
Ta, obrony demokracji xDDD
Raczej wpisania się w narrację orange man bad.
Sam fakt, że skłania ludzi, aby na kogoś nie głosowali przez tanią rozrywkę i manipulację jest karygodne. Ale jakoś odbieranie atencji od ALD, które najchętniej zakazałaby krytyki Żydów i Izraela w ogóle, absolutnie mu nie przeszkadza. Demokracja jest spoko, ale jak rządzą nasi.
To mogę robić dzięki rozwojowi technologii i pielęgnowaniu państwa prawa a nie ekstremizmowi skrajnej lewicy. Przypominam, że w Wandei przez ponad 200 lat podani króla byli zwaleni od obowiązku służby w wojsku aż przyszli postępowcy i ten przywilej został zaorany, żeby Francja wystawiła armię narodową, która miała nieść "prawa człowieka i obywatela" reszcie świata.
Już nie mówię, że w tej wesołej zbieraninie clownów są Zandberg, Koneczny, Nowicka, Rozenek. Ludzie odjechani, jakby codziennie zaczynali dzień od cracku. I nie zdziwiłbym się. Dziwię się ludziom, którzy ich popierają. Zero komórek mózgowych, echo? Nic wam nie świta, że to idioci gorsi niż PiS?
https://www.donald.pl/artykuly/676EHSXo/politycy-lewicy-kloca-sie-o-sierp-i-mlot-to-piekny-i-wazny-symbol
Z drugiej – jest sporo troglodytów, przekreślających serial z powodu czarnego koloru skóry niektórych aktorów czy aktorek.
hurrr, durrr nie podobają ci się negroidalni rycerze w królestwach północy? Jesteś troglodytą xD
W porządku, ale po co z powodu szukania jakiejś kasety blokować całe archiwum?

Nie możemy powiedzieć, że inteligencja zależny od rasy w takim sensie, że posiadanie określonego fenotypu determinuje wynik testu na IQ, to co wiemy, to że pomiędzy różnymi rasami/odmianami (jakkolwiek ten arbitralnie wyróżniony takson nazwać), nawet w ramach tego samego pastwa są zauważalne różnice w wynikach testów na IQ. Proszę jednak o niefetyszyzowanie tych ustaleń.
Można powiedzieć, parafrazując, że (stara) Gwardia umiera, ale się nie poddaje. Flagellum dei? Gdzieżeś ty jest? Sam?
Dzięki za odpowiedzi. Zatanawiam się między Dysk HGST Ultrastar 7K6000 3,5" 2TB SATA III (0F23092), z uwagi na niską awaryjność a Toshiba P300 Performance 3.5 2TB. Ten jest o połowę tańszy.
Obecnie mam jeszcze Aktualny dysk Seagate 1TB 3,5" SATAIII, 7200rp, 64mb cache (ST1000DM300), ale już pada. Czy są jakieś mało awaryjne dyski, najlepiej 2TB? Pokażecie może coś?
Z góry dziękuję za pomoc.
Zgred 178 WREDNY
Ale ty masz pełno badsektorów, tylko jak na razie zostają zastępowane przez realokowane.
O kurczę...
Dlaczego dysk miałby być do wymiany skoro nie ma badsektorów?
(Ilość relokowanych sektorów. Kiedy dysk napotyka błąd odczytu/zapisu/weryfikacji, oznacza ten sektor jako relokowany i przenosi dane do specjalnego zarezerwowanego obszaru (obszaru rezerwowego). Proces ten jest również określany mianem remapowania a relokowane sektory określa się remapami. To właśnie dlatego, na nowoczesnych dyskach, nie widzimy "bad bloków" podczas testów powierzchni ) Może to jest jakaś odpowiedź.
Odpalę remapowanie z MHDD. sprawdzę też kabelek SATA - znajdę jakiś inny. Dysk ma już 4 lata. Zgodnie z objaśnieniem na elektrodzie mam jakieś problemy z zasilaniem(?). http://www.elektroda.pl/rtvforum/topic1467175.html Dziękuję wam wszystkim za odpowiedzi.

ostatnio, w ciągu ostatniego tygodnia, dysk twardy wolno wczytywał dane i ogólnie rzecz biorąc wolno działał. Analiza za pomocą HD tune - pokazało następujące wyniki - w czasie znacznego spadku na drugiej grafice uruchomiłem Twierdzę Krzyżowiec. Czyściłem CCleanerem i dokonałem defragmentacji Defraggler-em. Musiałem jednak przerwać defragmentację i wyłączyć komputer. Następnie system nie widział dysku, widoczny był tylko C z zainstalowanym systemem operacyjnym, po nieudanych zabawach w przywracanie systemu (brak zapisów) i zmiany w rejestrze, po kolejnym włączeniu komputera dysk się pokazał, uradowany zacząłem robić format - a następnie znów zniknął, pokazywało się wtedy to okno (Screen po lewo).
Zasilacz to ocz600sxs 600W a Dysk twardy to ST1000DM003-9YN162
Z góry dziękuje za pomoc
Zrobimy to po staremu.
Irek22
A co? Jest taki okropny? Czy masz coś ciekawego do dodania?
Wiejski Widzący
Ach, nie czepiaj się ;)
Może to jeszcze kiedyś zrobimy, nie wiem szczerze mówcą. Forum bardzo się zmieniło. Kiedyś było tu inaczej.
Mam od wielu lat SAGEM Wi-Fi 11g USB Adapter, ale zaczyna się rozsypywać myślę więc nad nowym. Myślałem nad
N900-WiFi USB Adapter Model: WNDA4100 z uwagi na zasięg albo NETGEAR Next Wireless 802.11n RangeMax USB 2.0 Dual Band. Cisco Linksys AE1000 zbiera dobre oceny. Nie wiem na jakie parametry zwrócić uwagę.
Z góry dziękuję za odpowiedź.
Cześć, przymierzam się do zakupu karty graficznej. Obecny zestaw to:
MSI Z97 GAMING 5.
Intel(R) Core(TM) i5-4690 CPU @ 3.50GHz
ocz600sxs 600W.
GeForce GTS 250
Jaką kartę graficzną byście polecili? Przedtem myśłałem nad GeForcem GTX 970, ale teraz z uwagi na wejście nowego GeForce-a GTX 1060 zmieniłem zdanie. Czy MSI GeForce GTX 1060 GAMING X 6GB GDDR5 to dobry wybór przy takim zestawie takiej specyfikacji? Cena podobna jak do MSI GeForce GTX 970 Gaming a wydajność lepsza.
Z tego co mi wiadomo to ten GeForce ma 1 złącze zasilające 8-pin zamiast 6-pin jak w wersji referencyjnej, ale przejściówka to chyba nie problem?
Z góry dzięki za odpowiedź :)
Zastanawiam się nad zakupem nowej karty graficznej. Miałem kupić w zeszłym roku, ale w ostateczności zrezygnowałem. Obecny komputer - Płyta główna to MSI Z97 GAMING 5. Procesor - Intel(R) Core(TM) i5-4690 CPU @ 3.50GHz. Zasilacz to ocz600sxs 600W. Obecna karta to GeForce GTS 250.
Do 1500zł zastanawiałem się nad MSI GeForce GTX 970 Gaming. Jak to zostało ujęte przez piokos-a - ,,za tryb pasywnego chłodzenia podczas "różności desktopowych" ;)" Jednak niedługo wyjdzie GTX 1060 o podobnej cenie a podobno lepszy.
Ponadto kwestia zasilacza. GTX 970 ma 1x 8-pin, i 1x 6-pin. Czy sam 6-pin płyty głównej powinien wystarczyć?
Z góry dzięki za odpowiedź.
WrednySierściuch [ 72 ] - No gods no masters!
btw -jeśli sobie życzysz polecę ci forum na którym z pewnością doczekasz się ciekawszych odpowiedzi niż ta udzielona tutaj przez formę życia która tak po prawdzie nie potrafi nawet ogarnąć twoich postów rozumem
tzn podłożę ci śfinię ;D
Cóż to za forum? :) Bez przesady... To tylko słowa, czy to znaczy, że za nimi ma być coś mądrego tylko dlatego, że same słowa takie są podobno?
Flyby [ 132 ] - Outsider
Nie ma to, jak w nieprzeciętnie upalny dzień, doprawiać się filozoficznymi dywagacjami ;(
Zaraz mi para z uszu pójdzie..
Akurat zastanawiałem się, jak ta pani, patrzy na piękny świat - http://wyborcza.pl/1,75476,18529106,pisarka-ktora-wie-jak-to-jest-byc-martwym.html# ..w ramach egzystencjalnego schłodzenia się.. nic z tego
Ja rozumiem chęć tworzenia literatury popularnonaukowej, ale w związku z tym, że jest ,,popularno"naukowa to najczęściej jest scjentystyczna, wiec nie naukowa a religijna.
WrednySierściuch [ 72 ] - No gods no masters!
Wybacz, ale nie wiem co masz na myśli.
to ciekawe ale to samo się mocno odnosi do wszelkich twoich postów o charakterze filozoficzno-religijnym.
Nie rozumiem?
Wiesz zawsze chciałem się o to zapytać: Czy ty nie masz zdiagnozowanej jakiejś "umysłowej przypadłości"?
Co za pytanie? :D Już na wstępie nie odnosisz się do mojej tezy, ale do mnie jako osoby, która je stawia. To pytanie przyjmuję formę cichego założenia, że ja jako twój interlokutor jestem w jakiś sposób, być może ofiarą tej ,,umysłowej przypadłości" Pewnie w twojej intencji nie jest to żadna insynuacja, ale za taką może być poczytana. Stawiasz mnie w sytuacji, że od samego początku muszę się bronić przed tą tezą. Tezą wedle której jestem w jakiś sposób ,,nienormalny", bo jestem osobą dotknięta przez ,,umysłową przypadłość", a to nie jest postrzegane jako coś pozytywnego. Jaką umysłową przypadłość masz na myśli? Nie wiem. Myślę tylko nad tym co inni ludzie z moim zainteresowaniami i stosuję do tego odpowiedni język.
Twoje posty są przeintelektualizowane aż do skraju absurdu -tym bardziej że nie zwracasz uwagi gdzie je wrzucasz i do kogo są adresowane.
Wrzucasz je na GOL -które jest forum popularno kulturowo-gejmingowym, a nie mistyczno-filozoficzno-religijnym gdzie takie teksty pasują.
Twe teksty adresowane są nawet nie do osób z wykształceniem wyższym -bo dla nich to będzie czysty bełkot, tylko do jakiś pilnych studentów teologi, filozofii i ewentualnie jakiejs zaawansowanej humanistyki.
Czy naprawdę oczekujesz że takie osoby się tu kręcą?
Nawet Attyla się stosował do reguły "mierz siły na zamiary" i "nie rzucaj pereł przed wieprze" i formułował w swoje posty może na skraju percepcji -ale jednak nadal możliwe do zrozumienia
Przepraszam, ale nie widzę w swoim krótkim tekście przeintelektualizowania, jednak rozumiem ten zarzut. Nie widzę, bo nie uważam, żeby taki był, ale rozumiem, że ktoś może go za taki postrzegać. To nic niezwykłego. Attyli też się dostawało za przeintelektualizowanie z czego wynikała długa forma jego wystąpień by nie zejść do formy samo siebie unicestwiającej. Nie jestem w stanie wyrobić sobie swojego idealnego potencjalnego rozmówcy do którego miałbym się zwracać w ramach jakiś ,,specjalnych" forów dyskusyjnych. Zakłada to pewną formę socjalnego eksperymentu, którego przedmiotem jest człowiek. Nie, nie człowiek nawet. Tylko TREŚĆ tego czego można się od wypowiedzi tego człowieka spodziewać. Forma mojej wypowiedzi tu zaprezentowana jest przystęp, dlatego, że ktoś na nią odpowiada i robi to w sposób spójny i celowy. Po pierwsze rozprawiając o samej formie a po drugie o treści. Powtarzam, nie uważam, aby moje posty były w jakikolwiek sposób przeintelektualizowane, bo to był by dla mnie asumpt do poczucia pychy a od tego staram się trzymać z daleka. Jeśli chcesz mieć styczność z czymś naprawdę przeintelektualizowanym to zerknij na Heideggera. Bo ja posługuję się językiem naprawdę skromnym.
Czy tu kryje się jakiś sofizmat? Dostrzegacie jakieś błędy w tym rozumowaniu?
Tak -dostrzegam potężny błąd, aburdalne przycięcie cytatu do jednej frazy która odosobniona nie ma całkowicie sensu.
Tak właściwie to pomyślałem sobie ze nieszczęsny Marks praktykował w wolnych chwilach Zen -bo ten teks zajeżdża klasycznym koanem
Tekst Marksa w większym fragmencie
Łatwo, rzecz jasna, powiedzieć poszczególnemu osobnikowi to, co mówił już Arystoteles: Zostałeś zrodzony przez swego ojca i swą matkę, to znaczy, spółkowanie dwojga ludzi, a więc akt gatunkowy ludzi stworzył człowieka w twojej osobie. Widzisz więc, że człowiek również pod względem fizycznym zawdzięcza swoje istnienie człowiekowi. Masz więc mieć na uwadze nie tylko jedną stronę, nieskończony proces, na mocy którego pytasz dalej: Kto zrodził mojego ojca, kto zrodził jego dziadka itd.? Musisz też pamiętać o tym ruchu okrężnym, który w owym procesie jest zmysłowo postrzegalny, o ruchu, na mocy którego człowiek rodząc powtarza siebie samego, a więc podmiotem pozostaje stale człowiek. Ale ty odpowiesz: Uznaję ten ruch okrężny, uznaj więc i ty ten proces, który prowadzi mnie coraz dalej i dalej, aż do pytania, kto zrodził pierwszego człowieka i w ogóle przyrodę. Mogę ci odpowiedzieć tylko tyle: Twoje pytanie samo jest wytworem abstrakcji. Zapytaj sam siebie, jak doszedłeś do tego pytania; zapytaj, czy swego pytania nie zadałeś z punktu widzenia, który nie pozwala mi udzielić odpowiedzi, gdyż jest on z gruntu opaczny? Zapytaj sam siebie, czy dla rozumnego myślenia istnieje ów proces jako taki? Pytając o stworzenie przyrody i człowieka, abstrahujesz tym samym od człowieka i przyrody. Zakładasz ich nieistnienie, a mimo to chcesz, bym ci dowiódł ich istnienia. Powiem ci więc: Porzuć swoją abstrakcję, a porzucisz i swoje pytanie, jeśli zaś chcesz się jej trzymać, to bądź konsekwentny, i skoro myślisz człowieka i przyrodę jako nie istniejące, to myśl też siebie jako nie istniejącego, bo przecież ty też jesteś przyrodą i człowiekiem. Nie myśl, nie pytaj mnie, bo skoro tylko myślisz i pytasz, twoje abstrahowanie od istnienia przyrody i człowieka traci sens. A może jesteś takim egoistą, że zakładasz nicość wszystkiego i chcesz istnieć tylko sam?
Możesz mi odrzec: Nie chcę zakładać nicości przyrody itd., ja pytam ciebie o akt jej powstania, jak anatoma pytam o powstanie kości itd.
Skoro jednak dla człowieka socjalistycznego cała tak zwana historia powszechna jest niczym innym, jak tylko tworzeniem człowieka przez pracę ludzką, jak tylko stawaniem się przyrody dla człowieka, to ma on oczywisty, nieodparty dowód swego narodzenia z siebie samego, dowód procesu swego powstawania. Skoro istotność człowieka i przyrody stała się czymś praktycznym, zmysłowym, naocznym, skoro człowiek stał się dla człowieka praktycznie, zmysłowo, naocznie bytem przyrody, a przyroda dla człowieka bytem człowieka, pytanie o obcą istotę, o istotę istniejącą ponad przyrodą i człowiekiem - pytanie, które zawiera w sobie stwierdzenie nieistotności przyrody i człowieka - stało się praktycznie niemożliwe.
https://www.marxists.org/polski/marks-engels/1844/rekopisy/rekopisy.htm
To prawda, mogłem dać cały fragment, ale wtedy pies z kulawą noga mógłby się tym nie zainteresować. Cześć tekstu, aż do tego co wyciąłem jest tym co ostateczności ma na celu poruszyć osnowę właśnie. A koniec? Marks nie jest w stanie udzielić odpowiedz odrywając się od marksizmu. Tym samym porzucić swoich założeń ideologicznych dla uzasadnienia odrzucenia tezy z punktu jego ideologii potępianej.
PanSmok [ 148 ] - Senator
Najwiekszym bledem bylo to w co sie przerodzilo to cale mistyczno - transcendentalne pieprzenie w bambus.
Efekty tego wplywaja na nas do dzis. Widzisz jakis blad w TYM rozumowaniu?
Wybacz, ale nie wiem co masz na myśli.
Ostatnio spotkałem się z takimi słowami u proroka ,,klasy robotniczej".
,,Pytając o stworzenie przyrody i człowieka, abstrahujesz tym samym od człowieka i przyrody. Zakładasz ich nieistnienie, a mimo to chcesz, bym ci dowiódł ich istnienia. Powiem ci więc: Porzuć swoją abstrakcję, a porzucisz i swoje pytanie"
Tutaj w zasadzie dotyczy to absolutu. Ta implikacja to podstawa tego, co marksiści mogą traktować za fundament swojego monizmu materialistycznego. Nominalizm? quasiscejentystyczna wrogość wobec tej całej spekulatywności, z którą walka trwa od czasów sporu o uniwersalia. Ale słowa Marksa można też przedstawić tak jak niżej.
,,Pytając o stworzenie krzesła i stołu, abstrahujesz tym samym od stołu i krzesła. Zakładasz ich nieistnienie, a mimo to chcesz, bym ci dowiódł ich istnienia. Powiem ci więc: Porzuć swoją abstrakcję, a porzucisz i swoje pytanie"
Czy tu kryje się jakiś sofizmat? Dostrzegacie jakieś błędy w tym rozumowaniu?
Przepraszam za mój obskurantyzm, ale może mi ktoś wytłumaczyć jaka jest różnica, czy ta sama karta jest od Gigabyte czy innego GAMING-a? To ma jakiś związek z płytą główną?
Cześć, zastanawiam się nad zakupem nowej karty. Do tej pory korzystałem z GeForce-a GTS 250, jednak na nowe pozycje jest on już za stary. Nie wiem jaką kartę wybrać, na pewno coś GeForce-a. Płyta główna to MSI Z97 GAMING 5. Interesuje mnie coś za nie więcej niż 1500zł. Choć optymalnie wypadałoby w granicach 1000zł. Macie jakieś pomysły? Z góry dzięki za info. :)
forum katolik jest całkiem dobre. Masz też wątki tylko międzychrześcijańskie.
http://www.dyskusje.katolik.pl/
Kiedy można być pełnym wątpliwości i pozostawać dobrym chrześcijaninem, wiernym nauce Kościoła. Dopiero herezja luterska doprowadziła do interioryzacji wiary, kiedy ludzkie odczucia miały kierować ludzką wiarą zamiast zdrowego rozsądku. Taki egotyzm niszczy wiarę, niszczy wspólnotę. Straciłeś wiarę? Nie widzę tu aktu o charakterze deklaratoryjnym, który zawiera w sobie jakieś jasne postanowienie zerwania więzi z Bogiem. Jest tu pewien wewnętrzny, duchowy dyskomfort. Z czego to przyszło? Z alkoholu? Z skierowana swoich sił tam, gdzie wysłać ich nie powinniśmy? Może posłuchaj ekumenicznego Grahama, jego zelotyzm wielu postawił na nogi.
https://www.youtube.com/watch?v=yAXbP41sNU8
A skąd przekonanie o przeszczepie mózgu do ciała? Dlaczego nie mamy na to patrzeć jak na przeszczep ciała do mózgu?

Mam następujący Problem. Miałem kiedyś jeden dysk 1 TB ze wszystkim (system + reszta), ale postanowiłem zainstalować system na drugim dysku SSD. Obyło się bez formatu. Teraz jednak dyskiem docelowym jest ten mniejszy dysk SSD ze systemem. Można to zmienić spokojne rejestrem. Jednakże teraz na obu dyskach, C (SSD) i D (stary) mam folder pulpitu, tylko ten na C jest docelowy. Co mam zrobić żeby ustalić folder pulpitu na D jak docelowy? Zmienić rejestr?
Ponadto przez przypadek udostępniłem folder pulpitu D dla... pulpitu. Więc teraz nie wiem co jest grane, jak mogę to cofnąć?
Z góry dzięki za pomoc
Cześć, mam następujący problem. Zmieniam podzespoły w komputerze i postanowione jest, że Windows będzie zainstalowany na drugim, mniejszym i szybszym, dysku twardym. Obecnie operuję na jednym z zainstalowanym Windowsem. Wiem, że nie trzeba przeprowadzać formatu instalując nowy Windows na starym Windowsie i jednym dysku, Co jednak kiedy jest jeden dysk z Windowsem i drugi z nowym Windowsem? Co trzeba wtedy zrobić, aby bez formatu był tylko na nowym? Albo sformatować i zainstalować wszystko normalnie? Z góry dzięki za info.
Wiem, pewnie to trochę dziwnie brzmi, ale nie mogę wejść na niektóre strony. Wikipedia, Joemonster po prostu się nie ładuje. Próbowałem w innych przeglądarkach i to samo. Nie mogę poszukać odpowiedzi w google, bo niektóre strony też nie działają. Co z tym należy zrobić? Z góry dzięki za pomoc.
ależ ja się pięknie zgadzam z Twoimi zdaniami... tylko mam gdzieś co przekracza moje spojrzenie na rozum i świadomość - nie mogę mieć swojego zdania?
Pięknie opisałeś jak to zbędny jest mi ów akt do spokoju ducha... przecież kuźwa od początku piszę - nie mam ochoty dokonywać jakichś tam aktów apostazji. Chce aby mnie skreślili z rubryki i przestali za moją głowę brać kasę z budżetu. Tyle i tylko tyle - jak to zrobić? Czy poza pięknymi i przeintelektualizowanymi zdaniami potrafisz doradzić?
Wszytko napisałem, możesz mi złośliwie zarzucać przeintelektualizowanie, ja w odpowiedzi mogę ci zarzucać brak zainteresowania tematem i wiedzy w tym zakresie.
Nie obchodzi cię apostazja natomiast wyrażasz wielkie zainteresowanie aktem ekskomuniki, co w perspektywie twojego systemu normatywnego ma jednak taki sam sens jak apostazja, czyli żaden. Co więcej zwiedziony swoim obskurantyzmem odnośnie poruszanego tematu, zażarcie twierdzisz, że Kościół dostaje jakieś pieniądze, bo nie dokonałeś aktu apostazji.
Tylko, że to nie ma żadnego związku z rzeczywistością, co wyjaśniłem wcześniej. Nikt nie bierze za twoją głowę kasy budżetu. Jeśli chcesz zachować pozorny wewnętrznej spójności stawianych tez pozostaje ci zachowanie postawy indyferentyzmu wobec spraw kościelnych. Inne działanie będzie tylko wyrazem irracjonalnej, bo emocjonalnej, abominacji względem Kościoła.
To bardzo proste stwierdzenie, nie widzę powodu by pisać o naturze egotyzmu w perspektywie immanentnej autosalwacji i herezji jako takiej.
wypraszam sobie tępaka. Z mojego punktu widzenia, stricte empirycznego, trzeba mieć coś nie tak z deklem aby wierzyć w cokolwiek, co nie ma podparcia w nauce - ale nie wypada tego głośno mówić, nie?
To jest poziom scjentyzmu, który przebija nawet epigonów Comte'a. A co do problemu, apostazja z punktu widzenia ,,stricte empirycznego" nie ma żadnego sensu. Jedynym celem takiego działania może być chęć pokazania księdzu figi z makiem, ale taka złośliwość nie ma żadnego sensu poza samą złośliwością. Jeśli ktoś nie jest wierzący to co go obchodzi całe prawo kanoniczne i nauka Kościoła? Jeśli go nie obchodzi to sam akt apostazji również w jego mniemaniu nie powinien mieć jakiejkolwiek prawomocności. Sam problem, w tak przedstawionej sytuacji, po prostu nie istnieje. Lepiej zająć się czymś pożytecznym (wedle samej doktryny progresywizmu), a nie zawracać sobie głowę mnożeniem działań bez pozytywnych rozwiązań.
Nie ma żadnych statystyk i kasy za twoją głowę, bo wartości pieniędzy przeznaczonych na Kościół i sama liczebność wspólnoty szacowana jest na podstawie liczebności ludzi na mszach, choć nie pamiętam w jakim spektrum to się odbywa. Ostatecznie akt apostazji przez osobę niewierzącą nie wydaje się mieć w tej sytuacji żadnego sensu.
Widzący [ 119 ] - Legend
Ach czemuż zatem pchasz kijaszek w tryby suwerennej machiny boskiego planu? Nie twój interes dla jakich powodów Pan zaplanował "antynatalizm" i jak wiele innych terminów dziwnych powoła swą zachcianką do istnienia. Zatem Twoja w tym świetle aktywność, jest z pozoru twoja, bowiem nie możesz być czym innym niż fragmentem planu.
Jako że błądzisz manowce zwiedzając i balansując na ostrzu, wpadasz w wąską grupę wartych wsparcia moimi wotami składanymi w różnych świątyniach, poproszę również przyjaciół aby uwzględnili cię w modlitwach.
Ze skrajnego monistycznego materializmu przechodzisz w skrajny fatalistyczny fideizm.
secretservice [ 21 ] - Konsul
To bardzo ryzykowne twierdzenie w obliczu kilkukilometrowej planetoidy, która na osi czasowej Ziemi spada z nieba bardzo często. Wtedy wszystkie dusze, bogów, filozofów i frytki z Maca zakrywa bezpowrotnie niepamięć.
Gdzie więc jest ta ludzka wyjątkowość? W cywilizacji? Przemienianie kupy kamieni w coś egoistycznie użytecznego, zresztą dla szkodą dla globalnego ekosystemu ma być czymś wyjątkowym? W zdolności kolonizacji? Wiele gatunków zwierząt o nieporównanie mniejszych możliwościach znakomicie skolonizowało inne ziemskie kontynenty, my jesteśmy tylko najwyższym stadium ewolucji by ziemską kolonizację pchnąć dalej, ale to wciąż nic wyjątkowego i niewielki wyróżnik na tle innych zwierząt.
Na to pytanie odpowiedział we wcześniejszym poście.
