To książka. Dopiero zerknąłem na jej treść i zostałem przez nią oczarowany. To książka... o życiu. Zwykłej egzystencji, która potrafi być jednak bogata intrygującymi szczegółami... które najczęściej nam umykają. Brawo za mechanikę, a owacja dla pisarza. Oraz tłumacza na język polski, który sprostał postawionemu przed nim zadaniu.
https://www.youtube.com/watch?v=csmJNxYzMA0&ab_channel=STALCRAFT%3AX
Moderzy ratują niedorobiony produkt.
A jak zapłacą te 350 rubli jeżeli obecnie są problemy z płatnością online?
Poza tym... to 3 dolary.
Rosjanie mają powody do bycia negatywnym wobec gry bo raz to ich ulubiona seria, dwa nie mogą jej kupić u siebie, a trzy... są pewne treści uderzające w Rosję. Takie marginalne. Np. piosenka piosenkarki, która bardzo lubi Czarno-Czerwone barwy OUN-UPA.
Kupiliście od Ukraińca, przed premierą. Narodu, który od trzech lat jedzie na "dej".
I się dziwicie, że jest źle.
Nawet w Clear Sky było lepiej. Pamiętam bo przeszedłem dwa razy premierową, bez patchy.
Wasza wina. Trzeba było cierpliwie czekać i obserwować, a nie zawierzać ślepo Ukraińcowi jadącemu na wojnie i sentymencie.
Na dzień dzisiejszy?
To po prostu pobierz darmową Anomaly i jakiegoś dużego submoda. Bo po co bawić się w politykę "żadnych modów" skoro Stalkery mają ich wiele i są świetne.
Albo "True Stalker". Również darmowa gra-mod.
Możesz też poczekać tak z pół roku albo rok aż Stalkera 2 połatają... i doczeka się jakiś drobnych modów.
Zasadniczo Anomaly dostawała też nowe mapki. Jedynie fabuła w jej przypadku kulała bo to było połączenie generowanych misji i tych z trzech części podstawowych (wyciętych i zaimplementowanych).
Z kolei mieliśmy też mody fabularne i to całkiem dobre jak "True Stalker".
Wiem iż graficznie rewolucji nie ma. Mechanicznie też nie bardzo. Czekam spokojnie. na opisy fabuły, zadań i misji i mam nadzieję, że chociaż one będą czymś wartym uwagi.
... oraz przegląd tegorocznych modów i submodów na grafikę
https://www.youtube.com/watch?v=PNFxq_fOvrg&t=200s&ab_channel=CUSTERPLAYS
https://www.youtube.com/watch?v=3lxll8Uqtw0&ab_channel=Realisticgamemod
Pierwsze z brzegu nagranie... ze Stalkera Anomaly, z graficznymi modami. Niekoniecznie najlepszymi.
Można sobie porównać.
Cieszę się, że chociaż roślinność (drzewa) zostały przerobione w tej dwójce.
Przeskok pomiędzy jedynką, a dwójką jest ogromny... ale niestety po drodze zdarzyła się darmowa Anomalia, którą podrasowywano darmowymi submodami na praktycznie każdy temat. Dlatego nie ma efektu WOW, a jak widzimy np. te same animacje postaci w "2" co w "1" (czasami dodano jakiś odruch) to tylko załamujemy ręce.
Mam nadzieję, że chociaż fabuła okaże się dobra. Będę śledził regularnie tą stronę w nadziei na jakieś pozytywy w tej materii. Anomalia nie miała prawie fabuły i to jej bolączka.
Eh. Musiałbym kupować nowy sprzęt do tego aby pograć komfortowo... tylko jak widzę optymalizacja jest i tak skopana.
Zasadniczo wszyscy się tego spodziewali.
Sama gra wygląda... w sumie to nie jestem pewny czy Anomaly na modach nie stoi na podobnym poziomie.
https://www.youtube.com/watch?v=uLZ58PpSO4U&ab_channel=tvgry
Gdy pierwszy raz zobaczyłem fragment z gry na YT to moje pierwsze skojarzenie było takie: O, nowy graficzny mod do Anomaly. Fajnie!
Wygląd to oczywiście nie wszystko. Tylko tych podobieństw (animacje, postawa, "drewnianość" mord, walka) jest całkiem sporo.
Czekać na patche... czy od razu czekać na mody?
To jest gra, której mogę dać jedynie 10/10. Wybitna. Czyste dobro w które grałem ponad miesiąc... i w sumie jeszcze walczę o "dobre zakończenie".
Jak na spokojnie wszystko przeanalizuję i spiszę to z pewnością napisze recenzję. Dodam ją do Doki Doki Literature Club Plus.
Ale wiem jedno - Team Salvato zrobił coś dobrego dla sporego kawałka ludzkości. Wielowarstwową grę psychologiczno-edukacyjno-terapeutyczną, która miała pomóc sporej części graczy. Miała ich nauczyć inteligencji emocjonalnej, empatii, relacji międzyludzkich, wrażliwości, refleksji i autorefleksji. Wszystko to zostało przekazane inteligentnie, zwłaszcza od strony zagrywek psychologicznych jakie są stosowane na graczu... w celu lepszego wpojenia mu wiedzy.
To jest jedyna mi znana gra, która potrafi nie tylko pokazać czym jest miłość. ONA POZWALA JĄ POCZUĆ. Docenić tą najsilniejszą emocję - zarówno w postaci platonicznej jak i romantycznej.
I to wszystko Team Salvato udostępnił za darmo, a dzięki Epicowi wszyscy zainteresowani mogli zapoznać się z wersją "Plus". Dodam iż ten plus chyba nieprzypadkowo przypomina symbol znany z karetek pogotowia. Ta gra miała pomagać ludziom. Uczy np. jak rozpoznać i wesprzeć ludzi w depresji bądź podczas ataku paniki... a to tylko fragmencik.
Z pewnością to wszystko ogram jeszcze 1-2 razy, ale tym razem z ołówkiem i notesem. Już zacząłem stosować pewne reguły, porady. Obniżył mi się próg agresji, jestem bardziej pozytywny i mniej nienawistny. Staram się być empatyczny i po prostu życzliwy dla ludzi. Bardzo ale to bardzo doceniłem uczucie miłości - na nią patrzę z zupełnie innej perspektywy i ma ono mój pełen szacunek.
Jedyne co mnie smuci to to iż "Doki" jest w sumie jedyną tak dobrą grą o tych sprawach. Nasza cywilizacja skomercjalizowała sex&przemoc, większość gier sprzedaje to nam jako rozrywkę. Nienawiścią i strachem jesteśmy wręcz przesiąknięci dzięki rozmaitym mediom, a ta potem promieniuje z nas na innych. Sami tworzymy piekło na ziemi i musimy w nim żyć.
I tu wkracza "Doki Doki", światło miłości i dobroci.
Ta gra jest wybitna. Patrzcie choćby na scenę finałową, jej moment kulminacyjny.
Gdy nasz postać odbija się w lustrze... i zaczyna na nas patrzeć. Mówi do nas z wyrzutem i rozpaczą w cichym głosie:
"Nie chciałem nikogo skrzywdzić"
... i wówczas Konrad, który celuje z broni... w nas... obraca głowę w kierunku Walkera
"Nikt nigdy nie chciał... TRZY"
Postacie wiedzą - to GRACZ jest głównym "antychrystem" i to przez jego pchanie fabuły do przodu ("marsz") i chęć "stania się bohaterem"" wydarzyło się to wszystko. Te wszystkie potworne zdarzenia. Hekatomba złożona naszej próżności.
"Doki Doki" pomogło mi na to spojrzeć z nieco innej perspektywy.
Eh. Dosłownie - Eh.
Rozumiem koncepcje tej gry... i w wersji podstawowej (mam epicową, rozszerzoną) lepiej ona funkcjonowała... ale zawodzi ona u samej podstawy. Aby zależało mi na postaciach to świat przedstawiony musiałby być odrobinę realistyczny, dojrzały, racjonalny. Z intrygującą, zajmującą problematyką. Z możliwością większej ingerencji ze strony gracza...
Choćby w momentach gdy muszę czytać o.... "cyckach" (oh, czuć tu... i nie tylko tu... hentai) oraz zapoznawać się ze sporami o nieistotne drobiazgi.*
Czytania jest dużo, gameplayu malutko, a choć pierwsze podejście to 4,5h (sprawdzałem)... to ten czas się dłuży. Niemiłosiernie.
* W tym momencie wybieram Zakończenie Barda (The Bard's Tale PL). Idę na piwo bo nie jestem w stanie wczuć się w postać napalonego nastolatka, główną atrakcję żeńskiego klubu literackiego żebrzącego o jego atencję... i nie tylko.
https://www.youtube.com/watch?v=IHUYfy7UN7Q
Gra nuży. Wszystkie jej wady zostały już powyżej opisane. Powtarzanie jakiegoś fragmentu kilkanaście razy na początku nawet bawi... ale szybko przeradza się we znużenie. Nie do końca jestem pewny na ile w tej grze ważne są umiejętności... a ile jest poleganiem na szczęściu. Tzn. czy za którymś razem AI nie trafi bądź np. nie zwali się aby w przepaść.
Co więcej ciężko wczuć się mi w klimat. Wszystko co widzę jest tu dość generyczne, pozbawione unikalnego uroku. Pod tym względem daleko mu do Mirror Edge (wspaniała muzyka Solar Fields, ładna grafika, stylistyka sterylnej dystopi).
Nie jest to także Severed Steel - gra również o bieganiu i skakaniu, również cyberpunkowa, również wymagająca wypracowania "skilla"... z całkiem fajną stylistyką, muzyką, płynnością poruszania się. Dobrym gameplayem, który skutecznie odwraca uwagę od braku jakiejś fabuły. Zwłaszcza iż co jakiś czas gracz otrzymuje tam coś nowego, a świat jest w pełni podatny na destrukcję.
"Ghostrunnera" Epic dał za darmo i to dla mnie to największy jej plus.
W obecnej wersji możemy sobie włączyć "ułatwienia" dzięki czemu gracze mniej wprawieni szybciej ją skończą.
Gorszy od Iratusa. Nie czuję klimatu. Muzyka dość słaba, humoru odrobina, a grafika całkowicie przedpotopowa. Mechanika jako-tako ciekawa i być może warto by nad nią posiedzieć aby zrozumieć.
Lecz produkt z powodu (subiektywnego) braku klimatu mnie do tego nie zachęcił.
Wolałbym aby pozostawili te pieniądze w kasie (albo w mojej kieszeni) niż rozdawali produkt za "4PLN".
Ale "źle" ponieważ narobili bałaganu, który teraz prowizorycznie odkręcają. Kto kupił grę wcześniej ten musiał się zmagać z wersją "zubożoną" (tą IPNowską). Zresztą polecam sprawdzić oceny na steamie.
O to się rozchodzi.
Na steamie są już informacje (w recenzjach), że istnieje już dość improwizowana możliwość przeskoczenia do wersji "beta" (starej) za pomocą właściwości (z okna steam).
Nie próbowałem.
_______________
Ok. Da się do do wersji "legacy", w opcji beta. Dostajemy starą wersję, ze wszystkim co było.
Np. z INTRO, które w wersji "pisowskiej" wycięto. :D
Owszem. Tylko stało się "darmowe" dlatego, że IPN (czyt. PiS) zapłacił za jej udostępnienie. To jak z darmowymi grami na epicu. "Epic" płaci za nie ich developerom.
Czego PiS nie dotknie to z*e*ie.
Stąd to wielkie logo Instytutu Pamięci Narodowej, które nas "wita" w menu gry.
"Darmowa" gra została opłacona z naszych podatków. Może jakoś bym to przełknął... ale ktoś ją pociął, a do tego (co wynika z tekstu) "urwał się z nim kontakt".
Normalna procedura w takich wypadkach jest taka, że na steamie powinny pojawić się dwie wersje. Stara, ukryta, dla tych co kupili i mają... oraz "darmoszka".
Ale PiS to robił... :D
Skończyłem season 1.
Osobiście uważam tą grę za niemalże doskonałą.
So Say We All.
1. Porządna fabuła, z dobrze zaplanowanymi misjami. Obrona Caprici i ostatnie misje Sins & Sacrifice zrobiły na mnie wrażenie bo faktycznie musiałem poświęcać okręty aby zrealizować cel główny. Sezon One ma ich ok. 30-ści. Plus oczywiście sporo bitew kampanijnych i zdarzeń losowych.
2. PERFEKCYJNY SOUNDTRACK, który jest stylistycznie upodobniony do tego z serialu.
3. Ciągle ładna grafika, a ten wydawca raczej z dbałość o ten aspekt nie słynie. Kosmos jest cudowny, okręty i efekty prezentują solidny poziom.
4. Sama gra ma bardzo dobry gameplay. To złożona gra taktyczna, która wymusza od gracza poznania okrętów i opracowania własnej taktyki. Musi wykorzystać wszystkie atury, odpowiednio manewrować, utrzymywać szyk, dzielić czasami ugrupowanie na mniejsze. Mapa bitewna jest w pełni trójwymiarowa zatem okrętami musimy manewrować w poziomie i pionie. Okręty mają swe uzbrojenie w różnych miejscach kadłuba, podobnie zróżnicowana jest grubość pancerza. Chcąc szybko zniszczyć wrogi okręt gracz musi koncentrować ogień na jednej stronie wrogiego okrętu. Poza tym sam musi często manewrować aby wystawić na wrogi ostrzał mniej zniszczone elementy pancerza.
5. Walka jest symultaniczna jak w serii Combat Mission. Trzeba planować z wyprzedzeniem. Zły kurs okrętów spowoduje kolizję. Jeżeli za wcześnie postawisz osłonę flak to nie wystrzelisz rakiet i myśliwców... ale jeżeli się spóźniesz do wróg zniszczy Twój okręt za pomocą własnych rakiet.
6. Zróżnicowana amunicja. Rakiety, torpedy, EMP, różne rodzaje min (np. odłamkowa do niszczenia myśliwców). Oczywiście są też głowice nuklearne.
7. Nie ma słabych okrętów. Nie ma nawet jedynej właściwej talii okrętów. Gracz buduje swoją flotę według własnych preferencji i doświadczenia. Ja używałem 1 BS Jupiter, 2 BS Artemis, 3 Frigate Adamant, 1 korweta Manticore w celach zwiadowczych. Bo lubię głowice nuklearne i DUŻO myśliwców Viper. Na forach jest mnóstwo porad co do okrętów.
8. Komputer ma dobre AI. Nie szarżuje wszystkim od czoła. Część okrętów (zwłaszcza szybkich) wysyła na niebronione flanki gracza. Wycofuje uszkodzone okręty, korzysta z rozmaitych rodzajów myśliwców i amunicji aby kontrować naszą taktykę. W jednej misji nie mogłem użyć głowic nuklearnych po przeciwnik wysadzał je zaraz po wystrzeleniu co groziło zniszczeniem mojego okrętu.
Wady?
a) Po ok. 40h gra robi się zbyt powtarzalna. Na szczęście kampania ma świeże misje, a bitwy "losowe" można toczyć automatycznie.
c) Cena DLC. Season 2 kosztuje prawie 3 raz tyle co Season 1, który kupiłem w internecie na jakiejś stronie. Chyba zbyt szybko nie poznam dalszego ciągu historii.
https://www.youtube.com/watch?v=Ny6bRlYh1eQ
Mod of The Decade Edition. Teraz widzę, że mod może być warty ponownego ogrania. Trochę fajnych detali, bardziej skomplikowana walka, minigry.
Ale na to trzeba będzie poczekać.
https://www.youtube.com/watch?v=-9sLRCKFaU0
Łał. Gdy skończę przechodzić wszystkie DLC z sezonu pierwszego to postaram się coś skrobnąć. Póki co zaliczyłem kampanię.
To rzadki przypadek gry opartej na serialowym uniwersum, która okazuje się genialna. Nie ma na rynku lepszego tytułu, który traktowałby o dowodzeniu kosmiczną flotą. Ale znaczek Slitherine Software, wydawcy znanego z produkowania złożonych (oraz drogich) gier strategicznych, zobowiązuje.
Póki co zamieszczam soundtrack. Jeżeli ktoś był miłośnikiem serialu to poczuje się jak w domu. Próbuję się teraz powstrzymać przed ponownym obejrzeniem tych czterech długich sezonów i dwóch filmów.
Takimi działaniami tylko zwiększają jej popularność. Zresztą cała wojna generalnie temu przeciętnemu produktowi służy. Tzw. "Efekt zakazanego owocu"... choć i tak głównie w naszej strefie bo kto by w jakimś USA przejmował się jakąś wojną.
Ale przynajmniej ichnia minister ma zajęcie.
I po co dorabiasz ideologię?
Niewinni nie muszą się usprawiedliwiać czy też uspokajać sumienie. :P
Oczywiście, że będzie to jedna mała cegiełka służąca do budowy rosyjskiej machiny wojennej. Pomijam już, że gry są elementem politycznego Soft Power i jako-takie mają wpływ na postrzeganie danego kraju w innych krajach.
Nie musisz publicznie "prać" swego sumienia i jednocześnie potępiać potępiających. Kupiłeś to idź grać... i oszczędź ludzkości tych "umoralniających kazań".
To Alex jest.
Natomiast to co widzimy jest naturalnym czterofazowym cyklem internetowego życia Alexa. Najpierw "OOOOOHHHHHH ALE ZNAKOMITA GRA, NAJLEPSZY TYTUŁ SWEJ GENERACJI"... a na końcu "CO ZA G*WNO, IDĘ GRAĆ W COŚ INNEGO". Świetnie było to widać w sekcji poświęconej Cyberpunkowi 2077.
W tą grę nie grałem, przyszedłem zapoznać się z opiniami. Jakoś mnie ten zawód graczy mnie dziwi zważywszy na jakich niskich instynktach żerował marketing. Tak, chodzi mi zwłaszcza o bliźniaczki-baletnice i ich cyce, którymi próbowano przyciągnąć uwagę graczy.
Poczekam aż epic rzuci za darmo i być może wówczas będę z tym tytułem się boksować. Z immersive simów musze ograć np. Deus Exa, a na średniaki może przyjdzie kiedyś czas.
10/10 za całokształt.
W dzisiejszych czasach próżno szukać wśród tytułów AAA gier tak mądrych i tematycznie aktualnych jak tytuły z serii Deus Ex.
Gra jest tak zbudowana, że możemy poznawać ją na kilku poziomach.
- Jest warstwa gameplayowa czyli strzelanie, skradanie, hakowanie. Bardzo przyjemna, gracz nastawiony na akcję nie będzie się nudzić.
- Jest warstwa rpg dotycząca zadań postaci i relacji pomiędzy nimi. Wiele z NPC ma unikalne twarze oraz głosy - łącznie z tymi z zadań pobocznych. Jeżeli czegoś nie dowiemy się z dialogów to będzie to w setkach wiadomości, które wydobędziemy z komputerów. Dodaje to bohaterom cennej, ciekawej głębi i pozwala spojrzeć na ich działania z innej perspektywy.
- Oraz najważniejsza czyli polityczna. Deus zawsze starał się ukazać graczowi pewne mechanizmy mające wpływ na funkcjonowanie naszego świata.
Tutaj mamy coś tak "trywialnego" jak spisek właścicieli największych korporacji w celu jeszcze większego powiększenia swego bogactwa oraz wpływów na świecie. Jakimi metodami tego dokonują dowiemy się poprzez przyglądanie się rozmaitym szczegółom (tu przydaje się choćby elementarna znajomość socjotechniki oraz psychologii), czytaniu poczty (np. w tajnej skrytce w garażu obok banku) oraz prasy.
Wykreowanie kryzysu, stworzenie konfliktu (szczucie dwóch grup społeczeństwa przeciwko sobie), lobbowanie za uchwaleniem odpowiedniego prawa... którego wprowadzenie będzie korzystne dla danych korporacji. Konsolidacja wpływów, środków, a w efekcie władzy.
W ilu grach AAA pojawia się takie słowo jak "rebranding"... czyli zmiana wizerunku przez skompromitowaną firmę bądź np. partie polityczną?
Najbardziej dołujące w tym wszystkim jest to ile z Deusa pojawia się w naszej rzeczywistości. Nie mamy jeszcze tylko "ulepszeń" ale manipulacja dźwiękiem i obrazem (np.deepfake) to już praktycznie norma. Drony i prostą SI też już mamy. Gra uświadamia graczowi w jak bardzo dystopijnym świecie przyszło mu egzystować... i w jakim kierunku będzie on zmierzał.
Dlatego jeszcze raz powtórzę - szkoda, że wśród tytułów AAA nie ma gier tak mądrych jak Deus Ex.
Grę przechodziłem kilka miesięcy i czasami po łebkach (cześć wiadomości jedynie pobieżnie przejrzałem). Z DLC zajęła mi ponad 50h.
Podoba mi się, że Mankind Divided starał się być jak najbardziej wierny koncepcji z pierwszej gry. Widzimy to po konstrukcji świata (Praga nie wygląda jak cybermiasto lecz jedynie została wzbogacona pewnymi elementami jak np. wszechobecne ekrany reklamowe). Pojawiają się też nawiązania w wyglądzie postaci i machin (design robotów, egzoszkielety, Man in Black).
Wady?
Strona techniczna. Bugi graficzne, a w trzecim rozdziale - tworzonym na szybko - miałem też bug fabularny. Gruzińska mafia nie włączyła trybu ''przyjaznego" co nie pozwoliło mi wbić osiągnięcia ninja.
Gra starała się być pierwszym Deusem nowej generacji ale niestety ktoś naciskał i nie wszystko zostało dokończone. Podejrzewam, że wyrwano z niej jeden rozdział przez co ten trzeci jest niedopracowany i niezręcznie powiązany z całkiem dobrym finałem.
Strona gameplayowa bardzo miodna, a już zwłaszcza korzystanie z ulepszeń, które możemy dostosować do naszego stylu gry. Mapy możemy przechodzić na różne sposoby i różnymi drogami. System "Tesla" był chyba moim najbardziej ulubionym ulepszeniem - widowiskowym i skutecznym, który mojemu Jensenowi-skradaczowi dawał mocne i skryte uderzenie. Miłe urozmaicenie po kilkudziesięciu godzinach ciągłego tarzania się po kanałach.
Grafika ciągle bez zarzutu. Mimika postaci i gesty przyjemne dla oka. Dialogi Jensena z Pritchardem (w DLC) są świetne, czuć w nich zaangażowanie emocjonalne obu postaci.
A na sam koniec... Muzyka McCanna, którą dostosowano do lokalizacji i okoliczności w celu jeszcze lepszego tworzenia atmosfery. Przyjemny elektroniczny ambient połączony z kobiecym wokalem. Moim ulubionym jest utwór dodany do tego komentarza:
https://www.youtube.com/watch?v=qdcKwATSYh4
Polecam. Jeden z lepszych FPS / TPP action rpgów jaki powstał. Mogę ekscytować się "Wiedźminami" ale to Deus wzbudza we mnie głębsze emocje i skłania do refleksji nad tym dokąd świat zmierza.
Pisane po pandemii w 2020, w czasie wojny na Ukrainie i rozmaitych pomysłów światowych korporacji jak choćby projekt miast C40.
Boże... Jak bardzo bym chciał więcej gier deusopodobnych.
Drugie przejście, na poziomie "normalnym", zostało zaliczone.
"Severed Steel" nagradza gracza za umiejętności i tym razem, gdy opanowałem poruszanie się po mapie, poszło ekstremalnie płynnie i widowiskowo. Przejście również zajęło mi 5h choć zginąłem raptem kilka razy.
Dalej już grać w to raczej nie będę bowiem wycisnąłem z tytułu wszystko to co najlepsze. Czekam na następną część.
Gorąco zachęcam do "lotu z giwerami" bo rozmaitych - często bardzo dużych - mapach.
Najbliżej będzie "Ghostrunner". ;)
Ja teraz próbuję "Severed Steel" przechodzić na poziomie średnim (czyli bazowym) Nowa gra+. Skalowanie poziomu trudności jest tu świetne.
Na "Normalnym" gra staje się bardzo wymagająca, wymaga ciągłej koncentracji, wyrobienia nawyków i dobrego refleksu aby cały czas utrzymywać pasek zdrowia przy pomocy nieustannych zabójstw. Trzeba mieć oczy dookoła głowy i przeszukiwać każdy kierunek pod kątem wroga.
Severed Steel skończyłem. Cudowna gra. Wszystko można zniszczyć, człowiek cały czas jest w ruchu, kule świszczą wokół postaci, a w tle słychać porządną muzykę syntetyczną. Można się często przemieszczać we wszystkich kierunkach, szybować, a odstrzał przeciwnika sprawia wielką frajdę. Dawno nie widziałem tak fajnie zrobionego bullet time'u.
Świetna gra-odstresowywacz, która trwa (kampania) raptem 5h. Potem zostaje podnoszenie trudności i robienie wyzwań w celu.
A fabuła? Nie ma znaczenia. To nie było celem tej gry. Mieliśmy dostać cyber-mirroredgowo-matrixowy gameplay naładowany akcją, stylowym zdejmowaniem wrogów, karkołomnymi akrobacjami. W świecie, który rozpada się na kawałki pod wpływem kul i eksplozji.
Dostaliśmy to.
Cieszę się, że Epic dał ją za darmo bo inaczej nigdy bym o tym tytule nie usłyszał.
- Fantastyczna muzyka
- Świetny klimat
- Oryginalność (w końcu nie Space Marines)
- Dość dobry gameplay.
- Żadna z umiejętności i drzewek rozwoju nie jest zbędna. Każda wnosi coś do drużyny.
Gra silnie inspirowana X-comem. Tury rozgrywa się szybko i przyjemnie. Niestety w późniejszych etapach robi się za nudno. Ciągle powtarzamy schemat, a w misjach nie pojawia się wiele nowości. Na poziomie normalnym drużyna w połowie gry staje się o wiele potężniejsza niż przeciwnik. Często kończymy bitwę w pierwszej turze.
Epic dał za darmo i należy się z tego cieszyć.
Oj, Slavek mi chyba nie odpowie. :(
Wszystkie jego trzy komentarze (które od 2 października do tej chwili zamieścił na forum / portalu) tyczą się tematów w jakiś sposób powiązanych z wojną... i "dziwnym trafem" są prorosyjskie. Fajny bot, który rzuca szurowskimi ogółami.
