Karysa

Karysa ostatnie wypowiedzi na forum i w komentarzach

27.10.2014 19:32
odpowiedz
Karysa
2

Oghren nic nie powiedział, znalazł tylko swój topór i nakazał reszcie przygotować się do wymarszu. Po chwili ruszyli.
Wleczenie za sobą nieprzytomnej dziewczyny nie ułatwiało wędrówki. Po kilku dniach bezowocnej tułaczki i paru spotkaniach z pomiotami, w czasie jednego z postojów niespodziewanie Bella podeszła do Gady i obejrzała jej zaognioną ranę:
- Musimy ją zostawić – oznajmiła bez gródek – Spowalnia nas i osłabia. Ona nie ma szans na przeżycie, a my tak. – dodała mocnym głosem.
- Jak możesz o tym w ogóle wspominać!? Zostaliśmy tu wysłani z misją odnalezienia jej i odprowadzenia do domu i to właśnie uczynimy. – oburzył się Maren.
- Bella ma rację. Gada nie wyjdzie z tego w jednym kawałku. A ja nie zamierzam tracić życia w imieniu jakiejś misji, za którą nie dostanę nawet złamanego grosza.
Oghren podniósł leżący przed nim topór i zamachnął się nim. Broń wbiła się w ścianę, tuż przy lewym uchu szlachcianki.
- Jeśli chcecie, uciekajcie i szukajcie wyjścia same. Ja nie zostawię tej dziewczyny w miejscu, gdzie będzie pożywką dla pomiotów. Dopóki Gada oddycha, ma szansę przeżyć. A my, zamiast tracić czas na bezsensowne spory, powinniśmy wracać do poszukiwań wyjścia z tego miejsca!
Z tymi słowami przyklęknął obok Gady i czułym, niemal ojcowskim ruchem podał jej wodę do picia.
- Przepraszam, Strażniku, jeśli cię uraziłam. Czuję się tutaj nieco zagubiona. Wiem, że to musi być nasza wspólna decyzja, dlatego zostanę z wami do końca.
- Dobrze, że się opamiętałaś, Bello. – rzekł z nieśmiałym uśmiechem mag i delikatnie ścisnął jej dłoń. – Odpocznijcie, dziś ja obejmę pierwszą wartę.
Alarze i Belli nie trzeba było tego dwa razy powtarzać – obie kobiety zasnęły niemal od razu kamiennym snem. Oghrenowi jednak niespieszno było udać się w ślad za nimi. Przewracał się z boku na bok, rozmyślając nad sytuacją, w której się znalazł. Zastanawiał się, dlaczego Alara poparła szalony pomysł łuczniczki i zaczął wątpić w jej lojalność. Był też coraz bardziej przekonany o kłamliwości Belli. Szlachcianka zdecydowanie nie chciała pomóc Gadzie. Oghren podejrzewał, że to właśnie ona posiadała umiejętności lecznicze, których jednak nie miała zamiaru wykorzystać. Z tą myślą zapadł w niespokojny sen.
Kiedy się obudził, kącikiem oka dostrzegł Marena, który błyskawicznym ruchem przebił serce Gady mieczem Belli. Krasnolud krzyknął, ale nie zdążył dobyć topora, gdyż unieruchomiło go zaklęcie. Zaalarmowane krzykiem Strażnika łuczniczka i skrytobójczyni szybko poderwały się ze swoich posłań. Nie na tyle szybko jednak, aby wyrządzić Marenowi jakąkolwiek krzywdę. Zdrajca uciekał.

19.10.2014 21:41
odpowiedz
Karysa
2

Na Głębokich Ścieżkach śmierć kryła się nie wśród cieni, ale w oślepiającym blasku lawy. Jej lśnienie hipnotyzowało, dawało wytchnienie i ułudne wrażenie spokoju. Niosło jednak kres życiu tym, którzy zanurzyli się w jego czeluściach. To mrok był sprzymierzeńcem pomiotów, dzięki któremu skryci w jego głębi mogli skupić się na swym odwiecznym zadaniu. On wzywał ich wszystkich, by Go odnaleźli i uwolnili. Trwająca nieprzerwalnie Pieśń była jednocześnie bezkresnym bólem i niewypowiedzianą rozkoszą i nic, zupełnie nic nie mogło jej zakończyć.
Złączeni we wspólnym życiu, wspólnym celu i wspólnym Głodzie czuli, że dzień wybawienia nadchodzi. Pragnęli odnaleźć swego Pana- tego, który zaspokoi ich Głód. Tego, którego istoty ludzkie zwały Arcydemonem.

Grupa hurloków, obserwująca od pewnego czasu kolejną krasnoludzką ekspedycję, dotarła za nią do ogromnego, niemal całkowicie zniszczonego thaigu. Zachowanie krasnoludów wyraźnie wskazywało na to, że odkryli coś niewiarygodnego. Brodacze byli poruszeni i zaniepokojeni. To, co odkryli, musiało im się bardzo nie spodobać.

