Te oceny rzędu 9-10 dość śmieszne.
Generalnie nie ma co wiele się rozpisywać, gra jest tym samym, co poprzednie części, żadnej ewolucji na przestrzeni 6,5 roku. Poziom porównywalny do poprzednich części, a w przypadku finału liczyłem na odrobinę więcej. Mamy też przykłady dewolucji, jak brak możliwości cofnięcia jedynie części epizodu, jak w pierwszej części. Generalnie widać, że na przestrzeni całej serii opinie i sugestie graczy mają kompletnie gdzieś. Forsowanie teorii 100% tabula rasa na przykładzie AJ'a też do mnie nie przemawia. Średniak. Gdyby nie z chęci kontynuacji już rozpoczętej serii, nie byłoby szczególnie warto grać.
Oceniam Finding Paradise jako grę równie dobrą, co To The Moon.
Moje odczucia są bardzo podobne jak w przypadku poprzedniczki, więc chętni mogą doczytać moją tamtejszą opinię.
Generalnie ponownie świetna historia, która skutecznie gra na emocjach i ludzkiej wrażliwości, ma swoją wartość filozoficzną. Niebanalna, trudna do przewidzenia.
Prosta, acz dopasowana, poruszająca muzyka. Grafika w stylu gameboy, ale nie dla niej gra się w takie gry.
Widzę, że w przypadku TTM miałem zastrzeżenia co do tłumaczenia. Tutaj grałem w wersji EN i wszystkie żarty i gry słowne były smooth, bez zastrzeżeń.
Generalnie moja ocena jest bliska maksimum jakie przewiduję dla takiej 'mini-gry' i jak najbardziej polecam.
Do gry przysiadłem czytając na jej temat niewiele, przyciągnęła mnie głównie informacja o próbie przedstawienia stanów psychotycznych. I gra wywarła na mnie duże wrażenie.
Moim zdaniem główną zaletą gry jest po prostu oprawa wizualna. Świetna z technicznego punktu widzenia, genialna pod względem realizmu postaci i przeciwników, godna podziwu z perspektywy zróżnicowanych oferowanych wrażeń wizualnych: kilka różnych stylistycznie rodzajów cutscenek, dynamiczne sceny walki, impresjonistyczne tła, zabawę jasnością i rozmyciem, czy płynne animacje środowiskowe. To potencjalnie najlepsza wizualnie gra w jaką grałem (choć nie twierdzę, że grałem we wszystkie gry przodujące pod względem grafiki, więc nie wykluczam, że są lepsze).
Oprawa audio jest także klimatyczna i dopracowana. Pewnie gdyby gra była dłuższa to mogłaby stać się monotonna, ale przy tej długości sprawdziła się świetnie.
Walka to temat kontrowersyjny. Im dalej w las, tym de facto lepiej się bawiłem, choć mimo wszystko uważam, że kilka rzeczy można by dopracować. Po pierwsze nie otrzymujemy żadnego wprowadzenia w system walki, więc przykładowo w moim przypadku jakieś 40-50% porażek nastąpiło w trakcie pierwszych 15-20% gry, podczas gdy dalej było z górki. Dopiero po przejściu gry przeczytałem o możliwym combo, czy też naładowaniu miecza.
Uważam, że swobodna kamera, taka jak w Wiedźminie, byłaby lepsza od na siłę skupionej na wybranym przeciwniku. To ograniczało widoczność, ocenę sytuacji i możliwości manewrowania, niepotrzebnie utrudniając rozgrywkę. Rozgrywkę można utrudniać na bardziej sensowne sposoby. Nie zaszkodziłoby także więcej klas przeciwników i generalnie większe zróżnicowanie walki. W tej grze wygląda ona generalnie tak samo od początku do końca, przeciwników jest kilka typów i zwiększa się jedynie ich liczebność. Choć jest przynajmniej tych kilkoro bossów.
Grałem w wersję 1.02 i zmiana czułości myszy niewątpliwie bardzo się przydała.
Czuję się trochę oszukany w kontekście
spoiler start
idei zgnilizny, która okazała się jednak nie mieć znaczenia, poza tym potrafiła awansować i resetować się w niekontrolowany sposób, co trochę ośmiesza całą ideę.
spoiler stop
Generalnie lubię gry, w których należy sklecić w całość fragmenty fabuły, więc to także mi się podobało.
Losy bohaterki nie były mi aż tak bliskie, jak bym się spodziewał być może dlatego, że typ fabuły jest prosty jak konstrukcja cepa, bez zwrotów akcji, zaskoczeń, czy jakiejś wielkiej tajemnicy do rozwiązania. Po prostu kroczymy w kierunku Helheimu, do drodze pokonując przeciwników i walcząc se swoimi słabościami, a na końcu drogi czeka nas rozstrzygnięcie fabuły. Niby 'psychoza' urozmaica grę, ale nie czyni drogi fabularnej bardziej 'krętą'.
Przeciętna długość, nieidealny system walki i fabuła bez zwrotów akcji to największe słabości gry, ale jak na małe studio indie jestem pod ogromnym wrażeniem.
Gra przypomina mi pod wieloma, mimo oczywistych różnic, grę Soma, która jest dla mnie trochę lepsza od Hellblade, głównie mniej oczywistą fabułą.
Według HowLongToBeat completionist w Contrasta gra 4h, hahaha! Mnie gra zajęła co najmniej 2x dłużej, choć już ciężko mi szacować, bo grałem na dwa razy z kilkumiesięczną przerwą.
Gra nie była dla mnie idealna, co widać po wspomnianej przerwie, inaczej przeszedłbym całość od razu.
Muzyka jest klimatyczna dla tych, którzy lubią ten styl, mnie akurat generalnie retro mocno nie interesuje.
Grafika na poziomie technicznym umiarkowana i podobnie jak w przypadku audio, na pewno spodoba się tym, którzy lubią klimat retro.
Fabuła opowiadana w sposób ciekawy i tajemniczy, choć chyba jednak nie wyczerpała swojego potencjału, trochę także zabrakło domknięcia.
Mechanika gry z pewnością unikatowa i to przyciągnęło mnie do tytułu, choć wiele aspektów rozgrywki związanych z interakcją z obiektami i przełączaniem między wymiarami wydawało się nie w pełni dopracowanych, co powodowało liczne momenty irytacji i było największym problemem w trakcie rozgrywki.
Długość gry nieprzesadzona, ja osobiście zamęczyłbym się, gdybym miał grać dłużej.
Polecam głównie fanom tej stylistyki, inni mogą nie poczuć klimatu i nie być skłonni mierzyć się z tymi irytującymi elementami gry.
Jedna z niewielu gier, z których zrezygnowałem w trakcie, nie przeszła testu cierpliwości. Kolejny dowód na to, że gdy Metacritic i GryOnline podają sprzeczne oceny, najczęściej to Metacritic ma rację (odsyłam do recencji użytkownika Funksatron).
Ta gra ma kilka kluczowych minusów. Generalnie lubię platformowe zręcznościówki. Teslagrad stara się być unikatowy, ale ponosi porażkę na kilku kluczowych polach.
W pierwszej kolejności najzwyczajniej marnotrawstwo czasu - najczęściej na planszy jest jakiś jeden fragment, który jest trudniejszy i za każdym razem, kiedy poniesiemy porażkę w jego przechodzeniu, musimy od nowa przejść całą serię banalnych, ale zajmujących mnóstwo czasu fragmentów. Wyzwanie, które można by pokonać w 30 sekund, gdyby gra oferowała checkpointy w istotnych momentach albo gdyby istniała opcja własnego zapisu, potrafią trwać po kilkanaście minut.
Ani oprawa wizualna, ani audio szczególnie do mnie nie przemawiają. Audio jest, ale nie ma w nic niczego unikatowego i nie zapada w pamięć. Warstwa wizualna to po prostu nie mój styl, choć jest oryginalna. Poza tym bardzo często nie można odróżnić elementów otoczenia od tła, przez co w niepotrzebny sposób ponosi się porażki w wyzwaniach i znów długie fragmenty gry trzeba powtarzać.
Fabuła nie zdołała mnie zaciekawić. Gracz nie jest w sposób intrygujący wprowadzany w fabułę, a następnie, o tragedio, elementy fabuły są odblokowywane w losowej kolejności. O ile przy kolejności chronologicznej można by poznawać co chwila nowy fragment fabuły, w rzeczywistości nie ma możliwości poznać niczego aż do samej końcówki gry, gdzie dopiero z elementów zaczyna odkrywać się całość. Tym bardziej, że nie ma systemu, który przykładowo pokazywałby ile zwojów fabuły znajduje się w danej sekcji gry, czy innego, dzięki któremu wiadomo byłoby chociażby gdzie z grubsza się je ominęło.
Domyślne sterowanie jest do niczego, z WSAD korzysta się, gdy druga ręka zajęta jest myszą; tutaj znacznie wygodniej mieć poruszanie się pod strzałkami i resztę klawiszy gdzieś wygodnie po lewej stronie.
Samo poruszanie się postaci także zmniejsza precyzyjność ruchów. Ciężko wykonać ruch/skok w konkretne miejsce, bo postać się ślizga.
Odnoszę wrażenie, że twórcy skupili się na kwestiach drugorzędnych (specyficzny styl wizualny, oryginalny sposób opowiadania fabuły) zapominając o tym, że w ostatecznym rozrachunku kluczowa jest sama przyjemność płynąca z gameplay'u, a niestety gra w wielkiej mierze zanudza i irytuje.
Z podobnych polecam znacznie bardziej Outland oraz Ori and the Blind Forest.
Ma średnią 8.8, więc ciężko nazwać to niską oceną. Całkiem blisko 'dziewiątki'. A na ocenę redakcji wiadomo - nie patrzy się.
Idiota, nie ekspert. Gry-Online powinny załatwić sobie innego.
Oceniam trochę w odniesieniu do The Room, które niedawno akurat przeszedłem, dlatego że obie gry oferują serię zagadek, choć oczywiście poza tym bardzo się różnią. O ile tam praktycznie brak fabuły, nie można mówić o żadnej unikatowej oprawie wizualnej czy audio, brak klimatu i gra nie jest zbyt wciągająca, to T: DS w tych wszystkich obszarach błyszczy. Ciekawy motyw fabularny, choć może trochę przewidywalny i krótki, ale mimo wszystko zasługuje na uwagę. Wygenerowany unikatowy klimat stworzonego uniwersum. Bardzo klimatyczna, dopracowana warstwa wizualna, oprawa audio budująca atmosferę i uprzyjemniająca rozgrywkę. Gra wciągająca pomimo swojej prostoty. Brak bugów i niedociągnięć. Same zagadki z gatunku tych dla zielonych, ale mimo wszystko przyjemnie się je rozwiązuje.
Spoiler:
spoiler start
Niestety po dwóch 'niewłaściwych' wyborach, w tym jednym przypadkiem, zostałem skazany na wieczne potępienie.. smuteczek. Przyznam jednak, że nie do końca podobało mi się tak imperatywne moralnie rozstrzygnięcie. Śmierć kata, który torturował po wieczność jakiegoś jeńca negatywne moralnie? Śmierć ptaka, który spowodował masowy mord, ponieważ był głodny negatywne moralnie? Hmm, jak dla mnie życie ofiar ma większe znaczenie od życia czy komfortu oprawcy.
spoiler stop
W każdym razie na pewno godna polecenia na jakiś wolny wieczór.
Czy jest ktoś w stanie napisać jaka jest długość gry? Brak danych na HowLongToBeat, a na Metacriticu ktoś wspomniał coś o kilkuset godzinach w komentarzu? Ktoś, coś?
Ciężko mi oszacować ocenę dla tej gry.
Z jednej strony historia (poza krótkością) jest jedną z bardziej ciekawych, wzruszających i skłaniających do refleksji (na kilka tematów), na jakie można trafić. Choć nie napiszę, że jest to najbardziej wzruszająca gra, w jaką grałem, może przez brak realistycznej grafiki, czy sporą monotonię (polecam chociażby What Remains of Edith Finch).
Oprawa audio na pewno należy do najsilniejszych stron gry. Jest bardzo klimatyczna i dobrze dobrana.
Grafika wiadomo, specyficzna, w To The Moon gra się nie dla grafiki, bardziej pomimo grafiki.
Mechanika gry to chyba sfera, do której mam największe zastrzeżenia. Bo o ile rozumiem, że to gra indie i to nie 3D 1080p, to w przypadku mechaniki można było trochę bardziej się postarać. W grze występuje niewygodne sterowanie, nieprecyzyjne poruszanie się i wskazywanie elementów gry.
Chciałbym także skomentować tłumaczenie. Grałem w wersję polską i choć nie była tragiczna, to przypuszczam, że część magii gry wynikająca z humoru w jakiejś mierze rozmyła się w tłumaczeniu, więc polecam raczej oryginał.
Przyjemnie byłoby także, gdyby gra wynagradzała za optymalne rozwiązywanie zagadek (przypuszczałem, że może prowadzi to do alternatywnych zakończeń).
Ogólnie pomimo niedoskonałości na pewno godna polecenia.
Mieszane odczucia.
Z jednej strony podobał mi się ogólny klimat graficzny i audio, a ciekawostki zdobywane w formie nuggetsów bardzo wzbogacają doświadczenie.
Długość gry okay.
Z drugiej jednak strony grze można zarzucić naprawdę wiele. Oprawa audio mimo że klimatyczna, to dość jednostajna, po dłuższym czasie nudnawa. Jakość grafiki nie jest idealna i w sporej mierze tekstury migoczą w trakcie rozglądania się. Celność nie jest idealna, nie raz strzelałem w czubek kogoś głowy (nawet z bliska), a gra zaliczała to jako trafienie nie będące headshotem (gdyby to było chybienie, to byłbym w stanie zrozumieć, że może o milimetr chybiłem, ale zwykłe trafienie, skoro żadnej innej części ciała nie ma w pobliżu czubka głowy?). Załączające się interakcje/cutscenki/koniec misji często odcinają dostęp do nuggetsów uniemożliwiając zebranie ich wszystkich bez powtarzania misji, co jest z kolei marnowaniem czasu gracza. Podczas zrzucenia gry do paska zadań, czasem się wiesza. Oddalanie się od obszaru fabuły nie przywraca do wewnątrz tego obszaru, czy nie natrafiasz na niewidzialne ściany, tylko gra cofa gracza do ostatniego checkpointu.. serio? Wrogowie czasem znikają (w oryginalnym przejściu giniesz z rąk jakiejś grupy bandytów, po reloadzie już nie ma ich wcale, jak gdybyś ich wybił). Podczas wyzwań, gdzie należy wcisnąć W,S,A,D oraz podczas powrotu do ostatniego checkpointa często zamieniana jest broń w ręku, co jest irytujące. Podczas trybu uniku kuli czasem nadlatuje ona zza jakiejś ściany, nie wiadomo w którą stronę się odchylić bo jej nie widać, a kula i tak przelatuje przez ścianę i Cię trafia. Ciała często znikają, wraz z lootem. Czasem słychać głosy przeciwników, kiedy żadnych nie ma w pobliżu. Część zdolności do odblokowania nie wydaje się na tyle ciekawa, by mieć motywację do maksymalizowania zdobywanego doświadczenia. Poruszanie się trochę tandetne, wysokość kamery fatalna (podchodzisz do jakiegoś płota, widzisz wyraźnie że ma na oko z 120-150cm, ale jest na wysokości twoich oczu --> stojąc czujesz się jak w przykucnięciu, kucając jak podczas czołgania się), skakanie chyba z 20 cm od ziemi, nie można wskoczyć, przeskoczyć, czy podciągnąć się na przeszkody, na które wszedłby bezproblemowo 10-letni nerd. Brak dodatkowego doświadczenia za ponowne przejście misji także uważam za minus. Potrafię zrozumieć ideę, że dana scena ma w rzeczywistości miejsce raz i można co najwyżej zmaksymalizować jej sposób przejścia, ale.. od takich rzeczy są roguelike, a w innych grach należy okazać graczowi szacunek i wynagradzać proporcjonalnie do czasu spędzonego w grze. Spędzam dodatkowy czas grając daną misję ponownie --> dostaję dodatkowe punkty doświadczenia. Liniowość, brak elementów otwartego świata. Fabuła nie jest super odkrywcza, klasyczny motyw zemsty bez szczególnych elementów tajemnicy, czy zwrotów akcji, trochę nudnawa, do tej samej akcji dziejącej się na ekranie można by napisać kilkanaście różnych fabuł. Brakowało interaktywności, wyborów (jeden na końcu, wow) i NPC.
