Kingdom Come: Deliverance
Jestem fanem gier RPG, w które od lat się zagrywam. Zwykle wolałem gry przepełnione magią i potworami ale ten tytuł naprawdę mnie mocno zainteresował, bo jestem przede wszystkim ciekawy rozwiązań rozwoju postaci oraz wpływu na świat, które umożliwia rozgrywka. Ciekawym jest też zachowanie realizmu, szczególnie w kwestii historycznej i zdecydowanie znudziły mi się też gry, gdzie faktycznie mechanika każe czekać na cios przeciwnika, bo to zapewnia najlepszą taktykę pokonywania kolejnych zastępów wrogów. Pomimo tego, że gra przypomina nieco za bardzo Obliviona, to jednak nie traktuję tego jako wadę, a bardziej właśnie jako zaletę. Miło będzie wrócić wspomnieniami do czasów kiedy zagrywałem się w TES: IV.
Jestem też zaintrygowany spojrzeniem właśnie czeskiego studia na przemysł kreatywny gier. Polacy już pokazali, że robią dobre gry, więc mam nadzieję, że Czesi nie pozostaną w tyle i ta gra będzie potwierdzeniem kreatywności słowiańskich ludów oraz ich umiejętności co do tworzenia ciekawych historii, światów.
Co jeszcze zaintrygowało i poruszyło moje serce czytając opis Kingdom Come? Jestem miłośnikiem intryg i machinacji politycznych, więc mam nadzieję, że ten watek, będzie naprawdę mocno rozwinięty. Ba! Czasami te wątki potrafią mnie wciągnąć o wiele bardziej niż ciągłe rozgrywanie bitew i walk. Mam wielką nadzieję, że gra spełni moje oczekiwania w tym względzie.
Podsumowując, czekam na możliwość zagrania w tą grę z wielką niecierpliwością i mam ogromną nadzieję na ciekawą warstwę fabularną.
Ja za to uważam, że handel naprawdę jest opłacalny. Można się w dość ciekawy sposób nawet targować, nie jeden raz udało mi się zaspokoić potrzebę miasta na jeden z surowców :)
Hej, czy tylko mi się zrobił taki błąd? Nie mogę zebrać żelaza, elfiego korzenia i kilku innych materiałów ale inne za to normalnie pojawiają się w ekwipunku. Nie mogę przez to zakończyć wielu misji ;/
Słowa odbiły się echem w umysłach trójki bohaterów. Bella zacisnęła nerwowo dłonie na łuku, cięciwa napięła się do granic możliwości grożąc pęknięciem. Głuchy stukot zwrócił uwagę także oniemiałego Oghrena, to był kostur, opuszczony z wrażenia przez młodego maga. Płomienie buchnęły na szponach bestii, blask lawy wydawał się słaby kiedy niebieski ogień rzucił swe światło na szare ściany. Maren syknął i dotknął skroni, z jego nosa uleciała strużka krwi.
- Wygląda na Pychę ale… jest w nim coś innego, wydaje się potężniejszy niż z tym, którego pokonałem w Katordze. – Wyszeptał czarodziej po czym podniósł swój kostur. Cały czas miał zmarszczone brwi, na jego twarzy pojawiła się determinacja. Przecież to była tylko kolejna Katorga, musiał się przygotować na walkę z demonami.
- Skutwiały demon, oberwie ze dwa razy po łbie toporem i się nauczy nie brzuchacić krasnoludzkich kobiet. – Mocniej zacisnął duże dłonie na swym toporze ale bestia zaledwie machnęła swą łapą aby unieruchomić całą trójkę. Sytuacja nie mogłaby się bardziej skomplikować aczkolwiek niezbadane są wyroki Stwórcy. Potężny krzyk, kobiecy krzyk mógłby niemalże poruszyć głazy. Gada złapała się za brzuch i skuliła na twardej posadzce.
Przerażenie malowało się w oczach całej trójki bohaterów. Nawet bestia szybko się odwróciła spodziewając się zagrożenia. Czarodziej zwrócił swoje spojrzenie ku bestii, w jego oczach kryła się furia, gniew a te w umyśle maga były niebezpieczne.
