zadaniem jest odkrycie tajemnicy farmy rodziny Bakerów i odnalezienie pewnej małej dziewczynki...

W ten sposób pokrótce prezentuje się fabuła gry, której widowiskowe zapowiedzi w postaci dem Kitchen i Beginning Hour elektryzowały fanów marki już od dłuższego czasu. Już w nich twórcy wyraźnie zaznaczyli zmianę klimatu i sposobu prezentacji rozgrywki, choć wszystko nadal okrywała mgiełka tajemnicy. Największą nowością w stosunku do poprzednich części był jednak nastrój. Ciężki. Duszny. Jak z horroru! Czego jak czego, ale tego – po tym, co Capcom nawywijał w szóstej odsłonie cyklu – chyba mało kto się spodziewał.

Enter the Survival Horror

Recenzja gry Resident Evil VII: Biohazard – horror potwornie doskonały - ilustracja #2
Siekiera, motyka, zwłoki w wodzie. Nic strasznego, dzień jak co dzień.

„Siódemka” od samego początku chwyta mocno za gardło i prowadząc nas przez zakamarki farmy Bakerów, a później także dwie inne lokacje, nie pozwala nawet na chwilę oddechu – nie mogłem oprzeć się ciekawości, co będzie dalej, czym też jeszcze zaskoczą mnie autorzy. Szkoda jednak, że odniosłem wrażenie „wyprztykania” się deweloperów z pomysłów na najbardziej ścinające krew w żyłach momenty w wymienionych wcześniej demach, tak że właściwa gra już aż tak nie przeraża. Niemniej mocnych akcji w niej nie brakuje, sądzę, że będziecie zachwyceni ciekawymi pojedynkami z bossami – szczególnie z jednym, którego można próbować rozjechać autem, aby później niczym marine z Dooma poczuć moc spalinowej piły mechanicznej. Biohazard przez cały czas utrzymuje bardzo wysoki poziom, wielokrotnie podnosi ciśnienie, ale nadal jest tylko Residentem i nadprzyrodzonych zjawisk rodem z dema P.T. (korytarze, korytarze) próżno tu szukać. Duchy i demony nie pasują do tej menażerii.

Recenzja gry Resident Evil VII: Biohazard – horror potwornie doskonały - ilustracja #3
Jak kocha, to przytuli. Jak już paliwo w pile mechanicznej się skończy.

Capcom w końcu zdecydował się porzucić anachronizmy. Otrzymaliśmy więc widok oglądany oczami postaci. Siódma część serii mogłaby uchodzić nawet za klasycznego FPS-a, ale na szczęście aż tak nie zaszalano. Zmiana perspektywy nie zmieniła tempa poruszania się bohatera. Wciąż jest ono powolne, więc o szybkim sprincie pomiędzy kreaturami można zapomnieć. Tym bardziej że większość akcji dzieje się w wąskich korytarzach i tylko kilka razy znajdziemy się w miejscu pozwalającym na manewrowe szaleństwo.

Płynności mechanice walki dodaje możliwość jednoczesnego strzelania i poruszania się. W końcu! Nie wiem, dlaczego Capcom tak długo trzymał się przestarzałego systemu wymuszającego brak mobilności przy celowaniu. Co prawda można się teraz cofać i jednocześnie ranić wrogów bez potrzeby „podawania tyłów”, ale nie sądzę, aby ucierpiał na tym poziom trudności zabawy. Przy okazji zaznaczę, że rozpoczynając nową grę, można wybrać tylko łatwy lub średni stopień trudności i przejście REVII na tym drugim zajęło mi niecałe jedenaście godzin. Po ukończeniu kampanii dochodzi poziom „szalony”, ale w ramach zadośćuczynienia otrzymujemy także specjalną, bardzo efektywną broń.

Oceny redaktorów, ekspertów oraz czytelników VIP ?

zvr Ekspert 7 maja 2017

(XONE) Najlepszy Resident od czasów czwórki.

9.0

Y.O.R.G.U.L. VIP 8 sierpnia 2021

(PC) Dla miłośników horrorów pozycja obowiązkowa.

8.0
Recenzja gry Trek to Yomi - chcę więcej takich gier!
Recenzja gry Trek to Yomi - chcę więcej takich gier!

Recenzja gry

Flying Wild Hog stworzyło produkcję, nijak pasującą do wcześniejszych strzelankowych dokonań tego studia i... naprawdę dało radę. Trek to Yomi to mała, ale świetna gra, która garściami czerpie z dorobku kina samurajskiego.

Recenzja gry Hades - wielka gra dla tych, co mało czasu mają
Recenzja gry Hades - wielka gra dla tych, co mało czasu mają

Recenzja gry

Wiedziałem, że Hades będzie świetną hybrydą action RPG i „rogalika”, ale okazał się także znakomitą grą dla dojrzałych graczy. Zgrabnie porusza poważne tematy, ale robi też coś jeszcze. Szanuje nasz czas.

Recenzja Tiny Tina’s Wonderlands - ogniem, mieczem i shotgunem
Recenzja Tiny Tina’s Wonderlands - ogniem, mieczem i shotgunem

Recenzja gry

Gearbox po raz kolejny zaprasza nas do swojego szalonego uniwersum, w którym Tiny Tina ponownie porywa gracza do świata będącego po części wytworem jej wyobraźni, a po części fantasy hołdującym zasadom Dungeons and Dragons.