To zasada dwóch, wprowadzona przez Darth Bane'a. I tak faktycznie w całej galaktyce mogło być tylko dwóch sithów: uczeń i mistrz. Zasadę tą wprowadzono żeby uczeń po osiągnięciu wystarczającej potęgi pokonywał swojego mistrza i w ten sposób każde kolejne pokolenie było potężniejsze od poprzedniego.
Zawsze lubiłem karcianki istniejące w innych grach. Jakieś takie skrzywienie moje, że czasami odpalałem Final Fantasy 8 czy 9 tylko po to, żeby się potłuc o dodatkowe karty. Tak samo miałem w Kotorze... Wiedźminie... nawet w Far Cry 3. Uświadamiam sobie, że jestem hazardzistą :/
Fajny materiał. W Hitmanie zakochałem się od drugiej części (na tyle że mam tatuaż z logiem serii). Każdą część ogrywałem po kilka razy, żeby wyczyścić je na 100%. Do dziś ubolewam nad zmianą aktorki podkładającej głos Dianie, bo do Blood Money voice aktorzy byli dla mnie bardzo ważną częścią tej serii. W okolicach powstawania Absoluton usiłowano nawet zmienić Davida Batesona, ale po petycjach i protestach fanów został na miejscu. Osobowość Agenta 47 to jego głos.
Czytałem trochę z Warcrafta, z czasów przed WoW'em było chyba ze trzy książki. Jedna traktowała o młodości Thralla, jedna o spisku Deathwinga dotyczącym pozostałych smoków i jedna traktująca o Medivhu i jego uczniu Khadgarze. Nie była to jakaś zła literatura. Muszę przyznać że wciągnęły mnie i były faktycznie fajnie i lekko napisane. Później próbowałem jeszcze sięgnąć po książki z universum Starcrafta, ale tam niestety jakość już była o kilka klas gorsza.
Mi się jeszcze przypomina Jedi Knight: Mysteries of the Sith. W ostatniej walce możemy walczyć z Kylem Katarnem ile tylko chcemy ale i tak go nie pokonamy. Możemy też Podłożyć się i wtedy przegrywamy. Jedynym rozwiązaniem jest wyłączyć miecz świetlny i się poddać. Konia z rzędem temu, kto na to wpadł.
Może i Pantera i jej dubbing nie były złe, ale nijak się nie umywają do Larrego 7. Do dzisiaj nie widziałem gry z lepszym tłumaczeniem, humorem i dubbingiem
"Gry wideo to twardy orzech... ale fajny orzech." - Paulo Coelho
Trochę mniej optymistycznie patrzę na dalszą miniaturyzację tranzystorów. Dalsza miniaturyzacja będzie coraz mniej wydajna z uwagi na utratę części informacji wynikających z zasady nieoznaczoności Heisenberga, a w końcu niemożliwa, po dojściu do rozmiaru tranzystora o średnicy atomu. Wtedy zostaje nam zwiększanie jedynie ilości tranzystorów, ale to z kolei niesie za sobą większe straty energii i masę innych problemów.
Schwarzchild był Niemcem, więc z polska wymawiając powinno być "szwarcszild"
Dla mnie remastery starych gier są dobre tylko wtedy, kiedy mam okazję zagrać w coś w co jeszcze nie miałem okazji. Dlatego cieszę się np. z System Shocka, bo w młodości jakoś mi przemknął niezauważony przed nosem. Masz rację co do tego, że robienie remasterów znanych marek jest pójściem na łatwiznę, ale dokładnie takim samym jak zrobienie na tv-gry materiału ze starej gry i liczeniu na sentyment graczy. Jednych to wkurza bo nie pojawia się nic o nowościach, jednych rajcuje bo mogą wpisać w komentarzach że grali i pamiętają. Co kto lubi.
Jako brzdąc, czytałem wszystkie książki serii, jak tylko wchodziły na rynek. Ale jeśli chodzi o gry, to skończyłem pierwszą część i sobie darowałem growe adaptacje, pomimo tego, że fanem Harrego dalej byłem.
Simon the Sorcerer 3D - W jednej lokacji mamy płytę CD którą trzeba włożyć do komputera. Niestety komputer nie ma przycisku do wysunięcia tacki CD. Co trzeba zrobić? Ano nacisnąć przycisk wysunięcia na własnym fizycznym pececie... oczywiście.
SH2 to jedna z moich ulubionych gier wszechczasów. Choć żaden horror jej już raczej w moim odczuciu nie przebił, to kilka się zbliżało np. Lone Survivor, który garściami czerpał z Cichego Wzgórza.
Jak się skończy Max Payne'a 2 trzy razy, za każdym razem na wyższym poziomie trudności, to odblokuje się zakończenie w którym Mona Sax przeżywa i gra kończy się happy endem.
W wielu starszych grach np. Doom 2, czy Tomb Raider miałem tak, że w pewnym momencie się zacinałem. Po prostu wydaje się, że wszędzie już byłem, ale końca poziomu ani widu ani słychu. Wtedy nagle znajdowałem przejście, którego wcześniej nie widziałem. Podjarany tym odkryciem wyruszałem wgłąb dziury albo korytarza i odkrywałem napis "you have found secret area"... Zatem wracamy i rozpoczynamy poszukiwania od nowa...
Mówisz, że Splinter Cell wyśmiewa Metal Gear'a, ale Metal Gear wyśmiewał Metal Gear'a zanim to było modne. Oprócz tego przychodzi mi na myśl Earthbound, prawie każda mechanika przy wprowadzaniu została tam wyśmiana.
Mam kilka takich filmów i gier w których trailer okazywał się lepszy niż cała reszta. Najbardziej skonfudowany byłem, jak ogromnie podjarany po trailerach Deus Ex'a: HR zasiadłem do gry i okazywało się że wiele scen z trailera zostało w grze wyciętych albo zmienionych.
Przeczytaj "Rachunek sumienia" to się dowiesz co się stało z Saskią.
Konsole sprzedają się przede wszystkim dzięki exclucivom. PS3 i PS4 kupiłem tylko dla gier w które nie mogłem zagrać na PC. A exclisivy na xboxa mnie nie ruszały szczególnie.
Ja bym dodał jeszcze do listy Farming Simulator i jemy podobne gierki. Strasznie popularne w Polsce. Nigdy nie rozumiałem dlaczego.
Prawda jest taka, że jeśli nie jest to gra Blizzarda to za 2-3 lata będzie w promocji na Steamie, albo w Humble-Bundle i można ją kupić za procent pierwotnej ceny. Teraz mam pytanie filozoficzne: czy jeśli spiracę grę w dniu premiery która kosztuje powiedzmy 100 zł, a za rok kupię ją oryginalną w Humble-Bundle za 10 zł, to czy jestem piratem, czy osobą legalnie kupującą tę grę?