Flyby [ 120 ] - Outsider
Corded - ja pomijam (zresztą celowo) Twój "punkt wyjścia" do rozważań i krytyk (powiedzmy) filozoficznych. Używam sformułowania "życie jest przygodą", Cordedzie, w kontekście tytułu filmu "Życie jest śmiertelną chorobą...", nadając swojej wypowiedzi lżejszy, literacki wydźwięk ( sam wspomniałeś o Leśmianie ;)) Niemniej mogę, upierać się że mój indywidualny ogląd świata (Kelthuza też ;)) jak najbardziej predestynuje mnie do traktowania życia jako "czegoś wyjątkowego" (jako przygody właśnie) i to "w całości", bez rozważań nad istotą "nicości i niebytu" ;)
"Niestosowność" rozważań na temat "po co ma się dzieci", wynika z faktu moich narodzin. Akt mojego zaistnienia na tym pięknym i okrutnym zarazem świecie, w towarzystwie Cordedów, Werterów, Widzących, Belertów, Kanonów, Ahaswerów, Maziomóra ;) Libertarianek (a jakże ;)) modzeli i wielu, wielu innych, których przepraszam za pominięcie w tym wywodzie - nie byłby przecież możliwy gdyby szanowni moi rodziciele zbytnio przejmowali się antynatalizmem, absurdyzmem, pesymizmem i innymi "izmami" ;)
Twierdzenie, że życie jest przygodą wymaga umieszczenia tego życia, w systemie normatywnym, który pozwala dokonywać ocen i wartościować fenomeny. Wolałbym jednak uzyskać jakieś uzasadnienie, dlaczego to wartościowanie i podejście jest słuszne.
HUtH [ 79 ] - kolega truskawkowy
Te najbardziej rozwinięte zwierzęta też mają nieredukowalne i osobowe poczucie własnej egzystencji, choć może cię to dziwi. Na szczęście są ludzie, którzy badają i ludzkie, i zwierzęce umysły/mózgi, więc nie trzeba się uciekać tylko do takich spekulatywnych rozważań, jak to teraz czynimy... Poza tym czy ludzie tak naprawdę potrafią zrozumieć własne człowieczeństwo i ratio swojego życia? Niewiele ludzi w ogóle się nad tym głębiej zastanawia. Mają np. gotową odpowiedź w religii czy innych ideolo :)
Umiejscowiłem cogito, jako związane, jeśli się nie mylę, z rozumem spekulatywnym. Scharakteryzowałem to pole naszej aktywności intelektualnej w poprzednich postach i jest RADYKALNIE różne niż u zwierząt.
Inna perspektywa, to nie robienie sobie złudzeń, co do tego, że to co się wymyśli, jest wypadkową tego co się zadzieje w tym 'zwierzęcym' mózgu. Jednak wynik tej aktywności, jak i sama aktywność jest niesłychanie skomplikowana, ulotna, nieodgadniona i abstrakcyjna(od ciała, stada, itd.). I pomijanie tego w pojmowaniu człowieka to błąd, jednak wraz z postępem nauki(nieuniknionym, gdyż poznawanie i jak sam napisałeś, poprawianie warunków własnej egzystencji, to też ludzka rzecz) rodzą się inne pomysły na udoskonalenie człowieka, nie tak inwazyjne jak te skrajności o których wspomniałeś(a w każdym razie na obecną chwilę), oczywiście chodzi o geny, być może za jakiś czas w Chinach przez swoje badania nad inteligencją itp., urodzą się pokolenia geniuszy z udoskonalonym genotypem.
Chciałbym też zauważyć, że człowiek jest istotą społeczną i w zależności od systemu w jakim żyje(a nie jest możliwe życie poza nim), mniej lub bardziej działa na rzecz jej wielkości-celu jako środek, równocześnie prowadząc swoje życie, w którym jest celem sam dla siebie. Chyba, że jest niewolnikiem czy 'obywatelem' totalitarymu. Stąd też systemy bardziej liberalne wygrywają, bo wykorzystują spełnianie się jednostki i przekładają to na rzecz systemu. Jeśli chciałbyś żyć tylko jako cel sam w sobie, to by się skończyło ostracyzmem(no i trudno przy takim 'celowaniu' mieć dzieci)
Opierasz się na twierdzeniach, które mogły być intrygujące 150 lat temu. Sama ,,Poprawa" człowieka cały czas wymaga przyjęcia cichego założenia o jego zwierzęcości i to zwierzęcości, która nie odróżnia go od innych stworzeń. Z jednej strony piszesz o tym, że wynik rozumowania jest wynikiem działalności mózgu, aby zaraz potem, słusznie, krytycznie podejść do jego wyników. Starając się, cicho, negować jakiekolwiek inne źródło poznania. Koncepcja zezwierzęcenia musi być uwarunkowana behawioryzmem, albo psychoanalizą. Jakie były jednak wyniki przyjęcia zasad takiego sposobu badania człowieka? Sprowadzenie człowieka do samych części, oznacza unicestwienie podmiotu. Zwierzęta NIE SĄ traktowane jak podmiot i zazwyczaj nie za podmiot uznawane. Rozkład podmiotu ma rzeczy odbywa się przez uznanie, że składa się on z takich samych elementów z jakich składają się zwykłe przedmioty. Więc rozkładamy mózg wedle fizykalistycznego schematu, aby zrozumieć proces poznania. Rozpoczyna się to od usunięcia pytań dotyczących powiązań i zależności pomiędzy tym co widziane a tym co jest, więc rzeczami autonomicznymi wobec nas a treścią naszych doznań. Na tej podstawie, wysuwa się wniosek, że doznania identyfikowane przedtem jako nie zewnętrzne przestają istnieć, ale jeśli tak, to również nie ma nikogo kto mógłby je badać. Przestają istnieć, gdyż widziane są jako stany ściśle materialistyczne. Pozostają tylko rzeczy i nikogo kto może je badać, gdyż ten ktoś przestał istnieć. Przedmiot rozpatrywany jest w kategorii części z których się składa. Jednak kto więc go rozpatruje? Fizykalistyczny scjentyzm proponuje postawę wrogą nauce i nihilistyczną. Identyfikuje on poznanie jako proces chemiczno-fizyczny, zachodzący w mózgu. Owocem tego procesu jest złudzenie będące efektem wyładowania w mózgu, wiec nie ma nikogo kto mógł by być podmiotem i przedmiotem badania i nie jest to kwestia natury semantycznej. Każdy staje się worem biologicznym bezcelowym i bezsensowym, chociaż i on nie istnieje bo jest przecież złudzeniem. Nie ma żadnej osoby, żadnej możliwości oceny, żadnego smutku i radości czy poznania w ogóle.
Co do reszty to pisałem już o historiozofii progresywistycznej i nie widzę powodu dlaczego ma istnieć jakaś dystynkcja pomiędzy liberalizmem a ,,totalitaryzmem”, jeśli chodzi o teleologiczny charakter działania pojedynczej osoby.
Maziomór [ 0 ] - Pretorianin
Mógłbym odpowiedzieć na ten komentarz, ale on nie ma nic wspólnego z tematem. Większość jego treści, to w mojej ocenie, filipinka pod adresem Kościoła, pochodząca ze źródeł fizykalistycznych i oświeceniowych oraz wynikająca z nierozumienia tematu o którym się piszę. Widać to chociażby po stosowanej terminologii. Pojęcie z zakresu konkurencji i struktury rynku jest przeniesione na teren nauki Kościoła i ma objąć i wyjaśnić jej charakter
modzel18 [ 32 ] - Konsul
Ja sie zawsze zastanawiam co będzie po śmierci. Tak po prostu umrzemy i co ??? Koniec ?? Będziemy wiecznie śnić ??? Jakoś tak dziwnie szczerze powiedziawszy to odbiera. Patrz tak na świat przez okno w pokoju i myślę sobie o tych wszystkich bliskich mi osobach które już odeszły , a przecież parę chwil temu ta osoba była przy mnie i ze mną rozmawiała. Czy naprawdę istnieje "Niebo" ?? Ponoć parę osób wyszło z ciała podczas gdy nagle się obudzili i wrócili do żywych i opowiedzieli to innym. Jestem katolikiem ale mam pewne wątpliwości co do "życia po śmierci" . Dlaczego tylko ludzie mają niby dusze , czy taki pies jest w czymś gorszy ???
Tyle tylko, że zwierzęta mają mieć duszę, ale duszę osobową i wieczną ma tylko sam człowiek. Nie jest grzechem brak pewności, wystarczy być wiernym nauczaniu Kościoła.
Kanon [ 135 ] - Befsztyk nie istnieje
Zabawne, że właśnie taki imperatyw daje metafizyczny fundament, pod ów mityczny sens. Niczym kulka krążąca w misce, przy pewnej prędkości, zdaje się być w dwóch pozycjach jednocześnie. I to jest właśnie najzabawniejsze, jest i nie ma go zarazem.
Napisałem w tej wypowiedzi przecież, że oba rozwiązania historiozoficzne są bez sensu i wewnętrznie sprzeczne.
pikolo [ 68 ] - Trójka
Po to abyś żył.
Po to aby ludzie żyli.
Czyli dzieci się ma, aby człowiek żył i człowiek żyje dlatego, żeby mieć dzieci. To jest chyba błędne koło.
HUtH [ 79 ] - kolega truskawkowy
Oczywiście wiedziałem, że sobie wytłumaczysz sam dla siebie tę starożytność, wiadomo, przecież ty tam już gdzieś głęboko w głowie masz wszystkie odpowiedzi, które nie potwierdzają albo nie drążą tematu według tezy postawionej sprytnie w pytaniu. Ale mniejsza o to.
Tej wypowiedzi niestety nie rozumiem.
Przez zwrócenie uwagi na tę zwierzęcość i intelekt, chciałem zaznaczyć to jak bardzo człowiek jest specyficzną istotą, że zrodzi mu się w głowie coś takiego jak antynatalizm, czyli gatunkowe samobójstwo. Intelekt tak bardzo wychodzi ponad zwierzęcość, że np. podobni tobie ludzie z głową, jak to się mówi, w chmurach, nie potrafią nawet przyznać się do tego, że również są zwierzętami, a ci po drugiej stronie równie 'zachmurzeni' nie radząc sobie z akceptacją zwierzęcych popędów i tragizują o cierpiącym intelekcie przez zamknięcie w ciele(zwierzęcym). Obydwa przypadki to intelektualna pycha i narcyzm, tak samo ślepe, bez widzenia drogi pośrodku.
My nie jesteśmy zwierzętami - kukiełkami w rekach panteistycznego, fatalistycznego bożka-natury. Nie wydaje mi się dobre, aby redukować całego człowieka i całą jego pojedynczą osobę do samego zwierzęcia tylko. Nie twierdzę, że ludzie i zwierzęta nie mają cech wspólnych, przez które są do siebie podobne i mogą być również porównywalne. Oba podlegają i ulegają fizycznym prawą tego świata, lecz tylko człowiek stara się je zrozumieć oraz wykorzystać do poprawienia warunków swojej egzystencji. Człowiek posiada zdolność konstruowania systemów normatywnych i krytyczną samoświadomość. Człowiek posiada nieredukowalne i osobowe poczucie własnej egzystencji, dlatego jesteśmy w stanie zrozumieć swoje własne człowieczeństwo i szukać ratio swego życia. I to jest właśnie ta złota perspektywa będąca pośrodku, pomiędzy tymi dwiema, widocznymi i charakterystycznymi, wydzielonymi, woluntarystycznymi skrajnościami, które mogą zdawać się prowadzić do pychy i narcyzmu. Inna perspektywa uznaje człowieka tylko za zwykłe zwierzę, które może różnić się, tylko bardziej rozwiniętym rozumem, jednak nadal w całości zamyka swoje bytowanie w ramach przyrody poza którą nie może wykroczyć, co prowadzi do tragedii eugeniki i innych pomysłów doktrynerów, którzy uważają, że naturę tego człowieka można ulepszyć i zmodyfikować. Jeśli przyjemniej takie właśnie kryteria człowiek przestaje być pojmowany jako podmiot o niezbywalnych, przyrodzonych tylko jemu cechach. Taka postawa możne prowadzić tylko to poparcia relatywizmu i traktowania człowieka w kategorii środka do osiągnięcia celów wyznaczonych przez siły przewodnie absolutnego państwa. Jeśli człowieka można ulepszyć , albo wykorzystać jako zwykły środek, zwyczajny materiał do realizacji wyznaczonych celów i planów, to wówczas sam człowiek może zostać pojmowany jako, swego rodzaju błąd, wersja niedostateczna i również niedopracowana, którą można bezrefleksyjnie usunąć. Człowiek posiada wolną wolę i staję się człowiek właśnie przez to że te zwierzęce popędy mityguje, czego zwierzęta uczynić nie potrafią.
Bo przy nim też płaczę. On tak bardzo cierpi.
Tej wypowiedzi też nie rozumiem.
Flyby [ 120 ] - Outsider
Życie jest przygodą, wydobytą z nicości, w ramach świadomego swojego istnienia gatunku. To że duży procent "skazanych na życie" ;) (nie potrafi, nie może, nie chce) wykorzystać w pełni tej przygody, to już kwestia wyborów, przypadków, determinacji społecznych i wielu innych czynników indywidualnych. W ramach tej przygody, jak najbardziej mieści się poszukiwanie sensu życia (najlepiej swojego ;)) trzeba jednak pamiętać o uwarunkowaniach społecznych (także biologicznych, gatunkowych) fundowanych naszemu istnieniu od urodzenia. ;) Biorąc pod uwagę fakt że najwięcej uciechy mamy z wbudowanego mechanizmu przedłużania gatunku, wraz z ogromnym "serwisem", temu zjawisku towarzyszącym - stawianie pytania "po co ma się dzieci", uważam co najmniej za nie stosowne ;) Co prawda, twierdzenie "będziesz żył w swoim potomstwie", też wydaje się być niekiedy przesadzone, ale.. biologicznie rzecz ujmując, coś w tym jest ;)
Przygoda oznacza coś wyjątkowego, niezwykłego, co całkowicie odróżnia ją od postrzeganej, jako antagonistycznej, monotonności. Jeśli tak, to ta ,,przygoda" nie może obejmować życia całego, które ma być wyrwane z nicości i niebytu, którego nie ma i który jest nie do pomyślenia. Nie wiem na podstawie tego wywodu dlaczego pytania o brak potomstwa ma być niestosowne. Tak samo nie wiem czy celem życia może być poszukiwanie celu i sensu życia. Tu przychodzi mi na myśl wspaniała twórczość Leśmiana, mam tu na myśli jego znany wiersz ,,Dziewczyna".
Widzący [ 119 ] - Legend
Taki Corded powinien z wszech miar popierać "antynatalizm" (niczego sobie neologizm na miarę), albowiem jego zwolennicy jako wstrętni mu okropnie i na dodatek nijak nie mogący osiągnąć zbawienia, (gdzie tam zbawienia, nawet absolutu nie powąchają) wyginą bezdzietnie i zostaną sami sprawiedliwi i Corded oczywiście.
Natenczas zapanuje szczęśliwość powszechna i chórów śpiewanie.
Jeśli moje stanowisko odnośnie antynaturalizm było pozytywne i bym ten pogląd popierał sam musiał bym się mu poddać. Nie moja kwestią jest pozwolenie innym na osiągnięcie zbawienia. Jeśli jest to znajduje się tylko w suwerennej decyzji Boga. Pozostała cześć komentarza powiela schemat wewnątrzśrodowiskowy eschatologii. A ujmując post holistycznie jest, moim zdaniem, impertynentki i niemiły.
secretservice [ 21 ] - Konsul
Pisałem już parę razy o kłopotach w takim rozumieniu celowości naszego żywota. Jeśli ta ,,reprodukcja" ,,gatunku" (pojmowana oczywiście na sposób oświeconego scjentyzmu, czyniącego z człowieka zwierzę zniewolone na zawsze przez bożka-naturę, wedle sekularyzowanego dogmatu o predestynacji) jest celem w samym w sobie, absolutnie przypadkowym i mającym na celu przedłużenie gatunku ,,ludzkości" to sam człowiek w tej perspektywie nie ma żadnego sensu. ,,Ludzkość" to wszyscy ludzkie od początku istnienia tej ,,ludzkości" do jej końca, wedle ideologów oświecenia. Jednak po przyjęciu dogmatów ewolucjonizmu nie można już dłużnej mówić o końcu i początku człowieka i ludzkości. W takiej perspektywie wywód o ludzkości jest wewnętrznie sprzeczny. Jeśli tak, możemy tylko udać się w poszukiwaniu sensu w samym człowieku przez pryzmat ewolucjonizmu. Jeśli wykluczamy siłę stwórczą to z konieczności rzeczywistość materialna musiała istnieć zawsze. Jeśli całość świata to rzeczywistość materialna to ta rzeczywistość nie mogła by powstać sama z siebie wedle praw, które stanowią jej niezbywalną cześć. Ta rzeczywistość nie mogła by przekroczyć swojej własnej granicy aby powołać siebie do życia. Jeśli zaś przyjmujemy tezę o wiecznej materii to zmiany w ramach ,,ewolucji" mają zazwyczaj charakter przypadkowy, spontaniczny, czyli nie mają celu jak i sensu. Sam gatunek nie ma więc żadnego celu.
50% populacji nigdy nie urodziła i nie urodzi dzieci (mężczyźni)
Ciekawe, nie traktuj tego jako brak kurtuazji z mojej strony, ale masz jakieś źródło którym mógłbyś poprzeć taką tezę?
fakt, że większa cześć ludzi w historii zmarła jeszcze za młodu, ale dziś proporcje się chyba trochę zmieniły.
Radanos [ 60 ] - PUA
W całym założeniu Ty i omawiana ideologia popełniacie kilka podstawowych błędów. Szczęście to nie jest radość. Szczęście nie ma nic wspólnego z nią. Wielu ludzi, odczuwając radość albo inna pozytywna emocje, mówi że są szczęśliwi. A to nie prawda, bo to wciąż tylko radość. Szczęście to świadomość i akceptacja emocji, oraz świata takimi, jakimi są bez podążania za nimi. Jeśli odczuwasz coś pozytywnego, to nie ekscytujesz się jak jest świetnie. Oczywiście pozwalasz sobie to czuć, ale jesteś świadomy skąd to się wzięło i jak to działa. Identycznie w drugą stronę. Możesz odczuwać złość, smutek i gorycz, i jednocześnie być szczęśliwym. Cała magia polega na tym, żeby nie iść za emocjami, a obserwować co się dzieje.
Druga sprawa taka, że życie nie potrzebuje żadnego specjalnie nazywanego sensu. Życie jest sensem samym w sobie. Dlaczego mielibyśmy potrzebować czegokolwiek więcej?
To jest interpretacja szczęścia dokonana wedle kogo? Sensem życia nie może być życie samo. Sens oznacza znaczenie albo cel. Poszukujemy znaczenia albo celu, więc mamy taką potrzebę, która ma zaspokoić ten brak. Cel to spełnienie czegoś, czego jeszcze nie ma a czego brak czujemy. Więc celem i sensem życia nie może być życie samo.
Z kolei płodzenie dzieci wynika z naszego instynktu, tak jak u każdego innego zwierzęcia - trzeba przedłużyć gatunek, przekazać geny dalej. I tyle.
Widzę radykalną różnicę między człowiekiem a resztą istnienia na tym świecie i w przeciwieństwie do nich nie kieruje się tylko intuicją, ale pragnę rzeczowych wyjaśnień i ratio dla swoich działań.
Życie jest świetne, jest piękne, jest super. Dziękuje rodzicom, przodkom i Bogu, że mam możliwość egzystencji. Ale w pełni poznasz jego smak dopiero, kiedy pozbędziesz się oczekiwań.
Nie rozumiem. Dlaczego? Pesymista odpowie, że życie jest puste, nikłe i bez sensu, a każde inne działanie to okłamywanie siebie przez tworzenie iluzji.
mich83 [ 80 ] - Konsul
To jest tylko kwestia wyznania. Zaufania pokładanego w Bogu lub wiary scjentystycznej, więc przekonania o nieograniczonych możliwościach poznawczych ludzkiego rozumu, który rozwiąże wszystkie możliwe problemy. Ostateczny etap to koniec dziejów. Jednak jeśli śwat i historia mają mieć wymiar czysto materialny to rozpatrywanie ich końca, mając na celu przyszłe zbawienie nie ma sensu. Człowiek nie zostanie zbawiony, tylko ubóstwi sam siebie.
HUtH [ 79 ] - kolega truskawkowy
Antynatalizm istniał oczywiście przed oświeceniem, ale miał wtedy sankcję religijną w wydaniu klasycznym (Teraz w postośwceniowym), obecnie swój początek wywodzi od założenia obecności ,,ludzkości” i dopatrywania się w ramach doczesnych rzeczy uniwersalnych poza taką doczesność wychodzących, choć sama perspektywa czegoś poza nią została odrzucona. Prawda, że antynatalizm może się jawić jako bunt przeciwko zezwierzęceniu i jako owoc refleksji. Sam jednak traktuje człowieka jako zwierzę właśnie biorąc za jedyne wytyczne własne emocje, empatię i wstręt. Problem jest taki, że wówczas trudno zweryfikować te emocje za pomocą samych tych emocji tylko. Jasne, że emocje są częścią naszej natury, są one jednak na tyle subiektywne i indywidualne, że ustanawianie z nich głównego kryterium naszych rozpatrywań jest co najmniej wątpliwe.
Ponadto muszę, bez żałośliwości, przyznać, że twoje uzasadnienie, więc wypowiedz mająca potwierdzić słuszność jakiej tezy, tu chodzi o negację antynatalizmu mnie nie satysfakcjonuje. Napisałeś, że dotyka ludzi, którzy za dużo myślą. W jaki jednak intensywność samego wysiłku intelektualnego ma wpływać na prawomocność głoszonych tez? Jeśli chcesz podać w wątpliwość antynatalizm zrób to proszę inną drogą. :) A tak nawiasem mówiąc o cię odrzuca w Kelthuzie? :D
Belert [ 111 ] - Legend
Wybacz, ale z twojej strony nie widzę żadnych przemawiających do mnie argumentów, tylko ustosunkowanie się do potencjalnych efektów takich rozważań a nie do stawianych tez.
Maziomór [ 0 ] - Pretorianin
Przykro mi. Dlaczego po któryś spotyka mnie złośliwość z twojej strony? Złośliwość nie wiadomo czy uzasadniona? Ustosunkowałem się do twierdzeń o sensie życia w perspektywie życia samego a wypowiedzi mające swoje źródło w nurcie scjentystycznego fizykalizmu, tutaj również ujmowanego jako to co umożliwia zbawienie w typowej eschatologii postośweceniowej mnie nie przekonuje. Jest to scjentystyczny pogląd o zasadniczej jedności metody. Wtedy jednak trzeba by zaakceptować twierdznie, że ta metoda jest pozbawiona jakichkolwiek pomyłek i niekonsekwencji. Taki schemat gnostyckiego zbawienia zaistniał jednak dopiero w pełni pod koniec XIX wieku, uwzględniając wszystkie wymienione przez ciebie jego elementy.
Mastyl [ 125 ] - Legend
Słuszna uwaga
Garret Rendellson [ 64 ] - Legend
No pewnie, antynataliści zakładają, że każdy powinien powstrzymać się od płodzenia dzieci i przyjąć ich zapatrywanie na ludzki los który jest destrukcyjny i pesymistyczny. Niestety uważają oni, że każde ,,zakotwiczenie” jest oszukiwaniem siebie i hipokryzją, choć większość ludzi ma po prostu wolę życia i żyć chce. Antynatalistyczne zapatrywanie ma charakter emocjonalny, gdyż uważają oni, że przy akceptacji konstatacji, że życie jest paradoksem i przepadkiem pozbawionym sensu i sprawiedliwości jedynym wyjściem jest postawa autodestrukcyjna. Trzeba zauważyć, że antynatalizm jest poglądem tylko i wydaje mi się, że jego los jest taki jak wszystkich systemów monistycznych albo odrzucających rozum spekulatywny. Opiera się na uogólnieniu i tautologii i pod przykrywką tezy stawia w rzeczywistości definicję. Choć może się mylę? Ostatecznie końcowego rozrachunku w duchu eudajmonistycznych można dokonać tylko przed śmiercią. Nie ma czegoś takiego, że człowiek może ocenić swoje życie zanim zacznie żyć i w ogóle ocenianie niebytu, nie ma żadnego sensu. Jeśli nasza ocena jest taka, że system mający posiadać sens a mówiący o braku sensu sam nie ma sensu, pozostaje jego porzucenie i powrót do bios theoretikos wedle Arystotelesa.
Ahaswer [ 22 ] - Generał
Nigdzie nie napisałem, że jestem wyznawcą antynatalizmu. Nawet jeśli bym był, to dlaczego nihilizm egzystencjalny miałby powodować nihilizm absolutny? Są ludzie, którzy zajmują takie Stanowsko, choć nie uważam aby było ono właściwe.
Oświecanie nie ma nic wspólnego z antynatalizmem? Skrytykowałem przecież niektóre argumenty przemawijające za antynatalizmemi i podałem go samego w wątpliwość. Oświecenie to religia wewnątrzświatowa, ideologia, która wypracowała swoją własną wrogą człowiekowi antropologię i historiozofię. Model natury człowieka z którego późniejsi myśliciele uczynili jednostkę CAŁKOWICIE irracjonalną i zezwierzęconą. Wolter, Russo, Saint-simon i ich ,,oświeceni” epigoni w duchu postępu stworzyli bazę dla wszystkich systemów totalitarnych. Przyjęto zasadę, że wypracowanie pewnego modelu polityczno-gospodarczego i następnie ścisłe realizowanie jego poleceń doprowadzi ludzi do raju na ziemi. To jest właśnie ten postęp i szacunek. Ale co jeśli raju nie widać po gorliwym działaniu na rzecz nowego porządku? Pozostaje eksterminacja i prześladowanie tych, którzy wedle ,,awangardy" stoją na przeciw postępowi. Eksterminacja i prześladowania to efekty mówienia o ,,doskonaleniu" człowieka. Wystarczy poczytać Condorcet'a i zobaczyć jaką jawną zniewagę, impertynencję i szyderstwo stosują niektórzy pisarze oświeceniowi wobec swoich oponentów w walce z ciemnotą i zacofaniem. Zastąpienie szubienic przez komory gazowe było jak najbardziej zgodne z historiozofią progresywizmu stworzoną przez Turgota i Comte’a. Odrzucenie perspektywy historii świętej wymagało znalezienia nowego sensu w perspektywie materialistycznego monizmu. Immanentyzacja eschatonu i tworzenie zdeifikowanych podmiotów zbiorowych mających zapewnić sens to oświecenie właśnie. Wychodząc jednak z perspektywy aburdyzmu i pesymizmu, niektórzy zrozumieli daremność takich prób, nadal jednak przyjmowano założenia materialistycznego monizmu, Antynatalizm to implikacja z założeń oświecenia, uboższa o sens, więc pozostaje jej tylko russeańska i postoświeceniowa etyka mająca cierpienie i emocje, stany i nastroje ludzkie oraz materialistyczną ,,bazę” za wystarczające do głoszenia sądów na temat moralności. Sensu więc nie ma w ramach tego systemu a wnioski z etyki oświeceniowej nadal afirmują uczucia jako umożliwiające aksjologię i wartościowanie. Jest to dopełnienie tego systemu. Efektem jest antynatalizm albo samobójstwo.
