Moją pierwszą ukończoną częścią był Legend który bardzo mi się podobał. W związku z tym fabularnie Anniversary było dla mnie krokiem wstecz (ratuje jedynie usprawiedliwienie że to remake), także dopiero po prawie 15 latach wróciłem do tej części i finalnie ją ukończyłem. Po 15 latach widać jednak że jak na 2009 rok grafika i tak wygląda bardziej staro.
Ogólnie gra jest super jeśli chodzi o poziomy, zagadki. Na wielki minus: praca kamery, sterowanie, podskoki - irytacja momentami sięgała zenitu powtarzając daną sekcję po raz 100 któryś bo Lara odskoczyła nie w tę stronę co trzeba lub niewyrobiła się zanim podest znikł itp. Również mało ciekawi bossowie których praktycznie pokonuje się na jeden sposób (w slow motion).
Gra jest świetna: to taki mix Gothica, Stalkera i Harrego, ale najmniej tego ostatniego mimo że jest to świat Hogwartu. Brakuje questów w samym zamku, jest za to tego pełno w rozbudowanej okolicy. Fabuła też jest przeciętna, lepsze side questy.
Gra spełnia marzenie o rzucaniu takich zaklęć jakie się podobają czego w serii Harry Potter brakowało. Według mnie jest ich kilka za dużo, przynajmniej tych transfigurujących. Ogólnie jest wszystkiego bardzo dużo - transfiguracja, eliksiry, rośliny, ubrania - może nawet za dużo bo ciężko to wszystko poznać i ogarnąć.
Bardzo dużo rodzajów mini gier i zagadek na plus, ale jedna wielka porażka - Alahomora, IYKYK. Zarabianie kasy głównie na sprzedaży ubrań - trochę słabo, biorąc pod uwagę że mój inwentarz był wypchany niesprzedawalną roślinnością itp.
Jak się gra już wiele godzin to monotonne stają się pojedynki non stop z czarodziejami, animagami, trollami itp. bo po prostu gra trwa za długo - pierwszy tydzień fascynacja a drugi byleby skończyć.
Przydałoby mi się zagrać w tę grę jeszcze raz wiedząc to wszystko co wiem teraz a mianowicie:
- ostatni main quest kończyłem na poziomie 27, a jest jeszcze koniec roku w Hogwarcie który wymaga lvl 34 - zdecydowanie poczyściłbym mapę w pierwszej połowie gry bo na koniec już się nie chce
- o ile wybór dialogów ma niewielkie znaczenie o tyle jest jeden moment który zirytował mnie kompletnie a mianowicie poziom Shadow Of The Relic - zły wybór dialogu i przepada nam Avada Kedavra, czekałem na to tyle i dupa
Pod względem wydajności - nie narzekałem na przeciętniaku RTX 3050.
Podsumowując - trochę zmarnowany potencjał, za małego magii Harrego. Moje oczekiwania były większe dlatego cieszę się że ostatecznie udało się rzutem na taśmę zgarnąć za darmo na Epicu. Bynajmniej stworzona mapa to gotowy świat na kolejną część lub odświeżenie serii Harry Potter.
Czy to dobra gra? Tak. Daje dużo zabawy, posiada najnowsze sztuczki i możliwości z późniejszych części. Wreszcie Tony wyskakuje wysoko. Zawsze grałem tylko na klawiaturze i jest to pierwsza część w której tak łatwo robiło mi się special tricki. Mimo wszystko 1+2 porwała bardziej.
Czy to dobry remake? Jeśli chodzi o THPS3 - może być. Różnice na levelach są symboliczne więc poza tym że mamy nową ładną grafikę, dużo się nie zmieniło i wiele jest po staremu, choć pojawiają się nowe smaczki.
Czy to dobry remake THPS4? Nie, to crap - wycięty jest cały free roam i podobno ma być to samo z remakiem THPS UG 1 i 2 - podobno ograniczenie silnika, więc chyba szkoda dalej w to brnąć. Mnie to jednak nie przeszkadzało bo nigdy nie wziąłem się za czwórkę poważnie - nie pasował mi ten otwarty świat, więc w systemie rundowym gra mi się dobrze, ale czwórkowcy powiedzą że remake to zupełnie nie to samo, szczególnie że niektóre levele nie wróciły. Gdybyśmy dostali THPS 1+2+3 a potem 4+UG1+UG2, ale już z free roam - byłoby to sensowniejsze.
Ta część bije na głowę 1+2 pod względem collectiblesów - wróciły pieniądze, zbieranie desek a zbieranie logo Iron Galaxy ma jakiś sens bo odblokowuje rzeczy ze sklepu a nie tylko jedną nową deskę. Dodatkowo po ukończeniu wszystkich wyzwań mamy do przejścia jeszcze wyzwania Pro i Platinum co dla THPS3 jest nowością, a wydłuża grę.
Moja ocena to 9.0 za samą grę, głównie przez to że nie znam czwórki dobrze i nie muszę porównywać, bo gdybym miał co porównywać to byłoby dużo niżej ze względu na de facto kastrację THPS4. 1+2 było niewątpliwie potrzebne bo po 25 latach te gry były już niegrywalne i wiele rzeczy tam brakowało, ale trójka do dziś jest grywalna i łączenie jej z okrojoną czwórką to był słaby pomysł. Myślę że chętniej wrócę do 1+2 i klasycznej 3.
Dawno żadna gra tak mnie nie wciągnęła jak THPS 1+2. Po ograniu THPS2, nie miałem możliwości zagrać w THPS1 gdyż ta nigdy nie wyszła na PC, ale wtedy dorwałem 1+2. Mogę więc tylko przyznać że dwójka odtworzona jest bardzo dobrze i jeśli jakiś level mi się nie podobał, to jest to już wina developerów sprzed 25 lat.
Oczywistym plusem jest grafika oraz obecność trików i mechanik z późniejszych części. Po ograniu 1+2 dwójka wydaje mi się niegrywalna - w dwójce kilku challengy nie ukończyłem a w 1+2 na pełnym luzie. I właśnie ta przyjemność przechodzenia 1+2 bez toporności starych części to największy plus gry m.in. brak żadnego problemu z wyskakiwaniem w powietrze nawet nie na pełnym specialu i to mimo że podobno w 1+2 skacze się niżej.
Kolejnym plusem są nowe znajdźki jak Stat Pointy które weszły w trójce i nowe challenge High Combo. Patrząc jednak na gameplaye, nie będą one dorastać do pięt części 3+4 gdzie będzie ich dużo więcej (jak C-O-M-B-O z czwórki), więc teraz dobra zabawa skończyła się szybko. Fajnie też że odblokowywanie kolejnych leveli zależy, tak jak w trójce, od liczby zakończonych challengy, a nie od stanu konta - była to dla mnie największa wada dwójki.
W 1+2 mamy też dodatkowe challenge w menu, świetny kreator własnego gracza, różne stroje, deski itd. Ogólnie można powiedzieć że całe main menu jest stworzone pod nowe pokolenie, ale jednocześnie nie razi wieloletnich graczy.
Minusem gry jest brak znajdziek w postaci pieniędzy, które widzę że i tak wrócą w 3+4 (gdzie w trójce ich nie było...) - stare części bardziej wymuszały wskakiwanie w nietypowe miejsca więc także spędzenie więcej czasu w grze. Zastąpiły je głównie loga Vicarious oraz figurki kosmitów (jedna na planszę) i wnoszą one bardzo bardzo mało - mogłyby być w tych miejscach np. nowe deski jak w trójce.
Ostatecznie nie daję 10 za powyższe i fakt że to kolejna część gdzie zrobienie jakiegokolwiek speciala na klawiaturze udaje się raz na 10 razy i przez to nie umiem nabić potężnych scorów i dokończyć gry na 100%. W trójce bez speciali dało się obyć.
Tak właśnie powinien wyglądać remaster - nowa grafika, to co najlepsze ze starych części, naprawione błędy, rozszerzenie rozgrywki. Ech, marzy się taki remaster NFS U2 albo NFS MW.
W THPS2 zagrałem pierwszy raz dopiero teraz - w mojego pierwszego Tony'ego (THPS3) grałem już 20 lat temu.
Jeśli porównać obie części to w THPS2 bardziej podobał mi się sposób budowania wyniku co zmieniono w THPS3 i co wymusiło potem zdobywanie większej liczby pointów. Wiele trików na PC robiłem w THPS2 z dziecinną łatwością w przeciwieństwie do THPS3 co jest również na plus.
Jedyne co zmniejsza moją ocenę na korzyść THPS3 jest to że odblokowywanie kolejnych leveli jest trudniejsze w THPS2 - w THPS3 przepchnęlibyśmy się z brązowymi medalami, a tutaj raczej bez szans bo braknie nam kasy by odblokować ostatni level. Mimo że wielu krytykuje że w THPS3 mieliśmy stat pointy zamiast kasy to, może na wzgląd że THPS3 znałem pierwsze, to jednak wolałbym stat pointy w THPS2.
Gra mimo że z 2000 r. jest do dziś grywalna i ma świetny klimat.
Zawsze pykaliśmy w THPS3 dla przyjemności i dopiero teraz kiedy mam trochę więcej skilla w grach, wziąłem się za przejście kariery co nie zajęło długo gdyż gra jest względnie krótka. Do dziś mam w pamięci legendarne levele jak Foundry czy Tokyo.
Jedyna wada gry dla mnie to scoring. Pojawił się w tej części m.in. revert i po prostu nie czuję zdobywania punktów w ten sposób że tak sztucznie łączymy kolejne sztuczki. Mimo przejścia tutorialu i poczytaniu tipsów, ledwo przebrnąłem medale i sick/pro pointsy - w zasadzie nabijałem punkty tylko się ślizgając. Również co bym nie robił to Tony nie skacze wysoko, mimo wszystkich stat pointów więc się zacząłem zastanawiać czy z moją wersją na PC jest coś nie tak.
Grę tłukliśmy od 2002, zarówno demo w kółku jak i pełną wersję.
W 2008 utknąłem na Zurgu. Dopiero wczoraj doczytałem że na PC jest bug z zza szybkim prockiem i na da się go pokonać bez spatchowania gry. Dziś dokończyłem resztę w godzinę.
Jedna z najlepszych platformówek dzieciństwa.
Po FIFA 12 długa przerwa bo dopiero ostatnio zagrałem chwilę w FC 24 i przeskoczyłem na FC 25 i jak dla mnie przez tyle lat postępy w zasadzie żadne... Wszystko to samo nawet nie w lepszej grafice bo grafika zawodników, typowo dla obecnych gier EA, jak na 2025 słabo słabo. Brak licencji na niektóre zespoły jak Inter. Tryb treningu w dawniejszych częściach był dużo przyjemniejszy. Hypermotion słabe, a VARu nie widać. Nie czuję się jakbym oglądał mecz w telewizji - belki ciągle takie same. Dodajmy do tego praktycznie brak zmian podług poprzednich części i 3 stówy za każdą edycję... Po raz pierwszy przerzuciłbym się na PES'a gdyby jeszcze istniał.