Tia... Ziemski Bóg... Przybyły z planety Namek, wyglądający jak pomarszczona żaba, a do tego w młodości wydzielił z siebie kolesia który w wersji z RTL7 nazywał się "Satan Serduszko". W pełni akceptowane dogmaty chrześcijańskie :D A tak na serio to i tak bardziej wiarygodna historia niż większość religii :P
Dishonored. Miało fajne mechaniki, dużo swobody, ale po co te wszystkie umiejętności skoro całość się dało przejść skacząc z punktu do punktu. Jedyne co mnie trzymało przy niej to eksploracja świata i szukanie sekretów. Pamiętam że pod koniec gry byłem nią już tak znudzony że bez żadnego zapisywania przeszedłem ostatnią misję na "odwal się". Efekt: 15 minut, 100% skuteczności, 0 wykryć i bez zabijania strażników. Od skradanek wymagam jednak większego stopnia trudności.
Tak ogólnie to mam wrażenie że felietony prawie całkiem wygryzły programy "gramy" z ramówki. W zeszłym tygodniu na 17 materiałów były niecałe 2 (bo jeden to dyskusja o zmianach w battlefieldzie). Mam duży niedosyt materiałów faktycznie pokazujących rozgrywkę w nowych tytułach, bo dla mnie jest to często wyznacznikiem tego czy zainteresować się daną grą, czy nie. Rozumiem że trochę czasem warto pogadać o trendach, sytuacji ekonomicznej na rynku, czy chcecie robić listy top 10, ale ja bym chciał zaapelować o nieco większy nacisk na pokazywanie i omawianie nowości.
Fajny materiał, ale strasznie denerwująca muzyczka przez pierwszą połowę filmu.
Nie mogę uwierzyć, że pominąłeś w swoim materiale wprowadzenie spuszczalnej wody w toalecie z Duke Nukem 3D.
Gry kupione na Steamie zawsze ogrywam. Jakoś też specjalnie nie śledzę co nowego oferują. Za to mechanizm, który zawsze mnie łapie to Humble Bundle. Cały czas śledzę czy nie ma czegoś nowego w ofercie i kupuję paczki w których chociaż jedna gra mi się podoba. Albo paczki w których mam nadzieję, że po tygodniu dodadzą jakąś fajną grę. Do tego mają genialny w swojej prostocie system przebijania średniej, który stale podbija ceny i sprawia że chcemy kupić pakiet jak najszybciej. Zrób Hed jeszcze jeden materiał o Humble Bundle, bo to o wiele gorsza patologia społeczna niż Steam :D
To że w Metal Gearach można strzelać nie oznacza, że to od razu strzelanka. Tak samo jak Hitman, Splinter Cell i inne skaradanki. Strzelanki kładą większy nacisk na akcję i rozwałkę, a nie na unikanie akcji i rozwałki :P
6 godzin to chyba przy wyciskaniu gry na maksa. Mi zeszło jakieś 4, ale nie uważam tego za wadę. Bardziej czepiam się, że pomimo tego że początkowe lokacje faktycznie są bardzo wypełnione treścią i bardzo wiele jest interaktywnych pierdółek, które są tylko, aby umilać eksplorację, to późniejsze lokacje już takie nie są. Niektóre, pomimo swojego klimatu są dosyć puste (wnętrze czerwonej planetki), niektóre są w sumie po nic (niebieska planetka), a ostateczna konfrontacja z wielkim złym zostawia nas z takim uczuciem "eee... to już?" Ogromnie sobie cenię gry Amanity, ale dla mnie ich opus magnum pozostaje jak dotąd Machinarium.
Samorost 3 troszkę mnie rozczarował. Oczywiście to świetna gra pod względem oprawy i pomysłów. Niestety bardzo krótka i zostawiająca spory niedosyt. Klimat jest też nieco inny niż w poprzednich samorostach - przez wprowadzenie mechaniki duszków i fabułę staje się bardziej mistyczny, co może się podobać, ale mi jakoś do gustu nie przypadło. Sama historia kojarzy się mocno z Neverhoodem. Dobra gra, ale z zakupem polecam poczekać aż stanieje.
Mam pytanie do znawców. Bardzo mi ta gra przypomina Final Fantasy Tactics, z którą to spędziłem kilkadziesiąt godzin. Czy rozgrywka w Disgaea'i dużo się różni od FFT i czy dużo jest tu innych mechanik?
Ostatnio grałem w Sunless Sea. Ponad 50 h na liczniku. Wypasiony statek transportowy. Statystyki podbite. Zabijam bez trudu potwory morskie i niszczę statki piratów. Postanowiłem robić kursy na powierzchnię, żeby sprzedawać światło słoneczne - coś w stylu narkotyku tego świata i jedna z najlepiej opłacalnych transakcji. Naładowałem tego z 50 skrzynek... i okazało się że mój kapitan został ćpunem, zaćpał się i zmarł w drodze do klienta. Jak to zobaczyłem zrobiłem rage quit i odinstalowałem grę.
Z tygodnia na tydzień twórcy gier przekraczają coraz dalsze granice absurdu...
Tak samo do niektórych typów gier w ogóle tej klasyfikacji nie można odnieść. Bo jak gram na przykład w przygodówki to killer, socializer i archiver totalnie odpadają. Czy granie w gry po prostu, żeby je ukończyć już kwalifikuje mnie jako archivera?
Hmm... jedyne co mi przychodzi do głowy, jakby główną bohaterką miała zostać Ciri to "Ciri: Princess of Nilfgaard" - gra akcji z elementami RPG tocząca się w świecie fantasy, w której manipulujemy czasem, żeby walczyć z potworami i rozwiązywać zagadki środowiskowe :) A tak serio to faktycznie pomysł z odrodzeniem szkół wiedźminów i tworzeniem zupełnie swojego bohatera na styl chociażby Jedi Academy jest całkiem niezły.
Jakoś nigdy uważałem backtrakingu za wadę. Powiem nawet, że backtracking bardzo mi się podobał w serii Legacy of Kain, a zwłaszcza w Soul Reaver 2. Dostawaliśmy jedną krainę, którą oglądaliśmy w trzech różnych okresach historycznych. Trochę podobnie było w Ocarina of Time, albo Chronno Trigger. Najlepsze jest, że w miejscach, gdzie natrafiliśmy wcześniej na coś ciekawego, chcemy sprawdzić co jest teraz.
Bo ja wiem, nie wygląda ta gra tak źle. Taki typowy przeciętniak z początku wieku.
W Polsce też istnieje skuteczna patriotyczna propaganda. Jakiś czas temu były kontrowersje odnośnie niemieckiego serialu "Nasze matki, nasi ojcowie". Zrobiła się wielka afera, bo AK i ogólnie Polacy byli w nim przedstawieni w złym świetle. Podobnie było z "Ziarnem prawdy", "Pokłosiem" i wieloma książkami m.in. "Złote żniwa". Już nie wnikam w to ile jest w tych dziełach fikcji a ile prawdy. Bardziej chodzi mi o to jak bulwersuje nas Polaków to, że można przedstawiać nasz naród inaczej niż przedstawia się nam go na lekcjach historii, czy języka polskiego, jako Chrystusów, albo Winkelriedów Narodów. Jesteśmy przyzwyczajeni raczej do gloryfikowania naszej przeszłości. Dzieła które ukazują naszych "bohaterów" źle robią nam dysonans poznawczy, a to nie jest przyjemne. Dlatego żeby uniknąć dyskomfortu ludzie unikają form przekazu, która jest sprzeczna z ich poglądami, a wolą takie, które są z nimi zbieżne. No bo jak ciepło na sercu nam się robi, kiedy możemy zagrać w polską kampanię w CoD. Albo na wieść o tym, że B.J. Blazkovicz miał polskie korzenie itd. itp. Tak samo działa to w każdym kraju, czy Polska, USA, czy Azerbejdżan.