Zastanawia mnie obraz ludzkiego losu i sensu naszej kruchej egzystencji w perspektywie nadchodzącego, nieuniknionego końca – śmierci, która spotka nas wszystkich. Do założenia wątku mnie zainspirowały mnie filmy Kelthuza, a właściwe jego antynatalistyczne, nihilistyczne kawałki (Oczywiście w ujęciu egzystencjalnym) Mam świadomość, że pytanie postawione w wątku wskazuje na jakąś reifikacje dzieci, oczywiście nie to miałem na myśli. Wydaje mi się, że człowiek nie może służyć jako środek do realizacji jakiś celów, gdyż stanowi cel sam w sobie, celem ludzkiego życia jest drugi człowiek.
Polecam dla klimatu odsłuchać. Załapiecie może klimat pesymizmu.
https://www.youtube.com/watch?v=O_-6uNH3YA4&index=1&list=PL4PasUJHvKU8IV1xougJyQKCPfpz2H4HJ
https://www.youtube.com/watch?v=gP-rHoBDsmw
Przechodząc do antynatalizmu, jest to nurt myślowi postulujący ograniczenie przyrostu naturalnego a jeśli ukazać go w związku z absurdyzmem i nihilizmem zakłada on, że nie ma sensu w ogóle rodzić dzieci i przedłużać naszego ,,gatunku” ze względu na absurd naszej egzystencji.
Postaram się teraz do ująć naszą własną samoświadomości w perspektywie klasycznej i tej z której wynikają wytyczne antynatalizmu. Człowiek dostrzega różnicę między sobą a resztą stworzenia. Potrzebuje on sensu i celu dla swojej egzystencji. Poczucie siebie, ośrodek pewności, miejsce styczności z rzeczywistością i bytami nas przekraczającymi określane jako cogito. Ta odmienność może być postrzegana jako podarunek, jako wywyższenie od reszty wszelkich ziemskich istnień, ukazujące transcendentne przeznaczenie człowieka. Ale czy tak jest na pewno?
Peter Zapffe uważał, że nie. Ten norweski, bezdzietny filozof uważał, że ta świadomość sytuuje nas w pozycje o wiele gorszej niż zwierzęta. Mamy świadomość, zdolność abstrakcyjnego i krytycznego myślenia, potrafimy myśleć i dostosowywać rzeczywistość do naszych potrzeb, przekształcając ją wedle swych wymagań. Ale poza potrzebami wynikającymi z konieczności zapewnienia nam fizycznego bytowania rozum i świadomość implikują również poszukiwane sensu, ratio dla naszego życia. Mamy potrzeby duchowe, ale kto tak naprawdę czuje się w pełni szczęśliwi i samospełniony? Kto nie ma obaw i wątpliwości? Poszukujemy sensu i nie znajdujemy go. W takiej perspektywie samoświadomość jest naszą tragedią, posiadamy to co utrudnia nam życie. Świadomość, percypowanie dziejów i losów innych ludzi, jednak nie znajduje odpowiedzi na pytania konieczne dla znalezienia sensu. Posiadamy egzystencjalny lęk będący jedyną, właściwą, bazą naszej egzystencji w świecie wiecznej entropii i cierpienia.
Dlaczego jednak trwamy? Dlaczego według Zapffego nie rozumiemy braku sensu naszego życia? Nazywał on to ,,zakotwiczeniem”. Ludzie rodzą się i umierają w określonym porządku kulturowym, poddani internalizacji, trwają często nawet nie myśląc po co. Realizują te same schematy co ich rówieśnicy. Dojrzewają, uczą się, rodzą dzieci, pracują i umierają. ,,Zakotwiczenie” polega na tworzeniu punktów sensów dających nam możliwość odsunięcia wizji braku rzeczywistego sensu i nadchodzącego końca.
Co jest wedle antynatalizmu rozwiązaniem tych problemów? Nie rodzenie dzieci. Rodząc powołuje się na świat wiele niepotrzebnego cierpienia, które nie może być zrównoważone przez efemeryczne stany szczęścia. Wojny, głód, choroby genetyczne, cierpienie, wypadki, traumy, samobójstwa. Dlaczego potencjalni rodzice podjęli decyzje aby sprowadzić dzieci na ten świat?
Pozwolę sobie dodać parę uwag od siebie. Oczywistym jest, że głównym założeniem determinującym takie poglądy jest przyjęcie założenia o tym, że to warunki monistycznego materializmu determinują ten świat. W takiej perspektywie rzeczywiście trudno odnaleźć jakiś sens. Jeśli oszukujemy sensu życia to znaczy, że mamy taką potrzebę, gdyż tego sensu jest brak. Jednak wówczas celem egzystencji i życia nie może być samo tylko życie , ale coś usytułowane poza życiem. Inaczej życie pozostaje tylko absurdem dla człowieka i jedyną opcją jest samobójstwo, albo nie przyjście na ten świat.
Pojawia się jednak jeszcze inne zagadnienie. Samego aspektu narodzin i stosunku antynatalizmu do tego zagadnienia. Oczywiście narodziny są rzeczą złą, gdyż oznaczają przyjście na świat człowieka, który poza bólem egzystencjalnym może również doświadczyć bólu fizycznego. Jednak ..może” właśnie doświadczyć. Argumentacja jest następująca człowiek który ,,nie istnieje” nie cierpi co jest dobre i nie doznaje przyjemności, co nie jest złe. Człowiek narodzony doznaje bólu, co jest złe i doznaje szczęścia co jest dobre. Z takiego schematu można by wywnioskować, że lepiej jest się nie urodzić. Pojawia się jednak problem, gdyż przypisujemy pewne atrybuty człowiekowi, który ,,nie istnieje”. Ponadto zdają się to być właściwości zbliżone, brak szczęścia egzystuje razem z brakiem cierpienia i w rzeczywistości oba stany są tym samym. Przypisuje się więc jakieś wartości stanowi, któremu wartości przypisać, zdaje się, nie można. Ponadto patrząc na życie z punktu widzenia eudajmonistycznego ostatecznego rozrachunku doznanego szczęścia i cierpienia można by tylko przeprowadzić na łożu śmierci.
Wydaje mi się, że cały antynatalizm wywodzi się z antropologii oświeceniowej, która za mierniki wartości obiera sobie ,,współczucie” i ,,cierpienie”, ogólnie więc sprowadza ni jako człowieka do poziomu zwierzęcia, jeśli chodzi o główne bodźce, twierdząc, że najbardziej wpływają na nas stany emocjonalne. Monizm materialistyczny, twierdzenie, że życie nie ma sensu i eudajmonizm wydają się skutkować poglądem antynatalistycznym. Est to antropologia inna niż chrześcijańska, która mówi o tym każde zło w świecie jest zachętą do tego, aby czynić jeszcze więcej dobra i zło zwyciężać dobrem. W końca większa ma być radość z jednego, który się nawraca niż ze stu sprawiedliwych.
Co o tym myślicie? Dlaczego ma się dzieci? Czy moja uwaga, że antynatalizm jest wynikiem antropologii oświeceniowej jest słuszna? Jak można uzasadnić stanowisko nie antynatalistyczne? Trudno mi nie ukryć tego, że czuję się przygnębiony tym co przeczytałem.
Yari [ 108 ] - Juventino
Racja. Choć czasami trudno powiedzieć, przynajmniej mnie, czy idą krokiem defiladowym. Czasami żołnierze unoszą swoje nogi wyżej, a na niektórych uroczystościach idą zwykłym krokiem. Ogólne wrażenie niestety często budzi politowanie. Nie jest to winna żołnierzy oczywiście, musztra i przygotowania do defilady są bardzo wymagające. Na starych filmach też widać różnicę w defiladach. Na pierwszych filmie Niemcy nie unoszą nóg tak wysoko jak ci na drugim. Choć pierwszy film jest z 1914 a drugi to fragment parady w Norymberdze z 1934.
https://www.youtube.com/watch?v=81_RzwFJxF0
http://youtu.be/68lO7n6EhDs?t=1m27s
Liczę na jakąś merytoryczną analizę. Rozumiem twoją reakcję, ale nie zakładałem tego wątku z myślą o polonofobii i polakożerstwie.
**ja** [ 0 ] - Centurion
Chyba się rozumiemy. :) Chociaż czy nasze wojsko w Afganistanie nie miało swoich powodów żeby nie mieć pasów?
Od czasu do czasu, przy okazji, oglądam nagrania pokazujące defilady naszego wojska. Mam świadomość, że po hekatombie II wojny pewne tradycje sprzyjające militaryzmowi zostały zniesione. Choć głownie dotyczy to Niemiec, a właściwie RFN-u gdzie pruski ,Stechschritt" po wojnie był identyfikowany z niechlubną przeszłością. Wracając do naszych defilad, bez względu na to jak ładnie prezentują się nasi chłopcy, wygląda to dość anemicznie i bezbarwnie. Trzech, czterech ludzi w szeregu? W ogóle tak wygląda większość defilad w Okcydencie. Oczywiście armia jest po to aby walczyć, co niektórzy uważają za dostateczny argument za tym, aby krok defiladowy, jako element musztry znieść w całości. Wracając do początku, dlaczego krok defiladowy uległ zmianie, na przykład w Polsce? Czy ma to jakieś pragmatyczne fundamenty? Przede wszystkim widać różnicę w wysokości na którą wyrzuca się nogi i szybkość samego marszu. Porównajcie sobie te dwa filmy:
http://youtu.be/hvRy2vZf0Vk?t=25s
https://www.youtube.com/watch?v=FZf2GQ5n4B0
Moim zdaniem marsz na pierwszym wygląda zdecydowania lepiej niż na drugim, współczesnym.
Obecnie najpopularniejsza jest chyba Biblia Tysiąclecia. Nowy przekład, dużo odnośników, tłumaczenie pojęć i wykładnia kontekstu itp. Obecnie mamy piątą rewizję z 1999. Biblia Tysiąclecia jest tłumaczeniem oficjalnie stosowanym w liturgii od czasów II Soboru Watykańskiego. Zastąpiła tym samym używaną dotychczas często biblię Księdza Wujka, która z kolej bazowała na średniowiecznej, Wulgacie Świętego Hieronima - Ta była pisana oczywiście łaciną. W Kościele zaczęła ona zastępować starszy, grecki przekład - Septuagintę (Obejmującą stary testament), chociaż nadal pozostała ona powszechną wersją Pisma na Wschodzie. Ponadto dobry komentarz do Pisma stanowią ,,Rozmowy o Biblii" Anny Świderkówny.
Czy warto przeczytać? Tak, choć nie wiem, czy można tak po prostu ,,przeczytać".
JÓZEK2 [ 60 ] - Generał
[8] "...że książki to czyjaś bajka a Biblia ma odpowiedzi na wszystkie pytania..." ??!! Zaprawdę powiadasz nam i wierzysz w to, co napisałeś ??
Świat ma wiedzę, ale nie ma mądrości. Właściwe użycie wiedzy nie jest możliwe bez mądrości i sama wiedza bez akceptacji mądrości obecna być nie może.
Jaką mysz byście polecili? Do tej pory byłem dość zadowolonym posiadaczem A4Tech X-750F. Przez lata działała bez zarzutu, ale ostatni coś się w niej psuje (dziwna reakcja przy przytrzymywaniu LPM-u). Interesuje mnie coś taniego, najlepiej, nie więcej niż 200 zł. Oczywiście przy takiej cenie nie mieszczą się raczej ciężarki, 20 przycisków itp. Cena poprzedniej myszki również nie była wygórowana. Z góry dzięki wszystkim za odpowiedź.
Czy ,,istnieje" ,,życie" po ,,śmierci" ? A dlaczego nie pytać się czy istnieje śmierć po życiu? :D
Serio? :) Włączanie kompa następuje (u mnie) często z kwestii czysto pragmatycznych. Żeglarstwo to raczej pasja, hobby. Mam na myśli bakcyl w tym sensie. Co niektórych ciągnie na morze?
Na tym, że po wszystkim zapiszesz się na kurs żeglarski kończący się egzaminem patentowym i zaczniesz zbierać na jacht.
Z pewnością jest to konsekwencja ,,zarażenia się" tym bakcylem żeglarstwa i zwieńczenie tego zainteresowania, zwieńczenie przynajmniej na dość podstawowym stopniu. Czym jest jednak sam bakcyl? Jaka siła posiądzie człowieka i skłoni do takiego działania?
PrzemoDZ [ 81 ] - Legend
Poza tym- jeśli to pierwszy taki wypad pod żagle, to i tak warto zaryzykować- a nuż złapiesz żeglarskiego bakcyla.
Byłem kiedyś na statkach, ale to promy i wycieczkowce, więc pewnie bez porównania.
Na czym polega ten ,,żeglarski bakcyl"?
Dryf Wiatrów Zachodnich [ 80 ] - Generał
Tak zapytam z ciekawosci - czy na taka wyprawe na jacht, wzglednie na splyw kajakowy jest sens aby wybierala sie osoba ktora kompletnie nie umie plywac?
Naturalnie przy zalozeniu ze caly czas bylaby w kapoku.
W takiej sytuacji najważniejsze jest zaufanie wobec tej kamizelki właśnie. Nie spotkałem się z ludźmi, którzy byli na spływie i nie potrafili pływać. Raczej będzie gorzej, kiedy ktoś umie pływać i płynie kajakiem bez kapoku. Słyszy się, że tacy często idą na dno.
b212 [ 15 ] - Konsul
Jak jest kilka osób to koszty się ładnie dzielą.
A co do Mazur - prawda to, że za ciężkiej komuny było tam mniej ludzi niż dziś? Czy jest właśnie na odwrót?
Aha, czyli groza północy i lekka idylla południa
Cyklady to co innego. To jest spokój, piękno, wolność i swoboda.
Pewnie spędzenie wolnego czasu uatrakcyjnia dobre towarzystwo, ale czy nigdy na statku nie doskwiera nuda? Czy są tam warunki aby czytać książki?
Albo czy przebywanie na jachcie i rejs można porównać do jakiejś sytuacji w Polsce na lądzie?
Czyli ekipa i atmosfera - jacht = ? Choć może jest to coś na tyle wyjątkowego, że nie da się z niczym zestawić?
Co więcej, 2 tygodnie to trochę długo...
Więc taki czas na jachcie pozwala sobie uzmysłowiać swoją nikłość wobec żywiołu? Nawet tego niewzburzonego? Rozumiem co mógłbym stracić jeśli nie pojadę, ale co zyskam jadąc? Czy taki rejs daje człowiekowi jakieś ważne doświadczenia? Czy dla niektórych to może być początek jakiejś pasji?
graf_0 [ 106 ] - Nożownik
Tak, Cyklady.
Bierz sprzęt do nurkowania - jak nie masz, to w dekatlonie za grosze. Bierz tyle sprzętu foto ile uniesiesz i miłej zabawy.
Dzięki
MiniWm [ 128 ] - PeaceMaker
Chyba nie. 8-12 metrów... 33 stopy? 10m? Nie wiem czy to dużo, gdyż nie znam się na tym. Ale widząc statek Abramowicza raczej nie. :)
HUtH [ 77 ] - kolega truskawkowy
Rozbawiłeś mnie. :D Swoja drogą, skąd założenie, że jedyną alternatywą jest ,,wydychanie spalin".
graf_0 [ 106 ] - Nożownik
Nieznajomy, ale znowu nie tacy obcy. :p Bardziej znajomi niż nieznajomi, choć w sumie ich nie znam.
Ale sama okolica, regularna zmiana portów i wysp na których nocujesz - wypas!
My podobno nocować na jachcie. Co jest ciekawego w zmianie portów itp.?
Mam propozycję wyjazdu na jacht (2 tygodnie, Grecja) i nie wiem jak się do tego ustosunkować.
Czy na jachcie jest skwar? I czy od nieznajomych ludzi na morzu można dowiedzieć się czegoś ciekawego? Czy jedzenie na wyspach jest godne uwagi?
Maziomór [ 0 ] - Junior
I jeszcze dodam: wiara jest dlatego wiarą, że nie potrzebuje potwierdzeń. Po to powtarzasz: "wierzę w jednego Boga, stworzyciela Nieba i Ziemi...", aby zadeklarować brak wątpliwości i nie oczekiwać potwierdzeń. Tych bowiem nie znajdziesz, tak ten świat został stworzony, jeśli stworzony faktycznie przez kogoś został. Cała więc ta otoczka mistycyzmu, której elementem są dla mnie egzorcyzmy, jest swego rodzaju policzkiem w twarz głównym jej założeniom. Jest też czymś w rodzaju folkloru, zbudowanego wokół tego co istotne. Akceptowanego nawet przez Kościół, który rozumie naturę prostych umysłów i ich potrzebę poszukiwań. Sądzę, że dla większości światłych umysłów Kościoła czymś w formie alegorii, lub wręcz kompromisem . Ale nawet to zrozumienie kształtowało się na przełomie dziejów - dziś na przykład dawno już nie czci się oficjalnie relikwii, a kiedyś był to ważny element religijnego mistycyzmu. Ciekawe jest to, że główne przełomy w tych sprawach były związane z rozwojem przekazu medialnego, jak na przykład zbieżność w czasie Reformacji i wynalezienia ruchomej czcionki. Nie wiem więc czemu mieszasz mój niesmak na opowieść rodem ze zbiorku taniego horroru i wiarę religijną. Chyba dla draki.
Wiara nie potrzebuje dowodów. Jeśli mówiąc o potwierdzeniu masz na myśli uzasadnienie to jest ono wymagane, aby potwierdzić dane tezy. Aby je znaleźć wystarczy zaufać. Tak samo jak ufa się sobie. Wiem, że w ramach progresywizmu ,,egzorcyzm" to przestarzała forma ,,manipulowana rzeczywistość". W czasach ,,odczarowywania" nie ma miejsca na egzorcyzm, tylko na inne ,,nowoczesne" rytuały totalnej polityki. Egzorcyzm to nic innego jak posługa właśnie, wypędzanie złego. Wszelkiej maści nominalistyczni heretycki mogą widzieć alegorię nawet w eucharystii. Tam wygania się zło a tu przyjmuje się Chrystusa. Mistycyzm jest czymś właściwym setnej części promila wszystkich ludzi. Nie ma mistycyzmu w tak jasnej obrzędowości i rytuałach jak egzorcyzm albo msza. Mistycznym to BEZPOŚREDNI kontakt z Bogiem, on nie wymaga pośredniczenia. Nie wiadomo jednak czy wówczas rzeczywiście nawiązuje się wież z Panem czy z Diabłem, dlatego jest to coś niepewnego i potencjalnie podejrzanego. Przekaz ,,medialny" w XVI wieku? Serio? Właśnie czasy herezji luterskiej i wszelkie jej następstwo to okres różnych fetyszy i egotycznych kultów. Kult relikwii z natury rzeczy nie mógł być elementem mistycyzmu.
Obecnie wiec w epoce duchowego konsumpcjonizmu opętanie może mieć różne źródła. Wszelkie nowe formy ,,duchowości" są tolerowane i nawet adorowane. Co nie zmienia tego, że te synkretyczne kulty dostosowane do naszego ,,supermarketu" mają tyle samo sensu co fantasmagorie Himmlera. Aktywność duchowa niezwiązana z konkretną religią, wyrwana z jakiegokolwiek kontekstu i niezakorzeniona w niczym jest niebezpieczna.
PRL wersja 2.0 (III RP) jest państwem niepodległym, ale nie suwerennym, jeśli przez suwerenność rozumie niezawisłość i immunizowanie wpływów innych państw na politykę lokalnej władzy. Takiej suwerenności zewnętrznej wyrzekliśmy się dawno w ramach historiozofii progresywizmu i postępu. A zresztą nie ma co mówić o suwerenności politycznej, skoro obecną politykę gospodarczą naszego rządu i ogóle wszystkich rządów od końca PRL można scharakteryzować jako gospodarczy neokolonializm (Również oceniani przez współczesnych mesjaszy politycznych jako ,,konieczność dziejowa"). Polska jest żerowiskiem dla struktur mafijnych, postsbeckich, które okupują pozostałości polskiego przemysłu i jakichkolwiek usług. Do roboty towarzysze! Produkować palety i sadzić jabłonie! Polska 20 potęgą gospodarczą świata!
Maziomir [ gry online level: 40 - Yeti ]
Corded - ty jesteś ortodoksyjnym fundamentalistą religijnym. I przy okazji obawą, że możesz naznaczyć jakieś małe istnienia swoją chorobą. Przerażające jest to, że leczyć cię, to jak przykrywać pożar pokrowcem na czajnik w nadziei, że zagotujesz wodę na herbatę.
Wybacz, ale nigdy nie dałem żadnego przykładu swojego ,,ortodoksyjnego fundamentalizmu religijnego", jeśli masz mnie za wyznawcę chrześcijaństwa łacińskiego (więc ortodoksyjnego) to wiedz, że nie mogę być fundamentalistą. Ponadto przykro mi się robi, kiedy, ni stąd ni zowąd, pojawia się ktoś i zaczyna mi insynuować różne dziwne rzeczy. Pisząc jako Corded nigdy ciebie nie obraziłem i nie zamierzam. Dałem temu zresztą wyraz w takich wątkach jak tutaj:
https://www.gry-online.pl/forum/ateisci-i-katolicy-ale-bardzo-kulturalnie-i-bez-obrazania/z6c3c751 (Ateiści i Katolicy ... ale bardzo kulturalnie i bez obrażania.)
Wyrażam szczerą nadzieję, że ty, obdarzony dobrą wolą zakończysz te niemiłe dezynwoltury, wymierzone w moją skromną osobę. Aktualne to przecież właśnie ty dajesz wyraz złośliwości wyrzucają te wszystkie kalumnie. Liczę na pozbawione dysforii porozumienie.
Jestem tomistą i interesuję się filozofią a to, że używam takim terminów w żaden sposób nie determinuje moich zdolności intelektualnych. :)
bizon1807 [ gry online level: 3 - Generał ]
Co ,,wat"? :) Używam pojęć i terminów stosownych do podejmowanych tematów, ale kiedy widzę coś takiego, bez problemu, mogę określić zajmowane przez interlokutorów stanowiska i implikacje płynące z tautologicznych immanentnych założeń (w stosunku do historiozofii, bo jest to historiozofia), które wydaja się być tak bardzo ostensywne, ale wydają się właśnie. W rzeczywistości powstałe są na bazie jakiegoś intuicyjnego i woluntarystycznego obrazu świata.
vide:
bizon1807 [ gry online level: 3 - Generał ]
A jak udowodnisz ślady na tej skamieniałości tyranozaura i człowieka?
Yyy...bo to pewnie kolejny przekręt żeby człowiek uwierzył w boga?? Zresztą powstała nawet książka z tymi wszystkimi nawymyślanymi bzdetami....zaraz, jak ona się nazywała...a tak, biblia -_-
Edit
Niedźwiedzie grizzly były genialne. :D Może nie niedźwiedzie grizzly (to była jego pomyłka), ale sam wywód był dość intrygujący...
Widzę, że nadchodzi kolejna dysputa w ramach konfliktu, pomiędzy wyznawcami heretyckiego świeckiego kreacjonizmu powstałego na bazie protestanckiej zasady sola scriptura a wyznawcami fizykalistyczno-scjentystycznego ewolucjonizmu.
Friedman? Friedman może nie, ale czy ta ,,szkoła austriacka" razem z Misesami i Haykami nie jest tak naprawdę jakaś szkołą, która wywodzi się prosto od Marksa i tylko na płaszczyźnie immanentnych wojen ideologicznych można uznać Marksa i ,,Austriaków" za skrajnie antagonistycznych?
Mastyl [ gry online level: 122 - Legend ]
Korwin już był w sejmie, i to przysłużył się przed nocą długich teczek.
:D
Attyla_bis [ gry online level: 33 - Konsul ]
A zwolennikom/wyznawcom JKM gratuluję udanego głosowania :) Miejmy nadzieję, że wpłynie to na zatrzymanie tej fali nienawiści lejącej się z ekranów telewizorów każdego dnia nie tylko wobec JKM ale wobec wszysktich, którzy mają krytyczne stanowisko wobec ideologii neoliberalnych różnego rodzaju.
Prawda, nienawiść winna być zatrzymana.
Patrzę na obrazek w 190 poście i mam parę pytań. Czy Ruscy mają odpowiednią ilość prowincji i czy na mapie nie jest za dużo Turków? Mam na myśli czy takie rozłożenie i przyporządkowanie prowincji nie wpłynie żle na balans rozgrywki. Zdaję sobie sprawię z tego, że mapa i silnik stawia pewne ograniczenia.
Edit
Na ile tur przewidywania jest kampania? Swoją droga jestem pod wrażeniem prac i chylę czoła przed autorami.
W moim przekonaniu gender to posunięta ad absurdum teoria "czystego rozumu". Zresztą wyraźnie to widać, gdy zapytać wyznawców tych bredni o podstawy ich fanatycznej wiary.
Attylo, masz na myśli, że feminizm to wiara pochodząca z sensualizmu?
1. Wiadomo nam, że kiedyś w społeczeństwach Europejskich istniał podział władzy i reprezentacji społeczeństwa na ziemską, czasową i immanentną oraz drugą będącą tym co ograniczało pierwszą od totalizacji życia społeczeństwa, przez uwewnątrzświatowienie wszystkich sensów. Wiemy również, że ten schemat w swojej integralności prowadził człowieka do prawdziwego, chrześcijańskiego eschatonu - nie godził się na jego absurdalną immanetyzację. Od czasów Lutra środek ciężkości i skupienia wysiłku intelektualnego przesuwa się na jednostkę, jej pychę i emocję a w epoce oświecenia (zaciemnienia) zstępuje ze środkami, które według ,,oświeconych" zdają się być uzbrojone aby wyposażyć perspektywę materialistycznego monizmu w swoiste treści soteriologiczne. Uwolnione zostały bestialstwa i spustoszenia. którym końca nie widać.
Dziś w takim środowisku egzystuje człowiek. Czasami nawet, w najbardziej radykalnej formie deifikacji samego siebie, która jest konieczna z uwagi na to, że Stwórca jest strącony ze swojego normalnego miejsca dochodzi do sytuacji, w której ujawniają się prawdziwe nihilistyczne pokłady tej wewnątrzświatowej wiary - istota ludzka ciąży do anihilacji samej siebie, aby zaistnieć w ubóstwionym podmiocie zbiorowym. Jako jednak, że taki podmiot to jakaś dziwna forma umiejscowienia nośnika sensu we świecie samym w sobie, wytworzona w takiej a nie innej formie tylko, ze względów kosmetycznych nie ma ona racji bytu.
