Dobrze, ze jest mozliwosc cofniecia subskrypcji w każdym momencie. Nie działa z moim interefejsem w ZOOM G5n. Probowalem zmienic na prosty kabel i Rocksmith przestał sie w ogole ładować. Nie wracam do czasu aż poprawią łączność za pomocą dowolnego interfejsu, jak obiecywali.
Ograłem EA jeszcze na patchu 5 czy 6.
To będzie cRPG dekady, o ile nie najlepsze cRPG ever.
Ludzie, ktorzy oczekiwali BG 3 jako wprost kontynuacji BG 2 oczywiscie beda narzekać. Bo gra jest INNA.
No jest inna. I jest lepsza, w każdym calu.
Minęło 20 lat. Nic dziwnego, ze grafika sie zmieniła. BG był mroczny i ciemny, bo nie mieli wtedy dynamicznego oświetlenia. BG wygląda obłędnie.
Trudno mi tez płakać za narracja w okienku dialogowym. Wtedy ona była tam z koniecznosci. Skoro nie byli w stanie czegos pokazac, to zostało to opisane. Tutaj grafika, animacja, dubbing, i epickie cutscenki to pokazują. Z potężnym rozmachem.
System walki to w ogole jest inna liga :)
BG 2 w zasadzie było liniowe. Wybory w zadaniach ograniczaly sie zwykle do przegadaj lub walcz. Tu praktycznie wszystko ma wiele rozwiazan, czesto ukrytych i nieszablonowych.
Interakcja z druzyna i sama druzyna tez wydaje mi sie ciekawsza i dojrzalsza. W BG 2 to byla typowa druzyna pierscienia, a tutaj ludzie o zupelnie roznych agendach, z ukrytymi celami i tajemnicami.
Fabuły nie oceniam, bo po I akcie jeszcze nic nie wiadomo.
Jedyne, co uwiera, to techniczne podobieństwo do DOS. Obiektywnie nie ma w tym nic złego, ale troche siedzi w głowie, ze grasz w DOS w settingu BG, a nie w BG.
Ja czekam i przebieram nogami.
Ja też mieszkam w bloku, i mam prywatne miejsce w garażu podziemnym, gdzie moge za zgodą administracji zamontowac ładowarkę. Chyba od 2020 r we wszystkich inwestycjach instalacje muszą byc przygotowane pod montaż ładowarek, w starszych też nie ma problemu, tylko koszty trochę wyższe. A jak sie nie ma prywatnego miejsca to trzeba szukać publicznych.
Wodór to mrzonka, bo generuje duże straty energii elektrycznej. Zarówno produkcja wodoru via elektroliza jest mało wydajna, jak i ogniwa paliwowe. Ani prądu, ani wody nie mamy wcale za duzo, zeby je marnować.
Jak na to patrzysz w skali bezwzględnej, to wiadomo, że cena za jakąś jednostkę obliczeniową spada, i trudno, żeby było inaczej, bo technologia musi tanieć. Tylko, że spada dużo wolniej, niż nas poprzednich wiele lat przyzwyczaiło, a wymagania rosną cały tak samo, więc to, co nas, użytkowników najbardziej interesuje, czyli odniesienie ceny do aktualnych potrzeb, po prostu leży i kwiczy. Ja nie oczekuje, że karta graficzna za 1200 zł ma pociągnać wszystko na max ustawieniach przez najbliższe 5 lat. Oczekuje, że chociaż aktualne tytuły będą na niej przyzwoicie działać, a nie będą. I nie mówię tu o 4k czy RT.
No jak sięgam pamięcią, a komputer składałem sobie sam od czasów AMD k7, to za te 3,5k można było złożyć komputer, który był aktualny przez te 3-4 lata. Wiadomo, inflacja i te sprawy, ale z drugiej strony wydajniejsze technologie i nowsze metody produkcji też robiły swoje, więc za podobną kasę można było kupić coraz wydajniejszy sprzęt. Teraz komputer za 3500zł nie spełnia nawet aktualnych potrzeb gier, a co dopiero, żeby przez te 3-4 lata służył.
No jak to nie drożeją? Za GTX 1060, który był nowością w średnim segmencie, na którym dało się grać we wszystko na wysokich detalach, zapłaciłem kiedyś 1100zł. Dziś za kartę z tego segmentu trzeba wydać dwa razy więcej. Po 4 latach za tyle samo kasy kupię 1660, który jest już kartą przeterminowaną o 2 generacje, i nijak się ma do wydajności, jaką oferował 1060 w swoim czasie. Procesor 4690k kupiłem za chyba 900zł, i to był w tamtym czasie bardzo wydajny sprzęt, po tylu latach i tylu generacjach można by liczyć, że za tyle samo kupisz procesor dwa razy wydajniejszy, a tu co najwyżej można średnio-niższą półkę kupić . Kpina jakaś.