Jak dla mnie gra w ostatecznym rozrachunku na dość przeciętnym poziomie. Można zagrać, jeśli nie ma pod ręką niczego lepszego.
Mam po przejściu mieszane odczucia. Jak na grę, która ma tutaj średnią 9.0 i 8.3 na Metacriticu, jest tutaj oceniana wyżej od The Talos Principle (lol!), to jest naprawdę przeciętna.
"Zagadki" wahają się od niskiego do umiarkowanego poziomu trudności, większość gry wykonuje się dość automatycznie, kilka razy na całą grę trzeba się chwilę zastanowić, ale nie ma żadnego wielkiego głowienia się jak w Talosie, gdzie niektóre opcjonalne zagadki i easter eggi są praktycznie nieosiągalne bez solucji. Tutaj.. cóż.
Grafika jest dopracowana, ale generalnie nie bardzo jest co oglądać. "nieco mroczny styl" to raczej dowcip. Oprawa audio jest bardzo minimalistyczna, w porządku, ale bez żadnych fajerwerków. Fabuła mogłaby być zrobiona znacznie lepiej. Notatki mogłyby być ciekawsze, mogłoby być ich więcej, budować jakąś realną historię. Jak na przykład notatki znajdowane w Dead Space. Można by też dodać jakieś bardziej rozbudowane przerywniki filmowe i wynagrodzić gracza za przejście gry jakimś podsumowaniem fabuły. Tak, wiem, że są kolejne części, ale to nie znaczy, że między częściami należy po prostu zostawić gracza w limbo.
Ot, przeciętna gra. Niewiele emocji, niewiele wyzwania, niewiele fabuły, wszystko minimalistyczne. Zdecydowanie słabsza od The Talos Principle, od Portal 1 i 2, od AntiChamber, od The Swapper, od Machinarium. Na poziomie średniej sługości Sokobana czy Rings of the Magi.
Może jako gra mobilna się wyróżnia, ale jako gra na peceta jest przeciętna.
Rzadko grywam w strzelanki, w przypadku tej skuszony zostałem opiniami o wysokiej wartości refleksyjnej nad kwestiami moralnymi.
Można powiedzieć, że gra rzeczywiście oferuje taką zaletę, choć chyba będzie ona najbardziej widoczna dla osób często grających w strzelanki, gdzie w standardowej tego typu grze kwestie etyczne są raczej wygodnie pomijane i generalnie nieobecne. Ja osobiście spodziewałem się jakiejś serii znaczących wyborów etycznych, z kolei tych wyborów jest niewiele i ich znaczenie znikome poza rozwidleniem losów na sam koniec gry.
Pod względem mechaniki gra przypomina raczej film z Van Damme'm, aniżeli realistyczną strzelankę, choć to zależy jeszcze od wybranego poziomu trudności. Ale generalnie przeciwnicy raczej grzecznie czekają aż ich zabijemy. Takie kwestie jak przeskakiwanie między osłonami także można by dopracować.
Długość przeciętna.
Grafika dobra przy maksymalnych ustawieniach, ale mój laptop nie był w stanie znieść jakichkolwiek ustawień cieni ponad minimalne, mimo że znacznie nowsze i zdawać by się mogło bardziej wymagające gry działają sprawnie, więc z optymalizacją Spec Ops jest na bakier.
Muzyka jest jak najbardziej na plus i fabuła podobnie na plus.
Ot, shooter oferujący moment refleksji.
Hmm, UnderTale.
Naczytałem się wiele o wspaniałości tej gry, bez spoilerów odnośnie jej charakteru. Do długim czasie przyszedł czas, by zagrać. Uczucia mam mieszane.
Głównym atutem gry jest chyba jej oryginalność. W zakresie stylu starć, humoru, czy przedstawienia odmiennej od zwyczajowej perspektywy "potworów". Oprawa audio jest także godna pochwały. Jeśli chodzi o grafikę, to jest ona oczywiście kwestią mocno subiektywną. Osobiście nie jestem fanem grafiki o rozdzielczości rodem z GameBoy'a, ale jej stylistyka była całkiem przyjemna, więc pozostawię ją ocenioną neutralnie. Neutralna jest także długość, która ani nie powala, ani nie jest na jeden wieczór, gra bierze też pod uwagę tryby "new game+".
Kwestie, do których mam zastrzeżenia to mimo wszystko prostota i krótkość fabuły, trochę kulawe sterowanie oraz bieda w zakresie elementów RPG. Samych "zwykłych potworów" jest generalnie strasznie mało, z kolei punkty zapisu rozsiane gęsto nie bardzo wiadomo w jakim celu.
Ogólnie przyzwoicie się bawiłem, uważam, że średnia graczy tutaj i na MetaCritic'u jest sprawiedliwa, ale hype i średnia expertów tu i tam są niezrozumiałe.
Tak ze screenów przypomina mi to Shadow Tactics: Blades of the Shogun. Tak bawiłem się nieźle, liczę na to, że ten tytuł będzie jeszcze lepszy.
Metacritic ocena 0.9/10 (0.9, nie 9) :D
Czegoś takiego jeszcze w życiu nie widziałem. A tutaj jacyś wychwalający..
Przede wszystkim ciekawa, oryginalna historia. Oceniam trochę słabiej od What Remains of Edith Finch, ale jednak solidnie.
Grafika jest niezła jak na produkcję indie, oprawa audio i dubbing w porządku.
Z zagadkami miałem problem blisko końca. Obszar gry jest otwarty, więc jeśli coś się ominie można w nieskończoność szukać przyczyny braku postępu po całej "planszy". Omijając spoilery napiszę tylko, że miałem tak po dotarciu do "maszynowni", a następnie z kodem. Niestety głos postaci czy jakieś elementy interfejsu nie dają chociażby podpowiedzi tego, co należy rozważyć jako kolejną akcję.
Ogólnie z rozczłonkowanej fabuły ładnie składa się ona na jedną całość pod sam koniec, także zaskakując, co należy oceniać na plus.
Podobnie jak kolega powyżej nie do końca rozumiem te wielkie zachwyty. Dwa dni temu przeszedłem What Remains of Edith Finch, która to gra jest podobnej długości, a oceniam ją korzystniej.
Zazwyczaj od gry oczekuje się unikatowej, zachwycającej fabuły albo/oraz wyzwania zręcznościowego/logicznego/strategicznego. Ta gra to trochę ni pies, ni wydra, ponieważ oferuje i wszystko i nic. Jest fabuła, ale banalna i ograniczona czasem. Są elementy zręcznościowe i logiczne, ale są to wyzwania na możliwie najprostszym, szkolnym poziomie.
Grafika jest na umiarkowanym poziomie, audio jest w porządku, ale na pewno na ściąganie OST nikt się nie rzuci. Raz postać zacięła mi się także podczas przechodzenia między kratami, zmuszając do restartu checkpointa.
Sterowanie dwoma postaciami naraz jest dość oryginalne, ale to nie pełnowymiarowy RPG czy zręcznościówka, gdzie wymagałoby to być może faktycznie zmasterowania tej zdolności.
Na największą pochwałę zasługuje praca kamery, która jest unikatowa chyba na całym rynku gier.
Ostatecznie jak najbardziej można zagrać przez ten 1-2 wieczory, ale fajerwerków w tym dla mnie nie ma.
Na plus niewątpliwie należy zaliczyć fabułę, klimat i wartość refleksyjną gry.
Muzyka, dubbing audio i grafika są w porządku.
Minusy to spore obciążenie podzespołów jak na typ gry oraz przede wszystkim krótkość.
Generalnie polecam każdemu, dla kogo kluczowym elementem gry jest fabuła. Nie jest to gra dla osób, dla których ważniejsza jest możliwość wykazania się zręcznością, czy wartkość akcji.
Świetna zamiast długiego filmu, na 1-2 wieczory.
Ocena byłaby jeszcze wyższa, gdyby długość była inna. A to także należy brać pod uwagę z szacunku dla pełnowymiarowych gier.
Mam mieszane odczucia. Klimat specyficzny, był w stanie zbudować unikalne doświadczenie, choć może nie tak unikalne biorąc pod uwagę na ilu dziełach z przeszłości gra bazowała.
Niemniej jednak nie jestem pewien, czy należało aż tak bardzo minimalizować cutscenki oraz czy ich zawartości nie dało się wypełnić lepiej. Przede wszystkim cała druga połowa jest dość żenująca i uproszczona na tyle, że o ile z początku można było liczyć na coś głębszego, to wychodzi z tego klasyczny Van Damme.
Oprawa audio na pewno na plus, oprawa graficzna kwestią mocno indywidualną. Dubbing mężczyzn dobry.
Cała gra trochę nudnawa i przez tę minimalizację stylu i formy trudno wczuć się w jakiekolwiek znaczenie fabularne. Fabuła prosta jak konstrukcja cepa, bez żadnych zwrotów akcji. Relatywnie krótka, pełne sczyszczenie zajęło mi jakieś 10 godzin.
Jeśli ktoś ma ochotę zainwestować w nią swoje pieniądze, to tylko nastawiając się na tryby dodatkowe - endless i challenge. Sam tryb fabularny, mnie zajął jakieś 2,5 godziny, nie jest tego wart. Gra posiada unikatową mechanikę, swój własny styl, choć klimatem bym tego nie nazwał, ponieważ w tak krótkim czasie nawet mimo chęci odbiorcy trudno zbudować 'klimat'. Są błędy takie jak nieliczne strzały przez ścianę. Ogólnie styl mocno przypomina wzorowanie się na Matrixie, tylko takiej jakby wersji alfa nakręconej przez grupę nastolatków. Ot, prosta rozrywka na tych kilka godzin. Jednak znów, biorąc pod uwagę, że gra kosztuje tyle co dwa DLC do Wiedźmina 3 razem wzięte, to sytuacja woła o pomstę do nieba.
"Jeden z hitów i exclusive'ów na Play Station 4, jakim jest gra NiOh już niedługo trafi również na PC.
Wydawca Koei Tecmo zapowiedział, że NiOh będzie dostępny na komputery osobiste 7 listopada 2017 roku."
Machinarium jest w takim stopniu cyberpunk'iem jak Wiedźmin 3 rozgrywa się w Forgotten Realms ;)
Za to mocno przypomina steampunk.
Przyszła wczoraj, a oceniasz dzisiaj. Naucz się najpierw przechodzić całą grę, a dopiero potem oceniać.
Dodam jeszcze, że wszystkim, którym przypadła do gustu ta gra powinno się także spodobać dzieło Tomasza Wacławka - Ronin.
To ja jeszcze dodam krótki komentarz odsyłający wszystkich, którym przyjemność sprawiło OatBF do gry Outland będącej bardzo podobną, którą Moon/Microsoft ewidentnie splagiatowali przy tworzeniu OatBF.
Outland także powinien się Wam spodobać :)
To ja jeszcze dodam krótki komentarz odsyłający wszystkich, którym przyjemność sprawiło OatBF do gry Outland będącej bardzo podobną, którą Moon/Microsoft ewidentnie splagiatowali przy tworzeniu OatBF.
Outland także powinien się Wam spodobać :)
Niezły klimat, dobrze dobrana muzyka, w szczególności w boss fight'ach, gra przyjemna wizualnie. Drzewko umiejętności niezłe, ale z 2-3 umiejętności są właściwie zbędne, np. Smite czy Energy Shield. Nie jestem przeciwnikiem backtrackingu, ale przydałaby się opcja rozpoznania gdzie jest jeszcze coś do zebrania, tak aby nie biegać przez wszystkie poziomy.
Widzę ewidentne podobieństwo do Ori and the Blind Forest. Moon/Microsoft strasznie tandetnie splagiatowali Outlanda. Naprawdę wstyd. Styl wizualny, muzyka, narrator, drzewko umiejętności. Gdyby istniała tu zmiana oceny obniżyłbym za to OatBF ocenę o 1.
Kompletnie nie rozumiem komentarzy powyżej o rzekomo zbyt wysokim poziomie trudności. W regularnej rozgrywce wystarczy przeżyć od checkpointa do checkpointa, zazwyczaj pokonuje się ich kilka pod rząd, a gdy liczba żyć zaczyna być niska popełnia się samobójstwo po najbliższym checkpoincie, by kontynuować od niego z pełnym życiem. Z kolei bossowie wcale nie są tacy trudni. Większość pokonywałem za 1 bądź 2 razem. Siostry w trzeciej próbie.
Być może te osoby nie zebrały wszystkich żyć (bodajże 12). Z kolei wszystkie Mark of the Gods dają podwojenie obrażeń, choć nie jestem pewien, czy działa to też w boss fight'ach.
Gra pomysłowa i na pewno pozycja obowiązkowa dla fanów zręcznościówek.
Więc ukończyłem cały sezon.
Z jednej strony należą się gratulacje, że Telltale wreszcie zrezygnowało ze spoilerów 'w następnym odcinku'. Choć nadal są obrazki przyszłych odcinków z krótkimi opisami w menu kontynuacji. Pojawiło się też od groma reklam podczas uruchamiania, w menu głównym i menu kontynuacji. Nadal brak opcji zmiany sterowania. Czyli polityka firmy się nie zmienia - w prymitywny sposób i po najmniejszej linii oporu wyciągnąć jak najwięcej kasy.
Długość gry podobna jak poprzednich części, czyli krótsza niż suma wszystkich scenek w Wiedźminie 3. Jeden epizod to na oko z 1,5 h gry. Należy więc do gier Telltale podchodzić bardziej jak do miniserialu, aniżeli gry.
