Na dokładkę sex-lalka, która ma po prostu sprzedać grę męskiej części graczy, jest ok i świetną wizją (z dmuchanym biustem, taaa), a czarnoskóry bohater, który ma zrobić to samo w stosunku do czarnoskórej populacji w USA, (raptem ok. 48 mln dorosłych) jest już fuj. Logika wyższego poziomu.
Konkretne przykłady masz choćby w artykule. Nie czytałeś go? To nie ceny się zmieniają, tylko kurs - to dość oczywiste.
Problem w tym, że nie płacimy ceny "kursowej" (wg forex) na dany dzień, lecz ustalaną przez Velve na podstawie ich "kursu". Jesteśmy traktowani więc jak klienci banków, które dorzucają do kursów prowizje w wysokości takiej, jaką sami sobie ustalą. Tę samą walutę możesz kupić dużo taniej w kantorze.
Jeśli wedle oficjalnego kursu waluty po przeliczeniu płacimy więcej, to już robota Velve i wydawców. Marża i tyle.
Nikt też nie zabrania na danym rynku wprowadzać promocji, zniżek itd. itp.
Tyle że o tym, jakiego kursu używa Steam do tego przeliczenie, nie decyduje UE. Ona jedynie wymusiła zdjęcie blokad regionalnych na swoim terenie. Regionalizację wg waluty masz nadal. Gdybyś przeliczył po dzisiejszym kursie, cena byłaby o wiele korzystniejsza, więc ustawowe ujednolicenie na dziś by nam się w sumie opłacało. Czyli to Steam ustala sobie niekorzystny dla nas kurs. Zresztą Velve niestety wykorzystuje swoją pozycję niemiłosiernie, a jego praktyki z normalnym rynkiem nie maja nic wspólnego. Nie kupować u nich - jedyna rada.
Tu nie ma nic do rzeczy Unia Europejska, nie ona ustala ceny. One zależą od wydawców, Steama i waluty, w której się płaci.
Masz przecież regionalizację, płacisz w złotówkach i to więcej niż ktoś, kto ma w swoim kraju euro.
"Jednak nie tłumaczy to, dlaczego ceny złotówkach są o wiele wyższe niż choćby w funtach brytyjskich lub euro. W końcu podwyżki dotyczyły też zakupów w tych walutach (choć zauważalnie mniejsze: odpowiednio o 13 i 25%)."
Nie ma zrównania cen na rynku europejskim. Niemcy i Francuzi płacą od nas mniej w euro. To ich oczywiście dotyczy zrównanie cen, bo płacą w tej samej walucie. To waluta decyduje o tym, ile płacisz. Płacąc w złotówkach płacisz obecnie więcej. Gdybyś miał w UE zrównanie cen, to byś płacił mniej, jak Francuz i Niemiec.
"Proszę się zastanowić, dlaczego obecnie dyskurs np. o historii, obfitujący w opisy np. okrucieństw czy zbrodni NKWD i jakoby Armii Czerwonej, ma poziom prostych pogadanek, w których przytaczający te „fakty” pracownik naukowy nie musi podawać źródeł?"
To może na początek strona z naukowymi artykułami, których autorami są historycy:
https://ipn.gov.pl/pl/armia-czerwona-na-ziemi
Do tego ciekawy wątek śląski:
A. Hanich, Losy ludności na Śląsku Opolskim w czasie działań wojennych i po wejściu Armii Czerwonej w 1945 roku, „Studia Śląskie” 2012, nr 71
Teraz kilka opracowań książkowych:
J. Gałęziowski "Niedopowiedziane biografie. Polskie dzieci urodzone z powodu wojny" (dotyczy gwałtów na Polkach - dotyczy zarówno okupantów niemieckich, jak i sowieckich).
Bogdan Musiał, "Wojna Stalina. 1939-1945: Terror, Grabież, Demontaże" (autor miał jeszcze dostęp do rosyjskich archiwów).
Krzysztof Lesiakowski, "»Trofiejny« przemarsz", IPN.
To chyba było z biuletynie „Biuletyn IPN” nr 7/2001
Cały poświęcony Sowietom.
Marcin Zaremba, "Wielka trwoga. Polska 1944-47".
A. Hanich "Martyrologia duchowieństwa Śląska Opolskiego w latach powstań śląskich i II wojny światowej"
Tomasz Sommer "Rozstrzelać Polaków - Ludobójstwo Polaków w Związku Sowieckim w latach 1937-1938. Dokumenty z centrali" (o wybór dokumentów, zwracam uwagę na daty, to jeszcze przed wojną)
Wszystko, co powyżej oparte jest na dokumentach ma swoje bibliografie (poza niektórymi artykułami, jeśli były drukowane w prasie niefachowej), a to tylko drobny wycinek oczywiście.
Nie masz po prostu pojęcia, o czym piszesz. Rozumiem, że na portalu o grach trudno o głębszą wiedzę historyczną, ale może jednak, jeśli nie zgłębiło się tematu, to nie warto wypowiadać się autorytatywnie.
O braku świadomości geopolitycznej szkoda mi się już rozwodzić, bo to po prostu smutne.
Artykuł dotyczy trybu oszczędzania w konsoli, który to niektórzy politycy uznają za wciąganie nastolatków w politykę klimatyczną. To jest po prostu głupie. Twoja wypowiedź jest równie oderwana od treści artykułu, jak twierdzenia owych polityków. od naszych rachunków za prąd.
Nie będę się tu rozpisywać o Twoich twierdzeniach na temat ekoludków, embrionów (cóż, chyba nie wiesz, że sterylizację u kotek i suk przeprowadza się nawet, gdy są w zaawansowanej ciąży, szczególnie to dotyczy zwierząt bezdomnych) czy jedzenia "robali (uważaj na E120, bo to koszenila, barwniki produkowany z owadów, stosowany od lat w żywności), bo nieco przeraża mnie Twoja "wiedza" o świecie.
I na koniec mała prywata:
1. Mogę być co najwyżej gojką,
2. Skąd wiesz, że nie jestem Żydówką? Wiesz, że "goj" to określenie, którego Żydzi używają osoby, które nie są Żydami?).
3. Słowo kontekst nie jest trudne do napisania w języku polskim.
4. Nazywanie mnie czubkiem nie robi na mnie żadnego wrażenia, za to świadczy dość jednoznacznie o Twojej kulturze, a raczej jej braku.
Tak, przecież niższe rachunki za prąd, to wsparcie dla polityki klimatycznej.
W ramach protestu proponuję włączyć światło, wszystkie komputery i urządzenia typu telewizor, na co najmniej tydzień 24/7. I powodzenia przy otrzymaniu następnym rachunku za prąd... ;)
Rany... czemu (niektórzy?) politycy są tak durni?
I zapewne II wojna światowa trwała lat 5, bo ktoś miał w tym interes.
Może choć zorientuj się, jakie były żądania Rosji wobec naszego kraju w grudniu 2021 roku? Poczytaj, zorientuj się, bo mam wrażenie, że nie masz zielonego pojęcia, o co się toczy ta "gra" i że pomaganie Ukrainie jest działaniem nie tylko etycznym, ale też pragmatycznym.
PS. I refleksja ogólna. Tak czytam Twoje wypowiedzi człowieku i zastanawiam się nad tym, czy wiesz choćby, skąd się wzięła Twoja "wolność słowa" i czy wiesz, że w PRL była cenzura? Żyjesz w świecie, który na tacy dali Ci inni. Ciekawe, co Ty dajesz, dasz światu.
To na początek proponuję wyrzucić do kosza wszystkie kreacje białych aktorów Otella lub Winntou. Kolor skóry tej dziewczynki nie ma najmniejszego znaczenia dla fabuły i zachowania szacunku do materiału źródłowego. Być może była akurat zainteresowana rolą, dostępna i okazała się najlepsza na castingu, bo to dobra, młoda aktorka.
Czy Ellie wygląda z serialu wygląda identycznie, jak Ellie z gry? Nie, a mimo to czytam o pozytywnym odbierze tej postaci. Ergo - marudzenie.
Szukanie pomocy i rozwiązań w sytuacjach nietypowych jest normalne. Na tym polega rozwój. Nikt nie wie wszystkiego - jak słusznie napisałeś. Ale podstawy raczej mieć musi w głowie, a nie tylko na papierze. Mylę się?
I powtórzę - tu mowa była o wzorach, podstawie i lukach w pamięci w sytuacjach stresowych.
Rozumiem, że nie miałbyś nic przeciwko temu, by po wypadku zajmował się Tobą ratownik, który zapomina w stresie o procedurach co trudniejszego zabiegu i musi zaglądać do książki lub pytać kumpla, jak Cię choćby intubować?
W niektórych zawodach słabsza pamięć będzie nie do przyjęcia i tyle. Warto może jednak o tym pamiętać i wybrać dla siebie zawód, w którym ta przypadłość nie będzie przeszkadzać, a nie udawać, że to bez znaczenia.
A myślisz, że bardziej w pracy się ceni kogoś, kto nie ma problemów z pamięcią w sytuacjach stresowych, czy kogoś, kto zapomina i musi szukać "pomocy" choćby nawet w telefonie?
Ten pierwszy siada i wykonuje zadanie, drugi traci czas na wpisanie frazy.
To ciekawe, że niektórzy uważają, że pewne umiejętności są zbędne, bo tak jest wygodniej.
Co do zaradności, sprytu, tego, jak radzić sobie z administracją, czytać ustawy itd. tu się zgodzę.
Choć nauka wypełniania formularzy dla mnie byłaby straconym czasem, bo jakoś nie mam problemu z ich wypełnianiem. Toż nawet P:IT jest jasno opisany. Raczej chodzi więc o czytanie ze zrozumieniem.
W sumie nie ma co zakazywać. Z ciekawości zadałam ChatGPT proste zadanie w postaci napisania charakterystyki Jacka Soplicy z "Pana Tadeusza". W jednym nasz bohater został wiernym kochankiem "swojej Telimeny", następne to były same ogólniki, które nauczyciel mógł uznać za ściągę z Wiki, a potem bot się zaciął.
Jesli ktoś chce na tym oprzeć swoją edukację, to proszę, tylko niech potem nie marudzi, że to udawane AI zrobiło z niego idiotę.
Może w przedmiotach ścisłych jest lepiej, nie wiem. Niech oceni ktoś, kto się na tym zna.
Z filologii polskiej - nie polecam.
A to nie jest tak, że nie powinno się polegać w samochodzie ciężarowym o dużej masie tylko na elektronice?
To nie czujniki siedzą za kierownicą, więc tak czy inaczej to kierowcy winni mieć decydujący głos. Czy tak było w przypadku Tesli, nie wiem. Być może została ona przetestowana dokładnie pod względem ergonomii. Jeśli nie, to duży błąd.
Świat im rzeczywiście niepotrzebny, ale potrzebny widocznie ich specjalistom od IT i innych technicznych dziedzin, więc już ok. miliona wyjechało z Rosji. Biorąc pod uwagę ich demografię, gorszą nawet od naszej, ta wojna oznacza, że Rosja to kraj bez przyszłości, kraj biedy, mafii i bimbru.
Sądzę, że mieszkaniec Moskwy jest równie wrażliwy na falę uderzeniową czy promieniowanie po amerykańskiej, francuskiej czy brytyjskiej atomówce, co mieszkaniec Warszawy czy Paryża w przypadku eksplozji rakiety rosyjskiej.
W praktyce kolapsu atomowego nie przeżyje nasza cywilizacja. To będzie nasz koniec.
Schedę po nas pewnie obejmą... karaluchy na spółkę z niesporczakami. ;)
Bardzo proszę o uważne przeczytanie mojego komentarza.
Zresztą mogę zacytować dla ułatwienia: "I nie mówię tu o milionie na premierę, ale o tym, jak napędziło sprzedaż i graczy anime."
Nie zmienia to faktu, że pik był wyższy niż ten dla Wiedźmin 3 po premierze pierwszego sezonu pewnego serialu z Cavilem na Netflixie.
Tyle że CP77 miał lepsze osiągi w liczbie jednocześnie grających na Steam niż Wiedźmin, co oznacza, że się sprzedał. I nie mówię tu o milionie na premierę, ale o tym, jak napędziło sprzedaż i graczy anime.
Dla mnie jedna z najlepszych gier, w które grałam. Dająca mnóstwo możliwości rozwoju postaci - od lubiącego bezpośrednią walkę pałką zabijaki po rzadko używającego jakiejkolwiek broni netrunnera. Mam nadzieję, że nikomu w CDP nie przyjdzie do głowy posłuchanie Twojej opinii i zrezygnowanie z Night City.
Ale wiesz, że on postawił ultimatum ludziom, którzy nie mają żadnego problemu ze znalezieniem pracy. Ba, takim, na których firmy wręcz polują. Ci ludzie nie muszą pracować z klaunem, jeśli nie mają na to ochoty. I jak było widać nie mają. Chyba że ich przekupi dużymi podwyżkami i wyjdzie na tym, jak Zabłocki na mydle.
[…] skoro nie jest nielegalne to znaczy że w naszej kulturze krytykowanie LGBT jest dozwolone i można to robić tutaj na miejscu a nie przeprowadzać się do Rosji.
Nie zostaniesz ukarany również za kłamstwo, co nie znaczy, że należy ewentualne skłonności do kłamania u kogoś pochwalać. Co do przykładu ze schizofrenikiem szczerze radzę… wezwać w tej sytuacji specjalistów, a nie wygłaszać prze mowy krytyczne lub uświadamiać na siłę chorego. Wyobraź sobie, że możesz mu zrobić krzywdę, bo nie masz zielonego pojęcia, jak schizofrenik na Twoje perory zareaguje. Właśnie to jest problemem. Ty nie wiesz, czy skrzywdzisz. Ważne jest dla Ciebie Twoje wyobrażenie, a nie dobro pacjenta. Więcej pokory, bo życie jej wymaga i uczy.
Transseksualizm może też zostaw specjalistom. Nie da się go leczyć inaczej niż zmianą płci. Rozumiem, że jesteś specem od problemów hormonalnych, genetycznych itd., że kategorycznie oceniasz, czym jest trans. Te osoby same zwykle wiedzą, że coś im dolega, dlatego niektóre szukają rozwiązania w zmianie płci. To nie jest od nich zależne, źle się czują w swojej skórze. Nikt nie zmienia też płci na życzenie. To się robi po badaniach psychologicznych i innych. I jak w przypadku każdego zabiegu medycznego istnieje ryzyko pomyłki. Radzę, szczerze, poczytać trochę o rzeczywistych osobach transseksualnych, o tym, co przeżywają, jak sobie radziły lub radzą. Może to Ci pozwoli zrozumieć, dlaczego może je boleć Twoja krytyka. Boleć, rozumiesz?
Krytykuje natomiast osoby które chcą wmówić wszystkim że to jest normalne i nie ma w tym nic niepokojącego. Taką osobe można uszanować, ale nie wmawiać ludziom (a szczególnie dzieciom) że ta osoba jest zupełnie zdrowa i nic jej nie dolega.
Ciekawe, czy tak samo należy postępować z osobami niepełnosprawnymi fizycznie? Rozumiem, że jak spotkasz gościa na wózku, a ktoś obok rzuci, że to fajny, normalny facet i ma normalne potrzeby, to będziesz z nim przeprowadzał na ten temat dyskusję?
A jak okażesz brak akceptacji dla osoby trans, gdy ją spotkasz twarzą w twarz? Rozumiem, że będziesz jej uświadamiał, że jest nienormalna?
I jeszcze jedno pytanie. O odbojniakach to słyszałeś? Jaką płeć ma hermafrodyta wg Ciebie?
I tym zakończę dyskusję, bo gdybyś był moim znajomym, to może by mi zależało trochę bardziej na rozwoju Twojej… nazwijmy to empatii. Ale nie jesteś, więc chyba wystarczy.
Cziczaki
Lecz nie logiczne, bo z takim myśleniem jak komuś się podoba mała ilość fabryk i czyste powietrze w Korei Północnej, to winien tam jechać.
Co jest nielogicznego w tym, by mieszkać tam, gdzie się podoba, a nie tam, gdzie musimy? Prawo i systemu społeczny to ważne kwestie w akceptacji danego kraju. Nie mogłabym mieszkać w państwie, w którym panuje reżim i nie byłoby szans na zmianę tego reżimu. Osoby, które mają wiele zastrzeżeń do liberalnych demokracji powinny po prostu rozważyć zmianę. Tak, jak w dobie PRL-u wielu naszych rodaków uciekało, bo nie chciało życ w takim a nie innym kraju.
Napisałam gdzieś, że jest nielegalne? Ależ nie jest, tak samo jak krytykowanie brunetek albo mężczyzn o blond włosach. Możesz sobie krytykować do woli, póki tej osobie nie dzieje się przez to krzywda. To już jest karalne.
Krytyka cech, które nie zależą od nas, jest jednak wbrew zasadom chrześcijańskim oraz ogólnoludzkim, humanistycznym, na których oparte są nasze społeczeństwa demokratyczne. Jest też po prostu głupie. Ale nikt Cię za to w demokracji do więzienia nie wsadzi, póki nie krzywdzisz. Przy czym krzywdą dla kogoś może być też przemoc słowna, fizyczna czy namawianie innych do przemocy. Obrażanie.
W jednym z komentarzy przyznałeś jednemu z piszących zresztą rację i zacząłeś po chwili pisać o trans.
Zdecyduj się - krytykujesz tylko trans czy LGBT, czyli orientację seksualną?
Jeśli natomiast podoba Ci zakaz wątków LGBT w grach, to winieneś jechać do kraju, gdzie taki zakaz jest lub będzie. Proste.