To już się robi absurdalne. Na sensowny komputer bazujący na nowych generacjach,a nie jakieś resztki, trzeba wydać dzis z 5k PLN. Biedny nie jestem, a mi szkoda. Co dopiero ludzie, którzy zarabiają pół tego. Mój trup bazujący na podzespołach 2 albo więcej generacji wstecz jak był nowy to był warty może 3,5k. Jak dzis za tyle kupie nowy, to będzie może z 15% wydajniejszy. Bez sensu.
Kisne :D Nasi, którzy pewnie nawet książek nie przeczytali, nadal będą twierdzić, że przecież Geralt był Polakiem. A świat to średniowieczna europa. I wcale nie są rasistami, ALE te czarne elfy...
Mega !!!
Marchewa nawet spoko, ma nawet wyraz twarzy takiego tłuka. Cudotyłeczek to na bank ten chłop zrobiony na babe - ekstra pomysł. Jeśli angua to ta blondynka, to tak mocno średnio. Vimesa (jesli to on na ostatnim zdjęciu) też sobie raczej inaczej wyobrażałem.
1. A co ma wspólnego poprawność polityczna z "marksowską bakterią"? Jak już to marksistowską, ale nie zmienia to faktu, że nie ma z nią nic wspólnego. Widać, że bezrefleksyjnie powtarzasz zwyczajne, internetowe głupoty :D Jak ktoś ma pojęcie o zagadnieniu, to zestawienie tych dwóch rzeczy jest po prostu absurdalne.
2. Twórczość Sapkowskiego w zasadzie kręci się wokół problemu rasizmu, prześladowania mniejszości, i tak dalej. Sam Geralt przecież regularnie jest tego ofiarą. Śmieszy mnie, kiedy ludzie okrzykującymi się wielkimi fanami, jednocześnie dostają spazmów, bo zobaczyli na ekranie czarnoskórych aktorów.
Niezły skok na kasę hipsterów :D
Szkoda, że już ponad 10 lat temu Motorola miała w ofercie model F3. Też oparty na E-INK, ponad 2 tygodnie czuwania, a przy tym telefon był wyraźnie cieńszy.
Kosztował jakieś grosze, nie więcej na pewno niż 150 zł :D Beka z ludzi, którzy zapłacą za to tyle pieniedzy.
No konkurencja tak właśnie działa, jeśli jest uczciwa (w sensie nie mamy do czynienia ze zmową). Zmusza do obniżenia cen, podniesienia jakości, ale innej wartości dodanej. Podstawy ekonomii, ale nie , wiesz lepiej :)
Piszesz, że ja jestem krótkwzroczny, bo oczekujesz, że nagle wpadnie jakiś dystrybutor i rzutem na taśmę w rok czy dwa zdobędzie znaczący udział w rynku? Przeciez to jest fantazja. Monopolu nie rozbija się szarżą, tylko to jest długi proces, kawałek tortu po kawałku. I sorry, ale wypowiadanie się w tonie "tylko że Epic nie jest konkurencją jaką potrzebują gracze" jest troche komiczne. Może lepiej niech to rynek za kilka lat zweryfikuje, a nie jednoosobowa wyrocznia :)
Podsumując - racjonalności w tym całym hejcie jest okrągłe zero. Jeśli nie chce zostać klientem firmy x z jakiegoś powodu, to po prostu nie korzystam z jej usług, a nie chodzę i aktywnie hejtuję po forach internetowych. Krzywdy ta firma wam żadnej nie robi przecież. To co wy od niech chcecie? :D Dlatego właśnie podtrzymuje co napisałem na początku - irracjonalne fanbojstwo z syndromem sztokholmskim.
