Kapitalna gra w moim ulubionym typie immersive sima. Grafika po 5 latach od premiery może nadal uchodzić za estetyczną. Na pewno lokacje zaprojektowane są fantastycznie, nawiązuje do modernizmu i art deco, puszczając oko do fanów BioShocka. Klimat jest gęsty jak koral, który oplata Talosa I. Kojarzy mi się z Lemem - Solaris, Niezwyciężonym czy Głosem Pana, w których bohaterowie również ścierali się z obcymi formami inteligentnego życia i swoim własnym niezrozumieniem ich. Szkoda, że nie zdecydowano się na bardziej zniuansowane podejście do kontaktu z kosmitami, jak właśnie u Lema, ale to jednak gra.
Fabuła, mimo oczywistych gatunkowych (i mam tu na myśli i gatunek s-f, i gatunek immersive simów), klisz -
spoiler start
amnezja głównego bohatera, symulacja, stacja kosmiczna przejęta przez wrogo nastawionych obcych, transhumanizm, wątpliwe moralnie eksperymenty na ludziach
spoiler stop
broni się ciekawymi wątkami, a także świetnymi mniejszymi historiami opowiadanymi nam przez nagrania, e-maile, notatki czy narrację środowiskową. Poznawanie dziesiątków tych wątków to czysta przyjemność. Nie ma co się jednak nastawiać na przełomowe konkluzje czy refleksje - to raczej klasyczny zestaw dylematów moralnych poruszanych regularnie przez tego rodzaju gry/książki/filmy. Pod tym względem BioShockowej świeżości i ekscentryczności próżno tu szukać.
Gra nie jest idealna, bo do wad na pewno można zaliczyć backtracking (chociaż raczej w ramach zadań pobocznych niż głównego wątku) - to lokacje w czasie gry zmieniają się pod wpływem wydarzeń z fabuły. Mnie akurat walka podobała się, choć pod koniec już męczyło ciągłe odradzanie się przeciwników w lokacjach, do których się wraca.
Podsumowując - to fantastyczna gra na wiele godzin, niesamowicie klimatyczna, wciągająca i satysfakcjonująca. Niestety, coraz rzadziej tego typu wysokobudżetowe gry się robi, więc dla fanów_ek długich, singlowych i zmuszających do myślenia przygód z niejednoznacznymi postaciami i decyzjami - koniecznie!!!
Było do przewidzenia, że tak się to zakończy. CDP pozostaje wizerunkowym zwycięzcą, Sapek i tak już jest w oczach graczy spalony, więc nic mu to nie zaszkodziło a się nachapie. Pomijając fakt, że - niezależnie od emocjonalnego osądu społeczności - chłop rację zapewne ma.
Moim największym oczekiwaniem na najbliższy rok jest jakaś definitve edition czy też GOTY drugich Pillarsów. Pierwsze były kapitalne, a cierpię na głód takich erpegów. Niestety, klasyki sprzed dwóch dekad mnie po prostu odrzucają, a KotORy czy Dragon Age: Początek ograłem już wzdłuż i wszerz. No, i na jakiś zalew tego typu tytułów nie ma co liczyć po wynikach sprzedaży PoE2 i kupnie Obsidianu przez Microsoft.
No, i jeszcze może The Outer Worlds. Muszę przyznać, że nie otaczam czcią F:NV, ale może najwyższy czas powtórzyć i sprawdzić czemu teraz uważany jest za tak kapitalną grę. Do niektórych tytułów wszak trzeba dojrzeć.
Tak czy inaczej, Obsidian crapiszcza raczej nie dostarczy.
Najwyższy chyba czas nadrobić ostatnie sezony GoT, skoro ma być wielki finał w tym roku, mimo, że serial już gdzieś od 4 sezonu zżera własny ogon.
Jak już wspomniano wcześniej dziwi brak Domu z papieru, a to przecież chyba najpopularniejszy nieanglojęzyczny serial na Netfliksie. Dwa pierwsze sezony cud, miód i orzeszki. Ciekawe jak to pociągną dalej.
A że na Stranger Things czekam to chyba oczywista oczywistość, perełka jakich naprawdę mało.
Taki ranking to przecież konkurs popularności. Zawsze wygrywać w nim będą gry najpopularniejsze (Skyrim, Wiedźmin) i złote klasyki (Baldur, Torment, Gothic etc). Nie ma co się pienić.
Być może opatrywanie gier "miejscami" faktycznie nie jest najlepszym pomysłem i powinno się raczej robić ranking alfabetyczny, tym bardziej, że produkcje choćby z 3 pierwszych miejsc (mimo że wszystkie mieszczą się w nurcie RPG) są diametralnie różne, zatem czy jest sens je porównywać?
Pewnie nie, ale nadal - to tylko zabawa i wszystkie tytuły wymienione na liście na pewno są znakomitymi grami. A nuż znajdę w rankingu jakąś perełkę, która dotąd mnie ominęła ;)
Po niemal pół roku (ponad 100 godzinach wg licznika gry) uznałem, że czas odpuścić Fallouta 3. Walnie przyczynił się do tego fakt nagłej anihiliacji z mojego ekwipunku jednej z najlepszych broni w grze (i przy okazji mojej ulubionej).
W tym czasie bywały chwile, kiedy bawiłem się kapitalnie, takie, kiedy bawiłem się gorzej, ale ogólnie model rozgrywki broni się, choć Falloutowi 3 nie brakuje wad.
Po 10 latach od premiery gra to nadal festiwal bugów i technicznych niedoróbek. Postaci zaklinające się w drzwiach, nieaktywujące się skrypty, ba, raz jeden z NPCtów potrzebnych w jakimś queście zaczął ni z gruchy, ni z pietruchy, spieprzać przez całe Pustkowie i musiałem go przywoływać komendami, żeby zadanie zakończyć, o wspomnianym wcześniej zaginionym karabinie nie wspominając.
Ponadto - balans rozgrywki. Niestety, jest skopany. Nie wiem czy gra wykorzystuje level scalling, natomiast fakty są takie, że:
a) niesławny level cap na 30 poziomie to bardzo zły pomysł
b) tym bardziej, że i tak w połowie drogi na szczyt (16-17 poziom) nawet na najwyższym poziomie trudności gra nie stanowi specjalnie wyzwania - tym bardziej, że wówczas w ekwipunku ma się już jakieś 150 stimpaków i innych utensyliów leczniczych)
Jak powszechnie wiadomo, Bethesda nie jest znana z wysokiej jakości fabuły i postaci, natomiast nie to jest sedno tej konwencji, więc in plus nadmienię, że w grze i DLCkach jest kilka naprawdę kapitalnych questów.
Jednak, mimo wymienionych wyżej niedoskonałości, spędziłem z trójeczką całkiem pokaźną ilość czasu, zatem grą złą zdecydowanie (wbrew temu co mówią ultrasi Falloutów z lat 90tych) nie jest. Ba, jest - nawet po tych wszystkich latach - bardzo dobra. Klimat jest kapitalny. Eksploracyjna formuła Bethesdy działa i syndrom "jeszcze jednego dungeona" (czy też może krypty/tunelu metra w tym wydaniu) potrafi przytrzymać przy ekranie długie godziny.
