Yazeva

Yazeva ostatnie wypowiedzi na forum i w komentarzach

08.11.2014 09:27
odpowiedz
Yazeva
2

Dzięki shiza :) Każde dobre słowo jest wartościowe, zwłaszcza od innych piszących ludzi. Co do Arcydemona, to wyobrażałam sobie raczej, że Tuvin ma jego cechy fizyczne, niż że jest nim w pełnym tego słowa znaczeniu. Ale pewnie mogłam to lepiej zaznaczyć :)

07.11.2014 22:59
odpowiedz
Yazeva
2

Nie wiem, gdzie indziej mogłabym coś takiego napisać, więc napiszę tutaj. Jestem panu Chmielarzowi niezmiernie wdzięczna za jego słowa w komentarzu do mojego tekstu. Cały dzień byłam nimi poruszona. Dla aspirującej pisarki to wiatr pod skrzydła. Bardzo dziękuję.

07.11.2014 14:00
odpowiedz
Yazeva
2

O matko, dziękuję, strasznie się cieszę! Aż wylałam wodę jak zobaczyłam swój nick :D

07.11.2014 09:45
odpowiedz
Yazeva
2

Super, dziękuję za informację :)

06.11.2014 10:44
odpowiedz
Yazeva
2

Ja bym prosiła o napisanie, czy moja praca się tym razem dostała. Nie chcę się obudzić po konkursie z ręką w nocniku, że cały czas coś robiłam źle... :)

04.11.2014 12:42
odpowiedz
Yazeva
2

Oghren czuł dwie rzeczy. Po pierwsze, jego skądinąd wytrzymały żołądek kiepsko sobie radził z wizją krasnoludki splątanej w pościeli z zaślinioną, rogatą potwornością, na którą patrzyli. Po drugie, Felsi mogła jednak trafić o wiele gorzej.
-Ojcem. – Maren omal nie zadławił się tym słowem. Twarz miał białą jak kreda. Bella szybko odczytała jego myśli.
-Maren. To nie jest demon pychy.
-Ogólcie mnie i nazwijcie bryłkowcem! – wychrypiał Oghren. –Mój tyłek, nie demon pychy. Nie widzicie tego? – Oczy krasnoluda zwróciły się w stronę Gady. Jej twarz nie wyrażała niczego. –Arcydemon. No, może jego niedorozwinięty kuzyn, którego nie zaprasza się na święta. Ale w tym jest Arcydemon, niech mnie Kamień pochłonie. Coś ty zrobiła kobieto?
Gada zmarszczyła brwi, z wysiłkiem wspierając się na łokciu. Drugą rękę wyciągnęła pewnie w stronę stwora, a kiedy ruszył ku niej, trójka towarzyszy błyskawicznie sięgnęła po broń. Stworzenie zwróciło na nich swe żółte, pełne upiornej świadomości ślepia. Oghren poczuł, jak włoski stają mu dęba na karku. Z prawej strony dobiegł go cichy szept naciąganej cięciwy, z lewej – elektryczne iskrzenie magii. Byli gotowi na wszystko. Kiedy jednak monstrualna sylwetka przysunęła się do Gady, nie było w niej nic z potwora. Była kochankiem. Rogaty pysk, przywodzący na myśl tyleż smoka, co demona pychy, otarł się o twarz krasnoludki z widoczną czułością, spragniony pocałunków. Gada witała go z radością. Trwało to tylko chwilę, ale na ten moment oboje wydawali się zagubieni w czasie. Oghren nawet nie zauważył, kiedy opuścił topór.
-Niech mnie Kamień pochłonie - powtórzył.
-Pani – odezwała się Bella. Łuk spoczywał teraz bezpiecznie na jej ramieniu. –Wyrażę myśli nas wszystkich, kiedy powiem, że rozpaczliwie potrzebujemy wyjaśnienia.
Gada powiodła po nich zmęczonym wzrokiem. Spróbowała usiąść, ale podrażniwszy ranę z jękiem opadła na nosze. Bella zrobiła krok do przodu, aby jej pomóc, bestia jednak zatrzymała ją pomrukiem. Miękkim ruchem stworzenie ułożyło się za plecami krasnoludki, dając jej podparcie. Gada z wdzięcznością pogładziła jego bok.
-Oboje się mylicie, i oboje macie rację – zaczęła głuchym głosem. –Ojciec mojego dziecka to Arcydemon… ale i demon mojej pychy. – Stworzenie zamruczało miękko. Jego oczy wędrowały od twarzy do twarzy, a kiedy Oghren skrzyżował z nim spojrzenia, przeszedł go dreszcz. W tych ślepiach było coś niemal znajomego. –To ja go tak skrzywdziłam. Zanim zaczęłam na nim eksperymentować, był krasnoludem i moim ukochanym, Tuvinem. Szarym Strażnikiem.
-Jakie eksperymenty zmieniają krasnoludy w coś takiego? – Oghren nie był pewien, czy w głosie Marena więcej było obrzydzenia, czy fascynacji. Jemu samemu zrobiło się nagle przenikliwie zimno.
Gada uśmiechnęła się smutno, gładząc Tuvina po pysku.
-Z krwią Arcydemona. I skazą Szarych Strażników – jej oczy na jedno mgnienie spoczęły na Oghrenie. –Pracowałam nad lekarstwem na jej efekty uboczne. Bezpłodność. Rychłą śmierć. Królowa Anora gorąco wspierała moje eksperymenty, przez wzgląd na swojego męża. Miałam zostać Patronką…
-A Harrowmont chciał cię powstrzymać. Żeby Orzammar znowu nie został sam, przeciwko Pomiotom na Głębokich Ścieżkach. Żeby królowa nie zyskała tak potężnych sojuszników, mających wobec niej dług. – Dźwięk elementów układanki, wpadających na miejsca w umyśle Belli był niemal fizycznie słyszalny.
Gada pokiwała głową z gorzkim uśmiechem na ustach.
-Niemal mu się udało. Ale lekarstwo już istnieje. –Pogładziła z czułością wypukłość swojego brzucha. –Jest w naszym dziecku.