Widzę, że już nie tylko w polityce działa wizja czarno-białego świata i plemiennych wojen. Jak ktoś nie jest fanbojem steama, to z automatu jest fanbojem epica. Tak jak napisałeś, zarówno producenci, wydawcy, czy dystrybutorzy to nie fundacje charytatywne, tylko firmy, które chcą zmaksymalizować swój zysk. Właśnie dlatego gry kosztuja tyle samo na steamie. Bo mogą, jeleń i tak nie ma wielkiego wyboru. Dwie firmy, z czego to jedna w zasadzie dyktuje warunki, to nadal żadna konkurencja, ale to krok w dobrym kierunku. Epic nadal nie ma żadnego podejścia do steama jeśli chodzi o zasięg, dlatego wydawcy nie mogą sobie pozwolić na to, żeby przejść do epica z niższą ceną bez zachęt w postaci kasy za exclusive. Gdyby konkurencja była realna, to by ceny spadły. Ja nie mam absolutnie żadnej osobistej sympatii do epica ani żadnej konkretnej marki, ale mam sympatię do swoich pieniędzy, dlatego każdą inicjatywę, która może ten rynek uczynić bardziej konkurencyjnym, będzie mnie cieszyła. Gdybym był krótkowzroczny, to też bym się oburzał na takie praktyki jak exclusivy epica, bo oczywiście nie jest to fajne, ale zdaje sobie też sprawę, że to jest jedyny sposób, żeby przełamać tak ogromną przewagę w udziale na rynku steama. Nie trzeba być geniuszem, ani ekonomistą, żeby wiedzieć, że monopol nie jest zdrowy. Uzależniając się od jednego dostawcy stajesz się jego niewolnikiem.
Każdej firmie życzę takich klientów, którzy jeszcze będą ją tłumaczyć, czemu u nich tak drogo :D Znowu zasyp absurdu i kompletnie nielogicznych argumentów. Kto powiedział, że taka usługa nie ma żadnych kosztów? Jednak te 12% to jest dużo, dużo mniej, niż 30%, tak na wypadek gdyby na lekcjach matematyki w szkole podstawowej ktoś spał. Nad czym tu debatować? Skoro firma x jest w stanie wykonać taką samą usługę dwa razy taniej, niz firma y, to chyba z firmą na y jest coś nie tak, albo zwyczajnie bardzo mocno "kocha" swoich klientów. Czemu gry na epicu kosztują tyle samo? Bo mogą. Dwóch dystrybutorów to nadal nie konkurencja. Jak ktoś nie kupi na epicu za 88%, to kupi na steamie za 70%. Poza tym steam by się zbuntował, gdyby nie mógł dać takiej samej ceny, co konkurencja. Wydawcy są po prostu na łasce. Odlot po prostu. Zamiast współczuć producentom, którzy cieżko pracują nad grami dla nas, to się kibicuje sprzedawcy, który wnosi zerową wartość dodaną. W artykule jest wyraznie napisane skad sie to 30% wzięło. Kiedyś trzeba było operować fizycznymi nośnikami, zająć się logistyką, zabezpieczeniem, magazynowaniem, marketingiem, i tak dalej, i tak dalej, to mógł być poziom adekwatnym. Dziś wystarczy wrzucić na serwer. No ja nie wiem jak trzeba być ślepym na argumenty, żeby tego nie dostrzec. Czy lubie epica? jest mi całkowicie obojętny, tak jak obojętny jest dla mnie steam. To dla mnie pośrednicy, który wnoszą bardzo małą wartość dodaną i psują rynek gier.
Kompletnie nie rozumiem zjawiska fanbojów steama. Przyklaskiwanie monopolowi to jak podcinanie gałęzi, na której się siedzi. Steam rąbie 30% za nic innego, jak hostowanie. Zero ryzyka, zero inwestycji, żadnych kosztów na reklamę konkretnego tytułu. Mało tego, w steamie nie dostajesz nawet gry na własnosć, tylko jest udostępniana :D Czysty zysk, a użytkownicy jeszcze sami przed nimi zdejmują spodnie i krzyczą "bierz mnie". Producent/wydawca najpierw muszą zainwestować ogromne pieniadze, utrzymywać sztab ludzi przez 2-3-4 lata powstawania gry. Miliony na reklamę, i ogromne ryzyko, bo tytuł może po prostu nie pójść, i za taka robotę otrzymują tylko 70% przychodu. Absurd. Jak tutaj czytam, że i tak mają za dużo, więc niech się podzielą, żeby przypadkiem steam nie upadł. 1. To juz jest normalnie jakiś syndrom sztokholmski 2. to musiałby chyba kompletny dzban nim zarządzać, żeby taki złoty biznes, z zerowym ryzkiem uwalić. A o upadłości małych/średnich, właśnie tych z powołania, które chcą robic gry dla graczy, upadaja jedno za drugim. Gry są coraz gorszej jakości, najeżone błedami w dniu premiery, coraz krótsze, a coraz droższe. No ale nie, oddawajcie dodatkowo 30% ceny gry darmozjadom, za to, że mają markę :D
Mam 5480 od roku. Ok, jakościowo sama obudowa to nie to, co kiedyś, ale daje rade. Stacja dokująca też pod USB C, codziennie się podpinam i kompletnie nic się nie dzieje. Szpeci taka stacja biurko, łatwo uszkodzić, jak się zagapi i szarpnie, ale do samego działania nie mam zastrzeżeń.
