Postmodernizm jest jak wirus i ten artykuł jest tego smutnym przykładem. Czytanie tego sprawiło mi wręcz ból.
Ten tekst tylko dowodzi ogromnej wady demokracji, o której warto pamiętać. To że większość ludzi jest za czymś, nie znaczy wcale, że jest to lepsze i tak też jest w tym wypadku.
Odnoszę wrażenie, że autor tekstu raczej nie ma pojęcia, dlaczego danym graczom nie podoba się w jakim kierunku zmierza rynek gier. Na dodatek takie marne próby sarkazmu są po prostu smutne, bo wygląda na to że ludzie z odmiennymi opiniami nie są tutaj mile widziani.
Tak, obecnie mamy najlepsze czasy pod względem ilości wydawanych gier i rzeczywiście każdy może znaleźć coś dla siebie. Problemem są trendy największych firm, bo jeśli komuś one nie przypadną do gustu, to trzeba się naszukać i nakopać do swojej niszy, a nie każdy ma na takie coś cierpliwość i czas. Większość z "narzekających" chce po prostu dostać porządną grę bez udziwnień i uszczęśliwiania na siłę. Wydawać by się mogło, że to takie proste, ale niestety.
Warto pamiętać o pewnej bardzo istotnej kwestii - każdy ma swoją granicę odnośnie tego na ile jest w stanie zaakceptować drapieżne podejście producentów, to tylko kwestia czasu. Tylko szkoda, że w momencie kiedy ta granica zostaje przekroczona, jest już za późno, bo należało zareagować przy pierwszym sygnale podejrzanego kierunku - a tak pozostaje jedynie patrzeć jak większość sobie płynie z nurtem uradowana i nieświadoma, że prędzej czy później oni też będą zawiedzeni.

„Po oczach go, Boo, po oczach!! Rrraaaaaghghh!!!” - czyli klasyk z Baldur's Gate, miniaturowy wielki kosmiczny chomik Boo. To właśnie temu stworzeniu krainy zawdzięczają wiele skopanych tyłków w dobrej sprawie i każdy złol drży na samo pisknięcie potężnego Boo.

Logo z gry Unreal (1998) oddaje klimat wspaniałej i niezwykle barwnej planety Na Pali, co moim zdaniem dodałoby do nastroju świąt, nie psując przy tym niczego.
WarCraft II: Tides of Darkness - tytuł mojego dzieciństwa, w który do dziś czasami pogrywam. Sprawdzone na dwóch siostrzeńcach, że ogrywanie takiego klasyka nadal potrafi być świetne. Jeśli nie kampania, lub potyczka przeciwko komputerowym przeciwnikom, to tworzenie i ogrywanie własnych map sprawia ogromną frajdę na długie godziny. Tytuł ten nie stracił swojego uroku mimo upływu lat dzięki nastrojowej oprawie audio-wizualnej, zug-zug.
Ashe oczywiście, czyli nieodłączna świąteczna podróż ku nostalgii. Nie ma świąt bez Kevina, Last Christmas oraz Ashe na mid lane.
Jak fajerwerki to jak dla mnie Worms Armageddon - iście poetycka rozwałka w wiele osób. Jest kolorowo, wybuchowo i do tego masa frajdy. Można zacząć nowy rok z przytupem, choćby przy użyciu legendarnego Świętego Granata Ręcznego z Antioch.
Jim Raynor ze StarCrafta - chłop ma doświadczenie w walce po stronie sprzeciwiającej się znacznie potężniejszym siłom wroga. Na dodatek miał już styczność dowodząc niekonwencjonalnymi siłami, jak chociażby niezdarne Dragoony Protossów. Któż jak nie on byłby w stanie ulepić zwycięstwo z niesfornej bandy śniegowych bałwanów.
Tytuł w który często zdarza mi się zaczynać od nowa to Transport Tycoon Deluxe. Pomimo że w późniejszym etapie rozgrywki dochodzą co raz to nowsze metody transportu, to jednak największą frajdę sprawia mi budowanie swojej firmy zupełnie od podstaw. Pierwsza linia kolejowa, jeszcze w czasach parowozów, od której najczęściej zależy, czy firma w ogóle przetrwa pierwsze lata. Pierwsze autobusy między jeszcze małymi miastami oraz pierwsze statki i samoloty, w których pokładane są wielkie nadzieje ze względu na ich duży koszt i zazwyczaj pokonują dalekie odległości. Wszystko to sprawia ogromną radość, szczególnie przy losowym generowaniu mapy przy rozpoczynaniu nowej gry.
Na myśl o słońcu przychodzi mi tytuł Golden Sun - niesamowita przygoda w różnorodnych lokacjach: nie brak tutaj zimowych lokacji, jak i pustyni oraz wszystkiego pomiędzy. Tytułowe złote słońce zobaczyć można co prawda dopiero w drugiej części GS, jednakże to ta pierwsza mnie urzekła swoim klimatem przygody w nieznany świat pełen niezwykłych miejsc oraz postaci. Nic tak nie rozgrzewa w zimowe wieczory, jak właśnie perspektywa wyruszenia z nieznane razem z przyjaciółmi.
Rączka ze Starego Obozu (Gothic) - profesjonalista z dużym zapasem cierpliwości. W razie totalnej katastrofy zawsze może zwędzić gotowe bombki z Obozu Bractwa, mają ich tam pełno. Sam widziałem, jak coś tam w nich gotują, bo ciągle smakują dym z tych bombek.
The Ink Spots - Maybe z intro do pierwszego Fallouta, żeby każdy mógł się przygotować, bo najciekawsze czasy są nadal jeszcze przed nami.
Wyruszyłeś(łaś) na górską wyprawę z Nathanem Drake’iem i Larą Croft. Szukając legendarnych rycerzy spod Giewontu znaleźliście wspaniały skarb, jednak nie było to ani złoto, ani drogie kamienie, a…le o tej przygodzie dowiemy się następnym razem, a teraz zmykać do łóżka, bo was zaszlachtują paskudne poczwary, postrach wszystkich polonistów - wogule.
Niby nie ma "nas graczy", ale jakoś dziennikarze wrzucają wszystkich graczy do jednego wora właśnie, krzycząc o hejcie (swoją drogą mocno nadużywane słowo, ostatnio każdą krytykę nazywa się w ten sposób) i innych oskarżeniach nie wspominając ani słowem, że to głównie dotyczy głośnej mniejszości jak to często w życiu bywa.
Nadal uważam, że naciskanie na zawarcie w grach szerokiego wachlarza rasy/seksualności jest żądaniem. Chcieć każdy ma prawo, ale to jest każdego osobista opinia, natomiast byłbym w takich kwestiach bardzo ostrożny, szczególnie jako dziennikarz. Chyba nie na tym polega dziennikarstwo, żeby tylko swoje osobiste zdanie wyrażać, bo czymże wtedy ten zawód różniłby się od zwykłego pisania postów na forum?
Dobra gra obroni się sama, nieważne kim się gra. Jakoś nie kojarzę, żeby jakiś facet narzekał, że "czemu trzeba grać kobietą w Tomb Rider?".
To nie moja sprawa, czy to dobrze płatny zawód, czy nie, taki wybór kariery? Natomiast nie uważam, że dziennikarstwo powinno mieć jakikolwiek wpływ na gry. Gracze sami portfelami ocenią, czy dany tytuł jest wart ich czasu. Zabawne że ostatnio recenzje dziennikarzy się dość mocno mijają z opiniami graczy, czyżby ktoś tu komuś płacił za pozytywne recenzje? Jakoś nie chce mi się wierzyć w miłość do gier takich ludzi jak Jason, czy stron jakich wcześniej wymieniałem w kontekście tego wszystkiego. Jakoś jak nowy właściciel Kotaku kazał im skupić się tylko na grach, a nie na polityce, to spotkało się to z ogromnym oporem ze strony ekipy, czego skutkiem bardzo wielu dziennikarzy odeszło, w tym także Jason. Zbyt duży zbieg okoliczności jak dla mnie.
Cóż moja agenda jest prosta, podam na przykładzie gry Brigador, którą ostatnio dodałem do listy życzeń:
1) patrzę na screeny/trailer gry (rzut izometryczny, grafika 2D na +)
2) czytam opis (taktyczna, roguelite na +)
3) czytam opinie graczy (ktoś porównał do Syndicate -> biorę)
i tyle, żadnych kolorów skóry, romansów hetero/homo, bo nie to powinno decydować, czy w dany tytuł się dobrze gra, a z jakiegoś powodu dziennikarze cisną opinie mniejszości, że te elementy są kluczowe.
Taki z niego dziennikarz jak i jego koledzy oraz koleżanki, że tylko cisną po graczach, jacy to z nas rasiści, seksiści i inne paskudy. Ciągle żądają aby developerzy robili gry, gdzie ważniejsze jest "odważne" zawarcie jak najszerszego wachlarza postaci pod względem rasy oraz seksualności od tego, czy w dany tytuł po prostu dobrze się gra. Sprowadzają problemy tego świata do świata gier, który ma być właśnie swego rodzaju ucieczką od rzeczywistości.
To że są dziennikarzami na pełen etat nie oznacza w żadnym wypadku, że w ogóle grają w jakiekolwiek gry. Dziwnym zbiegiem okoliczności podobne strony (przykładowo IGN czy Polygon) nadają niemal takim samym tonem, więc nie są to mniej popularne opinie, a wręcz odwrotnie. GOL niestety od jakiegoś czasu zaczyna zmierzać w tym kierunku wg. mnie.
Jason Schreier to nie dziennikarz, tylko aktywista. Tak samo jak strony typu Kotaku. To nie są gracze i nie interesują ich gry. Widzę że GOL podobnie co raz bardziej zmierza na tematy polityczne, oddalając się tym samym od gier.
Z pewnością ponownie przejdę Tyranny z innym podejściem, ale miło, że akurat towarzysze, których przyłączyłem zostaną bardziej rozwinięci, bo to fajny skład.
Ja tam mam ogromną frajdę grając w T:ToN, a ten patch jest niejako zbawieniem dla mnie, bo w poprzedniej wersji miałem buga, który uniemożliwiał ukończenie jednego zadania.
To jest po prostu tytuł dla konkretnego typu gracza. Podobnie jak to było z pierwowzorem, tutaj spodziewałem się, że nie przyjmie się do mainstreamu (dlatego dziwi mnie decyzja wydania na konsolach). Dla mnie czytanie opisów i dialogów w Pillars of Eternity i Tyranny było najlepszym elementem gry, dlatego z radością pogrywam sobie w wolnym tempie w nowego Tormenta.
Z resztą, jak ktoś chce radę odnośnie stylu grania w tego typu tytuły to polecam grać nie dłużej niż 2h dziennie i chłonąć całość na spokojnie.
W sumie po przeczytaniu tego artykułu bardziej nabrałem chęci, żeby obadać część z wymienionych systemów właśnie w wersji papierowej, o ile są jeszcze gdzieś dostępne.
Akurat dla mnie BG2 było ogromnym zawodem i podobnie zawsze wolałem Fallouta od sequela. Mam pewne obawy, żeby nie przekombinowali, jak wspomniane wyżej kontynuacje i np. boję się żeby nie było za dużo pirackich klimatów. Mimo to wsparłem PoE2 na fig i trzymam kciuki za ten projekt.
Jeżeli chodzi o pozostałe klasyczne cRPGi ery Kickstartera, to Pillars of Eternity uważam za bardzo udany tytuł, pomimo kilku bolączek. Tyranny okazało się zaskakująco ciekawe i z fajnymi pomysłami. Natomiast Torment: Tides of Numenera póki co mnie bardzo zaintrygował, ale obecnie czekam na nowego patcha, która ma usprawnić rozgrywkę i dodać część wyciętej zawartości, zanim będę kontynuował przechodzenie.
Torment: Tides of Numenera - chwilowo na wstrzymaniu, bo czekam na nowy patch
Anvil of Dawn - powoli kończę
StarCraft - na Battle.necie w różne dziwne mapy z randomami
Plants vs Zombies - niedawno przypadkiem odpaliłem i się znów wciągnąłem
Diablo II z modem PlugY - pozwala m.in. zmieniać staty w trakcie gry, więc się bawię w różne kombinacje, jest praktycznie bezdenna skrzynia itd.