Jasno stwierdzić możemy, że nasze wysiłki nie powinny być uwarunkowane przez pryzmat ziemski, lecz wieczny i spoza tego świata. Osoba żyje w jasno określonym społeczeństwa, w czasie internalizacji wpajany jest jej taki a nie inny zbiór sensów i przekonań. Nie egzystująca w jakimś ,,stanie naturalnym", w którym była by wyabstrahowania od jakichkolwiek zależności międzyludzkich musi z konieczności uczestniczyć w życiu tej wspólnoty.
Rożnego rodzaju grupy angażują swoje siły aby zdobyć środki dla przetrwania tego etnosu. Można by tutaj powiedzieć, że jako mass totale umieszczam jakoś zbiorowość dążącą do podporządkowania sobie świata, ale nie taki jest mój cel. Nie da się ukryć jednak, że człowiek egzystuje w grupie. Nie istnieją tak naprawdę żadne kryteria, które mówiły by gdzie się ta grupa kończy a gdzie zaczyna. Pomijając fakt, że grupa oznacza ludzi, niektórzy utożsamią tą zbiorowość nie tylko ze wszystkimi ludźmi na świecie, ale umieszczają ją w obrębie samego panteistycznego bytu, dziś fizyklaistycznych fenomenów. Uznajmy więc, na razie, może i dość chimerycznie, że chyba najtrafniej umieścić taką wspólnotę w obrębie państwa, albo świadomości samej siebie (Wiem, że nie ma czegoś takiego panrozum i świadomość zbiorowa).
Nakreślone zostały ramy teoretyczne do rozważenia problemu, jak w takim razie powinna być ziemska reprezentacja i polityka? W dawnych czasach król wyruszał z wyprawą wojenną, dzięki której, jeśli była udana zdobywał splendor i bogactwa. Czy da się w jakiś sposób rozgraniczyć gdzie znajduje się pole działań dla wspólnoty a gdzie czai się jej niechybne ubóstwienie?
2. Mam jeszcze do poruszenia pewne kwestie epistemologiczne. Na czym polega błąd Kartezjusza? Cogito ergo sum - fakt posiadania mniemania wymusza na nas akceptację swojej obecności. Nie jest to jednak, jak wiadomo, właściwa charakterystyka jego metody, tego angelizmu. Akwinata mówi, że Nihil est in intellectu, quod non sit prius in sensu. Jak do się ma do logiki samej? Człowiek przyjmuje założenia - czy sama logika nie jest w jakiś sposób sprężona z doświadczeniem egzystencji?
Wiadomo nam, że prawomocność została dana. Pozycje fideistyczne są silne u protestantów - dlaczego ta postawa jest postrzegana, nie jako słuszna akceptacja świadomości bytów nas przekraczających tylko egotyzm? Zgadzam się, że jest to wręcz metafizyczne egoizm - nie chcę tu nikogo obrazić tylko odnieść się do pewnych bardziej skrajnych stanowisk.
Dzięki za polecenie książki qLa [ gry online level: 127 - Temet nosce ]. Swoją drogą, wiecie może w jakim dziele mogę znaleźć krytykę filozofii pozytywistycznej i/albo ideologii scjentystycznej?
Przepraszam za tak późnią odpowiedź.
Co do Maoroka wydaje mi się, że w drugiej połowie XVII po sukcesach poprzednich władców było ono rozbite politycznie. Przeczytałem, że dynastia rządząca obecnie sprawuje władzę na terenie całego kraju od lat 60-tych XVII wieku. Wtedy też państwo zostało ponownie zjednoczone. Mapy, na której dobrze widać Maroko z tego okresu nie znalazłem.
Nie wiem, jak to tam u ciebie wygląda na mapie. Więc nie mogę się rzetelnie wypowiedzieć w sprawie tych możliwych zmian frakcji w grze. Myślę, że możliwość wybuchu powstania Greków to ciekawa rzecz. Co do Tatarów to się zgadzam. Nie wiem co myśleć o innych zmianach gdyż, nie wiem jakie masz preferencje względem przyszłej gry. Czytałem tylko wstęp wątku. Jeśli chodzi o urozmaicenie, to jak najbardziej. Inna sprawa, jak z balansem.

Jest sporo map przedstawiających imperium safawidów w zależności od czasu. Wpisz w wyszukiwarce( Google grafika, czy coś) Safavid empire.
http://coursesa.matrix.msu.edu/~fisher/hst373/Maps/SafavidEmpire1660.JPG - mało wyraźne
http://novaonline.nvcc.edu/eli/evans/Photos/NearEast/Safavid.jpg
Zarys jest mniej więcej wiadomy, ale co do granic nie jestem pewien bo to zależy od danego roku, bitew itp. itd.
Można porównać mapy innych graniczy państw (Imperium osmańskie) w analogicznym czasie. O militariach morzna coś znaleźć, ale jest mod do Medievala 2 Total war kingdoms gdzie to państwo jest obecne. Eras Total Conquest - tam jest Persja safawidów. Nie wiem czy w innych modach jest to państwo. Mod znalazłem na youtubie.
.
Obraz to mapa z jednej kampanii moda. Rok 1547- więc nie jest to jeszcze XVII wiek. Tutaj co widać zresztą na mapie, mają jeszcze np. Bagdad. Potem się jeszcze skurczyli, co widać na późniejszych mapach.
btw. Nie chcę być arogancki, ale masz jakąś kopię tego co zrobiłeś? Pytam się, ponieważ gdyby twój sprzęt przepadł, dobrze jet mieć jakąś kopię zapasową swojej dotychczasowej pracy.
Persja była wówczas pod rządami Safawidów, którzy doprowadzili do szyjizacji kraju. Ostatnim wielkim władcą był chyba Abbas I Wielki. A wojny z turkami były chyba raczej przez nich przegrywane po odejściu Abbasa I w 1629 roku. Z tego co wiem Osmanie już od początku XVII byli już, jako tako, w okresie stagnacji.
Kraj Ariów ze swoją Safawidzka dynastią przetrwało do XVIII wieku (1736?). Upadło głownie dlatego, że nie mogło sobie poradzić ze swoimi problemami zewnętrznymi. Było słabe i zacofane. Następnie sytuacja rządzących dynastii jest pomieszana aż do początków XIX wieku. Co do ówczesnych militariów to Abbas I wielki rozpoczął modernizację armii. Pomogli mu w tym Anglicy - dwójka Shirleyów. Dzięki temu za rządów Abbasa odniesione jeszcze zwycięstwa nad turkami. Np w 1622. Zwyciężyli jeszcze w czasie wojny z Wielkimi mongołami. Abbas II przejął wówczas Afganistan. Mieli też taką mobilną artylerię połączona z wielbłądami. Zamburak czy jakoś tak. Pewnie bardziej namieszałem niż pomogłem. Ktoś inny napisze ci coś o tym bardziej rzetelnie.
Flyby [ gry online level: 108 - Outsider ]
Niepotrzebnie wysilasz się Cordedzie ;) Cała Twoja część odpowiedzi na moje wątpliwości to trajkotanie tybetańskiego bębenka modlitewnego - poczciwy to przyrząd tyle że do dyskusji z pewnością się nie nadaje ;) Kto wie, może gdybyś nic nie odpowiedział wyszło by lepiej a tak wyszło niezbyt mądre zbywanie. ;)
Nie wiem co masz na myśli pisząc o bębenku modlitewnym. Jakie kryteria używania takiego bębenka spełniają moje odpowiedzi. Jeśli ktoś to go używa to nie ja tylko ty ciągle mnie zbywając i nie udzielając odpowiedzi na pytania.
Jaki jest twój cel pisania do mnie? Bo z tego co widzę nie wiem czy gdzieś tak jest rzeczywiście jakaś chęć porozumienia, czy zza tych wszystkich ciągłych uśmieszków wygląda tak naprawdę coś bardzo nie miłego?
A co z moimi wątpliwościami? Rozwiały je posty Mazia i Agnelorda ;) Powodzenia w kręceniu bębenkiem..
Nie wiem w jaki sposób. Ktoś może pomyśleć, że jestem innym człowiekiem, który ma kilka kont, ale to dalekie od prawdy. Ciekawe co na to Attyla.
Flyby [ gry online level: 108 - Outsider ]
"Można ta zbieżność wynika z prostego zagadnienia, że my staramy się odróżnić dobro od zła?"
Tak ;) Rozbawiłeś mnie Cordedzie ;) Pewnie niechcący ;) "My" czyli Ty i Attyla jako jedyni "staracie" się odróżnić dobro od zła. Innym ( w tym nieszczęsnemu Flyby ;)) nie jest to dane. Są tej możliwości pozbawieni, choćby dlatego że nie podzielają bezbłędnego oglądu świata w wykonaniu Cordeda i Attyli.. Piszesz wyżej [285] o "pysze" protestantów? Właśnie ją zastąpiłeś swoją własną pychą - w najlepszym wypadku, wartą tyle samo.
Nigdzie nie napisałem, że jako jedyni. Nigdzie też nie napisałem, że taki ogląd świata jest bezbłędny. Nie dane mi zaznać pychy właściwej lewemu skrzydłu purytańskich rewolucjonistów. Logiczną konsekwencją odrzucenia możliwości interpretacji i skopiowania jej do rozumu jest stanowisko, że człowiek posiada słowo Boga na własność, takie jakie ono jest.
"Jest różnica pomiędzy zwykłymi pojęciami a interpretacją czegoś co jest uważane za jedyny depozyt wiedzy."
Zdecyduj się najpierw Cordedzie czy interpretacja należy do pojęć zwykłych, czy też zajmuje miejsce nadrzędne w aparacie pojęciowym. Czyżby podlegała dość zużytemu powiedzeniu "cel uświęca środki"? To może "wespół zespół" - zgodzimy się na "interpretację" i "nadinterpretację"? W każdej dyskusji bowiem zasadniczą rolę, odgrywa wspólny aparat pojęciowy. Czyżbyśmy go nie mieli? Może Flyby i inni, nie dorośli do aparatu pojęciowego Cordeda i Attyli lub zostali pozbawieni łaski jego rozumienia? Wtedy Twoje "bo szczersze nie rozumiem" - będzie miało mocne uzasadnienie ;)
Nadrzędne miejsce zajmuje Prawda, która ulega interpretacji.
"To już czysta insynuacja w kierunku instytucji Kościoła."
Nie Cordedzie, nie zasłaniaj się Kościołem. Tak odebrałem Twoje argumenty, które nie muszą mieć z Kościołem wiele wspólnego, mimo Twoich deklaracji. Znowu niczym nie uzasadniona pycha. Żonglerka, zwłaszcza "fenomenami" jest mi obca. Mogę Ci się przyznać że nawet w dzieciństwie, nie lubiłem Cyrku. Pewne jest jedno - kłopoty z aparatem pojęciowym uniemożliwiają Ci odszukanie sensu w moich przykładach ("badacze" Pisma Św. i Abelard). To przykre.
Żonglerka fenomenami jest, gdyż wiem, że każda dysputa, gdzie pojawia się mit częstych stosów nie jest poważna.
Jeszcze co do protestantów. Ich ocena czy raczej Twoja ocena ich "interpretacji", nic nie będzie dla mnie warta jako argument - dopóki nie uzgodnimy jak to jest z tą interpretacją w hierarchii pojęć (znowu aparat pojęciowy ;))
Czy pisząc hierarchia pojęć masz na myśli Arystotelesa? Rozpatrywanie ich sposobu patrzenia na Pismo może być postrzeganie jako opinia. Jednak zważ, że nie ma tu żadnego stopniowania. To logiczna konieczność o której pisałem
Co się stanie jeżeli taka twórcza eliminacja dyskutantów będzie na tyle duża że nie będzie z kim dyskutować?
Wtedy Cordedzie będziesz dyskutował sam ze sobą, razem z Attylą - jak pisałem internet to umożliwa. Tak trzymaj Cordedzie
Jaki jest twój cel pisania do mnie? Bo z tego co widzę nie wiem czy gdzieś tak jest rzeczywiście jakaś chęć porozumienia, czy zza tych wszystkich ciągłych uśmieszków wygląda tak naprawdę coś bardzo nie miłego?
Widzący [ gry online level: 107 - Legend ]
Proste nie? To co Was odróżnia od nas to odróżnianie dobra od zła, my tego nie potrafimy. Ciekawie to wygląda przy zarzucie stygmatyzacji.
Brawo Cordedzie, brawo. Twoje notowania idą w górę a Twój język styka się z przestrzenią szaleństwa Attyli na coraz większym obszarze, łudząco go wręcz naśladując. Czytaliśmy to już tyle razy, że trudno nie czuć w tym myśli smutnego jegomościa.
Nie napisałem, że to nas odróżnia, ale że tu leży coś co może jakoś powodować jakie takie podobieństwo wypowiedzi. Na pewno też mamy podobne źródła. Nie wiem co chcesz mi przekazać pisząc o stygmatyzacji. Cytując twoją wypowiedź'
Jakżesz to pięknie że legiony uratują gnijącą europę przed niechybnym końcem. Wgłębione zrozumienie przesłania miłości wypali ogniem i żelazem plugawe herezje i nieszczęsny brak wiary.
Imputujesz nam jakąś żądze przemocy? Nietrudno spojrzeć na to podejrzliwie. O żadnych legionach i mieczu nic nie pisałem. Uważam, że jest to chwyt retoryczny, który przypisuje mi takie a nie inne myśli czy wypowiedzi w tonie, który nie miał miejsca.
Angelord [ gry online level: 61 - sic me servavit Apollo ]
Corded, Attyla i Attyla Corded --->
Taka mała prośba z mojej strony. Zastanówcie się, proszę, czy Wasza dyskusja ma dobry cel. Poruszacie - IMHO - bardzo niefrasobliwie - kwestie niebagatelne, które siłą rzeczy ulegają w Waszych wypowiedziach fatalnemu uproszczeniu, i tym samym zwiększa się ryzyko upublicznionego - fałszywego przesłania. Właśnie się dowiedziałem (kilka minut temu), że ten watek czytają także bardzo młodzi ewangelicy - z różnych stron świata - i mogą się czuć odrzuceni. Nie zapraszacie ich bowiem do dialogu - przeciwnie - swoimi "słownymi samosądami" degradujecie sam sens dialogu. Kościoła bowiem nie interesuje, że - "Attyla jest przekonany, iż Luter ustawił się bokiem do szatana" - bo to nie jest nauka Kościoła, ale prywatne przekonanie Attyli.
"Przyznajcie każdemu nieograniczoną swobodę mówienia i pisania, a nic nie pozostanie święte i nietknięte, niczego nie oszczędzą, nawet prawd podstawowych, tych wielkich naturalnych zasad, które winny być uważane za szlachetną, wspólną ojcowiznę całej ludzkości." [Encyklika "Libertas"]
Chętnie, ale Trudno zaprosić ich do dialogu, skoro ich tu nie ma. :) btw. Szczerze niezłe masz kontakty, skoro masz wiadomości od protestantów znających nasz język z różnych stron świata. Jakieś forum? :)
W mojej opinii, jeśli nawet luter nie ustawił się bokiem do Szatana to zerwał z Kościołem. Co do reszty, nie tak dawno w 2000 roku ukazał się dokument Dominus Iesus. Zatwierdzony przez Papieża Jana Pawła II. Przytoczę część zakończenia:
,,Ojcowie Soboru Watykańskiego II, rozpatrując temat prawdziwej religii, stwierdzili: «Wierzymy, że owa jedyna prawdziwa religia przechowuje się w Kościele katolickim i apostolskim, któremu Pan Jezus powierzył zadanie rozszerzania jej na wszystkich ludzi, mówiąc apostołom: 'Idąc tedy nauczajcie wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, ucząc je zachowywać wszystko, cokolwiek wam przykazałem' (Mt 28, 19-20). Wszyscy ludzie zaś obowiązani są szukać prawdy, zwłaszcza w sprawach dotyczących Boga i Jego Kościoła, a poznawszy ją, przyjąć i zachowywać"
Nigdy nie miałem takiego zamiaru. Sugerowałem jedynie, że - IMHO - jeśli zależy Tobie na prawdziwej dyskusji, a nie wyłącznie na tzw. forumowym "twittowaniu", to wypadałoby zadbać o pewien porządek - założyć "Karczmę" - we "wstępniaku" określić cel wymiany poglądów, kanon lektur i zaprosić potencjalnych dyskutantów. Nurzając się bowiem w stereotypach, by w iście quasi-postmodernistycznym stylu szastać na lewo i prawo - diabłem, Bogiem, Hitlerem, liberalizmem, marksizmem, UFO, Czerwonym Kapturkiem, Lutrem, Kościołem, Narodem, Panem Kleksem, Krwią i Wodą z mydłem - można dotrzeć tylko do wniosku, że miał sporo racji św. Piotr Damiani, gdy twierdził, iż dyskurs o Bogu to de facto bełkotanie - plepluplele - od rzeczy - jąkanie się (balbutier).
A może ty Angelordzie taką karczmę założysz? :)
A teraz coś, czego nie rozumiem:
Abp Lefebvre: Czy uważasz, że likwidacja państw katolickich przyniesie Kościołowi jakiekolwiek dobro?
Co to jest państwo katolickie? O jakich likwidacjach mówi w ogóle Lefebvre?
Rozumiem, że postanowienia ostatniego soboru mu się nie podobały. Ale co drugi sobór miał wspólnego z jakąś dechrystianizacją państwa? Czy zabiegi Drugiego Soboru nie polegały na jakimś kosmetycznym wchłonięciu nowych pędów liberalizmu? pogodzenia z nauka Kościoła? Ciekawe czy jakąś wolność w ZSRR otrzymali. Z tego co wiem wiadomo, że radziecka bezpieka głęboko infiltrowało sobór. Zmiany Spowodowane przez sobór mogły by wyjść na korzyść ekspansyjnych możliwości sowieckiego komunizmu. Prawosłwani duchowni mogli uczestniczyć w soborze wtedy, kiedy papież powie, że będzie milczeć na temat ZSRR i tak też się stało. Jan XXIII.
Zgadzam z tym co piszę Attyla odnośnie protestu piusowców
Attyla_bis [ gry online level: 26 - Konsul ]
I nie próbuj przystawiać mnie do lefebrystów, bo znowu nie wyczuwasz i nie rozumiesz istoty ich buntu - przy czym jest to - póki co - bunt na podłożu sporu o legitymację, więc jest to kwestia prawomocności wyboru obecnych papieży i tym samym głoszonych przez nich nauk.
I druga rzecz to kwestia sporu na temat roli Kościoła w państwie a może nawet relacji między tymi instytucjami życia wspólnotowego.
Staram się po prostu być katolikiem a to nie powinno mnie nastrajać do postrzegania świata przez pryzmat jego skończoności.
Albo inaczej: to, że świat się zmienia chyba nie powinno budzić jakiegoś szczególnego mojego zaniepokojenia.
Ale - tak jak pisałem - nie mam - a może nie chcę mieć - odpowiedzi na te pytania.
Jednak czy ta skończoność nie warunkuje przyszłość? Cokolwiek by nie było nawet animowana przez Stwórcę trudno pozwolić na to aby, uniemożliwiać ewangelizację, pozbywać się chrześcijańskich symboli. Przygotowania do przyszłego życia, tych którzy mu ufają trwają. Tutaj. Trudno zatem w jakikolwiek sposób nie protestować, nie wiem, przeciw bolszewizmowi. Gdy w 1920 armia czerwona szła na Warszawę należało się tym nie przejmować?
Flyby [ gry online level: 108 - Outsider ]
Mogę mieć wątpliwości czy Corded jest Cordedem, ponieważ byli tutaj już tacy, co dyskutowali sami ze sobą - fałszywe zwierciadło netu pozwala na wszelakie sztuczki, nie tyko w kwestii tożsamości. ;) Jednak podpierając się się moją dobrą wolą - mogę także założyć, zadziwiającą zbieżność poglądów, stylistyki oraz argumentacji między Tobą a Attylą. Owe podobieństwa powinny Ci wytłumaczyć sens mojego znaku zapytania.. khm, Cordedzie ;)
Można ta zbieżność wynika z prostego zagadnienia, że my staramy się odróżnić dobro od zła?
"Nie wiem skąd wziąłeś pojęcie ,,grzech interpretacji" ;)
Kiedy się zastanowisz Cordedzie (poważnie ;)) skąd Ty sam bierzesz pojęcia, to wtedy będziesz wiedział. Rzadko kiedy pojęcia bywają zapisywane na ścianach (Mane Tekel Fares) Co prawda, zdarzyć się może że je pożyczasz (n.p. od Attyli ;)) ale na ogół powstają w procesie uczenia się - zwłaszcza dzięki analizie własnej tekstów i zagadnień, porównywaniom oraz późniejszej syntezie ;)
Jest różnica pomiędzy zwykłymi pojęciami a interpretacją czegoś co jest uważane za jedyny depozyt wiedzy.
Nie wiem czy w jakieś religii, której Bóg jest transcendentny istnieje grzech interpretacji (O ile istnieje jakaś interpretacja) Jeśli stworzyłeś to pojęcie to napisz. Ja nigdy się z tym nie spotkałem. Bądź też napisz co tak naprawdę masz na myśli, bo szczersze nie rozumiem.
Niewykluczone że owi "heretycy" i inni odstępcy od kanonów kościelnych przekroczyli granice interpretacji tekstów podawanych w formie takich czy innych dogmatów - musiało to przynieść określone skutki i reakcje ;) Wtedy nawet szatki teologów przestają myślących nowatorów chronić. Znane Ci są dzieje Abelarda? ;) Heloizie możemy dać spokój. ;) Tacy ludzie Cordedzie, nie uprawiają "plebiscytu", chociaż ..Kiedy czytam współczesnych prawicowych publicystów (także z "Frondy") i ich interpretacje papieskich wypowiedzi - sam mam wrażenie "niszczącego formalizmu liberalnej dysputy" ;) <--Takiego sformułowania użyłeś wyżej ;)
Teraz przejdźmy do "fantasmagorii" czyli "grzechu interpretacji" ..Cały środkowy fragment Twojego wywodu, jest poświęcony "badaczom Pisma Św." (skądinąd czasami brzydko nazywanym "sekciarzami' ;)) Zupełnie jakbyś usiłował brać ich w obronę ;)
To już czysta insynuacja w kierunku instytucji Kościoła. Która nie jest analizą problemu, tylko żonglerką fenomenami. Dzieje Abelarda są mi znane - nie wiem co mają do rzeczy.
Karkołomna gimnastyka umysłowa - niby interpretacja jest potrzebna ( grzechu być nie może) Co dzieje się jednak kiedy z interpretacji wynika odszczepieństwo i sekciarstwo? Też nie ma grzechu? Nawet takiego maleńkiego? Za co biednych heretyków palono na stosie? Może nasze niezrozumienie wynika z błędnego pojęcia grzechu? Lub może powinienem użyć pojęcia "grzech nadinterpretacji"?
Odnośnie Twoich "błędów" - wyżej właśnie o nich dyskutujemy ;) Na ile jedne wynikają z drugich lub odwrotnie, pokaże czas lub Twoje czy moje zmęczenie..
Nie przejmuj się tymi przecinkami przed uśmiechem - to miały być kropki. ;) Hmm, "nadinterpretacja"?
Napisałem na czym polega interpretacja dużej części protestantów (A w zasadzie jej brak). Od Lutra począwszy.
Hellmaker [ gry online level: 138 - Legend ]
Też się będziesz czepiał słówek jak Angelord? No to może określenie "nie w pełni opisany" lepiej ci będzie pasował? Temat demografii, przyrostu naturalnego jest "żywy", zmienny, wciąż się okazuje, że pewne czynniki nie wpływają na nie tak jak kiedyś, a inne z kolei nie wiązane bezpośrednio z przyrostem naturalnym okazują się być jednymi z ważniejszych czynników. Świat się zmienia i posługiwanie się argumentacją nawet sprzed 20 lat już jest bezsensowne.
Spokojnie. :) Tu po prostu nie ma czegoś takiego jak koniec. Co to znaczy, że coś jest w pełni opisane? Że zgłębione zostały wszelkie treści czegoś? Po prostu nie ma czego takiego jak ,,pełne opisane". To tylko aksjomat i nic więcej. Zawsze ktoś może powiedzieć coś więcej. A jakiś ogół zdefiniuje, że jest to zakończone.
"Cały tekst Attyli można streścić w zdaniu - Antykoncepcja to największe zło, które wymyśliło Stasi aby zniszczyć ludzkość, co się powoli udaje. Naprawdę, większej głupoty to ja nie słyszałem. "
Proszę, nie cytuj ani nie podpieraj się wypocinami Attyli, bo to jest naprawdę absurdalne. Szczególnie na tym forum.
Szkoda. Attyla nigdzie nie napisał, że Stasi wymyśliło antykoncepcje. Jeśli coś tu jest absurdalne to celowe sprowadzenie wypowiedzi Attyli do absurdu. Szkoda też, że cześć może tu wyznaczyć całość. Rozumiem, że nie zgadasz się z Attylą.
Biorąc pod uwagę posty Attyli, którym przytakujesz, oraz Twoje własne wygląda na to, że jesteś przynajmniej częściowym zwolennikiem wypowiedzi H. Goryszewskiego "Nieważne czy Polska będzie biedna, czy bogata, byle była katolicka!".
Nic takiego nie napisałem. Nigdzie nie stwierdziłem, że zamożność ma być w jakiś sposób sprężona wyznaniem. Jeśli tak sadzisz - to się nie zrozumieliśmy, bo ja tak nie twierdzę.
Podam tu cytat z Belerta, który mnie wyjątkowo rozbawił "UE to twor w ktorym nikt nie zamierza wlaczyc o nic ,ludzie sa wyprani z wszystkich idei ,jedyne co ich obchodzi to zyc jak najdluzej i jak najlepiej." - no bo przecież oczywiste jest, że każdy normalny człowiek ma w dupie to jak żyje i jak długo, byle by wierzył w Boga i płodził dzieci. A to za co je wychowa, jakie życie im przyszykuje i jak długo będzie mógł żyć jest nieistotne.
Bóg dał dzieci, to da i na dzieci. Nieprawdaż?
On nie jest istotą, która zawsze będzie manipulować fenomenami na korzyść naszego czystko fizycznego bytowania. Więc nie.
Spadek dzietności w porównaniu do zamożności jest najbardziej podstawowym i najstarszym związkiem.
Tak wśród zwierząt jak i wśród ludzi.
Instynkt mówi, że w czasie gdy szansę na przeżycie ma niewielki odsetek populacji, to płodzi się na potęgę, żeby zwiększyć szanse na przetrwanie gatunku.
