esese

esese ostatnie wypowiedzi na forum i w komentarzach

23.01.2015 13:04
odpowiedz
esese
44

[3467]
Ja tam klimatu Skyrima ni jak nie czuję. No bo jak. Questy pisane przez chyba kilkadziesiąt osób a potem sklejone do kupy jak leci. Nie ma prawie żadnych powiązań między nimi. Tzn. Wstępujemy do gildii złodziei i żadnych konsekwencji, choć w sumie to żadna tajemnica. Bohaterowie walczący z gildią dalej nas uwielbiają itp. Możemy pomóc biedakowi, a zaraz zabić innego bez powodu. Nie ma to właściwie żadnego wpływu na nas. Ktoś powie, że to właśnie jest dobre - swoboda. No raczej klimat schizofrenika. Gra w żaden sposób nie reaguje na nasze wybory, Nawet taki banał jak wstąpienie do cesarskich nie spowoduje żadnych reperkusji w Wichrowym Tronie. Dalej łazimy sobie po "mieście" jak gdyby nigdy nic.
Wiec co buduje ten klimat?
Może questy? Przynieś bębenek ze środka jaskini wypełnionej potworami - akurat tam go zgubiłem i jakoś żyję. No quest by pasował do Postala 2, ale tutaj to jakoś nie jest śmieszne, a tego typu questów mamy od groma. Jest kilka perełek, ale większość to nuda łącznie z główną fabułą.
Wyważenie świata też rewelacja. Zabijmy grupę bandytów - 100 nagrody. Przynieś mi kawałek papieru dom obok, bo mi się nie chce dupy ruszyć. 1000 nagrody. Albo jak zrobić z 4 kg metalu 10 kg zbroję. Rewelka.
Napewno klimat tworzą te wielkie miasta i to że większość Skyrim leży pod ziemią. Wszystko się dziej pod ziemią. Największe miasta też są pod ziemią, a nawet zamki... po jakiego grzyba zamki pod ziemią :))) Te na górze też rewelka. Przeglądając pierwsze z brzegu "miasto" - Samotnie. Po jakiego grzyba budować mur przyklejony do skały? Albo wierzę bez wejścia? Albo w innej wiosce bramę bez ogrodzenia? Wszystko przyklejone do skał, tak że można sporo rzeczy zdobyć gdybyśmy mieli tylko taboret, ewentualnie obejść na około (wskoczyć z góry).
Na koniec perełki. Czyli epickie bitwy, 20 vs 20. Prawie Grunwald mamy, ale i tak nic nie rozśmieszyło mnie tak bardzo jak zdobywanie Wichrowego Tronu. Najpierw patetyczna przemowa naszego generała pod samymi murami wroga. Że też nikt mu na ten nawet flaszki wina nie rzucił. Ok. spoko. Da się znieść. Myślałem, że jakiś taran podłożą czy coś. Nie. W czasie oblężenia bramy są otwarte., więc otworzył drzwi do miasta i jazda. Zresztą tu wszędzie nie ma bram.

Gra ma wiele plusów, ale klimat na pewno nie jest jednym z nich. Porównując takiego wiedźmina, czy to 1 czy 2. mimo, że leciały tam same skrypty to przynajmniej czuło się ten klimat walki w mieście. To amo z wyborami. Czuło się na każdym kroku, że każdy z naszych wyborów może mieć konsekwencje w przyszłosci, a nie były one tak banalne jak w Skyrimie. Pomijając która gra lepsza/gorsza bo to indywidualna sprawa, akurat Wiedźmin próbował jak tylko potrafił ten klimat przekazać graczowi. Tutaj mamy zwykłe olewactwo twórców.

ps. nie jestem fanem Wiedźmina (jedynkę przeszedłem - spodobała mi się, dwójkę po 2h zabawy zarzuciłem - pewnie wrócę, ale mnie w ogóle nie wciągnęła).

07.01.2015 09:09
odpowiedz
esese
44

Nie wnikając w samą treść, bo to bez sensu...

Na czym wy wszyscy siedzicie przy tych komputerach. Na taboretach? Osobiście mam problemy z kręgosłupem i to na wszystkich trzech odcinkach. Plecy to mi odpoczywają albo jak śpię, albo jak siedzę przed kompem (w domu - w pracy gorzej bo i krzesło gorsze). Kanapa/fotel jest wygodna/y, ale w porównaniu do średniej klasy fotela ze sztywnym oparciem (nie to coś łączone z siedziskiem za pomocą jednej rurki, która zaraz i tak zaczyna latać) nie wygrywa, a już na pewno nie jest zdrowsza dla naszych pleców.

07.11.2014 09:24
odpowiedz
esese
44

"Ambitne komedie". Jak to słyszę/czytam to od razu mam przed oczami polskiego reżysera, któremu kazali robić komedię, ale jego duma każe przemycić do filmu coś "głębszego". Wychodzi z tego potworek - ani śmieszny, ani mądry...

Wracając do tematu.
http://www.filmweb.pl/film/Gliniarz-2011-547185
Dialogi mnie rozłożyły na łopatki.

http://www.filmweb.pl/film/Jeszcze+dalej+ni%C5%BC+P%C3%B3%C5%82noc-2008-453743
Na początku mocno średni, ale później jest już coraz lepiej, aż do bardzo dobrej komedii - w każdym razie ja się pod koniec nieźle uśmiałem, co raczej jest u mnie rzadkością (przynajmniej oglądając gatunek pn. komedia)

05.11.2014 10:22
odpowiedz
esese
44
Image

tak mi się przypomniało...

22.10.2014 12:19
odpowiedz
esese
44

Bo gów... nic nie było na tych taśmach. Prywatne opinie i słoma z butów, ale to żadne przestępstwo. Ktoś coś sprzedał, kupił, wziął w łapę, był agentem? Nic. Zero. Równie dobrze można dowolnego polityka nagrać i będzie to samo niezależnie od tego po której stronie żłoba się znajdują. Z tych taśm to była taka afera jak z koziej dupy trąbka.

02.10.2014 09:17
odpowiedz
esese
44

bizon1807 --> Chodzi mi o to, że w tak niebezpiecznym świecie ludzie powinni żyć w większych skupiskach, a nie, tu walczę z potworem, a 10 metrów dalej domek z całą rodzinką, w dodatku niezamknięty. Nie kupuję tego po prostu.

Sytuacja z wczoraj. Jakieś poboczne zadanie w drodze do Pękniny. Zdobądź fort i otwórz bramę. Wejdź tylnym wejściem. Oczywiście mur przeskoczyłem po kamieniach, bo jak wcześniej wspomniałem - projektanci obiektów w Skyrim nie popisali się zbytnio. Bandyci wyskoczyli na mur i zaczęli się ostrzeliwać z łuków (i magii) między zleceniodawcami zadania, którzy rozpalili ognisko 20 metrów od fortu. No sorry. Ale takie bezsensowne sytuacje nie budują klimatu gry.

Co do różnicy w czasie - Wiedźmin - Skyrim. To bez znaczenia. Chodzi o to, że tu na siłę jest wszystko zniszczone. Niby cudowne domy, nowoczesne wykończenia wnętrz. Wspaniałe kowalstwo itd, ale murowane obiekty na siłę zniszczone, a w dodatku beznadziejnie zaprojektowane.

Kolejna fascynująca misja ze zdobyciem fortu przez cesarskich. Po jakiego grzyba gromowładi zajmowali w ogóle ten fort? Bramy otwarte, a mury nie dają żadnego schronienia. Mogła być fajna misja a wyszło wielkie nic.

To wszystko i parę innych drobiazgów wpływa na klimat gry. Świat Skyrim jest strasznie sztuczny. Rozumiem umowność gier, bo wszystkiego nie da się zaimplementować w rozgrywce, ale ja się czepiam tego co jest zrobione, a nie tego czego nie ma.

29.09.2014 11:20
odpowiedz
esese
44

Z jednej strony gra dobra, ale z drugiej sporo rzeczy jest co najmniej dziwnych. Pomijając fabułę i questy, które osobiście są dla mnie średnie, cały świat w którym gramy jest kiepski. Może to szczegóły, ale budują atmosferę gry.
Świat jest dość pusty. Wchodząc do miasta w Wiedźminie, czuliśmy się jak w średniowiecznej metropolii. Tutaj jest skromnie. Samo Skyrim to epoka kamienia. Mieszkańcy nic nie potrafią wybudować z innego materiału niż drewna. Miasta się sypią, pomimo tego, że czasy są niespokojne, więc przynajmniej mury miejskie by się przydały. Jedyne co potrafią to zapchać dziury drewnianymi balami. Trochę to niepoważne. Twierdze - ok. Może już nie są potrzebne, ale mam wrażenie, że nawet w czasach świetności te budowle bardziej budziły śmiech niż podziw. W przypadku niektórych, do zajęcia murów nie trzeba drabiny. Wystarczy zwykły taboret. Mury szersze niż wyższe - po jaką cholerę ktoś tak sobie ubzdurał - miały się oprzeć broni palnej? Blanki to też szczyt architektury, którego nie opanowali tamtejsi mieszkańcy, a nawet dzieci je rysują żeby podkreślić, że to jest właśnie zamek. Takie z tych budowli forty, jak ze stodoły pałac. No i oczywiście potężne 3-4 metrowe mury są zniszczone jak po trzęsieniu ziemi, ale wieże stoją jakby były nowe? Usytuowanie samych budowli też chyba losowe. Tu fort/miasto, a powyżej góra, ale to już jakaś mania (nie tylko w grach) która każe budynki obronne stawiać nie na szczycie góry, ale u jej podnóża, co by atakujący mógł spokojnie korzystać z przewagi wysokość. Atak na Białą Grań to jakiś kabaret. Porównując to z analogiczną sceną z Wiedźmina 2 to nawet nie jest słabo. 20 "chłopa" próbuje zająć z marszu miasto. A wystarczyło zamknąć bramę i co by zrobili? Wszyscy bandyci mieszkają w jaskiniach - to naturalne. Przy braku umiejętności budowlanych to chyba sensowne rozwiązanie, skoro powierzchnia jaskiń, lochów jest większa niż wszystkich miast w grze. Świat duży ale "architektonicznie" nudny. Wszędzie te same forty, albo jaskinie. Niby każda inna, ale co to za różnica. Ileż można po tych lochach chodzić. Nie można na powierzchni jakiegoś ciekawego budynku zrobić i nie kolejnej 1000 letniej rujny, tylko choćby drewniany dwór czy cokolwiek innego. No i te samotne domy. Wszędzie grasują wampiry i inne paskudztwa, a tu mamy domek w środku lasu gdzie za zwykłymi drzwiami sobie ludzie śpią. No to mi klimatu nie buduje.
Nie chodzi o jakaś "historyczność", ale o brak logiki w tym wszystkim, no bo po co brama do miasta (wsi), którą z jednej strony można ominąć wchodząc po kolana do rzeczki, a z drugiej można ominąć wspinając się po górze? Nie czepiam się już, że miecz waży więcej od zbroi. Tak jest i tyle, ale klimat gry budują często takie szczegóły, których ja nie kupuję, choć sama gra mi się podoba.

25.09.2014 13:56
odpowiedz
esese
44

W Steamie nie kupujesz gier, tylko je subskrybujesz. Taka zmiane w regulaminie wprowadzili chyba w 2012 roku, jako wybieg przed unijnym nakazem odlaczenia gier od konta na zadanie uzytkownika i mozliwosci ich odsprzedazy. Czyli krotko mowiac moga w kazdej chwili wylaczyc gry za ktore zaplaciles, a Ty w zamian mozesz ich tylko grzecznie w dupe pocalowac.

Ale on nie kupił (wypożyczył) na Steamie tylko w sklepie i do tego wersje pudełkową. W takim wypadku to regulamin steama ma tyle co piernik do wiatraka (część z "pożyczaniem" gier jest całkowicie do olania). Steam w tym momencie nic nikomu nie sprzedaje (nie wypożycza), tylko pełni rolę zabezpieczenia. Wersje pudełkowe możesz sobie sprzedawać jak chcesz - pożyczonej gry raczej nie można :) W praktyce to oczywiście dupa, bo nic nie możesz zrobić - niestety w przypadku praw autorskich często większy ma zawsze rację.

Wracając do tematu - masz jak byk napisane, że możesz odpalić tylko w Polsce - taka polityka firmy i akurat tutaj nie ma do czego się doczepić. Mają do tego prawo, a jak się nie zgadzasz to nie kupuj.

22.06.2014 12:59
odpowiedz
esese
44
3.0
PC

Przeszedłem pierwszą misję i daruję sobie dalsze męczarnie. Gra jest prosta jak cep i właściwie to mógłby być prosty RTS (bardzo prosty) gdyby nie podzielono go na tury. Zero taktyki. Wszystko polega na przejmowaniu kolejnych miasteczek (zasobów) i budowaniu kolejnych jednostek (w sumie, mało istotne jakich). Gdyby to był RTS to byłoby to trochę nudne, ale słanie kolejnych jednostek przez całą mapę w podziale na tury to nic innego jak masochizm. Gdyby te jednostki przeżywały troszkę więcej niż jedną turę. Padają jak muchy, a o taktyce trudno mówić, bo zasięg wzroku zwykłej jednostki jest niewiele większy od zasięgu strzału, więc coś zobaczymy, strzelamy, a w następnej turze z "mgły wojny" wyłania się przeciwnik, który rozwala z kolei nas... i tak przez 2 godziny. Być może są tu jakieś zależności typu czołg/artyleria/piechota, ale jakoś nie zauważyłem. Właściwie i komputer i gracz buduje wciąż artylerie i żaden czołg/piechota nie ma szans przejść, tylko altyleria przeciwnika potrafi nawiązać równorzędną walkę. Na koniec. Mapy są za duże i tylko sztucznie wydłużają rozgrywkę w momencie kiedy już jest kwestią czasu wygrana. Lubię gry turowe, ale tutaj tury zostały włożone na siłę i ta gra nie ma nic wspólnego z typową grą turówką. Omijać szerokim łukiem.

27.02.2014 14:36
odpowiedz
esese
44

TeuszCK --> Oskryptowane były wybuchy i żołnierze obok, którzy i tak nic nie wnosili do rozgrywki, ale porównując do dzisiejszych cudeniek typu CoD... Nie mieliśmy nieskończonych ilości przeciwników, którzy nagle znikają jak przekroczymy magiczną linię. Zawsze mamy z góry określoną liczbę wrogich żołnierzy do pokonania, nie zginiemy jak wyprzedzimy skrypt, lub nie uświadczymy nagle pojawiających się żołnierzy, nie uświadczymy też głupiejącego AI jak tylko za bardzo pobiegniemy do przodu i wcześniej nie wybijając przeciwników. To że każdy FPS ma skrypty nie jest jeszcze grzechem (osobiście nawet taki genialny w zachowaniu przeciwników komputerowych "Codename: Outbreak" miał od groma skryptów). Grzechem jest, to że skrypty nie dają ci swobody ruchu i grę musisz przechodzić tak jak autor chce, bo musisz się rozkoszować kolejnymi patetycznymi scenkami, które wywołują tylko kolejną falę śmiechu (ostatnio bf3 w singlu). Na marginesie, liniowość nie ma nic wspólnego z oskryptowaniem.

03.02.2014 13:25
odpowiedz
esese
44

Pamiętam tą grę - pożeracz czasu :) Grałem w to chyba z 2 lata na u19, choć "tylko" przez pierwsze parę miesięcy aktywnie (tzn. flotą). Doszedłem do top 3 i oddałem konto - w sumie chyba tydzień po oddaniu skoczyło jeszcze o jedno miejsce, bo top 2 dostał bana. Potem przejąłem jakieś konto chyba z top 400 i grałem na kopalnie + lekki farming (minimalna flota). Udało mi się znowu dostać chyba na top 5-6 i nawet chyba prześcignąć swoje poprzednie konto, ale w końcu i to oddałem. Akurat z kopalniami ta gra była znośna, bo można było zostawić wszystko na parę dni i co najwyżej magazyny się przepełniły :) Pamiętam, że miałem największy bunkier na moonie (w ogame, nie tylko w uni), ale to i tak bez znaczenia, bo potem wprowadzili rakietowanie moonów, więc właściwie straciłem zapał :)

Ps. Sojusz by mnie zabił, ale nigdy nie robiłem FSów (Fleet Save), ale też nigdy nie zaliczyłem złomowania, więc w sumie to tak jakbym w tą grę nie grał :)

31.01.2014 08:30
odpowiedz
esese
44

Nie wiem co napisać o grze. Jest cholernie nierówna i czasami nie wiadomo o co chodzi twórcom (bo to wciąż beta).

Z jednej strony jest to proste arcade gdzie celowanie do przeciwnika w zasadzie polega na wskazaniu miejsca myszką i poczekaniu aż celownik (wraz z samolotem) ustawi się w to miejsce - tak w uproszczeniu. Z drugiej strony ma całkiem dobre wsparcie dla joysticków oraz tryb symulacyjny, gdzie można ręcznie ustawić prawie każdą pierdółkę, ale... Granie na joysticku w dwóch pierwszych trybach to jak granie na myszce przeciwko padowi, z tą różnicą, że ten na padzie miałbym porządnego auto aima i do tego wallhacka :) Dało by się to jeszcze znieść, ale z joystickiem jest jeszcze jedne problem, który jest (chyba?) wynikiem pomocy dla użytkowników myszek. Jak już wspominałem celowanie na myszce polega na wskazaniu miejsca gdzie się chce strzelić/polecieć i poczekaniu aż nasz celownik dotrze na to miejsce, z tym, że celownik nie jest na sztywno połączony z naszym samolotem. Może wychylać się lekko względem osi samolotu, co oczywiście w rzeczywistości nie jest możliwe (karabiny/działka są przymocowane na stałe do skrzydeł/kadłuba), ale ułatwia strzelanie - nie trzeba się ustawiać idealnie na cel. To co przy myszce pomaga, przy joysticku przeszkadza. Mamy wrażenie, że samolot ma odkręcone karabiny, które żyją własnym życiem. Samolot reaguje z opóźnieniem, a samo sterowanie nie jest precyzyjne, ale przypomina trochę sterowanie pacynką na gumkach zamiast sznurków. To że musimy brać poprawkę na kurs przeciwnika - ok, ale branie jeszcze poprawki na nasze karabiny, które w zależności od gwałtowności manewru bardziej lub mniej uciekają od osi samolotu, to już przesada. Jest niby trym rozgrywki symulacyjny (czy jak się to zwie) gdzie nikt nie może używać myszki, ale co z tego jak sterowanie na joyu jest po prostu zwalone - pomijając fakt, że sama rozgrywka w tym trybie też nie jest póki co zbyt emocjonująca (tryb symulacyjny mniej jakoś nie urzekł). Acha. Problem ten nie występuje przy normalnym kokpicie, ale niektóre "normalne" kokpity są niegrywalne, bo ktoś postanowił np. na środku, zamiast celownika wstawić brudny kawałek szkła, przez który dosłownie nic nie widać :)

Co do samej rozgrywki. Nie jest zła póki jest sens grać, a granie w zasadzie polega na odblokowywaniu nowych samolotów, ulepszaniu ich i szkoleniu załogi. Wszystko fajnie, tylko po co? Kto powiedział, że granie na mig-9 czy me -262 jest fajniejsze niż na przedwojennych dwupłatach? Lepsze samoloty to nie większa szansa na wygrana, bo (zrypany) matchmaking i tak nam ustawi godnych przeciwników, więc w zasadzie wychodzi na to samo. mi osobiście póki co nie chce się odblokowywać nic poza I-II epokę, wiec gra robi się nudna. Gdybym chciał grać dla rozwoju "postaci" to zagrałbym sobie w mmorpg.