Farming Simulator 2013 - głównie przerabianie mapy obecnie
Unreal Tournament 2004 - pojedyncze partyjki z botami
Battle for Wesnoth - choć raczej czekam, aż znajomi znajdą czas, żeby w multi popykać
Chyba zabłądziłem, myślałem że to forum jest o grach, a nie o sporcie. Jestem bardzo zaskoczony tak negatywnymi reakcjami na coś, co poniekąd docenia gry i podnosi ich prestiż.
Swego czasu gry miały pewien rodzaj międzynarodowego turnieju: World Cyber Games (2000-2013), obecnie chyba nie ma czegoś podobnego, coby wypełniło tę lukę.
Czy eSport pasuje do olimpiady i czy w ogóle można to uznać za sport to już sprawa drugorzędna wg. mnie. Ja tam się cieszę, że profesjonalni gracze będą mieli okazję zostać docenieni za swój wysiłek, gdzie też poświęcają wiele godzin dziennie na treningi.
Swoją drogą granie zawodowe, a takie w wolnej chwili to dwie różne rzeczy, tak jak kopanie piłki na podwórku i rozgrywanie meczy w lidze.
A to dla tych, którzy uważają, że eSport nie wymaga wysiłku fizycznego:
https://www.youtube.com/watch?v=ssZqmzTvcik
Wiem, ale mimo wszystko jest kilka małych różnic między DOSem, a DOSBOXem, no i zawsze chciałem sobie zbudować taką maszynę jak za starych czasów z Sound Blasterem itd., gdzie trzeba było ręcznie uruchamiać sterownik myszki ;)
Cóż, w większości wypadków na GOG.com ludzie mają problemy z działaniem starszych gier właśnie na Win 10, nie na Win 7.
Sam raczej nie miewam większych problemów ze starszymi grami na Win 7, choć z początku po przesiadce z Win XP było kilka problematycznych tytułów, z którymi udało mi się uporać. Natomiast w przypadku Win 10 jest z tym o wiele gorzej, z tego co udało mi się zaobserwować.
Poza tym miałem okazję wypróbować kilkakrotnie u kogoś Win 10 i wzbudził właśnie u mnie sporo obaw w tym jak działa i wygląda. Nie wykluczam przy tym możliwości, że prędzej czy później będę musiał przesiąść się na nowszy system.
Chyba po prostu trzeba będzie mieć dwie maszyny, jedna z nowym systemem, a druga z Win 7/98/DOS, żeby móc nadal cieszyć się klasykami.
Z drugą częścią Gothica zawsze miałem mieszane uczucia już od samej premiery. Przede wszystkim od tej części zaczęło się odgrzewanie kotletów w wydaniu Piranha Bytes. OK, niby to ten sam fajny Gothic, ale jednak odejście pewnych kluczowych osób z firmy najwyraźniej zrobiło swoje.
Już retcon zakończenia Gothica w intro drugiej części wzbudził we mnie pewne wątpliwości, a potem Xardas ze swoim "omg, smoki, wybraniec, Innos" na dzień dobry jakoś zepsuł cały klimat odkrywania fabuły krok po kroku (jak to miało miejsce ze Śniącym w jedynce). Do tego ta nieszczęsna rzepa zaraz po wysłuchaniu o wybrańcu i smokach wygląda wręcz komicznie.
Ogólnie sama gra jest całkiem fajna, szczególnie późniejsze etapy, ale zawsze odnoszę wrażenie, że czegoś jej brakuje w stosunku do części pierwszej, do której wracam o wiele chętniej.
Takie straszenie ze strony Microsoftu i tak mnie nie przekona. Jak obwieszczą, że 10 będzie mieć wsparcie wstecz dla starszych aplikacji i gier to może się zastanowię nad przesiadką, ale w to też bardzo wątpię. Ewentualnie bym i tak korzystał z emulacji starszego systemu przez większość czasu w takiej sytuacji.
Jak coś jest wciskane na siłę, to mówi samo za siebie jakiej jest jakości. Dobry produkt obroni się sam.
W pracy nadal używam Win XP, a w domu 7 i to mi odpowiada.
Roguelike w rzucie izometrycznym z turową walką? - mniam. Z ogromną ciekawością będę śledzić produkcję tegoż tytułu.
Kijem tego bym nie tknął, po tym jak zepsuli BG oraz IWD. Beamdog to banda partaczy, którzy nie dość, że usuwają możliwość kupna samego oryginału, to jeszcze nie podają prawdziwych autorów gry, a Avellone chyba dostał jakimś obuchem w głowę, że się dał w to wciągnąć.
Ta kwestia jest dość płynna, szczególnie jeżeli mówimy o SC2. Za czasów kiedy w Korei prym wiódł SC1, rzeczywiście potrzebna była licencja od KeSPA, ale to była licencja na pro-gracza (profesjonalnego), którą się zdobywało wygrywając "courage tournament" (było od tego też kilka wyjątków), nie jestem pewien czy tak samo jest w tej kwestii z SC2. Natomiast e-sportowiec to chyba niekoniecznie profesjonalny gracz, chyba że po polsku te pojęcia to synonimy. Pozwolę sobie przypomnieć jeszcze turniej WCG (World Cyber Games, StarCraft był na nim grywany w altach 2000-2010), w którym udział brało wiele graczy reprezentujących różne kraje. Jak w takim razie nazywać np. polskiego gracza Blackmana, który w 2002 zajął III miejsce w SC1, ale nie miał licencji na pro-gracza, tak jak BoxeR oraz YellOw z Korei, którzy zajęli na tym turnieju I i II miejsce?
Do dziś grywam sporadycznie w OpenTTD, gra się równie fajno, co w oryginał i kilka nowszych udogodnień zawsze mile widziane.
Natomiast, do listy dodałbym również Wargus oraz War1gus, czyli remake WarCraft II: Tides of Darkness oraz WarCraft: Orcs and Humans. Oba pozwalają się cieszyć klasykami z usprawnionym sterowaniem, większa rozdzielczością i poprawionym kodem sieciowym. Poza tym można swobodnie zmieniać przeróżne parametry gry:
https://wargus.github.io/index.html
https://wargus.github.io/war1gus.html
Zmieniono zupełnie interfejs Battle.net. Teraz jest bardziej spójny z resztą głównego interfejsu, choćby LAN. Trochę szkoda starego wyglądu, ale podobno graficzne bugi uniemożliwiły jego użycie. Mam nadzieję, że sprawnie uporają się ze wszystkimi babolami do czasu wydania patcha.
Tak, tylko gorzej gdy ktoś chce mieć tylko oryginał, a nie EE. Żeby było zabawniej, za taki przywilej trzeba będzie zapłacić dwukrotnie więcej.
To jest jakiś żart chyba. Znowu używają nazwiska Chrisa Avellone'a do promocji swoich "dzieł". Podobno ostatnim razem wg. nich tak bardzo wychwalał Siege of Dragonfail. Na dodatek, po wyjściu tej "odświeżonej edycji" nie będzie można kupić oryginału na GOG, podobnie jak to miało miejsce z BG, BG2 i IWD - to chyba mówi wszystko o tej firmie.
Remaster z tego co wiem nie będzie darmowy, ceny jeszcze nie ogłoszono. Natomiast oryginał po wydaniu patcha w tym tygodniu będzie darmowy.
Polska wersja jakoś szczególnie mnie nie cieszy, mając w pamięci nieszczęsne tłumaczenia nazw własnych w nowszych tytułach Blizzarda, np. Hellion -> Piekielnik (jak ten grzyb z Gothica).
Kiedy społeczność (tzn. Korea płd.) gra w SC1, bo po prostu woli tą grę bardziej niż SC2, głównie ze względu na mechanikę (to jak jest wymagająca itd.). Dla wielu graczy w SC2 nie ma się tak bezpośredniej kontroli nad bazami/armią.
Nie, tylko nie znowu Beamdog ze swoim psuciem, czegokolwiek się dotkną. Znowu wydana "odświeżona" edycja będzie miała więcej bugów niż oryginał i nowy content będzie budził politowanie. Niech ktoś im odbierze prawa, zanim zepsują kolejny klasyk.
Widzę, że sporo osób nie rozumie powodu powstania tego remastera, więc pozwolę sobie nieco rozjaśnić:
Nie bez powodu zapowiedź odbyła się właśnie w Korei. Tam StarCraft niejako "odżywa" (do 2012 nadal były rozgrywane turnieje, które przyciągały sporo widzów oraz graczy, ale Blizzard miał plany wobec SC2): coraz więcej znanych graczy wraca do SC1 i coraz więcej turniejów jest organizowane. Ba, wygląda na to, że SC1 obecnie przebija tam popularnością SC2. Jako, że scena odżywa, Blizzard postanowił ich wesprzeć (nawet zapowiedziany patch 1.18a ma wspierać prywatny koreański serwer Fish).
Dlatego polecam pooglądać mecze z koreańskich turniejów, choćby ten:
https://www.youtube.com/watch?v=BOBYQk4eayk&t=2h9m50s
Tam się liczy każdy szczegół, spora część zawodników poświęca wiele godzin dziennie na trening (przy okazji streamując). StarCraft pozostał tam popularny przez tyle lat w takiej formie jakiej jest, więc nikt nawet nie chce słyszeć o zmianie rozgrywki, bo to już nie to samo. Nawet pewne bugi i pogmatwane AI przyjęło się jako część rozgrywki, a zepsuć balans jest bardzo łatwo.
Rozumiem, że każdy myśli o sobie, ale ten remaster jest pewnym ukłonem w stronę Korei, gdzie StarCraft do dziś pozostaje swego rodzaju fenomenem. Nie zdziwię się jak większa rozdzielczość będzie budziła pewne kontrowersje.
Dla mnie to już nawet nie o apokalipsę zombie, czy coś podobnego chodzi, tylko o podejście twórców danej platformy. Ja nie akceptuję DRM i wymogu bycia zalogowanym, w związku z tym nie używam Steama, Battle.net 0.2, itd. GoG jest jedyną platformą, której używam i nie, nie czuję zazdrości, jeśli nie ma na niej jakiś najnowszych tytułów, już dawno darowałem sobie wyścig szczurów i ogrywam starsze/niezależne gry. Na GoG jest wystarczający wybór, jak dla mnie.
Jedyne, czego mi brakuje, to czasami brak informacji, na jaką platformę jest dane wydanie pudełkowe, żeby przypadkiem nie nadziać się na jakąś niemiłą niespodziankę.
Tyle gier do przejścia w kolejce, a ja po przeczytaniu takich artykułów mam znowu chęć odpalić pierwszego Gothica. Nie mam nic przeciwko, żeby było więcej tego typu artykułów, obojętnie czy o innych starszych tytułach, czy o samym Gothicu. Zawsze z radością wracam do swoich ulubionych starych gier, a obecnie odświeżam sobie Anvil of Dawn (1995).
Smutne to, ale rzeczywiście co raz trudniej znaleźć miejsce w internecie, gdzie można sensownie podyskutować. Generalnie nie przepadam za miejscami, gdzie jest albo zbyt stronniczo (tzn. jest jedyna słuszna opinia i kto się nie zgadza zostaje pożarty przez użytkowników), albo konkurs w rzucaniu obelgami między użytkownikami. Sam raczej nie wypowiadam się zbyt często, ale jeżeli już to szukam pewnych nisz, poświęconych danej tematyce. Jeżeli chodzi o tematykę gier, to forum GoG jest obecnie moim ulubionym, gdzie przeglądam jedynie subfora interesujących mnie serii, choć ruch tam jest dość niewielki.
Mam pewne obawy, bo od dłuższego czasu Blizzard dla mnie nie jest już firmą, która wydaje perfekcyjne gry. Ba, samego StarCrafta bardzo nieładnie potraktowali w Korei, więc zobaczymy co tam majstrują, o ile w ogóle cokolwiek rzeczywiście robią ze StarCraftem.
Swoją drogą miał niby zostać wydany patch naprawiający bug z kolorami itd., a póki co też nie widać tegoż.
