Kuuierutsunia

Kuuierutsunia ostatnie wypowiedzi na forum i w komentarzach

27.10.2014 23:33
odpowiedz
Kuuierutsunia
2

- Tylko wiesz Oghren – zaczęła ostrożnie – Póki co, jeśli Gada umrze, to osobą, która najbardziej przyczyni się do jej śmierci, będziesz ty.

- Psiakrew i dobre chęci na nic – mruknął zmieszany krasnolud, myśląc dalej o czwartym genloku. Mimo wszystko nie mógł się z zaistniałą sytuacją pogodzić. Bo co jeżeli, tak naprawdę pod jednego z towarzyszy broni ktoś się podszywa? Ta nagła myśl była niepokojąca.

Alara i Oghren przygotowali nosze dla poszkodowanej. Po czym kompania ruszyła w głąb otchłani pozostawiając za sobą woń krwi i swąd spalonych ciał, zapach śmierci.
Po kilku godzinach marsz okazał się morderczy, zarówno psychicznie jak i fizycznie. Każdy z kompanów rozglądał się nerwowo po usłyszeniu podejrzanych szelestów z różnych mrocznych odnóg szlaku, którego się trzymali. Rosnące napięcie stawało się do niewytrzymania, a opary siarki i zgnilizny coraz bardziej mąciły w umysłach.

- Mam już tego dosyć. Chodźmy szybciej – warknęła zdenerwowana Bella - Oghren co się tak wleczesz, wykorzystaj tą swoją kupę mięśni.
- Ta masa służy do zabijania i przyswajania dużych ilości procentów, nie do chodzenia za dwóch. Możemy potem sprawdzić kto jest bardziej wytrzymały – odgryzł się krasnolud.
- Jestem za – powiedziała ożywiona Arlena.
- To nie czas na żarty, swoją drogą to twoja wina... - odpowiedziała.
- Uspokójcie się – warknął mag.
Niewiele po tych słowach drużyna usłyszała pajęczy klekot, odgłosy szarpaniny i skrobania i bardzo odległy ryk nieposkromionej bestii z niewidocznego końca głównego szlaku.
- Przysięgam na odchody bryłkowca, że tam roi się aż od pomiotów – oznajmił podekscytowany Oghren.
- Za mną – syknął mag. Po czym skręcił z Alarą w boczny szlak. Coś jest z nimi nie tak - pomyślała zmęczona Bella.
Zbliżali się do zrujnowanego, pustego Thaigu o zapomnianej nazwie, któremu jedynie dotrzymywały towarzystwa nietknięte pokłady pyłu i kurzu, które miały zostać naruszone. Ten widok zrobił na nich wrażenie, wywołał uczucie nostalgii, a od ścian odbijało się echo dawnych lat świetności i potęgi. Mimo to wkroczyli na teren Thaigu z pokornie opuszczonymi głowami i rozbili skromny obóz.
Maren sprawdził stan Gedy i użył paru zaklęć po czym pokręcił ze smutkiem głową oświadczając, że stan poszkodowanej się pogorszył. A następnie łotrzyca rozdzielił skromnie żywność między towarzyszami. Mag skądś zgarnął drugą rację żywności tłumacząc się tym, że używa magi. Wspominając też o poważnym zużyciu zapasów napitków przez krasnoludy. Ogłosił też, że za to stanie pierwszy na warcie.
- Przestań się drzeć, tyy chole.... - miał już dokończyć Oghren kiedy zdał sobie sprawę z sytuacji w której znalazł się ze szlachcianką. Znajdowali się dalej w thaigu, tylko że już usłanym martwymi pomiotami powalonymi przez Bellę. Po czym zaczął wtórować przeklinającej szlachciance.
Zostali sami ze swoją bronią, bez środków, które mogłyby zapewnić im przetrwanie.
- To jakiś żart, nie wierzę, żeby mogli nas od tak zostawić – mruknęła Bella.

