Tamtego lata przyjmowaliśmy obelgi i błogosławieństwa z tą samą obojętnością. Maszerowaliśmy na północ, a wokół nas kraina obracała się w popiół. Żyzne onegdaj łąki i pola miałyby jakoby paść ofiarą gniewu potężnej zmiennokształtnej imieniem Morrigan. Niemal niedostrzegalny cień pojawił się na twarzy Leliany, gdy usłyszeliśmy owo imię po raz pierwszy. Wysłanniczka Boskiej zignorowała jednak owe plotki- przyczyna owej klęski żywiołowej nie leżała w centrum naszego zainteresowania. A przynajmniej tak się nam wydawało.
"Unieszkodliwić grupę buntowniczych apostatów. Możliwi maleficarum." Druga część rozkazu znaczyła mniej więcej tyle, że nikt nie będzie miał nam za złe ich zabicie. "Magia ma służyć człowiekowi, a nie nim władać". Jakże wyjątkowo prawdziwe okazały się te słowa teraz- gdy magowie z całego kontynentu poczęli zrzucać swe kajdany. Wojna między nimi a templariuszami zbierała swe krwawe żniwa na niespotykaną dotąd skalę. Ich oddział był jednym z niezliczonych rzuconych w paszczę złowrogich magów a ich zadaniem było wyrwać parę zębów.
Byliśmy nieostrożni, nie doceniliśmy swego przeciwnika. A gdy wpadliśmy w ich pułapkę- nie byli sami. Towarzyszyły im mroczni sojusznicy z Pustki... a było ich tak wiele.