To instynkty podpowiadają nam, że gdy jest ciężko, to należy zapewnić sobie jak największą możliwość przetrwania.
Względy religijne się tu pojawiają jako "bezpośredni" związek, bo w całych dziejach ludzkości było tak, że w trudnych czasach zwracano się do bogów.
Wykształcenie, poziom życia, opieka medyczna, to wszystko ma olbrzymi wpływ na dzietność, bo im wyższa, tym większe są szanse przetrwania potomstwa i tym mniejszy nacisk instynktu na przetrwanie gatunku.
To jest stare jak życie na ziemi.
Instynkty nami rządzą i to takie z których nie zdajesz sobie nawet sprawy.
Ideologia jest najmniej ważnym czynnikiem regulującym przyrost naturalny (poza pewnymi ekstremizmami tak religijnymi jak i politycznymi).
Wykształcenie, zamożność, dostęp do coraz lepszej opieki medycznej, stabilizacja gospodarcza i polityczna - to są czynniki, które wpływają na nasze instynkty. Na podświadomość. Na coś, czego tak naprawdę się nie kontroluje
Może po prostu powinniśmy spaść do poziomu Nigerii, która ma największy na świecie przyrost naturalny chyba coś ponad 25%?
Jak coś mogłeś zapomnieć o kropce czy przecinku między 2 a 5 - 2.5%
W mojej skromnej opinii najbardziej merytoryczna i rzetelna część tej wypowiedzi. Bez docinków. :)
Zauważ jednak, że to tylko interpretacja fenomenu - takaż jak moja.
Żeby było śmieszniej, to w tak pogardzanej przez Attylę Francji właśnie zaczyna być popularna - nie modna, czy trendy - (wśród wyższych, wykształconych i bogatych sfer) świadoma wielodzietność. Przełamywanie naszych uwarunkowań, nie mające nic wspólnego z religią czy marksizmem. To też właśnie potwierdza moje "nie do końca", bo wygląda na to, że pewne wzorce socjologiczne, które do tej pory były uważane za kluczowe przestają nimi być. I pewnie wraz ze zmianami społecznej świadomości nadal tak będzie. Dlatego to nie ma i nie będzie miało końca.
Czy ja wiem czy wielodzietność? Oni raczej nigdy z przyrostem problemów nie mieli. Zawsze ich tam dużo było. Czy nie religijne? Nie wiem, zawsze jakoś można być ,,,formalnie” chrześcijaninem a w praktyce radykalnym wyznawcą konsumpcjonizmu.
Prawdą jest to, że teraz obserwuje się tam to tzm baby boom. Jednak nadal nie jest to kraj, gdzie wśród rdzennych mieszkańców współczynnik dzietności wynosi więcej niż 2.1. Sytuacja jest również, podobna w porządku w UK i Irlandii. Reszta kontynentu jest w drodze do wymarcia(mam na myśl ludność rdzenną) Nie wiem czy w tej kwestii coś miało by się zmienić. Człowiek nie jest absolutnie zależny od bytu kształtującego świadomość. W moim mniemaniu posiada wolną wolę (Wiem, wiem nie powiedziałeś, że on nie ma wolnej woli) Ludzie w Europie po prostu stracili wolę życia, które znaczy coś więcej niż tylko suma przyjemności i nieprzyjemności. Rewolucja marksistowska przekabaciła miliony młodych ludzi na swoją stronę w ubiegłym milenium.
W zamożnych społeczeństwach to nasz świadomy wybór, a nie nakazy/zakazy religijne czy ideologie polityczne są czynnikiem zwiększającym przyrost naturalny. To co Ty uważasz za kluczowe powody, nie są nimi.
Ty tak twierdzisz. Znam z historii wiele przykładów, kiedy władcy zręczne manipulowali prawem aby zwiększyć/zmniejszyć przyrost naturalny. Na przykład słynny rumuński dekret 770 (albo obecnie polityka jednego dziecka w Chinach Choć wbrew temu co się mówi, nie tak restrykcyjna) Mimo wejścia nowego pokolenia w fazę zakładania rodzin. Dzietność u tego pokolenia wynosiła u niego coś koło ponad 2. Ale Około 3.68(!) w bodajże 1967. Przykładów jest wiele. Rozum to co piszesz. Pojmuję też twój dłuży wywód o śmiertelności i dzietności wywód. Człowiek, jednak zwierzakiem nie jest. :)
To co Ty uważasz za kluczowe powody, nie są nimi. Są skutkiem jeszcze głębszych procesów, które są zaprute w nas od czasów, kiedy jeszcze mieliśmy rzęski i pływaliśmy w oceanie wśród rzeszy innych jednokomórkowców.
Rozumiem co masz na myśli, ale ja tam w oceanie nie pływałem. :D
Widzący [ gry online level: 107 - Legend ]
Jakżesz to pięknie że legiony uratują gnijącą europę przed niechybnym końcem. Wgłębione zrozumienie przesłania miłości wypali ogniem i żelazem plugawe herezje i nieszczęsny brak wiary.
Do grona wotywnych celów dołączył umocniony w miłości bliźniego Corded, macie wspólną świeczkę w Bazylice Mariackiej, którą to nawiedziłem krótką wycieczką. Staraj się dalej uczynić attylowską miłość bliźniego swą duchową podstawą a dopracujesz się świecy indywidualnej.
Jeśli naprawdę zapaliłeś świeczkę to dzięki. :) Nie wiem jednak o co chodzi z tą miłością? Że moje wypowiedzi nie są nacechowane odchyleniem od Doktryny? Pomijam wstępne insynuacje i stygmatyzowanie na wstępie twojego komentarza. O żadnym mieczy nic nie pisałem.
Flyby [ gry online level: 108 - Outsider ]
Corded (?) ;) - "grzech interpretacji" .. "z punktu widzenia nauki Kościoła to jakaś, przepraszam, fantasmagoria (bez obrazy)" [268]
Masz wątpliwości czy jestem Cordedem? Dlaczego niby miałbym rozmawiać sam ze sobą?
"Fantasmagoria" powiadasz ;) Nużącym byłoby wyliczanie ludzi Kościoła w stopniu rozmaitym, których przemyślenia i nauki (często z chęcią przyjmowane przez wierzących) nagle "wychodziły" poza granice kanonów kościelnych z rozmaitych powodów ;) Czasami przeradzały się w "herezje" takie czy inne lub też były wycofywane przez autorów. Wszystkie te przemyślenia i nauki - w stopniu większym lub mniejszym - obarczone były "grzechem interpretacji".
Nie wiem skąd wziąłeś pojęcie ,,grzech interpretacji". Nie jestem również zainteresowany tym, że ci ludzie z chęcią przyjmowali te heretyckie nauki. Wszak plebiscyt prawdy nie ustala.
Kiedy tak sobie czytałem, na przykład, dywagacje Attyli, jakże często prowadzące do sprzeciwu lub niechęci ludzi wierzących (grzecznie podkreślam - wierzących) często nachodziła mnie zaduma nad jego interpretacją skądinąd znanych mi, zasad i cnót wiary w wydaniu katolickim..
Jeśli jesteś katolikiem to nie w tym nic dziwnego. W mojej opinii Attyla jest po prostu chrześcijaninem, który lubi stanowczy język i nie wpada w niszczący formalizm liberalnej dysputy.
Tak tak nie nie
Jeżeli chodzi o odpowiedź Cordeda na moje pytania w kwestii rozłamów i sekt w początkach chrześcijaństwa to rzeczywiście były one (pytania) podyktowane "chęcią refleksji". Gorzej z odpowiedzią.
Chcesz jakoś unaocznić mi jakieś błędy w rozmyślaniach? Że tu są herezje liberalne a tu herezje w Kościele? I gdzie w takim razie leży prawda? Rozumiem, ale ja mam na to odpowiedź. Albowiem gdybym miał rozpatrywać tak ten problem, nie starał bym się wówczas być wierny Św. Tomaszowi tylko, nie wiem, Rawlsowi.
;) Jest rzeczą oczywistą że wtedy właśnie powstawał Kościół w formie jaką znamy oraz jego kanony. Nauki Chrystusa podlegały interpretacji apostolskiej. Znowu te "interpretacje" Cordedzie ;) Dalej będziesz pisał o "fantasmagorii"? W tym miejscu, aby nie opuszczać obszaru refleksji, pisanie wstrzymam i zaczekam na Twoją odpowiedź..
Tak. Ponieważ jak wiesz mimo, że istniała tam jakaś interpretacja rozumiana jako zapośredniczenie przez zmysły to wedle Nauki wszyscy oni natchnieni byli w swoim dziele przez Ducha Świętego. To co zostało powiedziane, zostało zapisane wedle ich kulturowego kontekstu, zasobu pojęć. Nam dany został pewien depozyt z którego prawdę trzeba wydobyć. Problem jest na przykład taki, że ani tobie ani mnie nie są znane starożytne języki bliskiego wschodu i okolic, albo bardzo stare wersje obecnych. (tu mam już na myśli całość Pisma). Niestety, niektórzy zapominają o konieczności interpretacji. Na przykład mają Pismo w języku, którym się posługują. Rozumieją rzeczy dosłownie, wedle tego co jest tam napisane. Na przykład odrzucają możliwości rozumu spekulatywnego i ,,ustalają” wiek ziemi na bazie spekulacji z Pisma. Wszystko co człowiek dane, jako tako, jest doświadczyć wymaga interpretacji, np. zapośredniczenia przez ułomne zmysły. Jeśli interpretacja jest grzechem i istnieje coś takiego jak grzech interpretacji to człowiek podejmując się jakiegokolwiek działania grzechy. Gdyż wiedza nie jest otrzymywania w formie surowej do rozumu. ,,Kopiowana” – tu herezja ,,oświeceniowego” sensualizmu, empiryzmu totalnego. Gdyby było w kwestii wiedzy pochodzącego z Pisma Świętego to w ogóle nie istniała by możliwość jakiejkolwiek pomyłki. Wówczas człowiek widział by, że to co odczytuje jest ,,czyste”. Ten błąd często rodzi pychę. I powiela go od czasów Lutra protestanckie zasady ,,sola”.
"ponieważ popełniłem znaczne błędy w wypowiedzi numer 268" [271]
Cóż Corded ;) Błędy były już we wstępnych wypowiedziach skierowanych do mnie - powiedziałbym delikatnie że późniejsze błędy to konsekwencje tych pierwszych..
Nastrojowe to Widzący.. ;)
Jeśli możesz pokaż mi jakiś z takich rażących błędów. W moim przekonaniu nie ma tu błędów, które są konsekwencjami poprzednich - ponieważ wiedziałem o czym piszę. Było późno i pomyliły mi się litery. Widziałem co chciałem napisać, również dlatego, że potrafiłem dokonać właściwej samo korekty.
Co znaczą te znaczki ,,;)" to jakieś ukryte przesłanie? To puszczanie oka? Bo nie za bardzo rozumiem.
Attyla_bis [ gry online level: 26 - Konsul ]
A choćby z tego powodu, że żaden człowiek nie jest Bogiem a zatem jest niedoskonały, czego emanacją są wątpliwości właśnie.
No, ale gdzie tu miejsce na wątpliwości.
jeśli założenie przyjęcia tego co pochodzi od Boga jako prawdę jest tym co gwarantuje jakikolwiek obiektywizm, gdyż on jest transcendentnym źródłem prawomocności to dlaczego mają się pojawić jakieś wątpliwości?
Zagrożenie demograficzne oczywiście istnieje, ale dotyczy ono nie osób a deifikowanych podmiotów zbiorowych ("narody"). Czy jest to powód do zmartwienia?
Nie roszczę sobie praw do udzielania odpowiedzi na takie pytania. Będę musiał pogadać o tym ze swoim spowiednikiem.
Rozumiem twoje rozpatrywanie tej sprawy. Ja uważam, że jest to powód do zmartwienia bo to dorobek kulturowy wypracowywany przez wieki w wyższej integralności i przygotowujący się na ponownie przyjście.
Nie chcę sprowadzać narodu do masse totale. Ale są jednak jacyś ludzie mówiący jednym językiem i żyjący w granicach jednego państwa. Taka jest kolej rzeczy. Życie i śmierć. Jednak tu na tej ziemi urodziliśmy się w takiej i takiej okolicy, społeczności. W naszych możliwościach winno leżeć to aby było im jak najlepiej.
Chyba nie o tym samym mówimy. Ja mówię o wątpliwościach a ty o posłuszeństwie/dyscyplinie intelektualnej wobec nauki Kościoła. W moim przekonaniu to dwie różne rzeczy. Można być napakowanym wątpliwościami jak dobra kasza skwarkami a być posłusznym nauce Kościoła :) Mam na przykład nadzieję, że jest tak obecnie u ks. Lemańskiego. Opowiadał te swoje móndrości ale gdy przyszedł czas - podporządkował się nakazowi swojego biskupa. (Chyba, że o czymś nie wiem)
Rozumiem. Jak w takim razie odnosisz się do napisanego przeze mnie zagadnienia.
Dlaczego? Bo tak miało być :) Wróć do Apokalipsy. Nie wiem czy to już, ale niezależnie od tego, tow. szatan miał umacniać swoje wpływy wśród ludzi i to czyni. Bardzo skutecznie. Jak zawsze - odwołuje się do ludzkiej pychy i na tym wygrywa.
Towarzysz szatan?
A co do tow. H, to odwoływał się on do krwi a nie do narodu. W jego mniemaniu mieści się trójstopniowy podmiot zbiorowy: najpierw naród, który miał być "wylęgarnią" dla odrodzenia rasy aryjskiej a następnie rasa, która jako boska miała sobą objąć całą "ludzkość". W każdym z tych stopni powstawała "konieczność" wymordowania tych, którzy nie pasują do przyjętego schematu. H po prostu nie był aż takim idiotą jak np. Littre i zdawał sobie sprawę z tego, że religijność nie jest opcją a koniecznością wpisaną w ludzką naturę i starał się wymyślić coś na kształt religii ludzkości, za którą tęsknili francowaci rewolucjoniści i nieco bardziej racjonalni pozytywiści w rodzaju Comte'a.
Ale czy Niemiecka krew nie płynie w żyłach Niemieckiego narodu? :) Hitler naprawdę snuł tak daleko idące dywagacje? Myślałem, że był bardziej ,,pragmatyczny" od rojeń w partii to najbardziej był chyba Himmler.
Naprawdę zdawał sobie sprawę co do religijności człowieka? Chyba w taki sensie, że uważał, że musi istnieć jakiś kult. Coś co trzyma ludzi razem. Tyle, że tam w przyszłości miało to być ,,pozytywne chrześcijaństwo" czy jakieś właśnie blut und boden.
Muszę napisać ten komentarz, ponieważ popełniłem znaczne błędy w wypowiedzi numer 268.
Nie neosemantyzacji, tylko immanentyzacji. Nie hospicja, ale auspicje. 3 epoki to nie 3 hipostazy Ducha Świętego, tylko Boga. Bóg trójjendny. I jeszcze Trójca Święta (Wielkie litery) oraz współcesarze.
Na inne rzeczy odpowiem, ale teraz nie mam czasu.
Dzięki wszystkim i każdemu z osobna za nakierowanie na nominalizm. :)
A macie możne jakąś krytykę scjentyzmu zanadrzu? :D
Flyby [ gry online level: 108 - Outsider ]
Grzech interpretacji obciąża nas wszystkich, Agnelord ;) Tylko jednych bardziej a innych mniej .."błogosławieni maluczcy...."
co to jest ,,GRZECH INTERPRETACJI"? Jeśli jesteś protestantem to mogę cię zrozumieć, ale z punktu widzenia nauki Kościoła to jakaś, przepraszam, fantasmagoria (bez obrazy).
Angelord [ gry online level: 61 - sic me servavit Apollo ]
Flyby, Corded ---> A ja chciałbym się dowiedzieć - kiedy było "duchowe apogeum" Zachodu - bo żeby upaść, to trza najpierw stać/siedzieć/klęczeć.
Nie wiem, kiedy było duchowe apogeum. Wiem, że ruch gnostyckie zniszczyły prawdę duszy i intelektualny depozyt odkrywany od czasów starożytnych Greków. Tutaj można zauważyć upadek - odrzucenie tego co jest.
Flyby [ gry online level: 108 - Outsider ]
A mnie się spodobały wywody Cordeda, tłumaczące "spaczoną duchowość zachodu" w fazie pierwszej - działaniem "sekt sensualistyczno-utylitarnych XVIII i XIX w". Zakładam że Cordeda stać na wytłumaczenie, dlaczego te "sekty" powstawały, co dało im impuls? Czy wcześniej kwitła niezagrożona niczym "duchowość"? Skąd brały się podziały Kościołów już w w starożytności? Jak nam wytłumaczy te wszystkie różnice w "duchowości " chrześcijańskiej, w momencie najazdu germańskich plemion, które Europie zafundowały średniowiecze
Nie wiem czy może w tym pytaniu kryje się chęć refleksji czy skryta złośliwość. Pewne nie, bo raczej nie mam w zwyczaju spoglądać a interlokutorów jak na potencjalnych wrogów.
Nie jestem w stanie, w formie przystępniej i egalitarnej odpowiedzieć na wszystkie pytania. Od początku istniały różne ruchy w łonie chrześcijaństwa. Np. doktryna Ariusza z Aleksandrii czy inne doktryny zostały potępione przez Kościół i/albo przez jego Ojców. Przykładem może tu być Święty Augustyn z Hippony i jego krytyka manicheizmu. Co to owych sekt - w moim przypuszczeniu były to sekularyzowane formy pierwotnej neosemantyzacji chrześcijańskiego eschatonu. Można patrzeć pobłażliwe na ich poglądy w kwestii epistemologii co jednak nie sprawiedliwa faktu, że ich jedynym bogiem była polityka - tu działanie wewnątrzświatowe - światopogląd, ideologia. Jest tak dlatego, ponieważ człowiek - jako nie_zwierzę potrzebuje ratio dla swojej obecności w tym świece. Od samego początku chrześcijaństwa trwały spekulacje odnośnie nadejścia, tego co określania się na przykład jako Dies Irae. Dzień sądu w tym wypadku też po prostu, koniec dziejów. Doskonałość odzyskana, która nastąpi, kiedy ponownie przyjdzie Pan. Jak wiesz system religiiny cesarstwa rzymskiego. W jego przedchrześcijańskiej formie oczywiście, był pogański - miał sytem wierzeń zakorzeniony w rzeczywistości fenomenów, rzeczywistości immanentnej, materii. Boski cesarz, hospicja itp. W chrześcijaństwie natomiast rzeczywistą prawdzie świętą jest rzeczywistość transcendentna, ta co leży ,,poza".
Od kiedy przyszedł Jezus a Rzym począł się po woli chrystianizować wielu ludzi próbowało połączyć symbolikę pogańską i chrześcjańska. Stąd na przykład taki pomysł, że cesarz i współpasażerze to jakaś forma trójcy. świętej. (Konstantyn IV Pogonatusa). Te i podobne pomysły zostały odrzucone przez Kościół, ponieważ duchowe przeznaczenie człowieka nie może być reprezentowane przez jakąś formę władzy politycznej w państwie. Przez państwo w sobie, bez Kościoła. Z czasem oczywiście i rozrostem ruchów gnostyckich następowała chęć ponownej deifikacji człowieka, albo jego czysto egzystencjalnej czasowości. Tu przykładem jest Joachim z Fiore.
3 epoki - 3 hipostazy ducha świętego. Z czasem ten schemat został po prostu zeświecczony. U Comta to już na przykład faza religijna, metafizyczna i naukowa. - Tak jakby historia ziemska nie biegła w nieznaną przyszłość.
Sekty zdobyły popularność, dzięki umasowieni możliwości sprawowania władzy przez różnych ludzi. Masa - zbiór jednostek empirycznych o pewnych cechach stał się nośnikiem sensu. Rewolucja francuska, narodowo-socjalistyczna, bolszewicka, czy współczesna marksistowska mają w swój program wpisaną jakąś formę samo zbawienia. Jeśli chodzi ci o bardziej ,,nie-metafizyczne" wyjaśnienie tych fenomenów to możesz wziąć jakiś podręcznik do historii, książkę, czasopismo czy internet. Tam jest opisany przebieg ich powstania. Początek ruchu, źródła, postacie, czystko fizyczny charakter. Mogę uogólnić, że z ich powstaniem związana jest szeroko pojęta modernizacja i narodziny oraz wzrost współczesnej polityki.
Hellmaker [ gry online level: 138 - Legend ]
Demografia, przyrost naturalny są olbrzymim tematem, tak naprawdę nie do końca opisanym i sprowadzanie go do "to skutek rewolucji marksistowskiej i upadku obyczajów" jest zwyczajnie głupie.
Ma mniej więcej tyle samo sensu co "im biedniejsze państwo i bardziej religijne tym większy przyrost naturalny".
Niby prawda, ale spłycona do poziomu kałuży.
Twoja wypowiedź to też interpretacja, tak samo jak mowa o tym, że temat nie jest do końca opisany. Bo cóż to ten koniec? :)
Akurat "rewolucja marksistowska" ma tu niewiele do powiedzenia w sprawie demografii, a już na pewno nie to "rozluźnienie obyczajów". Oba te zjawiska są równoległym skutkiem (a nie przyczyną) o wiele szerszego zagadnienia.
Oj, ma. ma. Wszystkie RAF-y czy inne bojówki wspierane były przez towarzyszy za kurtyny. Jednym z celów, tu chyba bezpieka NRD było zahamowanie przyrostu na zachodzie. To marksiści inspirowali studentów do ruchów lewicowych. Rudi Dutschke i inni. Adorno i Marcuse. Jeśli spojrzysz na dane dot dzietności w krajach zachodniej Europy zobaczysz dziwny spadek w takich a takich latach. Są wyjątki np. Irlandia. Osobiście uważam, że podkopywanie zachodnich państw i instytucji przez lewicowe bojówki i polityków na pewno jest jedną z przyczyn zmian obyczajowych. Albo też antykoncepcja i pani Sanger. Fakt temat jest rozległy ale ludzie głowiący się nad nim wskazali kilka potencjalnych powodów takiego stanu rzeczy u nas. Zazwyczaj jest to dobrobyt (Można się skarżyć, że na dzieci nie stać, ale paradoksalnie, nigdy w historii nie biliśmy tak zamożni jak dziś) powiązany z konsumpcjonizmem (po części wytłumaczyłem to w poprzedniej ramce). Rozlużnie obyczajów jest istotna częścią spadku dzietności na zachodzie poniżej progu zastępowalności pokoleń (2.1). Nie dziwi przeto rewolucja obyczajowa lat 60 xx. często nazywa się po prostu rewolucją seksualną.
Tak naprawdę na wszystkie te pytania odpowiadał pewnie Attyla i to wiele razy.
http://forumarchiwum.gry-online.pl/S043archiwum.asp?ID=8140419 - Tu w pierwszej wypowiedzi w jasny sposób podsumowanie jest wszystko.
Hellmaker [ gry online level: 138 - Legend ]
Niech będzie. Ale czy według ciebie spowodowany jest taki spadek? Mogę napisać, że ze wzrostem dobrobytu rozluźniają się obyczaje, zmienia się sposób życia. Podobny problem demograficzny ma na przykład Japonia. Nie trudno jest jednak nie zauważyć, że podobne(obyczajowo) tendencje występowały na przykład w latach 20 i 30 (przed kryzysem) w USA. Z tą różnicą, że wówczas nikt nie chciał zniszczyć własnego kraju, dzięki pracy demagogów na campusach.
pod z góry założoną tezę ideologiczną.
Czy to założenie jest ideologiczne, według ciebie, tylko dlatego, że odnosi się do rzeczywistości immanentnej i jest w niej słówko o marksizmie?
tak będzie znacznie bardziej zgodne ze stanem faktycznym, chociaż niekoniecznie z prawdą.
Może to wyrwane z kontekstu, ale czym w takim razie różni się prawda od stanu faktycznego? :)
Maziomir [ gry online level: 35 - Yeti ]
Ja z tobą dyskusję skończyłem, sam oczekiwałeś ode mnie , że nie będę ci odpisywać. Nie wiem więc dlaczego się odzywasz.
Attyla_bis [ gry online level: 26 - Konsul ]
No jak to? Wiara nie jest równoznaczna z fanatyzmem. Fanatyzm ("autentyczność") to postulat doktryny protestanckiej, więc sekty przyjmujące tą doktrynę za fundament własnej produkują najwięcej po pierwsze idiotów a po drugie fanatyków.
Wiara zawiera w sobie pierwiastek wątpliwości a dowód, o którym piszesz (jak i cała teologia) jest właśnie wątpliwości wyrazem.
Ufam komuś, kogo nigdy nie widziałem i nie słyszałem. To rodzi pewien dyskomfort. Formą jego neutralizacji jest konstruowanie dowodów na obecność Tego, komu ufam.
Ja też nie jestem wolny od tej przypadłości :)
jeśli założenie przyjęcia tego co pochodzi od Boga jako prawdę jest tym co gwarantuje jakikolwiek obiektywizm, gdyż on jest transcendentnym źródłem prawomocności to dlaczego mają się pojawić jakieś wątpliwości?
"Podstępny zamysł"? Ja tam nie widzę żadnego podstępu. Tak jak podstępu nie widzę u dziecka, które pisze "jusz" zamiast "już" :)
Ja w tym widzą tęsknotę za rajem i tęsknotę za prostymi odpowiedziami na proste pytania :)
A wynikiem zapaści cywilizacji europejskiej jest raczej przesadny dobrobyt rodzący autodeifikującą pychę niż nominalizm. Nominalizm jako taki to tylko metoda poznawcza. Problemem nie jest nominalizm ale skutek, jaki rodzi w słabych umysłach, ponieważ radykalnie separuje transcendentność od immanentności i całą perspektywę człowieka słabego na umyśle do immanentności zawęża.
Z nominalizmem dla Europy zachodniej jest dokładnie tak jak jest z alkoholem dla alkoholika: to, co pierwotnie miało służyć poprawie samopoczucia z czasem staje się całym światem urojonym zastępującym i powodującym brak zainteresowania rzeczywistością a zatem i ruinę realnego świata realnego chorego.
Absolutnie się z tobą zgadzam. Co to upadku zachodu - jak dla mnie oczywisty jest jego upadek duchowy, postępujący, jako tako, od końca średniowiecza, który, potężnego doładowania dostał za sprawą sekt sensualistyczno-utylitarych XVIII i XIX w. Jednak to co w moich oczach jawi się jak zagrożenie chyba najstraszniejsze to starzenie się naszego kontynentu. Jak wiadomo spadek dzietności poniżej progu 2.0 dziecka na kobietę to dzieło rewolucji marksistowskiej lat 60 XX (szkoła frankfurcka itp.) W perspektywie oznacza to wymarcie, które w historii charakterystyczne było tylko dla czarnej śmierci.