- Nie będę… twoją… marionetką! – Krzyknął i nagle z jego ciała wydobyła się niebieska energia. Oghren, Bella i sam Maren upadli na kolana. Czarodziej nie spodziewał się, że uwolni jedno z najpotężniejszych zaklęć magii ducha… Jego silna wola pozwoliła mu jednak rozproszyć działanie wrogiej magii. Podniósł szybko swój kostur i spojrzał na Oghrena.
- Odciągniecie jego uwagę i pozwólcie mi działać! Trzymajcie go jak najdalej ode mnie! – Krasnoludowi nie trzeba było powtarzać, rzucił się od razu na nogę stwora tnąc potężnie w jego goleń. Niewiele to zrobiło demonowi, ostrze zwyczajnie odbiło się od grubej skóry bestii. Bella za to odskoczyła ku Marenowi i wycelowała strzałę w oko bestii. Ryk jaki wydał potwór wstrząsnął pomieszczeniem. W tym samym momencie Maren wycelował kostur w stwora i po wypowiedzeniu odpowiedniej, skomplikowanej inkantacji, zamknął bestię w kurczącej się klatce. Jak się okazało, to nie był koniec tego czaru. Wokół dłoni maga pojawiło się czerwone światło. Niewidzialne dłonie chwyciły bestię i rozerwały ją na pół obryzgując wszystkich czarną cieczą. Maren po tym zemdlał, stał się całkiem biały na twarzy. Bella rzuciła się od razu ku Gadzie ignorując wycieńczonego maga. Oghren za to czym prędzej udał się ku magowi. Chciał go ocucić jednakże w pewnym momencie ujrzał stróżkę krwi pod dłonią Marena. Wyprostował się i z kamienną twarzą przyjrzał się młodej magowi krwi.
Gada poroniła, nie urodziła demonicznego dziecka. Była jednak silna, parła do przodu nie odzywając się przez całe trzy tygodnie. Maren obudził się dopiero w drugim tygodniu powrotu. Zarówno Bella jak i Oghren obiecali zachować w tajemnicy jego umiejętności. Wszakże nie każdy mag krwi musi być złym człowiekiem. Gada została otoczona opieką przez króla Orzammaru. A później… wszyscy rozeszli się w swoje strony. Mimo wszystko w pamięci każdego zachowała się ta dramatyczna podróż.
KONIEC
- W mordę bryłkowca. – Tylko to zdołał odpowiedzieć Oghren, był to jeden z niewielu momentów w jego życiu kiedy nie potrafił rzucić kąśliwej uwagi. Jego niewidoczne spod gęstwiny rudej brody usta, przestały się ruszać a wzrok skupił na Gedzie. Kobieta miała spokojny wyraz twarzy a jej duch uchodził między kamienie, tam gdzie kryje się dusza krasnoludów.
Na czole Marena pojawiły się krople potu, przez zaciśnięte zęby syczał inkantacje a dłonie nerwowo przesuwały się nad ranami. Nie było tylko jednej rany, niektóre zrastały się wolno, te były większe, małe zadrapania znikały niemalże od razu. W momencie kiedy Bella założyła opatrunek, jeden z wielu, chłopak opadł pośladkami na pięty.
- Właśnie dlatego wolę magię żywiołów, nie wymaga takiej delikatności. – Zgarnął z czoła mokrą od potu grzywkę.
- Nie marudź, Ty przynajmniej znasz się na magii. – Odparła Bella wiążąc ostatni supeł. Wiedziała jak przetrwać. Maren tylko zmarszczył brwi, zauważył tą sprawność jaką szlachcianka z Antivy wykazała się w zakładaniu opatrunków.
- Mówiłaś, że nie znasz się na magii ale przecież aby zostać uzdrowicielem nie potrzebna jest magia. – Jego dłoń momentalnie zajaśniała, energia w niej zebrana powoli kształtowała się w zaklęcie. Na szczęścia elfka szybko doskoczyła między tych dwojga.
- Ej, przestańcie! – Wycelowała ostrza sztyletów zarówno w gardło Belli jak i Marena. Oghren był nieco zagubiony, nie spodziewał się takiej sytuacji. Ta sytuacja go chyba zaczęła przerastać. „Szlag, toporem po pysku zawsze jest łatwiejsze”.