Ja nie uważam, żeby historia była gorsza niż poprzednie, jak piszą niektórzy powyżej. Jest trochę inna, ale nie mam nic przeciwko temu pójściu trochę wszerz zamiast tylko liniowości. Znaczenie wyborów / wpływ na fabułę jak zawsze w grach Telltale pomijalne. Można wręcz odnieść wrażenie, że studio promuje ideę przeznaczenia, tak na niewiele ma się wpływ. No ale każdy powinien być tego świadom już rozpoczynając grę.
Wystawiam ocenę taką samą, jak i poprzednim częściom, czyli 7. Oceny od 8 wzwyż są dla mnie brakiem szacunku dla wszystkich lepszych, dłuższych, bardziej dopracowanych gier, których jest na rynku mnóstwo.
Na koniec dodam, że już znacznie bardziej odpowiada mi styl Don'tNod. W Life is Strange przynajmniej jest jakiś faktyczny element gry. Zobaczymy czy sukces odniesie LiS 2.. oraz Vampyr.
Ukończona. Po miesiącu przerwy w okolicy połowy Gehenny.
Co do wpisu Cezareusza, to gra z pewnością jest ucztą filozoficzną, ale na pewno nie audiowizualną ^^
Grafika prosta, żeby nie powiedzieć toporna. Lokacje wizualnie dość jednostajne, mało zróżnicowane.
Oprawa audio niby pasująca do klimatu gry, ale krótka, znów jednostajna, po dłuższym czasie po prostu nudna.
Poruszanie się oraz skakanie jest nieprecyzyjne, toporne, w wielu sytuacjach po prostu amatorskie.
Wybór własnych wiadomości na murze jest bardzo ograniczony, w większości przypadków nie miałem wcale ochoty napisać żadnej z dostępnych do wyboru, ponieważ nie były ciekawe.
Zagadki są bardzo nierówne - niektóre posiadają nadmiarowe elementy wcale nie potrzebne do ich rozwiązania (głównie pierwsza część gry), z kolei przy innych można głowić się co nie miara. Oczywiście ktoś może stwierdzić, że w końcu to gra logiczna, jednak konia z rzędem temu, kto rozwiązał wszystkie, łącznie z gwiazdkami (chociażby A3, B4, B6 itd.), bez zaglądania do jakiegokolwiek poradnika.
Grze brakuje także pewnego dynamizmu, którego to braku nie czułem w przykładowo grach AntiChamber, Portal, The Swapper.
Długość gry ciężko mi ocenić. Osobiście grałem całkiem długo, szkoda tylko, że jest to w sporej mierze efektem braku implementacji zapisu w dowolnym momencie. Dla mnie to brak szacunku dla gracza. O ile w przypadku jakiejś gry akcji można wymagać, by przejść pewną sekwencję zdarzeń bez zapisu, aby nie stała się ona zbyt łatwa, to w grze logicznej, gdzie nie ma to wpływu na poziom trudności, jest to jedynie sztuczne kiczowate zwiększanie długości gry, tym bardziej, że czasem zagadkę trzeba restartować po prostu przez jakiś błąd samej mechaniki gry.
Opcja restartu punktu kontrolnego jest niedopracowana. Nie restartują się żadne zebrane materiały audio, czy rozmowy z komputerem, a tak właśnie powinno to wyglądać.
Fabuła niby jest o AI, ale ta inteligencja nie wystarcza naszej postaci, by była w stanie wykonać tak elementarne czynności jak przełożenie urządzenia przez okno w murze, przerzucenie czegoś ponad przeszkodą, zatrzymanie się na górze drabiny, przeskoczenie przez niską przeszkodę itp. I jak tu wczuć się w klimat rzekomo wysokorozwiniętej sztucznej inteligencji?
Nagroda za starania nie jest proporcjonalna do wysiłku, przykładowo zebranie gwiazdek / białych sigili powinno oferować najbardziej satysfakcjonujące zakończenie podstawy, a tak nie jest.
Po jakimś czasie gra staje się niestety jednostajna i męcząca, czytanie wiadomości tekstowych w ramach rozrywki niewiele pomaga; mówię w szczególności o sytuacji, gdy ktoś bezpośrednio po podstawie przechodzi także Gehennę.
Powiedziałbym, że grze brakuje jednak trochę domknięcia; nie tyle chodzi o sam los naszego bohatera, co o relacje z innymi postaciami, zarówno z Elohimem, jak i z Programem Archiwizującym. Podobnie w przypadku Gehenny. Jest ona domknięta jeszcze słabiej, a dokonywane wybory mają jeszcze mniejsze znaczenie niż w podstawie, nie przenosi też do żadnych nowych typów lokacji; ratuje ją głównie @forum.
Powyższe to spis niedoskonałości gry. Spokojnie, większość moich recenzji wygląda w ten sposób. Dysproporcja w ilości tekstu przy minusach i plusach nie przełoży się na żadną bardzo niską ocenę.
Grę należy pochwalić przede wszystkim za dwie rzeczy. Same zagadki, które są wymagające i lubiącym takie wyzwania niewątpliwie sprawią sporo radości oraz za fabułę / filozoficzno-psychologiczną wartość refleksyjną. Choć wymieniam tutaj tylko dwa punkty, to są one dla mnie kluczowe i sprawiają, że mimo niedoskonałości polecam grę każdemu intelektualiście.
Gra mająca sens jedynie w kontekście multiplayera. Nieźle sprawdza się w pojedynkach pośród grupy znajomych, którzy lubią wyścigi i zręcznościówki.
Tryb single player jest z kolei pożałowania godny. AI jest po prostu słabe, po obu stronach boiska. Sam algorytm dojeżdżania do pierwszego uderzenia w piłkę jest kompletnie do niczego i w zależności od poziomu trudności albo zawsze gracz dojeżdża do niej pierwszy albo zawsze przeciwnik. W trybie footballowym brak remisów i punktowania typowego dla piłki nożnej, w końcu to system ligowy, a nie turniejowy.
Inne zastrzeżenia to średnio realistyczne odwzorowanie fizyki zderzeń, wyskoków i odbić. Sterowanie pojazdem niepotrzebnie ograniczone do stałego łuku i ślizgu, niewiele zdolności dodatkowych pojazdu.
Modyfikacje samochodu nie przynoszą żadnych realnych zmian. Osiąganie nowych poziomów także nie oferuje żadnych zmian poza nazwą. Mnie osobiście nie działa także zmiana kolorystyki samochodu z poziomu garażu, pozostałych elementów wyposażenia tak.
Wizualnie wygląda nieźle, a oprawa audio zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie.
Ostatecznie jeśli chodzi o zabawkowe samochody, to ja bawię się znacznie lepiej przy starym dobrym ReVolt.
Poprzedni komentarz zwraca uwagę na kluczowe rzeczy w tej grze. Fabuła, klimat, narrator, muzyka, humor to najsilniejsze strony tej gry, naprawdę się wyróżniające. W moim przypadku w new game + jeszcze lepiej doświadczałem tych wrażeń, tym bardziej, że gra przestała być wyzwaniem zręcznościowym i można było skupić się na słowach.
Do plusów dodam jeszcze oryginalną oprawę wizualną i mechanikę gry, nie najgorszy system rozwoju/wzmacniania postaci, czy sporą długość jak na grę zręcznościową/platformową.
Niestety gra ma także swoje minusy, które chwilami (czasem dłuższymi) potrafią strasznie irytować:
- ubogi system save, który w szczególności zanim nabierze się doświadczenia w grze i wzmocni postać daje się we znaki
- poza tym system zapisu jest zbugowany i czasem nie zapisuje kiedy powinien, a więc kiedy pojawia się ikona zapisu; można w ten sposób utracić nawet cały pokonany level
- Proving Grounds są ŻENUJĄCO niezbalansowane - niektóre są banalnie proste (np. Galleon Mortar, Scrap Musket, Army Carbine itp.), a inne diabelsko trudne (np. Duelling Pistols, Cael Hammer itp.), nawet z w pełni rozwiniętą bronią
- wynikające z powyższych dwóch częste powtarzanie leveli, co dla mnie jest sztucznym zwiększaniem długości gry zamiast zainwestowania w kilka dodatkowych poziomów
- brak możliwości powtórnego odwiedzania lokacji, a nawet powtórnego czytania opisu lokacji
- obszar gry jest trochę nieprecyzyjny, czasem jedynie zbliżając się do krawędzi już się spada; albo też trudno odróżnić co jest obszarem gry, a co tłem
- opis zdolności jest niestety nieprofesjonalny, w większości przypadków można jedynie zgadywać jakie konkretne bonusy dają (przykładowo nie wiadomo ile % więcej daje 10 HP bonusu, bo nie znamy bazowego HP albo czy crit. hit oznacza +15% czy +300% obrażeń itd.)
Z kolei new game + powoduje u mnie mieszane uczucia. Naprawdę można było postarać się o zaoferowanie graczowi więcej zmian.
Generalnie polecam tę grę, w szczególności fanom zręcznościowek, ale także radzę nastawić się na początkowo wysoki poziom trudności jak na dzisiejsze standardy i z pewnością irytację od czasu do czasu, czy to z powodu niektórych Proving Grounds, czy to konieczności powtarzania jakiegoś levelu.
Zmiana oceny to podstawa. W najgorszym wypadku opcja jednokrotnej zmiany albo zmiany po upływie na przykład co najmniej 6 miesięcy od oceny.
Ja chętnie doprecyzowałbym wiele swoich ocen. Nie zmienił o 180 stopni, ale dopieścił.
Z pewnością ktoś, kto dopiero zaczyna swoją przygodę z grami oceni swoje pierwsze tytuły kompletnie inaczej, aniżeli wtedy, kiedy zdobędzie więcej doświadczenia, ogrania. Nie mówiąc już o przypadkowym wybraniu złej oceny.
System ocen 1-10 jest jak dla mnie w porządku.
Jednak ustaliłbym skalę na:
9.5-10 - wybitna
8.0-9.0 - bardzo dobra
6.5-7.5 - dobra
5.0-6.0 - średnia
0.0-4.5 - słaba
I jest prawdą, że optymalne byłoby odrzucanie ocen skrajnych. A więc wyciąganie średniej z na przykład 80-90% ocen, odrzucając dolne i górne 5-10%.
Jakoś na portalach dotyczących filmów można aktualizować oceny i nie robi się z tego trolling.
Świetna gra. Jest ulepszoną wersją części pierwszej. Dłuższa. Znacznie bardziej zróżnicowane oraz odrobinę trudniejsze zagadki. Jeszcze lepsza fabuła i zakończenie.
Szkoda, że nadal mamy pełną liniowość. Jednak właściwie większość zastrzeżeń, jakie można było mieć względem części pierwszej, tutaj znikają.
To na pewno jedna z najlepszych zręcznościowo-logicznych gier, jakie powstały. Zwolennikom gier logicznych polecam także AntiChamber i The Swapper, w które niedawno grałem.
Oryginalna oraz zabawna. Humor to znak charakterystyczny tej serii.
Szkoda, że gra nie wykrywa automatycznie optymalnych ustawień, jako że na dobrym sprzęcie musiałem ręcznie ustawiać wszystkie opcje na maksimum.
Jest też dość krótka, na kilka godzin, kilkukrotnie krótsza od części drugiej.
Zagadki o dość prostym poziomie trudności, raczej nikt przy żadnej nie zablokuje się na dłuższą chwilę.
No i niestety liniowość.
W każdym razie dla samego humoru i historii oraz rozgrzewki przed częścią drugą warto zagrać.
Właśnie ukończyłem i mam mieszane uczucia co do tytułu.
Z jednej strony zawsze lubiłem skradanki, także tego typu. Pierwsza w jaką grałem to Robin Hood: Legenda Sherwood, ale było wiele innych, więc gra wiąże się z przyjemną nostalgią.
Długość gry to 13 misji, każda przechodzona w od kilku do kilkudziesięciu minut na speedrunie i od kilkudziesięciu minut do kilku godzin na pełnym czyszczeniu.
Ta gra niewątpliwie wciąga, jednak z uwagi na iście mnóstwo niedoróbek ciężko ocenić ją jednoznacznie pozytywnie. Kosztowała mnie sporo nerwów i wracać do niej w przyszłości już nie zamierzam.
Ścieżka audio jest przyjemna, klimatyczna, ale fakt, że słucha sie non stop 1-2 utworów jest na dłuższą metę irytujący.
Cały system sterowania jest stosunkowo mało intuicyjny, trzeba go sobie kompletnie przemodelować, by grało się wygodnie. Zresztą nawet nie chodzi o domyślne klawisze, a o mechanikę wyboru różnych zdolności.
Zaznaczanie elementów gry także jest mocno nieprecyzyjne, często klikając na jeden element otoczenia, trafiamy w jakiś znajdujący się obok.
Animacje są niezbyt płynne.
Przeciwnicy nie poruszają głowami ani ciałem, więc można być nieźle zaskoczonym, że odwrócony w jedną stronę przeciwnik jednak patrzy w całkiem inną.
Stosunkowo niska realistyczność - Hayato dysponuje pojedynczym shurikenem, wielki Shogun jest w stanie zaopatrzyć każdego członka drużyny w jedynie 3 naboje do pistoletu itd.
Mechanika gry nie dostosowuje się do fabuły, np.
spoiler start
Noboru każe nie krzywdzić swoich więźniów, a strażnicy zabijają Cię, jeśli rzucisz w nich kamieniem.
spoiler stop
I moje dwa największe oskarżenia.
Po pierwsze - iście koszmarna optymalizacja. Dawno nie grałem w grę, która przy tak przeciętnej grafice, niewielkich mapach, braku dynamicznej akcji itd. zżerałaby taką ilość pamięci i procesora. Mój sprzęt, na którym W3 chodził bez zarzutu tutaj się męczył, przegrzewał i przycinał. Czasy ładowania takich prostych map jak na SSD abstrakcyjne. Wielokrotnie bardziej złożone gry ładują mi się znacznie krócej. Nawet twórcy otwarcie przyznają się do tej koszmarnej optymalizacji komunikatem w trakcie wczytywania, że gra może się zawieszać xD Nawet nie można jej w trakcie ładowania zrzucić do paska zadań, a i wszystkie inne aplikacje są spowolnione, jeśli w tle działa ST: BotS.
I drugi argument - w trakcie misji 11 zaczęły mi wyskakiwać komunikaty o błędzie zapisu po każdym F5, mimo iż wczytywanie owych zapisów działało normalnie. Jednak gdy już opuściłem grę, a potem do niej wróciłem, gra z własnej inicjatywy skasowała moje wszystkie quicksave'y, co jest jednym z najgorszych przewinień gry, jakie jestem sobie w stanie wyobrazić. Na szczęście opcja kontynuuj pozwoliła na wznowienie tej samej misji, jednak od początku zamiast od jakichś 80%, gdzie byłem. Z trainerem god mode / invisibility / infinite equipment / no cooldown udało mi się w 10 minut wrócić do owych 80%.
Tak więc ocena uwzględnia wszystkie te niedoskonałości.
Dziwne, że średnia ocena grających niższa niż w przypadku zwykłej edycji gry, ponieważ jednak kilka rzeczy zostało poprawionych. Przede wszystkim można wracać ponownie do każdego obszaru, dlatego też łatwo uzyskać 100%.