No i jeszcze jedna kwestia. Wygranej bitwy. Właściwie wszystko sprowadza się do załatwienia celów naziemnych, których mi osobiście nie che się tykać nawet patykiem. Jest to moja pierwsza gra online gdzie mam całkowicie gdzieś kto wygra. W żadnym wypadku ta gra nie jest zespołowa. Każdy sobie rzepkę skrobie, choć teoretycznie zespół trzymający się w kupie miałby spora szansę na wygraną (zdejmowanie ogonów było by banalne). Wiem, wiem. Gram na niskim tierze, gdzie grają nooby itd. Ale póki co nic mnie nie zachęca do poświęcenia większej ilości czasu tej grze. Prosta arcadówka online, która paroma bajerami chce udawać coś bardziej skomplikowanego.

24.01.2014 14:26
odpowiedz
esese
44

darth16 --> To jest tylko symulacja, która trwa zazwyczaj od paru tygodni do paru miesięcy (o ile mnie pamięć nie myli). Widziałem kilka takich testów (wypalanych CD/DVD) i jednak wyniki różniły się od siebie. Nie był to rząd wielkości, ale jednak nie były całkiem powtarzalne. Jasne, że daje to jakieś pojęcie o długowieczności płyty, ale jednak to wciąż tylko symulowanie. Ale jak tam chcesz. Symulacja to też badanie i to prawdziwe jak dodałeś.

Sugerujesz, że w "Stereophile" są prawdziwe artykuły, a gdzie indziej nie? Napisz przynajmniej czy badania te dotyczyły wytłaczanych czy wypalanych płyt, bo zasadnicza różnica.

Z tym dyskiem twardym to taki trochę nieszczęśliwy przykład. Dane nie mają fizycznego kontaktu, ale dysk się najzwyczajniej w świecie zużywa. ma ściśle określoną liczbę cykli odczyt/zapis po których wzrasta prawdopodobieństwo wystąpienia błędu. Magnetyzm na dyskach twardych to nie perpetuum mobile. W przypadku wytłaczanych dysków DVD teoretycznie nie ma przeszkód aby te dyski były długowieczne. Wytłoczony warstwa z informacjami jest zabezpieczany warstwą plastiku. Teoretycznie taka płyta nie powinna być czuła na światło czy wilgotność itp. w przeciwieństwie do płyty wypalanej, w przypadku której z założenia warstwa przechowująca informacje musi reagować co najmniej na światło (w sumie to na wysoką temperaturę, ale w praktyce światło jest szkodliwe dla płyty).

Cytuje wiki bo akurat ją miałem pod ręką. Równie dobrze mógłbym napisać, że swoje wnioski z własnego widzimisie, bo nie cytujesz niczego, czego oczywiście nie napisze.

Powtórzę. Jak możesz to podaj informacje o ty artykule (jeśli pamiętasz coś konkretnego) i czy były tam testowane płyty wytłaczane? Jeżeli tak to czy byli podani producenci wytłaczanych płyt czy po prostu jakaś płyta ze sklepu? jak to się miało do wyników wypalanych? Cokolwiek. Nie piszę tego z przekory tylko z czystej ciekawości.

Wracając do tematu. Z plusów pudełek przypomniała mi się sytuacja z przed 2 tygodni. Chciałem w końcu odpalić Battlefielda 3. Mam go już chyba parę miesięcy, ale jakoś nie miałem okazji zagrać. Akurat miałem całkowicie wolny piątkowy wieczór. Myślę - zagram godzinkę dwie i zobaczymy. 2h ściągania i tyle pograłem, a że nie lubię grać w 2 gry naraz to tego wieczoru już nic nie instalowałem (w sensie z płytki) i poszedłem na TV - nici z grania. To nie jakaś tam tragedia, ale jednak mała niedogodność. Z zalet dystrybucji cyfrowych to to, że nie musimy szukać gier po szafkach, ani żonglować płytkami, zwłaszcza jak jest zabezpieczona gra. Wszystko w jednym miejscu - klik i już (tzn. jeszcze ściąganie pozostaje ale to inna sprawa). I jeszcze jedno, ale to typowo polska przypadłość. Wolę jednak ojczysty język w grach (nie przeszkadza mi skopany dubbing) a to uświadczymy w większości na płytkach.

24.01.2014 11:25
odpowiedz
esese
44

darth16 --> Nie za bardzo rozumiem " długość życia plików w formie cyfrowej", znasz jakieś analogowe? Mniejsza z tym. Nie spotkałem się z testami trwałości płyt wytłoczonych, natomiast spotkałem się z opinią, że płyty wytłoczone są trwalsze od wypalonych - zawsze uważałem to za pewnik choćby z powodu tego jak są wykonywane. nie spotkałem się nigdy z opinią, że DVD-ROM jest mniej trwały niż DVD+-R. Być może się mylę. Wiem natomiast, ze DVD-+R mogą spokojnie dożyć kilkudziesięciu i więcej lat. Oczywiście tylko niektóre, ale jednak. Akurat wyniki testów są w tym wypadku różne, bo wbrew temu co piszesz nie można przeprowadzić prawdziwego "research" (proponuję polski odpowiednik - badanie, test) i mimo, ze podajesz jako źródło czasopisma zagraniczne (fakt - w Polsce nikt tego nie bada) i posługujesz się angielskim odpowiednikiem słowa badanie, to wciąż nie zmienia faktu, że są to tylko symulacje. Zwiększamy temperaturę, wilgotność itd. Producenci też tak robią i mają inne wyniki, a co dziwne płyty które powinny wytrzymać 2 lata u ludzi są działają po 12.

Reasumując. Mój wniosek nie opieram na wiki - ale na tym, że : DVD-ROM jest trwalszy od DVD-+R i DVD-+R może dobić do 100 lat (nieliczne przypadki niespecjalistycznych płyt). Tyle.

24.01.2014 10:06
odpowiedz
esese
44

_Luke_ --> Ja miałem przypadki (2-4 razy), że płyta zaraz po wyjęciu z pudełka nie czytała się, a właściwie mieliła i raz się udawało a raz nie, ale to były albo płyt z gazetki, albo z jakiejś tanie serii. Tłoczenie też można mniej lub bardzie schrzanić. Jak coś dobrze śmiga od początku (tłoczone) to nie za bardzo ma się co w tym zepsuć, no ale czas pokarze.

24.01.2014 09:52
odpowiedz
esese
44

"Barthez x - żadne płyty nie są nieskończenie trwałe. Co z tego, że DVD jest tłoczona? Wszystkie płyty są gdzieś tłoczone i różnie ocenia się czas ich życia. Jeśli jest spartolona to pocieszysz się czymś 10 lat, jeśli nie to pożyjesz z tym 50-60 lat. A potem informacje właśnie znikają. I dbanie o nią zmienia tu naprawdę niewiele."

a teraz cytat z wiki:
Po wprowadzeniu standardu trwałość płyt szacowano na kilkaset lat - szacunki takie opierano na założeniu, że skoro żaden element odtwarzacza nie ma fizycznego kontaktu z powierzchnią płyty (jak to miało miejsce w przypadku płyt gramofonowych czy taśm magnetofonowych), to praktycznie nie będzie ona ulegała zużyciu.
Dla płyt produkowanych w latach 80. i początkach lat 90. te szacunki były prawdziwe - ówczesne płyty były wysokiej jakości. Wraz z popularyzacją standardu i spadkiem cen samych płyt spadała także ich jakość, co negatywnie odbija się na trwałości zapisu - choć dla odpowiednio przechowywanych płyt tłoczonych wciąż liczony on jest w dziesiątkach lat.

Czyli inaczej. Jak są spartolone to 50-60 lat. jak dobrze wytłoczone to kilkaset lat - tyle w temacie. 10 Lat to wypalane powinny bez trudu wytrzymać (przynajmniej jakieś "firmowe").

24.01.2014 09:34
odpowiedz
esese
44

"...edycje cyfrowe to klucz a edycje pudełkowe to taki sam klucz, który możemy wykorzystać w dokładnie taki sam sposób + fizyczne, materialne dodatki. W przypadku jakiegoś globalnego kryzysu i końca świata (= upadek Valve i Steama) pudełka nic nam nie dadzą i będzie można nimi co najwyżej napalić w piecu. Ewentualnie możemy wykorzystać obraz płyty i odpalić grę wykorzystując nie do końca legalne metody, ale to już nie będzie to."

Wiem, że upraszczasz, bo temat rzeka, ale w żadnym wypadku nie mogę się zgodzić, że wersje pudełko to tylko dodatek. Steam a pudełko +Steam (klucz) to prawnie zupełnie dwie różne rzeczy. Kwestia zabezpieczeń, możliwości ich łamania, regulamin Steam, umowa licencyjna, a do tego kuriozalna sytuacja, kiedy umowa licencyjna pomiędzy użytkownikiem, a wydawcą jest zależna od trzeciego podmiotu (Steam) który ma to wszystko w głębokim poważaniu. To jest skomplikowane, ale aby podać różnicę posłużę się przykładem - nie będę sięgał aż tak daleko w przyszłość i gdybał o upadku Steam.

Na allegro można kupić za grosze płytki bez kluczy, z zastrzeżeniem, że są to wersje kolekcjonerskie itd. Ale co to właściwie jest. Gra/program to licencja na jego użytkowanie. Nie liczy się tak naprawdę program, ale czy posiadamy licencję i czy uiściliśmy odpowiednie wynagrodzenie dla wydawcy. Czy uiściliśmy - tak, bo to wydawca wypuścił tą płytę na rynek, a my za nią zapłaciliśmy. Co jest na płycie? Licencja i zabezpieczony program. W licencji coś zazwyczaj coś wspominają, że wygasa ona gdy spróbujemy złamać zabezpieczenia itd. itd. Nie wchodząc w szczegóły bo to nieistotne. To co jest na płycie to nie jest dodatek. To jest program komputerowy chroniony prawem autorskim wraz z licencją. Za posiadania nielegalnej kopii takiego programu mamy najzwyczajniej w świecie proces karny, ale za posiadanie płyty bez klucza lub z nieaktywnym kluczem (ban, Steam padł czy inna plaga) nikt nam nic nie zrobi - w szczególności policja. Póki co jest chyba wszystko jasne. A teraz pytanie. Skoro w polskim prawie nie ma właściwie rozróżnienia między posiadaniem nielegalnej kopii programu na płycie w formie instalacyjnej, czy na komputerze w wersji gotowej do użycia, czy też użytkowaniem programu, to wszystko podlega takiej samej karze i nie ma odrębnych przepisów, to skoro mamy instalkę z licencją, to co może się stać jak zainstalujemy i złamiemy zabezpieczenie gry? Jaka jest różnica? Skoro ktoś nam pozwala posiadać program (na płycie) to nie dlatego abyśmy na niego patrzyli. Płyta to nie utwór. Utworem jest to co jest na niej i skoro producent dopuszcza sprzedaż to dopuszcza też użytkowanie - choćby dodał licencję na patrzenie na płytę. To taka drobna uwaga, że jednak jest różnica, nawet jak w praktyce jej nie widać, bo i tak wszystko się obecnie kończy na Steam.

14.01.2014 11:32
odpowiedz
esese
44

wysiak ->

Taaa. W życiu nikt mnie nie przekona, że Vista jest lepsza od XP. W pracy mamy jakieś 25 komputerów. większość to Vista - było parę XP, ale obecnie zastąpiły je 7. Są to dellowskie, dwurdzeniowe AMD z 3 GB pokładzie. Obecnie już leciwe, ale w czasie premiery Visty całkiem fajne. Nie jestem zbyt wymagającym. Któremuś z doktorów na mojej uczelni (tzn. kiedy studiowałem), chcieli wymienić komputer - jakiś pierwszy z pentiumów. On jednak nie chciał, odpowiadając, że wystarczy mu jak komputer szybciej "pisze" na ekranie od niego. Niestety nasze Visty czasami nie spełniają tego warunku. Jedyne co słychać to notoryczne mielenie ich dysków. Były zmieniane antywirusy, wywalane niepotrzebne usługi, łatane wszystkimi aktualizacjami i nic. Wszystkie kilkanaście maszyn ma to samo :). Wszyscy pracują głównie z Wordem i Excelem i każdy narzeka, nawet jak nie ma bladego pojęcia o komputerach. Po prostu trudno nie zauważyć, że coś jest nie tak. Wiem, że większość użytkowników Visty jest zadowolona, ale ja niestety jestem w tej mniejszość która musi się borykać z a "pechową konfiguracją" dzień w dzień przez parę lat.

18.12.2013 00:02
odpowiedz
esese
44

Nie wtrącając się zbytnio w dyskusje. Od kiedy Krzyżacy to Niemcy? Oczywiście Prusy odegrały znaczącą rolę w powstaniu państwa niemieckiego, ale sam zakon niemieckim nie był, a z tego co wiem to ludność rdzenna do kultury niemieckiej też nie należała. Można by polemizować czy Prusy Wschodnie były, aż tak niemieckie, zwłaszcza, że każdy "Niemiec" wiał stamtąd za chlebem na zachód państwa.

26.11.2013 11:14
odpowiedz
esese
44

Yoghurt --> A z tym się zgodzę. Jakoś sam sobie tego nie wyobrażam, ale na pewno nie będzie to policja. Jak już coś to straż miejska, ale w ich skuteczność śmiem powątpiewać. Mieszkańcy nie muszą się martwić tuż przed zimą, bo mają na zmiany 5 lat.

erton --> Już nie przesadzaj :) Przez ten cały syf w Krk, dzieci które się tu urodziły są głupsze od tych z reszty Polski (przed chwilą wyczytałem, mniejsza z tym gdzie). Ta wybitność to mit :D.
na marginesie - urodziłem się w Krakowie.

26.11.2013 10:37
odpowiedz
esese
44

Yoghurt --> Ale w tym tkwi cały problem Krakowa. Nie przemysł, nie jakiś magiczny truciciel tylko to, że inne miasta rozdmuchują swoje zanieczyszczenia na większy obszar, a Kraków nie. Czy ustawa to załatwi? nie wiem. wszystko zależy od egzekwowania uchwały. Faktem jest, że za zanieczyszczenie w powietrza w Krakowie odpowiadają głownie gospodarstwa jednorodzinne i piece wraz z tym co się w nich pali.

erton --> W sumie to samo chciałem napisać. Teraz, nawet jak ktoś paliłby oponami w piecu to nie ma szans go złapać za rękę. Po wejściu w życie uchwały, teoretycznie każdy podejrzany dymek z komina = mandat, bo nie da się tak łatwo ukryć faktu używania pieca węglowego na co dzień.

26.11.2013 10:01
odpowiedz
esese
44

graf_0 --> Z tego co wiem. Refundacja wynosi 100% (w granicach kwoty - nie kupisz na pewno pieca za 100 tys). Sam program wymiany pieców ma również objąć dopłaty do rachunków za gaz dla najuboższych rodzin (chyba 10 lat). uchwała wygląda tak. Nowo wybudowane domy - zakaz wstawiania pieców na paliwo stałe. Tam gdzie już są - 5 lat na wymianę. Tyle wiem.

Yoghurt --> O czym Ty piszesz. O Czarnobylu? Kilkanaście lat? Czerń w powietrzu? Jeden-dwa wietrzne dni nad Krakowem i problem smogu znika - zanieczyszczenia poniżej norm. Cały problem polega na tym, ze Kraków jest w niecce i nie tak łatwo "wydmuchać" zanieczyszczone powietrze.

26.11.2013 09:40
odpowiedz
esese
44

Predi2222 --> Tytuł jest zły. Chodzi o zakaz palenia wszystkimi paliwami stałymi (poza drewnem w kominkach - wyjątek). Dopuszczalny będzie gaz (ziemny i propan-butan) oraz olej opałowy.
graf_0 --> Tak. Już chyba od jakiegoś czasu Kraków dofinansowuje/finansuje (nie wiem) wymianę piecy na gazowe/olejowe.

26.11.2013 09:29
odpowiedz
esese
44

No i dobrze. W zimie nie da się oddychać i tak jest prawda. Nie chodzi o zanieczyszczenia typu związki siarki itp, ale o to, że najzwyczajniej w świecie w Krakowie śmierdzi (dymem), a wieczorami powietrze jest "ciężkie". Mam gdzieś ekoterrrorystów i innych świrów, ale akurat powietrze w Krakowie najbardziej szkodzi ludziom - kilkaset zgonów rocznie.