Pillars of Eternity okazało się dla mnie fajne, Tyranny jeszcze lepsze i wygląda na to, że Torment: Tides of Numenera kontynuuje tą passę. Gra już czeka na dysku, tylko kurcze na razie czasu wolnego zbyt mało.
To będzie chyba jeden z pierwszych cRPGów, który spróbuję przejść bez wczytywania gry w ogóle (ze względu na możliwość kontynuowania po porażce oraz śmierci), jakkolwiek chęć sprawdzenia innych ścieżek nie byłaby ogromna.
Mam nadzieję, że będzie to stały cykl. Bardzo przyjemnie się czyta i miło wspomina dawne czasy.
Mi tam bardzo fajno się w Path of Exile łupało i z pewnością trzeba będzie do niej powrócić.
Bardzo mnie cieszy rozsądniejsze podejście do stretch goals, które są raczej wisienką na torcie, zamiast powiększania gry na siłę. Trzymam kciuki za panów z Obsidian, pierwsze PoE było miodne, a Tyranny jeszcze lepsze, oby tak dalej.
Czytanie właśnie takich wypowiedzi, jak w tym wątku zniechęca mnie do ukończenia kursu prawa jazdy, od którego od zawsze się wzbraniałem. Mieszkam przy ostrym zakręcie, gdzie jeżdżą także tiry i wszyscy zasuwają ile się da, bo przed zakrętem długa prosta, a za nim z górki. Widywałem różne wypadku, raz jeden miszcz kierownicy dachował w ogródku sąsiada, bo przecenił swoje umiejętności. Więcej pokory mości rajdofcy - mniej arogancji.
Tracę wiarę w ludzkość widząc takie dyrdymały jak "naginanie przepisów, bo są bezsensowne". Jasne, po co w ogóle jakiekolwiek prawo - przecież każdy wie najlepiej jak ma postępować. Przy prędkości 70km/h uderzając pieszego jest 100% szansa spowodowania jego śmierci, GG no re.
Nie wiem skąd przekonanie, że kolejna część Pillars of Eternity miała być ufundowana ze sprzedaży pierwszego PoE. Pamiętam jedynie, że tak zapowiadano dodatki, przy których nie było zbiórki. Podobnie Tyranny też nie miało żadnej kampanii Kickstarter/Fig.
Mnie tam cieszy możliwość bezpośredniego wspierania twórców. Przynajmniej nie będę skazany na wersję steam, kiedy chcę mieć fizyczną kopię gry.
Wspaniała wiadomość, teraz tylko dylemat za jaką kwotę wesprzeć, edycja kolekcjonerska jak zawsze kusi. Miło, że tym razem będzie spora różnorodność w odwiedzanych rejonach, eksploracja była całkiem miodna w PoE wg. mnie.
Z obrazków można wywnioskować, że chodzi o Pillars of Eternity II, jednakże te liczby mnie nieco bardziej intrygują. Czyżby tym razem obyło się bez Kickstartera, podobnie jak w przypadku Tyranny?
Również uważam, że Planescape: Torment jest poza zasięgiem innych tytułów, ale mimo to dam szansę Torment: Tides of Numenera, żeby wchłonąć do tego świata bez próby porównywania do protoplastusia. Nie liczę na zachwyt na golu, czy ogólnie na temat tej gry. Podobnie jak właśnie PS:T, który pomimo wysokich ocen nie okazał się hitem. Tak samo wg. mnie bardzo udane Pillars of Eternity i Tyranny zostały niedocenione (szczególnie te druga).
Osobiście bardzo lubię klimaty fantasy, choć miło jest ujrzeć niestandardowe podejście i zastąpić szczególnie smoki czymś/kimś innym. Akurat te w Pillars of Eternity nie były jakoś szczególnie ciekawe. Mimo to na pewno będę wypatrywał sequela i z chęcią obadam, co tam panowie z Obsidianu szykują.
Zdecydowanie nawiązanie do Pillars of Eternity, co mnie bardzo cieszy, bo ten tytuł był bardzo miodny. Zastanawia mnie, czy ponownie wystartują z kampanią na Kickstarterze, czy może coś innego wymyślą. Mam też nadzieję, że panowie z Obsidianu wyciągną wnioski po pierwszym PoE oraz Tyranny, które są jak dla mnie wspaniałymi grami, żeby kolejny klasyczny cRPG mógł być jeszcze bardziej dopracowany.
To może okazać się na prawdę wyjątkowa gra. Nareszcie po kilku solidnych obsuwach będzie można wchłonąć w ten intrygujący świat.
1. Torment: Tides of Numenera - podobnie jak w poprzednim roku, jest to najbardziej oczekiwana przeze mnie gra od kiedy tylko pojawiła się na Kickstarterze. Zapowiada się coś na prawdę wyjątkowego.
2. Elex - panowie z Piranha Bytes znowu próbują czarować. Zobaczymy, co tym razem zmontują. Choć jestem pełen obaw, z chęcią zgłębię to nowe uniwersum.
3. Kingdom Come: Deliverance - Miło widzieć historyczne realia w cRPG, jak i realistyczną walkę. Trzymam kciuki, bo to może być bardzo udany tytuł.
1. Tyranny - Pod wieloma względami wg. mnie przebija odrobinkę Pillars of Eternity, bardziej dopracowany tytuł, a walka na którą wszyscy narzekają mi bardzo odpowiada. Miałem spore obawy, ale zdecydowanie pozytywne zaskoczenie.
2. Inside - niesamowicie intrygujący tytuł, podobnie jak Limbo. Momentami bardzo wymowne metafory oraz świetne wydarzenia "w tle".
3. Darkest Dungeon - Od dłuższego czasu śledziłem rozwój tej gry i nie zawiodłem się. Jest mega klimat i rozgrywka przypominająca roguelike - miód.
Po przeczytaniu, że gra ma być w pełnej polskiej wersji, bardzo się obawiałem właśnie o dubbing, ale z panem Piotrem Fronczewskim na pokładzie raczej zdecyduję się na grę z polskim dubbingiem. Miłą niespodzianką był by ktoś z aktorów, którzy podkładali głosy w Planescape: Torment, choć wiadomo że postaci z tamtej gry nie będzie w T:ToN.
Bardzo ciekawe wnioski odnośnie nazywania kogoś piratem, bo nie chce kupować gier z DRM. Sam obecnie gry kupuję wyłącznie na GoG, więc tak, omijam gry z DRM szerokim łukiem. Gracze głosują portfelami, a w nowego Dooma zagram dopiero jak się na GoG pojawi, o ile w ogóle.
Wspaniała nowina, dawno tak bardzo nie oczekiwałem nowego tytułu, jak w przypadku T:ToN.
W ogóle nie używam. Pamiętam za dzieciaka, jak słyszało się wszędzie w okół różne bluzgi i było to jakimś tam odkryciem. Jednakże nie przepadałem za towarzystwem, które mnie zachęcało do używania wulgaryzmów, stąd też nie chcąc być jak oni obiecałem sobie, że nie będę ich w ogóle używał. Tak już zostało i weszło mi w nawyk i nie umiałbym chyba nawet teraz zacząć rzucać łaciną na lewo i prawo.
Natomiast po angielsku niestety często zdarza mi się tworzyć dość barwne wiązanki.
Z gier przeglądarkowych polecić mogę Card Hunter, który nawiązuje do papierowych RPG. Bardzo ciekawe walki turowe, system umiejętności przypisany do ekwipunku i humor związany z prowadzeniem sesji przez początkującego mistrza podziemi.
Już jakiś czas nie grałem, ale zabawa przednia, potyczki z biegiem czasu robią się na prawdę trudne. Oczywiście jest system mikropłatności, ale nie jest zbyt natarczywy i da się spokojnie grać za darmo.
Mam nieco płyt CD i jednak one sprawiają największą frajdę, to coś podobnego jak te duże boxy z grami. Jeżeli już, to staram się kupować płyty i gadżety zespołu na koncertach, wtedy największy % kwoty trafia do samego artysty.
Akurat tak się składa, że moje ulubione zespoły korzystają z Bandcamp i tam właśnie kupuję wersje cyfrowe albumów, można wybrać sobie format MP3, jak i też FLAC.
Bardzo lubię gitarę basową, jednakże sam jedynie grałem tylko nieco na pożyczonej od kolegi (do góry nogami, bom leworęczny), gdzieś tam w planach mam zakup owej. Akurat ja preferuję bas, który nie jest przesadnie skomplikowany, ale wyraźnie słyszalny. Bardziej skupiam się na tonie i brzmieniu niż na technice. Natomiast jeśli chodzi o moje ulubione linie/basistów, to moim guru jest ten pan:
https://www.youtube.com/watch?v=ZRm--axzsUw
Jeżeli chodzi o naukę konkretnej linii, to sam chciałbym kiedyś nauczyć się grać to:
https://www.youtube.com/watch?v=srN1GsnBui8
Właśnie tak przeglądałem ranking i brak pierwszej części Colin McRae Rally mnie zaskoczył. Zdecydowanie moja ulubiona gra z serii i rajdowa w ogóle.
71/77 - ale to nie dungeon crawlery sprawiły mi problem, na nowszych grach się potykałem, bo dla mnie podobnie wyglądają i w niewiele z nich grałem.
Ogólnie fajnie rozwinięty quiz od poprzedniej wersji, 100 pytań byłoby też dobre.
Osobiście właśnie bym wolał więcej Tormenta w Pillars of Eternity, niż Baldur's Gate II, gdzie prawie nie dało się zrobić kroku, żeby nie wpaść na jakiegoś questa - strasznie psuje mi wczuwanie się w klimat. Dialogi oraz eksploracja (nie expienie) sprawiały mi największą frajdę w PoE. Natomiast system walki mi średnio przypadł do gustu i nie chodzi mi tutaj o brak doświadczenia na przeciwników. Głównie przyczepiłbym się do tych ataków okazyjnych rodem z 3 edycji D&D, oraz praktycznie nieskończonej ilości zaklęć przeciwników (przetestowałem na kapłanie Xauripów).
Jakie chciałbym, żeby było Pillars of Eternity II? Coś w stylu pierwszej części, czyli taki miks BG1 i PS:T, ale lepiej przemyślany i dopracowany (bez zbędnych twierdz).
Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się zamówić pre-ordera i dzięki takim akcjom upewniam się w przekonaniu, że dobrze robię. Najczęściej kupuję przy okazji solidnej przeceny, a jeżeli już mnie kusi na "kupowanie w ciemno", to jedynie wspieranie na Kickstarterze. W tym wypadku też jestem wybredny i choć wiele tytułów wg. mnie zasługuje na wsparcie, to dotychczas skusiłem się jedynie na Pillars of Eternity i Torment: Tides of Numenera.
Z resztą gry AAA już od jakiegoś czasu przestały mnie interesować, do czasu przeceny zdążę się zdecydować, czy w ogóle warto dany tytuł kupić.
Na prawdę niesamowicie ciężko wybrać jedną ulubioną, dlatego wybór padł na tą książkę, do której mam największy sentyment:
"Próba Bliźniaków" Margaret Weis, Tracy Hickman
Sporo pogłosek krąży przed Blizzconem: a to nowa gra, a to odświeżone wersje starszych tytułów, czy też po prostu patche umożliwiające granie na nowszych systemach.
Z ciekawością będę wypatrywać jakiś ciekawych zapowiedzi, ale raczej nie mam wielkich nadziei na nową grę, tym bardziej że ostatnią grę Blizzarda, którą na prawdę cenię jest WarCraft III. Później niestety Blizzard przestał być dla mnie wyznacznikiem znakomitych tytułów. Mam wręcz obawy, czy czegoś nie spaprają przy ewentualnych wersjach HD.
Im więcej się dowiaduję o Elexie, tym bardziej mam mieszane uczucia. Na prawdę chciałbym tą grę polubić, ale obawiam się że się po prostu odbiję od niej. Nie wiem, czy od razu po premierze, ale spróbuję dać jej szansę.
Natomiast niepokoi mnie ten zlepek kilku światów, oby było to jakoś sensownie przedstawione i wyjaśnione, bo na myśl przychodzi mi słynna scena z Indiany Jonesa:
https://www.youtube.com/watch?v=4DzcOCyHDqc
Również nie wzbudza we mnie zachwytu ten cały jetpack. Mam nadzieję, że będzie się dało grać bez używania tego gadżetu.
