Najgorsze nie jest to że sam film śmierdzi bylejakością. To by można było przeżyć bo Peaky Blinders miało wzloty i upadki w scenariuszu. Problem tkwi w tym że ciężko tak naprawdę stwierdzić kto jest głównym bohaterem i co tak naprawdę jest głównym wątkiem (mimo wszystko w serialu sezony miały swoją główną oś i wiadomo było co jest pięć). Dodatkowo Duke ma w sobie tyle charyzmy co Finn w ostatnim sezonie mimo że Duke w tym samym sezonie był idealnym następcą dla Tommy'ego. W filmie Duke okazuje się być nijaki, miękki, niby twardy ale w sumie to nie.
Dodajmy też że jeśli traktować film jako swoiste przedłużenie serialu to Tommy widział podział imperium pomiędzy synów: legalne dla Charlesa i nielegalne dla Duke'a. W filmie wychodzi że te nielegalne to w zasadzie nie istnieją więc Duke para się oficjalnie, nie potajemnie, tym, za co przysłano Campbella do B'gham w pierwszym sezonie. Imho film nie warty wizyty w kinie tudzież wykupienia subskrypcji na Netflixie