Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

World of Warships Recenzja gry

Recenzja gry 20 września 2015, 12:51

autor: Konrad "Ferrou" Kruk

Recenzja gry World of Warships – wrogie okręty w zasięgu dział

Lotniskowce, pancerniki, niszczyciele, krążowniki. Tym razem twórcy World of Tanks oferują dynamiczne starcia pomiędzy okrętami II wojny światowej. Jest moc.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

PLUSY:
  • Klimat;
  • Spora ilość okrętów do odblokowania;
  • Moduły i ulepszenia;
  • Dynamiczne i satysfakcjonujące starcia;
  • Wciąga;
  • Prostota obsługi;
  • Słynne, historyczne jednostki;
  • Bitwy rankingowe;
  • Niezłe udźwiękowienie;
  • Uczy cierpliwości i wytrwałości.
MINUSY:
  • Nie do końca udany balans klas oraz system doboru przeciwników;
  • Mała ilość map;
  • Sporadycznie pojawiające się lagi.

Rozpędzone tryby białoruskiego studia Wargaming.net, którego apogeum popularności nastąpiło za sprawą wydanego w 2011 roku World of Tanks, wciąż wydają się być dobrze naoliwioną maszyną. Nie dość, że nasi sąsiedzi postanowili solidnie odkurzyć legendarną serię Master of Orion, to jeszcze uraczyli swoich fanów kolejnym darmowym tytułem z gatunku MMO, ponownie przenoszącym nas na arenę starć militarnych z czasów II wojny światowej. Jednak tym razem tłem stały się akweny wodne, a głównymi bohaterami potężne okręty wojenne.

World of Warships, bo tak brzmi pełny tytuł najnowszej produkcji Wargamingu, podobnie jak poprzednie odsłony cyklu, oferuje możliwość rozegrania bitew pomiędzy dwiema drużynami w czasie rzeczywistym. Nowością jest tutaj możliwość ostrzelania przeciwnika potężnymi działami super pancernika Yamato, storpedowanie wrogiej jednostki przy pomocy zwinnego niszczyciela czy zbombardowanie wrażego krążownika eskadrą wysłaną z lotniskowca. Każda z tych jednostek ma swoje słabe i mocne strony, każda z nich dysponuje różnym arsenałem, każda z nich potrafi na swój sposób dotkliwie użądlić namierzonego przeciwnika, wreszcie każda z nich jest inna, bo kierowana przez człowieka z krwi i kości. I właśnie to jest najlepsze w World of Warships.

Salwa z baterii dziobowych Pancernika typu Fuso – gracze bardzo sobie chwalą ten okręt.

Dodatkowego smaczku oraz swoistego sznytu historycznego dostarcza fakt, że każdy z okrętów był autentyczną jednostką. Oczywiście część z udostępnionych statków nigdy nie opuściła suchego doku rodzimej stoczni, czy w ogóle nie wyszła poza ramy planów technicznych, niemniej takie kolosy jak pancernik Kongo, wspomniany Yamato, pancernik Nagato, lekki krążownik Phoenix, pancernik North Caroline, pancernik Fuso czy ciężki krążownik Mogami w swoim czasie siały grozę i spustoszenie na wodach Pacyfiku, uczestnicząc w przeróżnych operacjach militarnych, jak choćby walki o Guadalcanal czy w słynnej bitwie u wybrzeży wyspy Leyte. Nie oznacza to oczywiście, że World of Warships będzie oferować tylko przedstawicieli flot walczących ongiś na wodach Oceanu Spokojnego. Wprawdzie na obecną chwilę pełny garnitur jednostek posiadają floty japońska oraz amerykańska, niemniej jednak twórcy obiecali w przyszłości udostępnić graczom komplet jednostek brytyjskich, rosyjskich, niemieckich a nawet włoskich. Oczywiście pojedynczymi przedstawicielami wspomnianych flot, jak choćby rosyjskim krążownikiem Aurora czy niemieckim pancernikiem Tirpitz, można cieszyć się już dziś, jednak takowe należą do grona tzw. jednostek premium, co jak wiadomo wiąże się z uiszczeniem opłaty w realnej walucie.

Ciężki krążownik typu Mogami. Przeciwnik zaczął przejmować jedną ze stref.