Jeśli potrzebujecie niezawodnego sprzętu do pracy to nawet się nie zastanawiajcie, jesli sie trafi taka wyprzedaż, a trafia się rzadko, bo korpo przeważnie dają pracownikom za grosze wykupić w pierwszej kolejności. Sam wyrwałem kiedyś takiego desktopa optiplexa, monitor i della latitude, na którym pracowałem 4 lata. Optiplex mały, bardzo wydajny (poza grami oczywiście) i nie do zajechania, głośnawy tylko pod obciążeniem. Miał za sobą 4-5 lat pracy 24h, i od 3 lat w tym samym trybie robi u znajomego za serwerek. Laptop z kolei po 4 latach trudów codziennej pracy, obijania się w bagażniku, niejednokrotnie zostawiony na mrozie, wyglądał i działał jak nowy. Oryginalna bateria dopiero teraz, po 5,5 roku zaczyna wyraźnie słabnąć. Z jakiegoś powodu ten sprzęt jako nowy kosztuje po 7-8 tys złotych. Znajomy w warsztacie ma latitude jeszcze na chyba na core 2 duo, wyglada antycznie, ale działa bez zarzutu. W jakimś asusie czy innej marketówie klawisze odpadają po 2 latach :P
Pamietam jak lata temu świetnie bawiłem się przy spellforce :)
trójkę na razie tylko odpaliłem na 30 min, i zapowiada się świetnie. Co mi się rzuciło w oczy to piękna grafika jak na taka produkcję, a z drugiej strony dość toporny interfejs.
Ciekawostka - w pierwszej misji jeden z bohaterów ma głos Geralta w W3, oczywiscie angielskiej wersji.
Na razie wstrzymuje się z dłuższym posiedzeniem z uwagi na zgłaszane wszędzie bugi. Ocenię grę w pełni dopiero po kilku patchach.
Trochę już pograłem, zrobiłem pewnie większość misji pobocznych, została końcówka głównego wątku. To jest stary, dobry gothic, ze wszystkimi jego bolączkami i zaletami.
Strona techniczna jak zwykle jest żenująca. Odnoszę wrażenie, że w G3 była lepsza grafika i ostrzejsze tekstury. Jedyny plus to oświetlenie, poza tym dramat, nawet jak na grę z niższej półki. Krajobrazy kanciaste, że az boli, tekstury rozmyte. Animacje drewniane, ciągle jakieś mniejsze lub większe glicze. Interfejs toporny (jak nie chce sprzedawac wszystkich kilkuset przedmiotow na raz, to musze siedziec i klikac przez 5 minut, serio), system walki toporny do kwadratu, wygrana zalezy głównie od farta. Potwór raz nas trafi, a raz nie, a jak trafi, to potrafi polecieć kombosem, przed ktorym nie da sie obronić. Początki były straszne, ale po jakimś czasie, szczególnie z dobra bronia dystansową nikt, nawet najsilniejsze stwory nawet do nas nie podejda. Podobnie jak w starych gothicach dzieki topornosci i gliczom przy odpowiedniej ilosci wysiłku można ubić nawet najsilniejszego przeciwnika będąc na pierwszym poziomie, trzeba sie tylko pomęczyć. W questach bugów na szczęście nie znalazłem. Na wersji 1.0 potrafiło czasem wywalić do pulpitu albo po dłuższej sesji zamulać, po ostatnim patchu z kolei złapałem kilka freezów, albo dziwnych artefaktów.
Dialogi i postacie są w większosci koszmarnie infantylne. Podejrzewam, że główny wątek kryje jakis zwrot akcji i ciekawa tajemnice, było kilka ciekawych questów, ale poza tym to wielka sztampa.
Rozwój postaci trochę nieprzemyślany, bo ciężko by było grać wyspecjalizowaną postacią i raczej trzeba rozwijać wszystkie atrybuty, żeby być efektywnym.
Ponarzekałem trochę, więc teraz sam gameplay :) wraz z wszystkimi minusami gothica gra odziedziczyła też cała jego magię. Pomimo tego wszystkiego gra się w to świetnie, walki, pomimo toporności i losowości (a może to właśnie przez to) na poczatku są bardzo satysfakcjonujące. Eksploracja genialna, nie prowadzi za rączkę, wszędzie można wejść, wlecieć, już na pierwszym poziomie można zwiedzić całą mapę, trzeba tylko szybko biegać :D Nie jest to gra przełomowa, pod wieloma względami jest wręcz koszmarna, ale bardzo przyjemnie się w nią gra.
