@boss4466: Dużo czasu po ukończeniu ME3 spędziłem na forach, więc dobrze znam wszystkie założenia teorii indoktrynacji i wielu, wielu innych. :) Co nie zmienia faktu, że wciąż uważam je w stu procentach za pomysł fanów. Owszem, pomysł genialny i idealnie pasujący, ale szczerze wątpię w to, żeby była to idea zamierzona. BioWare przeprowadzało przed wydaniem DLC ankiety pt. "Czy wierzycie w teorię indoktrynacji?" i mimo jakichś 80% pozytywnych głosów wydali dodatek, który w żaden sposób jej nie potwierdza. Myślę, że jeżeli te wszystkie dziury fabularne z końcówki byłyby zamierzone, razem z teorią indoktrynacji, to nie próbowali by tego naprawić, a do tego nie wiem, czy przy tak genialnym pomyśle zdecydowaliby się na ukrywanie go przed fanami. Dlatego nominacja dla Mass Effect 3 jest aktualna, bo nie wierzę, że tworząc zakończenie ktokolwiek w BioWare myślał o teorii indoktrynacji. :)
@przemoko90: Będzie w drugiej części. ;)
@sniper512: Spelunky.
@barakudo: A tu They Bleed Pixels.
Mark of the Ninja postanowiłem przynajmniej uhonorować fragmentem trailera na samym końcu, a nie wypowiadałem się na ten temat dlatego, że po prostu nie miałem szansy zagrać (co zamierzam jeszcze w tym roku nadrobić). ;) Grę znam i przyznaję, mój błąd, że chociaż o niej nie wspomniałem, bo jej się to należy.
@komenty: Zawsze można do oznaczenia przeciwnika dodać odpowiednią strzałkę, albo - w przypadku małego radaru - zamienić czerwoną kropkę na właśnie czerwoną strzałkę. Może to jest uproszczenie, ale przy tak nieskomplikowanej grze jak ta, dwa radary wydają się być z innej bajki. ;)
@UbaBuba: Co do interfejsu, to tak naprawdę trudno powiedzieć, co jest słuszne. Jak widać po komentarzach, niektórzy chcą tylko gameplaya, a inni ogromną uwagę przywiązują do szczegółów. A te łatwo pominąć, kiedy się stara powiedzieć o nich w czasie rozgrywki. Kompromisem jest to, że jeśli menu znajduje się np. tylko na początku, to bez problemu można przewinąć do rozgrywki w nowym playerze. ;)
@teamdox - Nie oszukujmy się, tego typu skojarzenia nie biorą się znikąd
Jeżeli takie jest podejście wszystkich komentujących, to nie dziwie się jednak temu całemu oburzeniu. Też bym miał wątpliwości odnośnie kogoś, kto ma takie skojarzenie bez powodu. Żart, głupi czy nie, wziął się od widniejącego na ekranie słowa "pet", jako czasownik oznaczającego pieszczenie, głaskanie itd. Polskiego znaczenia słowa pet chyba nie trzeba przytaczać. Może i wypowiadanie skojarzenia na głos nie było potrzebne, ale nie wzięło się ono ani z powietrza, ani z niezrównoważenia psychicznego.
@Mitsukai: Proszę tylko tutaj bez mówienia innym co miałem na myśli, bo to nigdy nie jest fajne. Ja też się dziwie takiemu oburzeniu i gdyby go nie było, to bym zapewne nikogo nie przepraszał. Sam w tym żarcie widzę tylko coś żenującego, ale nie jakiegoś strasznego i makabrycznego - tak jak mówiłem, krzywdy nikomu nigdy nie zrobiłem, a to zdanie wynikło ze skojarzenia słów, a nie nadmiernej wyobraźni. ;)
Aha, a za żart z "petowaniem" ze swojej strony chciałbym przeprosić. Też mi się nie podobał, ale czasem zdarza się palnąć, co tylko ślina na język przyniosła. Kontrolowanie tego, co się mówi przed kamerą, to też jest coś, czego się człowiek uczy z doświadczeniem. ;) Dla wątpiących: nie jestem zwierzęcym katem, to było tylko głupie skojarzenie słów. ;)
Panowie, nie burzcie się tak na brak odpowiedzi, bo przecież jest weekend i każdy ma swoje życie, prawda?
Nie piszcie, że gra jest tylko krytykowana i narzekanie jest na siłę, bo przecież nawet w filmie było zaznaczone, że z ACIII pojawiły się już 3 materiały, które były pełne pochwał. Pozostało kilka kwestii bardziej kontrowersyjnych, które swoje miejsce znalazły akurat w tym filmie. Nie ma sensu oceniać zdania na temat gry po jednym materiale, jeżeli jest ich cztery. ;)
Jeżeli chodzi o niskie budynki, to przecież w materiale było powiedziane więcej na ten temat, niż tylko bezsensowne narzekanie. Między innymi to, że nie jest to po prostu "wada", ale coś, co zmienia sposób gry. Oraz to, że owszem, jest to zgodne z prawdą historyczną i właśnie dlatego jest takie a nie inne - ale, jeszcze raz, zmienia sposób gry i nie można o tym nie wspomnieć, prawda?
A w sprawie "szczeniackiej otoczki" - to jest jeden materiał i kilka zdań w nim zawartych, nie oceniajcie całości na podstawie tego. Oglądajcie przyszłe materiały i zobaczcie, na jakim poziomie będą stały i czy będzie Was to satysfakcjonować, czy nie. Ale jeśli się zastanawiacie skąd w ogóle biorą się jakiekolwiek odchylenia, to spójrzcie na poziom niektórych komentarzy. Fajnie, że ludzie oczekujący treściwych materiałów się odzywają, ale na pewno nie robią tego tak często, jak inne grupy widzów. Co czasem nasuwa różne - być może błędne - wnioski na temat głównej grupy odbiorców.
Nie mam oficjalnej sygnaturki, ale pod tymi słowami podpisuje się Kacper. ;)
Przyznaję, głupia pomyłka z tą formułą, ale spokojnie. ;) Wy wiecie, ja też już wiem, reszta materiału pozostaje aktualna. ;)
@ttwizard: W możliwości tuningu nie chodzi o to, żeby móc sobie pomalować spoiler na różowo i wciskać neony gdzie się tylko da. Pomijając już kwestię tego, że gracze po prostu spodziewali się w grze o tytule "Most Wanted" tego, co faktycznie było w oryginalnym Most Wanted, to w nowym NFS brakuje po prostu jakichkolwiek nagród, jakiegokolwiek poczucia postępu. W Undergroundach czy właśnie MW nowe części były czymś, po co się grało. Samochody również trzeba było sobie wygrać, a później zarabiać na wyścigach kasę, żeby je zmodyfikować - niekoniecznie w "wieśniacki" sposób. W Porsche 2000, mimo że tuningu brakowało, równiez trzeba się było napracować, żeby móc przejść dalej. W nowym MW brakuje po prostu czegoś, co wyraźnie motywuje do dalszej gry - samochody zdobywa się łatwo, fabuła nie istnieje, a tuning jest trzecią rzeczą, która mogłaby ten tytuł napędzać. W Hot Pursuit przecież się nie narzekało na brak modyfikacji i słusznie - ale trzeba zrozumieć ludzi, którzy po MW tego oczekiwali.
@jarooli:
Jeżeli chodzi o odchodzenie od pewnych założeń oryginału, to była o tym mowa przede wszystkim w pierwszym filmie. ;)
@Angrenbor: Jak skaczesz biegnąc przez ten kwas, to momentalnie jesteś ściągany na dół, nic takie kicanie nie daje. Polecam sprawdzić. ;)
@claudespeed18:
No bo przecież to jest zapowiedź, akurat formą różni się pod tym względem np. od "Gramy". ;)
Nie muszę się powstrzymywać, bo nigdy nie mam nawet ochoty na wdawanie się w taką dyskusję. Ale jeżeli ktoś taki jak Butryk zaczyna obwieszczać, że ja i tak w ogóle się nie przejmuję krytyką (to był komentarz pod innym filmem) i próbuje wpoić ludziom własną opinię, to dlaczego mam pozostawać niemy? Nie zamierzam nikogo obrażać w żaden sposób, więc nie uważam, że mój komentarz jest nie na miejscu. I dopóki nikt nie wchodzi z butami na moją osobę, to nie komentuję tego, tylko po prostu staram się poprawić - nawet prymitywny hejt może mieć w sobie troche racji. Ale ten Pan odrobinę przesadza.
Właśnie o to chodziło mi z rzecznikiem i propagandą - o wypowiadanie się na pewne tematy tak, jakby ktoś wiedział lepiej ode mnie jak reaguję na krytykę. A jeżeli chodzi o praktykę to pewnie, że pracuję dłużej, ale wszystko zmienia się krok po kroku. Sam porównywałeś moje własne materiały sprzed jakiegoś czasu i te obecne - najpierw poprawia się jedną pulę mankamentów, a później kolejną. ;)
I jeszcze do Butryka - mimo wszystkiego, ja nie chcę nikogo obrażać, więc jeżeli późną porą napisałem coś, co tak może być odebrane, no to sorry.