28.09.2014 12:39
odpowiedz
Karysa
2

Żelazny Byk nic nie powiedział, skinął tylko głową w geście potwierdzenia, po czym niby od niechcenia podniósł swój oręż. Jego dwaj towarzysze uczynili to samo. Ja też przygotowałem Biankę do walki i zerknąłem na czarodziejkę. Była spięta i nerwowym wzrokiem badała okolicę. Już miałem rzucić jakiś niewybredny żarcik, który rozładowałby napiętą atmosferę, kiedy głosy dochodzące z mokradeł wyraźnie przybliżyły się, by wreszcie ich właściciele zaatakowali.
Twarze pomiotów o dziecięcych rysach wcale nie były delikatne, niewinne i rumiane - wręcz przeciwnie – wyrażały nienawiść i żądzę krwi.
Qunari bez wahania ruszył na przeciwników, zręcznie wymachując swoim mieczem i trafiając celnie w ich wątłe truchła. Niespodziewanie jeden z nich znalazł się za Bykiem i próbował zadać cios – wojownik jednak błyskawicznie zorientował się w sytuacji i sparował uderzenie. Następnego nie było.
Nieskromnie dodam, że również ja i Bianka przyczyniliśmy się srodze do zmniejszenia populacji pomiotów. Najszybciej jak potrafiłem naciągałem cięciwę, a Bianka wyszukiwała cel i przeszywała go na wylot.
Tylko czarodziejka broniła się niepewnie, nie uśmiercając żadnego z pomiotów, lecz jedynie ogłuszając je i pozbawiając przytomności.
Niespodziewanie krzyknęła nieludzko i poddała się, uciekając w głąb zasnuwającej okolicę mgły. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, co ją tak poruszyło i wystraszyło.

20.09.2014 17:56
odpowiedz
Karysa
2

Tamtego lata przyjmowaliśmy obelgi i błogosławieństwa z tą samą obojętnością. Maszerowaliśmy na północ, a wokół nas kraina obracała się w popiół. Już piąty dzień niestrudzenie szliśmy śladami hordy, będącej sprawcą tylu nieszczęść. Stale ukryci w cieniu, staraliśmy się zachowywać jak najciszej, aby nasza obecność nie została wykryta. Oboje z Solasem doskonale wiedzieliśmy, że wkrótce skończą się nam zapasy żywności, co jeszcze bardziej utrudni marsz. Musieliśmy jednak dowiedzieć się, dokąd zmierzają te plugawe stworzenia. Takie zadanie wyznaczyła nam Inkwizycja- organizacja, której członkami byliśmy.
Postoje zdarzały się nieczęsto i były krótkie. W czasie jednego z nich grupa tych okropnych istot wywęszyła nasz zapach i podniosła alarm.
Nie było czasu na zastanawianie się. Solas błyskawicznie stworzył magiczną barierę przed nami, a ja wypuszczałam strzałę za strzałą w kierunku tych stworów. Kiedy przeciwnicy znaleźli się bliżej, dobyłam moich sztyletów i rozpoczęłam taniec z wrogami. Solas niestrudzenie ciskał w nich oślepiające pioruny i słał raz po raz magiczne kule. W tym starciu nie mieliśmy jednak szans.
Stwory miały nad nami przewagę liczebną i pomimo wszelkich starań nie udało nam się odeprzeć ataku. Solasa pierwszego opuściły siły- jego magiczna bariera na moment zachwiała się i to wystarczyło, aby został śmiertelnie raniony przez plugawca. Zrozpaczona rzuciłam się w grupę przeciwników. Chociaż zraniłam kilku z nich, w końcu zostałam rozbrojona. Spokojnie spoglądałam w oczy swemu oprawcy i czekałam na śmierć, zmawiając w myślach modlitwę.
- Ją zostawcie przy życiu!- rozległ się donośny głos. – Zostanie naszym jeńcem, związać ją i przygotować klatkę.
Kiedy dwoje z tych okropnych stworzeń pętało moje dłonie i nogi, przywódca grupy zwrócił się do mnie:
- Jak ci na imię, nędzna istoto?
- Leliana. – odpowiedziałam i splunęłam mu w twarz.

GRYOnline.pl:

Facebook GRYOnline.pl Instagram GRYOnline.pl X GRYOnline.pl Discord GRYOnline.pl TikTok GRYOnline.pl Podcast GRYOnline.pl WhatsApp GRYOnline.pl LinkedIn GRYOnline.pl Forum GRYOnline.pl

tvgry.pl:

YouTube tvgry.pl TikTok tvgry.pl Instagram tvgry.pl Discord tvgry.pl Facebook tvgry.pl