25.11.2013 08:31
odpowiedz
esese
44

Po miesiącu w końcu wymęczyłem tą grę. W sumie prawie nic mi nie podeszło. Zaczynając od plusów. Ładna grafika i genialna muzyka i na tym koniec.
Fabuła? To jakaś sieczka bez ładu i logiki. Raz jesteśmy chodzącym laboratorium od którego zależą losy świata, a zaraz potem wysyłają nas żebyśmy bezpieczniki włączyli. Do tego jeszcze Ci najemnicy, którym nie wiadomo o co chodzi (po jakiego grzyba chcą nas zabić? gdzieś coś pewnie "przespałem" co nie jest trudne). Najbardziej jednak jest zrypany początek. Inwazja obcych, a paniki czy strachu brak. Równie dobrze zamiast cepidów mogliby wylądować Kubańczycy. Przynajmniej atmosfera panująca w grze bardziej by pasowała.
AI. Na początku wyglądało to nawet. Wrogowie się chowają, uciekają itd. Niestety to tylko proste skrypty, które dość szybko zaczynają się gubić. Przeciwnicy często chowają się za jakimiś dziwnymi przeszkodami, co przypomina słonia chowającego się za drzewkiem, a już szczytem jest chowanie się przeciwników gdy walimy do nich z góry. Właściwie, sporą część gry da się przebiec bo strzelanie jest bez sensu. I tak co chwila się ktoś respawnuje, a przeciwnicy, którzy się schowali za przeszkodami, potrafią strzelać tylko z za nich (i to chyba tylko w jednym kierunku) Zanim się za nimi schowają my jesteśmy już przed nimi, a ci albo przykucają i nie wiedza co robić, albo lecą do inne osłony. O czymś takim jak pogoń za bohaterem też nie pomyślano. Wystarczy odbiec na 15-20 m i już mamy spokój. Gdyby nie to, że trzeba się często rozglądać za przejściami do dalszej części etapu, to od połowy gry dałbym sobie spokój z eksterminacją przeciwników. Ogólnie jest słabo i śmiesznie.
Cepidy. Okazuje się, że najlepiej walić je po głowie kolbą naszego karabinu. 90% z nich tak właśnie się pozbyłem. Ewentualnie niczym Chuck Norris jednym super potężnym kopniakiem robimy z nich mielonkę. Strach pomyśleć, jaką potężną bronią stałby się Alcatraz/Prorok jakby mu dąć łom z Half-Life'a?
Brak paska zdrowia. No niby ok, bo w końcu w rzeczywistości czegoś takiego nie ma, ale w rzeczywistości odczuwamy ból i czujemy w jakim jesteśmy stanie. Wystawiamy się na ogień dopóki ekran nie ciemnieje. Do końca gry nie dowiedziałem się która broń mi bardziej szkodzi, czy cepidów, czy ludzka.
Nasza broń. Biorąc pod uwagę takie bzdury jak to, że przestawienie na półautomat zwiększa nie tylko celność, ale i obrażenia :))) Mogli by sobie odpuścić pseudo realizm i podać we współczynnikach obrażenia każdej z broni, a nie na czuja.
Kombinezon.Kolejna zrypana sprawa.Maskowanie? Po cholerę skoro i tak zawsze atakujemy zgrupowania wrogów i po pierwszym strzale jesteśmy widoczni. Ciche wyrzynanie też odpada, bo przecież kombinezon zużywa energię potrzebną na maskowanie w czasie ruchu - kolejne sztuczne ograniczenie, co by nie olać wszystkiego i niezauważonym przejść pół gry. Wzmocnienie pancerza jest już przydatne, ale dlaczego nikt nie pomyślał automatycznym o wyłączeniu tej funkcji po spadku energii do 0? W praktyce cały czas włączamy, wyłączamy... fascynujące. Ulepszenia pancerza - słabe i w sumie zbędne.

W sumie tyle. Podsumowując. Jest nudno, a gra od połowy przestaje być strzelaniną na rzecz kolbo-nawalanki.

20.11.2013 10:43
odpowiedz
esese
44

A co za różnica. Akurat need for speed (nie pamiętam która część) to jedna z nielicznych gier gdzie na kierownicy grało mi się nie najlepiej (tzn. lepiej niż klawiatura, ale jednak to nie to). To jest typowy arcade i sterowanie analogowe nic tu nie pomaga, a to czy pad czy klawiatura jest lepsza? Kto na czym tam woli. Osobiście wolę klawiaturę, bo analogi pada to porażka - za małe wychylenie. Już wolę grać na joysticku niż na tym czymś. Pad do wyścigów jest prawie tak samo kiepski jak klawiatura. Da się na tym grać, ale nie został on stworzony do tego typu gier i tyle w temacie. Jest to kontroler uniwersalny. Jak mam już grać na padzie to wybieram sterowanie przyciskami, jeżeli gra oczywiście to wspiera (czytaj - koła skręcają stopniowo).

Na marginesie. Najgorzej w wyścigi gra się myszką :)

18.11.2013 09:36
odpowiedz
esese
44

Pograłem przez weekend i nawet mnie wciągnęła. Na początku myślałem, że jest to kolejny klon CoD'a, ale na szczęście nie. Ostatnio zmarnowałem weekend na testowanie multi CoD:BO II. Mimo usilnych prób po 2 dniach z przyjemnością pozbyłem się tego czegoś - całkowicie mi nie podszedł.
Pierwsze co uderza. Gra jest prosta. Małe i nieskomplikowane mapy, ale niestety map jest malutko. 3 małe mapy na deathmatch, 1 na freeplay (każdy na każdego) i o ile pamiętam to 2 na capture the flag i 1 na rozbrajenie bomby.
Co do rozgrywki. Celuje się łatwo. Broń ma słaby odrzut i dość mały rozrzut. Do tego fajna sprawa z tymi wślizgami, zwłaszcza jak ktoś czai się za rogiem. Na pierwszy rzut oka gra powinna być dynamiczna, małe mapy, sporo granatów, ale niestety nie jest. Gra jest mocno kamperska. Wydaje mi się ,że wpływ ma na to lekka ślamazarność postaci. Z jednej strony ruchy są dość realistyczne, w czasie walki nie ma śmiesznych skoków ani jakiś dziwnych krążeń wokół przeciwników niczym z baletu, ale z drugiej strony ten kto się czai ma te kilka części sekundy więcej na wywalenie w nas magazynka albo sprzątnięcie na shotgunem (na raz). W połączeniu z łatwym celowaniem... nic tylko rozłożyć obóz, a miejscówek jest sporo. Sytuację ratują trochę granaty - są dość mocne.
Jeśli chodzi o użyteczność 4 klas, to: żołnierz - ok, standardowe giwery. Medyk to shotguny - mapy są małe więc daje radę. Snajper to raczej porażka, bo nie za bardzo ma gdzie strzelać. Inżynier to miny i SMG. Najszybsza postać i najbardziej śmiercionośna :)
Co do bugów. Jest kilka. Jeżeli zabijemy gościa tuż przed nami (bardzo częsta sytuacja), a następnie próbujemy przebiec po jego ciele, to zaczynami przez chwilę mulić. Pewnie denat zdołał się przed śmiercią chwycić naszej nogi. Druga sprawa to pokoje zajęte przez gości którzy są offline od kilkunastu godzin. Nie dość, że gra jest powolna (na wszystko się czeka), to jeszcze musimy sprawdzać czy przypadkiem nie trafiliśmy do takiego pokoju zombie.
Na koniec to co najbardziej mi nie pasuje. Bieganie, a właściwie sprint. Włączamy lewym shiftem. Ok, tyle, że nie trzymamy go w czasie biegania, ale po prostu je włączamy i wyłączamy. Rozwiązanie sprawdza się w grach w których nie mamy energii. Tutaj ją mamy i to jeszcze z rezerwą (możemy na niej biec, ale po wyłączeniu musimy odczekać, aż energia skoczy poniżej minimum potrzebnego do włączenia). Kontrolowanie wskaźnika energii jest co najmniej trudne. Nawet jego kolor (szaro czarny) nam tego nie ułatwia. Sam sprint też nie jest na tyle szybki, żeby od razu nam się rzucał w oczy. W czym więc problem? Sprint jest nam potrzebny do zrobienia wślizgu, ale może się okazać, że nie mamy aktualnie odpowiedniej ilości energii, albo zamiast go włączyć właśnie go wyłączyliśmy. Zamiast podbiegać (metoda wciskania na sekundę lub dwie shift'u i pusczenie w celu regeneracji), musimy niepotrzebnie skupiać się na pasku energii, albo zrezygnować z biegu zostawiając energię na spotkanie z przeciwnikiem. Pewnie po paru dniach dałoby się to opanować (wystarczy wyczuć ile sekund mamy w biegu), tylko po co?

Podsumowując:
plusy:
- model free to play z mikropłatnościami, które nie są konieczne aby coś osiągnąć w grze,
- fajne giwery,
- gra się przyjemnie (i to jest najważniejsze).

Minusy:
- mało map,
- małe mapy, gdzie właściwie wpadamy na siebie i sprawdzamy kto ma lepszy ping - raczej nie pochwalimy się skillem,
- mało graczy (jak na razie - zobaczymy),
- parę bugów,
- skopane bieganie,
- bardzo kamperska.
- brak możliwości zastosowania jakiś bardziej skomplikowanych takty, lecimy na siebie albo kampimy.

Ogólnie jeszcze pogram parę dni, ale chyba jeszcze za wcześnie na jakiś dłuższy związek z tą grą.

15.11.2013 13:42
odpowiedz
esese
44

Bierz spokojnie. Sam mam WD Red 2TB i nie ma problemu. Co do dysków, to nie opłaca się brać Black, bo z tą ich szybkością to mit. Zresztą taki sam jak w przypadku powolności serii Green. Czasami Green jest szybszy od Black'a, czasami Red, a i Blue też nie odstaje. Różnice są stosunkowo niewielkie więc raczej jest to tylko i wyłącznie kwesta ceny i długości gwarancji. Red teoretycznie powinien być bardziej niezawodny od serii Green i Blue, ale to tylko teoria.

Masz to do poczytania:
http://www.purepc.pl/pamieci_masowe/test_20_dyskow_twardych_wd_i_seagate_o_pojemnosci_1tb_i_2tb?page=0,0

15.11.2013 11:57
odpowiedz
esese
44

Z zasady staram się przechodzić wszystkie gry, no chyba że faktycznie trafi się coś totalnie beznadziejnego. Ze strzelaniami nie ma problemu, bo są krótkie i jak już zainstaluje to raczej staram się je skończyć.Z fajnych:
Europa Universalis II/III (chyba moja ulubiona gra). Jakie bym mody nie instalował problem jest zawsze ten sam. Na początku jest ok, a po 100 latach jest już łatwo=nudno. Poziom trudności tej gry bardzo szybko spada do zera. Grałem w nią miesiącami ale w pewnym momencie sobie zdałem sprawę, że dokończyłem chyba tylko jedną rozgrywkę (i tu nie dam głowy czy nie przerwałem gry 7-8 lat przed końcem).
Hearts of Iron II - to nawet bym skończył (krótszy okres), ale zniechęciło mnie brak celu (podbijać się nie opłaca, państwa satelitarne to znowu super ułatwienie dla gracza - i co niby tu robić?), kiepskie rozwiązania polityczne (właściwie brak polityki) i przede wszystkim brak koła - tam wszyscy chodzą na piechotę (tak - sprawdzałem - piechota najszybszą koleją w czasie pokoju porusza się 4km/h, czyli spacerkiem)- 1 rok cholera transportowałem koleją piechotę na granicę polsko-chińską, a potem to jeszcze trzeba zawrócić na granicę polsko francuską :)
Jagged Alliance 2 - super gra, trzyma poziom, ale 2x podchodziłem i 2x nie skończyłem i w sumie nie wiem dlaczego. może rozgrywka jest zbyt długa, a może na siłę chciałem zrobić wszystko co się da w tej grze (np. wyszkolić wszystkich ludzi na 99%).
Sacred - skalowanie wrogów. Nie dość co rozwój postaci nie był najwyższych lotów to skalowanie wrogów właściwie pozbawiało jakiejkolwiek motywacji do dalsze gry.
Medieval: Total War - kupiłem zaraz po premierze, zainstalowałem i tyle. Pamiętam że sprzęt średnio sobie z tą grą radził (GF 6600 i jakiś amd duron 2400+), a że byłem na zmianie to postanowiłem poczekać. Do dzisiaj jakoś nie mogę się do niej zebrać :)

27.09.2013 09:36
odpowiedz
esese
44

I bardzo dobrze. Mieszkam w Krakowie i to co się dziej zimą to tragedia. Oddychać się nie da. W powietrzu czuć ten cały syf (tak, czuć). A co do tego całego narzekania dlaczego gospodarstwa domowe, dlaczego węgiel...
Po pierwsze cała sprawa dotyczy tylko gospodarstw domowych, które nie mają obowiązku zakładania żadnych filtrów itp. rzeczy. 3/4 węgla w Polsce zużywają elektrownie, ale one nie palą sobie ot tak. Są spore obostrzenia co do tego co z takiego spalania może się wydostać poza komin. W Polsce gospodarstwa domowe zużywają jakieś 15% węgla. Jasne, że to dużo, ale bez przesady. Wydobycie węgla nie spadnie na tyle, żeby pozamykać połowę kopalni. Inna sprawa, że teraz ludzie czasami palą czym popadnie (plastiki, kolorowe gazety i inne śmieci). Plusem na pewno jest to, że najwięcej rakotwórczych substancji nawdychają się sami domownicy (nie żal mi takich ludzi). Minusem jest to że inni, bogu ducha winni ludzie też, a do tego w praktyce ciężko kogoś przyłapać na gorącym uczynku. W przypadku zakazu palenia węglem będzie dużo prościej.

11.08.2013 02:11
odpowiedz
esese
44

Jeżeli 4Atech to bierz optyczną. Daruj sobie laser. Optyki mają (choć lepiej powiedzieć - mieli) świetne, natomiast lasery "tylko" średnio-dobre :)
osobiście posiadam x748, ale to jest myszka całkiem sporych rozmiarów, choć uważam, że do 100 zł nie było nic lepszego. Mniejsze są x710 i x718 i polecany Opto Oscar X760 White Fire (jest jeszcze x760 Blue fire, ale to laserówka, więc odpada).
Co do dpi to nie ma to najmniejszego znaczenia (taki marketingowy bełkot - i tak będziesz używał niższych).
Z 4atech jest niestety 1 problem. Obecnie można trafić na modele z różnymi sensorami. Stare modele miały świetny świetne sensory Avago. Nowe są wyposażone w PixArty (kiepskie).
Masz - poczytaj sobie (m.in. jak rozpoznać jaki sensor ma myszka a4tech'a):
http://forum.pclab.pl/topic/763371-Uwaga-na-nowe-A4Tech-X748K-z-VTrack/
Docelowo wszystkie optyki 4Atech'a mają być na PixArty. Na pewno dziś nie brałbym x748 bo od roku nie ma już żadnej na sensorze Avago. Nie wiem jak obecnie jest z pozostałymi optykami, ale może coś jeszcze znajdziesz na starych sensorach.

11.06.2013 11:16
odpowiedz
esese
44

Przeczytałem prawie cały temat i sporo informacji to jakieś mity - nie mówię od razu, ze to bzdury ale co najmniej przesadzone :))) Najbardziej rozbawił mnie tekst o demonizowaniu polskiego pieczywa - zwłaszcza o kajzerkach :) Jakby je robiono obecnie z samego spulchniacza. Przecież kajzerka, nawet ta z najlepszej piekarni nigdy nie była najzdrowszym pieczywem. To tylko mąka pszenna (wysoko przetworzona = stosunkowo mało wartości odżywczych), woda i drożdże. W hipermarketach przeciętna kajzerka ma ma 50g. W zależności od sklepu dodają spulchniaczy lub nie i wychodzi z tego duża bułka, która jest sucha po 12h (o ile pamiętam np. Real) lub mała bułeczka która nawet po 24h jest świeża (np. Simply) - coś pośredniego mają w Lidlu, ale żadna rewelacja. Pieczywo na zakwasie to też nie szczyt techniki. Pierwsze pieczywo było bez zakwasu, ale szybko schło. Zakwas dodaje się między innymi dla zwiększenia trwałości pieczywa i jasne, że go nie uświadczymy w chlebie za 2zł, ale wcale to nie znaczy, że jest dostępny tylko dla wybranych. Osobiście jadłem wiele chlebów na zakwasie, które wcale nie były jakieś rewelacyjne, a nawet można powiedzieć, były kiepskie (i vice versa). Zakwas to nie gwarancja jakości.

Wracając do tematu. Fastfood jest niezdrowy głownie z dwóch powodów. Sporo tłuszczy, w tym dużo tych złych czyli nasyconych, ale przede wszystkim duża kaloryczność = otyłość. Druga sprawa, to mała dawka innych wartości odżywczych. Konkretnie chodzi o warzywa, czyli witaminy/minerały/błonnik. Nie ma tego dużo. Bułka - nie mam pojęcia z czego jest, ale na pewno z wysoko przetworzonego zboża + jakieś ulepszacze (nie będę strzelał, czy szkodliwe czy nie bo nie każdy ulepszacz musi być z natury szkodliwy - choćby glutaminian sodu - wzmacniacz smaku - różne badania, różne wnioski). Mięso, wbrew pozorom może być całkiem niezłe, bo żarcie w mc donaldzie ma sporo białka - cheesburger ma 16g/100g produktu. Wołowina ma białka 20g/100g - biorąc pod uwagę, że tam jest bułka i inne dodatki to całkiem nieźle (bułka też ma białko, tyle, że pewnie coś w granicach 8-10% i do tego gorzej przyswajalne :). Inne dodatki to jakieś sosy, ketchup, majonez i przyprawy (ketchup ok. ale majonez to nic dobrego na co dzień - dodatkowa porcja tłuszczy). Warzyw jest mało więc witamin również. Minerałów też nie będzie za dużo (poza żelazem - mięso). O frytakch nie wspomnę. Nie ma znaczenia czy domowe czy nie - i tak syfne żarcie :) Mój kuzyn podwoił sobie na studiach wagę dzięki frytkom i innym ziemniakom smażonym na tłuszczu :)

Co do konserwantów to wcale nie ma ich tam, aż tak wiele. Bułka jest nafaszerowana konserwantami jak każde inne wysoko przetworzone pieczywo (np. chleb tostowy) i nie wyróżnia się tutaj na tle konkurencji. Frytki i mięso nie pleśnieją nie dlatego, że są nafaszerowane konserwantami, tylko dlatego, że są cholernie tłuste - tłuszcz wypiera wodę co uniemożliwia rozwój grzybów i bakterii - do tego spora ilość soli, która jest naturalnym konserwantem i mamy gotowy przepis na niezniszczalnego kotleta i super wieczne frytki.

Wniosek. Nie chodzi o to, że żarcie jest szczególnie szkodliwe (ma jakieś barwniki, szczególnie dużo konserwantów itp.), ale o to że to bardzo tłuste i kaloryczne żarcie, które nie dostarcza nam innych potrzebnych związków jak minerały i witaminy w odpowiedniej ilości.

I jeszcze jedno. Najzdrowszym fastfoodem jest kebab chociaż oczywiście zależy co ktoś tam wrzuci - zwłaszcza jeśli chodzi o mięso), ale to chyba logiczne, bo ma z natury sporo warzyw (każdy chyba narzeka, że za dużo w porównaniu do mięsa :P), a do tego mięso nie jest smażone na oleju tylko poddane powolnemu pieczeniu, które powoduje wyciekanie z niego tłuszczu, dzięki czemu dostajemy je chudsze niż surowe, czy choćby domowy kotlet. Inna sprawa, że kiedyś kebab był z mięsa, a teraz to ja widzę tam tylko jakieś mielonki, no ale jak ktoś trafi na dobrą budę to można śmiało jeść, choć i tak najlepiej samemu coś sobie w domu zrobić, bo przynajmniej będziemy wiedzieli co jemy :)

15.05.2013 12:58
odpowiedz
esese
44

[104]
Jaki oksymoron? Praca w 90% poprawnie wykonana jest jak najbardziej poprawnym i logicznym zdaniem. To nawet koło oksymorony nie leżało.