Mam ogromny sentyment do gothica, ale szkoda, że twórcy nie zdecydowali się iść troche dalej.
Jeszcze tylko godzina w robocie i.....będę grau w gre :D
Dawno w takim stopniu nie czekałem na żaden tytuł, jak na divinity. Po kilku ostatnich rozczarowaniach na rynku gier RPG (torment, tyranny) tej gry akurat jestem pewien.
chyba masz na myśli systemy P&P - pen and paper. D&D, czyli dungeons and dragons to jeden z systemów P&P, a forgotten realms, planescape, Greyhawk, to settingi opracowane do tego systemu. D&D był w baldurach, icewind dale, temple of elemental evil, neverwinter nights i wielu starszych produkcjach jak eye of beholder. W tormencie niby też, ale dość pobieżnie potraktowany.
POE, Tyranny czy Numenera nie mają nic wspólnego z D&D. Nawet rzutów kostką nie ma :)
BTW - jest nawet system P&P wiedźmin :P
Dla ścisłości - żadne z wymienionych przez Ciebie gier nie jest w systemie ani settingu D&D, tudzież AD&D.
Piszesz o settingu, a nie samej fabule. Setting rzeczywiscie jest całkiem ciekawy i ma potencjał, tylko niestety - co jest ogromnym minusem tej gry - przedstawiony bardzo powierzchownie. Jedynym dość dobrze wyjaśnionym elementem były wojne psioniczne (? grałem w eng) + quest który pozwolił zobaczyć zjawisko z pierwszej osoby. Nawet sama podstawa tego świata, czyli upadłe cywilizacje - cośtam o nich było, ogólne informacje, ale nic więcej.
Zarówno pod względem samego świata gry, jak i jego przedstawienia numenera nie stoi nawet obok świata planescape i oryginalnego tormenta.
Fajnie, starożytne cywilizacje, artefakty, wykwity, dziwactwa, ale no sorry - samo Sigil ma bogatszą historię niż cały ten setting razem wzięty.
Sam główny wątek jest koszmarnie słaby i przewidywalny, a co najważniejsze nie niesie ze sobą żadnego motywu i nie angażuje emocjonalnie, podobnie jak większość towarzyszy.
Widać jak na dłoni po prostu jakie są niskie wymagania co do jakości gier. Jak będziemy się zadowalać takimi ochłapami, to będziemy je dostawać, tak działa wolny rynek.
To w kwestii fabularnej, a przecież jest jeszcze cała warstwa techniczna. Mechanika kuleje, walki są potwornie wręcz słabe, modele postaci są żenujace. Ja rozumiem, że grafika nie jest najważniejsza, ale mamy 2017 rok. To jest żenada. Czekałem długo na tę grę z uwagi na sentyment, i twórcy bezczelnie to wykorzystali.
Wydaje mi się, że sami się skazujemy na serwowanie nam szitu, dajac takim grom ocenę 9 i wmawiając sobie, że tak dobrych gier jak kiedys to już nie bedzie więc trzeba się z tym pogodzić. A czemu miałoby ich nie być? Budżety coraz większe, sprzęt dajacy ogromne możliwości, a gry coraz gorsze.
No własnie gdzie ta ciężka do zrozumienia fabuła i szczególnie wątki filozoficzne? Przecież cały główny motyw można streścić w kiku zdaniach. Ok, zgadzam się, że jak na dzisiejsze czasy to fabuła tragiczna nie jest, ale nie dajmy się karmić ochłapami. Jak będziemy tak klaskać kiedy nam rzucą coś, co minimalnie wybija się ponad dzisiejszy chłam, to nadal będziemy dostawać taki chłam. Miał być spadkobierca duchowy tormenta, dostaliśmy crap, a my się jaramy.
Nie za bardzo gustuje w tym gatunku gier, ale z uwagi na brak jakichkolwiek innych premier spróbowałem. Nie żałuję :D
Na początku myślałem, że to infantylny slasher o robotach, ale z każdą kolejną godziną coraz bardziej pochłaniał mnie klimat i fabuła.
