Gra jest swoistym miksem między souslikiem a slasherem. Co jest dobre? Gra. Grywalna, dobra fabuła, nie krótka (40-50 godzin), grafika, muzyka.
Co jest gorsze: rozwój postaci (bardzo płaski), walka (przeważnie banalna).
Co jest fatalne: kamera (rzut wyłącznie z góry z małą możliwością manewrowania polem widoku), niektórzy bossowie i ogólny balans. Ostatniego bossa nie chce się wręcz wykańczać, bo walka jest tak niesprawiedliwa. Jednak warto w te grę zagrać, bo jest ogólnie przyjemna.
Bardzo dobrze wykonany rogalik, przy czym generator poziomów tworzy je bardzo monotonne.
Gra dobra, choć krótka - można skończyć w kilka godzin. Grafika i muzyka piękne, choć świat niestety jest mały. Z uwagi na to, że kosztuje niewiele warto zagrać jeśli ktoś lubi gatunek action platformer / metroidvania.
Ważne, że będzie czeski. Fajnie gdyby były polskie napisy, ale nawet bez nich będzie ok.
W miarę porządną metroidvania ale wydaje się być trochę niedojrzała wykonaniem. Lore całkiem w porzadku ale gra dość krótka a świat zbudowany mało porywająco. Ładna grafika w stylu "baśniowych". Na wyższych poziomach bossowie bezproblemowi do pokonania. Tak, czy inaczej dużo lepsza niż alwa's awakening.
Bardzo dobra metroidvania za sensowne pieniądze. Pozycja niemalże obowiązkowa dla fanów gatunku - tak dobrych gatunkowo metroidvanii jest niewiele.
Przyjemna metroidvania, choć ma swoje wady. Wykonana solidnie graficznie i muzycznie, mechanika ruchu też w porządku, jednak nawigacja w świecie gry to koszmar - czasem są mapy, czasem ich nie ma a domyślić się, co zrobić w następnej kolejności graniczy z cudem. Markery mapy szczątkowo.
Można czepić się walki, bo niestety sporo trzeba tłuc i nawet walka taktyczna nie jest zbyt szybka.
Dla fanów gatunku jednak uważam, ze bardzo atrakcyjna pozycja.
Nie jest trudniejszy od Sekiro. Swoją drogą jeśli w Sekiro położyłeś Genishiro/Isshin to położysz bez problemu każdego bosa w każdym znanym mi dużym Soulslike*
* - nie dotyczy Malenii z Elder Ring.
Zacznę od tego, ze to bardzo dobra gra i chyba najlepszy do tej pory soulslike spoza From z klimatem soulsow a szkoda.... bo mógł być grą wybitną.
Grafika, muzyka, lore, klimat, pomysł z Umbralem to wszystko jest super. Owszem jest pewna monotonia krajobrazu, ale jest to konsystentne. Design poziomów całkiem w porządku.
Teraz sprawy przykre, naprawdę przeszkadzające: lock na przeciwnikach działa często tragicznie z wieloma bugami psując przyjemność gry. Druga sprawa to hitboxy - nie działają niezawodnie co w przypadku sekwencji ciosów licząc na załamanie postury bywa tragiczne. Strzały i wybuchy przez ściany to też zadna frajda. Trzecia optymalizacja. Najtrudniejszym przeciwnikiem okazał się dla mnie żelazny wędrowiec (grałem na steam deck) - burza ognia powodująca klatkowanie potrafi doskonale utrudnić walkę.
Co nie całkiem mi się podobało to "zespoly robocze" przeciwników i trudne moby w które trzeba zdrowo się natłuc szczególnie pod koniec rozgrywki z wymaksowana bronią i sensownym buildem. Nie ma tu często tego soulsowego poczucia sprawiedliwej rozgrywki. Daję wysoką notę, ale podkreślę, ze widać niedopracowanie.
Ps. Gra w żadnym razie nie zasługuje na 6.5, czy nazwanie ja crapem a jeśli miałbym porównać do lies of P. to ta druga to liliput w porównaniu z ogromem lordsow i to zarówno pod względem wielkości świata jak i lore.
Bardzo dobry soulsborne a co szczególnie miłe to poziom trudności - nie jest to tzw. soulslite. Można narzekać, że nie ma tej perfekcji designu poziomów charakteryzujących produkcje Fromów, ale to mniejsze uchybienie. Lore skonstruowany również bardzo interesująco.
Sama gra jest swoistym miksem Dark Souls (ogólna mechanika), Bloodborne (zmusza do dynamicznej walki aby odzyskać energię po przedwczesnym sparowaniu, tudzież ogólne wrażenie otoczenia wyciągniętego z końca XIX wieku), oraz Sekiro (akcent na parowanie oraz "mechaniczne ramię"). Miks to jednak ze wszech miar udany i trudno mi znaleźć cokolwiek co nie pochodzi od From a reprezentuje naprawdę porównywalny feeling gry. W klimacie gry jest też ta odrobina steampunka, która podkręca atmosferę.
Gra jest względnie trudna - bosów trzeba się z reguły nauczyć (tylko jednego bosa przeszedłem "z marszu"), bloki trzeba wykonywać w krótkim oknie czasowym aby były najbardziej skuteczne, uniki nie zapewniają całkowitej niewrażliwości na ciosy, więc nie zawsze to dobra opcja i to jest właściwe, bo czyni to walkę bardziej interesującą. Na plus fabularny zaliczam to, że najtrudniejszy boss nie jest tym ostatnim - to dobry patent, bo czasem odechciewa się tej trudnej koszmarnie walki wiedząc, że potem już będą tylko napisy.
Co do grafiki i muzyki to oba wykonane naprawdę dobrze, jednak można czepić się technicznej kwestii grając na steamdecku - z włączonym HDR nie ma jak wyregulować jasności, aby chwilami nie było za ciemno albo ogólnie zbyt jasno - HDR musiałem niestety wyłączyć. Na steamdeck gra oczywiście chodzi bardzo ładnie.
Z maksymalnej oceny obniżam po 0.5 pkt. za wtórność mechanik (w końcu From to From) oraz design poziomów.
Przyjemna ale niestety krótka metroidvania. Stosunkowo niewymagająca, choć kończyłem na hard i tak było bardzo łatwo (porównując do np. aetherna noctis). Czas gry 10h nie spiesząc się.
Bardzo przyjemny miks metroidvanii 3d i (nieco) soulsow. Walka na poziomie wyzwanie na sensownym poziomie trudności.
Grafika, muzyka i lore niczego sobie. Zasługuje bezwzględnie na wysoką ocenę dla miłośnika obu kategorii.
Co mi się nie podobało to zbyt łatwi bossowie jeśli ktoś ma doświadczenie z soulsowym "timingiem" - bardziej uciążliwe byly niektóre mobki. Rozumiem, że twórcy chcieli spotkac się w pol drogi z fanami soulsow i arkadowych slasherów, ale to jest średnie.
Jeszcze mógłbym się czepić mapowania przycisków kontrolera - wstawić dash na RB to po prostu drwina i całe szczęście, że steam oferuje łatwe przemapowanie kontrolera, bo nie miałbym do tego serca.
Są gry które się kończy i zapomina się o nich następnego ranka a są i takie, po których jest smutno, że gra się skończyła. Dla mnie ta gra jest w drugiej kategorii i widząc ocenę (5.3) szokuje mnie, jak bardzo ta gra jest niedoceniona.
Grafika w grze jest zrealizowana z dobrym smakiem. Modelowanie miejsc (historycznych), klimat, stroje itd. wszystko na przyzwoitym poziomie a do tego wszystko w klimacie "steam-punk". Fabuła bardzo sensowna. Również ciekawym doświadczeniem jest przejście historii z kontekstem rewolucji francuskiej przedstawionym w oprawie historii alternatywnej zrobionym przez Francuzów. Postacie historyczne, które mogą przybliżyć jak ten kontekst wtedy wyglądał - historia potoczyła się inaczej, ale można w pewnym sensie poczuć i zrozumieć racje stron. Gra jest bardzo wciągająca i naprawdę grywalna.
Co do "bolączek".. NIestety to nie souls-like tylko souls-lite. Gra jest dla gatunkowego wyjadacza zwyczajnie łatwa. Niektórzy narzekają, że walki są trudne, ale dla kogoś zaprawionego w gatunku te walki są banalne a większość bossów przechodzi się od pierwszego razu będąc odrobinę uważnym. Przyjemna mechanika parowania, choć w porównaniu do soulsów parowanie jest banalne. Przeciwnicy mają niespecjalnie wyszukany zestaw ciosów i są bardzo przewidywalni. Można czepić się tej łatwości walki, ale trudno - nie tutaj ta gra błyszczy. Misje sensowne, choć krótkie, wyborów mało, ale ciekawe (bo też dotyczą konkretnych postaci historycznych!)
