Już dostałam, bardzo dziękuję!! :) A teraz zniknę na kilka miesięcy z prawdziwego życia :P
Ja dopiero dziś dostałam maila, na którego jak najszybciej odpowiedziałam. Wcześniej niczego nie dostałam, a skrzynkę pocztową mam otwartą prawie 24/7. Mam nadzieję, że nic się nie stało i wkrótce otrzymam kod? :)
@Dzwiedziiu - kiedy dokładnie zostaną przesłane kody do wersji cyfrowych? Wiem, że w regulaminie jest podane "2 tygodnie po zakończeniu konkursu", ale to raczej tyczy edycji kolekcjonerskiej. Czy byłaby szansa przesłania kodów do wersji cyfrowej wcześniej?
@YtseMan - magia pochodzi z Pustki, a więc tylko rasy, które mają z nią połączenie mogą być magami. A Pustka to miejsce, do którego wędrują dusze, gdy śpią lub umierają. Jako że krasnoludy tysiące lat wcześniej straciły swoją łączność z Pustką, to nie mogą być magami i nie śnią :)
Monstrum zaśmiało się okrutnie, krążąc wokół zastygłej w szoku grupki wędrowców. Wbiło swe żółtawe ślepia w leżącą na ziemi krasnoludkę, a ich spojrzenia spotkały się. Twarz Gady natychmiast wykrzywiła się w nieukrywanej odrazie, lecz hipnotyzujące oczy potwora przygwoździły ją do miejsca, nie pozwalając zerwać kontaktu wzrokowego.
- A niech mnie bryłkowce kopną… - szepnął z niedowierzaniem Oghren. Krępa dłoń krasnoluda zacisnęła się na rękojeści topora, szukając w nim odrobiny normalności w tym przeklętym miejscu. – Co się tobie stało, dziewczyno?
Stwór ryknął mrożącym krew w żyłach śmiechem, a filary komnaty aż zadrżały od jego nieludzkiego głosu.
- Harrowmont jej się stał, mój ty naiwny Szary Strażniku – odparł kpiąco potwór, wlokąc się na grubych łapach do Helmi i wpatrując się w nią znacząco. – Czyż nie tak, najdroższa?
Tym razem Gadzie udało się odwrócić od niego wzrok i zdeterminowana zacisnęła usta w niemym sprzeciwie. Paskudny pysk stwora jeszcze bardziej zniekształcił się w nagłym napadzie gniewu i krasnoludka niespodziewanie zawyła z bólu, rzucając się na noszach jakby ktoś przebił ją ostrzem. Bestia wpatrywała się w nią z fascynacją, przysłuchując się przeszywającym wrzaskom rannej.
- Nie bądź nieuprzejma dla naszych gości, kochanie – rzekła istota krzywo się uśmiechając - Podzielmy się z nimi historią naszej wielkiej miłości.
Gdyby nienawiść mogła zabijać, Helmi tańczyłaby teraz w krwi potwora i robiła naszyjnik z jego wnętrzności.
- Tak jak wspomniał mój… ukochany, lord Harrowmont odpowiada za mój obecny stan – powiedziała z ledwie ukrywaną wściekłością Gada – Gdy Bhelen doszedł do władzy, poplecznicy Horrowmonta zaczęli go opuszczać, a on powoli tracił wpływy i szacunek w Orzammarze. Zdesperowany zdał sobie sprawę , że może utrzymać swoją pozycję tylko jeśli zostanie Patronem. Jego ego tak się wtedy rozrosło, że ubzdurał sobie, iż to on przywróci magię krasnoludom. Magię, dacie wiarę? – parsknęła śmiechem – Ja też temu nie dowierzałam, a przecież wraz z moją przyjaciółką Dagną studiowałam magię w Kręgu Maginów zanim je wszystkie szlag trafił! Mój ród jako jedyny wspierał jeszcze Harrowmonta, kiedy odnalazł on starożytny rytuał wezwania demonicznej bestii z czeluści Głębokich Ścieżek i dobił z nią targu – towarzyszka życia za możliwość odzyskania magii.
Maren poruszył się niespokojnie na wzmiankę o Kręgu Maginów, przybliżając się de Belli jakby próbując się za nią schować.