Warto więc zagrać w Fallouta 3. Dlatego, że (obok NV, który jest powszechnie uważany za lepszego) jest jedynym taki Falloutem. I - patrząc na poczynania producenta - tak już zostanie. W 4ce odszedł od rozbudowanych dialogów, od krwistych elementów erpegowych, w stronę ponad miarę rozbudowanego craftingu oraz systemu zarządzania osadami, od których się odbiłem. Jakie opinie panują na temat 76ki - wiadomo.
Warto też, żeby zobaczyć, jakich gier już prawdopodobnie nie opłaca się robić dużym firmom, mimo, że budzą moje (jako miłośnika długich gier dla pojedynczego gracza) nadzieje sukcesy tegorocznych stricte singlowych gier - God of War czy Spider-mana.
Już wczoraj podano informację, że zarówno Wasteland 3, jak i Pillarsy wyjdą na wszystkie platformy na jakie zostały zapowiedziane.
Straszna szkoda, czuję się niemal współwinien bo zakup drugich Pillarsów odkładam do czasu, aż wyjdą wszystkie DLC.
Trzeba przyznać, że uwiarygadnia to plotki o przejęciu Obsidianu przez MS. Jeśli to prawda, to o izometrycznych rolplejach od nich można zapomnieć. Singlowych ezxclusive'ów Microsoft w przeciwieństwie do Sony i PS nie ma żadnych, więć mam tylko cichą nadzieję, że Microsoft pozwoli Obsydianom zachować charakter i zaprzęgnie ich do produkcji wysokobudżetowego RPG z prawdziwego zdarzenia.
Zazwyczaj staram się nie nakręcać negatywnie względem żadnej gry, w którą sam nie zagrałem, a już zwłaszcza nie należę do osób, które prowadzą krucjatę przeciw konkretnym firmom, tak jak np. niektórzy nienawidzą właśnie Bethesdy, bo "zepsuła markę Fallout", ale tym razem muszę przyznać, że robiąc tę grę Bethesda udowadania, że zupełnie nie ma pojęcia z czego bierze się popularność i sukces ich gier.
MODY. To dzięki nim F3 czy Oblivion mimo kilkunastu lat na karku nadal żyją. Nie dzięki kunsztowi deweloperów Bethesdy. MODY, Bethesda, MODY!
A sama gra pewnie skończy jak TES:O i za dwa, trzy lata każdy będzie mógł za darmoszkę przetestować. Zrobić w dzisiejszych czasach płatne MMO, które odniesie sukces kasowy to nie jest łatwa sztuka. O ile w ogóle jeszcze możliwa.
@mlodyllo Kingdoms było wydane przez EA, nie 38bit, natomiast gry Telltale wydaje(-wało) Telltale. Podejrzewam, że tak jak w przypadku upadku THQ będzie licytacja licencji i inni wydawcy pokupują, może nawet pokuszą się o kontynuowanie niektórych serii?
No niestety, tak się kończy produkcja taśmowa, Telltale nie jest pierwszym ani ostatnim studiem, które się o tym przekonało. Nawet taki gigant jak Ubisoft musiał się w pewnym momencie zatrzymać i przemyśleć założenia chociażby takich Asasynów.
Szkoda tylko szeryfa Bigby'ego. Może kiedyś inne studio weźmie się za kontynuację tej marki. Gorąco na to liczę.
No, niby tak, tylko, że nie. I straszna szkoda, bo Origins to jeden z moich ulubionych rolplejów.
Grałem kilkanaście godzin naprawdę licząc, że Inkwizycja mnie wciągnie i nie... Mimo, że jest mnóstwo ciekawych postaci i chętnie poznałbym ciąg dalszy historii bo uniwersum ubóstwiam, ale te zadania poboczne... To jakaś masakra. Zbieractwo rozciągnięte do granic rozsądku. Ja nie mam nic do zadań, w których trzeba coś zbierać, w pierwszym DA też takie były, ale zrobionych DOBRZE.
Pierwszy z brzegu nasuwa mi się przykład z Fallouta 3, bo akurat go teraz ogrywam, także jakby co będzie mniejszy spoiler. Spotykamy postać, fanatyczkę Nuka-Coli (czyli tamtejszego odpowiednika Coca-Coli). Oprowadza nas po swoim mini-muzeum z gadżetami związanymi z napojem, po czym prosi o zebranie 30 butelek specjalnej, limitowanej wersji Nuka-Coli. Gdy wychodzimy z jej domu zaczepia nas facet, który ma ochotę na tę panienkę, i liczy, że jeśli uzna ona, że to on znalazł te butelki, to gość dopnie swego - mamy więc wybór, komu oddać zdobycz.
No, ale jakoś trzeba się zabrać za szukanie; dowiadujemy się więc, że w okolicy jest rozlewnia Nuka-Coli, gdzie możemy znaleźć informacje o tym, dokąd jeszcze przed wojną nuklearną rozwieziono limitowany napój. Idziemy tam i poznajemy kawałek fabuły w postaci różnych audiologów i notatek, zwiedzamy fabrykę, poznajemy robota-dozorcę, który po 200 latach nadal stoi na stanowisku - słowem, nudno nie jest. I mimo, że to typowo fedeksowe zadanie, to jest urozmaicone. A w Inkwizycji? Zamknij 10 szczelin, znajdź 50 złóż żelaza, zbierz 70 ziół, bez żadnej podbudowy fabularnej. Więcej, gdyby to był niewielki procent zadań pobocznych, ale to są prawie wszystkie zadania poboczne!
Do tego świat jest przeraźliwie pusty. Montonny. Po prostu kicha. BioWare chciało połączyć grę z naciskiem na fabułę w swoim stylu z grą eksploracyjną. Wyszło na tyle dobrze, że w okresie erpegowej posuchy (2014, od ostatniego dobrego, wielkiego RPG minęły 3 lata) był hit, teraz - po doskonałych Pillarsach, Tyranny, Wiedźminie - widać, jak słaba to produkcja. Origins trzymają się znacznie lepiej po niemal dekadzie.
Gra ma być przyjemnością, nie pracą, więc nie mam zamiaru spędzić dziesiątek godzin na pustym grindowaniu, ale szkoda tylko, że już nie poznam losów Leliany, Cassandry czy Varrika :/ Jestem zawiedziony.
Industrialny klimat, zupełnie odmienny od tego ze Stołecznych Pustkowi, wylewa się z ekranu strumieniami. Do tego nie sądziłem, że gra Bethesdy kiedyś postawi mnie przed tak dobrym, niejednoznaczym wyborem. Szkoda, że tak krótko. Szkoda też, że nie do końca czuć to, że jest się niewolnikiem w tym rozszerzeniu. Niemniej, bardzo dobre DLC
@str111 co za bzdety, jeśli kolega ma ochotę na świat, gdzie zachowany jest stosunek ludności miast do liczby bandytów to jest gra, która spełnia te wymagania - zapraszam do Simsów. Olaboga, co za straszliwa gra, gdzie jest co eksplorować, po prostu masakra...