Muzyka nie powala z nóg ale jest znośna. Trochę nuży powtarzalność architektury Paryża, ale i tak nastrój wynikający z tej zabudowy jest mocny.
Jeśli chodzi o kwalifikację gatunkową to dodałbym Metroidvania 3d z uwagi na występujące mocne cechy gatunkowe i konieczny backtracking aby skończyć wiele misji.
Daje wysoką ocene nie za jakość walki, oprawę graficzną, muzykę itd. bo w gruncie w tych miejscach gra nie jest wyjątkowa - daję wysoko, bo najważniejsza jest grywalność i to uczucie "przeżycia" ciekawej historii.
Są różne soulsliki mniej i bardziej udane ale ten jest gdzieś pośrodku. Nie dopracowana walka, ale nie na tyle, że jest nieprzyjemna. Mechanika odkrywania historii ekwipunku bardzo dobrym pomysłem, jednak żmudna w działaniu - sprawdzanie co i rusz, czy to właściwe miejsce na odkrycie jakiejś historii męczące na dłuższą metę. Niekrótka, mało ciekawych bossów. Dla fanów gatunku przyjemna pozycja.
Wszyscy spodziewali się bardzo dobrego sequels i jest bardzo dobry sequel. O tej grze napisano dużo dobrego i gra na to zasługuje o ile ktoś lubi metroidvanie z wymagającą walką.
Sensowna metroidvania dla lubiących gatunek. Gra że wszech miar skonstruowana sensownie i oryginalnymi, nielatwymi bossami, różnymi zakończeniami i sensownym lore. Jedna z lepszych metroidvanii w tym momencie z bardzo korzystną ceną. Nie za długa, nie za krótka. Solidne 9, z uwagi na absurdalne puzzle pół punktu w dół.
Bardzo przyjemna i estetyczna metroidvania. Na plus estetyka, design poziomów i długość , na minus za dużo mashowania w walce, zmudny backtracking (mało teleportów) i za mało bossów taktycznych i skoncentrowani przesadnie w końcówce gry, na koniec gry bossrush. Nie lubię mechaniki combosow a gra jest o nią oparta. Nie ma też wzmocnienia broni podstawowych a to jednak przyjemne, gdy trzeba robić backtracking.
Bardzo dobra Metroidvania, jedna z najlepszych w tym momencie, rozbudowana, wciągająca i klimatyczna. Rozgrywka na 30-40 godzin bez przesadnego katowania eksploatacją. Gra stosunkowo wymagająca z mocnym elementem platformowym. Pozycja chyba mocno niedoceniona skoro piszę pierwszą opinię ponad pół roku od premiery.
Na minus niestety nie każdy walka z bossem jest typu soulsowego (nie zawsze możliwa walka "no hit") , czasem utrudnienia poprzez przesłonięcie pierwszego planu dekoracją.
Bycie Panem Ciemności jeszcze chyba nigdy nie było tak trudne a z drugiej strony tak ciekawe.
To bodaj najbardziej niedoceniona gra w którą miałem przyjemność grać a jest to nieziemska przyjemność. Metroidvania z bardzo trudną warstwą platformówki i czasem wymagająca perfekcji opanowania kontrolera w połączeniu z przemyślaną taktyką przejścia sekwencji. Grafika przyjemna, poczucie humoru lekko drewniane, ale czasem jest zabawnie, muzyka w porządku choc się nie wyróżnia. Jednak warstwą fabularna i długość gry, misje poboczne często całkiem rozbudowane, taktyczna i ciekawa walka z bossami powodują, że z mojego punktu widzenia to jedna z najlepszych metroidvanii w jakie grałem.
Kompilacja Sekiro, Bloodborne i Nioh. Bardzo udana moim zdaniem, choć mogłaby być dłuższa.
Wspaniała metroidvania z mechanika ruchu i walki oparta na grze w pinball. Genialne, grywalne I wciągające. Grafika i muzyka bardzo przyjemne. Czekam teraz na połączenie soulsow z symulatorem lotu f16....
Już dawno nie grałem w nic, co sprawiłoby mi aż tyle przyjemności. Zacznę od tego, że klasyfikacja gatunkowa w artykule pt. "Przygodowa gra akcji FPP" nie jest adekwatna. Produkcja ma więcej podobieństw do gier logicznych, jak np. Talos Principle i Portal, trochę Metroidvania a jako, że świat jest na swój sposób "pół-otwarty" niektóre łamigłówki w grze są naprawdę nietrywialne, choć po ich rozwiązaniu trzeba przyznać, że chyba zawsze sensowne. Grafika przyjemna, muzyka i dźwięki też, choć aspekt artystyczny nie powala - jednak plusem jest grywalność i gdy już raz wszedłem w tę grę to wiedziałem, że skończę.
Co jest dziś już ciekawostką to gra jest jedną z nielicznych już produkcji, która powstała na barkach głównie jednego człowieka - David Münnicha, który jest jak się okazuje prawdziwym człowiekiem renesansu i nie tylko projektował grę, ale też kodował i tworzył ją artystycznie ( włącznie z muzyką - przynajmniej jej częścią; piosenka po niemiecku na koniec gry cokolwiek mnie zaskoczyła ). Za samo to czapki z głów, bo wynik wraz ze swoimi kilkoma pomocnikami osiągnął wręcz fenomenalny biorąc pod uwagę środki jakimi dysponował.
Gra opowiada historię z pewnym przesłaniem - może nie wyszukanym, ale na pewno ważnym. Uważam, że historia jest naprawdę ciekawie skonstruowana a technicznie gra łączy trzy gatunki: metroidvania (choć prosta), przygodowa z akcentem na mroczne storytelling i hacknslash. Zakończenie historii jest wzruszające. Gra zasługuje na wysoką ocenę, choć byłaby wyższa gdyby nie zbyt prosta mechanika rycerza (i nudny jego gameplay).
Trudno zrozumieć, dlaczego autorzy tworząc sequel nie chcą wykonać solidnej rzemieślniczej roboty a zamiast tego zaczynają zmieniać na silę. Niestety wychodzi to nie zawsze dobrze a ta gra jest tego przykładem. Oczywiście Salt and Sacrifice jest grą dobrą i to z tych solidnie dobrych, bo potrafi przykuć do pada na wiele godzin, ale jest niestety grą gorszą od poprzedniczki pod kątem ogólnego wrażenia i grywalności. Koncepcja tłuczenia w kółko tych samych bosów o których potykamy się bez końca po pierwszej konfrontacji z nimi nie jest fajna. Jest to sztuczne przedłużanie czasu gry i tyle. Do tego większość bossów wydaje się zaprojektowana niestety słabiej niż w Salt and Sanctuary. Gra dobra, ale liczyłem na coś lepszego
Gra obowiązkowa dla fana Soulsów i bardzo dobra. Może nie tak dobra i klimatyczna jak Bloodborne, czy Dark Souls 3 (to jednak perełki), ale ciągle bardzo dobra.
Gra byłaby na 10/10, ale pewne szczegóły psują rozgrywkę. Nie będę rozpisywał się o plusach, bo dość tego napisanu, choć mnie w stosunku do innych produkcji Fromów najbardziej przeszkadzało...
1) niektórzy bosowie są bardzo trudni bez asysty a z asystą ( popioły ) są znowu zbyt łatwi. Ewidentny problem z balansem.
2) Za Malenie obniżenie punktacji o cały punkt, za lwiego wynaturzeńca i "parkę w białych habitach" nie obniżam, bo dość już obniżyłem za Malenie - nie wiem, co robią w produkcji Fromów tak nieuczciwi bossowie. Rozumiem bossów trudnych, wręcz trudnych absurdalnie, jak np.
Rycerz oparów, Bezimienny król czy Lothric, ale obu tych bosów fachowcy przechodzą bez problemu bez wzięcia na siebie hita. Natomiast taka Malenia jest bosem nie tyle absurdalnie trudnym, bo z tym wręcz można dyskutować (jeśli nie byłoby ataku "wirującego" to powiedziałbym, że to boss wręcz łatwy jak na miejsce występowania) co losowym i w pewnych sytuacjach niemożliwym do przejścia przy odpowiednio złym zbiegu okoliczności i niektórych buildach. Nie przypominam sobie ani jednego równie źle skontruowanego bossa w jakiejkolwiek grze Soulso-podobnej.