- I tak nieświadoma tego, co mnie czeka, Harrowmont wybrał mnie – kontynuowała z goryczą w głosie Gada – Zmusił mnie do uczestnictwa w jakimś rytuale i oddał mnie w ręce tej istoty, a gdy zorientowałam się, że jestem w ciąży, uciekłam, narażając się tym samym na gniew Harrowmonta. Ten płód… nie jest normalny – szepnęła z przerażeniem w głosie – Gdy przyjdzie na świat przywróci krasnoludom magię, owszem, ale…
- … ale jednocześnie ich splugawi – przerwała jej bestia, uśmiechając się paskudnie.
Bella chwyciła swój łuk, nałożyła na niego strzałę i napięła cięciwę. Dyszała głośno, na jej twarzy widać było wyraźne zdenerwowanie.
- To po ciebie wysłała nas królowa Anora – powiedziała z niepokojem – Wiedziała, że na Głębokich Ścieżkach pojawiła się jakaś mroczna siła i gdy tylko dowiedziała się, że w Orzammarze znikła szlachcianka, od razu ofiarowała swoją pomoc w odnalezieniu jej. Harrowmont nie mógł odmówić, wyglądałoby to podejrzanie – wycelowała w Gadę – To dziecko jest zagrożeniem.
@RoC8 - nie, bo przekroczyłeś limit 3000 znaków bez spacji. Twoja praca miała ponad 6000 znaków bez spacji.
Słowa Alary podziałały na Oghrena jak kubeł zimnej wody. Osłupiały krasnolud wytrzeszczył oczy i poczerwieniał na twarzy, a pulsująca na jego skroni żyła niebezpiecznie napęczniała. Sytuacja z minuty na minutę coraz bardziej się komplikowała, dezorientując i mącąc mu w głowie, przez co nie wiedział już co się właściwie dzieje i komu ufać. „Na brody Przodków, jestem tylko prostym wojownikiem.” - jęknął w duchu - „Intrygi i zagadki nie są moim mocnym punktem, wolę rozwiązywać problemy toporem”.
Bella i Alara zastygły w bezruchu, powoli sięgając po bronie, a ich nieufne oczy czujnie obserwowały każdy ruch krasnoluda. Tymczasem kościsty mag wciąż pochylał się nad nieprzytomną Gadą, jego przydługie mysie włosy zasłaniały usta, gdy szeptał pod nosem inkantacje i przywoływał kolejne fale kojącego, zielonego światła.
- A po kiego głębinowego grzyba Szary Strażnik miałby zabijać jakąś tam krasnoludkę? – warknął wyczerpany Oghren, zaciskając tłustą dłoń na rękojeści topora – Nie wplątujemy się w żadne polityczne gierki i nie bawimy się w skrytobójców jak co poniektórzy tutaj.
- Prawie odrąbałeś mi ramię, gdy broniłam ją przed genlokami, a masz jeszcze czelność mnie o coś obwiniać? – syknęła jadowicie Alara, wyciągając sztylety. Bella spojrzała na nią ostrzegawczo i elfka z niechęcią schowała ostrza.
- Odkąd znaleźliśmy Gadę, to oskarżasz wszystkich naokoło niczym niespełna rozumu idiota – odparła zimnym tonem szlachcianka. Z każdym słowem jej ciężki akcent stawał się wyraźniejszy, zdradzając zdenerwowanie kobiety. – Nie wiem czy to głupota, czy świadomie próbujesz nas skłócić, ale nie chcę ryzykować życiem Helmi.
Zmierzyli się przeciągle wzrokiem, próbując odgadnąć swoje zamiary. Nie zauważyli jednak w porę, gdy spowijające pomieszczenie zielonkawe światło magii leczniczej zmieniło się w szkarłatną łunę bijącą z rąk Marena. Chłopak klęczał na popękanej posadzce i kołysał się na piętach, wpatrując się jak zahipnotyzowany w nieprzytomną Gadę. Krew ciekła z jego dłoni, szare włosy przykleiły mu się do twarzy, a młodzieniec mamrotał pod nosem niezrozumiałe formuły.