Mam nadzieje, że niektóry zaczną teraz rozumieć iż mieszkańcy kraju, który poświęca swe zasoby na manipulowanie opinią publiczną w Polsce, nie są nam przyjaźni. W związku z tym nie należy im umilać życia.
Oświeć mnie Sławku! Przecież specjalnie po to założyłeś teraz konto na tej stronie!
Zgadzam się.
Jeżeli chodzi o sprzęt to jest efekt... skomplikowanego rosyjskiego umysłu, który usiłuje pogodzić ze sobą kilka koncepcji propagandowych dotyczących Wielkiej Wojny Ojczyźnianej i obecnej polityki historycznej.
- Sowiecki sprzęt MUSI być najlepszy bo jesteśmy najlepsi! Co zresztą w sporej mierze jest prawdą. W 1941 mieli przewagę technologiczną nad wrogiem.
- Jednocześnie ta sama polityka historyczna głosi, że w 1941 przegrali z powodu "starych czołgów, jednego karabinu na trzech, archaicznych samolotów i w ogóle". Wcale nie dlatego, że jesteśmy beznadziejni jako żołnierze. W każdym aspekcie tego słowa i zawodu.
- Wygraliśmy wojnę więc jesteśmy najlepsi! Nadganianie liczbą przewagi technologicznej wroga (w 1944-1945)? Bzdura, jesteśmy najlepsi! Nasz podstawowy T-34/85 spali nawet Tygrysa Królewskiego bo był najlepszy!
Tkwią w tym swoistym paradoksie, który rosyjski umysł nauczył się godzić aby nie zwariować.
W 2021 jeszcze miałem nadzieję. 2022 już mnie jej pozbawił. Do tego wojna. Rosyjska propaganda docisnęła jeszcze gazu do podłogi więc np. w Berlinie Sowieci dostali niedokończonego kuzyna AK-47. Kosiarka.
Ten grind wcale mnie nie zachęca do grania w kolejne kampanie. W tym tą "dalekowschodnią". Jak pomyślę ile czasu musiałbym poświęcić na odblokowanie wszystkich PODSTAWOWYCH klas to robi mi się słabo. Zresztą dawno temu w (2013) grind nawet w War Thunder był mniejszy.
Na 14 poziomie Moskwy ciągle nie posiadałem granatnika karabinowego ani miotacza ognia Gdybym grał Niemcami to w powietrzu byłbym skazany na bycie strącanym przez I-153 (4lvl). Bo twórcy nie raczyli dać osi jakiegoś myśliwca (słowacka Avia B-534, węgierski CR.42) tylko ten musi się męczyć do BF-109 na 15lvl... który na 1000m nie radzi sobie ze zwrotną i dobrze przyspieszającą Czajką, ze swym morderczym uzbrojeniem.
Ta gra na obecnym etapie jest już żywym trupem. Musiałaby zostać całkowicie przebudowana aby do czegoś się nadawała. Tylko po co? Konkurencja FPS jest duża. Darmowa również rośnie.
Granie na 1-2 żywych graczy (albo gorzej - bycie jedynym żywym graczem w drużynie) to absurd pozbawiony jakiejkolwiek "wartości rozrywkowej". Nawet ten sam grind i jego długość powoduje to, że ludzie nie spróbują przeskoczyć do drugiej strony. Zdają sobie sprawę z tego iż aby osiągnąć taki sam level musieliby poświęcić te 30-40 godzin.
Siema xKowekx, fajnie iż ciągle żyjesz i mnie pamiętasz. ;)
Drenz... ja już tą sprawę opisałem. Myślę iż ta dyskusja nic nowego do tematu nie wniesie. Każdy musi ocenić postepowanie twórców moda wg. własnego sumienia.
Chciałem jedynie zostawić mą opinię w widocznym miejscu.
I nawet z tym mógłbym się wstrzymać gdyby twórcy powstrzymali się od banowania ludzi na swym forum. Tych, którzy nie uważają ich postepowania za słuszne - lecz też im nie ubliżali i w sposób cywilizowany wyrażali swe zdanie.
Gdybym oceniał moda tylko na podstawie obecnego zachowania Twórców do otrzymałby on 1.
Jakość moda podniosła ocenę. Jest on fajny aczkolwiek w mym przekonaniu za długi i zbyt liniowy przez co nie miałem ochoty przechodzić go drugi raz. Ba... Podarowałem sobie nawet jeden wątek (kopalnie złota) bo mod zaczął mnie nużyć.
9 za moda. 1 za zachowanie. 5 na końcu.
I owi "mili ludzie" w "miły" sposób "miło" walczą na Ukrainie już 8-smy miesiąc. Zresztą... Polecam wizytę na Sadistic aby zobaczyć "miłe" zdjęcia i "miłe" filmy, pozbawione cenzury.
Zresztą sam poznałem takich miłych ludzi. Ostatnio skończyłem projekt hobbistyczny, który ukazywał armię sowiecką z 1941. Bardzo spodobała się Rosjanom. Wraz z kolejnymi publikacjami otrzymywałem mnóstwo życzliwych komentarzy. Następnie zaczęto mi... dziękować za "wspieranie armii rosyjskiej w tych trudnych czasach", a pod koniec "Kijów będzie nasz, odzyskamy go dla matki Rosji!".
Skończyło się na tym, że "najmilszy" krzykacz zarobił bana (to był reddit), a ja ostatnią publikację podpisałem imieniem Generała Własowa aby przypomnieć mojej widowni pewne fakty i osobistości z historii Rosji.
To taka anegdotka. ;)
Eh... "Gry mają łączyć, a nie dzielić"... Ładna ideologia.
Gry przede wszystkim zapewniają rozrywkę i relaks. Możliwość odreagowania po dniu codziennym.
Tak jak wiele innych produktów i usług od których Rosjanie zostali odcięci w ramach sankcji. W tym jak najbardziej od gier gdy nasze studia zrywały z nimi współpracę bądź zwiększały rażąco ceny swych produktów.
Co z kolei powodowało np. wysyp negatywnych rosyjskich recenzji.
Nikt nie zamierzał umilać życia stronie agresywnej i nikt nie pisał o "łączeniu" bo wówczas zostałby wyśmiany. Tak było zawsze i w każdym konflikcie.
Pobieranie pieniędzy? Gorzej. Oni tą usługę zaoferowali Rosjanom za darmo i tym właśnie okazują "wsparcie Putinowi". Jeszcze lepiej - na swym forum sekują każdego kto choćby zwrócił uwagę na takie wątpliwe etycznie działanie. Mogli wyłączyć choćby opcję komentowania.. nie, wolą podkreślać współpracę. Zgaduję, że to jedynie głupota... a nie świadomy akt złej woli.
Jeszcze raz - to robią Ukraińcy z myślą o swym rynku. Twórcy współpracowali z Rosjanami, którzy myśleli o swym rynku. To nie jest to samo.
A jak już pisali w swym komentarzu o tym, że trzykrotnie zgłosili się Ukraińcy z chęcią przetłumaczenia moda... lecz nie ukończyli go... To ktoś raczył zwrócić uwagę dlaczego mogło do tego nie dojść. Otrzymał bana w nagrodę.
To nie "psioczenie". To krytyka wywołana sytuacją, w której patologia wręcz się nawarstwia.
Uściślę - to Twórcy zasłaniali się dziećmi (ogólnie Ukraińcami) ;) Użyli tego samego argumentu. Gdy mowa o mniejszościach to chodzi mi przede wszystkim o np. kraje bałtyckie i Kazachstan. Takie gdzie Rosjan nie było w większej liczbie przed '45.
Zaniedbania ukraińskich polityków... Bezpośrednią przyczyną jest armia rosyjska, która przegnała te dzieci do Polski. Bez inwazji i działań wojennych większość z nich siedziała by u siebie. Zaniedbania nie miałyby większego znaczenia bez strony, która je wykorzystała bo same z siebie nie wywołałyby masowej migracji. Tą wywołały spadające bomby, pociski, katastrofa humanitarna, zniszczone domy i grasujące żołdactwo (w wieku potencjalnych miłośników Gothica, którzy zagrywali się w niego w dzieciństwie).
Rosjanie uderzyli też w Polskę, pośrednio, wykorzystując zaniedbania, zaniechania i działania (w tym propagandowe) naszej obecnej władzy. To nie jest już "robienie więcej niż Ukraińcy". To wysługiwanie się temu kto chciałby nas znów wtłoczyć w swą strefę wpływów, a skoro nie może przez NATO to przeprowadzi tu "scenariusz węgierski". Temu np. służy wypchnięcie do polski milionów Ukraińców o (jak to stwierdziłeś) "ruskiej mentalności".
Aby zdestabilizować kraj ogarnięty kryzysem, spotęgować tenże i na nastrojach społecznych (np. antymigracyjnych, tu kłania się propaganda rządowa odgrzana w 2021... kryzys na granicy wywołany przez Rosję) wprowadzić liczną reprezentacje swych polityków do sejmu. Na Węgrzech to wyszło, w krajach zachodnich próbuje się tak działać... Teraz czas na nas.
Gry ukraińskie, wydawane przez Ukraińców, z myślą o ich rynku. Ich sprawa. Natomiast twórcy moda współpracowali z Rosjanami i wiedzieli, że tłumaczenie jest przeznaczone przede wszystkim na ten rynek. Ukraińcy rosyjskiego pochodzenia skorzystają przy okazji... o ile będą mieć ten komfort bo to w ich kraju toczy się wojna i to oni w pierwszej kolejności poszli w kamasze bądź uciekli. W okopie gra się raczej trudno.
Grami z rosyjskiego rynku zazwyczaj się nie interesuję więc nie stwierdzę, które nie dostały z "przyczyn politycznych" tłumaczenia. Wiem jedynie co wyszło przy okazji Patchfindera - sfinansowanymi przez Kickstarter, z ludźmi gotowymi dopłacić i nawet wykonać takowe spolszczenie.
Drenz, rzuć okiem choćby na wypowiedź Alexa w komentarzach:
Sprawa jest stara. Wątek na forum steama już dawno poleciał więc niestety nie jestem w stanie zacytować wypowiedzi twórców.
Rosyjskiego używają głównie przedstawiciele mniejszości rosyjskiej w tych krajach, które pozostały w nich po rozpadzie ZSRR w 1991. Jak byli oporni (z różnych przyczyn) i nie nauczyli się przez ponad 30 lat lokalnego języka. Zasłanianie się dziećmi z Ukrainy w Polsce... Te dzieci w naszym kraju nie pojawiły się bez przyczyny.
Głównymi odbiorcami rosyjskiego Gothica (starej gry) są ok. 30 latkowie, którzy stanowią trzon armii rosyjskiej. Gdy natomiast nie było mobilizacji to chętnie popierali działania rządu i swego wojska. Od 2014.
Natomiast jeżeli twórcy chcieli im na rękę to wystarczyło to tłumaczenie pozostawić jako nieoficjalny addon. Bez oficjalnego wsparcia twórców i jego propagowania.
Twórcy wpadli na "genialny" pomysł na wydanie... rosyjskiego tłumaczenia.
Podczas wojny rosyjsko-ukraińskiej. Gdy Rosja jest agresorem.
Rosjanie przetłumaczyli tekst na swój język, a następnie podrzucili go zespołowi. Ten go zaimplementował i oficjalnie ogłosił to w komunikacie steam.
Opublikowano go w dniu aneksji kolejnej części Ukrainy przez Rosję.
Niebawem po tym jak Rosja zagroziła użyciem broni jądrowej w tym konflikcie.
Czy oni są normalni? Zasłaniają się chęcią "niedyskryminowania nikogo" i tym iż "przecież na Ukrainie wielu mówi po rosyjsku".
Super. Nie dyskryminują ludzi, którzy okazują poparcie swemu zbrodniczemu rządowi (czynne bądź bierne... nie jest to ważne, milczenie jest akceptacją i to już przerabialiśmy przy casusie III Rzeszy). Natomiast rosyjskojęzyczni Ukraińcy mogą mieć problemy z cieszenia się modem... skoro w ich części kraju trwa właśnie wojna.
A na koniec jeszcze banują ludzi, którzy choćby delikatnie sugerują im iż jest to niewłaściwe w tej chwili. Z "przyczyn politycznych". Czego spodziewaliście się? Oklasków od reszty świata? Zrozumienia i akceptacji?
Tym bardziej, że zdarzały się przypadki iż Rosjanie nie tłumaczyli gier (a nawet nie implementowali spolszczenia do swych dzieł gdy fani wyrażali taką ochotę) właśnie z przyczyn politycznych. Np. Patchfinder Kingmarker nie otrzymał takiego gdyż twórcy stwierdzili... iż po prostu nie lubią Polaków. Lata przed wojną.
Jako dodatek do mego poprzedniego komentarza:
https://www.youtube.com/watch?v=yJAN9SMcXzM&t=72s
Soundtrack, kawałki "ambient". Twórca - Solar Fields.
Jeden z najlepszych, a może najlepszy, soundtracków jakie w życiu słyszałem.
* kilkudziesięciu sekundach. Gracz nie czeka nawet minuty na nową potyczkę.
Co do uwag:
1. Samoloty na Moskwie nie dominują. Są co prawda SB-2 itp. ale rzadko je widać.
Generalnie współpraca w drużynie jest dość naturalna i płynna z powodu możliwości złożenia wielofunkcyjnego "decku".
Zatem prawdopodobnie ktoś będzie miał myśliwiec i zapoluje na samotny bombowiec. Ja tak robię.
Bombowce bywają utrapieniem ale dla gracza obeznanego z War Thunder nie stanowią wyzwania, a frag. Mój I-153 sprawnie masakrował Hs.123, Ju-87, a zdarzały się też Me-109 i Me-110 (realizm - to nie są myśliwce do operowania na 200-600 metrach). Latanie myśliwcem nie jest złe z powodu bomb bądź rakiet, które przenosi pod swym kadłubem. Można atakować piechotę, a I-153 pozwala takowe naloty przeprowadzać bardzo precyzyjnie z lotu nurkowego.
Problem zaczyna się tam, gdzie samoloty przenoszą ogromne ilości bomb oraz rakiet. Myśliwce bombardujące w szczególności. Czyli P-47.
2. Broń automatyczna na Moskwie też nie "wymiata". Chyba dlatego, że jest jej dość mało i wiele z map to otwarte obszary. Automaty bywają z reguły niecelne.
Karabin maszynowy Madsen irytował mnie tak bardzo, że zastąpiłem go karabinem powtarzalnym Winchester M1895. W miarę szybkostrzelny, bardzo celny, zadający spore obrażenia.
Dobry automat króluje w ciasnych pomieszczeniach (realizm).
3. Jak wspomniałem wcześniej - współpraca z graczami jest tu naturalna. Dzięki botom można grać każdą klasą (np. do obsługi czołgu nie trzeba innych żywych graczy). Dobrze zgrana drużyna (bądź po prostu wykonująca skutecznie swą rolę) zawsze pokona tą mniej zdolną.
Piechota zdobywa budynki i wyszukuje wroga. Automatycznego podświetlania nie ma. Gracz może jednak podświetlić pozycje wroga, oznaczyć czołgi. Samoloty są oznaczane przez samą grę... ale trzeba do nich się zbliżyć.
Zachowano na tyle realizmu iż gracz najczęściej musi samemu zobaczyć i rozpoznać wroga. Sylwetkę samolotu, czołgu bądź piechoty. Punktuje także znajomość mapy oraz zwyczajów.
Gdy grasz jako czołg na Moskwie to jedziesz za piechotą i pozwalasz tej nawiązać walkę z piechotą wroga. Dzięki temu ta Cię nie osaczy i nie spali (znów realizm, piechota osłania).
Natomiast nasza rola polega na wspieraniu jej ogniem (np. oczyszczaniu budynków pociskami odłamkowymi) i niszczeniu wozów wroga (bardzo, bardzo groźnych dla nieosłoniętej piechoty). Czołgi popychają front do przodu bądź są w stanie go utrzymać, a dobry czołgista uzyska w bitwie 100 i więcej "fragów" pieszych i kilka "czołgowych". Ba - dobry nie zginie podczas bitwy.
A co do samolotów i rozpoznania - dlatego Czajka jest fajna. Zwrotna, szybka, może nurkować i wyrwie się z takiego lotu nawet na małej wysokości. Na tyle niskiej iż możesz zobaczyć gdzie są "mróweczki", a więc też co masz ostrzelać.
Są też moździerze, inżynierowie (działka plot dają radę, koszą piechotę i szkodą samolotom - tutaj nie naprawisz maszyny w locie, uszkodzisz bardziej to spadnie prędzej czy później). Snajperzy, klasa przeciwpancerna (karabiny ppanc bądź pancerzownice). Szturmowcy, erkaemiści. To tylko piechota. Klasy ładnie się wspierają, a gracz może nawet tworzyć drużyny wielofunkcyjne (ktoś z karabinem ppanc, ktoś z rkm, inżynier itd). Aczkolwiek sam wolę specjalizację bo boty w małej drużynie (sekcji) giną nazbyt często, a ich niańczenie męczy.
Największą bolączką jest w tej grze grind i nadmierne rozproszenie kampanii, a więc też graczy. Front zachodni, front wschodni i Pacyfik. To by wystarczało wszystkim do szczęścia. 3-4 nacje główne z ewentualną możliwością wykupienia (choćby premium) drużyn narodowych.
P.S. Naturalna współpraca jest też plusem z tego względu iż łatwo ją nawiązać, a gracze nie mają nadmiernych oczekiwań wobec innych. Ani razu nie widziałem obelg na czacie. W Post Scriptum trzeba mieć świadomość, że bez zespołu nie ma co nawet podchodzić do tego tytułu, a do tego musisz wypełniać wzorowo swą rolę. Więcej fatygi, zaangażowania.
W enlisted wskoczysz kiedy chcesz i wyskoczysz jak Ci się zabawa znudzi.
Mam 14lvl na Moskwie.
1. Ta gra jest martwa. W niektórych kampaniach rzadko kiedy gra się przeciwko bądź z ludźmi. To nie War Thunder - gra ma system doboru "pod milenialsów", którzy nie lubią czekać, zatem po max. kilkudziesięciu minutach możemy rozegrać kolejną bitwę.
Dlaczego jest martwa? Bo na aktualną chwilę istnieje sześć różnych kampanii, a tak właściwie to sześć różnych gier. Dwanaście różnych ścieżek rozwoju. Zatem grupa graczy jest pomiędzy nie rozproszona, a wielu nie ma ochoty wskakiwać do różnych z nich... z powodu mechanizmu związanego z grindem (patrz niżej)
Jak "Enlisted" zapewnia nam wrogów? Wrzucając boty. Bardzo często na 1/2 ludzi przypada 9-10 botów. Te natomiast nic nie potrafią oprócz biegnięcia przed siebie.
I tak bitwa za bitwą za bitwą. Na Moskwie ludzie (przede wszystkim Rosjanie) grają rzecz jasna Sowietami. Ja też... i strzelam głównie do botów.
2. Dlaczego gram głównie Sowietami?
BO MECHANIKA GRINDU (LEVELOWANIA) JEST ABSOLUTNIE OKROPNA.
Opracowanie czegokolwiek zajmuje okropnie dużą ilość czasu gdyż gra stara się wymusić na odbiorcy aby ten kupił premium. Drużynę bądź konto, obydwie absurdalnie drogie. Te pozwalają nieco szybciej levelować bądź najzwyczajniej w świecie odblokowują jakiś poziom gry. Niekoniecznie dają graczowi siłę... przede wszystkim dostęp.
Dość powiedzieć, że po kilkudziesięciu godzinach udało mi się odblokować wszystkie klasy drużyn... większość najniższego poziomu. W końcu dobrnąłem do moździerza.
Lepiej poszukać czegoś żywego.
3. Poza tym gra jest dość fajna. Kilka klas, mnóstwo ciekawej broni z której fajnie się strzela. Wrażenie masy dzięki botom w malutkich sekcjach gracza (dzięki czemu jest dużo celów). Bardzo fajne pojazdy, zwłaszcza samoloty. Realistyczny system odnoszenia obrażeń przez nie. Dynamika starć zróżnicowania... nie jest nudno...
Gdyby nie zatrzęsienie botów.
Nie wiem czy nie lepiej wybrać choćby single lub inny tytuł (ciekawi mnie planetside 2). Tylko szkoda mi czasu, który wpakowałem w ten cholerny grind. Z drugiej strony... grindować tylko po to aby strzelać do wyjątkowo głupich botów... To taki głupszy kuzyn War Thunder i bardziej ciekawostka.
Zresztą War Thunder w końcu poddał się gdy mowa o balansowaniu stron. Teraz wszyscy walczą ze wszystkimi.
Gdyby Cyberpunka stworzyło nieznane studio to ta gra zostałaby potraktowano jako średniak. Nie było by balonika hypu i wygórowanych oczekiwań ze strony odbiorców.
Jeszcze odnośnie fabuły.
Nie ma jej zbyt wiele... Jednakże jest ona iście szekspirowska (bądź w stylu Sofoklesa). Pozornie dość trywialna opowieść o zemście tak naprawdę ma na celu ukazać to jak bardzo potrafi być destrukcyjna dla obu stron sporu.
Na w pół szalony łowca mści się za śmierć swego ojca na rekiniej matce, która z kolei rodzi syna. Ten dąży do zemsty na łowcy. Kolejne zniszczenia i trupy, spirala się rozkręca, zemsta coraz bardziej absorbuje strony konfliktu...
W efekcie wszyscy przegrywają, a dopiero wzajemne unicestwienie definitywnie przerywa łańcuch przemocy. Zemsta się dopełnia lecz właśnie w takim szekspirowskim, umoralniającym stylu. Proste, klasyczne, dobre.
Zatem Maneater pokazuje, że w tego typu otwartych grach da się zrobić dobrą fabułę... o ile tylko się chce.
Dość fajny tytuł, który zresztą teraz epic rzucił za darmo.
Plusy?
1. Ocean. Nie ma aż tak wiele fajnych gier o nurkowaniu w którym moglibyśmy obserwować faunę, florę i wraki pokrywające dno oceanu.
2. Dobra, "płynna" mechanika pływania. Ma to znaczenie gdy trzeba się poruszać w kilku płaszczyznach.
3. Całkiem przyjemna mechanika walki aczkolwiek niezbyt skomplikowana. Szarża, gryzienie, pochwycenie, szamotanie. Ale rekiny nie słynną ze skomplikowanej mechaniki walki.
4. Humor zawarty w komentarzach narratora, który opisuje kolejne poczynania rekina oraz otaczające go środowisko. To troszkę takie rekinie Saints Row.
Minusy?
1. Przede wszystkim monotonia. Gra jest krótka... ale i tak najlepiej ją sobie dawkować. Jak pisałem wyżej - życie rekina nie jest skomplikowane. Płyniesz - jesz - płyniesz - jesz - i tak bez końca. Zabijasz ryby, ubijasz inne drapieżniki, walczysz z łowcami rekinów... i to tyle.
Mimo wszystko "rekinosymulatory" są rzadkie, a za kilkanaście złotych (bądź za darmo) można "Ludojadowi" poświęcić czas.
Nic lepszego w temacie wirtualnej wspinaczki wysokogórskiej raczej nie dostaniemy. Taki tam roguelike w którym mierzymy się przede wszystkim ze środowiskiem, pogodą, terenem i własną psychiką.
Z pewnością klimatyczny choć też monotonny w równym stopniu co prawdziwa wspinaczka. Czasami podnosi ciśnienie krwi gdy gracz nie ma pojęcia czy starczy mu któregoś zasobu do ukończenia danej misji.
Przyjemna grafika (pełne 3d, heksagonalna mapa), równie dobra muzyka. Gra w małej cenie, a obecnie epic rozdał ją za darmo.
Minusy? Przede wszystkim ta monotonia. "Rogaliki" mają to do siebie, że poszczególne rundy mijają bardzo szybko przez co występuje syndrom "jeszcze jednej tury". Pod wpływem iluzji tracimy poczucie czasu. Tutaj tego nie ma. Mapki pochłaniają co najmniej kilkadziesiąt minut (o ile nie zginiesz), a jest ich kilkadziesiąt.
W sumie z braku laku...
Skończyłem "Kroniki Myrtany".
One też wypadają lepiej niż Vampire The Masquerade, a jakimś wielkim fanem Gothików raczej nie byłem. Dla nostalgii nie grałem.
Po prostu twórcy moda nie mieli nad sobą wydawcy więc go w pełni dopracowali, przemyśleli fabułę, rozbudowali świat. Nawet nie miałem czasu aby przez to wszystko się przebijać (np. liczne książki, czynności poboczne). Niektóre drobniejsze misje pominąłem... ale jednak było lepiej.
Vampiry będę miło wspominać i czekam na Bloodlines II. Oby to co było dobre zachowano, a pozostałe elementy poprawiono i drastycznie rozbudowano.
Dla was może 10/10... a dla mnie jednak 6,5/10 gdy mowa ogólnie o grach (nie tylko RPG). Przy grze doskonałej nie irytuje się, mam chęć przejść ją ponownie i przede wszystkim nie mam ochoty jej zwrócić do sklepu. Nie mam wyrzutów iż ją kupiłem ani wrażenia, że przepłaciłem. Nieliniowość pożądana.
Jeżeli mowa o grach RPG to lepiej bawiłem się we Wiedźminach, Mass Effect, Alpha Protocol. Nawet Deus Ex: Rewolucja (Bunt Ludzkości czeka na mym dysku). Kroniki Myrtany (mod do Gothica II) właśnie ogrywam.
Gram co prawda rzadko ale jedyną tegoroczną 10/10 był dla mnie Mirror Edge Catalyst. Stanowczo nie RPG... który mnie oczarował tak samo jak poprzedniczka.
Vampiry dla mnie grą idealną nie są. Elementy wybitne są tutaj wymieszane ze słabymi, a co więcej ostatnie etapy zostały zrobione po łebkach. Od Chinatown następuje spadek. Rezydencja Giovannich to już żart (nie ma za bardzo z kim porozmawiać, jedno mini-zadanie poboczne). Trochę lepiej w hotelu opanowanym przez Sabat. Bractwo Świętego Leopolda? To samo. Park był dobry (nie oczekiwałem wiele, a w zamian dostałem coś co przeraża nawet Wampiry). Ming i wieżowiec Sebastiana... alternatywne zakończenia dla "samotnego wilka" poznałem dzięki YT bo nie miałem siły marnować n-ty raz 1,5-2h na przechodzenie tych samych etapów.