Kolejna sprawa to fakt, że panowie z PB robią w kółko te same gry. Coś w tym na pewno jest, dlatego polecam zapoznać się z historią tego studia w trakcie powstawania pierwszej gry z serii Gothic. Już po tej grze odeszło ze studia kilka ważnych osób i zaczęło się klepanie schematów.
Kilka baboli w tekście się znalazło, mianowicie Battle for Wesnoth ma gatunek RTS, a jest to strategia turowa, co pojawia się w samym opisie. W część z wymienionych gier grywam do dziś, ostatnio Beneath a Steel Sky ukończyłem. Bardzo ciekawa gra, choć fanem przygodówek nigdy nie byłem.
Trudno jest jednoznacznie określić, czy starsze gry były lepsze. Dużo zależy od tego, kto w jakim okresie zaczynał swoją przygodę z grami. Dlatego też to jest mocno subiektywnie uwarunkowane.
Osobiście wolę gry z końcówki lat 90', bo sam pierwsze gry mogłem podziwiać ok. roku 1995, kiedy to odwiedziłem kolegę z klasy. Oboje gapiliśmy się jak zauroczeni w monitor, kiedy jego starszy brat pokazywał nam Transport Tycoon, WarCrafta II i Anvil of Dawn a obok leżały numery Secret Service.
Nostalgia to ciekawa rzecz, którą z resztą bardzo lubię i z ogromną radością wracam do starszych tytułów.
Jak ktoś twierdzi, że sterowanie w Gothicu jest toporne, to chyba nie grał w Soul Reavera na PC. Obie gry genialne, ale sterowanie w SR momentami przypomina symulatora lotu z tamtych lat.
Sterowanie w Gothicu jest odrobinę nietypowe, ale po obeznaniu z nim muszę przyznać, że jest jednym z najbardziej przemyślanych, szczególnie walka w której czuję, że mam kontrolę nad tym co postać robi.
https://www.youtube.com/watch?v=CRhUJyi3_BM
Przy okazji dziś ma premierę najnowszy album Neurosis (zatytułowany "Fires within Fires").
Zastanawia mnie jedno, ta zmiana dotyczy raczej tylko Battle.net 2.0, a nie battle.net w Diablo, StarCrafcie, WarCrafcie II: Battle.net Edition (tu by chyba musieli zmienić nazwę gry nawet), Diablo II, czy w WarCrafcie III. Chyba że potem w starszych grach to zmienią też, co by było bez sensu. W każdym razie battle.net nadal istnieje z tą nazwą póki co i tylko z tego bnetu korzystam.
W zasadzie to nawet mając 10 lat chciałem mieć oryginały, bo te wielkie boxy, instrukcje i dodatki po prostu mają tą magie jak dla mnie. Niestety mieszkając na wsi 18 lat temu dostanie oryginalnej gry było dla mnie nieosiągalne. Stąd też dopiero później zacząłem gromadzić oryginały, nadrabiając przy tym tytuły z dzieciństwa. Nadal uwielbiam wydania fizyczne, szczególnie te stare duże boxy, choć ciężko jest oprzeć się promocjom na GoGu, więc i cyfrowych wydań mi nie brakuje (w tym wiele tytułów się powtarza).
Natomiast do dziś używam Daemon Tools robiąc dla siebie obrazy ważniejszych i starszych płyt, żeby ich przypadkiem nie uszkodzić.
Muszę się za to również zgodzić, że kombinowanie przy piraceniu miało swój urok i było poniekąd wyzwaniem, ach te czasy eMule, eDonkey, FlashGeta itd.
Szkoda, że twórcy po eksplozji popularności ich gry przestali ją rozwijać dla niszy, a zaczęły się fajerwerki dla mas (w tym dzieci). LoL ma sporo bolączek i dużo zmian jest mocno na siłę, podobnie nowe postaci, jednak gra nadal ma jakiś tam potencjał, chyba.
Zawsze mnie zastanawiało podejście, które rozdziela "ja" od własnego ciała. nie chcę wkraczać w aspekty wiary itd. ale chyba ciało to my? Dość łatwo jest to traktować osobno, że poniekąd ciało ogranicza nasze możliwości, ale co w przypadku choroby? To ciało choruje, czy my? Nie ma jednego bez drugiego, posiadamy jedynie świadomość samych siebie, a to też zawdzięczamy ciału poniekąd, ot takie luźne przemyślenia.
Mam podobne odczucia, myślę że GOL jednak nie potrzebuje click--baitów w stylu Dupelka.
Z tych opisów gier to odnoszę wrażenie, że bardziej służyły by łechtaniu polskiego ego, niż jako próba zainteresowania zagranicznych graczy tematem. Najpierw musiałby być solidny gameplay, a potem można doklejać warstwę emocjonalną, w stylu "Bóg, Honor, Ojczyzna".
Osobiście z chęcią bym zagrał w klasycznego RTSa w czasach WWII, szczególnie jej początkowe fazy na terenie Polski, ale bez przesadniej patriotycznej otoczki. Ciekawe by było gdyby kampanie były podzielone w stylu np. WarCrafta III, gdzie kierujemy różnymi stronami konfliktu.
Nieszczególnie podoba mi się ten news, ale zapewne wiele czasu minie zanim będę potrzebował aż tak mocnego sprzętu. Natomiast do jednego chciałbym się przyczepić, bo chyba mam jakieś deja vu.
Mianowicie chodzi mi o nakłanianie na przesiadanie się na Win 10, zarówno ze strony Microsoftu, jak i użytkowników tego systemu. Nie rozumiem po co ludzi namawiać, jak nie chcą to nie, a argument że trzeba iść z duchem czasu itd. jest po prostu głupi.
To mi przypomina, jak Blizzard promował jak się da StarCrafta II, kiedy w Korei Płd. nadal SC:BW był szalenie popularny. Podobnie wtedy też był argument, że trzeba iść z duchem czasu, przesiąść się na coś nowszego (czy lepszego to już każdego indywidualna sprawa), zarówno ze strony Blizzarda, jak i części graczy. Czas pokazał, że namawianie na wiele się nie zdało "bo nowe", SC:BW powolutku wraca na scenę e-sportową, a SC2 zaczyna dogorywać w Korei.
Jak coś jest dobre, to nie trzeba namawiać żeby z tego korzystać. Jeśli mamy nachalne promowanie, to widać że coś jest na rzeczy. Sam jeszcze długo pozostanę na Win 7, choćby dlatego że grywam w większości w stare gry.
Ostatni numer jaki kupiłem, to akurat był 100, gdzie dali WarCraft II: Battle.net Edition oraz Deus Ex. 2004 rok, więc nieco czasu minęło. Starcze numery wspominam dobrze, potem już bardzo różnie.
Natomiast obecnie od jakiegoś czasu kupuję Pixela wybiórczo, w zależności czy piszą o czymś co mnie interesuje w danym numerze.
Również przez cały artykuł wyczekiwałem Planescape: Torment i się nie doczekałem. W grze jest bardzo dużo motywów obróconych o 180 stopni, w tym śmierć i związane z nią konsekwencje, co jak dla mnie czyni tą grę wyjątkową.
Chyba większość ludzi podświadomie marzy o byciu nieśmiertelnym, natomiast Torment pokazuje, jak niefajne jest to doświadczenie. Powoduje to poniekąd, że śmierć jest wręcz ostatecznym celem gracza.
Fallout
Fallout 2
Fallout Tactics
Tylko w te 3 grałem i pierwsza część mnie najbardziej urzekła. Bardzo ciekawe i wyraziste postaci i klimatyczny świat do zwiedzania, do dziś z wielką radością wracam do tego tytułu. Do tego należy doliczyć niezapomniane zakończenie.
Akurat wiadomość, że nowy Torment również zostanie wydany na konsole nieszczególnie mnie pociesza, oby nie wpłynęło to na całokształt gry. Sam trailer bardzo fajny, nie mogę się doczekać tej gry, oby nie było już więcej opóźnień.
Problem w dużej mierze polega na samym fakcie, że seria Baldur's Gate jest wielokrotnie wychwalana i przytaczana jako inspiracja, nawet na liście GOL najlepszych cRPGów BG2 jest na pierwszym miejscu. To powoduje, że rosną oczekiwania u osób, które nie grały zaraz po premierze, bo w końcu skoro jest to tak zacna seria, to musi być na prawdę wyjątkowa. O ile sam uwielbiam pierwszego Baldura, to muszę przyznać, że w dużej mierze gry te pojawiły się po prostu w odpowiednim momencie. Wówczas brakowało cRPGa w świecie fantasy "dla każdego", był co prawda genialny Fallout, ale post-apo wtedy nie cieszyło się aż taką popularnością (jak np. obecnie). Dungeon crawlery z widoku pierwszej osoby powoli dogorywały, no i było też Diablo, które dla wielu nie było w ogóle cRPGiem. W wyniku tej suszy pojawienie się takiego Baldur's Gate wywołało niemałe poruszenie. Gra nie była i nie jest idealna, była nawet krytykowana w momencie premiery, ale wypełniła pewną lukę i stąd jej popularność. Dodatkowo w Polsce, był to jeden z lepszych dubbingów, szczególnie biorąc pod uwagę rozmiar gry i fakt, że nie było to wtedy normą.
Jednak, czy sama seria zasługuje na aż taką popularność? Raczej nie i wg. mnie bardziej na tym cierpi z powodu wygórowanych oczekiwań młodszych graczy. Dla mnie pierwszy Baldur's Gate jest moją ulubioną grą ever, podkreślam - ulubioną, nie najlepszą. Przyznaję rację, że Planescape: Torment bije ten tytuł fabułą i postaciami, a Icewind Dale ma ciekawsze walki. Baldur's Gate jest gdzieś po środku trzymając balans pomiędzy walką, a fabułą/dialogami, jednocześnie nie będąc znakomitym tytułem pod tymi względami. Również świat gry dla jednych jest pusty, dla innych oferuje swobodę eksploracji. Tutaj dochodzę do elementu, który dla mnie powoduje, że mimo wszystko bardziej przypadł mi do gustu Baldur's Gate, niż inne cRPGi z tamtych lat. BG oferuje bardzo dużo swobody w prowadzeniu gry: tworzenie swojej postaci, dobieranie drużyny, eksploracja świata, toczenie walk itd. Sam zauważyłem, że już od pierwszych podejść w 1999 roku nabrałem pewnych nawyków, które później przechodziły na inne gry, ale z powodu mniejszej wolności nie zawsze dawało to taką frajdę jak w BG.
Pozwolę sobie wspomnieć pewną cechę, którą pierwszy Baldur's Gate dzieli z pierwszą grą z serii Gothic. Obie gry były tworzone równocześnie z silnikiem, stąd też w obu powycinano sporo elementów, które pierwotnie miały się w nich znaleźć. To sprawia, że zawierają sporo "smaczków", które są pozostałościami z wyciętej zawartości. W Baldur's Gate jest spora ilość dialogów ze zwykłymi mieszkańcami, które dla mnie są fajnymi ciekawostkami. Podobnie lokacje mają w sobie tajemnice, które pozostaje graczowi sobie dopowiedzieć.
Natomiast fabuła rzeczywiście nie powala na kolana, ale mnie osobiście bardzo odpowiada motyw z Nieśmiertelnego "There can be only one!", a samego Sarevoka po prostu lubię. Dość fajnie się to powoli odkrywa idąc po sznurku do kłębka, od zwykłych plotek w gospodzie po zatopienie kopalni itd.
Baldur's Gate II dla mnie to chyba największy zawód w historii gier i nigdy tej gry nie polubiłem (choć przeszedłem), podobnie poczynania Beamdog z ich Enhanced Edition mnie wielce smuci, ale to wywód na inną okazję, póki co.
Również kupuję gry jedynie na GoGu obecnie. Wszelakich tytułów z DRM nie tykam kijem nawet. Swoją drogą dziwi mnie dlaczego na tvgry praktycznie nie wspomina się o tej platformie (GoG).
