Mimo że najgorętsze miesiące, a wraz z nimi - największe premiery tego roku, dopiero przed nami, luty również okazuje się łakomym kąskiem dla graczy. Jest bowiem w czym wybierać i myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie. Dla mnie grą tego miesiąca jest The Order: 1886, czyli gra (a może prędzej "interaktywny film"?), której rzesze zwolenników i zagorzałych przeciwników są niemal równe pod względem liczebności. Już przed premierą krążyły plotki o tym, że gra jest krótka, że liniowa, że nie ma do zaoferowania nic oprócz grafiki, że to wszystko już gdzieś było. Argumentów przeciw The Order: 1886 pojawiało się całe mnóstwo. Ja jednak wszystko to traktuję z przymrużeniem oka i na przekór tym wszystkim spekulacjom... wybieram tę grę jako najciekawszą produkcję lutego. Bo chcę się dobrze przy niej bawić. Bo nie interesuję mnie to, czy pogram w nią 7 czy 77 godzin. Bo chcę, nazwijcie to jak chcecie, zachwycić się fantastyczną grafiką. Bo chcę w spokoju przejść The Order: 1886, uśmiechnąć się i odłożyć go na półkę, a następnie miło go wspominać, ilekroć spojrzę na jego pudełko, które prawdopodobnie niezbyt już często zostanie przeze mnie otwarte. Bo takie gry też są potrzebne. I na taką właśnie grę mam w tym momencie ochotę.
Witam.
Mam pewne pytanie dot. finału Intel Extreme Masters w Katowicach dla osób, które były na nim w tym roku.
Czy rzeczywiście warto kupować bilety? Pytam, ponieważ dochodzą do mnie sprzeczne informacje. Jedni mówią mi, że dużo szybciej dostaje się do środka dzięki biletom, drudzy, że to nie ma różnicy. Czy bilet daje jeszcze jakieś inne korzyści oprócz wcześniejszego wstępu? Czy w ogóle opłaca się go kupować?
Z góry dziękuję za pomoc i pozdrawiam.
– Twoim… – Język Oghrena na krótki moment zesztywniał. – Co?! – Szary Strażnik zamrugał powiekami, nerwowo ściskając trzon topora. Był przekonany, że się przesłyszał. – Ty… z takim czymś?
Krasnoludzica z trudem przełknęła ślinę.
– Przecież nie zawsze był taki, głupcze – warknęła gniewnie. Zakaszlała ciężko. Nagły wybuch złości musiał kosztować ją zbyt wiele energii. – Chyba nie myślisz…
Z osłupienia wyrwał Oghrena Maren, a dokładniej – jego otwarta dłoń, która spotkała się z policzkiem krasnoluda.
– Skup się, Oghren! – krzyknął czarodziej, przerywając Gadzie w połowie zdania. – Potem sobie porozmawiacie. Na razie mamy większe problemy.
Mag pchnął Strażnika mocno ku ścianie korytarza. W tym samym momencie bestia uniosła kciuk, jakby od niechcenia rzucała monetą. Spomiędzy jej palców wystrzeliła wiązka niebieskiego ognia, która przeszyła powietrze. Oghren zadrżał, kiedy poczuł na karku jej ciepło. Gdyby nie interwencja Marena, twarz krasnoluda nabrałaby barwy popiołu i zapachu spalenizny. Schował broń, kucnął i chwycił za nosze z wciąż jęczącą z bólu Gadą. Kolejny płomień śmignął mu obok ucha, wcześniej podpalając rąbek ubrania Belli. Szlachcianka burknęła pod nosem przekleństwo i szybko zażegnała mały pożar.
Zanim Oghren zaczął się choćby zastanawiać, w którą stronę uciekać, Maren prowadził ich już przez niezauważony dotąd korytarz. Tunel zionął ciemnością, lecz płonące palce goniącego ich monstrum oraz ogniste pociski rzucane raz za razem w ich kierunku skutecznie odpędzały mrok. Szary Strażnik na ułamek sekundy spojrzał za siebie. Potwór ledwo mieścił się pod sklepieniem, ale nieustannie parł do przodu, tłukąc łapami w ściany. Pył i odłamki skały sypały się z sufitu jak przy prawdziwym trzęsieniu ziemi.
Oghren omal się nie poślizgnął, kiedy śladem Marena gwałtownie skręcił w lewo. Czarodziej czekał na nich za masywnym posągiem krasnoludzkiego wojownika i nawoływał ich chaotycznymi gestami. Pół uderzenia serca po tym, jak biegnąca jako ostatnia Bella skryła się za rzeźbą, Szary Strażnik ujrzał potwora, biegnącego dalej i znikającego za zakrętem. Mimo że bestii nie było już widać, wciąż dało się usłyszeć i poczuć głośny łoskot jej stóp.
Oghren delikatnie opuścił nosze.
– Teraz powiedz, o co chodzi – szepnął, nachylając się nad Gadą.
– Powiedz wszystko – dodała z naciskiem Bella.
Krasnoludzica długo zwlekała z odpowiedzią.