Flota

Gdy rozpoczniemy po raz pierwszy zabawę, to naszym oczom ukaże się port z zakotwiczoną maleńką jednostką – to nasz pierwszy okręt na drodze do przejęcia steru pływających fortec. Flota została podzielona na cztery główne filary ze względu na klasy jednostek. Mamy zatem do czynienia z niszczycielami, krążownikami, pancernikami oraz lotniskowcami. Natomiast w obrębie każdej z tych klas będziemy mogli odblokować konkretne typy okrętów. W miarę uzyskiwanych postępów wyrażonych uczestnictwem w dziesiątkach batalii, setkach zadanych trafień, obrażeń oraz uszkodzeń czy wreszcie przez posłanie w odmęty wrażych okrętów, system nagrodzi nas określoną pulą punktów doświadczania oraz kredytów. Te z kolei pozwolą na zmodernizowanie i ulepszenie aktualnie dowodzonego okrętu, a z czasem przyczynią się od odblokowania kolejnej jednostki z drzewka floty. To ostanie natomiast zostało podzielone na dziesięć poziomów, odpowiadające każdemu typowi okrętów w ramach każdej z klas. Innymi słowy zaczynamy od krążownika na poziomie pierwszym, gdzie z czasem możemy przeskoczyć na drugi poziom niszczyciela, trzeci poziom pancernika czy czwarty lotniskowca. Wszystko zależy od naszych preferencji, ulubionego stylu gry czy nawet osobistego zamiłowania do takich czy innych rodzajów okrętów.

Pancernik typu Fuso właśnie wyminął salwę torped.

Oczywiście można specjalizować się tylko w jednej klasie i drenować wciąż tę samą gałąź drabinki aż do osiągnięcia poziomu dziesiątego. Jeszcze tylko należy wybrać typ rozgrywki podzielony na bitwę kooperacyjną (przeciwnikami dowodzi komputer), bitwę losową (naprzeciwko siebie stają żywi gracze) lub bitwę rankingową (o czym później) i do boju! W zależności od naszego poziomu oraz wybranego rodzaju batalii, zespoły mogą liczyć od kilku do kilkunastu okrętów. System odpowiadający za proporcjonalny dobór jednostek w obu grupach zawsze stara się by przeciwnicy z grubsza reprezentowali ten sam poziom oraz zbliżony układ w kontekście klas. Krótko mówiąc ilość niszczycieli, krążowników, pancerników oraz lotniskowców zazwyczaj po obu stronach będzie zbliżona. Jednak ten system wciąż nie do końca działa jak należy i mogą się zdarzyć dość znaczące dysproporcje. W każdym razie ekipa Wargimingu nadal pracuje nad optymalnym i nie budzącym wątpliwości rozwiązaniem. Wszak nieustanne dążenie do opracowania idealnego balansu nadal stanowi wyzwanie dla różnorakich produkcji opartych na wzajemnej rywalizacji.

Recenzja gry Skull and Bones - ocean płytki jak kałuża
Recenzja gry Skull and Bones - ocean płytki jak kałuża

Recenzja gry

Skull and Bones jest, niestety, kolejną „typową grą Ubisoftu”. Wizja pirackiej przygody nie spełnia się z wielu względów – zdecydowanie największym minusem tej produkcji okazuje się jej płytkość. Gra trafiła na mieliznę, którą sama stworzyła.

Recenzja gry Suicide Squad: Kill The Justice League. Ekipa Harley Quinn walczy głównie z nudą
Recenzja gry Suicide Squad: Kill The Justice League. Ekipa Harley Quinn walczy głównie z nudą

Recenzja gry

Legion Samobójców: Śmierć Lidze Sprawiedliwości to pozycja, której tytuł czyta się dłużej, niż wymienia rodzaje misji i aktywności, jakie są dostępne w pierwszym sezonie tej nowej gry-usługi, która byłaby o wiele lepsza bez tej usługi i bez tego lootu.

Recenzja gry Graven - nowy Hexen zaczaruje tylko cierpliwych boomerów
Recenzja gry Graven - nowy Hexen zaczaruje tylko cierpliwych boomerów

Recenzja gry

Graven to kolejna podróż w przeszłość i próba zrobienia współczesnej gry tak, jakby ciągle były lata 90. Twórcom wyszło to aż za dobrze, bo ich produkcja wydaje się jeszcze bardziej hardcore’owa i archaiczna niż wiele tytułów z tego okresu.