- Maren… - sapnął oszołomiony Oghren. Nie mógł się ruszyć, jego ciało po raz pierwszy w życiu skamieniało i wojownik miał wrażenie, że zamienił się w jeden z krasnoludzkich posągów, które mijali po drodze.
Alara pierwsza podbiegła do maga i odepchnęła jego wątłe ciało od jęczącej Gady. Krwawy blask zgasł, lecz krasnoludka nie przestała majaczyć i rzucać się na ziemi. Nagle otworzyła swoje rozgorączkowane oczy i wbiła je w zszokowanego Oghrena.
- Szary Strażniku… - wycharczała z bólem w głosie, pomimo cierpienia była zaskakująco przytomna. – Proszę cię, podejdź do mnie. Muszę… muszę ci coś wyznać na osobności.
Bella i Alara spojrzały na siebie niepewnie, przytrzymując podejrzanie spokojnego Marena. Chłopak nie próbował się wyrwać ani uciekać, stał odprężony przy dwóch kobietach, uśmiechając się łagodnie do krasnoludki. Wciąż zdumiony swoją chwilową bezsilnością, Oghren na lekko chwiejnych nogach podszedł do Gady i kucnął przy jej głowie.
- Bliżej… proszę, nie mam siły mówić głośniej – szepnęła z wysiłkiem ranna.
Gdy Szary Strażnik przybliżył się do twarzy Helmi, w jej oczach zalśniła nagła determinacja. Wtedy za plecami usłyszał ostrzegawczy krzyk Belli, a kątem oka w ręku krasnoludki dostrzegł czerwony sztylet.
@Dzwiedziiu - Hmm, czy w opowiadaniu Alara nie zmieniła się przypadkiem nagle w Arlenę? ;)
Identyczna dyskusja była podczas pisania pierwszego opowiadania. Uzgodniliśmy, że nie ma żadnego limitu zdań, tylko limit znaków bez spacji. To samo tyczy się drugiego opowiadania.
Na Głębokich Ścieżkach śmierć kryła się nie wśród cieni, ale w oślepiającym blasku lawy. Krwawa łuna rozgrzanej magmy rozświetlała zrujnowany most i biegnącą po nim trójkę zdyszanych wędrowców. Starożytne krasnoludzkie posągi, które nie mogły powstać bez użycia magii, zdawały się łypać posępnie na nietypową grupkę podróżników. Jako pierwsza do wrót świątyni dobiegła kamienna golemica, ciskając w ścianę potężnym głazem, by zrobić prowizoryczne wejście dla siebie i swych towarzyszek z Szarej Straży.
- To nie było konieczne. Wystarczyło tylko popchnąć drzwi. – Sigrun mruknęła rozdrażnionym tonem i przeszła nad rozłupanym kamieniem, wchodząc do pierwszej komnaty.
- Strażniczki mogłyby wybrać wejście, gdyby nie zgubiły małego podopiecznego – zakpiła Shale, jej basowy głos rozniósł się po olbrzymim pomieszczeniu aż zadrżały ściany.
- Walczyłyśmy z przeklętymi pomiotami i straciłyśmy go z oczu tylko na sekundę. A Sandal w tym czasie zdążył już zniknąć! – warknęła zdenerwowana krasnoludka.
Trzecia kobieta milczała zadumana, wspominając swoją ostatnią, nieprzyjemną wizytę w Prastarym Thaigu, prehistorycznym mieście krasnoludów, które przeczyło wszystkim ich Wspomnieniom. Gdy Inkwizytorka kazała wrócić Bethany do miejsca, w którym kiedyś skażenie pomiotów prawie całkowicie ją pochłonęło, maginka po raz pierwszy chciała odmówić wykonania rozkazów. „Gdyby moja droga siostra i Anders nie znaleźli Szarych Strażników, to zginęłabym w tym piekielnym thaigu” pomyślała z niepokojem dziewczyna, nieufnie rozglądając się wokół. Lecz tydzień temu w progach Podniebnej Twierdzy zjawił się nagle uśmiechnięty Sandal, wieszcząc powrót trzeciego rodzaju lyrium. Bethany nie mogła już więc uciekać, bo pamiętała z Kirkwall jaką tragedię może sprowadzić takie odkrycie.