3) Niespotykany poprzednio recykling bossów. Niektórzy bossowie wręcz się zaczynają nudzić po np. trzeciej walce....
Oczywiście gra sama w sobie bardzo dobra - klimat 10/10, piękna grafa i konstrukcja świata.
Gra jak dla mnie jest wyłącznie dla tych, który lubią produkcje, przypominające Dark Souls i wszystkie lepsze już mają za sobą - problem niestety w tym, że prawie wszystkie souls-like'i w które grałem są lepsze, bo ten jest naprawdę średni.
Gra jest do bólu liniowa, "ciągniemy" kilka serii questów nudnych do bólu, które sprowadzają się w większosci do znalezienia przedmiotu, ew. ubicia kogoś. Typów przeciwników nie ma zbyt wiele a do tego większość z nich jest do siebie podobna.
Grafika jest jaka jest, ale o ile wygląda przyjemnie przez pierwszą godzinę-dwie to później ta stylistyka staje się już nużąca. Tematu wymagań sprzętowych nawet nie chcę poruszać - w rozdzielczości fullhd ze średnimi detalami nie osiągam na moim sprzęcie sześciesięciu klatek a gra wygląda naprawdę średnio i jakby nikt jej nie optymalizował.
Walka z asystą NPC jest irytująca i powoduje kompletne roztrojenie całego systemu walki - w zasadzie przez tę asystę to musiałbym się zastanowić, czy ta gra to jeszcze souls-like. Generalnie gry z serii Dark Souls są może i wymagające, ale i uczciwe a ta gra nie jest uczciwa i aby balansować poziom trudności jest mnóstwo losowości - w niektórych momentach śmierć pomocnika powoduje skok trudności wręcz masakryczny a wpływ na jego umieranie mamy bardzo pośredni.
Co do bossów to w ogóle jest dramat - żaden z bosów oprócz ostatniego na poziomie trudności normalnym nie powoduje żadnego problemu i weteran gatunku przechodzi ich normalnie za pierwszym podejściem (to mają być bossowie). Ale aby "nadrobić" twórcy postanowili wsadzić ostatniego bossa, który jest znowu do bólu nieuczciwy ( w fazie drugiej trudno unikać ataków bez walki dystansowej ) i walka z nim jest szalenie frustrująca i przypominająca styl "biegaj i wal z dystansu z włóczni". Klimat do tego jest słaby do bólu, linie dialogowe jakieś drętwe a interfejs użytkownika szokujący - np. aby podnieść przedmiot z gleby trzeba to zatwierdzać a dla odmiany użycie przedmiotu teleportacji jest bez potwierdzenia... czyli generalnie na odwrót w stosunku do Dark Souls i do logiki....
Niekoniecznie łatwo naprawić tego kindle. Nie wiem, jak jest zbudowany, ale to urządzenie na którym przechowywane są media (książki) a takowe mają obecnie systemy plików często szyfrowane.
Właśnie po pierwszym przejściu i tak - wrażenia. Ogólnie: RPG, który wydaje się być banalny, ale z biegiem czasu okazuje się, że wcale tak banalny to nie jest.
1) Przejście pojedyncze gry jest dość krótkie - 4-5 godzin.
2) Nie jest to specjalnie trudne w trybie "zabijania".
3) Bardzo fajny humor i zwroty akcji. Może nie każdemu pasować, ale mi pasuje.
4) NPCe są stworzeni z charakterem i "ikrą".
5) zagadki przyjemne, bez katowania absurdem.
Muzyka i grafika w stylu retro. Może nie każdemu pasuje, ale mi nie przeszkadza. Może tylko dałoby sie pejzaże stworzyć jako mniej monotonne i bardziej żywe, może więcej tematów muzycznych, ale ogólnie jest bardzo dobrze. Polecam każdemu fanowi RPG, zwłaszcza w formule nie-epickiej.
Najważniejszym pytaniem, jakie należy postawić w tym wypadku, to: czy What Remains of Edith Finch (WRoEF) jest grą przygodową a w zasadzie, czy to w ogóle jest gra?
Bo dla jednych gra to jest coś, co można przejść a dla innych to coś w czym można wygrać / przegrać. Zgodnie z tym drugim kryterium to nie jest gra.
W związku z tym, że osobiście bardziej identyfikuję swoe przekonania na ten temat z kryterium (2) nie uznaję WRoEF za grę - to prawie idealnie liniowy film interaktywny z kilkoma banalnymi zagadkami. Dlatego nie chcę oceniać tego produktu: w kategori "gra" byłoby to dla mnie 2/10 a w kategorii "film interaktywny" z 6.5 / 10. jednocześnie przyznam, że dwie historie są jak dla mnie zdecydowanie lepsze niż reszta: Barbary i Lewisa - zwłaszcza ta ostatnia to rewelacja - gdyby reszta historii była na tym poziomie to byłby to film interaktywny 10/10!.
Dobry Soulslike! O ile Niemcy zaczęli nie całkiem na właściwym poziomie częścią pierwszą o tyle druga część jest o wiele lepsza. Po pierwsze dynamika (brak efektu "muchy w smole" z części pierwszej), po drugie zdecydowanie lepsze projekty lokacji a po trzecie wreszcie przestrzeń i głównym wrogiem przestaje być kamera. Brakowało mi co prawda bardziej zróżnicowanych bossów, ale postęp jest i to spory. Fabuła rozwija się całkiem sensownie, tworzy się saga i tylko czekać w tej chwili trzeciej części.
spoiler start
Bardzo dobra walka na samym końcu z ostanią inkarnacją Eli'ego - to jest ten poziom soulsów. Szkoda, że w grze jest tylko jedna walka tego poziomu, bo gdyby więcej było takich to normalnie gra rzucałaby na kolana!
spoiler stop
Po zakończeniu gry krótko: nietypowy Soulslike.
To, co mi się podobało to na pewno odważne wejście z mechaniką soulsową w świat SF - lore ciekawy, fabuła również. W stosunku do soulsów dużo dialogów, ale brak nadbudówki - gildii / przymierzy, multiplayera, wyłącznie bronie "mechaniczne" co najwyżej z dodatkami typu elektryczność, nie tak rozbudowane ani tak dobrze zaprojektowane / zbalansowane.
Dla fanów soulsów na pewno pozycja ciekawa, bo jedyna sensowna w klimacie SF. Oczywiście rzeczywistość mocno naciągnięta - co to za świat SF, gdzie się nie strzelają, ale mecahanika soulsów ma swoje prawa.
Z wad na pewno wymieniłbym częsttą walkę w ciasnych korytarzach i pracę kamery przy tej okazji. To frustruje, gdy nie tyle brakuje umiejętności, co po prostu nie widać, co się dzieje. Drugą wadą jest muzyka a w zasadzie skąpstwo repertuaru sprowadzające się do kilku utworów.
I najważniejsze: w przypadku soulslikeów nie warto sugerować się średnią ocen na gry-online- albo lubi się ten styl, albo nie ; fanom polecam .
To przyjemna i wciągająca gra, jednak ma szereg pewnych niedoskonałości i trzeba o nich wspomnieć.
Zwyczajowo:
I
co dobre:
- grafika, z wyjątkiem zbliżenia na twarze. Nie wiem, po co są te zbliżenia, jeśli nie wygląda to dobrze. Bez zbliżeń wygląda naprawdę sensownie.
- system walki. Uważam, że walka w tej grze jest zrealizowana nieźle i dla samej walki taktycznej można tę grę przejść.
II
co średnie:
- muzyka
- interfejs użytkownika (może nie dramat, jak niektórzt piszą, ale nie jest zbyt dobrze)
- fabuła. Jest liniowa i "... nie urywa", jednak też nie jest źle. Tzw. epickie RPG lubi się albo nie, ale mi nie przeszkadza ten patetyzm. Ratujemy świat, bo nie mamy innego wyjścia i musimy być tym dobrym.
- questy poboczne. Naprawdę są średnie.
III
co kiepskie:
- zbliżenia na twarz, animacje i inne. Niepotrzebne, twórcy nie musieli tego robić wcale a zamiast tego skoncentrować się na fabule, interfejsie użytkownika, zrobić ciekawsze questy poboczne.
- poruszanie się po planszach. Szkoda, że nie ma trybu "zaciemnienia niedostępnego", albo czegoś w ten deseń, bo "klikania po rogach" nie lubię.