Swoją drogą, gry Bethesdy modami stoją i to one powodują, że z gry dobrej da się zrobić wyśmienitą. To one powodują, że takiego Fallouta 3 nadal gram ja i kupa ludzi po dekadzie od premiery z wielką przyjemnością (wbrew hałaśliwej grupce hejterów krytykujących każdy aspekt tej gry) - a pokażcie mi singlową grę, która po takim czasie nadal jest żywa. I to stąd życzyłbym sobie, żeby Redzi przede wszystkim wzięli przykład, bo póki co to tylko Bethesda pozwala graczom na taką dowolność w grzebaniu w ich grach.
Notabene, sama Becia wydaje się nie zauważać skąd tak naprawdę bierze się fenomen ich gier i na siłę brną w multiplayer (vide TES Online czy Fallout 76)
Oczywiście, w co grać jest, i po części zgadzam się z treścią artykułu, ale tak naprawdę mamy teraz złote czasy z racji tego, jak wiele doskonałych tytułów wyszło w przeszłości.
Na przykład ja jako fan klasycznego erpegowania, jeżeli chciałbym pograć w wysokobudżetowego cRPG z całą masą współczynników, z rozbudowanym rozwojem postaci i krwistymi dialogami muszę cofnąć się... o prawie 10 lat, do pierwszego Dragon Age'a. Od tamtego czasu nie przypominam sobie żadnej gry, która łączyłaby wysoki budżet (a co za tym idzie porządną oprawę audiowizualną) z rozbudowanymi elementami RPG. Wyobrażacie sobie teraz EA wydające klasycznego rolpleja, a potem jeszcze duży, dwudziestogodzinny dodatek do niego? Dziś to już się nie sprzeda, najlepiej widać to po najnowszej odsłonie DA od której wciąż się odbijam.
W pewnym stopniu tę niszę wypełnił mi Wiedźmin 3, ale po prawdzie mechanicznie bliżej mu do ubi-sandboksów niż Dragon Age'a czy nieśmiertelnego KotORa.
Rynek gier indie jest co prawda zróżnicowany, ale cały segment AAA jest jednorodny. Z gier, które Redaktor wymienił w tabelce na drugiej stronie połowa to akcyjniakowe sandboksy, dwa to sieciowe shootery i w sumie tylko Wolf wyłamuje się z obecnie przyjętych za lukratywne schematów.
O tak, czasy dla graczy są świetne, ale z racji oceanu wyśmienitych pozycji, które premierę miały 5, 10, 15 lat temu, a nie ostatnimi czasy.
Niezłe pykadło, bardzo ciekawa stylistyka, natomiast gameplay to w dobry sposób zmiksowane rozwiązania znane z innych gier. Na plus też poziom trudności, gra do łatwych nie należy
Muszę przyznać, że Arkham City jest dla mnie niejakim zawodem. Zabrałem się za nią bezpośrednio po ukończeniu pierwszej części i widać, że sporo usprawniono - choćby warstwę fabularną. Już w pierwszej części wystąpiła cała plejada szwarccharakterów (i nie tylko) z kart komiksów, a w "dwójce" barwnych postaci jest jeszcze więcej. Również główny wątek doprawiono nieco większą nieprzewidywalnością i jest bardziej angażujący.
Elementy rozgrywki pozostały na bardzo wysokim poziomie, dodano więcej gadżetów, a do całej tej sterty miodności dorzucono jeszcze sekwencje z Kobietą-Kot, którą gra się zupełnie inaczej niż Gackiem.
Co więc poszło nie tak? Otwarty świat. Zaimplementowano go z pozoru wzorowo, ale moim zdaniem zupełnie rozwodnił rozgrywkę. W poprzedniej części liczba ok 100 sekretów Człowieka-Zagadki powodowała, że każda znajdźka coś znaczyła, coś odblokowywała, chciało się je zbierać.
W Arkham City jest nich niemal pół tysiąca. Spowodowało to, że stały się one takimi znajdźkami, jakich niezliczone ilości wrzucono do wszelakich asasynów, łoczdogsów czy innych taśmowo produkowanych sandboksów.
Pierwsza część była bardziej skupiona, miała wyrazisty smak, drugą część rozcieńczono, i mimo, że to nadal wyborna polewka, to w pamięci pozostaje jaka była pyszna poprzednia porcja.
Jestem cokolwiek zaskoczony, odpaliłem i wyszło, że gra właściwie się nie zestarzała. Byłem szczerze zaskoczony, kiedy sprawdziłem, że Batman od Rocksteady ma już na karku prawie dekadę. Przez czas ten przydługi o grze powiedziano już niemal wszystko, ja dorzucę od siebie, że jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak spójny i kompletny jest to twór. Klimat jest tak gęsty, że można go kroić batarangiem, a lokacje wypełnione są absurdalną ilością smaczków i detali. Ja jestem laikiem w uniwersum DC, więc trudno nawet mi sobie wyobrazić ile nawiązań może wyłapać fan Nietoperza. Kto jeszcze nie ograł, ten powinien, tym bardziej, że Arkham Asylum można złapać za absurdalnie małe pieniądze.
Mam chyba lepsze zdanie o tej grze niż reszta świata, ale w sumie trudno się dziwić, bo Bunt Ludzkości to jedna z moich ulubionych gier. Czym taki deus jest każdy widzi, a kto nie wie, ten może w recenzji jakowejś przeczytać sobie, że to doskonale wyważona mieszanka RPG, FPS i skradanki. Postęp względem poprzedniej części jest głównie graficzny, ale w sumie trudno mi się na to gniewać, bo dostałem dokładnie to, czego oczekiwałem, tylko że trochę mniej niż poprzednio - i to mój główny oraz właściwie jedyny zarzut. Moim zdaniem BARDZO warto, tym bardziej, że nieprędko wrócimy do tych klimatów - Cyberpunk 2070 po zapowiedziach na E3 wydaje być się czymś deuseksowym, ale na niego jeszcze kilka lat poczekamy, a sama seria została przez Square Enix "zawieszona", co mimo licznych zapewnień deweloperów, że o Jensenie nie zapomnieli zbyt optymistycznie nie brzmi. Polecam, szczególnie miłośnikom sf i dobrego aRPG.
Na takie pozycje jak ta mówi się "odgrzewany kotlet". Względem poprzedniej części największą zmianą jest grafika. Jeśli jesteście psychofanami Human Revolution tak jak ja - miłego myszkowania po Pradze, wsiąkniecie jak kamfora. Jeżeli nie, pozycja dość letnia. Ja przepadłem na 40 h.
Seria Assassin's Creed mimo rocznego cyklu wydawniczego przez lata trzymała równy, wysoki poziom. Sięgając po kolejne części gracze wiedzieli, że co prawda dostaną odgrzewany kotlet, ewentualnie z nową przyprawą, ale będzie to kotlet z delikatnego, wysokiej jakości mięsa. Mimo, że dziennikarze i gracze zżymali się na Ubisoft, to jednak co roku kolejne gry z serii rozchodziły się jak ciepłe bułeczki, zgarniały ósemki i dziewiątki, a kolejni bohaterowie gier - m. in. Ezio, Edward - stawali się ikonami elektronicznej rozgrywki. Zmieniło się to wraz z Unity, które zebrało mieszane opinie, głównie z powodu trapiących tytuł setek błędów i niedoróbek. Choć majstrowie z Ubisoftu połatali tytuł bardzo profesjonalnie, tak, że w niemal 3 lata po premierze nie ma już właściwie żadnych bugów (a przynajmniej ja na nie nie natrafiłem), grze nadal daleko jest do ideału, a nawet do poprzednich części ubisoftowego tasiemca.