Polecam w takim razie GoG - Good old Games, gdzie oprócz starszych gier przystosowanych na nowsze systemy, można kupić też nowsze gry (w tym choćby Wiedźmina 3) i właśnie bez zabezpieczeń DRM. Wystarczy pobrać instalator (+ ewentualne patche), zainstalować i cieszyć się grą. Nawet jak kiedyś GoG padnie, to instalator będzie spokojnie działać, bo gra nie łączy się z żadnym systemem przy instalacji/włączaniu (jest GoG Galaxy dla tych co jednak wolą automatyczne aktualizacje).
Sam nie tykam niczego, co ma zabezpieczenia DRM (Steam, Origin, Battle.net 2.0 itp.), bo nie zgadzam się z taką polityką i również cenię sobie, że jak kupię grę, to jest moja na własność. Dlatego wolałbym, żeby oprócz platformy PC w encyklopedii na Gry-Online, było również podane, czy gra jest dostępna DRM-free. Z wydaniami pudełkowymi nowych gier sprawa jest trudna i można się łatwo "nadziać" na wersję na Steam.
Bardziej chodziło mi o to, że określenie "wszech czasów" odnosi się do najlepszych gier, w ogóle z całej puli, jakie powstały. W tym też te, których serwery są już nieaktywne, chyba że ja jakoś inaczej to rozumiem.
Nie kwestionuję popularności tytułów, "najlepsze" jest niesamowicie subiektywnym stwierdzeniem. Każdy ma swoje najlepsze/ulubione tytuły, niekoniecznie takie same jak kogoś innego. "Najbardziej popularne" jest bezpieczniejsze i współgra z załączoną ankietą (w końcu ilość głosów ma znaczenie, a nie ich uzasadnienie).
Piła skończyła się na Kill 'em... znaczy się na pierwszej części. Nie znoszę gore, ale jedynka ma świetny klimat, potrafiła zaskoczyć i ma jedno z najbardziej ciekawych zakończeń (genialne "game over"). Reszta leciała w dół pod tym względem, najwyraźniej twórcy uznali, że to gore przyciągnął ludzi do tego filmu i postanowili obrzydzić resztę serii, niczym równie pozbawiony fabuły i sensu Hostel, co im się udało - brawo (?). Raczej nie mam wielkich nadziei na kolejną część.
Zdecydowanie moja ulubiona książka z uniwersum StarCrafta i gorąco polecam serię Dragonlance, która mnie wciągnęła jak odkurzacz.
Proponowałbym zmianę nazwy tematu, bo jak może być to ranking gier "wszech czasów", skoro jest wymóg, żeby serwery gry były aktywne? To sprawia, że to raczej ranking najbardziej popularnych gier free-to-play "obecnie".
Z wymienionych sklepów korzystałem jedynie z komputronika i póki co jestem zadowolony. Sprzęt złożony i zapakowany solidnie, więc dopóki nie będę miał zastrzeżeń to będę raczej właśnie od nich zamawiał w przyszłości.
Mam podobne odczucia z Baldur's Gate: Enhanced Edition. Cóż, pieniążki muszą się zgadzać.
Jeżeli już, to raczej gry starsze, gdzie interfejs jest mocno ograniczony, lub są problemy ze sterowaniem. Nawet nie chodzi mi tutaj o zmianę grafiki, a głównie poprawę ogólnie mechaniki:
- WarCraft: Orcs and Humans
- Legacy of Kain: Soul Reaver
- Revenant
- Trespasser
- KKND: Xtreme
- Neverwinter Nights
- Ultima (najlepiej każda część)
- Eye of the Beholder
Znalazłoby się więcej, ale na tą chwilę te tytuły przychodzą mi do głowy.
Mam poniekąd podobny problem na GoGu, gdzie choć część gier zakupionych już kiedyś przeszedłem, to są też tytuły, które zawsze chciałem nadrobić. Podobnie przestałem kupować gry, żeby najpierw nadrobić te już posiadane. Z początku szło różnie, część tytułów okazała się "bez fabuły", coś jak wspomniany Kerbal Space Program, które po kilku sesjach odstawiłem, żeby przejść te z kampanią/fabułą. Pierwszy tytuł skończył się rage quitem, z powodu poziomu trudności mniej więcej w połowie gry, ale z kolejnymi już idzie lepiej.
Pewnie znajdą się nowe tytuły, które koniecznie będę chciał przejść, jak tylko się pojawią, ale jest ich niewiele, więc póki co nadrabiam sobie zaległości bez pośpiechu (obecnie łamię sobie musk grając w Dragonsphere - darmowa przygodówka na GoG).
Nie znam obydwu panów, ale w zasadzie o ile się orientuję to polskie najpopularniejsze (nie mylić z najlepszymi) kanały wręcz kwitną na różnych bezsensownych dramach. Teraz niemal każdy nastolatek chce być youtuberem (czy tez jutuberem), ego rośnie pod niebiosa i jakakolwiek krytyka wiąże się z wojną absolutną.
Obecnie youtube jest zalany: challenge'ami (lub czelendżami), let's playami, vlogami, szafami i innym chłamem. Smutne jest to, jak sporo ludzi przeznacza czas na oglądanie tego typu durnot, podobnie jak kwejków itp. Zauważyłem, że to wręcz w nawyk wchodzi i niektórzy spędzają na tym resztę wolnego czasu w ciągu dnia. Nie żebym nakazywał, co kto ma robić ze swoim wolnym czasem, ale warto się nad tym zastanowić.
Na youtube są dobre rzeczy, ale trzeba się przekopać przez ten cały syf, żeby do nich dotrzeć. Sam co jakiś czas filtruję subskrypcje (a i tak mam ich niewiele), gdyż nie jestem w stanie obejrzeć wszystkiego co bym chciał, tak samo jak nie jestem w stanie zagrać w każdą grę, w którą bym chciał (podobnie z filmami, muzyką itd.). Internet i łatwy dostęp do wszelakich mediów sprawił, że jest przesyt tego wszystkiego.
Ot, taka luźna obserwacja z mojej strony.
Najlepszym słowem opisującym Overwatch w moim odczuciu jest - bezpłciowy. Tak jakby Blizzard bał się zaryzykować i zrobili grę poprawną, ale kompletnie bez charakteru. W sumie obecny Blizzard, to zupełnie inna firma niż kiedyś i kilkukrotnie przekonałem się już, że nie warto pokładać w nich nadziei.
Mnie najbardziej brakuje gry:
Ascencancy (1995, PC)
https://en.wikipedia.org/wiki/Ascendancy_%28video_game%29
http://www.mobygames.com/game/ascendancy
Ach Tool i 10,000 Days, słuchało się tego na okrągło swego czasu. Po idealnym Lateralus, ciężko stworzyć coś lepszego i z początku myślałem, że z każdym albumem Tool prze do przodu. Po wielokrotnym przesłuchaniu zamiast dostrzegać różne smaczki w kompozycjach, zacząłem zwracać uwagę na drobne rzeczy, które nieszczególnie mi przypadły do gustu. Dla przykładu gitara w Rosetta Stoned brzmi sterylnie, riff jakiś bez polotu przez większość utworu. Maynard piejący w The Pot też mnie nie przekonał i w zasadzie chyba jednie bas mi się na prawdę podobał na tym albumie.
Jak dla mnie, ten album zestarzał się najgorzej i jeśli już zdarza mi się wracać, to do 3 pierwszych. Dawno już przestałem czekać na nowy album Tool, natomiast jeżeli kiedykolwiek wydadzą, to z chęcią posłucham.
Za dużo tekstu, a reszta to bieganie i walka? To czego tej grze brakuje, kółka zamiast opcji dialogowych? Postaci trzeba pilnować, bo gra nie przechodzi się sama. Na tym polega gameplay, żeby kontrolować postaci.
Gra zdecydowanie dla tych, co preferują konkretny styl cRPGów, szczególnie ten z lat 90. Osobiście od tamtego czasu czekałem na taki tytuł i się w dużej mierze nie zawiodłem. Jedynie do mechaniki walk mogę się przyczepić (np. tzw. ataki okazyjne ograniczające manewrowanie i nieskończona ilość zaklęć przeciwników).
Osobiście trzymam się z daleka od wszelakich wydań z DRM (steam, origin, battle.net 2.0 itp.), więc dla mnie wydania pudełkowe są zdecydowanie ciekawsze. Poza dodatkową zawartością miło jest spojrzeć na półkę z ulubionymi tytułami i powspominać doświadczone przygody. Dlatego też nadrabiam kolekcję również o starsze tytuły, jeśli to możliwe. Jedyne wydania cyfrowe jakie akceptuję, to te na GoG, gdzie rzeczywiście mam gry na własność i bez ograniczeń.
Często jest tak, że mając bibliotekę samych wydań cyfrowych, większość tytułów idzie w zapomnienie, bo najczęściej kupione w paczkach po przecenie i nigdy nie tkniętych. Natomiast fakt, na wydanie pudełkowe dłużej się czeka, ale to oczekiwanie zwiększa chęć i ciekawość odnośnie tytułu, a potem frajdę z odpakowywania i przeglądania zawartości. Jest w tym jakaś magia, ale tak na prawdę każdy sam sobie musi odpowiedzieć, jakie wydania preferuje.
Ogólnie odcinek niezły, od bodajże 2 sezonu zazwyczaj pierwsze epizody były wolne, a tutaj trochę akcji było. Niestety cały wątek Dorne mnie załamuje od poprzedniego sezonu i teraz może być tylko gorzej.
spoiler start
Po śmierci Dorana, który był chyba jedyną rozgarniętą postacią tam.
spoiler stop
Co jeszcze mnie już nudzi to chyba jakaś fascynacja twórców odnośnie
spoiler start
męskich genitaliów.
spoiler stop
Za każdym razem to tak dobitnie podkreślają, że nic tylko facepalm i raczej nie spodziewałem się, że na dodatek Tyrion walnie tak infantylną ripostę.
Tak, czy inaczej jestem ciekaw jak się cała fabuła potoczy.
Do dziś mam ogromny dylemat między Quake II i Unreal. Oba jak dla mnie znakomite, ale tak od siebie różne. Quake ma swój brudny klimat i chyba najlepszy soundtrack jaki w życiu słyszałem, szkoda że do multi coraz ciężej znaleźć chętnych. Unreal uwielbiam za eksplorację i niesamowity świat, soundtrack również niesamowity. Szczególnie polecam granie w coop. W oba mi się znakomicie strzela i sprawiły, że moją ulubioną bronią w FPSach jest wyrzutnia rakiet. Jeśli już muszę wybierać, to będzie to Quake II wręcz minimalnie i tak też zagłosowałem.
Dobry materiał, ale w przypadku Siege of Dragonspear trochę nie trafione w sedno sprawy, podobnie jak Ed Greenwood z resztą. Z tego, co mi udało się wyczytać, to burza zaczęła się nie z powodu postaci trans jako tako (to było później, niejako skrót myślowy do krytyki ogólnie dodatku), a z powodu wypowiedzi jednego z twórców w wywiadzie oraz potem przytoczonego postu na forum Beamdog. Jej celem było promowanie idei różnorodności postaci w grach, ponieważ tworzenie białych mężczyzn hetero jest najzwyczajniej nudne, oryginalny Baldur's Gate ma elementy seksistowskie i jak komuś nie odpowiadają ich zmiany, to trudno (niesławne "too bad"). Sama jakość dodatku i postaci dodała czary do ognia (np. kwestia Minsca, fabuła i bugi). Takie nastawienie zapoczątkowało burzę i myślę, że niektórzy pamiętają jaki efekt wywołał marketing Daikatany Johna Romero ("John Romero is about to make you his bitch" i "Suck it up"). Cóż, sporej grupie ludzi takie podejście się nieszczególnie spodobało. Więc jeśli już twórcy chcą przedstawić jakieś idee, lepiej dla nich żeby nie brzmieć przy tym jak dupki, a jeśli tak to lepiej żeby gra była wysokiej jakości. Takie to proste i właśnie tutaj Beamdog zawalił sprawę.