– Będąc w Orzammarze, poznałam krasnoluda Auwyra – zaczęła w końcu. – Był on jednym z wyżej postawionych służących Harrowmonta. – Wypowiadając nazwisko swojego opiekuna, Gada skrzywiła się, jakby przełykała sok z cytryny. – Od samego początku nie podobało się to szanownemu lordowi Pyralowi, który twierdził, że ma wobec mnie inne plany. Ale nic sobie z tego nie robiliśmy, aż w końcu… cóż, skończyłam z brzuchem.
Bestia zaryczała gdzieś w oddali, okolica znów zatrzęsła się w posadach.
– Harrowmont wpadł w szał i kazał jakimś swoim znajomym magom ukarać Auwyra. – W oczach Gady pojawiły się łzy, jej głos załamywał się przy co drugim słowie. – Ten potwór. To jest on… Auwyr. Rzucili na niego klątwę i zesłali na Głębokie Ścieżki.
Maren westchnął ciężko, wyglądając przez nogi posągu.
– A tobie zachciało się ratować kochanka? – spytał.
Krasnoludzica nerwowo pokiwała głową.
– To chyba nie znaczy, że Harrowmont chce twojej śmierci – stwierdził Oghren.
– Chyba sama to sobie dopowiedziałam.
Ni stąd, ni zowąd Bella zerwała się z miejsca i wyszła na środek korytarza.
– Co robisz? – Gada zmarszczyła brwi.
– Ojciec czy nie, ten potwór nam przeszkadza. A my mamy misję do wykonania.
Oghren skrzywił się i skinął ponuro głową.
– To niezbyt przyjemna perspektywa – mruknął, bardziej do siebie samego niż do Alary.
Zmierzył wzrokiem wciąż nachylających się nad Gadą Marena i Bellę. Mag skończył rzucać zaklęcia i teraz z kamiennym wyrazem twarzy wpatrywał się w krasnoludkę. Wydawało się, że nawet nie oddycha, a myślami błądzi gdzieś wyżej, poza Głębokimi Ścieżkami. Z kolei szlachcianka wykrzywiała usta w grymasie wściekłości, co rusz rzucając czarodziejowi spojrzenia pełne pogardy i cichej nienawiści. Jednak w tym samym momencie trzymała dłoń na ręce Gady, a między złymi emocjami wypełniającymi jej oczy dało się znaleźć również zatroskanie. Oghren pokręcił głową. Nie potrafił ocenić, które z nich coś ukrywało.
– To co? Idziemy dalej? – zapytał krasnolud głośno, chcąc przerwać nieznośną ciszę, którą zakłócał tylko jego donośny oddech. – Stercząc tutaj, niczego nie zdziałamy.
– W jaki sposób chcesz iść dalej? – odpowiedziała pytaniem Bella, uśmiechając się drwiąco. – Gdybyś nie zauważył, jest wśród nas nieprzytomna, a nie mamy noszy.
– Nie możemy tu tak stać – sprzeciwił się Oghren.
– Rozdzielmy się – zaproponowała nagle Alara.
– Nie, to nie jest dobry plan. Uwierzcie mi, tutaj, na Głębokich Ścieżkach nie warto…
– Pozwól, Oghrenie, że od teraz będziemy ignorować twoje pomysły, dobrze? – Bella wstała i przyjrzała się swojemu łukowi. – To ty nas w to wszystko pakowałeś.
Krasnolud zaklął pod nosem, ale nie odważył się na głos powiedzieć, co w tej chwili pomyślał o szlachciance.
– Rozdzielimy się – powiedział z naciskiem Maren tonem nieznoszącym sprzeciwu. – Ja zostanę tutaj z Alarą. Zaopiekujemy się Gadą, a wy pójdźcie w głąb tego korytarza. Znajdźcie wyjście, znajdźcie pomoc. Zróbcie cokolwiek. – Wzniósł oczy ku gęsto pokrytemu stalagmitami sufitowi. – Mam dość tego miejsca.
Bella prychnęła i ostentacyjnie odwróciła się na pięcie.
– Chyba nie myślisz, że z nim pójdę?
– Tak, tak właśnie myślę! – krzyknął czarodziej. Spod jego cienkich brwi wypływała fala irytacji. – No, idźcie!
Przynajmniej ją będę miał na oku, pomyślał Oghren, podchodząc do szlachcianki. Raz jeszcze obrócił się i spojrzał na Alarę. Ruchem oczu wskazał jej Marena. Zrozumiała. Skinęła głową i podeszła do maga.
Krasnolud westchnął ciężko i wbił wzrok w ledwo widoczne w ciemności spiralne schody. Jego palce zatańczyły na rękojeści topora, kiedy postawił nogę na pierwszym stopniu.
Korytarz, do którego trafili, zdawał się ciągnąć w nieskończoność. Oghren błądził po omacku, wystawiając ręce przed siebie i starając się dostrzec w mroku cokolwiek. O obecności Belli świadczyły tylko jej ciche kroki. Kiedy tunel skręcił, a w oddali pojawiły się smugi pomarańczowego światła, chrząknął głośno i spojrzał na kobietę badawczo.
– Wiem, że coś ukrywasz, Bello – powiedział prosto z mostu.
– O czym ty mówisz? – zdziwiła się szlachcianka.
– Myślę, że jesteś uzdrowicielką, tylko się do tego nie przyznajesz. Powiedz mi, po co tak naprawdę tutaj jesteś.