W demokracjach liberalnych wątpliwe, by był. Podobnie jak nigdy nie będzie prawnego zakazu krytyki czegokolwiek lub kogokolwiek. Jedynym wyjątkiem są tu zakazy propagowania zbrodniczych ideologii: komunizmu, faszyzmu czy nazizmu.
Swój komentarz piszesz pod artykułem dotyczącym rozważania zakazania gier z wątkami LGBT. Tym samym sugerujesz, że wspierasz taki zakaz. Do tego się odnoszę wprost. Już nie mówiąc o tym, że rozmijasz się z prawdą, twierdząc, że wszędzie wciska się wątki LGBT. Rozumiem, że cały przemysł growy to te kilka wymienionych tu gier, a i w większości z nich np. romans homoseksualny to opcja (Valhalla, Simsy)? Rozumiem, że nie powinno jej być?
No tak, ale wątki LGBT są wszędzie, pewnie Doom Slayer to też gej. ;)
I na koniec. Nie masz obowiązku czytać moich postów, zawsze możesz przenieść się na inne forum.
Niestety zmieniło, ale dotyczy płatnej subskrypcji za 8 dolarów miesięcznie, dzięki której użytkownicy będą mogli m.in. otrzymać niebieski znacznik, dotąd nadawany jedynie zweryfikowanym kontom.
Już jedna firma miała przez to spore kłopoty na giełdzie, bo ktoś sobie puścił w jej imieniu fake'a, że będzie za darmo rozdawać za darmo insulinę. Stracili na giełdzie 20 mld dolarów.
Będzie masa oszustów, którzy kupią sobie wiarygodność, jeśli nie zmieni się tego systemu.
I o to głównie jest płacz, uważam, że całkiem słuszny niestety.
Dla nas nie zmieniło się nic, to fakt.
Artykuł mówi o rozważaniu zakazu gier z wątkami LGBT i to spotyka się ze wsparcie niektórych użytkowników. Czyli ci użytkownicy wsparliby podobny zakaz również w naszym kraju, co w kraju liberalnym nie nastąpi, jest bowiem wbrew ogólnym wartościom, na których te kraje się opierają. Powinni więc raczej wybrać na miejsce zamieszkania takie kraje, w których ich wartości są szanowane i podzielane przez większość mieszkańców (przynajmniej pozornie).
Jeśli nie wyznaję wartości islamu, to nie wybiorę na miejsce zamieszkania Iranu. Ale jeśli jestem zwolennikiem szariatu, to winienem mieszkać w Iranie. Jeśli wybieram kraje Zachodu tylko dlatego, że tu bogaciej, to jestem zwykłym konformistą, a tej postawy nie szanuję.
Pisząc zaś o transpłciowości zaprzeczasz sam sobie. W komentarzu skierowanym do mnie twierdziłeś:
"Czy tylko Rosja ma prawo do krytykowania LGBT?"
W grach wymienionych wyżej pojawiają się różnorodne wątki (lesbijskie w TLoU 2) lub możliwość wyboru orientacji seksualnej.
Wybacz, ale to Ty czynisz z logiki panią lekkich obyczajów, nagle udając, że chodzi Ci o trans.
To moze warto się zastanowić nad przeprowadzką do Rosji, ewentualnie Iranu? Tam owe wątki są w ogóle na cenzurowanym. Jak widać rozważa się zakaz w Rosji.
Żeby było jasne. Nie, nie wyganiam, ale po prostu się dziwię, że krytykom zachodniego liberalizmu brakuje konsekwencji w tym temacie.
Chcesz, jak widzę podważać ustalenia zaakceptowane międzynarodowymi umowami, więc może dajmy wypowiedzieć się Wrocławianom, czy aby na pewno nie wolą Niemiec?
A ciekawe, co na to Ślązacy?
No, rozwalmy wszystko, czemu nie. A potem bawmy się w wojny o miedzę w Europie. Myślałam, że mamy mądrzejszych obywateli.
Zajęcie Tajwanu nie daje Chinom jeszcze technologii, bo sprzęt można zniszczyć. Prezes TSMC zresztą pośrednio to mówi - możecie próbować inwazji, TSMC nie dostaniecie. Poza tym bez dostaw sprzętu z ASML (Holandia) lub od Japończyków Chiny nic nie zrobią. Już teraz mają bana na proces EUV. Produkcja półprzewodników to nie taka prosta sprawa, wymaga łańcucha dostaw, które wojna by po prostu zerwała. Chiny też są klintem TSMC i choćby Samsunga.
Szanowny Autorze,
Może zacznijmy od tego, że ta sytuacja, o której piszesz o tu:
"Wyobrażam sobie taką sytuację w czasie II wojny światowej. 50 nazistów posterunku w okupowanej Francji zostaje ogłuszonych przez alianckiego agenta...."
jest już sama w sobie tak mało realistyczna, że nad resztą naprawdę nie warto się zastanawiać.
I tak szczegół - agent przecież miałby wybór w tej hipotetycznej sytuacji.
A nawet jeśli, to, czy komandos nie ma wyboru działając na tyłach?
Co zaś do tematu relatywizowania. Tak, nie wszyscy żołnierze Wermachtu byli nawet nazistami. Duża część miała też żony i dzieci, które kochali i o które w czasie pokoju dbali. Ba, nawet byli tacy czerwonoarmiści, którzy nikogo nie ukradli ani nikogo nie zgwałcili.
I warto sobie z tego zdawać sprawę, by diagnozować prawdziwe źródła zbrodni i zaczadzenia całych narodów zbrodniczą ideologią.
A dostaną wielka Smutę z lat 90-tych lub PRL-bis doby stanu wojennego.
Tak czy inaczej cofną się technologicznie i gospodarczo, co może nie spowoduje, że Ukraina nie będzie musiała iść w rozmowach na ustępstwa, ale na pewno zniechęci ich skutecznie do ataku na kraje NATO i cóż... pewnie uzależni od Chin.
Ty poważnie z tym filmem?
Montaż, szybki, działający na zmysły przekaz, wiele sztuczek mających podziałać na wyobraźnię - czysta propaganda.
Kiedyś oglądałam Zeitgeist czy jak się to tam zwało. Po 10 minutach gadania bzdur o starożytnym Egipcie (a wtedy to był mój konik), dałam sobie spokój.
Jeszcze lepsza była babka co opowiadała o planie pandemii do któregoś tam roku, co to twierdziła, że robiąc test można uszkodzić szyszynkę, a termometr z czujnikiem podczerwieni "zabija". ;))
A jeśli chodzi o temat. To wojna, informacyjna też. Należy informacje cedzić i przesiewać. Obie strony będą tak kształtować narrację, by dodać otuchy swojemu żołnierzowi. Przy czym Rosjanie już od dawna są znani z nieczystych zagrywek i armii, która często łamie konwencje genewską.
Dla wojskowych nie jest zaskoczeniem to, że kradną, nagle przerywają korytarze humanitarne itd. Warto poczytać o Czeczeni, Ałchan-Jurcie czy Osetii.
Ale to bez znaczenia, jak nazwiemy Rosjan. Faktem jest, że państwo o ambicjach imperialnych dokonało agresji na inne, suwerenne, które wybrało samo to, w jakim kręgu wpływów chce być i żyć.
Na dodatek powinno się pamiętać, że w naszym interesie jest to, by to państwo przetrwało i byśmy nie mieli za długiej granicy z Rosją. I tak już mamy Białoruś pod bokiem. To całkowicie chłodna kalkulacja.
Warto pamiętać, że w ciągu ostatnich 300 lat byliśmy pod butem Rosji przez lat 250. A jak pokazuje przykład Ukrainy, ten misiu ma nadal wielki apetyt i pazury.
A czytałam dziś drugą stronę. Ciekawe rozważania o pacyfiikacji Ukrainy, rusyfikacji, rozbiorze. Skąd my to znamy?
Do tego ciekawe rozważania o tym, że Stalin to był gość, a edukacja jest zła, bo za mało ideologii anty zgniłemu zachodowi.
Ale nie martwcie się. Nasza specjalna operacja finansowa (to kłamstwo, że to sankcje!) już została podjęta, by Rosjan uratować. ;)
A kto mówi, że jest ok? W ogóle uważam, że Amerykanie nie powinni się pchać na Bliski Wschód. Duże straty, zyski żadne, do tego destabilizacja regionu.
To dotyczy też byłego ZSRR (10 lat w Afganistanie) i obecnej Rosji (Syria).
A Ty przeczytaj sobie może note MZS Rosji z grudnia. Dotyczy nas i krajów bałtyckich. Było tam żądanie wycofania się wojsk państw NATO z terytorium członków Sojuszu przyjętych po 27 maja 1997 r. Cezurę stanowi tutaj podpisanie „Aktu Stanowiący o podstawach wzajemnych stosunków, współpracy i bezpieczeństwa” pomiędzy Rosją a NATO. Czyli wycofanie wojsk NATO z Polski i krajów nadbałtyckich. Podoba Ci się?
Może lubisz "ruski but" na gardle...
A skoro piszesz o emigrantach, których poza Ukraińcami u nas nie ma, to... zaczynam nabierać podejrzeń, że rzeczywiście gustujesz w "mongolskich trzewikach" albo zwyczajnie geopolityka Ci obca...
Mi w sumie wszystko jedno, nie mój problem, ale skoro się od Ciebie nic ciekawego nie dowiem (a to już wiem ;), to się pożegnam.
To zależy o co pytasz. Onet czy wp są dobre do śledzenia zajawek, ale należy pamiętać, że w dziedzinie informacji też trwa wojna. Sytuacja na froncie czy głębsze rozważania to już zupełnie co innego. Kanał S&B Bartosiaka, dla równowagi Wolski, grupa Obrona PRO.
Do tego sama geopolityka i historia zawsze mnie interesowały. Żeby zauważyć pewne tendencje nie trzeba być geniuszem.
A czym on pójdzie na to NATO, szczególnie po tym, co się dzieje na Ukrainie? Żartujesz czy się nie orientujesz?
Ukraina nie jest w NATO, to ważne. Dlatego teraz Finlandia i Szwecja nagle chcą do NATO.
To jest granica wpływów obecnie, o jej przesunięcie walczy Ukraina w istocie, bo chce na Zachód.
W momencie, gdy jednak USA wypnie się na kraje NATO, to cóż... rozpad sojuszu i sam na sam z Chinami.
No i pełna dominacja Rosji w Europie, bo to właśnie wtedy na zniesieniu sankcji się nie skończy. Jeśli ktoś raz uległ szantażowi, to można go szantażować dalej. Możemy wtedy wyciągnąć stare książki do nauki rosyjskiego. ;)
Atomem będzie groził? To już było... Zatoka Świń szczególnie jest ciekawa.
No chyba że jest samobójcą, bo Zachód ma mniej więcej tyle samo głowic atomowych, więc należy się liczyć z odwetem.
Ale wiesz, gdzie mieszkają córki takiego Ławrowa?
I wybacz, ale coś tu logicznie lekko szwankuje. Z jednej strony gracze nie pójdą na front, akcja nie ma znaczenia, ale powoduje, że się Rosjanie złapią się na propagandę i pójdą na front. No to jak to z tym znaczeniem?
Tyle że oni już są na froncie, oni już żyją dawno propagandą. To już się stało. Już bombardują i niszczą miasta. I robili to już wcześniej (w Groznym choćby), choć Europa ich głaskała po główce. To już się dzieje, a w samej polityce nie ma najmiejszego znaczenia, czy ktoś Cię lubi. Charków lubił Rosjan....
Źródło jest zawsze w agresorze, w tym, kto napada. Nie tłumaczmy agresora.
Ale geopolitycznie jest to proxy war, oczywiście, choćby dlatego że USA to najpotężniejsze demokratyczne państwo świata, najsilniejszy przedstawiciel Zachodu i jego wartości. To też wojna o to, czy chcemy demokracji, ze wszystkimi jej ułomnościami i bałaganem, czy wolimy "ruski mir" lub chiński technokratyzm. I o to, czy wolno nam wybrać to, czego chcemy.
Ukraińcy wybrali Zachód już na Majdanie i to się Putinowi najbardziej nie podobało. On nie chce zaakceptować ich wyboru.
Już widzę tych zawiedzionych graczy rzucających swoje fotele i biegnących masowo na front. :)
A tak szerzej. Spróbuj iść na front na obcej ziemi z pustym brzuchem...
Zresztą poczytaj trochę o rewolucji październikowej albo lepiej o Wielkiej Smucie w latach dziewięćdziesiątych w Rosji czy o naszej Solidarności i przyczynach upadku ZSRR, bo to bardziej adekwatne.
Co do zniknięcia sankcji po klęsce Ukrainy...
To jest przecież tzw. proxy war. Przykre to, ale chyba konieczne. Tu się nie walczy tylko o Ukrainę, a raczej o obecność USA w Europie, o siłę NATO, a więc Stanów.
Sankcje znikną więc wtedy, gdy Putin odpuści, gdy Ukraina będzie mogła robić, co chce, a przynajmniej wstąpić do Unii. Chyba że UE chce się "posprzeczać" z USA. Już widzimy, że USA Europy nie odpuściło. Wystarczy poczytać o tym, co przerzucają do Niemiec (dywizje pancerne), co chcą przerzucić do nas. Oczywiście w pewnym momencie sankcje mogą zelżeć, ale tu dużo zależy od nacisku Amerykanów. A na razie nie ma sygnałów, by ten nacisk miał zmaleć, bo od tego, czy dadzą sobie radę w Europie zależy też ich pozycja wobec Chin.
Geopolitycznie Putin, nawet jeśli wygra militarnie, już przegrał.
Po pierwsze musi Ukrainę utrzymać. A to będzie drugi Afganistan. To nie malutka Czeczenia. To wielki kraj z tradycjami partyzanckimi (my ich posmakowaliśmy, tym bardziej warto wspierać demokratyczną Ukrainę, by sytuacja się nie powtórzyła) i granicą, z której może płynąć stałe wsparcie.
Po drugie - skutek osiągnął chyba odwrotny od zamierzonego. Chciał odsunąć NATO? Nic z tego. USA przerzuca do nas szpicę NATO. Chciał robić i osłabić Unię. Nic z tego, nawet ogłoszono zakupy broni. Chciał dealu z Niemcami. No nie wyszło. Niemcy chcą tworzyć wreszcie silną armię i będą budować gazoporty. My nie przedłużymy już kontraktu z Gazpromem dzięki BalticPipe.
Utrzymywany jest oczywiście handel ropą, gazem i węglem, ale tylko w zakresie takim, by sama Europa nie wpadła w zbyt duży kryzys (który jest oczywiście nieunikniony, ale albo chwila kryzysu teraz, po którym Europa będzie niezależna od Rosji, albo zależność - innego wyboru nie ma). Wszyscy już jednak myślą, jak się uniezależnić.
Chciał wzmocnić tych, którzy w Ukrainie sprzyjają Rosji. No cóż, po tym jak wygląda Charków, miasto, w którym się mówi po rosyjsku, można ogłosić tylko jego klęskę. Tam już nikt prócz odpowiednika naszych folksdojczów nie będzie darzył Rosjan miłością.
Politycznie Putin się przeliczył i to bardzo. I on to wie, dlatego musi walczyć do końca, bo jak jeszcze przegra militarnie, to okaże się, że wpędził Rosję w kryzys, odciął od świata i ... nie dał nic w zamian. W końcu do nich dotrze, że nie dostają nic w zamian.
I powtarzam - nasza racja stanu to słaba lub prawdziwie demokratyczna Rosja. A to wymaga zmiany mentalności, to trwa, bywa żmudnym procesem, długoletnim. Ale ten proces wreszcie się zaczął. I wbrew pozorom takie marne odcięcie od gier jest jednym z elementów tego procesu. Mało znaczący, PR-owy, symboliczny, ale skoro mamy reakcje, to jednak nie całkiem bez znaczenia.
Naprawdę nie widzisz, że się zastanawiasz nad dobrostanem i opinią ludzi, którzy akceptują siłowe odbieranie jednemu z krajów prawa do samostanowienia? Przecież oni już są po określonej stronie. Trudno. Niech pokażą, że jest inaczej, to pogadamy...
A teraz czekamy na rosyjską emigrację...
Każda sankcja ma znaczenie, bo ziarnko do ziarnka aż...
I nie ma znaczenia, co uznają. Rewolucje i przewroty pałacowe nie rodzą się z filozoficznych rozważań ani dobrotliwego przekonywania.
Rodzą się z braku, głodu i beznadziei.
I jeszcze jedno. Warto być czasem zimnym pragmatykiem. Slaba Rosja to bardzo dobra Rosja dla naszej racji stanu.
Niemcy po drugiej wojnie światowej zapłacili wysoką cenę za swoje zbrodnie.
ZSRR nigdy nie został rozliczony za zamordowanie milionów. I to nam teraz procentuje, bo mit Wielkiej Rosji, szowinizm jest u nich nadal żywy.
Zrobić akcje odwrotną i tyle.
Wczoraj do mojego miasta przywieziono dzieci z Domu Dziecka w Kijowie. Dzieci.
Te domy, które dają radę przyjmują kobiety z dziećmi, które musiały opuścić swoje domy z tym, co da się zabrać ze sobą na szybko, musiały zostawić swoich mężów, których może już nigdy nie zobaczą.
I w tym kontekście nie mam najmniejszych wątpliwości, że Rosja i jej obywatele winni ponieść też osobiste konsekwencje. To oni wybrali Putina. To jest ich odpowiedzialność, to oni godzą się na autorytaryzm i imperialne zapędy swoich władz.
A gdyby nie wspierali tej wojny, to pisaliby pozytywne recenzje, wspierające sankcje i stali na ulicach, nawet narażając swoje życie.