Dla porównania ostatni etap "Krwi i Wino" przerobiłem na wszystkie możliwe sposoby. Podobnie "Wiedźmina 2". Bo gra mnie angażowała i jednocześnie nie odstręczała.
Wiązałem wielkie nadzieje z "Vampirami", zakup planowałem od maja i być może zbyt wygórowane oczekiwania także wpłynęły na moją opinię. Zadałem sobie też trud aby poznać podstawy świata, klanów, innych gatunków spokrewnionych oraz organizacji do ich tępienia (podobno ktoś pracuje nad modem dla miłośników Inkwizycji).
"Miodne hakowanie"? Taa... Jeżeli masz postać pod hakerstwo to wciskasz kombinację "ctl+c" i gotowe. Jeżeli nie... to szukasz kodu w pobliżu komputera... bądź w internecie.
Walka bronią białą sprowadza się do nawalania lewego klawisza myszy. Często łączysz to z dyscyplinami np. spowolnienie czasu. To ja już wolę strzelanie, które przez pierwszą połowę gry wymagało jakiegoś zachodu przy jednoczesnym używaniu dyscyplin i pozostawaniu w ruchu. Tak naprawdę w strzelaniu przeszkadzała przede wszystkim ta luneta. Gdybym mógł płynniej używać dyscyplin to byłoby jeszcze lepiej.
"Tyranny" zakończyłem przed wyruszeniem do biblioteki, po uporządkowaniu spraw w Krzepie. Znużyła mnie. Bardzo porządne dialogi zestawiono z iście h&s walką i to ona sprawiła iż zakończenie sprawdziłem w poradniku. "Wampiry" stoją zdecydowanie wyżej choćby z tego względu iż jednak je skończyłem z jakąś tam satysfakcją.
Ale w Gothicu jeżeli nawet używałem dwóch czarów na krzyż to wszystko mogłem bardzo łatwo podporządkować do skrótów klawiszowych. Dowolnych, pod cyferki 0-9, wedle gustu. We Vampirach mam ochotę użyć więcej czarów ale ich płynny wybór jest katorgą (nawet w tamtych czas przypisywanie do skrótów robiono w grach lepiej). Podczas walki nie ma na to po prostu czasu. Podobnie jest z bronią palną i białą. Topornie.
Z drugiej strony gdy zaglądamy do ekwipunku podczas walki to włącza się nam aktywna pauza i możemy podczas niej np. spożywać krew z worków. Skoro dało się to zrobić inne elementy do wybory także można było uczynić przystępniejszymi.
Gothic to dla mnie np. otwarty świat. Dosłownie - mogłeś swobodnie szwendać się po mapie pełnej budowli (otwartych) i npców. Nie mówię iż we Vampirach powinna być jedna, duża mapa... ale te istniejące mogłyby być bardziej rozbudowane. To co widziałem przypominało RPG z drugiej połowy lat 90-tych (np. Sea Dogs) i już w 2004 było przestarzałe.
Vampiry bronią się przede wszystkim dialogami, postaciami, muzyką, kreowaniem swej postaci, różnorodnością klas (choć i tak będą to klasyczne: strzelec, wojownik, mag i złodziej). Oczywiście w porównaniu do Gothica (choć nie zawsze- - w szczególności muzyka). ;) Dlatego napisałem jedynie o "pewnych względach", a nie całości.
Poza tym fabuła w której dość szybko stwierdzamy, że każdy z drapieżników chce nas wykorzystać i tylko dostosowuje strategię do swej pozycji (Dumna Ming sypie pochlebstwami, władczy Sebastian gra kijem i marchewką... Ninesa prawie nie ma ale w jego miejscu pojawia się Jack). Gothici raczej nie oferują czegoś takiego.
Z drugiej strony... to postacie mogłyby mieć więcej do powiedzenia w zależności od postępów w grze. Zwłaszcza te poboczne - mogłyby dawać kolejne zlecenia, komentować bieżące postępy i politykę choćby po to aby chciało mi się do nich zaglądać. Rozumiem jednak, że to wina niedokończenia gry. Podobnie jak coraz krótsze zadania - Holywood i w szczególności okropne Chinatown.
Ja już przeszedłem tą grę Malkavianinem. Specjalizacja w broni palnej, auspex i demencja w pełni opracowana. Większej siły ognia mieć już nie mogłem (używałem Steyr Aug, Magnum, Desert Eagle i M21).
W lunecie (która dodaje mi plus 50% do obrażeń) chodzi mi o to iż nie ma regulowanego przybliżenia. W ciasnych pomieszczeniach najzwyczajniej nie da się jej komfortowo używać, a szkoda tracić bardzo ważnej premii. Dodatkowo normalnie jest pod "Tab" ale to drobiazg.
Gorzej z dyscyplinami-czarami, których zmienianie podczas walki jest cholerną gehenną. Część można przypisać do skrótów, resztę trzeba ręcznie wybierać scrollem bądź "[". Przy dynamicznych walkach nie jest to wygodne i kończy się na tym iż człowiek nie wykorzystuje pełni potencjału lecz jedne, najbardziej przydatne zaklęcie. Dla przykładu Malek ma nadwrażliwość, obłęd i lekkie opętanie. Każdy jest przydatny, zwłaszcza przeciwko grupom (obłęd ją zatrzymuje, nadwrażliwość przerzedza, a opętanie pozwala żerować). Tylko trudniej to wszystko kontrolować w ferworze walki. Proste menu kontekstowe ze spowolnieniem czasu spisałoby się tutaj lepiej (jak we Wiedźminach). Albo porządny system przypisywania klawiszy.
W kość dawało mi to przede wszystkim przy mieszanych przeciwnikach (wampiry i ludzie). Na wampirach żerować w podstawce się nie da (na diaboliczność jest mod). Na otwartych przestrzeniach i przeciwko ludziom / samym wampirom było względnie ok. Zwłaszcza, że Steyr robi siekę.
https://www.youtube.com/watch?v=rFQAK-ifSAw
Większość "Vampirycznych" gier jest dopiero w produkcji. Bloodlines 2 może w ogóle nie wyjść. Z nowszych mamy jakąś tekstową przygodówkę (Nowy York, nie grałem).
Szkoda, że nie kupiłem za 2 dychy bądź w CDA. Niestety przez lata ignorowałem Vampiry, a z drugiej strony nieoficjalne patche nadal coś poprawiają. Do tego spolczenie nie pojawia się do każdej wersji, a nie odważyłbym się grać Malkiem po angielsku.
Ja w Downtown potrafiłem pomylić kierunki nawet pod koniec gry. Reszta była na szczęście prosta (malutka, mało lokacji).
https://www.youtube.com/channel/UC-rUWzeU5EpnFPmhfv3Xg_Q
Warto tutaj wspomnieć o muzyce, która sprawiła iż musiałem zagrać w ten produkt. Rik Schaffer spisał się znakomicie, każdego utworu chce się słuchać po wielokroć. Do tego muzyka z początku XX wieku autorstwa np. Chiasm (Isolated) czy Daniela Asha (Come Alive).
Warstwa dźwiękowa (odgłosy walki,, głosy aktorów) również prezentowała się bardzo dobrze. W szczególności w takich lokacjach jak nawiedzony hotel czy posiadłość szalonego psychiatry.
P.S. Trochę szkoda, że zakończenie z tańczącym wilkiem nie jest dostępne bazowo w przypadku przejścia gry Malkavianinem. Pasuje do jego charakteru. Zresztą wampiry i do tego szalone to chyba główna atrakcja tej gry. Z głosami w głowie, możliwością zaskoczenia rozmówcy, dziwnymi kwestiami dialogowymi. Faktycznie można poczuć się jak wariat, istota całkowicie oderwana od rzeczywistości, dręczona upiornymi wizjami.
Trzeba mieć świadomość, że to nie jest produkt bez wad. Ciągła praca fanów (wersja 11 nieoficjalnego patcha) wiele poprawiła... ale nie wszystko. Niektórych rzeczy nie da się zmienić więc np. korzystanie z lunety jest arcyirytujące (a trzeba z powodu bonusu do siły trafień).
Najlepiej Wampiry wziąć za 2 dyszki... ale jest to obecnie niemożliwe. Sława tej gry (więc popularność) spowodowała iż nie tanieje mimo prawie dwóch dekad istnienia.
Miałem tyle samo radości ile stresu. Gra ma dobrą fabułę, świetnie napisane dialogi oraz postacie. Rozmowy z nimi są żywe, odpowiedzi "ostre" i sarkastyczne. Każdy z poważniejszych NPCów ma swój styl oraz cele.
Po drugiej stronie budowa plansz, brak podręcznej mapy, baaaaardzo zły system walki tak bronią białą jak i palną. Zwłaszcza korzystanie z "lunet" było w tej grze męką.
Zadania... prezentowały różny poziom tak gdy mowa o ich długości jak skomplikowaniu. Im dalej tym było z nimi gorzej.
Najlepiej prezentowało się to z wilkołakiem ale z powodu błędu wilczej animacji nie sprawiało ono poważniejszych problemów. Miało jednak klimacik.
Szanuje grę także za bardzo rozbudowany kreator postaci, różne klasy oraz napisanie osobnych dialogów dla dwóch ścieżek rozwoju (Malkavianin i inne). Nie szanuje za to iż w trakcie finału NIE MOGŁEM NIE OTWORZYĆ SARKOFAGU. Mimo głosów w głowie, rad wieszczki, wilczego archeologa i arcybiskupa. Nie miałem nawet takiej opcji.
Za 80zł (cena aktualna) zdecydowanie nie. Za 40zł (promocje) też odradzam. Mym zdaniem jej aktualna cena powinna wynosić od 10 do 20zł, a jest podbijana do góry chyba przede wszystkim z powodu nostalgii graczy. Fakt iż wiele rpgów nie ma tak dobrych charakterów... ale jednak mechanicznie bywało z nimi lepiej, a bugów też jakby mniej.
Pod pewnymi względami nawet starsze gothici (GI, 2000. GII, 2003) były od Vampirów lepsze.
Cykl Alexa składa się z czterech faz:
1. Zachwyt.
2. Umiarkowana życzliwość.
3. Obojętność.
4. Nienawiść do gry.
Zawsze tak jest (np. przy okazji Cyberpunku). Nie ma sensu przejmować się jego oceną.
Szanowni Psychofani,
Pragnę zauważyć, że z myślą o was studio Piranha wydaje co kilka lat kolejne gothicopodobne tytuły. Riseny i Elexy.
Wyniki ich sprzedaży mówią same za siebie. Psychofanów jest ledwie garstka, a od pierwszego Gothica minęło dwadzieścia lat. W tym czasie wyszło multum innych rpgów jak choćby nasze "Wiedźminy".
Oczekiwania graczy uległy zmianie i nie da się już ich oczarować starym gothiciem, który cieszy już tylko kilka tysięcy "dziadków" z Niemiec, Rosji i Polski. Gra musi iść z duchem czasu i dostosować się do światowych trendów... inaczej będzie to taki Risen, na którego prychają nawet gothicowi wyjadacze.
Sam klasycznego gothica już nie odpalam. Za bardzo się zestarzał. Wolę nie psuć wspomnień.
Poza tym ta gra nie jest zła fabularnie. Pod tym względem raczej nie porywa ALE istnieją drobiazgi, które można docenić.
Choćby wspaniałe przerywniki filmowe, w których dopracowano "grę aktorską". Głos, gesty, zachowanie... wszystko wygląda tak jak powinno. W szczególności w chwilach wyjątkowego napięcia emocjonalnego.
Gdy Faith, młodą dziewczynę, coś przybija (strata, ciężar zadania, problemy rodzinne) zostaje to wspaniale ukazane w jej mowie ciała. Przerywniki można zobaczyć na YT więc każdy może to ocenić.
Nie kojarzę w tym momencie innej gry, która zrobiłaby to aż tak dobrze.
Poza tym gra ma Otwarty Świat ale nie zmusza nas w żaden sposób do jego zwiedzania. Możemy podążać za główną linią fabularną, jak w części pierwszej. Wartka akcja, ciekawa historia, tempo, emocje, wspaniałe widoki i dobra muzyka. To wszystko jest w Catalyst, a reszta pełni tu jedynie rolę dodatku dla tych, którzy będą czuli niedosyt po skończeniu fabuły.
To gra i bieganiu po dachach, skakaniu pomiędzy wieżowcami, podziwianiu widoków. Mamy poczuć ten dreszczyk emocji gdy znajdujemy się nad krawędzią - udaje się to dzięki pierwszoosobowej perspektywie.
Fabuła jest jedynie dodatkiem do tego wszystkiego. Jeżeli stawiamy ME nad Catalyst to wynika to z dość prozaicznej przyczyny.
ME była grą o wiele mniejszą, liniową i zajmowała ok. 5 godzin. To było jej siłą. W Catalyst cały obszar działania uległ powiększeniu, mamy więcej okazji do biegania ale jednocześnie gra straciła nieco ze swego pędu.
Mimo to skakanie, bieganie, omijanie wrogów i zachowywanie prędkości oraz płynności ciągle sprawia frajdę. Można dać jej szanse zważywszy na bardzo przystępną cenę.
P.S. Szkoda jedynie, że mod na Raytracing kosztuje więcej (mimo samodzielnej implementacji krok-po-kroku) niż sama gra. W wykreowanym świecie światło i jaskrawe kolory dominują, a nawet są odpowiedzialne za wykreowanie klimatu futurystyczne, sterylnej dystopii. Raytracing ma się gdzie tutaj "wyżyć".
Co do mojego wpisu z 2018 to pograłem jeszcze dłużej (łącznie 4,5 godziny).
Mym zdaniem to jest fajna gra ALE nie należy pochodzić do niej jak do produkcji "poważnej". To dość prosta, a momentami nawet prostacka rozgrywka.
Cała fabuła stanowi jedynie dodatek, który ma nam urozmaicić grę. Nie wciąga ale też nie nuży. Sednem tego sandboxa jest prozaiczne wybijanie kolejnych orków i odnajdywanie znajdziek (które ułatwiają to pierwsze). System walki prościutki, momentami może zbyt łatwy ALE widać potężną inspirację grami z serii "Batman". Walka z tuzinami orków ma być szybka, płynna i filmowa.
Największą przyjemność daje nam obserwowanie tego jaki mamy wpływ na świat orków. Od tworzenia własnej armii i mieszania w hierarchii plemienia po ten cały system nemesis. Zgon głównego bohatera niespecjalnie nas irytuje (w końcu jesteśmy nieśmiertelni), a może skutkować narodzeniem się jakiegoś potężnego orkowego kapitana, który będzie na nas polował. Gra w pewnym sensie staje się "spersonalizowana" pod nas.
Ale poza tą eliminacją nie ma tu zbyt wiele. Odradzam dłuższe sesje - to nie Wiedźmin (niestety dobrych rpgów... czy choćby przeciętnych... w dzisiejszych czasach ze świecą szukać). Gra zmęczy swą pustką. Natomiast jako przerywnik daje radę.
To wygląda niczym jakiś mod do Endless Legend. Graficznie i pod względem interfejsu jest praktycznie tak samo, a te tytuły dzieli ok. 7 lat różnicy...
Ma potencjał. Przede wszystkim jest oryginalna ze względu na to iż gracz nie jest jedynie strzelcem ale stoi na czele swej małej drużyny botów. Każdego z nich może przejąć w dowolnym momencie. Jeżeli gracz polegnie to zostaje do kolejnego z nich przerzucony i walczy tym samym do "ostatniego bota".
Podoba mi się to, że gra nie limituje specjalistycznych klas. To gracz przed partią ustala jakie drużyny będzie miał w swym plutonie. Nie ma tutaj sytuacji, że trzeba się dopychać łokciami do snajpera czy czołgistów.
Na obecną chwilę w "Enlisted" nie ma zbyt wiele realizmu gdy chodzi o piechotę. Bardzo dynamiczne walki, dużo biegania, duża odporność na obrażenia i łatwość leczenia powoduje iż dominuje tutaj agresywny styl gry. Warto jednak zauważyć, że czołgi i samoloty tak naprawdę zostały całkowicie skopiowane z War Thunder. W ich przypadku ma znaczenie w co celujemy i jakiego pocisku używamy. Co więcej uszkodzeniom ulegają różne mechanizmy (można je naprawiać), a poszczególni członkowie załogi mogą zostać zabici celnym strzałem.
Jak na razie mamy tutaj do czynienia z betą. Błędów nie brakuje. Co więcej gra cierpi na syndrom "ruskiego biasa" czyli Sowieci mają dostęp do nieco lepszego sprzętu niż ich niemieccy przeciwnicy. Ewentualnie sowiecki został bardziej podrasowany niż w rzeczywistości. Widać to przede wszystkim w starciach czołgów gdy Pz. II ma spore problemy z T-60 i T-26.
https://www.youtube.com/watch?v=HuBRxgXfZrk
MODY. Stalker to tony modów, a wśród niech wiele jest na grafikę. Nie ma szans aby Ci się ta gra nie spodobała graficznie gdy grafikę możesz kreować i podrasowywać w dowolny sposób. Grafika to jedna z najmniejszych wad tej gry.
+ Ciekawy świat i intrygująca fabuła.
+ Dialogi i opisy. Zazwyczaj dość interesujące i porządnie napisane. Połowa czasu gry tak naprawdę przypada na czytanie tekstów. Ta czynność nie męczy.
- System walki. Lepiej by było gdyby ta rozgrywała się w turach. To co dzieje się w czasie rzeczywistym wypada określić jednym słowem - brzmi ono: "Dramat". Mało co działa. Bohaterzy potrafią się zaciąć, nie podejmują automatycznie akcji, a w przypadku większych starć mają problem ze znalezieniem ścieżki do wroga. Biegają w kółko, "szukają" przeciwnika, a w tym czasie giną.
- Po 20h czułem się już tym wszystkim znudzony mniej-więcej w połowie II aktu. Walka jest trochę męcząca, ciągłe czytanie może skłonić do refleksji nad tym czy nie lepiej byłoby sięgnąć po książkę. Eksploracji raczej nie ma, a przemieszczanie się po mapkach trwa dość długo z powodu niemożności przyspieszenia czasu.
Największym plusem są wybory z możliwością przechodzenia gry na kilka sposobów. Prowadzenie dialogów także wymaga wyczucia jeżeli nie chcemy zrazić sobie najważniejszych postaci.
Skończyłem "wojskową" kampanię w Stalker Anomaly.
Bardzo dobry mod. Być może nawet najlepszy jaki powstał do gry Stalker. Samodzielny, nowy silnik, ZERO CRASHY do pulpitu. Działał perfekcyjnie.
Do gry wprowadzono całe mnóstwo elementów (tworzenie przedmiotów, dowodzenie oddziałem itd). Zbudowano od nowa mechanikę wojen frakcji przez co w końcu można się przy nich dobrze bawić. Co więcej połączono ze sobą wszystkie mapy jakie widzieliśmy w trzech częściach STALKERów, a nawet dodano kilka oryginalnych.
W poszczególne kampanie starano się wpleść oryginalne misje. Niestety warstwa fabularna to najsłabszy element moda, a zadania... tak jakby wykastrowano. Moim ulubionym były etapy z CS. Limańsk i Szpital. Bardzo dynamiczne, dużo oskryptowanych elementów.
W modzie było o wiele mniej wrogów przez co Limańsk i Szpital przypominały raczej zwiedzanie lokacji niż ciężką przeprawę. Po 12-stu latach miło było jeszcze raz zobaczyć tak fajnie zbudowane mapy... ale zabrakło tego dreszczyku emocji.
Najgorszy jest "backtracking". Gdy przemierzasz Dzicz 60-ty raz to zaczynasz mieć wszystkiego dość. Tak samo jest z większością starych lokacji, które gracz przez te lata zdążył poznać na wylot.
Jak ktoś chce mieć sandboksa z luźną fabułą to będzie z moda zadowolony. Jednak nawet podstawowe wersje gry miały lepiej poprowadzoną fabułę.
Możliwe choć należy pamiętać, że to stara gra. Niekoniecznie komuś będzie się chciało mając do dyspozycji chociażby Rome II. Sam EB doczekał się wersji na Medievala... szkoda, że okropnie niestabilnej.
Wystarczy wpisać kod jaki znajduje się z tyłu instrukcji. Ten, który należało wprowadzić podczas instalacji gry. 55zł... Nie wiem czy wydałbym chociażby 25zł na tą nową wersję.
Wystarczy wpisać kod jaki znajduje się z tyłu instrukcji. Ten, który należało wprowadzić podczas instalacji gry.
55zł... Nie wiem czy wydałbym chociażby 25zł na tą nową wersję.
Sam mam kilka tysięcy w Rome. Zaprezentowany fragment gameplayu wcale nie wzbudził we mnie entuzjazmu Kilka fajnych dodatków, usprawnień... i to wszystko. Widziałem solidniejsze mody do tej gry. To Rome:TW w który można zagrać w dzisiejszych czasach... ale niekoniecznie "trzeba". Zwłaszcza iż wielu rzeczy nie ruszono (np. tragiczne AI).
Uwielbiałem Rome:TW... ale szczerze mówiąc to raczej nie mam ochoty do niego wracać. Remastered głównie odświeży graficznie tą część ale pod względem zawartości nadal będzie ubogo. Porównując chociażby do wersji zmodowanej jak EB.
Miły ukłon w stronę weteranów tylko jakoś to mnie nie motywuje do ponownego zakupu.
Panem nie jest zbyt ładna. Tyle tylko, że ma szczupłą figurę... ale brak u niej właściwie rozwiniętych cech typowych dla płci żeńskiej. Nadrabia akceptowalną twarzą ze świetnie dobraną do niej fryzurą.
Wygląda jakby biegała po dachach w Mirror Edge (parkeur, sylwetka pasuje), a nie woziła się po bezdrożach i mieście.
Pomyśleć, że Alex w grudniu najgłośniej krzyczał za tą grą na tym forum. Teraz nazywa ją "leżącym na ziemi trupem".
Cykl się dokonał. Jak zawsze w przypadku Alexa. :P
Eh... Nawet nie wiesz jak bardzo. Zwłaszcza gdy mowa o treści produkowanej przez miłośników waifu, która wręcz ociera się o "sper*miarstwo".
Dobra recenzja. Miło widzieć, że są jeszcze "normalni gracze", którzy nie stracili zainteresowania Cyberpunkiem po jego katastrofalnej premierze. :)
Sami stwierdzacie, że to gra z "open-worldem" aby po chwili głosić "to nie jest gta tylko rpg"...
Skoro to "open-world" to odbiorcy chcą aby dobrze funkcjonował. Elementy rpg oraz fabuła są tutaj jedynie wypełnieniem, które mają nas motywować do przemierzania owego świata... a ten rzuca nam kłody pod nogi (AI, policja) bądź nie ma wiele do zaoferowania poza fabułą... W 2020 nie potrafiono skopiować konkurencji - nie tylko GTA ale wielu innych sandboksów (np. Saints Row, który również stawiał właśnie na fabułę oraz postacie).
Ps. Co zabawne - niektóre drobiazgi (np. zachowanie przechodniów na deszcz) było lepiej wykonane... w Wiedźminie I.
O stanie technicznym "Cyberpunku" rozpisywać już się nie będę. Najchętniej "wypłaszczyłbym" mordy kilku ludziom z CDPR...
Moja uwaga:
1. Kwestia ceny jest dość mocno subiektywna. 159zł za z jednej strony niedopracowany produkt... a z drugiej za coś co systematycznie będzie tracić wartość. W tempie większym od innych premier...
Ja sam planuję kupić w końcu Metro Exodus na tej promocji (5 dych za złotą edycję. :D ).
2. Porównywanie CP do GTA nie jest "śmiechem na sali"... ponieważ sami twórcy dużo obiecywali właśnie w kwestiach pokrewnych produkcji Rockstara. Co więcej mówimy tutaj o grach, które powstały nawet kilkanaście lat temu i to z nimi "Cyberpunk" przegrywa. W sprawach prozaicznych jak chociażby policja. To rzeczy w dzisiejszych czasach tak elementarne, że nie wypada ich nie zrobić właściwie.
Dotyczy to nie tylko GTA ale też gier z serii Mafia, Saints Row, Watch Dogs i wielu innych sandboksów.
Niektóre mechanizmy wystarczyło skopiować. CDPR nic nie musiał wymyślać od nowa.
PS. Spotkać to może Cię absolutnie wszystko bo nikt nie może przewidzieć jak to mu zadziała na PC i ile bugów, gliczy czy innego dziadostwa dostanie. Mnie pokonały "wypłaszczenia". :(
Najlepiej nie oczekiwać zbyt wiele od strony technicznej i liczyć na szczęście.
PS. Nawet Wiedźmin 3 w wielu elementach (drobnostkach) bywał lepszy. Choćby gejzer wody po wrzuceniu petardy do wody...
Ale co tu rozumieć? Cyberpunk działa nieprzewidywalnie. Każdy gracz ma szansę doświadczyć czegoś zupełnie innego - jednym działa dobrze, innym z bugami, a kolejnym w ogóle.
Mam lepszą konfigurację a fatal errory uniemożliwiły mi grę.
Tak poza tym nikt Ci nie może zagwarantować, że przy 30-40h gra nie zacznie wariować. Były już takie przypadki.
Ja tam pobawię się w "The Long Dark" skoro na Epicu rozdają za darmo...
Ja tylko pragnę zauważyć, że w takim Deus Exie: Rewolucja tak złożona postać mogła wykorzystać cechy środowiska. Zazwyczaj trzeba było się ukryć, ustawić pułapki, poszukać paneli sterujących robotami i wieżyczkami.
Nie ma sensu jeszcze kupować. Te akcje jeszcze bardziej będą tracić na wartości - przynajmniej do momentu połatania gry. Może nawet do chwili wydania pierwszego dużego DLC, który naprawi część mechaniki...
To już kwestia gustu. Jak dla mnie to soundtrack jest ciut zbyt przeciętny (jak na CDPR). Trochę dobrych kawałków, mnóstwo takich sobie, kilka słabych. Za dużo muzyki ambient.