Ale do rzeczy. Ori and the Blind Forest to jedna z najlepszych platformówek zręcznościowych, z jakimi miałem styczność. Aż dziwi mnie, że Microsoft przyłożył do niej ręce. Świetna baśniowa oprawa wizualna. Nie tandeta a la Disney, tylko przyjemna grafika. Minimalistyczna, ale klimatyczna oprawa audio. I całkiem rozbudowany jak na zręcznościówkę system rozwoju postaci. Pomysłowe umiejętności bohatera, które opanowuje on wraz z upływem czasu. Gra jest także całkiem długa jak na ten typ.
Zastrzeżenia są takie, że nie można konfigurować sterowania (polecam AutoHotKey), niektóre umiejętności Ori'ego są prawie cały czas wykorzystywane, a inne są prawie od parady, niebieskich czap exp'a z jakiegoś powodu gra nie pokazuje nawet przy wykupionych wszystkich umiejętnościach pokazujących collectibles na mapie, no i najważniejsze, a więc gra nie zmusza do przejścia dolnych zaciemnionych obszarów z dwoma ostatnimi umiejętnościami, można ukończyć grę bez tego omijając sporą część zabawy, ja przykładowo sądziłem, że wulkaniczna góra to przedostatni etap, po którym gra zaprowadzi nas właśnie na dół mapy.
W każdym razie gra mimo drobnych niedoskonałości godna polecenia każdemu.
Zacznę może od tego, że gra z pewnością jest wyraźnym postępem względem Limbo. Przynajmniej pod względem fabularnym. Tutaj czujemy, że wykonywane przez nas czynności mają jakieś znaczenie. Sama fabuła jest mroczna, niejednoznaczna i niewątpliwie oryginalna.
Przechodziłem bezpośrednio po The Swapper, który w jakiejś mierze ma fabułę o podobnej stylistyce, więc także polecam.
Wizualnie gra jest naprawdę świetna, choć kiedy kilka razy minimalizowałem okno, by zająć się czymś innym i potem je przywracałem od razu rzucało się w oczy, że obraz jest jednak w dużej mierze rozmazany. Ale whatever.
Ścieżka dźwiękowa minimalistyczna, ale klimatyczna.
Długość gry krótka, ale taka jakiej się spodziewałem.
Do czego jednak bym się przyczepił, to zagadki. Gra co prawda nie figuruje w kategorii logiczne, ale można sobie wyobrazić, że gracz jednak musiałby na chwilę przystanąć i nad czymś się zastanowić. Tutaj niestety przez 95% czasu po prostu trzymamy naciśniętą strzałkę w prawo, ewentualnie lewo. Zręcznościowo gra także nie rzuca wyzwań.
I dlatego właśnie za samą fabułę i oprawę wizualną nie mogę ocenić aż tak wysoko.
Szkoda, że takie gimbusy grają w ogóle w gry. A potem zostaną wyznawcami prezesa albo Kukiza.
~ Ayano Aishi
Nieliczne, nie liczne.
Ja zawsze wymieniam sporo niedoskonałości, a oceniam odejmując punkty od oceny maksymalnej. Ale w tym przypadku czułem się tak, jakbym powinien odjąć z 1 pkt, ale od 11, a nie 10 ;)
Data premiery to prawie na pewno 2019. Później wyjść nie może z uwagi na żądania fundatorów rządowych, z kolei 2018 jest mało realny biorąc pod uwagę jeszcze większy świat niż w Wiedźminie oraz wciąż właściwie brak jakichkolwiek konkretnych info.
Liczę na to, że REDzi uratują gamingowy cyberpunk, a następnie ocalą nas od dzieł Bethesdy ratując gamingowe post-apo.
Mnie tam angielski dubbing odpowiadał bardziej i zapewne będzie ponownie. Do świata cyberpunku świetnie pasuje brytyjski akcent.
Póki co nie widzę sensu. Wybór realiów cyberpunkowych to świetna opcja marketingowa, dlatego że mnóstwo osób uwielbia te klimaty. I większość spośród tych osób jest nieusatysfakcjonowana liczbą tytułów cyberpunkowych do gry. Deus Ex: HR był świetny, ale MD trochę zawiódł. Fani z całego świata chcą, by po "uratowaniu" "klasycznego fantasy" (choć nie w 100% klasycznego) serią Wiedźmin, REDzi uratowali teraz gatunek cyberpunku.
Wow, świetna pozycja. Przechodziłem bezpośrednio po Machinarium i Swapper niewątpliwie bardziej przypadł mi do gustu.
Przede wszystkim grafika, która jak na grę logiczną 2D naprawdę się wyróżnia; oraz fabuła, która rozwija się powoli, ale im dalej w las, tym bardziej odciska na graczu swoje piętno.
Poziom trudności zagadek od prostych do takich, nad którymi trzeba chwilę się zastanowić. Większy problem sprawiła mi jedna, aczkolwiek ostatecznie okazała się nie być aż taka straszna.
Oprawa audio minimalistyczna, ale dobrze dobrana i klimatyczna.
Gra mogłaby być dłuższa, to niewątpliwie.
W każdym razie jeśli Facepalm wyda w przyszłości inne gry, z pewnością w nie zagram. Tak samo jak chętnie powtórzę jeszcze kiedyś Swappera. Niewątpliwie polecam.
Dawno nie bawiłem się tak dobrze. Sensem gry jest nawet nie tyle dojście do jej końca, a odkrycie wszelkich jej zaułków (odsłonięcie kafelków). Mechanika gry jest jedną z najbardziej unikalnych jakie znam. Oprawa graficzna jak widać na screenach jest specyficzna. Zagadki nie są bardzo trudne i często dotyczą bardziej kwestionowania klasycznego postrzegania rzeczywistości niż typowych dla gier łamigłówek. Gra bawi i nie nudzi. Jak dla mnie najciekawsza gra zręcznościowo-logiczna obok serii Portal.
Przyjemna gra. Do pewnego momentu zastanawiałem się nad celem wszystkiego, co w grze robimy, jednak wkrótce wszystko się wyjaśniło. Oprawa graficzna jest bardzo oryginalna i dobrze dopracowana. Oprawa audio minimalistyczna, ale w porządku. Fabuła także minimalistyczna, ale ostatecznie to przede wszystkim gra logiczna. Zagadki od poziomu banalnego do wymagających pewnego wysiłku, choć najczęściej ten wysiłek jest efektem zagubienia się w stylu "co teraz zrobić?", aniżeli jak rozwiązać konkretną zagadkę. Gra niewątpliwie dość krótka, na kilka godzin. Choć w erze Telltale Games podobna długość staje się popularna.
Moja ocena nie jest aż tak wysoka, ponieważ oceniam względnie i jakkolwiek gra mi się podobała nie można jej porównywać (także ocenowo) do najlepszych "pełnowymiarowych" gier. Jednak uważam, że to pozycja obowiązkowa dla fanów gier logicznych.
Moja ocena gry jest znacznie bardziej negatywna niż pozytywna. Ocenanie tej gry na 9,5 czy 8,5 jak w komentarzach powyżej jest dla mnie wyrazem wyjątkowego braku szacunku ze strony takich komentatorów względem wszystkich twórców porządnych, złożonych, dopracowanych, długich, świetnie pomyślanych gier osadzonych w unikalnych rzeczywistościach z mnogością bohaterów itd. To przez takie osoby pojawiają się kolejne gry kosztujące ich twórców zaledwie miesiąc wysiłku i zarabiające dla nich mnóstwo łatwej kasy.
Gra wygląda jak wycięcie 1/100 mapy z wersji alpha jakiejś pełnowymiarowej gry i sprzedanie tego jako produkt końcowy.
Mając ochotę na film interaktywny, zawsze mogę właczyć film Sufferrosa czy podobny. Nawet produkcje Telltale, których zazwyczaj jestem krytykiem, są znacznie lepsze od tego.
Brak polskiej wersji językowej poza nieoficjalnym spolszczeniem, generalnie niewiele wersji językowych, co przy tak niewielkiej ilości tekstu w grze jest niewybaczalne. Napisów w oryginale brak.
Strasznie powiewa nudą. Długość gry tragiczna. Interakcja z otoczeniem zerowa. Fizyka gry fatalna, poruszanie się wyłącznie wąskimi wyznaczonymi ścieżkami. Tempo poruszania się zakrawa na żart. Gdyby jeszcze wypowiedzi narratora były odczytywane po podnoszeniu jakichś listów albo kaset, ale pojawiają się znikąd.
Nawet grafika, którą niektórzy chwalą, jest poniżej przeciętnej.
Średnia ocena na Metacriticu - 6,5, średnia ocena tutaj - 9,1 :O
Musiałem przekonać się kto ma rację i podobnie jak w przypadku Filmweb/Imdb, czy LubimyCzytać/GoodReads jednak zagraniczne serwisy są znacznie bardziej wiarygodne.
Za samą niezłą oprawę muzyczną i niejednoznaczne story nie jestem w stanie wystawić więcej niż 4.
I znów musi pojawić się 10.
Co prawa fabuła nie jest aż tak doskonała jak w HoS, to w zamian otrzymujemy jeden z najbardziej rozbudowanych dodatków w historii gier wideo, za śmiesznie niską cenę. Nowe, wspaniałe graficznie lokalizacje, oprawa audio równie doskonała co w podstawie i HoS - On The Champs-Désolés, For Honor! For Toussaint!, czy The Mandragora to majstersztyki. Znów solidne wybory moralne i znaczące ich konsekwencje.
Gratulacje dla RED-ów. Cały Wiedźmak III to perfekcja. Trzymam kciuki za Cyberpunk 2077.
I.. po zawodach grami Fallout 4 i Wasteland 2 liczę na to, że po stworzeniu najlepszego tytułu cyberpunk stworzą także najlepszy tytuł postapo.
Nawet nie ma co karmić trolla. Najwyższy userscore w historii MetaCritica mówi sam za siebie.
Wiedźmin 3 bez dodatków jest jedynie jednym z pretendentów do miana najlepszej gry. Postrzegany łącznie z dodatkami to jedyny słuszny wybór jako najlepsza gra wszech czasów.
Jedynym zastrzeżeniem, jakie mogę mieć do HoS jest jego długość w porównaniu do B&W, czy podstawy.
Niemniej jednak z drugiej strony dodatek ma jedne z najlepszych postaci kiedykolwiek obecne w grach wideo, świetną oprawę audio i duże zróżnicowanie charakteru misji. Generalnie fabularnie to najsilniejsza z wszystkich "trzech części" Wiedźmina 3.
Dałbym 9,5, ale + bonus za postać G o'D = 10.
Więc może zacznę od tych nielicznych niedoskonałości.
Można się przyczepić do mało precyzyjnego stylu poruszania się i skakania gdy poza walką.
Albo do degresywnego stylu przydzielania punktów doświadczenia, co generalnie mi się nie podoba, ponieważ faworyzuje niedzielnych graczy ponad tych, którzy grze poświęcają najwięcej czasu.
Wczesne wersje gry, przed patchami miały też sporo bugów. Bardzo nieliczne uchowały się do wersji 1.31, w którą ja grałem.
Początkowo za owo poruszanie się i EXP'a chciałem odjąć po 0,5 od maksymalnej oceny, ale im bardziej zagłębiałem się w grę, tym bardziej rozumiałem, że jedyny racjonalny wybór waha się pomiędzy 9,5 w przypadku uwzględnienia wszystkich niedoskonałości, a 10 w przypadku ich zignorowania z uwagi na doskonałą całą resztę.
Trzeba mieć jakieś solidne kompleksy, by ocenić grę na 7,5 jak komentarz powyżej. Równie dobrze ktoś mógłby wystawić 7,5 Grze o Tron, Shawshank Redemption albo Pratchettowi..
W3 dołącza do moich ulubionych gier obok serii Mass Effect, serii BioShock, czy Deus Ex: Human Revolution.
Okay, chociażby z uwagi na abstrakcyjnie satysfakcjonującą długość wraz z dodatkami, te wszystkie poukrywane w świecie gry notatki na każdy możliwy filozoficzny/polityczny/społeczny/ekonomiczny temat, czy niezwykle preferencyjną cenę - 10.
Okay, zagrałem i moje wrażenia są mieszane. Z jednej strony znając blisko osoby, które w pewnym sensie można by przyrównać do głównej bohaterki, klimat opowieści jest mi dość bliski.
Z drugiej jednak strony trudno nie zauważyć, że gra wygląda jak dzieło pojedynczej osoby, a nie całego zespołu programistów.
Czasem pojawiają się jakieś bugi, gra się straszliwie zacina (mgła) itp. Ostatnia część (druga część szóstego oraz siódmy rozdział) wydają się być mniej dopracowane i mieć mniejszą wartość artystyczną. Teoretycznie zostało się wysłanym po 5 osób, ale po 3 ta teoria trochę podupada.
Regulacja gamma jest fatalna, przy jaśniejszym ustawieniu nie da się wiele zobaczyć ani na lustrze, ani we mgle.
Ostatecznie dokonywane wybory praktycznie nie mają żadnych konsekwencji, poza głównie tymi w wyobraźni.
Sam nie wiem, mam mieszane uczucia. Na pewno niedosyt.
Jeśli Wiedźmin 3 to niedoścignione 10, to tutaj nie jestem w stanie dać więcej niż 7.
Edit: Nawiązując do wpisu kolegi MorrisonHotel powyżej u mnie także zdecydował burger. Zbyt późno na obniżenie do 6,5.
Zacznę od tego, że tych pojawiających się ocen rzędu 9,5-10 kompletnie nie rozumiem. To jest ocena dla Wiedźmina 3 i innych najlepszych gier, które powstały. Gry Telltale to robione niskim nakładem pracy produkcje bazujące najczęściej komercyjnie na już spopularyzowanych markach w celu osiągnięcia jak najwyższych przychodów bez dużego wysiłku. Niech świadczy o tym chociażby fakt wydawania kolejnej gry praktycznie co pół roku. A ocenianie ich tak wysoko jest policzkiem dla wszystkich tych gier, które faktycznie składają się na plejadę najlepszych i kosztowały swoich twórców dziesiątki razy więcej wysiłku.
Ale wracając do samego TftB. Po pierwsze klasyczne grzechy Telltale, czyli brak szacunku dla graczy poprzez niezamieszczenie opcji zmiany sterowania, niezamieszczenie opcji pomijania spoilerów (i same spoilery) umieszczanych na końcu epizodów, czy niezamieszczenie opcji pomijania chociażby niektórych scen, w szczególności podczas wczytywania poprzedniego save'a gry, kiedy wiadomym jest, że gracz powtarza dane sceny.
