Tamtego lata przyjmowaliśmy obelgi i błogosławieństwa z tą samą obojętnością. Maszerowaliśmy na północ, a wokół nas kraina obracała się w popiół. Nie było dużo czasu, więc zabrałem ze sobą tylko Leliane, Emiriana i Sparksa. Im głębiej wchodziliśmy w tę krainę tym więcej straszliwych obrazów widzieliśmy, spalone wsie, podbite miasta, rzeź. W powietrzu czuć było tylko zapach siarki i śmierci. Po pewnym czasie naszej wędrówki trafiliśmy na bardzo dziwne pole, ziemia była żyzna i nietchnięta plugastwem. Zaciekawieni poszliśmy dalej gdy po chwili zobaczyliśmy dziwny krąg a tam modlących się ludzi. Nie słyszę żadnych głosów... Ani żyjących a co gorsza mrocznych też nie - powiedział Emirian wyciągając swój magiczny kostur. Leliana chwyciła za swój łuk, wzięła strzałę i naprężając cięciwę szybko zaczęła rozglądać się robiąc rozeznanie terenu. Proponuje nie czekać tylko robić to co ja - po tych słowach Sparks rzucił się na ludzi w kręgu, lecz w mgnieniu oka został obezwładniony przez jednego z nich a reszta rzuciła się na nas. Gdy tylko Leliana wypuściła strzałę pojawiła się ona... Morrigan...