Co do filmiku to ja tu nie widzę nadgorliwości policji. Mógłbym powiedzieć, że nawet łagodnie się z nim obeszli, bo nawet zarzutów za czynną napaść na policjanta nie usłyszał. A co do prowokowania... Jasne. Policja sprowokowała miśka do agresji, co to za tłumaczenie - niby czym. To jest policjant i może więcej niż zwykły obywatel i można sobie szczekać, ale to nic nie zmieni. Choćbyś był niewinny to masz się stosować do poleceń policjanta w granicach prawa. Policjant prawa nie złamał więc tyle w temacie - interwencja prawidłowo przeprowadzona.

07.05.2013 14:34
odpowiedz
esese
44

Bo ja wiem czy kierowca winny (samego zdarzenia - szczerze to nie wiem tylko sobie głośno myślę)? Z filmiku to wygląda jakby rowerzysta włączał się do ruchu, a na pewno wymusił pierwszeństwo. W ostatniej chwili widać, że jednak chciał przejechać na drugą stronę - w poprzek drogi. Rowerzysta to nie pieszy tylko taki sam uczestnik ruchu jak samochód (z pewnymi odstępstwami). Inna sprawa, że samochód nie zwolnił - komórka, światło czy coś? No i oczywiście ucieczka z miejsca wypadku i nieudzielenie pomocy, a to już poważna sprawa. Ciekawe jak się skończy.

[edit] jeżeli to co pisze graf_0 jest prawdą to zmienia postać rzeczy.

05.04.2013 10:32
odpowiedz
esese
44

Nie za wykrycie, bo o tym każdy dawno wiedział, ale za plan naprawczy, który ma wprowadzić oszczędności (ileś tam milionów rocznie). Druga sprawa. Najpierw sam urząd próbował sobie poradzić z przerostem zatrudnienia, ale nic z tego nie wyszło, no bo kogo tu zwolnić - Stasia czy Helenkę? Skoro sami nie potrafili się zrestrukturyzować to chyba logiczne, że zatrudnili do tego profesjonalistów. Teraz należy tylko pilnować, aby to co ustalił audyt zostało wcielone w życie, a jeżeli tak będzie to audyt się zwróci kilkukrotnie.

To tak jak z np. remontem. Jasne, że firma x weźmie 20 tys za remont, ale jakoś nikt nie nie narzeka, bo jeżeli się czegoś samemu nie potrafi zrobić to najgorsze jest zostawienie tematu samego sobie (sam się nie rozwiąże). Czasami trzeba zapłacić komuś kto zna się lepiej. W urzędach pracują urzędnicy - to nie prywatna firma i nigdy nie będę podejrzewał budżetówki o dobre zarządzanie pieniędzmi (prywatnymi czy publicznymi - bez znaczenia). Lepiej nich się tym zajmą profesjonaliści.

19.03.2013 10:07
odpowiedz
esese
44

Mam A-Data - starsze wersje tych co podano powyżej (jeden 16GB 25/100 MB/s, drugi 16GB 25/150 MB/s - zapis/odczyt). Działają bez problemu na USB 2.0 i to dość szybko - zwłaszcza zapis jest wykorzystywany prawie w całości.

Co do pierwszej propozycji. Fajny pendrive w aluminiowej obudowie - solidnie wykonany. Wielkość ok, nie za duży i nie za mały. Ten drugi 50/180 MB/s jest cholernie duży. Największy pendrive jaki miałem - wielkości zapalniczki, albo chyba nawet ciut większy. Odczyt 180 MB raczej mało przydatny, bo drugie urządzenie musiał by mieć taki sam szybki zapis (np. dysk sdd i to nie każdy).

Osobiście brałbym ten pierwszy, jeżeli miałbym go gdzieś używać poza domem. Ten drugi świetnie nadaje się dla moich rodziców - przynajmniej go tak łatwo nie zgubią :) Używają go głownie, żeby oglądnąć film z pendriva na TV. Do codziennego użytku (poza domem) jednak trochę za duży :)

Bierz A-Data - w tej cenie nie znajdziesz lepszej propozycji (zwłaszcza jeśli chodzi o prędkość zapisu/odczytu).

15.03.2013 10:36
odpowiedz
esese
44

Nie będę rozpisywał się o treści. Mi się podoba, ale nie znaczy, że to najlepsza reklamacja jaką można było napisać.

Jest coś takiego jak prawo telekomunikacyjne, więc niech nikt nie pisze, że "będzie miał szczęście jak ktoś to przeczyta". To jest REKLAMACJA i muszą na nią odpowiedzieć chyba (nie pamiętam w terminów) w ciągu 1 mc. jeśli nie odpowiedzą to reklamacja zostanie uznana. W związku z tym nasuwa się kolejny wniosek co do samej treści. Powinna być w piśmie zawarte czego oczekujesz - konkretnie. Np. Obniżenia abonamentu o np. 40 zł (niech sobie autor sam zadecyduje) od jakiegoś tam terminu - kiedy został zgłoszony pierwszy raz problem.

Reklamacje można złożyć również telefonicznie lub mailowo - nie musisz słać pisma. Sam składałem kiedyś telefonicznie - przynajmniej próbowałem bo facet od operatora rzucił słuchawką (mój pierwszy kontakt z serwisem, zdążyłem tylko podać dane :). Dzięki temu, że rozmowa został przerwana przez pracownika (co jest zresztą złamaniem ustawy - uniemożliwienie złożenia reklamacji), udało się pożegnać z moim poprzednim dostawcą internetu bez dodatkowych kosztów.

20.02.2013 14:52
odpowiedz
esese
44

@nagytow - ok, rozumiem.

Jeszcze jedno w temacie. Nie ma czegoś takiego jak sprzedaż za 0 zł (za 1 grosz - jak najbardziej). Za 0 zł to by była darowizna :)

20.02.2013 14:06
odpowiedz
esese
44

@nagytow
To nie teoria - tak jest, przynajmniej ja tak się uczyłem (co nie znaczy, że wykładowca miał rację) Nawet jeśli nie ma tego zapisu, to taka cena w sklepie internetowym nie będzie ofertą. Można by potraktować jako ofertę, jeśli byłaby przy towarze dokładna liczba sztuk (nie pamiętam z czego to wynika), czego oczywiście prawie nigdy nie ma - pomijam allegro. W sklepie stacjonarnym to co innego - cena jest wiążąca i za tyle ma Ci sklep sprzedać - koniec, kropka.

@john_himself
Tyle, że transakcja nie miała miejsca (transakcja = umowa-kupna :)

15.02.2013 14:45
odpowiedz
esese
44

x748 ma pod kciukiem 2 programowalne przyciski (mysz ma pamięć wewnętrzną, więc zapamiętuje komendy niezależnie od systemu - taki bajer, bo mysz to nie rakieta tenisowa). Jest za to na pewno lepsza od x750 jeżeli chodzi o precyzję. Jest to mysz optyczna, a w wypadku 4-aTech jednak lepiej im to wychodzi (lepiej niż laserówki). W tej cenie nic lepszego nie znajdziesz.

12.02.2013 14:05
odpowiedz
esese
44

nagytow --> Się unosisz z tym piractwem. jak ktoś nie ma pieniędzy to nie kupi gry - nic tego nie zmieni. Powiem Ci coś jeszcze. Jak ktoś uważa, że gra jest nie warta tych 100 zł to też jej nie kupi. To nie jest tylko "głupie tłumaczenie piratów". Sam kiedyś grywałem w same nowości - nie było kasy, to ściągało się gry. Teraz pracuję i stać mnie na kupno nowych gier (na pewno na dużo więcej tytułów niż mam czasu), ale tego nie robię. Wolę zagrać w 2-3 letni tytuł, za 20-30 dychy (czasami zdarzy się jeszcze taniej), bo 100 zł to on nie jest dla mnie wart. Jeszcze jedno - czasami zdarza mi się kupić grę używaną (rzadko), co na pewno też się przyczynia do upadku tych biednych deweloperów.
Prawda jest taka, że deweloperzy też nie są święci. jak już ktoś zauważył - kupując komputer (pralkę, samochód, puszkę sardynek - cokolwiek) mam gwarancję i jasne zasady. W przypadku gier obecnie mamy wypożyczalnie cyfrową (steam) która potrafi zmieniać zasady jak chce (zmiana regulaminu), dystrybucje elektroniczną, która ma głęboko w dupie prawo konsumenta i szereg zabezpieczeń, które skuteczności wprawdzie za wielkiej nie mają, ale milutko umilają życie legalnie kupującym... a i jeszcze archaiczne wersje pudełkowe, które już nie są pudełkowymi bo przecież za łatwo można było je odsprzedać.
Czasami się dziwię po cholerę jeszcze kupuję cokolwiek oryginalnego :) Nie - nie mam zamiaru zmieniać podejścia do oryginałów - już wolałbym przestać całkowicie kupować, co postawiło by mnie na równi z piratami (niby chciałbym zagrać, ale kasy nie nabiłbym deweloperom/producentom).

04.02.2013 11:38
odpowiedz
esese
44

Tak. Każdy z wcześniej wymienionych WD (green, black, red, blue) ma gorsze parametry od tego seagate, ale na magazyn nie potrzeba szybkiego dysku. To się mija z celem. Do oglądania np. filmów to jest niepotrzebne. Jak będziesz przegrywał większe pliki to też raczej tego nie odczujesz - źródło musiałoby być tak samo szybkie. Zresztą jak często się nie przegrywa na ten magazyn więc na co dzień prędkości dysku magazynowego nie masz szans odczuć. Proponuje WD RED głównie z jednego powodu - 3 lata gwarancji. WD black też ma 3 lata, ale branie go na magazyn przy tej cenie jest całkowicie bezsensu. Jak chcesz bardziej ekonomiczne rozwiązanie to bierz WD green - 2 lata gwarancji, ale też się nada. Seagate raczej bym odpuścił, bo jako magazyn nie odczujesz jego szybkości, a z trwałością różnie bywa w przypadku tej firmy. Jak się przy nim uprzesz to świat się nie zawali, ale nie licz że dostrzeżesz jakąś różnicę w codziennym użytkowaniu.
Ważny jest tylko dysk systemowy i jego prędkość. Nie powiem Ci jaki masz wybrać, bo na SSD średnio się znam, ale akurat tutaj sprawa jest prosta.
Z ciekawszych propozycji, które rzuciły mi się w oczy: Goodram Thunder 120 GB (nie patrz na parametry bo to tylko papier i raczej tyle nie wyciągnie). Ewentualnie Kingston HyperX 3K - nawet ciut lepszy od polskiej produkcji (goodram).

Bierz SSD na systemowy i się nawet nie zastanawiaj nad niczym innym (jeżeli budżet pozwala). Co weźmiesz na magazyn ma drugorzędne znaczenie choć moją propozycję masz wyżej.

01.02.2013 14:58
odpowiedz
esese
44

Heh. Dawkujesz te informacje :)
Nawet nie wiem, czy ten magazyn posiadasz, czy dopiero zamierzasz kupić, a jeżeli kupić to za miesiąc, czy rok-dwa.

1. Jakbym miał już magazyn to na bank brałbym SSD 120GB starczy (w końcu to tylko na system, office i pewnie parę gier - moje doc robisz na magazynie). 2TB na systemowy dysk to stanowczo za dużo. Przy każdej reinstalacji i tak wszystko idzie w kosmos, więc nawet jako zapas miejsca się nie sprawdzi.
2. Gdybym miał tylko jeden dysk, a drugi miał w bliżej nieokreślonych planach, to na twoim miejscu brałbym seagate barracuda 2TB (mniejszy się nie opłaca - pozatym 1TB jest wolniejszy).
3. Gdybym miał w najbliższym czasie kupić jeszcze jeden dysk, wziąłbym tego WD red (będzie tak samo szybko pracował jak ten twój samsung), a później kupił dysk SSD.

Masz trzy odpowiedzi w zależności w jakiej obecnie znajdujesz się sytuacji :)

...aaa jeszcze jedna odpowiedź.
4. Jeśli koniecznie chcesz mieć dwa duże dyski to bierz teraz tą barracudę 2TB.

01.02.2013 12:07
odpowiedz
esese
44

Takiego dysku nie ma :D

W przypadku dysków twardych mamy pewne uwstecznienie. Parametry poszły do przodu - dyski są większe i szybsze, ale cena, gwarancja i jakość raczej do tyłu. Powódź w Tajlandii (chyba nie pomyliłem :) i zalanie fabryk, zmniejszenie konkurencji - teraz tylko WD i Seagate produkują standardowe dyski - 2x mniejsza konkurencja. To wszystko wpływa na jakość produktów, czego efektem jest skrócenie m.in. okresu gwarancyjnego.

Jeżeli chcesz mieć wszystkie parametry lepsze od poprzedniego dysku, a do tego zapewnioną żywotność dysku to tylko dysk SSD ~120GB + np. WD red. niestety takie rozwiązanie to koszt 750-800 zł.

Rozwiązanie z 1 dyskiem:
Jeżeli zależy Ci przede wszystkim na parametrach to bierz Seagate Barracuda.14 (nazwa kodowa ST2000DM001). Co do awaryjności. To tylko loteria. Nikt Ci nie zagwarantuje, że dysk nie padnie po 2 latach, ale wcale to nie znaczy, że dysk nie dożyje 6-7 lat. Awaryjność dysków twardych to kilka % w okresie gwarancji i pewnie kilkanaście - może więcej w ciągu 6-7 lat (dane z znikąd - tyle co gdzieś mi się tam obiło o uszy i własne doświadczenia). Wniosek jest taki, że i tak masz sporą szansę na to, że dysk pożyje Ci tyle ile będziesz chciał.

Jeżeli niezawodność to brałbym tego WD red'a, ale to samo co z seagate - nikt Ci nie zagwarantuje, że ten dysk nie padnie z całym inwentarzem po 6mc. Takie czasy :) Wiedziałem gdzieś statystyki gdzie dyski WD black - teoretycznie najtrwalsze konstrukcje w swojej klasie cenowej miały awaryjność rzędu 10% (z jakiegoś sklepu), więc nie ma reguły - trafi się wadliwa partia i pozamiatane.

Co do pracy 24/7 to tylko wd red - inne dyski co do zasady nie są do tego przystosowane, ale rozumiem, że nie będziesz tych dysków wsadzał do jakiegoś serwera, tylko po prostu intensywnie użytkował komputer domowy, a w takim wypadku każdy dysk powinien dać radę.

Konkluzja - na twoim miejscu brałbym Seagate barracuda.14 (ST2000DM001), zwłaszcza, że na mocno spadają jego ceny (właściwie z tygodnia na tydzień jest taniej) i można go na allegro za 299 kupić (320 z przesyłką).

01.02.2013 10:23
odpowiedz
esese
44

@Paudyn
To jest hybryda - 4GB dysku SSD + niestety nie najszybszy dysk tradycyjny. W sumie ciekawe rozwiązanie. Wszystko zależy od tego jak wykorzystujesz laptop. Faktem jest, że windows będzie startował szybko (nawet bardzo szybko), ale reszta to już różnie. Ogólnie często uruchamiane programy będą ładowały się dużo szybciej, ale już praca na nich wcale taka nie musi być, bo będziesz miał do czynienia cały czas z nowymi zestawami danych, a sam dysk nie jest już demonem prędkości.

mati5091
To jest po prostu barracuda 14 lub seagate ST2000DM001 - patrz na poprzednie posty. Bardzo szybki dysk jak na standardową konstrukcję (można powiedzieć, że deklasuje wszystkie dyski konkurencji), ale nawet nie zbliża się do najwolniejszych dysków SSD (2-3 razy wolniejszy od obecnych dysków SSD). Dużym minusem jest niepewność co do jego trwałości (czytaj dosłownie - niepewność, bo danych potwierdzających faktyczną awaryjność nie posiadam). Tak na chłopski rozum: 1 na 100, że po mniej więcej roku będziesz miał pierwsze błędy (AFR) :D (awaryjność 1% to wcale nie tak dużo). WD nie podaje nic nt. swoich dysków, ale problemem tu nie są same wielkości, ale to że seagate (od dawna nie byli kojarzeni ze słowem niezawodność) przyznaje, zmieniając AFR, że jego nowe dyski będą dużo bardziej awaryjne niż poprzednie. Brałbym go gdybym nie maił na nim nic szczególnie ważnego (zdjęcia, dokumenty, prace).

31.01.2013 08:29
odpowiedz
esese
44

@Widzący
Zgadzam się w 100%. Sam mam teraz wd red i rozglądam się pomału za jakimś SSD (120 GB starczy). Na razie nie wiem jak będzie bo tak samo jak autor - mój obecny samasung zaczyna sypać bad sektorami, ale na szczęście ma jeszcze 2mc gwarancji - zobaczymy czy zwrócą kasę czy wymienią na inny. Niestety wszystko rozbija się o jak zwykle o budżet. Autor tematu chce wymienić dysk 1 do 1. Jeżeli budżet pozwala to najlepszym rozwiązaniem jest jak mówisz: SSD + jakiś magazyn (nawet ten green może być). Jeżeli budżet jest problemem to sam osobiście wolałbym wydać te 300-400 stówki na lepsza kartę graficzną czy procesor niż na dodatkowy szybszy dysk. Oczywiści jest to moje subiektywne zdanie.

Co do samej wielkości obecnych dysków. Sam teraz przenoszę ~1TB na nowy dysk i trochę mi to zajmie (tydzień ze sprawdzeniem po łepkach co tam w ogóle mam :D:D:D). Wbrew pozorom zapełnienie 1-2 TB jest proste, choć sam kiedyś w to nie wierzyłem. Większość to oczywiście filmy, zwłaszcza te w HD (6-8 GB). Nie kasuje bo czasami ktoś wpadnie to jest co oglądnąć, albo zanoszę rodzicom żeby też sobie oglądnęli - tak czy inaczej trzymam je bo się przydają. Część przegrywam na DVD ale ile można :)

30.01.2013 14:02
odpowiedz
esese
44

@Widzący
Zgadza się - ma największy czas dostępu z chyba wszystkich dysków obecnie oferowanych, natomiast nie zmienia to faktu, że w testach odczytu losowych sektorów radzie sobie nie najgorzej. Jak zwykle barracudy są najlepsze, ale jeżeli chodzi o inne dyski z wczesnej wymienionych to red nie odstaje od reszty, a nawet jest szybszy od wd black. Czas dostępu jest tylko jednym z parametrów dysku, a i tak nawet najgorszy test mówi o dysku więcej niż parametry na papierze.