Przedstawiony w Unity Paryż jest wielki, szczególnie w porównaniu do innych miast przedstawionych dotychczas w serii, piękny i - jak wynika z licznych, dostępnych w sieci porównań - pieczołowicie odwzorowany. Klimat Rewolucji Francuskiej unosi się w powietrzu, a czas spędzamy z takimi postaciami jak Robespierre, Danton, Marat (co prawda martwy, ale zawsze) czy Napoleon Bonaparte. Przed katedrą Notre-Dame i Pałacem Sprawiedliwości protestują tłumy gęste jak w żadnej innej grze, a całości dopełnia warstwa audio stojąca na najwyższym poziomie, zarówno muzyka, jak i głosy postaci. Przerywniki filmowe jak zawsze w tej serii są fenomenalnie wyreżyserowane, a mimika - dla mojego niewprawnego oka - niemal fotorealistyczna.
I tak naprawdę na oprawie audiowizualnej kończą się mocne punkty Unity. Część elementów poprawiono (choć żaden w zasadzie nie został zrobiony naprawdę dobrze), ale najpoważniejszy mój zarzut wobec tej gry to (niemal) wszechobecna NUDA.
Cofnijmy się na moment do trzeciej odsłony serii o skrytobójcach, Brotherhood. Podobnie jak Unity niemal cała gra rozgrywa się na terenie jednego miasta, Rzymu pełnego ikonicznych zabytków. Co powoduje, że ta gra, mimo rozlicznych wad i braku części usprawnień wprowadzonych do schematu asasyńskiej serii nadal potrafi wciągnąć jak ruchome piaski? Różnorodność. Gracz może wykonywać misje kampanii, odkrywać miasto przy pomocy punktów widokowych, rekrutować kolejnych członków swojego bractwa, uwalniać miasto spod wpływu templariuszy, wykonać parę zleceń zabójstw, wykonać misje polegające na niszczeniu machin Leonarda da Vinci, które wpadły w ręce Borgiów, czy wreszcie wykonać zręcznościowe misje w siedzibach kultu Romulusa, aby odblokować fajną zbroję, ewentualnie wykonać misje którejś z trzech frakcji, każde o nieco innym profilu.
Co może ten sam gracz robić w Unity? Oczywiście, biegać, odkrywać punkty widokowe - standard serii. Może też wykonywać misje poboczne z okruchami fabuły, zwane tu "paryskimi opowieściami", które zasadniczo polegają na mordowaniu określonych celów lub wykradaniu określonych przedmiotów. Ewentualnie wykonać trochę "misji aplikacji towarzyszącej" (cóż to za cudo ta "aplikacja" nie mam pojęcia, nie używałem), które polegają na zabijaniu i wykradaniu, ale bez strzępów fabuły. Gracz może również oddać się wyzwalaniu miasta, które z kolei odmiennie niż w poprzednich częściach polega na wykonywaniu misji, w których (wait for it!) musimy mordować określone cele lub wykradać określone przedmioty. Jeżeli to graczowi nie starczyło może wykonać parę misji związanych z rozwojem należącej do Arno kawiarni, które zasadniczo polegają na zabijaniu określonych postaci lub wykradaniu określonych przedmiotów.Wow! Co za pomysłowość! Szał ciał!
W innych aspektach w Unity również mamy klęskę urodzaju. Skrzyń w Paryżu jest tyle, że twórcy zdecydowali się pooznaczać je na mapie czterema różnymi kolorami. Ponadto w grze zaimplementowano rozwój postaci, co z kolei pozwoliło twórcom zaimplementować dwa rodzaje punktów, które w czasie gry zbieramy i się z tym mechanizmem wiążą. Nie będę zagłębiać się w szczegóły, ale od tych wszystkich cyferek w menu rozwoju postaci czy różnorakich znaczników na mapie miasta z początku puchnie głowa. Cóż z tego, skoro po paru godzinach gracz odkrywa, że wszystko sprowadza się do zabijania określonych celów i wykradania określonych przedmiotów.
Chyba wiem, co się stało. Dotychczas rok starczał twórcom na wysmażenie kolejnej, udanej odsłony, gdyż mieli gotowe klocki, z których budowali rozgrywkę. Przy przejściu na nowy silnik wraz z Unity twórcy musieli wystrugać nowe klocki i nie zdążyli już zbudować z nich gry tak pełnej, jak poprzednie asasyny. I co z tego, że do misji fabularnych wróciły rozbudowane skrytobójstwa, skoro w całej grze nie robi się nic innego.
Wspomnieć można także o tym, że zupełnie nie wykorzystano okresu historycznego (rewolucja i jej bohaterowie są, ale to wszystko toczy się obok; ani asasyni, ani templariusze nie mają w niej znaczącego udziału), a wątek współczesny to tak żałosny kikucik, że nie rozumiem po co wciąż w tej serii jest.
W dużym skrócie, Unity to piękna wydmuszka. Ani nie polecam, ani nie odradzam. Fani serii mogą się nieźle bawić, ale przy maksowaniu prawdopodobnie usną.
A wydawało się, że płatne mody to oksymoron.
Napsuło graczom krwi EA wymyślając takie cudeńka jak premierowe DLC (choćby Z prochów do Mass Effect 3), ale widzę, że Bethesda chyba ma zamiar ich dogonić albo i wyprzedzić. Pominę milczeniem wszystkie reedycje Skyrima, których liczba idzie już chyba w dziesiątki, ale płatne mody? Już wolę, żeby twórca moda na Nexusie zaśpiewał, że chce na przykład dziesięć dolców za nową teksturę kurteczki, czułbym przynajmniej, że nie płacę Bethesdzie po raz kolejny za to, że stworzyła grę, ale twórcy moda za kreatywne wykorzystanie narzędzi, które gra oferuje. Bethesda chyba chce podążyć ścieżką Valve i odkryć sposób jak zrobić a się nie narobić, niestety robi to w wyjątkowo pokraczny sposób. No, i żeby dzieła Bethesdy robiły takie wrażenie jak onegdaj te od Valve.
Ja z kolei rozumiem zachwyty nad dwójką. Pamiętałem pierwsze AC jako przyjemną, acz z lekka irytującą niektórymi rozwiązaniami gierkę i nie spieszyło mi się grać w kontynuację. Kupując ACII po roku czy dwóch od premiery nie nastawiałem się na nic wielkiego. Trochę poirytowałem się na nowy wówczas launcher od Ubi i... Ujmę to tak, szczęka opadła mi tak nisko tylko przy BioShocku Infinite, Wiedźminie 3 i drugim asasynie właśnie. Piękne miasta, niesamowity klimat renesansowych Włoch, cutscenki to po latach nadal pierwsza liga reżyserii, a mimika postaci mnie po prostu powalała, wtedy wydawała się fotorealistyczna. Co więcej, mimo licznych usprawnień wprowadzonych w następnych odsłonach nadal można włączyć drugą część i przepaść w wąskich, florenckich uliczkach na godziny. Myślę, że nie będzie przesadą, jeśli stwierdzę, że to właśnie Assassin's Creed II zawdzięczamy w dużej mierze to, jaką grą jest Wiedźmin 3.