- Co to się tak tam świeci? – Jego wzrok przyciągnął słaby blask kryształu. Wyglądało jak lyrium jednakże nie zgadzał się jego kolor.
Na Głębokich Ścieżkach śmierć kryła się nie wśród cieni, ale w oślepiającym blasku lawy. Mroczne pomioty stanowiły ostatnio niewielkie zagrożenie, to tak jakby ucichły na kilka sekund przed burzą. Ekspedycja została przyciągnięta przez coś innego a na czele wyprawy można było dostrzec sylwetkę przyodzianą w szaty podróżnika chociaż stalowe elementy wskazywały, iż nie był to tylko podróżnik. Mężczyzna miał trzydniowy zarost oraz dłuższe, sięgające połowy szyi włosy. Za plecami dostrzec można było połyskujący kryształ umieszczony w starym, dębowym kosturze. Jego płaszcz płynął za nim poruszany oporem powietrza. Miał zaciśnięte usta, jego wzrok był skupiony na jednym punkcie, który to znajdował się gdzieś w mroku za jaśniejącym ogniem.
Za nim szli Szarzy Strażnicy, ubrani w połyskujące zbroje, na ich napierśnikach wymalowane były herby przedstawiające srebrzyste gryfy na granatowym tle. Nie każdy miał jednak ciężką zbroję, jedna z osób, była to kobieta, ubrana była w lżejszy pancerz a na jej plecach skrzyżowane były dwa krótkie miecze, za to przy pasie połyskiwał sztylet. Nie miała hełmu, jej blond włosy upięte były w kucyk, tak aby nie opadały jej na oczy. Poza kobietą, było dwóch mężczyzn, jeden z nich był krasnoludem o długiej brodzie, na której widniały także swojego rodzaju warkoczyki. Dzierżył on w swojej prawicy potężny topór, zaciskał mocno palce na rękojeści swej broni. Najspokojniejszy wydawał się być człowiek. Nie był stary, mógł skończyć zaledwie dwadzieścia pięć lat, wielu zdziwiło to, że został zwerbowany. Na jego twarzy widniał uśmiech a dłoń spoczywała swobodnie na rękojeści miecza.
- Pamiętam jak żem wychodził na powierzchnię. Teraz mam wrażenie, że te wszystkie kamienie spadną na mnie. – Powiedział chrapliwym basem krasnolud aby rozluźnić tą zbyt napiętą atmosferę. Nagle dostrzegł rękę maga uniesioną w geście zatrzymania. To on przewodził tą wyprawą, nie należał do nich ale jednak Komendant Szarych zaufał mu.
- Malcolm, co się stało? – Kobieta podeszła do niego i położyła mu dłoń na ramieniu. Miała zmartwioną minę. Chyba coś ją trapiło. Malcolm, bo tak nazywał się mag, nie zwracając na nią uwagi jedynie sięgnął po swój kostur. Nadstawił ucha starając się wychwycić każdy możliwy dźwięk. Z cieni wyłonił się zdeformowana sylwetka, która jednak przypominała trochę człowieka.
- Mroczny pomiot – tylko te dwa słowa oraz grymas krasnoluda wywołały dreszcz na plecach młodego wojownika. Było za późno jednak na jakąkolwiek reakcję. Malcolm wyrwał się Szarej Strażniczce, i uderzył potężnie kosturem o ziemię. Końcówka drewna zapłonęła a ogień przebiegł przez całą kamienną podłogę i sięgnął tą postać. Zaklęcie było silne, płomienie momentalnie ogarnęły potwora, kilka sekund później na ziemi w świetle lawy leżało spalone ciało mrocznego pomiotu. Czarownik wyprostował się i spojrzał się na resztę swej drużyny. Jego wzrok, tak bystry i przenikliwy przeszył duszę każdego z obecnych.
- Prawie jesteśmy – jego wzrok skierował się gdzieś w bok – Leandro.