Nieco z innej beczki, trochę myślałem o tym argumencie, że tworzenie postaci, które są białymi hetero mężczyznami jest nudne/mało różnorodne. Z mojego doświadczenia grania w tzw. papierowe RPGi często znajdą się gracze, którzy chcą stworzyć jak najbardziej unikatowe postaci. Dawniej sporo osób chciało grać Drowami - Mrocznymi Elfami, każdy wymyślał powód dla którego może przebywać na powierzchni bez kar i część miała też powód dlaczego ich postać ma charakter dobry. Obecnie podobna sytuacja ma miejsce z Dragonborn - Smocze Dziecię (?) (wolę Dragonporn - ma sens biorąc pod uwagę jak "powstają"). Dla mnie osobiście jest to pójście na skróty, żeby stworzyć wyjątkową postać. Rasa, płeć i orientacja nie sprawiają że postać jest unikatowa, jego/jej(tego?) historia i motywy sprawiają, że jest ciekawa. Można wymyślić tyle ciekawych i wyjątkowych historii postaci (proste przykłady - został sprzedany w niewolę, przypadkiem zabił swoich rodziców, porzucił bóstwo, któremu służył, stracił oko w pojedynku itd.). Nieistotna jest rasa, płeć i orientacja seksualna postaci, to jej historię, którą chce się opowiedzieć będzie się pamiętać.
Stąd też nie mam nic przeciwko różnorodności ras, płci i orientacji postaci, ale jak dla mnie nie są one wcale potrzebne, żeby dana postać była wyjątkowa.
Mnie bardziej od aspektu technicznego martwi sama fabuła. Gdyby chociaż trzymali się WarCraft: Orcs and Humans, to by było dobrze. Jednakże ten retcon z brązowymi orkami wszystko psuje "Orkowie wcale nie są źli, po prostu szukają nowego domu i ludzie ich nie rozumieją" jeszcze tylko dodać do tego Medivha śpiewającego o swoich złych planach i mamy film na poziomie Disneya, yay.
Oczywiście musi być jeszcze romans człowiek-ork, a jakże.
Na starcie raczej nie, zapewne pojawi się opcja z polskimi napisami, ale na dubbing nie ma co liczyć.
Miałem kiedyś sen, po którym długo czułem się nieswojo. Mianowicie śniło mi się, że byłem w trakcie długaśnej wędrówki przez ośnieżone pole. W oddali przede mną wyłaniał się las. Przez długi czas podążałem samotnie do nieznanego celu. W końcu dogonił mnie ktoś, miał przysłoniętą twarz i gogle. Zaintrygowany zaczekałem, ale czułem że coś się święci. Przybysz rzucił się na mnie wyciągając sztylet. Szarpaliśmy się przez jakiś czas, jednak bez broni byłem bez szans. Kilka celnych ciosów ostrzem i leżałem w śniegu wpatrując się w mojego przeciwnika. Przed zadaniem ostatecznego ciosu zsunął szalik i gogle. Miał moją twarz.
Miewam także totalnie głupie sny i czasami wyrywam się z nich będąc jeszcze myślami we śnie:
Pewnego razu śniło mi się, że do mojego pokoju wbiegł rozwścieczony jeleń. Natychmiast zerwałem się z łóżka (budząc się) i pobiegłem na drugi koniec pokoju chwytając co popadnie do obrony. Po chwili zdałem sobie sprawę, że mi się to śniło i stałem sobie z poduszką obronną w ręku śmiejąc się z samego siebie.
Całkowicie się zgadzam z autorem artykułu, choć w zasadzie najbardziej mnie irytuje sam marketing tych zabawek. Niby totalna rewolucja, przyszłość elektronicznej rozrywki i podobne banialuki. Według mnie zwykły gadżet z fajerwerkami, który daje mniejszy komfort niż tradycyjny monitor. Wiele razy firmy próbowały wcisnąć podobne zabawki, twierdząc że z nimi wiązać się będzie przyszłość. Dziękuję, postoję.
27 lat
1. Valhalla Rising (2009)
2. Beyond the Black Rainbow (2010)
3. The Man From Earth (2007)
4. The Lord of the Rings: Fellowship of the Ring (2001)
5. Blood, Sweat + Vinyl: DIY in the 21st Century (2011)
6. American: The Bill Hicks Story (2009)
7. Terminator 2: Judgement Day (1991)
8. Braveheart (1995)
9. The Thing (1982)
10. Monty Python and the Holy Grail (1975)
Bez trailera, bo najczęściej jest zbyt dużo spoilerów.
Zazwyczaj właśnie gram w kilka gier równolegle, dzięki temu żadna mnie nie nuży. W ciągu dnia zdarza mi się zagrać w nawet 3-4 tytuły, ot taki nawyk. Po prostu lubię sobie urozmaicać. Wyjątkiem było Pillars of Eternity w zeszłym roku, dla którego zrobiłem przerwę w pozostałych tytułach i przeszedłem od początku do końca grając wyłącznie w to. Prawdopodobnie podobnie zrobię kiedy wyjdzie Torment: Tides of Numenera.
Pierwsza część Gothica zdecydowanie pozostaje jedną z moich ulubionych gier, do których z wielką radością wracam. W zasadzie nie byłem świadomy, że w Polsce istnieje taki kult tej gry, dopiero po rejestracji na GOL-u kilka lat temu i poczytaniu kilku artykułów się zorientowałem, jak bardzo lubiany jest ten tytuł w naszym kraju. W sumie cieszy mnie, że jest to właśnie Gothic: gra nieco niszowa i nieszczególnie popularna na świecie, ale przede wszystkim bardzo klimatyczny cRPG.
Trochę nie rozumiem krytyki tej gry, która głównie skupia się na dwóch argumentach - toporna i brzydka. Jeżeli chodzi o toporność mechaniki, to Gothic wcale nie jest taki straszny. Legacy of Kain: Soul Reaver jest sto razy bardziej toporny (szczególnie elementy platformowe), a przeszedłem tą grę na klawiaturze. Nie wiem jak inni, ale ja mam zwyczaj na początku rozgrywki oswajania się ze sterowaniem i ew. zmiany konfiguracji (np. w Gothica gram na klawiaturze numerycznej). Grafika jest kwestią bardzo subiektywną, a grywałem w brzydsze gry. Gothic po prostu wyszedł w okresie, gdzie 3D głównie było "kanciaste" (np. wspomniany wcześniej Soul Reaver, Morrowind, czy nawet WarCraft III). Osobiście nie przejmuję się tyle technicznym zaawansowaniem grafiki, co bardziej stylem, a ten w Gothicu jak najbardziej mi pasuje: kolory oraz design istot, pancerzy, broni i lokacji.
Wracając do toporności, to po przyzwyczajeniu się do sterowania w Gothicu, bardzo je polubiłem. Powiedziałbym wręcz, że jest intuicyjne i jest jednym z moich ulubionych, jeżeli chodzi o walkę. Zdecydowanie wolę to, niż klikaninę w Gothicu 3. Ekwipunek też nie sprawia mi problemu, po prostu targanie zbyt dużej ilości gratów powoduje chaos, ba w Gothicu 2 się częściej gubiłem w plecaku.
Jest natomiast jedna rzecz, z którą się nie pogodzę. Główny bohater to nie Bezimienny. My po prostu nie poznajemy jego imienia. Jest w grze nawet kilka sytuacji, gdzie bohater próbuje się przedstawić i rozmówca przerywa mu czymś w stylu "Nie obchodzi mnie jak się nazywasz". Jak dla mnie to dużo dodaje do wczuwania się w postać, niby gramy kolesiem z narzuconą osobowością, ale brak imienia pozwala się bardziej utożsamić z bohaterem (po przejęciu kontroli nad inną postacią nad głównym bohaterem zamiast imienia pojawia się po prostu "Ja"). Dlatego tak bardzo irytuje mnie retcon w drugiej części i (uwaga spoiler, dla tych co nie ukończyli Gothica 2) kwestia ostatniego smoka "Ja nie mam imienia, podobnie jak ty nie masz imienia." - *Facepalm*. Bezimienny jest w Planescape: Torment i tam motyw imion jest bardzo istotny, w Gothicu to po prostu się nie trzyma kupy (w Gothicu 2 konkretnie).
Tymczasem w samej grze bardzo lubię "tajemnicze" lokacje, gdzie widać że twórcom nie udało się ich dokończyć i pozostaje jedynie się domyślać, co tam mogło być: arena niedaleko chaty Cavalorna, dziwny ognik na środku bagien, kolumna w ruinach klasztoru, itp. dodaje to klimatu i jest niejako efektem tworzenia gry równocześnie z silnikiem, gdzie po prostu brakuje czasu, żeby dokończyć wszystkie pomysły. Podobni jest w Baldur's Gate, który również był tworzony równocześnie z silnikiem Infinity i część zawartości została wycięta/niedokończona.
Długaśny post wyszedł i tyle wspomnień związanych z Gothiciem, czas sobie ponownie odświeżyć tą znakomitą grę.
BG:EE dałem radę do 5 rozdziału przejść i podziękowałem panom z Beamdog. Niby bugi poprawili, dodali fajerwerki oraz zawartość, ale gdzieś po drodze zgubili klimat Baldur's Gate. Sama postać Dorna rozwala cały balans, a jakoś kamienne gui i oryginalne animacje postaci bardziej mi pasują do pierwszego BG.
Stąd też wolałbym żeby dali sobie spokój z BG i IWD, a zamiast tego stworzyli coś własnego. Jak ktoś ma problem z odpaleniem tych gier na nowszych systemach, to jest GOG.
Rzeczywiście renesans to może za dużo, ale jest światełko na końcu tunelu przynajmniej. Myślę, że ten rok może być kluczowy dla tego gatunku. Spore nadzieje związane są z nowym Tormentem, a Obsidian właśnie zapowiedział kolejnego CRPGa, o którym mam nadzieję niebawem będziemy wiedzieć więcej. Nawet jeżeli klasyczne CRPGi pozostaną jako nisza, to i tak jestem dobrych myśli. Sam artykuł bardzo fajny i miło jest sobie odświeżyć starsze tytuły, które przyczyniły się do rozwoju gatunku.
Rzeczywiście obecnie mamy okazję doświadczyć swoistego renesansu tego gatunku i przyszłość póki co wygląda całkiem ciekawie, więc chyba nie jest aż tak strasznie. Owszem złote czasy raczej nie wrócą i będzie to raczej nisza, ale cieszy podejście twórców, którzy chcą tworzyć gry dla tej niszy właśnie, nie przykuwając szczególnej uwagi do mainstreamu.
Przy okazji jak w artykule pojawia się wątek o końcówce lat 90, to screen z Baldur's Gate: Enhanced Edition (wydanego w 2012) troszkę nie na miejscu jest. Bardziej pasowałby do ostatniego okresu, a wcześniej raczej screen oryginału z 1998 roku.
Jeżeli chodzi o odprężenie, to osobiście preferuję ambient:
ASB & Syllix - Suspended
https://www.youtube.com/watch?v=l7Y0ODOQWMw&index=10
Póki co dla mnie najbardziej udanym rocznikiem był 1998. Z żadnego innego rocznika tylu tytułów nie ograłem i do tego też najczęściej wracam z ogromną frajdą. Tytuły, które najmilej wspominam:
Baldur's Gate, StarCraft, Unreal, Carmageddon II: Carpocalypse Now, Fallout 2, The Settlers III, Half-Life, Airline Tycoon, Colin McRae Rally, Populous: The Beginning, Rage of Mages, Blood II: The Chosen, Need for Speed III, Dune 2000, Industry Giant, KKND2: Krossfire, Knights and Merchants: Schattered Kingdom, Turok 2: Seeds of Evil, Trespasser.
Przy okazji tegorocznego turnieju w UT2004, który pomagałem zorganizować dyskutowaliśmy właśnie z kolegą na podobny temat. Otóż on uważał, że w grach typu UT się nie myśli w przeciwieństwie do CSa, tylko nawala jak najszybciej. Wyprowadziłem go z błędu, gdyż w grach tego typu jest wbrew pozorom nad czym myśleć. Przede wszystkim mam tu na myśli 1v1. Tutaj głównie trzeba znać mapę i spróbować przewidzieć następny ruch przeciwnika, wiedzieć jak najbardziej optymalnie się przemieszczać, żeby zdobyć kluczowe pozycje/przedmioty na mapie. Istotne decyzje podejmuje się głównie po straceniu fraga, czy gonić jak najszybciej przeciwnika, póki jest osłabiony, czy zajmować istotne lokacje. Dochodzą do tego jeszcze typy broni i w jakiej sytuacji się lepiej sprawdzają.