Kolejna sprawa to długość gry, która jest mocno przeciętna, zresztą jak w przypadku wszystkich gier od Telltale. Gdyby to było jeszcze 10 epizodów, ale te około 10h gry to jednak naprawdę pójście po linii najmniejszego oporu. Osobiście wolałem inne produkcje tego studia, z racji tego, że choć sam humor w grze mi się podobał, to pod pretekstem zabawności przemycono też do gry mnóstwo sytuacji, które po prostu nie są wiarygodne, realistyczne i robią wrażenie pecetowej wersji filmu z Van Damm'em albo Seagalem. Podobnie sama fizyka gry w scenkach. Dalej uczucie między Rhysem, a Sashą wygenerowane bardzo sztucznie, mimo że nie każdy gracz musiał odczuwać zainteresowanie akurat jej postacią, jeśli w ogóle jakąkolwiek. Oraz prawie zerowe znaczenie wyborów w grze, zdecydowanie mniejsze niż w tWD czy tWAU, zarówno tych bezpośrednich, jak i pośrednich, które poszczególnie postacie rzekomo zapamiętują. Jasne. No i na koniec głos Janey to także porażka (eng). Pewnie wypisałbym więcej argumentów, gdyby chciało mi się notować minusy w trakcie gry, a nie jedynie na sam koniec.
Na plus sam klimat, story z wyłączeniem tego małego realizmu, generalnie niezły dubbing i kreska.
Najlepszą grą w stylu Telltale (dłuższe, znacznie bardziej pomysłowe i dopracowane, większa rola gracza) było Life Is Strange, niebędące produkcją Telltale. Chciałbym, żeby dało to im do myślenia, ale raczej w zdecydowanie przeszacowanych ocenach ich gier widzę pokusę dla wszystkich producentów, aby mniej się starać.
Osobiście powiedziałbym, że ma świetną grafikę jak na rok '99. Wiele alternatywnych produkcji wychodzących w czasach obecnych ma słabszą.
Trochę mnie zawiodła jak na tak wysoką średnią ocenę. Osobiście jednak preferuję gry z chociażby niewielkim udziałem rozwoju postaci poprzez systemy znane z rpg. Tutaj tego brakuje, ale oczywiście zdawałem sobie z tego sprawę przed rozpoczęciem gry, więc nie liczę tego do oceny.
Z plusów wymieniłbym oprawę dźwiękową oraz zróżnicowane mapy. Dla nas jako Polaków mają pewnie też jakieś znaczenie polskie akcenty, choć z drugiej strony nie cierpię w filmach, serialach, grach polskich bohaterów, którzy z jakiegoś powodu mają nie polskie imię jak Anya.
Jeśli chodzi o niedociągnięcia, to:
- fabuła strasznie mało wiarygodna, one man army kontra futurystyczne imperium zła.. pojedyncze przykłady to chociażby atak na pociąg z czołowym naukowcem, a potem dostanie się na Księżyc pod jego tożsamością, tak jakby nikt miał tego nie monitorować; albo lądowanie dwóch skradzionych ultranowoczesnych helikosamolotów tuż pod nosem nazistów w kanałach i nikt niczego nie zauważa itd.
- poziom trudności średni, czyli 3 z 5 jest jak łatwy
- średnia długość gry
- okazji do skradania się i zróżnicowanego wykorzystywania broni niewiele
- bardzo słaba optymalizacja gry
- słabe unlocki pod postacią alternatywnych trybów gry, generalnie brak potrzeby zbierania tych wszystkich dodatków, bo niczym ciekawym nie owocują
- głównemu bohaterowi przez całą grę wybuchają setki granatów dookoła ciała i nie robi to na nim wrażenia, ale na koniec gry pojedynczy granat go wykańcza mimo iż ma czas na odskoczenie itd.
Tak więc ogólna ocena umiarkowana. Dam 7,5, ale polecę tylko fanom klasycznych gier akcji, ponieważ resztę zapewne rozczaruje.
A grałeś w poprzednią część? No to pewnie przejście MD zajmie podobną ilość czasu, może troszkę więcej. A więc jeśli będziesz wykonywał misje poboczne będzie zdecydowanie wystarczająco długa.
Dokładnie jak ZawiszaC.
Nowe Deusy słyną z genialnego oryginalnego dubbingu, więc także nie wyobrażam sobie, by jakiś Polak miał podkładać głos pod Jensena. Mam też nadzieję, że chociaż na moment napotkamy postać Sarifa, który także miał świetny dubbing.
Zresztą mamy 2016 rok, komu przeszkadza język angielski?
"Otoczka fabularna Total War: Warhammer jest osnuta wokół walki różnych ras o władzę nad Starym Światem i zmagań z nękającymi krainę demonicznymi siłami Chaosu. Twórcy oddali do naszej dyspozycji cztery grywalne frakcje: ludzi z potężnego Imperium, dzikich zielonoskórych (orków, gobliny itp.), zaawansowane technologicznie krasnoludy oraz hordy nieumarłych pod wodzą książąt wampirów. W zabawie biorą udział także siły Chaosu(...)"
Yyy.. w czasach swojego dzieciństwa jedną z moich ulubionych gier było Disciples 2, które jak na tamtejsze czasy było genialne i ten opis brzmi prawie jak z tamtej gry. Imperium (ludzie), Górskie Klany (krasnoludy), Hordy Nieumarłych (nieumarli), Legiony Potępionych (demony) i w dodatku Przymierze Elfów (elfy). Tutaj frakcje wydają się być bardzo podobne, najprawdopodobniej wzorowane w sporej mierze na tamtych. Przyznam, że dostałem chrapki na tę grę. Dalsze części Disciples zawodziły, więc może ten tytuł udanie przejmie tamtą spuściznę.. na pewno za jakiś czas zagram.
Teraz widzę, po zapoznania się z większą ilością informacji, że seria Warhammer już od lat czerpie z tej spuścizny, a także wielu innych. No cóż, w takim razie spróbuję bliżej poznać ten świat.
Grało się całkiem przyjemnie, aczkolwiek to niewątpliwie gra z gatunku coraz to popularniejszych produkcji o ograniczonej funkcjonalności. Dlatego też pomimo wspaniałej warstwy wizualnej i niewątpliwie wysokiej jakości motywów artystycznych, można mieć pretensje o długość (czy też raczej krótkość) gry, o właśnie funkcjonalność ograniczoną do rozglądania się dookoła i otwierania drzwi i szafek (można poczuć się w sporej mierze jak w AntiChamber). Fani horrorów zapewne zgodzą się, że poziom "straszności" gry jest stosunkowo niewielki. Z kolei fabularnie, choć jest nieźle, i gra pozwala zgłębić ciekawą historię, w szczególności jeśli pozbiera się wszystkie elementy interaktywne, a i sprawdzi wszystkie trzy zakończenia, grze brak trochę klarowności.. choć mam ułożoną w głowie historię, która rozegrała się w życiu naszego bohatera, to kilka szczegółów mimo starań w grze, a także zgłębieniu forów poza grą, wciąż mi umyka.
Ostatecznie to solidna produkcja, w którą powinien zagrać na pewno każdy fan sztuki, każdy fan gore oraz Ci preferujący gry o minimalistycznej funkcjonalności. Satysfakcjonująca, ale nie idealna.
A więc ocena Max'a Payne'a 3, którego właśnie skończyłem.
Najsilniejszą stroną całej gry jest zdecydowanie oprawa muzyczna, która jest dobrze dobrana i dopracowana.
Drugim z największych plusów są długie, klimatyczne przerywniki filmowe (choć czasem zbyt długie albo niepotrzebne, ponieważ mało znaczące).
Dubbing nie rzuca na kolana, ale jest solidny. Podobnie z grafiką zarówno samej gry, jak i przerywników filmowych. Sama fabuła jest raczej przeciętna, skupiona wokół klasycznego motywu action hero i od samego początku można przewidzieć kto stoi na czele naszych przeciwników. W wielu miejscach jest ona po prostu mocno naciągana. Oczywiście kilkukrotnie w ostatnim momencie ktoś/coś ratuje nas przed śmiercią, jak to w produkcjach sensacyjnych bywa.
I jak to ja, skupię się na niedoróbkach, które nie pozwalają dać grze maksymalnej oceny i powinny być przeanalizowane przez twórców przed wypuszczeniem kolejnej części:
- przerywniki filmowe, w trakcie których nie można dostać się do menu gry, trzeba odczekiwać czasem po kilka minut żeby łaskawie restartować checkpoint albo wyjść z gry
- cutscenki niepotrzebnie włączają się same po wejściu w określoną, niewiadomą strefę, a nie po aktywacji jakiegoś elementu interaktywnego, co powoduje że często zanim zdąży się dobrze sprawdzić dane pomieszczenie w poszukiwaniu wskazówek i złotych broni już przechodzi się dalej i potem trzeba do danego miejsca ponownie wracać
- czasem jesteś ukryty za osłoną, a przeciwnicy strzelają przez nią jakby jej nie było
- gdy jest się za jakąś osłoną (nawet niekoniecznie w trybie osłony) często brak celownika / możliwości strzelania mimo iż wróg jest wyraźnie widoczny i trzeba oddalić się od osłony, żeby łaskawie zacząć strzelać
- brak opcjonalnego podświetlenia elementów interaktywnych jak wskazówki, czy złote bronie
- brak możliwości schowania broni dwuręcznej (na kabury jednoręczne ma miejsce, a na dwuręczna miejsca mu już brak?)
- gra sama zmienia schowane przez bohatera bronie - w jednym momencie chowasz kilka rodzajów broni, a w następnym tylko pojedynczy (taka zmiana następuje po krótkiej cutscence, a nawet kilkusekundowym komentarzu bohatera), a także broń aktualnie wybraną
- bohater nie zbiera amunicji do broni, których aktualnie nie chowa
- słaby realizm celowania - strzelasz ewidentnie w głowę i widzisz cutscenkę z przeciwnikiem obrywającym w ramię itp.
- z kolei dla odmiany widzisz owego przeciwnika obrywającego w ramię albo nogę i.. ginie od tego
- celowniki albo są bardzo słabo widoczne albo przesłaniają widok
- spaprane strzelanie z broni z laserowym celownikiem
- akcje w zwolnionym tempie, w których musisz bronić się przed zastrzeleniem jedną kulą są kompletnie spaprane.. w wielu przypadkach przeciwnika po prostu nie widać w danym momencie, ponieważ ukrył się za jakąś zasłoną i jesteś zmuszony umrzeć i powtarzać checkpointa - ten punkt jest naprawdę żenujący
- irytujące niektóre elementy sterowania np. nie można zacząć biec z kucnięcia.. bieg w ogóle nie wydaje się szybszy od zwykłego sposobu poruszania się
- w jednym miejscu/pomieszczeniu urządzamy strzelaninę, a do kolejnego, oddalonego o kilka metrów, wchodzimy skradając się, a przeciwnicy niby nas wcześniej nie słyszeli
- bohater przez większość czasu chronione przez siebie osoby puszcza przodem jak jakieś mięso armatnie..
To chyba do mnie. Nie wiem co dokładnie jest dla Ciebie bezsensowną wypociną, skoro dokładnie wypunktowałem rzeczy, które można na przyszłość poprawić. Twórcy gry właśnie za takie oceny/komentarze powinni być najbardziej wdzięczni, ponieważ wiedzą wtedy co należy jeszcze dopracować. A wspomniane przeze mnie kwestie bynajmniej nie są oderwane od formuły gry i przyłożyłyby się do jej poprawy.
Każdy rodzaj gry ma swoje plusy i swoje minusy. Bycie inną od wszystkich nie oznacza jeszcze, że gra zasługuje na 10.
Przyszła pora na ocenę Hitmana.
Przyznam, że w drugiej części gry, gdy nie walczyłem już o odblokowanie Assassin Techniques, nagle wszystko stało się znacznie łatwiejsze.
Gra zasługuje na pochwałę za oprawę muzyczną, za częste i niezłe przerywniki filmowe, oprawa graficzna także jest niezła.
Z kolei kuleją inne rzeczy i jak to ja, na tym się skupię:
- ulepszenia technik są mało znaczące, postać niewiele się wzmacnia
- ciąg logiczny wynikający z faktu, że kończy się misję z szeregiem broni z mnóstwem amunicji, a zaczyna kolejną z pojedynczą, dwoma broniami z niedostatkiem amunicji jest żaden
- w niektórych levelach szwankuje przyznawanie punktów za część wykonywanych zadań, co skutkuje niemożnością zdobycia danego pułapu pkt do odblokowania nowej umiejętności i koniecznością restartu (u mnie dotyczyło to poziomu "Descent")
- drzwi same zamykają się za Tobą, co jest bezsensowne, a w przypadku drzwi otwieranych tylko z jednej strony (za pomocą karty) utrudnia zabawę
- fabuła jest liniowa i niestety część zadań także dość liniowa i nieelastyczna
- bardzo częsty brak informacji o strefach zastrzeżonych w grze (przed wejściem w nie) - nie wiadomo gdzie wchodząc można się narazić
- gdy raz zakończysz dany level, ale nie odpowiada Ci zdobyta liczba pkt (na przykład zabrakło ich do odblokowania jakiejś umiejętności), to już nie możesz cofnąć do poprzedniego checkpointa, musisz powtarzać cały level
I dwa niewybaczalne partactwa:
- po wczytaniu checkpointa zabici/ogłuszeni są ponowie na swoich stanowiskach (przy okazji, jeśli starałeś się przejść level z maksymalną liczbą pkt, a nie ukryłeś któregoś z ciał, to już nie będziesz miał takiej możliwości, ponieważ ciała zmartwychwstały, a ujemne pkt za ich obezwładnienie zostały.. i restart levelu konieczny)
- w ogóle żenujący system checkpointów - ma się wrażenie, że producenci stwierdzili "po co mamy robić długą grę, zróbmy 3x krótszą, ale zapewnijmy graczom na tyle rzadkie i spartaczone checkpointy, tak aby musiał on powtarzać jedną misję przeciętnie 3 razy i na to samo wyjdzie" - jak tak dalej pójdzie to kolejne gry tego typu będą znów 2x krótsze, ze znowu wydłużonymi levelami i odstępami między checkpointami, tak aby 2x częściej powtarzać levele
Ostatecznie mimo wszystko ocena jest pozytywna, choć dopiero w końcówce, bez starania się o maksimum punktowe, można było w pełni odczuć przyjemność z gry.
Właśnie ukończyłem grę i podzielę się swoimi spostrzeżeniami. W sporym stopniu zgadzam się z poprzednim komentarzem Lemur80.
Porównania z TWD rodzą się same, siłą rzeczy. Gry są do siebie bliźniaczo podobne i The Wolf Among Us także reprezentuje ostatnio zyskujący na popularności nurt gier w stylu filmu interaktywnego. Powiedziałbym, że plasuje się pod tym względem gdzieś pomiędzy TWD I oraz TWD II (gdzie TWD II to gra z najmniejszą ilością gry w grze).
Mnie osobiście odpowiada świeżo wykreowany świat gry (choć oczywiście na podstawie komiksów), baśniowa grafika oraz przyjemna oprawa audio (w przeciwieństwie do TWD, gdzie oprawy audio praktycznie nie było).
Jak zawsze jednak skupię się na minusach, jako że dla mnie oceną wyjściową jest max (10), a każdy minus stanowi powód do odjęcia jakiejś części z tej oceny.
Gra, podobnie jak TWD, jest BARDZO krótka. Przechodzi się nią w kilka godzin, a taka długość gry tak naprawdę nie powinna mieć miejsca.
Wybory w tej grze mają jeszcze mniejsze znaczenie i "wagę moralną", aniżeli w TWD. Są za to trochę bardziej zróżnicowane, bo nie sprowadzają się do wybierania kto tym razem zginie.