19.10.2014 23:10
odpowiedz
Kuuierutsunia
2

Na Głębokich Ścieżkach śmierć kryła się nie wśród cieni, ale w oślepiającym blasku lawy.
Od momentu kiedy zeszliśmy na te przeklęte, odrażające Głębokie Szlaki, tułamy się po zdradzieckich, starożytnych korytarzach i nie zapowiada się abyśmy prędko się stąd wydostali.
-Mogliśmy ich pokonać, poczekajmy na nich. Ha, nawet nie dorastają mi do pięt, a wzrostem nie grzeszę – parsknąłem.
-Musimy dostać się do Orlais niepostrzeżeni. Prędzej padłbyś zanim dotarłbyś do nich - powiedziała Siostra Słowik.
- Prędzej padnę z braku trunku - odpowiedziałem z niesmakiem.
Im głębiej wchodziliśmy, tym bardziej wszystkich spowijał całun ciszy, nawet Szary Strażnik i co zgroza, mój twórczy rodak też zamilkł. Wiedźma też sposępniała, a od początku strzelała fochy, hmm, zdaje mi się, że coś jednak we mnie widzi. Dotarliśmy do rozwidlenia, wyryte runy były niewyraźne więc wybraliśmy drogę na oślep, a raczej ten szlak, który mniej „cuchnął” pomiotami, według Blackwall'a. Dla mnie obydwie drogi tak samo zalatywały.
Nasza ścieżka zaczęła się coraz bardziej poszerzać, ba nawet pojawiły się mistyczne kolumny, które w niczym nie przypominały starożytne dzieła krasnoludów, magiczne ogniki nawet zbladły z lekka. Na brodę, zrobiło mi się coś nieswojo.
Morrigan krzyknęła ostrzegawczo, dając nam parę sekund przewagi, w zorientowaniu się w sytuacji. Zaczęło się, zaatakowały nas pokraczne, splugawione pająki, powietrze stężało aż od zaklęć wiedźmy, a ze strażnikiem odgrywaliśmy taniec śmierci w akompaniamencie gwizdu strzał.
- Ogień, potraktuj ich ogniem – krzyknął Varrik do czarodziejki.
Zdawało mi się, że zaoponuje, ale jedynie niechętnie odkrzyknęła - padnijcie. Po ataku ogniowym, zaatakowała nas chmura kurzu, która była do tej pory nietknięta, mimo, że zaklęcie Morrigan rozpraszało ten pył wokół nas, instynktownie wycofaliśmy się w pobliskie odnogi.
W tym całym zamieszaniu zdawało mi się, że usłyszałem gadające pomioty, heh przysięgam, że więcej już nie będę pić. Kiedy sytuacja się uspokoiła, część z nas poszła w stronę słabego światła, które okazało się grzybami fluorescencyjnymi na kolejnym rozstaju dróg. Okazało się też, że zniknął Blackwall i Morrigan, a Leliana miała głęboką ranę ciętą, przyznam, że coraz bardziej zacząłem wierzyć w te gadające pomioty. Mimo to nie mogłem pozwolić tej damie się wykrwawić, a co dopiero zostawić, z rodakiem opatrzyliśmy w miarę możliwości ognistą dziewczynę.
Jeden z tych korytarzy prowadził do Kal-Sharok.
- Idźcie, dogonię was, musicie jak najszybciej dotrzeć do Orlais i dostarczyć ważną wiadomość inkwizytorowi, a ja was jedynie spowolnię... – powiedziała z trudem słowik.
Pomimo jej próśb i gróźb nie mogliśmy zostawić naszej damy na pewną śmierć. Ba, zagubionych towarzyszy też nie.