Jordan o wiele fajniej się Ciebie słucha jak lecisz na spontonie i nie masz zapisanego wcześniej tekstu. O wiele naturalniej to wypada. Skończyłem wszystkie numerowane części Finala (oprócz 11 i 14 oczywiście) do tego Kilka części Dragon Questa, Golden Sun i Chrono Trigger, ale obecnie jak próbuję zasiąść do jakiegoś nowego klasycznego jrpga to się odbijam po godzinie, maksymalnie dwóch. Już ledwo przemogłem Finala XIII, ale nie dałem rady jego kontynuacji. Jakoś nie mogę przeboleć jak patos, ratowanie i bronienie ukochanych oraz "siła przyjaźni" wyparła lekki, ale przyjemny humor. Albo sympatyczne niejednoznaczne postacie zostały zastąpione 100% dobrymi, aż do porzygu, które ja sam chciałbym wypatroszyć, jakbym tylko miał możliwość. Chyba to domena nie tylko japońskich gier, bo podobne zarzuty mam do obecnie powstających serii anime.
Dla mnie Master z pierwszego Fallouta, ewentualnie Centaur albo Floater. Cała lista bardzo dobra.
Ja byłem zawiedziony kupnem Fallout 3 i Herosów 4. Nie były to może złe gry, ale w stosunku do moich oczekiwań po poprzednich częściach, były dla mnie raczej kubłem z zimną wodą.
W Wiedźminie 3 po pokonaniu na arenie trolla, ten mówi że nazywa się "Asiak Akydałw" - od tyłu Kasia Władyka z CD Projekt.
Jordan, nie mam nic do zarzucenia treści Twojego materiału, ale mam kilka uwag do formy tego, jak i innych Twoich felietonów. Po pierwsze jest trochę przegadany, tyle samo informacji zawarłbyś w o połowę krótszym filmie. Po drugie, długie wielokrotnie złożone zdania może pasują do wypracowania, ale nie do filmowej publicystyki, bo wypada to bardzo nienaturalnie. Po trzecie czasami zajawiasz jakiś temat i go nie kończysz, żeby po jakimś czasie do niego wrócić i dalej nie wyczerpać go do końca. Jak już chcesz dawać dygresje to rób je trochę krótsze, bo rozgadujesz się na wątki nie związane z tematem. Wersja TL:DR - mniej formy do tej samej treści poproszę. Dzięki :)
A na mnie świetne wrażenie zrobił powrót po kilku miesiącach do świata wiedźmina i to jak ten świat się zmienił. Redzi dodali w podstawowym świecie masę detali, jak snopki siana, strachy na wróble, malunki na bielonych chatach. A w Sercach co rusz znajduję jakąś fajną lokację, krąg z kamieni, ruiny, czy po prostu jakieś unikatowe drzewo, które po prostu sprawiają, że chce się na nie popatrzeć.
Ja bym powiedział że cały Mass Effect 2 opiera się właśnie na zadaniach pobocznych i są one na podobnym poziomie co wątek główny. Do tego jesteśmy trochę na siłę "zmuszeni" do ich wykonania, bo jak je wszystkie olejemy Shepard zginie.
Dla mnie najlepsze wątki poboczne w historii RPG to historie towarzyszy Bezimiennego w Planescape Torment.
Serca z kamienia pewnie się nie liczą jako gra, ale mimo wszystko, to coś na co czekam. Oprócz tego Legacy of the Void i hmmm... jak dla mnie to nic więcej ciekawego nie wychodzi.
Chciałbym Legacy of Kain, ale wątpię żeby w 2 godziny dało się w miarę zrozumiale przedstawić fabułę tego dzieła. Fajnie mógłby wypaść Bioshock, Deus Ex albo Fallout (pełnometrażowa "Nuka brake?").
Liczę na Splinter Cell'a, że to będzie pierwsza filmowa adaptacja skradanki, która pozostanie skradanką na srebrnym ekranie.
A taka linka z Batmana. Albo Tomb Raider: Legend. Albo Just Cause. Albo Bionic Comando. Albo setek innych gier. Przecież to technologia już dziś osiągalna. Metalowa linka z silnym elektromagnesem na końcówce. Czemu nikt dotąd czegoś takiego nie skonstruował? Przecież setki ludzi zapłaciłyby nawet tysiące dolarów, żeby pobawić się w spidermana na mieście.
Bardzo mi taki styl izometrycznego horroru przypomina taką starą przygodówkę Sanitarium. Polecam wszystkim. A Stasis przykuło moją uwagę jeszcze przed premierą. Ogram na pewno.
Arash, widzę że ostatnio albo czytałeś albo oglądałeś Jonathana Strange'a i pana Norrella :P
Mimiki. W Dark Souls. W Final Fantasy. W czymkolwiek. Coś co ma być nagrodą, staje się nagle dosyć dotkliwą karą.
Trochę się boję, że na takim "kontraktowym" podejściu do rozgrywki może ucierpieć fabuła. Nie żeby była to jakaś szczególnie istotna cecha Hitmana, ale historia z Silent Assassina mnie osobiście bardzo wciągnęła. Tutaj mam wrażenie że będzie to takie jeżdżenie palcem po mapie i likwidowanie kolejnych osób, bez jakiegoś wyższego celu.
Dzięki Kacper. Obczaję Binary Domain, bo kupiłem kiedyś w jakimś bundlu, ale jakoś nie zwróciło to mojej uwagi. Mogłeś wspomnieć jeszcze o trochę starszych, ale świetnych Oni albo G-police.
Też nie wierzę, że Torment wyjdzie w tym roku. Czekam na dodatki do Wieśka 3.
Torment. Potem Deus Ex. Potem nadzieja, że jednak dadzą jakiś nowy trailer Cyberpunka.