Miał być Hardbass... a tutaj w ogóle mało co ma jakiś dobry bass. Jak ten utwór:
https://www.youtube.com/watch?v=SFEYuCe5OI0&ab_channel=LakeshoreRecords
Owszem - a jego widownia oczekuje jedynie szczerości w ocenie produktu. Nigdy nie zawiodłem się na jego ocenach, a nie zaliczam się do grona jego stałych widzów.
PS. Te błędy są "doskonałe". Trudno przestać się śmiać z tej tragikomedii.
https://www.youtube.com/watch?v=JHTuEPU7uFk&ab_channel=Largetrap
Cyberpunk wyznacza nowe standardy w zachowaniu AI...
Cuda. Cuda ogłaszają...
https://www.youtube.com/watch?v=PsBrkLq31eM&ab_channel=ENXGMA
Ja to tak tylko zostawię... choć wszyscy już wiemy jak te sprawy wyglądają w Cyberpunku. ;)
Jako fan Sapkowskiego nabyłem "Wiedźmina 1.0" w preorderze. Mój sprzęt był już wówczas dość przeciętny. Grę otrzymałem w październiku, jakieś dwa dni przed oficjalną premierą.
Przeszedłem ją na wersji 1.0... i zaraz zacząłem grać ponownie. Nie miałem wówczas dostępu do internetu zatem nie mogłem jej spatchować i grałem na tym co miałem.
Oczywiście patche poprawiły płynność etc... ale gdy porównuje W1 z CP to ten pierwszy jawi mi się jako produkcja bez skazy.
Poza tym - Nie. To o czym piszesz QrKo dotyczy EDYCJI ROZSZERZONEJ. Kupiłem ją tak samo jak premierową. Ona nie tyle naprawiała grę co dodawała nowe elementy, usprawniała ekwipunek, zróżnicowała bardziej NPC i oferowała kilka nowych przygód (w tym dwie zdubbingowane).
Nie ma sensu sięgać do początków CDPR aby ratować wizerunek Cyberpunka. Te początki były bardzo dobre w porównaniu z obecną sytuacją
Wersja premierowa Wiedźmia 3 nie wyrzuciła mnie do pulpitu ani razu... a dysponowałem sprzętem o osiągach dużo poniżej wymagań minimalnych.
Nie ma porównania. Podobnie Wiedźmin 1 i 2 nie posiadały poważniejszych błędów w dniu premiery.
Na bardzo szybko:
1. Jeżeli nie może się uruchomić to jest to wina samej gry. Trzeba czekać na aktualizację.
2. Jeżeli pozwala dotrzeć do mentu - najlepiej zacząć od najniższych i stopniowo zwiększać.
Na takim zestawie gra powinna działać. Jeżeli nie można czekać na patcha to trzeba będzie szukać plików gry i w nie samodzielnie wpisywać dane.
To nie jest zasługa żadnej dbałości o sprzęt. Zwłaszcza w czasach gdy oprogramowanie samo się aktualizuje, a system czyści się osobnym programem.
Ten "technikalny koszmar" zachowuje się w różny sposób, który zależy od konfiguracji użytkownika. Nie jest to nawet zależne od mocy sprzętu co jest wręcz absurdalne. Co najwyżej powolne wczytywanie tekstur może być wynikiem zbyt powolnego dysku...
Pewnie w następnym tygodniu pojawią się kolejne patche i może przynajmniej gra stanie się stabilna u wszystkich.
Ja mam buga, który zablokował mi grę w pierwszych 25 minutach. Skanowanie drzwi - fatal error. Czekam na patcha.
Póki co w żadnym aspekcie Cyberpunk nie dorównuje "Wiedźminowi".
Tak od siebie dopowiem - po co w tej grze kreator postaci skoro całą grę i wszelkie "pseudo-cutscenki" musimy podziwiać z pierwszej osoby? " Ten wymuszony tryb FPS nie tylko przeszkadza mi w odbiorze ale wskazuje na lenistwo CDPR. Porównajcie poziom wyreżyserowanych scenek z Wiedźmina 2 i Wiedźmina 3... a te rozmowy z Cyberpunka. Postacie niby się ruszają, gestykulują... ale nie przykuwa to naszej uwagi. Zasłanianie się "immersją" nie przydaje tej grze uroku w porównaniu do filmowości z poprzednich gier CDPR.
Mass Effect miał podobny system i też wyszło mu na dobre.
Raczej nie... Zacząłem grać jako członek Korpo. Od początku gry miałem trzy fatal errory. Ten trzeci uniemożliwia mi przejście danego etapu.
Co więcej po zabawie ustawieniami graficznymi już w ogóle nie mogę uruchomić Cyberpunka... chyba, że wyczyszczę komputer ze wszystkich plików związanych z tą grą (zwłaszcza tych z zapisem ustawień).
Chcąc coś pozwiedzać to musiałbym zacząć jako Nomad (zaczyna się na pustyni i w samochodzie).
Do momentu pojawienia się patche, które usuną fatal errory to nie widzę sensu z tym się szarpać. 25 minut i trzy "wypłaszczenia"! Nie widziałem w mym życiu nigdy czegoś takiego... chyba, że w niektórych modach.
Faktycznie - gra bez tych efektów wygląda lepiej. Choć nie jest to poziom "kosmiczny" ale przynajmniej akceptowalny (na najwyższym poziomie graficznym) i przyjemnie ostry.
Mirror Edge naszych czasów to to jednak nie jest. Przynajmniej mym zdaniem.
Natomiast ja obecnie mam trzeciego crasha w ciągu dalszych pięciu minut gry. Skanowanie drzwi przyciskiem tab. Crash powtarza się za każdym razem... a tego punktu już obejść nie mogę bo jest częścią obowiązkowego samouczka. Gra nie została solidnie przetestowana. Gracze zapłacili za betę i robią teraz za darmowych betatesterów...
Mogli chociaż dać tryb swobodnej eksploracji miasta (poza główną narracją) żebym mógł się po nim powłóczyć.
PS. Pobawiłem się ustawieniami graficznymi... i teraz gra crashuje przy próbie uruchomienia. Załamujące.
"Bardzo dobra wersja na PC".
Miałem dwa Fatal Errory w ciągu jakiś 20 minut gry. Nie, nie były to przypadkowe crashe bo ilekroć powtarzałem dany fragment i udawałem się w ten konkretny punkt to witałem pulpit.
Kilkanaście razy. Dziękuję Bogu za odpowiednią ilość ramu i porządny SSD.... Szybko wczytuję obszary.
Z grafiką także bym nie przesadzał. Uruchomiłem grę na ultra aby ją porównać z Wiedźminem (ten sam sprzęt). Poprzednia gra zrobiła na mnie o wiele większe wrażenie pod tym względem. Może to kwestia stylistyki bo to co widzę w Cyberpunku jest w najlepszym wypadku mdłe.
I7 8 generacji, RTX 2060, 24 giga porządnego ramu, dysk SSD (z tych fleshowych). Mój laptop ma na tyle dobre (wspomagane) chłodzenie, że nie muszę się martwić przegrzewaniem.
Jak poprawią bugi i błędy to może ta gra będzie zasługiwała na 8. Póki co jest jak Porshe bez opon... Można próbować tym pojechać ale co to jest za jazda? Szkoda nerwów.
Jestem w stanie uwierzyć, że niektórzy nie mieli wielu bugów bądź wypłaszczeń.
Ja zacząłem w corpo. Nawet niespecjalnie się rozglądałem po siedzibie i nie szukałem bugów.
Wita mnie fajny klimacik, ciekawe dialogi, dobra grafika (na ultra, sprzęt mam dość średni ale z dyskiem SSD, 24 giga ramu (chyba dobrego), RTX 2060... a to tylko biuro.
Idę do mojego bezpośredniego szefa... rozmawiam z nim... i dostrzegam przeskok w animacji pomiędzy dwiema kwestiami. Głupi błąd, można przymknąć oko.
Następnie ruszyłem do mojego biura. Rozmawiam z pracownikiem, przeglądam pc, wstaję... podchodzę do biurka (z boku, obok pudełka) i kucam.
Gra się w tym momencie "wypłaszcza". Fajny eufemizm dla terminu "fatal crash".
Ta gra to obecnie chol**ne pole minowe i lepiej czekać na kolejne patche aby nie psuć sobie imersji oraz nerwów. Szkoda. Narracja jest całkiem w porządku
Więc przejście tej gry drogą skradania jest praktycznie niemożliwe? Ale szajs. Nawet ten element zdołali zepsuć...
Czyli w tych klimatach pozostaje mi jedynie Deus Ex...
https://www.youtube.com/watch?v=tww8ljnyL4o&ab_channel=Kastrenzo
Pierwszy-lepszy film z AI. Nie bardzo wyobrażam sobie jak to naprawią...
Przecież ci ludzie praktycznie skopiowali stylistykę z "Blade Runnera". Słychać to choćby w utworze "Mining Minds". Żadna pieśń nie została zrobiona po swojemu, a wszystko jedzie po schematach. Na tyle udanych, że słuchanie nie boli ale jedynie nuży....
https://www.youtube.com/watch?v=ZH6JUqPX8iE&ab_channel=VersusMusicOfficial
Oficjalny soundtrack liczy 2 godziny. Chciałbym poznać wersję 8h.
W grę nie grałem ALE wysłuchałem całego soundtracku.
Gry CDPR są znane z tego iż muzyka zawsze stoi na bardzo wysokim poziomie. Przytłaczającą większość z utworów można słuchać poza grą - będą one zachwycać choćby podczas lektury czy spaceru... albo nawet treningu.
https://www.youtube.com/watch?v=IldkMHrz2HU&ab_channel=Ilnezhara
Taki stan utrzymywał się aż do "Cyberpunku 2077". Ktoś kto stworzył ten soundtrack w ogóle nie czuł muzyki elektronicznej. Co najwyżej starał się kopiować motywy z innych gier oraz filmów (np. Blade Runner) ale w tym także spisał się raczej przeciętnie.
Muzyki "dynamicznej" jest mało i raczej brakuje kopa (z drobnymi wyjątkami jak "Atlantis" bądź "Cyberninja"). Dominuje elekctro ambient. Ilość muzyki ambient (przeciętnej) zwala z nóg. Dosłownie - mało brakowało abym usnął podczas odsłuchiwania. Ostatnie trzy utwory przewinąłem... były nazbyt nużące.
Przypominam, że zespół chciał być oryginalny. Miał częściowo odejść od rozmaitego "zachodniego" electro i przemycić dużo słowiańskości.
Miał być HARDBASS.
NIE MA. NAWET ŚLADU. Choćby symbolicznego. Hardbass skreślono.
Ten soundtrack może jakoś ujść mimo uszu w trakcie gry - ostatecznie skupiamy się podczas niej na czymś innym. Jednak ja do niego wracać bym nie chciał. Smuci mnie to gdy przypomnę sobie np. "Zapach Bitwy" z Wiedźmina II... albo solidny kawał metalu wymieszanego z innymi gatunkami czyli "Boss Battle" z Wiedźmina I.
Smutno. :(
Aha. Trochę bez rewelacji ale rozumiem, że bez czegoś takiego świat sprawiałby wrażenie mniej żywego. Mam nadzieję, że prawdziwe "poboczne" będą warte zachodu. :)
Czy te "pomniejsze poboczne" są na poziomie znajdziek (skrzynie, gniazda potworów) z Wiedźmina 3?
Aby gra miała 9 i 10 (użytkowników, nie "recenzentów") musi posiadać to "coś" co czyni ją wyjątkowym. Czym się może poszczycić Cyberpunk na obecną chwilę? Niektórzy oceniają opowiedzianą historię jako "dobrą" ale nie rozpływają się nad nią... a to właśnie fabuła była zawsze najmocniejszą stroną gier CDPR...
Poza tym istnieje jeszcze kilka innych kwestii, których patchami za bardzo nie zmienią. Np. AI NPCów.
Zapatchowana gra będzie prawdopodobnie dobra ale daleka do ideału. Trzeba będzie poczekać na dodatki w stylu "Krwi i Wina". Mym zdaniem to właśnie dodatki wyniosły Wiedźmina III tak wysoko (bo podstawka niestety nie olśniewała głównym wątkiem fabularnym choć też nim nie nużyła zanadto).
To efekty Hypu. Nie zmieni to jednak tego, że wizerunkowo Cyberpunk aktualnie jest wpadką. Nawet Wiedźmin (w którego grałem w czasie premiery) nie miał aż tyle bugów. Zwłaszcza takich utrudniających grę, a nie jedynie rozśmieszających.
Aż zrobiło mi się żal CDPR. Hype oraz własna ambicja spowodowała, że straszliwie przeszarżowali.
Na szczęście ja mogę poczekać z grą - choćby do kwietnia. Tylko czy dadzą radę ją połatać... i czy naprawdę warto było czekać. Ludzie skupiają się na bugach ale opisy treści jakoś nie wywołały u mnie żądzy zakupu. Niestety. :(
W tej części rolę konnicy przejęły rydwany, a nie centaury i amazonki. Rydwany zdecydowanie nie są słabe i dość szybko gracz uczy się opierać taktykę właśnie na nich.
Duże zgrupowanie rydwanów przebije się przez każdą jednostkę. Gdy natomiast uderzą one na tyły wrogiej armii to praktycznie jest już po bitwie. Zwłaszcza Sarpedon przoduje w ich użyciu ale każda frakcja ma 2-3 wzory rydwanów. Wyjątkiem są chyba amazonki, które jeżdżą wierzchem.
Badań bym nie lekceważył. Przede wszystkim pomagają ustabilizować ekonomię oraz obniżyć koszt utrzymania armii. W późniejszym etapie gry to żywność i brąz będzie stanowić nasze główne zmartwienie ze względu na posiadanie kilku armii, które będą ogarniać dla nas dość sporą mapę.
Aby zobaczyć granicę wystarczy oddalić mapę i pobawić się filtrami.
Eh... W końcu zaczyna to przypominać jakąś dyskusję w której druga strona ma coś więcej do powiedzenia. Oby tak dalej.
1. Może dlatego pojawiają się tak często na filmach ponieważ właśnie takie materiały udostępnił CA? Bo nie wiem... chciał pokazać tytułową Troję? Wpadłeś w ogóle na to? :P
I nie - nikt się nie spodziewał "oblężniczych cudów" w epoce brązu. Oprócz ciebie.
Natomiast samo oblężenie największego miasta w grze jest co najmniej satysfakcjonujące z racji wyzwania. Wymusza ono od gracza bycie kreatywnym w doborze taktyki (bo miasta broni 60 elitarnych jednostek).
2. Ale np. miałeś takie drabiny w Shogunie II. Może faktycznie w Rome II ich nie było... Dawno w tą część nie grałem. Nie mówiąc już, że stosowanie drabin było jedynie marnowaniem sił (zbyt wielkie straty w porównaniu z wieżami).
W Warhammerach drabiny były (czyli wrócono do etapu Shoguna).
3. Zazwyczaj masz "sporą załogę zamku" czyli garnizon osady / miasta. Możesz nawet budować specjalne miasta garnizonowe z 15-20 jednostkami, które będą miały za główne zadanie bronić granic państwa. Jeżeli nie wystarczy ci jednostek na obronę murów to zawsze można bronić się na placu. Ja tak robiłem gdy atakowały mnie silniejsze armie - taktyka okazywała się skuteczna.
Innymi słowy obrona grodów nie stanowi wielkiego problemu dla gracza
To o niebo lepsze rozwiązanie niż to co widzieliśmy np. w Medievalu. Komputer bez artylerii też jest w stanie coś zdziałać. Nie mówiąc już, że skończono z "noob taktyką" polegającą na wypadzie (atak - zwabianie wrogiej armii pod mury - "karabiny maszynowe" z wież wybijają przeciwnika).
Co więcej my tu nadal mówimy o epoce brązu w której AI nie może przywlec za sobą artylerii... więc stopień jego nieporadności jeszcze by wzrastał.
O proszę - dało się coś wyskrobać z wnętrza swej czaszki i wysiliłeś się na jakiś argument.
"Automatyczne drabiny" są w serii obecne od czasów Rome II. Ba - były już w Empire (szturmy na forty). Tak wyglądają "poprzednie odsłony". Nie są zatem czymś nowym ani nawet złym. Dzięki nim AI w ogóle ma szanse zdobyć miasto szturmem zamiast zginąć w beznadziejnie głupiej bitwie pod murami (standard w Rome I i Medku).
Przy czym drabiny zawsze oznaczają duże straty dla atakującego, a zdobycie w pełni obsadzonej Troi przy pomocy samych drabin (bez opracowania technologii "Konia Trojańskiego" oraz taranów) oznacza masakrę. Zwłaszcza iż linia umocnień tego miasta jest podwójna / potrójna.
Tematem tej gry nie są oblężenia lecz WOJNA TROJAŃSKA. Konkretnie jej wszystkie aspekty. Oblężenie Troi jest jedynie momentem kulminacyjnym kampanii Achajów.
Reszty twojego żałosnego bełkotu komentować nie będę zważywszy iż już to zrobiłem wcześniej. Dorośnij. Zagraj w tą grę, a potem ją skomentuj. Albo idź do okulisty bo wzrok ci nieźle nawala.
W "chińskiego TW" nie grałem ale nikt mi nie wmówi, że Troya wygląda gorzej niż Warhammery czy stary Rome. Grałem we wszystkie. Zarówno mapa strategiczna jak i taktyczna zrobiła na mnie pozytywne wrażenie - zwłaszcza roślinność i jej współgranie z żołnierzykami. Uwielbiam patrzyć na oddział przemieszczający się przez pole na którym rośnie zboże.
AI nie działa gorzej niż w Warhammerach. Jest tak samo kiepskie i łatwe do oszukania... ale to naprawdę norma w tej serii.
O to chodzi w gospodarce centralnie-planowanej. Zbyt wielki interwencjonizm rodzi opóźnienia i niewydolność systemu. Tak bardzo jest ta gra realistyczna. :D
Nie ma grafiki gorszej od poprzednich odsłon. To chyba dość oczywiste i łatwe do zweryfikowania. Co najwyżej komuś może nie podobać się stylistyka ale jest to kwestia tylko i wyłącznie jego gustu.
Odważnie. Ja dziewiątkę dałbym w 2006... czyli gdy w ogóle zapoznawałem się z gatunkiem cRPG. "Gothic" był moim pierwszym poważnym produktem, który mnie fascynował ze względu na swobodę, historię oraz postacie.
Potem poznawałem coraz więcej gier, a poza tym pojawiały się na rynku nowe tytuły... i stary "Gothic" tracił coraz więcej. Do dzisiaj trzyma się dobrze jedynie konstrukcja mapy, muzyka i dubbing.
Jeżeli chodzi o postacie to nawet wymienieni członkowie "drużyny Beziego" należy uznać raczej za płaskie charaktery. Nieszczególne postacie drugiego planu, które znamy jedynie dlatego... że miały kilka kwestii więcej od reszty. Inne kojarzymy przez funkcję w świecie (np. Thorus, strażnik bramy).
Gothic II Noc Kruka wygląda o wiele lepiej... choć też się mocno postarzał gdy mowa o konstrukcji fabularnej (historia, postacie, zadania).
Więc słucham - jakie "problemy" i jaka "jakość". Możemy się spierać o sematykę... ale nie zmieni to faktu iż jak dotąd nic nie przedstawiłeś.
Wymień "problemy", żeby było z czym dyskutować. O ile przez ten czas raczyłeś w ogóle uruchomić ten produkt zamiast przytaczać czyjeś brednie i plagiat.
PS. W pozostałej części "długiego" wywodu w cytacie pojawia się ów "problem". Poza tym... jeżeli uważasz tą notkę za " długą" to ja Ci współczuję z całego serca...
Od kiedy "combat animation" to jakiś błąd? Mogą się one podobać bądź nie... ale bądźmy poważni - kto w serii Total War ma w ogóle czas podziwiać tego typu animacje? :P
Swoje własne animacje otrzymali bohaterowie. Można je podziwiać na tych gameplayach. Takich pojedynków jeszcze w serii nie było.
Natomiast dzięki ograniczonej puli animacji u plebsu gra chodzi płynniej, a jednostki zachowują swoją masę (nie jest tak dobrze jak w Medievalu II ale też nie ma takiej tragedii jak w Shogunie II i Rome II).
W Medievalu specjalne animacje dotyczyły jedynie ciosów kończących.
Rydwany akurat walczyły w różny sposób, który zależał od danej armii.
Może raczysz wymienić te "problemy" aby w ogóle było o czym dyskutować zamiast? Przyniesie to lepszy efekt niż rynsztokowa eryystyka.
W moim przypadku gra chodziła dobrze. Nie zacina się, nie ma crashy, spadków płynności. Jednostki reagują na rozkazy, a wszystkie przyciski działają. Nie znalazłem żadnych bugów.
Tak nawiasem mówiąc widać, że faktycznie w tą grę nie grałeś. Surowce w tej części mają zupełnie inne znaczenie niż w poprzednich. Mają lepiej odwzorować charakter epoki (handel wymienny), a różne surowce są potrzebne do wznoszenia różnych budynków bądź rekrutowania różnych jednostek. Tego jeszcze nie było w takiej rozbudowanej formie.
W2 mógł się sprzedać gorzej na premierę (bo np. miał mało ciekawe rasy i nudną kampanię Vortexu). Co z tego? Do dzisiaj sprzedaje się świetnie, ciągle pojawiają się nowe DLC (ostatni w maju), a dzięki ciekawej mechanice ciągnie jeszcze za sobą sprzedaż W1. Koło się kręci więc można było na tej fali rozdać Troję.
Warto też wspomnieć o tym, że W3 także będzie wspomagał sprzedaż poprzedniczek - każdy chce zagrać na największej mapie w historii TW.
To dlatego Warhammer II jest najlepiej sprzedającym się TW w historii? :P
I nie - Troya nie ma żadnych problemów. Zwłaszcza po najnowszym małym patchu. Gram teraz drugą kampanię Licją (vh/vh) to widzę. ;) Żadnych błędów aktualnie nie ma. Gra chodzi czysto, sprawnie, bez nagłych spowolnień.
Tak poza tym temu "znafcy" nawet nie chciało się tej gry odpalić aby nakręcić własne filmiki. Wszystkie sceny pod***olił od innych albo od samego CA.
Poza tym Troya oferuje zupełnie inne doświadczenia niż Rome II z DeI. Choćby bitewne - np. gwarantuje każdemu graczowi, że tętno mu podskoczy gdy zobaczy szarżę rydwanów na swoją piechotę. Tak drogiej ale bardzo groźnej kawalerii jeszcze w tej serii nie było. Fajnie oddali ducha epoki brązu. :)
Bo jeżeli grałeś frakcją sił dobra to dzięki efektowi "Tarcza Cywilizacji" nie musiałeś martwić się wojną z innymi rasami dobra aż do odparcia Chaosu (zabicia Archaona i jego stronników). Tak działa mechanika gry - więcej w google. W chwili zwycięstwa nad Chaosem wszystkie układy ulegają stopniowemu rozpadowi i np. jeżeli grałeś neutralnymi Mrocznymi Elfami i Królami Grobowców to jesteś następny na liście Ordertide'u.
Graficznie to już staruszek... ale ciągle wzbudza szacunek.
W 2004 (roku premiery) robiła oszałamiające wrażenie ze względu na możliwości jakie oferowała. W tamtych czasach (a nawet dziś) prawie nie było gier, które umożliwiały zniszczenie dowolnego obiektu na mapie. Przy czym nie było to proste "zerowanie paska" - demolka była tak realistyczna iż tylko ostrzelany fragment ściany budynku ulegał rozpadowi. Wszystko miało swoją wagę dzięki czemu mogliśmy Tygrysem przebijać się przez kolejne domki i murki... i to dawało nam satysfakcję.
Nie wspominając już o zabawie ogniem i podpalaniu pól, domów, lasów. Rozchodzenie się ognia nawet dzisiaj może zaimponować.
Do tego całkiem dobry zestaw fajnych misji. Zwłaszcza tych dotyczących Wittmanna. Czuło się siłę jego Tygrysa.
Te wojny z byłymi sojusznikami są całkowicie normalne dla serii. Wystarczy spojrzeć w okienko dyplomacji.
Im masz więcej ziemi tym większą stajesz się potęgą i tym samym stajesz się znienawidzony przez sprzymierzeńców. Nikt w Grecji nie chce pozwolić na czyjąś hegemonie.
Najlepiej starać się realizować "homeryckie" warunki zwycięstwa. Wtedy kampanie różnią się nieco od siebie.
Nie miałem jakoś takiego problemu podczas mojej kampanii, a zawsze starałem się aby w mojej armii znajdowały się 4-5 oddziałów procarzy. ;)
Ale AI podczas oblężeń jest nieco inne niż te odpowiadające za bitwy w polu.
Co więcej moja ostatnia duża bitwa to ta pod Troją. 12 tysięcy żołnierzy. AI nie czekało tylko uderzyło na mnie z pełną mocą. W tym rzuciło część sił na flankę (piechotę bo w tej części TW prawie nie ma konnicy).
Jeżeli chodzi o wyspy to przede wszystkim jednak wina błędnej strategii. W ogóle nie powinieneś próbować opanowywać małych wysepek z jednym miastem na każdej. Są zbyt niedogodne do obrony, a poza tym nie ma na nich złóż godnych uwagi.
Warto jednak zwrócić uwagę na to iż na Cykladach istnieje kilka państewek. Część z nich żywi sympatię do Achajów. Należy z nimi się dogadać, zawrzeć sojusz obronny / wojskowy i wmieszać w konflikt z Trojanami. Dzięki temu AI będzie stanowiło Twoją pierwszą linię obrony i skupi na sobie pierwsze uderzenie Trojan.
Dlatego kampania Odyseusza jest zaliczana do "trudnych". Itaka chcąc wykorzystać swój potencjał została zmuszona do zajmowania wysepek i ziem na wybrzeżu więc ma problem z ich utrzymaniem.
Wyspy warte uwagi do Kreta, Rodos, Lesbos i tym podobne z kilkoma miastami. Zwłaszcza Lesbos dla Myken ma znaczenie strategiczne bowiem na nim można zbudować przyczółek (łatwy do obrony) z którego wypuści się uderzenie na Troję (po drugiej stronie cieśniny).
Wyzwaniem w TW jest obecnie jedynie zaplanowanie skutecznej kampanii w obliczu zalewu wojsk wroga.