Z tym magazynem to trochę przesada. Red ma jest podobnie szybki jak samsung F3, który do niedawna (2-3 lata temu) był wszędzie polecany jako standardowy dysk do przeciętnego komputera. O dziwo, mimo 7200 obr/min, również jego czas dostępu nie powalał - 17 [ms] - to niewiele mniej niż wd red. Na magazyn to się nadaje wd green, ale przede wszystkim z powodu tego cholernie częstego parkowania głowicy. Najlepszym rozwiązaniem byłby oczywiście dysk SSD i jakiś WD, ale autor chce kupić 1 dysk i trzeba wybrać jakiś kompromis. Jeżeli autorowi zależy przede wszystkim na na szybkości, to nawet nie ma co się zastanawiać i wybór jest prosty - barracuda. Jeżeli na niezawodności to brałbym reda lub black. Teoretycznie black powinien za swoją cenę dawać większą prędkość, ale w praktyce to raczej niewiele przewyższa serie blue/red, natomiast ze względu na gwarancję (niestety 2TB to już tylko 3 lata), można przypuszczać że będzie najbardziej niezawodny.

Inna sprawa, że to tylko dysk twardy, a nie procesor czy karta graficzna. Decydując się na tradycyjny dysk, nawet na barracudę, nie odczujemy jakiegoś olbrzymiego skoku mocy naszego komputera. Tyle, że system będzie parę sekund szybciej wstawał czy jakaś gierka 2 sekundy wcześniej się uruchomi. Nie są to często wykonywane operacje więc w bilansie całodniowym będą to znikome korzyści (mowa o przeciętnym zastosowaniu komputera). To tak samo jak z pamięciami. Niby jedna jest 2x szybsza od drugiej, ale w bilansie całego systemu są to korzyści sięgające 3-4%. Z dyskami jest podobnie - nawet bardziej.

30.01.2013 09:37
odpowiedz
esese
44

Ale WD Red, mimo mniejszej prędkości obrotowej, jest tak samo szybki jak twój samsung - nie patrz na prędkość talerzy, bo te dyski jednak dzieli trochę czasu. Poniżej masz test prędkości kilku dysków więc możesz sobie porównać jak to wygląda. Twój obecny dysk ma według HD tune pro 117 MB/s odczyt i 113 MB/s zapis.

odczyt:
http://uk.hardware.info/reviews/3550/8/western-digital-red-1tb--2tb--3tb-review-special-nas-disks-test-results-hd-tune-read
zapis:
http://uk.hardware.info/reviews/3550/9/western-digital-red-1tb--2tb--3tb-review-special-nas-disks-test-results-hd-tune-write

Niestety w dzisiejszych czasach nie połączysz niezawodności z szybkością (w rozsądnej cenie :).

28.01.2013 13:28
odpowiedz
esese
44

A4-Tech x748. Mysz optyczna, ale lepsza od swoich odpowiedników z laserem. Sensor ten sam co Logitech MX518, czyli dokładny i czuły. Zmiana DPI w locie (w sumie zbędny bajer, ale jak ktoś lubi). Dobrze leży w ręce, ciężarki. Jedyny minus to sztywny kabel. Mam ją już chyba 2 lata. Dalej działa bez zarzutu (oczywiście FPS sieciowe). Mieści się w budżecie.

28.01.2013 10:18
odpowiedz
esese
44

Najszybszy dysk to jednak będzie seagate barracud - szybkością odczytu i zapisu deklasuje każdy dysk WD - nawet serię black.

Jest jescze jeden dysk od WD - seria red, przystosowana do pracy w sewerach NAS - 24/7.

Nie ma obecnie idealnego dysku.

Szybkość - seagate barracuda, niestety mam wątpliwości co do trwałości tych dysków. Seagate zmniejszył gwarancje do 1 roku - teraz znowu można je kupić z 2 letnią gwarancją, ale nie zmienia to faktu, że seagate zmniejszył deklarowaną żywotność dysków. W poprzednich barracudach AFR (prawdopodobieństw awarii) wynosiło 0,37% po 9600 h. Teraz wynosi 1% po 2400 h (prawdopodobieństwo awarii jest 3x wyższe po 4 krotnie niższym czasie).

WD green jest dobrym dyskiem na magazyn, czyli np w połączeniu z dyskiem SSD. Niestety jest wolny, a do tego parkuje głowicę już po 8 sekundach (można to przestawić), co raczej spowoduje szybkie zużycie przy "normalnej" pracy (jako pojedynczy dysk).
WD Blue - dalej nie najszybszy ale już ok - taki dysk do zwykłych kompów.
WD Black - szybki i trwały - do niedawna miał 5 lat gwarancji. Teraz do 1TB ma 5 lat, powyżej 1TB ma 3 lata gwarancji. Niestety najdroższy z całej piątki.
WD Red - nie najszybszy dysk (coś koło WD blue), ale przynajmniej w teorii niezawodny. Gwarancja 3 lata i przystosowany do pracy 24h na dobę (domyślnie wyłączone parkowanie głowicy).

Jeśli cena nie odstrasza to brałby WD black. Jeśli jednak za drogi to brałbym WD red (sam go dzisiaj odbieram :). Jeśli zależy Ci tylko na szybkości, nie przechowujesz na dysku żadnych istotnych danych (zdjęcia, dokumenty itp.) to zaryzykowałbym z z seagate. Wprawdzie nie jest to dysk SSD, ale jest naprawdę szybki (jakieś 30% szybszy od serii WD blue/red).

24.01.2013 09:41
odpowiedz
esese
44
Image

Sprzedaż gier na PC nigdy tak naprawdę nie była niska. Nie znam aktualnych danych - mam tylko ocenę wartości całego rynku gier (sprzedaży) z drugiej połowy 2011 r. wraz z przewidywaniami - wykres od nvidii (chyba wrzesień 2011). Przewidywania na 2013-2014 można o kant dupy rozbić, bo w 2011 nie było nic wiadomo o nowej generacji konsol, a jeśli wyjdą 2013-2014 to na pewno sprzedaż gier na PC nie dogoni sprzedaży na konsolach.

Jasne, że z wykresu wynika, że sprzedaż gier na PC jest niższa niż na konsole, ale mógłbym zaryzykować, że w rozbiciu na poszczególne platformy (xbox, ps3, wii) wartość sprzedaży gier na PC jest największa. Przerobienie wersji xboxowej na ps3 jest pewnie co najmniej tak samo trudne (jak nie trudniejsze) jak przerobienie ją na PC. To że sprzedaż poszczególnych tytułów jest mniejsza na PC znaczy tylko tyle że są inne oczekiwania do gry na poszczególnych platformach, ale rynek gier PC to bardzo duży kawałek tortu - obecnie pewnie największy (strzelam) - tyle, ze ciężej go ugryźć. Zaraz pewnie ktoś powie, że spora część tej sumy na PC to WOWy i inne "dziwactwa". Tak - ale to są też gry - ludzie chcą w to grać i za to płacić - tyle. Sam w życiu nie wydałbym złamanej złotówki na nowego CODa, ale minecrafta kupiłem w ciemno (nie dla mnie - nie moje klimaty) bo przynajmniej ktoś się postarał sprzedać mi nowy pomysł, a nie oskryptowany do bólu odgrzewany kotlet.

@keicaM

Dlaczego takie duże firmy jak Rockstar "zastanawiają się" czy jest sens w ogóle wydawać swoje największe produkcje na PC (patrz: GTA V).
Ktoś podejmie się odpowiedzi na te pytania?

Zastanawiają się bo każda firma chce zarobić - produkt i tak pochłonął budżet - port to tylko jego drobny ułamek, a nikt nie pogardzi nawet kilkuset tysiącami dodatkowo sprzedanych kopii. W rynku PC są pieniądze, ale nie oznacza to, że każda gra która dobrze sprzeda się na konsole sprzeda się też dobrze na PC i vice versa (nie - nie chodzi mi o jakąś ambitność gry, lepszość czy inne bzdury - po prostu preferencje graczy poszczególnych platform).

Co do samego tematu - moc konsoli przy obecnej generacji również była słabsza na starcie w porównaniu do PC, ale nie zmieniało to faktu, ze gry były jak najbardziej ładne, nawet bardzo. W sumie od wyjścia geforce 8800 konsola już wyraźnie nie nadążała (2007) ale to i tak nie ma znaczenia, bo to jednak konsole do dziś kreują jak ma wyglądać grafika w dzisiejszych grach (dx 10 i dx 11 dużo nie zmienił). Zresztą widać to również po sprzęcie - karty o podobnej mocy wydawane przez nvidia najmocniejsze 8800 GT, 9800GT, GTS 250, GTS 450 - te karty dzielą lata, a przyrostu mocy jakoś nie widać (wiem - inna półka cenowa, ale jednak takiego zastoju nigdy nie było). Tak czy inaczej, patrząc na przypuszczalną specyfikację nowej generacji można przypuszczać, że sytuacja będzie podobna do obecnej - niby niższa moc, ale jednak wystarczająca na najbliższe kilka lat i nikt płakać nie powinie.

(moc konsol w porównaniu do PC)
http://www.destructoid.com/nvidia-pc-game-sales-will-surpass-console-game-sales-212102.phtml

28.12.2012 13:33
odpowiedz
esese
44

TobiAlex --> Się rozpędziłeś. Nie ma na pudełku info o tym, ze nie można gry odsprzedawać (chyba poza swego czasu grami na ps3), bo jest to zapis niezgodny z prawem. Nie zmienia to faktu, że licencja jest w środku pudełka, a jakieś lakoniczne zapisy na pudełku dużo nie znaczą.

A co do poprzedniej Twojej odpowiedzi [28]. Różnica jest zasadnicza. Gdyby (zaznaczam, że jest to tylko gdybanie) steam zbanował mi konto, choćby za to, ze odsprzedałem grę (ma do tego prawo -ich konta nie przechodzą między osobami), to mając wersje cyfrową faktycznie zostaję z niczym (w końcu tylko pożyczyłem grę). Mając wersje pudełkowa nie łamię licencji i jak najbardziej mam prawo odsprzedać daną grę. To, że steam mi zablokuje konto, nie ma żadnego wpływu na moje prawo z korzystania z gry. Mogę pisać do producenta o zwrot kasy (gdyby powodem bana było odsprzedanie gry). Oczywiście mnie oleje z góry na dół. Mogę pisać do UOKiK'u, który pewnie potwierdzi moje stanowisko, ale to też nic nie zmieni, bo mogę się założyć, że wydawca zagraniczny (polski może inaczej by do tego podszedł) dalej będzie mnie zlewał - widziałem już takie sytuacje. W końcu będę mógł sobie na legalu złamać zabezpieczenia steam i dalej sobie pykać w moją grę. Zasadniczo jest różnica między zostaniem z niczym, a zostaniem z nawet nie do końca wygodnym w użytkowaniu legalnym produktem :)

27.12.2012 15:15
odpowiedz
esese
44

stile --> Jeżeli interpretować potocznie znaczenie słów "kupić grę" to zawsze. Czepiasz się stosowanego słownictwa. Każdy pisze/mówi o kupnie gry, ale fakt jest taki, że nigdy nie kupujemy gry tylko i wyłącznie licencję na jej użytkowanie. Skoro się już czepiasz to wszystkich.

Różnica jest taka, że licencje od zawsze kupowaliśmy na zawsze (jak by to nie brzmiało). Na steam tylko pożyczamy na czas nieokreślony. Różnica między wersją pudełkową, a elektorniczną jest zasadnicza, ponieważ w przypadku wersji pudełkowej mogę sobie nie akceptować przyszłych zmian regulaminów steam i oddać grę wydawcy nawet za 10 lat (nie mój problem, że wydawca związał się umową z podmiotem trzecim- każda zmiana regulaminu steam jest aneksem do umowy, którego nie muszę podpisywać). W najgorszym wypadku mogę sobie tą grę legalnie złamać w celu wyegzekwowania umowy (umowa jest pomiędzy wydawcą gry i mną - steam ma gówno do tego). Nie wspomnę o wyczerpaniu prawa i możliwości odsprzedania gry. Wprawdzie muszę odsprzedać też konto, ale mimo łamania regulaminu steam wciąż nie łamię ustawy.

Zgodzę się, że zazwyczaj nie ma najmniejszej różnicy między obecnym wypożyczeniem gry, a kupnem licencji, ale steam już pokazał co potrafi i szczerze mówiąc nie mam do tej firmy za grosz zaufania.

Mówiąc prościej - Jak steam zbanuje Ci konto to zostajesz dosłownie z niczym. Jak kupuję grę na nośniku (nawet teraz) to zostaję z wciąż ważnymi licencjami na zakupione gry (wszystko zależy od warunków licencji i powodu bana).

30.11.2012 08:59
odpowiedz
esese
44

W sumie na allegro masz tego dużo. Za pierwszym razem wziąłem jakiegoś e-bull'a czy coś. W sumie powiem Ci jedno - wszystko to samo, a nawet jak poszukasz to znajdziesz producenta w Chinach, który to sprzedaje (własne logo na papierosie chyba od 100 szt. czy coś :D)

Bierz 2x bateria 1100mAh - wystarczająca, to co jest na niej nie ma znaczenia, ale jak nie wiesz co to bierz "tanki" - w domu się je nawet dobrze pali. Na allegro wpisz Ego - są to właśnie ta grupa e-papierosów, w którą moim zdaniem powinieneś celować. Tanki to "Ego-T". "Ego-W" też fajne, ale system przecieka (napełnianie strzykawką - po drugim trzecim przebiciu będzie lał), więc moim zdaniem odpada. Próbowałem innych wynalazków, ale też w sumie lipa. Jedyne co można w miarę bezpiecznie nosić przy sobie.
to:
http://allegro.pl/provaper3ml-monacco-2xcoil-clearomizer-liquinator-i2771769283.html
+
http://allegro.pl/pro-kartomizer-bezwatkowy-monacco-clearomizer-ego-i2771771528.html

Akurat to znalazłem. nie patrz czy napisane jest tam "monacco" czy co innego. Jak wyżej. Nie ma to znaczenia. Aukcja przykładowa i wydaje mi się, że możesz znaleźć taniej (poszukaj). Tak czy inaczej jest to połączenie systemu watowego, którego nie lubię (zawsze udaje mi się coś przypalić i jest syf) z systemem tanków (płynny). 3ml wystarczą - starcza na 2-3 dni. System składa się z obudowy (kupujesz raz) i wymiennych wkładów (te metalowe rurki z watką). Wkłady też mi starczały na długo.
Same wkłady - używałem RM1 (polecam serie marlboro). Przeliczenie mocy. Z tego co pamiętam to 1ml=20 papierosów (w praktyce może być różnie - ale to osobna bajka), więc wkład o mocy 12mg nikotyny będzie równy super lightom czyli 0,6 mg nikotyny.

Co do pytania nr 1. Paliłem 3-4 mc i wróciłem :) Mniejsza z tym dlaczego. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że e-papieros daje radę. Jak trafisz na odpowiedni wkład to nawet przy piwku jest super. Do kawy używałem RM-1 camel, a do alkoholu RM1 marlboro red. Czekam na pierwsze przymrozki i wracam do e-papierosa, bo obecnie zostałem wyeksmitowany na balkon przez niepalącą rodzinkę (i bardzo dobrze - nie śmierdzi w domu).

30.11.2012 08:23
odpowiedz
esese
44

Tuminure --> Źle napisałem. Chodziło mi, że proste programy nie są chronione przez prawo autorskie. Program musi być oryginalny. Niektórych programów po prostu nie da się napisać inaczej - tzn. większość ludzi wpadnie na to samo rozwiązanie, a to oznacza, że nie jest ono, "twórcze i indywidualne".

29.11.2012 14:56
😉
odpowiedz
esese
44

@Widzący
Poddaje się... :)

W kolejności: *tak (choćby PHP, Tcl), *to też skrypt więc możliwe, tak, tak - w każdej formie (C++, asembler, kod maszynowy - to w gruncie rzeczy zwykły zbiór rozkazów), tak - zabezpieczenia nie są częścią programu, choć same w sobie mogą być osobnym programem. Trzeba by uszczegółowić pytanie (kto jest właścicielem praw rękopisu p.s - nie uszczegóławiaj :)))

*To wszystko z zastrzeżeniem. Według prawa program "Hello Word" nie jest programem. Chodzi o stopień skomplikowania... mniejsza z tym.

29.11.2012 13:33
😃
odpowiedz
esese
44

@Widzący
Ad.1. Treść strony jak i jej kod html nie jest programem.
Ad.2. Tak, tylko Na użytek prywatny.
Ad.3. W praktyce wszystko zależy od stopnia modyfikacji i co to jest. Np. sprawa Apple i Samsunga. Ogólnie Samsung przegrał, ale chyba w Wielkiej Brytanii wygrał. zatem jest pewna granica, za którą kopia zaczyna być nowym utworem. Nie da się wszystkiego wymyślić na nowo, a na pytanie jak duża powinna być modyfikacja, żeby można mówić o nowym utworze odpowie Ci sąd - z powyższego przykładu wynika, że wynik nie musi być jednoznaczny :)
Ad.4. Nie rozumiem pytania. Plagiat to nie nasz utwór, pod którym się podpisaliśmy (przypisujemy sobie jego autorstwo), ale nie mamy do niego prawa. Może być to plagiat zupełny (czyli kopia) - przepisanie słowo w słowo, albo częściowy - fragmenty (modyfikacja?). Kopia to po prostu kopia i tyle.
Ad. 5. Nie.
Ad. 6. Nie wiem co oznacza słowo "transpolacja" :D

29.11.2012 11:13
😊
odpowiedz
esese
44

Belert --> Tak. Takie mamy prawo (na szczęście dość liberalne). Z zastrzeżeniem, że 150 studentów to dobrzy kumple (sorry - 20-30 bym jeszcze uwierzył), bo jak nie to 1 z nich złamie prawo (ten z książką) i jak go złapią to on będzie miał sprawę.

Art. 23 wspomnianej ustawy (w uproszczeniu!).
Pkt 1. Możesz sobie używać (w tym kopiować) na własny użytek co chcesz poza programami (gra to też program).
Pkt. 2. Z zasady rozpowszechnianie każdego utworu jest zabronione (chyba że właściciel praw do niego na to pozwala), ale jest 1 wyjątek. Wśród rodziny i dobrych znajomych (dobrych w realu, więc uprzedzam - ci z FB odpadają) możesz się zbawić w małego pirata i rozpowszechniać taki utwór bez żadnych konsekwencji (też z zastrzeżeniem programów).

graf_0 --> Z tą odpowiedzialnością ksero nie jestem pewien. Jak się zastanowić to nie jest to takie proste :/ Punkt kserograficzny wykonuje tylko usługę... może jednak się mylę. Poszukałem tak na szybko i jak zwykle - 2 zdania na ten temat. Powiem, szczerze, po zastanowieniu: co do punktu ksero po prostu nie wiem :)

Zmienię odpowiedź. Kseruj, to nie twój problem - ty nie złamiesz prawa :)

29.11.2012 10:27
odpowiedz
esese
44

Po pierwsze. Łamanie praw autorskich nie jest kradzieżą :) Kradzież w Polsce jest karana od 250 zł (o ile pamiętam), a łamanie praw autorskich - bez limitu :) Gdyby to była kradzież to można by olać prawa autorskie, bo konsekwencje byłyby dużo lżejsze.