Ja natomiast nie rozumiem tak niskiej pozycji trójeczki, a w szczególności tego, że jest za Revelations, które jest najbardziej chyba niepotrzebnym sequelem w historii gier. Osobiście uważam, że opowieść o Connorze jest jedną z najlepszych części sagi, choć podobno de gustibus non est disputandum ;)
Gra, która pod wieloma względami wyprzedziła swoją epokę. Powinna być dziś wskazówką dla deweloperów, że nie zawsze sandbox i pierdyliard znaczników są najlepszym rozwiązaniem.
Byłoby 10, ale niestety paskudny lag w punkcie kulminacyjnym gry zmusił mnie do restartu, zupełnie wyrzucił z immersji, ostudził rozpalane przez ponad 4 epizody emocje, za co -0,5
Po ponad dwuletniej przerwie od asasynów (ograłem jednym ciągiem całą trylogię Ezio i w ogóle mnie potem nie ciągnęło do tej serii) gra się bardzo miło. Nadal to nie taka gra o skrytobójcach, o jakiej marzę - Connor podobnie jak Ezio nie ma problemu z wymordowaniem wszystkich żołnierzy w pełni obsadzonego fortu, ot, najwyżej dostanie zadyszki, ale bardzo kompetentny akcyjniak i na deser fabuła wpleciony między wydarzenia historyczne.
Przeglądając opinie o Dragon Age II można dojść do wniosku, że to jakaś niesamowita kaszana, kupsztal niewarty tknięcia kijem przez szmatę.
Nie jestem specjalistą, ale wg mnie to nieprawda. Uproszczenia, backtracking, masa walk itd - to wszystko prawda.
Odnoszę wrażenie, że niewiele osób zauważyło piękno fabuły. Albo jest tragiczna, a tylko mnie, laikowi wydaje się genialna. Jest bardzo przyziemna - gdyby odrzeć ją z całej otoczki magii, qunari, elfów - pozostanie całkiem aktualna opowieść o uchodźcach, ksenofobii, nietolerancji, terroryzmie, bezgranicznym oddaniu dla idei. Mnie nieraz ruszyło w serce.
I za to gra dostaje ode mnie solidną 8.0, pomimo, że toczy się na niewiarygodnie małym terenie i zbyt dużo walczymy. To jedna z najlepszych historii, jakie miałem okazję poznać grając w gry.
@elathir Ja mam pudełkową i jeśli już zadziała (najczęściej czarny ekran i tylko słychać muzykę) to i tak wywalą w czasie filmu wprowadzającego, a jak i film uda się odtworzyć, to najczęściej gra nie wraca już do siebie i słyszę tylko dramatyczną muzykę z ataku na Endar Spire, ale znowu ekran jest czarny. Pomaga allow windowed mode w pliku ini, ale to średnio komfortowe :/ Może zakupię kiedyś wersję ze Steama i ona okaże się mniej kapryśna.
Świetne DLC! Całkiem długie, z nowymi terenami, bohaterami. Niezła sekwencja skradankowa i rewelacyjna, jakże odmienna od klimatu podstawki, atmosfera orlezjańskiego dworu.
Przyznam, że jestem pozytywnie zaskoczony. Oczywiście, nie jest to poziom Przebudzenia, ale jak na DLC - jest więcej niż dobrze.
Oczywiście, osoby, którym nie przypadła do gustu podstawka nie mają czego tu szukać. Jest ponownie sporo przeciwników, paru nowych, wymagających zmiany taktyki, nowe przedmioty, ciekawy wątek i nawet parę zadań pobocznych. Mnie wyjęło z życia ok 5 h.
Poziom trudności dodatku jest chyba dość wysoki, ale ja wyprawiłem się w góry Vimmark na samym początku rozgrywki, możliwe, że bardziej wylevelowane postaci nie będą miały problemu z Koryfeuszem i jego ferajną.
Pół punktu wyżej dodaję, bo bardzo podobała mi się walka finałowa, jest naprawdę nieźle zaprojektowana.
Liczę, że ktoś się w końcu zabierze za jakiś remaster czy inną "enhanced edition" tego genialnego erpega. Wielką mam chętkę, żeby pograć, ale niestety za chiny ludowe nie daję rady tego uruchomić na moim laptopie z dziesiątką.
Trochę przeczysz samemu sobie. Nie można stwierdzić, czy gra zasługuje, czy nie zasługuje na cokolwiek po godzinie gry, przynajmniej tak mi się zawsze wydawało.
Spróbuj jeszcze raz, przełam się. Według mnie granie w to jak w strzelankę mija się z celem, Human Revolution jest za to kapitalną skradanką. Zawiązanie akcji faktycznie tyłka nie urywa, ale potem fabuła podejmuje ciekawe tematy i rozwija się w ciekawym kierunku. Spodziewanym, ale ciekawym. Historia jednak pokazuje pazury pod koniec. Naprawdę warto, co widać po mojej ocenie. Mimo że gra ma wady, przyznaję.
Wraz z dodatkiem Krew i wino zakończyłem swoją podróż z Geraltem (a przynajmniej zakończyłem ją po raz pierwszy). Sam dodatek oczywiście zasługuje na dyszkę, chociażby dlatego, że rozmiarami zawstydza nie tylko wydawane obecnie 2-3 godzinne DLC, ale też większe dodatki publikowane onegdaj. Dziesiątka obok tego komentarza odnosi się jednak do całej gry, do Wiedźmina 3 kompletnego. Dodatki tak dobrze wrastają w materię gry, że w mojej opinii nie da się już tego rozłączyć, tak jak nierozerwalną, spójną całość stanowi w mojej opinii trylogia Mass Effect czy Dragon Age: Początek wraz z dodatkiem i tymi DLC, które są dobre.
Nie bez kozery przywołuję te tytuły, bo to jedne z moich ukochanych gier, choć Dragon Age od niedawna. A Geralt z Rivii w moim osobistym panteonie bohaterów growych zajmuje dumnie miejsce obok Bastili Shan, Cartha Onasiego, obok Morrigan i Alistaira, obok Garrusa Vakariana i Liary T'Soni, tak jak kiedyś wdarł się przebojem na piedestał jednego z ulubionych bohaterów książkowych. I myślę, że nie tylko w moim panteonie.
O tym, jak świetny jest Wiedźmin 3 powiedziano już bardzo wiele, więc nie będę powtarzać jak cymbał brzmiący i miedź brzęcząca. Gra nie jest oczywiście idealna - ideałów nie ma. Jest nieco niekonsekwentna względem poprzedników, mimo licznych poprawek nadal po dwóch latach od premiery potrafi nieźle wkurzyć bugami (jakże kląłem gdy przegrałem wyścig w Novigradzie, bo Płotka permanentnie zablokowała się na latarni), Geralt wciąż ma problemy z namierzaniem przeciwników. Ale to wszystko drobnostki, wybaczalne wobec ogromu i jakości całej gry.