Butryk w końcu dostał to co chciał - nahejtował się chłopak w komentarzach i udało mu się wciągnąć w to kogoś innego, brawo. ;) Mógłbyś teraz tylko nie udawać kogoś, kim nie jesteś. Biorę sobie każdą sensowną krytykę do serca i jesteś ostatnią osobą, którą chciałbym za mojego rzecznika prasowego, więc proszę, przestań siać tandetną propagandę. Twoje zdesperowane żalenie się pod praktycznie każdym filmem odnośnie tych samych rzeczy, które Tobie tak bardzo nie odpowiadają, nie zalicza się do krytyki, którą warto brać pod uwagę. Jeżeli tak dawno nie zaznałeś spokojnego snu przez moje materiały, to po prostu ich nie oglądaj - ogromnie wyolbrzymiasz mówiąc, że innych nie ma. A jeżeli bardzo życzysz mi dalszego rozwoju, to naucz się na przyszłość, że nawet będąc świadomym różnych niedociągnięć, potrzeba więcej niż pięciu dni praktyki, żeby je w pełni wyeliminować. Nie wiem, czy jest sens Ci to tłumaczyć, ale Twój głód uwagi i tak już został zaspokojony przez Panów wyżej, więc co mi tam. Adieu.
@Nolifer: No ale jeżeli w nowym patchu poza drobnymi zmianami w balansie zostało zmodyfikowane właśnie menu i wprowadzono nowości w grze, to cóż można pokazywać jak nie właśnie te rzeczy? ;)
@PortalGta: To są właśnie najnowsze i najlepiej oceniane gry z momentu robienia tego odcinka - bezpłatne, żeby była ścisłość. ;)
Zacząłeś bazować na swoich przypuszczeniach, a są w tym przypadku błędne. Filmy są opisywane tak, żeby było uczciwie, nie ma żadnego wybierania jednej osoby na siłę. Zdecydowana większość materiałow jest podpisana imiennie, bo ma wyraźnego autora - tak samo jest zresztą z przytoczonymi przez Ciebie artykułami, przecież recenzji lub newsa nie piszą dwie osoby naraz. ;) Idąc za tym, "redakcja" jest właśnie kwestią bycia fair dla więcej niż jednego autora danego materiału.
Jeżeli chodzi o Twój pomysł, to może i przydałaby się rubryczka "Lektor", gdyby nie fakt, że narzekanie na czyjś głos we Fleszu nie należy do częstych praktyk. A materiały innego typu rzadko są podpisywane inaczej, więc nie ma co robić z tego problemu.
@b0dz10: Wszystko jest podpisane tak jak należy, nie każdy materiał jest przecież dziełem tylko i wyłącznie jednej osoby. Praktycznie wszystkie "Gramy" są wyróżnione imieniem i nazwiskiem, więc nie powinieneś mieć problemu z omijaniem autorów, którzy tak bardzo Cię drażnią.
Nie ma nic złego w cyfrowej dystrybucji, śmieszna jest za to inna rzecz. Tak strasznie bajdurzyli o tym, że obecne konsole nie pozwalają na spełnienie ich wizji, gra ma być tak niesamowita, że potrzebuje nowego sprzętu. Teraz z kolei nie wiadomo nawet, czy będzie to tytuł o rozmiarach typowej gry AAA, czy gra za 1200 punktów Microsoftu. ;) Oj kombinują panowie z Ubisoftu i konfabulują przy tym okropnie.
@kuraudo: Jeżeli o moją kadencję chodzi, to porządne gry dopiero zaczynają się pojawiać, wcale mnie nie omijają. ;) Dotychczas nie mam na co narzekać, bo narobiłem się samych kultowych tytułów w okresie wakacyjnym, a i ostatnio nie było źle (patrz nowy CS). A więc nie martwcie się, nie cierpię. :>
Zawsze idea crossoveru w grach strasznie mnie ekscytowała, ale większość z tych pomysłów zostanie prawdopodobnie w sferze marzeń. ;) To chyba takie poczucie "starcia badassów" jest tutaj najfajniejszym czynnikiem. Jak sobie tak wyobrażam fajnie rozwiązane połączenie Agenta 47 i Sama Fishera, być może rozpoczęte rywalizacją, a zwieńczone jakąś formą współpracy... coś jest w takich pomysłach takiego, że nic tylko rzucać twórcom pieniędzmi w twarz jeżeli chcieliby coś takiego zrealizować. :>
Zresztą, jednym z bardziej epickich sukcesów tego typu jest przecież Aliens vs. Predator. Zarówno wojownik Yautja jak i znany Ksenomorf są kultowymi postaciami i już sama idea takiego połączenia jest świetna, a to, że coś takiego powstało, to jest dream come true dla geeka. ;) Wszystkie takie gościnne występy, tak jak np. Punisher u Spider-Mana, czy też ten drugi spotykający X-Menów to zawsze jest dla mnie taki niesamowity smaczek wart nawet 15 sekundowej sceny. A złożony, sensowny scenariusz - to już jest naprawdę cudo. ;)
@Barthez x: W sumie to było z automatu, bo na gamescomie grę cały czas widziałem tylko i wyłącznie w FPP, a teraz nie znalazłem nawet takiej opcji. :P
@marcin404: Moje Yarpen wzięło się od próbek głosu przy kreacji postaci - brzmiało to jak coś w stylu szkockiego pirata krasnoluda, więc poszedłem za ostatnim skojarzeniem. ;)
@sszaki: Nigdzie nie było powiedziane, że CS nie chciał wyglądać widowiskowo - było tylko o tym, że po prostu tak nie wyglądał. Wersja 1.6 pojawiła się w 2003 roku i ludzie grali w nią od tamtego czasu aż do dziś, a grafika nie była przecież zmieniana. Counter-Strike nie kojarzy się więc raczej z pięknymi teksturami i jakimiś fajerwerkami graficznymi, dlatego też nawet w 2012 roku nie wyobrażam go sobie powalającego fotorealizmem. Mogłoby to zabrać grze nieco smaczku.
@ixi24: No tak, wszyscy chcielibyśmy wciąż żyć wakacjami, sierpień uderza do głowy. ;)
Trochę tylko szkoda, że w tym wypadku twórcy wykładają kasę bez żadnej pewności, że ich gra faktycznie pojawi się na Steamie. Prawie jak rekrutacja na studia. ;)
@blackmiki: Właśnie nie jest tak w Global Offensive. Kiedy dostajesz, to Twoja prędkość poruszania spada dość znacznie - jeśli przeciwnik trafia, to nie masz szansy na ucieczkę nawet jak się odwrócisz na pięcie i spróbujesz zwiewać. Pojedynki 1vs1 kończą się tutaj bardzo szybko - wygrywa ten, kto pierwszy odda celną, sekundową serię, a na bieganie nie ma miejsca, chyba że żaden z graczy nie może sobie trafić. ;)
@mikros: Do formuły targów trzeba się po prostu przyzwyczaić, przy pierwszym razie nie trudno o bełkot. ;) Materiały studyjne to też w 95% freestyle, ale z większą ilością czasu na wcześniejsze odetchnięcie i przemyślenie tematu. Cóż, staram się, żeby było jak najlepiej. :)
@aope: Widziałem tę wersję na Xboxa, ale z tego co czytałem, to ani nie była ona wyjątkowo dobra, ani nie zrobiła wielkiego szumu. A przy Global Offensive czuć, że wychodzi ona tak Oficjalnie i Głośno na konsole nowej generacji, więc stwierdziłem, że taki skrót myślowy będzie tu na miejscu. ;)
Akurat w wypadku Borderlands DLC trzymały poziom i przede wszystkim zapewniały odpowiednią ilość zabawy w stosunku do ceny. Zombie Island bylo genialne, Arena była lekką wpadką, ale myślę, że teraz może być tylko lepiej.
@Dioxi: W arcade'owej wersji nie jest, ale na konsolowej nie wiadomo - jeżeli jest, to trzeba na pewno ją najpierw odblokować, a służy w TTT2 jako finałowy boss. ;)
Zarzut tego, że "nie chciało się" uruchomić gry na lepszym komputerze jest zdecydowanie bardziej niepoważny. Gra była odpalona na pececie, który nie ma problemów z o wiele lepiej wyglądającymi tytułami. Na średnich ustawieniach klatkowała bez nagrywania, a nawet na najniższych na filmiku widać cięcia w pewnych momentach. Słaba optymalizacja bety to swoją droga jedna z pierwszych informacji na którą natrafiłem czytając o grze, nie jestem jedyną osobą, która ma z tym problem, więc bez przesady panowie.
@kuraudo: Zobacz sobie specyfikacje sprzętu gościa, który to nagrywał. Na dobrym komputerze i wysokich detalach beta w tym momencie po prostu działa słabo. Na monstrualnym komputerze na pewno o wiele lepiej.
Fajny teasing dla graczy - twórz imponującą grę o przetrwaniu w czasie ataku zombie i w pierwszym fragmencie gameplaya pokaż proces pielęgnacji ogrodu. ;)
Bardzo fajnie opisałeś klimat Machinarium, tak naprawdę trafiając w sedno tego, co ta gra sobą reprezentuje. Mi przez cały czas nasuwały się skojarzenia z Cyberiadą Lema - atmosfera budzi podobne odczucia w obu dziełach, bo tak należy nazwać zarówno polską książke jak i czeską grę. :)
@minarel: To nowy Echelon, kierowany przez samego Sama Fishera. Może przytłoczony rutyną starości zdecydował się na nieco bardziej efektowny sposób rozwiązywania zadań. ;)
@skizo: Sama się zmienia w zależności od ekranu. Ale jak masz ją podłączoną do monitora kablem VGA to możesz sobie zmieniać na jaką chcesz. ;)
Trafiłeś w samo sedno, tak przynajmniej uważam. Sam często myślałem o tym, że jakiekolwiek łamanie prawa w RDR wydaje mi się zupełnie bezsensowne, a nigdy nie miałem z tym problemów np. w GTA. Ekran statystyk dokonanych zbrodni świecił zawsze pustkami, rodzynkiem była jednorazowa kradzież konia - przez przypadek. Twoja teoria odnośnie przyczyn tego jest dość sensowna - faktycznie, nawet dla gracza zbrodnie popełniane w mieście z GTA znikają gdzieś w całej burzy wydarzeń.