Fabuła jest stosunkowo prosta, aczkolwiek występuje w niej jakaś tajemnica do rozwiązania, co jest plusem w porównaniu z TWD.
Podobnie jak w TWD nie można ani pomijać dialogów, ani co gorsza pominąć "on next episode", a brak takiej opcji jest dla mnie brakiem szacunku względem sporej części graczy nie lubiącej spoilerów.
Walka sprowadzająca się do klikania różnych klawiszy w odpowiednim momencie woła o pomstę do nieba.
Niemniej jednak mimo wszystko skłonny jestem ocenić tę grę odrobinę lepiej niż serię TWD. Pewnie głównie z powodów obecności jakiejś zagadki fabularnej oraz obecności oprawy audio. Wystawiam 7,5. Jednak TellTale powinno w przyszłości jednak bardziej przyłożyć się do swoich produkcji - zadbać o to, by były dłuższe, dodać opcję pomijania "on next episode", zwiększyć znaczenie dokonywanych wyborów, czy trochę wzbogacić mechanikę gry.
~ Lemur80
Zgodziłbym się z Tobą, gdyby nie jedna kwestia - ocena ogólna gry. Niech Gry-Online zmienią wyświetlaną na profilu gry ocenę na ocenę użytkowników, która prawie zawsze jest o niebo bardziej wiarygodna, a z oceny swoich recenzentów zrobią ciekawostkę i wtedy wszyscy będą zadowoleni.
To tak jakby Imdb zdecydowało, że do oceny filmu będzie się wliczała pojedyncza recenzja członka ich teamu - ciekawe jaką ocenę miałby wtedy Shawshank Redemption albo The Godfather.
Powyższa recenzja JEST żenująca, ponieważ Wiedźminowi nikt nie zaniża oceny do 6,5 tylko dlatego, że nie przypomina on innego gatunku gry (na przykład AntiChamber, NFS albo Mario). Z kolei Layers Of Fear dostaje ocenę zaniżoną, ponieważ nie przypomina Wiedźmina, Far Cry albo Quake, mimo iż obiektywnie zasługuje na wszelkie laury.
Właśnie przeszedłem i powiem tak.. im dalej w las, tym gorzej. Fajnie, że Polacy próbują się wybić, ale z czymś takim nie ma szans. nie wystarczy wygenerować komputerowo losowego świata, na ślepo porozrzucać nic nie znaczące questy i liczyć na to, że wszystko jakoś zaskoczy. Początkowo sądziłem, że około 8 będę mógł tej grze dać. Teraz, po przejściu całości, jestem zdania, że 5,5 (głównie za jakiś włożony wysiłek) to maksimum, co mogę dać. Ale przejdźmy do rzeczy.
Na plus świeży wykreowany świat z nowymi rasami. Choć nie są one zbytnio zróżnicowane, czy ciekawe. Całkiem przyjemne ścieżki audio, jednak zbyt niewielka ich liczba sprawia, że oprawa audio dość szybko się nudzi.
System walki polegający na bezmyślnym klikaniu. Świat jest co prawda bardzo rozległy, ale stosunkowo mało zróżnicowany i ciekawy. Co gorsza największy kontynent jest w tej grze tylko dla parady, ponieważ nic na nim nie ma! (opłynąłem całość dookoła - kilka wiosek przypadkowych stworków i trochę zwierząt - LOL). Wszelkiego rodzaju lochy i jaskinie, których oczyszczenie powinno czymś premiować, są często puste, albo zawierają nieliczne skrzynie, których ekwipunek nie wyróżnia się; z kolei w zwykłych domach można znaleźć znacznie ciekawszy ekwipunek. System podskoków jest słaby, brak opcji podciągania się na półki skalne. Brak możliwości podniesienia ze zwłok jedynie tego, co się chce (poza sytuacją, gdy brak nam miejsca w ekwipunku). Brak możliwości sortowania ekwipunku - np. chronologicznie. Zbyt daleko odsłaniana mgła pokrywająca nieodkryte rejony mapy, co przeszkadza w zorientowaniu się gdzie dokładnie się już było, a gdzie nie. Brak możliwości zostawiania na mapie trwałych znaczników z notatką (jedynie pojedyncza flaga). Flaga znika, gdy postać znajdzie się w jej bezpośrednim pobliżu, co jest niedorzeczne. Niektóre skrzynie/szafy są umieszczone obok NPC, którzy uniemożliwiają dobranie się do nich, co każe zastanawiać się jaki był sens umieszczać je w takim miejscu. Brak regulacji pory dnia (poza poleceniem z poziomu konsoli). Brak oznaczenia skrzyń już otwieranych (na przykład poprzez uniesioną pokrywę) - wyglądają tak samo jak zamknięte. Niektóre jaskinie i lokacje są oznaczone na mapie, a inne jakoś nie. Brak dokładnego opisu wszystkich zdolności, przeznaczanie punktów na niektóre jest oczywiste, z kolei w przypadku innych trudno domyślić się, co powodują. Można pływać, żeglować.. tylko brak miejsc, w które można by popłynąć i cokolwiek ciekawego tam zrobić.. jest kilka pojedynczych wysepek, na których można znaleźć co najwyżej pojedyncze kwiatki do zebrania. Nawet w ostatniej wersji gry występują bugi jak znaczniki wrogów i NPC na mapie, których w rzeczywistości nie ma, niektóre mapy pomieszczeń zamkniętych nie do końca pasujące do rzeczywistości itp. Nie przeszkadza mi brak polskiego dubbingu, niemniej jednak kiedy słyszę po angielsku jedno, a czytam po polsku coś kompletnie innego (a w tej grze to standard), to można się zirytować. Podpisy dialogów są często bardzo szybko ucinane w trakcie rozmowy, czasem mamy tylko ułamek sekundy zanim z jednego, dwulinijkowego, przeskakuje na kolejny. Praktycznie brak wyposażenia chroniącego przed magią (przynajmniej dla wojownika). Niezbalansowany system umiejętności. Przykładowo specjalizacja w zakresie łucznika jest prawie zupełnie nieprzydatna. Nie wiem jak z magiem, wojownik bezproblemowo radzi sobie z przeciwnikami. Generalnie mało punktów do rozdysponowania, a same umiejętności nie bardzo wzbogacają walkę. Walki z bossami, którzy zazwyczaj są magiczni są kwestią żenującą. Wygląd Cassary i Kyry jest myląco podobny. Fabuła jest niestety strasznie banalna i mało złożona. Zadań pobocznych jest stosunkowo sporo, niemniej jednak one także są zbyt prymitywne. Generalnie gra trochę zbyt łatwa.. nawet nie trzeba używać bloku, by bezproblemowo każdego zabić (wyjątkiem jest sam początek gry). Tęsknię za systemem walki z Risen I. Ktoś w angielskojęzycznej recenzji napisał, że Two Worlds II to "rozległy świat niczego" i myślę, że nienajgorzej podsumowuje to tę grę. Twórcy przed stworzeniem części trzeciej powinni wziąć pod uwagę wszystkie moje uwagi. Niestety nie mogę polecić gry z czystym sumieniem.
Przeszedłem właśnie obie części gry i wypowiem się tutaj na temat drugiej. Moje ogólne wrażenie jest pozytywne, choć podobnie jak w przypadku części pierwszej, mam bardzo wiele zastrzeżeń.
Znów specyficzna, komiksowa grafika; wyróżniające się prowadzenie kamery podczas posiadania kontroli nad postacią; liczne wybory, także natury moralnej; oraz w miarę ciekawa fabuła są plusami tej produkcji.
Minusy to z kolei: słabe sprzężenie zwrotne z dodatkiem "400 dni", który miał być rzekomo wprowadzeniem do drugiego sezonu, a wyszło to słabo; użycie moim zdaniem najmniej ciekawej postaci z dodatku. Dalej to brak możliwości dostosowania klawiszy. Trochę zbyt prosta mechanika gry, w drugiej części jest jeszcze mniej elementów gry, co sprowadza ten tytuł bardzo blisko "interaktywnego filmu", dla mnie aż takie uproszczenie jest minusem, jeśli będę chciał obejrzeć sobie animację, zrobię to, gra polega na czymś trochę innym. Gra jest ZDECYDOWANIE zbyt krótka, wyraźnie krótsza od już krótkiej 1 części. Brak osobnej regulacji głośności głosów postaci, co jest pogorszeniem względem pierwszej części. Znów obecne jest "on next episode", czyli spoiler od twórców gry, wstyd. I znów nie da się go pominąć. Co gorsza, w przeciwieństwie do części 1 nie można nawet pominąć creditsów, co sprawia, że w sumie na przestrzeni 5 epizodów trzeba czekać z pół godziny na ich przeminięcie. Ponownie zachowania postaci są często niedorzeczne jak w przypadku zachowania obecnego w grze psa. Podobnie w przypadku napotkania lodu na swojej drodze postacie nie robią rzeczy OCZYWISTEJ, czyli czołgania się po nim, tylko idą sobie po nim na stojąco, jakby nigdy nic. Autosave'y mają miejsce kilka razy na rozdział, ale cofając grę można cofnąć jedynie o cały rozdział, a nie pojedynczy checkpoint. Większość wyborów jest znów pozorna, ponieważ gra i tak prowadzi nas po prostu tam, gdzie sobie życzy. Nie możemy de facto kogoś ocalić, ponieważ ocalenie kogoś jest równoznaczne z tym, że zginie po prostu kilka chwil później. Jeszcze długo pewnie poczekamy na w pełni modyfikowalną pod tym względem produkcję. Fabuła to znów proste "ten ginie, ten dochodzi, ten gonie ten dochodzi", bez żadnej tajemnicy, czy szczególnej głębi.
Tak więc w tę część także można zagrać, niemniej jednak liczę na to, że twórcy przy wydawaniu "trójki" wiele spośród wymienionych rzeczy poprawią.
Mam.. negatywne odczucia po skończeniu tego dodatku. Prawie nigdy nie oceniam czegoś bardziej negatywnie niż pozytywnie, bo staram się grać tylko w dobre produkcje, ale ten dodatek to jednak trochę żart. Jest skrajnie krótki, przedstawia historie 5 osób, ale nie przykłada się do żadnej z nich, wszystkie opowiedziane są byle jak. W szczególności ta jedna, która dotyczy postaci, którą spotykamy w trakcie 2 części gry, bo ma z 5 minut. Właśnie.. pozostałe postacie widzimy tam jedynie przez sekundę w pojedynczej scenie, a dodatek ten rzekomo miał być wprowadzeniem do 2 części. I tak po przejściu dodatku nikt nie ma pojęcia dlaczego jedne postacie zdecydowały się zgodzić wybrać do obozu, a inne nie. Więcej niż 5 dać po prostu nie mogę. Tego dodatku mogłoby równie dobrze nie być.
Właśnie przeszedłem. Z jednej strony jest to na pewno gra warta poświęcenia swojego czasu, z drugiej jednak mogę spokojnie wymienić wiele minusów. Ocena nie będzie idealna, a te poprzednie 10 bardzo mnie dziwią, bo pokazują jak płytko gracze postrzegają grę i jeśli jakaś tematyka jest modna, to gra może liczyć na zawyżoną ocenę. No dobrze, do rzeczy. Pośród największych plusów gry wymieniłbym: 1) tę specyficzną, komiksową grafikę; 2) nietypowy układ kamery, z której oglądamy akcję podczas posiadania kontroli nad postacią; 3) liczne wybory, których dokonujemy i ich moralne znaczenie, 4) w miarę pomysłową fabułę, choć.. no właśnie, przejdźmy do minusów. Fabuła jest przyjemna, a każdy kto w tę grę gra powinien zdawać sobie sprawę z jej tematyki i nie narzekać "znowu zombie?", niemniej jednak sugerowane, że gra ma "cudowną, przemyślaną fabułę" świadczy o najprawdopodobniej bardzo ubogim doświadczeniu z grami osoby oceniającej, ponieważ fabuła jest niestety jak Tetris - na dole klocki się zbijają (zombie chwyta i zabija jednego, zbój chwyta i zabija drugiego), a od góry zlatują nowe (tu spotykamy jednego świeżaka, tam innego). Tak więc scenariusz w myśl "all men must die" bardziej aniżeli w GoT. Niestety w grze nie ma żadnej tajemnicy, niczego do rozwikłania, żadnego głębszego przesłania. Aczkolwiek na pewno są chwile skłaniające do myślenia, między innymi nad kruchością życia, nad zaufaniem i relacjami międzyludzkimi itp. Niestety wcześniej ocenione jako plus częste wybory moralne są prawie zawsze strasznie płytkie, wręcz sztuczne. Ostatecznie cokolwiek wybierzemy, gra i tak zaprowadzi nas tam, gdzie chce. Jeśli kogoś uratujemy, możemy być pewni, że zginie po prostu moment później. A jeśli ocalimy jedną osobę kosztem drugiej, także jest to ocalenie tylko pozorne. Deweloperom nie chciało się pisać losów postaci na przestrzeni całej gry. GDYBY W JEJ TRAKCIE PRZEWIJAŁO SIĘ ZAŁÓŻMY 15 POSTACI I GRACZ GRĘ KOŃCZYŁBY Z 5 DOWOLNYMI, NA BAZIE DOKONANYCH WYBORÓW, wtedy byłoby to coś, ale na taką grę jeszcze długo poczekamy. Dalej. Gra jest dość krótka. Mechanika gry jest przesadnie uproszczona. Zbliża się do "filmu interaktywnego", choć mniej niż 2 część. Brak możliwości dostosowania klawiszy. Nie można pomijać dialogów, co irytuje przy powtarzaniu fragmentu gry. Brak pauzy przy wyborze odpowiedzi (rozumiem realizm, ale jeśli czasem nie da się przeczytać nawet wszystkich odpowiedzi, to jest to żenujące). "On next episode", czyli spoiler od samych twórców gry -0,5 pkt. Na dodatek brak możliwości pominięcia tego spoilera. Niektóre postacie i ich zachowania są iście niedorzeczne, jak w przypadku pewnego momentu z udziałem Lilly - grupa osób przewijająca się przez tWD nie jest reprezentatywna dla rzeczywistej populacji. W punkcie 4 podsumowania epizodu 5 gra sugeruje, że zabiłem podczas gdy oszczędziłem - i jak tu ufać grze co do poprawnego wyświetlania tych statystyk? Postać w jednym momencie ma kilka narzędzi do walki, ale chwilę potem ponownie szuka czegokolwiek, bo poprzedni ekwipunek traci. Autosave'y mają miejsce kilka razy na epizod, ale cofając grę można cofnąć jedynie o cały rozdział, a nie pojedynczy checkpoint.
W ostatecznym rozrachunku mimo wszystko oceniam pozytywnie, niemniej jednak nie mogę polecić "z czystym sumieniem". Może część 3 nie powtórzy wielu błędów dwóch poprzednich.
