mpskrzecz

mpskrzecz ostatnie wypowiedzi na forum i w komentarzach

03.11.2014 20:48
odpowiedz
mpskrzecz
2

Jej czoło nadal szkliło się gęstymi kroplami potu od walki z gorączką, ale za to oczy patrzyły na ohydne monstrum z zadziwiającą trzeźwością.
- Ojciec chciał tronu, a ja byłam w jego chorym umyśle tylko drogą do celu – widać było, jak Gada z godną podziwu silną wolą walczy o każde wypowiedziane przez siebie słowo – Zawarł pakt, moje dziecko w zamian za władzę. Uciekłam, ale było już za późno – wyszeptała daremnie starając się podźwignąć z noszy.
W tym czasie monstrum zdążyło wyprostować się i wyciągnąć swoje powykręcane dłonie w kierunku wyjścia z komnaty. Z jego gardła wydobył się obrzydliwy skrzek, jakby we wnętrzu obdzierano kogoś żywcem ze skóry. Momentalnie jedyna droga ucieczki z komnaty została zagrodzona przez ścianę buchających płomieni, na której straży stał żywy koszmar.
- To ci przyjemniaczek. A ja myślałem, że nic brzydszego od pomiociej matki nie zdołam ujrzeć w swoim życiu –Oghren mocno ścisnął stylisko swojego topora i rzucił się w dziką szarżę w kierunku ojca dziecka Gady. Jedne było pewne, nie wyjdą stąd żywi, jeśli nie pokonają wroga, który przybył do nich najprawdopodobniej z najgłębszych czeluści głębokich ścieżek.
Jakby słysząc szydercze słowa krasnoluda, bestia obnażyła jeszcze bardziej swoje ohydne zęby i charcząc zionęła w strażnika strugą płynnego ognia. Oghren momentalnie, z szybkością zadziwiającą jak na wojownika w pełnej zbroi, odskoczył spod zasięgu płomieni. Kątem oka zauważył, że plan się udał. Bella i Maren szybko odgadli jego zamiary i wykorzystując dany im czas zaszli potwora z dwóch stron szykując się do ataku z zaskoczenia. Musiał dać im jeszcze chwilę spokoju. Przerzucił topór za plecy, przygiął nogi w kolanach i wziął ogromny zamach pozorując ciśnięcie podwójnego ostrza. W tej samej chwili Bella zwolniła cięciwę łuku, a Maren skończył inkantację, po której z jego dłoni wyleciał skoncentrowany promień czystego lodu zamrażającego wszystko na swojej drodze. Obydwa ataki dosięgły bestię, jak ta szykowała się do kolejnego plunięcia w stronę Oghrena. Szlachcianka już wcześniej pokazała się jako doskonała łuczniczka, dlatego jej strzała pewnie trafiła w plugawe oko rozbryzgując krwistą masę po pobliskich skałach, a czar młodego maga całkowicie zamroził łapę najeżoną czarnymi pazurami. Szary strażnik nie zamierzał zmarnować tej chwili, skierował broń w środek splecionego cielska licząc, że uda mu się wymierzyć cios w samo serce bestii, po czym uderzył z całej siły, zatapiając ciężki dwuręczny topór w przeciwniku. Przez krótką chwilę cała drużyna zamarła.
Płomienie nie gasną! – krzyknął Maren wskazując na wejście do komnaty, gdzie ognista burza tylko przybierała na sile.
- Wasza śmierć, moje życie – ku zaskoczeniu Oghrena słowa te padły z zakrwawionych ust bestii – Nie zabije mnie żaden z waszego rodzaju – wywrzeszczał potwór, po czym jego ciało zaczęło falować i wchłaniać zarówno oręż strażnika jak i strzałę Belli. Jednocześnie zamrożona ręka z niesamowitą szybkością trafiła krasnoluda w sam środek tułowia, wgniatając zbroję i odrzucając go pod boczną ścianę komnaty. Nigdy w swojej karierze nikt mu tak mocno nie przyłożył, nawet w najgorszej krasnoludzkiej karczemnej burdzie, większość żeber trzymała się tylko przez wzgląd na sztywny metal zbroi.
- Tylko nie umieraj mi tutaj szary strażniku, nadal musimy zabić kilka pomiotów przed wyjściem na powierzchnię –pewnie rzekła Gada patrząc na powalonego Oghrena, a w jej dłoni lśnił mrocznym światłem runiczny sztylet zdobiony godłem klanu Helmi.