Noc była ciężka i chociaż spotkałem już wiele dziwactw to jednak nadal czułem przerażenie myśląc o okrucieństwie tych wszystkich istot, zarówno mrocznych pomiotów jak i demonów Pustki. Mimowolnie spojrzałem na Inkwizytorkę, była młoda, zdecydowanie każdy w tej grupie był od niej starszy, Blackwall, Morrigan, Żelazny Byk, ja ale także nasi przyjaciele, którzy zostali w Val Royeaux. Coś jednak się w niej kryło, wiedzieliśmy o jej mocy, sile. Wtedy w siedzibie apostatki pokazała także swoją determinację, była jak Hawke, zawsze w najcięższych momentach jego przywództwo dawało siłę całej naszej grupie. Byli tylko oni, moi kompani, moja rodzina. Brata straciłem, oszalał przez czerwone lyrium. Teraz cały świat stoi na krawędzi katastrofy a wszyscy zachowują się jakby słyszeli ten sam śpiew jaki słyszał mój brat.
Mój wzrok spoczął na Morrigan, ta czarownica mnie przerażała ale czasami na jej twarzy widziałem smutek, jakby tęsknotę za czymś lub kimś. Może chodziło o jej dawne życie? Wiedziałem, że była z pierwszym Szarym Strażnikiem, bohaterem Fereldenu. Nie tylko pomagała mu pokonać Arcydemona ale także łączyło ich coś więcej. Czarodziejka niewiele o tym mówiła, prawie nic. Leliana w tajemnicy powiedziała mi o dziecku wiedźmy. Nikt jednak nie wie gdzie to dziecko jest, gdzie zniknął także Szary Strażnik. Może ona wykorzystała tych dwojga do przedziwnego rytuału.
Wtedy z zamyślenia wyrwał mnie donośny głos Byka.
- Budzi się – te dwa słowa sprawiły, że każdy stanął jakby został sparaliżowany jakimś czarem. Inkwizytorka poruszyła się niespokojnie. Zamknięte powieki drgały, wyglądało to jakby Inkwizytorka rozglądała się w ciemności swojego umysłu. Jej wskazujący palec uniósł się po czym opadł. Walczyła. Chociaż była czarodziejką to jednak w jej sercu widziałem prawdziwego wojownika, postawiłbym cały swój majątek, zapewniam, że nie raz dowiodła, iż mimo młodego wieku, jest silniejsza od niejednego z nas.
Wtem Morrigan zmarszczywszy brwi uniosła resztki swej sukni i podeszła do Inkwizytorki następnie położywszy dłoń na jej czole. Można by nawet stwierdzić, że zrobiła to delikatnie, z matczyną troską. Wszyscy wiedzieliśmy o użyteczności Inkwizytorki w tej misji, misji zażegnania największego konfliktu od lat. Ja jednak wiedziałem swoje, Morrigan przypominała sobie o dziecku. Nikt więcej nie podejrzewał Wiedźmy z Głuszy o taką delikatność.
- Czasami mam wrażenie, że to są tylko sny, te same sny jakie widuję co noc. – Odezwał się nasz kompan, Szary Strażnik. Nie było już tajemnicą jakie brzemię musieli nosić Ci, którzy walczyli z pomiotami, a którzy stanowią zbrojne ramię każdego narodu. Właśnie przez to traktowaliśmy ich jak bohaterów. Tym razem może miał rację? Może to był tylko sen? Może zostaliśmy wrzuceni do Pustki, świata snów?
- Coś jest nie tak – zakomunikowała wiedźma i położyła obie dłonie na skroniach naszej małej bohaterki. Morrigan zamknęła oczy, skupiła się na czymś co sięgało poza zmysły zwykłych ludzi a już na pewno krasnoludów. Zielona energia wyglądająca jak bardzo szybko rozszerzająca się kopuła wokół ciała Inkwizytorki śmignęła przez otaczającą nas przestrzeń…
Sterowniki aktualne mam, mam nową kartę graficzną, directx też zainstalowałem a raczej przeinstalowałem a i tak są problemy. Chwilkę pogram i nagle gra mi się wyłącza bez komunikatu.
Gra fajna ale nie wiem czemu będąc przy drzewie na początku, kiedy chciałem przeczytać kartkę to nagle mi się wyłączyła. Później za każdym razem jak klikałem kontynuuj gra sama z siebie mi się wyłącza przez co nie mogę pograć ;/
SKiB MP - System Kontroli i Bezpieczeństwa: Miasto Polskie "Nowa era polskiej technologii i prawa."