Dla mnie w Falloucie 1 i 2 przede wszystkim największe wrażenie robiła różnorodność stylu gry w zależności od postaci stworzonej przez nas na samym początku. Dwójkę przechodziłem kilka razy. Raz snajperem z wysokim szczęściem, który ładował krytykami i większość przeciwników ubijał jednym strzałem w oczy. Drugi raz kobietą z wysoką inteligencją i charyzmą, która potrafiła wygadać się z kłopotów i znaleźć alternatywne rozwiązania do siłowych. Raz bucem z niską inteligencją który walczył na pięści - bardzo trudna ale również bardzo ciekawa i śmieszna zarazem gra zwłaszcza dialogi, przykładowo w vault city można się zatrudnić do sprzątania vaulta i popsuć komputery :) Trójka mnie zraziła tym, że możemy różnymi postaciami zaczynać, ale pod koniec każda z nich wypada mniej więcej tak samo. Panowie z Bethesdy dajcie nam Van Burrena :)
Spróbowałem od początku grać na najwyższym stopniu i przy pierwszej walce z ghulami zginąłem z 5 razy. Później zmieniłem na przedostatni i i do tej pory gram na nim. Nie jest za łatwo i nie jest za trudno. Chociaż mam wrażenie, że ostatni stopień trudności jest fajny, kiedy już się przyzwyczaimy do systemu walki i poznamy zachowania przeciwników. Pewnie jak będę przechodził Wieśka drugi raz to ustawię właśnie ten.
Program fajny, oglądam Was od samego początku i bardzo mi się podoba, ale mam prośbę do Was Hed i Mithgandir. Moglibyście recenzować bardziej zróżnicowane gry w "Grach z kosza"? Mam wrażenie, że połowa z Waszych materiałów jak dotychczas to same symulatory: policji, karetki, demolki, ogrodu itp. Wszyscy wiemy, żeby te gry z niemieckiego zagłębia tandety omijać szerokim łukiem. Ale chciałbym zobaczyć w Waszym programie jakieś gry, które mają szansę okazać się ciekawe, tak jak to było przykładowo z "You are empty".
Podsumowując, mniej niemieckich "symulatorów" w Waszym programie poproszę, bo wszyscy wiedzą, że to szajs.
Ja bardzo żałuję, że odeszło się od udostępniania przed premierą wersji demo. Dawniej, jak każda większa produkcja miała swoją wersję demonstracyjną na płytce dołączonej do jakiejś gazety, to każdy miał szansę niejako wypróbować grę przed premierą. Wiadomo, że demo nie oddaje w 100% całej produkcji, ale daje próbkę tego czego się możemy spodziewać. Teraz rzadko, kto wypuszcza dema, więc jedyne co zostaje to karmić się opiniami ludzi, którzy grali w jakąś wczesną wersję produkcji. Opinie też nie do końca zawsze obiektywne.
Mi się strasznie podobało przedstawienie fabuły w Dark i Demon Souls. Za pierwszym razem jak się je przechodziło, kompletnie nie wiadomo było o co chodzi. Dopiero przeglądając opisy przedmiotów, wysłuchując strzępów dialogów, czy faktycznie analizując miejsca odnajdywania niektórych rzeczy historia zaczynała nabierać sensu. Wystarczy spojrzeć na ilość materiałów fanów na temat fabuły tych gier i mamy mniej więcej pojęcie ile można przegapić i jak uważnym trzeba być, żeby pojąć co się działo w tych światach zanim trafił tam gracz.
Da-cza-przy-da-da-cza-przy-cza-da-cza... Dawać żarcie!!!. Nie mogłem być jedynym, który to robił ;)
Max był moim idolem w okolicach gimnazjum. Wziąłem po nim imię na bierzmowaniu :D
Bloodborne to dla mnie pierwszy argument od wyjścia PS4 za kupnem konsoli nowej generacji. Ale raczej poczekam jeszcze z rok, dwa, jak się trochę jeszcze ciekawszych exclusivów pozbiera.
Mnie się strasznie Remember Me podobało. Chyba jedyna gra, poza Mass Effectem, w której dużą przyjemność czerpałem z czytania informacji o świecie przedstawionym, o technologiach, miejscach, ludziach z tego świata. Pod względem fabularnym jest to moim zdaniem jedna z lepszych gier ostatnich lat. Żal mi jej niezrealizowanego potencjału. Ten świat zasługuje na poznanie i kontynuację przy większym budżecie.
Bardzo mi żal, że nie ma tu Cataclismu, bo to jedyna część w którą nie grałem. Obie gry genialne, ale za muzykę i sprawniejsze zarządzanie flotą wolałem jednak drugą część. Połączenie motywów arabskich ze space operą jest genialnym posunięciem. Must have dla każdego fana sci-fi.
@MrocznyWędrowiec - nie lepiej byłoby jakby zrobili godne zakończenie serii? Deafiance kończy się cliffhangerem. A wystarczyłaby tylko jeszcze jedna gra z tego uniwersum, żeby podomykać wszystkie wątki.
Ten obraz z początku to nie Salvadore Dali tylko Giorgio de Chirico :) Keep up the good work!
Half life miał też inny, ale makabryczny archievement - przejść grę strzelając tylko raz. Sam jakoś nie mogę sobie tego wyobrazić, ale podobno da się. Nie lubię za bardzo przechodzić gier po kilka razy, więc takie rzeczy raczej nie są dla mnie, ale doceniam chęci i motywację ludzi, którzy się na to zdobywają.
Zawodowiec_M: Działa też włączenie innego filmiku, a później powrót do filmiku, który chce się obejrzeć.
Dla mnie ścieżką dźwiękową, którą najlepiej zapamiętałem była ta z Hitman 2: Silent Assasin. Wiem, że na dzień dzisiejszy nie zrobi już takiego wrażenia, jak w dniu, gdy ją odpaliłem. A to wszystko dlatego, że teraz nawet jakieś gry indie mają w soundtracku chóry, orkiestry symfoniczne i patos wylewający się z melodii. Hitman 2 właśnie kupił mnie taką muzyką. Jesper Kyd kazał śpiewać "Wieczne odpoczywanie" po łacinie w akompaniamencie trąb i smyczków, a szczęka opadała. Wcześniej czegoś takiego w grach się nie słyszało, a w filmach rzadko. Obecnie, jak słyszę coś podobnego, raczej mnie to odpycha, bo świadom jestem, że można zaśpiewać "Kolorowe kredki" albo inny banał z orkiestrą od Władcy Pierścieni i wywoła to ciary na plecach. Mimo wszystko kocham ten soundtrack i często do niego wracam.
Tak powinien wyglądać Alan Wake :) Możecie zdradzić mi tytuł utworu przewijającego się w tle?
Dec rajt. Ju szud hew told de tajtyls łif mor aksent, bikos nołbady andestends sacz prymytiw polisz intonejszyn. Ludzie naprawdę czepiacie się takich pierdół? To chyba nawet gorsze niż bycie grammar nazi.
W ostatnich tygodniach zagrywałem się w Phoenotopia. Darmówka w stylu Cave story i Zeldy. Szczerze polecam.
Jasne, że można hejtować Risena. Nawet rozumiem niektóre argumenty hejterów. Nie zmienia to faktu, że jak odpalę grę to skończę dopiero po napisach końcowych, jak to robiłem z wszystkimi poprzednimi grami, które wyszły spod płetw Piranii. Tylko Arcanię ominąłem, ale jakoś nie czuję się z tym faktem źle :)
cswthomas93pl Biało-czerwony był zdaje się Famicom, czyli oryginalna konsola, której Pegasus był kopią...