Nie pójdziesz walczyć za Ukrainę, bo Ukraina walczy za Ciebie.
Jeśli myślisz, że Rosja, państwo, które w ciągu ostatnich 300 lat w istocie okupowało nasze państwo przez jakieś 250, da Ci spokojnie żyć, to jesteś naiwny.
A może chcesz czułej opieki rosyjskiej? Tylko moze się zorientuj, jaka tam się spokojnie i fajnie żyje.
Z pozoru. Ci Chińczycy od recenzji nie mają pojęcia, że ich banki z obawy straty zysków w sumie przyłączyły się do ograniczeń finansowania towarów Rosji, które narzuciły w sankcjach USA.
Chiny grają na dwa fronty. Europa i USA to dużo większy rynek zbytu.
W sumie należy im współczuć, że tak niewiele wiedzą o własnym kraju...
Postać tej dziewczyny, o ile o nią Ci chodzi, pojawia się w grze w jednym, drobnym zadaniu. Ale może nie będę tu spojlerować.
Ocen graczy z meta nie należy traktować miarodajnie. Urazy, bombardowanie negatywnymi recenzjami, zakładanie fake'owych kont, byle tylko dać to "0". Podobnie już kilka razy było. Cóż...
Z drugiej strony sam problem odpuszczania przez firmy dubbingu jest dość poważny. Ale czy oberwało się Residentowi? No nie za bardzo...
Ot paradoks.
Tak czytam sobie komentarze i dochodzę do wniosku, że część komentujących nie wie, w jakim świecie żyje. Facebook to największa platforma reklamowa.
Firmy, twórcy, organizacje pozarządowe, usługodawcy zależni i ci niezależni wręcz płacą za prowadzenie strony na FB, a prywatne strony to często strony mające zwiększać zasięgi danego podmiotu.
Tu nie chodzi o to, czy X lub Y ma konto na platformie, więc
Ale co z tego, że oszukuje, jak i tak z nim wygrywam? To nie AI, które ogrywa szachistów.
Tak, jak wyżej zauważył
Sam Gwint multi to zupełnie co innego, dużo trudniejsza gra, z żywym człowiekiem, turniejami e-sportowymi, w których można wygrać niezłe pieniądze (oczywiście nie jest to iga LoLa czy CS: GO, a nawet Hearthstona), sporą pulą kart itd.
Choć uważam, że Redzi nie wykorzystują dobrze potencjału swojej karcianki, ostatnio mało kart dochodzi, rozwój jest mikry wręcz. Może nie chcą ładować za dużo zasobów w rozwój karcianki przy ogólnym odchodzeniu od tego typu gier?
Akurat Gwint w W3 to gra, w której ogranie komputera jest banalnie wręcz proste. Może jakieś kłopoty są na samym początku, gdy po prostu brakuje kart, ale po nabyciu kilku ciekawych robi się aż nadto prosto.
Wybacz, ale to świadczy raczej o tym, że zwyczajnie nie "łapiesz" zasad. I nie musisz, nie każdy lubi karcianki przecież.
Dadzą, bo mogą na tym zarobić. I dobrze, bo znam osobę, która nie może grać na PS z powodu niepełnosprawności (problem z kontrolerem, a klawiatura musi być dostosowana, z programem). Będzie mieć możliwość gry na PC.
Twórca ma prawo nawet do przymilania się do współczesnych ideologii, ma prawo do kiczu, do szokowania, do szatkowania materiału źródłowego, do własnych interpretacji. Udanych lub nie. A nam wolno je krytykować, odrzucać, nie oglądać, nie czytać czy ignorować i wręcz odwrotnie.
Nie pojmuję też tej ostatnio modnej chęci narzucania czegokolwiek. Gombrowicz miał chyba rację. Wpojono nam formę, mamy pokornie chłonąć dzieła i powtarzać: "Słowacki wielkim poetą był". Na dokładkę wszyscy są pewni, że dokładnie znają przesłanie dzieła. Marne to dzieło, które nie da się wciąż na nowo interpretować. Jakże wszyscy zniewoleni jesteśmy w tych swoich bańkach. Powstało jakieś hasło-klucz - współczesna ideologia. Ale nikt nie zauważa, że to ciągle piętnowanie owej ideologii samo się staje ideologią. Jak antypoprawność polityczna, która jest po prostu tym samym tylko odbitym w lustrze. Część tu wypowiadających się już w istocie wie, jak oceni serial od Amazona. Zdziwiłabym się, gdyby serial okazał nie aż tak "niegodziwy". Nie będą oglądać serialu, lecz własne wyobrażenia, światopogląd i oczekiwania. I ok, mają do tego święte prawo. Póki nie narzucają tego spojrzenia całej reszcie, nie uznają za "normę", za jedyną słuszną ścieżkę tworzenia.
"Sillmarillion" nie rozpłynie się w powietrzu, bo Amazon zrobi sobie serial. Dostępny, osiągalny, moze będzie jak z "Wiedźminem", który dzi ęki serialowi zawędrował na listy bestsellerów Amazona w USA.
Film Coppoli nie miał być hołdem dla geniuszu Conrada. Jest ideologicznie zaangażowany, przesiąknięty ówczesną Ameryką, jest manifestem politycznym. Tak, jak "Dziady" w Teatrze Słowackiego. Ciekawe, że oburzeni zapominają albo nie widzą, że Mickiewicz był... antyklerykałem i rewolucjonistą.
Problem w tym, że w Twojej wizji kultury i tradycji, zastygłej, wiernie kopiowanej nie ma miejsca na kreację i reinterpretacje.
Nie ma miejsca na "Lwa w zimie" (1968), "Czas Apokalipsy" Coppoli, na "Łowcę androidów" Scotta, na "West Side Story" (obojętnie które, zarówno to z 61 roku, jak i 2021), "Balladynę" Hanuszkiewicza z motocyklami ani w końcu na "Dziady" w Teatrze Słowackiego.
Zgadnij, czy "Czas Apokalipsy" nie jest ideologiczny? W końcu co Conradowi do Wietnamu? Czy przełamywanie czwartej ściany i współczesny język w "Lwie w zimie" to trzymanie się przekazu historycznego? Czy przeniesienie tragedii Szekspira do Nowego Jorku to pogwałcenie tego milowego w historii teatru działa?
Nie każda reinterpretacja, odczytanie innego działa tworzy arcydzieło. Ba, nie każda zasługuje na miano działa sztuki. Ale odbieranie twórcom swobody w imię wierności to zwykła cenzura. Nikt nie powinien ograniczać twórców. Chcą mieć czarnoskórego elfa? Ich wola. Nie chcą - też ich wola.
Tworzenie filmu czy spektaklu to nie przepisywanie tekstu, to tworzenie czegoś nowego. Nikt nie wyrzuca tego symbolicznego Owidiusza do kosza, przepisując jego tekst. On trwa, w tekście, oryginale. Ten nowy twór może być wierną lub adaptacją oryginału.
Panom
Szczególnie tymi, które uwielbiają xD . Bez tego nie podchodź. ;)
Tak sądzę, że jednak rynek wtórny konsol nadal istnieje. Przynamniej tak niektórzy twierdzą.
Większość filmów i seriali robi się dla mas, bo tak się na nich zarabia.
Niszowe filmy Netflix robi tylko, gdy chce zawalczyć o jakąś nagrodę, by rozreklamować serwis, a może też ze zwykłego snobizmu.
Zarabiają na serialach, bo one przyciągają tłumy, ale mogą sobie pozwolić na wspieranie trudniejszych rzeczy typu "Munk" czy "Roma".
Taka jest widownia, chce rozrywki. To Marvel bije rekordy dochodów z kin, nie Tarantino.
Do tego choćby imdb, gdzie sam pierwszy odcinek ma ponad 6 700 ocen i średnią 8.8. Najniżej oceniany jest odcinek drugi oczywiście (zasłużył), ale to ocena 8.0 i ponad 5 tysięcy ocen.
Na Rotten średnia krytyków to 93% (45 recenzji), widowni 66%, ale z tej drugiej jest na razie ok. 1700 recenzji.
Najgorzej oczywiście na metacriticu krytycy 68% (22 renezje), widownia 4.4, ale od czasu praktykowania tam bombardowania ocenami 0, zwykłego hejtu (TLoU II choćby), to raczej nie jest ta ocena traktowana zbyt poważnie.
Nie mówię poza tym jedynie o energii.
A propos pożyczek i zarabianiu na nich. Niepokojąco drażni mnie tu rok 2008.
No tak, ale tam działały złe banki na wymyślnym, nieregulowanym narzędziu finansowym, tu... No przecież nikt nie zarabia na czystej spekulacji. ;)
Za to tracą wszyscy konsumenci energii. 1 GW dla kopaczy w Teksasie, a szacuje się w przyszłym roku będzie 5. Zgadnijcie, jak to się skończy dla rachunków, które dostają zwykli konsumenci energii? A skoro energia (najcenniejszy obecnie towar tak naprawdę), to i gospodarka.
Czyli będziemy marnować najcenniejszy zasób, jak mamy, by ktoś miał poczucie, że jest niezależny od banków (choć w sumie jest zależny od czegoś gorszego, czystej spekulacji).
Swoją drogą, jeśli ktoś myśli, że na rynku krypto nie ma banksterów i to nie oni wygrywają z płotkami w tym wyścigu, to jest naiwny.
Chiny się nie patyczkują, bo to kraj totalitarny. Pewnie po prostu oceniły, że to może im nawet zatrzymać gospodarkę. Demokracje będą się pewnie cackać nieco dłużej.
To tylko gra. Z mitologii wykorzystuje jedynie pewne wątki przyprawiając je własnym sosem (Odyn i cała reszta nie mieli nic wspólnego z Isu, nieprawdaż? :) Do tego daje możliwość gry kobietą, bo Odyn to w samej grze Eivor, a ta postać w zależności od wyboru gracza jest kobietą lub mężczyzną. W podstawce mamy przecież wątek Asgardu.
Zestawienia z powieścią Gaimana też nie rozumiem. To, że jeden ze starych bogów to Odyn, inny Czernobog czy Ibis, nie oznacza, że Neil napisał powieść o mitologii nordyckiej, słowiańskiej czy egipskiej. To postacie symbolizujące naszą współczesność.
Przypominają mi się namiętne dyskusje pod zapowiedzią nowego GoW o wierności mitologii, bo pojawiła się tam postać o ciemniejszym odcieniu skóry. Ciekawe tylko, której to mitologii miał być wierny GoW?
A gdyby były to błędy logiczne w skryptach, to nie powinny występować na każdej konfiguracji? U mnie ich nie było, nie miałam ani jednego zadania, którego nie mogłabym ukończyć. Ba, większości wymienionych na liście błędów nie zobaczyłam.
Takie są fakty, tak, jak jest faktem, że dobrze się przy tej grze bawiłam. Samo miasto jest niesamowicie klimatyczne, choć oczywiście pewnych rzeczy tam brakuje i widać niedopracowanie w zakresie mechanik tego otwartego świata. Ale szczerze mówiąc to więcej krwi napsuła mi Valhalla, bo wyskakiwała do pulpitu, a do tego dłużyła się jak... No i WD: Legion, który wymagał powtórnego ładowania zapisu, by coś ukończyć i którego fabułę ukończyłam bez pobocznych z ulgą.
Co do błędów, sądzę, że to nie takie proste i może być problemem zaszytym głębiej niż w prostym skrypcie, którego nie przetestowano. Bardziej błąd, który występuje pod danym warunkiem, którego rzeczywiście nie przewidziano lub zależny od jakiejś wady samego silnika. Ale nie znam się na temacie, więc nie będę się wymądrzać i gdybać, z czego to może wynikać.
Skończyłam grę w marcu tego roku. 280 godzin, gra na 100%. Ani jednego z tych błędów nie miałam. Gra oczywiście miała glitche, niedoróbki i swoje problemy (policja, ruch uliczny, za mało aktywności na mieście, problemy z niektórymi mechanikami). Ergo - wymienione bugi nie występowały na każdej konfiguracji.
Można się zastanawiać, na których konfiguracjach jest źle. No i zapewne "wąskim gardłem" są tu konsole starszej generacji.
Gram na RTX 2060, i7-9700k , nie jest to więc konfiguracja mocna. Gra chodzi płynnie na mieszance średnich z wysokimi.
A może po prostu firma już nie chce crunchu? Cała branża się boryka z crunchami, mobbingami i aferami dotyczącymi pracowników. Może pora, by ktoś zadbał o własnych pracowników.
Oj, jest pogarszanie stosunków z gangami. Idź kiedyś do nowej dzielnicy bez wcześniejszego kontaktu z danym gangiem, zobaczysz zachowania neutralne. Postrzelaj potem do ludzi z danego gangu i zobacz, jak zmienia się nastawienie, gdy przechodzisz obok następnej grupki z tego samego gangu. Neutralni już nie będą. Tylko że to trzeba zauważyć, gra nie ma takiej statystyki nigdzie, a gracze mają tendencję do przelatywania przez lokacje bez wnikania w detale.
Ja sama to zauważyłam przy drugim przejściu dopiero. Zaczęło mnie zwyczajnie zastanawiać, dlaczego obok jednych mogę sobie przejść spokojnie, a inni od razu stają się wrodzy.
Co do tłumów, braku mini-gier i zwykłych wypełniaczy świata - pełna zgoda. Choć na otwarte wszędzie drzwi w tak rozbudowanym świecie i z takim poziomem graficznym detalu we wnętrzach bym nie liczyła. Musieliby tę grę wrzucić w chmurę chyba. :)
Zakończenia różnią się tylko liniami dialogowymi? Przecież mamy zupełnie odrębny przebieg zakończenia w zależności od wybranej ścieżki: Arasaki (w którym tez mamy wariacje, nawet zależne od tego, czy uratowaliśmy jedną z postaci dużo wcześniej), Nomadów, Rouge, samotne. W samym zakończeniu też mamy rozgałęzienie dla zakończenia, gdy to V zostaje w "sieci" lub Johnny. Faktem jest, że wyboru dokonujemy tuż przed zakończeniem, chyba że nie zablokujemy sobie konkretną drogę nie robiąc danego wątku pobocznego (zakończenie Nomadów nie będzie dostępne, jeśli nie zrobimy wątku z Panam, a gra nas nie zmusza do jego zrobienia).
Problem z CP77 polega na tym, że oczekiwania były bardzo wysokie, a skutki wyborów nie są sygnalizowane łopatologicznie. Mało kto zwrócił uwagę, że nawet głośne i ciche przechodzenie danego zadania może mieć konsekwencje, jak w uwalnianiu Saula. Mało kto odkrył, że ma np. dwie lub trzy możliwości w którymś z kontraktów (nie tylko stylu przechodzenia, a w samym rozwiązaniu sytuacji). Gracze muszą mieć filmiki, jak w Wiedźminie, który będzie go przekonywał, że świat w wyniku jego działań się wywrócił do góry nogami. Choć gdy wróci do Kaer Morhen to się okazuje, że jest dokładnie taki sam. Nie mówiąc o tym, że w porównaniu z CP Wiedźmin rozwija postać tak samo. Możemy co prawda iść w szermierkę, eliksiry lub w znaki. I tyle... Co ciekawe bulidy nie maja żadnego wpływu na zadania. Minimalne rozwój Aksji. W CP dostajemy choc linię dialogową zależna od atrybutu lub pochodzenia postaci.
W Wieśku 3 nie działało to lepiej, tylko było wyłożone na tacy. Prawdziwie nieliniowy to był Wiedźmin 2, na pewno nie Dziki Gon.
Oczywiście CP powinien mieć więcej rozbudowanych zadań w stylu tego z pająkiem (uratowanie Bricka ma skutek w przyszłości, w jednym z zadań, ale "nie ratuje galaktyki" - fakt). W którym widać skutki jak na dłoni. Gracze nie zwracają uwagi na subtelności i detale. Działania gracza powinny być może odciskać się wyraźniej w świecie (choć mi to subtelne podejście pasuje bardzo, ale jestem w mniejszości być może), ale wzorem na pewno nie powinien tu być Wiedźmin 3, bo wcale tak wspaniele sobie z tym nie radzi, jak się utrało.
W samym uniwersum to "zapóźnienie" jest właściwie wyjaśnione zakazem używania jakichkolwiek myślących maszyn oraz modyfikacji genetycznych. Warto poczytać o dżihadzie butleriańskim. Zakazy te były łamane przez Ixian i Tleilax.
Ceny paliw kopalnych idą obecnie potężnie w górę, więc tak naprawdę kopacze kupujący elektrownie, odbierają ją innym przedsiębiorstwom, producentom i dokładają do tych wzrostów cen swoją cegiełkę.
Jak do tego dodać wzrosty cen elektroniki i jej braki (tu nie chodzi tylko o karty graficzne dla graczy, ale np. chipy, metale rzadkie, wafle krzemowe... mamy ograniczone zasoby, jeśli mamy nadpodaż w jakimś sektorze, to braki i wzrosty cen w innych sektorach są murowane), problemy związane z pandemią to nie powiedziałabym, że dla kiloherca to nic.
To całkiem realna strata.
Paradoksalnie dla kopaczy też, tyle że w dłuższym okresie czasu. Spekulacja czy to derywatami, czy krypto na dłuższą metę jest po prostu szkodliwa i wcześniej czy później wyjdzie bokiem .
Skrajnym zjawiskiem jest to, że w niektórych krajach nawet przez kopanie nie wyrabiały elektrownie. Jak wpływa na PKB brak energii?
Chinom nie chodzi tylko o wirtualnego juana, ale też o jak najszybszy, agresywny rozwój gospodarczy. Kopalnie krypto tego im nie dają...
Nie oskarża fikcyjnej szachistki, tylko autorów serialu o to, że skłamali na jej temat. Podali jej nazwisko wraz z nieprawdziwą informacją.