System walki - ok, ale tak jak pisałem - to nie jest mój gatunek, dlatego dla mnie sprawa drugorzędna
System rozwoju postaci - chipy, ulepszanie broni itp - bardzo fajny, ograniczona pojemność wymusza wybór specjalizacji
Grafika - postaci ok, ale niektóre tekstury wołały o pomste do nieba
Optymalizacja - generalnie ok, ale w kilku lokacjach potrafiły spaść klatki
Muzyka - genialna, absolutnie g e n i a l n a, chociaż pod koniec zaczynała nudzić
Fabuła - najpierw trzęsienie ziemi, a później napięcie rośnie. Nie tylko sama fabuła, ale sposób jej podania, kawałek po kawałku, żeby w końcu wszystko poskładać w całość - mistrzostwo świata
Zadania poboczne - kilka fajnych się trafiło, ale większość to typowe zapełniacze
Eksploracja trochę męcząca
Balans trochę kulał, ale może to kwestia mojej dokładnej eksploracji - o ile na poczatku musiałem się pilnować, to tak od połowy gry walka była banalna i ograniczała się do spamowania atakami.
To wszystko tworzy genialny klimat i historie, którą tylko japończycy potrafią stworzyć. Bardzo żałuje, dwóch rzeczy - że nie mam konsoli, bo na nich więcej tego typu gier, i że w trakcie gry zajrzałem z ciekawości do internetu i znalazłem tam kilka spojlerów fabuły.
Faerun i całe Forgotten Realms to najbardziej rozbudowane uniwersum, jakie zaistniało w świecie gier video. Taki podmrok miażdzy wykwit pod każdym możliwym względem. Fabuła w pillars miała troche ciekawych zwrotów akcji, była tajemnicza, i nie brakowało w niej mroku. Postać Thaosa 5 razy barwniejsza niż changing god. Każdy towarzysz miał ściany tekstu, swoje motywacje i ukryte cele. TTON przegrywa fabularnie z pillarsami, a co dopiero z Tormentem. Tutaj wszystko prostolinijne, na zasadzie "przyłącz się do mnie. No dobra", co jakiś czas dochodziła nowa linijka w oknie dialogowym, ale to zdecydowanie za mało, żeby zżyć się z postacią. Rhin zachwalana taka? No bez jaj, wszystkie linie dialogowe mieszczą się na jednej kartce. I ten "niesamowity zwrot akcji" na koniec gry. Wraca, bo czuje, że musi pomóc bohaterowi ale ABSOLUTNIE NIC więcej nie jest w stanie powiedzieć. To jest kpina z gracza jakaś.
Dokładnie, ja też na początku oceniałem grę przez pryzmat nostalgii. 4 lata czekania, rzut izometryczny, skupienie na fabule i tak dalej - hurraaaa! Jak emocje opadły, to zdałem sobie sprawę, ze dostaliśmy jedynie ochłap na pocieszenie.
Odpaliłem wczoraj PS:T po kilku latach od ostatniej rozgrywki i zdecydowałem w końcu wystawić ocenę tutaj. Sorry, ale TToN to jednak totalna wydmuszka i rozczarowanie. Mógłbym wybaczyć techniczne braki ze względu na fabułę, ale niestety w porównaniu z narracją i historią oryginalnego tormenta, szybko okazuje się jak bardzo "król jest nagi". Ściany tekstu tylko maskują nudną, płytką fabułę i totalnie bezpłciowych NPC. Poza settingiem nie ma tutaj nic ponadprzeciętnego, a jest też sporo rzeczy wręcz słabych.
Kolejny skok na kasę z kickstartera. Zauważyłem, że im więcej obiecują, tym większej klapy można się spodziewać.
Wątek kotwicowiska, tudzież anchorage - grałem pół na pół po polsku/angielsku, bo tłumaczenie czasami było bardzo słabe - ja to zaliczam do settingu, świata gry, który rzeczywiście jest ciekawy. Pomieszanie sc-fi i fantasy bardzo mi się podoba, chociaż technologia wydawała mi się być zbyt dominująca czasami, mogłaby mieć bardziej mistyczny wymiar.
Fabuła głównego wątku jest płytka. Oczywiście porównuję tutaj z tormentem. Tutaj wiadomo kto jest zły, a kto jest dobry.Postaci ważne dla głównego wątku są jednowymiarowe, brak tutaj jakiegoś konkretnego zwrotu akcji.
Historia jest prosta i przewidywalna, nie bawi się emocjami, nie skrywa żadnej wielkiej tajemnicy. Motywy głównego antagonisty są oczywiste. Jest tylko czerń i biel, nie ma zbyt wiele miejsca na własną interpretację. Generalnie sam protagonista jest osobą płytką i bez historii, która przez całą grę nie ma zbyt wielu okazji, zeby pokazać emocje i motywy, które nim kierują.
Chociażby mogli wprowadzić element, gdzie do końca sami nie wiemy, czy jesteśmy porzuconym, czy panem wcieleń. Tutaj wszystko mamy na tacy.