Rozpatrując się jeszcze po poprzednich częściach - nie wiem skąd takie rozstrzelanie jeśli chodzi o oceny wcześniejszych edycji bo różnice od dobrych czterech części są minimalne - może online, nie wiem. Na pewno sama gra jest kozak, ale kolejne edycje powinny wychodzić jako DLC, bo jest to większe ździerstwo niż FIFA. W F1 23 broni się jeszcze ilość dostępnych trybów, chyba najlepiej to wypada od kilku edycji, ale tak mała to różnica że F1 trzeba chyba kupować jak telefony - co kilka lat.
To mój pierwszy kontakt z F1. Jako że mój styl jazdy w samochodówkach jest raczej agresywny i preferuję arcade, nie przepadam raczej za torówkami. Sądziłem że w F1 szybko będę wylatywał z zakrętów, ale nic z tych rzeczy - wreszcie torówki zaczęły sprawiać mi przyjemność, choć myślę że dużo to wynik tego że bolidy są znane z dobrego handlingu. Klawiatura daje radę.
Mimo że gra to tylko jeżdżenie w kółko i np. w NFS'ie po 4 okrążeniach miałbym już dość, tutaj mógłbym jeździć w kółko cały dzień. Oko cieszy też grafika jak z telewizora. Karierę możemy totalnie spersonalizować: wyścigi, liczba okrążeń itp. itd. Jeśli jednak dobrze zrozumiałem w karierze nie można wybrać istniejącego kierowcy, ale musimy stworzyć siebie - tutaj zawód.
A teraz jakieś wady przez które nie daję 10. Przejazd przez boks odbywa się automatycznie, a bolid na Pit Lane momentalnie nienaturalnie sam zwalnia - wolałbym przejechać samemu. Mamy wywiady ciągle tylko z Natalie - ok, jako że to postać ze świata F1, ale ubiera się za każdym razem tak samo, a jeśli padał deszcz to przy wywiadzie za każdym razem jest ta sama słoneczna pogoda. Postacie, jak na dzisiejsze możliwości, mogłyby wyglądać odrobinę bardziej naturalnie. Tryb fabularny, zdecydowanie w mniejszym stopniu niż Grid Legends, nie nadąża za naszymi zwycięstwami - celem było być dziesiątym więc zwycięstwo nie podnieca.
Pytanie również o cenę - argument za wydawaniem co rok 319 zł ratuje obecność trybu fabularnego oraz wyścigów F2. W Game Passie stanowczo zagrać warto, poza - chyba nie, bo niestety tutaj opłacalność jest jeszcze mniejsza niż dla Fify. Do samej gry nie ma jednak się co specjalnie przyczepiać.
Sama gra w sobie nie jest zła - model jazdy mi odpowiadał, poprawiły się drifty podług Grida 2, ale mimo wszystko to kilka kroków w tył podług 2 i Autosporta które fabuły nie miały, a wciągały.
Gra jest zdecydowanie za krótka w wersji podstawowej, na poziomie NFS The Run. W dodatku fabuła kompletnie nie trzyma się kupy - wygrywam każdy wyścig, punktacją sam bym zdobył puchar konstruktorów (a niby zespołowi grozi nie utrzymanie się), ale to ja jestem tym gorszym kierowcą w zespole, Yume najważniejsza. W zasadzie nawet nie trzeba wygrywać, wystarczy spełniać cele.
Zdarzają się przycinki grafiki pomimo dobrego setupu i braku spadku klatek. Widać też jakieś bugi ala zapadający się samochód w jezdni czy przenikanie przez zgubione przez przeciwników zderzaki.
Polecam na Game Passie, nie polecam jako oddzielny zakup. Codemasters poległo kolejny raz po Dircie 5, a Grid był całkiem udaną serią, wywodzącą się przecież z TOCA.
Gra jednak skończona. Poziom raczej banalny, można szybko ukończyć - nie musiałem nawet dokupywać aut aż do ostatnich wyścigów.
Na plus grafika (choć oprawa zbyt kolorowa, coś jak w The Crew 2). Model jazdy arcadowy ok, ale jest wiele aut niegrywalnych co przywołało mi wspomnienia z NFS Shifta na klawce bo wkręcają się na śliskiej nawierzchni na wysokie obroty. Fatalne respawny - jeśli ewidentnie wypadliśmy z trasy, resetowanie trwa długo, a jeśli zetniemy zakręt to zresetuje nas od razu, oczywiście gdzieś na przedostatniej pozycji. Gymkhana to niczego. Kolizje przyklejają przeciwnika do nas, a inny w tym czasie nas wyprzedza. Do tego problemy z zapisem i crashe. Jak na Codemasters to bardzo słabo.
Polecam, ale tylko jeśli macie to w Game Passie, można pochillować - oddzielnie nigdy bym nie kupił. Kliknęło mi się 2.0, myślę że realnie zasługuje na 6.0.
Mega zaskoczenie że i5 gen.11 i RTX 3050Ti ciągnie to ledwie na 12 klatkach na low... To już w Stalker 2 to lepiej wygląda. Nie wiem jak bardzo wypasiony setup trzeba mieć żeby w to zagrać.
ZTCW, na Xboxie Stalker śmiga bez żadnych problemów.
Na PC optymalizacja jeszcze leży i mody mi nie pomogły. Nie mam najmocniejszego setupu (i5 11 gen, RTX 3050 Ti), ale gra leci spokojnie na low lub medium (na YT ludziom też) do momentu napotkania anomalii, wybuchu czy wyskoczenia psa - wtedy już tnie jak diabli i nie da się grać. Póki co porzucam tytuł.
Gra jak na arcade spoko. Może trochę zbyt kolorowa.
Niepotrzebnie stresowała mnie informacją o wyczerpującym się VRAM-ie kiedy to wszystko leciało na ultra powyżej 30 klatek bez ścinki (RTX 3050 Ti 4GB).
Niestety, save-owanie wysypało się i musieliśmy się rozstać.
Fajna gra dla dzieci zajaranych Świnką Peppą, aczkolwiek cena zwala z nóg.
Gra trzymała się scenek z bajki więc łatwo wiadomo co dalej.
Jest kilka wkurzających elementów jak brak pomijania cut-scenek, jak również brak możliwości scancelowania jakiejś akcji np. przez pomyłkę pojechałem ponownie do Wieży Wiatrów i straciłem 5 minut na oglądanie tego samego. Z przedszkola mogłem polecieć balonem z panią Królik, ale już nie mogłem tam wrócić i musiałem na około. Również pytanie co robią rodzice Peppy: w przedszkolu na placu zabaw i na plaży (kiedy przyjechaliśmy tylko z dziadkami). Jeśli już raz przywitałem się z Tatą Świnką, albo nakarmiłem Polly, to dlaczego mogę to zrobić drugi raz? Trochę bez sensu - nie wiedziałem w ogóle czy progresuję, czy się wszystko zapisało. Gra krótka. Z tych powodów 7,5 to uczciwa ocena jak na grę dla małych dzieci.
Zniechęcony komentarzami, postanowiłem dokończyć najpierw wszystkie NFS-y, a następnie za najmniejsze możliwe pieniądze kupić Unbounda na wypadek gdyby okazało się kałem.
Gdy tylko ukradziono nam pierwszą furę i zobaczyłem że będę jeździć jakimś stockiem, załamałem ręce. W pierwszym tygodniu jest bardzo ciężko i to na najłatwiejszym poziomie trudności - brakuje na wszystko kasy, a fura jest za wolna by uciekać przed glinami. Myślę że to powód dla którego tą grę się albo lubi (kocha to za duże słowo), albo właśnie nienawidzi. Już myślałem że faktycznie będę pierwszy raz potrzebował trainer, ale drugi tydzień już był z górki. Myślę że to gra nie dla każdego, nie dla początkującego na pewno - ktoś kto skończył Heata nie przeżyje tu szoku, ale to już coś innego niż Heat.
Myślę że najsłabszą stroną gry jest wiązanie obławy z udziałem w danym wyścigu oraz obecność policji w prawie każdym pościgu - myślę że niszczy to ideę przechodzenia gry na 100% bo po prostu trzeba wybierać te wyścigi które się najbardziej opłacają a mimo tego trasy zdarzają się powtarzać. Gdyby nie to, to już by to była gra na top 5 NFS-ów, choć to i tak na tą chwilę najlepszy NFS od Hot Pursuit 2010.
Kartonowa oprawa nie przeszkadzała mi w grze, ba, nie zwracałem na nią żadnej uwagi - może to być nawet fajne. Nic to grze nie dodaje ani nie ujmuje - jak dla mnie to tylko zmarnowany czas deweloperski który można było przeznaczać na coś innego np. realny dym z rury. Grafika piękna, ale potrafi zlagować (mimo RTX-a).
Nie przeszkadzała mi też liczba powtórek wyścigów. Myślę że to spoko element, tak jak wpisowe, bo dodaje takiego smaczku zakładów ze starych części jak Road Challenge.
Unbound dla mnie lepszy niż Heat. W Heacie może fabuła była lepsza, ale krótka i kończyła się zbyt wcześnie. W dodatku Heat był bardziej takim arcade jak Rivals, gdzie w dodatku 'dzień' nie miał zbytniego sensu. Tutaj progresując przez kolejne tygodnie idziemy z fabułą, a nie za poziomem respektu jak w Heat. W Unboudzie policja zdaje się nie być już niezniszczalna i jest łatwiejsza w pokonaniu, choć auta które miały nas nie gonić po terenie skaczą za nami z wyskoczni - myślę że dalej brakuje takich pułapek na policję jak w MW, bo ucieczka to zwykle jeżdżenie po krzakach (tu na szczęście nawet silne drzewa auto łamie).
Tuning mechaniczny raczej nudny bo możemy łatwo podrasować brykę bardziej niż to wymagane wg kategorii A/A+/B/S, więc też nie można przesadzić. Tuning wizualny - ok.
Po raz pierwszy mamy sensowne respawny więc nie denerwuje w końcu crash camera - gra potrafi nas zrespawnować nawet w przód przed przeciwnikami którzy byli przed nami.
Plus za pojawienie się ludzi w grze - u konkurencji to było już dawno.
Na mały minus drift - jest to mój ulubiony tryb, ale zupełnie nie czułem go w tej części. Tak źle dla mnie było tylko w Shiftach.