Co do zmęczenia rutyną - mam tak samo. Dlatego obecnie w TW grywam sporadycznie. Jak już to preferuję kampanie dające całkowicie nowe możliwości. W Warhammerze był to Chaos (Horda) i Leśne Elfy (półhorda). W Troję pewnie zagram jeszcze raz po stronie Trojan.
Nawiasem mówiąc polecam Warhammera II i kampanię Chaosem. To jest bardzo fajne wyzwanie wymagające sporego planowania i zarządzania ograniczonymi środkami... ale można (bez oszukiwania) złamać system (grę) i wykorzystać mechanikę dogodną dla AI... przeciwko temu AI. :)
Zdajesz sobie sprawę z tego, że w Troja korzysta z tego samego AI co Warhammery? Ten sam silnik, ta sama mechanika. W mojej kampanii nigdy nie zdarzyło się aby komputer biernie stał pod ostrzałem jego piechoty. Czasami w pojedynkach łuczniczych zachowywał pewien spokój ale zazwyczaj zawsze ruszał do ataku na moje pozycje.
Ten sam schemat co w Warhammerze - mogłeś mieć jedno działo w armii ale gdy AI zostało z niego ostrzelane to zawsze zaczynało bieg do przodu.
Co jak co ale same umocnienia Troi zrobiły na mnie wrażenie. Po bardzo miałkich oblężeniach w Warhammerze takie solidnie obwarowane miasto przypomniało mi te z Rome II.
Mapa kampanii oddaje charakter Grecji. W końcu są tam Cyklady, Samnos, Lesbos itd. Co więcej wnoszą one całkiem fajny aspekt strategiczny - kto ma takie Cyklady ten dysponuje pierwszą linią obrony przed morskimi wyprawami Trojan / Achajów.
Ja tam obecności agentów prawie nie dostrzegłem... Trojanie zdołali dokonać zaledwie jednej próby zabójstwa, które zakończyło się sukcesem. Może na wysokich poziomach trudności AI zasypuje nimi gracza... Very hard dopiero zacząłem obwąchiwać.
AI w bitwach gra standardowo. Nie ma tutaj większych zmian od czasów Warhammera II. Część jednostek atakuje od czoła, część stara się zajść nad od flanki. Największy problem w tym iż nie załatwiono kwestii rydwanów.
W Warhammerach (oraz w Rome II) rydwany były jednostkami szturmowymi i zawsze atakowały front przeciwnika. Skrzydła pozostawiano kawalerii. W Troi kawalerii prawie nie ma (jakąś mają mieć Amazonki, a poza tym istnieją nieliczne jednostki centaurów)... nie zmieniono jednak AI obsługującego rydwany.
Odbiera im to nieco na efektywności aczkolwiek rydwan - nawet atakujący od czoła - potrafi zmasakrować piechotę. Nawet na poziomie średnim.
Tak. Tylko na 7. Jest to produkt dobry ale nie rewelacyjny, a kolejne wady dostrzegę po kolejnych kampaniach i godzinach spędzonych w grze (obecnie to 22h)... więc w 7 uwzględniłem już ten "ulatujący zachwyt".
Natomiast muzyka... ona jest po prostu słaba. Nie pamiętam żadnego kawałku, który przykuł mą uwagę. Równie dobrze mógłbym wyłączyć ją w menu. Dobrą ścieżkę muzyczną to tworzył Jeff van Dyck, który komponował soundtracki Medievalów, Rome I i Shogunów. Miał świetne poczucie rytmu, potrafił łączyć różne gatunki muzyki, wiedział jak podnieść słuchaczowi adrenalinę. Jego dzieła przeżyły dłużej niż te gry.
To co jest obecnie jest prawie zawsze żałosne. Może poza drobnymi wyjątkami jak elfi soundtrack w Warhammerze II (jedyny, który udał się twórcy).
Skończyłem pierwszą kampanię. Poziom normalny aby poznać mechanikę. Menelaos został hegemonem, zdobył Troję i odzyskał Helenę... tylko po to aby ją stracić za zdradę.
Trochę nie rozumiem dlaczego ta gra... była rozdawana za darmo. To nie jest odpad zrobiony na "odwal się"" ale całkiem solidnie przygotowany produkt ze zróżnicowaną treścią.
- 8 armii i głównych bohaterów plus jeszcze jedna w darmowym DLC. Każdą gra się nieco inaczej. Zważywszy iż mamy tutaj do czynienia z Grecją Archaiczną to przede wszystkim jesteśmy zmuszeni do korzystania z bardzo zróżnicowanej piechoty z niewielką domieszką rydwanów (skomplikowane w użyciu). Ewentualnie "centaurów".
- 8 frakcji ze swym stylem gry. Każdą gra się nieco inaczej np. Sparta może rekrutować każdy oddział jaki mają jej sojusznicy na stanie. Do tego kolonizuje ruiny za pomocą specjalnej opcji - przydatne we wczesnej fazie gry. Mykeny mogą wasalizować wrogów, a taki Achilles musi się potykać z innymi ambitnymi czempionami jacy chcieliby zająć jego miejsce. Powiedziałbym iż różnorodność niczym w "Rise of The Republic". Delikatna ale widoczna.
- Do grafiki nie mogę się przyczepić. Świetnie zoptymalizowana, piękna, z uroczymi detalami jak pola zbóż i wysokich traw. Mapa kampanii żyje. Wspaniałe barwy, animacje. Mgła wojny w postaci starego zwoju. Zmienny cykl dnia i nocy itd.
- Muzyka... od Shoguna II CA z nią sobie nie radzi.
- Drobiazgi jak specjalne animacje dla bohaterów, którzy toczą ze sobą pojedynki na polu bitwy / mapie kampanii.
- Bardzo czytelny interfejs. Zwłaszcza okienko dyplomacji w którym mamy specjalną wagę do odmierzania atrakcyjności rozmaitych propozycji.
- O dziwo gra jest mało zabugowana. Drobne błędy ani razu nie wymusiły na mnie zresetowania gry. Ba - nawet mnie nie spowolniły.
- AI... na mapie kampanii radzi sobie tak jak w Warhammerach. Czyli jako-tako. Na polu bitwy w sumie też tragicznie nie jest aczkolwiek AI nie radzi sobie za bardzo z obsługą rydwanów. Tak jak w Warhammerach. Stare AI było nauczone wykorzystywania kawalerii więc jednostkami szturmowymi wali od czoła.
- Mimo wszystko produkt stara się ukazać realia późnej epoki brązu. Przykładowo pierwszy raz w serii musieliśmy posługiwać się handlem wymiennym. Mamy aż pięć różnych surowców, które wykorzystujemy do budowy i utrzymania miast oraz armii. Z tego jeden - złoto - z czasem ulega wyczerpaniu wraz z wyeksploatowaniem złoża.
Ta gra miała raczej przeciętną fabułę (ale lepiej opowiedzianą niż w Morrowindzie). Dialogi... ratuje je jedynie pełne zdubbingowanie. Piranhia raczej nie słynie z porządnie napisanych kwestii. Nie są najpodlejsze... lecz rzadko słucha się ich z przyjemnością. Pół biedy jeżeli zostały napisane tak aby pasowały do charakteru jakiegoś unikalnego bohatera.
Grafika w 2000 była dobra. Bugi i glitche raczej nie przeszkadzały w rozgrywce. Natomiast bieganie... mapa nie należała do największych, a poza tym dość szybko wchodziliśmy w posiadanie kamieni teleportacyjnych.
Minął już ponad tydzień odkąd ostatni raz uruchomiłem GTA V. Od tamtego momentu nawet nie pomyślałem aby wrócić do tej gry...
Jednak nie wypada pozostawić powyższego posta bez odpowiedzi:
1. Sęk w tym, że minimapka jest w tej grze wyjątkowo mało przydatna. Aby ustalić trasę (ustalić gdzie są zjazdy z obwodnic i tym podobnych utrapień) muszę sięgać po dużą mapę.
W Saint Rowsach dość szybko nauczyłem się poruszać... bezwiednie. Zwłaszcza gdy do celu prowadziła mnie linia na minipace. :P
2. Więc niech będzie "Kalifornia". Sens pozostaje taki sam - to tylko jeden stan USA. Jednym takie "zróżnicowanie" odpowiada. Mnie nuży - bo to dalej są lasy, bagna, więzienia, miasteczka, góry na terenie Kalifornii. Z właściwą dla tego regionu architekturą, fauną i florą, pogodą itd.
Wiedźmin - 5 różniących się od siebie krain ze wszystkimi tego konsekwencjami (Novigrad z przyległościami, górzyste Kaer Morhen, Skellige, Toussaint).
RDR 2 też jest pod tym względem bardzo zróżnicowane.
Gdyby jeszcze zadania nie zawodziły to można by było nie zwracać na ten nudny świat uwagi... byłby jedynie tłem... ale jednak zawodzą. Nawet te napady... Gdy gram chce się odprężyć i wdrożyć w świat oraz w opowiadaną historię. W GTA V jedynie patrzę na zegarek i myślę ile innych rzeczy mógłbym zrobić w tym czasie...
3. Odbijanie OD samochodów. Dosłownie. Po polsku ta akcja w SR III nazywa się "Przekrętem z ubezpieczeniem". Wpisz w wyszukiwarkę YT "Insurance Fraud".
I to chyba wystarczy aby pokazać co rozumieć przez ciekawe aktywności w grze komputerowej. Jak będę chciał oglądać telewizję... to włączę prawdziwy telewizor. :P
https://www.youtube.com/watch?v=vnMcCh8nWts
Chyba od czasu Polan II w Polsce nie powstał żaden dobry RTS. Ten ma przynajmniej fajne intro. Reszta mnie nie przekonuje - nie trafia do mnie sam koncept bitew steampunkowych robotów.
1. To 5 km w mieście. Dlatego nawiązałeś do terenów wiejskich. W mieście zanim gdzieś dotrę to muszę pokonać labirynt ulic. Przez pierwsze godziny męczyło mnie to niemiłosiernie ponieważ powoli uczyłem się rozkładu ulic, zjazdów itd.
W wiele sandboksów "współczesnych" nie grałem ale w tym przemieszczało mi się najgorzej.
Przy czym jedną rzecz mogę pochwalić - przemieszczanie się na motorze jest w tej grze bardzo przyjemnie. Choć głównie z racji porządnego modelu jazdy jaki stworzono dla jednośladów.
2 i 3. Tak, jest monotonny. Bo to wciąż Los Angeles. Jeden stan i to z tych okropnych. Wszystko w tym samym klimacie, z podobną architekturą, pogodą... ogólnie wieje nudą. Nie znalazłem nic interesującego do zwiedzania. Przy RDR 2 (nie grałem jeszcze ale zdążyłem obejrzeć sporo filmów) to to nie stało. Przy Wiedźminie 3 zresztą również... równie dobrze tą grę mogli wydać na innej planecie.
4. Ja dziękuję za takie "skomplikowanie" napadów. Zwłaszcza za te "ekscytujące" wstawki z ich planowaniem i zwiedzaniem miejsca akcji. Przy pierwszym napadzie jakieś emocje poczułem dopiero podczas jego realizacji.
Przy czym aktualnie gram w to jedynie dla "Epsilonu". Choć "granie" to duże słowo bo jakoś nie mogę się przekonać aby znów uruchomić GTA V.
5. Żadna mi się nie podoba. Może te napady by uszły. Reszta to większe bądź mniejsze... "aktywności śmieciowe". Urozmaicają świat ale nie przyciągają i nie stanowią dobrego przerywnika pomiędzy misjami głównymi.
Gdy sobie przypomnę o tym co widziałem w SR... Uwielbiałem np. odbijać się od samochodów niczym piłeczka pingpongowa. Świeżość, oryginalność... a nie oglądanie na monitorze jak postać w grze ogląda telewizję... :P
W GTA IV takie kręgle przynajmniej śmieszyły dzięki Romanowi. :P
6. GTA Online. Sam nie grałem ale faktycznie to ten tryb sprawił iż GTA V jeszcze dyszy. Nie ma chyba nic porównywalnego na rynku. Zresztą chyba wyłącznie dlatego GTA V było rozdawane za darmo podczas gdy starsze części (z ciekawszą fabułą) nadal wymagają zakupu.
Ps. Postacie... Wolałem jedną ale dobrą niż trzy. Jedna mnie irytuje, a dwie nużą. Niko czy Tony wciągają je nosem. Jimmy Hopkins zresztą też. :P
Nie używałem taksówek bo jestem przyzwyczajony iż w sandboxach nie wykorzystuje szybkiej podróży.
Natomiast przebycie miasta z jednego końca na drugi jest dla mnie "orką", która dość skutecznie zniechęca mnie do gry. Na wsi jest pod tym względem nieco lepiej bo częściej można jeździć na przełaj.
Do tej pory ukończyłem 1/4 wątku fabularnego (plus "pytajniki"). Większość z tych zadań była króciutka.
Świat w grze... to już kwestia gustu. Ja San Andreas (czyli Los Angeles) nie cierpię za tą preriową monotonie krajobrazu i pogody.
Chodziło mi raczej o ciekawość tych aktywności, a nie jedynie o ilość. Takie jeżdżenie na rowerze trudno mi uznać za coś "przykuwającego" do monitora. Ale gdybym miał porównywać to np. w SR III bawiłem się lepiej i wykonałem wszystkie dostępne czynności. Chyba każda sprawiła mi dużo radości.
Szkoda, że GTA V nie ma w sobie za bardzo nic godnego uwagi. To zaledwie poprawny sandbox z wyświechtanym (ale nie tragicznym) wątkiem fabularnym. Z postaci głównych jedynie Trevor wywołuje u mnie jakieś emocje (głównie negatywne). W tą część gram raczej z doskoku i niestety mnie nie angażuje. Pewnie wykonam kilka zadań, które widziałem na YT (sekta :D) ale nie wiem czy ją nawet ukończę (zresztą rzekomo jedynie co piąty gracz widział napisy końcowe... to coś mówi o tej grze).
Przereklamowana. Fabularnie gra nie zawodzi chodź też nie zachwyca. Najgorzej jest z tempem akcji - aby wykonać dość krótką misję trzeba zazwyczaj pokonać wcześniej znaczną odległość aby odebrać zlecenie. Więcej czasu spędza się w podróży niż w misji.
Zważywszy iż aktywności nie ma aż tak wiele, a wątek fabularny do najdłuższych nie należy... chyba wolałbym aby świat był bardziej "skondensowany". Lepiej bawiłem się w "Saints Rowach" (choć GTA V w kwestii humoru w sporym stopniu zbliżyło się do SR II).
O ile podoba mi się pomysł odświeżenia Trójki i Czwórki... to jestem bardzo niezadowolony z powodu zignorowania wcześniejszych posiadaczy tych gier. Mam już obydwa tytuły i wg. Twórców powinienem jeszcze raz zapłacić tylko za delikatnie poprawioną grafikę? Bardzo, bardzo niefajne podejście (a SR uwielbiam i mam nawet ten nieudany dodatek z piekłem).
Muszę przyznać, że ta - skądinąd trochę przerażająca - produkcja wzbudza moje zainteresowanie. Mam nadzieję, że o niej nie zapomnę.
"Stubbs the Zombie" w wersji sci-fi. :)
Spec
Czego nie rozumiesz w zdaniu "Kiedyś cRPG w 3d praktycznie nie było."?
Rzuciłeś listę... wymień konkretne tytuły tych gier cRPG 3d aby można było się przekonać ile ich dokładnie było, jaki prezentowały poziom itd. Ile z nich miało pełne spolszczenie (napisy i dubbing) i zbliżoną do Gothica mechanikę, sposób sterowania, umieszczenie kamery za plecami.
To, że coś było cRPG 3d nie oznacza iż zostało zauważone przez ludzi. Zwłaszcza jeżeli nie prezentowało jakiegoś sensownego poziomu.
I tak - zdaje sobie sprawę iż istniało kilka tytułów (choćby TESy, Vampire: The Masquerade - Bloodlines, KOTOR, Deus Ex) wartych uwagi.
Dopiszę jeszcze kilka uwag, które naszły mnie podczas listopadowej rozgrywki.
- Muzyka w końcu stała się niezła. Uwielbiam soundtrack Mrocznych Elfów.
- Brak ograniczeń co do podboju mapy niszczy przyjemność z rozgrywki. Dyplomacja de facto nie istnieje. Panuje umowny podział na dwa obozy (dobrzy / źli) ale trzeba się nastawić iż występuje konieczność walki z każdą frakcją na mapie z którą tylko będziemy mieć granicę. Dobrzy nieco się hamują aż do inwazji chaosu...
-... która jest de facto żartem. Przy odrobinie szczęścia / pecha nie zobaczymy ani jednej armii chaosu bowiem zostaną one zmasakrowane zaraz po "zespawnowaniu". W kislevie i w kilku innych miejscach na mapie. Chaos nie jest już siłą, która wywalała stolik ze szachownicą. Nie zmienia równowagi, nie wprowadza nic nowego. Jego armie są zawsze technologicznie bardziej przestarzałe niż wojsko AI. Co więcej AI dostaje sząłu na widok Chaosu i ściga go po całej mapie. Chaos w grze przeżywa kilka tur i znika na zawsze.
- Siły dobra mają gigantyczną przewagę nad siłami zła. Raz z powodu łatwego mnożenia swego potencjału poprzez konfederacje (elfy, imperium, krasnoludy, względnie Bretonnia). Dwa... Źli mają bardzo marną ekonomię. Poziomy trudności w warhammerze polegają na przydzielaniu komputerowi coraz większych bonusów... które sprzyjają przede wszystkim frakcją z silną gospodarką opartą na budowlach i handlu. Źli tego nie mają...
Do ok. 100 tury nie ma już na mapie żadnej liczącej się złej frakcji. Wszystkie już dawno nie istnieją / znajdują się w stadium agonalnym. Dobrzy tworzą supermocarstwa.
- Gra w późniejszej fazie na wysokim poziomie rozgrywki nie sprawia przyjemności. Nie ma dyplomacji, istnieje kilka gryzących się dobrych supermocarstw. Komputer nie stosuje jakiś wyrafinowanych taktyk - nad graczem uzyskuje 3-4 krotną przewagę liczebną, a jego wojsko to w całości siły doborowe. We wczesnym stadium nie jest to tak odczuwalne. W późnym... nie masz dość wojsk aby zabezpieczyć granicę i skutecznie się bronić. Wrogie supermocarstwo (jak elfie, które ma połowę mapy) ZALEWA Cię ciałami. Mnóstwo powtarzalnych bitew, a każda sprawia coraz mniej radości. Przy 150 turze (jeżeli nie spełniłeś jeszcze wszystkich warunków zwycięstwa) zdajesz sobie sprawę iż w niezbyt wyrafinowany sposób marnujesz jedynie czas... :P
- Granie złym na wysokim poziomie trudności i w późnej fazie jest utrapieniem do kwadratu. Dobre supermocarstwa rzucają się na siebie DOPIERO po zniszczeniu wszystkich złych. AI z 8-16 krotną przewagą liczebną niczym Armia Czerwona przelewa się przez Twoją linię obrony...
Warhammer I miał przynajmniej jakiś balans i różnorodność. Warhammer II do tej pory (kwiecień) nie został zbalansowany. Twórców to zagadnienie przerosło i jedynie miotają się od ściany do ściany. Raczej tego problemu nie rozwiążą. Nie potrafią, a niebawem Warhammer III i to on stanie się priorytetem dla CA.
Niestety... nie warto bawić się tą częścią.
Widzisz - ten 2001 jest kluczem.
Kiedyś cRPG w 3d praktycznie nie było. Mniej-więcej do 2007 czyli "Wiedźmina" i "Mass Effect".
Jedynym konkurentem "Gothica" były tamtym czasie TESy. Mimo pozornego podobieństwa różniły się dość mocno detalami jak np. pełny dubbing "Gothiców".
W swej epoce ta gra błyszczała. Nie zwracano uwagę na wiele kwestii (np. marne zadania) ponieważ nie znano nic lepszego. "Gothica" przeszedłem 3 razy w 2006. Próbowałem kolejny raz w 2018... i odpadłem. Mechanikę jeszcze bym przeżył ale gra za bardzo zestarzała się fabularnie (tak, coś takiego jest możliwe).
Jak już to lepiej przeskoczyć go "Gothica II". Oferuje nieco więcej choć i on mocno oberwał od czasu. Przynajmniej ścieżki rozwoju postaci wyglądają zupełnie inaczej w zależności od wyboru frakcji (np. straż, a zakon Innosa).
Przynajmniej soundtrack nadal cieszy. Wszystkie trzy Gothici miały szczęście do kompozytora.
Gdy nadszedł "Wiedźmin" to wyznaczył zupełnie nowe standardy. W pełni przeszedłem go 3 razy, w tym w 2019-stym. Wiele rzeczy znakomicie broni się nawet w dzisiejszych czasach (zadania, dialogi, dubbing, muzyka).
Największy plus tej gry?
Dali ją za darmo w Epic Games.
Nie dałbym za nią ani złotówki. Gra może posiada jakiś ambitniejszy morał... ale przekazuje go graczowi w ekstremalnie nudny sposób.
Aby poznać zamysł Twórcy należy grę przejść... kilkadziesiąt razy. Za każdym razem obierasz inną ścieżkę... Ciągłe powtórki. Nieustanne wędrówki podobnymi korytarzami. Nuda.
Grę skończyłem raz - złamałem ją (o ile można tak nazwać z góry przewidzianą możliwość). Przestałem się w to bawić za drugim podejściem. Przekaz zrozumiałem za pierwszym razem, a i tak największą satysfakcję czerpałem z "trollowania" narratora.
Śmiało mogę wystawić pierwszemu Tomb Raiderowi 10 punktów.
Gdybym nie dorwał darmoszki to ominąłby mnie świetny tytuł... który przez lata nieco lekceważyłem. Niesłusznie.
Gra oferuję dobrą choć nieco przewidywalna fabułę, którą sprawnie opowiedziano. Wykorzystano w tym celu świetnie nakręcone przerywniki filmowe, nagrania członków załogi, artefakty, a i lokacje potrafią same z siebie sporo opowiedzieć.
Dużo, dużo akcji i elementów zręcznościowych. Przyjemna wspinaczka oraz dość intuicyjna walka. Grafika, która jeszcze potrafi cieszyć oko.
Co więcej gra nie należy do długich. Kilkanaście godzin. W tym przypadku jest to zaletą. Fabuła nie nuży, a gameplay nie zdąży zbrzydnąć przed zobaczeniem napisów końcowych.
PS. NIE ZAPOMINAJMY IŻ OJCIEC MATEUSZ TAKŻE POJAWIA SIĘ W TEJ GRZE.
Dopisek do poprzedniego komentarza.
Nie warto.
Gra jest cholernie nudna. Symulator chodzenia. Owszem - jest on piękny z tą swą doliną, rzekami, majestatycznymi i doskonale odwzorowanymi lasami. Problem tkwi w tym iż niedomaga ona w kwestiach kluczowych. Walka i RPG.
Ludzie piszą o bardzo zaawansowanym i trudnym systemie walki. Jest on taki wyłącznie na początku gry, gdy nie mamy odblokowanych perków i technik walki. Wówczas wojownicy AI dają na nieźle w kość, a pojedynek z bandytą potrafi trwać nawet 10 minut. Taki poziom trudności panuje mniej-więcej do odblokowania kapitana Bernarda jako stałego trenera. Na walkach z nim (drewnianym mieczem) spędziłem 2 godziny... przy tym beznadziejnym systemie rozwoju a'la Skyrim nie musiałem wykonywać żadnych zadań aby rozwinąć mą postać. Po prostu wymieniałem ciosy, a w tym samym czasie rosła ma siła, obrona, zręczność, umiejętność walki mieczem, poziom główny. W końcu odblokowałem "idealny blok".
I to był koniec wszelkich trudności. Im więcej odblokowywałem perków + wzrastała ma siła tym bardziej zdawałem się zabójczy. Po ok. 30 godzinach wystarczyło jedynie wciskać w odpowiednim momencie "q" aby zablokować cios i wyprowadzić kontrę (widowiskowa animacja). Czasami wróg padał już za pierwszym razem. Jeżeli to nie wystarczyło... zadawałem cios z góry za pomocą buzdyganu, a przeciwnik zaliczał zgon. Tyle. Żadnych fint tudzież wyrafinowanych kombosów, których wyprowadzenie w tej grze jest zbyt trudne gdy korzysta się z myszy. Tylko "Q" i cios po łbie. Nawet łuki nie są tak zabójcze, a również i z nich korzystałem.
W 58 godzinie rozpocząłem jedno z podobno najtrudniejszych zadań dla wojownika - szturm na warownie bandytów z przeklinanym przez wielu Śmierdzielem (Runtem czy cuś). Przez linie wrogów po prostu przeszedłem. Walka z Runtem trwała... 7 sekund. Q i cios w łeb. Koniec. Poziom siły bohatera wynosi już 19 i dalej rośnie, a wyzwanie maleje...
No dobrze. Powiedzmy iż balansu w tej grze nie ma za wiele - w końcu najlepsze uzbrojenie możemy zdobyć w pierwszych kilkunastu godzinach gry (po zdobyciu konia jedziemy do Skalic i łupimy trupy bandytów... których zabili strażnicy). Ja i tak korzystałem jedynie z wyposażenia kumańskiego (bo ładne). Gra RPG przede wszystkim powinna oferować porządną fabułę, zajmujące zadania i satysfakcje z podziwiania świata....
...
Nie w Kingdom Come. O ile główny wątek fabularny jeszcze może się jakoś bronić (i pewnie byłby fajną zapchaj-dziurą w krótkiej grze) to zadania poboczne są cholernie dołujące i nużące. Wiele z nich się powtarza. Przykładowo kilka razy musimy zdobyć skórę / mięso danego zwierzęcia. Aby było "ciekawiej" temu samemu zleceniodawcy przynosimy zdobycz kilka razy. TRZY RAZY MUSIMY PRZEBYĆ TĄ SAMĄ DROGĘ BO ZADANIE NIE PRZEWIDUJE ZLECENIA WSZYSTKICH PRZEDMIOTÓW JUŻ ZA PIERWSZYM RAZEM. A mapa do małych nie należy... ani do za bardzo żywych, cieszących czymś więcej niż ładne widoczki.