- prawie wcale zagadek. Szkoda, bo RPG bez zagadek jakoś tak traci.
- liniowość fabuły. Po prostu gra jest do przejścia "jak po sznurze" i nie ma gadania.
Jednak uważam, że to gra, w którą warto zagrać jeśli lubi się izometryczne RPG z niezłą walką turową. Co ciekawe na steam tworzy się społeczność modderska, która dokłada własną zawartość. To za jakiś czas może być duża wartość tej gry.
Ocena, jaką widzę przy okazji recenzji uważam, że jest bardzo zaniżona. To nie gra, która zasługuje na "4 z groszami". Na pewno nie - co najwyżej dla specyficznego grona odbiorców.
Ps. gra została zrobiona przez niewielkie studio kilkunastu ludzi, nie jest to tytuł wysokobudżetowy AAA, nie kosztuje jak tytuł AAA i też trzeba to wziąć pod uwagę przy ocenie końcowej.
Po zwiastunie spodziewam się wspaniałej gry. Co do lokalizacji...
Nie oczekuję lektora, co najwyżej pomocniczo napisów, bo jakoś wydaje mi się tak naturalne, że w Zonie gada się po rosyjsku.
Koncepcyjnie ciekawy miks Bloodborne, Zmierzchu i Anime. Przyjemna muzyka, grafika i generalnie klimat.
Najbliżej gra ma do Bloodborne - jest dynamiczna i czerpie z generalnych zasad prowadzenia walki Bloodborna, pozycja dla fanów Soulsborne moim zdaniem interesująca. Jednak trzeba wprost powiedzieć, że to nie całkiem ten poziom perfekcji. Im dłużej gram w gry souls-like tym bardziej dostrzegam kunszt From Software - projektu, lore i tempa narracji! Tak - właśnie tego ostatniego brakuje mi w Code Vein. Czasem długaśne nużące labirynty a potem kilku bosów niemalże pod rząd. Gra po prostu potrafi być nużąca w przeciwieństwie do gier fromów. Podobnie z walką - czasem za łatwo, czasem naprawdę trudno i nie zależy to od miejsca w fabule - pod koniec jest kilka bosów względnie łatwych a bliżej początku spotyka się niezłe maszkary. Oczywiście jak prawdziwy fan soulsów grałem w trybie solo i wszystkich bosów pokonałem w pojedynkę, jednak przeszkadzał mi ten skokowy poziom trudności. Czuć chwilami "mocną inspirację" nawet soulsowymi bosami (Ornstein i Smough?) i ta inspiracja jest zbyt mocna. Tak, jakby brakowało świeżych pomysłów. Denerwowała mnie też ckliwość, ale to już spuścizna Anime, choć dla mnie lekko drażniąca. Czy nie idzie zrobić fabuły ciekawej i nie ckliwej? Ale to najważniejsze pytanie jak zwykle brzmi: czy warto zagrać? Moim zdaniem tak.
Dobra ... A teraz proponuje pokażcie prawdziwe propozycje; bo w głowie mi się nie mieści, że jest tu BioShock Infinite i Mass Effekt 3 (dobrze, że przynajmniej nie Andromeda) a nie ma ani jednej gry From Software!
Z perspektywy fana Soulsów uważam, że warto w tę pozycję zagrać. Gra jest ogólnie przyjemna poza pewnymi uciążliwościami.
Z wad wymieniłbym:
- ciasne, klaustrofobiczne lokacje w których trudność walki zasadza sie na kamerze i "biegania po ścianach".
- powtarzalność klimatu lokacji. Soulsy stawiają poprzeczkę wysoko jeśli chodzi o różnorodność - tu jest względnie monotonnie.
- backtraking niemożliwy. Nie, aby to był problem sam w sobie, ale czuć tu brak budżetu.
- wszystkie bronie "lagujące". Czuć straszną ociężałość - rozumiem, że soulsy są ociężałe, ale lords of the fallen z ociężałości chyba zrobiło swój sztandar.
- kiczowata oprawa fantasy. Nie lubię estetyki przegadżetowanych zbroi i zawodników szerokich jak szafa.
- dużo bugów. Znikający dźwięk / napisy, zwisy.. itd.
- czasem nie wiadomo gdzie pójść - o ile lubię logiczne zagadki to kręcenie się po labiryntach pomieszczeń jak g. w przeręblu niespecjalnie jest miłe.
- NPCe nie zapadający w pamieć. Wszyscy jacyś płytcy.
Poza tym przyjemna gra - muzyka i grafika na przyzwoitym poziomie, fabularnie też ok.
To bardzo dobry pomysł, ale widać, że niedofinansowany i lekko niedopracowany.
W kategorii klonów Dark Souls niezły - własny wkład sensowny ale grze towarzyszy nieodparte uczucie kręcenia się w kółko. Lokacje są małe, choć nieźle skonstruowane, ale ciągle te same moby przez które trudno się brnie (o ile w DS moby nie są trudne tylko wymagają uważności o tyle tu wymagają trzy razy tyle uważności) i poza tym względnie ubogo. Czuć skromny budżet. Jedna i ta sama muzyka w stacji medycznej na modłę Boba Dylana? Czy naprawdę aż tak brakowało funduszy? Pomysł super, wykonanie niestety nie całkiem. Ocena 7.5 za odwagę przeniesienia soulsów do świata SF.
Ta gra to w zasadzie adaptacja Dark Souls w mechanice 2D z rysunkową stylistyką grafiki - gra genialna zgodnie z maksymą: "dobrzy artyści kopiują a wielcy kradną". Nawet muzyka przy ostsatnim bosie przypomniala mi motyw muzyki towarzyszącej walce z Gwynem, już nie wspominając jaką rzekłbym "nazwę" ma ostatni boss (nawiązującą do jednego z najznamienitszych bossów soulsow ).
Grafika i muzyka dla mnie na medal - nie każdemu musi się podobać stylistyka, ale te słodko wyglądające acz zacięte mordki w oprawie mocnego gore robią super klimat.
Ważna uwaga: w grę zacząłem grać na Vita ale skończyłem na PS4 z uwagi na bugi obecne na Vita i bardzo utrudniające grę. Za bugi ocena ogólna obniżona o punkt.
Bardzo przyjemne doznanie. Gra naprawdę klimatyczna, tajemnicza i (dla chcących wydobyć wszystkie smaczki) wymagająca. Nieco kojarzy się z soulsami poprzez nawiązania do mitologii chrześcijańskiej w atmosferze dark fantasy oraz wymaganą bezwzględną uważność podczas gry.
Pomimo mojej oceny (7.5) nie ukrywam, że Nier: Automata mnie rozczarował. Jako, że niedawno dopiero skończyłem Nier: Gestalt spodziewałem się czegoś, co będzie lepiej rozwinięte, to co dobre z mechanik zostanie jak jest a to co złe zostanie usunięte + kilka nowinek.
Zwyczajowo więc selekcjonując wrażenia:
Good:
- muzyka i grafika. Jest naprawdę dobrze. Bardzo dobrze. Jedna z najlepszych muzycznie i graficznie gier w jakie miałem przyjemność grać. I nie chodzi mi tylko o aspekt techniczny (wiem: do grafiki można się czepić) tylko o klimat, jaki ta grafika stwarza. Przeważnie jest zimny, jak maszyny, które bohatera otaczają a miejscami ciepły, jak np. w obozie androidów. Czasem dla "wizji artystycznej" kolory znikają a czasem zmienia się dynamika całości aby podkreślić nastrój. To jest super.
- tło filozoficzne i wybory etyczne. Jest tu ok. Względnie konsystentnie a to w sumie jest chyba najważniejsze.
- klimat. Tak... klimat niektórych miejsc jest niezapomniany. Wioska robotów, lunapark ( miód, miód i jeszcze raz miód!), bunkier.
- zmiana stylów. Czego w tej grze nie ma... Strzelanka w stylu 1942, asteroids, walka kontaktowa TPP, strzelanka TPP, platformówka 2d, platformówka 3d, action RPG rzutu górnego i izometrycznego. To jest bardzo fajne. Mnie tym kupują.
Bad:
- walka. Jest kiepsko. Jest gorzej, niż było w Gestalt. Why??? Walka jest schematyczna i pusta. Starcia z bosami bez wyzwań (na poziomie normalnym). Dla odmiany na poziomie hard gra absurdalnie trudna z uwagi na otrzymywany dmg i często z dużym poziomem losowości - kto zaczynał na hard i jakimś cudem dolazł do pierwszej możliwości save wie o czym mówię.
