Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 21 października 2002, 13:22

autor: Shuck

Frontline Attack: War over Europe - recenzja gry

Frontline Attack: War over Europe to strategia czasu rzeczywistego pozwalająca graczom na wzięcie udziału w zmaganiach jednostek pancernych i zmechanizowanych, które miały miejsce w czasie II Wojny Światowej na przestrzeni lat 1941 – 1944.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Kilka dni temu zmarł mój wujek oraz ojciec chrzestny zarazem. Może recenzja gry komputerowej nie jest dość godnym miejscem po temu, by wtrącać do niej wspominki o bliskich, lecz są po temu powody. Pierwszy jest taki, że nikt mi nie publikuje tekstów, które nie traktują o grach komputerowych. Drugi zaś jest donioślejszy, gdyż niniejszy tekst dotyczy strategii czasu rzeczywistego osadzonej w realiach Drugiej Wojny Światowej. Tymczasem mój wujek był lotnikiem. I to cholernie dobrym lotnikiem. Ta połowa mojej rodziny, która nie poszła w aktorstwo, połapała się skrzydeł i lata. Wśród nich jest również wielokrotny mistrz świata, mistrz Europy, mistrz Polski i czego tam jeszcze można być mistrzem w lataniu precyzyjnym – Krzysztof Lenartowicz. Lecz od zawsze wśród bliskich to nie on cieszył się największym posłuchem i renomą najlepszego pilota w rodzinie tylko wujek. A wujek latał na wszystkim, co tylko się wznieść z pasa startowego potrafi. Latał w pogotowiu ratunkowym, latał do gaszenia pożarów i liczył nawet słonie w Afryce. Eskortował helikoptery nad Morzem Śródziemnym siedząc za sterami... samolotu. Latał bardzo wysoko, ale i potrafił przeskakiwać żywopłoty, gdy było trzeba przy opylaniu pól.

Onegdaj wracał z gaszenia pożaru dromaderem. Dromader to taka latająca beczka na wodę, przeważnie żółta. Zabiera coś ze dwie tony wody, lecz nie jest w stanie z nią wylądować i dlatego choćby pożar sam zgasł zawczasu, wodę i tak trzeba gdzieś zrzucić. Tymczasem moja kuzynka wraz z przyjaciółką wybrały się nad jezioro z materacem i po drodze dostrzegły hen na niebie żółtą kropkę. Zaczęły krzyczeć i machać rękami, żeby je wujek zauważył. Wujek zauważył – dwa tysiące litrów poszły w powietrze z bardzo wysoka. Oczywiście trafił i dziewczyny doszły nad wodę uprzednio z nią obeznane. Bo taki to już był wujek, który cieszył się życiem. Nazywał się Jerzy Adamek.

„Frontline Attack: War over Europe” jest erteesem porządnie wykonanym, bardzo grywalnym, stawiającym przed graczem zróżnicowane wymagania i dającym mu nie lada satysfakcję w przypadku pomyślnego uporania się z nimi. Gra się w tę grę przyjemnie. Jednak pozostawia ona pewien niedosyt. Z pewnością za dużo byłoby powiedzieć, że rozczarowuje, lecz po zapowiedziach (w tym jednej pisanej przeze mnie) oczekiwać można było dużo więcej.

Otóż do porządnie wykonanych strategii czasu rzeczywistego dało się już przywyknąć. Jest ich zatrzęsienie i niemożliwym by było, gdyby te co bardziej znane nie były zapięte na ostatni guzik. „Dune 2”, „Warcraft”, „Command & Conquer”, „Starcraft”, „Earth 2140”, „Age of Empires”, „Shogun”, „Empire Earth” – każda z nich była i jest w swoich kolejnych odsłonach grą co najmniej dobrą. Podobnie rzecz się ma z produkcjami Reality Pump – „Earth 2150”, „Moon Project”, „World War III” – które od swojego początku trzymają raz ustalony, wysoki poziom. Wiadomo jednak, jak się będą prezentować i jak będzie się w nie grać. Wiadomo nawet, jak zachowywać będzie się komputerowy przeciwnik i jakie strategie okażą się lepsze od innych. Dlatego pewną nadzieję na powiew świeżości budziła idea stworzenia RTS-a opartego na silniku nasmarowanym przez Reality Pump, lecz zaprojektowanego i skonstruowanego od podstaw przez niezależny zespół – In Images.

W założeniach miała być to gra ściśle trzymająca się realiów historycznych, w której gracz nie tylko miałby sposobność posługiwać się sprzętem z epoki, lecz również uczestniczyć w mniej-więcej autentycznych zmaganiach sprzed ponad pół wieku. Tymczasem rzeczywistość okazała się być dalece mniej powabna, gdyż realiów Drugiej Wojny Światowej jest we „Frontline Attack” jak na lekarstwo, a co gorsza w niewielkim stopniu mają one wpływ na samą rozgrywkę.

Recenzja gry Age of Empires 4 - powrót króla RTS-ów
Recenzja gry Age of Empires 4 - powrót króla RTS-ów

Recenzja gry

Po godzinach spędzonych w Age of Empires 4 na burzeniu zamków, kierowaniu kawalerią i wznoszeniu fortyfikacji mogę powiedzieć jedno – fani kultowej „dwójki” poczują się tu jak w domu.

Recenzja gry War Mongrels - Polacy potrafią robić gry o wojnie
Recenzja gry War Mongrels - Polacy potrafią robić gry o wojnie

Recenzja gry

„Wojna. Wojna nigdy się nie zmienia”. Sposób jej ukazywania w grach wideo już jednak tak. War Mongrels od rodzimego studia Destructive Creations oferuje najbardziej bezkompromisową wizję II wojny światowej, jaką widziała elektroniczna rozrywka.

Recenzja King’s Bounty 2 - gry, która próbuje wejść do pierwszej ligi gier RPG
Recenzja King’s Bounty 2 - gry, która próbuje wejść do pierwszej ligi gier RPG

Recenzja gry

Dobrze znane graczom King’s Bounty stało się zupełnie inną, bardziej erpegową produkcją. Czy to wyszło jej na dobre? Nie jestem pewien.