Bella łypnęła na niego spode łba.
– Postradałeś zmysły? – warknęła. – Nie masz prawa. To wszystko twoja…
– Przyznaj się!
– Nie wiem, o czym mówisz – syknęła. Ruszyła w głąb korytarza, nawet nie oglądając się za siebie. – Nie potrzebuję twojej pomocy. Nawet nie próbuj za mną iść.
Oghren parsknął szyderczym śmiechem, postępując krok do przodu.
– Chyba cię… – zaczął, ale natychmiast urwał, zmuszony do okrzyku bólu, kiedy poczuł ostry ból w ramieniu. Chwycił się za rękę. Po palcach spływały mu strugi ciepłej krwi. Nawet nie zauważył, kiedy Bella posłała strzałę, słyszał tylko jej świst.
Na Głębokich Ścieżkach śmierć kryła się nie wśród cieni, ale w oślepiającym blasku lawy. A przynajmniej tak od jakiegoś czasu twierdzono. Krasnoludy zarzekały się, że Mroczne Pomioty to już historia, i ogłaszały całemu światu radosną wieść o odzyskaniu swoich ukochanych podziemi.
Zamilkły jednak, zaraz po tym, jak zgłoszono pierwsze zaginięcia. Z czasem wśród gąszczu rozległych korytarzy zaczęło przepadać coraz więcej ich pobratymców. Co najdziwniejsze, poszukiwania i specjalnie zorganizowane ekspedycje badaczy zgadzały się, że to nie sprawka pomiotów. Nigdzie nie znaleziono ani sztuki hurloka czy genloka, nie napotkano również żadnego krasnoludzkiego ciała. Kolejne zniknięcia zgłaszano nie w rzadko uczęszczanych tunelach, lecz tam, gdzie zazwyczaj spotykało się całkiem sporo mieszkańców thaigów. Wkrótce wieść rozeszła się po całym Thedas i Głębokie Ścieżki z powrotem stały się miejscem tajemniczym, pełnym śmierci i niewyjaśnionych zagadek, do którego nikt prócz najgłupszych bądź najodważniejszych nie chciał się zapuszczać.
Wszystkie wejścia do sieci tuneli zamknięto i zapieczętowano, oczywiście zaraz po tym, jak wpuszczono do środka mnie i gromadę pięciu żądnych przygód krasnoludów, którym przewodził Oghren – czyli ten mający moim zdaniem najlepiej z nich wszystkich poukładane w głowie. Początkowo miałem się tam udać z Inkwizytorką, ta jednak została wysłana z tajemniczą misją na Bagna Nahashinu i, o dziwo, nie chciała mnie wziąć z sobą. Wędrowałem więc przez dziesiątki rozległych tuneli, nie wiedząc nawet, czego dokładnie szukać, a krasnoludy wlekły się za mną w pewnej odległości i z każdą minutą stawały się coraz mniej podekscytowane. Błądziliśmy już trzeci dzień, nie potrafiąc odnaleźć choćby najmniejszego śladu, który mógłby pomóc nam w rozwikłaniu zagadki zaginięć.
Przełom nastąpił, kiedy przekraczaliśmy zbudowany z jasnego kamienia most, zwany Przejściem Dorrvikha. Pod nami przepływała szeroka rzeka lawy, jej tańczące bąble raczyły nasze uszy nierówną muzyką.
– Hej, tutaj, zobaczcie! – krzyknął nagle Oghren, wyrywając mnie z głębokiego zamyślenia.
Widywałem w swoim życiu rzeczy najdziwniejsze z dziwnych, walczyłem z demonami, duchami, smokami i wilkołakami, ale chyba nic z tego nie zrobiło na mnie takiego wrażenia jak widok, który ujrzałem tamtego dnia. O poręcz muru opierał się krasnolud, jednak musiałem naprawdę dobrze się przyjrzeć, żeby upewnić się, że to przedstawiciel tej rasy. Całe jego czarno-czerwone ciało pokrywały ogromne pęcherze. Wyciągnął przed siebie rękę w żałosnym, bezsilnym geście, a jego palce dosłownie rozsypały się w ciemny pył.
Nie mieliśmy czasu dociekać, o co mu chodziło, bo w tym momencie w górę wystrzeliła fala pomarańczowego blasku, nad naszymi głowami zaczęły przelatywać pociski zbitej w małe kule lawy…
Nadeszła jesień, a wraz z nią nadszedł wysyp wielkich produkcji, wśród których znajdziemy pewniaki, których marka zawsze zbiera dobre oceny, ale oprócz nich w październiku jest również kilka niewiadomych. Największą z nich, i przy okazji grą, na którą najbardziej w tym miesiącu czekam, jest Lords of the Fallen. Zdrowy rozsądek sugeruje, żeby w przypadku tej gry być ostrożnym i nie oczekiwać fajerwerków. W końcu to gra CI Games, które ostatnimi czasy, krótko mówiąc, nie zachwyca. Z drugiej jednak strony nad pracami sprawuje pieczę Tomasz Gop, czyli jeden z współautorów sukcesu mojego ukochanego Wiedźmina. Ten fakt może zwiastować, że w Lords of the Fallen nie znajdziemy nudnej, schematycznej rozgrywki, a prawdziwe wyzwanie, które wciągnie jak bagno. To jest właśnie to, czego po tej grze oczekuję - wymagająca rozgrywka, która nie pozwoli odejść od monitora. Skoro już mowa o wyzwaniu, to ilekroć słyszę o Lords of the Fallen, zawsze znajduję komentarze porównujące nową produkcję CI Games do Dark Souls. Jeśli nasz nowy polski RPG okaże się tak dobry jak dzieło From Software, będę zadowolony. Chcę jednak, by Lords of the Fallen pozbyło się bardzo nieprzyjemnej - jak dla mnie - etykiety klona Dark Souls i było po prostu czymś nowym, oryginalnym i niepowtarzalnym.