06.10.2014 22:51
odpowiedz
Kuuierutsunia
2

I wiecie co? Pomimo tej całej absurdalnej sytuacji zacząłem się śmiać.
- Nie wiem jak wy ale wolałbym przywrócić do świata realnego naszą słodko śpiącą szpiczasto uszną Inkwizytorkę. W końcu jest nadzieją tego świata. A chciałbym jeszcze wychylić kufla z moimi wiernymi słuchaczami w karczmie pod Wisielcem – zwróciłem się do nich z błyskiem w oku.
Przyznam, że taka skromna osobistość jak ja, po tych słowach zagrzała moich dzielnych towarzyszy. Nawet posępny Byk wykrzywił usta, które prawdopodobnie miały być uśmiechem.
Do tego przyświecał nam jeden główny, wspólny cel. A zwada chwilowo odeszła w zapomnienie.
- A bezczelności tej małej nie mogę puścić płazem – Morrigan powiedziała do nas z dawną nutą arogancji.
- Chodźcie za mną. Myślę, że ten zew, który czuję zaprowadzi nas do jej kryjówki, a jest niedaleko - powiedział Strażnik. Żelazny Byk przyjrzał się podejrzliwie Blackwallowi po czym burknął – ruszajmy.
I ruszyliśmy, przemilczając fakt, że wtedy znów nasza śpiąca królewna się odezwała i próbowała nas ostrzec przed Blackwallem.
Wiecie co moi drodzy? Powinniśmy w tamtym momencie wyspać się i przemyśleć wszystko bo wtedy to zgłupieliśmy ze zmęczenia do reszty.
Zmierzaliśmy wtedy w stronę opustoszałej zrujnowanej chatki. Przedzieraliśmy się przez błotnistą breję, która sięgała mi aż do pasa. Ponoć kompanie się w błocie odmładza, ale ziomy dobrze wam radzę nie próbujcie tego nigdy.
Po tym jak weszliśmy na bardziej pewny grunt Strażnik znowu obnażył swój miecz i spróbował zaatakować nas śmiejąc się opętańczo, ale Byk musiał to przewidzieć bo powalił go jednym ruchem ręki. On to był mocarzem, uwierzcie mi. W tym samym czasie drzwi od chatki się otworzyły i wypadły na nas dziecięce pomioty. Czarodziejka raz zarazem zamrażała je. A moja Bianka śpiewała rześko. Podczas tego całego chaosu zdawało mi się, że zobaczyłem coś żywego związanego wewnątrz schronu.
Słuchajcie mnie teraz uważnie moi drodzy, bo to brzmi jak bajka. Nasza młoda elfka jak nigdy nic wstała i oznajmiła nam wesoło, że jest połączona z demonem i ukazała nam swoją prawdziwą postać, zdaje mi się, że demona pychy. Byliśmy w szachu. Szczerze teraz przyznam, że w takiej postaci nasza Inkwizytorka nadawałaby się do zawierania różnych transakcji. Nikt by się jej nie oparł.
- A niech to. Byku osłaniaj mnie. Mamy dwie możliwości rytuał, albo pustka. W obydwóch przypadkach unieruchommy to monstrum – krzyknęła do mnie wiedźma.

28.09.2014 20:13
odpowiedz
Kuuierutsunia
2

- Niebawem uderzą – odezwała się Morrigan, wypowiadając na głos to, co i tak wszyscy przecież wiedzieliśmy.
Wiedzieliśmy też, że nie nastąpi to teraz, więc postanowiliśmy odpocząć, a ja pierwszy z Bianką stanąłem na warcie. Nic się nie działo. Rogaty chyba jednak przysnął, Brodaty znieruchomiał, a dziewczyna się uspokoiła.
Po jakimś czasie zauważyłem, że ta wstrętna mgła zaczęła rzednąć.
- Czyżby Morrigan wracała do sił?- zamyślony spojrzałem na nią. Jednak była jeszcze bardziej blada i nieobecna. Zobaczyłem jakiś kształt lecący w stronę naszego obozowiska, zacząłem mierzyć z Bianki.
- Nie strzelaj- powiedziała wiedźma bardziej ożywiona. Okazało się, że to był kruk z listem. Po jego przeczytaniu wewnętrzny ogień Morrigan znowu zapłonął jasno.
- On tu jest! - szepnęła z wigorem. Po czym zmarszczyła brwi mrucząc coś o ognistej dziewczynie mieszającej się w nie swoje sprawy.
Nagle zrobiło się nienaturalnie cicho, a mgła już się na dobre rozwiała. Chociaż jednak nie, słyszę jestem pewien, że słyszę głos Hawka, który mnie wołał! Wiedziałem, że jest to niemożliwe, ale nie mogłem się oprzeć i pobiegłem w jego kierunku, a Morrigan za mną wyzywając od idiotów. Dotarłem do jakiejś polany gdzie stał on. Dalej był w tej swojej zbroi, aczkolwiek było coś z nią nie tak i miał narzucony kaptur na głowę, ale głos był Hawka. Wiedźma zaczęła skandować jakieś zaklęcie więc się na nią rzuciłem. Strumień magii tylko musnął jego kapuzę. Na co cały strój mego legendarnego towarzysza zniknął ukazując demona w starej szacie, który uśmiechnął się drwiącą.
- Wracajcie do swych pięknych rzeczywistości. Dobrych snów – powiedział głosem przesiąkniętym słodyczą. Poczułem się śpiący, czarownica też. – Bianko w co my się wpakowaliśmy?
Usłyszałem jeszcze dziki jazgot dochodzący od strony obozu, po czym osunąłem się w ciemność.