Przepychanki słowne Shale i Sigrun przerwał nagle przedziwny, dziecinny śpiew dobiegający z sąsiedniej komnaty. Trójka podróżników spojrzała po sobie z niepewnością i ostrożnie skierowała się w stronę złowróżbnego głosu.
- Szafir dla dotkniętych Pustką, by magia ich rozkwitła. Rubin dla zazdrosnych krasnoludów, by śnić i posmakować innej magii. Szmaragd, przez elfy utracony, nieśmiertelne życie podaruje. Lecz każdy z nich, och, każdy z nich i tak cię zdradzi – śpiewał radośnie cienki, niewinny głosik.
W komnacie w samym sercu Prastarego Thaigu siedział Sandal otoczony trupami pomiotów. Z jego twarzy i ubrań spływała gęsta posoka potworów, a chłopak ze skupieniem bawił się jakimś małym przedmiotem, nucąc pod nosem. Gdy trójka jego opiekunów weszła do pomieszczenia, krasnolud podniósł zakrwawioną głowę, uśmiechnął się promiennie i krzyknął:
- Zaklęcie!
Ojej, ale super, jestem naprawdę mile zaskoczona :D Dziękuję pani Brzezińskiej za cenne uwagi i życzę powodzenia w dalszych częściach konkursu! :)
Mam jeszcze jedno pytanie - w regulaminie jest podane, że nagrody zostaną wysłane w ciągu 2 tygodni po zakończeniu konkursu. Czy to samo tyczy się edycji cyfrowych? Bo fajnie by było pograć sobie już w dniu premiery, czyli 20 listopada :)
Spojrzeliśmy po sobie z goryczą, tracąc jakąkolwiek chęć na rozmowę. I wierzcie mi, moi drodzy panowie, w tym momencie prawie całkowicie straciliśmy resztki nadziei na wydostanie się ze zdradzieckich Moczar Nahashinu, a nasze ciała ogarnęło w końcu znużenie. Wycieńczona Morrigan ze stęknięciem usiadła na przypalonym smoczym ogniem pieńku, mamrocząc coś do siebie o zwodniczych mocach demonicznej dziewczynki. Żelazny Byk pieczołowicie zebrał to, co pozostało z jego kompanów i wbił w grząską ziemię ich ukochane miecze, oddając szarżownikom ostatnie honory. Ja tymczasem bezwiednie trącałem czubkiem butem spopielałą głowę pomiota, obserwując zapomnianego przez resztę Blackwalla, który jak zahipnotyzowany wpatrywał się z Inkwizytorkę. Jego oczy znów powoli traciły resztki życia, zew pomiotów powracał ze zdwojoną siłą, a ja zdałem sobie sprawę, że Szary Strażnik nie dożyje następnego dnia.
Myślałem już, że to koniec naszej ponurej przygody, gdy niespodziewanie czarnowłosa elfka leżąca na noszach wzięła głęboki oddech, a srebrzysty vallaslin stał się prawie niewidoczny, gdy jej twarz pobladła jeszcze bardziej.
- Fen’Harel powrócił. Straszliwy Wilk uciekł z Pustki i włóczy się znów po świecie żywych. - szepnęła z wysiłkiem, walcząc z koszmarem – Połączony z nim Zakażony musi zostać poświęcony, by bóg stracił ciało. Wtedy ta elvhenan, która go wypuściła, ta, która otwiera i zamyka wyrwy musi zapieczętować go na wieki w Pustce.
Ależ tak, moje panie, nasza dzielna drużyna była tym równie zszokowana. Przeklęta dziewczynka nie była byle jakim demonem, o nie! Nasza droga Inkwizytorka przypadkiem uratowała z rąk apostatki niesławnego dalijskiego boga kłamstw i oszustw, którego jedynym celem jest sianie zamętu i tworzenie iluzji. Gdy zdaliśmy sobie sprawę z kim mamy do czynienia Morrigan poczerwieniała ze złości, odzyskując nagle wigor.
- Cała ta wyprawa była pułapką, intrygą uknutą przez tego przeklętego boga – wycedziła jadowicie przez zęby – Omamił nam umysły twarzą niewinnej dziewczynki, a potem ukrył się za iluzją Flemeth, wykorzystując moją jedyną słabość.