Wiesz, jak to mówią ;] Dać palec, weźmie całą rękę.
Naprawdę fajna zabawa, więc dlaczego nie spróbować? :)
Ja również mam pytanie. Wydaje mi się, że ktoś już o to pytał, ale wypadła mi z głowy odpowiedź.
Czy wyróżnieni wciąż mogą starać się o główną nagrodę w drugim etapie konkursu?
Serdecznie dziękuję za wyróżnienie oraz od razu gratuluję zarówno innym wyróżnionym, jak i zwycięzcy. Cały ten konkurs to wspaniała zabawa i z niecierpliwością czekam na więcej jemu podobnych. :)
Dodatkowo dziękuję pani Brzezińskiej za komentarz dot. mojej pracy i zapewniam, że wezmę sobie do serca jej konstruktywną krytykę.
Blackwall zakaszlał, z jego ust chlusnęło kilka kropel bordowej krwi.
– Ale się rozgadaliśmy – wycharczał, uśmiechając się słabo, po czym zerknął ukradkiem na wciąż sterczący mu z ramienia bełt. – Na mnie już chyba czas.
Owładnęła mną wtedy, moi mili panowie, niespodziewana fala politowania i współczucia dla Strażnika, którego przez całą tę podróż – mimo ostatnich wydarzeń, kiedy to postradał rozum – zdążyłem polubić, poprosiłem więc Morrigan, by przy użyciu jakichś czarodziejskich sztuczek zajęła się jego raną. Pewnie was to zdziwi, tak samo jak wtedy zdziwiło i mnie, ale wyobraźcie sobie, że jakimś cudem zdołałem się przebić przez jej barierę i trafić w pokłady człowieczeństwa. Zapewne równie dobrze jak ja wiedziała, że ratowanie Blackwalla przy jego skażeniu to zwykła głupota i że przysporzy nam to tylko i wyłącznie kłopotów, ale uklęknęła nad nim i wyciągnęła ręce w stronę zranionej ręki, mamrocząc zaklęcia. W tej samej chwili Strażnik, stękając z wysiłku, podniósł z ziemi sztylet – pozostałość po jednym z genloków – i zanim ktokolwiek zdążył zareagować, wbił go sobie w lewą pierś.
Skonał szybko, przed śmiercią zdążył jeszcze wysilić się na jeden, ostatni uśmiech.
– Pewnie tak będzie lepiej – odezwał się nagle Żelazny Byk, z uznaniem wpatrując się w ciało Strażnika.
Nie wiem, jak to się stało, może śmierć Blackwalla w jakiś sposób nas pogodziła i wzmocniła łączącą nas więź – wynikającą nie z wzajemnego uznania, a prędzej ze spędzonych wspólnie ciężkich chwil – ale mimo dzielących nas kłamstw doszliśmy do porozumienia i zdaliśmy sobie sprawę, że teraz, bardziej niż kiedykolwiek przedtem, ważna jest współpraca.
Dopiero wtedy dostrzegłem, że nacierająca na nas wcześniej mgła zniknęła. Do teraz nie wiem dokładnie, jak to się stało, może wy macie jakąś sugestię, ale podejrzewam, że miało to związek z odejściem bosonogiej dziewczynki.
– Co teraz? – zapytałem, całkowicie zdając się na ich propozycje. Ja nie miałem żadnej.
W oczach Morrigan dostrzegłem niespodziewany błysk – błysk, na który wszyscy tak naprawdę czekaliśmy. Widząc go, zrozumiałem z ulgą, że wróciła do nas stara, dobra Wiedźma z Głuszy, która zawsze miała plan w zanadrzu.
– Znam to miejsce – powiedziała głośno i dobitnie, podkreślając każde słowo. – Bywałam tu kiedyś z moją matką, niedaleko znajduje się chata, w której spędzaliśmy noce.
– Sugerujesz, żebyśmy tam poszli? – wtrąciłem, unosząc brwi. – Przecież właśnie tam będą na nas czekać, chcesz wejść prosto w pułapkę!
Uśmiechnęła się chytre i tajemniczo.
– I właśnie o to chodzi. – Przeniosła wzrok na wciąż nieprzytomną inkwizytorkę. – Pytanie tylko, co z nią?
Wtedy, moi drodzy ziomkowie, stało się coś, czego również do dzisiaj nie potrafię pojąć, jak zresztą wielu innych rzeczy z tamtej nocy, choć podejrzewam, że miało to związek z eliksirem Żelaznego Byka, o którym wcześniej wam wspominałem. Otóż inkwizytorka podniosła się nagle, jakby wywołana przez Morrigan, i stanęła przed nami, dumna i wyprostowana.