Przykład: Na mapie DM-Morbias II w UT99' są 2 windy po przeciwnych stronach areny, schowane nieco w tunelu. Co jednak jest ciekawe nie przylegają one bezpośrednio do ścian po bokach. Żeby zmylić przeciwnika wchodzę na windę i w trakcie jazdy w górę zeskakuję na lewo, lub prawo. Przeciwnik myśli, że jestem na "balkonie", a ja tak na prawdę zostałem na dole i mogę wykorzystać moment zaskoczenia.
Mój poprzedni komentarz się nie dodał (być może za długaśny), więc próbuję ponownie, trzeci raz nie będzie mi się chciało tego samego pisać:
Muszę przyznać, że spodziewałem się właśnie bardziej gier single. Lista jest dość "typowa". Wiadomo że gry sieciowe pochłaniają najwięcej czasu, gdyż nie mają jasno określonego zakończenia.
Osobiście preferuję właśnie gry dla jednego gracza, bo jeżeli już grać w multi, to ze znajomymi. Nie przepadam za grą z losowymi osobami, a rywalizacja często się kończy na rzucaniu obelgami ze wszystkie strony. Nie oznacza to jednak, że gier sieciowych nie lubię.
A oto tytuły, na które poświęciłem najwięcej czasu dotychczas:
1) Baldur's Gate - od momentu ujrzenia screenów w czasopismach, potem samej gry u kolegi i w końcu dorwaniu jej we własne szpony (rok 1999) przechodzę całą grę przynajmniej raz w roku. Mnóstwo możliwości tworzenia postaci, składu drużyny i spora wolność w zwiedzaniu świata - główne powody, dlaczego gra mnie nadal nie nudzi. Grywałem w oryginał, potem z modami, później znowu w oryginał. Po dziś żaden tytuł nie urzekł mnie tak bardzo jak ten.
2) WarCraft II: Tides of Darkness - dawniej mój wielki nr 1. Obecnie gram raczej sporadycznie, jednak swego czasu nie mogłem oderwać się od monitora. Niby mechanika dość prosta i niewielkie różnice pomiędzy stronami, ale klimat idealnie trafia w mój gust. Zug, zug.
3) StarCraft - tutaj zarówno single, jak i multiplayer. Tyle znakomitych map i kombinowania nad taktykami, sam miód. Dodatkowo moje zainteresowanie podsycało śledzenie turniejów w Korei w latach 2007-2012 (nadal coś tam grywają, ale już nie na taką skalę). Granie w multi daje ogromną frajdę, mimo że graczem jestem raczej przeciętnym.
4) Quake II - choć to Doom wprowadził mnie w świat FPSów, to jednak w Q2 zagrywałem się najwięcej. Najpierw przechodząc wielokrotnie kampanię, potem dodatki. Później ktoś w liceum na informatyce odkopał tą grę na komputerach i nie było końca deathmatchom na The Edge. Chyba jedna z niewielu gier, w których potrafiłem skopać tyłki dobrym graczom, choć obecnie już raczej nie za bardzo.
Honorbale mention: Transport Tycoon Deluxe - po dziś uwielbiam losowe mapy z pagórkami i jeziorami oraz budowanie zawiłych tras kolejowych.
Jak widać u mnie dominują gry z lat 90-tych, gdyż wtedy rozpoczynałem swoją przygodę z grami i miałem najwięcej wolnego czasu na granie. Mam nostalgiczną naturę, więc bardzo chętnie powracam do ulubionych tytułów z tamtych lat.
Też jest mi niewygodnie w takiej pozycji siedzieć i również nie mam jakiś ogromnych gabarytów w kroczu, natomiast mam grubaśne uda (głównie przez rower i dawniej siłownie). Jedynie taki powód "uciskania" przychodzi mi do głowy. Jeżeli już noga na nogę, to tylko ew. kostka oparta na drugim kolanie, jednakże nie wiem na ile jest to "męskie".
Bardzo nie podoba mi się takie posunięcie ze strony Blizzarda. Nie udało mi się jeszcze zebrać najważniejszych kart, a tu niebawem polecą one do kosza, szkoda. Swoją drogą i tak przesadnie dużo w to nie grałem, więc Heartstone na razie podziękuję i raczej będę jedynie oglądał jak Day[9] kombinuje z różnymi deckami.
Wspaniały artykuł, podobnie jak i sama gra. W zasadzie większość z ciekawostek wiedziałem, ale chyba przekonałem się, żeby spróbować zagrać z modami.
Polecam obejrzeć wywiad zarówno z Chrisem Avellone, jak i Guido Henkelem w Matt Chat na youtube (po angielsku). Natomiast strona grimuar.pl to świetny serwis poświęcony Planescape: Torment oraz jego duchowego następcy. Oba źródła są istną kopalnią wiedzy o poczciwym Tormencie. Z tego co pamiętam panowie z RPG Codex próbowali się skontaktować z Lustmordem w sprawie jego wersji soundtracku, ale niestety niewiele z tego wyszło. Swoją drogą to właśnie wraz z odejściem Guido z Interplay na krótko przed wydaniem gry, nowy producent zadecydował o zmianie soundtracka.
Szkoda, że tyle elementów zostało z gry wyciętych, jednak mimo tego ten tytuł pozostaje jako jedyny w swoim rodzaju. Gdyby tylko panowie z Wizards of the Coast nie olali settingu Planescape, to może nowy Torment byłby pełnoprawnym sequelem.
Ostatnio nadrobiłem Incepcję, którą pewnie każdy widział, ale ja nie miałem okazji. Bardzo fajny film z intrygującym zakończeniem.
Z filmów, które widziałem jakiś czas temu, ale nie są szczególnie znane, a mimo to bardzo dobre polecam Valhalla Rising. Film minimalistyczny i przesiąknięty symboliką, jednak z niesamowitym klimatem. Zarówno pod względem obrazu, jak i dźwięku.
Wczoraj mój ulubiony zespół miał swoje 30 urodziny i nadal panowie nie przestają wymiatać, choć to dość specyficzna "nisza" metalu. Mam tu na myśli zespół Neurosis, który zaczynał od punkowych klimatów, żeby później ewoluować z każdym wydanym albumem, gdzie spokojny ambient łączy się ze ścianą gitar, tribalową perkusją i częstą zmianą tempa (głównie wolne) z dużym naciskiem na klimat/atmosferę.
W zasadzie ciężko ich zaprezentować jednym utworem, więc wybrałem ten, co ma w sumie najwięcej charakterystycznych dla nich elementów i jest jednocześnie jednym z moich ulubionych. Przy okazji polecam przesłuchać cały album Through Silver in Blood, ten zespół mnie nauczył słuchania muzyki albumami, co podobnie interpretuję jak czytanie książki. Trzeba poznać całość i dać się wciągnąć w atmosferę. Takie albumy właśnie moim zdaniem tworzy Neurosis i zespoły przez nich zainspirowane.
https://www.youtube.com/watch?v=KWT-7_EZ3Wo
O ile Pillars of Eternity nie mogłem się doczekać, tak nowy Torment to zupełnie inna sprawa. Szkoda, że Wizards of the Coast w zasadzie olali Planescape i potrzebny był nowy setting. Mimo to jestem od początku niesamowicie pozytywnie nastawiony na ten tytuł, na tyle że nawet na edycję kolekcjonerską się skusiłem. Trzymam kciuki z ekipę InXile, aby udało im się stworzyć równie wyjątkowe dzieło, co pierwowzór.
W pracy nadal używam Windows XP bez problemu, a w domu win7. Już te powiadomienia o win10 mnie irytują, ale taka zagrywka to już przesada. Niech sobie szantażują i wciskają kit o zaprzestaniu "wspierania". Z natury jestem uparty, więc na starcie win10 podziękuję, dla zasady.
W moim przypadku to nie tyle wina samych nowych gier, choć sandboxy potrafią się niemiłosierni dłużyć, a zmiana trybu życia. Obecnie praca i obowiązki zajmują tyle czasu, że brakuje go na rozwijanie moich pasji. Najczęściej lubię poświęcić przynajmniej 2-3 godziny na granie w jeden wciągający tytuł, ale obecnie zdecydowanie co raz trudniej o to.
Dodatkowo chyba rozwój internetu również ma na to wpływ, w szczególności łatwy dostęp do ogromnej ilości gier. Kiedyś ciężej było w krótkim czasie zgromadzić pokaźną bibliotekę gier, obecnie wystarczy parę kliknięć i już na swoim koncie można zebrać od groma tytułów. Dochodzą do tego własne zarobki i można zostać wręcz przytłoczonym ogromniastą górą gier do ukończenia.
Smuci mnie to, ale dlatego bardzo selektywnie wybieram tytuły, w które rzeczywiście mam zamiar zagrać.
1) Pillars of Eternity - długo oczekiwany powrót klasycznych cRPGów w rzucie izometrycznym. Już dawno nie miałem okazji chłonąć świata niczym gąbka. Walka jest momentami irytująca (kwestia przyzwyczajenia), ale poza tym gra wspaniała.
2) Heroes of the Storm - rok temu porzuciłem League of Legends z powodu toksycznej społeczności oraz konieczności uczenia się gry od nowa po większych patchach. HotS zaoferował rozgrywkę bardziej przyjazną i choć można przyczepić się to pewnych rzeczy, to jest to miła odskocznia.
3) Mortal Kombat X - seria po restarcie zaczęła zmierzać lepszym kierunku i oby ten trend się nie zmienił.
1) Torment: Tides of Numenera - chyba na żadną grę tak nie czekałem, jak na następcę Planescape: Torment. Pillars of Eternity jest niesamowite, ale Torment jest jedyny w swoim rodzaju. Nie mogę się doczekać, żeby wchłonąć w ten świat i historię bez reszty zaczytując się w ścianach tekstu.
2) Darkest Dungeon - bardzo zaintrygowała mnie ta gra, klimaty niczym w opowiadaniach Lovecrafta, zapowiada się miodnie.
3) Kingdom Come: Deliverance - już dawno odpadłem w wyścigu zbrojeń za najnowszymi produkcjami z extra grafiką itp. ale w tym wypadku gra prezentuje się nadzwyczaj zachęcająco.
Najczęściej sięgam po wszelakiej maści wyrzutnie rakiet, gdyż grywam głównie w serie Doom, Quake i Unreal, reszta mnie nie za bardzo nie przekonuje. Swoją drogą również lubię bardzo charakterystyczną broń w grach z serii Quake (od II), mianowicie Railgun. niby to samo, co karabin snajperski, ale jednak za tymi drugimi nie przepadam. Mało popularne, ale prze ze mnie lubiane są także wyrzutnie granatów oraz biokarabiny.
Bardzo zacna lista i w zasadzie się z nią zgadzam. Natomiast inna zapomniana gra, której kontynuację bym chętnie ujrzał to Anvil of Dawn. Szkoda, że gra została przyćmiona przez Stonekeep i choć obecnie mamy serię Legend of Grimrock, to Anvil of Dawn miał specyficzny styl, jeżeli chodzi o lokacje, a zwłaszcza postaci. Na dodatek przytłaczająca atmosfera przegranej, szczególnie przy napotkaniu pozostałych bohaterów. Bardzo przyjemnie wspominam ten tytuł i z chęcią bym wsparł przykładowo na Kickstarterze, lub czymś podobnym.
Mi na szczęście udało się wyleczyć z nadmiernego hoardingu. Teraz wręcz uwielbiam korzystać ze mikstur, złota, przedmiotów z ładunkami, amunicji itp. Jednak funduszy nigdy nie wydaję na amunicję, jedynie na mikstury leczące i rzadkie przedmioty. Nadal uwielbiam znajdować przeróżniaste przedmioty, sprzedawać zbędne i używać przydatne.
Całkowicie się zgadzam z tym, że z dubbingiem bywa bardzo różnie. Są produkcje, gdzie Polski dubbing przebija oryginalny. Są też takie, gdzie uszy skręca. Na filmwebie jest krotki wywiad z Jackiem Kopczyńskim na temat dubbingu (przy okazji premiery Risen 2) i wspomina tam, że znani aktorzy niekoniecznie potrafią operować głosem. W końcu cały proces odgrywania wygląda zupełnie inaczej.