Filozofuję, a chciałem powiedzieć tylko, że super tekst. ;)
@sloniostg: Bo właśnie o to chodziło, że Limbo podobnie jak Braid czy SMB zdobył większą popularność niż wiele innych produkcji niezależnych. ;)
@Scortch: Przecież pojawiają się zarówno materiały jak i recenzje dotyczące nowych gier. Ich mniejsza ilość oraz wspominki o grach przeszłości są raczej spowodowane brakiem wielu wartych uwagi produkcji w okresie wakacyjnym. ;)
Generalnie obie formy są poprawne, po prostu z orkami jest ten kłopot, że "orki" brzmi mniej naturalnie niż "elfy". Z tego co wiem, przyjęło się, że "orkowie" mówimy, gdy mamy do czynienia z bardziej inteligentną rasą, tak jak np. w Warcrafcie albo Elder Scrolls. Zupełnie się to określenie nie nasuwa jeżeli chodzi o hordę, która się na nas wylewa w Orcs Must Die, więc skoro "orki" również jest uznawane za słowo poprawne, to pasuje tutaj jak ulał. ;)
Ustalanie jednej normy to nie jest najlepsze rozwiązanie, głównie ze względu na to, że często zależnie od gry mamy jakąs jedną funkcję, która wyróżnia ten tytuł od innych. Za to o wiele mądrzejszą solucją jest to, co zawsze jest na PC, a na konsolach z jakiegoś powodu pojawia się rzadko - po prostu przypisywanie przycisków. Pierwszy raz widziałem to, kiedy pojawił się na konsolach Orange Box - śliczne menu sterowania, gdzie do każdej funkcji można sobie przypisać dowolny przycisk. Dlaczego nie? Do tego dochodzą różne set-upy sterowania, które pojawiają się już częściej, ale zdarza im się działać na zasadzie "teraz skakanie mam dobrze, ale przeładowanie jest w idiotycznym miejscu".
W każdym razie, ja zwykle nie narzekam. To fakt, że często podobne gry mają niektóre funkcje pozamieniane, takie widzimisię twórców. Ale dla mnie to też taki trening na przystosowanie - oswojenie się na nowo z kolejnym tytułem zajmuje z 10 minut i nie ma już później żadnych problemów. ;)
Fajny, pozytywny tekst - dobrze jest mieć przykładowo taką kulkę do kulania co jakiś czas przez długi okres czasu. ;)
A co do Katamari to się zgadzam - świetny, oryginalny pomysł, który może zagwarantować sporo dobrej zabawy. Jezeli jest jakaś bariera to dla kogoś może to być otoczka tej gry. Tak jak powiedziałeś jest ona w każdym calu synonimem radości, co dla jej wszystkich fanów jest zdecydowanie cechą pozytywną, ale nie wszyscy lubią takie klimaty. ;)
Umowność w DA sięga już zenitu, mowa o tych nadajnikach które mamy na koszulce nawet siedząc w więzieniu. ;) Może więc mniejsza gęstość cienia to jakieś zadoścuczynienie za brak noktowizora w niektórych misjach.
No cóż, jeżeli chodzi o multiplayer, to versus w DA faktycznie był dość dziwny, chociaż bardziej mnie irytował brak co-opa, albo dla odmiany w starym stylu, albo chociaż upodobniony do single playera. Nawet w zupełnie różniącym się Conviction pojawił się taki tryb, w który grało się zupełnie inaczej niż w singla i było to dużym plusem. Tutaj w każdym razie Chaos Theory jest liderem, ale to nie ulegało wątpliwości. ;)
@Toshi_: Ten, jak to ładnie nazwałeś, "binarny" system chowania się faktycznie może się wydawać krokiem w tył, ale przez to, na jaki rodzaj ukrywania się nastawiona jest ta gra, to nie stanowi on takiego problemu. Tutaj właśnie w większości mamy chowanie się za przeszkodami lub za plecami przeciwnika, nie pojawiają się już momenty z Chaos Theory, gdzie wróg czasem z kilku metrów patrzył się prosto w naszą stronę, a my byliśmy skryci w cieniu. Dlatego też takie oznakowanie jest wystarczające, ponieważ zwykle i bez tego możemy jasno stwierdzić, czy jesteśmy zauważalni. Gorzej niestety ze wskażnikiem hałasu, ponieważ musimy się najpierw nauczyć jak dobry słuch mają właściwie nasi wrogowie - pozornie cichy chód potrafi być tutaj zdradliwy. ;)
Pierwszych trzech Splinterów nikt nam nie zabierze, typowych dla serii misji nocnych mamy pod dostatkiem. Dlatego też Double Agent jako eksperyment uważam za udany, pomysły związane z tematyką tej części są bardzo ciekawe, choć rozumiem, że można uważać np. przerywniki w HQ za nudne. Grze brakowało może trochę ostatecznych szlifów, ale zdecydowanie nie zasługuje ona na tak negatywny odbiór jaki dostała - niepotrzebnie szuka się w niej Chaos Theory, które jest niesamowicie dobrą grą.
@przemas478: Swoją drogą to chyba wersja na PC była sama w sobie zabugowana, bo pamiętam, że ludzie się na to skarżyli, a nie stwierdziłem podobnych problemów np. w wersji na X360. W każdym razie wersja na stare generacje faktycznie różni się bardzo i przypomina Chaos Theory, aczkolwiek za oficjalną raczej przyjęło się tę pecetową. ;)
@Aarzriel: Zwróć sam uwagę na to co i w jaki sposób piszesz. Wypowiadasz się w 100% pod kątem tego, że jesteś ogromnym fanem Assassin's Creed i to jest w stu procentach zrozumiałe, tylko to wcale nie oznacza, że dla kogoś musi to być również najbardziej oczekiwana gra tego roku. W pierwszym poście zdawałeś się tego oczekiwać, ba, uważać nawet, że świadczy to o czyichś kompetencjach. Wyluzuj. ;)
Trzeba spojrzeć obiektywnie - owszem, zarówno Brotherhood jak i Revelations to gry bardzo udane, a nie można by tego było o nich powiedzieć, gdyby ciągle prezentowały dokładnie to samo i nudziły graczy. Jednak jeżeli wziąć pod uwagę fakt, jaki potencjał ma ta gra dzięki swojej otoczce fabularnej, to wystarczy ten sam bohater i te same czasy, żeby stwierdzić, że można by to było wykorzystać ciekawiej. To wcale nie wyklucza tego, że powyższe tytuły stoją na bardzo dobrym poziomie; choć prawdopodobnie gdyby nie powstały, to więcej niż garstka osób by się ich nie domagało. Zamiast tego dyskutując o czasach, w których mogła by być osadzona kolejna część. ;)
Kwintesencja World of Tanks - dzięki, tekst w sam raz na sobotni poranek, zachęcający mnie do partyjki po dwóch tygodniach przerwy. ;)
@haXen: Dzięki za linka, nie spodziewałem się aż tak miażdżącego klimatu. Lekkim nadużyciem był w kwestii Amona Tobina mój skrót myślowy "drum'n'bass", tak mi się zawsze kojarzyły dynamiczne wstawki właśnie z Chaos Theory, a twórczość tego pana jest jednak dużo bardziej różnorodna. :)
@pawloki: Wyłączony antyaliasing robi swoje, ale bez przesady. :)
@adi123321: Dwie ostatnie cyfry kodu kreskowego na potylicy.
@Mar1992: Oj tak, Blood Money ma zdecydowanie ogromny potencjał jeżeli chodzi o robienie speed-runów, całą grę można by w sumie przejść w jakieś 40 minut. Trzeba się jednak przygotować na to, że dużo zależy od losowych zachowań sztucznej intelgencji. :)
Ja jestem zdania, że nie trzeba nawet wyszukiwać takich tytułów, które konkretnie mają szansę nas czegoś nauczyć tak jak np. wspomniany Assassin's Creed, czy jakieś Civilization, chociaż to też oczywiście istotny atut. Warto mieć zawsze świadomość tego, że gry same w sobie swoimi różnorodnymi mechanikami potrafią rozwijać (szczególnie, jeżeli interesujemy się różnymi gatunkami) i są bardzo dobrym podmiotem do ćwiczeń myślowych i różnych rozkmin - wystarczy zresztą spojrzeć na gameplay. Gry są na tyle złożone, że jak zaczniemy się nad nimi zastanawiać to myślę, że nie musimy się bać o nasze szare komórki. :)
Celt1970: Twórca gry mówił przed premierą wersji na X360, że jest taka możliwość. No ale na razie tylko tyle o tym wiadomo, sam o tym myślałem, bo byłoby naprawdę fajnie - szczególnie sterowanie wypada zacnie. :)
Historia historią, możecie zachować swoje poglądy i dystans do ewentualnych "propagandowych" filmików, ale przecież nie psuje to automatycznie gry. W Call of Duty chyba nikt sie nie krzywił na bohaterskie sceny w Stalingradzie? Ja też znam historię i nie zapominam przecież o tym czym jest komunizm, ale to nie jest gra o byciu dyktatorem tylko RTS, bez objectivów w stylu gwałcenia czy innego rabowania.