Życzyłbym sobie, aby reszta twórców gier, nie tylko RPG, brała w niektórych kwestiach przykład z REDów. Życzyłbym sobie, aby do gier ponownie wychodziły duże dodatki, takie jak Serca z kamienia oraz Krew i wino, które byłyby czymś więcej niż zestawem misji na półtorej godziny i życzyłbym sobie, aby częściej brano na tapet literaturę, przekładano ją na język gier, tak jak zrobili to REDzi. Możemy psioczyć na Sapkowskiego, że zachowuje się ostatnimi czasy jak ostatni buc (jakby wcześniej się tak nie zachowywał...), ale gdyby to świat, który wykreował czyni klimat, fabułę i postaci wiedźmina tak wyjątkowym i wyśmienitym.
Drugi dodatek jest doskonałym pożegnaniem z wybitną grą i mam szczerą nadzieję, że nigdy nie powstanie żaden Wiedźmin 4. Jest niepotrzebny i liczę na to, że REDzi będą wiedzieli kiedy "zejść ze sceny". Pokazali, że można być uczciwym wobec graczy i zarobić, mam nadzieję też, że pokażą wszelkim EA oraz Activisionom, że dochodowych serii nie trzeba, a wręcz nie należy ciągnąć w nieskończoność.
A Jan Frycz jako pewien wampir to mistrzostwo dubbingu!
Witch Hunt zamyka historię głównego bohatera podstawki i jest prawdopodobnie najlepszym DLC do Dragon Age: Origins. Co prawda nie przeszedłem Kronik Mrocznych Pomiotów ani Golemów Amgarraku (odrzuciły mnie brakiem jakiejkolwiek historii i zasadniczo polegają tylko na wycinaniu sobie przejścia w ścianie przeciwników, tylko w tym drugim jest to znacznie trudniejsze), ale czuć już zmęczenie materiału. Zero nowych lokacji, dwie nowe postaci do drużyny z czego Finn jest całkiem nieźle napisany i mimo, że dodatek krótki, zdążyłem go polubić, a elfka-wojowniczka była bardzo nijaka - DLC ukończyłem przed momentem i już nie pamiętam jej imienia.
DLC zajęło mi 2 godziny, czego należałoby się spodziewać. Pół oczka więcej za Morrigan w końcówce. Godne pożegnanie z wybitnym RPG.
Strasznie słabe. Nie ukończyłem. Choć pomysł niezły, to wykonanie słabuje. BioWare miało niezłą koncepcję i nie wiedziało jak ją zapodać, więc wrzuciło mnóstwo przeciwników do siekania.
Szkoda czasu.
Bardzo dobry dodatek do wybitnej podstawki. Zgadzam się z sebogothic, że to Origins w pigułce. Jest miasto, jest puszcza, jest Pustka i są krasnoludzkie thaigi. I to nie wada! Mimo, że grafika czasów świetności nie miała nigdy, to projekt miejscówek bardzo mi się spodobał.
Przebudzenie zapewnia kilkanaście godzin zabawy - mi zajęło 16 godzin, ale parę zadań pozostawiłem niedokończonych. Są nowi, ciekawi bohaterowie, niezły główny wątek poszerzający wiedzę o lore świata Dragon Age, są nowe przedmioty, nowe umiejętności i talenty. Jedyne co pozostawia nieco do życzenia to poziom trudności, który mógłby być nieco wyższy.
Straszna szkoda, że takich dodatków się dziś nie robi. Mam nadzieję, że sukces świetnych rozszerzeń do Wiedźmina 3 dadzą wydawcom do myślenia i pojawi się więcej tego typu dodatków, a mniej absurdalnie drogich DLC na 2-3 godziny.
Pillarsy to mój pierwszy izometryczny erpeg. Nie grałem w Baldursy, Icewindy, Tormenty, więc nie wyczekiwałem tej gry z takimi nadziejami jak większość graczy. Kupowałem w ciemno, nie wiedząc czego się spodziewać. I trafiłem. Szkoda tylko, że nie w dziesiątkę.
Gry Obsidianu zawsze były, wybaczcie wyświechtane sformułowanie, nieoszlifowanymi diamentami. Zazwyczaj niedoskonałe w warstwie technicznej i z mnóstwem wyciętej zawartości.
Pillars of Eternity również jest tym nieoszlifowanym diamentem. Ale skazy odnajduję w miejscach, gdzie zupełnie w obsydianowej grze nie spodziewałbym się ich znaleźć.
Bardzo cieszę się, że Obsidian dzięki Kickstarterowi otrzymał wreszcie szansę stworzenia własnego settingu, bo jest naprawdę dobry. Nie dorównuje temu z Dragon Age, który moim zdaniem jest najlepszym uniwersum stworzonym na potrzeby gier wideo, i mimo mnóstwa książek odnajdywanych w czasie rozgrywki nie jest tak dobrze opisany. Kilka ciekawych konceptów wybija go jednak zdecydowanie ponad przeciętność i sztampowe fantasy. Za ciekawym settingiem idzie świetna fabuła i ciekawe questy. Naprawdę, fabuła miejscami zaskakuje, zaś questom pobocznym daleko do wypełniaczy. Za każdym stoi jakaś osobista historia, niejednoznaczne postaci i kilka rozwiązań. Niektóre questy to osobne mini-fabuły, które niejednokrotnie najeżone są zwrotami akcji i pozostawiają pole do refleksji. Oczywiście, zdarzają się głupotki,
spoiler start
jak chociażby gdy Kolsc prosi nas o pomoc w obaleniu złego lorda, bo załatwiliśmy brzemiennej jakieś ziółka
spoiler stop
Główny wątek zjada na śniadanie każdą z fabuł BioWare'u. Jako że fabuła w grze fabularnej jest dla mnie najważniejsza - olbrzymi plus. Podobnie bardzo podoba mi się spójny styl graficzny, a drzewo wisielców w Złoconej Dolinie to jeden z tych widoków, które w mojej pamięci gracza zapiszą się na zawsze. System walki i trybiki oraz mechaniki rozgrywki uważam za dobre i pasujące do konwencji.
Niestety, jak wspominałem - idealnie nie jest. Postaci to porażka. Zazwyczaj pojawiają się na moment, żeby zasiać obowiązkowe ziarno niepewności w graczu i znikają ze sceny - w ten czy inny sposób. Giną, przeżywają - w większości wypadków było mi to obojętne, bo nie zależało mi na nich. Również na tych z drużyny. Przygotowano mnóstwo linii dialogowych i to tylko po to, by ponad miałkość wybijali się jedynie Avellone'owi Niezłomny i Zrozpaczona Matka, z czego ten pierwszy wiedzie zdecydowany prym i otrzymuje żółtą koszulkę lidera jako najlepsza postać w Pillarsach. Reszta towarzyszy nie ma w sobie nic magnetyzującego, jak towarzysze z gier BioWare'u. Motywacji, jaką powinien mieć mój bohater również nie kapuję. Właściwie przez całą grę ratujemy obcy kraj (bo jesteśmy cudzoziemcem), przebijamy się przez armie przeciwników, bo otrzymaliśmy dar, który nie bardzo nam pasuje? Na miejscu mojego Trinitrotoluena (jak go nazwałem) odpuściłbym gdzieś zaraz po Złoconej Dolinie i osiadł gdzieś w jednej z pięknych puszcz Jelenioborza trzymając się z dala od tego całego zamieszania.
