Dark Souls wygrywa jako klasyczna gra, którą analizowałem za młodu, a z nowszych tytułów całkowicie pochłonął mnie Baldur's Gate 3. Niestety, w dorosłym życiu coraz trudniej o gry, które tak mocno angażują uwagę...
Elfy w większości RPG irytują mnie swoją wyższością i przesadnym patosem, przez co wolę pragmatycznych ludzi lub krasnoludy o konkretnym charakterze. Nudzi mnie ten utarty, idealny motyw leśnych długouchych postaci.
Mój szwagier nie odróżnia PlayStation od Xboksa, a jedyna gra, jaką kojarzy, to GTA. Kupuje każdą nową część na premierę tylko po to, żeby pojeździć autem bez celu albo uciekać przed wirtualną policją.
Oświećcie mnie, jak Rockstar to robi? Jaki magiczny składnik sprawia, że ta seria trafia do absolutnie każdego, nawet do ludzi całkowicie odciętych od growego świata?