Dodatkowo, jeżeli spotykasz Balaka (Batarianin z DLC do Mass Effect 1), to opowiada on o tym jak Batarianie zagarnęli sobie "Lewiatana", żeby na nim eksperymentować, po czym zaczęli wyniszczać się od środka, ponieważ okazało się, że był to Żniwiarz i wszyscy ulegli indoktrynacji.
Na początku, kiedy miałem wielkie ambicje na niewiarygodnie rzetelną krytykę, bywało tak. Ale to trzeba po prostu zidentyfikować jako złe podejście, nie zakładać, że "tak musi być". Żeby napisać prawdę o grze, trzeba odczuwać przyjemność albo jej brak z grania. Zwracać uwagę na szczegóły - owszem, ale nie pogrążyć się w nich. Wystarczy dać sobie trochę luzu i uwierzyć, że po takim przejściu gry można napisać o niej coś mądrego. Spróbuj, a zobaczysz, że tak jest. :)
Dzięki za powitanie. :) Co do zarzutów, cóż, na pewno ten post może być trochę wodolejny, ale miałem ochotę napisać te parę słów - nie traktuje tego jako tekstu. Postaram się, żeby właściwe wpisy były bardziej konkretne, na pewno będą coraz lepsze wraz z czasem. :)
Zawsze jest jeszcze opcja, gdzie dziewczyna mimo swojego zamiłowania do gier nie ma jednocześnie potrzeby udowadniania swojej wyższości. :) U mnie jest pod tym względem na odwrót - zdarza mi się krzyczeć zza pleców i starać się "radzić", co bywa irytujące, ale to po prostu instynkt gracza, który chce trenować, nie dokuczać. W sytuacji odwrotnej może być czasem ciężko, ale zależnie od charakterów. Po prostu w większości to facet ma to zacięcie do rywalizacji, i kiedy musi się codziennie mierzyć z głupią przegraną nawet w grę, to jego ego ma wysokie prawdopodobieństwo eksplozji.
Jeżeli byłaby prequelem, to w takim razie okładka przedstawia właściwie jego zakończenie, bo gry o siedzeniu w celi raczej nie będzie, a po wyjściu z niej mamy pierwsze Gearsy. :) Ja uważam, że jest równa szansa na to, że jest to jakaś zupełnie inna postać, może nawet nie znana nam dotychczas, albo ktoś enigmatyczny w stylu Claya Carmine'a.
Przy okazji, jak już ktoś poruszył temat wyborów w Bioshocku, to mogę wreszcie skorzystać i dorzucić swoje trzy grosze. ;) Mianowicie, czy tylko mnie się wydaje (i zawsze wydawało), że opowiadanie czy to w recenzjach, czy w innych materiałach o tej ciężkości decyzji moralnych w Bioshocku jest przesadzone? Mam na myśli to, że tak naprawdę wybór pomiędzy uśmiercaniem siostrzyczek dla większej korzyści, a ratowaniem ich, co rzekomo jednocześnie podnosi poziom trudności gry, jest strasznie banalny. Ratując dziewczynki, po zaledwie paru razach dostajemy regularnie dodatkowe nagrody od Tenenbaum w zamian za to, że pomagamy jej się oczyścic moralnie za stworzenie Little Sisters. Ostatecznie różnica w wysokości uzyskiwanych nagród jest bardzo nieznacznie na korzyśc poświęcania siostrzyczek - grając zupełnie po stronie dobrej pod koniec gry i tak już praktycznie nie mamy na co wydawać "surowca". Może gdyby trudność w przeżyciu wśród atakujących nas zewsząd Splicerów była faktycznie o wiele większa w przypadku "bycia dobrym", to byłby to bardziej szary wybór - skłaniający nas od czasu do czasu na poświęcenie dziewczynki w celu przeżycia, albo dający nam poczucie wielkiej satysfakcji kiedy z każdą uratowaną siostrzyczką jest nam coraz trudniej odeprzeć ataki wrogów (ale wciąż jest to możliwe). Ostatecznie ratując je czuję po prostu, że robie jedyną słuszną rzecz.
Generalnie wybory w grach związane z jakąs mechaniką gry, np. walutą z której korzystamy, to jest coś, co powinno być bardziej przemyślane, żeby faktycznie stawiać nas w sytuacji kiedy nasza chciwość może zostać przetestowana. Pamiętacie GTA IV? Pod koniec gry trafiamy na "trudny wybór", czy pokusimy się o dodatkową kase wbrew przekonaniom głównego bohatera, czy jednak będziemy wierni jego honorowej duszy. Czymże jest taki dylemat, kiedy ze wszystkich poprzednich misji mamy już na koncie miliony? Pareset tysięcy do przodu nie zrobi nam praktycznie żadnej różnicy, bo gra fabularnie tak jakby nie wie o tym, ile mamy pieniędzy.
Jeszcze jeden przykład mi przychodzi do głowy z Mass Effect 2. Żeby ewentualnie nie spoilować, mamy niedługo przed końcem gry możliwość zachowania czegoś, bądź sprzedanie tego naszemu bogatemu zleceniodawcy - Miranda wspomina, że jest on skory zapłacić sporą sumę za owe coś. Większośc osób i tak nie decyduje się na tą opcję, ale nawet jeżeli spróbujemy - 50 000 kredytów. 50 000 kredytów i utrata wszystkich innych korzyści, które możemy z tego zaczerpać - tyle kasy dostaje za jedną misję, których w grze już trochę zrobiliśmy. Jakby to chociaż była jakaś bardziej szokująca cena, np. 300 000 - mogłoby to być kontrowersyjne.
Wg. mnie gra była bardzo fajna, ale w tej informacji śmieszy jedna rzecz. Sequel był w planach, wobec czego twórcy musieli się pokusić o otwarte zakończenie, które nie zamyka ani jednego wątku historii. Teraz produkcję sequela zawieszono, wobec czego gra zostaje bez zakończenia - tak jakbym znowu grał w Mirror's Edge. :)
[21]
Uwierz mi, jest to akurat jedna z niewielu prac, która praktycznie *w ogóle* nie skupia się na Twoim wykształceniu i żadnych innych papierach - w wypadku j. angielskiego również liczy się praktyka, a nie wachlowanie certyfikatami. Można oczywiście być krytycznym, ale stres robi swoje i trzeba się ludziom dać wyrobić. Nie mówię tutaj, że każdy prędzej czy później okaże się uberprezenterem, ale jednak warto poczekać, zanim się kogoś oceni. Była niedawno okazja, żeby zobaczyć np. materiał Krzyśka odnośnie pierwszego Wiedźmina sprzed paru lat - nie jest to ta sama płynność, którą możemy oglądać teraz. :) Liczą się dobre predyspozycje - tak jak koobon powiedział, nawet jak przyjdzie jakiś gość, który zna wszystkie gry, to jeżeli nie umie się wysłowić, trudno będzie go tego nauczyć. Zaległości zawsze można nadrobić, a prezencja wyrobi się z czasem - ważne, żeby taki Mariusz mógł już od początku robić jakieś materiały, a nie musiałbyć uczonym przez 2 miesiące żeby osiągnąć jako-taki poziom.
[5] Trzeba raczej wziąć pod uwagę, że nie każdy płaci tylko za jeden rodzaj usługi i ludzie w poszczególnych grupach się powtarzają. :)
Podoba mi się Twoja odpowiedź na komentarze - zawsze pojawią się jakieś, od których aż się zapalniczka w kieszeni odpala, ale w tym wypadku warto jest spróbować jeszcze raz dotrzeć do niektórych ludzi. A nawet jeśli nie zadziała, to przynajmniej utrzeć nosa ludziom, którzy z jakichś dziwnych powodów hejtują na wszystko na co się da - niestety też to, z czego powinniśmy być dumni.
Super tekst i przy okazji świetna infografika. ;)
Moja luba jako artystka uwielbia ciekawe światy w grach, ale oczywiście jako gracz ceni sobie również trzymający przy danej produkcji gameplay. :) Jak dotychczas jej ulubioną grą jest Borderlands (sporo godzin wspólnego co-opa), mamy też za sobą wiele przejść Gearsów, a ostatnio okazało się, że odpowiada jej również forma wielu godzin spędzonych na dialogach, bo mija już 25 godzina pierwszego Mass Effecta. ;) Ogólnie rzecz biorąc, wciągnąłem ją w gry i okazało się, że ta dusza gracza gdzieś tam w środku zawsze siedzi, bo jak dotąd we wszystkie produkcje wciągają ją do reszty - tak samo z resztą jak mnie.