- Bawi się naszym kosztem i kpi z nas! – zagrzmiał wściekle Byk, wbijając czujne oczy w niespokojnie poruszającą się na noszach elfkę – Pewnie chowa się gdzieś rozchichotany za drzewem, gdy my w tym czasie zastanawiamy się nad poświęceniem jednego z nas.
- Wszyscy wiemy o kogo chodzi. – przerwał im zrezygnowanym tonem Blackwall, a jego ciałem wstrząsnęły drgawki. Skażenie prawie całkowicie pochłonęło Szarego Strażnika – Gdy Varric mnie postrzelił, odczuł to również smok. W jakiś sposób jestem z nim połączony, a więc to o mnie musiało chodzić Inkwizytorce, to mnie musicie poświęcić.
Morrigan i Byk zamilkli zmieszani, nie wiedząc co powiedzieć. Bo wierzcie mi, nie ma niczego podniosłego i wspaniałego w takiej śmierci. Nie bez powodu Szarzy Strażnicy czujący zew Powołania wybierają się samotnie na Głębokie Ścieżki i giną w pełni chwały otoczeni przez pomioty.
- Nie macie innego wyjścia, i tak już właściwie jestem martwy – ponaglił nas Blackwall, w jego oczach zalśniła determinacja – Nie pozwólcie bym zmienił się w plugawego pomiota.
Skóra schodziła mu płatami z twarzy, a oddech cuchnął zgnilizną. Gdy źrenice zaszły mu mgłą, nieprzytomna do tej pory Inkwizytorka niespodziewanie otworzyła oczy i usiadła na noszach.
Gratulacje!
Czy w następnym etapie to my mamy już dopisać zakończenie, czy zrobi to sama Autorka?
@the_matrix - twoja praca to przecież tylko lekko zmodyfikowany screenshot z gry:
http://dafan.cz/wp-content/uploads/2014/01/Valecny_stul_0.jpg
Hehe, wiecie, jest tu pewna ironia. W poprzednim etapie problemy miały osoby, które nie doczytały regulaminu, w tym etapie problemy mają ludzie, którzy zbyt dokładnie go doczytali :P
Fuin - gratulacje!
Hm, czyli co, mamy w końcu kompletnie olać limit 15 zdań? Z tego co widzę, to zwycięzcy się do niego nie stosują. Mimo że sama się w nim nie mieszczę, to i tak musiałam wyciąć spory fragment o Blackwallu i Inkwizytorce :(
Też mam 21 zdań. Mam nadzieję, że wszystko w porządku, bo praca poprzedniego zwycięzcy też miała mniej więcej tyle zdań.
- Niebawem uderzą – odezwała się Morrigan, wypowiadając na głos to, co i tak wszyscy przecież wiedzieliśmy.
Zdradziecka mgła powoli gęstniała wokół nas, mętne macki próbowały rozpaczliwie dosięgnąć naszych ubrań, rynsztunku i włosów. Z każdą sekundą chrapliwy, zniekształcony chichot plugawych pomiotów zbliżał się coraz bardziej w naszą stronę, otaczając nas w prowizorycznym obozowisku. Przygotowany do nieuchronnej walki, sięgnąłem po Biankę, gdy świat nagle zafalował mi przed oczami i przybladł, a głowę przeszył krótki, lecz obezwładniający ból. Seria chaotycznych, niezrozumiałych obrazów gwałtownie zaatakowała moje myśli: wykrzywiona w gniewie twarz apostatki rzucającej czar na Inkwizytorkę, przerywając zamykanie Wyrwy, skulona w kącie przerażona grupka dzieci, tocząca się po ziemi fiolka z krwią pomiota, budzący grozę cień tajemniczej istoty pochylonej nad nieprzytomnym Blackwallem, pęknięte misternie zdobione lustro.
Okrzyki towarzyszy wyrwały mnie z niepokojących wizji (a może to były wspomnienia?) jak grom z jasnego nieba i osunąłem się bezwładnie na Żelaznego Byka, desperacko próbując złapać powietrze.
- Gdzie… gdzie my jesteśmy? – wycharczałem z trudem, rozglądając się zdezorientowany – Dzieci... dzieci... wciąż szukamy dzieci na Bagnach Nahashinu?