Trzeci minusik, znacznie mniejszego kalibru, to muzyka, a dokładniej jej ilość. Przez dotychczasowych 40 h rozgrywki w czasie walki cały czas gra ten sam utwór. Mimo, że niezły, to nieco to męczące.
I to całe Pillars of Eternity. Mnie czeka jeszcze kawałek trzeciego aktu i dodatek i bardzo się cieszę, bo to kompetentny rolplej umiejscowiony w ciekawym świecie, z bardzo dobrą fabułą. Naprawdę warto zagrać. W tej grze naprawdę tli się płomyczek geniuszu, targany jednak wiatrami miałkich postaci, jakkolwiek źle to nie brzmi :)
Fabularnie jest całkiem spoko. Podobało mi się. Oczywiście historia nie jest oryginalna, dokładne poznanie historii wspomnianej w podstawce daje fajny efekt. Szkoda tylko, że na potrzeby DLC twórcy stworzyli tylko jedną lokację. Nie ma za to ani jednego nowego modelu broni czy zbroi. Wszystko to te same modele przeteksturowane. Zrobione najniższym kosztem.
Niemniej dla fanów Początku polecam. Tym bardziej jeśli nabędziecie, jak ja, w przecenionym Ultimate Edition.
A, i fanowskie spolszczenie jest bardzo dobre. 7/10
No ukryć się nie da, że to początek serii, która zapisała się w historii gier zarówno zgłoskami złotymi, jak i tymi z niezbyt szlachetnych kruszców powtarzalności i zmęczenia materiału. Po tych wszystkich następnych, o kilka długości lepszych częściach nie więcej niż 6.
Jak dla mnie 8.0 bo za całe Ultimate Edition dałem 16 zł. Jeśli dawałbym premierowe pieniądze za to DLC, dałbym ocenę dwukrotnie niższą! Wracamy do lokacji, którą już znamy i głównie tłuczemy pomioty. Jedynym ciekawszym wątkiem są odnalezione listy króla Cailana.
Jak powstaje plotka? GOL Edition.
A tak na poważnie jeśli coś miałoby zostać zremasterowane to pierwsza Mafia. To była dopiero klimatyczna gra.
Aha, to w takim razie niestety nie pamiętam czy w Gothicu 3 miałem tę opcję włączoną :/ W Risenie miałem, bo pamiętam tę opcję.
Gdy szukałem czegoś, w co mógłbym pograć po Wiedźminie 3 (do napoczętych, i to całkiem mocno, Pillarsów nie chciało mi się jakoś wracać) w sukurs przyszedł mi GOG oferując Dragon Age'a ze wszystkimi dodatkami w przystępnej cenie 16 zł. W grę grałem parę lat temu i nie porwała mnie. Podobało mi się, mocne 8/10, ale bez zachwytów. I się ich tym razem również nie spodziewałem.
O, jakże się myliłem! Wessało mnie jak ruchome piaski. Zagrało tu praktycznie wszystko. Fabuła niby kręci się wokół ogranego schematu, ale wątki pojedynczych frakcji są napisane ciekawie, z polotem i wcale oryginalnie. Bardzo podoba mi się uniwersum. Tutaj nawet, wydawałoby się, najszlachetniejsze postaci mają coś na sumieniu, a najpodlejszy łotr mieć sensowne argumenty. Nie wspominając oczywiście o towarzyszach, którzy bywają bardzo złożonymi osobowościami. Córka najpotężniejszej wiedźmy w dziejach, dewotka, która onegdaj była szpiegiem, elf-skrytobójca, miłośnik uciech cielesnych? Wszystko jest!
Gra w zasadzie nie ma żadnych poważniejszych wad. Co prawda grać bez modów graficznych nie radzę, bo niektóre tekstury otoczenia straszą nawet jak na 2009 rok, ale dla mnie głównie liczy się opowieść, która jest wyśmienita i rozgrywka, która porywa i wciąga. Dla fanów erpegów drużynowych - obowiązkowo!
@Gh_H4h Z alternatywną SI? Tak. O ile się nie mylę w Gothicu 3 to była tak opcja u dołu ekranu w menu głównym i miałem zawsze włączoną.
@GH_H4h O ile mógłbym się z tym zgodzić jeżeli chodzi o Risena, to nie zgodzę się z tym jeśli idzie o Gothica 3. Mnie ten system walki w nic nie zaangażował. Oczywiście, co człowiek, to opinia.
Primo, chyba, Alchemiakrze, ominąłeś ostatnich parę części asasyna, a przynajmniej wszystkie od drugiej. Secundo, gra o skrytobójcach bez skrytobójstw to trochę słaby interes. Każde zabójstwo jest tam umotywowane fabularnie, poznajemy co nieco historii naszego celu - to ma jakiś sens. Jeśli Elex zaserwuje mi questa, w którym mam zebrać 5 kalafiorów, ale w ciekawy sposób obudują to fabułą, to nie mam nic przeciwko takim questom, ale jeśli dostanę 10 questów polegających na przyniesieniu różnym osobom różnych rzeczy bo tak, bo potrzebują, bez poczucia, że ma to znaczenie w kreowaniu opowieści, to nie bardzo mnie się to podoba. No, i tertio - nawet jeśli w grach o asasynach faktycznie 90% misji obracałoby się wokół "dochodzenia do punktu i zabijania przeciwnika", to nadal gry mają świetny klimat, świetną fabułę, interesujące postacie i niezły system walki, a 3 z tych rzeczy nie mają ostatnie produkcje spod znaku Piranha Bytes.
Dane są takie, że ostatnie cztery gry Piranhy (mam na myśli Riseny i Gothica 3, o ile się orientuję nie wydali nic innego w międzyczasie) najeżone były tego typu questami, miały mało angażujący system walki i niezbyt zachęcającą fabułę (w mojej opinii, o ile taki "dałn" może ją mieć). Te dane pozwoliły mi wyciągnąć wniosek, że skoro w ciągu 9 lat pomiędzy premierami Gothikia 3 a Risena 3 nie udało im się tych niedociągnięć poprawić, to raczej w Elexie też się to nie stanie!
Oczywiście, mogę się mylić, mam nawet taką nadzieję, ale czytając kolejne zapowiedzi i oglądając materiały prezentujące rozgrywkę, Elex jawi mi się jako nieodrodny "syn" Piranhy i spadkobierca ich stylu projektowania gier. Toteż Crodzie czterdzieści trzy dwanaście oraz alchemiakrze - nie znam fabuły, nie grałem w Elexa, nie wiem, ale przypuszczam, że będzie tak, jak napisałem. Nie burzcie się i nie miejcie za złe "dałnowi" tej drobnej dedukcji :)
Strasznie mi szkoda BioWare. To absolutni mistrzowie kreacji światów i fabuł, bo jak inaczej można nazwać sprzedawanie raz po raz tej samej historii o zbieraniu sojuszników i ratowaniu świata tak, że za każdym razem jest fascynująca, pełna interesujących postaci. Kocham ich i od KotORa ograłem wszystkie ich produkcje oprócz najnowszej Andromedy, odbijając się jedynie od Jade Empire, choć miało bardzo interesujący setting. Nawet Dragon Age II mi się bardzo podobał. To RPGowa ekstraklasa, a jak pokazuje trylogia ME umieją eksperymentować z gatunkiem.
