Oghren podniósł powoli swój topór, kurczowo zaciskając palce na stylisku. Gniew, który z początku go dusił, zaczął ustępować pola smutkowi. On, szary strażnik, nie mógł bardziej zawieść Gady. To w końcu od nędznego ostrza pomiotu, krasnoludka z każdą chwilą traciła szanse na przeżycie. Intuicja nigdy go wcześniej nie zawiodła, czuł, mimo bitewnego szału, że to nie pomioty stanowiły prawdziwe zagrożenie dla Gady Helmi. Zawiódł. W tym czasie Maren powoli wstał z kolan, widać było, że z jego dłoni znika magiczny blask.
- Moja magia już teraz nie pomoże – otrzepał tunikę Maren – trucizna jest zbyt silna, a ja nie jestem uzdrowicielem. Jedyne co możemy zrobić to skrócić jej męki, lub patrzeć jak umiera.
- Nie stać nas na towarzyszenie krasnoludzce w jej ostatniej drodze – rzekła ze stoickim spokojem Bella – nie otworzymy drzwi, musimy jak najszybciej opuścić to miejsce, za nim zjawi się więcej tego plugastwa.
- Ma racje, okażmy Gadzie miłosierdzie, zbierzmy graty i wynośmy się z tej śmierdzącej nory – rzuciła Alara siedząc na martwym truchle pomiota.
- Oghren, gdzie jesteś? Nie masz nic do powiedzenia?! W końcu to twoja wina! – Krzyknęła w głąb sali Bella.
Krasnolud wiedział co musi zrobić. Kiedyś nie wahał by się, a natychmiast skorzystał z okazji i jak najszybszej powrócił do najohydniejszej karczmy w Orzammarze, aby przez kolejne dni nic nie robić po za stopniowym upadlaniem siebie. Te dni minęły, zaufano mu, a on nie zamierzał znów zawieść swoich braci. Wyjął sztylet i odciął martwemu pomiotowi dłoń. Krew jeszcze nie zdążyła zakrzepnąć, jeszcze nie straciła swojej złowieszczej mocy. Nakierował kikut nad manierkę. Świeża krew uzupełniła miksturę , którą kiedyś też musiał wypić.
- O, znalazł się nasz strażnik – łuczniczka prychnęła na nadchodzącego Oghrena – słyszałeś rozmowę, nic tu po nas, musimy ruszać dalej.
Oghren zbliżył się do umierającej i zaczął powoli unosić jej głowę.
- Szara straż uratowała mnie kiedyś – rzekł ze spokojem. – Mam nadzieje, że i ciebie będzie potrafiła uratować. - Po czym przechylił manierkę i wlał krew pomiotu w usta Gady.