Myślę że po dobrym NFS 2015 i Heacie, NFS w końcu wychodzi z cienia po latach tracenia do innych serii i po latach udawania innych serii - nie czułem by Unbound udawał Forzę czy The Crew.
Podsumowując, dla ludzi którzy skreślili tą część polecam trochę cierpliwości, a myślę że zmienią zdanie o 180 stopni.
Episode Two zdecydowanie przebija Episode One - nowa, świeża lokacja, wreszcie głównie poza budynkami, ciekawa ostatnia bitwa, smutne zakończenie. Nie wiem czy pociągnięto dalej wątek w HL Alyx, ale zdecydowanie nieskończony wątek i niedosyt po Episode Two. Oczywiście Gordon znów musi odwalić całą brudną robotę :)
Episode One jest spoko kontynuacją jedynki, ale nie wyrwała mnie z fotela szczególnie - just kontynuacja, krótka, kilka nowych poziomów i tyle. Bardziej miałem wrażenie że cofam się po prostu po ostatnich poziomach z HF2.
Mimo że tytuł obijał mi się o uszy od wielu lat, dopiero w 2024 r. miałem okazję zagrać pierwszy raz dzięki darmoszce na Steamie. Kiedyś śmiałem się że to jakiś losowy tytuł wrzucony do jakiegoś Orange Boxa, ale teraz odszczekuję bo to klasyka klasyków.
Myślę, że jak na 2004 r. grafika powala (fakt że patche trochę popodbijały ale mimo wszystko, dopiero z bliska widać pikselozę) jak również myślałem że dopiero w czasach Crysisa pojawiła się możliwość poruszania się w trakcie rozmowy (nie wiem jak to nazwać) a tu już to było od dawna! Na pewno gra prekursor dla późniejszych FPS-ów i do dziś grywalna.
Trudno mi oceniać fabułę bez zagrania w pierwszą część, ale na pewno gdyby a to coś się nie zawaliło, a to jeden z bohaterów gdzieś nie utknął itp., to by nie było w co grać - na dłuższą metę to słabe. Dużo ciekawych lokacji, łatwo wymyśleć którędy iść dalej, ale za dużo biegania po budynkach aż głowa boli. Nawet jak na takiego średnio ogarniętego gracza, jeśli pomyślałem że może strzelić w to, albo podłączyć to, właśnie tak to miało być wykonane według twórców.
Ponarzekałbym na zbyt dużą liczbę przeciwników - jeden człowiek ma ich wszystkich wytłuc? Plus że nasi kompani, poza drużyną, w zasadzie nie giną i nie da się ich przypadkiem zabić. Świetny pomysł z działkiem grawitacyjnym.
W tej części doceniłem poprawki które zrobiono od czasu Cienia Czarnobyla. Szczególnie podobała mi się modyfikacja broni i bitwa w Prypeci.
Postępu graficznego praktycznie brak - gra dalej bura i brzydka nawet jak na klimat Zony. Wątek gonienia Striełoka zupełnie mnie nie wciąga i jest zupełnie bez sensu - inne części radzą sobie tu lepiej toteż najsłabsza ze wszystkich części.
Mimo że dopiero w kolejnych częściach ulepszono mnóstwo rzeczy jak np. zbieranie artefaktów, mimo tego że fabuła trochę liniowa, mimo też brzydkiej (nawet jak na Zonę) grafiki, Cień Czarnobyla jest dla mnie dalej najciekawszy ze wszystkich części i wspominam go najlepiej.
Gdy pierwszy raz podszedłem do tej gry, zupełnie nie wiedziałem jak znaleźć jedną z Ogończy więc porzuciłem grę... na 10 lat bo potem miałem rozbrat z grami.
Gra super. Wielowariantowość misji, zakończeń - np. jak się nie wie komu oddać PDA to można zmienić tok rozgrywki! W Zewie Prypeci mam wrażenie małości mapy. Na plus szybkie podróże między lokacjami i np. po misjach, bez marnowania czasu na spacery. Po fabule możemy dokończyć sobie różne misje. Jednakże Cień Czarnobyla, mimo wielu niedoskonałości, miał jednak dla mnie ciekawszy przebieg.
To na co zawsze narzekałem, że jak na grę z czasów Crysisa, trzecia część również pozostała bura i brzydka - wiem że klimat Zony, ale mimo wszystko. Również bez zmian pokazywanie lokacji na mapie i same poziomy - niby cel za ścianą, a nie wiadomo jak go trafić (pewnie schody w innej klatce itd.).
Pierwsze doświadczenie z serią The Crew, głównie ze względu na wyprzedaż na Steamie. Ta gra pokazuje jak wydany w podobnym czasie NFS Payback był żałosny.
Mamy aż 16 rodzajów pojazdów, ale szkoda że tylko dla niektórych wyścigów jest wręcz za dużo (biorąc pod uwagę jak szybko tuningujemy łupami auto na maxa - poziom trudności robi się zbyt łatwy), a niektórych za mało. Porażką są łodzie i samoloty, samochodowy model jazdy też nie powala. Brak możliwości sprzedaży pojazdów na minus, choć raczej kasy na zakupy starczyło.
Chyba najdłuższa samochodówka w jaką grałem, może jeszcze FH5 - NFSU2 zawsze wydawało mi się niedorzecznie długie, a tu mamy 1,5 raza NFSU2 i w dodatku wszystkie wyścigi są unikalne. Mając taką grę za dzieciaka pewnie bym się jarał, ale teraz gdy gra zaczęła robić się nudna to tylko chciałem dobić do wymaganych procentów by odblokować bossów i skończyć singla - fabuła jakoś nie powaliła, Live Summity na zbyt łatwym poziomie. Jak na tyle wyścigów zabrakło jakichś tournamentów.
Na plus że mamy otwarty świat oparty na mapie USA, tylko pytanie czy to nie zmarnowany potencjał skoro mamy wyścigi na planszach ala Lego czy Minecraft - do tego USA niepotrzebne.
Gra dla mnie trochę zbyt kolorowa - sam świat ciemny, ale efekty wizualne rażą po oczach. Nie podobało mi się że tory były w kolorach danej kategorii - błękitne tory to jakiś dramat.
Po ukończeniu Malucha 2 i 3 które nie były tragiczne, podjąłem się przejścia części 1 bo stwierdziłem że przerobiłem już tyle rajdówek że jakoś dostosuję się do tego tragicznego sterowania i faktycznie w bólach, ale udało się ukończyć (wersja 1.4).
Oczywiście nie ma co wspominać o tragicznym sterowaniu, tragicznym handlingu, a także 'klejeniu' się do siebie Maluchów, ale żeby tego doświadczyć to jeszcze trzeba uruchomić wyścig - gra wielokrotnie zawieszała mi się na ładowaniu wyścigu.
W zasadzie najtrudniejszy przeciwnik to żółty maluch którego na niektórych trasach trzeba zbugować aby z nim wygrać. Cała technika wyścigu opiera się na wyprzedzeniu wszystkich na początku i dotrwaniu (z samym sobą) do mety. Trasy są przeważnie za ciasne jak na te stuningowane Maluchy.
Zdecydowanie gra zasługuje na miano najgorszej rajdówki w światowej historii gier, bo nawet w grach gdzie jazda samochodem jest tłem (np. niedawno ukończony przeze mnie Enter The Matrix) sterowanie jest dużo lepsze. Jedyny plus to wygląd Maluchów (nasz bohater do wersji 1.4 wygląda jak Kizo wydrukowany na kartonie).
Mimo że grę posiadałem już na pierwszym komputerze, wtedy mi się nie uruchamiała z nieznanych przyczyn więc nigdy w nią nie zagrałem. W założeniach wydawało mi się słabe że nie gramy Neo, że gra to nie fabuła pierwszego filmu.
Teraz gdy zainstalowałem ją i przeszedłem po dwudziestu latach i rozczytałem się jak gra się ma do fabuły filmu, uważam że ma to sens.
Zalety to całkiem dobra zabawa, niezłe poziomy, nieznane sceny z filmu, całkiem akceptowalne sterowanie autem i statkiem. Jedynie postaci wyglądają kwadratowo jak Lara Croft (mimo że ubranie Niobe jest dopracowane), także czasem ładowały mi się kwadratowe koła.
TIP: jeśli gra failuje na misji The Truck, trzeba wgrać patch 1.5.2 (ogólnie warto, czasem gra wyłączała mi się na cut scenkach, po zainstalowaniu - nigdy).
EDIT: dobiłem do 100% i dopiero odkryłem jedną wadę fast travela kiedy mało się jeździ po mapie - zapomniałem że odkrywanie nowych sklepów odblokowuje części, wtedy i o visual rating łatwo (choć nadal auto wygląda jak gówno).
Warto pamiętać o przechodzeniu Outrun'ów na każdym stage'u bo do tego nie można już wrócić (tak jak do ukrytych wyścigów).
Wróciłem do U2 po ponad 15 latach. Nigdy nie byłem specjalnym fanem U2, wolałem U1 czy Carbona. Dziś moja ocena po przejściu pozostałych NFS-ów jest inna - plasuję U2 jako drugi najlepszy po MW2005, ale nie ze względu na zajebistość MW, ale pewne kardynalne wady U2 które na szczęście rozwiązują dziś mody.
W oryginalnej wersji brak fast travela wydłuża rozgrywkę niemiłosiernie. W zasadzie przy braku policji jedyny sens otwartego świata to znajdźki - pieniądze, sklepy i ukryte wyścigi.
Gra ukończona, a do 100% daleko mimo że przechodzę wszystkie wyścigi na mapie. Tymczasem w World Mapie w garażu gra pokazuje mi np. ponad 30 nieukończonych wyścigów po 4 stage'ach (wyścigi niewybranych sponsorów i ukryte które pominąłem to łącznie mała ilość, skąd więc aż tyle?).
U2 to najdłuższa część, z ogromną ilością wyścigów (ponad 200), ale jednocześnie zupełnie niemonotonna (jak np. Road Challenge czy Porsche) - wyścigi są krótkie, mało się powtarzają, nie czuć że jeździ się tymi samymi dzielnicami. Jak dla mnie materiału tu jest nawet na dwie gry.
Zirytował mnie system progresji odblokowywania części (po przejściu całej gry nie odblokowałem kilku części na poziomie extreme), a w dodatku gra wymaga visual ratingu na odpowiednim poziomie by iść dalej (niby ten sam problem jest w U1 gdzie nigdzie mi się to nie zdarzyło, za to w U2 notorycznie). Zgadywanie czemu nie mam nowych wyścigów to już klasyka głupoty visual ratingu - auto musi wyglądać mieć napchane wiejskiego tuningu dla odpowiedniej ilości gwiazdek - na szczęście jest dziś mod na to. Pamiętam jak graliśmy w to pierwszy raz i nie wiedzieliśmy ocb.