Były plotki, że Mark Wahlberg miał zagrać Drake'a. Ja mam nadzieję, że jednak rola przypadnie Nathanowi Filionowi - koleś idealnie by pasował.
Arash fajny materiał. Jakbyś chciał pogrążyć trochę temat, to całkiem ciekawe propozycje odnośnie SI dają kwantowe teorie świadomości. Przykładowo ochr-or Rogera Penrose'a.
Dla mnie numer 1 to Raziel z Legacy of Kain. Chociaż jeszcze parę lat temu starałem się ubierać jak Max Payne, a na ramieniu zrobiłem sobie tatuaż z logiem Hitmana.
Jak się zachwycać klimatami noir i surrealizmu, to mnie powaliło na glebę "Tangiers", które niedługo też będzie miało premierę, a mało osób o niej słyszało.
Ja się zagrywałem w Warcrafta 2 na równi z Dune 2000 (Emperror: Battle for Dune już nie miał dla mnie tego klimatu). Z niewymienionych przez przedmówców tytułów dodałbym "Kroniki czarnego księżyca" - bardzo fajny aspekt taktyczny, "Praetorians" - duży poziom trudności. Oraz nieśmiertelnego "Mytha" (chociaż grałem tylko w trójkę) - mało myszki nie rozwaliłem przy tej grze.
Ja do dzisiaj płaczę nad "Van Buren" :( chociaż mam duże nadzieje, że "Wasteland 2" zaleczy tę moją dziurę w sercu.
pierwsza minuta tego materiału rozbawiła mnie lepiej niż wszystkie Wasze wczorajsze materiały razem wzięte.
Zawsze przedkładałem science fiction nad fantasy, dlatego światy w których chciałbym żyć to albo uniwersum Diuny (preferowałbym bycie Tleilaxaninem, albo Ixianinem), albo zapomnianego już Fading Suns. Moim zdaniem FS to najlepsze uniwersum sci-fi jakie kiedykolwiek powstało. Przebija Star Worsy, Treki, Doktory Who i Mass Effecty itp. o całe lata świetlne. Jedynym uniwersum fantasy, które wybija się na tle całej reszty to Planescape. W takim Sigil mógłbym spędzić resztę życia :)
Mnie osobiście w ostatnich latach strasznie podobał się trailer Deus Ex'a: HR z nieśmiertelnym "I never asked for this". Ciary na plecach za każdym razem :) Później zagrałem w grę i strasznie się zawiodłem, bo gra chociaż fajna, to nie była tak oszałamiająca jak to wyglądało na filmiku. I nie chodzi mi nawet o grafikę czy gameplay, ale o fabułę. Na trailerze było po prostu sporo scen, które nie znalazły się w grze. Straszna niekonsekwencja. Miało się przez to wrażenie, że twórcy zmienili koncepcję gry już po wypuszczeniu trailera, albo zrobili gigantyczne cięcia w scenariuszu.
Z drugiej strony zaskakująca była niedawna wypowiedź twórców Hitmana: "hej robimy nowego hitmana i postaramy się żeby był dobry". Bez trailerów, teaserów i srania w banie. Za to wielki plus dla nich.
Dell mówił Ci kiedyś ktoś, że przesadzasz ze zwrotem "na wielu płaszczyznach"?
Koper dzięki Ci, dobre :D
- Panie majster, łopata mi się złamała.
- To się k*** oprzyj o betoniarkę!
Jak zacząłem sobie przypominać polskie gry, przy których się dobrze bawiłem, a które jeszcze bym kiedyś zobaczył to nie przypuszczałem, że jest ich tak dużo. Schizm, Wacki, Rezerwowe psy, Earth 2140, Książę i tchórz... naprawdę jest tego trochę.
Final skończył się na X, ale trzymam kciuki za wielki powrót serii w Versusie, tudzież XV.
Hitman 2: Silent Assassin - misja z zabójstwem szefa Yakuzy na zamku pośród śniegu. Majstersztyk. Najpierw trzeba się było przedrzeć przez zasypaną śniegiem dolinę w czasie strasznej zawiei, potem dostać się na zamek i zamordować szoguna. Do tego przygrywała przepiękna muzyka Jespera Kyda. Po prostu rewelacja.
Przeszedłem wszystkie numeryczne części FF (oprócz XI) i też sądzę że Final skończył się na X. Do 7 części finale były coraz lepsze. Później do X trzymały bardzo wysoki poziom, ale wszystko od X-2 do 13 to coraz większy crap.
Ło Jezu! Franko wraca. To może jeszcze jest szansa na Rezerwowe psy 2 :)
Mnie w tej grze strasznie spodobało się, że wiele wyborów z pozoru banalnych ma bardzo duży wpływ na fabułę. Trochę jak w Demon Souls możemy przygarnąć do drużyny z pozoru dobrą postać, a za godzinę lub dwie okaże się że wbija nam ona nóż w plecy. Dobrych decyzji nie da się przewidzieć, a z konsekwencjami musimy żyć już do końca gry. Przykładowo pomagamy wędrownym handlarzom, oni w podzięce oferują nam jedzenie, my cieszymy się z nagrody, a po godzinie okazuje się że nasi wojacy chorują bo jedzenie było zepsute. Jak dla mnie - bomba.
Trochę to przypomina japońskie gry randkowe w aspekcie budowania relacji z NPC'ami. Na szczęście tutaj jest chyba o niebo lepiej jeśli chodzi o stopień rozbudowania i fabułę.
Warrior within to najlepsza część POPa także według mnie. Ale grą, na którą najbardziej liczę to zwieńczenie sagi Legacy of Kain. Prawdopodobnie Blood Omen 3. Niestety projekt Nosgoth jakoś mnie nie rusza, bo w serii liczyła się przede wszystkim niesamowita, zaplątana niczym węzeł gordyjski historia. Chciałbym wielkiego powrotu Amy Henning do tego uniwersum i definitywnego zakończenia tego genialnego dzieła.
Jak dla mnie Lone Survivor to najlepszy horror w jaki grałem od czasu Silent Hilla 2. Naprawdę fenomenalna gra. Uważam, że fotorealistyczna grafika szkodzi survival horrorom. Wielkie nadzieje pokładam też w Tangiers, chociaż to też raczej nie będzie horror pełną gębą.
Z całego zestawienia tylko Persony nie skończyłem. Trzeba nadrobić. Najmilej chyba wspominam Demon Soulsy... bo tyle razy zaczynałem każdy z etapów, że do dzisiaj wszystkie je znam na pamięć :P
Jak daliście Far Cry to powinniście też wspomnieć o Crysisach. Bardzo przyjemnie przechodziło mi się je po cichu. Oczywiście brakuje MGSa i Hotline Miami w zestawieniu. Dishonored według mnie też jest niestety crapem jeśli chodzi o element skradankowy. Dlaczego? Jest banalnie łatwy jeśli gramy w niego po cichu. Maksowałem wszystkie poziomy bez alarmów bez mniejszych problemów. Ostatniego poziomu już mi się nie chciało całego zwiedzać, więc przeskakałem (sic!) go w jakieś 10-15 minut. Również bez zabijania i wszczynania alarmów. Nie ma trudu = nie ma satysfakcji.