Dodam jeszcze, że trochę wstyd za użytkowników typu
"game _hunter", czy "FanGta". Ten pierwszy powinien rozejrzeć się dookoła siebie i zastanowić, czy czasem jego własne życie także nie jest wypełnione przedmiotami, które można podnieść, ale niewiele to wniesie do jego codziennego życia. Z kolei ten drugi pisze "Kompletnie przekombinowana i przegadana. Ta gra to połączenie łażenia, podłączania czegoś tam i pierdolenia z komputerków. Trzeba mieć cierpliwość do szukania różnych pierdół, a i brak mapy też nie pomaga", co wprost przeraża. Mapa w tej grze ani przez moment nie była potrzebna, ponieważ obszar, po którym się poruszamy jest mocno ograniczony i jest to kilka korytarzy na krzyż. Z kolei stwierdzenie, że gra jest przegadana i zawiera pierdolenie z komputerków jest po prostu smutne, ponieważ pokazuje jaki jest typowy gracz w dzisiejszych czasach, dla którego fabuła jest "pierdoleniem".
Właśnie przeszedłem. Mam pozytywne wrażenia. Nie jest to ideał, ale moim zdaniem zasługuje na solidne 9. Wcześniejszym ocenom na poziomie 6 mocno się dziwię. Można przyczepić się do umiarkowanie zaawansowanej grafiki jak na obecny czas, jednak nie razi ona w oczy, a gra jest dziełem małego, niezależnego studia. Stosunkowo niewielu wrogów napotykamy na swojej drodze, jednak dzięki ciężkiemu klimatowi gry rzadko zdarzają się momenty, w których czujemy się bezpieczni i możemy odetchnąć. Oprawa audio nie ma na celu być piękna, a właśnie przytłaczająca i tę rolę bardzo dobrze spełnia. Przeciwnicy są straszni przede wszystkim przy pierwszej konfrontacji, gdy jeszcze nie do końca wiemy, czego się po nich spodziewać, niemniej jednak raczej nie ma osoby, która by tę grę przeszła bez uszczerbku na zdrowiu swojej postaci. Zdecydowanie najmocniejszą stroną gry jest głęboka, złożona, dość trudna do ogarnięcia wraz ze wszystkimi szczegółami i ambiwalentna fabuła w klimacie dystopijnym. Gra zmusza do refleksji nad naturą człowieczeństwa, samoświadomości i stawia gracza przed kilkoma wyborami moralnymi, które jednak niestety nie mają swojego odbicia w odmiennych zakończeniach gry. Myślę, że każdy kto lubi gry dystopijne i skłaniające do refleksji nie będzie czuł się zawiedziony zainwestowaniem swojego czasu w Somę.
Właśnie ponownie przeszedłem K&M: TSK. Wcześniej grałem już w tę grę raz lub dwa w czasach nastoletnich. Naprawdę przyjemnie się wraca. Grafika jest całkiem akceptowalna, klimat jak naprawdę mało gdzie, oprawa audio godna pochwały. Minusem tej produkcji jest AI przeciwnika. Przy tym przejściu chyba w każdej, łącznie z ostatnią, misji, zamiast budować osadę (to też robiłem, ale w międzyczasie i jako dalszy priorytet) przedzierałem się jakimiś drobnymi wyłomami w szeregach wrogach i niszczyłem go poprzez zburzenie spichlerza lub innych najważniejszych budynków, czy też wybicie pomocników. Tak więc gra pozwala na przechodzenie jej takim "sposobem", jednak z drugiej strony można to też uznać za niedopracowanie. Ostatecznie jednak grało się naprawdę przyjemnie i polecam każdemu.
Niedawno przypomniałem sobie o istnieniu tej gry (znałem ją jako nastolatek) i zainstalowałem ją ponownie. Przyjemnie jest się przy niej odprężyć w chwili wolnego czasu oraz sprawdzić swą wiedzę. Największą zalet gry jest bardzo obszerny i dość dobrze opracowany zestaw pytań. Na pochwałę zasługuje także oprawa audio. Nie najgorszy jest system bicia. Jednak o pomstę do nieba woła kilka pojedynczych tekstów, którymi naprzemiennie zarzuca nas prowadzący. Naprawdę można się było postarać o bogatszą ich gamę. Podobnie z broniami specjalnymi. Także fatalnym jest konieczność odczekania długiego czasu, zanim prowadzący skończy gadać na początku i pod koniec każdej rozgrywki. Ostatecznie gra całkiem przyjemna dla osób lubiących sprawdzać swoją wiedze, ale jednak bardzo dużo rzeczy można było dopracować.
Okay. Właśnie przeszedłem Metro Last Light Redux. Grę oceniam nieźle, choć nie idealnie. Oceniający mają zazwyczaj to do siebie, że albo zawyżają, albo zaniżają ocenę. Gra ma jednak sporo minusów, dlatego daję 8, jednak oceny bliskie 10 mnie dziwią. Minusami są system karmy, który jest nieodgadniony. Konia z rzędem temu, kto byłby go w stanie odgadnąć bez przeczytania o nim w poradniku. W praktyce pozytywne zakończenie byłoby niemożliwe, ponieważ prawdziwy Artyom nie mógłby pozwolić sobie na ryzykowanie znacznie bardziej swoim życiem, po to aby przykładowo ogłuszyć przeciwnika, a nie zabić albo pozostawić przy życiu groźne potwory. Rodzajów broni oraz przeciwników jest raczej niewiele. Ulepszenia do broni trzeba rozpoznawać na oko, jeśli nie jest się w sklepie. Gra jest całkowicie liniowa. Brak głosu głównej postaci i jakiegokolwiek wyboru opcji dialogowych. Jeśli reinstaluje się grę, można skopiować save'y, ale traci się wpisy dziennika oraz punkty karmy. Dubbing jest w miarę, ale nie powala. Na pochwałę zasługuje z kolei solidna grafika, pomysł na grę, ogólny jej klimat. Ostatecznie czas poświęcony na Metro nie jest czasem straconym.
~ Bardacha
To popularny ostatnio problem. Problemem jest sterownik firmy Nvidia. Wróć do jego poprzedniej wersji (Nvidia-sterownik-sterowniki archiwalne i BETA). 355.98 to ostatni nie powodujący problemów.
Trochę nie rozumiem dlaczego Burial At The Sea 2 ma ocenę użytkowników niższą niż część pierwsza. Jest wyraźnie dłuższy, bardziej wymagający (pewnie tego przeciętny dzisiejszy gracz właśnie nie lubi..) i ma bogatszą fabułę, aniżeli część 1. Wprowadza mnóstwo drobnych dopowiedzeń do fabuły Infinite, pozwala zwiedzać zarówno Rapture, jak i Columbię. Jak na dodatek jest świetny. Zasłużone 9.5.
Odnosząc się do niektórych poprzednich komentarzy - osoby, które nawet nie potrafią pisać w swoim ojczystym języku naprawdę nie powinny brać się za recenzowanie czegokolwiek :| Ale do rzeczy. Burial At The Sea 1 to dobry dodatek, choć z pewnością trochę zbyt krótki i zostawiający z większą liczbą pytań, aniżeli odpowiedzi. Należy go traktować jedynie jako wstęp do Burial At The Sea 2 - części znacznie dłuższej i lepszej.
Czytam kilka ostatnich komentarzy, trafiam na opinie Cre<A>ToRa oraz Krycho108 i zastanawia mnie, czy są oni opłaceni przez konkurencję do napisania tak niepochlebnego komentarza, czy naprawdę poziom intelektualny dzisiejszego gracza tak bardzo się obniżył. Niedawno przeszedłem bardzo przeciętne Far Cry 3 (także recenzowane), które ma średnią ocenę graczy 9.2, a BioShock Infinite 8.9. Jedynym sensownym wytłumaczeniem są właśnie tego typu ludzie - niezbyt bystrzy, koncentrujący się w grze jedynie na jak najlepszej grafice i bezmyślnym zabijaniu, a mający gdzieś głębię fabuły, dopracowane szczegóły, czy ogólny klimat. Zresztą wystarczy przeczytać ich komentarze by widzieć, że grę przeszli, a mimo to i tak nie opanowali tego, o co w niej chodziło. No, jeśli ktoś nie przechodził poprzednich części, z pewnością może mieć problem, ale to już wina gracza. Nie będę się wiele rozwodził - Infinite miał nie lada zadanie, aby dorównać poprzednim częściom BioShock i, co dość rzadkie, udało mu się nie tylko im dorównać, ale i przebić. Seria BioShock stworzyła jedną z najwartościowszych pozycji w świecie gier dzisiejszych czasów. Infinite to jedna z najlepszych gier, jakie powstały i znajduje to odzwierciedlenie we wszystkich prestiżowych rankingach. Szkoda, że nie niektórzy nie posiadają umysłu zdolnego grę zrozumieć :| Cudowna, baśniowo-dystopijna oprawa graficzna, świetna oprawa audio i dubbing. Fabuła najwyższej klasy. Odjęte 0,5 punktu za maksymalnie uproszczony system walki i zbierania przedmiotów. W grę zagrać musi każdy szanujący się gracz komputerowy - intelektualista (poprzedzoną 1 i 2 częścią).
Ok, właśnie skończyłem Renegatów. Przyznam, że to była całkiem przyjemna przygoda. Spodziewałem się kilku misji więcej (jest 9 podstawowych + 3 w dodatku Coldstrike) - około 20-30, ale mimo wszystko gratulacje dla Avalanche Studios. Grze udało się wypracować swój własny, specyficzny klimat. Jest stosunkowo trudna, choć głównie na początku, gdy jeszcze nie jest się przyzwyczajonym do sterowania (polecam jak najszybsze przejście na Tank Steering; ja próbowałem też używać AutoHotKey, ale czasem działało, a czasem nie [niestety domyślne klawisze ze spacją, czy shiftem nie są optymalne]), czy do pośpiechu (w tej grze najłatwiej jest przegrać poprzez nie wyrobienie się czasowe z którąś z głównych misji). Na pochwałę zasługują grafika, oprawa audio, ogólny pomysł. Fabuła nie zaskakuje, ale w tej akurat grze nie o nią w pierwszej kolejności chodzi. Niestety wersja z dodatkiem czasem (choć rzadko) wyrzuca do Windowsa - mnie pomógł loader z YouTube pod hasłem "Renegade Ops Loader - AVA_Main crash fix". Podsumowując, z czystym sumieniem polecam każdemu na kilka przyjemnych wieczorów skupionych na rozrywce w stylu akcji. Mimo drobnych braków wystawiam 9.0.
SPOILER: No i dlaczego Jason umiera gdy Citra dźga go sztyletem, skoro Vaas zrobił to samo i Jason miał się po tym świetnie? Ech, zaczynam żałować oceny tak wysokiej jak 6,5..
OK. Przeszedłem Far Cry 3 i podzielę się swoimi wrażeniami. Jednak ostrzegam, że pojawia się tu kilka sporych spoilerów, więc niech każdy się z tym liczy. Grę oceniam bardziej pozytywnie niż negatywnie, ale skupię się na negatywach i tym, dlaczego średnia ocena 9.2 to niestety marne świadectwo dla dzisiejszych graczy, dla których ważniejsza jest dobra grafika i golizna, aniżeli fabuła na poziomie, czy odpowiednie dopracowanie gry. Wystawiam ocenę 6.5, niemniej jednak żałuję poświęcenia tak dużej liczby godzin na tę grę (całkowite wyczyszczenie mapy), w tym czasie można by przejść 2-3 lepsze gry. Najmocniejszą stroną gry jest bardzo rozległy otwarty świat, jednak niestety nie jest on nader ciekawy; o ile fabuła ma swój urok, to same wyspy są po prostu monotonne, nawet w powszechnie krytykowanych ostatnich Fallout'ach Bethesdy większość lokacji ma jakąś swoją historię do odkrycia, a tutaj niestety nie ma niczego takiego, wszystko sprowadza się do znalezienia wejścia i wyjścia. Drugą główną zaletą jest wspomniana wcześniej grafika. Ale przejdźmy do wad. Liczba misji fabularnych i pobocznych nie jest zbalansowana; jest mnóstwo pobocznych questów (które zawsze są takie same i reprezentują sobą fabularne dno), ale tylko marne kilkanaście krótkich, głównych misji. Znajdowane przedmioty to zbiór kilku powtarzających się i nie mających w sobie nic ciekawego. DLC do gry, z wyłączeniem przygód Hurka, to kpina. W grze jest zbyt wiele zarówno pieniędzy jak i XP do zdobycia. Brak opcji chowania ciał. Brak różnych pancerzy. Brak innego wyposażenia zmieniającego statystyki postaci. Marny system statystyk broni. Słaby system wyboru broni (jedynie z poziomu safe house'ów i generalnie nieintuicyjny.. przykładowo nie da się ustawić domyślności granatów/mołotowów i losowo przy jednej broni są te, a przy innej inne - można to zmienić tylko chwilowo, bo po zmianie broni znowu jest losowe). Fatalny system zapisu (niewidoczne quicksave/quickload, nadpisywanie quicksave'ów save'ami z menu, tylko jedna pozycja autozapisu oraz normalnego zapisu, gra czasem nie zapisuje stanu w trakcie misji pomimo tego, że po drodze pojawiają się checkpointy). Jeśli strzelasz ze zbyt daleka (snajperka), to ciało człowieka czy zwierzęcia znika prawie natychmiast. Zupełnie niepotrzebny podział umiejętności na 3 drzewka. Twój brat potrafi pilotować helikopter, bo ma licecję na awionetkę.. taak, a ja jestem fizykiem jądrowym, bo znam wzór sumaryczny wody. Może nie dla każdego będzie to minus, ale gra generalnie opowiada o bandzie przygłupów, z których jeden jest postacią grywalną, a resztę ratujemy lub zabijamy. Dostęp do rzemiosła, umiejętności i plecaka z poziomu menu to po prostu wstyd. Zrypany system podskoków, który zamiast normalnego skoku wywołuje "prześlizg" po jakimś przedmiocie, co często rujnuje plan działania. Mechanika korzystania z broni białej to porażka - najlepiej widać to podczas wirtualnej walki z Vaasem, gdzie jeśli zaczniesz machać sztyletem, to przez najbliższych kilka sekund nie będziesz mógł ani się uleczyć, ani użyć broni palnej, bo postać wciąż macha sztyletem, a Ty w tym czasie giniesz. Generalnie fabularny wstyd za te kilka razy, kiedy Vaas próbuje zabić Jasona i oczywiście nie strzeli mu w głowę, tylko non stop Jason jakoś ucieka.. a zdawać by się mogło, że Van Damme i Seagal to tylko w filmach. Gra autozapisuje i automatycznie przenosi w jakieś miejsce nie dając możliwości skorzystać po drodze ze sklepu, w ten sposób w momencie gdy miałem prawie pełny portfel zostałem przeniesiony na wyspę Vaasa, jedyne miejsce gdzie znajdują się 4 skrzynie, których nie można zebrać w żadnym innym momencie gry i tym samym akurat resztką wolnego miejsca je wyczyściłem, ale mógłbym go nie mieć wcale.. to już świadczy o programistycznym zerowym braku przewidywania. Gry zazwyczaj wynagradzają zdobycie 100% jakichś skarbów i innych rzeczy, w Far Cry 3 można jedynie liczyć na jakieś dodatkowe bronie na półmetku albo w 1/3, a na sam koniec nie dostaje się nic, co najwyżej nic nie warty achievement. Nie ma żadnej tajemnicy, niczego do intelektualnego "odkrycia", fabuła to proste bieganie i zabijanie. Nie można wykonywać kilku zadań jednocześnie, ponieważ nie można wyjść poza obszar obecnie wykonywanego zadania albo inne zadanie w trakcie wykonywania obecnego po prostu nie są wyświetlane. Kiedy rozbijasz kłódkę na wieży radiowej zawsze widoczna jest maczeta, a nie obecnie niesiona broń biała. Można przeszukiwać ciała z pojedynczego punktu bezpośrednio nad nim, jeżeli leży ono obok samochodu albo innej przeszkody, już nie można się do niego dobrać. Gra toczy się przez cały czas wokół tego, że piraci/najemnicy porwali przyjaciół głównego bohatera i jednego zabili (Grant), więc on na nich poluje, ale gdy pod koniec to samo robią plemienni (zabijają Earnhardta i porywają resztę), to[oczywiście wybór przyjaciół], po śmierci Citry nawet nie zajął się ich zlikwidowaniem, a na dodatek krótka animacja pokazuje, że przyjaciele odpływają, a on obserwuje to z wyspy, a więc rzekomo zostaje..