20.09.2014 19:55
odpowiedz
Kuuierutsunia
2

"Poprowadź ich lub zgiń!"

Tamtego lata przyjmowaliśmy obelgi i błogosławieństwa z tą samą obojętnością. Maszerowaliśmy na północ, a wokół nas kraina obracała się w popiół.

Wszędzie pożoga, gorycz, żal, zniszczenie, potwory... A wszystko zaczęło się od spięć między magami i templariuszami. Jakby nie mogli się dogadać pokojowo, choćby załatwić swoje sprawy przy partyjce w szachy. Nikomu się nie dogodzi i z tego powodu odgrywam rolę bohatera, ratującego świat z drużyną światła składającej się z Lelianny, Żelaznego Byka i Sery.

Obraliśmy za kurs jakieś zatęchłe podziemie przy Morzu Przebudzenia, gdzie znajdziemy coś ważnego. Coś co jest za starożytnymi drzwiami, a raczej tak Morrigan powiedziała, po czym dała nam klucz... z tajemniczym wyrazem twarzy.
- Ile razy mam powtarzać, że to strata czasu, tej zdradzieckiej wiedźmie nie wolno ufać, ona jedynie nami się bawi... – powiedziała zirytowana Leliana.
- Tak, wiemy – odpowiedziała reszta drużyny chórem.

Staliśmy tak w pełni księżyca na wolnej przestrzeni przed podziemiami, pokrytymi podejrzaną mazią i znakami, a w okolicy panowała grobowa cisza. Mimo to weszliśmy, w czeluść otchłani, a drogę oświetlały nam moje ogniki. Nie spotkaliśmy nikogo i dopisywało nam szczęście dopóki nie dotarliśmy do kładki, która była nad przepaścią i miała 2 stopy szerokości, dla zachowania ostrożności wchodziliśmy dwójkami.
Poszedłem z Żelazny Bykiem, który był za mną. W połowie drogi znienacka chwycił mnie i podrzucił po czym zamachnął się toporem, który błyskawicznie znalazł się w jego rękach. Przepołowił jakieś wężowate, włochate zmutowane stworzenie, które wyskoczyło z otchłani, kiedy uratowany lądowałem za nim. Nagle zaroiło się od nich, zaczęło się. Dobrze, że Leliana i Sera nie chybiły ani razu podczas osłaniania nas. Kiedy opanowaliśmy sytuację, przeszliśmy na drugą stronę. A potem mijając liczne korytarze dotarliśmy do drzwi i kiedy mieliśmy je otworzyć okazało się, że zgubiłem klucz... prawdopodobnie podczas lotu. Dlatego postanowiliśmy zostać i wymyślić inny sposób. Minęło trochę czasu i tak o to dalej siedzimy rozmawiając sobie...

- Byku naprawdę musiałeś rzucać Inkwizytorem?- zapytała Sera.
- Inaczej by zginął, albo coś innego ważnego straciłby - odburknął zirytowany Żelazny Byk.
- Skupcie się. Może to tak macie inne pomysły na otwarcie starożytnych drzwi? - zapytałem.
- Magia i wytrychy się ich nie imają. To co niby wysadzić? - odpowiedziała Leliana.
- Rozwalić? - westchnął Byk. - Mam już dość siedzenia tutaj, zrobię to tradycyjne więc się odsuńcie.
- Nie dasz rady, są magiczne – parsknąłem.
Pomimo naszych protestów ruszył z wyciągniętym orężem w stronę wrót. Zamilkliśmy i dopiero teraz usłyszeliśmy, narastający szum z głównej ścieżki. Zaniepokoiło to nas, lecz Żelazny Byk jak nigdy nic podnosił broń do ciosu...

GRYOnline.pl:

Facebook GRYOnline.pl Instagram GRYOnline.pl X GRYOnline.pl Discord GRYOnline.pl TikTok GRYOnline.pl Podcast GRYOnline.pl WhatsApp GRYOnline.pl LinkedIn GRYOnline.pl Forum GRYOnline.pl

tvgry.pl:

YouTube tvgry.pl TikTok tvgry.pl Instagram tvgry.pl Discord tvgry.pl Facebook tvgry.pl