- questy poboczne. Dużo lepiej niż w Gestalt (postęp jest), ale dalej to nie ten poziom. Proste, łatwe i szybkie "zapychacze". Sztuczne przedłużenie gry. Owszem, niektóre miały super skonstruowane dialogi w tłe - dowcipne i podbijające klimat, ale same questy nudne.
- główny wątek fabularny też nie powala fabułą. Klimat owszem, "smaczki" super ale konstrukcja taka sobie.
Ugly:
- brak równego tempa i poziomu trudności gry albo choć akceptowalnie nierównego (rozumiem, że czasem można się trochę ponudzić snując a potem akcja, ale bez przesady...). Dojście do pierwszego save i narzucone wymagania absurdalne. Chciałem na hard, ale po kilku godzinach nudnego powtarzania pierwszych 15 minut gry aby jeden z bosów mnie zatłukł (szczęścia trochę trzeba mieć) miałem dość. Uwielbiam gry wymagające: Soulsborny i inne Sekiro to moje ulubione i wiem, jak powinna wyglądać dobrze skonstruowana gra pod względem tempa i walki.
- grindowanie. Nie cierpię i nienawidzę. Męczenie się z mobami niewymagające większego wysiłku ale za to zabierające czas celem zdobycia materiału / exp uważam za czyste paskudztwo.
- Olbrzymia przepaść poziomu trudności między normal i hard. Jeden jest banalny, drugi absurdalnie trudny (i losowy z niektórymi bosami!) a nic pośrodku. Nie lubię walki w tej grze i może to być powodem dla którego zakończę grę po pierwszym przejściu. Może tylko "muszę odpocząć" przed drugim passem, ale ten niedopasowany poziom wymagań mnie zniechęca. Życie jest takie krótkie a fajnych gier sporo i nie wiem, czy ma sens się przekonywać do dania tej grze następnych iluś godzin.
Na zakończenie: spodziewałem się czegoś leprzego, niż Nier: Gestalt a dostałem coś w sumie gorszego. Pomimo oceny nie jestem w ekstazie.
Zacznę od tego, że to gra jedyna w swoim rodzaju a przynajmniej taką była 10 lat temu. Miksowanie gatunków, czyli TPP action RPG z platformówką, izometrycznym action RPG i grą tekstową (kto jeszcze gra w gry tekstowe?) jest pomysłem moim zdaniem rewelacyjnym i pozwala przykuć uwagę gracza znacznie lepiej, bo jest ciekawiej.
Zachwyca klimat i uważam, że jak na grę sprzed lat ponad 10 nie brakuje tu ani grafiki ani muzyki - oczywiście motywy muzyczne mogłyby być dłuższe i mniej powtarzalne (podobno poprawiono w następnej wersji), ale klimat jest i to jest najważniejsze.
Z problemów to wyjątkowo nudne questy poboczne - nie chce się ich robić i są pierwszym powodem kwalifikującym do obniżenia oceny. Naprawdę jest z tym źle: questy są tak nudne jak nie przymierzając w jakimś MMORPG free to play.
Charaktery NPCow pozostających poza głównym wątkiem fabularnym też są słabe - gęby powtarzalne, nudne i nie mające nic sensownego do powiedzenia.
To, co fajne to względnie sensowna walka - jako fan soulsów trudno mnie zadowolić, ale tu byłem względnie zadowolony. Bosowie stawiają sensowny opór i wielu trzeba załatwiać taktycznie. Sensownie stworzony system auto-save dla powtórek sekwencji walki - mogło być ewentualnie tak, że dla poziomu Hard walka zaczynałaby się zawsze od początku, ale to rozwiązanie jest jeszcze do przyjęcia. Lore, jego komplikacja, komplikacja położenia bohatera i etyka wyborów jest ciekawą konstrukcją sama w sobie. Przeszedłem dopiero 1 i 1/3 raza, a podobno jeszcze muszę przynajmniej 1 i 2/3 raza to przejść, aby wszystko pojąć. Podoba mi się ten pomysł.
W MS Store o ile dobrze rozumiem raz zakupiona gra będzie chodzić na Xbox i PC - w przypadku Steam tylko na PC.
Gra podchodzi pod specyficzną politykę sprzedaży - we wszystkich sklepach podobna cena. Przy czym myślałem, że cena jest bardziej stała a okazuje się, że mocno się waha. Ja kupiłem kilka tygodni temu Ori collection obie części za 11,6 EUR a dziś to kosztuje w okolicach 35EUR.
Platformówka wspaniała, jedna z nielicznych w tej kategorii u mnie. Wszystko to, co było dobre w części pierwszej zostało w części drugiej. Czuć mocną inspirację Hollow Knight zgodnie z uniwersalną zasadą ponoć powiedzianą przez Pablo Picasso: dobrzy artyści kopiują, wielcy kradną - mechanika kamieni i walki z bossami, świat też jakby bardziej owadzi, przy czym dołożono od siebie bardzo sympatyczne challenge w postaci gonitw duchów, walki z bossami i próby nieco przypominające arenę w Hollow Knight, choć zdecydowanie prostsze (i mniej nużące! ) oraz dające wymierną korzyść w postaci slotów na kamienie.
O muzyce i grafice nie ma się co rozpisywać: jak w części pierwszej, tylko lepiej, grywalność maksymalna. Na niekorzyść bugi - zdarza się "wpaść pod podłogę", co w pierwszej części nie zdarzyło mi się ani razu.
Niektóre walki z bossami są nieco nużące - niespecjalnie trudne, ale zajmują czas, przy czym "nauka" bossów banalna przynajmniej dla kogoś, kto skończył HK i "Soulsy".
Również jak dla mnie cała gra nieco za łatwa, choć grałem na poziomie trudnym - mam wrażenie, że trudność jest tu głównie sprowadzona do opanowania dość skomplikowanej mechaniki sterowania zamiast do precyzji ruchu - skoki i to czasem wielokrotne, katapultowanie się od pocisków, bez pocisków, od własnych pocisków, dashe itd.: trudno wypracować pamięć mięśniową na te wszystkie kombinacje. Za mało trochę zagadek stricte logicznych - przydałoby się więcej, za mało przejść między lokacjami, które muszą być wykonane w jeden konkretny sposób, bo inaczej nie udadzą się: jak ktoś nie wie o co mi chodzi to polecam przejście np. pierwszego tomb raider.
spoiler start
Historia jest teoretycznie zamknięta, więc nie wiadomo, czy będzie następna część, ale chętnie zobaczyłbym taką, rozwinięta oczywiście we właściwy sposób.
spoiler stop
Generalnie mocne 9 i pozycja obowiązkowa dla ludzi lubiących platformówki.
Dla każdego, kto lubi gry platformowe wymagające "dynamcznej kreatywności" Ori and the blind forest to pozycja obowiązkowa. Najważniejsze: grywalność - 10/10. Nie wiem, co można poprawić w ogólnym designie, bo gra jest "miodna" nad wyraz i zapewnia sporą przyjemność grania. Widoczne naleciałości "utrudniające" - save kosztuje, na punkty życia trzeba uważać, błędy są generalnie dość kosztowne.
Co zwraca uwagę to bezwładność ruchu Ori - mając "niezerową masę" ruszanie nim przypomina lekko Sonica i przy ruchach bohaterem trzeba mieć ciągle na uwadze mechanikę bezwładności. To czyni tę poruszanie Ori jeszcze bardziej interesujące.
Jestem świeżo po ograniu Hollow Knight, które często jest do Ori porównywane, ale widzę zasadnice różnice w filozofii obu gier. O ile w jednej i drugiej jest jakaś linia fabularna ( w HK moim zdaniem ciekawsza ) o tyle Ori kładzie akcent na aspekt platformowy a w HK zdecydowanie bardziej rozwinięta jest walka. Bestiariusz w Ori jest dużo uboższy niż w HK i za to mały minus.
O grafice, muzyce i klimacie napisano dosyć - tu nie ma chyba niczego do poprawienia. To zdecydowanie najładniejsza gra 2d jaką do tej pory widziałem , bardzo pracowicie i starannie zrealizowana i wiedząc, że została stworzona przez zespół 10 stałych pracowników rozwijających grę zdalnie w wirtualnym zespole ( Moon Studios jest firmą bez biura ) to robi naprawdę niesamowite wrażenie - myślałem, że mikro zespół tworzący Hollow Knight dokonał cudu, ale twórcy Ori pokazali poziom wprost niemożliwy - wybitne talenty ze wszystkich stron świata! Baśniowy nastrój, pięknie dograne kolory, tematy muzyczne - rewelacja.