Chciałbym tylko dodać, że jeżeli już mówimy o Cohenie czy Dylanie, to z tego wynika fajna kwestia - bo tak jak powiedziałeś, większość ich utworów to po prostu ładnie i delikatnie zaśpiewany tekst, z gitarą tworzącą jakiś podkład. Myśląć o takich muzykach nigdy mi nie przychodzi do głowy, że "powinni się skupić na muzyce", dlatego że tego się po prostu dobrze słucha, ta muzyka płynie, mimo, że jest prosta. Może podejście do Lulu bierze się właśnie z tego, że jest tam za dużo muzyki? Przyznam szczerze, że czytając Twoje opinie na ten temat trochę inaczej podszedłem do tematu i jakoś tak Lulu bardziej mnie chwyciło - trzeba do tej płyty podejść o wiele bardziej abstrakcyjnie, nie dostrzegając już w tworzącej tło muzyce żadnych konkretnych riffów czy melodii, bo wtedy zaczynamy się doszukiwać tego, że muzyka jest słaba, a w końcu doszliśmy do tego, że nie o to tu chodzi. :)
W każdym razie sądze, że główny zarzut który tutaj zawsze będzie pozostawał to właśnie głos Lou Reeda. Tak jak powiedziałeś, w jakiś dziwny sposób pasuje on do całej tematyki tej płyty - tylko, że nie należy on do najbardziej przyjemnych w odbiorze, a przecież o to w muzyce chodzi. Czy to przyjazny głos Dylana, czy tworzące klimat zawodzenie Roberta Smitha, to jednak ważne, żeby nie przebijało się nam to wszystko złośliwie do uszu. Ale jednak, trochę mnie przekonałeś - da się tę płytę realnie docenić, tylko trudno jednak stać się jej większym fanem. :)
Również przeczytałem Twój tekst, bo byłem ciekawy takiego podejścia do tej płyty, a teraz wygłoszę swoje krótkie i skromne zdanie. :)
Na początek powiem tylko, że nie jestem z tych, którzy napalali się na "nową płytę Metalliki", albo cokolwiek w tym stylu - dla kogoś takiego dyskusja w ogóle nie ma sensu, bo przecież nie o to na tej płycie chodzi. Mimo wszystko uważam jednak, że powinno w niej chodzić o muzykę. Oprócz szkoły thrashu, jestem również dużym fanem Pink Floyd - płyty takie jak The Wall są znakomitym przykładem opowiadania właśnie historii, poruszającej, zapadającej w pamięć historii. Ale artyści nie zapominają w nich, że są przecież muzykami. Nie twierdzę, że tak było z Lou Reedem i Metalliką, ale mimo wszystko nie kupuje mnie mówienie o tym, że trzeba tutaj się skupić na tekście - od tego jest przecież poezja śpiewana i inne gatunki tego typu. Lirykę, dosadność, owszem - mogę docenić. Doceniam również, że niektóre motywy muzyczne na płycie są faktycznie dość dobre. Ale głos Lou Reeda zupełnie mi tu nie pasuje, wydaje się doklejony na siłę, czasem słyszę, że w tle muzyka "dzieje się", podczas gdy Lou jest na pierwszym planie i nie zwraca na nią uwagi, po prostu recytując. Docenienie tekstów to dla mnie za mało, jeżeli po prostu nie chcę wracać do tej płyty i nie chcę jej słuchać - bo nie sprawia mi to żadnej przyjemności.
Rozumiem to co chciałeś przekazać, ale mimo wszystko uważam że jest to słaba płyta muzyczna. Niezła próba, niezły zbiór tekstów, momentami całkiem niezły klimat - ale brakuje tutaj muzyki. Nie muzyki Metalliki, tylko dobrej i spójnej muzyki.
Jak dla mnie to jest jasne, że ta lista ma bezpośredni związek z poruszanym ostatnio tematem "kończenia gier". Wierżę w prawdziwość tych wyników, ponieważ wszyscy wiemy, że zależnie od dobranej społeczności efekt końcowy może się bardzo różnić. Ja osobiście nie głosuje w konkursach, gdzie z 50 gier znam tylko dwie, bo nie mam porównania, chyba, że gra w którą grałem zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie pod jakimś względem.
No właśnie, a jak to było z tym głosowaniem? Przepytać różnych ludzi, wśród których Black Ops jest zdecydowanie najpopularniejszą grą i prawdopodobnie jedną z niewielu, w których faktycznie dobrnęli do końca (bo jest króciutka). Lista jaka jest, każdy widzi, a gdzieś tam w tyle przeplatają się Kotory, Mass Effekty, Portale i inne.
A jeśli chodzi o mnie to trudno mi wybierać faworyta. Tak samo jak fsm uważam np. zakończenia Bioshocków za średnie, mimo że gra jako całość urzekła mnie niesamowicie. Żeby być oryginalnym powiem, że mi bardzo zapadło w pamięć zakończenie Hitman: Blood Money - poprzez świetne prowadzenie fabuły aż do samego końca, które było miodnie zrealizowane. A co do innych gier, to z wieloma z was się po prostu zgadzam. :)
Czy nie uważacie, że to ma bezpośredni związek z tematem "dlaczego nie kończymy gier"? Jeżeli ludzie głosujący dobrnęli tylko do końcówki Black Ops to nie dziwota, że głosują właśnie na nią. ;)
Trochę mnie niepokoi informacja o tym, że skala gry będzie 10-krotnie (skąd oni biorą te liczby?) większa niż poprzednich części. Niby chwalą się też, że świat ma być "gęsto zaludniony", ale to nie zmienia faktu, że już Far Cry 2 miał za dużą mapę w stosunku do tego, co się na niej znajdowało. Nie wiem czym ciekawym można wypełnić wielką dżunglę, ale po co ten wyścig o największy świat w grach? Wszyscy się tym przechwalają, a przecież size isn't everything.
Nie znam dokładnie kulisów produkcji gier na PC, ale naprawdę wątpie, że różnica w kosztach jest tak duża, żeby wydawanie ich na tę platformę okazywało się nieopłacalne. Głównie dlatego, że większość osób wie, iż piractwo na konsolach nie jest tak bardzo w tyle za PC i jest teraz na porządku dziennym. Nie wydaje mi się, żeby zrezygnowali z takiego tytułu jak Assassin's Creed 3 na PC - w przypadku tej serii to zawsze będzie zysk. Ale nawet "pomniejsze" w stosunku do Asasyna produkty typu Ghost Recona i tak powinny zarobić na siebie - to wszystko jest jakąś paskudną wymówką, albo skrajną oszczędnością.
Nadmiaru takiego minimalizmu też można mieć dość, a przynajmniej czasem sprawia on, że każda kolejna okładka staję się trochę mniej wyjątkowa. Ale powiem tak...
Wszystkie te rzeczy są naprawdę świetnymi pomysłami, a niektóre są po prostu genialne. Ja w ten sposób widziałbym edycje kolekcjonerskie gier i ktoś to już nawet kiedyś wspominał, żeby zamiast różnych bezużytecznych i kosztownych gadżetów, postawić na gustowne, artystyczne pudełko - fajną okładkę i ewentualnie jakieś rzeczy typu steelbox. Takie limitowane edycje widziałem w przypadku Mass Effecta 2 http://i.ebayimg.com/00/$%28KGrHqYOKo0E3EyhHkG1BN%29vUJk0Qg~~_35.JPG czy ostatnio Gears of War 3 http://sklep.chip.pl/product_picture/6/X360GRAGOW3LM/Gears_of_War_3_Limited_Edition_X360_.png. Przy takich okładkach naprawdę czuć, że produkcja swoim klimatem mówi sama za siebie i zapłaciłbym nawet tyle samo, co za niektóre edycje kolekcjonerskie wychodzące teraz, których nie kupuje.
Według mnie Oblivion i Morrowind nie powinny być traktowane tylko jako kolejne części serii Elder Scrolls, gdzie jedna musi być lepsza lub gorsza od drugiej. Jeśli nie liczyć warstwy technicznej (która siłą rzeczy, nie mogła być lepsza w Morrowindzie niż w Oblivionie), to są to gry na bardzo podobnym poziomie, ale jednak zupełnie inne. Morrowind ma w sobie to coś, czego w Oblivionie próżno szukać, bo to po prostu inny świat - i dlatego działa to też w drugą stronę.
A Koniu widze, że się stara, i chwała Ci za to. :) Jeśli chodzi o jakiś konstruktywny komentarz, to ja podpisuję się głównie pod tym, że może gry z Ligi Nieśmiertelnych są faktycznie trochę za bardzo ogólnikowo opisane. Te tytuły faktycznie są nieśmiertelne i ważne - warto poświęcić im adekwatny do ich wartości komentarz.
Po wszystkim co było powiedziane w komentarzach i w samej rozkminie, od siebie mam do dodania tyle, że najważniejsze to jest ciągle próbować. Kiedy sobie już człowiek uświadomi, że przykładowo, chciałby poświęcić się publicystyce itd. w temacie gier, to od tego czasu zawsze powinien robić coś w tym kierunku. Pisać dużo rzeczy do szuflady, wysyłać lepsze rzeczy tu i tam, próbować w różny sposób. Jeśli nie zdąży nic osiągnąć do czasów dorosłości i pracy - nie przejmować się tym, zapewnić sobie sposób na utrzymanie i cały czas dążyć do tego, by pasja mogła się nim stać. Nie można się nigdy poddawać, bo wtedy zawsze będzie się żałować, a ja i tak myślę, że jak ktoś faktycznie się nie poddaje, to uda mu się osiągnąć swoje. To może brzmieć "łatwo", ale prawda jest taka, że duża większość ludzi, którzy takich celów nie osiągają, po prostu nie próbują, albo szybko dają sobie spokój.