Po drugie. Skserowanie książki jest tak samo legalne jak skopiowanie filmu albo mp3. Problem jest inny. Po pierwsze jest to dozwolone przez ustawę w ramach użytku prywatnego. Jak sama nazwa wskazuje musi być to użytek prywatny i 99% przypadków tak jest. Jak sobie skseruje Harry Pottera to nikt się nie doczepi, ale jeżeli byłbym dentystą i skserował sobie jakieś czasopismo o leczeniu zębów to nie będzie użytek prywatny, bo wykorzystam to zawodowo. Student teoretycznie nie prowadzi działalności gospodarczej, ale książka jest mu potrzebna do nauki, którą wykorzysta w przyszłym życiu zawodowym (lub nie). Czy to dalej jest użytek prywatny? Stawiam, że tak ale głowy nie dam sobie uciąć.

Po trzecie. O ile można sobie w większości przypadków skserować książkę, lub wydrukować we własnym zakresie, to jak idziemy do punktu ksero, to nastąpi złamanie praw autorskich. Tyle, że łamiącym prawo nie jest ten kto zleca skserowanie, ale ten który kseruje. Czerpie z tego korzyści majątkowe (nie kseruje charytatywnie, ale za kasę). Pewnie o paserstwo zahacza, a na pewno łamie art. 117 ustawy o prawie autorskim, czyli w skrócie - nie może zwielokrotniać utworu (w przypadku punktu ksero nie ma mowy o użytku osobistym/prywatnym).

graf_0 --> Nie ma znaczenia w jaki sposób wszedłeś w posiadanie tego egzemplarza. Ustawa o prawie autorskim nic w tym przypadku nie mówi (pisze).

Więc odpowiadając na pytanie. Nie, nie możesz skserować sobie w punkcie ksero, choć sam nie łamiesz prawa.

27.11.2012 14:34
odpowiedz
esese
44

Czader-Master --> Aaaa... to sorry :D

Andre Linoge --> Akurat wiedziałem co w google wpisać, bo jakoś mi ten artykuł utkwił w pamięci :)

Na marginesie, jeszcze jeden artykuł mi się przypomniał. Jak wiemy (lub nie) we Francji jest dość restrykcyjne prawo autorskie i to właśnie tam odcina się ludzi od netu za pobieranie nielegalnych treści (w uproszczeniu, nie wchodząc w szczegóły). Powstał do tego specjalny urząd, a same groźba odcięcia skutecznie zniechęciła część społeczeństwa od łamania prawa. Więc co - wyniki sprzedaży legalnych materiałów poszły w górę? Prawie, tzn. nieznacznie spadły w porównaniu do okresu sprzed wprowadzenia ustawy :)))))) żeby być sprawiedliwym - wyniki spadku mogły być też wynikiem drugiej fali kryzysu, ale tak czy inaczej wzrostu by nie było.

A co do samego Cd-Projektu. Sprawa z przeprosinami za ściganie piratów... Jeżeli przełożyć by wyniki wyżej wymienionych badań, to to co zrobił CD-Projekt, to ma to sens. Skoro w dużej mierze ludzie ściągający nielegalnie gry utrzymują naszą firmę, to zbytnie przykręcenie śruby może przynieść spadek sprzedaży. Pierwszy raz jak zobaczyłem ten temat (miesiąc temu) to pierwsze co mi przyszło do głowy to właśnie ten artykuł o ilości kupowanych oryginałów przez piratów. Może się mylę i zwyczajniej w świecie CD-Projekt chce być uważany za "dobrą" firmę, mi po prostu tak się skojarzyło.

27.11.2012 13:54
odpowiedz
esese
44

Czader-Master --> Też o tym czytałem. nie wiem ile było takich badań, ale były prowadzone. Najśmieszniejsze jest w tym wszystkim to, że najbardziej zainteresowani (wydawcy, producenci) nie prowadzą takich badań, bo przecież łatwiej napisać - 1 nielegalnie pobrana kopia = 1 kopia mniej sprzedana, a potem mamy te miliardowe straty branży. Dawno temu gdzieś widziałem inne badania, które mówiły, że w skali globu (czyli z np. Chinami również), zlikwidowanie 10 000 nielegalnych kopii (zablokowanie możliwości ściągnięcia - nie koniecznie fizycznie, np. poprzez nagłaśnianie spraw karnych przeciwko piratom lub bardziej restrykcyjne prawo np. we Francji) powoduje kupno 1 legalnej kopii. Swego czasu były to jedyne takie badania - nie mam pojęcia jak wiarygodne i nie mam pojęcia gdzie je znaleźć. Być może google pomoże, choć mi się ponownie ich znaleźć nie udało.

co do wcześniej wspomnianych linków nt. tego, że to piraci utrzymują w dużej mierze przemysł rozrywkowy- 3 pierwsze z google:
http://www.idg.pl/news/373296/piraci.kupuja.najwiecej.filmow.zaskakujacy.raport.o.piractwie.html
http://media2.pl/badania/50240-Piraci-kupuja-najwiecej-muzyki.html
http://antyweb.pl/piraci-kupuja-statystycznie-wiecej-plyt-niz-pozostali-konsumenci-lyso-ci-riaa/

firma która zleciła badania nie była zainteresowana ich upublicznieniem (pierwszy link), bo wyniki raczej nie były dla niej zadowalające :), chociaż to akurat rozumiem - do własnej bramki się nie strzela.

15.11.2012 12:01
😉
odpowiedz
esese
44

poltar-- > że niby co, pan szosy bo oczekuję, że rowerzyści będą przestrzegać przepisów? Nie za bardzo rozumiem. Nie sądzę, że jestem esencją kierowcy. Nie powiem również, że nigdy nie łamię przepisów, chociaż staram się nie przesadzać. Z ostatnich wyczynów. Droga Kraków --> Mazury (550 km). Cała przejechana bez przekraczania prędkości (no dobra - zdarzało się +5km ponad prędkość :) . Mordęga ale się da i uwierz mi - na pewno nie czułem się na drodze jak esencja kierowcy :) Wszystko mnie wyprzedzało :))) Co do przejść dla pieszych/przejazdów dla rowerów też raczej odbiegam od średniej.

Loczek --> raczej chodzi mi o wprowadzenie zmian, które faktycznie coś zmienią i nie koniecznie trzeba nowelizować kodeks drogowy. Może np. wspomniane wcześniej barierki, które zwolnią rowerzystów. Niby na osiedlach też jest ograniczenie do 20 km/h, ale w praktyce stosuje się progi zwalniające, bo jest to skuteczniejsze rozwiązanie niż sam znak.

15.11.2012 11:38
odpowiedz
esese
44

[18] Co proponowana zmiana ma do przejść dla pieszych?

To że będzie martwym przepisem (nie tylko ze względu na post [17]) - i tak mało kto będzie się do niego stosował. Oczywiście poprawia sytuacje kierowcy w razie takiego zdarzenia, ale jeśli czytałeś uzasadnienie zmian, to chodzi o poprawę bezpieczeństwa rowerzystów, a nie sytuacji kierowców. Więc logicznie:

rowerzyści nie przeprowadzają rowerów przez przejścia ==> nie będą się tym bardziej zatrzymywać na przejazdach rowerowych ==> nie zmniejszy to liczby wypadków ==> jaki sens wprowadzać ten przepis, może jakieś inne rozwiązanie.

Jaśniej już nie potrafię.

15.11.2012 11:17
odpowiedz
esese
44

I tak nie będą się zatrzymywać. Większość (tak - większość, których widzę) przejeżdża sobie beztrosko przez przejście dla pieszych mając w dupie to co robią. Potrafi jechać drogą, na czerwonym zjechać na chodnik i dalej przez przejście dla pieszych. Jest to irytujące, bo nawet pieszy nie może ot tak sobie wbiegać na przejście (to się w przepisach nazywa chyba "wtargnięcie"), a taki rower poruszający się znacznie szybciej od pieszego nic sobie z tego nie robi. Nie wiem czy to nieznajomość przepisów, czy celowe ich olewanie, ale dla mnie jako kierowcy jest to co najmniej wkurzające. Raz, bo mogę go nie zauważyć, dwa, jak go wiedzę 20 m od skrzyżowania, to teoretycznie powinienem sobie spokojnie przez nie przejechać, no bo przecież mam kupę czasu zanim zejdzie z roweru i go przeprowadzi. W praktyce muszę kontrolować co debil zrobi i z jaką prędkością wjedzie na przejście dla pieszych, co oczywiście spowalnia mnie i wszystkich za mną.
Teraz to skonfrontujcie z nowymi przepisami i jak często ci rowerzyści będą się zatrzymywali na przejeździe dla rowerów, skoro nie respektują przejścia dla pieszych. Na mazurach widziałem fajne rozwiązanie (akurat tam to widziałem). Przed przejazdem (ścieżka rowerowa) były trzy barierki. Rowerzysta nie musiał zsiadać z roweru, ale aby je wyminąć musiał mocno zwolnić - takie rozwiązania bardziej mi się podobają.

Na marginesie. Zatrzymuje się przed przejściem dla pieszych. Obowiązkowo jak widzę matkę z dzieckiem lub wózkiem. Na równi obowiązkowo jak widzę rowerzystę trzymającego rower obok siebie. Nigdy jak rowerzysta siedzi na rowerze i czeka aż będzie mógł przejechać przez przejście dla pieszych.

07.11.2012 13:50
odpowiedz
esese
44

poltar -- > już bez przesady - kupujesz licencje, czyli prawo do użytkowania i to wieczystego :) Steam jest dużo bardziej zagmatwany. Po ostatnich wymuszonych zmianach w regulaminie steam (to był zwykły szantaż - akceptuj, albo kasujemy ci konto) wypożyczasz gry na czas nieokreślony (to nie jest to samo co kupno licencji!). To jest zasadnicza różnica. System mogę sobie sprzedać (oem z kompem, box też). Gry ze steam nie - przynajmniej te zakupione na steam. Te pudełkowe mogę, ale pojawia się problem z kontem, dlatego osobiście zakładam nowe konto na nową grę - tak, jest to uciążliwe. Co do plusów steam? Ja osobiście nie widzę (jakiś większych). Całe szczęście, że ich regulaminy nie są uciążliwe bo sprzedaż gier wraz z kontem steam jest możliwa, a tak czy inaczej najważniejsza jest licencja gry, której nie łamiesz - mimo łamania regulaminu steam ;)

25.10.2012 10:46
😊
odpowiedz
esese
44

W zasadzie w żadne :)
Do strzelanek mysz + klawiatura, do wyścigów kierownica, do symulatorów itp. joystick, w sportowe nie gram, do xboxa kinekta (chociaż i tak zazwyczaj leży i się kurzy :)

17.08.2012 13:32
odpowiedz
esese
44

No to trochę zawaliłeś, ale nie przejmuj się - nie tylko Tobie się zdarza (mieliśmy podobną sytuację w firmie :) Pieniądze da się odzyskać - zapytaj się na poczcie bo oni pewnie non stop mają takie pomyłki. Zwrócą nadawcy (nie tobie), ale o ile pamiętam potrącą jakieś "grosze" za przelew.

09.08.2012 14:30
odpowiedz
esese
44

Nie, bo musisz udokumentować koszty związane ze swoją przesyłką, czyli masz prawo żądać:
26 zł gra + 7 zł przesyłka + koszt listu poleconego + ewentualnie koperta.

08.08.2012 09:29
odpowiedz
esese
44

@Henrar
Sprawdź tył pudełka gry wymagającej Steama do działania. Co tam jest napisane? Ano tak, gra wymaga akceptacji Steam EULA. Czyli dupa.

Tak. Zgadza się, ale kupując grę rok temu akceptowałeś regulamin/licencje steam i tyle wystarczy (w przypadku dystrybucji na DVD/CD). Teraz to powinien być problem wydawcy, że gra przestała działać (w przypadku braku akceptacji nowego regulaminu steam).

W praktyce to nic nie możesz zrobić, bo steam ma prawo do takich zmian, bo nie jest stroną umowy (ma pewnie jakąś umowę z wydawcą). Jedyne co zostaje to jak wcześniej pisałem - zwrócić grę do sklepu (tylko kto ma paragon?), albo złamać jej zabezpieczenie. Ustawy nie łamiesz (KK oraz o prawach autorskich i pokrewnych nie zabraniają W TYM PRZYPADKU). Łamiesz licencję (prawie każda zabrania takich praktyk pod groźbą wypowiedzenia licencji), ale jest to działanie wymuszone nie dotrzymaniem warunków umowy przez wydawcę (umożliwienie użytkowania gry), więc w razie czego żaden sąd nie zdecyduje, że takie działanie będzie skutkować wypowiedzeniem umowy licencyjnej.

07.08.2012 11:37
odpowiedz
esese
44

A ja się tak zastanawiam jak to jest.

Jeżeli kupiłem grę (na nośniku - nie przez steam). Zawarłem umowę kupna sprzedaży (sklep -ja). Przedmiotem tej umowy jest gra, a dokładnie licencja na użytkowanie gry + nośnik. Warunkiem użytkowania gry jest akceptacja warunków licencji oraz regulaminu steam - jeżeli się nie zgadzam mogłem zwrócić grę do sklepu (można choć mało praktykowane). Zaakceptowałem i sobie grałem. Teraz zmienia się regulamin steam, ja go nie akceptuje bo nie muszę (steam nie jest stroną umowy - jest wymieniony zazwyczaj w warunkach licencji). Gra przestaje działać, czyli jeżeli nie upłynęło 2 lata od zakupu, zakupiona gra staje się niezgodna z umową i mogę ją reklamować, czyli w praktyce zwrócić do sklepu. Tak?

12.06.2012 12:49
odpowiedz
esese
44

Przyznam, że nie do końca kojarzę jak ma wyglądać wynik pracy, ale...

Najprościej użyć "komandorków". Dość solidne połączenie mimo, ze to tylko plastik i jeden wkręt w każdą płaszczyznę (2 komandorki na połączenie). Połączenie dwoma komandorkami powinno wytrzymać kilkudziesięciu kilo (można siadać :), ale pod warunkiem, że będzie to połączenie takie jak w przypadku półek - 2 komandorki po prawej i 2 po lewej.

Jeżeli "półka" miała by wisieć w powietrzu (łączenie tylko po jednej krawędzi) i jeszcze wytrzymywać jakieś obciążenie, to w zasadzie (w tym wypadku - płyta do płyty) zostaje tylko kontowniik.

16.03.2012 12:39
odpowiedz
esese
44

Inna sytuacja. Pieszy wtargnął na jezdnie w miejscu niedozwolonym (może być czerwone światło). Kierowca aby ominąć pieszego odbił i uderzył stojący samochód. Idąc takim tokiem rozumowania to auto poszkodowane stało a winny jest kierowca odbijający/omijający. Nie - winny jest pieszy. Tu akurat mamy sytuacje analogiczną tyle, że sprawca jest jednocześnie kierowcą auta. Stojący samochód nie może być sprawcą kolizji - prawda, ale człowiek (nie kierowca - np. pieszy) może być jak najbardziej.

Idąc dalej. Mamy tu trzy podmioty. Autobus, auto i jeszcze PIESZEGO. Skoro auto stało to nie mógł być kierowcą. Już pomijam sprawy ubezpieczenia (ubezpieczenie jest przypisane do auta).

09.03.2012 14:37
odpowiedz
esese
44

I bardzo dobrze. Zabezpieczenia i tak nic nie dają. Taka wiadomość zachęca do kupna gry i mimo, że w RPG rzadko grywam to za takie nastawienie do gracza chyba nadrobię braki w Wiedźminie (wiem - pozycja obowiązkowa :)

09.03.2012 12:49
09.03.2012 10:29
odpowiedz
esese
44

1. Nikt tak naprawdę już nie chce "długotrwałego" sprzętu (oczywiście nie każdego, ale...). Kiedyś np. TV można było mieć 20 lat, a po 20 latach kupowało się właściwie to samo (przekątna obrazu, parametry). Teraz po 5 latach mamy w tej samej cenie dużo lepszy i większy odbiornik. Technika idzie do przodu a sprzęt się starzeje technologicznie - wystarczy zobaczyć ile kosztuje używany sprzęt elektroniczny. Cenę kreuje popyt czyli jak bardzo ludzie chcą dany przedmiot używany. Co do żarówek. Nowe żarówki (energooszczędne) też przyspieszyły swój rozwój. Są mniej wrażliwe na gaszenie/zapalanie, szybciej się rozgrzewają i lepiej oddają barwy. Sprawność też jest coraz lepsza. Za 5 lat pewnie udoskonalą np. ledy i i tak trzeba będzie wymienić na coś lepszego, sprawniejszego.

2. Jakość = cena. Za lepszą jakość trzeba zapłacić, a ceny sprzętu RTV/AGD nie są wcale aż takie wysokie (raczej spadają). Ludzie wolą sprzęt, który wytrzyma 3-4 lata, a przy odrobinie szczęścia może i 8-10 niż taki sam 2x droższy ale z gwarancją że 10-15 lat będzie chodził, mimo, ze już za 5 lat będzie warty 1/5-1/10 tego co na początku (starzenie się). Jaki sens za coś takiego płacić?

3. Prawdopodobieństwo usterki zwiększa się proporcjonalnie do ilości rzeczy które mogą się zepsuć. Jak już wcześniej wspomniano. Ilość różnego rodzaju elektroniki w nowy sprzęcie jest tak duża, ze zepsuć się coś musi. Kiedyś sprzęt był prostszy, ale mniej efektywny. Np auta. Były solidniejsze, ale bez wygód, które teraz są standardem. Silnik były mniej oszczędne i dawały dużo mniejszą moc itd.

4. Sprzęt RTV/AGD. Podstawową usterką (chyba II w kolejności, zaraz za "winą użytkownika") są zimne luty, czyli odpadnięcie cyny (zaraz wyjaśnię) od elementu lutowanego. Za to możemy podziękować naszej kochanej UE. Cyna do lutowania kiedyś składała się z cyny i ołowiu. Zakaz stosowania ołowiu spowodował, że obecnie lutuje się tylko cyną - bardziej podatny na korozję, twardy i łatwo odpada. Producenci nie zmienią właściwości chemicznych cyny i nic nie poradzą, że ich układy "rozsypują się".

03.03.2012 10:54
odpowiedz
esese
44

Dobre wyścigi choć dość trudne. Mam gdzieś w grach trójkę, ale postanowiłem zacząć od tej części. Jestem gdzieś na 70% i gra ma potencjał na ocenę w granicy 8.5-9.0, ale gdyby nie parę skopanych rzeczy.