Mam wrażenie, że niektóre osoby nie przeczytały w ogóle artykułu.
Rozumiem, że gdyby o Twoim dziadku ktoś w serialu nakłamał, to byś mu powiedział coś podobnego?
Tu nie chodzi o poprawność, ale kłamstwo dotyczące konkretnej, istniejącej osoby. Powiedziano, że nie grała z mężczyznami, a grała. Uważam, że kobieta ma pełne prawo do obrony prawdy o tym, co osiągnęła.
Mi co najwyżej wylewają się z głowy informacje książkowe. Są jeszcze tacy, co czytają coś poza Internetem i nie komentują wszystkiego memem czy czymś podobnym.
Ale ok, nieśmy spokojnie kaganek oświaty, hasłowo: Kusz, Aksum (które ponoć było kontynuacją znanego z Biblii Królestwa królowej Saby, nie wiem, czy istniało i w jakiej formie), starożytna Nubia (znaleziska starsze niż te z I Dynastii Egipskiej), Songhaj.
Pominę oczywiście Egipt, bo nie ten kolor skóry.
Przecież ta gra u swoich podstaw zniekształca mitologię zarówno starożytnych Greków oraz Rzymian, jak i nordycką.
Kratos nie miał prawa pojawić się w otoczeniu nordyckich bogów, bo był postacią z mitologii greckiej.
Najpierw niech mi uzasadnią, dlaczego postać z mitologii greckiej, Kratos, pojawia się w kręgu postaci z mitologii nordyckiej (praktycznie cała reszta). A potem będziemy gadać o reszcie.
Wierność oryginałowi? Sama koncepcja gry to zaprzeczenie jakiejkolwiek wierności którejkolwiek mitologii (bo jest ich wiele, Grecy nie kumplowali się z Wikingami i nie tworzyli wspólnych wierzeń).
Ja na przykład nie rozumiem, jak można mieć takie luki w wykształceniu historycznym i nie mieć zielonego pojęcia o istnieniu kultur i państw afrykańskich starszych od naszego kraju...
I tak, i nie. Po 278 godzinach mogę potwierdzić, że niebieskie znaczniki to rzeczywiście "posterunki", ale kontrakty są różnorodne, tyle że gracze często zupełnie nie zauważają innych ścieżek i możliwości rozwiązania. Wchodzą i strzelają, bo np. zupełnie zignorowali to, że NPC mówi, by się nie ruszali. Gra nie sygnalizuje łopatologicznie, że istnieje inna możliwość i można ją niestety przeoczyć. Wada, zaleta? Nie mnie oceniać, bo akurat jestem z tych grających dość uważnie i... wolno. I to nie musi być shooter, może być skradanka, ale to już wymaga cierpliwości, bo łatwe nie jest.
Może rzeczywiście warto sięgnąć do badań. Tu próbka:
https://cordis.europa.eu/article/id/27002-genes-reveal-britons-hidden-african-ancestry/pl
Cóż, oczywiście, że pospolity mieszkaniec Europy doby średniowiecza nie podróżował ot tak poza swoją lokalną społeczność. Ale to czasy podbojów wikingów (toż pierwszy władca Rosji był wikingiem, Islandia, Grenlandia), to czasy krucjat (nawet tzw. krucjaty dziecięcej), czyli wypraw do Ziemi Świętej czy sporej mieszanki etnicznej na Półwyspie Iberyjskim, który był przecież częścią kalifatu wraz z Afryką Północną. Jeśli dodamy do tego dużo wcześniejsze podboje Rzymu, który chętnie korzystał z niewolników z Afryki, to nagle sprawa obecności osób o czarnym kolorze skóry nie okazuje nieco bardziej skomplikowana niż się powszechnie sądzi.
I tak tytułem ciekawostki. Kontaktów było mniej, ale dżuma przywędrowała z Chin.
Abstrahuję tu oczywiście od samej gry, bo sorry, ale, jak ktoś już słusznie zauważył, odcięte, gadające głowy chyba też w dobie Wikingów nie były powszechnym zjawiskiem. ;)
Niezwykły, charakterystyczny głos, którego słuchało się z przyjemnością... Niepowetowana strata... :( Nie każdego da się zastąpić...
E tam clickbait ;)
Gdyby rzucili nagłówek "Nikt się nie spodziewał! Tęcza na niebie! Co na to gracze?" to byłby dopiero clickbait... ;)
Wyrażając zgodę na zabieg, musisz liczyć się z możliwymi komplikacjami, które mogą po zabiegu wystąpić, a nie są wynikiem błędu lekarza. Na przykład przy wyrywaniu zęba możesz dostać krwotoku, bo masz np. niezdiagnozowaną chorobę krzepnięcia krwi lub po prostu nietypowo rozłożone naczynia krwionośne, czego lekarz nie jest w stanie ustalić przed zabiegiem.
Przed podaniem zwykłego leku przeciwbólowego może przecież wystąpić silna reakcja alergiczna. Nie lekarz za nią odpowiada, chyba że poinformowałeś lekarza o uczuleniu na dany składnik, a on mimo to podał Ci lek.
Ba, lekarz jest odpowiedzialny za komplikacje tylko wtedy, gdy popełni błąd w sztuce. Nie odpowiada wcale za wszystkie komplikacje, bo nie mógłby wtedy w ogóle Cię leczyć.
Szczerze mówiąc to dziwię się tym niektórym rekcjom na szczepionki. Ludzie się leczą, chodzą do lekarzy, wciąż praktycznie mają do czynienia z tworami medycyny. Wszystko, co przyjmujecie, jak się leczycie może mieć nieprzewidziane skutki uboczne po wielu latach. Jak kiedyś stosowane amalgamatowe plomby starszej generacji, które uwalniały do organizmu rtęć i mogły wpływać na układ immunologiczny. Jak zwykłe ibupromy, które mogą być przyczyną chorób układu pokarmowego. Czy to jednak powód, by nie korzystać z osiągnięć medycyny?
Każdy lek i szczepionka obecnie są przebadane dużo staranniej niż jeszcze w pierwszej połowie XX wieku. Nawet te całe szczepionki.
A mimo to po szczepionkę na polio w latach 60-tych zeszłego wieku stano w kolejkach.
O system ochrony chyba powinno się już zadbać w samej instalacji elektrycznej. W domach mamy przecież różne przepięciówki, bezpieczniki, uziemienia, piorunochrony. Oczywiście te systemy też mogą przyjąć tylko określoną porcję Niestety wszystkiego się i tak nie odetnie.
Mam podobne wrażenia. To nie tylko świetny kryminał, ale też kapitalny dramat. Opowieść o trudnych, życiowych doświadczeniach, stracie, traumie, błędach, słabości, ale też miłości czy przyjaźni.
Wcześniej czy później każdy ex trafi na PC, bo to się opłaca. 250% zwrotu za grę, która już nie będzie tak dochodowa na konsoli jest nie do pogardzenia.
Z PS5 nieco później oczywiście, bo musi exy wspomagać zakup konsol.
Choć tu po absurdalnej sytuacji na rynku podzespołów PC sytuacja też się zmieniła. Konsole stają się po prostu jeszcze bardziej atrakcyjne cenowo, szczególnie że nowa generacja aż tak nie będzie już ograniczać technologicznie twórców (przynajmniej przez najbliższe dwa, trzy lata), więc to wspomaganie exów nie jest już aż tak konieczne.
Wielu klientów kupi konsole, bo ma dość zawirowań sprzętowych na rynku PC.
Nie sądzę, by cokolwiek to zmieniło w branży. Zbyt optymistycznie patrzysz na sprawę. To dość oczywiste, że Sony zdjęło CP, bo nie chciało się bawić w pełne refoundy, co obiecali graczom Redzi (to był akurat uczciwy ruch).
Na grę też poszedł olbrzymi hejt, więc coś zrobić musieli.
Żadnej innej grze aż tak za błędy się nie oberwało. i zapewne się nie oberwie, bo nikt nie oczekuje zbyt wiele choćby od gier Ubisoftu, a i Ubi nie będzie tak prokonsumencki, by oferować jakieś zwroty w razie wpadki.
Co było z Unity? Nic, trochę krzyku i tyle...
Czy po wycofaniu Arkham Knight ze Steam coś się zmieniło?
No nie bardzo. To dlaczego teraz ma się zmienić?
Sami gracze przecież piszą, hejtując, że to "wyjątek", "najbardziej zbugowana gra w historii". To CPRprojekt ma łatkę, nie branża, która wydaje niedokończone gry.
Ba, branża dostała sygnał - nie zadzierajcie z Sony, nie właźcie w ich politykę zwrotów, bo oni tego nie lubią. Zamiast zwracać kasę graczom, wolą wycofać ze sklepu. Nie jest przecież prawdą, że w sklepie Sony nie ma zbugowanych gier.
A ktoś pamięta o takiej drobnej sprawie?
Jedynymi, których naprawdę ta sytuacja obchodzi i którzy wyciągają z niej wnioski są Redzi. Widać to choćby w tym, że wycofali się z planów szybkiego wydania darmowych DLC, z multi, w którym nie mają doświadczenia.
Wydali grę za wcześnie, co było winą zarządu i teraz uważają na każdy krok, każdą zapowiedź.
Myślę, że błędy przez pierwszoosobową perspektywę są bardziej dotkliwe, dostrzegalne. W Valhalli łatwiej machnąć na nie ręką. Leci się dalej i tyle.
Zależy od konfiguracji widocznie lub tego, czy grało się na konsoli. Ja się tak nie czułam. Żadnego wyskakiwania do pulpitu (co było problemem Valhalli, trzeba było szukać przyczyny - raz to była aktualizacja festiwalowa, potem nagle zaczął jej przeszkadzać MSI Afeterbuner), porównywalna liczba glitchy, żadnego zadania, którego nie mogłam skończyć, u mnie dobra optymalizacja na RTX 2060 (gram bez rt, 60 klatek utrzymuje bez problemu). 250 godzin przegranych w CP.
Fail to może i jest, ale jedynie na konsolach.
Cóż, u mnie gorzej się prezentują doświadczenia z Valhallą.
Zdecydowanie nie kieruj się opiniami, tym bardziej że część to naprawdę hejt.
Przy czym obiektywnie należy być gotowym przy ogrywaniu CP na zupełnie inne granie niż w takiej Valhalli, poważniejszą, wymagającą więcej uwagi od gracza opowieść.
Valhalla wymaga u mnie wyłączania Afterburnera, choć nie mam w nim ustawionego monitora FPS-ów. Przy nim od jednej z aktualizacji po pewnym czasie wyskakuje do pulpitu. Zdarzyły mi się też błędy takie, jak odloty w przestworza, błędy tekstur, zadania, w których trzeba było czekać na NPC-a, klatkowanie w określonych misjach albo błędy przy jakiejś festiwalowej aktualizacji, które Ubi musiało już szybko naprawić, bo gra regularnie wyskakiwała do pulpitu bez powodu. Glitchy nie liczę (fruwające kamienie, kości i drzewa choćby).
Grałam też w CP77 i właściwie mniej mnie irytował niż Valhalla. Ani jednego crasha do pulpitu, wszystkie zadania u mnie działały i dały się bez problemów ukończyć. Były glitche, czasem brak synchronizacji dialogu i dźwięku, pozostawanie elementów interfejsu po misji. Co zostało naprawione, nie wiem, bo skończyłam ją w marcu. Wrócę po wydaniu DLC.
Natomiast pod względem fabularnym, wrażeń - no niestety Valhalla wlecze się jak... nie powiem co. Po pewnym czasie robi się nurząca, zawieranie sojuszu z królestwami schematyczne. Może zakończenie zmieni moją opinię, na razie mam 74% ukończenia, więc zobaczymy. Gram w każdym razie z przerwami.
Do CP77 wracałam bez znużenia przez 250 godzin.
Ale to już zapewne rzecz gustu. Dla mnie CP to po prostu gra dojrzalsza fabularnie, angażująca mocno emocjonalnie.
Eivora co najwyżej lubię.
Autor tekstu ma natomiast rację. Reakcje graczy dowodzą, że opłaca się być przeciętniakiem w tej branży. Nikt się nie zawiedzie, oczekiwań brak (bo gracze nie potrafią oddzielić marketingu od realiów - rozumiem, że kropelki na katar uznają na lek leczący cudownie w pięć minut każdy katar? ;), za błędy się nie oberwie, a swoje się sprzeda.
A gdzie Ty masz przymus szczepień?
Skoro jednak się nie szczepisz lub nie chce Ci się zrobić testu na CoV2, to kraj, do którego jedziesz ma prawo Cie wysyłać na kwarantannę, bo nikt nie chce następnych lockdownów. Stąd paszport, pozwalający uniknąć ewentualnej kwarantanny. Był do przewidzenia.
Nowa Zelandia zamykała swoje granice już od początku pandemii i dzięki temu przeszła przez właściwie bezboleśnie.
Swoją drogą, gdy się wyjeżdża do krajów tropikalnych to się też trzeba szczepić. Dwa szczepienia są nawet obowiązkowe, o ile jedzie się w podejrzane rejony (przeciw żółtej gorączce i zakażeniom meningokokowym) Jakoś nikt nie krzyczy na ten temat.
Zastanawiam się też gdzieś Ty czytał, że ceny nie wzrosną? :)
Już rok temu w normalnej, mainstreamowych prasie dotyczącej gospodarki i finansów pisano o inflacji, problemach z gospodarką itp. Wiem, że teraz wiedzę czerpie się głównie z social media, ale warto moze czasem sięgnąć do czegoś więcej?
Każde jednak działanie, nawet korpo i opresyjne, musi być logiczne.
Czy zabijanie rynku sprzętu PC przez firmy produkujące tego typu sprzęt jest logiczne? Nie sądzę.
Jeśli producenci kart graficznych rzeczywiście rozumują w ten sposób, to w dłuższej perspektywie czasu szkodzą sami sobie. Karta graficzna, poza pewnymi branżami, nie jest dobrem koniecznym do grania. Można przerzucić się na konsole, a tych na rynku jest coraz więcej. I nie będą one zbyt drogie, bo ani Sony, ani MS nie zarabiają najwięcej na samym sprzęcie. Zarabiają na dystrybucji gier, abonamentach itp.
Na pewno więc dla krótkookresowych zysków warto zmienić cały rynek?
Podcinać gałąź sprzedaży detalicznej? Bo zmiany na tym rynku pociągają inne branże sprzętu do PC a nawet produkcji gier. Dość to nielogiczne, taka prawda.
Niedobory chipów to inna kwestia i też nie sądzę, by potrwało to zbyt długo, bo uderza w zbyt wiele rynków. Producenci samochodów mają silnych lobbystów i nie pozwolą sobie na wzrosty cen, które mogą nas przesiąść na rowery.
Swoja droga nikt jeszcze człowieka na Marsa nie wysłał i tak szybko nie wyśle, a produkcja chipa nie jest wcale prosta i łatwa. Wymaga skomplikowanego procesu technologicznego. Rozumiem, że nie masz pojęcia, jak to wygląda, ale jeśli nie masz, to może się nie wypowiadaj?
Mi też język polski nie jest potrzebny, ale to nie znaczy, że będę ignorować lekceważące klienta praktyki na naszym rynku.
To mała poprawka, o która należało zadbać, jeśli wydaje się ostateczną, ulepszoną wersję. Zmiana dubbingu niezależenie od wersji napisów to nie jest wielka sztuka. I pewnie dość szybko problem w wersji PC ktoś rozwiąże.
Nie zmienia to jednak faktu, że jest to obiektywny mankament naszej wersji wydania. Może też warto się zainteresować, jak jest w przypadku innych języków?
Bo jeśli podobny problem mają też inni, to redakcje recenzujące grę powinny na to zwrócić uwagę. Na tym polega uczciwa recenzja.
A i nie kupię, ale nie dlatego, że skopano wersje pl. Przeszłam Trylogię ze wszystkimi dodatkami po angielsku trzy razy, lubię ją, ale zmiany, które wprowadzono, nie są dla mnie warte ceny, którą za remaster wołają. Jak stanieje, być może. Tyle że muszę jeszcze znaleźć czas na powtórne jej przejście, co nie będzie proste. I nie "warezuję" czy jak to ktoś nazwał gier od dawien dawna.
PS. Już wiem, że problem dotyczy też innych nacji. Ergo - to powinno być zauważone.
Rozumiem preferencje, ale niechlujstwo wydawcy i samego BioWare należy zauważyć, jeśli jest się z branży dziennikarzy "growych". To powinna być poprawiona wersja również w takich drobnych aspektach technicznych, bo tym jest możliwość zmiany języka napisów niezależnie od dubbingu, bez względu na to, jakiego języka to dotyczy. Miejmy więc nadzieję, że w recenzji rzeczywiście ten mankament zostanie zaliczony do minusów.
To zresztą powinno dotyczyć każdej gry. Również RE8.
Odpocznij, jeśli jesteś zmęczony podstawką. Nie ucieknie DLC, a granie na siłę nie ma sensu. Zatęsknisz do mechanik, wtedy się zabierz za DLC.
A ja mam problem z Valhallą. Pierwsze wrażenie było niezwykle pozytywne, ale po tych 100 godzinach i 61% fabuły gry nie mogę w nią grać z pełnym zaangażowaniem i bez przerw kilkudniowych wręcz. Ma ta gra oczywiście swoje dobre momenty, ale jest w niej powtarzalność, która mnie po prostu nuży.
Ale to oczywiście rzecz gustu...
Otóż to. Cóż, ja nie gram, bo mam za sobą 250 godzin. Nie chcę zaczynać raz jeszcze bez jakiejś nowej, dodatkowej zawartości, ale gdy się takowa pojawi na pewno do CP77 wrócę.