Wyższy poziom dzietności utrzymują tylko imigranci, niektórzy protestanci w tzw. pasach biblijnych albo jakieś biedne rejonu naszego kontynentu.
Co to prostych odpowiedzi było zawsze tak (chyba), że wątpliwości mieli ludzie raczej, albo majętni albo dobrze wykształceni. I to było rzadkością. Ksiądz na Zachodzie przed rewoltą liberalną był prawdziwym sługą Bożym. Tak go widzieli ci, co nie wpadli w Oświeconą propagandę. Na zachodzie brak wiary był tak powszechny jak jakieś straszne perwersje, czyli w ogóle. :) Kiedyś, przed nastaniem obecnego relatywizm i indyferentyzmu będącego efektem konsumpcjonistyczny-nihilistycznej indoktrynacji wiadomo było po prostu co jest dobre a co złe. I jako tako świat bez tych wszystkich ,,oświeconych" rojeń był dla zwykłego człowieka o wiele prostszy. Nakreśliłem tobie mniej więcej o co mi chodzi z tymi prostymi odpowiedziami. Po prostu stary zbór rozstrzygnięć normatywnych, w którym dobro jest dobrem a zło jest złem.
Fanatyzm i ruchy gnostyckie zdobywają duża popularności gdyż oferują proste odpowiedzi na trudne pytania. (Oczywiście są one wewnętrznie sprzeczne albo tautologiczne.) Jak dla mnie najdziwniejszym z tych ruchów jest narodowy socjalizm Adolfa Hitlera. Czego tam nie ma? Gnoza, neopogaństwo, darwinizm, totalitaryzm, maoswa partia, militaryzm, eugenika, masowe mordy, scjentyzm, immanentny spirytualizm, rasizm, masse totale jako naród niemiecki itp. itd.
Dlaczego w XIX wieku (W jego drugiej połowie) rozpoczął się powrót do wiary przodków. Oczywiście trudno o powrót to raczej grupy rekonstrukcyjne. Czy obecny Bóg i mnie wystarczał? Wiem, że można to rozpatrywać na płaszczyźnie rozwoju antropologii fizycznej w XIX czy badań nad starą germańską literaturą i kulturą. Wspólnota nazistowski to wspólnota narodowa opartą o wspólnotę krwi i ziemi. Często mówi się o tym, że naziści wspomagali tradycyjny niebolszewicku-liberaly obraz świata. Stali na straży ,,starej Europy" Oczywiście to bzdura, która nie wymaga dalszych wyjaśnień. Jednak dziś niektórzy ludzie widzą porządek właśnie w takim systemie. Jak to jest? SS jako zakon rycerski? Wiadomo, że brali to co im się podobało i wrzucali sobie do jednego wora. Ta wielka germańska mocarstwowość, 200 milionami Niemców w Heimacie od Benelux-u do Uralu w roku 2000 wedle planów Himmlera. Czy spaczenie duchowości wymusza stosowanie jakieś materialnej megalomanii? Całość, to co przedtem napisałem można rozpatrywać jako jakiś powierzchowny konserwatyzm(Oczywiście w żadnym razie konserwatyzm to nie jest) gdzie Bóg zostanie zastąpiony przez boga w człowieku/bogi/ obyczajowość pogańską. Ostatecznie można to podsumować ta, że niektórzy mieli po prostu ..trochę" pomieszane we łbie.
Attyla albo Angelorld - znacie jakiś artykuł/książkę, które mogły by mi wyjaśnić na czy tak naprawdę polega nominalizm? Nadal nie rozumiem o co chodziło w sporze o uniwersalia. Z góry dzięki :)
Edit
Attyla_bis [ gry online level: 25 - Konsul ]
Widzący [ gry online level: 106 - Legend ]
Ale co to ma do mojej propozycji?
Jeżeli ten "eksperyment" jest treścią rzeczywistości międzyludzkiej, to nie jest to eksperyment a rutyna. Tym samym nie trzeba niczego "przeprowadzać". Wystarczy obserwować. Inna sprawa czy dobrym punktem obserwacyjnym jest raczej komora gazowa w Auschwitz, sanatorium w Sołowkach czy może jakieś inne miejsce - symbol świata pokartezjańskiego.
Rozumiem, że Kartezjusz rozwalił tradycyjną epistemologię na malutkie kawałeczki swoim angelizmem, ale w jaki sposób wpłynęło to na mordy XX wieku?
IMHO - "karczma", "kącik", "klub" - to nie jest żadna zamknięta, czy hermetyczna przestrzeń - a tylko konwencjonalny sygnał - że tu dyskutują użytkownicy, których łączy "zbieżność stylów i językowego uzusu" (cyt. za: Widzący [202]), a niekiedy nawet filozoficzne rozbieżności. Sam, przez lata, pisywałem w czymś takim i bardzo miło to wspominam. Jak ktoś wparował, by zademonstrować "akt(?) intelektualnej odwagi." - typu: "a ty jestes gupsiejszy od najgupsiejszego gupka i nawet jescie gupsi". To się go ignorowało, albo był kulturalnie wypraszany - nie przez admina, ale biesiadników.
Tutaj? Na golu? i co się potem stało z tą karczmą? Nie wiem, czy obecnie można by znaleźć taką niszę. A bo i o czym tam pisać? Wątpię aby taki twór miał długą żywotność. Napisałem, że sprawa kwestii metafizycznych oczywista nie jest.
Angelord [ gry online level: 60 - sic me servavit Apollo ]
Niech więc Attyla i Corded założą sobie "kącik", "karczmę filozofów" - kto tam wejdzie, to wejdzie na własne ryzyko - że go wyproszą, albo zjedzą:-). Ktoś sobie poczyta, ktoś odnajdzie pasję, ktoś się zastanowi, ktoś zignoruje, ktoś o coś zapyta etc.
Odpowiadając za siebie, rozumiem twoją propozycję, ale sprawa wygląda trochę inaczej. Wydaje mi się, że o ile istnieje możliwość takiej odgrodzonej dysputy to rzecz ma inny charakter. Otóż obecne rozważanie nie zawsze mają charakter skromnej refleksji na temat bytu. Zakładałem 2-3(?) wątki o metafizyce i skończyło się na wojnie.
Fakt - pewnie dlatego, że pewne osoby zamieściły tam swoje opinie nie w celu odkrywania prawdy i zastanowienie się na tematy ważne. Moza tu zauważyć, niekonieczne celowe, ale chęć tego aby pewne osoby przestały być chrześcijanin, porzuciły swoja wiarę i dostosowały ją do liberalno-lewicowych wymogów ,,nowoczesnej" dyskusji. Grzech ma przestać być grzechem. Nie ma tu miejsca na prawdę, tylko opinie. Wiem może to dziwne, jednak widzisz, mam nadzieję, że na razie nie dostrzegasz w tym poście żadnej sprytnie zakamuflowanej obelgi. Darzę twoje wypowiedzi szacunkiem. Dysputa będzie sie toczyć i to nie ważne czy tu czy w jakieś hermetyczne zamkniętej i odciętej od świata karczmie. Nie mam takiej wiedzy jak Attyla. Zawsze na tym forum poruszane są pewne tematy polityczne, filozoficzne gdzie zawsze, chcą czy nie chcą jest metafizyka. Więc ostatecznie cały ten dział można by zamienić w jedną wielką karczmę. I od tego, niestety, uciec się nie da, Więc potrzeby jest akt(?) intelektualnej odwagi.
Edit widzący :D
Maziomir [ gry online level: 34 - Yeti ]
Zaufaj mi Corded, że nie muszę korzystać ze słownika, żeby zrozumieć co piszesz. Musiałbym jedynie sprawdzać część pojęć z zakresu filozofii. A co do reszty Twoich wywodów - napisałem przed chwilą: drażni mnie wasza arogancja, w której wydaje się wam, że za zasłoną wyrafinowanego języka udowodnicie przewagę wiary nad jej brakiem, pogardliwie patrząc na każdego, kto myśli inaczej.
Zaiste wielki ze mnie arogant. Nie ma czegoś takiego jak ,,brak wiary". Człowiek może nie być chrześcijaninem, ale nadal może pozostać marksistą, scjentystą itp. Inaczej musiał by być absolutnie niemy. Nie mógł by podejmować żadnej aktywności wymagającej użycia rozumu. I wcale nie patrzę na ciebie pogardliwe - więc nie wrzucaj mnie do wora ze wszystkimi innymi. Napisałem o światopoglądzie w żelazobetonie, gdyż pierwszą moją wypowiedz w tym wątku i następną też podsumowałeś jako bełkot. Trudne sprawy często wymagają języka, którego słowa proste nie są. To kwestię objaśnił nieco wyżej Attyla.
I nie chodzi tu zabetonowany światopogląd - od początku każdej takiej rozmowy możesz być pewien, że nie przekonasz nikogo do wiary, jeśli jej nie czuje. Dla mnie więc próba takich dialogów w oderwaniu od konkretnych wydarzeń jest jedynie albo formą narcyzmu, albo prowokacją, która ma na celu nie tyle pobudzenie nas do myślenia, co do wzajemnego skakania sobie do oczu. I w tej sytuacji rozumiem czemu są tu usuwane tematy religijne.
Skoro tak to widzisz. Moja doświadczenia w sprawach dotyczących ratio obecności są nieco inne niż twoje. Nie wiem co masz na myśli pisząc ,,konkretne wydarzenia". W kwestio ontologicznej nie tak łatwo o jakieś konkretne wydarzenia. No chyba, że mowa o ewentyzmie.
Jeśli człowiek nasłucha się o sobie jako o lewaku, marksiście, scjentologu, sodomicie czy po prostu głupku od kogoś, kto wierzy w Boga, to nie wiadomo czy się rozpłakać czy roześmiać. Oszczędź więc sobie tych wyrafinowanych inwektyw i zrób założenie wstępne - nie odpisuj mi. Moje krytyczne spojrzenie na sprawę mówi mi, że świat nie będzie gorszy bez naszej dyskusji.
Jeśli ktoś tu spotkał się z inwektywami to Prawda i moja skromna persona. Jeśli uważasz, że ta rozmowa jest bez sensu, gdyż sprowadza się do imputowania sobie rożnych cech czy zachowań to niech tak będzie.
W tym wypadku, zgodnie z twoją wolą, jak dla mnie eot.
Problem w tym, że ktoś umożliwił "Kościołowi" posiadanie owej polityki w czasach, gdy politykę i religię stanowiło to samo źródło. Oczywiście drogą ewolucji przyniosło to pewne korzyści, ale ja stoję na stanowisku, że jej misja w kwestii politycznej się wyczerpała. Co do diabłów na końcu - to jest to jedynie określenie potoczne i nie obchodzi mnie nad czym zastanawiał się Święty Tomasz.
Nie wiem w jaki sposób można mówić, że się wyczerpała. Z twojej perspektywy chyba raczej ogóle jej ni było, bo Jezus nie był Synem Bożym. Co do Akwinaty. Nie wiem co to za ,,pojęcie". To proste działanie myślicieli epoki nowożytnej, którzy chcieli ukazać scholastyków, jako ludzi z bardzo ograniczonymi umiejętnościami intelektualnymi. Całkowicie bezpodstawny i powielany od dzisiaj.
Jeśli zaś chodzi o zdanie: ZAWSZE istnieje jakiś zbiór ARBITRALNIE przyjętych założeń wstępnych, to powiedz to człowiekowi, który wstaje rano by zaorać swoje pole. Wiem, że jest banda darmozjadów, którzy muszą świat opisać używając uniwersalnych pojęć, które pozwolą na dalsze dywagacje, a część z nich może nawet zakończyć się jakimś konkretnym celem, ale większość ludzi przeżywa swoje życie bez potrzeby takich założeń i to oni najczęściej padają ofiarami różnego rodzaju szarlatanów, którzy w efekcie tych jałowych sporów mamią ich życiem wiecznym, zbawieniem i sprawiedliwym sądem. A wszystko to by utrzymać ich w jakiś ryzach. Pół biedy, jeśli chodzi tu o wpojenie im podstawowych zasad moralnych, gorzej gdy chodzi o kasę. A Katolicyzm jest dla mnie przede wszystkim tym właśnie. Nie mydl mi więc oczu swoim kwiecistym językiem - mogę musieć, jeśli mi się zachce, sprawdzić o czym . piszesz, ale rozumiem z grubsza ten bełkot. Nie robisz na mnie wrażenia i niech plecy poklepie Ci ktoś inny
Przestań z używanie takich określeń typu ,,darmozjady". Nie wiem kogo masz tu na myśli, ale samo określenie, na pewno, nie jest aktem dobrej woli. Mnie kontakt z ludźmi ze wsi przychodzi raczej prosto. Jak na moje możliwości. Oni wiedzą, że obietnica życia wiecznego nie jest czymś wyssanym z palca. Założenia wstępne u ludu istnej. Jak wszędzie. Są przekazywane przez blogosferę i rozstrzygnięcia normatywne. Są przyjmowane z pokolenia na pokolenie. Dziwny obraz ludu rysujesz taki uciskany... trzymany w ryzach. Nie wiem kto, gdzie i jak tak bardzo trzyma ich w ryzach. Zawsze istniała tam jakaś władza. Jacy powinni być w w twojej perspektywie chłopi? W jakimś komunistycznym ,,stanie naturalnym" Jezus nie przyszedł na ziemie aby uczynić z ludzi super dżentelmenów z dystynktywny zachowaniem. Jezus przyszedł aby wypełnić przymierze. I takie jest zadanie Kościoła - wspólnoty ludzi wierzących. Szykowanie ich do życia wiecznego
,,Nie mydl mi więc oczu swoim kwiecistym językiem - mogę musieć, jeśli mi się zachce, sprawdzić o czym . piszesz, ale rozumiem z grubsza ten bełkot. Nie robisz na mnie wrażenia i niech plecy poklepie Ci ktoś inny"
Podsumowałeś moją wypowiedź w bardzo impertynencki sposób. Zaiste bardzo kulturalny i pełen chęci porozumienia. Jaka szkoda, że ty jako pierwszy zdradzasz właśnie oznaki zabetonowania w swoim światopoglądzie. Bez chęci jakiegokolwiek krytycznego zastanowienia się czy podejścia do sprawy - nawet przez sprawdzenie o czym tak naprawdę piszę. Oczywiście przy pomocy słownika. Jaka szkoda, że twierdzisz aby słowa, które przekraczają twój zasób pojęć nazywać bełkotem. Przykro mi. :(
Maziomir [ gry online level: 34 - Yeti ]
Po nic, tak samo jak po nic były sobory i synody, i całe to roztrząsanie ile diabłów jest na końcu szpilki, co jest apokryfem, która sekta ma racje, co zrobił, a czego nie Jezus i potem wcielanie tych ustaleń w życie przy pomocy nienawiści, ognia i miecza. Czas już zakończyć te jałowe spory i sprawić, aby wiara była czymś osobistym, a nie sterowanym przez leniwych próżniaków, którym wydaje się, że jedni są od orki i siania, a inni stworzeni do organizacji ich duchowego życia. Najczęściej z szukaniem w niej własnych korzyści.
Nie stygmatyzuj. Bardzo cię proszę.
Nie chcę być niegrzeczny, ale synody i sobory poza kwestiami wiary odpowiadały również za politykę Kościoła. Oczywiście dlatego, że trudne aby władcy mogli być ,,prywatnie chrześcijańscy".
Nie wiem kto roztrzęsła ile jest diabłów na końcu szpilki. Święty Tomasz zastanawiał się tylko ile może być aniołów w jednym miejscu. Z czego ,,odrodzeniowy" uczynili jakiś żarcik. Choć, jak wiadomo, takie działanie może wydawać się absurdalne tylko na płaszczyźnie określonych sensualistyczny-fizykalistycznych wytycznych.
ZAWSZE istnieje jakiś zbiór ARBITRALNIE przyjętych założeń wstępnych. Czy to w nauce, religii, ideologii, jakiejkolwiek innej dziedzinie intelektualnej działalności ludzkiej. Schemat ten, jak wiem, po raz pierwszy podważył Comte. Postać, moim zdaniem, bardzo nieciekawa. Ba nawet koło wiedeńskie, które wyło końcową forma(jako tako) rozwoju myśli pozytywisty-scjentystycznej w pewnej chwili dostrzegło, że ich POGLĄDY są metafizyczne i to radykalnie. Co takiego jest tam metafizycznego? No na przykład empiryczna weryfikowalność, która wymaga założenia realnego, materialnego świata. Ostateczny cios myśli neopozytywistycznej na płaszczyźnie matematyczno-logicznej zadał Kurt Gödl. Generalnie chodzi o to, że wiedzy matematycznej nie da się przedstawić w formie całkowicie zamkniętej. Tu też są potrzebne aksjomaty. W jakim sensie te spor mają być jałowe? Chcą aby wiara miała być czymś osobistym, aby te soborowe ,,spory" wrzeszczę się zakończyły. W praktyce oznacza to zwyczajną immanentyzację eshatonu. Władze ścile polityczna i ideologiczna jest transcendentnym i jednocześnie egzystencjalnym reprezentantem, życia człowieka. Rolę soborów przejmują tu zjazdy partii czy inne formy świeckiego ,,tworzenia" prawdy za pomocą plebiscytu. Tak aby zobiektywizować wolę ludu. Cała twoja wypowiedź nie jest formą dotarcia do sedna sprawy za pomocą analizy fenomenów czy innej, nie wiem, kontemplacji. Twoje słowa mogą stanowić bardziej część jakiegoś demagogicznego przemówienia a nie dysputy na tematy ontologiczne. Możesz mi zarzucić to same, ale waż się z tym, że ja odpowiadałem tylko na twój komentarz.
to nie ja [ gry online level: 8 - Konsul ]
Co to znaczy ,,lepsza"? Żeby widać taki osąd trzeba chyba posługiwać się jakimiś przyjętymi kryteriami. Z tego co wiem wiara to zaufanie. Moza wierzyć (tu przyjmować założenia) w scjentyzm albo marksizm + inne twory myśli postluterskiej. Bez obrazy dla osób wierzących w nauki Lutra. Może ta interpretacja wywodu marksizmu od
Marcina Lutra jest krzywdząca, ale on jako pierwszy porzucił możliwości rozumu i skoncentrował się na egotycznej wizji świata. Oderwał człowieka od Boga i rzucił w otchłań grzechu bez wyjścia. Nie da się ukryć, że predestynacja odżyła w takim układzie. Była jedynym wyjściem z Soli. Nie dziwi przeto, że równe ideologiczne ruchy znalazły podatny grunt pod swój rozwój w krajach protestanckich, głównie germańskich. Nie tylko predestynacja, ale również wszystkie ,,sola" itp.
Attyla
Słuszna uwaga. Zapominasz jednak o tym, że może istnieć inne źródło prawomocności, które usuwa tę aporię :) Źródłem tym jest Bóg. Jeżeli źródłem jest Bóg to prawomocność jest DANA a nie WYTWORZONA. Jeżeli jest Bóg i Bóg jest niezależny od naszych mniemań a źródłem prawomocności jest Jego Słowo, to oczywistym jest, że istnieje także obiektywność jako taka (w skrócie na tym polega epistemologia neotomistyczna Maritaina). Tym samym nie możemy uzyskać ŻADNEJ pewności bez założenia obecności Boga i tego, że dał On nam Swoje Słowo. Tym samym każda dziedzina aktywności intelektualnej, aby mogła aspirować do posiadania atrybutu prawomocności, to musi zostać "przepuszczona" przez filtr jedynej wiedzy, jaką otrzymaliśmy (dzięki temu dojdzie do uzgodnienia prawdy i twierdzeń nauki miast ucieczki w skrajności fideizmu lub "racjonalizmu") a nie twierdzeń, które sami produkujemy.
Tym samym obiektywizm jest możliwy, ale jest możliwy wyłącznie na gruncie zaufania do Boga.
To po co w takim razie dowodzenie istnienia Boga? Skoro istnienia dowieść się nie da posługując się narzędziami z tego świata? Może nie o dowodzenie istnienia chodzi. Istnienie chyba nie ma nic do rzeczy. Liczy się zaufanie - wiara.
Sęk w tym, że postmodernizm to krytyka ograniczona do samej siebie, więc czysty nihilizm (choć zarzucanie nihilizmu też w pewnym sensie jest autozabójcze, ponieważ nihilizm nie proponuje pozbycia się wszelkich treści - ideologia ta postuluje zastąpienie treści procedurami, czyli czystym formalizmem (to akurat widać bardzo wyraźnie w wypowiedziach Widzącego czy Hellmakera).
Mój błąd. Źle to napisałem. Założeniem nie jest zaufanie do Boga. Założeniem jest przyjęcie, że to, co pochodzi od Boga jest prawdą. Prawda ta dotarła do nas nie bezpośrednio (jak twierdzą wyznawcy wszystkich sekt protestanckich) ale jest zapośredniczona formą, w związku z czym musi być interpretowana. Stąd Słowo Boże jest czymś w rodzaju ZASOBU prawdy, którą jednak musimy wydobyć i oczyścić. Tym samym prawdę ODKRYWAMY a nie tworzymy (koncepcja tworzenia jest produktem konsekwentnego rozwinięcia tezy, że Słowo Boże nie jest zasobem, z którego możemy czerpać ale jest dobrem, które posiadamy bez żadnej z naszej strony aktywności i zasługi). Tym samym podstawowym "zarzutem" luteran i luterskich popłuczyn wobec chrześcijaństwa katolickiego jest to, że nie uważamy, by wiedza miała zasadniczo degresywny charakter, więc by ją poznać, musimy dążyć do "źródeł" (stąd "oświecone" odwołania do wymyślonych "stanów natury" i generalne oskarżenia o to, że Kościół ukrywa lub zwalcza prawdę dla jakichś zbrodniczych celów, co znowu pięknie pasuje do schematu gnozy). Zarzut ten oczywiście pochodzi z bezmyślnego reprodukowania pięciu założeń protestantyzmu i nie ma nic wspólnego z epistemologią ściśle katolicką, wedle której prawdę dopiero wydobywany i każde nowe pokolenie zbliża nas do niej a nie od niej oddala. To zresztą przekonanie było źródłem nominalizmu Okhama, które dopiero potem został zniekształcony pod dyktando protestanckich błędów (i właśnie dlatego, że doktryna Okhama była czystym formalizmem, została potępiona przez Kościół - stąd zresztą w moim przekonaniu także wyrażane przez Angelorda przekonanie o tym, że źródłem zła jest formalizm Okhamowski nie jest przekonaniem słusznym - w moim przekonaniu źródłem każdego zła jest bunt przeciw prawdzie, więc złamanie dyscypliny intelektualnej).
Czy w takim ujęciu formalizm znaczy to samo co nominalizm? Dlaczego w ogóle tak często mówi się o tym, że nominalizm + gnoza/[predestynacja/neopogaństwo/liberalizm(gnoza) to przyczyna cywilizacyjnej zagłady naszego kontynentu? Jakiż to podstępny zamysł kryję się u nominalistów? Wydaje mi się, że Święty Tomasz zajął słuszne stanowisko w tym sporze. Jakiejś pośrednie w kwestii tego realizmu pojęciowego.
to nie ja
Dysputa toczy się na temat metafizyki i teologii. Głownie katolicy i ateiści. Czasami razem starają się analizować jakieś fenomeny. Jednak często z tego co widać różne strony nadal są zwaśnione. Pomijając, moim zdaniem, takie dziwne rzeczy jak mowa o prawdopodobieństwie w kwestiach Prawdy. Choć pewnie tu się mylę bo czegoś nie zrozumiałem. Mówią aby ci co chcą perorować na takie tematy założyli karczmę, Oko Soulcatchera trzyma pieczę nad przebiegiem debaty. Taka jest moja ocena(interpretacja?)
Ja tam przeczytam z chęcią. :D
Tym samym wszystko rozpatruje w kategoriach teorii spiskowej dziejów (stąd zresztą Voegelin twierdzi, a ty, zdaje się, to akceptujesz, że wszystkie ideologie są religiami gnostyckimi)
Nie rozumiem. Więc Voegelin powiela schemat teorii spiskowej?
btw. Znasz jakąś dobrą książkę o nominalizmie/formalizmie? Tego sporu o uniwersalia, która ukazuje współczesne reprodukowanie tych heretyckich schematów?
Właśnie nie. Relatywizm jest błędem nie bujdą zaś bezstronność jest konsekwencją obecności pochodzącego od Boga rozumu czynnego. Rozum czynny jest iskrą od Boga. Nie "działa" co prawda on w dwie strony ale oznacza to, że istnieje potencjalność poznania prawdy. Jedynym ograniczeniem jest to, że nie możemy uzyskać pewności. Pewność możemy tylko otrzymać. I rzeczywiście jedyną drogą dla uzyskania pewności jest wrażliwość duszy. Tu zaś jest to zawsze doznanie nie poddające się obiektywizacji (albo intersubiektywizacji jak życzy sobie Husserl :)). Tu zresztą jest różnica pomiędzy intersubiektywizacją a obiektywnością. Obiektywność jest stanem ducha a nie formalnym aktem deklarującym wolę. Ponieważ scjentyzm jest tylko sektą odluterską, to wszystkim, co jest w stanie zaakceptować jest pewność własnego przekonania (fanatyzm).
Pod tym względem Angelord ma rację. Obiektywizm jest pojęciem metafizycznym zakładającym obecność wspólnoty ducha będącej skutkiem obecności logosu. "Oświeceni" zaś arbitralnie odrzucają wszystko to, czego nie chcą zaakceprtować :) I tutaj tautologię odnajdziesz bez najmniejszego problemu :)
Dzięki za takie wyczerpujące odpowiedzi ale nadal nie rozumiem. Dlaczego postępowanie ,,Oświeconych" nosi znamiona tautologii? Czyli zdania, którego jak rozumiem, prawdziwość wynika z jego struktury(słownik). Dlaczego wszystkie założenia nie są tautologiami?
Rozumiem, że te rozważania nad bezstronnością toczą się na płaszczyźnie rozumu czynnego. W kontekście wypowiedzi tego faceta chodziło mi bardziej o to, że człowiek bezstronny w sprawach najbardziej podstawowych być raczej nie może. To znaczy, że jeśli deklaruje, że jest bezstronny, przestaje być bezstronny. Chyba trochę jak taki agnostyk (W rozumieniu Arystotelesa). Bo dziś w tym pojęciu człowiek widzi deklaracje niemożności dojścia do prawdy jako takiej, ale do Boga. Co, jako takie, jest chyba dziwne, gdyż czyż one nie mają takiego samego stanu poznawczego(?) Jakkolwiek to nazwać.