Gra w ogóle nie podpowiada że są np. ukryte wyścigi, co zrobić aby odblokować kolejne wyścigi itd. Jest pełno rzeczy które można robić w grze np. wyścigi suvów, outrun, a musiałem się o nich dowiedzieć z neta.
Final race to żart.
Ruch uliczny to, jak w U1, najbardziej irytująca rzecz, czyli jak zrujnować cały wyścig. W dodatku zarówno auta przeciwników jak i nasze łatwo obrócić. Przeciwnicy uwielbiają dawać nam spokój i wyprzedzić na ostatnim okrążeniu 100m przed metą.
Mimo tych wszystkich wad ocena 9.0 - gdyby nie to ciągłe zgadywanie np. czemu brak nowych wyścigów (visual rating), byłaby lepsza ocena. Jest to najlepsza część jeśli chodzi o czysty wyścig (bez policji), tuning na świetnym poziomie, wiele trybów wyścigów niespotykanych gdzie indziej (Street X, URL) i jest na tyle długa że zatrzymuje na dłużej.
Przeszedłem właśnie Carbona po raz trzeci, ale po aż 15 letniej przerwie (od tego czasu z wszystkich części został mi tylko Unbound). Moje wrażenia nie różnią się niczym od chwili gdy grałem w nią pierwszy raz - zdecydowanie top 3 NFS-ów.
Policja jest tłem, coś podobnie do NFS 2015. Swego czasu Carbon był dla mnie lepszy niż MW bo nie lubiłem policji (w MW policji jest stanowczo za dużo), po czasie uważam że jest jej tu trochę zbyt mało, brakuje jakichś Rhino, kolczatek czy blokad.
Gra jest trochę za prosta. Jest tylko kilka wyścigów naprawdę wymagających skupienia. Jest również z 1/4 chociaż za krótka choć dzięki temu można do niej wracać często. Kaniony wprowadzają emocjonującą rozgrywkę, ale wyprzedzenie na 10s przeciwnika już kończy cały wyścig - gdzieś w połowie kanionów było zbyt prosto, w drugiej połówce wymagająco.
Jedyna rzecz o której nie pamiętałem że było coś takiego to crew - pomoc wingów jest mocno dyskusyjna, czasem więcej przeszkadzają. Wyjątkiem jest Yumi scout z którą przejechałem większość gry - może nie specjalnie pomagała w szukania trasy, ale często wygrywała za mnie wyścig (ona 5 sekund straty i za chwilę pojawia się nie wiadomo skąd i wygrywa). Tym bardziej gra staje się za prosta.
O dziwo oceniam Heat'a bardzo wysoko, mimo że zanim się przywyczaiłem myślałem że będzie kupa. Dla mnie jest to porównywalna klasa z NFS 2015, gdzie NFS 2015 mi się podobał, i ciężko mi oceniać która część lepsza na ten moment. Heat to na pewno przepaść podług Paybacka - wszystkie błędy zostały naprawione. Podług całej serii NFS - gdzieś na przełomie pierwszej i drugiej dziesiątki.
Teraz parę minusów. Fabuła - bardzo mało zadań fabularnych, final race możemy odblokować bardzo wcześnie bo już na 30 poziomie (z 50), a resztę pobocznych dopiero na 40 poziomie. Wiele użytecznych aut odblokujemy w car-locie zdecydowanie za późno - w zasadzie ukończyłem posiadaną Corvettą z garażu. Gdybym nie wiedział tego wcześniej, pewnie skończyłbym po 30 poziomie bo nie chciałoby mi się grać dalej, a tak to final race zostawiłem na absolutny koniec.
Można podważyć także sens zadań Dziennych - w zasadzie dadzą nam tylko kasę na kupienie jakichś aut, bo na tuning kasy wystarczyć powinno z Nocy. Dzień nie daje żadnych punktów respektu, więc też nie czuć motywacji by tam cokolwiek przechodzić.
Model jazdy - do przeżycia, ale wyścigi to jedno wielkie jeżdżenie po trawie. Wyrywamy lub przenikamy wszystkie drzewa po drodze. W ucieczce przed policją to nie pomaga bo też jeżdżą po krzakach. Brakuje czegoś w rodzaju wyłączenia silnika by się ukryć w ciemnościach jak w NFS 2015.
Możemy użyć tylko jednego dodatku pasywnego (zdecydowanie za mało), a i jego użyteczność jest dyskusyjna - nie czuję różnicy z nim czy bez.
Poziom wyścigów i pościgów jest strasznie nierówny jeśli chodzi o jeden poziom trudności. Ciężko uciec policji czy ją uszkodzić. Uciekanie poprzez skakanie z ramp i topienie się uważam za słaby pomysł - odebrało radość walk z policją z poprzednich części (do dziś brakuje mi pułapek na trasie ala MW/Carbon/Undercover). Plus że można uciec różnicą prędkości. Jedyną częścią którą jeszcze nie zmęczyłem jest Unbound i czytając jak tam podniesiono trudność policji, startowy poziom obławy itd., mam ogromne obawy przed zagraniem w Unbound.
Mamy też wyścigi terenowe, które uważam zawsze za nie-NFS'owe, ale na szczęście są to wyścigi pobocze, bez znaczenia. Drifty całkiem spoko - dużo lepsze niż w NFS 2015. Time Triale - zbyt proste. Sprinty i circuity - w większości zbyt proste, bo dość szybko możemy na tyle stuningować auto by robić duże różnice.
NFS Porsche ukończony więc czas sprostować swój powyższy komentarz i co nieco odkręcić.
Mocno zdziwiony byłem komentarzami że przez wielu Porsche jest uważany za najlepsza część. Obecnie uważam że to najlepsza część po U1, U2, MW2005 i Carbonie, najlepszy stary NFS i najlepszy czysty (przed body tuningiem) NFS.
Początkowo jeździło mi się fatalnie - sterowanie trudniejsze niż w Shift'ach, auta z łatwością wpadały w poślizg. Przegrywałem wszystko mimo maksymalnie stuningowanej bryki. Zacząłem szukać odpowiedzi w Googlach i dopiero doszedłem że standardowe ustawienia downforce i tyre pressure są po prostu do niczego! Po ustawieniu downforce na 50/5 i tyre pressure 45/40 plus slicki auta jeżdżą jak po szynach.
Najlepszymi rzeczami w grze, niespotkanymi w żadnej innej części, są tryb Factory Driver i zarabianie na sprzedawaniu samochodów (można łatwo zarobić, bo na wyścigach ciężko zarobić, i daje poza wyścigową rozrywkę).
Z wad to tak jak wcześniej wspominałem - policja jest tłem, ale i tak przeszkadza jak również AI ruchu ulicznego jest głupawe. Dodatkowo, w wyścigu nie można użyć wygranego wcześniej auta (wtf???). Jak ktoś wspomniał, zdarzają się niewidoczne przeszkody, ale mi przydarzyło się akurat to na innej trasie niż Monte Carlo. W tej części mamy zdecydowanie za mało tras, ciągle się powtarzają, mamy jedynie wersje odwrócone, nie różnią się warunkami atmosferycznymi, aczkolwiek są na tyle krótkie (głównie sprinty) że nie są tak monotonne jak w Road Challenge. Za długo trwa też respawn po zderzeniu (nie możemy ruszyć przez kilka sekund mimo zresetowaniu auta). W trybie Evolution mamy przycisk 'Restart Race', ale i tak nie działa. Od band na drodze odbijamy się jakby była z gumy.
Tuning jest super rozbudowany, aczkolwiek nie mamy jakiekolwiek paska wskazującego jak zakup części wpływa na nasze auto. Dodatkowo, gra nie informuje nas nic więc pozwala nam kupować duplikaty części do danego auta co nie ma sensu. Tuning wprowadza nierówny poziom trudności - bez niego ciężko wygrać i auta źle się prowadzi, po tuningu wygrywamy w cuglach. Myślę że w części gdzie poznajemy markę Porsche, powinniśmy mieć równiejszy poziom.
To mój pierwszy kontakt z tą częścią po ukończeniu już prawie wszystkich innych. Gra jest mega jak na 1999, ale ze względu na to jak dała mi popalić plasował bym ją chyba gorzej od NFS HP2 jeśli chodzi o części przed U1.
NFS 4 jest rozwinięciem NFS 3 - mamy to samo menu, tryb arcade (trochę rozwinięty) plus pierwszy raz tryb kariery. Model jazdy jest łatwiejszy niż w NFS 3, bardziej arcade''owy. Mamy też więcej klas samochodów.
NFS 4 odziedziczył też trasy z NFS 3 i tu w sumie na minus, bo raczej są one za ciasne dla super samochodów. Tryb kariery jest stanowczo za długi, grę męczyłem prawie najdłużej z wszystkich NFS-ów. Wszystkie trasy są przemielone na milion sposobów - inne warunki pogodowe, mirroring, odwrócenie, ale dalej jest to samo po 2, 4, 8 okrążeń. Dlatego unudziła mnie gra tak w połowie szczególnie że grałem w nią bezpośrednio po NFS 3.
Warto wstąpić o damage''u który występuje rzadko w NFS - nie lubię gier z damage''m, psuje mi to rozrywkę, ale w NFS 4 było to jeszcze znośne szczególnie że totalnie rozwalone auto prowadziło się czasem lepiej niż naprawione. Gorzej z kosztem napraw, szczególnie w klasie AAA - w zasadzie na to wydawałem nagrody.
W grze po raz pierwszy pojawia się tuning. W zasadzie aż do ostatniego tournamentu jeśli mamy naprawione auto na 3 poziomie tuningu lub auto klasy AAA to wyścigi wygrywamy w cuglach.
Unudziło mnie robienie save''a po każdym wyścigu - ''Restart Race'' brak.
Kontrola trakcji w supersamochodach nie istnieje - auto potrafi nie wystartować bo się ślizga, po respawnie nie podjedzie pod górę. Na niektórych trasach zimowych nie ma kontroli nad autem jakby zdevelopowali tam gołoledź.
Jako że nie jest fanem multi, pamiętam że moja przygoda z NFS World nie była zbyt długa, aby takie pykanie z kumplem. Wspominam jednak że gra miała potencjał jako że miała coś z Most Wanted i coś z Carbona. Żal że tego modelu nie pociągnięto w jakimś singlu tylko stworzono same gówna (jedynie HP 2010/Remastered, Rivals i NFS 2015 się bronią, ale to już nie to samo).
To moje pierwsze podejście do NFS3 ever po ukończeniu nowszych części (U1 było moją pierwszą).
Przy przejściu z HP 2010, model jazdy oceniam jako dość ciekawy, całkiem wymagający (grałem z widoku kierownicy by lepiej czuć zakręty, nigdy z niego nie korzystam), ale przyjemny - gdyby coś takiego było w części Porsche to wcale bym nie narzekał (model Porsche w ogóle do mnie nie trafia z tych starych części).