Rozumiem, że zrobiłeś ogólnoświatową ankietę i jesteś pewny, że nikt nie gra w CP77? :)
Uogólnienia to... wiadomo co. :)
A skąd dane o 500 tys. sprzedanych egzemplarzy w tym roku? Redzi nie podali żadnych danych za ten rok. Mogą to być więc tylko dane szacunkowe jednej lub drugiej agencji. Rozstrzał mamy tu dość spory.
Przy czym nagle np. wypada ni z gruszki ni z pietruszki taka informacja:
Ergo - to tylko szacunki, jak będzie okaże się po następnym raporcie.
Uogólnienia typu "nikt", "reszty to już nie interesuje" zawsze fałszują rzeczywistość, warto sobie z tego zdawać sprawę.
Natomiast porzucenie CP77 z punktu widzenia czysto biznesowego byłoby dużym błędem. Firma ma raptem dwie marki i niszowego Gwinta. Nie ma pod ręka żadnej innej gry na najbliższe lata (chyba że gracze chcą dostać Wiedźmina 4 w opłakanym stanie?).
To nie Ubi czy EA, które mają pełne portfolio i pełną dywersyfikację. Nie sądzę, by Redzi, mimo błędu ze zbyt wczesną premierą gry, byli aż tak krótkowzroczni.
Co do oceny gry, nie będę rozpoczynać jakiejś dyskusji. To rzecz gustu.
Napiszę jedynie, że dla mnie nie była ani w opłakanym stanie (tak, miałam glitche i były ogólnie znane błędy i niedoróbki - choćby to z policją - wcale nie mam zamiaru wybielać tej gry pod tym względem, ale dla mnie w grze nie jest to element kluczowy, nawet w GTA V nie zaczepiałam NPC-ówi nie ganiałam się namiętnie z policją), ani fabularnie nie była gorsza od Wiedźmina 3 (ba, nawet uważam, że pod względem jest grą dużo dojrzalszą, ale powtarzam - to rzecz gustu). Mechaniki, elastyczność ogrywania też mi się podobają. Niestety mam wyczyszczoną mapę, rozwiniętą maksymalnie postać, więc po prostu czekam na nowe DLC, choćby drobne kontrakty. I z tego co wiem, nie jestem w tym osamotniona. To nie online, by siedzieć tam bez przerwy.
Wywód logiczny, tyle że należy zauważyć, że żadna gra do tej pory nie przyniosła im takiego zysku, jak Cyberpunk. Oczywiście Wiedźmin 3 sprzedał się w ciągu tych kilku lat w 28 mln egzemplarzy. W roku premiery jednak firma nie osiągnęła jednak rekordowego zysku, jak miało to miejsce w roku zeszłym.
Jaka będzie dalej sprzedaż zależy od tego, czy uda im się doprowadzić markę do dobrego stanu i jakie będą DLC.
Nie przekreślałabym tej gry, bo to naprawdę dobry tytuł.
Osobiście skończyłam grę po 250 h bez większych problemów i z prawdziwą przyjemnością, ale grałam na PC, więc pewnie uniknęłam problemów typowych dla konsol.
Co do ogarnięcia się organizacyjnego, to w pełni się jednak zgadzam.
Autorka ma słabość do Young Adult, stąd też wynika taka a nie inna ocena, której nie mam zamiaru negować.
Dla mnie "Cień i kość" to dość prosta opowieść, pełna klisz z innych gatunków, sympatyczna, sprawnie zrealizowana, dobrze się oglądająca, ale też nie wnosząca nic nowego. Po książki zapewne nie sięgnę, bo nie widzę potrzeby. Nie jestem targetem. :)
(A w przypadku takiej "Gry o tron" po pierwszym sezonie przeczytałam całość, to świadczy o tym, czego ewentualnie szukam w tego typu literaturze).
Wiedźmin to dużo trudniejszy materiał wyjściowy, który nie jest samograjem. Ergo i serial, który na jego podstawie się kręci jest zadaniem o niebo trudniejszym. Zaczęto od opowiadań, a to pod względem choćby formy rzecz unikatowa w świecie literatury fantasy. Jakoś sobie z tym materiałem poradzono, mi się nawet podobało, choć oczywiście ze sporymi wpadkami (smok... ech złoty smok...). Z saga powinno być prościej.
Porównanie obu seriali jest, wg mnie, pewnym nadużyciem. To tak naprawdę zupełnie odmienne gatunki w nurcie fantasy. I niech tak zostanie.
Niech bohaterowie "Cienia i kości" będą niezatapialni, a Mal aż za dobry, a Wiedźmin niech nam opowiada o świecie, w którym się próbuje nie wybierać, gdy mamy do wyboru tylko "mniejsze zło".
Otóż to. Dla krótkookresowych żniw, choćby nawet miały trwać dwa lata, pozwalają sobie firmy na zmiany całego rynku.
Krypto wcześniej czy później albo runą, albo zostaną uregulowane (zielony ład, spekulacja itd. itp. pretekstów jest wiele). Ale rynek już może nie wrócić do normalności sprzed walut i podwyżek. Odejdzie część dotychczasowych użytkowników PC-etów w stronę konsol. I raczej już nie wrócą w przeciągu życia tej generacji konsol.
Fakt, że do konsol też produkuje się sprzęt rodem z PC, ale tu ani Sony, ani MS nie chcą nadmiernych podwyżek, bo tak naprawdę nie żyją ze sprzedaży samych urządzeń, a gier.
Nie mówię już o skutkach tak działającego rynku dla rozwoju technologii.
Pandemia też się skończy, zapotrzebowanie się zmniejszy.
Przyjdzie kres żniw, a rynek już będzie inny...
Cóż, nie posłucham i nie sprzedam. Komputer nie służy jedynie do grania, czasem za jego pomocą się również pracuje.
I tu mamy dwie sytuacje. Albo wystarczy nam do tej pracy średniak z kartą graficzną ze średniej lub nawet niższej półki i zwyczajnie możemy sobie poczekać na normalizację rynku, by kupić coś, co kiedyś tam pozwoli nam też komfortowo pograć w nowsze tytuły. Albo potrzebujemy czegoś mocnego, ale wtedy zwykle też mamy zasoby, by wydać na tę kartę więcej, niż się powinno, bo na tej karcie po prostu zarabiamy.
Oczywiście do tego mamy też sytuacje, gdy to zakup dowolnej karty graficznej za dowolne pieniądze i to tylko w celach rozrywkowych nie spowoduje siedzenia o chlebie i wodzie, bo ma się po prostu zdecydowanie wyższe dochody.
Czyli Twoja rada dotyczy tylko tej części przypadków, które już dawno mogły się bezboleśnie przerzucić na konsole.
Jeśli komputer jest wykorzystywany li tylko w celach rozrywkowych, to jego posiadanie rzeczywiście mija się nieco z celem. No chyba że musimy grać w gry, które tylko na nim są dostępne.
Być może to moje 119 godzin w Valhalli daje się we znaki. Gdy gra się w ten sposób, liżąc ściany, to niestety efekt jest taki, że widzi się to, co biegnąc się omija.
Za aktualizację z wprowadzeniem Festiwalu Ostara to powinni przeprosić. Miałam już dość wyskakiwania do puliptu w losowych miejscach. Naprawiali, to tez jest fakt.
Żeby było jasne, nie wybielam Cyberpunka, ale naprawdę pisanie o Valhalli jako grze bez błędów jest nadużyciem.
Dla mnie mapa Valhalli to nic niezwykłego. Ciągle te same drzewa, dla urozmaicenia pokazane o różnej porze roku, trochę gór, rzeki. Wyróżnia się Norwegia. Miasta i wsie nie mają żadnych wyróżniających je cech praktycznie.
To nie ma nic, co by mnie zaskoczyło, zauroczyło. Pod tym względem już Odyseja i Origin zrobiły na mnie większe wrażenie. Nic na to nie poradzę. Może właśnie przejście Odysei i Origin mnie uniewrażliwiło na sztuczki Ubi w tym zakresie.
Wolę ich wielkie miasta: Florencję, Rzym, Konstantynopol, Paryż, Londyn, Boston.
Wiedźmin ma malarski, subtelny sznyt. Nowigrad ma swój charakter, Skellige z swoim zimnym klimatem też.
Tego sporu jednak nie rozstrzygniemy, bo to kwestia gustu.
A co do PC. Cóż, pewnie cała tajemnica w tym, że pewnie mamy na PC tyle możliwych konfiguracji, a czasem bałagan, że nie ma zmiłuj, zawsze może coś zaszwankować.
Choć akurat na PC w Cyberpunka grało mi się zapewne (zapewne, bo na konsoli nie grałam, grać nie będę) nieporównywalnie lepiej niż na jakiejkolwiek konsoli.
Z drugiej strony to może po prostu Ty nie widzisz owych problemów, bo za daleko od tv siedzisz? ;)
To może moje statystyki:
250 godzin w Cyberpunku,
119 na dziś w Valhalli (gra w połowie - 49% ukończenia)
A teraz parę słów o stanie technicznym na podstawie przegranych godzin.
Po dziś dzień (gra z premierą w listopadzie bodajże) występują w Assasynie błędy graficzne oraz inne. Fruwające elementy typu drzewka, trwa, kamienie, kości nad jednym z graczy w Lunden (przy tym graczu w kości jest też popsute oświetlenie), czasem dziwne animacje, gdy Eivor bije powietrze, potworny stuttering w misji w Lunden, choć normalnie gra chodzi raczej płynnie. Po aktualizacji z okazji Świat gra notorycznie wyskakiwała do pulpitu.
To naprawiano hotfixem, ale faktem jest że pulpit widywałam w przypadku Valhalli, a w przypadku Cyberpunka nie.
Cyberpunk miał na moim kompie sporo glitchy, nie miałam żadnej zepsutej misji, raz zacięty dialog (telefon Kerry'ego), błędy typu pozostanie elementów interfejsu na ekranie po misji.
Nie będę pisać o mechanikach, świecie gry, bo to są gry nieporównywalne.
Wielkie, ale nie za gęsto zaludnione tereny w Valhalli kontra gęste, ściśnięte miasto.
Zresztą ten wielki teren jest wg mnie pod względem artystycznym, graficznym zdecydowanie na niższym poziomie niż w Wiedźminie 3.
Czemu gracze nie narzekają na Valhallę?
Bo to Ubi - wiadomo, że geniuszami nie są, więc i nie trzeba od nich geniuszu oczekiwać.
Dwa - TPP. W pierwszej osobie każdy błąd jest rażący i odbierany silniej, bo wybija z imersji.
W TPP zachowujemy większy dystans do świata.
To ma do rzeczy, że nie zmienia złego systemu na plus. Jest po prostu następnym narzędziem tej samej gry, a jest traktowany jako zbawienie.
To było do ogółu. Wybacz, że pod Twoim komentarzem. :)
Oszczędności? ;) No dobra, niech będzie że kasjerka, szczególnie ta z rodziną i dziećmi, ma takowe, szczególnie w dobie pandemii. Gorzej, jak potrzeba np. ją zmusi do sprzedaży w tym dołku...
Albo jak w jednej z prowincji w Chinach, jeden podpis i waluta zakazana. ;)
O prądzie nie wspomnę... Osobiście wole konkrety. Ale co kto lubi.
No dobrze, a teraz niech mi ktoś wytłumaczy, jakie będzie mieć skutki dla budowniczego mostu, pielęgniarki, kasjerki w sklepie, sprzedawcy żywności istnienie tej świetnej, jak sugerujecie, waluty?
Rockstar też ma swoje na sumieniu. Naprawdę wszyscy już zapomnieli o starcie RDR 2 na PC?
A ja Was nie rozumiem.
Autor napisał o eksperymentalnej grze, w która na dodatek mogą zagrać osoby niewidome, co już samo w sobie jest ewenementem.
Wszystko, o czym się tu pisze, musi akurat być istotne dla Was?
Może choć na chwilę skupcie się nie tylko na sobie, a jeśli coś Was nie interesuje, to o tym po prostu nie czytajcie.
Ktoś Was zmusza do czytania tego krótkiego artykułu?
Sięgnijcie po coś innego.
"Polaczków" - tak w istocie powinno być. Może ten cudzysłów rozjaśni sprawę, bo chodziło mi o to, że zapędy do rozbuchanego marketingu i zachwalania gry, która nie jest znowu takim mistrzostwem świata, ma wiele firm.
Nic nie poradzę na Twoje wrażenia co do tych przeprosin. Moje były zgoła odmienne.
I na tym poprzestanę, bo nie sądzę, bym się dogadała z Tobą w tej materii.
Przyznam, że Was do końca nie rozumiem. Jest tyle możliwości, by obecnie poznać grę w okolicach premiery. Trzeba grać natychmiast, już, bez poczekania choćby kilku dni np. na streamy? Toż już recenzje uprzedzały o błędach w grze i dość szybko pojawiły się filmy na youtube. Do tego na Steam ma się jednak te dwie godziny, więc choćby pobieżnie można poznać stan gry. Ta trzecia godzina mogła coś zmienić? Nie sądzę...
Może jednak na drugi raz warto uwzględnić politykę zwrotu danej platformy , bo naciąć się możecie jeszcze wielokrotnie na wiele gier, które nie będą Wam odpowiadać. Takie gry wychodziły i będą wychodzić. Marketing też nie zniknie.
200 h w grze na PC, więc raczej trudno mi się zgodzić, że to kaszana.
Oczywiście konsolowcy mogą mieć uzasadnione pretensje i czuć się oszukani, grze też brakuje paru elementów na PC, bo została za szybko wydana. Ale dla mnie, osobiście, fabuła jest majstersztykiem, a klimat się po prostu wylewa z ekranu.
Dodam, że zdaje sobie sprawę, że to rzecz gustu. Klimaty sf i cyberpunka są mi bliższe książkowo dużo bardziej niż np. fantasy. Wiedźmin jest właściwie chlubnym wyjatkiem. Do tego warto pamiętać, że właściwie niemal każdej większej firmie z branży zdarzyły się poważne wpadki ze zbugowaymi grami.
To czemu nie zwróciłeś, tym bardziej że nawet sklepowe się dało oddać, co już było ewenementem?
No cóż, ale chyba nie powinno mnie to dziwić...
Czyli chyba niemal wszystkie firmy w gamdevie są prowadzone przez takich Polaczków, bo takich problemów z niedokończonymi i przereklamowanymi grami to już było pewnie z setki...
Dokładnie, tym bardziej że większość firm w tej branży ma takie wpadki na koncie. Ba, mało kto przeprasza za owe wpadki.
Myślę, że raczej podczas gry w Valhallę i w całą masę gier. :)
Ale potraktuję powyższe wskazówki i opis zalet "posiadania" partnerki (szczególnie z tym robieniem kanapki ;) również z przymrużeniem oka, jak tekst Autorki. :)
Toż to tekst o grach, z lekkim zmrużeniem oka do Czytelnika o tym, jak są traktowane związki w tym medium a nie życiu prywatnym i preferencjach Autorki. :)
Zauważyłam, że część tu komentujących potraktowało ten tekst bardzo poważnie, snując refleksje nad wirtualiami i związkami miłosnymi. A to przecież tekst o grach i tym, jak bardzo powierzchownie i po macoszemu traktują one związki. Do tego zgadzam się, że zabawny.
Zgadza się, ale raczej takie ataki są celowane i przygotowywane. Serwery mają swoje zabezpieczenia, pewnie im większa firma, tym lepsze. To człowiek jest zwykle słabym ogniwem i w niego się celuje.
https://www.computerworld.pl/news/Ransomware-technologia-dojrzala,420036.html
A skąd pewność, że to się zaczęło od sieci w ogóle? Przecież są sposoby na dostanie się do zamkniętych systemów. Poza tym tu chyba nie chodzi o dane przechowywane na komputerze, a dostanie się na serwery przechowujące dane, które muszą być dostępne dla pracowników. Szczególnie w czasach pracy zdalnej.
Ja gram w Gwinta i mi posułeś humor. Jesteś z tego powodu, jak rozumiem, bardzo zadowolony?
Nie do końca. Wydali CP77 i przyszły spadki akcji na giełdzie. Wtedy to pojawiły się zagraniczne fundusze z grubymi portfelami, które otworzyły na akcjach Redów tzw. shorty, krótkie pozycje w sumie na ok. miliard złotych. Polegają one z grubsza na tym, że to trader wypożycza akcje, by je sprzedać po obowiązującej cenie, a następnie czeka na zmianę ceny. Gdy ona spadnie, inwestor kupuje na rynku pożyczone wcześniej akcje po niższej wartości i dzięki temu zarabia. Czyli sprzedaję drożej, odkupuję taniej. Dla firm słabszych to praktyka dobijającą.
Część polskich graczy postanowiła jednak wzorem podobnej akcji na Wall Street dać popalić rekinom i zaczęła grać na wzrosty. Akcje poszły w górę, CD Projekt nawet ciągnął cały WIG20 przez moment. Niektóre fundusze były zmuszone zamknąć swoje shorty ze spora stratą.
Ale w lutym nadal na Redach były krótkie pozycje. Atak hakerski spadł im wprost z nieba, bo akcje znowu poleciały.
Polecam zresztą "Big Short" - film opowiadający o tym, jak się zarabia na kryzysie. ;)
Przynajmniej 20, ale to biegiem. Ale może nie powinnam się właściwie wypowiadać, bo mam w tej grze obecnie 188h, nieskończoną fabułę, za to skończone wszystkie poboczne... Ergo to jest gra, która można skończyć szybko, ale można też poświęcić jej masę czasu... Ba, od czasu, który poświęcisz zadaniom pobocznym, zależy też koniec tej gry.