Co do aktorów teatralnych, to myślę że w większości dobrze się sprawdzają i nie koniecznie mówią hiperpoprawnie. W teatrze nie zawsze jest patos i super poprawność językowa.
Jak dla mnie ulubione gry po polsku to właśnie złota era polskiego dubbingu: Baldur's Gate, Planescape: Torment oraz Gothic. W te tytuły nie wyobrażam sobie grać inaczej, niż po polsku. Są natomiast gry, których oryginalny dubbing jest po prostu nie do przebicia. Chyba najlepszym przykładem jest seria Legacy of Kain - genialny Simon Templeman, Michael Bell, czy legendarny Tony Jay.
Jeżeli chodzi o przykład fatalnego dubbingu po polsku, to zapadła mi w pamięci gra Submarine Titans.
Świadomość to ciekawa rzecz. Tak bardzo przeraża nas jej brak, że staramy się racjonalizować stan, po którym po prostu znika. Zawsze fascynowały mnie pojęcia nicości i nieskończoności absolutnej. Swoją drogą te dwie rzeczy są dowodem, że nasze umysły jednak nie są tak rozwinięte, jak byśmy tego chcieli.
Człowiek nawet nie jest w stanie sobie wyobrazić "niczego" (nie, nie Fryderyka). Możliwe by to było prawdopodobnie gdybyśmy się urodzili nie posiadając zmysłów. Czy jednak możliwa byłaby wtedy świadomość, skoro ni jak nie można doświadczać otaczającego nas świata.
Nie wiem ilu z was miało przyjemność/nieprzyjemność być w narkozie. Ja 2 razy przy okazji zabiegów w szpitalu. Myślę, że ten stan jest dość bliski temu, co można by nazwać brakiem świadomości, zmysłów, lub nawet śmiercią. Takie przynajmniej ja miałem doświadczenie: pobudka po kilku godzinach bez odczucia upływu czasu, nie śniłem, po prostu zdawało mi się, że się obudziłem zaraz po tym jak zasnąłem. Można by to chyba nazwać, że mój umysł doświadczył "nic".
Skoro fizycznie ćwiczyć nie możesz, to czas rozruszać umysł, który też potrzebuje treningu. Dlatego też polecam film 'Człowiek z Ziemi' (The Man from Earth) oraz książkę 'Człowiek z Wysokiego Zamku' Philip K. Dick. Jedno i drugie daje do myślenia.
Osobiście sam mam czasami bardzo skrajne opinie o danych grach i producentach, jednak raczej zachowuję je dla siebie, bo choćby nie wiadomo jak tą opinię ubrać, to zawsze pozostanie subiektywna. Tyle ile ludzi na świecie, tyle jest możliwych opinii na dany temat. Dlatego zamiast bronić się za zasłoną obiektywności, wolałbym żeby recenzje używały całej skali 1-10 przy zaznaczeniu, że jest to opinia subiektywna, nawet jeżeli jest kolektywna (np. całej redakcji).
Momentami brakuje w dyskusjach pogodzenia się z faktem, że można się z kimś/opinią nie zgadzać. Nie ma w tym absolutnie nic złego. Stąd też, jeżeli już wyrażam swoją opinię o danej grze, to lubię streścić nieco swoją historię związaną z nią lub z serią oraz osobiste doświadczenia w trakcie grania, coby czytający mogli zrozumieć skąd się dana ocena wzięła. Jeżeli już się z kimś nie zgadzam, to krytykę kieruję w stronę gry, a nie osoby.
Nie ma gry dla wszystkich i nie ma jednej oceny absolutnej.
Taki trend ma miejsce nie tylko wśród gier, w filmach również można się pogubić w tytułach danej serii momentami np.: First Blood, Rambo: First Blood Part II, Rambo III, Rambo. Czasami odnoszę wrażenie, że twórcy nie lubią dużych cyfr w tytułach, albo próbują wcisnąć marketingowy kit pokroju "zapomnijmy o poprzednich częściach - zaczniemy od nowa". Możliwe, że ma to związek z tym, że kolejne części są tworzone przez zupełnie inny skład, stąd nie chcą być powiązani z poprzednimi. Tak czy inaczej nie przepadam za tym trendem, już dodanie podtytułu w jakimś stopniu pozwoli rozróżnić daną część.
Co kilka lat lubię eksperymentować z brodą i od ponad roku preferuję taką 1,5-2 cm, którą podkaszam co miesiąc. Poza tym nie znoszę wąsów, strasznie mnie swędzą, więc co ok. 6 dni golę, podobnie jak tzw. 'neckbeard'. Natomiast nigdy nie golę się na 0, gdyż tego moja skóra też nie znosi.
Nie wiem, czy mógłbym funkcjonować bez brody, swego czasu na studiach jak zgoliłem dość długą kozią bródkę, to potem przez tydzień przyłapywałem się na próbie jej "głaskania".
[7] To zależy co chce się rozwijać, taktyka to tez rozwój. A w grach typu bejeweled też można przewidzieć pewne kombinacje pomimo losowości, wszystko kwestią gustu. Osobiście bardzo dobrze się bawiłem przy obu tytułach, jak i osoby z różnego przedziału wiekowego i obojga płci. Moim celem było jedynie podać tytuły, które są przystępne i przyjemne dla osób, które dużo czasu przy grach nie spędzają.
Jakbym chciał podać grę najbardziej rozwijającą, to bym podał Planescape: Torment i koniec tematu, ale to nie jest gra dla każdego. Tym bardziej, że autor(ka) wątku nie podał(a) zbyt wiele szczegółów, co do tego jakie gry preferuje.
Z tego, co udało mi się zaobserwować, to na myśl przychodzą mi dwa tytuły, które podobały niemal każdemu i w tym dziewczynom również:
- Plants vs Zombies - niezwykle przyjemna gra, może być odrobinę trudna na dalszych poziomach dla nowicjuszy. Zarówno oprawa jak i klimat dostarczają sporo śmiechu i jest nad czym główkować.
- Puzzle Quest - ciekawe połączenie gry cRPG i logicznej (w stylu Bejeweled). Ciekawe postaci i sporo kombinowania, jak ktoś lubi gry tego typu to potrafi bardzo wciągnąć.
Z nieco starszych tytułów Worms Armageddon może być nie lada frajdą, ale najlepiej mieć kogoś jeszcze do gry, najlepiej na jednym komputerze. Swego czasu moja siostra przeszła pierwsze Diablo (a graczem raczej nie jest) i bardzo jej się podobało, jednak to już zależy o wiele bardziej od gustu.
strelnikov jeżeli masz na myśli Interplay, to Brian Fargo odszedł w 2001, to po jego odejściu zaczęło dziać się źle w studiu (choćby zamknięcie Black Isle w 2003). A sam Fargo nie firmował Fallouta 1 i 2, tylko twórcy oddali mu hołd dając jego nazwisko na początku, gdyż jest autorem Wasteland, na którym Fallout się mocno wzorował.
Za Torment: Tides of Numenera mocno trzymam kciuki. Patrząc na skład zespołu (kilka osób pracowało nad pierwszym Tormentem) jest duża nadzieja na niesamowite doświadczenie. Jedna z dwóch gier, które wsparłem na Kickstarterze (pierwsza to Pillars of Eternity) i nie żałuję póki co.
Jeżeli chodzi o wczuwanie się, to moim ulubionym tytułem pod tym względem jest Planescape: Torment, nie ma w nim pozostałych wymienionych elementów, ale kształtowanie i losy bohatera są niesamowite. Z tego powodu warto też poczekać na duchowego następcę - Torment: Tides of Numenera, który jest obecnie w fazie alfa.
Gra, która natomiast posiada wspomniane elementy, to Pillars of Eternity, choć zarówno "swój kąt", jak i crafting/zielarstwo nie są najmocniejszymi stronami, ale umilają grę mimo wszystko. Tytuł nazwałbym zbalansowany pod wieloma względami, gdzie historia głównego bohatera dla mnie była bardzo intrygująca i wciągająca. Główną postać tworzymy sami, więc łatwiej się wczuć, sam etap kreacji postaci jest przecudowny.
Jako początkujący mistrz gry masz przed sobą nie lada zadanie. Pomimo nie najlepszej opinii, D&D 4.0 powinno się sprawdzić na początek. System raczej nie ma aż takiego wpływu na jakość rozgrywki, a raczej to jak ją poprowadzisz.
Gotowe przygody są bardzo dobrym pomysłem na początek, jest ich mnóstwo w sieci. Jak już będziesz przygotowywać własne scenariusze, to warto podkradać z innych przygód mapy, jeśli nie masz weny. Pamiętaj, że jako mistrz masz pełną kontrolę nad wszystkim. Więc jak widzisz, że coś psuje wam frajdę, to pomyśl nad zmianą (po ew. uzgodnieniu z graczami). Sam miałem przypadek, kiedy jeden z graczy kwestionował moje zasady argumentem "bo tak jest w podręczniku". Mistrz gry ma zawsze rację, nawet jak się myli.
Muzyka w tle jest dobra, ale najlepiej niech to będzie klasyczna albo jakiś klimatyczny ambient i niech cichutko się sączy w tle, żeby nawet ci, co czekają na swoją turę nie zaczęli wyciągać telefonów z nudów, ale żeby też nie przeszkadzała za bardzo. A propos tur, jedną z zasad, którą polecam na początek jest uproszczenie rzutu na inicjatywę. Rzucasz ty jako grupa przeciwników i gracze wybierają jedną osobę, która rzuca przeciw tobie. Zamiast mieszanej kolejności, grupowa inicjatywa, gdzie gracze decydują między sobą w jakiej kolejności wykonają ruchy. To pomaga grupie bardziej się zgrać na początek i łatwiej się orientują, niż w przypadku kiedy jest grupa np. 4 v 6 i początkujący gracz nie ogarnia kiedy jego kolej i jaka jest sytuacja.
Warto też w podręcznikach mieś zakładki z najpotrzebniejszymi tabelkami/zasadami/danymi żeby uniknąć marnowania czasu na wertowanie po podręczniku co chwilę. Z początku raczej ciężko jest zapamiętać wszystko, a i później nawet się przydaje w przypadku jakiś wątpliwości. W przypadku własnych scenariuszy nie dawaj też za dużo doświadczenia, niech zapracują na kolejne poziomy postaci. Wtedy awans na prawdę jest czymś wyjątkowym i gra po 2 miesiącach nie sprowadza się do walki z bóstwami.
Jeżeli miałeś styczność z D&D w cRPGach, to w miarę łatwo ogarnąć ci będzie papierowy system. Najnowsza edycja podobno sprawdza się całkiem nieźle, a w świecie Forgotten Realms łatwo będzie początkującym się odnaleźć.
Jeżeli będziesz tylko graczem, to podręcznik gracza i zestaw kości w zupełności wystarczy. Kości najlepiej najtańsze, które paradoksalnie są najlepsze, bo cyfry wyraźnie widać.
Prawdopodobnie pierwsze sesje będą przesiąknięte niezręcznymi i rzadkimi rozmowami między graczami, ale wyrozumiały mistrz gry was poprowadzi odpowiednio. Tak na prawdę, wiele zależy właśnie od mistrza. System systemem, ale to MG ustala zasady ostatecznie. Dlatego dobrze by było żebyście w grupie ustalili, czy przygoda ma być nastawiona na walkę, czy na opowiadanie historii i relacje między waszymi postaciami.
Nie wiem jak wasz mistrz, ale ja zawsze zachęcam początkujących graczy, żeby mówili o swoich postaciach w pierwszej osobie np. "Idę na zwiad." zamiast "Moja postać idzie na zwiad.". Podobnie żeby zwracali się do siebie po imionach swoich postaci, a nie po imionach graczy, albo gorzej "mag pójdzie z krasnoludem" przykładowo.
Warto też pamiętać, że cechy słabe podobnie jak i mocne kształtują postać. Bardziej pamiętliwy jest wojownik ze słabą zręcznością (przykładowo uraz w kostce sprzed lat), niż rębajła, co kosi wszystko.
Nie bójcie się eksperymentować i pamiętajcie, że chodzi przede wszystkim o frajdę z gry.