– Z nią wszystko w porządku – oznajmiła stanowczym i pewnym siebie głosem. – O nią nie trzeba się martwić.
Zgłaszam nową pracę, ponieważ wcześniejsza była kontynuacją jedynie dwóch pierwszych zdań części I, a nie całości (nie zauważyłem, że można rozwinąć tekst). Serdecznie dziękuję organizatorom za wyrażenie zgody.
– Niebawem uderzą – odezwała się Morrigan, wypowiadając na głos to, co i tak wszyscy przecież wiedzieliśmy.
Przełknąłem ślinę, po czym, oddychając ciężko i nierówno, rozejrzałem się dookoła, jak prawie każdy. Momentalnie zaschło mi w gardle, kiedy dostrzegłem majaczące w białej i gęstej jak zsiadłe mleko mgle niewyraźne, ciemne sylwetki zbliżające się z każdą sekundą. Starałem się ignorować krople zimnego potu, które spływały mi po obu policzkach i kapały na zdrętwiałe – nie wiem, czy z zimna czy ze strachu – ręce.
Krzyki moich towarzyszy i nieludzkie wrzaski pomiotów w końcu przerwały przedłużające się chwile nieznośnej ciszy. Wrogowie nagle wystrzelili w naszą stronę jak pociski wystrzelone z łuku. Jednak żadna ze strzał nie mogła się równać z bełtem. Nacisnąłem na spust i od razu uspokoiłem pogrążone w chaosie oraz dziwnej trwodze myśli, gdy tylko usłyszałem cudowny dźwięk przecinającego powietrze bełtu. Pocisk trafił prosto między oczy najbliższego z pomiotów, który padł jak długi, przy okazji przewracając biegnącego tuż za nim pobratymca.
Wszyscy zebraliśmy się w ciasny szereg i ustawiliśmy tuż przed nieprzytomną inkwizytorką – wszyscy prócz, rzecz jasna, Blackwalla, który zdążył w międzyczasie odzyskać przytomność i teraz dławił się dzikim, stłumionym przez koc śmiechem. Żelazny Byk uspokajał rwących się do walki szarżowników i nakazał wszystkim pozostać na miejscach. Wkrótce do słanych przeze mnie bełtów dołączyły kule ognia Morrigan, a już chwilę później walka rozgorzała na dobre. Szczękom ostrzy toporów i mieczy towarzyszył dźwięk rozpryskującej się krwi. Nawet nie zdążyłem się zorientować, kiedy napastnicy podeszli tak blisko. Znów w serce wkradł mi się niepokój – było ich zbyt wielu.
Zakląłem w duchu i odskoczyłem przed ciosem gigantycznej maczugi, tylko po to, by natychmiast rzucić się na przeciwnika z Bianką i wystającym z niej bagnetem.
Byłem właśnie w trakcie wyciągania broni z przebitej na wylot piersi wroga, kiedy usłyszałem pełen rozpaczy i wściekłości krzyk Morrigan.
– Zaufaj mi, u licha!
Wiedźma darła się na Żelaznego Byka, który walcząc z trzema napastnikami naraz, był w stanie jeszcze łypać na nią nieufnie. Nie wiedziałem, co czarodziejka zamierza zrobić, ale zrozumiałem, że w tak beznadziejnym przypadku magia to jedyny ratunek.
Po uporaniu się z trzema pomiotami qunari skinął powoli głową, dokładnie w tym samym momencie, gdy Morrigan wrzasnęła przeraźliwie i upadła na ziemię.
Zamarłem, bo doszło do mnie, że nie mamy żadnych szans, nadzieja prysnęła jak mydlana bańka.
Jestem niepewny, czy wysyłać pracę, czy może ją skracać. W tym momencie ma 21 zdań. Czy zaliczyłaby się do tych "około piętnastu"? Ciężko byłoby mi cokolwiek z niej ująć.
A niech mnie, rzeczywiście, można było rozwinąć tekst. Co za fail :(
Pytanie do organizatorów: czy w przypadku takiego błędu jest możliwość napisania kontynuacji jeszcze raz - tym razem odnoszącego się do całości przygotowanego przez autorkę tekstu, a nie tylko dwóch/trzech zdań?
Kolejne spięcia były niewskazane, więc dla świętego spokoju z pokorą spuściłem wzrok i razem z dwoma ochotnikami zrobiłem to, co nakazał. Skrępowanego Blackwalla rzuciliśmy na rozlatujący się wóz, ciągnięty przez dwie wychudzone chabety. Wznowiliśmy marsz przez cuchnące śmiercią i tajemnicą moczary, uważnie stawiając każdy krok, by nie wpaść w błoto. Przez cały czas Morrigan szła z tyłu, łypiąc na związanego Szarego Strażnika z pogardą, ale zarazem i z czujnością.
Po kilku minutach pochód nagle się zatrzymał.
– Słyszeliście to? – Z przodu dobiegł głos Żelaznego Byka, rozglądającego się na prawo i lewo.