27.10.2014 20:27
odpowiedz
mpskrzecz
2

I proszę cię – ton jej głosu stracił wszelką przyjazną barwę - nie rzucaj nigdy więcej toporem w moją stronę, uwierz mi, tak będzie dla ciebie dużo lepiej – wycedziła elfka, ruszając w stronę jedynego korytarza wychodzącego z sali.
Maren, jak skończysz z krasnoludką, idź i sprawdź czy nie zdołasz za pomocą magii otworzyć drzwi – rzuciła Bella, kończąc opatrywanie Gady – A Tobie Oghren… proponuje otrzeźwieć i to szybko, jeśli mamy mieć jakiekolwiek szanse na powrót do Orzammaru.
Szary strażnik szybko zmielił przekleństwo w ustach, nie czas teraz na słowne potyczki. Czuł, że nie zaufa już Belli, ale wiedział, że ma niestety rację. Mag raczej nie otworzy drzwi. Technika dawnych krasnoludów była na to zbyt dobra, a to oznaczało wyrąbanie sobie drogi powrotnej przez cienie skrywające Głębokie Ścieżki. Podźwignął swój topór i poszedł zobaczyć czy wszystkie pomioty na pewno nie żyją. Jednego był pewien, musi za wszelką cenę zapewnić bezpieczeństwo Gadzie.
Szybko okazało się, że Oghren miał rację, jedyna droga jaka im pozostała to samotny korytarz, z którego musiały przybyć pomioty. Mimo zmęczenia, trzeba było jednak szybko opuścić miejsce bitwy, nie mogli ryzykować stoczenia kolejnej potyczki w miejscu, gdzie mają zablokowaną drogę ucieczki, Głębokie Ścieżki zbyt rzadko wybaczają takie błędy. Po krótkiej krzątaninie udało im się skonstruować dla Gady prowizoryczne nosze z tarczy Genloca i ruszyć dalej.
Minęły godziny uciążliwego marszu, za nim natknęli się na większą salę. Oghren padł ciężko na ziemie, to on głównie ciągnął za sobą nieprzytomną Gadę. Maren przystanąwszy, wyciągnął rękę w górę i szybko wymawiając słowo zaklęcia, wypuścił białą kulę światła oświetlając salę.
-Dwie drogi – rzekł spokojnie mag – jeśli mamy wrócić do Orzammaru to musimy…
Magiczne światło momentalnie zgasło. Maren krzycząc upadł na kolana. W chwiejnej poświacie pochodni, dostrzec można było wystający z jego dłoni bełt kuszy.
- Oghren!!! – wrzasnęła Bella, momentalnie napinając łuk. - Durniu, dlaczego nas nie ostrzegłeś!
- To nie są pomioty – odkrzyknął nadal ciężko oddychający strażnik – nic nie wyczuwam, ktoś inny strzelał.
Kryjcie się, leci kolejny – szybko ucięła dyskusje Arlena – ktoś zasadził się na wschodniej ścieżce.
Pocisk odbił się tuż obok nieprzytomnej Gady. Dużo nie myśląc, Oghren schwycił ją i odciągnął za skalny załom. Kątem oka zauważył, że Maren zdołał odczołgać się już po za pole ostrzału. W tym czasie Arlena schwyciła mocno trzonek pochodni i cisnęła ją z całych sił w ciemność korytarza. To wystarczyło, aby strzała Belli zatopiła się w głowie napastnika. Szary strażnik odczekał chwilę i ruszył w kierunku jeszcze drgającego trupa.

GRYOnline.pl:

Facebook GRYOnline.pl Instagram GRYOnline.pl X GRYOnline.pl Discord GRYOnline.pl TikTok GRYOnline.pl Podcast GRYOnline.pl WhatsApp GRYOnline.pl LinkedIn GRYOnline.pl Forum GRYOnline.pl

tvgry.pl:

YouTube tvgry.pl TikTok tvgry.pl Instagram tvgry.pl Discord tvgry.pl Facebook tvgry.pl