Sprawa dotyczy Gwinta, to darmowa karcianka multi. Otwarta droga do nadużyć, cheatów itp.
A czy kod może pomóc modderom? Toż jego wykorzystanie będzie nielegalne, bo to własność intelektualna firmy. Zresztą narzędzia dla modderów już dawno zostały udostępnione.
Co do ostatnich zdań wypowiedzi, zgadzam się, wg mnie właśnie o to chodzi, o manipulacje akcjami.
Są firmą notowaną na giełdzie. Takie praktyki są nielegalne. Tak wiele by ryzykowali, tylko po to, by zyskać odrobinę czasu? Pomysł durny, tym bardziej, że nastąpiła publikacja kodu, co jest już pewnym problemem dla firmy.
W przypadku Gwinta, darmowej gry online to np. możliwość poszukiwania luk i tworzenia cheatów. A na Gwincie Redzi zarabiają.
Jeśli już uprawiać teorie spiskowe, to może warto się zastanowić, kto na giełdzie ostatnio grał na spadki CD Projektu i dlaczego utopił w ten proceder ok. miliarda złotych? Podpowiem, wielkie fundusze z USA, z bardzo grubymi portfelami.
Jeśli ktoś śledził Wall Street to wie, że te rekiny giełdowe już oberwały w sprawie Gamestopu. Oberwały też na Redach, bo polscy inwestorzy zmuszali rekiny, by zamykały pozycje. Cała sprawa z włamem to spadek akcji i np. jeden z funduszy mógł się znowu nachapać, a raczej nie stracić... Przypadek? Tym bardziej że tutaj wszystkie chwyty są stosowane, co już dość dawno temu zostało udowodnione.
To przecież nagranie z 13 grudnia. Co to ma wspólnego z dziś (05.02.2021) wydanym hotfixem? Nie wiem, czy ten bug został naprawiony, ale u mnie nie wystąpił. Robiłam tę misję na łatce 1.06 bodajże.
Być może u niektórych graczy występuje. Tu więcej na ten temat:
https://forums.cdprojektred.com/index.php?threads/nie-moge-kontynuowac-gry.11046491/
No przecież pójdą na zasilanie koparek, a kryptowaluta do skarbu państwa. Biorąc pod uwagę realia naszych sąsiadów, to pewnie wylądują BT w kieszeniach oligarchów.
Kryptowaluty też pozwalają głównie zarobić na spekulacji, czyli w sumie to twór taki sam, jak i insze produkowane przez rynki finansowe (derywaty, opcje, shorty itd. itp.), tyle że niezależny od banków centralnych (ponoć ;).
Do tego gdyby tak policzyć koszty (nie w żadnej walucie, lecz w energii i surowcach) to gdyby w tym chcieć pensje płacić, to musielibyśmy uruchomić już reaktory fuzyjne. Nie mówiąc już o tym, że to wręcz idealny twór do prania kasy...
Tylko dlaczego mam oddać grę, jeśli nadal mam ochotę w nią grać? Pomijam już, że po 130 godzinach już nie mogę jej oddać. :)
Nie miałam na razie żadnych błędów, które by uniemożliwiły mi grę.
Widzę jej problemy, nie jestem bezkrytyczna, pewnych rzeczy mi nawet brakuje, ale fabuła, samo miasto i gameplay są dla mnie rewelacyjne.
Jestem wręcz pewna, że sięgnę po nią raz jeszcze. Fabularnie dawno nie grałam w coś, co by na mnie robiło chwilami takie wrażenie. Może to gra skrojona pode mnie? I miałaby ją oddać?
Zawsze kupuje gry w wersji, którą potem mogę zwrócić. Taką mam zasadę, ale tutaj... nie przeszło mi to przez głowę.
Raczej zwykły trolling, ale jeśli ktoś wpadnie na taki pomysł, to zmarnował kasę na pozew. Żadna firma tworząca oprogramowanie, poza tym z ISO, nie może odpowiadać za działanie programu na każdej konfiguracji PC, bo jest ich tysiące.
Konfiguracji sprzętowych i do tego oprogramowania innych producentów, które też może wpłynąć na działa.
To tak, jakby chcieć podać do sądu MS za BDOS-y. Już widzę te odszkodowania. :)
Co innego pozwy od inwestorów, ale czytałam parę analiz... Raczej marne szanse na powodzenie, szczególnie jeśli kurs akcji nieco odbije. Zresztą takie pozwy już były w przypadku innych firm i zniknęły w niebycie.
Czyli
Gra to też produkt, który daje zatrudnienie wielu osobom. Tworzą coś, pracują i dostają za to wynagrodzenie. Kogo "karmi" rynek kryptowalut? Jaką pracę wynagradza? No tak, trzeba kupić koparkę, czyli coś włożyć, potem wykorzystać opłacone przez siebie zasoby (prąd) i... tyle.
Tu nie chodzi o wartościowanie, ale raczej o charakter pewnych produktów finansowych, którym w istocie, mimo głoszenia ich niezależności, kryptowaluty są. Tak naprawdę to znowu zarabianie na pośrednictwie, na spekulacji kursem (stąd wręcz konieczność cykliczności), nie tworzeniu czegokolwiek.
Gorzej, jak tej karty zabraknie projektantowi, architektowi lub komuś innemu, kto tworzy dzięki niej realny, dotykalny produkt. Kryptowaluty to następny twór rynków finansowych, który tylko dzięki systemowi i obrotowi tworzy owych milionerów.
Jaka jest tu wartość realna, dodana?
Tak, nie jest absurdem, że powstaje system, w którym mniej ma zarabiać architekt od... kopacza. ;/
GTA V nie oszukuje, fakt, ale naciągać już dawno naciąga. Jakies DLC do singla? Po co, jak lepiej inwestować w online i tam... co robić? Naciągać... :) teraz jeszcze raz je sprzedamy na PS5. Czemu nie? :)
Pociesze Cię, że jednak z tymi wyborami nie jest tak źle.
spoiler start
Nawet w drobnych kontraktach są widoczne ślady naszych działań. Można znaleźć ciało gościa, którego odstrzeliła policjantka z jednego z kontraktów albo pogadać z właścicielem apteki, która dla niego odzyskaliśmy i choć będzie marudził, to da nam zniżkę, jeśli się uprzemy. Ważna bywa też kolejność drobnych zadań. Już nie mówiąc o tym, że np. zrobienie misji uwolnienia Saula po cichu to brak pościgu za nami. Jak narobimy szumu, to musimy sobie jeszcze w drodze postrzelać. Cały kontrakt dotyczący danych pewnego policjanta się zmienia, gdy obejrzymy film ściągnięty z komputera, wbrew zaleceniom tego policjanta rzecz jasna. Oczywiście pełno też takich rzeczy w zakończeniu gry.
spoiler stop
To tylko przykłady, ale trzeba grać w tę grę dość uważnie, bo można wiele przegapić. Gra sygnalizuje pewne rzeczy subtelnie, nie rzuca nimi w twarz gracza, co dla niektórych może być problemem.
Autor przed nadaniem takiego, a nie innego tytuły oraz napisaniem cytowanego wyżej zadania powinien się zastanowić, podważa ono bowiem profesjonalizm jego własnej redakcji, która pozytywnie oceniła grę "w jakimś sensie grywalną" i to dzięki cudowi.
Zdaję sobie sprawę, że redakcja to nie monolit, ale mam wrażenie podążania za "owczym pędem".
Ciekawe, co by było, gdybyśmy wszyscy zostali kopaczami. ;)
Ano, F76 był "jechanym bublem" i co to dało? Wydanie płatnej subskrypcji... :)
A co się stało z Andromedą? Cisza i anulowanie dalszego rozwoju gry.
Czy aby na pewno tędy droga?
Cóż, ja czytałam, że to właśnie Sony nie chciało się zgodzić na zwroty w stylu Steama, dlatego wywaliła grę ze swojego sklepu. Ba, Redzi zapewnili o zwrotach poza Sony, stąd problem. Ale gdzie leży prawda, nie wiem.
Polityka zwrotów u Sony jest, jaka jest. Może powinno się jednak o niej podyskutować. Nie tylko o teorii, a praktyce? Dopiero to przyniosłoby jakiś efekt na dłuższą metę, bo te krzyki o poszczególnych grach, wg mnie, niewiele dają.
Wg mnie mylicie skutki i przyczyny.
Każdy producent w branży gier, dosłownie każdy (Rockastar też, czego dowodzi port RDR2 na PC), może wydać grę nieukończoną lub ordynarny bubel. Trzeba to sobie uświadomić i wreszcie zająć się tym, co naprawdę może zmienić rynek. Preorder to preorder, ktoś chce, kupuje. Mentalności graczy się nie zmieni, tak, jak i piętnowanie gry nic nie da, bo buble będą zawsze.
Ale powinno się móc taki preorder po prostu zwrócić bez zbędnego zamieszania. Łatwo i przyjemnie. Nawet jeśli przyczyną jest tylko to, że nam się po 2 godzinach gra nie podoba, a działa świetnie.
Póki nie ruszy się polityki zwrotów, póty takie hejty będą na porządku dziennym i nic, wg mnie , się nie zmieni.
Było tak w przypadku F76 lub AC: Unity?
Pytam całkiem poważnie, bo może o tym po prostu nie wiem, a taka możliwość była.
Dośc jasną politykę zwrotów ma GOG i Steam. A co z resztą? Co z olbrzymim rynkiem konsol?
Trochę się dziwię, że cała energia graczy idzie w ataki na tę, jedną konkretną grę, której już się oberwało sporo, a nie np. domaganie wpisania jasnej, oczywistej polityki zwrotów wszelkich gier. I tych na PC, i na konsole.
Takie rzeczy, jak zbugowane gry, złe porty itd. itp. to na tym rynku dość częste zjawisko i tak będzie, bo atak na Redów nie zapobiegnie następnym wpadkom.
Cóż, gracze mają przeprosiny w głębokim poważaniu, wolą zapewne anulowanie dalszego rozwoju tej gry bez słowa wyjaśnienia, jak w przypadku ME: Andromedy.
EA to korpo, które chyba wie, co robi.
Warto, ale jeśli jest się bardziej uczulonym na różne błędy (u mnie są dość drobne, ale są - wersja PC), to można poczekać jakiś czas, aż naprawią. I oczywiście raczej w wersji na PC lub najnowsze konsole.
Prosiłabym jednak nie rzucać zdań o nadymaniu się, bo są... nazwijmy to delikatnie, nietrafne. Nadymać to się mogę, gdy zaczniemy dyskutować o tym, czym w istocie jest relatywizm. Wolałabym jednak zdecydowanie tego uniknąć, bo na forum poświęconym newsowi o grze byłoby, wg mnie, to lekkie nadużycie.
Bzdura, biorąc pod uwagę gry, które przeszłam, i choćby moje wymagania dotyczące fabuły.
Może pora jednak uznać, że są gracze, którym po prostu ta gra się podoba. Którzy widzą bugi i powiedzą o tym głośno, ale widzą też zalety. Na dodatek jest tych graczy całkiem sporo.
I są też gracze, którym się nie podoba, a na dodatek Redzi dali im niezły pretekst do hejtu. Tych być może tez jest sporo.
Tu nie ma racji, prawdy objawionej i jedynej postawy, która trzeba pochwalić i przyjąć.
Z tym odstawieniem jest jednak i tak, że Wiedźmin 3 nie miał nigdy takich osiągów. Mamy zupełnie inny punkt startowy, do tego singiel, należy brać to pod uwagę. To nadal, dziś najpopularniejsza gra singlowa na Steamie. Chyba że do singlówek zaliczymy GTA V. ;)
A z ta wartością... Dla mnie, po 86 h i jakichś 20% fabuły przedstawia wartość jednej z najbardziej imersyjnych i bezpretensjonalnych gier, w jakie dane mi było grać. Ale to tylko moja osobista opinia. O tym, jaką wartość będzie miał dla mnie CP77 po jego przejściu na razie nie mogę się wypowiedzieć. Rzeczywiście, czas pokaże.
Mam nadzieję, że ta absurdalna sytuacja na rynku podzespołów zmieni nieco ten rynek, bo nagle się okaże się coraz bardziej opłacalne i sensowne jest granie w chmurze. Co prawda ceny takiego GeForce Now czy Stadii też mogą iść w górę, ale na dziś abonament to inwestycja opłacalna. Kwestia oczywiście dodania ceny łącza i dostępności tego łącza. Dobre łącze plus abonament to jednak zdecydowanie mniej niż zakup topowej karty. Netfilx zmienił rynek dostępu treści filmowych, pora teraz na gry?
Czyli mamy podobny gust, tyle że KC:D nie kupiłam na premierę. Spokojnie poczekałam na połatanie i grało mi się świetnie.
Te grę się, jeśli chodzi o scenariusz, postacie się po prostu pamięta. Henryka, Pana Ptaszka, Teresę, której poświęcono DLC.
Podobnie pamięta się postacie i chwile spędzone z CP77.
Ale przecież tendencja jest teraz odwrotna. O CP77 trzeba mówić źle, bo jeśli mówi się dobrze, to "ma się klapki na oczach". Co rusz czytam tu komentarze, że jeśli nie krytykujesz, to jesteś ignorantem. :)
A co ja mam zrobić, jeśli mi się podoba? Nie neguję złego stanu technicznego na konsolach, błędów czy glitchy, ale poziom hejtu jest naprawdę zadziwiający.
Może to odreagowanie nadmiernego hejpu?
Tak a propos przed CP grałam w WD Legion i by ukończyć dwie misje, musiałam je zrestartować. Przy czym warto zauważyć, że WD ma tylko punkty kontrolne, więc właściwie byłam skazana na rozegranie sporego kawałka misji od początku. Optymalizacja na premierę też była daleka od ideału. Taki mamy klimat w branży gier obecnie, niestety...
Drobnych wyborów w tej grze jest bez liku. Nawet w zwykłych kontraktach, gdzie sprawa może potoczyć się inaczej zależnie od opcji dialogowej. No tak, ale "galaktyki nie ratujemy", co najwyżej jakiegoś NPC.
Kruszycie kopię o coś, co kruszenia kopii nie wymaga. Dialogi w GTA V są dobre, spełniają to nieco satyryczne założenie samej gry, wykorzystują motywy znane choćby z kina. Bywają błyskotliwe, szczególnie Lamar mi utkwił w pamięci.
Nie mamy jednak żadnego wpływu na te dialogi, jesteśmy biernym słuchaczem i tyle. Jak w istocie w całej warstwie fabularnej gry. Odtwarzamy ten całkiem fajny, interaktywny film, który na samym końcu daje nam jakiś wybór. Cała nasza wolność to rozróby w mieście, interakcje z tym światem. Są one więc koniecznością. Gdyby nie ona, zostałby tylko film, który możemy sobie rozegrać na brąz, srebro lub złoto, by mieć jakieś wyzwanie.
Dialogi w CP77 nie są tak przerysowane, są naturalne, bo gra też nie jest przerysowaną satyrą na USA. Komentarze Johnny'ego bywają jednak wredne i ironiczne. Dialogi są różne. Napisane są równie dobrze, jak te w GTA V, tyle że mamy też na nie pewien (oczywiście ograniczony) wpływ. Zresztą tak, jak i na przebieg misji.
I nie, CP77 nie "jest nieporozumieniem na w zasadzie kazdym poziomie".
Warto do takiego zdania dodać - "dla mnie".
Bo np. dla mnie pod względem stylu rozgrywki jest dużo lepszym wyborem niż GTA V, bo tu styl zależy ode mnie. Dlaczego sandbox ma mi narzucać styl rozgrywki? Niby dlaczego? Chcę podchodzić do misji po cichu, albo jako netrunner, albo jako snajper. Mogę to zrobić w GTA? Nie. Mogę to zrobić w CP77? Tak.
Takim swobodniejszym sandboxem jest też o dziwo Watch Dogs Legion, tyle że w warstwie narracji i fabuły jest grą słabą. Nie ma tu elementu zżycia z bohaterami, światem. Żadnej właściwie imersji. Pod tym względem WD 2 było lepsze, ale Ubi niestety brakuje odwagi i dobrych scenarzystów, co najlepiej widać w Far Cry'u 5, który miał swoje momenty, ale też brakowało odważniejszego wgryzienia się w temat.
CP77 ma swoje bolączki, pewnych rzeczy mu brakuje, pewne są źle zrobione (AI kierowców i przechodniów, policja, brak mini-gier, stylistów czy fryzjerów), ale pod względem swobody rozgrywki dużo bardziej mi odpowiada niż GTA V.
A w warstwie fabularnej, w warstwie imersji jest dla mnie grą świetną.
PS. I tak, przyznaję, nie znoszę w GTA helikopterów i znajdziek. ;)
A port RDR2 na PC na premierę był idealny? Też musieli łatać.
Może rzecz w tym, że ich gry na konsole są dopracowane, a te konsole to spory rynek, więc siłą rzeczy sporo tam też graczy bardzo młodych, których reakcje są, jakie są. Na te reakcje trzeba uważać, bo od hejpu do hejtu raptem jeden krok. :)
Mam nadzieję, że twórcy nie posłuchają osób takich, jak
Oby przez takie uwagi nie poszli Redzi w upraszczanie systemu rozwoju, co było widoczne np. w Wiedźminie 3.
Rozumiem potrzebę takiej funkcji, ale akurat w CP77 na PC gra nie wyrzuca gdzieś, lecz dokładnie w miejscu, w którym zapisano grę. To klasyczne save'y, nie punkty kontrolne.
Ogólnie gra na PC technologicznie wyprzedzała konsole i pewnie tak zostanie. Oczywiście jeśli chodzi o dobre PC. Te są odpowiednikami bolidów z F1. Konsole to auta produkowane masowo, ale też na szczęście czerpiące z dorobku Formuły 1.