Okay, to by było na tyle. Gra jest warta przejścia tylko wtedy, jeśli ktoś ograniczy się jedynie do głównej fabuły, tak aby nie tracić na nią wiele czasu. Jest zbyt prosta, strasznie niedopracowana, słabiutka fabularnie. Ratują ją tylko grafika, otwarty (ale nieciekawy) świat i klimat odrobinę a la Lost.
Wahałem się między 9, a 9,5, no ale ostatecznie uznałem, że kilka pomniejszych uszczerbków w grze jest. Po pierwsze choć gra już od samego początku daje znać, że każdy nasz wybór będzie miał konsekwencje w przyszłości i przeszłości to.. poza kilkoma głównymi wyborami zbytnio tego nie widać. Ostatecznie prawie wszystko sprowadza się do ostatniego wyboru. Po drugie zakończenia są dość ubogie. Jak na grę, która co chwilę raczy nas długimi, kilkuminutowymi, wstawkami (najdłuższa ma pewnie z 10 minut), to krótkie zakończenia (w szczególności 1 z 2) są dość rozczarowujące. Po trzecie, mimo całej wartości fabularnej, gra z uwagi na swą charakterystykę bywa monotonna. Nie nudna, ale monotonna.
Ostatecznie jednak grze wiele zarzucić nie można i z pewnością aspiruje do miana najlepszej przygodówki z jaką się zetknąłem.
A odnośnie komentarza "Cre‹A›ToR" powyżej i oceny 1,5 - niektórzy po prostu mają na drugie imię Nathan i nic ich nie przekona do niehejtowania, jeżeli czują z czymś odmienność charakterologiczną.
Hej.
Chciałbym dowiedzieć się od Was czy ta ogólna ocena jest wiarygodna, czy zmanipulowana przez różnych hejterów. Wydaje mi się nieprawdopodobne, aby Fallout 4 dostał aż tak niską ocenę, pomimo tego, że ja (jeszcze nie grałem, ale zamierzam, jednak dopiero po wprowadzeniu dodatków i patchów) wcale nie mam względem niego aż tak wysokich oczekiwań, zdając sobie sprawę z tego, że gra jest na tym samym silniku i pewnie poza nową historią wiele nowej jakości nie prezentuje.
Tak więc chętnie poczytam jakieś rzeczowe informacje na temat fabuły (jakość, długość), mapy (wielkość, ciekawość), grafiki, oprawy audio, postaci/dialogów, mechaniki gry, klimatu itd.
doofenshmirtz - Z pewnością fabuła nowej odsłony w jakiejś mierze odnosi się do poprzedniej części. Rozpoczynając od tego, że to tam poznajemy głównego bohatera, który pozostał bez zmian, jego historię, poprzez poszczególne postacie, które mogą (bo nowej fabuły dokładnie nie znam) pojawić się ponownie, aż po sam świat i mechanikę gry. Moim zdaniem z pewnością Eidos zadbał, by dało się w tę odsłonę zagrać bez wiedzy wyniesionej z poprzednich, ale bądźmy szczerzy.. to jednak kontynuacja, więc taka decyzja odbierze Ci trochę dodatkowej frajdy, którą na pewno będą miały osoby już znające wcześniej wymienione elementy.
Gratulacje, dawno nie grałem w równie dobrą grę tego typu.
W przeciwieństwie do większości dwuwymiarówek jest to gra długa, dorównująca czasem gry niejednej wysokobudżetowej produkcji. To niewątpliwie plus.
Oprawa graficzna początkowo nie do końca mi pasowała, ale przyzwyczaiłem się i z perspektywy czasu oceniam całkiem nieźle.
O oprawie audio wiele powiedzieć nie można, ale daje radę.
Wydajność gry chyba nie jest idealna, bo w lokacjach z pustynną burzą ewidentnie liczba fps-ów znacznie spadała, a mam nowy i wydajny komputer.
Grywalność bardzo wysoka, gra wciągająca.
Fabuła raczej banalna, choć nie przeszkadza to bardzo.
Ogólnie oceniam na 9.0 z uwagi na drobne niedociągnięcia, jednak polecić mogę z czystym sumieniem.
Właśnie przeszedłem. Jeśli ktoś polubił Gunpoint, to z pewnością chętnie zagra też w Ronina, albo w drugą stronę. Gra jest wyraźnie wzorowana na wspomnianym tytule.
Jeśli chodzi o jakieś porównanie, to z pewnością jest wyraźnie trudniejsza, także trochę dłuższa (choć to wynika głównie właśnie z poziomu trudności), jednak brak jest pewnych rozwiązań (elektronika), z kolei dodane są inne (wszelkie umiejętności specjalne i bardziej skomplikowany system walki).
Przyjemna jest oprawa audio. Oprawa wideo mogłaby być lepsza, ale nie ma co narzekać.
Fabuła jeszcze prostsza niż w pierwowzorze - klasyczna opowieść o samotnym mścicielu.
Niestety nawet w ostatniej wersji gry występuje trochę niedociągnięć, które czasem irytują.
Ostatecznie właśnie z uwagi na te niedoróbki tylko 8,5, jednak wciąż jest to jak najbardziej gra warta polecenia.
Solidne 9,5. Rzadko kiedy daję tak wysokie oceny "mini-grom", jednak ten sławny już tytuł zasłużył sobie na to.
Poziom zagadek jest umiarkowany, każdy powinien być w stanie przejść grę bez zaglądania do jakiejkolwiek solucji, ale jednocześnie nie są też one banalne.
Oprawa audio i wideo, choć pierwsza szczątkowa, a druga minimalistyczna, tworzy przyjemny (choć trochę w stylu grozy), oryginalny klimat.
Prostota sterowania przekłada się na wysoką grywalność.
Długość gry nieprzesadna, ale zadowalająca.
O fabule ciężko pisać, choć przedstawiony zarys przyjemny.
Jak najbardziej obowiązkowa pozycja dla każdego.
Właśnie ukończyłem. Szacunek dla wszystkich, którzy wykonali każde zadanie bez pomocy solucji, ponieważ poziom trudności przy części zadań do wykonania naprawdę jest wysoki. Ja starałem się, ale nie zawsze się udawało.
Długość gry oczywiście nie przesadnie wielka, ale satysfakcjonująca.
Oprawa audio w miarę. Oprawa wizualna podobnie.
Pomysł na grę, realizacja zagadek oraz zabawa czasem zasługują na pochwałę.
Fabuła jednak jest dość kulawa, nawet odkrywając i czytając każdą z książek.
Ogólnie na plus, do ideału trochę brakuje, ale oby więcej tego typu gier.
Gra zajęła i na oko z 2,5 godziny. Odkrycie niektórych scenariuszy/zakończeń, nie będę spoilerował, wymagało skorzystania ze StanleyWiki. Niemniej jednak gra jest wciąż krótka.
Ścieżki audio brak. Grafika mogłaby być lepsza. O gameplay'u ciężko mówić. Sama historia opowiedziana jest w sposób zabawny, przyjemny. Odkrycie wszystkich scenariuszów + narracja to najsilniejsze strony gry. Niemniej jednak dało się ją zrobić lepiej, w sposób bardziej dopracowany, to niewątpliwie.
Zagrać można, na 1 albo 2 wieczory, jednak mimo wszystko nie uznam tej gry za jedną z najlepszych, jakie przechodziłem.
Gra była przyjemniejsza niż się spodziewałem. Zajęła mi z 3 godziny.
Oprawa audio w przyjemnym stylu, przywodząca na myśl Shadowrun Returns i Jack Orlando.
Wizualnie grafika wygląda, jak wygląda. Twórcy mogli postarać się o coś trochę lepszego, ale da się żyć.
Fabuła bez fajerwerków, ale znośna, oferuje jakieś podstawowe wybory, w tym te z gatunku moralnych.
Gameplay bardzo grywalny. Długość niestety nie do końca zadowalająca.
Ogólnie - przyjemna gra na 1, 2 dni rozgrywki, na pewno przyniesie sporo przyjemności, która jednak niestety szybko się skończy.
Grę właśnie ukończyłem. W moim przypadku zajęła około 3 godzin.
Poziom trudności waha się od łatwego do średniego, brak trudnych etapów. Trochę szkoda. Samych etapów jest 100, jednak przechodzi się je szybko.
Graficznie gra robi lepsze wrażenie, niż spodziewałem się na bazie screenów, ale oczywiście mimo wszystko jest bardzo prosta.
Ścieżka audio składa się praktycznie z jednego utworu, co do którego nie miałbym zastrzeżeń, ale niestety powtarza się on przez całą grę, a powinno być co najmniej z 5 wymiennych.
Do gry została napisana całkiem zabawna, sympatyczna fabuła. Niemniej jednak także mogłaby być bardziej dopracowana.
Choć plus za sam pomysł.
Ogólnie grę polecam, do przejścia na raz albo kilka razy po kilkadziesiąt minut, celem relaksu. Niemniej jednak mimo wszystko grałem w znacznie lepsze gry z podobnego typu, jak Portal 1 i 2, czy AntiChamber, tutaj zabrakło mi większego wyzwania, jakiegoś elementu logicznego.
Co kolejne screeny, to gorsze. Zastanawiam się skąd biorą się pozytywne oczekiwania. Ktoś zasugerował, że to nie grafika ma znaczenie, tylko klimat. W pełni się z tym zgadzam, tylko że oprawa graficzna ma bardzo znaczący wpływ na klimat. A negatywne opinie odnośnie tej oprawy nie odnoszą się do niskiej jakości tekstur, tylko stylu jakie sobą reprezentują - postacie wyglądające rodem z Simsów, inne skojarzenie to główny bohater wyglądający jak Clark Kent z marnego filmu o Supermanie. Interfejs z jaskrawymi, zupełnie niewyważonymi kolorami jak z marnej gry/filmu sci-fi. A to tylko komentarz odnośnie grafiki, z tego, co można wyczytać szykuje się szereg innych zmian na gorsze dostosowujących serię do poziomu przeciętnego nastoletniego gracza dzisiejszych czasów.
~doctor_greenthumb
Jak dla mnie mechanika DE: HR była świetna i oby pod tym względem niewiele się zmieniło.
Od wiadomości o ukazaniu się DE: MD to najbardziej wyczekiwana przeze mnie gra.
~szczypiorofixpw
Obejrzałem trailer w rozdzielczości HD i nie robi na mnie wrażenia. Sam trailer jest bardzo słaby, ale to akurat nie ma większego znaczenia.. gorszy jest rendering oraz schemat kolorów. Składają się one na stylistykę bardziej a la Sims, aniżeli Fallout. A jest to jedna z gier, których oczekuję od dłuższego czasu. Mam nadzieję, że w praktyce nie będzie tak źle, ale póki co jestem jednak zawiedziony.
Ok, jeszcze jedna rzecz. Wszystkim, którzy przeszli grę, a nie zdecydowali się na Nightmare Mode polecam zerknąć na jej Alternated Ending (uzyskiwane po przejściu właśnie NM) na YouTube. Okazuje się, że jednak ma miejsce jeden spory zwrot fabularny, a Randall jest.. no cóż.
Niestety nie jest aż tak dobra, jak przypuszczałem - zbyt wysokie oczekiwania. Ale nie jest też zła, oczywiście.
Główne wady to fakt, że gra jest krótka, czasem wkurzające platformowe 2D (z logicznego punktu widzenia irytuje chodzenie tylko na boki, skoro drogi prowadzą też w inne strony) i prosta fabuła bez zwrotów akcji.
Zalety to przyjemna oprawa wizualna, nie najgorszy klimat, oferowanie czegoś w miarę oryginalnego.
Porównując z Valiant Hearts zrealizowanym w podobnym stylu, bardzo wiele jej brakuje.
Jeden z kilku najlepszych tytułów, w jakie miałem okazję grać.
Fabuła, oprawa wizualna, dubbing, rozwój RPG - wszystko na bardzo wysokim poziomie.
W grę grałem dwukrotnie, raz na poziomie średnim, a raz trudnym i jakoś z bossami nie miałem aż takiego problemu. Poza tym Ci, którzy piszą o niemożliwym do przejścia bossie chyba zapomnieli, że w tej grze można dynamicznie zmieniać poziom trudności..
Deus Ex: Mankind Divided na pewno postawi poprzeczkę dla gier w klimacie cyberpunk baardzo wysoko. Nowy trailer robi wrażenie. Oby Cyberpunk 2077 było równie dobre co DE: HR, DE: MD, czy też seria Wiedźmin.
Dlaczego wymagania sprzętowe są tak wysokie przy tej grafice? Nie chcę brzmieć jak nastoletni hejter kiepskiej grafiki, jak dla mnie jest znośna, ale o ile patrząc na screeny stwierdziłem "uciągnie", to gdy potem przeczytałem wymogi doszedłem do wniosku, że jednak nie da rady. Nie 6-letni komputer z 256mb kartą graficzną i 1GB RAM.
Dajcie znać, na jakich parametrach uciągnie przy minimalnych ustawieniach grafiki oraz czy przy maksymalnych wygląda to tak, jak na screenach, czy lepiej.
Muhabor - ani reinstall, ani ręczne usuwanie wszelkich śladów po uprzednio zainstalowanej grze nie pomogły i po ponownej instalce było tak samo. Za to zdecydowałem się pogrzebać w rejestrze i zmieniłem wpis w pozycji "input", co na całe szczęście przestawiło "touch" na bodajże "single click". Tak więc gra działa i mam trochę radochy.. ta gra jest daleka od ideału, ale tak jak w przypadku ShadowRun Returns - po prostu uwielbiam klimat cyberpunk.
Mam problem z grą. Wybrałem w opcjach 'touch', żeby wypróbować o co chodzi i od tej pory gra nie reaguje na jakiekolwiek wydawane polecenia. Nie mogę wejść w opcje, aby przywrócić inne ustawienie. Jakaś pomoc? Byłbym wdzięczny.