A ja Twoją opinię na temat książki wykorzystam po to, żeby się pod nią podpisać. :) Porcjowanie tekstu zdecydowanie dobrze robi - od siebie dodam, że wręcz skłania do tego, żeby nawet mając więcej czasu nie łykać wszystkiego naraz, tylko zastanowić się chwilę po każdym takim jednym tekście. Książka jest czymś, co chciałem przeczytać od dłuższego czasu i wpadła mi w ręce prosto z nieba. Samo czytanie i nieświadome kiwanie głową co jakiś czas, kiedy zauważam prawdziwość przytaczanych przykładów to duża przyjemność, a późniejsze wykorzystywanie tego w praktyce i odkrywanie gier na nowo... coś cudownego. ;)
Dla mnie możliwość skomentowania jest bardzo, BARDZO cenna, ponieważ jest tak jak powiedziałeś - pisać można zawsze, ale co to zapisanie bez miejsca do publikacji? A ja często czuję się spełniony komentując mniejszą lub większą ilością zdań chociażby Twoje felietony, ale nawet zwykłe newsy. Świadomość, że ktoś to przeczyta i że mam szansę dołożyć coś cennego do dyskusji mnie napędza i sprawia prawdziwą przyjemność. :) Dlatego, oprócz tego, że dajesz nam swoje teksty, dajesz też wielu osobom aspirującym do pisania miejsce na swoje pierwsze publikacje, na wyrobienie się, na przekazywanie swojego zdania. I chwała Ci za to. :D
Przynajmniej gość zaznaczył, że w tym fragmencie są wymuszane różne postępowanie, a w reszcie gry będzie więcej otwartej przestrzeni i szukania własnej drogi, co daje mi nadzieję, bo przyznam, że przy pierwszej zapowiedzi byłem trochę w szoku. Ale tak jak wiele osób mówiło - podobnie wyglądał pierwszy poziom w Blood Money, po prostu kompletnie liniowy samouczek. Z tą różnicą, że tutaj mamy dużo nowych mechanik i gra korzystając z chowania za osłonami itd. zaczyna przypominać już coś innego... ale mam nadzieję, że to wyjdzie jej tylko na dobre. Trzymam kciuki mimo wszystko. :)
Gra jest zupełnie inna od jedynki z tego co widać, ale jak dla mnie to wcale nie jest nic złego - trailer jest super miodny, aż się chcę oglądać kilka razy. Gęsty klimat obcych + jakiegoś gansterskiego światka, super akcja i nawet bohater mi podszedł po tym zwiastunie. ;) Do tego Johnny Cash w tle robi jeszcze lepsza atmosferę i w ogóle ten jeden zwiastun w końcu pokazujący mniej więcej stronę wizualną gry zdołał mnie do niej przekonać.
Ciekawy temat Rojo, bo tak się akurat złożyło, że według mnie to działa w obie strony, które opisałeś - gry przypominają różne wydarzenia, a w niektórych przypadkach, wydarzenia wpływają na pamiętanie gry. ;)
Ja np. potrafię wyciągnąć z głowy różne przykłady dla obu przypadków. Zaczynając od początku - jeszcze jakieś 3 lata temu w moim domu działy się różne nieciekawe rzeczy, bez zbędnych szczegółów. Ja oczywiście grając już w gry wcześniej, w tym okresie wsiąknąłem w kilka tytułów na dobre, na pewno bardzo zmotywowany tym, żeby odciąć się na chwilę od rzeczywistości. Dnie i noce spędziłem z takimi tytułami jak Mass Effect, Dragon Age oraz wiele innych i pomogło mi to w przeczekaniu niezależnych ode mnie rzeczy i czerpaniu jakiejś frajdy z życia. Efekt jest taki, że ktoś może się czepiać np. Mass Effect o różne rzeczy, a dla mnie ta gra w pamięci zawsze figuruje jako idealna, bo dała mi po prostu dużo pozytywnej energii. ;)
Drugi przypadek jest odmienny i przy okazji o wiele bardziej pozytywny. :) Wracając z przeszłości do teraźniejszości, ciężkie czasy przeminęły, a ja poznałem swoją lubą, gry nieświadomie odkładając na dłuższy czas, będąc zajętym radością z tego wszystkiego. Po dłuższym czasie wróciły wspomnienia, zaopatrzyłem się w nową konsole, co bym mógł sobie popykać w wolnym czasie, a moja druga połowa... wkręciła się razem ze mną. :) I tak np. obie części Gears of War, które uważam za świetne gry, do końca życia kojarzyć mi się będą z zabawą przy najbliższej osobie i wszystkimi innymi rzeczami, które nawet z grą nie są związane. :)
Tak to już jest i myślę, że może nie każdy to tak odczuwa, ale na pewno coś w tym jest. Jest jeszcze wiele gier, które kojarzę z czymś i wydarzeń, które kojarzę z grami, ale podałem tylko przykłady. Dzięki Rojo za felieton i keep up the good work. ;)
[96]
Właśnie to chciałem powiedzieć - dla mnie ostatnia część była świetnie wyważona, wymagająca myślenia i rozwagi na najwyższym poziomie trudności i wystarczająco łatwa na najniższym. Nie wiem co mają twórcy na myśli przez upraszczanie, ale mam nadzieje, że te kombinacje ze zwiększeniem przystępności i zachowaniem "hardkorowości" nie będą tym czego ostatnio jest coraz więcej. Trudna gra to był pierwszy Hitman, któremu faktycznie lekkie uproszczenie i dopracowanie wyszło na dobre, ale teraz coś takiego jest raczej bez sensu.
[9]
To nawet nie zawsze jest na zasadzie, że mamy te dwie skrajności - często jest tak, że kiedy ktoś usiłuje już stworzyć tą normalną, ładną erotykę, to ona i tak zostaje zaszufladkowana jako pornografia. To już jest niestety choroba społeczeństwa, którą trudno będzie wyleczyć, ale może przejdzie z czasem - mam tylko nadzieję, że w razie czego nie pójdzie w stronę zerotyzowania dosłownie wszystkiego. :)
W międzyczasie możemy przynajmniej cieszyć się z prób pokazania ludziom, że to jest normalne (bo jak wiemy, niestety nawet dorośli ludzie boją się seksu). Nie miałem jeszcze okazji zagrać np. w Wiedźmina, ale wiem, że w stosunku do pierwszej części czy innych gier podejście do tematu poszło w dobrą stronę. Nie jestem człowiekiem, który ślini się na samą myśl o erotyce, ale cieszy mnie takie jej przedstawianie, bo ja się po prostu boję tego, jak ludzie to traktują. Dla mnie strach przed seksem jest dziwną chorobą i chcę, żeby ludzie byli oswajani z tym jaki normalny i wrażliwy jest to temat. A sam zaczynam się tu zamieniać w psychoterapeutę, a nie o to chodzi. ;)
Jak dla mnie oceny są dość umowną rzeczą i w taki sposób staram się je właśnie traktować - żeby mniej więcej zorientować się na jakim poziomie stoi gra, jak została przyjęta przez ludzi. Jednak to są tylko ogólniki, które i tak są wyrażone raczej przez samą treść recenzji, niż ocenę, która służy jako podsumowanie, a każdy i tak wystawia je po swojemu. Żeby przekonać się czy gra przemówi do mnie, muszę już zagrać samemu i nigdy nie odrzucam niczego ze względu na niskie oceny.
Jeszcze jako dzieciak w gimnazjum bawiłem się machinimą opartą na GTA: San Andreas w ramach podforum poświęconego takim produkcjom na pewnej stronie o tej serii. Zabawa, trzeba to przyznać, była świetna biorąc pod uwagę narzędzia, którymi można było się posłużyć - pamiętam, że miesiącami masterowałem takie rzeczy jak SACamHack (pozwalający na "wyjechanie" kamerą zza pleców bohatera i dowolne nią manipulowanie jednocześnie sterując postacią), czy inne mody pozwalające na wybór skina dowolnej postaci itd. Do tego dochodził cały etap montażu, czyli moja ulubiona zabawa Sony Vegasem, efekty, które zgrywały się z muzyką itp. To co sam robiłem to proste scenariuszowo produkcje, obfitujące w różne ujęcia i efekty, a nam się to wtedy podobało. ;) Z czasem człowiek się robi bardziej wybredny i teraz nie chciałoby mi się popełniać czegoś bez ambitnego scenariusza itd. - ale w swoim czasie to było coś świetnego i przede wszystkim kreatywnego. ;)
A ja się zgadzam z oceną, bo jak dla mnie Machnarium jest w swoim gatunku małą, ale bardzo mocno wartościową perełką. Trudno zachwycić kogoś tworząc grę w tak oklepanym gatunku jak point and click, a Machinarium reprezentuje ten gatunek po prostu idealnie. Zagadki i łamigłówki są czasem dość wymagające, ale mają sens, co pozwoliło mi i mojej lubej na przebrnięcie przez grę bez używania poradnika, ale też wysilając szare komórki. No a dzięki temu wyważeniu nic nie odciąga uwagi od tego co dopełnia ten tytuł - znakomitej oprawy. Klimat nasunął mi momentalnie skojarzenie z "Cyberiadą" Lema, a sposób w jaki jest on przedstawiony to coś cudownego. Plansze i postacie są świetne, muzyka jeszcze bardziej buduje atmosferę, a wydarzenia fabularne doprawiają wszystko takim osobliwym smakiem. Gra jest trochę krótka, ale myślę, że wystarczająca - ja polecam, a do przygodówek nie lgnę jak mucha do lepu.
Co prawda to prawda, porównywanie uderza nas na każdym kroku i o ile nie ma w tym nic złego, to często trochę na siłę dopasowywanie jednego do drugiego skutkuje tym, że druga gra wypada blado na tle pierwszej. A parę podobieństw dla mnie bezsensu niektórych porównań nie zmienia - to jest tak kuriozalne jak stwierdzenie, że L.A. Noire jest głupie bo nie ma misji taksówkarskich.