NFS3 dał mi sporo frajdy, ale że gra stara to cierpi na małą liczbę tras więc przechodzenie po kolei trybór tournament, knockout, hot pursuit na tych samych trasach nudzi więc odwracałem je sobie dla poprawy rozrywki.
Tryb Hot Pursuit jest najsłabszym elementem tej serii, widać po nim jaka ta gra jest stara i jest nawet przepaścią podług HP2, ale widać chociaż od czego wszystko się zaczęło i w jak dobrym kierunku poszło (szczególnie w wersji 2010 Remastared).
Nie ma co narzekać, to tylko gra z 1998 roku. Dobra część. Nie grałem jeszcze tylko w NFS4, ale na ten moment dla mnie HP2 > HP1 > Porsche > TNFS > NFS2.
Poprzednio miałem tylko pirata bez DLC, więc jako że gra mi się spodobała to zakupiłem Remastera za grosze i się nie zawiodłem dodatkowymi wyścigami i autami.
Jeśli ktoś już ma Hot Pursuit 2010 (z DLC) to raczej nie ma sensu zakupywanie Remastera dla nieco lepszej grafiki - zdecydowanie pod tym względem remaster nie miał sensu (sens to może mieć remaster, ale Most Wanted, a tu wygląda że tylko EA chciało jakoś zarobić po shitowym Paybacku).
Może to tylko moje wrażenie, ale wydaje mi się że handling poprawił się w odnowionej wersji, albo po prostu w końcu przyzwyczaiłem się do sterowania w nowszych częściach. Nie wiem czy teraz brędzę, ale wydaje mi się że w remasterze sterowanie menu zostało zmienione (tutaj - skopane).
Samą grę oceniam nie inaczej niż wersję bez Remastera tzn. gra świetna, może najlepszy modern-NFS (lub Rivals) więc 6-7 najlepszy NFS eve. Uważam jedynie że wytrzymałość samochodów w trybie Racera jest zbyt mała by masterować wyścigi na Golda, a kara 2 sekund za kolizję w trybie Copa to za dużo (poprawione w Rivals - 0,5 s).
Tutaj już można dywagować co lepsze - Hot Pursuit czy Rivals. Myślę że to taka sama dyskusja jak U1 vs U2. Ja sercem raczej zostaję przy Hot Pursuit.
Mały plus Remaster nad wersją 2010.
Najlepsze porównanie między Hot Pursuit'em 2010 a Rivals'em to jak między U1 i U2 - Rivals jest dopracowanym Hot Pursuit'em, ale z otwartym światem i poprawionym modelem jazdy. Gdybym nie wiedział to nie zgadłbym że obie gry robiły inne studia - Ghost zrobił to lepiej i prawdopodobnie to najlepszy modern-NFS, na pewno najlepszy z modelu HP ever.
Gra jest sama w sobie nie aż tak liniowa bo mamy to-do listę do zrobienia i możemy ją zrealizować nie tylko w wyścigu, ale i w free ridzie. Zadania Racera mogłyby być jednak ciekawsze. Niestety przez to, tak jak HP, fabułę ukończymy nie wygrywając nawet połowy wyścigów.
Co do trybu Copa nie mam się do czego przyczepić, ale jako Racer nasze samochody mają zdecydowanie za małą odporność podług radiowozów więc osiąganie 150-250k punktów w jednej sesji to męka - nie wiesz kiedy i masz Damage Critical. Albo chcę zacząć wyścig i przez cutscenkę jestem Busted. Utrata całej kasy po złapaniu jest słaba - myślę że powinno to być nie w jednej sesji, powinna być możliwość dowiezienia kasy do kryjówki i powrót na ulicę. Na plus że wracanie do kryjówki przerywa pościg - jeszcze by tego brakowało by ciągle uciekać tylko po to by się schować. Policja goni nas trochę za często, bez powodu, przez co nawet wyścig Easy potrafi być trudny na późniejszych poziomach (po co tryb Hot Pursuit jak goni nas we wszystkich trybach).
Z MW2012 niestety gra odziedziczyła irytującą crash camerę (co przeszkadzało w tym reset car'ze!?) - najmniejsza kolizja obraca nasze auto widowiskowo w powietrzu. A respawny niestety zdarzają się przed przeszkodą, przez co nie możemy jej pokonać, w złą stronę (nie tylko gdy gonią nas cop'y) lub poza trasą wyścigu.
Na kolejny minus brak pauzy czy problemy z klawiszami PageUp/PageDown.
Fajnie że sami wybieramy sobie Pursuit Tech, ale przydałoby się mieć 3, a nie tylko 2 możliwe do montażu. Jednak jest to czasem za mało.
Niestety gra zawiodła moje oczekiwania że Rivals to taki MW i HP w jednym. Jak dla mnie aby taki model działał to powinniśmy mieć jakieś pułapki na trasie aby zatrzymywać copów.
Po przejściu prawie wszystkich NFS-ów mam zupełnie inne zdanie niż wszyscy na temat Porsche. Akurat moim pierwszym NFS-em był U1 więc do Porsche musiałem się wrócić, także nie czuję takiego podniecenia tą częścią jak inni.
Na pewno jeśli chodzi o przed-Undergroundowe NFS-y, jest to najlepsza część, tuż przed HP2 (choć wolę HP2 zdecydowanie). Poznawanie historii marki jest ciekawe, jak również tryb kierowcy jest interesujący i gdyby powstał taki modern-NFS dziś, byłby to kozak.
I teraz wady. Po pierwsze mega powtarzalne trasy, szczególnie w części Evolution, więc mimo poznawania nowych modeli aut znudziłem się bardzo szybko. Model jazdy jest wystarczająco trudny (nadaję się na kierę, nie wiem jak radzono sobie z tym w erze klawiatur i dżojstików), więc dobrze by było jakby w trybie kierowcy zespołu nie byłoby już ruchu ulicznego a do tego rujnującej wszystko policji. W dodatku auta NPC-ów zamiast uciekać jadą nam na czołówkę. A że damage nie zalicza misji... ale też jej nie przerywa - no jakby było jeszcze po co jechać dalej. Gdy to wszystko zsumujemy, ciężko jest sprostać wyśrubowanym czasom.
Wrócę jeszcze może do tej części w przyszłości, ale na tą chwilę to jedyna która mnie pokonała jeśli chodzi o speedrunowe przejście - to trzeba usiąść, pomyśleć. Ale nie żartujmy - nie jest to najlepszy NFS, ani pierwsza trójka, ani nawet pierwsza piątka. Dla mnie druga dziesiątka.
Gra zagrana pierwszy raz dopiero teraz po przejściu juz prawie wszystkich części. Podług pierwszego NFS-a duży postęp jeśli chodzi o grafikę (choć może to kwestia modów) i model jazdy (kilka do wyboru w wersji SE), przeciwnicy też popełniają błędy (nie mamy wszechmocnego Razora jak w pierwszej części).
Daję jednak gorszą ocenę niż pierwszej części za trzy rzeczy. Po pierwsze gra jest mniej wymagająca od pierwszej części. Po drugie pomimo takiego postępu dalej mamy raptem 7 tras które nie mają w ogóle klimatu NFS-a, bardziej Kangurka Kao. Po trzecie - ta gra to jedna wielka kolizja, a są mapy na których dłużej leżałem na dachu niż jechałem.
Na tamte czasy to zapewne była dobra gra. Dalej da się w nią pograć szczególnie że są do nich mody graficzne. Ale dla mnie to była jedynie 1,5 godzinna przygoda - dawnych kolegów już nie ma, nie będę masterował rekordów godzinami ;)
URUCHOMIENIE w Win10: polecam użyć Launchboxa - jest chyba łatwiejszy w obsłudze niż czysty Dosbox biorąc pod uwagę fakt że powinniśmy użyć płyty/ISO i zainstalować z niej NFS-a. Próbowałem wersji rozpakowanej gry i nie uruchamiała się z powodu braku płyty.
Myślę że jak na rok 1994 musiała to być kozacka gra. Zagrałem w nią pierwszy raz dopiero teraz i muszę przyznać że nadal jest grywalna! Zdecydowanie bardziej grywalna niż moja pierwsza samochodówka, o wiele młodsze Test Drive 6.
Gra sama w sobie jest wymagająca, a dodatkowo musiałem uwzględnić Dosboxowy input lag klawiatury.
"Razor, w następnym NFS-ie Cię pokonam (w Most Wanted)" - pierwsza z wad jest taka że przeciwnicy są łatwi do dogonienia nawet jeśli spadniemy na ostatnią pozycję więc naszym głównym przeciwnikiem jest tylko Razor który prawie zawsze wygrywa lub jest drugi, nawet jeśli miał kraksę szybko dogania.
Druga wada - pierwsze trzy trasy tournamentu składają się z trzech sprintów i liczony jest czas łączny odcinków a nie miejsca w tych wyścigach, więc będąc dwa razy pierwszym i raz drugim dalej możemy skończyć całą trasę jako drugi.
Trzecia - w zasadzie wybór samochodu do danej trasy jest fikcją - widać które auta zostają z tyłu i jedynym słusznym wyborem jest ten sam którym jeździ Razor.
Po przejściu już prawie wszystkich gier z serii, myślę że NFS 2015 jest zdecydowanie najlepszym modern-NFS'em, może ex equo z Hot Pursuit 2010. NFS 2015 to zdecydowanie udany powrót serii i dla mnie hejt tej części jest niezrozumiały. Gdyby nie wiedzieć że Payback wyszedł po NFS 2015 to myślałbym że Payback to starsza gra - zabrakło konsekwencji w kolejnych częściach aby pociągnąć to co dobrego dał NFS 2015.
Fabuła nie jest może najwyższych lotów, ale twórcy mocno się postarali co do filmików i klimat ekipy jest całkiem fajny. Grafika jest kozacka, jedna z najlepszych jakie widziałem - zabrakło jedynie widoku z wnętrza pojazdu. Twórcy zadbali też o płynne przejścia z gry do filmiku - nie widać żadnej różnicy!
Driftów jest dużo, ale dla mnie to akurat ok bo je lubię, choć nie wszystkie tryby driftów były udane - ekipa mi ucieka i nie zbieram punktów czy też gymkhana (łączenie driftów z time-trailem? po co tak).
W grze mamy 99 unikalnych wyścigów co jak na tak małą mapę jest bardzo dobrym wynikiem (porównajcie z MW2012 jak wszystko się powtarzało). Nie wiem tylko jaki sens jest pokazywania dostępnych wyścigów na mapie kiedy prawie wszystkie je przechodzimy tak czy inaczej w trybie wyzwań - zmarnowałem na nie trochę czasu.