Rzeczywiście, ktoś nawoływał pomocy. Część z nas rzuciła się natychmiast w kierunku źródła dźwięku, mimo bluzg i krzyków dowodzących. Wkrótce ze zbitej formacji rozproszyliśmy się na dwie mniejsze grupki.
– Solas – szepnęła Morrigan prawie bezgłośnie, wpatrując się w leżącego wśród sitowia, wykrwawiającego się łysego elfa.
Ciało mężczyzny nagle zniekształciło się i zmieniło w kruchą papkę. Zorientowałem się, że mamy do czynienia z iluzją – piekielnie dokładną, skoro nawet Wiedźma z Głuszy nie zdołała jej wykryć.
Mroczne Pomioty zaatakowały tak dziko i niespodziewanie, że nawet nie wiedzieliśmy, jak się zorganizować. Usłyszałem przeraźliwe krzyki bólu i rozpaczy, szczęk stali oraz przelatujące obok uszu kule ognia. Zanim sam zdążyłem odpowiednio zareagować i rzucić się w wir walki, poczułem ostry ból w czaszce.
Ostatnią rzeczą, jaką pamiętałem, był plusk wody, do której wpadłem.
Kiedy w końcu udało mi się otworzyć oczy, nie dostrzegłem przed sobą ani obrazów bitwy, ani bagien. Wciąż panował półmrok, a jedynym, co czułem, był ucisk grubej liny zawiązanej na moich nadgarstkach.
Tamtego lata przyjmowaliśmy obelgi i błogosławieństwa z tą samą obojętnością. Maszerowaliśmy na północ, a wokół nas kraina obracała się w popiół. Staruszki wyzywały nas od demonów i bezbożników, zaś w oczach młodszych mieszkańców mijanych po drodze wiosek można było dostrzec podziw i wdzięczność. Znalazł się w nich również strach. To jednak nie było niczym nowym. Bali się nas wszyscy – i wrogowie, i przyjaciele.
Przyznam, nasze metody uważano za radykalnie, nie mogły podobać się wszystkim. Ale nigdy nie zawiodły – a to przecież było najważniejsze.
Solas nie zdradził nam zbyt wielu szczegółów, lecz, prawdę mówiąc, niespecjalnie nas one interesowały. W końcu dla nas liczyła się tylko zapłata, motywy zleceniodawców były sprawą drugorzędną. W rozkazie elfa bardzo często powtarzały się dwa słowa.
Znajdźcie Morrigan.
Dał nam, rzecz jasna, parę wskazówek. Położenie czarnowłosej Wiedźmy z Głuszy miały nam zdradzić Mroczne Pomioty, a konkretniej – te z nich, które od jakiegoś czasu pasjonowały się opętywaniem niewinnych wieśniaków. Taka praca nas zadowalała. Przy okazji wykonywania grubszego zlecenia otrzymywaliśmy zapłaty od wdzięcznych chłopów, których rodziny wyzwoliliśmy spod władzy natrętnych napastników.
Jak dotąd od egzorcyzmowanych pomiotów nie dowiedzieliśmy się niczego. A szukaliśmy już naprawdę długo.
Jako że plaga po raz kolejny stała się poważnym zagrożeniem i siała spustoszenie w całym kraju, staraliśmy się nie zostawać w jednym miejscu dłużej niż to konieczne.
Wreszcie trafiliśmy do małej osady położonej u stóp gór. Przywitały nas tam spalone domy, osobliwy smród oraz cała masa trupów leżących w nieładzie na wyłożonej kostką ulicy. Znalazło się również kilka takich budynków, które wydawały się nietknięte. Panowała już noc, a w oknach żadnego z nich nie paliło się żadne światło. Z rosnącego nieopodal lasu dobiegło nas pohukiwanie sowy. Nagle dołączył do niej kobiecy krzyk. Głośny i przeraźliwy, nawołujący pomocy.
Jako pierwszy do biegu zerwał się Gathar, z nerwowym uśmiechem na ustach dobył wiszącego mu u pasa miecza.
– Na co czekacie?! – wrzasnął przez ramię, wskazując palcem stojącą w centrum osady gospodę. – Dobiega stamtąd!
Ścisnąłem mocniej łuk i sięgnąłem po strzałę. Reszta kompanii dobiegła już do szerokich drzwi i ustawiła się po obu ich stronach.
Napiąłem cięciwę i stanąłem kilka metrów dalej. Uspokoiłem oddech. Na znak naszego wodza Trovan otworzył wrota kopniakiem.
Wypuściłem strzałę. Pomknęła płasko i pewnie, trafiła stojącego w środku hurlocka między oczy. Rozległy się bojowe okrzyki, kiedy moi towarzysze wpadli do środka, wywijając broniami na prawo i lewo.
Nie miałem zbyt dobrego pola widzenia, byłem więc zmuszony podążyć ich śladem. Wskakując do karczmy, znów wystrzeliłem. Niczego się nie spodziewający wrogowie padali jak muchy. Po kilku sekundach było po walce. Pomioty leżały bez życia, a żaden z naszych nie został nawet zadraśnięty. Skrzywiłem się, gdy dostrzegłem wykrwawiającą się w rogu rudowłosą kobietę. Nie zdążyliśmy. Mimo to triumf, choć tak mały, smakował wyśmienicie jak zawsze.