Co jest pewnym problemem to mocno zręcznościowy aspekt gry przy "skakaniu" - po prostu często przejście konkretnych sekcji wymaga na tyle wyczucia, że trudno zrobić te sekwencje perfekcyjnie.
Sterowanie to jednak najsłabszy aspekt gry - jest trudne i bardzo mnie boli, że nie mogę definiować przycisków tak, jak sobie życzę - za to poważny minus, bo to jedyna przeze mnie widoczna tak poważna skaza. Wiem, że mogę zacząć "grzebać" po systemie i jakimiś nakładkami to zmienię, ale czy tak trudno dodać rekonfigurację przycisków kontrolera? Owszem, ktoś może powiedzieć, że kontroler jest skonfigurowany optymalnie, ale ja akurat gram na joysticku a do tego pod linux i rozkład tych klawiszy mnie denerwuje, utrudnia niepotrzebnie zabawę a tak całkiem banalnie nie potrafię tego zmienić.
Biorąc pod uwagę, że to indyk to gra jest arcydziełem na A+++ - jestem pod wrażeniem talentu tej garstki autorów, że wyprodukowali coś takiego.
Zacznę od najważniejszego: gra jest super z bardzo wysokim wskaźnikiem "grywalności" - jak się raz zacznie to trudno się oderwać przez ciekawość, co będzie dalej. Jeśli ktoś więc lubi klimatyczne gry 2d, do tego platformówki i z wymagającą walką to nie ma co się rozwodzić, tylko trzeba odpalić i mieć kilkadziesiąt godzin dobrej zabawy. Dla mnie swoista kompilacja Child of Light z Dark Souls ( Child estetyka świata, linia fabularna, częściowo do rozwoju postaci Soulsy podejście do walki, mechaniki "pieniędzy" częściowo również do rozwoju postaci ).
Muzyka klimatyczna, będąca w tle a jednocześnie "współgrająca" z resztą. Grafika miód i kolejny dowód na to, że prostemu acz estetycznie i ze smakiem narysowanemu 2d nic nie brakuje, jeśli dołoży się klimat, dobrą fabułę i mechanikę - kto grał w Cuphead i Child of Light dobrze o tym i tak już wie.
Ocenę jednak obniżam z maksymalnej za kilka niedogodności:
- trudność "wymacania" wszystkich ukrytych ścieżek ( nie wszystkie widać np. przez trzęsącą się podłogę ).
- czasem bugi ( jakimś cudem nie zrespawnował mi się duch Failed Champion abym mógł wejść w jego świat, przy czym duchy innych bosów jak Sould Tyrant, czy Lost Kin zrespawnowały się po walkach. a to lekko wqrza. )
- czasem kompletnie nie wiadomo, gdzie iść albo gdy się idzie standardowo ( od razu za np. Hornetem) to grę się kończy w 70% i raczej kiepskim stylu.
- Koloseum Głupców jest irytujące - walenie przez kilka minut prostej walki aby przeskoczyć na trudność koszmarną i przy każdej próbie przejścia "koszmaru" męczenie się znowu z niewymagającą prostą walką. To nuży. Niektórzy bossowie też mają taką przypadłość przy walkach wielofazowych.
Jednak wszystkie te problemy to drobiazgi w porównaniu z tym, jakim gra jest dziełem.
Ta gra jest definicją dobrze skonstruowanej gry pod każdym względem.
Grafika i muzyka to klasa sama dla siebie i zasługuje na pełne 10/10. Trudno mi wyobrazić sobie, co można było tutaj zrobić bardziej klimatycznie - może mapę, która nie pasuje do stylu animowanych filmów lat '30.
Natomiast gra jest szalenie grywalna i satysfakcjonująca. Przechodzi się bosów różnymi technikami i jest to po prostu bardzo przyjemne - bosa trzeba się "uczyć" a gdy już go znamy to położenie go jest względnie szybką sprawą. Już dawno nie grałem w coś równie przyjemnego.
Ps. gram na regularnym joysticku. Pad jakoś mi do tego nie pasuje - nie ten styl grania.
Przyznaję, że choć grę miałem od pewnego czasu to nie chciało mi się uruchamiać, bo po poprzednich częsciach nie spodziewałem się czegoś aż tak dobrego. Jednak po przejściu gry ( głównej linii fabularnej) jestem bardzo mile zaskoczony i uważam, że ze wszystkich trzech części po reboocie serii ta była dla mnie najbardziej wciągająca.
Przede wszystkim czuć było wreszcie klimat "starego Tomb Raidera" a kto grał, to wie, że w starym TR trzeba było dosyć precyzyjnie skakać i rozwiązywać zagadki ( questy poboczne typu grobowce ). ścieżka fabularna SotTR niczego sobie, system walki tej przyjemny, choć akurat ataki z ukrycia niosły ze sobą zawsze spore ryzyko, co ujmowało jakości traktowania walki w sposób czysto taktyczny a szkoda, bo skradanki taktyczne bardzo lubię.
Pod względem artystycznym uważam, że choć nie była to gra przełomowa, to poziom bardzo wysoki - muzyka i grafika klimatyczna i pierwsza klasa zarówno artystycznie, jak i technicznie.
Na przyszłość życzyłbym sobie jeszcze mocniej powrotu do stylu starego TR z zagadkami.
To, co można w przyszłości usunąć to beznadziejne, nudne i żmudne wyzwania typu "zlikwiduj totemy żaby", które poza sztucznym wydłużaniem czasu rozgrywki nic nie wniosły - ani z tego myślenia, ani satysfakcji z rozwiązania.
Poza tym choć grałem na poziomie trudnym to ani razu nie utonąłem - jako grający w każdą część TR uważam to za skandal! ;-)
Niby kolejny raz to samo - Commandos, Robin Hood, Helldorado, Desperados, Shadow Tactics - a pomimo tego znowu kupa radochy. Bardzo ciekawe rozmaite wyzwania, regulowany poziom trudności. Grafika bardzo dobra, pełne 3d z obrotem sceny, cutsceny przyjemne, fabuła może i oklepana ( nie idzie chyba policzyć który to raz się mścimy ), ale znowu siedzenie nad myszą i kombinowanie a z drugiej strony wykonywanie akcji.
Trochę zbyt prosty tryb planowania czynności ( brakuje kolejki ), co powoduje, że gra miewa czasem charakter nieco zręcznościowy, trochę zbyt mało zróżnicowana muzyka i mało zróżnicowane odzywki przy wykonywaniu akcji.
Trzeba się zastanowić, czy grać z "wyciąganiem na związanego", bo to spore ułatwienie - można przechodzić w inny sposób ciekawe sytuacje taktyczne a "na związanego" często gra robi się monotonna. Starałem się na związanych nie wyciągać oprócz ostateczności ( są plansze, których jestem przekonany nie idzie przejść bez użycia tej techniki ), ale to i tak duże ułatwienie. Za dobrą zabawę i wysoki poziom realizacji i tak dobra ocena.
Jak dla mnie bardzo dobra. Napisałbym rewelacja, ale niestety gra zawiera na tyle dużo błędów technicznych i niedopracowań skryptów, że psuje to niestety klimat. Nie chcę podawać przykładów i spojlować - kto grał, ten zna. Jestem też niestety jednym z graczy, których dotknął bug uniemożliwiający zakończenie głównego wątku fabularnego na który nie ma rozwiązania, więc nawet na tak potężny kaliber bugów trzeba być przygotowanym i to 2 lata po premierze!
W pewnym sensie mam ochotę porównać tę grę w ogólnym zarysie do RDR2, bo obie są osadzone w pewnych realiach historycznych i nie-fantastycznych. O ile RDR2 w pewnym momencie mnie zniesmaczyło i znudziło tak KCD raczej tego nie zrobi. Dlaczego?