1. Auta sterowane przez komputer jadą jak po szynach, tzn. żadna stłuczka im nie straszna - nawet bardzo mocne uderzenie w bok przeciwnika, który jest na zewnętrznej zakrętu spowoduje co najwyżej lekki przesunięcie, da się oczywiście go wypchnąć z trasy ale to wymaga naprawdę sporej siły uderzenia. Ma to też swoje plusy - na zakrętach można korzystać z aut przeciwnika jak z band. Możemy praktycznie nie skręcać a i tak auto przeciwnika wyprowadzi nas z zakrętu :)

2. Auta przeciwników są szybsze. Właściwie to może ni tyle szybsze, bo prędkość maksymalna jest taka sama, ale mają lepsze przyspieszenia. Na początku sądziłem, że to sprawa automatycznej skrzyni biegów, ale nawet jak wyjdziemy na VI, ostatnim biegu z zakrętu widząc w lusterku jak przeciwnik się oddala, to mając długą prostą możemy być pewni, że nas zaraz dogoni. Nie mam pojęcia co kierowało twórcami gry kiedy wybierali takie rozwiązanie, bo gra jest i tak wystarczająco trudna. Skutkiem takiego rozwiązania jest to, że mamy na torze coś na kształt flat-outa niż profesjonalnych wyścigów. Na palcach jednej ręki (no - może dwóch) mogę policzyć przypadki wyprzedzania przeciwnika na prostej. Zazwyczaj wyprzedzamy na zakrętach, będąc zmuszeni wchodzić w nie z nadmierną prędkością i uderzać przeciwnika (bokiem) co jest najskuteczniejszą formą wyprzedzania. Potem należy tylko umiejętnie blokować. Niestety na prostych technicznie (mało ostrych zakrętów) trasach wygrana jest prawie niemożliwa. Na każdej prostej komp robi sekundę-dwie przewagi niezależnie od tego jak dobrze pokonamy poprzedzający ją zakręt. To jest największy zarzut do TOCA - zamiast dobrego prawie symulatora gdzie skupilibyśmy się na bezbłędnym pokonywaniu zakrętów mamy jakieś dziwne wyścigi. Cierpi na tym przede wszystkim grywalność i to sporo.

3. Ogólnie fizyka jest ok, ale przy niskich prędkościach jest jednak skopana. Auto potrafi dziwnie tańczyć czy jechać bokiem mimo braku poślizgu (trawa, żwir). Na szczęście jest mało sytuacji kiedy musimy jechać z małą prędkością.

4. Model uszkodzeń też jest trochę dziwny - czasami mam wrażenie, że uszkodzenia są przyznawane losowo :) Walimy kołem a uszkadzamy silnik (w bolidzie) itp.

Gdyby nie te wady (głównie chodzi o pkt 1 i 2) dałbym wcześniej wspomniane 8.5-9.0 a tak... 5.5. Szkoda, bo właściwie to proste niedociągnięcia, ale jednak bardzo mocno wpływają na grywalność.

09.02.2012 10:33
odpowiedz
esese
44

graf_0 --> Nie, nie jestem pewien. Wiem, że licencja tego zabrania, a prawo (prawdopodobnie) zezwala, tzn.:

Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

Art. 51. 1. Wprowadzeniem do obrotu jest przeniesienie własności egzemplarza utworu dokonane przez uprawnionego lub inne rozporządzenie egzemplarzem dokonane za jego zezwoleniem.

2. Po wprowadzeniu do obrotu, dalszy obrót egzemplarzami utworu nie narusza praw autorskich, z zastrzeżeniem przepisu art. 50 pkt 8 i 9.
3. Nie stanowi naruszenia autorskich praw majątkowych import egzemplarzy wprowadzonych do obrotu na terytorium państwa, z którym Rzeczpospolita Polska zawarła umowę o utworzeniu strefy wolnego handlu.

*8 i 9 to najem i dzierżawa.

Wynika z tego, że możemy sobie egzemplarz (czyli system na płytce) sprzedawać i nikt nic nam nie zrobi. Pytanie jest inne - czy taki system możemy legalnie używać - czyli system bez połączonego z nim komputera? Nie wiem, ale raczej masz racje bo...

Są dwa pojęcia związane z piractwiem - program legalny i program użytkowany zgodnie z licencją. Nie są to synonimy, a konsekwencje są również inne.

Nielegalny = niezgodny z prawem, czyli m.in. z ustawą o prawie autorskim... Konsekwencje. Ścigane z urzędu przez policję/prokuraturę. Kara grzywny, kara pozbawienia wolności, odszkodowanie 2 lub 3 krotne dla właściciela praw + parę innych równie przykrych.

Niezgodny z licencją - legalnie posiadany, ale użytkowany niezgodnie z licencją, a jednocześnie użytkowany w sposób którego nie zabrania żadna ustawa. Konsekwencje? Wypowiedzenie umowy np. blokada konta steam, odszkodowanie, ale tylko jeśli właściciel praw majątkowych udowodni stratę i ze 1000 innych rzeczy ale raczej nie przekraczających wartości oprogramowania. Ogólnie proces cywilny tylko na wniosek właściciela praw.

Do poczytania jak to jest np. w Niemczech gdzie prawo w tym przypadku (art. 51) jest takie samo.
http://www.rp.pl/artykul/64143,576551.html

06.02.2012 14:40
odpowiedz
esese
44

Szczerze - nie mam pojęcia jaka jest praktyka, bo zazwyczaj słyszy się (przynajmniej ja) o ugodach w takich sprawach, a jeżeli ktoś już idzie w zaparte, to zazwyczaj broni się zupełnie inną linią. Jak mieszka z kimś - a zazwyczaj tak jest to wystarczy, że powie, że to nie on i klops. Każdy z następnych oczywiście też tak mówi i postępowanie umorzone (każdy miał dostęp do kompa). Jak mieszka z rodziną to już zupełny luz bo można odmawiać zeznań ze względu na potencjalne obciążenie najbliższej rodziny. Takie sprawy widziałem.
Co do braku legalności to tylko wiem jaka jest praktyka prokuratury - "brak dowodów, ale wpisujemy na listę, a jak przyniesiesz coś to uznamy, że tego nie ukradłeś" (cudowne domniemanie niewinności). I tak do ostatniego programu. Potem ugoda i tyle :/

06.02.2012 13:56
odpowiedz
esese
44

Połowiczna to i tak za dużo powiedziane...

1. Zgadza się. W interesie podejrzanego jest pokazanie dowodów legalności, tak samo jak w sprawie o kradzież przedstawienie swojego alibi, ale brak alibi nie przesądza o winie. Zgadzam się również, że gdyby facet miał 200 GB iso i praktycznie żadnego legalnego oprogramowania to mimo braku dowodów sąd prawdopodobnie uznał by to za piractwo. Wszystko zależy od okoliczności, ale to chyba oczywiste. Chciałem tylko zwrócić uwagę, że wbrew powszechnej opinie brak jakichkolwiek dowodów legalności nie przesądza o winie oskarżonego, a niestety ludzie często tak myślą.

2. Co do OEM - Tak, o to mi chodziło, ale uprościłem sprawę bo nie widziałem, żeby MS handlował systemami OEM na allegro lub e-bay (ta wypowiedź była moją odpowiedzią na pytanie z pierwszego posta) ;)

3. Przy wymianie całej karoserii nie obędzie się bez wizyt w urzędzie, czyli jest jak najbardziej różnica pomiędzy wymianą dowolnej części a wymianą karoserii gdzie znajduje się nr VIN. Sam miałem pół roku temu przygodę z jednym z tych numerów (na szczęście tym na naklejce - nie wybitym) i nawet nie che myśleć ile czasu i pieniędzy kosztowałoby mnie załatwianie czegokolwiek gdyby nr VIN na blachach był nieczytelny. Wniosek - auto to ten kawałek blachy z numerem ;)
Kiedyś (o ile nic nie pomieszałem) za komputer MS uznał płytę główną i tylko w przypadku jej wymiany pojawiały się jakieś problemy z zainstalowaniem systemu (może mnie ktoś poprawić). Teraz chyba trzeba by uznać, że tak samo jak w pojazdach z komputer uznaje się obudowę (upraszczając oczywiście). Ale to tylko moje zdanie.
Aaa.. brak naklejki na obudowie to nie to samo co brak nr VIN na karoserii - systemów się nie rejestruje w żadnym urzędzie :D.

06.02.2012 11:42
odpowiedz
esese
44

"Pamietaj, ze aby system byl uznany za legalny musisz (obowiazkowo) posiadac naklejke z kluczem oraz drugi element czyli dowod zakupu lub oryginalny nosnik. "

.. i jeszcze zdjęcie ze sprzedawcą w czasie przekazywania nośnika ...

Tak na poważnie. Niby masz rację (są to dowody legalności według MS), ale w praktyce to nic nie musisz posiadać (osoba fizyczna). Windows to nie samochód. W razie czego to ktoś musi Ci udowodnić, że masz nielegalny system. W praktyce pokazanie czegokolwiek (płytka, naklejka, a nawet klucz - oczywiście nie z netu) kończy sprawę. Piractwo to sprawa karna i tu trzeba udowadniać winę, a nie swoją niewinność.

Pudełko z płytą bez kodu jest bezwartościowe. Teraz jedziesz na piraci i tyle

Ależ oczywiście, że jest ważne. Kupiłeś - używasz. Prawo autorskie chroni utwór - czyli system operacyjny, który znajduje się na płycie instalacyjnej oraz kompie. Klucz nie podlega ochronie :) W razie czego rozstrzyga się czy twórca dostał wynagrodzenie za pracę czy nie = używamy czegoś legalnie czy nie = wersja legalna czy pirat. O to w tym wszystkim (w dużym uproszeniu) chodzi. Nośnik + pudełko świadczą, że twórca (M$) dostał swoją kasę i udzielił licencji na użytkowanie swojego systemu kupującemu. Zgubienie klucza czy pudełka czy czegokolwiek niczego tu nie zmienia.

Co do pytania. Sprzedają zazwyczaj komputery z systemem OEM. Inne aukcje są nielegalne - nie można sprzedać oprogramowania OEM bez sprzętu. Sprawą sporną jest co jest komputerem - przecież możemy w nim wymienić wszystko. W praktyce komp może być wymieniony parę razy i nic nie zostanie z części oryginalnych - według mnie system dalej będzie legalny.Podobnie jak z autem. Auto = numer seryjny na karoserii. Możemy zmienić silnik, zawieszenie, elektronikę, tapicerkę i mimo że będzie to faktycznie nowe auto to według prawa będzie to ten sam pojazd.

02.02.2012 10:01
odpowiedz
esese
44

Jakoś nigdy nie zachęcał mnie ten tytuł, ale ostatnio wpadł mi w ręce i ...

Początek super, gra wciąga i to bardzo, ale tylko do czasu. Na plus. Świat, zadania (zwłaszcza poboczne).

Niestety bardzo szybko gra zaczyna nudzić. Bardzo szybko można wybić 17 lev, a po nim właściwie już nic się nie dzieje. Te same przedmioty, ci sami przeciwnicy, te same podziemia/wrota, a za wszystko jest oczywiście odpowiedzialny level scaling.

Doświadczenie - szybciej można się wyszkolić w mieście - "na sucho" niż w walce. Właściwie wystarczy użyć parę razy (na początku) danego czaru i już mamy nowy lev. Zasadniczo za szybko się wybija nowy poziom.

Kasa - za dużo - nie ma na co wydawać, zwłaszcza że w sklepie nic ciekawego nie ma (może poza czarami).

Przeciwnicy - ciągle ci sami i oczywiście cały czas wytrzymują tyle samo ciosów (większość się skaluje), choć dmg zostaje stałe. Do tego są dość łatwi, a jedyna trudność to ich wytrzymałość.

Walka - średnio cienka. Po prostu klikamy próbując albo trzymać się na dystans albo wejść za plecy. Ogólnie nudna, ale może to moje subiektywnie odczucie bo niedawno skończyłem z mount & blade, gdzie walka za pomocą tylko 4 ciosów (czasami tylko 1) jest o parę klas lepsza i nawet po wybiciu kilkudziesięciu tys. przeciwników dalej cieszy. To niestety nie ta liga i nawet nie ma co porównywać. Odradzam podniesienie stopnia trudności - na maksymalnym przeciwnicy są wprawdzie trochę niebezpieczniejsi choć dalej dość łatwi do pokonania, ale ich wytrzymałość (co się przekłada na liczbę ciosów, które musimy zadać) spowoduje że można usnąć przy walce.

Czary - takie sobie, niektóre całkiem ciekawe, ale właściwie nie ma po co z nimi kombinować.

przedmioty - mało broni, mało zbroi. Szybko dostajemy najlepszy zestaw i właściwie nie ma czego szukać.

Lokacje - wszędzie tylko lochy i podziemia - do znudzenia. do tego nie ma sensu tam wchodzić bo ani z tego jakiejś nagrody ani nie musimy tam walczyć aby się wyszkolić.

zadania - chyba najmocniejsza część gry. Są ciekawe. Jedyny minus to brak ciekawych nagród.

grafika - nawet dzisiaj całkiem ładna.

Podsumowując. W grze mamy ogromny świat, ale właściwie nie ma sensu go zwiedzać. Ani nie jest nam to potrzebne do rozwoju postaci, ani nie jest on ciekawy. Właściwie to można sobie darować wszelkie jaskinie, lochy, wrota i ograniczyć się tylko do zadań. Moja ocena 8/10 czyli nawet dzisiaj warto w to sobie zagrać (byle nie za długo :).

25.01.2012 09:22
odpowiedz
esese
44

Wczoraj sobie przewertowałem ACTA i jakoś nigdzie nie znalazłem zapisu wymuszającego monitorowanie przez dostawców internetu swoich klientów, jak również nadmiernych odszkodowań - ok, jest jeden zapis o zwrocie kosztów sądowych i adwokackich. Teraz i tak poszkodowany (właściciel majątkowych praw autorskich) ma prawo do 2 lub 3 krotnego "odszkodowania" co wygląda mniej więcej tak (przykład motoryzacyjny) zniszczyłeś mi 15 letniego mercedesa to teraz mi zwróć wartość 3 takich, tyle, że nowych z salonu. Gdzie te bardziej restrykcyjne odszkodowania? Po cholerę miałbym dochodzić swoich praw przed sądem cywilnym (w standardowych sprawach o naruszenie autorskich praw majątkowych), skoro mógłbym tam żądać tylko odszkodowania (czyli pokrycia udowodnionych prze zemnie strat - co najwyżej jednokrotność) - skoro obecna ustawa o prawach autorskich daje mi lepsze perspektywy - chyba jedyny przypadek tak wysokich odszkodowań (?). W ACTA jest mowa o postępowaniu cywilnym - taka możliwość obecnie też jest.

I żeby nie było - jestem przeciwny ACTA, ale bardziej za wprowadzanie takiego porozumienia tylnymi drzwiami i brak konsultacji społecznych. Tak jak wspomniałem samo porozumienie przeglądnąłem, więc może coś mi umknęło.

13.01.2012 09:50
odpowiedz
esese
44

[16] i Ty myślisz, że 1 pirat = 1 nie sprzedana gra? Jedyne badania które widziałem w tym temacie (oczywiście nie robione przez wydawców - im się nie chce) mówiły, że wyeliminowanie 10 000 nielegalnych kopii (świat) powoduje zakup 1 więcej egzemplarza (przypuszczam, że takie kraje jak Chiny znacząco zawyżają tą statystykę). Nie wiem, czy te badania są wiarygodne czy nie, ale innych nie widziałem. Czy to się przekłada na ten tytuł? Nie mam zielonego pojęcia, ale na bank nie przekłada się to w stosunku 1:1.

11.01.2012 13:12
odpowiedz
esese
44

Kazioo, bredzisz. W prawie cywilnym istnieją takie konstrukcje jak dobra wiara. Dobra wiara wymaga istnienia staranności. Jeżeli oglądasz coś na stronie internetowej typu ifilmy czy serialeonline to sąd przyjmuje, że każdy rozsądny człowiek wie, albo domyśla się, że te materiały znalazły się na stronie bez zgody twórców. Taka konstrukcja zakłada, że przeciętny człowiek jest na tyle inteligentny, by wiedzieć, że takie materiały nie są udostępnione zgodnie z wolą twórcow. W przypadkach pirackich stacji radiowych, czy puszczania filmu przez stację, która nie kupiła licencji, przeciętny odbiorca raczej nie ma możłiwości, by wiedzieć że materiał nie jest legalny.

Twoje tłumaczenia "ja myślałem, że to Polsat wrzucił te pliki" sąd by zbył śmiechem.

Z punktu widzenia prawa autorskiego nie ma znaczenia, czy nielegalnie oglądasz film na youtubie, czy go sobie ściągasz z megaupload. Efekt jest ten sam - uzyskujesz dostęp do materiałów, które znalazły się w internecie wbrew woli twórcy. Polska ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych jest dość stara i w żaden sposób nie różnicuje tego, w jaki sposób uzyskujesz dostęp do nielegalnych materiałów. Liczy się fakt, że świadomie korzystasz z serwisów które udostępniają nielegalnie treści.

I nie mówię, że ktokolwiek kto ogląda nawet przypadkiem filmy wrzucane na youtube'a musiałby bulić odszkodowanie. Mówię tylko, jak wygląda prawo w tej kwestii. Być może w tej sytuacji sąd by nikomu nie kazał niczego płacić, problem jest taki, że nie ma żadnych wyroków w tego typu sprawach, doktryna też milczy nad tematem i ciężko jednoznacznie się wypowiadać. Ale pisanie "to na sto procent jest legalne!" jest pisaniem bzdur. Ale znowu, jeżeli jakaś stacja telewizyjna by miała kogoś pozywać, to będzie pozywać twórców strony, a nie osoby, które z niej korzystają. Bo to pewniejsze, skuteczniejsze i może przynieść niezłą kasę. Ale to nie znaczy, że nie ma takiej możliwości.

Sam oglądam nielegalnie dziesiątki seriali. Ale nie udaję, że "myślałem, że te seriale na stronie www to twórcy umieścili!!!11!!!" -> palenie głupa to najgorsza taktyka przed sądem.

Ps. Uwielbiam Polskę. tutaj każdy zna się na medycynie, na sporcie, na polityce i na prawie.

Ehhhh... A niby odkąd to ściąganie, oglądanie mp3, filmów, książek na użytek prywatny (czyli w 99% przypadków) jest nielegalne? Co ma do tego czy materiał został umieszczony na stronie legalnie czy nie (ustawa nic o tym nie wspomina)? Nie wprowadzajcie ludzi w błąd, bo ściąganie i oglądanie filmów na necie jest legalne w ramach użytku prywatnego - tak mówi ustawa i tyle.

Ktoś tu wspominał o premierze filmu/muzyki w Polsce - nie w Polsce tylko ogólnie, czyli przyjmuje się świat - dokładnie to mówi się o ile pamiętam o "rozpowszechnionym" utworze.