Nawet bardziej zaawansowane zadania należą do przeciętniaków... aby je odblokować trzeba kopać się z tymi mniej zaawansowanymi.
Dodajmy do tego dość marny dubbing w wersji angielskiej, małą ilość cutscenek, nieciekawe postacie.... i to wszystko rozwalcowane na jakieś 100 godzin. "Wiedźmin I" miał 30-40, tyle samo "Wiedźmin II". Te gry można przechodzić wielokrotnie i będziemy się cieszyć ze "skondensowanej" rozrywki. Przy "Kingdomie" trzeba popijać mocną kawę aby nie zasypiać, a do wykonywania zadań pobocznych podchodzisz jak do rozładowywania wozu z węglem. Czujesz przymus, a nie relaksacje.
Dałem za pełna edycję 7 dych, a i tak żałuję. Mogłem za to mieć dwie ciekawsze gry niż "usypiacza".
7 sekundowy pojedynek z bossem... Od 8 grudnia nawet do gry nie wróciłem. 58h i miałem dość.
Potwierdzam.
Obydwie gry Lego o Śródziemiu miałem przyjemność ukończyć. Były zabawne, przyjemne, opowiadały jakąś historię.
Przy "Cieniu Mordoru" spędziłem 45 minut. Nuda mnie pokonała. Ta gra to zwykły slasher, w którym wybijamy kolejne fale wrogów. Fabuła praktycznie nie istnieje....
Żałuję zakupu. To symulator chodzenia, który po kilkudziesięciu godzinach razi swą monotonią i nieprzemyślaną mechaniką. Choćby system walki... wkładamy wiele wysiłku w naukę wyprowadzania ciosów tylko po to aby odblokować idealny blok i wykańczać wrogów jednym kliknięciem.
Aby zdobywać doświadczenie wystarczy jeździć po czeskiej krainie i polować na bandytów. W ten sposób Twoja postać w kilkadziesiąt (20h) stanie się herosem. Potem przez resztę gry (jakieś 80h) zastanawiasz się co robić...
Nie ma problemu z dostaniem najlepszego ekwipunku. Wystarczy pojeździć po mapie i poszukać jakiegoś pobojowiska. Choćby wracając w późniejszym etapie do Skalic, gdzie strażnicy wyżynają bandytów. Jedynie broń wymaga od gracza posiadania konkretnego poziomu. Zbroję płytową możesz nosić od samego początku... więc pozyskiwanie wyposażenia w ogóle nie cieszy.
Najgorsze są zadania. Skoro możemy podnosić swe cechy na inne sposoby (choćby tocząc 2-3h pojedynek z Kapitanem Bernardem... dzięki czemu rośnie siła, witalność, zręczność, obrona, walka różną bronią oraz poziom główny)... nie czujemy potrzeby do ich wykonywania. Tej wynikającej z mechaniki (doświadczenie = siła, jak np. w Gothicach). W grach RPG zadania rozwiązuje się przede wszystkim dla wzięcia udziału w przygodzie...
Problem zadań w Kingdomie jest taki... iż są z reguły nudne. Nie wciągają, w najlepszym wypadku je "odbębniasz". Nawet te lepsze prezentują dość przeciętny poziom opowieści. Kuleją dialogi, dubbing leży, cutscenek mamy mało... a tempo akcji dorównuje tempu przemieszania się po mapie na piechotę.
Np. Zadania z DLC związane z turniejami, które rozpocząłem u pewnego kowala. Wziąłem udział w turnieju, pokonałem głównego przeciwnika... jednak o jego likwidacji dowiedziałem się dopiero po kilku godzinach. Stało się to w momencie ponownych odwiedzin w kuźni, przy okazji sprzedawania złomu. Okazało się iż ten wielki adwersarz wyskoczył na mnie z krzaków podczas jednej z szybkich podróży. Wziąłem go za pospolitego bandytę, zabiłem i nawet nie zauważyłem kto to był. Tak opowiedzianych zadań jest mnóstwo.
Gdybym wiedział to co dziś to bym nie kupił pełnej edycji za 70zł. Może za 20zł i to jedynie w sytuacji gdybym nie miał nic lepszego do ogrania. Przy Kingdomie usypiam, a walczę z nim jedynie z chęci dopełznięcia do tych lepszych zadań. Przy czym robię to coraz rzadziej...
Pograsz trochę dłużej to zobaczysz jak ta gra wygląda naprawdę.
- Złożony system walki? Tylko na początku, gdy postać nic nie potrafi. Wówczas musisz dość nieźle się namęczyć aby wygrać najprostsze pojedynki, a trwają one wiele minut. Samemu uczysz się wyprowadzać ciosy, ich kombinacje... Aż docierasz do etapu obrony i doskonałej obrono-kontry. System walki ulega załamaniu. Wystarczy w odpowiedniej chwili wciskać jeden przycisk i wyprowadzać ciosy w głowę przeciwnika. Jeżeli masz buzdygan to żaden wróg Henrykowi się nie oprze. Ba - przy zbyt znacznym rozwoju postaci wystarczy raz nacisnąć "q" aby zabić podstawowych wrogów.
- Zadania zostały nieprzemyślane pod względem balansu. Bardzo szybko możesz stać się potężny z racji samego chodzenia po lasach i polowania na bandytów. Gd za bardzo skupisz się na tym sposobie gry to potem misje wykonujesz siłą rozpędu. Co z tego, że zadanie miało sprawić śmiertelną trudność skoro np. czterech obdartusów zabijasz w 20 sekund. Cała przyjemność znika.
- Grosze leżą na ulicy. Szybko nie masz na co ich wydawać.
Możesz jeszcze strzelać do bossów z łuku. Strzał w głowę i trup. Nauczysz się tego przy okazji polowań.
Zero. Kingdom nawet się nie uruchomi bo to produkt o wiele bardziej zasobożerny. Będziesz miał może 5 fpsów, a w Kingdoma przy takiej liczbie grać się nie da - walki nie wygrasz.
Gra jest... dość nudna.
Nie da się przy niej jednorazowo spędzić dłuższego czasu bowiem zwyczajnie nuży przez swą monotonnie i tempo.
Choćby odległości. Mapa w teorii jest fajna. Twórcy po prostu skopiowali kawał realnego terenu, a następnie wypełnili go elementami z epoki. Fajnie. Gracz ma co zwiedzać. Gdy wchodzę do lasu to faktycznie czuje się jak w lesie, a małe warownie otoczone wiejskimi gospodarstwami cieszą swoją autentycznością. Rozmiar środowiska sprawia frajdę...
... póki nie zaczniesz rozwiązywać zadań. Przemieszczanie się pomiędzy punktami trwa... i trwa... i trwa... i trwa... Zwłaszcza przez pierwszy etap gry, gdy nie mamy jeszcze konia. Dotarcie do innej wioski zajmuje wieki, a na wiejskich drogach pustki oraz nuda. Gdyby ktoś nazwał ową grę "symulatorem chodzenia" to miałby rację bo lwią część czasu gry spędzimy na podziwianiu widoków.
Te są - szczerze mówiąc - dość przyziemne. Przynajmniej dla mnie. Mieszkam w takiej dolinie z charakterystycznymi lasami, wzgórzami, strumieniami, łąkami. Pewnie "mieszczuchy" mają radochę gdy widzą leśną gęstwinę pełną sosen, buków, jodeł, brzóz itd. Dla mnie to norma.
Najbardziej bolą zadania fabularne, które bywają irytujące. Np. Przez co najmniej godzinę łaziłem za pewnym szlachcicem po lesie i polowałem na króliki / dziki / bandytów... zdobyłem sporo rzeczy... i większość z nich straciłem następnego dnia bowiem gra nakazała mi zaraz potem ścigać bandytów. Bez wizyty u kupca czy chociażby głupiej skrzyni na fanty... dopiero potem zauważyłem (bo gra tego nie mówi) jak otworzyć końskie juki aby móc schować tam dobro. I tak nie pomogłoby to króliczemu mięsu o krótkiej dacie do spożycia...
Na plus mechanika walki i wartość merytoryczno-edukacyjna gry. Z oceną się wstrzymam do momentu przejścia całości... to potrwa. Dłuuugo.
OGROMNY MINUS ZA WYCOFANIE SYSTEMU OGRANICZAJĄCEGO PODBÓJ MAPY
Część ludzi "szurzyło" toteż CA wprowadziło "ulepszenie". W Warhammerze II można podbić całą mapę choć ponosi się przez to kary "klimatyczne". Gracz Imperialny ma wielkie trudności z utrzymaniem porządku w osadach krasnoludzkich bądź w Norsce.
W teorii fajnie, obydwie grupy graczy zostały zaspokojone. W teorii...
... bo nikt nie uwzględnił AI oraz bonusów, które są przyznawane komputerowi aby mógł nadgonić za graczem.
Czyli mamy powrót do niechlubnej przeszłości. Dyplomacja znów nie istnieje, komputer prowadzi wojnę "wszyscy-na-wszystkich". Krasnoludy biegają po Bretonii, a Wampiry osiedlają się w ich twierdzach na wschodzie. Ulthuan podbija Norsce i buduje tam swoje miasta. Wszystko co osiągnięto w Warhammerze I poszło z dymem bo część graczy narzekała (mimo posiadania moda wyłączającego ograniczenia).
W Warhammerze I ograniczenia gwarantowały polityczną stabilizację. Krasnoludy rzadko prowadziły wojny z ludźmi bo AI nie widziało ich miast jako celów do kolonizacji. Po krótkim łupieniu zazwyczaj zawierały pokój. Teraz jedna z najpotężniejszych frakcji (konfederacje) zajmuje wszystko co popadnie i nie ponosi przy tym kary (bonusy). Trudności w późniejszych fazach gry również zniknęły - skoro można się osiedlać na każdym terenie to eliminacja Norsmenów nie stanowi już żadnego wyzwania.
Powrót do nudnej przeszłości. Skoro podbijasz całą mapę to po co rozpoczynać gry kolejną frakcją? Różnorodność umarła - skoro Krasnoludy mogą robić to samo co Imperium to po co rozgrywać ich kampanie? Albo Bretońską... elfią... i tak dalej. W WI właśnie ograniczenia i zróżnicowanie było motorem napędowym, który zachęcał gracza do zapoznania się z absolutnie każdą rasą. Zupełnie inaczej się gra Krasnoludami niż Imperium, Norską, Leśnymi Elfami. To było fajny powiew świeżości... W Warhammerze II teoretycznie też powinno tak być. Teoretycznie... skoro Ai nie widzi ograniczeń klimatycznych, a my możemy je obejść...
Eh....
Zasadniczo mógłbym po prostu skopiować moją opinię spod strony gry--online poświęconej Rome II i moim doświadczeniom z Rise of the Republic. Gry się między sobą wiele nie różnią...
Warhammer II Total War to najgorsza gra, którą nabyłem od lat. Gdyby nie to iż zakupiłem produkt na innej stronie niż steam... niezwłocznie zwróciłbym go, a następnie cieszyłbym się z odzyskanych pieniędzy. Taki już urok dzisiejszych czasów... dawniej wrzuciłbym pudełko z płytą na allegro, a dzisiaj moje pieniądze przepadają bezpowrotnie.
Taka radosna "siepanina". Pograłem 100 tur Imperium na medium , podporządkowałem Reikland, Marienburg, Hochland. Stoczyłem przy tym kilkanaście bitew.
Na polu bitwy komputer sobie nie radzi. Na ten przykład stoczyłem bitwę w polu z podobną armią imperium (Marienburg). Miała ona nieco mniej ludzi, brakowało jej jazdy ALE posiadała dwie baterie moździerzy. Ja artylerii nie posiadałem.
Co zrobił komputer? Ustawił się na środku planszy, w szczerym polu. Gdy się do niego zbliżyłem i zacząłem okrążać go kawalerią (nie zaatakowałem) to genialne AI zmieszało swój szyk bo nie wiedziało w którym kierunku ma się ustawić. AI od biedy sobie radzi z potężnymi oddziałami bo nimi po prostu się szarżuje od czoła.
Wykorzystanie jazdy stoi na marnym poziomie, flankowanie, "zadaniowanie" (włócznie na kawe, miecze na włócznie itp) oddziałów wykracza poza jego możliwości. Czyli jest gorzej niż we wspomnianym dodatku Republikańskim do Rome II. Tam komputer potrafił w bolesny sposób wykorzystać zagony swej kawalerii, a np. konni łucznicy pacyfikowali me skrzydła w celu ich zmiękczenia pod uderzenie ciężkiej jazdy.
Tutaj taktyki nie widziałem. Tak jak pisałem oddziały nie zachowują się jak klocki lecz zbiór ludzików. Nie ma przepychania, żołnierze giną tam gdzie stoją. Nie ma też nawet specjalnych cech. Tzn. oddziały pozbawiono zdolności tworzenia formacji choć mamy tutaj do czynienia ze starym silnikiem na którym taka mechanika działała. W Rome II była falanga, mur z tarcz, testudo, klin i w Warhammerze też to będzie działać... Ba, wiem iż mody "przywracają" te cechy.
Zamiast "muru z tarcz" mamy natomiast bohaterów i umiejętności magiczne. Bohaterzy to po prostu pojedynczy ludzie posiadający siłę całego oddziału dobrej piechoty. Magia wygląda interesująco...choć tylko wygląda. Jedyną wartą uwagi jest nekromancja, która pozwala przywoływać dodatkowe odziały na pole bitwy. Reszta zadaje obrażenia bądź wspiera nasze oddziały. Po prawdzie nie chciało mi nawet zgłębiać w temat. Nie magii oczekuję od Total Wara.
Na mapie kampanii jest jako tako ale skoro grałem na poziomie średnim to oceniać nie będę. Nie widzę jakiegoś wielkiego postępu w stosunku do "Republic" (który chyba dostał część elementów z Warhammera). Muszę sprawdzić czy istnieje mechanika wojen domowych (stary element z Medievala, który przywrócono w Rome II)... chyba jednak nie. Jedyna istotną różnicą, która nasuwa mi się na oczy są cechy frakcji. Niektóre z nich mogą przemieszczać się pod ziemią przez co nie przejmują się granicami... a gracz jest zmuszony do obwarowywania każdej osady. Poza tym różnice kulturowe - Imperium nie zajmie osad Orków co nie jest w sumie takie złe.
Graficznie... stary silnik, który wywodzi się chyba jeszcze od Empire Total War. Mody do medievala II prezentują się ładniej . Obniżono liczbę animacji przez co gra chodzi bardzo płynnie. Na minus udźwiękowienie.... ale ostatnie fajne utwory grano w Shogunie II. Tutaj muzyka w ogóle nie wpada w ucho, nie jest zauważalna.
Bardzo szkoda mi tej stówy. Mogłem za nią kupić z 4-5 fajnych gier z 2014-2016. Są jakieś fajne mody do tych Warhammerów?
Nawet te same błędy z Rome powielono. Typu mechanizm budowania armii. Komputer tak jak w Rome II nie radzi sobie z tym elementem i rekrutuje jednostki z najniższych poziomów koszarowych. Jeżeli te są dość dobre to armia komputera stanowi wyzwanie. Jeżeli nie... właśnie podziwiam bretońskie armie w całości oparte na marnie wyszkolonym chłopstwie. Armie Imperium to włócznicy, kusznicy i może jakiś moździerz...
Tragedia. Kupiłem dwie części za 100 zł i nawet tego nie uważam za korzystną ofertę. Ba - uważam iż obecnymi total warami warto się interesować jedynie gdy absolutnie nie ma się nic lepszego do grania. Lepiej skosić trawę, umyć okna... nawet spanie jest lepszą opcją niż zabawa z warhammerową częścią odsłony. To produkt dla fanatyków Starego Świata i to tej części mocno zdziwaczałej.
Sega jeszcze próbuje nagabywać ludzi na DLC... Nabyłem wariant z Chaosem i Norską ale po mych 10 godzinnych przeżyciach z tą częścią absolutnie nie mam ochoty na pozyskanie owych frakcji.
Czyli np. oddziały w tym modzie w końcu zachowują się jak formacje i przepychają się podczas bitwy? Tak było w starych częściach. Na filmach z Divide jakoś tego nie widzę... i chyba wolę jednak Europe barbarorum 2 do Medievala II...
Jeżeli mowa o zadania-znaczniki to trzeba mieć na uwadze kilka rzeczy:
1. Ich pojawianie się na mapie jest częściowo zależne od postępów fabularnych. Tak wątku głównego jak ważniejszych zadań pobocznych.
2. Wykrzykniki mogą pojawić się za którąś wizytą w lokacji. Np. na czarownicę na moście św. Grzegorza natrafiłem po 150h gry. Tak samo było ze strażnikami wymuszającymi pieniądze na wódkę oraz Dorą w Oxenfurcie (to wszystko miałem w akcie III).
3. Jeżeli miniemy taki wykrzyknik to prawdopodobnie zniknie on na dobre. Tak ubyło mi kilka zadań, których nie zauważyłem w trakcie podróży. Np. Mogłem sobie potem pozwiedzać zgliszcza domostwa elfki z Velen. Nie napotkałem bandyty w dokach bądź też czarodzieja na Zamurzu... W "Krwi i Winie" nie spostrzegłem zadania z pierścionkiem.
4. Aktualnie nadal nie istnieje mapa na której widniałyby wszystkie znaczniki zadań. Trzeba mozolnie przeszukiwać internet oraz YT... oraz przygotować się na
powtórne przejście gry. Najlepiej samemu robić notatki odnośnie tych misji.
Tak poza tym uważam iż ok. 100 morskich znaczników na Skellige to gruba przesada. Zwłaszcza gdy do wszystkich musimy dopłynąć łodzią. W zamian otrzymujemy głównie "złom" z kontrabandy...
Natomiast co do idealności - akt III twórcy pisali już na kolanie co widać po dialogach np. w zadaniach pobocznych. Bywa. W WII ostatnią część dopracowali dopiero w edycji rozszerzonej. Pod tym względem lepiej wypadł dodatek "Krew i Wino", w którym każdy element został dopracowany. Zadanie główne z kilkoma wariantami rozwoju, dobrze napisane misje poboczne... dialogi w których nie czujemy się zbywani... Ale cóż, Toussaint to ok. 40 godzin i jedna spora plansza więc może mieli łatwiej.
Nie lubiłem gwinta w "Wiedźminie"... a wersji samodzielnej wręcz nie znoszę. Cutscenki z fabularnego dodatku wolałem obejrzeć na YT zamiast męczyć się z całością.
Produkt dla najbardziej wytrwałych oraz miłośników wszelakich karcianek (do których nie należę).
Nie mam pirata. Wszystkie trzy tytuły mam na GOGu i to dzięki zapisowi w chmurze mogłem eksportować save. Już prędzej coś źle wczytałem - ale ten problem ma bardzo wielu graczy. Wystarczy prześledzić fora anglojęzyczne.
Następnym razem po prostu użyję symulatora zamiast wczytywać niepewne zapisy gry.
Ps. Mogłoby jednak w tej grze być mniej bugów... przynajmniej po czterech latach od premiery.
Ciągle mam problemy z zaliczaniem niektórych zadań, czyszczeniem znaczników... a teraz nie mam Letho choć importowałem save z W2. Po 100 godzinach dowiedziałem się iż istnieje bug - W2 nie zapisuje się po spotkaniu z Letho toteż wg. gry ten bohater nie żyje.
Letho pojawia się przy symulowaniu wyborów z w2 - miałem go przy pierwszym przejściu gry. Jedynie w takiej sytuacji... i nikt nie wydał do tej pory odpowiedniego patha.
Stawianie Skyrima obok Wiedźmina 3 jest wyjątkowo krzywdzące dla tego pierwszego tytułu.
Skyrim to przede wszystkim swoboda w działaniach, duża ilość opcji, kreowania postaci. Do tego genialna muzyka oraz bardzo ładna grafika z wieloma malowniczymi widokami. Niektórzy piszą iż zapewnił im 300 godzin rozgrywki. Wierzę w to... tylko na czym ta rozgrywka polegała? Wypełnianie płytkich fabularnie zadań, nawiązywanie "relacji" z wyjątkowo mdłymi bohaterami, wykonywanie tych samych czynności... oraz nieustannie zwiedzanie podziemi, w których wykonywaliśmy bliźniaczo podobne do siebie zadania. To bardzo fajny symulator chodzenia i podziwiania widoków. Gdyby nie łatwość w modowaniu to tego tytułu już nikt by nie pamiętał.
Wiedźmin nie ma takiej swobody... i szczerze mówiąc nie była mu potrzebna do szczęścia. Konkretny bohater, który posiadał z góry narzucone umiejętności. Te gry mają opowiadać historię zarówno postaci jak i wykreowanego świata. Jednak w porównaniu do Skyrima ten nasz Wiedźmin posiada ogromne zróżnicowanie zadań ze świetnie wyreżyserowanymi przerywnikami oraz dobrze napisanymi zadaniami. Oczywiście nadal można zwiedzać (dla grafiki, widoków i cieszenia się szczegółami), a muzyki chętnie się słucha także po zakończeniu przygody z grą.
Wiedźmin 3 to minimum 150 godzin zabawy wypełnionej dobrą historią i wartką akcją. Pod tym względem to tylko Mass Effect mógł się z nim mierzyć (choć pewnie stare gry rpg miałyby coś tutaj do powiedzenia). Dodajmy do tego książki oraz Wiedźmina I i II - można utonąć pod ciężarem tego wszystkiego.
Dlatego wszyscy dzisiejsi twórcy gier rpg wzorują się właśnie na Wiedźminie, a tytuł zebrał mnóstwo nagród.
Wymieniłbym Cyberpunka na jeszcze jeden dodatek do Wiedźmina... :P
Po prostu produkt fenomenalny. Gra cRPG dekady. Ba - najlepszy tytuł tego rodzaju w historii. Wspaniałe zwieńczenie trylogii, które rozwija treść zawartą w sadze Sapkowskiego.
Co najmniej 150 godzin rozgrywki pełnej akcji. Człowiek może grać w ten tytuł wielokrotnie aby tylko podziwiać starannie wyreżyserowane przerywniki filmowe, wysłuchiwać znakomicie napisanych i zdubbingowanych dialogów, zwiedzać ładnie zaprojektowane lokacje. Można spacerować ulicami Novigradu aby tylko obserwować mieszkańców toczących ze sobą rozmowy.
Do tego fajny patent z ukrytymi zadaniami. Chyba nikt nie wie ile tak naprawdę jest ich w grze, a przynajmniej ja nie znalazłem stosownej listy. Pojawiają się wraz z przebiegiem fabuły w rozmaitych zadaniach ale też są zależne od danej pory dnia / nocy. To motywuje gracza do częstszego poruszania się Płotką zamiast korzystania ze szybkiej podróży jak też skłania do eksploracji.
Ja uwielbiam wszystkie trzy części wiedźmina... ale do trójki miałbym trzy zastrzeżenia:
- Długość rozgrywki jest zarówno jej zaletą jak i wadą. Ciężko znaleźć aż tyle godzin, a gra wciąga jak bagno. Chce się wykonywać kolejne zadania, sprawdzać co się kryje w danej lokacji, domku czy też lasku. 150h takiej zabawy to nie w kij dmuchał...
- Nie lubię gwinta. Grę przeszedłem dwa razy. Za drugim podobał mi się jeszcze mniej. To gra w dużej mierze zależna od posiadanej przez nas talii kart. Liczą się bardziej niż umiejętności. Do tego dochodzi element szczęścia - dane karty musi nam wylosować z puli abyśmy mogli liczyć na zwycięstwo. Zatem podróżujemy i mozolnie zbieramy karty abyśmy mogli ciągnąć karciane wątki fabularne (jak turniej w Passiflorze). Zdecydowanie wolałem szybsze kości. Sam gwint jest o wiele trudniejszy niż podstawowa rozgrywka...
-... a ta wraz z postępem w rozwoju postaci przestaje stanowić wyzwanie. W pierwszych walkach uważnie stawiasz kroki, jesteś skupiony na wykonywanych czynnościach. 2-3 ghule stanowią śmiertelne niebezpieczeństwo, a południca w Białym Sadzie jest swego rodzaju mini-bosem. Potem wykupujesz kolejne umiejętności, zdobywasz lepszy ekwipunek... a walki z przeciwnikami na tym samym poziomie stają się nudną rutyną. Masz już wyćwiczony rytm, a co więcej nie giniesz od jednego ciosu potwora. Zaczynasz myśleć o czymś innym niż pojedynek. Po pewnym czasie szukasz wrogów na o wiele wyższych levelach by chociaż nieco się pobawić. 28lvl baba cmentarna vs 15 levelowy wiedźmin - od razu fajniej.
Po prawdzie szkoda mi również niewykorzystanych wątków. Wycięto wiewiórki, wątek Kościoła Wiecznego Ognia również skrócono. Po 2016 przestano myśleć o kolejnych dlc... a chciałoby się tego choć odrobinę więcej. Jestem w tej grupie graczy, która chętniej zakupiłaby kolejne "Krew i Wino" niż "Cyberpunk".
Natomiast w stosunku do studia mam jeden zarzut - braku narzędzi dla modderów. Ta gra miałaby wspaniale przedłużone życie gdyby można było z nią robić to co z Skyrimem.
Taki jest już "urok" tego silnika. Jak Call of Pripyat'i nie ukończyłem przez bug-crash w finałowej misji...
Co więcej większość modów potęguje jeszcze tą niestabilność więc ulepszanie grafiki bądź AI jest hazardem.
Dopisek do mojego komentarza z zeszłego roku.
Szkoda, że gra ma tyle niewykorzystanego klimatu. Próbowałem ją sobie przypomnieć po latach - w oryginalnej wersji, bez modów na grafikę. Ta cały czas jest dość przyjemna dla oka, gorzej z modelami. Gameplay... tragiczny bo polega na pakowaniu ton amunicji w coraz bardziej opancerzonych wrogów. O skradaniu nie ma mowy...większość akcji polega na zderzeniach czołowych i topieniu wroga w ołowiu tudzież wykorzystywaniu jego głupoty... i szarży z dubeltówką (na tych słabych).