A jeśli chodzi o realne przykłady, to mi się nie podoba np. porównywanie Mass Effect do powiedzmy Dragon Age'a, albo jeszcze gorzej, Gothica. To, że gra jest sklasyfikowana odgórnie jako "RPG" nie znaczy, że w Mass Effect brakuje niewiadomo jakich statystyk, tak samo jak nikt nie narzeka, że w Dragon Age'u brakuje fajnych pukawek. Nie można na siłę wrzucać do gry rządzącej się własnymi prawami elementów które do niej nie pasują. No ale za bardzo się rozgaduje na ten konkretny temat, w każdym razie - good point, good point. ;)
Powiem tylko, że kolejny raz uchwyciłeś temat idealnie. :) Od siebie dodam tylko, że oczekiwanie na premierę to rzecz świetna i dodaje taki wyjątkowy smaczek do codziennej egzystencji. Człowiek czuje swoją pasje, czuje, że na coś czeka, że go to rajcuje, po prostu się ekscytuje. Z pozoru zwykły miesiąc może się stać czymś ciekawym, a wystarczy mu do tego samo oczekiwanie na upragniony tytuł. ;)
Jak tak się próbuję do tego przekonać to wszystko fajnie i pięknie, chcą rozwiązać wątki romansów itd. Ale jak sobie przy tym przypomne, że jednak mimo wszystko nasuwają mi się skojarzenia "pełne namiętności zbliżenia w zbroi tudzież scenka z przytulaniem i nastrojową muzyką" to trochę mi się chce śmiać. ;) Na szczęście te wątki nigdy nie przeszkadzały jakoś w "konkretnej" fabule, więc przymykam na to oko.
Mi się przede wszystkim nie podoba tytuł newsa - brzmi jak jakiś najazd na grę, z resztą zupełnie bez sensu. Umknęła mi chyba informacja o uproszczeniu ME3, czytałem o nowych mechanikach walki, ba, o rozwinięciu umiejętności czy nawet powrocie statystyk broni, dlatego pisanie, że elementów RPG jest jeszcze mniej to zdecydowana przesada. Mam z resztą wrażenie, że w likwidacji zbędnych statystyk chodziło tutaj raczej o rzeczy dzielące się w tle, rzeczy na które nie mamy wpływu w trakcie rozgrywki, a które mają wpływ na nią.
A jeśli chodzi o zmiany w grach fabularnych itp. to trzeba do tego podejść trochę mniej obsesyjnie. DA:O było bardzo dobrą grą i wg. mnie uproszczenia drugiej części były zupełnie niepotrzebne. Nie można jednak od razu porównywać ME do wszystkich RPG - to jest raczej gra rządząca się swoimi prawami i dorzucanie do niej na siłę niekończących się statystyk i umiejętności niekoniecznie musiałoby jej wyjść na dobre. Trzeba na to jednak zwrócić uwagę.
Jeśli chodzi o samego Mass Effecta, to na pewno duża część ludzi faktycznie to "lubi", porównując ME3 do Dragon Age'a II, chwaląc brak pośpiechu i traktując "obsuwę" jako synonim "dopracowywania produktu". Ja to rozumiem i na pewno utwierdza mnie to w przekonaniu, że gra nie wyjdzie jako byle jaka. Aczkolwiek temat "lajków" rozumiem i generalnie zgadzam się z nim - to po prostu pewna moda i trzeba to przeżyć. :)
Porównania do Gothica są jak dla mnie zupełnie nie miejscu, głownie z tego powodu, że development Mass Effecta wygląda zupełnie inaczej. Najnowsza część będzie się opierała w głównej mierze na tych samych założeniach, z kilkoma nowościami i udoskonaleniami, słowem, dostaniemy kontynuację historii na tym samym poziomie, bądź troche lepszym niż poprzednie części, jeżeli nowe elementy się przyjmą... a tego przecież wierni fani serii tacy jak ja oczekują, prawda? :) BioWare w trzeciej części znanej i lubianej serii nie stawia na pewno na rewolucję, a Gothic 3 w stosunku do poprzednich Gotyków wydawał się grą inną pod wieloma względami, tak samo jest zresztą z Dragon Age'ami.
Co do samej gry, to uwielbiam takie newsy. Ślinka cieknie, widać, że fabularnie dostaniemy połączenie epickiego rozmachu z pierwszej części i klimatu postaci z drugiej, a rozgrywka zapowiada się tak jak wcześniej, tylko lepiej. Świetnie wykreowane postacie + konflikt na wielką skalę? Jeżeli tylko zakończenie będzie przemyślane, to na pewno będzie wielka gra. :) A odnośnie RPG tego roku, to mimo wielkiego oczekiwania, stawiam na Wiedźmina - nie tylko z patriotycznej woli, ale widzę też, że ma wielkie szanse być najbardziej rozbudowaną grą tego roku i Mass Effect raczej nie będzie pod tym względem lepszy. Pożyjemy, zobaczyymy, na pewno obie gry będą grami świetnymi. :)
Dużo na temat muzyki w grach można powiedzieć, dlatego postaram się krótko, bo i tak nigdy wszystkiego nie ogarnę. :) Dla mnie, człowieka, który oprócz bycia pasjonatem gier jest też pasjonatem muzyki, to jest element, który obok gęstego klimatu i opowieści jest tym, co najdłużej zapamiętuje z gry. I są to zarówno duże, złożone kompozycje, jak i również nawet pojedyncze motywy z różnych produkcji - jeżeli ktoś grał w Gears of War, zapewne skojarzyłby krótki motyw, który pojawia się w różnych momentach, takich jak zebranie nieśmiertelników poległych żołnierzy, czy niektórych cut-scenkach i zawsze sprawia, że czuję ciarki na plecach i od razu mam przed oczami cały siarczysty klimat tej gry. Tak samo miałem przy zwiastunie Mass Effect 3, słysząc na samym końcu krótki fragment soundtracku znany z poprzednich części, który wystarczył, żeby przywrócić wszystkie emocje związane z tą serią. Dla mnie cała immersja i radość wyniesiona z gry może być dla mnie zapakowana na przyszłość w soundtracku, który wystarczy, żeby mi to wszystko przypomnieć - to samo tyczy się oczywiście dużych soundtracków takich jak moje ulubione Hitman: Blood Money, czy wiele innych produkcji. :)
Miło posłuchać czegoś na tak oklepany temat jak "stare gry vs. nowe gry" mówionego z innym podejściem niż "teraz wszystko jest uproszczone, a kiedyś było lepiej". Mi się podobało bardzo chociażby wyobrażenie takiej gry jak Mass Effect w oldschoolowym stylu - tu nie chodzi tylko to o, że to nie pasuje, tylko właśnie o tą kwestię którą poruszyliście: czy dałoby się tą grę wyrazić w tak dobry sposób gdyby była zrobiona inaczej. Jak dla mnie gadki o uproszczeniu, konsolizacji i wszelkich rzeczy tej maści są głupie, szczególnie kierowane w stronę tytułów takich jak Mass Effect, które przecież są nowymi produktami i rządzą się swoimi prawami. Widać, że niektórzy ludzie na zawsze wierni tylko i wylącznie konserwatywnym założeniom często do takich gier wyskakują urażeni, krzycząc "ale ona nie podąża tymi ścieżkami, które ja tak uwielbiam!" i takim jegomościom już chyba dogodzić się nie da.
A co do Duke Nukema to nie mam się co rozpisywać - od dłuższego czasu kolejne materiały sprawiają tylko, że ze stanu "może kiedyś w to zagram" schodzę raczej w stronę "wątpie, żebym w to zagrał". Sam nie wiem, czy ta przesada ze strony twórców jest słuszna czy nie, ale mnie jakoś nie przyciąga. Nie czuje się urażony, czuję po prostu, że co za dużo to niezdrowo.
Jak zobaczyłem Homefronta tak wysoko, to aż się nie mogłem opędzić od uśmiechu. :) Jakby na to nie patrzeć, kampania im się powiodła, a szczególnie w Ameryce - w sumie nic nie wskazywało na to, że to będzie raczej mierny jakościowo tytuł, a tak naprawdę wszyscy skupiali się na tej całej otoczce fabularnej okupowanego USA. Widać, że "walka o ojczyznę" ich przyciągneła. ;)
Nie miałem wcześniej "okazji" skomentować żadnego z Twoich tekstów, ale czytam je na biężąco i na początek chciałbym tylko napisać: oby tak dalej! :) Bardzo mi się podoba Twoje podejście do sprawy i do prawdziwej, fajnej immersji, a każdy kolejny temat sprawia, że wykopuje sobie jakieś wspomnienia związane z grami. Dzięki Ci za to. :)
Co do tematu, to jestem z tych, którzy generalnie czerpią przyjemność z różnych form przedstawienia historii - raz jedno, raz drugie. Aczkolwiek mam oczywiście swoje preferencje, zauważam co najbardziej zapadło mi w pamięć. Czy scena z Wrexem w ME2 ("Shepard, my friend!") byłaby taka pamiętna, gdyby nie to, jak możemy się z nim związać za pomocą dialogów i wspólnego wycinania w pień Gethów w pierwszej części? Fajnie wykreowane, obfitujące w ciekawe kwestie postacie w grach drużynowych są zdecydowanie wielkim plusem, a dla mnie rozwijanie kilku postaci zamiast jednej to tylko pogłębienie zabawy. Kiedy grałem w MMO, to grałem kilkoma postaciami w różnych celach - czy to przyjmowanie obrażeń, leczenie czy skuteczne wykańczanie wrogów. Różnica jest duża a swoje myślenie o ekwipunku czy statystykach trzeba dostosować zależnie od postaci - mnie to akurat cieszy i mimo, że w wersji mniej rozbudowanej, to taki aspekt w grach typu Dragon Age byl mile widziany.