Być może to jednak ostatnia taka generacja konsol. Za chwilę usługi streamingowe zmienią rynek. I konsol i PC.
Kontrakty też bywają ciekawe. Mam za sobą raptem trzy, ale...
spoiler start
W jednym np. mogłam wykonać polecenie NPC ("nie ruszaj się" - można to wręcz przeoczyć, bo wystarczy się ruszyć i zaczyna się strzelanina) i załatwić to, o co mi chodzi, rozmawiając. Chodziło o leki. Zadowolona z pokojowego rozwiązania, bo leki mi oddał gość, wyszłam z pokoju, słyszę strzał, wracam, zobaczyć, co się stało, a tam gość siedzi na fotelu martwy, bo strzelił sobie w głowę.
W innym spotkałam handlarzy nielegalnymi braindancami i się zastanawiałam, czy mam dupków odstrzelić. Oczywiście tłumaczyli się, że "to tylko praca".
spoiler stop
Te wybory nie są oczywiste, są sygnalizowane bardzo subtelnie, ale właściwie ustawiają gracza jako część tego świata, wpływają na emocje, przynajmniej w moim wypadku tak jest.
Oczywiście są i takie typu "idź i unieszkodliw" cyberpsychola albo niebieskie, które są zwykłym czyszczeniem miejscówek. Zwykły grind.
To nie jest bug, są nawet dialogi z tym związane. Po prostu sobie wszczepił granat zamiast nosa, a sama postać jest bardzo sympatyczna.
Ten pozew to akurat u nas nie taka prosta sprawa. Warto się zapoznać z rzetelnym artykułem na ten temat.
https://comparic.pl/cyberpunk-czy-pozew-przeciwko-cd-projekt-jest-zasadny-ocenia-ekspert-prawa-rynku-kapitalowego/
To dotyczy tylko kilku przycisków. W sumie chyba telefonu, F i zamiany W, S i strzałek, które są przypisane do dialogów. Oczywiście trzeba tu wprowadzić dowolność, bo nie każdy ma możliwość mapowania, ale nie wprowadzajmy ludzi w błąd stwierdzeniem, że nic się nie da zmienić.
Cóż - przed branżą gier jeszcze wiele, w tym wędrówka tam, gdzie obecnie są produkcje filmowe i serialowe (a odcinek "Gry o tron" też potrafił kosztować miliony - jeden odcinek), bo tym w istocie gry są - rozrywką. To nadal młode medium, więc prezes może sobie twierdzić, co tam chce. Rozumiem, że uważa, iż produkuje "ferrari" i chciałby adekwatnej ceny, ale nie bierze zupełnie pod uwagę, iż ferrari nie jest wcale królem jeśli chodzi o zyski. Do tego rozwój usług abonamentowych zapewne zmieni i ten rynek. Przykro mi, ale zarobi Pan Prezes ot jakiś miliard mniej niż pewnie zamierzał.
Dokładnie, spekulacja, a nie, jak tu się twierdzi, wolny rynek. Wolny rynek to nie rynek spekulacyjny.
Czy ta gra to klasyk i arcydzieło, to właściwie się dopiero okaże po latach. Oczywiście nie jest to gra poniżej tych 6 oczek, pewnie nawet te dwa, trzy oczka wyżej. Ale czy będzie klasykiem, nie jestem pewna.
Surowo, bo oczekiwania wobec gry były spore, a opinie recenzentów wręcz entuzjastyczne. Stąd też oceny skrajnie niskie, mimo iż gra oczywiście na nie zasłużyła.
Podobne zjawisko, tylko na mniejsza skalę jest częste, gdy pojawia się film reżysera, od którego oczekuje się wiele, lub oczekuje się na ciekawą ekranizację ukochanej ksiażki itd. itp. Tak było z "Irlandczykiem" (tu też był na poczatku rozdźwięk między recenzjami a kinomaniakami, którzy tęsknili do "Chłopców z ferajny", ale mniejszy, bo ani recenzenci filmowi nie szastają ocenami10/10, ani widzowie nie są aż tak skłonni wystawiać 0/10) lub serialem o Wiedźminie.
Ale degrengolada związana z tym momentem niestety została przedstawiona chaotycznie, chwilami nielogicznie. Toż to dość oczywiste, że nie chodzi tylko o zemstę, a również o pogodzenie się z pewnymi faktami (lub niepogodzenie), o młodzieńczy bunt, o świat, który jest okrutny itp. itd.. Ale już samo założenie tutaj jest tak umowne, że trudno mi w tę opowieść uwierzyć. Twórcy się skupili na kontrowersjach, na przesłaniu, ale mi zabrakło tam autentyzmu. Nie chcę tu opisywać poszczególnych scen, które mnie raziły, a tym samym uniemożliwiły emocjonalną reakcję na przeżycia Elli i Abby. A tej reakcji ode mnie chciano bardzo, może za bardzo.
Problem polega na tym, że, wbrew opiniom z felietonu, jestem aż nazbyt wymagającym graczem (za dużo książek, za dużo filmów). Dla mnie oceny na poziomie 10/10 znamionują arcydzieło. Nie grę doskonałą, bo takie nie istnieją, ale taką, która odciśnie się na całej branży na wiele lat, taką, która prezentuje coś więcej niż jedynie "dobra gra". To coś, co wejdzie do kanonu. Takie jest TLoU II pod względem technicznym, ale to nie wystarczy. Odbiorcy w dużej części nie uznali tej gry za taką, która zasługuje na to 10/10, a gdy tego nie robią, to zarzuca im się różne dziwne postawy lub niezrozumienie. A może oni oczekują czegoś więcej niż im się oferuje?
Mogę tylko życzyć sobie, by takich felietonów, jak ten wyżej było tu więcej. Zgadzam się, że to zamieszanie jest ciekawe, jako zjawisko. Odrzucając skrajne komentarze i jakieś dziwaczne nawiązania ideologiczne, można znaleźć sporo opinii, które, wg mnie, zawierają dość konkretne i, co więcej merytoryczne i dojrzałe, argumenty samych graczy, którzy nie chcą już bezkrytycznie pochodzić do serwowanego im działa. Co ważne wymagają podobnej dojrzałości od recenzentów, a nie zawsze to dostają.
Oczywiście, że charakterologicznie postać, tak jak my, może się zmienić. Ale pewne cechy pozostają. Mogą być podkręcane, temperowane lub w wyniku traumy wręcz wycofane, ale coś zawsze zostaje. premium313078 tego nie dostrzegł w tej postaci.
Ja zresztą też tej spójności nie widzę. Ogólnie dwie główne bohaterki drugiej części są dla mnie źle poprowadzone, jak i cała fabuła. A na pewno nie na tyle dobrze poprowadzone, by ogłosić grę arcydziełem.
Trafne. Oglądałam i "Patersona", i czytałam Cormaca McCarthy'ego "Drogę" (ponoć była inspiracją dla TLoU, chyba jednak części I), do tego mam za sobą sporo dużo trudniejszych pozycji książkowych i filmowych. Z tej perspektywy scenariusz tej gry nie jest wielce wybitny. Można oczywiście sobie wrzucać wszystko do worka koniecznych uproszczeń w grze, ale od gry na 10, czyli od arcydzieła należy wymagać sztuki połączenia scenariusza z tymi uproszczeniami. To dopiero byłoby odważne i nowotarskie. Mam wrażenie, że branża szafuje 10 dla gier. Krytycy literaccy i filmowi są zdecydowanie ostrożniejsi. Może dziennikarze "growi" z czasem tej ostrożności nabędą. Gry to medium młode i w sumie raczkujące jeszcze. :)
I to jest problem główny chyba. "Doza obiektywizmu" to zestaw narzędzi, którymi każdy profesjonalny krytyk powinien się umieć posługiwać, by rozłożyć dane dzieło na czynniki pierwsze i je przeanalizować. Dzięki temu może stwierdzić, czy dany element jest "technicznie" udany. Nawet scenariusz można ocenić uwzględniając pewne elementy składowe: np. spójność wątków, postaci i ich działań, logikę lub jej brak (mnie pewne rzeczy w fabule TLoUII raziły, ktoś zwrócił np. uwagę na źle napisaną postać Owena w odniesieniu do pewnej sceny, która miała nadać głębi i dramatyzmu postaci Elli? Ktoś pisał o konstrukcji i motywacji samej Elli? Nie chodzi o szczegóły, spojlery, ale o zauważanie w ogóle takich rzeczy). To później następuje interpretacja, subiektywna, osobista, bo każde dzieło filtrujemy przez pryzmat własnych doświadczeń i oczekiwań. To normalne. Ale gdy w recenzji brakuje fundamentu nieco chłodnej analizy, to wychodzą nam laurki lub hejt. Recenzent oczywiście ma prawo do swojej 10/10, ale w jego recenzji brakuje mi właśnie tej warstwy analitycznej.
U.V.
Czy to wkładanie czegoś do bagażnika limuzyny było elementem misji - głównej lub pobocznej?
Bo jeśli tak - to jednak tu musi być zapewne jakieś ograniczenie dla gracza.
Można przejechać Trevora czy Franklina w GTA V - fakt. Ale nie ma to najmniejszego znaczenia dla fabuły i scenariusza. Blokadą dla R* jest sztywny, liniowy scenariusz, cutscenki itd.
Kto wie, czy to nie dzięki temu cała para może iść w detale świata przedstawionego? Żeby jasne było, nie twierdzę, że gry R* mają złe scenariusze, w żadnym wypadku. Chodzi raczej o to, że zwyczajnie, gdy gracz idzie oznaczoną ścieżką w fabule, to nie trzeba mu szykować iluś tam ścieżek w danej misji pobocznej. Czytałam wywiad z jednym z twórców CP, w którym pytał dziennikarza, który był na pokazie, jaki był wynik końcowy jego misji. I ten wynik trzeba w grze uwzględnić.
R* nic nie musi przewidywać, więc obudowuje grę całą masą interakcji.
Zastanawiam się, czy w ogóle jest możliwe połączenia detali R* i rasowej gry RPG. Pewnie tak, tylko mogłoby się okazać, że technicznie ogarnąć to po prostu byłoby zbyt trudno. I na czym by to poszło? ;)
W punkt. Taka jest akurat specyfika tej branży. Rozumiem jednak, że ten pan chciałby po prostu zarabiać jeszcze więcej, a przy tym nie za wiele się napracować. Jak każdy... ;)
Ależ w bardzo ogólnej warstwie też jest polityczny. Toż to coś na kształt "Rambo" i wyraźny kult siły. Do tego ratowanie świata przed demonami, siłami zła, archetyp wojującego świętego, zmagającego się z siłami zła. Pod te "siły zła" można sobie podstawiać dowolne motywy - od satanizmu (elementy religijne) po, w innej grze, nazistów (element ideologiczny). Ergo - nawet strzelanki mają swój kontekst polityczny i światopoglądowy.
Warto wziąć pod uwagę, że za rogiem następna generacja kart graficznych. Na rynku procesorów też pewnie będzie się dziać sporo. Konsole wymuszą zmiany też na rynku PC (wzrosty wydajności). Zanim gry zaczną wykorzystywać moc konsol, dostaniemy co najmniej dwie generacje sprzętu. Topowy sprzęt pewnie przegoni konsole dość szybko. Ale warto pamiętać, że jest drogi. Pod koniec generacji znowu będziemy jednak mieć "za słabe konsole". Rozwój PC przebiega bowiem nieco inaczej. Przebiega stale, raz nieco szybciej, innym razem wolniej. Zależnie od wymogów rynku. Nie jest skokowy. Ale technologie typu RTX to zasługa PC, nie konsol. Myślę, że powoli też zmieni się rynek gier jako taki.
Może się okazać, że nie potrzebujemy w ogóle drogiego sprzętu do gier, bo przechodzimy na usługi. Oczywiście jest to trudniejsze niż w przypadku filmu czy muzyki, ale sądzę, że nieuniknione. Kwestia, ile lat nam to zajmie.
Wreszcie rozsądny głos. Nie zdziwiłoby mnie też, gdyby po prostu brano też pod uwagę kolor skóry, a może i zdanie Mike'a Pondsmitha.
Tak, firmom potrzebne są kółeczka. I za te kółeczka zapłaci w efekcie, uwaga, klient. Ot cała filozofia...
Za to Ty, Szanowny Przedmówco, masz poziom zerowy, jeśli chodzi o interpunkcję rodzimego języka. Czy teraz mam Ci radzić, byś trzymał z daleka od pisania w języku polskim, bo patrzeć nie mogę na Twój brak kompetencji w używaniu rodzimego języka, czy zjechać", bo zasługujesz? I fakt, powinni dostawać medale i tytuły honorowe za poziom kultury, a raczej braku takowej. Gra to tylko gra. Zresztą ciekawe, czy "zawodowcy" pozwalają sobie na takie wycieczki.
Armia o tyleż groźna, co i bezlitosna złożona z"
Jednostki doborowych Krwawych Elfów w zielonych kubraczkach, co wrażego wroga do paniki i ucieczki śpiewem "Last Christmas" zmuszają.
Lotna Brygada Reniferów szybkich niczym pendolino, niestrudzenie ciągnących sanie bojowe, na których Skrzaty z Jednostki Specjalnej w czapeczkach muchomorkowych (warto nadmienić, że budzących od wieków przerażenie w szeregach wroga) ciskają na pole bitwy straszliwymi ładunkami, dla niepoznaki zaopatrzonymi w kolorowe kokardki, co to każdego przeciwnika zmuszą najpewniej do zaprzestania wszelkiego oporu i zajęcia się rozpakowywaniem.
Pierwsza Jednostka Pancerna pod dowództwem pułkownika Olafa, z maszyny złożona olbrzymiej, spalinowej i huczącej w kolorze czerwonym, po brzegi wypchanej koktajlami ze żrącą, brązową substancją, które rzucone w stronę ofiary zęby jej wszystkie przeżera, a plotki głoszą, że i mózgu nie oszczędza.
Tuz za jednostka pancerną podąża Jednostka Kevin, który znudził się przebywaniem samotniczym w domu, i postanowił poprowadzić do boju eskadrę specjalną Bojowych Pingwinów, głównie zabijających śmiechem.
Czas przedstawić Sztab Główny. Za flankę zachodnią Armii odpowiada Elza, wybrana po znajomości i dzięki parytetom. Jednego jesteśmy pewnie - na pewno świetnie jeździ na łyżwach i coś tam wyczynia z lodem.
Flanka wschodnia to Gwiazdor, nieco wyrodny brat bliźniak Generała św. Mikołaja. Do niedawna występował na ważnych uroczystościach jako jego sobowtór. Obecnie ubrany w niebieski kubrak, by nikt się nie pomylił.
Gwiazdka - jaśniejąca i dodająca ducha, element li tylko estetyczny, ale jakże istotny.
Na koniec warto wspomnieć o samym Generale, dostojnym, samą swą posturą budzącym strach i panikę w szeregach wroga, szczególnie gdy grzmiącym swym basem rzuci znacząco: "A byłeś w tym roku grzeczny?".
Pierwsze recenzje portali branżowych i graczy: frakcja przegięta, wymagająca zdecydowanie zbalansowania.
Ho, ho, ho...
Ta arogancja i podkreślanie, że jest się artystą może mieć jeszcze jedno źródło. Mimo, iż chętnie czytani, to twórcy fantasy gremialnie nie są wybitnie cenieni przez tzw. środowiska literackie. Chyba wyjątkiem jest tu Tolkien, ale bardziej jako twórca pewnego świata i gatunku niż wybitny pisarz. Na Nobla Sapek szansy nie ma, nie da się ukryć, to się musi nieco dowartościować, podkreślając swój artyzm.
A jakie gry wywołały II wojnę światową i doprowadziły do aktów ludobójstwa? Podpowiem: gry polityczne. Człowiek ma w swej naturze skłonność do agresji (konieczną do przetrwania, taka prawda - by przetrwać uciekam lub atakuję), to nie jest domena pokolenia, to po prostu biologiczny fakt. Można tę skłonność wykorzystać. Można ją wręcz wynaturzyć, tworząc bestię zdolną do mordowania dzieci. Ale to potrafią tylko gry polityczne. Do tego jeszcze mamy w tym tyglu jednostki zaburzone, socjopatów, psychopatów i po prostu chory psychicznie. Dajmy im więc broń, rzućmy im ją i czekajmy na skutki. Grą polityczną jest upieranie się przy powszechnym dostępie do broni i podsycanie antagonizmów. To politycy dają paliwo, a potem jęczą, bo trzeba znaleźć winnego. Bo przecież to wina tego pokolenia, tych całych gier.
Ale dzisiejsze pokolenie nastolatków to niewinne aniołki w porównaniu z Hitlerjugend, bandami Hutu, autorami maskar na Wołyniu. A im dalej w głąb historii, tym gorzej, zapewniam.
Dziś kare śmierci przez wbicie na pal uznalibyśmy za bestialstwo. Mam przypomnieć, kto w jednej słynnej polskiej powieści ładnie opisał takową egzekucję (dobitniej opisuje to Kitowicz w "Opisie obyczajów" - to już autentyk). Tworząc prawo, może trzeba się choć nieco zastanowić nad tym, do czego byliśmy (i pewnie jesteśmy) zdolni. Tej refleksji w USA po prostu brakuje.
PS. Nie twierdzę przy tym, że przesiadywanie przed kompem ma dobry wpływ na rozwój dziecka. Oczywiście, że nie ma, choćby na jego rozwój fizyczny, inteligencję emocjonalną itd. itp. Ale to już zupełnie inna kwestia. To nie jest przyczyną maskar w USA.