Radość okazała się przedwczesna.
– Nadchodzą z lasu! – rozdarł się Halann, wyglądając przez okno. – A niech mnie, ileż ich tam jest?!
Wybiegłem na zewnątrz, szykując kolejną strzałę, napędzony zwycięstwem. Aż upuściłem łuk, kiedy dostrzegłem kolejnych przeciwników. Za nic w świecie nie dalibyśmy rady im wszystkim.
Pomioty stały jednak przy drzewach w kilku szeregach. W naszą stronę zmierzał tylko jeden.
@Marcin017
Teraz dopisujemy chyba część 1-szą, a początek to te dwa zdania już umieszczone na stronie.
Najbardziej przeze mnie oczekiwaną grą września jest gra z serii, której kolejnych odsłon oczekuję z wypiekami na twarzy co roku – FIFA 15. Jest tak, ponieważ EA corocznie dodaje do swojej sztandarowej sportowej produkcji takie elementy, które dla zwykłego gracza są co najwyżej drobiazgami. A mnie, tak jak każdego zapalonego fana futbolu, takie drobiazgi zawsze elektryzują. Z niecierpliwością czekam na pełną licencję Premier League, która ma się pojawić w kolejnej FIFIE – a co za tym idzie: dziesiątki perfekcyjnie odwzorowanych twarzy piłkarzy z najlepszych angielskich klubów oraz świetne stadiony każdego zespołu z tego kraju. Oprócz tego, oczekuję na zapowiadane poprawienie nie tylko sztucznej inteligencji bramkarzy (którzy w poprzednich odsłonach w niektórych sytuacjach zachowywali się dziwacznie), ale także nowych reakcji na to, co się dzieje na boisku, nie tylko ich, ale i całego stadionu. Jako że jestem posiadaczem PS4, cieszę się na powrót (nie)zawodnego duetu komentatorskiego: Dariusza Szpakowskiego i Włodzimierza Szaranowicza, ponieważ w FIFIE 14 nie usłyszeliśmy ich głosów na konsolach nowej generacji. I chociaż czasami naprawdę nie mogę tych dwóch panów słuchać, z własnej woli nigdy nie zamieniłbym ich na komentatora obcojęzycznego. Szkoda jedynie, że nie potwierdziły się plotki o obsadzeniu w roli komentujących panów Twarowskiego i Nahornego. Ale kto wie? Co się odwlecze, to nie uciecze... Ściskam pada i nie mogę się doczekać pierwszego gwizdka kolejnego sezonu w wirtualnym świecie piłki nożnej. Jestem pewien, że się nie zawiodę.
PS Ach, jakże mógłbym zapomnieć o jeszcze jednej wielkiej zmianie! W końcu, po tylu latach spóźnienia, Kuba Błaszczykowski będzie miał w FIFIE krótkie włosy. Brawa dla EA!
Piątą cechą bez wątpienia jest szybkość Asusa G570, czyli to, co sprawia, że ten laptop jest jedyny w swoim rodzaju. Połączenie najnowocześniejszej technologii w postaci procesora Intel Core i7 i układu graficznego GeForce GTX860M sprawi, że użytkownik tej maszyny będzie w stanie cieszyć oko największymi detalami gier, a przy tym w grach nie dozna się żadnego klatkowania. Wszystko zostanie ukazane z pełną płynnością, tak jak płynnie pobiegnie Greta w wyścigu, do którego przygotowuje się na zdjęciu. W oczach modelki widać chęć zwycięstwa, wyzwanie. Idealnie pasuje do właśnie tej cechy laptopa. Bo czymże innym, jak nie wyzwaniem, jest siłowanie się z najnowszymi produkcjami przy najwyższych detalach?
OAZA - Ogólnopolska Aparatura Zarządzania Aglomeracjami | "Bezpieczeństwo to podstawa"
- Budzi się. - Aksamitny kobiecy głos, był pierwszą rzeczą, jaką Garrett usłyszał po przebudzeniu.
Minęło kilkanaście sekund, nim przyzwyczaił się do światła, jakie dawała stojąca na stoliku obok świeczka. Czuł, że ból głowy stopniowo maleje, wciąż jednak dawał o sobie znać. Rozejrzał się. Znajdował się w małym pomieszczeniu. Zmarszczył brwi, gdy biorąc oddech, poczuł smród moczu i potu. Kilka metrów obok niego, po prawej stronie, leżał związany mężczyzna. Wszystko wskazywało na to, że był nieprzytomny.
"Lub martwy" – pomyślał ze zgrozą.
Złodziej spojrzał przed siebie i poczuł, jak przewraca mu się w żołądku. Chciał pobiec przed siebie, lecz uniemożliwiły mu to grube liny, którymi przywiązany był do krzesła. Skończyło się więc tylko na gwałtownym szarpnięciu. Spróbował krzyknąć. Tę czynność uniemożliwiły mu natomiast zakneblowane usta.
Przed nim stała Maggie, uśmiechając się paskudnie i przekładając z ręki do ręki zwój papieru. Obok kobiety znajdował się ktoś, kogo Garrett absolutnie się nie spodziewał. Ktoś, czyjego kapelusza i charakterystycznego zarostu nie mógł pomylić z nikim innym.