Koło tormenta to nawet nie leży. Torment trzymał za pysk właśnie tym, że cały czas poruszaliśmy się w szarości. Co chwila do juz skomplikowanej układanki były dokładne kolejne elementy, które nie rozjaśniały sytuacji, a jeszcze bardziej ją komplikowały. A na koniec i tak trudno było odpowiedz na pytanie: Co może zmienić naturę człowieka?
Mistrzostwo świata.
Właśnie skończyłem grę w 25h. Wszystkie questy, oprócz dwóch, które mi się prawdopodobnie zbugowały zrobione, wszystko co się dało zostało kliknięte. Gdyby nie zapychacze w postaci wizji, retrospekcji, przedmiotów itp. dopełniajacych wiedzę o świecie sama akcja to pewnie połowa tego.
Gra niestety nie dorasta do pięt tormentowi. Jedyne, w czym mogą się te gry równać, to narracja, równie toporna walka.
Plusy:
-świetnie prowadzona narracja, przypominająca gry paragrafowe, z ogromną ilością opisów, które dają duże pole do popisu dla wyobraźni
-setting Numenera ma potencjał, jest ciekawy, bardzo abstrakcyjny, pełny dziwnych zwyczajów, ciekawe wątki w historii, ale niestety zobaczyliśmy go bardzo mało
-dialogi
-kryzysy (poza walką)
-system wysiłku i testów
Na zero:
-warstwa artystyczna. Jest estetycznie, ale bez szału.
Minusy:
-technicznie gra jest strasznie toporna, podobnie jak pierwszy torment
-interfejs jest mało przejrzysty
-walki są banalnie proste i wyjątkowo nudne
-poziom trudności gry zerowy
-fabuła jest strasznie liniowa, przewidywalna i płytka
-towarzysze są bardzo powierzchowni, mało interakcji z nimi
-sporo błędów w polskiej wersji językowej
-mało dubbingu, w dodatku średniego
Grę przeszedłem praktycznie bez używania przedmiotów, cipherów i nie kupiłem nawet jednego przedmiotu u kupca.
Generalnie nie ma tego klimatu oryginalnego tormenta. Torment znaczy udręka i w pierwszym było to czuć na każdym kroku. Świat był brudny, brutalny, każdy napotkany NPC był w jakiś sposób podejrzany, przez całą przygodę towarzyszył nam niepokój, a sama sama historia naszego bezimiennego była jedną wielką tragedią. To jest właśnie klimat tormenta, tutaj wcale tego nie było, pomimo tego, że większość NPC wydaje się w większym lub mniejszym stopniu szalona, to nie ma się wrażenia wszechogarniającego marazmu.
Nie dam tutaj oceny, bo musiałbym dać dwie. Jako kolejna gra pewnie bym dał 8, bo jednak gra się wybija ponad dzisiejszą sieczkę, ale jako następca tormenta niestety byłbym zmuszony dać ocenę niższą.
Według mnie fabularnie, technicznie i gameplayowo Pillars of Eternity jest lepszą grą od T:TON
To nie jest Sci-Fi! To nadal jest "średniowieczne" fantasy. Z perspektywy mieszkańca tego świata nie ma zbytniej różnicy pomiędzy technologią, czy też starożytną cywilizacją, a magią i bogami. To tylko kwestia nazewnictwa.
Ja rozumiem, że jest jeszcze dużo treści w potencjalnym kolejnym playthrough. Tylko niestety ta treść nic dla mnie nie wnosi. Gra nie ma nawet jednego sensownego zwrotu akcji. Czegoś, co całkowicie zmienia obraz świata i może nas skłonić do zrewidowania swoich decyzji i obranej ścieżki. Niestety w tym wypadku wszystko jest do bólu przewidywalne.
Po co mi kolejny playthrough, skoro będzie się tak naprawdę różnił jedynie szczegółami, banalnymi zadaniami pobocznymi i innym slajdem przed napisami końcowymi? Przeczytam dodatkowe ściany tekstu, ale nie dowiem się niczego nowego.
Wczoraj skończyłem. Na liczniku 23 godziny. Według mnie ta gra, to zmarnowany potencjał. Niestety to jest gra, a nie tylko pilot fajnie zapowiadającego serialu, a tak się ta gra prezentuje.