Nie wiem czy bardziej się jaram Pilars of Eternity czy Wastelandem. Tak czy owak oba to dla mnie to must-have w przyszłym roku. Tak jak Tides of Numenara w 2015. Taktycznych erpegów z dobrą fabułą nigdy nie jest za dużo.
Dałem radę ubić większość z wymienianych przez Was bossów. Zazwyczaj na najwyższym poziomie trudności. Ogólnie trudno mnie zniechęcić do jakiejś gry przez jej trudność. Niestety nie byłem w stanie ubić ostatniego bossa w Cave Story. Chyba ze dwa tygodnie do niego podchodziłem zanim się poddałem :/
Chociaż grałem w dwójkę jakieś 10 lat temu to do dziś pamiętam większość dialogów, lokacji i scen. Ludzie mogą narzekać na sztuczność i dziwaczność postaci i voiceactingu, ale w zamierzeniach twórców właśnie takie miały być (nawiązując tym samym do filmów Lyncha. Kto oglądał Twin Peaks, czy Erasserhead przyzna, że gra aktorska jest tam co najmniej "niepokojąca".) Mnie najbardziej podobały się sceny z Angelą, chyba moją ulubioną postacią. Za każdym razem kiedy przypomnę sobie jej "Oh, it's you!" mam ciarki na plecach.
Najlepszy polski dubbing (i tłumaczenie też) to Larry 7. Z nowszych gier bardzo podobały mi się dubbingi do Uncharted 2 i 3.
Według mnie jeszcze warto wspomnieć o dość mało znanej grze na DS'a "999: Nine Hours, Nine Persons, Nine Doors". W sumie to bardziej thriller niż horror, ale świetnie buduje napięcie i na długo zapada w pamięć.
Od dawna się zamierzałem przejść jedynkę, bo jakoś ominąłem ją za młodu. W końcu będzie okazja :)
Dżordan mam jedną uwagę do Ciebie. Trochę niekonsekwentnie zangielszczasz swoją wymowę. Najpierw wymawiasz ICO bardzo amerykańsko jako "aj-ko" (które notabene powinno się wymawiać po prostu "iko" od japońskiego "iku - chodź, idź"). Zaraz potem Tima Burtona bardzo spolszczasz, wymawiając jego nazwisko tak jak jest napisane. Nie twierdzę wcale, że jeden styl jest lepszy a drugi gorszy, ale możesz postarać się zdecydować czy godosz po nasemu, czy jak Max Kolonko :P Pozdrawiam :)
Dwójka i trójka mają chyba najfajniejsze psychologiczne kreacje bohaterów w historii gier. Chociaż Heather jest ciekawą, dynamiczną postacią. Uważam, że świetnie została ukazana w niej wewnętrzna walka między sprzecznymi uczuciami, co dodatkowo podkreślała boska muzyka Yamaoki - naprawdę chyba jego najlepsze dzieło to soundtrack do trójki. Jednak najlepszą postacią, głównie dzięki niedopowiedzeniom w jej historii jest według mnie Angela z drugiej części. Każda scena z nią zapadła mi w pamięć na długie lata i za każdym razem kiedy przypomnę sobie jej kwestię "Oh, it's you..." mam ciary na plecach.
Tak tylko zaznaczę, że Interstate 82 było sequelem Interstate 76, więc to chyba o tym tytule powinniście mówić w kontekście Auto Duel
W tym roku udało mi się ukończyć FF5 i dzięki temu mogę się pochwalić, że przeszedłem każdą część FF (nie licząc spin offów i MMO). Najmilej wspominam właśnie VII, którą stawiam na pierwszym miejscu ex equo z X. Niestety wszystkie części po X są coraz gorsze. Mam nadzieję, że zmieni to XIII Versus.
Pierwsze słyszę o tej grze, ale widzę, że must have dla mnie, bo strasznie mi przypomina GitS'a, którego ubóstwiam :D
Nazwa "Zły lokator" tudzież "Zły mieszkaniec" sugerowałaby raczej coś w stylu "Sąsiadów z piekła rodem" :)
Podoba mi się, że jak wyszło pierwsze Uncharted to porównywało się je do męskiego Tomb Raidera, a teraz Tomb Raidera porównujecie do żeńskiego Uncharted :P Chociaż w sumie Lara miała przed sobą jeszcze męskiego Indianę Jonesa...
Trzy razy się do tej gry zabierałem i trzy razy odpadałem. Jedyny erpeg od bioware (może jeszcze Neverwinter 2), którego nie skończyłem. Niestety, według mnie największa porażka tej świetnej firmy.
Kiedy obejrzałem pierwsze dwie minuty tego materiału to się przeraziłem, bo myślałem, że chcesz zrobić z siebie kolejnego vbloggera pokroju skretyniałego krytyka (por. http://www.youtube.com/watch?v=64cWzSaiaWQ ), ale na szczęście to był tylko żart z Twojej strony :) Reszta materiału czadowa.
Może i pozostali kandydaci robią większą rozwałkę, to jednak 47 posiada o wiele bardziej badaassowe cechy: klasę i styl :l
Dajcie też plakietkę osobie z największą liczbą komentarzy pt. "pierwszy". Hate wtedy się skupi na niej, a nie na was.
Moglibyście zrobić gramy z Okami? Dużo o tym tytule słyszałem, ale jakoś nigdy nie miałem okazji przetestować na własnej skórze.
Oj Del. Mówisz, że Clouds and Sheeps to nie Twoje klimaty, a przecież wygląda na to, że mechanika rozgrywki to kalka z Twojego ulubionego SimAnt :P
Uwielbiam skradanki i myślałem, że Dishonored będzie jakimś dużym objawieniem, niestety trochę się zawiodłem. Goście robiący Deus Exa: HR wypowiadali się kiedyś, że o wiele trudniej jest przechodzić grę po cichu, zgadzam się z tym stwierdzeniem, co do każdej gry z wyjątkiem Dishonored. Tutaj moce są tak przegięte, że nawet najwyższy poziom trudności nie stanowi żadnego problemu. Ja przeblinkowałem chyba każdy etap po dachach, wykonałem zadania główne i poboczne, a potem jeszcze wyczyściłem większość cennych przedmiotów z poziomu. Wszystko to bez zabijania strażników. Gra byłaby o wiele trudniejsza, gdyby trzeba było walczyć. Ale co to za skradanka, w której wyzwaniem ma być walka? Sorry Dishonored, ale jak dla mnie obywatelem Kane'm gatunku pozostaje Hitman :)
Fox Nine Tails - na ps store możesz kupić jedynkę, jest w zakładce z grami z PSone
Prawidłowe ułożenie totemu było widoczne na pudełku z oryginalną grą, więc mam wrażenie że ta zagadka była czymś w rodzaju zabezpieczenia przed piratami :D
Nawet zabierałem się do ukończenia pierwszej diuny, a że byłem zbyt mały, żeby wszystko zrozumieć to siedziałem przy niej ze słownikiem i tłumaczyłem poszczególne zdania :) W efekcie tego znudziłem się gdzieś w okolicach połowy gry i nigdy jej nie skończyłem... ale jak to mawiał pewien łysy assassin "it's time to dig out the past".