Po pierwsze inny poziom realizmu. Oczywiście nie jest idealnie ( np. kary za kradzież powinny być wyższe, szczególnie recydywa ), ale dużo lepiej IMHO niż w RDR2. Na czym polega "lepiej? Ano na tym, że np. rozpoczęcie otwartej bijatyki solo z pięcioma zbójcami to głupota w formie czystej - będziemy potrzebować poza umiejętnościami ( i naszymi i bohatera ) bardzo dużo szczęścia, aby z tej walki w ogóle wyjść z życiem, nie marząc nawet o zwycięstwie. Dla malkontentów narzekającym, że trudno strzelić z łuku mam złą wiadomość - z łuku w rzeczywistości jeszcze dużo trudniej celnie strzelić niż wycelować w KCD. Po prostu trzeba przyjąć, że gra ma pewien element zręcznościowy i albo się z tą trudnością godzimy, albo grę wymieniamy np. na "legendarnie trudne Soulsy", w których to celownik łuku "lockujemy" jednym przyciskiem na przeciwniku i wciskamy strzał wg. uznania wiedząc, że jeśli nie będzie uniku to siądzie. Żarcie się psuje, łachmany na grzbiecie, ew. pobrudzone ubranie będą powodować, że ludzie nas będą traktować lekceważąco a gdy będziemy głodni i niewyspani to siądą nam parametry. Wiem, że RPGi przyzwyczaiły nas do tego, że wchodzimy do miasta choćby w samych gaciach i wychodzi komitet powitalny złożony z najwyższych notabli i kłaniają się nam w pas, bo przyjechał bohater - w KCD tak po prostu nie ma.
Po drugie kwestia wyborów etycznych. Wiemy jakie są i bierzemy je na klatę. Chcemy być złodziejem, to jesteśmy - nie chcemy, to nie ma obowiązku
spoiler start
choć chyba przynajmniej raz trzeba coś ukraść - gwizdnąć zbroję, aby posunąć fabułę
spoiler stop
.
Po trzecie poczucie humoru. Są sceny, dialogi, drobne smaczki, które powodują, że gra jest żywa i autentyczna i to się czuje. Zakradając się do skrzyni albo przy kradzieży kieszonkowej czuje się strach przed byciem złapanym ( save jest dosyć kosztowny, więc ryzyko jest realne ).
Po czwarte staranność historycznego odwzorowania. Nawet przechodząc obok głupiego wychodka widać, że nie ma w nim drzwi. Dlaczego? Bo na początku XV wieku w wychodkach drzwi po prostu nie było.
Życzę Warhorse Studios jeszcze lepszej II części. Ten pomysł ma potencjał, choć w KCD widać, że technika klęczała a niektóre mechaniki są zepsute i (przy rozwiniętej postaci) zdecydowanie brakuje właściwego zbalansowania - o ile na początku rozgrywka jest naprawdę trudna, tak później pewne czynności są nudne i banalne i pojawiają się questy typu "przeleć na drugi koniec mapy i zanieś / przynieś coś".
Ps. Czy tylko ja widząc Szarlatana słyszę wewnętrznym uchem głos Henryka Talara? Ta postać jest zaiste "miodna".
Ps2. Ocenę dałem po "zakończeniu", czy raczej przykrym przerwaniu gry.
Piękna gra na wysokim poziomie realizacji technicznej w której można spędzić kilkadziesiąt godzin z dużą przyjemnością.
Pomijając aspekty techniczne, które są na poziomie naprawdę wysokim zwróciłbym uwagę na konstystencję budowy świata i przedstawionej historii. W pierwszym momencie, zaraz po odpaleniu gry widząc ludzi żyjących jak dzikusy i świat opanowany przez maszyny można się zastanawiać, kto wpadł na tak absurdalny pomysł! Dopiero znajdywanie tekstów, nagrań, uzupełnianie tego puzzle, dalsze części fabuły pokazują, co się naprawdę stało i dlaczego to wszystko się tak dziwnie rozwinęło i jaka jest nasza w tym wszystkim rola! I z całą absurdalnością tej przedstawionej wizji świata na sam koniec gry muszę przyznać, że to, co pokazano jest jedną z najbardziej konstystentnych historii sci-fy / futurystycznych jaką do tej pory widziałem w grach komputerowych - po prostu nie widzę porażających luk w fabule, (może oprócz tego, że znalezione i tajemnicze dziecko powierza się wyrzutkowi). Ta wizja jest po prostu sensowna a wraz z przebiegiem akcji zaczyna się widzieć i rozumieć, co tam tak naprawdę się wydarzyło.
Jeśli miałbym czepić się wad, to grze brakuje interesującego systemu wyborów fabularnych (wszystko jest tu bardzo płytkie, nawet misji specjalnie nie można odmówić, jak się już wdepnie w dialog) a walka z maszynami po pewnym czasie staje się niemiłosiernie schematyczna i nie ma się ochoty ją prowadzić - skażone strefy oczywiście są pomysłem super, ale większość habitatów maszyn to wyłącznie spowalniacze i przeszkadzajki. System szukania materiałów i polepszaczy również zaczyna w pewnej chwili irytować. Bardzo rozczarowany byłem nagrodami za przedmioty specjalne - moim zdaniem nie warto w ogóle tych przedmiotów zbierać myśląc o nagrodach, bo są tak słabe.
Kamera pracuje zwyczajowo do niczego ( choć czekam na pierwszą grę w której pojawi się dobrze pracująca kamera to mam wrażenie, że w Horizon pracuje ona całkiem kiepsko ) a do tego nie ma funkcji locka na przeciwniku, co jest dla gier współczesnych swoistym kuriozum.
System losowego dropa mógłby być też lepiej przemyślany, aby nie denerwował totalną absurdalnością - nienawidzę dropić zająców, aby w końcu z któregoś wypadła mi kość z zająca.
Choć napisałem więcej o wadach, niż zaletach, to muszę podkreślić, że to tylko tekst, bo sama gra jest naprawdę dobra i każdy, kto choć trochę lubi sandboxy, eksplorację, taktyczną ale i zręcznościową walkę oraz klimat gier fabularnych powinien w tą grę zagrać.
Do Humans Dream of Mammalian Sheep?
Na początek rozważyłbym, czy to jest gra, czy interaktywny film. Bo z jednej strony są aspekty dosyć mocno zręcznościowe, ale na znośnym poziomie a z drugiej jest historia i narracja na poziomie niezłego filmu.
Gra jest wykonana po prostu pięknie, klimat jest mocno cyberpunkowy z nieodłącznym pesymizmem, niepewną egzystencjalnie sytuacją ludzkości, klimatyczną muzyką a kilka scen jest naprawdych poruszających
spoiler start
Sceny w której androidy stoją w kolejce do rozmontowania kojarzą się tylko z procesem działania komór gazowych w obozach koncentracyjnych, czy też sceny końcowe w wariancie zakończenia "pokojowego", której to ścieżki nie powstydziłby się może i sam Mahatma Ghandi
spoiler stop
Niektóre z rozwinięć są zaskakujące i widać, że scenarzyści bardzo się starali o sensowne alternatywne ścieżki z logicznym ciągiem przyczynowo-skutkowym. Z wyborem najbardziej miodnego bohatera, czy też relacji nie będę chyba specjalnie oryginalny: Connor z Hankiem.
To, za co ocenę obniżam ( bo odczucia z gry zasługują na 9.5 o ile nie na 10 ) to kwestie czysto techniczne, mianowicie odblokowanie alternatywnych ścieżek późniejszych wymaga ponownego przejścia całości ścieżek wcześniejszych również dla bohaterów, którzy możliwości wyborów przez to nie zmieniają, co gorsza, nie można w tym wypadku skipować animacji a jak widzę niektóre z bardzo wczesnych wyborów mogą mieć wpływ na samą końcówkę i chce się je sprawdzić nie tracąc mnóstwa czasu!
Ja się pytam, gdzie są absolutne klasyki: "Brasil" i "Delicatessen"? BTW zamiast "Requiem dla snu" wstawiłbym "Trainspotting" - znacznie lepiej ryje mózg.
Zacznę od tego, że gra wydaje się być szczególna i zrealizowana jest technicznie w sposób po prostu wyjątkowy. Niektóre z elementów gry definiują moim zdaniem stan sztuki techniki gier fabularnych / przygodowych /akcji na dzień dzisiejszy:
1) Stopień szczegółowości wizualizacji i animacji przyrody, w tym ryb, gadów ( tych większych), ssaków - roślinożernych i drapieżników, ptactwa oraz pewien challenge z tym związany, aby to wszystko znaleźć i zabić w stylu oszczędzającym np. skóry i futra. Jeśli jest coś, co jest wyjątkowe dla tej gry i zwaliło mnie z nóg to przyroda - nigdy wcześniej nie doświadczyłem obcowania z przyrodą w grze w takim stopniu w żadnej z gier fabularnych / przygodowych ( symulatorów myśliwego, wędkarza i zielarza nie liczę, bo w takie nie gram). Spędziłem kilka godzin oglądając tą przyrodę, zakradając się, łowiąc ryby i zwierzęta, bo to rozgrywka i rozrywka sama dla siebie i niezwiązana specjalnie z resztą gry. Nie twierdzę, że super realistyczna, ale dająca frajdę i radość.