- świat gry, historia, są całkiem fajne i rozbudowane
- O ile postaci są fajnie zarysowane, to niestety do bólu przewidywalne
- historie towarzyszy są bardzo ciekawe, ale w kwestiach bieżacych są bardzo drętwi
- Wszystko jest przerażająco infantylne, płytkie i przewidywalne
- Niby jest dużo frakcji, ale lewdo się z nimi zapoznamy, a tu ich wątek się kończy
Generalnie cała rozgrywka jest szybka i skondensowana, przez co po prostu nie ma kiedy korzystać z tych wszystkich dobrodziejstw, które nam obsidian daje.
spoiler start
Zdobyłem przedostatnią wieżę (które są jakby rdzniem rozgrywki, po kikludziesięciu minutach miałem już kolejną, a po kolejnych kilkudziesięciu minutach koniec gry.
spoiler stop
Nie ma kiedy zajmować się craftingiem, bieganiem po sklepach, bo fabuła cały czas nas pcha, a nie ma po co się zatrzymywać, poznać świat, eksplorować, rozwijać postaci, bazę itp, bo po prostu nie ma zadań pobocznych.
Lokacje są okropnie puste, można by tutaj wrzucić mnóstwo zadań, trochę backtrackingu, trochę bardziej rozbudować wątek craftingu i "bazy" i już mamy 50h zamiast 25.
Niby gra jest nieliniowa i to widać i czuć, ale mi się po prostu nie chce jej przechodzić drugi raz. Fabuła jest na tyle banalna i przewidywalna, że konsekwencje innych wyborów by mnie raczej nie zaskoczyły.
Bardzo sobie cenię rozbudowany wątek główny, ale po co dawali nam tyle zabawek, narzędzi itp, skoro nie ma sensu się w nie zagłębiać. Po co mi milion jakiś mikrofrakcji, skoro raptem ledwo ugryzłem ich historię. Pozostaje straszny niedosyt.
Walka podobnie chaotyczna jak w pillarsach, ale jakoś można z tym żyć. Jak na grę, która miała się skupiać na walce, to tej jest według mnie mało, jest też mało zróżnicowana i nudna.
A za końcówkę, to ja obsidian bym dał najchętniej po twarzy :D
Z plusów:
-system rozwoju postaci jest fajny
-rozwijanie skilli przez używanie
-jednak lepszy rydz, niż nic
Najgrosze jest to, że grało się fajnie, dopiero na końcu przyszło ogromne rozczarowanie. Cały czas podczas gry miałem przed oczami te wielkie możliwości, ilość frakcji, czekałem na jakiś większy spisek, lista przedmiotów badań zamiast się skracać, to się wydłużała. Myślę sobie - tyle jeszcze przede mną. A tu koniec.
Gdyby to był jakiś kolejny, na kolanie robiony erpeg, do dałbym wyższą ocenę. No ale jak na twórców rewelacyjnych pillarsów, to ta gra jest zwyczajnie słaba.
Właśnie skończyłem główny wątek (zostało mi tylko część questów pobocznych + adrowy smok).
Gra jest bardzo dobra, chociaż oczekiwałem czegoś więcej.
Plusy:
-bardzo fajna narracja
-świetna, mroczna fabuła
-bardzo ciekawy setting (a tego obawiałem się najbardziej, w końcu musieli dogonić Faerun)
-dialogi na poziomie, chociaż zdarzały się dość żenujące linijki
-oprawa jest piękna, modele już trochę gorzej
-nie znalazłem żadnych dużych bugów (questbreaker)
Minus:
-system walki jest chaotyczny
-brak możliwości taktycznych jak w BG, IWD
-AI przeciwników i towarzyszy żenujące, potrafią stać w bezruchu, bo nie mogą znaleźć ścieżki...
-system rozwoju postaci - nie dorównuje AD&D, mnóstwo bezużytecznych skilli, mało aktywnych umiejętności
-czary są mało zróżnicowane
-przedmioty, ekwipunek bardzo mało intuicyjny, mało tego wszystkiego...
-słaba interakcja z drużyną (brak epickich banterów jak w BG)
-mało ciekawych side questów.
@ Raptor42
Co Ty opowiadasz? Jakie pay-to-win?
Te śmieci z Cartel Marketu nie dają totalnie nic, poza ładnymi skorupami i śmiesznymi bonusami typu +50% exp (które można też kupić za zwyczajne kredyty).
I nie za 60PLN (2 miechy), tylko za marne 30PLN miesięcznie masz pełen dostęp do gry klasy AAA, ze świetną, dopracowaną grafiką i wielką ilością cutscenek z pełnym dubbingiem.
Jak się uprzesz, to można rozegrać cały content za darmo, prawie wszystkie unlocki są dostępne za zwykłą kasę z gry na AH.
A jak ktoś nie chce płacić abonamentów to niech gra w jakieś podrzędne garażowe produkcje...to nie jest organizacja charytatywna...