Chyba każdy, kto przechodził Atlantisa utknął w tym samym miejscu na Carbonek :P Świetny klimat miała ta gra :) Melodia z outro na stałe wryła mi się w psychikę :D
Hed, jestem Ci ogromnie wdzięczny. Gdyby nie Twój program, ominęłoby mnie sporo świetnych gier. Już widzę, że przy EYE przesiedzę tygodnie. Jeszcze raz dzięki. Keep up good work :)
Ciekawi mnie, czy Snake pił do Fallouta wypowiadając cytat o wojnie, czy to raczej niezamierzony efekt :)
Najlepszym serialem w Maxie był "Address unknown". To stamtąd wziąłem swojego nicka :P
Dźwięki z Silent Hilla, mapa z Silent Hilla, potwory z Silent Hilla, klimat też. Must have :)
Oj, Mariusz, licz się ze słowami. Tomasz Raczek został pozwany za zjechanie Kac Wawy. Tobie też się może oberwać od wydawcy gry za nieprzychylną ocenę. A tak na serio, to wyrazy współczucia za zmarnowany czas :)
W żadnej części Hitmana nie pokazano twarzy Diany (i czasem mocno się tym twórcy gimnastykowali, żeby nawet kawałka jej nosa nie wystawić na widok), a teraz wrzucają ją bez żadnego problemu do trailera. Jako fan serii jestem trochę rozgoryczony :/
Jeśli chodzi o klimatyczne światy s-f, to wg. mnie cykl "Yggdrasil" Wawrzyńca Podrzuckiego jest strzałem w dziesiątkę. A jak kogoś nie przeraża manga, to polecam zapoznać się z czymś takim jak "BLAME!"
Gdybym miał możliwość zrealizowania swojego ostatniego życzenia przed śmiercią, to byłaby to prośba do Amy Henning, żeby zdradziła mi jakie powinno być zakończenie sagi Legacy of Kain. Sorry Kain, ale Raziel był fajniejszy :P
Jestem fanem finali zatem wszystko przeżyję, ale jak drugi raz zaserwują taką beznadziejną historię i dialogi wyjęte spod tęczowych ogonków kucyków pony, co w XIII to się chyba porzygam. Mocno zawiodłem się na poprzedniczce właśnie ze względu na tandetną fabułę i postaci przesłodzone do maksimum. Już w XII były takie tendencje, ale nie na tak dużą skalę. Square Enix nie idź w tę stronę!
Cholera, nie wytrzymałem w dwójce do końca. Ciągnęła się jak flaki z olejem. Mam nadzieję, że grając w HR nie ma zbyt wielu nawiązań do Invisible War. Obym w końcu dostał coś godnego miana Deus Ex.
Ja ostrzę sobie zęby na MGS collection i Team ICO collection. Ja do tej pory z łezką w oku oglądam recenzje Angry Video Game Nerda :) Są oczywiście tytuły wydane na obecne generacje konsol, które miażdżą, ale jest ich relatywnie niewiele w stosunku do ilości hitów wydawanych na NESa, czy PS2. Dlatego nie wiem, czy wejście nowej generacji konsol jest dobrym pomysłem. Jeszcze nie wyeksploatowaliśmy do końca obecnej.
Ja mam nadzieję, że ta misja z prezentacji była czymś w rodzaju pierwszej misji z Blood Money. Tam pierwsza, niejako tutorialowa, misja też była liniowa. Likwidowało się tam znacznie więcej przeciwników, niż tylko główny cel. Na szczęście w pozostałych misjach z BM można już było się poczuć jak w starym dobrym Hitmanie.
Ja tam chcę obejrzeć nowe odcinki "Address unknown". Jeśli ich nie będzie, to Max dla mnie umarł.
Emocja przerażenia, czyli "podskoczenie" na fotelu jest o wiele łatwiejsza do wywołania u człowieku niż lęk, czyli uczucie napięcia związanego z bliżej niesprecyzowanym zagrożeniem, którego nadejścia oczekujemy. Przerażenie jest zazwyczaj krótkotrwałą reakcją na realne zagrożenie, podczas gdy lęk zawsze jest irracjonalny, długotrwały i raczej zawsze kończy się w chwili ujawnienia się niebezpieczeństwa (wtedy pojawia się motywacja do walki lub ucieczki). Jak już wspominałem wywołanie nieracjonalnego lęku w racjonalnym człowieku nie jest prostą sztuką.
Na szczęście Autorzy dobrych horrorów z powodzeniem od lat stosują te same chwyty na najbardziej nielogicznym tworze ludzkiego umysłu, jakim jest wyobraźnia. Najlepszym przykładem jak to działa są chyba opowiadania Lovecrafta, który prawie wcale nie opisuje ukazujących się bohaterom monstrów i potworów, ale skupia się na opisie emocji i reakcji tychże protagonistów. Dzięki temu nasza wyobraźnia wstawia w miejsce szkarady, którą dany bohater zauważył właśnie nasze wyobrażenie o jej wyglądzie, które jest przecież straszne dla nas.
W podobny sposób działały stare survival horrory. Mroczne, niewyraźne i rozpikselowane obrazy zostawiały sporo miejsca dla naszej interpretacji. Jeśli przypomnimy sobie dzieje Silent Hilla, to w miarę, jak poprawie ulegała grafika, poziom gier, jako horrorów opadał.
Równie ważna, a może nawet ważniejsza niż obraz, jest dla horrorów oprawa dźwiękowa. Jeśli uda nam się wywołać przez dźwięki otoczenia uczucie, że coś jest w pobliżu i czeka tylko na odpowiedni moment, żeby na nas wyskoczyć to połowa sukcesu dobrego horroru. Bo przecież dobry horror nie powinien dziać się tylko na ekranie monitora, ale też poza tym co aktualnie widzimy.
Na koniec kilka słów o mechanice, czyli jak opcja save w każdym miejscu zabiła survival horror. Jak wiadomo horror straszy tylko za pierwszym razem, a kiedy wiemy co się zaraz stanie, to napięcia już znika. Podobny stan pojawiał się u mnie po zasejwowaniu, kiedy miałem wejść do nowego pomieszczenia we wspomnianym już silent hillu, czy alone in the dark.
Podsumowując dobry horror powinien mieć: kiepską, niewyraźną grafikę, nienaturalne, kakofoniczne dźwięki, brak opcji save w dowolnym miejscu. Wypisz wymaluj niskobudżetówki :D
Błagam, niech to nie będzie trudniejsze niż Demon Souls. Niech już ma poziom trudności zbliżony do pierwowzoru, ale na litość, niech to nie będzie trudniejsze :3
Dobrze, że jest to tłumaczenie, bo ja tam ewidentnie słyszałem "Dragon Ball" :)
Ten kawałek rockowy brzmi jak utwory Neversoftu z Guitar Hero 5. Czyli prawdopodobnie można stworzyć własną piosenkę do Guitar Hero, która będzie brzmiała lepiej niż Music Master Chopin.