Zaufanie do Boga nie jest tautologią. Jest założeniem. Po prostu zakładam, że ufam Bogu i akceptuję płynące stąd implikacje.
Czy w tym względzie istnieje coś takiego jak oficjalna nauka Kościoła? Ojcowie Kościoła mieli na ten temat(chyba ten) różne zdania. Święty Augustyn (z Hippony oczywiście) twierdził, że obecność Boga wynika jako tako z tego co możemy nazwać rozumem czynnym. Z duszy. Jest to oczywiste, gdyż On nam ją dał. Święty Tomasz mówił z kolejni, że to iż On jest oczywiste nie jest. I nie jest czym co nie wymaga dowodzenia. Chociaż, jeśli człowiek o czymś mówi to to chyba jest, nie? Skoro założeniem jest to, ze człowiek ufa Bogu, to czy Bóg jest i to jest pewne? Wystarczy mu tylko zaufać?
Attyla
Jeżeli przyjąć za Arystotelesem, że istnieją 3 części duszy, których występowanie stanowi jednocześnie fundament dla hierarchii stworzenia, to znaczy, że jako ludzie posiadamy jednocześnie duszę wegetatywną, duszę, duszę zmysłową i duszę rozumną. Tym samym posiadamy również rozum czynny (nie tylko receptywny), który nie jest związany z ciałem i stanowi formę bytowania wiecznego.
Jeżeli zaakceptować to założenie, to okazuje się, że odczuwanie siebie jest skutkiem obecności rozumu receptywnego (posiadam ciało i receptory, otrzymuję z receptorów sygnały zmysłowe, co implikuje konieczność rozróżnienia przedmiotu poznania i podmiotu badającego, co kwestionuje obłęd fizykalizmu). Emocje wraz z pożądliwością stanowią fundament dla poznania opieranego o fizyczną część ludzkiej natury. Z kolei rozsądek (rozum czy panteistyczny w tym sensie logos) uzyskuje dane zapośredniczone przez emocje i pożądliwość i na tej bazie dokonuje analizy rzeczywistości. Jednak ta czynność jest już aktem rozumu spekulatywnego.
Taki jest schemat działania funkcji poznawczych według Platona i Arystotelesa. Został on naruszony przez Lutra poprzez radykalne wyparcie się rozumu spekulatywnego (analizującego doznania) i akt ten stanowi fundament jednocześnie fundament dla nauki a zwłaszcza jej fundamentu religijnego: scjentyzmu. Swoje uwieńczenie błąd ten znalazł w culte de l'Être suprême Comte'a.
Dobrze. Pewnie czegoś nie zrozumiałem. Ale skoro rozum czynny jest tym, który otwiera się na rzeczywistość transcendentną. A zresztą nie. Wiec ostatecznie w tym rozróżnieniu są 3 rodzaje duszy (wegetatywna, zmysłowa i rozumna) oraz 3(2?) rodzaje rozumu (receptywny, rozum uzyskujący informacje związane z emocjami i rozum spekulatywny). Dobrze rozumiem?
1. każdy rodzaj aktywności intelektualnej człowieka wymaga założeń. Założenia stanowią fundament każdego sposobu postrzegania rzeczywistości, choć można je podzielić na dwa skrajne poglądy, pomiędzy którymi istnieje nieograniczona ilość poglądów pośrednich. Pierwszy zakłada, że wrażenie obecności (istnienia) jest realne (tautologia zakładające, że istnienie jest realne, więc odczuwając realnie, doświadczamy istnienia). Drugi zakłada wręcz przeciwnie, że wrażenie obecności (istnienia) jest fałszywe ze wszystkimi tego faktu konsekwencjami (tu swoje źródło metafizyczne znajduje fizykalizm).
Wiec to doświadczenie, które jest u ludzi odpowiedzialne za otarcie się o to co nadprzyrodzone i pewne(gdyż nie wymagające założenia) nie jest formą aktywności intelektualnej? Faktem jest chyba to, że Pismo Święte wymaga interpretacji. Dzięki temu nie wpadamy w protestanckie ,,tylko". Czy zaufanie, które człowiek pokłada w Bogu, który ma objawić Swoje przesłanie w Swym Słowie spisanym przez ludzi i wiara w(zaufanie) Bogu nie jest wówczas formą tautologii?
2. wiedza matematyczno-fizyczna nie JEST rzetelna a zdaje się być rzetelną w oparciu o ściśle sensualistyczne założenia. Zauważ, że współczesne lewactwo powtarza arystotelesowski termin "terroru wiedzy" właśnie dlatego, że uznaje wiedzę/naukę za system równie apodyktyczny co chrześcijaństwo, co implikuje zakwestionowanie boskości polityki a zatem i państwa. Przyjmują oni bowiem, że nie istnieje rzeczywistość jako źródło prawdy. Że tym samym prawdę nie odkrywamy a tworzymy. Tym samym nie ma najmniejszych powodów, by ludzka swoboda idei (emocji) a zatem i swoboda kształtowania rzeczywistości czysto ludzkiej nie była ograniczana żadnymi koniecznościami płynącymi z tego, że komuś wydaje się, że poznał prawdę, że więc istnieją jakieś rzeczywiste ograniczenia dla ludzkiej emocjonalności politycznej.
Stąd między innymi symbolem tego lewactwa stała się ideologia gender, która kwestionuje realność płci i umieszcza sposób jej postrzegania jako kolejny element debaty w ramach totalnej polityki. Skoro nie istnieje realna płeć, to nie istnieją żadne konieczności fizyczne narzucające swoje werdykty polityce.
Prawdą jest prawda duszy, nie? Kościół jest depozytariuszem prawdy. Nie ma tu mowy o żadnym monopolu, bo prawda z definicji jest jedna i nie jest towarem. Prawda jest. Przeto wszystkie ideologie jako gnostyckie zawierają jakiś element nihilizmu. Przynajmniej na pewno najbardziej radykalne religie wewnątrzświatowe. Ale czy ta aktywność w odkrywany prawdy nie wymaga jakiś uprzednio przyjętych założeń? Które człowiek musi przyjąć? Albo czy przynajmniej on części z nich nie tworzy? Słyszałem kiedyś audycję w radiu(Radio Zet) gdzie jakiś człowiek mówił o tym że prawda w definicji tomistycznej to zgodność pojęcia z rzeczywistością. Ale czym jest rzeczywistość - spytał ten człowiek. Powiedział że nie chodzi mu o relatywizm, tylko taki jest faktyczny stan rzeczy. Ale czy faktyczny stan rzeczy i całej rzeczywistości nie jest właśnie prawdą? Czy on tylko wybrał sobie jakiś pogląd i mówi, że jest słuszny? Może widział to tak, że widzi w tej faktycznej (według siebie) wizji rzeczywistości jakieś umiarkowanie intelektualne? Oczywiście relatywizm i bezstronność to bujda. Czyż nie?
3. Nie można pozwolić na to, by rozum praktyczny zdominował lub wyparł (scjentyzm) rozum spekulatywny, bo jedynym skutkiem będzie zobiektywizowanie (realna reifikacja) człowieka. Już dziś człowiek jest postrzegany jako "zasób" czy "siła roboczą" (co na jedno wychodzi) a to znaczy, że cele usytuowane są poza człowiekiem. Tym samym człowiek przestaje być celem samym w sobie i dla siebie a staje się narzędziem - przedmiotem, towarem. Polityka a ta przez "oświeconych" uznawana jest za realny absolut (boga) w ramach której człowiek jest rzeczą nie prowadzi do niczego dobrego.
To nie ulega żadnej wątpliwości czy zastrzeżeniom. Nieprawdaż? :)
Angelord
A czy ten ,,obiektywizm" nie jest naprawdę tym samym czym ten ,,intersubiektywizm"?
WrednySierściuch
Corded - słońce ty moje - czy ty przypadkiem nie złożyłeś konta 29 grudnia 2010?
I NADAL nie wiesz dlaczego polemika "z tobą" jest na GOLu niemożliwa?
Nie nie wiem. Serio nie wiem dlaczego. O.o Jeśli możesz - wytłumacz mi. Dlaczego napisałeś "z tobą"? Co to ma sugerować?
Może taki mały off-topic ale Attyla napisał taką intrygującą rzecz:
W sensie politycznym (a dla lewactwa tylko taki sens ma znaczenie) porównanie jest jak najbardziej sensowne. Jeżeli tak strasznie cię to oburza to nie jest to objaw działającego rozumu a emocji.
Jest to w ogóle typowy spór pomiędzy sekciarzami protestanckimi, więc wyznawcami wiedzy praktycznej (wiedzy płynącej serca, więc wiedzy płynącej z emocji a zatem zupełnie zinterioryzowanej i podlegającej skrajnej subiektywizacji) a osobami, które nie deprecjonując zupełnie wiedzy praktycznej, bardziej polegają na wiedzy spekulatywnej (wiedzy odwołującej się do rozumu).
Pierwsza postawa z definicji produkuje fanatyków. Druga daje szansę na mądrość.
Teraz przepraszam za moje infantylne (Nie mam wiedzy na takie tematy) podejście do tematu:
Wiec tu jest wiedza płynąca z emocji, praktyczna (Na przykład Luterski egotyzm albo woluntaryzm Kartezjusza jak mniemam) a tu też jest wiedza spekulatywna.
Wnioskuje, że ich źródłem jest podmiot-człowiek, który jest niepowtarzalną osobą i wbrew szaleństwu fizykalistów na swój sposób doświadcza rzeczywistości. Skoro pierwotne i pewne jest doświadczenie siebie jak można wyodrębnić takie dwa typy wiedzy? Skoro wiedza spekulatywna jest również subiektywna (Nie mam wiedzy filozoficzno-teologicznej więc mogę się mylić) to dlaczego wiedza praktyczna jest subiektywna jeszcze bardziej? Czy dlatego, że można działać przeciw logice i dobru, gdy człowiek jest pod jej wpływem? Wszak chyba wyróżnienie dwóch typów wiedzy, która nie jest namacalna i nie jest jakimś jednostkowym materialnym bytem może szerzyć zgorszenie wśród scjentystów. Więc to wróżenie jest zabiegiem na polu metafizycznym?
Teraz może przejdę do sedna. Widziałem kiedyś, gdzieś u Kanta chyba taki podział wiedzy na naukową i metafizyczną przy czym ta druga jest podobno spekulatywna rzekoma. Skoro oba te typy wiedzy są oparte na jakiś założeniach wstępnych to skąd taki podział? Dlaczego wiedza matematyczno-przyrodnicza jest jakaś rzetelna a produkty metafizycznych wysiłków to rojenia? Wszak pewnie dlatego, że tych drugich nie da się ,,zweryfikować", ale w sumie tych pierwszych tak jakoś chyba też raczej nie. Jednak są one jako tako dostępne (Te przedmioty badań z nauką przyrodniczych) namacalnie, choć nadal subiektywne. (tak wiem założenia wstępnie). Niestety mój umysł również jest przez ową namacalność zwiedziony. Naprawdę widzę pragmatyczny sens konstrukcji nowych maszyn czy silników poprawiających jakoś ten fizyczny byt ludzi. A metafizyka jakoś pozwala poznać człowieka i prawidłowo organizować jego życie zgodnie z Prawdą. Do której prawidłowej obróbki(?) jest przecież potrzebne narzędzie logiki. Jeśli jakiś szanowny użytkownik może podzielić się refleksjami albo wskazać błąd w moim rozumowaniu bardzo proszę o odpowiedź. :)
To zależy co masz nam myśli pisząc polityka.
,,Powszechnie wszak wiadomo, że chłopaki z pierścieniami, wiedzą lepiej, gdzie jest miejsce kobiet. Jak ktoś już wspomniał: Reasumując wdrożenie i urzeczywistnienie kapłaństwa kobiet to chęć czysto polityczna, ideologiczna, nie mająca nic wspólnego z nauką Kościoła. Każde dziecko wie, że purpuraci brzydzą się polityką."
Bardzo chętnie mógłbym coś powiedzieć na ten temat, ale spodziewam się, że odpowiedzią będą jakieś dziwne zagrywki retoryczne. Tak jak wyżej.
Edit: Mam na myśli to co pogrubiłem.
Cóż to mogę sobie wyobrazić? polemikę? A tak poza tym, to dlaczego niby nie możesz się tu w nią wdawać?
Zaiste o wiele lepiej Maziomirze wszystko podsumować w 3 zdaniach impertynencji, które nie mają żadnej wartości poznawczej. Ponadto uprawiasz stygmatyzację wyrywając jedną część wypowiedzi z kontekstu. Jest to to typowy zabieg, który ma na celu podważenie wiarygodności moich słów.
Z tego co wiem to w czasie kiedy bezżeństwo nie było wymagane księża mieli dzieci i tu chyba pojawiał się problem spadków. Celibat ostatecznie usankcjonował papież Grzegorz VII w XI. Sprawa jest bardzo zawiła i zwalanie wszystkiego na jakąś feministyczną ,,mizoginię" to hasło ideologiczne i brak chęci głębszego zajęcia się tematem. ,,Oświeceni" chcą ustalać prawdę za pomocą plebiscytu, traktują brak kapłaństwa kobiet w Kościele łacińskim jako przejaw jakieś dyskryminacji, a sprawa wygląda tak, że po pierwsze jest to sfera ,,prepolityczna" więc, tak na prawdę, mogą tam szukać tej dyskryminacji tylko wtedy, gdy będą niezaparcie wierzyć w dogmat państwa totalitarnego gdzie rzeczywistość immanentna i transcendentna to jedno i to samo, zlewające się ze sobą uczestnictwo we wewnątrzświatowej (Voegelin) boskości. Kapłaństwo nie jest wyróżnieniem, kapłaństwo, jest to służba antycypująca nadejście czasów końca. Służba wymagająca całkowitego oddania Bogu. Jeśli tak to świat został stworzony i animowany w ten sposób, że wszędzie sanktuarium kobiety jest ognisko domowe. Reasumując wdrożenie i urzeczywistnienie kapłaństwa kobiet to chęć czysto polityczna, ideologiczna, nie mająca nic wspólnego z nauką Kościoła. Wszak wiadomo, że nauka Kościoła jest to dzieło kolektywne a herezja to zazwyczaj dzieło jednostki. Jeśli ktoś jest katolikiem winien odrzuci swoje własne rojenia i przyjąć wykładnię katolicką. Co to problemu celibatu, który u siebie zacząłem jest on bardzo wątły i zapewne są tu ludzie, którzy opiszą to zagadnie w sposób zdecydowanie bardziej rzetelny i przystępny. Przedstawiłem stosunek ruchów gnostyckim do celibatu, który zasadniczo nie zmienił się od czasów rewolucji francuskiej.
Bardzo proszę o odpowiedź na post numer 246.
Więc, czy poprzedni zamknięty wątek będzie mógł by wznowiony, czy każdy wątek o metafizyce będzie zamykany z uwagi na to, że wypowiadające się tam osoby nie zachowują się w porządku? Kiedy i gdzie tematyka metafizyczna będzie mogła być kontynuowana?
2. Pytasz jak wybierać a ja ci odpowiadam: nie ma czego wybierać. Jest jak jest i należy to akceptować tak długo jak długo nie wiąże się to z akceptacją/wspieraniem zła.
3. Tu nie Maritain czy Voegelin powinni działać ale sumienie. Każde z nas ma sumienie i każde z nas może (i powinien) korzystać ze wsparcia duchowego ze strony swojego spowiednika (choć niekoniecznie spowiednika). W każdym razie nikt nie powinien kierować się rzeczami wypisywanymi przez kogoś takiego jak ja. Ani ja ani inni świeccy katolicy nie zostaliśmy powołani do tego, by wspierać ludzi w ich drodze do zbawienia. Możemy tu zrobić więcej szkód niż pożytku. Lepiej zostawić to "fachowcom" :)
A co jak wiąże się to z akceptacją/wspieraniem zła? Nie ma żadnej gospodarczej alternatywny przeciw neoliberalnemu neokolonializmowi?
Cóż to za fachowcy? Naprawdę nie wiem co masz na myśli. Droga do zbawienia - ok, ale jakże niektórzy nie winni kierować się tym co piszesz? Jak powtarzasz, że scjentyzm i cała reszta ,,oświeconych" wymysłów to bzdura, bo liczy się Jezus to należy przejść koło tego obojętnie?
No widzisz? Już bardziej interesujesz się "poziomem życia", więc terminem ideologicznym wspierającym konsumpcjonizm. Już przeciwstawiasz sobie zły komunizm z neoliberalnym konsumpcjonizmem, przez co sugerujesz (również sam sobie), że ten ostatni jest dobry.
Kiedy ja nie miałem na myśli żadnego neoliberalnego konsumpcjonizmu, tylko ogólny przedrewolucyjny system gospodarczy na zachodzie Europy. Doskonale wiem, że ,,poziom życia" jest terminem ideologicznym, przeto znajduje się w cudzysłowie. Jak jednak można zastąpić ten termin, aby wskazać na jakąś, nie wiem, materialną(?) zamożność, PKB na głowę? Wiem, wiem, że to też są ideologiczne formułki, ale jak to nazwać? Nie nazywać?
Całkiem niedawno miałem taką sytuację. Rozmawiałem z jednym z ministrów na temat systemów ewaluacyjnych mających sprawdzać "skuteczność" przyjmowanych rozwiązań prawnych. Faced doznał szoku, gdy powiedziałem mu, że nie wieżę w te sensualistyczno utylitarystyczne majaki a w szczególności nie jestem scjentystą i jako scjentysta nie wierzę w zasadniczą jedność metody naukowej, więc w związku z tym odrzucam próby liczbowego/statystycznego ujęcia człowieka. To jest hasło, na które osłupiał. Nieco złagodziłem to wrażenie, gdy hasło uzupełniłem krótkim streszczeniem krytyki tyranii liczb według Arystotelesa.
Nie rozumiem. Jaki system ewaluacyjny masz na myśli? ,,Krytyki tyranii liczb według Arystotelesa" - nie spotkałem się z czymś takim. Cóż to jest?
Attyla_bis [ gry online level: 24 - Konsul ]
Jeżeli przyjąć perspektywę sprzed Soboru Watykańskiego II. Potem przyjęto neotomistyczną perspektywę Maritaina, więc uznano konieczność zaangażowania się Kościoła w kształtowanie instytucjonalnej przestrzeni państwa. System jest w ramach tej doktryny czymś drugorzędnym - mającym wspierać a nie zastępować - jak w skrajnym nominalizmie europejskim - realizowane wartości.
Tym samym Kościół nie tworzy przestrzeni instytucjonalnej mającej utworzyć warunki dla raju na ziemi ale instytucjonalną przestrzeń wspierającą starania jednostki zmierzające do uzyskania zbawienia. Stąd wzięła się nauka społeczna Kościoła. Wyznawcy kapitalizmu uważają ją za socjalizm a wyznawcy którejś z sekt lewackich uważają za radykalnie reakcyjną.
Nie zmienia to jednak faktu, że nie istnieje system taki, jaki powinien_być. Zbawienie można uzyskać w każdym systemie. Można tylko dyskutować. czy wspierają ten zamiar ułatwienia czy utrudnienia życia jednostek.
„Wolny rynek” sam w sobie jest fantazmatem ideologicznym a nie realnością. Chyba, że uznać za słuszne liberalne brednie o tym, że „naturalnym” stanem człowieka jest stan niezależności (nieuczestniczenia w jakiejkolwiek społeczności a zatem i niezależność od jej wewnętrznych regulacji). Człowiek jest istotą społeczną a jednym z elementów kształtujących społeczność jest współpraca jednostek w ramach reguł ustalonych przez tą społeczność. I nie jest to współpraca gospodarcza (to kolejny ideologiczny fantazmat oświeceniowy). Jest to współpraca i jest to współpraca ogarniająca właściwie wszystkie aspekty życia jednostek w ramach społeczności.
A to jakie są te zasady, zależy od konieczności życiowych a nie ideologicznych bredni.
Ta prawdę mówiąc, to 99% wszystkich założeń którejkolwiek z doktryn gospodarczych to ideologiczne bzdury, które mogą wydawać się podobne do „stanu naturalnego”. Kłopot w tym, że nie istnieje i nie istniało coś takiego jak „stan natury”. Zasady kształtujące społeczność zawierały w sobie to, co akurat było w danym momencie konieczne dla jej przetrwania. Aby zasady te były homogeniczne – zawsze ulegały sakralizacji, choć nigdy nie były pierwotne wobec religii, która także jest elementem każdej społeczności.
Czy zatem chrześcijanom nie może popierać jakiegoś określonego systemu gospodarczego, bo od razu wchodzą w jakieś ideologiczne bagno? Współcześnie w parlamentach całego świata są różne partie. Czyż one wszystkie nie mają jakiś założeń ideologicznych? Jak w takim razie wybierać, skoro wszyscy są dziś mniej lub bardziej animowani przez wewnatrzświatową gnozę. Wiesz oczywiście, ze nie każdy człowiek miał styczność z twórczością Maritaina czy Voegelina i nie rozpatruje ideologii jako religii gnostyckich. Co w takim razie mają zrobić ci ludzie?
Przede wszystkim zadaniem społeczności jest przetrwanie a nie efektywność. Aby przetrwać, społeczność potrzebuje (punktu widzenia gospodarczego) zarówno gospodarki efektywnej (zapewniającej przeżycie) i gospodarki nieefektywnej (zapewniającej poczucie konieczności przynależności do społeczności). System gospodarczy „dobry” to nie jest system tworzący warunki dla rozpadu społeczności i odebrania człowiekowi poczucia przynależności.
To jakież to były warunki, że socjalistyczny wschód naszego kontynentu znalazł się (w XX w.) w gospodarczej stagnacji? Wiem oczywiście, że bądź co bądź, ,,standard życia" się podniósł, mieliśmy przemysł. mieszkania itp. Ale i tak wiadomym potem na zachodzie szło im lepiej pod względem gospodarzmy niż tu. Nie wnikając już w gospodarcze skutki rewolucji marksistowskiej lat 60. Wiem, że system na zachodzie ogóle w całej Europie do lat 60 był o tyle spójny, że panował Jezus (zazwyczaj) a nie nihilistyczno-egzystencjalne bzdury. Nie chcę mówić o jakieś perspektywie raju utraconego, ale przecież to co było u nas (system gospodarczy) nie był ani efektywny ani nie spajał społeczeństwa przez poczucie przynależność. No chyba, że aparatczyków partyjnych. Reszta była zjednoczona w jako takiej wrogości do systemu lub po prostu nadal przez bycie Polakami i chrześcijanami, nie ważne w jakim ustroju.
Btw. Zawsze dużo piszesz - masz na to czas, (chyba nie) czy umiesz i masz chęć szybko stukać w klawisze? :)
Racja, bo jakiś ogół aktywności na tym polu być musi. W sensie wytwarzanie i podział dóbr i usług. Poprawię się i napiszę, że chodziło mi o przytoczoną przez ciebie wydajność (Co zresztą, jak napisałem, miałem na myśli).
Widzący
Gospodarka nie działa zawsze. Przynajmniej, nie tak jak powinna. Mam na myśli to, że w jednym kraju ludzie stoją w kilkusetmetrowej kolejce po papier toaletowy a tuż za granicą problemów z tym nie ma. Mam tu na myśli oczywiście przykład nie tylko dawnego PRL-u ale całej aberracji związanej ze zjawiskiem gospodarki ,,centralne planowanej". Choć nie ,,za granica" jeśli chodzi o Socjalistyczną Polskę. Dajmy na to NRD i RFN
A zresztą, doskonale wiesz o co mi chodzi :)
Wiadomo, że nie da się stworzyć raju na ziemi, w którym zniknie bestialstwo i podłość. Eschaton nie nadaje się do zimmanetyzowania przez ludzkie siły i rojenia. Jednak jaki w takim razie winien być system społeczno-gospodarczy? Wiadomo taki który nie umieszcza człowieka w ramach jakiś wewnątrzświatowych, ideologicznych wymysłów. Ciekawe jest to, (Dla mnie) ponieważ wielkiej wiedzy na ten temat nie posiadam. Czy taki system funkcjonował zanim nastał czas postoświeceniowych ideologii? Często mówi się o tym, że na przykład Keynes jako jeden z niewielu ekonomistów nie budował oderwanych od rzeczywistości konstruktów. Czy jednak gospodarka i obracający się w niej ludzie skazani są na zagładę jeśli animowana jest ona przez ideologiczne bzdury? Wydaje się, że model ,,wolnorynkowy" wydaje się intuicyjnie słuszny. To znaczy jakiś taki, gdzie transakcje zawierane są dobrowolnie między kupującym a sprzedającym. Nie chcą tu afirmować jakiś ,,kapitalistycznych", które raczej nie są zgodne z nauką Kościoła, ale zimna wojna wykazała w jakieś cześć, że model (również ideologicznej) gospodarki marksistowskiej, centralnie planowanej jest mniej efektywny niż ,,to" co było na zachodzie. Zresztą przykłady są również dziś Korea (północna) i Kuba. Choć oczywiście, jak wiadomo oba te systemy pochodzą z tej samej oświeceniowej beczki. Przeto pytanie - jaki ustrój gospodarczy? Kiedyś pewnie był taki (chyba) ujednolicony przez panowanie Chrystusa, ale co dziś?
Więc, czy poprzedni zamknięty wątek będzie mógł by wznowiony, czy każdy wątek o metafizyce będzie zamykany z uwagi na to, że wypowiadające się tam osoby nie zachowują się w porządku? Kiedy i gdzie tematyka metafizyczna będzie mogła być kontynuowana?
Rozumiem, że został zamknięty mój skromny wątek traktujący o epistemologii i bycie. Wiadomo również, że moderator z tego czynu tłumaczyć się nie musi. Pytam wiec, czy możliwe jest założenie przeze mnie kolejnego wątku o tematyce metafizycznej, albowiem jego temat nie został on wyeksportowany. Jeśli tak to cy może on mieć jaką taką integralność z poprzednim? To jest, czy można się do niego odwoływać?
Attylo
No tak. Tego się można było spodziewać. Tematem wątku miało być uzasadnienie dla nauki a wałkujemy uzasadnienie dla Chrześcijaństwa :D
Racja, ale no w sumie, nie wiem... Jako, chcąc nie chcąc, internalizacyjnie ( I z konieczności jak ci wiadomo nie tylko tak. ) my chrześcijany. I tak jakoś, może nie celowo ta ,,nauka" postrzegana jest z perspektywy scjentystycznej, wiec będzie tu zazwyczaj, pewien rodzaj ,,zatargu"(?) w logosferze. Chyba. Choć mnie to samego ciekawi, gdyż nie znałem dotychczas patrzenia szkoły lubelskiej na człowieka. Nie wiem jak to napisać.
btw. Jaka jest różnica pomiędzy ,,nauką" scjentystyczną a pozytywistyczną? Wydaje mi się, że ta druga nie jest aż tak bardzo oderwana od rzeczywistości, jak na pierwsza. No, może przynajmniej podstawowe założenia nie są wewnętrzne sprzecznie. Choć może? :)
Wiadomość dla towarzyszów scjentystów: Chrześcijaństwo NIGDY nie uzależniało poznania od empirycznych obserwacji, w związku z czym empiryczne uzasadnienie dla Chrześcijaństwa nie jest konieczne. Żeby przyjąć taki paranoiczny punkt widzenia trzeba po pierwsze być scjentystą a po wtóre trzeba być scjentystą rewolucyjnym, tj. takim, co to prócz bredzenia o zasadniczej jedności metody poznania, pragnie na wszystkich uznanie prymatu tej bredni wymusić.