2) Wizualnie krajobrazy z westernu, pojazdy, konie z ich rynsztunkiem, bronie ( wizualnie, bo do sposobu ich działania można się mocno przyczepić, jak zresztą w każdej grze, która przedkłada rozrywkę nad realizmem ), tudzież np. elementy rozrywki jak teatry ze swoją techniką i groteską zawartości.
3) Muzyka. Tu chyba nie można wiele poprawić. Muzyka jest zrobiona tak, jak powinna być - gdy jest akcja to akcja, gdy nastrój to nastrój i wszystko w klimacie epoki z grającą surową gitarą, banjo itd. Lepszą jak dla mnie spotkałem chyba tylko w Soulsach.
4) Misje. Bardzo ciekawą koncepcją jest to, że nie trzeba wiele, aby wszystko poszło nie tak jak bohaterowie zaplanowali i finał okazuje się zaskakujący - fakt, że wiele misji ma elementy dodatkowego challenge (czasowy, albo sposób przejścia) oraz można je zakończyć w różny sposób jest dodatkowo super. Ta jakość przygotowania jest rzadko spotykana a twórcy potrafili to zrealizować solidnie i w sposób przyjemny dla gracza. Misje to te momenty, w których następuje zjawisko, które porządna gra powinna zapewniać w jak największym wymiarze - zerwanie się kontaktu gracza z z rzeczywistością i zanurzenie się w 100% w akcji na ekranie bez reszty! To jest po prostu creme de la creme gier fabularnych ( tak, tak - fabularnych! ) w całej okazałości - z wyjątkiem systemu walki, ale o tym za moment...
Niestety cztery powyższe choć są wspaniałe to dla mnie za mało.. albo raczej żałuję, że ta gra nie jest trochę inna, ponieważ w tej chwili przerywam ją na 30 procentach i chyba nigdy do niej już nie wrócę. Dlaczego? Bo są w niej aspekty, które mnie tak zniechęcają, że mam dosyć.
1) Banalność walki, banalność transportu, w tym wypadków z koniem, banalność i skutki przypadkowego użycia broni w mieście. Co to ma być za wykup 200 dolarami za morderstwo kilkudziesięciu stróżów prawa? Walczył w pojedynkę z 30 przeciwnikami, dostał 20 kul i uciekł! O ile ta walka byłaby bardziej emocjonująca, gdyby jeden strzał w nogę implikował rekonwalescencje przez przynajmniej kilka tygodni a jeden strzał w głowę ją kończył? Albo realizm, albo niech dadzą sobie spokój. Żeby nie było: uwielbiam shootery, zwłaszcza oldschoolowe jak quake i pochodne, również grotestkowe, ale albo-albo. Ta niekonsystencja w tej realistycznej
oprawie bardzo mnie zniechęca.
2) Brak indian ( przynajmniej jak do tej pory ). Co to ma być za dziki zachód bez indian? wodzów indiańskich, pięknych i dzikich squaw, niespodziewanych napadów, skomplikowanych relacji między indianami i osadnikami? Co to za dziki zachód, gdzie się człowiek nie potyka co chwilę o indianina?
Rozumiem, że akcja gry jest osadzona u schyłku dzikiego zachodu i pokazanie życia gangu w beznadziei tej sytuacji, ale jednak u mnie ten niedosyt pozostaje - być może w dzieciństwie przeczytałem za dużo Karola Maya.
3) System wyborów moralnych i konsekwencji. Przepraszam, ale niekonsystencja wyborów moralnych jest dobijająca i zniechęcająca. Zło to zło, dobro to dobro a honor to honor. Nie ma honoru w wymordowaniu kilkudziesięciu stróżów prawa - za zabicie szeryfa noty za honor powinny zlecieć tak, żeby każdy, kto ma ochotę pozostać "białym" długo zastanawiał nad pierwszym strzałem do człowieka z gwiazdką. Jeśli ta gra od początku do końca byłaby symulatorem psychopaty to ok - bandyci w istocie to miażdżącej większości psychopaci i miałoby to przynajmniej swój smak - to, co zrobiono, jest kolejną amoralną i fantastyczną bajką pt. zabił 100 prawdopodobnie dobrych ludzi, ale w sumie to szlachetny człowiek bo podwiózł samotną matkę ze skręconą kostką wychowującą syna i uratował brata - głuptaka z rąk sekty. Jak to się ma do ocen konsekwencji czynów i postrzegania przez środowisko? Coś takiego stoi mi tak mocno w gardle, że nie mam żadnej przyjemności grania. W dobrej grze RPG gdzie latały smoki widziałem systemy zachowań, konsekwencji i jakość funkcjonowania społeczeństwa dużo bardziej realne niż w tej grze!
4) Tempo gry i wykonywania w niej czynności jest dobijające. Przygotowanie jedzenia piekąc go na nożu po jednym kawałki i zbieranie ziół na zasadzie jeden krzak - jedna porcja przypraw powoduje, że odechciewa się zbieractwa / łowiectwa. Pewne elementy gry w dużym nadmiarze powodują po prostu w pewnej chwili znudzenie - przynajmniej u mnie. Zauważyłem, że niektórzy sobie cenią taką formę relaksu, że sobie galopują przez step 20 minut i cieszy ich to; sorry, mnie to nudzi. Przy czym nie nudziłoby mnie, gdyby pewien wysiłek był związany z realizmem. Np. upadek z klifu z koniem mógłby oznaczać np. pewną śmierć a najmniej poważne rany i okulawienie konia, jak w rzeczywistości...
Ps. Dziwię się, że w kategoriach nie jest wymienone RPG - są wymienione kategorie akcji i shooter, choć ta gra ma na pewno dalej od akcji i shootera niż RPG!
Jestem po skończeniu tej gry i mogę podsumować ją krótko: to mogła być najlepsza gra cRPG w rzucie izometrycznym w ostatnich latach, ale nie jest. Dla mnie najważniejszym parametrem gry jest grywalność a tutaj jest kilka poważnych wad:
1) czas ładowania pomiędzy lokacjami. Przepraszam, ale granie w grę fabularną, która pomiędzy lokacjami potrzebuje czasem ponad pół minuty na przeładowanie lokacji psuje 80% przyjemności gry, bo wytraca się klimat. Granie w izometrycznego cRPG z rozbudowaną fabułą przypomina czytanie książki - jak sobie producent gry wyobraża czytanie książki, w której potrzeba 30 sekund na przerzucenie strony, albo oglądanie filmu gdzie co kilka minut jest 30 sekund przerwy? Niby da się tak grać, ale przez brak optymalizacji mocno nadwyręzono przyjemnośc gry. Aby nie było: mam wyłącznie dyski SSD. Przy dyskach mechanicznych niektóre lokacje potrafi ładować kilka minut...
2) walke lubię w trybie taktycznym ( sorry, już tak mam ) a ten tryb jest po prostu kiepsko zrealizowany i męczący. Po którejś bitwie, prowadzonej ślamazarnym tempem, powtarzalnej i taktycznie niewymagającej, ale długiej ma się tych bitew dosyć. Walka jest moim zdaniem zmaszczona i nie ma w niej nic ciekawego. BTW pieśniarz powinien znerfowany znerfowany, bo paraliżowanie "w promieniu" przy koszcie 2pkt. akcji w taktycznym trybie ułatwia walke niemiłosiernie - można atakować niektóre trzy czerwone czaszki bez problemu.
3) bitwy morskie. To jest totalne nieporozumienie, ale nie dlatego, że odbywają się tekstowo, bo pomysł jest moim zdaniem sobie ok, ale dlatego, że względem abordazu jest to niezbalansowane ( powinno być wahanie się, czy warto ) a sama bitwa jest prowadzona prymitywnie. Po prostu nie chce się ich toczyć.
Kwestie, czy wątek fabularny jest krótki / długi, charaktery postaci pobocznych rozbudowane czy nie zostawiam na boku - mi się podobały. Wydarzenia "oskryptowane" to też dobre rozwiązanie dla graczy "oldskulowych". Bardzo fajna byłaby profesjonalna polonizacja z dubbingiem - w grach RPG niezastąpiona.
A mogło być tak dobrze, bo twórcy mieli bardzo dobry pomysł, realizacja jest bardzo przyjemna "dla oka" i ucha. Moje odczucia biorą się po części z tego, że grałem w Divinity: original sin 2 i tam nie popełniono tych błędów - być może dlatego tak bardzo mi przeszkadzają.