Mężczyzna szybkim ruchem odwiązał kneblujący usta Garretta kawałek materiału i otworzył usta, chcąc coś powiedzieć.
- Basso, draniu! Po tym wszystkim, co razem przeszliśmy! - krzyknął złodziej, uprzedzając pasera.
- Wybacz, lecz nie mogłem sobie pozwolić na taki wydatek. Zbyt wysoko cenisz swoje usługi, mistrzu - odparł Basso ze smutną miną. Zamilknął na moment i zamknął oczy, przełykając ślinę. Po chwili potrząsnął energicznie głową i uśmiechnął się. - Widzisz, mam nowego wspólnika. - Mówiąc to, poklepał Maggie po ramieniu.
Obydwoje wycofali się w kierunku drzwi, zostawiając Garretta samego.
- Czym jest formuła? - spytał nagle złodziej.
Nie doczekał się odpowiedzi, Basso tylko uśmiechnął się ponownie i wyszedł z pokoju razem ze swoją nową partnerką, zamykając za sobą drzwi.
Nie minęła minuta, nim drzwi otworzyły się z charakterystycznym kliknięciem i stanęła w nich zamaskowana postać o drobnej sylwetce. Przybysz bez słowa przeciął więzy Garretta i odszedł, tak samo nagle, jak się pojawił, zostawiając przed mężczyzną sztylet.
Mistrz złodziei tkwił chwilę w miejscu, zaskoczony obrotem spraw, w końcu podniósł broń i podszedł do drugiego więźnia, który leżał w kącie. Rozpoznał w nim Steve'a. Tak jak się spodziewał, strażnik Verminusa nie oddychał. Garrett pokręcił głową z dezaprobatą i opuścił pomieszczenie. Znalazł się w niskim korytarzu, instynktownie skierował się w jego prawą stronę. Po pokonaniu kilkunastu stopni wszedł do kolejnego pomieszczenia, dużo bogatszego od piwnicy, w której był przetrzymywany. Ujrzał przed sobą Basso, który wyglądał przez otwarte okno. Za pas zatkniętą miał Formułę. Ostrze sztyletu zalśniło, kiedy kierowany żądzą zemsty złodziej podkradał się do pasera. W ostatnim momencie zawahał się, ze względu na dawne czasy. Zamiast zabijać dawnego wspólnika, zręcznie wykradł Perfekcyjną Formułę i osunął się w cień.
Spojrzał na zwój papieru trzymany w dłoni. Czas znaleźć kupca.
Wyhaczyliście może jakiś sklep, gdzie można sobie zamówić Dualshocka 4 tak, żeby doszedł do domu na premierę? Konsola - załatwiona, FIFA - załatwiona, a pada drugiego nie mam, żeby z kumplami pograć ;/
"Warto dodać, że platforma nie będzie posiadać żadnych blokad regionalnych. Tym samym nic nie stanie na przeszkodzie, by zamawiać gry ze sklepów amerykańskich lub japońskich." - czy to znaczy, że gra, którą zamówię zza granicy będzie posiadała również polską wersję językową? Tzn. że nieważne gdzie zakupiona, będą do wyboru wszystkie możliwe języki?
Nie mam żadnych wątpliwości. Najbardziej oczekiwaną grą lutego jest dla mnie Crysis 3. W poprzednie części grało mi się wyśmienicie i jestem pewny, że trzecia część serii Cryteku mnie nie zawiedzie. Nie chodzi mi oczywiście tylko o grafikę, lecz cały zamysł tej gry i jakość poprzednich części. Niedawno ukazała się Open Beta, która niestety nieco ochłodziła mój entuzjazm oczekiwania na tą grę. Tryb Multiplayer zwyczajnie mi się nie podobał i grało mi się dosyć średnio. Mimo tego, czekam z niecierpliwością na tryb dla jednego gracza, który zawsze był dla mnie w Crysisie ważniejszy. Z pewnością panowie z Cryteku znów pokażą na co ich stać...
No, już się nie mogę doczekać :) Twarz Geralta trochę inna niż w pierwszej części ale myślę, że mi to nie będzie przeszkadzało :D
nie bądź taki pewny siebie kefirek, ja wysłałem już dawno. Pytania nie były proste ale znalazłem w świietnej wyszukiwarce :P Powodzenia życzę mnie i dwóm innym konkursowiczom.
Mam pewien problem, w poradniku znalazłem błąd. Jestem w Royal Gardens i tam trzeba przekręcić kołowroty żeby się szlam wylał :) Kołowroty po lewej stronie, z pomocą poradnika udało mi się przestawić jednak postępując zgodnie z tym co tam jest napisane przekręciłem kołowroty po prawej stronie a szlam się nie wylał. Proszę o pomoc
Z góry dziękuje
czy ktos mi pomoże?? Gram w tą giere i nie umie przejść 3 misji. Gdy zbieram to życie to do ilu HP musze zbierać
A tak w ogóle to gra jest supcio
a ja chciałbym aby ktos z was powiedział mi gzdie w IV częsci w I rozdziale "Tajne Plany" są wszystkie minizestawy bo mam już 6 i brakuje tyko 4