Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Dying Light Recenzja gry

Recenzja gry 3 lutego 2015, 14:12

autor: Luc

Recenzja gry Dying Light - poważniejsze, lepsze i ładniejsze Dead Island

Choć niemrawych zombie tłukliśmy już setki razy, konwencja ta wciąż ma swoich wiernych fanów. Dzięki Dying Light od Techlandu lista tytułów, przy których spędzą przynajmniej kilkadziesiąt udanych godzin, właśnie powiększyła się o kolejną pozycję.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

PLUSY:
  • świetnie zrealizowany system parkouru;
  • nieco chaotyczna, ale satysfakcjonująca walka;
  • absurdalnie dużo znajdziek i misji pobocznych;
  • tryb „Be the Zombie”;
  • cykl dnia i nocy dobrze dawkuje napięcie;
  • oprawa audiowizualna.
MINUSY:
  • do bólu sztampowa fabuła;
  • projekt miasta niepozwalający rozwinąć skrzydeł;
  • niewłaściwa optymalizacja w wersji na PC i problemy w trybach sieciowych;
  • identyczna struktura wszystkich misji;
  • nie najlepiej zbalansowany system niszczenia broni.

Chyba wszyscy pamiętamy pierwsze Dead Island – pomimo tego, że w ostateczności nie było do końca tym, czego większość się spodziewała, niezobowiązująca sieczka znalazła grono oddanych zwolenników. Wraz z Riptide seria sprzedała się w kilku milionach egzemplarzy, a to stawiało ją praktycznie w tej samej lidze, co wybornego Wiedźmina. Bez względu jednak na to, jak dobrze samo Dead Island się upłynniało, produkcja kolejnej odsłony nie trafiła już w ręce Techlandu. Nie zagłębiając się w same szczegóły tej dosyć zaskakującej decyzji wydawcy, jedno jest pewne – polscy deweloperzy nie popracują już nad „martwą wyspą”. Nie oznacza to jednak, iż pomysły, które wrocławianie szykowali dla fanów w „dwójce” całkowicie przepadły – wręcz przeciwnie! To, co najlepsze postanowiono obudować nową historią oraz scenerią, a także wzbogacić o elementy, które świetnie sprawdziły się u konkurencji. Efekt? Dying Light to całkowicie nowa marka i prawdopodobnie jedna z ciekawszych pozycji dla fanów gatunku w ostatnim czasie… choć jednocześnie tytuł niepozbawiony kilku poważnych wad.

Gdzie zombie mówią dobranoc

Historia, którą oglądamy podczas rozgrywki w Dying Light rozpoczyna się stosunkowo standardowo, ale jednocześnie odpowiednio intrygująco. Tajemniczy wirus niewiadomego pochodzenia w przeciągu kilku dni przemienia spokojne miasto Harran w istne piekło. W obliczu zagrożenia całego świata polityczni przywódcy oraz wojskowi z wolna szykują się do zmiecenia zarazy z powierzchni ziemi – wraz ze wszystkimi, którzy przebywają w okolicy. Globalny Resort Epidemiologiczny, pracujący nad stworzeniem serum, zdaje się jedyną stroną, która wciąż wierzy w możliwość odwrócenia całej tej tragedii, jednak ich plany obracają się w niwecz, kiedy kluczowe dla badań dane zostają wykradzione. Dokumenty, trafiając w ręce lokalnego watażki, mogą zostać w każdej chwili opublikowane lub sprzedane, a to mogłoby doprowadzić do jeszcze większej katastrofy, niż wirus przemieniający mieszkańców miasta w zombie. Jako gracz wcielamy się w niejakiego Kyle’a Crane’a – specjalnego agenta pracującego dla wspomnianego GRE – z zadaniem odzyskania wspomnianych papierów. W chwilę po wylądowaniu w zarażonej strefie wszystko zaczyna się jednak mocno komplikować.

Recenzja gry Dying Light - poważniejsze, lepsze i ładniejsze Dead Island - ilustracja #2

Główny bohater próbując wykonywać własną misję musi się jednocześnie starać się o względy lokalnej frakcji, z której pomocą ma nadzieję dostać się do wyznaczonego celu. W trakcie kolejnych wyzwań doczekujemy się oczywiście kilku zwrotów akcji i dosyć szybko okazuje się, że intencje poszczególnych bohaterów nie zawsze są do końca czyste i wzniosłe. Jedyny problem Dying Light w tej kwestii polega na tym, że sam scenariusz od pierwszej minuty aż do samego końca jest do bólu przewidywalny. Pełna utartych schematów fabuła wprawdzie nie wywołuje zażenowania, ale do oscarowej jakości mimo wszystko brakuje jej całkiem sporo. Być może odrobinę łatwiej byłoby to wszystko znieść, gdyby nie fakt, iż zdecydowana większość powierzanych nam zadań opiera się o identyczną strukturę – „idź tutaj, przynieś to, coś idzie nie tak, idź w inne miejsce”. Bez względu na to, czy mam akurat do czynienia z główną historią, czy misją poboczną, zazwyczaj hasam po Harranie niczym profesjonalny chłopiec na posyłki. Kilka perełek się znajdzie, ale w ciągu blisko 20 godzin spędzonych z tytułem (ok. 12-13 godzin na kluczowy wątek) nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że lada chwila otrzymam oficjalny certyfikat kurierski.

Recenzja gry Star Wars: Squadrons - VReszcie nowy X-Wing vs. TIE Fighter
Recenzja gry Star Wars: Squadrons - VReszcie nowy X-Wing vs. TIE Fighter

Recenzja gry

Star Wars: Squadrons przypomina, że pokazywanie uniwersum Gwiezdnych wojen z perspektywy pilota myśliwca to strzał w dziesiątkę. Szkoda tylko, że zabrakło nieco rozmachu i epickości.

Recenzja gry Mafia: Definitive Edition – Pan Remake przesyła pozdrowienia
Recenzja gry Mafia: Definitive Edition – Pan Remake przesyła pozdrowienia

Recenzja gry

Edycja ostateczna Mafii wzbudziła wśród fanów wiele emocji, wszak studio znane ze słabej Mafii 3 postanowiło ulepszyć grę, która zyskała status legendy. Efekt końcowy jest więcej niż zadowalający, choć do kilku rzeczy można się przyczepić.

Recenzja Marvel's Avengers – hej, ta gra nie jest zła!
Recenzja Marvel's Avengers – hej, ta gra nie jest zła!

Recenzja gry

Marvel's Avengers to gra usługa, która ma przyjemną kampanią fabularną i obiecujący end game. A że będzie długo wspierana, to jest nadzieja, że twórcy poprawią jej wady i z dobrej zrobią grę świetną.