Szkoda, że klimatu zupełnie już nie odczuwam. Fabuła nigdy nie była najlepsza. Po jej poznaniu przy poprzednim przejściu tytułu nie miałem nawet siły czytać tekstów wygłaszanych przez bohaterów. Potwory... kiedyś odczuwałem ogromny lęk przed szybką i niewidzialną pijawką... która teraz nie robi na mnie najmniejszego wrażenia. Nie ma już tego elementu strachu ani zainteresowania historią. Pozostało chyba jedynie zwiedzanie fajnie zbudowanych lokacji, a także słuchanie całkiem dobrego soundtracku. Niepokojąca, przygnębiająca muzyka stanowi mym zdaniem największy atut tego tytułu i umila podróżowanie przez kolejne mapki.
Nigdy nie byłem zbyt nostalgiczny i stąd ma ocena. Grę wypada znać, zwłaszcza iż dotyczy ona naszej części Europy. Wywarła ona jakieś piętno na środowisku polskich graczy, a przy pierwszym podejściu powinna całkiem fajnie bawić... Należy ją jednak traktować jako FPSa z dużą ilością chodzenia i walką z hordami durnych, wytrzymałych przeciwników.
Ciekawe czy kiedyś skuszę się na Call of Chernobyl, który miał przedstawić graczowi koncepcję rozgrywki jak najbardziej zbliżoną do oryginału.... Tylko ta stabilność.
Trzeba wymienić pasty i po problemie.
Tak naprawdę teraz zacznie się właściwa jazda czyli okres pogwarancyjny. Niestety największą wadą laptopów jest standardowe przylutowanie wszystkiego do płyty głównej. Pada jedna część i następuje koniec - kosztowna naprawa. Padnie płyta główna (co nie jest rzadkością) - kaplica... zważywszy na koszta zakupu nowej i koniecznością przełożenia lutowanych części. Do tego gniazda zasilania
Teraz zresztą ludzie pozbywają się laptopów z GF 1070. Na allegro można przebierać w ofertach. Z reguły są to dwulatki z wyczerpaną gwarancją. Ludzie próbują opchnąć, a za pozyskane pieniądze kupić nowy. Z gwarancją.
Laptop gamingowy to dobre rozwiązanie tylko w sytuacji częstej zmiany lokacji jak chociażby studia. Do gier bardziej praktyczny jest faktycznie sprzęt stacjonarny - łatwiejszy w utrzymaniu, modernizacji, zdecydowanie prostszy w naprawie. Jednak z drugiej strony laptopy są świetną maszyną do pracy z tekstem, czytania, przeglądania internetu, oglądania filmów.
Najbardziej boli mnie kwestia wydajności i ceny. Dopłacamy za mobilność, a jednocześnie otrzymujemy produkt częściowo wybrakowani - tracimy na osiągach.
Niestety dla wielu taki laptop jest faktycznie koniecznością. Brak miejsca, poczucia stabilności i częste zmiany miejsca zamieszkania wymuszają na nas kompromisy. Sam użytkuję od dziesięciu lat Acera 5740G... na których ograłem nawet Wiedźmina 3 (do dziś jestem tym faktem zdumiony). Dodajmy do tego brak możliwości modernizacji sprzętu innej niż dokupienie ramu. Ktoś, kto chce zagrać musi iść na kompromis.
Niestety buda pieca jest zawsze problemem. Mini-itex to natomiast rozwiązanie bzdurne. Konsola, której i tak nie będziesz ze sobą woził ze względu na brak monitora itp. Jako rozwiązanie stałe również nie oszczędza nam za wiele miejsca
Ps. Teraz myślę nad Dream Machines RG2060. Sprzęt z zapasem mocy wystarczającym - mam nadzieję - na 4-5 lat.
Po czterech latach otrzymaliśmy laptopa w jako-takiej cenie, który udźwignie wiedźmina 3 w ulta i w 50-60 FPSach. W pewnym stopniu ukazuje to dramat użytkowników laptopów.
Bo do sterowania da się przyzwyczaić. Gorzej, że gra odstaje na innych polach jak dialogi i postacie. Najlepiej wypada muzyka, która zestarzała się nieznacznie. Lubię odsłuchiwać soundtracki z Gothiców choć do gier wracam coraz bardziej niechętnie.
TraXsoN - argument o "przerastaniu" jest tak niski, że aż wzbudza u mnie politowanie w stosunku do ciebie.
Gra ma klimat na "raz" bowiem przy kolejnych podejściach człowiek wie już "co i gdzie". Oprócz walk ze stworkami i marnym AI ten produkt nie oferuje wiele. Po pierwszej walce z pijawką druga już tak nie straszy. Słaby system dialogów, te napisane na kolanie, przeciętnie napisany scenariusz.
Grałem we wszystkie trzy części. Czyste Niebo przeszedłem dwa razy. Jeżeli ktoś gra w ten produkt "kilkadziesiąt razy" to prawdopodobnie nie ma nic lepszego bądź też nie ma pomysłu co zrobić ze swym życiem...
Solidna, ambitna robota. Sama rozgrywka nie jest zbyt innowatorska ale też nie raziła mnie topornością, wszystko wykonywałem płynnie. Praktycznie nie miałem okazji się zirytować z powodu bugów takich jak zły system osłon w innych grach.
Świat gry posłużył twórcom Deus Ex do przedstawienia konkretnych problemów dręczących nasz świat. Te związane są przede wszystkim z postępem technologicznym (ulepszenia, robotyzacja), globalizacją (korporacje i megakorporacje stojące ponad prawem i państwami), mediami (rola w manipulowaniu społeczeństwem, socjotechnika poznawana poprzez lekturę plików w siedzibie korporacji medialnej), terroryzmem. To wszystko dzieje się częściowo teraz, na naszych oczach i potrafi przerazić bardziej niż jacyś Iluminaci.
Mogę zatem odpuścić iż ludzie napotykani na ulicach nie zajmują się bardziej trywialnymi problemami. Gra skłania gracza do przemyśleń nad tym w jakim kierunku zmierza ludzkość i jakie będą tego efekty uboczne.
Podobała mi się również muzyka wierna klimatom sci-fi, z dużą ilością ambient. Gorzej brzmiały "kawałki bojowe". Dzięki temu, że przeszedłem grę jako "szpiegus" (zero alarmów, zero walki, tylko zasadzki oraz usypianie) nie musiałem się z nią męczyć.
Niestety to raczej produkt "jednorazowy". Choć zachwycam się poruszaną problematyką trudno mi przejść obok chociażby przy jednowymiarowych postaciach. Nie posiadają one rozbudowanej charakterystyki, a raczej pokazują konkretny punkt widzenia na daną kwestię. Wszystkie zakończenia jesteśmy w stanie poznać z tego samego punktu narracyjnego - wystarczy wczytać sejw ze sterówki i kliknąć przycisk.
Jeżeli chodzi o samo zakończenie... tyle świetnych cutscenek w grze, a otrzymaliśmy kompilacje filmów dokumentalnych z podłożonym głosem głównego bohatera. Marnie.
Z momentem wprowadzenia okrętów gra zyskała w mych oczach drugą młodość. Powiew świeżości. Dynamiczne i krótkie starcia małych okrętów jak kutry torpedowe i trałowce, do tego lotnictwo morskie (w końcu torpedy do czegoś się przydają). Chce się grac i odkrywać nowe okręty.
Zasadniczo to gdzieś już było. Głównie w rpgach izometrycznych. Wielkim plusem Gothiców był właśnie widok tpp, który wzmacniał poczucie immersji. Sprawiał iż zwiedzanie świata i podziwianie widoków było przyjemne.
Zasadniczo to gdzieś już było. Głównie w rpgach izometrycznych. Wielkim plusem Gothiców był właśnie widok tpp, który wzmacniał poczucie immersji. Sprawiał iż zwiedzanie świata i podziwianie widoków było przyjemne.
Skyrim jednym z najlepszych rpgów? :P Nie wiem tylko pod jakim względem. Gra to sandbox, w którym zignorowano fabułę oraz zadania dając ludziom poczucie swobody oraz ładne widoczki. Produkcję ratuje mnóstwo modów ale sama podstawka wygląda dość ubogo w porównaniu do Morrowinda czy nawet naszego Wiedźmina. A co z rpgami izometrycznymi z przełomu wieków? Baldurami i NN?
Skyrimowi zdecydowanie nie można odmówić tego, że posiada świetną muzykę. Ta buduje klimat, a ten udziela nam się mocno podczas zwiedzania majestatycznych gór i podziwiania gęstych lasów.
Pod względem fabularnym W2 mimo wszystko jest lepszy niż W3. Choć w najnowszej części nie brakuje świetnych zadań i do tego niektóre są rozbudowane to główny wątek nie potrafi przykuć uwag i wzbudzić jakiś emocji. Rozgrywasz go aby skończyć grę. Główni elfi antagoniści w grze zostali przedstawieni jako istoty jednowymiarowe bez jakiegoś tła, dłuższej historii czy nawet dialogów prowadzonych z Geraltem.
Dopiero dodatki poprawiły znacznie tą sytuację dając nam demona oraz wampira.
W W2 z każdym "złym" masz okazje dobrze się zaznajomić przy kilku okazjach. Z ich charakterami, poglądami na świat, wadami. Zawsze są oni pod ręką w swych aktach. Nie da się obojętnie przejść obok Loredo, Detmolda&Henselta... nie wspominając już o Filipie Eilhart. Szkoda jedynie iż ambasadora Shilarda lepiej nie dopracowano i wymieniamy z nim tak mało słów (ale ciągle więcej niż z Eradinem!). Szkoda, miał świetnego aktora głosowego.
Fabularny samograj z trudnymi decyzjami przez co grę przechodzi się kilka razy.
Złe dialogi? Graliśmy najwidoczniej w dwie różne gry. W2 tak jak każda część dialogami stoi. Rozmowami prowadzonymi na ulicach, dysputami Geralta z bohaterami pobocznymi i głównymi. Każdy został tak napisany aby posiadał cechy charakterystyczne dla danej grupy społecznej bądź rasy. Wszystko perfekcyjnie zdubbingowane.
Humor również jest zróżnicowany. Oczywiście, że nie brakuje tego prostackiego - w końcu obozy wojskowe tudzież osada krasnoludzka do czegoś zobowiązują. Jednak ironii, sarkazmu i cynizmu nie brakuje tak jak żartobliwych nawiązań do innych gier tudzież książek (np. Tolkien). Wszystko wzorowane bądź wprost skopiowane z książek Sapka.
Jedynie z tym "zeskakiwaniem" mogę się zgodzić. Reszta mi nie wadziła, a system walki nawet bawił. Na przestrzeni lat ukończyłem grę cztery razy... i ciągle chcę więcej pomimo przejścia W2. Dobrze zaprojektowane lokacje i świetna fabuła zrobiły swoje.
Szkoda jej. Gra ładna, z ogromnym jak na tamte czasy światem i nawet ciekawymi potworkami. Z jako-takim systemem walki (wówczas lepszych nie było). Grałem w nią w 2008.
Widać, że twórcy spieszyli się z jej wydaniem przez "Wiedźminem" aby coś ugrać na rynku. To był błąd. Gdyby posiedziano nad nią jeszcze rok i dopracowano świat oraz fabułę to wówczas mogłaby nas pozytywnie zaskoczyć (zważywszy na klapę GIII). Niestety miałkość historii i rażąca pustka nie motywowała do gry w tego RPGa. Dałem sobie spokój po kilkunastu godzinach. Kolejnej części w ogóle nie ruszyłem.
Kupując Wiedźmina otrzymujemy "dwie gry w cenie jednej". Akt 2, który zajmuje najwięcej czasu, możemy poznawać z dwóch całkowicie różnych perspektyw. Praktycznie inne lokacje, zadania poboczne, bohaterowie, potwory. To wszystko rzutuje na akt 3.
Dzięki tej nieliniowości chce się wracać do W2 chyba nawet bardziej niż W3 / W1. Dobrze nakreślona, dynamiczna historia z wyrazistymi bohaterami i trudnymi wyborami potrafi porwać gracza. Iorweth z krasnoludzkim Vergen czy Roche i obóz charyzmatycznego Henselta?
Przez tą konstrukcję musimy dwa razy przejść grę aby poznać w pełni historię. Z 25-30h robi się 50-60.
Shani poświęcono tak jak Alvina. To prawda. Triss oferowała o wiele więcej z racji uczestnictwa w Loży Czarodziejek. Ta odgrywa w W2 główną rolę, pojawia się kilka jej członkiń. Jedna sprawnie poprowadzona historia miłosna mym zdaniem wystarczyła.
Każda część ma swój własny unikalny klimat choć łączy je jedno - ciągle mamy Geralta, który goni za kimś prawie na ślepo. Po wiedźmińsku. :P
Powoli kończę Wiedźmina I. Wspaniała gra, która nie zawiodła (znów) moich oczekiwań. Nawet z grafiki się cieszę gdy zaskakuje mnie na polach południca, która powstaje wśród łanów zbóż. Zgrabnie ułożone zadania i te znakomite dialogi. Na ulicach i w misjach. Np:
- Nie każdy jest bałamutem. Niektórzy mają głębie. (Talar o romansie z Shani).
Wiele z nich nie zostało nagranych i połączonych w YT kompilacje. Szkoda. Jest czego posłuchać. Te komentarze o krowie czempionce, stanie jej zdrowia tudzież sytuacji politycznej. Świat jak żywy, człowiek chodzi po ulicach i słucha dialogów... i ciągle może odkryć coś nowego. Po tylu latach i 2-3 "przejściach" gry.
Eh, gdyby dopracowano tą warstwę w Gothicach...
Musisz też korzystać ze znaków, dobierać eliksiry, wykonywać uniki. System walki nie jest może najprzyjemniejszy ale nudnym bym go nie nazwał. Zwłaszcza w przypadku starć z większą grupą silnych przeciwników.
Taki dopisek do mego poprzedniego komentarza.
Odpaliłem sobie po blisko ośmiu latach "Wiedźmina I". Zainstalowałem wcześniej mod "Powrót Białego Wilka".
W porównaniu do "Gothica I" (z modami) gra nabrała patyny zamiast zmurszeć ze starości. Ciągle cieszy oko grafiką (przynajmniej nie razi) ale prym wiodą dialogi ze świetnym polskim dubbingiem. Zadania, humor, nieco akcji. Gdyby tylko system walki bardziej przypominał działaniem ten z następnych części. WI ciągle potrafi bawić i nie wymaga nostalgicznego podejścia.
Myślałem iż mnie odrzuci jak GI.
Doskonały dodatek i chyba jeden z najbardziej wiedźmińskich. Finał mocno zainspirowany opowiadaniem "Mniejsze Zło" dzięki czemu zapada w pamięć na długi czas. Niezależnie od wyboru pozostają wątpliwości co do jego słuszności... a ciąży on jeszcze bardziej z racji bajkowego klimatu Toussaint.
Pod tym względem przebija wszystkie poprzednie części. Niezależnie od wyboru w jedynce czy dwójce miałeś poczucie jego sprawiedliwości. Mogłeś polubić obydwie postacie, które potrafiły uzasadnić swoje działania i zyskać naszą sympatię. Sympatyczne Vergen bądź nostalgiczna Temeria... ale w Toussaint mogliśmy jedynie wybrać spośród złych decyzji i nawet nie wiemy które z nich było tym "mniejszym". Tak się to robi, nawet dlc do WI nie spisało się równie doskonale co "Wino i Krew".
Oglądanie tej gry na jakiś streamach to grzech śmiertelny. Niewybaczalna zbrodnia na tytule z tak ogromną dawką immersji. Zło.
Aż mi się śmiać zachciało. Skyrim ("SYMULATOR ŁAŻENIA") do Wiedźmina nie ma nawet startu. Ten zabija go lokacjami, dubbingiem, zadaniami i fabułą. Postaciami.
Ile modów trzeba dograć do Skyrima aby stał się grywalny i miał bardziej zróżnicowane zadania niż kolejne łażenie po lochach i ubijanie draugów?
Przynajmniej był ładny graficznie.
Mocno nieobiektywna ocena praktycznie we wszystkich aspektach.
1. Klimat... subiektywne odczucie. Do mnie świat Metra przemawiał o wiele bardziej. Antywojenna i bardzo zasmucająca gra, którą oparto na powieści. Najbardziej przerażały mnie nie stworki ale co człowiek potrafi zrobić drugiemu człowiekowi, całemu gatunkowi, kierując się dumą i polityką. Moskwa to prawdziwie martwe miasto po apokalipsie nuklearnej, w której zginęły miliony. Ich szczątki leżą tam gdzie zastało ich uderzenie nuklearne.
Na niespokojny i tajemniczy klimat Stalkerów głównie wpływała genialna muzyka.
2. Fabułę oparto na dobrej powieści Głuchowskiego. Jest ona głębsza, ma więcej wątków niż wszystkie Stalkery razem wzięte. Te fabułę mają banalną.
3. Elementy rpg? :D Jakie elementy rpg? Trochę zadań pobocznych? Żarty się tu kogoś trzymają...
4. NPC w Stalkerach to banda matołów, która sama wchodzi w anomalię i podkłada się mutantom. Stalker w egzoszkielecie nie radzi sobie z psami. Dopiero mody to poprawiły w jakimś stopniu (flankowanie i używanie granatów).
Dodajmy, że mody do stalkerów zachwycają swoją niestabilnością. "Prypeci" nie ukończyłem przez bugi...
Większość crpgów nie ma wielu tabel. Mass Effect czy chociażby polski Wiedźmin są na to przykładem (tabela dla znaków, walki na miecze i alchemii... potem to nawet zaledwie jedna).
System walki... jest marny. Większość starć polega na faktycznie wybawieniu stworka ze stada (bo te nie grzeszą rozumkiem). Stoisz w miejscu i machasz mieczem w lewo-prawo bądź góra-prawo. Żadnych uników, ripost, nic więcej. Już Risen był bardziej skomplikowany (ale to była czwarta gra studia). Wybawianie znajdziesz również we Wiedźminach.
No cóż, niektórzy najwidoczniej to lubią. Ja cieszyłbym się gdyby chociaż dopracowano fabułę i zadania. GI był moim pierwszym pełnokrwistym rpgiem toteż po latach zaznajomienia się z nowymi tytułami widzę braki. Podobnie jestem w stanie zrozumieć graczy równocześnie wdawanych rpgów izometrycznych. Ich częściowy zawód. GIINK to już wyższa półka jakościowa, a w GIII oprócz optymalizacji zadań znów nie dopracowano. Risen I też zawodził... jako, że było już po pierwszym Wiedźminie, Mass Effect i chyba nawet Dragon Age (oraz parę lat po Oblivionie) to Risen nie był już w stanie zyskać swoich "kultystów".
Jest tak bez wad, że męczę trzeci rozdział już kilka dni. Na siłę.
Właśnie próbuję wejść z Gornem do ruin klasztoru. Po kamień ogniskujący. Czarny wojownik blokuje się... albo gubi się po drodze... a teraz jako chrząszcz podszedłem za blisko kołowrotu i muszę znów wczytać sejw.
Rozwiązania zagadek mam dosłownie podstawiane pod nos. Nawet nie muszę ich szukać.
Gothica I najlepiej w obecnych czasach sobie... odpuścić. Zbyt archaiczny, niedorobiony. GII doczekał się dodatku i przynajmniej jest taką grą o jakiej twórcy śnili. Nie jestem już w stanie wczuć się w klimat kolonii karnej.
Litościwie usunąłem moją kopię po wizycie w grobowcu orków. Niech gothiczek pozostanie miłą przeszłością.
Po prostu czyściło się mapę dla doświadczenia i ewentualnego łupu w postaci rośliny bądź mikstury podnoszącej statystyki. Pozwalającej zaoszczędzić cenne punkty. Otwierało się każda skrzynię, rabowało się ludzi i lokacje ze WSZYSTKIEGO. Z zachłanności, nawet gdy mieliśmy w nich zwykłe śmieci. W GI raptem istniało jedno ukryte zadanie.
Teraz człowiekowi żal na to czasu. Wszystkie ważniejsze lokacje są powiązane z zadaniem głównym. WIII poszła o krok dalej i na mapie umieściła dziesiątki zadań ukrytych. Bez znaczników, takie na które natykamy się przypadkiem podczas podróży (co motywowało do jeździectwa). W Gothicach jeszcze tego nie było ale chyba nikt z nas jakoś nie odczuwał monotonii i nudy. Nie znaliśmy nic innego.
Strasznie się zestarzała. Bynajmniej nie graficznie biorąc pod uwagę mody z teksturami i cieniami. To mechanika najbardziej mnie boli. Co 12-14 lat temu było jeszcze akceptowane, a wręcz wymuszało dostosowanie się gracza do sterowania, teraz zabija swoją topornością. Walkę z większą grupą przeciwników, bądź pojedynczymi ale takimi, którzy stosują proste uniki, ciężko mi ogarnąć. Za dużo Wiedźminów itp. Sterowanie klawiaturą wymagającą dwóch rąk i myszą dla płynnego obrotu kamery jest wręcz karkołomne!
Nie wiem też co kiedyś lubiłem w klasie magów. Chyba jedynie odmienność. Połowę walk muszę toczyć za pomocą noszonej przy mieczu maczugi bowiem moje czary 4 poziomu są za słabe na szeregowego orka. Strzelam i uciekam... Chyba dlatego często wybierałem klasycznych rzeźników. Chciałem przejść cały cykl magiem ognia ale teraz zapewne dam sobie spokój. Zwyczajnie nie mam sił na zabawę w gothicowego berka.
Rozstawienie potworów... o matko. Kiedyś "warstwowość" była największym plusem, a teraz natykam się na ogromne stada potworków. W drugiej połowie drugiego rozdziału kilka wilków nie potrafiło mnie już zranić (szata ognia i zbroja cienia). Więcej czasu zajmuje zebranie skór niż eksterminacja sfory po "emocjonującej" walce. Pod względem potworków na mapie GII faktycznie zrobił duży postęp dodając z czasem poszukiwaczy i orkowe patrole. Dzięki czemu poczucie straconego czasu (podczas kursów pomiędzy obozami) nie było aż tak bardzo odczuwalne.
Zadania i fabuła bardzo straciła na swym uroku. Większość dialogów pomijam kliknięciem bo nie mam siły ich wysłuchiwać. "Wielki test" na maga jaki przeprowadził arcymistrz został sprowadzony do trzech idiotycznych pytań
Jedyne co pozostało to dobra muzyka oraz klimat pierwszych kilku godzin rozgrywki. Boję się odpalać dwójki aby nie narażać dobrych wspomnień na zniszczenie.
Chyba lepiej było mi odpalić "Wiedźmina I". Klikacze wolniej się starzeją, a o fabule i dialogach trudno powiedzieć coś złego. Tylko trochę kinowości następców brak.
Wstrzymuje się od oceny aby nie krzywdzić staruszka.
Czytałem o tym modzie ale nie sądzę aby mógł załatać wszystkie bolączki jakie mnie dręczyły. Ta seria niestety opiera się na grindzie - mod może tylko skomplikować ten proceder. A jak wiemy grind oparty na rutynie walki z AI po prostu zjada cenny czas gracza.
Może się za bardzo postarzałem i stałem się bardziej wymagający w stosunku do gier...
Tym niemniej jako krótki powrót po latach do serii Rome II się sprawdził. Głównie za atrakcyjny scenariusz.
45 minut ledwie pograłem.
Póki co potwornie nudno choć zaczęło się efektywnie.
Ciągłe bicie orków po łbie, martwy świat (ale to Mordor)... System walki w miarę prosty ale jeżeli gra może zaoferować jedynie wyżynanie kolejnych hord to nie wiem czy jest w ogóle sens marnować czas.
Skradanie wygląda komicznie gdy porówna się je np. z takim Styxem.
Jedynie system awansu orków wygląda interesująco.
Nie rozumiem całego tego miru, którym cieszył się ten produkt. Widziałem bardziej interesujące przeciętniaki.
Po namyślę i kolejnych (dwóch)rozegranych kampaniach stwierdzam, że właściwą oceną dla tej części powinno być 5/10.
W ostatniej fazie budowy Imperium nie ma zasadniczo nic więcej do roboty oprócz "przewijania tur". Komputer nie stanowi godnego przeciwnika, nie radzi sobie nawet z budową armii stawiając na tanie oddziały. Takimi nie jest w stanie nawiązać walki podczas bitwy.
Podczas mojej gry Sasanidami dobrze się bawiłem do momentu inwazji na rzymski Egipt. Wcześniej podbiłem cały wschód, dla draki. Obejrzałem system satrapii - nie ma on większego sensu oprócz klimatu. W pełni podbita prowincja daje większy dochód przy generowaniu takich samych problemów za rozrost imperium.
Egipt szybko się poddał (został Satrapią). Potem padły kolejne prowincje, pojedynczo. Podboju Italii sobie darowałem podpisując umowy z rzymską Galią i jej prowincjami. Byłem na prostej drodze do zwycięstwa ekonomicznego / militarnego... ale zadałem sobie pytanie: "Po co"? Ślęczenie przy tej grze na tym etapie jest jedynie gigantycznym marnowaniem czasu. Nawet front wewnętrzny można opanować bez większych problemów jeżeli w skarbcu jest dość środków aby wysyłać opozycję na misje dyplomatyczne.
Poza tym przy zdolnościach komputera 3/4 bitew rozegrałem w trybie automatycznym aby nie okładał beznadziejnych garnizonów miast. Nie stoczyłem ani jednej bitwy morskiej mimo posiadania całej eskadry okrętów.
Najlepiej się bawiłem poznając grę, poruszając się po Italii z IV p.n.e. Potem coraz większa nuda.
Quo Vadis Total War?
Dziesięć lat od premiery... a graficznie ciągle wygląda dobrze. Duża w tym zasługa kolorystyki i wszechobecnego jasnego światła - widoki zapierają dech w piersiach. Starzeje się z gracją.
Poza tym muzyka wyjątkowo nie zachwyca. Niegdyś seria tym się szczyciła lecz teraz uszy bolą.
Z racji mego bzika na punkcie Etrusków pograłem ostatnimi czasy nieco w dlc "Rise of the Republic".
Nie miałem większych wymagań z powodu mych wrażeń, które przeżyłem w Napoleonie: TW. Generalnie mówiąc jestem nawet zadowolony pod warunkiem, że tą grę traktuje jedynie jako przerywnik zamiast robić z niego podstawę komputerowej rozrywki.