Co do procesu cywilnego wytoczonego osobie ściągającej dany utwór przez właściciela praw autorskich majątkowych, to już inna bajka i nie przypominam sobie, żeby taka sprawa miała miejsce.
W prawie cywilnym możemy żądać odszkodowania, czyli równowartości powiedzmy wartości programu. Prawo autorskie zakłada odszkodowanie 2 lub 3 krotne. Jeśli chodzi o odszkodowanie za słuchanie muzyki - to nie przejdzie, bo ustawa na to pozwala. Innymi słowy mówi: "możesz sobie słuchać ściągniętej muzyki za free i nie musisz za nią płacić". Jakby proces cywilny miał coś zmieniać to:
1. Ten punkt ustawy traci sens.
2. Tworzyłoby to niebezpieczny precedens - za słuchanie muzyki w legalnym radiu też nie płacisz.
3. Jeżeli już żądać odszkodowania na gruncie Kodeksu Cywilnego to od osoby nielegalnie udostępniającej dany utwór, czyli to ta osoba powinna być pozwana o odszkodowanie. Mamy tu do czynienia z osobą łamiącą prawo - udostępniającą utwór i odbiorcą - legalnie odtwarzającą ten utwór. Teraz proste pytanie - kto jest winny powstaniu w tym przypadku strat/szkody producenta/wydawcy. Przypominam, że odszkodowanie ma zadośćuczynić stratom , czyli będzie to jednokrotność poniesionych strat (* według ustawy mielibyśmy 3-krotność odszkodowania).
4. Jak w ogóle udowodnić w takim procesie straty. To wydawca musiałby to udowodnić.
Wydawca: "ściągnąłeś ten plik i przez to nie kupiłeś mojego utworu - ja poniosłem straty".
Ściągający: "Ściągnąłem bo mam takie prawo - prawo do odsłuchania za free, to po co miałbym kupować twój utwór - przecież to nielogiczne - skoro mam takie prawo to w życiu nie kupiłbym twojego utworu, ustawa mówi, że nie muszę ci nic płacić, czyli strat nie poniosłeś - ja mam po prostu alternatywę i skorzystałem z niej. Jak chcesz to zmienić to ścigaj tego co cię robi cię na szaro i udostępnia to nielegalnie w necie, ale to już nie mój problem ".

05.01.2012 10:48
odpowiedz
esese
44

To, ze się nazywają sklepami - ich sprawa. Faktem jest, że jeśli coś nie ma materialnej postaci to nie jest towarem (według polskiego prawa). Zauważ, że w pierwszym akapicie, który napisałeś odnosisz się cały czas do pojęcia towar. Rękojmie obowiązuje jak najbardziej, ale niezgodność towaru z umową? Nie - to nie towar. Ogólnie coś może być usługą lub towarem (prawnikiem nie jestem), więc skoro na bank nie jest to towarem bo takich cech nie posiada to musi być usługą. Wiem, że to dziwne i bo gra bardziej mi pasuje do pojęcia towaru (nawet w wersji cyfrowej), ale zgodnie z przepisami

Art. 2. Ustawy o VAT :
Ilekroć w dalszych przepisach jest mowa o:
(...)
6) towarach - rozumie się przez to rzeczy ruchome, jak również wszelkie postacie energii, budynki i budowle lub ich części, będące przedmiotem czynności podlegających opodatkowaniu podatkiem od towarów i usług, które są wymienione w klasyfikacjach wydanych na podstawie przepisów o statystyce publicznej, a także grunty;

Co do prowadzonej działalności. Z tego co wiem to firma odprowadza podatki w Stanach - sklep jest tam zlokalizowany i to, że kupujesz w Polsce nie ma znaczenia. W razie sporów sądem właściwym będzie w tym przypadku sąd w USA (chyba, że mają placówkę gdzieś w Unii - nie wiem). Dlaczego nie odprowadzają podatku w Polsce? Bo nie maja tu żadnej placówki, nie kupujesz w złotych itd. Usługi świadczą w USA tyle, że odbiorcy pochodzą z całego świata. Zresztą z tym miejscem zawarcia umowy przez internet zawsze jest problem.

05.01.2012 09:02
odpowiedz
esese
44

Co do tematu to sprawa jest prosta. Gra na płycie to TOWAR - ma postać fizyczną niezależnie, że jest na niej zapisana jakaś treść. Gra (muzyka, książka) sprzedawana tylko w postaci elektronicznej to USŁUGA. Towar możemy dowolnie odsprzedawać i nikt, w tym żadna licencja nie może nam tego zabronić. Do odsprzedania usługi nie mamy takiego prawa.

Nie wkurza mnie Steam - powstał jako dobra alternatywa dla wersji pudełkowych. Wkurza mnie natomiast konieczność "aktywacji" gry w wersji pudełkowej przez steam. I co z tego wynika? Wersje pudełkową możemy sobie sprzedać, ale jak nam zbanują konto to nic nie poradzimy - przecież nikt nam nie zabronił sprzedaży egzemplarza gry, ale steam jest usługą i raczej nie mamy o co się czepiać.

Teoretycznie pozostaje nam zwrot towaru (za niezgodność z umową - 2 lata), bo spełniamy warunki (mamy konto steam - spełnione wymagania techniczne, a zakaz odsprzedaży nas nie obowiązuje - wyższość prawa nad umową), ale musimy mieć paragon na grę i szansę przekonanie sprzedawcy są marne, choć zawsze można spróbować (rzecznik praw konsumentów, inspekcja handlowa). To tylko teoria, bo stroną w ewentualnym sporze jest nabywca gry i sklep, a skoro nabyliśmy grę używaną to sklep od razu może nas spławić.

Możemy jeszcze ściągnąć witaminkę, czego akurat w tym wypadku polskie prawo nie zabrania.
Chodzi m.in. o Art. 79 ust. 3
...
Przepis ust. 1 stosuje się w odniesieniu do usuwania lub obchodzenia zabezpieczeń technicznych przed udostępnianiem, zwielokrotnianiem lub rozpowszechnianiem utworu, jeżeli działania te mają na celu bezprawne korzystanie z utworu.

No ale to nam i tak blokuje możliwość gry w multi, a poza tym sam raz musiałem tak robić z oryginalną grą (płytka settlers IV po zmianie napędu na nowszy przestała być rozpoznawana jako oryginał :/ ) i jest to co najmniej wkurzające.

Tak czy inaczej wydawcy gier zaczynają przeginać. Zwiększają sobie zyski nie dając nic w zamian, a właściwie zabierając. Rozumiałbym gdyby gry na steam były tańsze (nie mówię o promocjach) bo producenci zmniejszają koszty (brak płyt, instrukcji a przede wszystkim nie ma tylu pośredników) i dają grę do użytku tylko osobistego (brak rynku wtórnego). Nie obserwuje wszystkich cen, ale to co mnie ostatnio interesowało było najzwyczajniej w świecie droższe na steamie. Najpiękniejsze jest to że wszyscy dookoła się z tego cieszą.

[edit]
Aaa... co do tego czy możemy odsprzedawać grę na CD/DVD/BR. Nie ma to najmniejszego znaczenia,ze jest tam treść prawnie chroniona. Nie tylko gry, książki, muzyka itd. są w ten sposób chronione. Np. meble. One też mogą być chronione przez prawo autorskie. Mają niepowtarzalny kształt i co? Że niby tylko drewno czy płytę możemy sprzedać? To samo tyczy się większości rzeczy które nas otaczają - mają często niepowtarzalną formę która jest chroniona przez prawo autorskie i nie zastanawiamy się czy możemy je odsprzedać - po prostu to robimy.

23.03.2011 11:21
odpowiedz
esese
44

No i co takiego powiedział? To że ma dość tej całej "afery" smoleńskiej? To, że zadaje sobie pytania takie jak spora część społeczeństwa? Prosty komentarz i to dość delikatny. Na co dzień słyszało się 1000x ostrzejsze od polityków, dziennikarzy i zwykłych ludzi.

Na marginesie - sam się zastanawiałem (już nie - szkoda czasu i nerwów na politykę - zwłaszcza w kontekście katastrofy smoleńskiej) po cholerę Jarek składa te kwiaty w Warszawie?

15.05.2010 13:14
odpowiedz
esese
44

Zakupiłem z przypadku w Carrefourze za 7.90 zł - ostatnia sztuka (później już nie było).

Gra średnia, pod koniec już nużąca (choć może to plus, że nie jest krótka). Grafika nawet jak na dzisiejsze czasy przyjemna, ale sama gra jakoś mi nieprzypadła do gustu. Zamknięte korytarze, sporo skryptów. Bronie też nie najciekawsze. Fabuła też nie przykuwa uwagi. Chodzenie po ścianach robiło wrażenie przez jakieś 2 minuty, potem już tylko przeszkadzało. Zamiana w ducha - mogła być bardziej pociągnięta, bo w sumie to sprowadza się do otwierania niedostępnych drzwi itp. Dałbym jakieś 5+/10, choć pewnie dlatego, że wolę gry z otwartymi przestrzeniami i bardziej rzeczywistymi przeciwnikami.

14.05.2010 14:51
odpowiedz
esese
44

jak na razie do uncharted 2 a nawet do killzonea 2 sporo crysisowi 2 brakuje. a podobno miala byc najladniejsza gra na kazdej platformie... mam nadzieje ze teraz blaszakowcy przejza na oczy i nie beda wierzyc w kazda bajke jaka im opowie guru z cryteka.

No jasne. Czy rozumiesz co oznacza słowo "sporo". Oczywiście jest to subiektywne określenie, ale bez jaj. Nie trzeba nawet do paru screenów z Crysis 2 sięgać. Wystarczy spojrzeć na Crysis 1. Nie będę tu się zachwycał jaki co Crysis piękny i w ogóle i jaki to Killzone 2 brzydkie, bo bym skłamał. Uncharted 2, Killzone 2 i Crysis - są ładne. Dla mnie to obydwie gry z PS3 mają jednak gorsze tekstury co akurat na powyższych screenach [25] nie jest widoczne. Jak komuś się chce to niech sobie porówna te trzy galerie, ale to i tak bez sensu. Daj sobie spokój i zastanów się na słowami których używasz.

14.05.2010 11:13
odpowiedz
esese
44

Mi tam pasuje, że w mieście. Ile można przez krzaki się przedzierać :P Moim zdaniem miasto to dobry wybór, bo łączy zarazem otwarte przestrzenie (ulice, nie przepadam za tunelami/korytarzami/podziemiami) i różnorodność scenerii.

Co do screenów to po tym co jest napisane w newsie to prawdopodobnie PC, ale czy to ma jakieś znaczenie? Wyjdzie to zobaczymy. Na razie to tylko kolejne screeny.

raziel88ck --> "360"? Hmm... ja tam mam inne skojarzenia. Okrąg, podzielony okrąg, kąt, pełny kąt, pełny kąt tworzy okrąg = 360 stopni :P

12.05.2010 10:40
odpowiedz
esese
44

Twoim zdaniem prawie 3 miliardy dochodu to mało?

Nie myl pojęcia "przychód" z "dochodem". To zupełnie dwie różne sprawy. To że ktoś ma miliard przychodu to jeszcze nic nie oznacza. Może wyjść na minus. Przychód to środki które firma uzyskała ze sprzedaży swoich produktów (tak w uproszczeniu). Nie obejmuje kosztów działalności firmy. Jak kupię auto za 100 tys i sprzedam za 101 tys. to przychód mam 101 tys, ale dochód tylko 1 tys.

Tak czy inaczej 667 milionów strat to całkiem dobry wynik. No przecież zawsze mogło być gorzej :)

23.11.2009 10:59
odpowiedz
esese
44

Hellmaker --> Ale jak już ktoś tu wspomniał, umowa w punktach niezgodnych z prawem (przynajmniej polskim prawem) jest nieważna. Jest ponadto różnica pomiędzy zakupem programu na nośniku, a w postaci tylko elektronicznej. Program zakupiony na nośniku jest TOWAREM, który możesz sobie odsprzedawać, pożyczać itd. niezależnie od tego co stanowi licencja - masz prawo. W przypadku zakupu programu tylko w postaci elektronicznej to o ile pamiętam jest to już usługa i nie przysługuje ci prawo do odsprzedaży - przynajmniej tak mnie uczono, ale to było dawno.

Tak czy inaczej, to że licencja (czyli rodzaj umowy na którą wyraziliśmy zgodę) coś stanowi to nie znaczy, że jest to już wyrok. Przepisy prawa są zawsze wyżej. W tym przypadku nie wiem czy jest to zgodne z prawem czy nie, ale jeżeli prawo nie zabrania takich praktyk, to jednak trzeba przyznać że Activision ma rację...

24.10.2008 11:35
odpowiedz
esese
44

Czytając całą dyskusję, to mam dziwne wrażenie, że niektórzy próbują do rozrywki, jaką są gry komputerowe na siłę dopiąć jakieś wielką rolę edukacyjną, rozwijającą umysł czy jeszcze nie wiem co. Gra to gra. Służy rozrywce i ma cieszyć - tyle. Może i gry na konsole są prostsze (nie wiem - nie mam konsoli, w parę gier grałem i mi nie spasiły - swoje zadnie opieram na recenzjach itp.), ale jak ktoś pisze, że to świadczy o samym graczu to już przesada. Sam lubię gry Paradoxu, które są moim zdaniem dość wymagającymi strategiami, natomiast czasami lubię włączyć jakiegoś FPS i klikać w tą myszkę wysyłając tony ołowiu w przeciwników. Efekt zachowany - dobra zabawa jest tu i tu. W sumie dziwię się trochę, też graczom grającym głównie na konsolach - gdzieś mi tu przemknął tok rozumowania:
ktoś pisze że gry na konsole są prostsze (tyle - nic ponadto) --> ktoś odpowiada, co za bzdura - nie jesteśmy debilami.
Rzeczywiście - związek przyczynowo skutkowy jak cholera. Jak sam ktoś wysuwa takie bzdurne wnioski, to nie może mieć do nikogo pretensji tylko do siebie. Gra może być prosta (nie szkodzi, a nawet czasami dobrze), a gracz może mieć nobla. To są dwie różne sprawy, a łączenie ich to spora nadinterpretacja. Gdyby pisać to na podstawie powiedzmy, ogólnie przemysłu filmowego (też rozrywka) to można by jakieś wnioski wysnuć, ale na podstawie platformy do gier? Dobra reklama - "Kup PC, a twoje IQ wzrośnie o 15%" :P

Co do samego DeusEx - grałem w jedynkę. Dobra gra, nawet bardzo, ale żeby jakaś specjalnie ambitna? Jak na gre to może. W sumie to raczej fabuła była skomplikowana (teraz juz nawet nie pamiętam). W dwójkę nie grałem, więc nie mam porównania - recenzje mnie zniechęciły. Ostatnio ją zamówiłem (za 5 zeta można spróbować :), więc zobaczę czy faktycznie odstępuje tak bardzo od poprzedniczki.

16.10.2008 19:20
odpowiedz
esese
44

Te zabezpieczenia to coraz lepsze wymyślają :/ Akurat w kontekście liczby możliwych do zrobienia kopii, awaria sprzętu mnie aż tak bardzo nie martwi. Nie powiem, taka awaria jest możliwa (3 mc temu padł mi bez ostrzeżenia dysk), ale prawdopodobieństwo, że 3 razy nie będziemy mogli sprawnie odinstalować gry jest jeszcze znośne, choć nie przyjemne. Samo pamiętanie o odinstalowaniu gierki i takie tam.

Drażni mnie natomiast co innego. Takie zabezpieczenia uderzają w rynek wtórny gier. Ktoś wystawi gierkę na allegro i zacznie się rozważanie, czy na pewno odinstalował grę poprawnie, a może ta gra chodzi, tyle, że została ostatnia instalacja, czy warto ryzować, czy może dopłacić parę złotych i kupić pewniaka w sklepie ... Ja wiem, że z punktu widzenia wydawcy to czy gra zostanie ściągnięta z netu, czy kupiona z drugiej ręki to wszystko jedno. Tu i tu nie dostanie gotówki za produkt, ale kupno/sprzedaż oryginalnej gry jest prawem klienta, a patrząc na takie zabezpieczenia to troszkę mi to śmierdzi.

Przyznaje, że kiedyś miałem sporo pirackich kopii gier. Grałem i nie przejmowałem się czy to złe/dobre (tak wiem - kradzież - jak zwał tak zwał). Od około 5 lat nie ściągnąłem w ani jednego pirata (żeby nie było, że całe to narzekanie to tylko dlatego, że jakiegoś usprawiedliwienia szukam - usprawiedliwienia mnie jakoś nie interesują). Chcę grę to idę do sklepu/zamawiam przez neta. Nie dlatego, że nagle mnie oświeciło, że piractwo to najgorsza zbrodnia na tej ziemi. Gry mają przystępną cenę, jest w czym wybierać (ostatnio trafiła mi się perełka typu pirates - gra oczywiście, nie że piracka wersja - za 8 zeta), łatwy dostęp do patchy, a wydanie 100 zł na grę w miesiącu to obecnie też żadne obciążenie. Nie przeszkadza mi nawet to że czasami można mieć szybciej pirata (mały off-top z dzisiaj)* W sumie nie interesuje mnie bycie świętym. Patrząc na takie durne zabezpieczenia(mój bardzo subiektywny punkt widzenia) zastanawiam się czy nie olać gry, albo po prostu ją sobie zassać z netu - i w sumie wali mnie to czy ktoś mnie nazwie złodziejem, czy nie tak samo jak nie wymagam laurki za to że ładuje kasę producentowi za bądź co bądź ciężką robotę. Nie oczekuje niezabezpieczonych gier. Cd w napędzie, cd-key czy nawet te durne podłączenie do netu żeby odpalić singla - ok. Do przeżycia, natomiast takie coś to mi już za bardzo zaczyna śmierdzieć.

*(off-topic) - czekam na przesyłkę 3 tygodnie - już ma klnąc na pocztę, ale najpierw tel o nr. przesyłki. Okazuje się że sklep internetowy (jednego z polskich wydawców) zapomniał o mnie. Jutro wyślą :))) Nawet mnie to trochę rozbawiło - już się przyzwyczaiłem, że jak coś złego to tylko Poczta Polska, a tu taka niespodzianka :D

GRYOnline.pl:

Facebook GRYOnline.pl Instagram GRYOnline.pl X GRYOnline.pl Discord GRYOnline.pl TikTok GRYOnline.pl Podcast GRYOnline.pl WhatsApp GRYOnline.pl LinkedIn GRYOnline.pl Forum GRYOnline.pl

tvgry.pl:

YouTube tvgry.pl TikTok tvgry.pl Instagram tvgry.pl Discord tvgry.pl Facebook tvgry.pl