Z drugiej strony, od czasu do czasu lubię też odmiane. Historia i decyzje Białego Wilka nie byłyby pewnie tak odczuwalne, gdyby nie skupienie się na znakomicie wykreowanej postaci i tym, że wszystko zależy tylko i wyłącznie od niego, a z konsekwencjami nikt mu nie pomoże. Typ zabawy być może inny - lecz równie bardzo wciągający, jeżeli jest przeprowadzony w odpowiedni sposób.
Ja sam się poczułem miło zaskoczony jak zobaczyłem ten artykuł, bo mi też kompletnie muzyka z World of Goo z głowy wyleciała, a swojego czasu byla właśnie jednym z tych soundtracków, przy których siedziałem już po zabawie z grą. Nie ma co przedłużać - oprawa audiowizualna Świata Goo jest jedyna w swoim rodzaju, właśnie takie rzeczy zapadają najbardziej w pamięć. Miejscami delikatnie psychodeliczny, magiczny klimat i naprawdę cudowna muzyka, która do nas uderza z każdej strony. A za tym wszystkim stoi jedna osoba, co po wielu razach kiedy odkrywałem takie rzeczy, wciąż mnie zadziwia. :)
A taka ciekawostka - świetny utwór z tej ścieżki dźwiękowej, Best of Times (http://www.youtube.com/watch?v=aHId6LIPVd4) jest podkreślony mocnymi bębnami. Kyle Gabler na swoim portfolio pisze, że stworzyl je rozkładając w pokoju mikrofony i waląc w kartonowe pudła i krzesła. :) Prawda, czy nie - kompozycja cudowna.
Taki news o poranku to jest właśnie to. :) Uniwersum ME ma w sobie to coś, że kiedy słysze choć szczątkowe, ale potwierdzone informacje odnośnie finałowej części, to od razu nic tylko odpalać poprzednie części i po raz kolejny zatopić się w ten świat i postacie. Może jestem ślepo zapatrzony, ale jestem pewien, że gra będzie świetna - mi wystarczy poziom conajmniej poprzedniej części i posunięcie fabuły do przodu (wzorem jedynki), a będę zadowolony. A myślę, że BioWare nie spocznie na laurach i tak jak sami zapowiadają, udoskonalą jeszcze mechanikę gry. Nie ma tu miejsca na odstawienie Dragon Age'a 2, bo nikt mi nie powie, że spłycą Mass Effecta, a starają się raczej choć trochę dodać mu elementów RPG, co oczywiście cieszy. W każdym razie, czekam z niecierpliwością. :)
No dobra i tak wszyscy wiedza, że ta cała euforia to przez Wrexa. :P No i oczywiście takie perełki jak Mordin, Garrus, czy Legion. :)
Kiedy grałem w WoWa, to zaczynając grę nową postacią, starałem się czytać treści questów, bo świat mi się podobał, historia była ciekawa i całkiem fajnie się to wszystko czytało, ale jednak po jakimś czasie jak człowiek znowu się wkręci w mechanikę MMO, to odechciewa mu się czytać, tylko leci od razu zrobić questa. Być może voice-overy mają szansę to zmienić, bo szkoda tych wszystkich opisów, które fajnie kreują świat gry. Na pewno nie zepsują one klimatu, więc myslę, że jeśli developerzy mogą sobię pozwolić na porządne głosy to droga wolna.
Ja liczę przede wszystkim na to, że mimo "kampanii reklamowej" jaką jest zaplanowane wydanie filmu jednocześnie z grą, te dwie odsłony będą ze sobą miały niewiele wspólnego. Czekam już na jakieś informacje o piątce długo, bo jak na razie seria zrobiła bardzo duży krok w przód wraz z Blood Money i dla mnie zręczna kontynuacja historii Agenta 47, unowocześnienie silnika i dopracowanie mechanik stworzonych w poprzednich odsłonach to recepta na sukces tej gry i stworzenie nowej, najlepszej części cyklu. Jakoś wierzę w to, że Hitman nie pójdzie w stronę przewrotnych elementów w rozgrywce i mimo, że rozumiem wszystkie obawy, patrząc na to co się dzieje na rynku, to jednak dla mnie jest duża nadzieja, że będzie dobrze. I czekam na więcej informacji, bo naprawdę nie wiem czego się spodziewać, a liczę na jedno - porządną, dopracowaną odsłonę Hitmana z klasą, tak jak z klasą prezentuje się Agent 47, bo żadnego zbędnego kombinowania tu nie potrzeba. :)
Mam nadzieję, że tym razem gra się lepiej rozejdzie wśród graczy, bo zdecydowanie na to zasługuje. Pierwsza część tym całym swoim skomplikowanym i długim procesem produkcji straciła pewnie wielu potencjalnych odbiorców, a szkoda, bo to naprawdę wyjątkowa gra i dzięki drugiej części ma szanse naprawde rozwinąć skrzydła i życzę developerom żeby się to udało. :>
Dead Rising - 7 Day Survivor. Niezapomniany przeze mnie achievement w którym w nieskończonym trybie gry musimy przeżyć 7 dni, czyli w czasie rzeczywistym trochę ponad 10 godzin grania bez zapisu gry. Oczywiście nie było by w tym nic ciekawego, ale jednak nie ma to jak emocje związane z poruszaniem się po wypełnionym po brzegi przez zombie sklepie, które myślą tylko o tym, żeby nas dopaść. A żeby było weselej - poziom życia spada z każdą sekundą, więc musimy zadbać o swoje przeżycie i znaleźć pożywienie. Survival pełną gębą, a emocje po kilku godzinach, kiedy z resztką życia cudem umykamy przed hordą żywych trupów niezapomniane. :)
A ja szczerze mówiąc nawet nie zwróciłem dużej uwagi na te wszystkie "uproszczenia" i inne rzeczy, które można postrzegać negatywnie. Jak dla mnie ogólne wrażenie tych wszystkich zapowiedzi odnośnie Skyrim, to coś fajnego, świeżego, bez jakichś niewiarygodnych innowacji (bo ileż można innowacji oczekiwać w każdej grze kiedy tyle tytułów już mamy za sobą?), ale za to z wieloma udoskonaleniami. Generalnie: wg. mnie właśnie świeżość bije z tego z tytułu i jak na razie wydaje mi się, że wszystko jest przez twórców przemyślane i dopieszczane jak najbardziej się da. Mam nadzieję, że wszystko co mają developerzy zaplanowane uda im się pogodzić ze sobą i wykonać tak, żeby wszystko grało, ale wierzę w to, że tak będzie. Ogólnie, myślę, że jest na co czekać i nie ma co się bać uproszczeń, bo wszyscy ostatnio strasznie są wyczuleni na to słowo, a przecież komputerowe RPG już dawno nie są najeżone skomplikowanymi systemami i żadne "głupie konsole" nie zrobią z Elder Scrolls FPSa. :) Trochę dystansu panowie, bo wiele osób wciąż żyje w przeświadczeniu, że wszystko na konsole jest głupie i banalne, a takie zdanie w roku 2011 jest, przynajmniej według mnie, takie samo jak krzyczenie "to sa jakieś czary!" po zobaczeniu wybuchającego granatu. :) Na konsolach naprawdę grają normalni gracze i "casuali" tam jest tyle co na PCtach, a jestem pewien, że twórcom Elder Scrolls nie zależy na przekonywaniu do serii ludzi, którzy w grach RPG nie gustują. Jeśli coś wam w zmianach przeszkadza, to jest to tylko i wyłącznie konsekwencja wizji developerów z Bethesdy, a nie konsol.
Dziwi mnie to, że po samym pierwszym poście Econochrista, gdzie napisał tylko, że zagra w angielską wersję, tyle osób od razu rzuciło mu się do gardła, że "swojego nie zna, a cudze chwali", wywyższa się i niewiadomo co, a nie widzę sensu narzucania komuś polskiej wersji językowej i uważania się za patriotę jak się w taką gra. Wyluzujcie się i cieszcie tym, że każdy może grać w takim języku w jakim mu sie podoba, chociażby niemieckim, jeśli taki ma kaprys. :)
A co do poziomu lokalizacji itd. to osobiście się Econochristowi w ogóle nie dziwię, aczkolwiek mam inne podejście odnośnie Wiedźmina. Sam najczęściej gram właśnie w angielskie wersje, - bo oryginalne, bo chcę usłyszeć teksty takie jakimi były napisane, bez przekładu, a już szczególnie bez nowych głosów. Wiedźmin natomiast jest wyjątkiem, bo wersja polska jest akurat według mnie jest lepsza i oceniam to na podstawie pierwszej części. Primo, przyzwyczaiłem się do języka z książki, który jest bardzo podobny w adaptacji i najzwyczajniej w świecie do niej pasuje, secundo, jest to język oryginalny, wszelkie nazwy potworów nie muszą być tłumaczone w jakiś pokrętny sposób i tertio, głosy postaci są według mnie, w przeciwieństwie do większości innych polskich wersji, najlepsze. Dlatego też jako zwolennik oryginalnych, angielskich wersji zarówno pod względem języka jak i głosów, w Wiedźmina zagram akurat po polsku, a Econochrista rozumiem, mimo że sam jako fan prozy Sapkowskiego po prostu angielskiego Wiedźmina nie trawię. :)