A teraz co? Robią strzelankę sieciową. Nie wiem czyj to pomysł, ale kto to wymyślił,ten strzela sobie w stopę. Nawet akcyjniak jakim stał się ME3 stał tymi erpegowymi elementami, jakie w nim zostały, fabułą, wyborami, postaciami, dialogami. Przykro mi, że mistrzowie rolplejów nie chcą jeszcze raz z drużyny i wyruszyć w drogę, tylko wolą inspirować się Destiny. Cała nadzieja w Obsidianie i CDP RED.
Wszystkie serwisy grzeją temat i obrzucają nas na zmianę artykułami "ME:A bez dodatków", "a może jednak będą dodatki do ME:A?", a przecież już gdzieś z miesiąc temu jeśli nie więcej poszła w eter wieść, że seria ME została zawieszona. Samo przez się chyba rozumie, że to właśnie oznacza brak kontynuacji i dodatków!
Mam wobec Elexa wielke nadzieje, ale z drugiej strony wiem, że nie sprosta moim oczekiwaniom. Znowu drewniane animacje (uprzedzając pytania - TAK, przeszkadza mi to w grze, która ma piękną, realistyczną grafikę, natomiast nie przeszkadzałoby mi w grze, której oprawa graficzna tworzona byłaby w pewnej konwencji - na przykład nie przeszkadzają mi animacje w Pillarsach, bo taka jest konwencja), "mimika" twarzy, która w zasadzie mogłaby nie istnieć, niezbyt zachęcająca fabuła, mało angażujący system walki i masa, masa fetch questów. W zamian dostanę świetnie zaprojektowany świat do eksploracji, może umiarkowanie ciekawe postaci i to nieuchwytne "coś" co powoduje, że od gier Piranhy mimo wszystko trudno się odkleić... Strasznie męczy mnie to, że są tak małym studiem, a porywają się na tak wielkie projekty, bo mimo że ogromnie utalentowani to gołym okiem widać, że niektórych rzeczy po prostu nie umieją porządnie zaprojektować w 30 osób, czy ile ich tam jest.
Na wielu płaszczyznach lepsza od dwójki, ale ma się wrażenie gry w rozbudowany dodatek, a nie pełnoprawną grę.
Za perwszym razem schemat, który opracowało Ubi robił wrażenie. Najlepsza część serii, bo pierwsza tak dobra. Następne były wtórne, więc siłą rzeczy nie wywierały takiego wrażenia.
Przyznam szczerze, że Arcania wciągnęła mnie bardziej, niż którakolwiek z części Gothika autorstwa Piranha Bytes, co nie oznacza, że wciągnęła mnie mocno. Jako, że nie jestem fanem tej serii, nie rozpatruję jej w kontekście innych części.
Oprócz czwórki, jedyna część, która przyciągnęła mnie na dłużej niż godzinę, ale mimo wgrania polecanych przez społeczność Community Patcha i Quest Packa i pięknego świata (mimo, że grafika od dawna nie zachwyca, to kreacja przestrzeni rządzi) długo mnie nie trzymała. Ilość bzdurnych questów typu "przynieś mi 15 skór dzika" albo "znajdź dla mnie 18 kalafiorów" mnie przytłoczyła, a fabuły tam jak na lekarstwo. Spróbuję kiedyś jeszcze dać szansę temu tytułowi, może wtedy mnie przekona.
Bawiłem się bardzo dobrze w pirackiej wersji świata wykreowanego przez Piranie.
Pierwsza gra Piranhy, do której się przemogłem. Nie zawiodłem się. Jest w tym pewna toporność, ale uczucie, jakie towarzyszy powrotowi do części świata, gdzie wcześniej przeciwnicy srogo nas złoili i obicia im misek jest świetne. No i Faranga to jeden z lepszych otwartych światów w historii gier. Ocenę zaniża nieco jednak fakt, że sporo piraniowych konceptów wzięli REDzi i zaimplementowali do Wiedźmina 3 z dużo lebszym skutkiem.
Może zakończenie nie jest doskonałe, ale nie mogę z jego powodu zapomnieć o ponad 30 godzinach doskonałej fabuły i angażującej rozgrywki.
Najsłabsza część serii, mimo że kładzie podwaliny pod wyborną trójkę, to zabrakło czegoś co tak przyciągało do jedynki.
Jedyne co jest naprawdę dobre w tej grze to fabuła. A jednak za każdym razem, gdy w to gram zasysa do ekranu. Bardzo dobra gra.
Nigdy nie grałem w klasyczne Fallouty, nie podobała mi się trójka, ale dałem szansę obsydianowej osłonie i nie żałuję. Proszę, Bethesdo, dajcie im zrobić następną część.
Nadal, po kilkunastu latach warte ogrania. Jedna z najlepszych fabuł w historii erpegów. Brak tu takich plot twistów jak w pierwszej części, ale jeśli o ogół idzie historia jest chyba nawet lepsza niż w wybitnym poprzedniku. Jeśli grać, to z TSLRCM, bez niego ocena o oczko niższa.
Miałka fabuła i rozmyte specyfiką rozgrywki wątki to nie moja bajka. Mimo spędziłem ponad 120 h w Skyrim, to brakowało mi mocnej, angażującej historii i postaci, na których mi zależy.
Star Wars ma swoje "Imperium kontratakuje", a Mass Effect - drugą część trylogii.
Problem w tym, że przed jedynką grałem w dwójkę, która jest o ligę lepsza fabularnie, a gameplay'owo o kilka. Gra się z przyjemnością, ale następne części biją na głowę.
Jedna z najlepszych gier, w jakie grałem. Sam gameplay nie powala, zdarzają się nadal błędy. Wszystko to rekompensuje z nawiązką fabuła najeżona momentami o dużym ładunku emocjonalnym (szczególnie dla mnie jako fana książek, mimo że Jaskier, Crach an Craite czy Vesemir w grze nie pełnią zbyt dużych ról to wszystko co się z nimi działo mocno przeżywałem, bo przecież starzy przyjaciele ;) ), klimat i MUZYKA... Muzyka jest doskonała. Inspirowana folklorem, zrealizowana przy użyciu dawnych instrumentów. Rzadko kiedy kompozytorzy muzyki ilustracyjnej zwracają się w tym kierunku. Ogółem, arcydzieło.
Miłe panie i dostojni panowie, bez onanizacji i hejtu, W3 mimo że jest Gwiazdą Polarną na gamingowym nieboskłonie technicznie nie błyszczy. Ogrywam dopiero teraz i momentami zaskakuje mnie ilość błędów. Nie są poważne, ale kilkukrotnie Płotka blokowała się na jakichś poręczach czy znakach drogowych podczas wyścigów, czasem postaci za którymi miałem iść się gdzieś blokowały. Parokrotnie zdarzyło mi się też, że Geralt przestał reagować na cześć komend - na przykład za nic nie chciał nurkować albo strzelać z kuszy mimo uporczywego wciskania przycisku odpowiedzialnego za tę akcję.
Tak, w W3 nadal jest sporo takich babolków, ale czymże są one wobec reszty elementów gry, które są dopracowane i fabuły, która bije chyba wszystkie inne poza trylogią Mass Effect (oczywście jak to opinia jest ona subiektywna więc proszę mnie nie zjeść)