28.10.2014 21:53
odpowiedz
Yazeva
2

Kurcze, ja nie miałam zaznaczonej zgody, ale już zaznaczyłam :(

27.10.2014 13:04
odpowiedz
Yazeva
2

Maszerowali w ciszy, którą przerywały jedynie trzy rodzaje odgłosów: miarowe echo ich kroków, szuranie płóciennych noszy o posadzkę i przywodzące na myśl opróżnianie kowalskich miechów sapanie Oghrena. Nim wyruszyli w dalszą drogę w głąb Ścieżek, Bella zszyła razem kilka tobołków, tworząc płachtę materiału zdolną utrzymać ciężar Gady. Oghren zgłosił się do jej ciągnięcia tonem nieznoszącym sprzeciwu. Zresztą, nikt i tak nie zamierzał się kłócić. Wojownik był z nich najsilniejszy, takie rozwiązanie nasuwało się więc samo. Dla krasnoluda ważniejsze było jednak to, że poniekąd czuł się odpowiedzialny. Nie, to nie było dobre słowo. Uważał się za winnego tego, co się stało. Chciał więc zrobić wszystko, co mógł, żeby poprawić sytuację.
Ich cichy pochód otwierali Bella i Maren. Mag niósł przed sobą kulę światła, która wypełniała tunel cieniami. Oghren mógłby przysiąc, że kilka razy wymienili ze sobą ukradkowe spojrzenia. Alara podążała kilka kroków za nimi, gibka jak kot, i równie czujna. Od niedawnej walki z pomiotami, atmosfera między towarzyszami stała się gęsta jak fereldeński gulasz.
-Widzisz to? – Alara znalazła się przy jego boku cicho jak cień. Oghren, który akurat spuścił wzrok z towarzyszy, o mało nie krzyknął.
-Na gacie mojej matki, kobieto – syknął. –Prawie podlałem zbroję. Zarezerwuj to całe zakradanie dla Pomiotów. – Zwolnili lekko kroku, zwiększając dystans od pozostałej dwójki. –Masz na myśli to, jak na siebie zerkają? Może się zakochali?
Alara błysnęła zębami. Kiedy się uśmiechała, przypominała lisicę.
-Tak, gołąbeczki – zrobiła słodką minę, po chwili jednak jej twarz stężała. –Albo spiskowcy. A może jedno zaczyna podejrzewać drugie? Mówię tylko, żebyś uważał. Strasznie łatwo się do ciebie podkraść. Dobrze chociaż, że do nich też – puściła do niego oko i wróciła na swoje miejsce w szeregu. Oghren poczuł, że przydałby mu się łyk solidnej brandy.
Maszerowali tak długo, dopóki ich nogi same nie zaczęły wymagać ciągnięcia na noszach. Od jakiegoś czasu tunel robił się węższy. Oghrenowi przyszedł do głowy sprośny komentarz, był jednak zbyt zmęczony, żeby go wypowiedzieć. Był to dla niego niezawodny znak, że czas na odpoczynek. Weszli akurat do dużej hali, której ściany i strop niknęły w ciemnościach. Oghren zatrzymał się u wylotu tunelu.
-Na litość Kamienia, postój. Chyba, że ktoś chce mnie pociągnąć na noszach.
Bella zmierzyła go z góry na dół swoimi chłodnymi, migdałowymi oczami.
-Wszyscy jesteśmy zmęczeni. Rozbijmy obóz przy jednym z filarów. Nie będę dźwigała krasnoluda.
Alara uśmiechnęła się szeroko do Oghrena. Maren zaś zgodziłby się teraz na wszystko. Miał bladą, zmęczoną twarz.
-Możemy tu odpocząć. Chciałbym zbadać Gadę.
Oghren odetchnął z ulgą.
-Rozłóżcie się pod tym filarem. Zaraz ją tam przytacham, tylko odcedzę kartofelki.
Maren spojrzał na niego pytająco, unosząc brew.
-No co? Mogę robić przy świadkach różne rzeczy, ale sikać nie da rady.
Mag westchnął ze znużeniem i zostawił Oghrena samego w ciemności. Ten zaś zamierzał już opróżnić pęcherz, gdy nagle od strony noszy dobiegło głębokie westchnienie.
-Harrowmont mnie zabije – syknęła Gada drżącym szeptem. Mówiła szybko, jakby już od jakiegoś czasu czekała, aż zostaną sami, i nie mogła stracić ani sekundy więcej. –Zginę na Ścieżkach. O to chodzi. Harrowmont przekona Kal’Hirol, że nie można dłużej zwlekać z odbiciem ich z rąk Pomiotów. Mając Ścieżki… Orzammar znowu będzie potęgą. O to chodzi. Połączenie…
Oghren miał wrażenie, że jego żołądek zamienił się w kamień. Po nodze spłynęła mu ciepła stróżka moczu.

GRYOnline.pl:

Facebook GRYOnline.pl Instagram GRYOnline.pl X GRYOnline.pl Discord GRYOnline.pl TikTok GRYOnline.pl Podcast GRYOnline.pl WhatsApp GRYOnline.pl LinkedIn GRYOnline.pl Forum GRYOnline.pl

tvgry.pl:

YouTube tvgry.pl TikTok tvgry.pl Instagram tvgry.pl Discord tvgry.pl Facebook tvgry.pl