Wyścigi odbywają się tylko w nocy, ale przecież to nielegalne wyścigi tak jak w U1 i U2 więc kiedy miałyby się odbywać? Przynajmniej nie piracimy za dnia jak Frog.
Policja jest tłem w grze, ale wreszcie można powiedzieć że zachowuje się realnie - goni nas jeden, dwa radiowozy, a nie ekipa z całego województwa jak np. w MW, i policja nie ma dokoksowanych wozów więc damy radę ich zgubić. W U1 i U2 też nie mieliśmy policji a i tak się jaraliśmy.
Jedyną mega wadą gry jest konieczność stałego podłączenia do Internetu - kiedy będę chciał wrócić do tej gry to serwery już pewnie nie będą istnieć. Drugą, małą wadą jest mała liczba aut oraz fakt że prawie całą grę możemy przejść de facto jednym autem (potrzebujemy przynajmniej 2 inne auta do kilku wyzwań). Trzecią że auto w wyścigu wchodzi w zakręty bez problemu, w drifcie o wiele ciężej. Czwartą - dragów jest tylko 5 i przy słabym aucie są totalnie beznadziejne, a przy dobrym - za łatwe. Piątą - telefony mogłyby nie dzwonić w trakcie wyścigu. Ale to już tylko szukanie dziury w całym.
NAJWAŻNIEJSZA RZECZ: aby dało się zagrać w grę na PC (input lag przez który sterowanie jest tak okropne) trzeba w ustawieniach Nvidia wyłączyć synchronizację pionową + zmienić wartości akceleracji i hamowania z 1.00 na 0.10 w pliku '\Criterion Games\Need For Speed(TM) Most Wanted\Save\0\controls.NFS13Save'. Wtedy granie jest całkiem przyjemne.
O dziwo wystawiłem grze ocenę aż 7.0, mimo że myślę że to zdecydowana druga dziesiątka jeśli chodzi o wszystkie NFS-y, a nawet krzywdząco powiem że sam dół rankingu i aktualnie jak dla mnie MW2012 jest nieco gorsza od Undercovera a lepsza od HP2 czy Heata.
Z Most Wanted'a 2005 w wersji 2012 pozostała niestety tylko Black List'a - to już Undercover był lepszym Most Wanted'em, serio.
Największą wadą gry są crash camery - dzięki MW2012 nauczyłem się wstrzymywać od bluzgów bo co chwilę latałyby ;) Przywalamy w tyłek przeciwnika - nic się nie dzieje, w samochód obcy - crash camera, lądujemy i moglibyśmy jechać dalej? - crach camera. I w tym czasie z 1 pozycji na np. 5.
Przeskakujemy z Shifta 2, w którym strach było o najmniejszą kolizję, na nową część i co mamy? Gra to jedna wielka nawalanka z innymi kierowcami tylko szkoda że ich respawn trwa moment w przeciwieństwie do nas. Przeciwników łatwo dogonić, ale w zasadzie nie możemy zbudować nad nimi przewagi poza jakimiś najprostszymi wyścigami. Ogólnie jest całkiem łatwo - wyścig przegrywa się głównie przez pomylenie trasy, gdyż jest mało markerów jak w innych częściach.
Policja lata jak szalona z wiaduktów, brakuje pułapek jak w MW2005 by się jej łatwiej pozbyć. Często zaczyna nas gonić na 0,5 km przez miejscem startu wyścigu. Trzeba 'jeździć 50' w ich otoczeniu.
Wielki plus gry to duża liczba aut (w jakiej grze pojeździmy Teslą?), ale unikalnych tras jest zaledwie 61 i otwarty świat jest również bardzo mały. Wymagany milion punktów uzbieramy i po połowie tych tras gdyż niestety wiele z nich powtarza się w innych autach (ale mogą być na łatwiejszym/trudniejszym poziomie w zależności od auta). Modyfikacje tych aut są jednak mega nudne - każde auto daje nam 5 wyścigów i zawsze wygrywamy to samo. Pojedynki z bossami też nijakie - zrobione w zasadzie w jednej próbie.
Gra to w zasadzie Shift 1, ale z poprawionym handlingiem, torami (aczkolwiek mega się powtarzają, a nowe widzimy dopiero w serii GT3 i GT1, część mega wkurza) i rozbudowanym tuningiem (tylko po co skoro jeździmy w większości użyczonymi autami). Bardzo dobra grafika aut, wnętrz oraz HUD-ów.
Mamy ciekawiej zorganizowane zawody niż w pierwszej części, aczkolwiek seria GT3 i GT1 jest już na tyle trudna że musiałem obniżyć poziom trudności mimo posiadania najlepszego auta - myślę że i tak długo mi nieźle szło jak na przechodzenie na klawiaturze.
Beznadziejny model zderzeń - zawsze cierpimy my, nie przeciwnicy, a przeciwników już nie dogonimy. W seriach GT3/GT1 tylko modliłem się by ktoś mi nie wjechał w tyłek co przeciwnicy uwielbiali (raz się zdarzyło 10m przed metą...). Zniechęciło mnie to do wbijania 100%, raczej już chciałem skończyć jak najszybciej.
Część wyścigów seryjnych musi być ukończone na podium, a nie na zasadzie tournamentu tzn. uzbierania największej ilości punktów. To i tak chyba lepsze niż w Shifcie 1 gdzie gwiazdki można było zebrać za frajer, ale i tak finałowe wyścigi miałem w zasadzie do odblokowania przed 50% postępu i wystarczający budżet by od razu zagrać w GT3/GT1.
Dużo uwagi poświęcono otoczce driftów (m.in. szkolenia), ale drifty są równie beznadziejne jak w Shifcie 1. Trzeba mieć do tego sensowne auto, najlepiej dwa - wolniejsze na ciasne tory i szybkie na szerokie tory. Hamulec ręczny bezużyteczny w obu Shiftach - zatrzymuje auto do zera.
Dla mnie ProStreet > Shift 2 > GRID 2 > Shift 1, aczkolwiek Shift 1 bardziej mi się podobał, czy też inaczej - mniej wkurzał, ale doceniam że w Shifcie 2 tyle rzeczy poprawiono. Gra nie dla miłośników arcade takich jak ja, raczej dla fanów torówek - wtedy moje uwagi stają się nieistotne. Mimo wszystko trochę szkoda że nie wyszła trzecia część, choć powinna pozostać wydzielona w serii Shift, poza NFS.
Gra ma jedną wadę - handling - i nawet gra na kierze nie poprawiła mojej oceny. Ostatecznie ukończyłem na klawiaturze + asysty. Skopano handling dla gdzieś połowy samochodów, w tym przede wszystkim pierwszego z którym mamy do czynienia zniechęcając graczy do tej części, za to szybka Zonda prowadzi się jak marzenie. Przez handling drift jest do niczego.
Na plus bardzo ciekawe zawody, grafika w tym wnętrza auta i ogólnie jak na grę torową Shift jest bardzo udany (oczywiście pytanie czy NFS powinien być torowy czy tylko uliczny). Dla mnie gra podobna do GRID2 lecz GRID2 >= Shift.
PAY-and-not-BACK
Offroad w NFS to kiepski pomysł + podróbka Horzy to największy zarzut wobec tej części. Do tego kompletnie bezsensowny poziom trudności - kupujesz auto z rekomendowanym poziomem startowym, wygrywasz karty tuningu a z kolejnymi wyścigami auto dalej za słabe - wypadałoby co wyścig jeździć do tunera tylko za co. Offroady i Race przy tym dosyć trudne, a drifty, dragi i runner tak akurat.
Gra nie była aż tak zła aż do Chaptera 5 - do Offroadu nie było lepszego auta w salonie, brakowało kasy na najlepsze auta (mimo oszczędzania przez całą grę), a jeśli starczyło na tuning tańszego auta to było nadal dużo gorsze od przeciwników. I to po sprzedaży wszystkich możliwych aut. W efekcie na koniec gry miałem dokoksowany driftowóz, dragowóz i runnera, a race i offroad leżał a ich potrzebowałem do Chaptera 6. To popsuło mi rozgrywkę - musiałem zmniejszyć poziom trudności by w ogóle ukończyć. Konieczność posiadania oddzielnych samochodów do różnych zawodów - dyskusyjna (jakiś sens miało w ProStreecie ale tu tak średnio), szczególnie że np. w ramach zawodów drag mamy nie same dragi, ale też time trial.
Próbowałem zagrać na kierownicy - jeździ się fatalnie i nie ma żadnej sensownej konfiguracji.
Na plus - najmniej wkurzające dragi w serii NFS, grafika, fabuła myślę że nie tragiczna, tryb Runnera całkiem fajny, niezłe pojedynki z policją i model jazdy.
+ jestem z tych którzy uważają że to najlepsza seria GTA, przed San Andreas
+ do dziś mapę znam na pamięć, kończyłem kilkakrotnie
+ legendarny soundtrack
+ grywalność
- "przejdź mi tą misję z samolocikiem" ;)
+ prawdziwy game changer jeśli chodzi o gry wyścigowe w momencie premiery
+ mój pierwszy i zarazem ulubiony NFS
+ NFSU jest grywalny do dziś, przechodziłem kilka razy i chętnie wrócę do niego w przyszłości
+ tuning i soundtrack najlepszy ze wszystkich serii
- to czego zabrakło w tej części to otwarty świat
- te wkurzające białe furgonetki rujnujące cały wyścig
- liniowość - tylko w tournamentach nie trzeba było być zawsze pierwszym, do dziś mam ciarki na myśl o wyścigu na 6 okrążeń który mnie blokował
- po latach widać że wyszły lepsze NFS-y
Jedna z pierwszych gier jakie miałem na PC. Gra do przejścia w godzinę którą ukończyłem po... 22 latach od pierwszego zainstalowania :-)
W wyścigu jak już było dobrze to przeciwnik czymś do mnie strzelił i po wyścigu, a szczególnie wkurzające było UFO. Kilkakrotnie próbowałem różnymi postaciami, ale w końcu się udało ukończyć.
Najmocniejszy punkt gry dla mnie to możliwość tworzenia swoich zawodników, drużyn i pucharów. Do dziś mam save'a ze swoimi drużynami i mimo że mamy 2024 r. to wracam do tej gry.
Chętnie zagrałbym w to teraz na padzie, ale gra mi go nie rozpoznawała.
Jedna z pierwszych gier na PC jaką miałem (z KŚ Gry) stała się u mnie nr 1 ever wyprzedzając takie tytuły jak NFSU czy GTA Vice City. Bynajmniej ukończył udało mi się dopiero po prawie 8 latach (trzeba było jeszcze znaleźć kompa na którym by się odpalił - dziś spokojnie znajdziemy patche pod Win 10).