Nie ukrywam, że należę do gatunku cierpliwych graczy. Godziny grindowania w jrpg'ach, czy absurdalne przechodzenie jednej gry po kilka razy, żeby zdobyć jakieś trofeum nie jest może specjalnie pasjonujące, ale mnie raczej nie odstrasza. Dawno temu założyłem się z kumplem, że przejdę na najwyższym poziomie trudności grę "Star Wars: Shadows of the Empire" (kto grał pewnie wie jaki to był hardkor). Po kilku(nastu) tygodniach znałem ją niemal na pamięć, do tego stopnia, że niektóre fragmenty etapów mogłem przechodzić z zamkniętymi oczami (sic!). Nagrodą za to niesamowite marnotrawstwo czasu, było kilkanaście dodatkowych sekund animacji końcowej. Czy się te kilkadziesiąt zmarnowanych bezpowrotnie godzin opłacało? W chwili oglądania tych kilkunastu sekund animacji byłem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie :) Podobnie (chociaż już nie tak trudno) było w Max Paynie 2. Trzeba było ukończyć grę trzykrotnie, aby zobaczyć jedną alternatywną kratkę komiksu. Ale chyba już za bardzo offtopuję. Stracony czas trochę trudniej było mi docenić w chwili gdy w grach zacząłem cheatować używając nagminnie opcji save/load. O tym jak bardzo niszczy ona radość z rozgrywki zorientowałem się, kiedy grałem w zbugowanego Half-Lifa 2. W mojej wersji gry można było sejwować tylko przy rozpoczęciu nowego etapu, czyli raz na nomen omen kilkadziesiąt minut. Jeśli zginąłem, musiałem cały etap zaczynać od nowa. Radość z gry wprost proporcjonalna do frustracji, a to napięcie odczuwane, kiedy Morganowi prawie kończyło się życie - bezcenne. Nic tak nie poprawia więzi z głównym bohaterem :) Od tego czasu poziom trudności easy i normal już nigdy w żadnej grze u mnie nie zagościł, a save/load staram się ograniczać do minimum.
Wczytywanie jakiegoś etapu po kilkanaście, czy kilkadziesiąt razy nie przeraża mnie bo mam świadomość, że staję się w to coraz lepszy. Dobrym przykładem jest tu Demon Souls, który teraz przechodzę po raz kolejny (trzeba w końcu zdobyć to platinum :P). Gra wciąż jest ciężka, ale po tych paru razach można się tam czuć jak prawdziwy wymiatacz. Każda śmieć w niej to nauka na przyszłość, ale każdy pokonany etap daje niesamowite uczucie.
Wiem, że pewnie się narażę, ale postuluję, żeby w niektórych grach (nie mówię, że we wszystkich) wprowadzić nawet opcję nie-zapisywania-na-checkpointach. Spróbujcie pograć w jakieś znane już przez was gry bez zapisywania, żeby odkryć zupełnie nowe wrażenia :)
Nawet fajne. Takie Ktulupodobne. Zwłaszcza ten patent z sanity. Dobrze, że nie ma walk, a pomysł z odwracaniem wzroku od potwora jest świetny. Może to nie silent hill, ale jak komuś podobał się Call of Cthulhu to ta gra jest dla niego. Ja kiedyś zagram na 100%
Ech... Legacy of Kain... Chciałbym kiedyś usłyszeć, co o tej sadze Von Zay jest w stanie powiedzieć.
Mam pytanie. Jedynka Deusa miała 3 zakończenia, z których każde powinno znacząco wpłynąć na cały świat. W dwójkę nie grałem więc może mi ktoś powiedzieć, które z zakończeń jedynki jest kanoniczne?
Von Zay naprawdę potrafisz zdołować człowieka. Jak ktoś skończył PoPa to już dinozaur. Od Franco wolałbym raczej coś pokroju Double Dragon, czy Battletoads, zatem jestem na Magic Carpet. Przynajmniej Keeper będzie wcześniej.
Dziś kupiłem i szlag trafił moje plany na najbliższe dni :] Chociaż jakoś tak, wbrew większości opinii jedynka podobała mi się bardziej niż dwójka.
acowasto - oba kawałki są z Fallouta, zakładam że chodziło Ci o "A kiss to build a dream on" Louisa Armstronga. Ten pierwszy to chyba melodia z Shady sands. Gratuluję wygranej
Wielkie dzięki. Chcielibyśmy podziękować sesji, bo bez niej nie mielibyśmy takiej ochoty spędzania czasu na robienie kostiumów i bieganie po śniegu z kamerą :D
Hmm... Ten pan w czerwonych okularkach niesie ze sobą flagę New California Republic. Czyżby powrót starych znajomych?
Najlepsza i tak była trójka... Gdyby tylko sequele powstawały w takim stylu jak ona...
Choć grałem we wszystkie części, to dwójka jest wg mnie najlepsza. Mam nadzieję, że wrócą do tych rozwiązań... Jesper Kyd też lepiej się wykazywał tworząc muzykę symfoniczną, niż industrial.
Piotr Fronczewski to taka niemalże ikona polskich lokalizacji erpegów. Baldur, Neverwinter, Bard's tale wszędzie pasował do narratora i jestem ciekaw jak będzie pasował do niezależnego bohatera. To taki miły ukłon w stronę klasyki RPG. Mam wrażenie, że nawet jest to poniekąd wepchnięcie na siłę Dragon Age do miana hitu RPG, tylko dlatego, że będzie tam grał pan Piotr. Szczerze mówiąc, wcale mi to nie przeszkadza :D
Ja bym chciał pierwszego Killzone'a, bo nie grałem, a mam zamiar kupić dwójkę i chciałbym poznać trochę fabuły...
Niby niewiele nowego, nic ciekawego, ale i tak bym pograł... gdyby było na ps3. No o co chodzi, przecież F3 nie był exclusivem dla x360. Dlaczego nie mogą tego wydać na wszystkie platformy od podstawki?
logotus zauważyłem, że wypowiadasz się w każdym temacie dotyczącym FF i w każdym z nich: wyzywasz całą serię, wychwalasz klasyczne rpegi, a później kłócisz się o to co lepsze. Jest takie powiedzenie, że o gustach się nie dyskutuje. Dlaczego musisz wtrącać się w każdą rozmowę dotyczącą Finala, skoro tak bardzo go nie lubisz?
Najlepsze dubbingi były w starych przygodówkach 2D. Ktoś pamięta Sthura w Larrym 7? To był majstersztyk. Tłumaczom też wyraźnie brakuje inwencji przy tłumaczeniu dowcipów... Niby nie wszystko przetłumaczone dosłownie, ale to jeszcze nie to o co mi chodzi...
Jeśli ktoś widział anime "Karas", to da się zauważyć, że twórcy gry czerpali z niej całymi garściami. Ale czy będzie wersja na PSiaka?