Shepard legenda Mass Effect zakończył swoją historię . Dobrze to była świetna trylogia . Trzeba wiedzieć kiedy zejść ze sceny niepokonany . Teraz dostaniemy nowego bohatera i nową historię . Nie mogę się doczekać jakie niespodzianki czekają w galaktyce andromedy .
gra jest po prostu świetna spaniała emocjonująca trzymająca w napięciu fabuła . ciekawe postacie muzyka świetnie dopasowana i chwilami chce się płakać . polubicie główną bohaterkę max i jej przyjaciółkę chloe . polecam wszystkim grę life is strange bo to jedna z najwspanialszych przygotówek jakie grałem .
Mam nadzieje ze ta gra wyjdzie na PC . Bo uwielbiam gry z dawką zdrowego szaleństwa .
Mam nadzieje że ta gra bandzie miała długą i ciekawą fabułę . Mam spore oczekiwania co do tej gry.
Na Głębokich Ścieżkach śmierć kryła się nie wśród cieni, ale w oślepiającym blasku lawy . Szliśmy przed siebie, jakby ścigała nas sama śmierć . Zmierzaliśmy do Okopu umarłych, a dokładnie do Bonamaru, znana również jako miasto śmierci . To starożytna twierdza krasnoludów zaprojektowana przez patrona Caridina . Niegdyś była ona siedzibą legendarnego Legionu Umarłych . Lecz została zaatakowana i przejęta przez mroczne pomioty . Król harrowmont zlecił nam za zadanie odnalezienie tajemniczego artefaktu z tej martwej kasty . Dał nam przewodnika, który był tam i przeżył, nazywa się Oghren . Przez całą drogę raczył nas opowieściami o tym jak rąbał wrogów, ile beczek piwa obalił lub o bardzo jędrnych piersiach Morrigan i Leliany . Cała nasza wesoła kompania berserków lubi jego poczucie humoru . Ja też go lubię puki stoi po zawietrznej . Nasza wyprawa jest pełna niewiadomych, nie wiemy czego dokładnie szukać, gdzie to szukać, a na karku pewnie będziemy mieli armie pomiotów i pułapki Caridina . Te informacje doprawdy napawają wszystkich optymizmem . Im szliśmy dalej w głąb tuneli tym robiło się podejrzanie dziwnie . Idzie nam za łatwo i to mnie bardzo poważnie niepokoi . Aż tu nagle pod naszymi stopami zaczynała trząść się ziemia . Oghren ze swoim śmieszno głupawym uśmiechem na ustach krzykną pomioty !!!
Każdy z nas wyruszył na tę misje z nadzieją , że osiągnie swój cel . Odnalezienia zaginionych dzieci lub z powodu przetarć w zasłonie albo dla złota . Lecz Bagna Nahashinu to bardzo dziwne i niebezpieczne miejsce . Maszerowaliśmy przed siebie lecz z każdym krokiem topniały morale drużyny . Nadzieja gasła , rozprzestrzeniała się niepewność , zwątpienie i smętność . A jak wiadomo od smętnego krasnoluda gorszy jest tylko bardzo smętny krasnolud . Nawet strach zacisnął swe szpony w naszych sercach , w dodatku miałem dziwne wrażenie , że ktoś nas obserwuje . A co najgorsze nawet pogoda była przeciwko nam , zaczynało się ściemniać i zapowiadało się na deszcz . Nie mogliśmy zawrócić ani znaleźć bezpiecznego schronienia , gdzie moglibyśmy rozbić obóz . Szliśmy dalej w błocie i w zimnie nie zatrzymując się , aż w końcu los uśmiechnął się do nas . Znaleźliśmy stare zniszczone ruiny lecz nie wyglądały zbyt zachęcająco . Przynajmniej było miejsce gdzie rozstawić namiot , by móc zaplanować dalsze posunięcia . I rozpalić ognisko , by móc się ogrzać i coś zjeść . Każdy z nas zastanawiał się co jest powodem zaginięcia dzieci , może Ci wieśniacy z bagien je porywają , sprawka jakich magów krwi lub pomioty zaczęły eksperymentować na dzieciach zmieniając ich w potwory . To ostatnie najbardziej przerażało szarego strażnika . Bo gdy ujrzałem pomiot o twarzy dziecka to nie mogłem uwierzyć własnym oczom , aż krew mi zmroziło w żyłach . Jednego byliśmy pewni , tam gdzieś czai się zło o którym nic nie wiedzieliśmy i Niebawem w nas uderzy - Stwórco i Przodkowie dopomóżcie nam .
tamtego lata przyjmowaliśmy obelgi i błogosławieństwa z tą samą obojętnością. Maszerowaliśmy na północ, a wokół nas kraina obracała się w popiół. Zakon templariuszy zlecił nam zadanie transportować urnę świętych prochów Andrasty do świątyni w denerim . Miała ona podnieść ducha i morale ludzi po zakończonej pladze . Mnie nakazano nadzorować ten transport jestem komendant Edwin Leistam . Bracia templariusze nazywali mnie płatkiem o upodobałem sobie zostawiać płatek kwiatu na ciele pokonanego wroga . Podczas podróży widzieliśmy pozostałości plagi zniszczone domy i spalone pola . Przez całą drogę towarzyszy nam siostra Leliana to ją zakon poprosił żeby odniosła urnę świętych prochów . przez większość czasu opowiadała nam o swoich przygodach z bohaterem Fereldenu szarym strażnikiem . Mówiła nam tez o swoich kompanach podróży . Każdy z nich był inny i wyjątkowy najbardziej zaciekawiła mnie czarodziejka Morrigan . Według opowiadań leliany była ona bardzo skrytom i tajemnicom osobom . podróż była bardzo długa i wyczerpująca widok i zapach spalonych wsi nasz spowalniał . Moje zadanie jest jasne przeprowadzić ludzi i urnę bezpiecznie do denerim . Bo jak mawiał mój ojciec Poprowadź ich lub giń .