Jedyny minusik to te głupie nietoperze w połączeniu z precyzją kuszy ;)
+ gra torowa którą da się przejść na klawiaturze (w porównaniu z innymi Gridami które podejmę dopiero gdy będę miał kierownicę)
+ dużo aut
+ zniszczenia opcjonalne podług poprzedniej części
+ jak nigdy nie byłem fanem wyścigów z serii TOCA tak ta gra naprawdę mnie wciągnęła
+ nie trzeba zawsze być pierwszym
+ grafika
- tragiczny drift, w dodatku wjeżdżają w nas przeciwnicy, NFS to to nie jest
- zawsze startujemy z ostatniego miejsca (nie w drifcie) więc na wąskich trasach trzeba się bardzo przeciskać
+ porwała mnie gdyż policja dalej była jak w MW 2005, ale nie trzeba było przechodzić tych wszystkich policyjnych wyzwań których wtedy nie lubiłem (zakładając że w NFSU 1 i 2 policji nie było wcale)
+ lekka w przejściu podług MW
+ najlepsza po MW, U1 i U2
- krótka
- wyścigi z bossami które składały się z kilku wyścigów, więc trzeba było zaczynać od nowa jeśli powinęła się noga na jednym z nich
- kaniony - jedynym rozwiązaniem na zwycięstwo było dla mnie wyprzedzenie bossa na 10s na początku trasy bo przepuszczony byłby nie do pokonania
+ prostsza zabawa z policją niż w MW
+ nieliniowość - nie wszystkie wyścigi były ważne dla odblokowania dalszej fabuły...
- ... aczkolwiek mały bug że kolejne wyścigi się nie odblokowały, a stare zniknęły z mapy
- biedniejsza, niedopracowana wersja MW 2005, zmarnowany potencjał, widać że ktoś się spieszył, tym samym gra nie jest tak zła jak się mówi, ale w kontekście całej serii ląduje gdzieś na szarym końcu
- brak sensownych wyścigów z bossami tzn. mamy jakiś jeden czy dwa pojedynki w trakcie fabuły, ale końcowym oponentom musimy tylko zniszczyć bryki
+ kiedy pierwszy raz w nią grałem, szybko rzuciłem ją w cholerę bo była pierwszym nieulicznym NFS'em, teraz uważam że NFS'em może jest słabym, ale generalnie rajdówką naprawdę dobrą
+ grafika
+ tuning
+ zniszczenia - wprawdzie ich nienawidzę w rajdówkach, ale to jedyna gra w której mają one sens
- punkty dominacji - zdarzało się że miałem ukończone wszystkie wyścigi w turnieju, a turniej dalej nie był zdominowany
- naprawdę słaby drift jak na NFS
+ najlepszy NFS, choć nie mój ulubiony
+ auta
+ model jazdy
+ chętnie zagram w wersję Remastered
- konieczność przechodzenia odpowiedniej ilości wyzwań z policją i popełniania innych przestępstw by iść dalej, przez co swego czasu porzuciłem tą część dla Carbona, ale też dzięki tej serii polubiłem mimo wszystko obecność policji (choć uważam że radiowozów było tu za dużo)
- nieinteresujący tuning - grę przeleciałem na autach z pink slipów, jakiś tuning zrobiłem dopiero na ostatni wyścig
+ ciekawa, inna, część NFS-a, jakbyśmy oglądali film, ale w kontekście całej serii jedna z najgorszych części
+ grafika dalej wygląda obłędnie w 2024 r.
+ trasy się nie powtarzają bo przemierzamy całe Stany
- bardzo krótka, dłużej przechodziłem Maluch Racera 3!
- totalnie liniowa, wygrywać trzeba wszystko
- jedynie ostatni wyścig sprawia jakiekolwiek trudności, dobrze że jest policja bo mogłoby być nudno
- tylko kilka rodzajów wyścigów, mega powtarzalnych
- brak tuningu, otwartego świata, rekordowo mało aut
+ wg mnie gorszy niż U1, MW i Carbon, ale bardzo udana kontynuacja serii
+ wszystkie plusy U1 plus otwarty świat
- rzecz która mnie zniechęciła na tyle że przeszedłem ją tylko raz - konieczność wizualnego tuningowania auta aby odblokować kolejne wyścigi przez co auto nie wyglądało tak jak chcę np. dodając te kręcące się felgi, zanim się zorientowałem o co chodzi to jeździłem po mapie jak debil nie wiedząc czemu nie mam żadnych nowych wyścigów
+ wg mnie gorszy niż U1, MW i Carbon, ale bardzo udana kontynuacja serii
+ wszystkie plusy U1 plus otwarty świat
- rzecz która mnie zniechęciła na tyle że przeszedłem ją tylko raz - konieczność wizualnego tuningowania auta aby odblokować kolejne wyścigi przez co auto nie wyglądało tak jak chcę np. dodając te kręcące się felgi, zanim się zorientowałem o co chodzi to jeździłem po mapie jak debil nie wiedząc czemu nie mam żadnych nowych wyścigów
+ 60 tras, przejście zajmuje tyle co NFS The Run
+ niezły soundtrack, ale mało piosenek
+ lepsza grafika niż w poprzedniku
- Maluch Racer 2 miał potencjał, ale 3 część wróciła do bubli - auta przy kolizji się ze sobą na nowo "sklejają", liczne bugi po zderzeniu z przeszkodami, przycisk "reset car" miał co robić (więc dobrze że w ogóle jest)
- polska podróbka NFS'a, w tej części Maluchy pędzą, ale są przy tym kompletnie niesterowane
- na etapie mistrzowskim już dawno stać nas na Pioruna więc dużo trudniej jest na samym początku gry niż pod koniec
+ najlepsza gra z serii Maluch Racer (mimo że ma pełno gier-klonów)
+ w porównaniu z częścią 1 i 3 samochody się ze sobą nie "sklejają" więc sama rozgrywka jest całkiem przyjemna
- kiepska minimapa i strzałka pokazująca trasę - wielokrotnie musiałem restartować wyścig i jechać 'na pamięć', wielokrotnie gubiłem checkpoint i orientowałem się dopiero po jakimś czasie
- tylko 30 tras, powtarzalność
- jeśli nie wyszedłem szybko na prowadzenie to miałem problem z dogonieniem przeciwników, ale jeśli już doszło do kolizji to AI gubiło się zupełnie i wygrywało się na pełnym luzie
Po Hot Pursuit 2 nastawiałem się z dużym dystansem. Nie trzeba przejść wszystkiego na złoto, a i tak ukończyć całego singla, ale wszystkich bryk to niestety nie odblokowuje. Brakuje jakichś drogowych pułapek na policję jak w MW.
Ta część może kandydować z MW o tytuł najlepszej gry z serii NFS. Bynajmniej to pierwsza część po U1 która przysporzyła mi tylu nerwów, szczególnie po kolizjach.
Podejrzewam że w Remastered nie poprawili:
- hamulec ręczny - obraca większość aut
- przeciwnicy szybcy w zakrętach, my ledwo ledwo i nas wyprzedzają
- respawny AI (nawet gdy mają takedown)
Przechodziłem z kolegą na zmianę. Jednego razu wróciłem akurat z zakrapianej imprezy i zaprosiłem go na grę by rodzice nie wchodzili do pokoju i nie wyczuli ode mnie. Po chwili gry poprosiłem go by grał dziś za mnie bo miałem światłowstręt a te liczne klocki nie pomagały ;-)
Na duży plus śmieszne, dziecinne przedstawienie fabuły Harrego Pottera w cutscenkach.
Wg mnie najlepsza część serii. Mimo że grafika i cały feeling jest w zasadzie taki sam jak w części pierwszej to widać pewien postęp w postaci bardziej rozbudowanego Hogwartu, rzeczy do okrycia, Quidditcha itd.
Wg mnie druga najlepsza część serii. Podobny feeling do części drugiej, ale jeszcze zdecydowanie mniej rozbudowana i bardziej liniowa.
Jedna z pierwszych gier na PC i pierwszych ukończonych. Do dziś pamiętam z menu "Chcesz mnie wyłączyć" Pana X. Jedyną wadą było jako takie sterowanie biorąc pod uwagę kamerę przez co wypadało się często z trasy.
Prawdopodobnie pierwsza gra jaką ukończyłem w całości. Czasem włączałem ją sobie po prostu aby pojeździć rowerem czy na snowboardzie i porobić tricki kiedy jeszcze takich Shaun White'ów i podobnych nie było. Jak na tamten czas super symulator sportów ekstremalnych.
Czasem wkurzająca paralotnia - samo latanie i bug że mimo wylądowania w strefie lądowania było 'game over' niwecząc cały wyścig.
Średnio trudna, przyjemna platformówka z bohaterem bajki z dzieciństwa.
Graliśmy w dwóch na zmianę i trochę poczuliśmy 'zawód' że po wymęczonym przejściu Woodiego są jeszcze dwie postacie do przejścia ;) Z racji tego że plansze dla nich były już nieco powtórzone, ocena 9/10.
Fajna, wciągająca, lekka wyścigówka w którą i dziś warto zagrać. Gdy chciałem w coś w pograć na luzie, bądź dać pograć coś młodszym gościom w domu, wgrywałem właśnie Stunt GP.
Dla mnie spoko jako fana horroru Saw, ale gra słabo ma się do filmu. Przeciętna grafika i sterowanie. Bardzo dużo zagadek logicznych, nie zawsze prostych, na kilku utknąłem na dłużej.
Wróciłem do przejścia tej części już po ukończeniu większości nowszych tytułów z serii. HP2 ciężko spozycjonować, ale myślę że jak na 2002 rok była to dobra gra, do dziś grywalna, choć był to krok wstecz jeśli chodzi o tuning aut.
Tryb 'hot pursuit' podług remake'u z 2010 wypada bardzo średnio (mało misji jako cop, jedynie wjechanie w kolczatki może popsuć nam wyścig), a tryb 'championship' poza dosłownie kilkoma wyścigami jest banalny.
Duża część wyścigów jest stanowczo zbyt długa np. lap-knockouty po średnio 5 okrążeń po ok. 2:50 każde co przy małej mapie sprawia że gra potrafi znudzić.
FH5 to moja pierwsza gra z serii. Jestem trochę zawiedziony. Mapa wydaje się duża, ale jednak po czasie gra robi się monotonna bez modów. Grafika robi wrażenie. Da się zagrać na klawiaturze, ale z tego co czytam na kierownicy porażka.
Odrobina braku konsekwencji w wyścigach - podczas zawodów z przeciwnikami nie ma żadnych skrótów, natomiast podczas wyzwań czasowych należy nienaturalnie skracać sobie drogę przez środek mapy aby zdobyć 3 gwiazdki.