Ostry ból głowy obudził Garretta. Złodziej sięgnął ku potylicy tylko po to aby wymacać opuchliznę będącą pozostałością po uderzeniu. Mężczyzna z jękiem podniósł się a łóżko zaskrzypiało pod jego ciężarem. Chwila... łóżko? Rozejrzał się po pomieszczeniu, chociaż chwilę zajęło zanim odzyskał ostrość widzenia. Znajdował się w swojej wieży. Chyba po raz pierwszy znienawidził cykanie wskazówek zegara. Zacisnął zęby kiedy ostry dźwięk przeszył jego czaszkę.
- Co się działo? - Rzucił w przestrzeń swoim niskim głosem, który był jedynym kojącym dźwiękiem. Zerknął przez okno, było ciemno chociaż pierwsze promienie Słońca powoli przebijały się ponad horyzontem. Nie czekał długo na zadane pytanie.
- Starzejesz się Mistrzu. - Odezwał się kobiecy, znajomy głos. To była Maggie, schodziła właśnie po schodach, które wiodły na wewnętrzny balkonik gdzie znajdowały się wszelkie notatki, księgi oraz listy będące zleceniami.
- Maggie? - Nie często można było usłyszeć ton zdziwienia w głosie Garretta, nie każdy miał ten zaszczyt. Maggie powinna być dumna z siebie. Zaskoczyć Mistrza Złodziei? Tak, to zdecydowanie był wyczyn.
- Tak, ja. Znalazłam Cię w zaułku. A właściwie Spacja Cię znalazł. Pewnie sierściuch żałował, że nie jesteś martwy, bo wyglądał na głodnego. - Po tych słowach na jej twarzy wystąpił ironiczny uśmieszek. - Zadziwiasz mnie. Włamałeś się do domu lorda a dałeś się tak zaskoczyć w ciemnym zaułku. - Dodała i postawiła na kolanach złodzieja tacę z jedzeniem. Na tacy było za to dużo pyszności, na widok których, Garrett poczuł burczenie w brzuchu. Sięgnął po dużą bułkę i czym prędzej rozłamał ją na pół. Szybko pochłonął połówkę, musiał być bardzo głodny.
- Ile czasu byłem nieprzytomny? - Spytał z pełnymi ustami ale na szczęście całkiem łatwo Maggie odszyfrowała jego bełkot.
- Dzień. A teraz powiedz gdzie schowałeś Formułę. Sprawdziłam Twoje ubranie i nic tam nie zobaczyłam. Masz może tam jakieś dodatkowe kieszenie? - Garrett uniósł brew do góry słysząc słowa Maggie. Zerknął na krzesło, na którym wisiał jego stój i dopiero teraz spostrzegł, że jest... nagi. Tacą zakrył oznakę swojej męskości. Na myśl o dłoniach Maggie błądzących po jego ciele poczuł mały gorąc. Musiał się jednak opanować, przecież był profesjonalistą.
- Nie, z tego co pamiętam widziałem jakąś dłoń, zanim nastąpiła ciemność. - Odparł i już miał wziąć kolejnego gryza bułki kiedy nagle poczuł ból na policzku. To Maggie zadziwiająco szybko się zamachnęła.
- Idioto! Oddałeś jeden z najpotężniejszych przedmiotów? Wiesz co to oznacza!? - Maggie była zła, bardzo zła. Garrett odpowiedział jej zaskoczonym spojrzeniem. - Tam było zaklęcie. Ten kto ma tą formułę może wchłonąć moc pierwotnego kamienia. Wyobrażasz sobie jaką moc ma pierwotny kamień? - Dopiero teraz do niego dotarło. Dotarło do niego jaki popełnił błąd. Słyszał o potędze pierwotnego kamienia. Pomimo bólu w potylicy zerwał się z łóżka i zaczął ubierać swój czarny strój.
- Dokąd biegniesz!? Przecież dopiero co się przebudziłeś! - Zawołała za nim Maggie jednak mężczyzna kucał już na progu swego okna, w dłoniach trzymał linę.
- Jak to dokąd? Do Basso. Trzeba odzyskać Formułę lub ukraść pierwotny kamień. - Odparł po czym znikł zjeżdżając po linie.