Co mi się podobało:
- Sensownie zrobiony system polityki wewnętrznej. Dzięki niej nawet na późnym etapie rozgrywki mamy sporo pracy przy budowaniu relacji z poszczególnymi rodami. Przy dużym Imperium musi dojść prędzej czy później do krwawej wojny domowej dzięki czemu nigdy nie cierpimy nudy.
- Rozbicie prowincji na stolicę i osady. Tych ostatnich nie da się ufortyfikować. To ułatwia podbój ale też utrudnia obronę, zwłaszcza przy ograniczonej liczbie armii.
- Drzewko technologiczne.
- ŻYWNOŚĆ. Nie wystarczy złoto, trzeba jeszcze zapewnić produkcje jedzenia dla armii i mieszkańców. Po zdobyciu ogromnego Rzymu ekspansja Etrusków została zahamowana na kilka lat. Brakuje mi niestety możliwości importowania zboża np. z Afryki. Zakładam, że na mapie Imperialnej (np. w kampanii Augusta) nie da się wywołać rozruchów w Italii poprzez odcięcie dostaw z Egiptu. :(
- Poprawione AI. W aktualnej wersji gry komputer bardzo przeciętnie radzi sobie na mapie strategicznej. Dobrze buduje relacje z innymi państwami, zakłada duże sojusze i konfederacje. Dalej nie potrafi dobrze poruszać się armiami, błądzi nimi po drugim krańcu mapy. Nadal też nie jest w stanie zbudować solidnej armii (normalny poziom trudności) przez co obok elitarnych oddziałów maszeruje masa nieszkodliwej biedoty. Dobrze wyglądają bitwy. AI wysyła kawalerię flankami i stara się uderzyć na tyły falangi bądź też zapolować na łuczników. Dzieli siły ale też potrafi je skumulować aby wyprowadzić przełamujące uderzenie. Najbardziej podobał mi się fragment bitwy, w którym taki Tarent wykorzystał konnych łuczników do zniszczenia jednego skrzydła złożonego z jednostek najemnych - najpierw przetrzebił ich ostrzałem, potem uderzył ciężką kawalerią. Jednym słowem nie jest tragicznie (poziom bitew bardzo trudny). Ba, nawet całkiem dobrze (komputer potrafi wydzielać rezerwy ze swej armii i rzucać je do boju w krytycznych sytuacjach - kto nie wierzy ten niech zagra wyrównane starcie w trybie Custom Battle i obserwuje poczynania komputera).
- Bitwy morskie. Bo są. Wymagają nieco innych umiejętności niż tradycyjne starcia lądowe, większej ilości mikro zarządzania. W zależności od wyboru cywilizacji otrzymujemy diametralnie różne od siebie floty z właściwą dla nich taktyką. Państwa basenu morza śródziemnego potrafią zadać ciężkie straty barbarzyńcom poprzez stosowanie częstego taranowania.
- Gra nadal jest rozwijana i ubogacana o kolejne dlc, które rozmiarem dorównują dawnym pudełkowym dodatkom.
- Etruskowie. :D Dopiero Liga Etruska (podzielona na kilka niezależnych prowincji) skłoniła mnie do przetestowania produktu. Armia została do pewnego stopnia złożona poprawnie. Rażą jedynie jednostki z czasów kultury Vlilanova... gdy akcja rozpoczyna się w momencie ekspansji celtyckiej w Italii. :) Już Rzymianie wyglądają lepiej ze swą hoplicką bazą. Na szczęście nieco technologii pozwala nam dotrzeć do właściwych oddziałów - Ciężka jazda i hoplici I klasy, hoplici średni II i III klasy, harcownicy IV klasy. Brakuje jedynie ostatniej reformy i wprowadzenia na uzbrojenie pilum.
Dbanie o poprawność historyczną w kwestii jednostek jest ogólnie mówiąc widoczna ale czasami więcej tu fantastyki niż faktów (typu różnych oddziałów pikinierów w armii rzymskiej w III n.e).
- Podobają mi się również drobiazgi typu rozmowy żołnierzy w oddziałach i komentarzy dotyczące bieżącej sytuacji.
Na minus
- Przede wszystkim brakuje mi zapamiętywania ustawienia formacji w bitwach. Taka opcja istniała w poprzednich częściach co często bardzo pomagało wygrać bitwy.
- Mało czytelne karty postaci... Jednakże w porównaniu z innymi grami (np. Crusader Kings) nie jest źle i można się do tego przyzwyczaić.
Lata temu straciłem nadzieję odnośnie serii ale w pełni połatany i zaopatrzony w dlc Rome II potrafił mnie mile zaskoczyć. Może nie na tyle aby spróbować z Warhammerem.... ;)
Z racji mego bzika na punkcie Etrusków pograłem ostatnimi czasy nieco w dlc "Rise of the Republic".
Nie miałem większych wymagań z powodu mych wrażeń, które przeżyłem w Napoleonie: TW. Generalnie mówiąc jestem nawet zadowolony pod warunkiem, że tą grę traktuje jedynie jako przerywnik zamiast robić z niego podstawę komputerowej rozrywki.
Co mi się podobało:
- Sensownie zrobiony system polityki wewnętrznej. Dzięki niej nawet na późnym etapie rozgrywki mamy sporo pracy przy budowaniu relacji z poszczególnymi rodami. Przy dużym Imperium musi dojść prędzej czy później do krwawej wojny domowej dzięki czemu nigdy nie cierpimy nudy.
- Rozbicie prowincji na stolicę i osady. Tych ostatnich nie da się ufortyfikować. To ułatwia podbój ale też utrudnia obronę, zwłaszcza przy ograniczonej liczbie armii.
- Drzewko technologiczne.
- ŻYWNOŚĆ. Nie wystarczy złoto, trzeba jeszcze zapewnić produkcje jedzenia dla armii i mieszkańców. Po zdobyciu ogromnego Rzymu ekspansja Etrusków została zahamowana na kilka lat. Brakuje mi niestety możliwości importowania zboża np. z Afryki. Zakładam, że na mapie Imperialnej (np. w kampanii Augusta) nie da się wywołać rozruchów w Italii poprzez odcięcie dostaw z Egiptu. :(
- Poprawione AI. W aktualnej wersji gry komputer bardzo przeciętnie radzi sobie na mapie strategicznej. Dobrze buduje relacje z innymi państwami, zakłada duże sojusze i konfederacje. Dalej nie potrafi dobrze poruszać się armiami, błądzi nimi po drugim krańcu mapy. Nadal też nie jest w stanie zbudować solidnej armii (normalny poziom trudności) przez co obok elitarnych oddziałów maszeruje masa nieszkodliwej biedoty. Dobrze wyglądają bitwy. AI wysyła kawalerię flankami i stara się uderzyć na tyły falangi bądź też zapolować na łuczników. Dzieli siły ale też potrafi je skumulować aby wyprowadzić przełamujące uderzenie. Najbardziej podobał mi się fragment bitwy, w którym taki Tarent wykorzystał konnych łuczników do zniszczenia jednego skrzydła złożonego z jednostek najemnych - najpierw przetrzebił ich ostrzałem, potem uderzył ciężką kawalerią. Jednym słowem nie jest tragicznie (poziom bitew bardzo trudny). Ba, nawet całkiem dobrze (komputer potrafi wydzielać rezerwy ze swej armii i rzucać je do boju w krytycznych sytuacjach - kto nie wierzy ten niech zagra wyrównane starcie w trybie Custom Battle i obserwuje poczynania komputera).
- Bitwy morskie. Bo są. Wymagają nieco innych umiejętności niż tradycyjne starcia lądowe, większej ilości mikro zarządzania. W zależności od wyboru cywilizacji otrzymujemy diametralnie różne od siebie floty z właściwą dla nich taktyką. Państwa basenu morza śródziemnego potrafią zadać ciężkie straty barbarzyńcom poprzez stosowanie częstego taranowania.
- Gra nadal jest rozwijana i ubogacana o kolejne dlc, które rozmiarem dorównują dawnym pudełkowym dodatkom.
- Etruskowie. :D Dopiero Liga Etruska (podzielona na kilka niezależnych prowincji) skłoniła mnie do przetestowania produktu. Armia została do pewnego stopnia złożona poprawnie. Rażą jedynie jednostki z czasów kultury Vlilanova... gdy akcja rozpoczyna się w momencie ekspansji celtyckiej w Italii. :) Już Rzymianie wyglądają lepiej ze swą hoplicką bazą. Na szczęście nieco technologii pozwala nam dotrzeć do właściwych oddziałów - Ciężka jazda i hoplici I klasy, hoplici średni II i III klasy, harcownicy IV klasy. Brakuje jedynie ostatniej reformy i wprowadzenia na uzbrojenie pilum.
Dbanie o poprawność historyczną w kwestii jednostek jest ogólnie mówiąc widoczna ale czasami więcej tu fantastyki niż faktów (typu różnych oddziałów pikinierów w armii rzymskiej w III n.e).
- Podobają mi się również drobiazgi typu rozmowy żołnierzy w oddziałach i komentarzy dotyczące bieżącej sytuacji.
Na minus
- Przede wszystkim brakuje mi zapamiętywania ustawienia formacji w bitwach. Taka opcja istniała w poprzednich częściach co często bardzo pomagało wygrać bitwy.
- Mało czytelne karty postaci... Jednakże w porównaniu z innymi grami (np. Crusader Kings) nie jest źle i można się do tego przyzwyczaić.
Lata temu straciłem nadzieję odnośnie serii ale w pełni połatany i zaopatrzony w dlc Rome II potrafił mnie mile zaskoczyć. Może nie na tyle aby spróbować z Warhammerem.... ;)
Ja tam bym chciał trzeci dodatek do Wiedźmina. Choć wierzę, że Cyberpunk 2077 może okazać się świetną grą to jednak wolę piękne zielone bory, porośnięte mchem ruiny, wioski pełne drewnianych chałup pokrytych strzechom... nie zapominajmy o świetnym systemie walki mieczem.
Póki co zapewne przyjdzie nam poczekać 3-4 lata na premierę "2077".
Dwieście siedemdziesiąta trzecia zapowiedź Stalkera 2...
2021? Taaaaa...
Mam podobny staż (choć w latach 2015-2017 mało grywałem). Zaczynałem w 2013, gdy na niebie dominowała "Dora premium".
Jeżeli chodzi o bombowce ich marna siła nie jest winą samego gajin co graczy. Każdy imbecyl w myśliwcu dostawał szału gdy nie potrafił sprostać nieprzyjacielskiej maszynie bombowej. Mówienie im iż ich debilna taktyka polegająca na leceniu w linii prostej za B-17, przez 30 sekund, musi się skończyć tragedią nie przynosiła żadnego rezultatu.
Doświadczeni gracze w latach 2013-2014 radzili sobie z bombowcami wroga. Przeważał jednak plankton (zwłaszcza "ruski". Ten płaczem wymusił "zbalansowanie" rozrywki. Najpierw ukręcono łby strzelcom i ich karabinom, potem wytrzymałość maszyn... potem bomby. Równocześnie "myśliwski plankton" dostawał coraz mocniejsze konstrukcje. Ja odpuściłem sobie "poważniejszą" grę w momencie pojawienia się FW-190 na tierze 3.3. Swoją siłą ognia szatkowały KAŻDY bombowiec w sekundy.
Wielka szkoda. Uwielbiałem loty na Ki-49, Beufortach, B-25, A-20, Su-2. Gdy gra wymagała od Ciebie planowania lotu z i nad cel (jeżeli nie byłeś "kamikadze"). Trzeba było znać planszę i czas lotu. Znać miejsca zasadzek wrogich myśliwców oraz samemu je wciągać w pułapki wykorzystując własną artylerię plot. Było interesująco.
Owszem. Pięć kosmetycznych, dwa główne. Ale to nie Wiedźmin, tutaj wybierasz je na końcu.
A ja nie. Ostatni raz w jakąś grę z serii grałem w 2016. Bawiłem się jako-tako, głównie chciałem sobie przypomnieć jak ona wygląda.
Stalkery to produkty średniej klasy, na raz. W roku wyjścia faktycznie potrafiły pochłonąć gracza, zawdzięczały to przede wszystkim znakomitemu klimatowi. Postradziecki świat Czarnobyla i okolic, porzucony w panice przez pierwotnych mieszkańców, opanowany przez mutanty z którymi mierzą się dzielni śmiałkowie-stalkerzy. Szabrownicy, poszukiwacze przygód, próbujący zarobić na życie przemierzali spore mapy... Świetna szarobura grafika, dołująca muzyka i dubbing rosyjski wsparty polskim lektorem (te elementy przetrwały próbę czasu). Gra była nawet całkiem fajnym wyzwaniem zanim gracz dorobił się porządnego ekwipunku. Gra oczarowywała swą oryginalną słowiańską atmosferą.
Niestety była produktem na raz. Dość marna fabuła, brak porządnych questów. Słaby sandboks, zero elementów RPG, survivalu brak. Po zapoznaniu się ze światem i mutantami przestawała straszyć, lokacje nużyły w momencie kolejnych odwiedzin. Przestawała być tajemnicza... i nic ciekawego nie pozostawało. AI przeciwników w podstawowej wersji zabijało gracza głównie swoją głupotą.
Powstało wiele, wieeeeele modów. Niektóre dodały nową fabułę, inne mnóstwo broni, trochę wyciętych mutantów. Zadań nie poprawiono, elementów rpg nie wstawiono (bo niby jak). Skupiono się na survivalu jak konieczność snu i jedzenia. Niby fajnie - niestety w teorii. Gra na modach wymaga cholernie dużo cierpliwości bowiem archaiczny silnik dostawał czkawki nawet w wersji podstawowej "Cienia". Z modami crashe były normalnością, którą trzeba było znosić. Niektórych nie dało się nawet przeskoczyć, a gra przedwcześnie się kończyła. Robaczka x-ray pamiętam bardzo dobrze nawet dzisiaj.
Grafikę usiłuje się pudrować kolejnymi modami (z różną optymalizacją i stabilnością), gameplayu i fabuły nie da się przeskoczyć. Pozostaje jedyne miłe wspomnienie, którego nie chce się niszczyć ponowną wizytą w zonie.
Z postapokaliptycznych FPSów wolę zdecydowanie METRO. Dość ciężka gra, z nawet lepszym klimatem (utrzymującym się do dziś), świetną fabułą i postaciami obok których nie dało się przejść obojętnie. Last Light to jeden z najlepszych gier fps w jakie w życiu grałem.
Generalizujecie. Na polskim YT również można coś ciekawego wygrzebać - przykładowo kanał NRGeeka. Stosunkowo mały ale rzetelny i zróżnicowany (poza tym kiedyś - na moje życzenie - pokazał mi swój Kaloryfer. Mrau!). Od jego materiałów przynajmniej nie dostaje się raka mózgu, tak jak w przypadku większości polskich yt gamingowych... brrr...
No weź, nie odkładaj na później tego czeskiego buggerfalla, którego optymalizowano młotkiem na kowadle... Nie pozbawiaj się tej przyjemności obcowania z tymi wszystkimi śmiesznymi błędami. :D
Trochę nie na moją kieszeń - 5,5tyś za laptopa plus 1 tyś. za budę i kolejne 1,5tyś. za kartę graficzną do budy. Budy ze sobą nie wezmę, popatrz zresztą jakie jest to wielkie i nieporęczne... prawdopodobnie stacjonarny byłby lepszym wyborem niż taka "hybryda"
Zresztą ja w zeszłym roku pograłem może 100h łącznie, 200h w 2016. Mam inne hobby... kuszące ale nie bardzo widzę sens takiego rozwiązania dla szeregowego gracza.
Nie słyszałem o czymś takim - miałem 8 lat spokoju od nowinek komputerowych. Jak dasz link to chętnie przemyślę sprawę.
To laptop - jak będzie mi przeszkadzać grzanie przeniosę go w inne miejsce. Mój obecny też się potrafi grzać i żyję. :P Poza tym wydawanie 1,5 tysiąca na konsole i kilku stów na każdą grę mija się dla mnie z celem... aha - nie mam telewizora. Dla mnie laptop jest "telewizorem". :P
Jeżeli znajdę coś o podobnych / lepszych parametrach to kupie coś innego. Głośność nie jest dla mnie wadą.
Granie na laptopie to funkcja dodatkowa. Przede wszystkim chcę mieć komputer przenośny... gdy gdzieś wyjadę na dłużej nie zabiorę stacjonarki. Nie grałem też intensywnie od 2015 roku... Laptop jako narzędzie wielofunkcyjne sprawdza się lepiej i nawet mego leciwego Acera 5740G ciągle używam (niestety Acer poskąpił na obudowie i komputer zaczyna się sypać). Czytanie, oglądanie filmów, internet, pisanie dokumentów, pojemny dysk (dokupiłem SSD)... 8 lat się sprawdzał, miałbym trudności z przejściem na stacjonarny.
Poza tym do kosztów stacjonarki dolicz monitor itp. rzeczy - przestaje być tak miło.
Celuję w ten https://www.komputronik.pl/product/444159/dell-inspiron-15-7577-002-.html?fromVariant=1 ale najchętniej poczekam aż stanieje jego wersja z i7. Na pewno też będę chciał 16gb ram. Za jakiś czas Czesi poprawią optymalizację tej gry... ale bardziej jestem ciekawy Metra.
A miało być tak pięknie, miał być "czeski wiedźmin"... Może za rok przynajmniej poprawią bugi ale np. brak ran po ciosach na ciele oponenta czy ta marna mimika i drewniane cutscenki pozostaną. Chciałem dla niej kupić nowego notebooka ale się wstrzymam (do premiery najnowszego Metra)
Królem ta gra nie jest... ale z pewnością zdobyła serca wielu graczy w Polsce. Prosta mechanika, dużo akcji, eksploracji, klimatu i polskojęzyczny DUBBING to jej największe atuty. Dzięki nim zapisała się w naszej pamięci bardzo pozytywnie (w porównaniu do innych tytułów RPG z przełomu wieków, gier w rzucie izometrycznym, z masą czytanego tekstu). Mimo wszystko jednak gatunek action RPG cały czas szedł naprzód i doczekaliśmy się tytułów lepszych w każdym aspekcie. Głównie chodzi tu o Wiedźminy. ;)
Chętnie do gry kiedyś wrócę... nie grałem od 2013 i ciągle czeka na mnie ścieżka Śniącego.
BARDZO przydałoby się tej grze spolszczenie. Dużo tekstu bez dubbingu, slang, brak cutscenek odpiera sporo frajdy z rozgrywki.
Póki co gra wygląda biednie, głównie z racji ubogiego systemu walki. Brak widowiskowości przykuwającej uwagę gracza, jakiejś dramaturgi i emocji z nią związanych. Najbardziej walki broń biała kuleje - czy Piranha nie zauważyła upływu czasu, nie zerwali kalendarza "2005" ze ściany?
Walka bronią palną stoi na poziomie karygodnym, jest strasznie mało skomplikowana i wymagająca. W tej materii dokonał się spory postęp, choćby podstawowy już system osłon, zatem mietek stojący w szczerym polu i nawalający z pukawki do sobie podobnych wzbudza jedynie me zażenowanie i smutek z powodu marnowanego potencjału.
Jeżeli Piranha nie będzie podążać z duchem czasu naśladując konkurencję gdy idzie o najlepsze aspekty ich gier "Elex" stanie się ich ostatnią grą zakupioną jedynie przez wykruszającą się grupę fanów pierwszych Gothiców. Bez nich już dawno przestaliby niestety istnieć.
Gdy dziewięć lat temu po raz pierwszy zetknąłem się ze światem wykreowanym przez Ukraińców byłem oczarowany do tego stopnia iż Zona śniła mi się po nocach. Gęsty klimat, który buduje opuszczona, niszczejąca postkomunistyczna szarobura kraina z mutantami oraz anomaliami, śmiałkowie stawiający czoło zdegenerowanej naturze...
Zew Prypeci jest niestety nudny. Do bólu, był taki nawet w dniu premiery. Produkcja stawia nadal na klimat, na większe plansze ale zapomina o clou porządnej gry czyli fabule oraz misjach. Te są niestety słabe, a za motor napędowym służy chęć eksploracji... która szybko się kończy bowiem tutaj wystarczy jeden rzut oka aby ocenić dane miejsce. Żeby chociaż mogły nam opowiedzieć jakąś historię ale cóż, CoP nawet nie próbuje udawać gry rpg. Idź, obejrzyj, zabij itd. Od nudy oraz rutyny można zdechnąć mimo szczerych chęci i entuzjazmu.
Nie mogę jej odmówić jednak widoków oraz grafiki, zwłaszcza po usprawnieniu modami.
Lepiej bawiłem się przy dowolnej części Metra, produkcji stawiającej na imersję z bardzo dobrą, emocjonująca historią, interesującymi postaciami, nietuzinkowymi lokacjami. Sandbox nie zawsze okazuje się słusznym rozwiązaniem.
Pięknie się seria "uwstecznia". Nie potrafisz czegoś ulepszyć, poprawić, dopracować - WYWAL TO! Nowe motto CA... Rozumiem fanów Warhammera ale bez niego ta gra jest pozbawiona uroku.
Bardzo dobry pomysł jeżeli chodzi o świat. Brzmi zachęcająco. Mam nadzieję, że jednak zerwą z risenogothiciem w kilku kwestiach jak np. ich archaiczny system walki. Siłą Gothiców zawsze był bezwzględny świat, klimat, fabuła z interesującymi misjami, imersja, poziom trudności, resztę można zmienić bądź też ulepszyć.
Po tylu latach powinniśmy dostać do rąk coś takiego:
http://www.dsogaming.com/screenshot-news/grim-fandango-environment-recreated-in-unreal-engine-4/
Ulepszone modele, oświetlenie i detale są fajne jednak mogły być lepsze. Ba, mogli wykonać solidną reedycję tego hitu. Aczkolwiek niezadowolony nie jestem ponieważ siła tej gry nie tkwi w grafice lecz w świetnym klimacie, dubbingu, humorze oraz trudnych zagadkach - to zostało zachowane.
Zakończenie... zważywszy iż seria kontynuowana nie będzie (tak zapowiedzieli twórcy) jest ono prawdopodobnie najgorszym z możliwych (chodź jednocześnie pasuje do wałkowanego w jednym z rozdziałów przesłania "Nadzieja"). No trudno, trzeba się zadowolić tym co jest chodź to co jest zrobiono w pośpiechu co szokuje bowiem twórcy takie zakończenie obmyślili już na początku przygody z Deponią i mogli je dopracować (w porównaniu do cz.I jest słabo).
Wielka niespodzianka tego roku.
Do gry podchodziłem skrajnie sceptycznie. Ruse bardzo nie przypadł mi do gustu, spodziewałem się dennej kopii w czasach współczesnych. Mało realizmu, kolejny kolorowy RTS. Zatem pozostawałem przy WiC, wietnej pozycji.
Grę zakupiłem spontanicznie (cena 69zł za nowość wyglądała kusząco). Pobrałem przez Steam, uruchomiłem.. zaskoczenie. WEE nie można stawiać na równi z WiC, ponieważ ten ostatni wypada bardzo niekorzystnie, zwłaszcza kiedy chodzi o realizm. WEE stawia na odwzorowanie starć, mamy całą plejadę sprzętu, istny zalew (wyposażenie Brytyjskie, Francuskie, Niemieckie (RFB), Amerykańskie, Czeskie, Niemieckie (NRD) i Radzieckie. Bardzo ładnie zróżnicowanie, trzeba dokonywać wyborów i można tworzyć swoją taktykę - czy wybierzemy drogie, zabójcze oddziały, pożerające zasoby w zastraszającym tempie, poszukamy czegoś pośredniego czy pójdziemy w taktykę taniego sprzętu z odzysku.
WEE przypomina mi coś pomiędzy Blitzkriegiem, a Combat Mission... z racji skali nie można było zrobić z tego kolejnego Combata, ale jest też bogatszy w szczegóły niż Blitzkrieg. Tutaj trzeba kombinować ze swoim sprzętem, dokładnie planować etc. Taka komputerowa namiastka wojny.
Dubbing jest świetny. Często z humorem. Każda nacja mówi w własnym języku.
Są i wady, brak samolotów, muzyka bez klimatu (chociaż takie menu jak najbardziej wykonano klimatycznie)... ale nie stwierdziłem ich dużej ilości. Oprawa graficzna cacy, dźwięk też niczego sobie.
Cztery odrębne kampanie, każda zaczyna się w jakimś krytycznym momencie zimnej wojny. Np. kampania druga to tłumienie Wielkiego Polsko-Czeskiego powstania przez siły rządowo-radzieckie.
Warto kupić.
Przyznam się, że nazbyt często w przygodówki nie gram... co muszę koniecznie nadrobić (świetny trening dla umysłu). Zwłaszcza tego typu przygodówki.
Świetna muzyka (muszę poszukać w plikach lub na YT i zgrać na jakiś odtwarzacz) i dźwięk.
Dubbing ma różny poziom, ale większość postaci przemawia charakterystycznym dla siebie sposobem. Zniewalająco tym swoim francuskim akcentem i słodkim głosem przemawia Mona, nietoperz i Szprytek (cudne imię swoją drogą) także dają radę. Nie mogę pominąć też Frankiego lub Gargulców itd.
Szkoda, że jest króciutka. Szkoda też, że nie rozwinięto wątku z łowcami (wielka... ciągle pamiętam trailer z nimi i właśnie dzięki niemu gra utkwiła w mej pamięci. Przypomniałem sobie o niej całkiem niedawno, miałem szukać po sklepach... a tutaj heca, gdyż pojawia się w CDA).
Poziom zagadek... produkcja jest raczej pod familię. Nie są one zbyt karkołomne, prędzej czy później się do nich dojdzie... choćby łażąc tu i tam, stosując "TAB" i klikając wszystkim we wszystko. Nie ma zamka-nie-do-przejścia. Mało abstrakcji, albo mój mózg już nie rozróżnia jej za bardzo.
Skoro to gra familijna to humor został napisany pod familię. Trochę pochichotałem, czasami ryknąłem śmiechem, ale nie ryczałem ze śmiechu cały czas. Może to i lepiej. Zdecydowanie poprawia samopoczucie. Spokojnie można dawać dzieciom.
Świetny klimat, najlepszy w Zamku Wargów - wystrój wnętrz połączony z niesamowitą muzyką urzeka.
Podoba mi się i tyle.