Przechodziłem z kolegą na zmianę. Jednego razu wróciłem akurat z zakrapianej imprezy i zaprosiłem go na grę by rodzice nie wchodzili do pokoju i nie wyczuli ode mnie. Po chwili gry poprosiłem go by grał dziś za mnie bo miałem światłowstręt a te liczne klocki nie pomagały ;-)
Na duży plus śmieszne, dziecinne przedstawienie fabuły Harrego Pottera w cutscenkach.
Wg mnie druga najlepsza część serii. Podobny feeling do części drugiej, ale jeszcze zdecydowanie mniej rozbudowana i bardziej liniowa.
Wg mnie najlepsza część serii. Mimo że grafika i cały feeling jest w zasadzie taki sam jak w części pierwszej to widać pewien postęp w postaci bardziej rozbudowanego Hogwartu, rzeczy do okrycia, Quidditcha itd.
Jedna z pierwszych gier na PC i pierwszych ukończonych. Do dziś pamiętam z menu "Chcesz mnie wyłączyć" Pana X. Jedyną wadą było jako takie sterowanie biorąc pod uwagę kamerę przez co wypadało się często z trasy.
Fajna, wciągająca, lekka wyścigówka w którą i dziś warto zagrać. Gdy chciałem w coś w pograć na luzie, bądź dać pograć coś młodszym gościom w domu, wgrywałem właśnie Stunt GP.
Średnio trudna, przyjemna platformówka z bohaterem bajki z dzieciństwa.
Graliśmy w dwóch na zmianę i trochę poczuliśmy 'zawód' że po wymęczonym przejściu Woodiego są jeszcze dwie postacie do przejścia ;) Z racji tego że plansze dla nich były już nieco powtórzone, ocena 9/10.
Jedna z moich pierwszych gier. Dobry model jazdy, przyjemna rozgrywka. Jak na tamte czasy super.
Zdarzało się że gra się wyłączała w czasie tournamentów co irytowało bo trzeba było zaczynać od nowa.
Dla mnie spoko jako fana horroru Saw, ale gra słabo ma się do filmu. Przeciętna grafika i sterowanie. Bardzo dużo zagadek logicznych, nie zawsze prostych, na kilku utknąłem na dłużej.
Prawdopodobnie pierwsza gra jaką ukończyłem w całości. Czasem włączałem ją sobie po prostu aby pojeździć rowerem czy na snowboardzie i porobić tricki kiedy jeszcze takich Shaun White'ów i podobnych nie było. Jak na tamten czas super symulator sportów ekstremalnych.
Czasem wkurzająca paralotnia - samo latanie i bug że mimo wylądowania w strefie lądowania było 'game over' niwecząc cały wyścig.
Wróciłem do przejścia tej części już po ukończeniu większości nowszych tytułów z serii. HP2 ciężko spozycjonować, ale myślę że jak na 2002 rok była to dobra gra, do dziś grywalna, choć był to krok wstecz jeśli chodzi o tuning aut.
Tryb 'hot pursuit' podług remake'u z 2010 wypada bardzo średnio (mało misji jako cop, jedynie wjechanie w kolczatki może popsuć nam wyścig), a tryb 'championship' poza dosłownie kilkoma wyścigami jest banalny.
Duża część wyścigów jest stanowczo zbyt długa np. lap-knockouty po średnio 5 okrążeń po ok. 2:50 każde co przy małej mapie sprawia że gra potrafi znudzić.
Po Hot Pursuit 2 nastawiałem się z dużym dystansem. Nie trzeba przejść wszystkiego na złoto, a i tak ukończyć całego singla, ale wszystkich bryk to niestety nie odblokowuje. Brakuje jakichś drogowych pułapek na policję jak w MW.
Ta część może kandydować z MW o tytuł najlepszej gry z serii NFS. Bynajmniej to pierwsza część po U1 która przysporzyła mi tylu nerwów, szczególnie po kolizjach.
Podejrzewam że w Remastered nie poprawili:
- hamulec ręczny - obraca większość aut
- przeciwnicy szybcy w zakrętach, my ledwo ledwo i nas wyprzedzają
- respawny AI (nawet gdy mają takedown)
+ jestem z tych którzy uważają że to najlepsza seria GTA, przed San Andreas
+ do dziś mapę znam na pamięć, kończyłem kilkakrotnie
+ legendarny soundtrack
+ grywalność
- "przejdź mi tą misję z samolocikiem" ;)
Jedna z pierwszych gier jakie miałem na PC. Gra do przejścia w godzinę którą ukończyłem po... 22 latach od pierwszego zainstalowania :-)
W wyścigu jak już było dobrze to przeciwnik czymś do mnie strzelił i po wyścigu, a szczególnie wkurzające było UFO. Kilkakrotnie próbowałem różnymi postaciami, ale w końcu się udało ukończyć.
Najmocniejszy punkt gry dla mnie to możliwość tworzenia swoich zawodników, drużyn i pucharów. Do dziś mam save'a ze swoimi drużynami i mimo że mamy 2024 r. to wracam do tej gry.
Chętnie zagrałbym w to teraz na padzie, ale gra mi go nie rozpoznawała.
Jedna z pierwszych gier na PC jaką miałem (z KŚ Gry) stała się u mnie nr 1 ever wyprzedzając takie tytuły jak NFSU czy GTA Vice City. Bynajmniej ukończył udało mi się dopiero po prawie 8 latach (trzeba było jeszcze znaleźć kompa na którym by się odpalił - dziś spokojnie znajdziemy patche pod Win 10).
Jedyny minusik to te głupie nietoperze w połączeniu z precyzją kuszy ;)
+ gra torowa którą da się przejść na klawiaturze (w porównaniu z innymi Gridami które podejmę dopiero gdy będę miał kierownicę)
+ dużo aut
+ zniszczenia opcjonalne podług poprzedniej części
+ jak nigdy nie byłem fanem wyścigów z serii TOCA tak ta gra naprawdę mnie wciągnęła
+ nie trzeba zawsze być pierwszym
+ grafika
- tragiczny drift, w dodatku wjeżdżają w nas przeciwnicy, NFS to to nie jest
- zawsze startujemy z ostatniego miejsca (nie w drifcie) więc na wąskich trasach trzeba się bardzo przeciskać
+ prostsza zabawa z policją niż w MW
+ nieliniowość - nie wszystkie wyścigi były ważne dla odblokowania dalszej fabuły...
- ... aczkolwiek mały bug że kolejne wyścigi się nie odblokowały, a stare zniknęły z mapy
- biedniejsza, niedopracowana wersja MW 2005, zmarnowany potencjał, widać że ktoś się spieszył, tym samym gra nie jest tak zła jak się mówi, ale w kontekście całej serii ląduje gdzieś na szarym końcu
- brak sensownych wyścigów z bossami tzn. mamy jakiś jeden czy dwa pojedynki w trakcie fabuły, ale końcowym oponentom musimy tylko zniszczyć bryki
+ kiedy pierwszy raz w nią grałem, szybko rzuciłem ją w cholerę bo była pierwszym nieulicznym NFS'em, teraz uważam że NFS'em może jest słabym, ale generalnie rajdówką naprawdę dobrą
+ grafika
+ tuning
+ zniszczenia - wprawdzie ich nienawidzę w rajdówkach, ale to jedyna gra w której mają one sens
- punkty dominacji - zdarzało się że miałem ukończone wszystkie wyścigi w turnieju, a turniej dalej nie był zdominowany
- naprawdę słaby drift jak na NFS
+ najlepszy NFS, choć nie mój ulubiony
+ auta
+ model jazdy
+ chętnie zagram w wersję Remastered
- konieczność przechodzenia odpowiedniej ilości wyzwań z policją i popełniania innych przestępstw by iść dalej, przez co swego czasu porzuciłem tą część dla Carbona, ale też dzięki tej serii polubiłem mimo wszystko obecność policji (choć uważam że radiowozów było tu za dużo)
- nieinteresujący tuning - grę przeleciałem na autach z pink slipów, jakiś tuning zrobiłem dopiero na ostatni wyścig
+ ciekawa, inna, część NFS-a, jakbyśmy oglądali film, ale w kontekście całej serii jedna z najgorszych części
+ grafika dalej wygląda obłędnie w 2024 r.
+ trasy się nie powtarzają bo przemierzamy całe Stany
- bardzo krótka, dłużej przechodziłem Maluch Racera 3!
- totalnie liniowa, wygrywać trzeba wszystko
- jedynie ostatni wyścig sprawia jakiekolwiek trudności, dobrze że jest policja bo mogłoby być nudno
- tylko kilka rodzajów wyścigów, mega powtarzalnych
- brak tuningu, otwartego świata, rekordowo mało aut
+ 60 tras, przejście zajmuje tyle co NFS The Run
+ niezły soundtrack, ale mało piosenek
+ lepsza grafika niż w poprzedniku
- Maluch Racer 2 miał potencjał, ale 3 część wróciła do bubli - auta przy kolizji się ze sobą na nowo "sklejają", liczne bugi po zderzeniu z przeszkodami, przycisk "reset car" miał co robić (więc dobrze że w ogóle jest)
- polska podróbka NFS'a, w tej części Maluchy pędzą, ale są przy tym kompletnie niesterowane
- na etapie mistrzowskim już dawno stać nas na Pioruna więc dużo trudniej jest na samym początku gry niż pod koniec
+ najlepsza gra z serii Maluch Racer (mimo że ma pełno gier-klonów)
+ w porównaniu z częścią 1 i 3 samochody się ze sobą nie "sklejają" więc sama rozgrywka jest całkiem przyjemna
- kiepska minimapa i strzałka pokazująca trasę - wielokrotnie musiałem restartować wyścig i jechać 'na pamięć', wielokrotnie gubiłem checkpoint i orientowałem się dopiero po jakimś czasie
- tylko 30 tras, powtarzalność
- jeśli nie wyszedłem szybko na prowadzenie to miałem problem z dogonieniem przeciwników, ale jeśli już doszło do kolizji to AI gubiło się zupełnie i wygrywało się na pełnym luzie
+ prawdziwy game changer jeśli chodzi o gry wyścigowe w momencie premiery
+ mój pierwszy i zarazem ulubiony NFS
+ NFSU jest grywalny do dziś, przechodziłem kilka razy i chętnie wrócę do niego w przyszłości
+ tuning i soundtrack najlepszy ze wszystkich serii
- to czego zabrakło w tej części to otwarty świat
- te wkurzające białe furgonetki rujnujące cały wyścig
- liniowość - tylko w tournamentach nie trzeba było być zawsze pierwszym, do dziś mam ciarki na myśl o wyścigu na 6 okrążeń który mnie blokował
- po latach widać że wyszły lepsze NFS-y