I zapewne gry były przyczyną zagłady rdzennych mieszkańców Ameryki, ludobójstwa, z którego narodził się naród amerykański, jak to określił Martin Luther King (też zamordowany), I i II wojny światowej (przypomnieć liczbę ofiar, w tym po prostu wymordowanych cywilów?), wszelkich pogromów (nie tylko ludności żydowskiej) rzezi wołyńskiej, ludobójstwa podczas wojny w Bośni i Hercegowinie, rzezi w Rwandzie itd. itp. Krótkowzroczna polityka, ludzka zachłanność i dążenie do posiadania, agresja i zwykłe bestialstwo, a może i chora psyche nie mają nic z tym spólnego. Toż to gry... ;/
Ciekawe, że mnie stać na gry po 200 zł (ostatnio preorder Cyberpunka). Stać na kompa (choć tu uważam, często narzucane ceny obecnie są po prostu nieadekwatne do wartości takiej karty czy procka - mamy okropny rynek), a jestem osobą niepełnosprawną (pracującą na dodatek). Na dokładkę używam klawiatury (jednego z mechaników Corsaira) i myszy. Ergo - może Pan (czy kolega - formę proszę sobie wybrać) sam skorzysta ze swojej propozycji? Trochę pomacha w VR Google. Nie radzę się brać za gry wymagające rozwiązywania zagadek, przygodówki itd. itp. przeznaczone dla osób używających mózgu. ;)
Bzdury Waść piszesz, nie mając pojęcia, o czym w ogóle piszesz. Niepełnosprawność nie oznacza braku refleksu i możliwości nabycia biegłości w danej grze. Wszystko zależy od typu niepełnosprawności. Chodzi o ułatwienia w interfejsie, mechanicznej obsłudze gry, odpowiednie kontrolery i możliwość dostosowania klawiszologii, które zdrowym graczom to mogą raczej grę utrudnić nawet (jak np. dostosowany kontroler, już to widzę, jak zdrowi takiego używają do czitowania albo używają mojego układu klawiszy dostosowanego pod lewą rękę na mechaniku). Samej istoty gry online nikt ruszać nie będzie, bo i po co. Nie wszyscy sprawni mają wyśrubowane wyniki w strzelankach online. Nie wszyscy dobrzy w strzelanki są świetni w skradankach. Każdy jednak powinien mieć możliwość zagrania w daną grę i wybrania tej, którą lubi i która sprawia mu frajdę. Można dodawać bardzo łatwe stopnie trudności w grach singlowych i już często się to robi na szczęście (ot Wiesiek choćby), bo w nich ważna jest fabuła, a nie sprawność. I tyle.
Ale tu przecież nie chodzi wcale aż tak bardzo o to, by takie Soulsy były koniecznie łatwe. Chodzi o dostosowanie do możliwości manualnych danego gracza. Czyli np. możliwość ustawienia prostszego schematu sterowania. Konieczności naciśnięcia nie 4 przycisków w danej sekwencji, a dajmy na to 2 w przypadku QTE. Produkcji też różnych kontrolerów, dla różnych graczy. Mi np. przydałby się mały kontroler, ze zwykłym sobie nie radzę. Niepełnosprawni często mają refleks podobny jak i gracze sprawni, potrafią ogarnąć schemat, a przeszkadzają im jedynie problemy manualne różnej natury. Sama jestem osobą niepełnosprawną i np. swoje problemy rozwiązałam kupując klawiaturę z możliwością mapowania klawiszy. Nagle coś trudnego stało się łatwe, tylko dlatego że usprawniłam sobie w pewnych grach sterowanie. Niestety mapowanie klawiszy w samych grach nadal (coraz rzadziej na szczęście) nie zawsze jest dostępne lub jest dość ułomne, bo np. nie można ustawić danego przycisku pod dwoma klawiszami. W kontrolerach przy sterowaniu jest jeszcze gorzej. To takich ułatwień chcemy.
Grecy uważali syreny za istoty podłe, pół-ryby, pół-ptaki lub pół-kobiety, pół-ptaki. Śpiewem wabiły biednych żeglarzy, a potem... ich jadły. Pliniusz, jako że starszy i pewnie już mylący fakty, stworzył dziełko pod tytułem "Historia naturalna", w którym pomieszał syreny z nereidami (nimfami wodnymi) i od tej pory syrena to to istota o głowie i tułowiu kobiety, zamiast nóg posiadające rybi ogon. Z tego, co pamiętam żadna z syren nie miała na imię Ariel. Z tego wniosek, że należy pozwać Disneya za wybielanie... znaczy za utrwalanie w popkulturze sprzecznego z kulturą, z której wywodzą się nasze korzenie, wizerunku syreny. Arielka nikogo nie zjada. Nie ma co kryć.
Niekoniecznie, wszystko zależy od rozległości uszkodzeń. Mój Tato tez przeszedł udar (też paraliż prawostronny i problemy z mową) i oczywiście zostały ślady, ale dzięki ciężkiej pracy podczas rehabilitacji, doszedł do takiej sprawności, że wrócił do pracy i normalnego funkcjonowania. Oczywiście ślady i zagrożenie pozostają, nie ma co kryć. Ale na pewno nie ma co spisywać kariery od razu na straty.
A Panu Jackowi powrotu do sprawności i do zdrowia życzę z całego serducha.
Tak, tak Panie siara z wieloma zerami. Szczególnie Rosję z 7700 głowicami atomowymi. USA ma ich 6800. Ale na pewno wszyscy w Stanach sądzą, że te głowice to wszystkie zardzewiałe. ;) Do tego jeszcze 280 głowic Chin. Nie mówiąc o potencjale ludzkim. Chiny to 1,3 mld osób, co stanowi 19,1% populacji światowej. Rosja 144 mln. Stany ok 330 mln.
Nikt o zdrowych zmysłach nie rozpocznie "gorącej wojny". Taka wojna to byłby po prostu koniec, Pana siary również. Choćby żadna bomba na nasz szanowny kraj nie spadła.
Będzie wojna, zimna, która zakończy się zmianą któregoś z systemów lub gdy Chiny wykupią już wszystko, co się wykupić da. ;)
Odmaluje, odmaluje, jeśli tylko jest obraz udokumentowany. Akurat to najmniejszy problem, bo kopistów-artystów na szczęście sporo jeszcze. Zresztą tu muszą wejść też rzeźbiarze i malarze fresków. Najtrudniejszym przedsięwzięciem będzie paradoksalnie odtworzenie dachu, całej zabytkowej więźby dachowej z XIII wieku. To był niemalże las, bo poszło na nią 1300 wielkich dębów. Bardzo też szkoda witraży gotyckich. Te się odtworzy, ale nie będzie to już to samo.
Warto w tych rozważaniach uwzględnić sytuację makroekonimiczną. Będę do bólu powtarzać. Chyba 13 państw w Europie ma za 2018 rok nadwyżki (lub 12, nie pamiętam dokładnie). My mamy mniejszy deficyt. To się nazywa koniunktura lub zwyczajnie jest to odrabianie strat po kryzysie z roku 2008. Tak, był kryzys - ogólnoświatowy. Tak drobny szczegół, ale chyba dość istotny dla finansów. Porównajmy, specjalnie daję sąsiadów, bo są mocni gospodarczo.
2009: https://finanse.wp.pl/gospodarka-niemiec-skurczyla-sie-o-5-proc-w-2009-r-6116024061302401a
2018: https://www.dw.com/pl/boom-gospodarczy-niemiecki-bud%C5%BCet-na-rekordowym-plusie/a-45216071
Od deficytu do nadwyżki. Oczywiście nie bez wpływu są też tu zmiany wynikające w przyłączenia NRD. Można więc powiedzieć, że startowali z dużo wyższego pułapu niż my po zjednoczeniu, ale z pewnym obciążeniem dla gospodarki.
I tak zachodzę w głowę, kto tu lepiej wykorzystuje koniunkturę... Się okaże.. .
W tej jakże twórczej dyskusji nie biorą rozmówcy pod uwagę jednego: realiów rynku dóbr tego typu. A realia są oczywiste. Podatek w kraju "na dorobku", wzrost cen abonamentu (zyskuje państwo, które niekoniecznie rozsądnie będzie gospodarowało pozyskanymi funduszami; traci klient, któremu na gospodarowanie zostanie w kieszeni mniej, polski klient, firma nie traci, bo i tak koszt przerzuca na klienta), mniej klientów. To może przełożyć się na dwie strategie koncernu: dalsze podwyżki, by zostawić garstkę dobrze płacących klientów (na naszym rynku bardziej prawdopodobnie; Netflix już chce podwyżek), lub obniżenie lekkie abonamentu, by odzyskać część klienteli. Próg opłacalności jednak dla tego typu usług jest... na dość wysokim poziomie, że tak określę. Taki to rynek, nie mający nic wspólnego z kosztem dostarczenia usługi, za to sporo z kosztem wyprodukowania np. produktu (filmu, serialu, a tym się Netfilx obecnie zajmuje hurtowo wręcz). Jest taka podaż, że pewnie lepiej zrezygnować z "trudnego" rynku (zostawiając drogie abonamenty) i zająć się tym bardziej sprzyjającym. Bez względu na strategię, która też zacznie się na pewno od podwyżek, następuje wzrost piractwa oraz zahamowanie rynku rozwoju usług streamingowych. A z piractwa państwo i Netflix mają figę z makiem.
PS. Jak zaczną przebąkiwać o podatku o YouTuberów to może część z Państwa otrzeźwieje. ;)
Ale wiecie, że w 2018 roku spora grupa krajów w Europie miała nadwyżkę zamiast deficytu? Koniunktura na plus, więc ją wykorzystali, ale ona niestety powoli mija. Nawet Morawiecki przyznaje, że idzie spowolnienie. Jak będzie kryzys, to marnie to widzę.
Film wideo, czyli zapis obrazu rzeczywistego, nie może być z porównywany z generowaną na bieżąco klatką gry. To nie to samo. Inna technika. Transmisja sportowa to też nie nagranie, a przekazywany na bieżąco przekaz.
Pozostaje też problem remontu sprzętu sal kinowych (w ilu z nich można wyświetlić choćby 48 klatek?), zmiany programów telewizyjnych (tu też mamy 24 zwykle), problemu przyzwyczajenia oka widza do danego obrazu również.
Być może kiedyś przyjmie się i takie 48 klatek (więcej na razie chyba w ogóle nie było?), ale na razie odbiór Hobbita dowodzi, że większość widzów odbiera 48 klatek jako nadpłynność, zbytnie przyspieszenie obrazu, do tego z tzw. efektem teatru.
@Aitor w Trylogii Mas Effect było masę różnych wariantów femShep i manShep tworzonych przez graczy. Dwoje dobrych aktorów i nikomu to nie przeszkadzało. Opowieść miała swoje ramy fabularne i to wystarczyło, by ją utrzymać w ryzach, pewne decyzje zaś, głównie dotyczące stylu gry (łącznie z klasą) zostawiano graczowi. I to są dobre gry, choć można się czepiać, że nie są "czystymi" RPG-ami. Ale Wiedźmin, szczególnie 3, też "czystym" RPG-iem nie jest.
Ty możesz więc sobie nie lubić, Twoja sprawa, ale historia gier oraz wyniki sprzedaży (np. ME) pokazuje, że wielu graczy lubi tego typu rozwiązanie, o ile jest przemyślane i dobrze zaimplementowane w grze.
Czyli ktoś, kto kupuje dobry sprzęt nie tylko do gier, ale np. do pracy, należy do dzieciarni, a ktosik inny, kto kupuje sprzęty tylko i wyłącznie do gier, który można zdefiniować tylko jako zabawkę, jest poważnym gościem?
Rozumiem, że 8-latek, który dostaje konsole na jakąś komunię lub urodziny, to elitarny gracz, a informatyk lub grafik, który pracuje na sprzęcie wartym sporo, a w wolnej chwili w coś zagra to dzieciak. Ciekawe podejście. :)
Cóż, powtórzę za jednym komentarzem - dyrdymały Waść pleciesz.
PS. O tym, czy wyjdzie RDR 2 na PC decyduje tylko jedno - oczekiwany zysk. Był widocznie spory przy GTA V i sądzę, że bierze się to pod uwagę.
@indominius nie przeszłam jeszcze wątku głównego w całości, bo skupiłam się na zadaniach i aktywnościach pobocznych. Do tego stopnia, że mam na liczniku jakieś 180 godzin. Wniosek jeden - wciąga bardzo. Wątek główny jest dość liniowy, ale samą postać możemy ukształtować bardzo różnie. Możemy być notorycznym złodziejem lub szlachetnym rycerzem. Są perki, które wzajemnie się wykluczają. Są misje, które można zakończyć na różne sposoby. W wątku głównym np. w zależności od stopnia rozwoju bohatera można było szybko uzyskać pewną informację lub przejść całą misję z tym związaną (ciekawą). Czy ma to wpływ na zakończenie, jeszcze nie wiem.
@VinniV Mam obecnie jakieś 28 godzin tej "żałosnej" produkcji po patchu 1.4 i nie napotkałam jak na razie istotnego błędu. Być może będą, ale przy tej skali produkcji wcale się nie dziwię, że są. Glitche i błędy były i w Watch Dogs 2 i w każdej innej sandboxowej produkcji, w którą grałam.
A sama fabuła i świat gry wciągają niesamowicie...
W systemie, w którym żyjemy jest coś głęboko chorego. W tej dysproporcji, gdy jedni zbierają na leczenie ciężko chorego dziecka, a inni w tym czasie kupują skórki do gier.
Oczywiście to pieniądze owej osoby i robi z nimi, co chce. Ale takich skrajności jest zbyt wiele, jak na mój gust.
Pomijając już to, że Waść pleciesz dyrdymały i się zastanawiam, czy grałeś w ogóle w Civ VI (tych liderów kobiecych jest mniejszość i to spora), to dlaczego większość cywilizacji ma być pozbawiona kobiecych liderów? Jako kobieta mam grać cywilizacją koniecznie z liderem-facetem, bo gość od węszenia poprawności politycznej tak sobie wymyślił?
Można przecież nie czytać (i nie oglądać), jeśli nie ma się ochoty. Mnie te filmy zainteresowały, bo ciekawi mnie proces powstawania i rozmowy z twórcami Wiedźmina. I do takich osób news był kierowany. Ergo - redakcja również takie osoby, jak ja uwzględnia przy redagowaniu materiałów. Lepszy nadmiar niż niedomiar.
@Camelson
Zdajesz sobie sprawę, że na konsolach Andromeda to zablokowane 30 klatek i spadki rozdzielczości w przerywnikach?
Mowa oczywiście o PS4 i One, ale i Pro, która wygrywa jedynie możliwością upscalingu do 4K (nie jest to 4K natywne, warto to zauważyć; natywne 4K to nadal jedynie bardzo mocne PC).
30 klatek w Full HD bez problemu osiągniesz na parze i5 + 970 w ustawieniach Ultra. Bez spadków poniżej, bo ponoć się zdarza na konsolach.
Warto to też pamiętać, że w takim Tomb Riderze na Pro 4K osiągano, a jakże, ale kosztem ucinania efektów.
Ergo - na dziś, jeśli chodzi o poziom grafiki i ilość FPS nadal wygrywa z konsolami sprzęt ze średniej półki (o ile 970 za taki uważać).
Jak to więc z ta super optymalizacją na konsole naprawdę jest, skoro należy ciąć klatki i rozdzielczości?
Może gdyby PC-towcy zadowolili się 30 FPS, to mieliby też optymalizację na wysokim poziomie? Nie licząc oczywiście takich przypadków jak Batman czy Unity.
Sama posiadam i5 + 970 (lekko podkręcone jedno i drugie) i taka Andromeda idzie mi w okolicach 60 fps (ze spadkami do 50, co dla mnie jest nieodczuwalne) na ustawieniach mieszanych wysokich i ultra.
Tego nadal nie daje mi żadna konsola.
Zgadzam się natomiast co do tego, że wychodzenie co chwila nowej generacji kart jest niezdrowe. Myślę jednak, że na tym NVIDIA może się przejechać. Sprzedaż nie jest rewelacyjna, bo skok jakościowy gier i sprzętu nie uzasadnia wydawania następnych dolarów lub złotówek. Widocznie nawet rynek Zachodni nie tak chętnie kupuje następną generację.
Większość graczy zadowala jakość konsolowa, a gracze PC też nie będą wydawać zbyt wiele, jeśli nie zauważą wyraźnego skoku jakościowego.
Albo ceny powinny iść więc w dół, wtedy wymiana sprzętu by się opłacała, nawet bez rewolucji graficznej. Albo nowa generacja powinna oferować bardzo duży skok jakościowy.
panZDZiCH
A to konsolowcy kupują jakowąś inszą własność intelektualną, którą mogą jednak odsprzedać? To tak w porządku wg Ciebie?
Poza tym pan lub pani w księgarni książkę kupują, czyli też wartość intelektualną, a potem się okazuje, że już na półce miejsca nie ma i do antykwariatu za pieniążki ją zanoszą? No jak to? Zgroza przecież... Zabronić i tyla...
Robią nas w bambuko, taka prawda, bo nam tylko gry pożyczają (inaczej byśmy mogli odsprzedać) :) A płacimy coraz więcej... :) I taka prawda...
Czekam na Deus Ex: Rozłam Ludzkości, bo uwielbiam przeciskanie się przez tunele, ciche i bezkrwawe rozwiązywanie wszelkich konfliktów za pomocą odpowiedniego chwytu zza pleców oponenta, hakerkę - oczywiście dla pożytku publicznego, sztuczne części ciała, sztuczną inteligencję prowadzącą programy telewizyjne, sztuczne miasta i okulary Adama Jansena.