Morrigan natychmiast do mnie doskoczyła, w jej oczach na ułamek sekundy zagościło przerażenie, a Żelazny Byk zaklął siarczyście pod nosem, wciąż mnie podtrzymując. Nie mogłem się jednak skupić, coś dziwnego stało się z moim ciałem - widziałem je, mogłem nim ruszać, ale nie czułem, by należało do mnie. Czułem za to chłód posadzki, choć nie leżałem przecież na ziemi.
- Czy pamiętasz co się wydarzyło przy Jaskółczej Wyrwie? – spytała Morrigan napiętym głosem, jej oczy intensywnie wpatrywały się w moje. Poczułem bijącą od nich iskierkę magii i ból głowy powrócił ze zdwojoną siłą, a świat znów zaczął pulsować.
- Blackwall już nie pamięta, pochłonęły go jego najgorsze koszmary, lecz ty masz jeszcze szansę. – kontynuowała wiedźma spokojnym tonem, kładąc dłoń na moim czole – W rzeczywistości już od dawna nie jesteśmy na Bagnach Nahashinu, a nawet i moja magia tu słabnie, więc wkrótce nie będę mogła nas chronić.
Dotyk chłodnej ręki Morrigan przywołał falę zapomnianych wspomnień pogrzebanych siłą przez to przeklęte miejsce. Znalezienie zagubionych dzieci i starcie przy Jaskółczej Wyrwie, furia apostatki, rozdzierający krzyk bólu Inkwizytorki i ten zimny, nieludzki śmiech demona, gdy więził nas w…
- Pamiętasz… – szepnęła z ulgą Morrigan, w jej głosie słychać było zmęczenie – Tutaj wszystko wypacza wspomnienia, kaleczy myśli i sprowadza koszmary, nic nie jest tu prawdą. To wszystko iluzja.
Gdy otworzyłem oczy świat rozprysł się na tysiące kawałeczków, Bagna Nahashinu i pomioty znikły, a przeklęte miejsce wyjawiło swoją prawdziwą naturę. Kraina tonęła w chorobliwym, zielonkawym świetle, a wysoko nad naszymi głowami wisiało Czarne Miasto - byliśmy w Pustce.
- Tamtego lata przyjmowaliśmy obelgi i błogosławieństwa z tą samą obojętnością. Maszerowaliśmy na północ, a wokół nas kraina obracała się w popiół. Rozpacz zaczęła zaglądać w oczy znużonym podróżą wędrowcom, jedynie pewien złotowłosy krasnolud o głosie niczym miód i piersi pełnej bujnego owłosienia zachował hart ducha, kpiąc sobie z niebezpiecz… Ał!
Varric potknął się o korzeń drzewa, który podejrzanie pojawił się nagle na jego drodze i upadł na twarz w błoto.
- Jak mogłaś użyć magii do tak niecnych planów? Wiesz, że Bianca nie znosi brudu. – krasnolud spojrzał z wyrzutem na Morrigan, próbując wygrzebać się z brei – Jest bardzo wrażliwa na punkcie swojego wyglądu!
Wiedźma z Głuszy przewróciła oczami i westchnęła zniecierpliwiona.
- Varric, twoje niezdrowe przywiązanie do tej kuszy zaczyna mnie naprawdę niepokoić. I przestań bawić się w narratora, mamy ważną misję do wypełnienia. – warknęła podirytowana i zerknęła kątem oka na drugą towarzyszkę - Ach, zabiję tę Inkwizytorkę. Za jakie grzechy musiałam utknąć z dwójką bardów?
Leliana tylko uśmiechnęła się do niej radośnie i odparła rozmarzonym tonem:
- Musisz przyznać, że to świetny temat na poemat dla minstrela - niebezpieczna podróż w głąb terytorium Tevinteru, odkrycie tajemnic starożytnego kultu smoków, Flemeth i same smoki!
Trójka podróżników przedarła się przez ostatnie chaszcze blokujące drogę, dotarła do szczytu klifu i zamarła z wrażenia. W oddali zamajaczyły starożytne tevinterskie ruiny, a powietrze wokół nich przeszył dziki ryk smoka.
- O wilku mowa… - mruknęła Morrigan.