Rozumiem, że masz na myśli poznanie rzeczywistości, jako takiej? Może jest to (zapewne tak) to jedyne poznanie a nie manipulacja elementami rzeczywistości immanentnej. Jakieś poznanie(?) fenomenów a nie rzeczywistości jako takiej.
Co znaczy "wierzyć w"?? Jeżeli "wierzyć w" to "wierzyć w istnienie" (taka wersja scjentystów)
2. Wiara to zaufanie. Ufać można tylko komuś, kto istnieje. Tym samym chrześcijanin WIE o obecności Boga. Wiedza nie wyklucza wiary. Wiedza ją umożliwia.
O tym czy istnieje raczej coś niż nic decyduje przede wszystkim poczucie siebie. Jeżeli czujesz, że jesteś - a czujesz, że jesteś, bo myślisz (cogito) - to znaczy, że istnieje minimum jedno: osoba jako centrum, do której wpływają informacje i są przetwarzane w obraz rzeczywistości. Oczywiście wszystko inne trzeba założyć (w tym to, czy istnieją jakieś informacje, czy może są jakimś urojeniem :)).
Doświadczenie siebie jest faktem a fakty nie są założeniami. Mogą jedynie być przedmiotem badania
Przytoczyłem to wszystko w kontekście owego poczucia rzeczywistości, bo nadal nie rozumiem pewnych kwestii ontologiczno-epistemologicznych.
Kiedyś moja perspektywa była (jest?) taka: Człowiek musi coś założyć aby nie wyjść na scjentysto(,,naukowcą")-nihilistę(milczącego-agnostyka).
I może tu jest problem. Czy możliwość zakładania założeń też jest założeniem? Z tego co piszesz wiadome jest to, że pierwotnym faktem jest to doświadczenie siebie. Ale czy to doświadczenie w tej rzeczywistości jest możliwe, jeśli wymaga ona założenia. Czy ono w ogóle mogło by istnieć gdyby nie miało czegoś w tej rzeczywistości do odbioru? (choć to pierwotnie doświadczenie oczywiście implikuje wniosek istnienia Czegoś poza nią i Czegoś w nas samych :)) Choć, jak wiesz niektórzy twierdzą, że całość my i wszystko co nasz otacza jest urojeniem. Może nie urojeniem, ale czymś właśnie subiektywnym(myślałem o subiektywności w taki sposób, iż trzeba coś założyć, gdyż bez tego jesteśmy biedni, choć oczywiście jak mniemam rzecz istnieje poza naszymi rojeniami) i przez to trzeba nawet założyć iż On istnieje. Wiem pewnie bez sensu, ale dlaczego to pierwotne doświadczenie siebie jest faktem, a gdyby na przykład było by ono niczym. Gdyby, rację(?) mieli by jacyś nihiliści i okazało(?) by się, że nie ma nic? (Wiem, trochę bez sensu, bo jak nihilista może mieć rację?) Pisałeś kiedyś o tym, że On ma taki sam status poznawczy jak my. Przez co On, z racji tego nie może być przez nas odrzucony, gdyż z konieczności bez Niego nie ma nic. (Tak z ciekawości, jeśli można, to twoja oryginalna myśli, czy zaczerpnięta z jakiegoś dzieła? :)) Ale co jeśli nie ma nic? Przepraszam za to, ze cały czas pytań się o to samo.
Czy agnostyk z perspektywy Arystotelesa nie jest takim współczesnym nihilistą? Czy w ogóle taki współczesny ,,agnostycyzm" ( w sensie ,,nie wiem czy Bóg/bostwa są czy ich nie ma", ale na przykład ktoś wierzy, że rzeczywistość jest realna?) ma jakieś uzasadnienie? Czy będzie to jakaś dziwna forma immanentyzującego monizmu?
Może nie tyle jak implikuje odpowiedź, bo próba odpowiedzi na to czy istnieje raczej coś niż nic to zazwyczaj tautologia.
Attyla
Ok chyba rozumiem :) A czy również ta niepowtarzalność w kontekście subiektywność implikuje w jakiś sposób odpowiedź(?) na pytanie czy istnieje raczej coś niż nic?
w o y t e k
Wiadomo, że tego nie da się sfalsyfikować operując narzędziem z tej rzeczywistości w tej rzeczywistości, ale Dawkins dał na przykład jakiegoś ostatecznego boeinga 747? Oczywiście to próba podniesienia krzesła na którym się siedzi.
Attyla
Ale odpowiadają na pytanie powiem, że nie jest to wniosek z założenia a właśnie doświadczenie siebie. Doświadczenie siebie jest faktem a fakty nie są założeniami. Mogą jedynie być przedmiotem badania :)
Rozumiem (chyba) ową nieredukowalność ludzkiego doświadczenia, ale jak to się ma do samego subiektywnego(?) poczucia egzystencji. Czy ta subiektywność, też jest założeniem jak to, że istnieje raczej coś niż nic? A może to poczucie nie jest subiektywne? Do poznania tej rzeczywistości taką jaką ona jest winno się odwołać do Tego co leży poza jej granicami, ale skąd wiadomo, że to doświadczenie jest faktem?
1. Nie może być miłością, skoro przyłożył rękę, do stworzenia osobnika tak przepełnionego pogardą ja Ty.
2. Nie może być doskonałością, skoro otaczająca nas rzeczywistość, to przerażający konstrukt, gdzie jego wyznawcy, więcej czasu spędzają na prowadzeniu "krucjat", a jego opłacani kapłani, na zarządzaniu majątkiem "dusz" a przecież plan doskonały to: czynić dobro i nie mam co do tego, żadnych wątpliwości.
3. Z całą pewnością nie jest wszechmocny, bo już dawno wytargałby Cię za uszy.
1. W perspektywie immanentyzującego monizmu nie może być miłością, bo go nie ma jako transcendentnego absolutu. Jest miłością w perspektywie historii świętej, o której mówi Attyla.
2. To perspektywa jakieś panteistycznej gnozy. Kościół ma swoje wady. Chrzest nie pozbawia człowieka możliwości czynienia rzeczy złych.
3. Z przyjętych na początku założeń jasno wynika, że jest wszechmocny.
że jej podstawowym założeniem jest otwarty umysł i kwestionowanie wszystkich założeń, które zdradzają tylko cień fałszywości. Religia Nauki jest sama w sobie paradoksem, bo musiałyby istnieć niepodważalne, ustalone autorytarnie założenia, na których taka religia miałaby się opierać, a to byłoby zupełnie sprzeczne z jej doktryną.
Piszesz jak jacyś neopozytywiści logiczni. Takim niezbywalnym założeniem jest to, że rzeczywistość jest realna i można ją poznać. Ten ,,otwarty umysł" to obiekt kultu scjentystów. Nauka winna trzymać intelektualną dyscyplinę, która nie pozwala jest popaść w otchłań magiczno-gnostyckich rojeń. Co to religii nauki. Było już coś takiego i było to dzieło mistrza scjentystów - Comte'a. Obecnie scjentyzm to nurt metafizyczny, który odrzuca metafizykę.
została stworzona między innymi po to, by kontrolować masy o zamkniętych umysłach
a nie kara śmierci za głoszenie herezji.
Stygmatyzacja bardzo pasująca do tematu wątku, winno się czegoś takiego spodziewać.
Atttylo
A czym nieredukowalne poczucie rzeczywistości przed podmiot? Wnioskiem z założenia?
Jest ona w stanie jedynie konsumować a to doskonale pasuje do modelu gospodarczego przyjętego w latach 50-tych ubiegłego wieku
Co to za model gospodarczy? Oderwany od realnej produkcji ,,wolny rynek"?
btw. Chyba ,,Nauka i Mądrość" :)
Hellmaker [ gry online level: 135 - Legend ]
Racja - wielkie dzięki za ten komentarz. :) Taki prosty i bez cienia jakieś ukrytej złośliwości.
Sinic [ gry online level: 107 - Senator ]
Cosik ci sie mocno pomieszalo ale dzielnie brniesz w bzdure...
Cosik ci się mocno pomieszało, ale dzielnie brniesz w bzdurę...
Slowo bog pisze sie zawsze z malej litery, nieistotne o ktorego z wielu bogow "znanych" ludzkosci chodzi.
Nazwa wlasna jest tylko w przypadku boga chrzescijanskiego ktoremu wierzacy dali na imie Bog i jedynie w tym wypadku uzywa sie duzej litery na ogolnych zasadach tyczacych nazw wlasnych i tyle...
Chyba trollujesz.
1.Slowo bog pisze sie zawsze z malej litery, nieistotne o ktorego z wielu bogow "znanych" ludzkosci chodzi.
2.Nazwa wlasna jest tylko w przypadku boga chrzescijanskiego ktoremu wierzacy dali na imie(sic!) Bog i jedynie w tym wypadku uzywa sie duzej litery na ogolnych zasadach tyczacych nazw wlasnych i tyle...
1.Piszesz, że słowo bóg zawsze pisze się małą literą, aby zaraz potem napisać, że ta asercja jednak zawsze nie obowiązuje.
2.W każdej religii monoteistycznej imię istoty najwyższej pisze się od WIELKIEJ litery. Pisząc inaczej - naruszasz integralność wiary, całą tradycję literacką. Jednymi dziełami jakie miałem w ręku, gdzie słowo Bóg odnośnie jakiejkolwiek religii monoteistycznej pisane było małą literą to ,,dzieła" poprzedniego ustroju.
Widzący [ gry online level: 104 - Legend ]
Corded -> a guzik prawda z tą dużą literą, to tak dla ścisłości.
Jeśli chodzi o religię monistyczną tylko WIELKĄ literą. S bolszoj bukwy to za naszą wschodnią granicą. :)
Vader [ gry online level: 110 - Legend ]
Jaka szkoda, że postrzeganie ideologii, które jest inne niż twoje, musi prowadzić do insynuacji. :(
Jak Bóg to tylko wielką literą. :)
Brzytwa jest elementem nominalizmu, szkodliwym założeniem ideologicznym. Sztuczka służąca manipulacji, która służy dziś różnym panom do ,,niemnożenia bytów ponad miarę". Oczywiście ustalenie, które byty nie powinny być rozpatrywane. Byt, który posiada samodzielność bytową.
To zatem odpowiedzmy, kim lub czym jest bóg, jest jeden czy jest go wielu, jest elementem wszechświata czy wszechświat jest jego elementem, czy się manifestuje czy też ukrywa?
Mógłbym postarać się odpowiedzieć na te pytanie, ale zapewne są tacy co zrobią to lepiej.
HUtH
Znów ta scjentystyczna aberracja :) No cóż ta aberracja działa i o to chodzi, nie wchodzi się w jakąś "głęboką" metafizykę. Pragmatyczne podejście, które się raczej sprawdza... Nie daje odpowiedzi jeśli chodzi o Prawdę i Sens przez wielkie litery? Dla mnie nie jest to powód, żeby ją skreślać, jeśli o to chodzi...
Współczesna nauka i sens świata? Na pewno nie daje odpowiedzi jak religie, przecież nie o to chodzi, a raczej o liczenie tych kamieni w potoku, żeby wiedzieć coraz więcej o samym potoku... o którym ta 'prawda' być może nigdy dla człowieka nie zostanie odkryta.
Jeśli to scjentyzm... to przepraszam :(
Pragmatyzm, jako użyteczność w manipulacji elementami rzeczywistości materialnej jest ok.
Problem pojawia się gdy stanowi to jaką cześć składową ideologii/wiary, która mówi, że odrzuca wiarę w całości i rości sobie pretensje do zmiany, ,,budowy" kraju, świata. Oczywiście odrzucenie wiary w całości jest niemożliwe. Odrzucając wiarę rozumianą jakiekolwiek arbitralne założenia wstępne nie może mieć jakichkolwiek poglądów (sądów, opinii).
Scjentyzm chce tylko i wyłącznie badania świata za pomocą nauk przyrodniczych. Jest to świat, w którym oczywiście nie ma miejsca na Boga (Jako Tego, któremu człowiek ufa, wierzy).
Żeby rozpocząć jakiekolwiek badanie oparte na empirii należy założyć, że obserwowana przez nas rzeczywistość jest prawdziwa i ma dalszą poznawalną, logiczną, przewidywalną strukturę. Scjentyzm krytykuje metafizykę, religię, teorię bytu i w ogóle wszystko, co nie mieści się w jego założeniach wstępnych, których przecież nie posiada. :) Ziarenka scjentyzmu rozrzuciło oświecenie, potem w pełni rozwinęły się one u Comte'a, a następnie z chęcią przejęły go (Po części?) gnostyckie ideologie totalitarne: nazizm, komunizm, itd.
Czego ty oczekujesz? Prawdziwego zrozumienia?
Ciekawi mnie opinia innych ludzi, może się dowiem czegoś ciekawego. :) Lub też poznam błąd w swoim rozumowaniu.
btw - Sorry za brak przecinków przed ,,że"
No właśnie? Dawkins mówi - bo działa. Nie jest to przypadkiem scjentystyczna aberracja? Odwołuje się tutaj do wątku traktującego o metafizyce i filozofii przyrody (chyba...).
https://www.gry-online.pl/forum/czy-realnosc-i-obiektywnosc-rzeczywistosci-wynika-z-koniecznosci/zbc14f7f
Link do filmu:
http://www.youtube.com/watch?v=_4V2wH2CfQQ&feature=player_embedded
Macie jakieś refleksje? Mnie osobiście wydaje się, że to kolejna odsłona dominującego dziś dopatrywania się sensu świata w liczeniu kamieni w potoku. Ponadto mam wrażenie że człowiek z tłumu, zadając pytanie odnośnie ,,metody naukowej" miał tak naprawdę na myśli empiryzm i racjonalizm - kajdany z konieczności założone na pozytywistyczny, realizowany obecnie model nauki. Prawdą jest chyba że nie ma takiej rzeczy która w sobie wyjaśnia samą siebie więc wydaje mi się, że mówienie, że metoda naukowa jest działa bo działa jest nie do końca prawdziwe, gdyż ocena tego działania leży w subiektywnym nieredukowalnym poczuciu rzeczywistości przez podmiot.
A tak trochę poza tematem słyszałem kiedyś, że racjonalizm jest ideologią skrajnie mesjanistyczną, chyba utopijną która zmieszana z empiryzmem tworzy niebezpieczną gnostycką mieszankę. Ktoś mi może wyjaśnić dlaczego?
A tak w ogóle to dlaczego arbitralne założenia wstępne nie podlegają dowodzeniu? (podobno)
Attyla, druga przytoczona przez ciebie wypowiedź nie jest moja tylko pierwszej osoby w twoim ostatnim poście, której post komentowałeś. Moje są tylko dwie ostatnie pogrubione u ciebie linijki.
Choć pewnie ciebie nie zrozumiałem. :)
Możesz to jakoś uprawdopodobnić? Jakie aberracje masz na myśli? :) Pisałem tylko o braku sensu w spójności scjentystycznych rozstrzygnięć arbitralnych, dlatego ich podejście do prawomocności zaistniałych konieczności logicznych jest wybiórcze.
Używałem słowa "bzdury" ze względu na post Cremeka :) I chodziło mi o to, że przez wieki, ze względu na brak możliwości technologicznych(ogólnie naukowych), filozofowie wymyślali najprzeróżniejsze teorie do opisania rzeczywistości(akurat Arystotelesa to się nie tyczy specjalnie, ale takiego Platona już tak) i te czasem wręcz wyssane z palca myśli miały wielki wpływ na kulturę, społeczeństwo, i bieg historii, ze względu na politykę, skutki nadal odczuwamy w Polsce(Hegel? Marks?).
Kiedyś ,,nauka" była tym, co filozofia i na odwrót. Zmieniło to się dopiero (jak mi się wydaje) za sprawą myśli Arystotelesa przyprowadzonej do Europy dzięki Awerroesowi. Sytuacja taka zaowocowała średniowiecznym oddzieleniem ,,wiary" od ,,nauki", co było wynikiem założeń nominalizmu. :)
Założenia naukowego opisu świata nie są naukowe tylko ściśle metafizyczne. Inaczej działać chcieli scjentyści i cała masa innych kół wiedeńskich. Dziś niestety fizykalistyczny scjentyzm wydaje się być myślą przewodnią w ,,opisie i wyjaśnianiu" świata i człowieka. Oczywiście nie muszę pisać, że te ,,idee" to jedna wielka aberracja.
Platon? A cóż u niego tak bardzo wyssanego z palca? Może to, że idee, jako takie, nie znajdują się w rzeczywistości immanentnej? Na co nie mogą się ,,zgodzić" ci, którzy za ,,cel" życia obrali sobie liczenie kamieni w potoku? :)
Attyla
To, że istnieje raczej coś niż nic jest założeniem i jako takie nie podlega dowodzeniu. Tak długo, jak długo mamy dostęp do tej tylko rzeczywistości, każda próba dowodu będzie tautologią albo będzie obciążona inną wadą.
Wiem, że na proste pytania nie ma łatwych odpowiedzi, ale jak to się ma do Boga? Święty Tomasz snuł tylko domysły? :(
Czy dogmat Trójcy Świętej można ,,wytłumaczyć"?
Może z dzisiejszej(czy też XX wieku) to tak wygląda, bo rozwój nauki odsunął filozofię(spekulatywną przede wszystkim) na margines, ale kiedyś te bzdury miały ogromną wagę. Niestety te różne bzdury nadal napędzają np. politykę, a przez to wszelkie instytucje państwowe, ciekawe czy w tej dziedzinie nastąpi kiedyś jakiś przełom.
Klasyczny scjentyzm. Tak jakby poznanie fenomenów rzeczywistości naturalnej nie miało metafizycznych wytycznych. Jeśli mowa o bzdurach napędzający politykę, to na pewno nie jest myśl Arystotelesa, tylko nihilizm i gnoza atomizująca społeczeństwo.
Maziomir podniósł minie na duchu bo jako pierwszy podszedł chyba poważnie do tematu a Attyla wyłożył wszystko ładnie i zwięźle :)
Widziałem kiedyś posty pewne człowieka, który twierdził że przez samą logikę da się udowodnić realność świata (ba nie udowodnić, twierdził że po prostu jest i już bo tak wynika z logiki). Taki znany pan Kelthuz chyba gnostycki wolnościowiec bodajże z obiektywizmem.
Można w ogóle uwodnić istnienie tego, że byt jest a niebytu nie ma? Że jest raczej coś niż nic?
A jak to jest odnośnie prawdy o świecie? Jest chyba jedna prawda, inaczej niż mówią te wszystkie nihilizująco-monistyczno-gnostycko-liberalne systemy? jak by było inaczej to prawda była by raczej jakaś taka ,,spersonalizowana" prawdę o świecie ,,znał" by ten kto mocniej daje w mordę. Jak u nazisto-komunistów.
A dlaczego nie może być tak że wbrew logice i spójności wewnętrznej założeń wstępnych istniało by kilka prawd o świecie? Wiem, pewne coś mieszam ale tak jak w zadaniu matematycznym gdzie może wyjść 2 lub też -2
i obie odpowiedzi są poprawne? I tak do tego wszystkiego ma się owo twierdzenie Godla (nie rozumiem go)?
logika ,,praktyczna" to dzieło angelizmu Kartezjusza. Latanie na tej sumie dwójek i czwórce samolotów to przypadkowa skuteczność.
mrgiveman - Jeśli nie masz nic do powiedzenia, nie musisz ubierać tego w słowa. :)
Nie do końca. Doświadczenie bólu wynikające z trywialnego uderzenia nogą w głaz nie jest formą udowodnienia czegoś w sensie ontologicznym. To czysto subiektywne odczucie, subiektywne tak samo jak nasze postrzeganie świata, który nie zawiera sam w sobie tego co mogło by go wyjaśnić na płaszczyźnie metafizycznej. Noga uderzająca w głaz nie jest narzędziem wyjaśniającym rzeczywistość. Wracając do 1 postu może chodzi też o jakąś dziedzinę transzmysłowej rzeczywistości? W tej materii potrzebne są jakieś aprioryczne założenia wstępne.
Khameir? nie pomylił ci się wątek? :) Jak to wszystko co napisałem może się mieć do immanentyzującego scjentyzmu? To to samo? Naprawdę tego nie rozumiem.
Czy realność i obiektywność rzeczywistości wynika z konieczności logicznych? Chyba nie bo przecież na początku winny być jakieś arbitralnie przyjęte założenia wstępne dzięki którym można nadać sens dalszym rozpatrywaniom. Nie znam się na filozofii ale jak się mają konieczności logiczne do realności obserwowanej przez nas rzeczywistości? Czy na ich podstawie można wywieść jej rzeczywistą realność? Czy sama logika i 2+2=4 jest/musi być jakoś zdefiniowanie apriori? I jak się ma twierdzenie Godla do zasady niesprzeczności i całej reszty tych pierwszych zasad? To nie jest żadna enigmatyzacja. Są przecież na tym forum różnej maści filozofowie którzy ze Świętym Tomaszem są obeznani niezwykle. Pomoże mi ktoś :( ?
Gdzie mam wpisać nick osoby której wszystkich postów szukam? chodzi o wyszukiwarkę Google otwieraną z tej małej ikony na górze strony? Jak wpisuje tak nick to mi nic nie znajduje. O jaką wyszukiwarkę chodziło? Co robię nie tak?
Przepraszam za taką infantylność ale gdzie na waszej stronie jest wyszukiwarka Google O.o Tak w ogóle to wpisuję jakiś nick w Google (ten normalny w sensie google?) ale tam nie ma wszystkich postów tylko jest parę setek(?) tych ostatnich
Mam takie małe pytanie. Jest jakaś możliwość zobaczenia wszystkich postów danego użytkownika? Normalnie po naciśnięciu na nick pokazuje się tylko pewna ilość (ostatnie wypowiedzi na forum i w komentarzach). Dalej postów należało by szukać w archiwum. Jest możliwość aby były one wszystkie na jednej liście, w jednym miejscu?
Nie wiem, może to pytanie już gdzieś padło, a może nie. Czy mody usprawniające/poprawiające grafikę wpływają mocno na wydajność gry? (w sensie płynność, klaty na sekundę itp) Opcje graficzne mam ustawione w większości na średnie, czasami wysokie. Gra chodzi płynnie. Nie mam jakiegoś eksperymentalnego komputera z NASA i czy jak zainstaluję jakiś mod ze teksturami czy shaderami to będę mógł nadal płynnie grać, czy te mody są tylko dla Pr0 Mashin3!!11
Jeszcze jedno pytanie. Czy glitch umożliwiający zakup domu bez zapłaty (Ten z konsol) działa na PC ?
Mam na myśli to http://www.youtube.com/watch?v=HooIbHOjN7c&feature=related
Mam takie dwa pytania.
1. Jest jakieś miejsce gdzie bezpiecznie (oprócz kupionego domu) można przechowywać przedmioty?
2. Brakuje mi wytrychów. Można je gdzieś kupić/zdobyć w dużych ilościach?
W Polsce kiedyś dużo szlachty o różnej majętności żyło. Szacuje się że w XVII w. stanowiła aż 10% społeczeństwa ówczesnej Rzeczypospolitej. (Na Mazowszu 25%) Jest to o wiele więcej niż na zachodzie Europy. Nie uwzględniając oczywiście szlachty niepełnoprawnej. Zapewne dużo polaków jakąś kroplę krwi szlacheckiej w swoich żyłach ma. (Nie zawsze w linii prostej.) Nazwiska zakończone przyrostkiem -ski -cki -dzki stanowią 35% wszystkich nazwisk (W sensie ilości ,,nosicieli") Oczywiście nie są to wszystko potomkowie szlachty. W XVIII i XIX (kiedy nie obowiązywały już dość rygorystyczne przepisy co do noszenia i zmiany nazwiska bądź nawet imienia) wielu ludzi na przykład tych przenoszących się ze wsi do miast albo bogacących się po prostu dodawało sobie przyrostki do nazwisk i tak z kowala powstał kowalski a z lisa lisowski. Nie uwzględniłem jednak pochodzenia takich nazwisk (-ski -dzki )od świętego patrona albo imienia ojca (Piotrowski, Wojciechowski itp.) Napisałem dość ogólnie. Sorry za wszystkie błędy. (pisownia i interpunkcja)
jak kogoś to interesuje to tu ma wyszukiwarkę i spis (z nazwiskami) http://www.herby.com .pl/ Trochę stare (10+ lat ?) ale używać można
Anno Domini 200? pan Andrzej (54 l.) nie śpi bo trzyma kredens
Próbny egzamin gimnazjalny? Jak nie jest na ocenę to raczej ni ma potrzeby mega-wkuwania. Twoja bieżąca wiedza zapewne ci wystarczy (Nie wiem jak wyglądają nowe egzaminy. Są nowe?) I tak z tego wszystkiego pojawią się pewnie 3-4. To co napisał Karule całkowicie wystarczy.
Każdy sobie rzepkę skrobie nie ważne czy jest to jakiś prywaciarz czy urzędnik. Faktem jest, że w naszych czasach pewne procesy pod wpływem postępu technologicznego i globalizacji zataczają coraz większe kręgi, mając poważny wpływ nie tylko na nasze życie ale również na funkcjonowanie światowej ekonomi.
Biorąc pod uwagę tylko obecny stan rzeczy, jak chociażby tendencje demograficzne można udzielić twierdzącej odpowiedzi na to pytanie. Jednak nie wiadomo czy owe tendencje się utrzymają. Głównym powodem islamizacji europy, jak wiadomo jest wzrost liczby muzułmanów wynikający z ich imigracji na stary kontynent, spowodowany atrakcyjnością
socjalno-ekonomiczną-obyczajową (Multi-Kulti!) jej krajów oraz o wiele większy wskaźnik urodzeń.
Populacja takiej Arabii Saudyjskiej czy ZEA w dużej części składa się właśnie z imigrantów którzy są wyznawcami islamu, pochodzącymi z biedniejszych krajów południowo-wschodniej Azji. Trzeba brać pod uwagę to że wyjechali oni właśnie do innych krajów muzułmańskich a nie do europy.
Gdy przyszłość zjednoczonej europy, pod względem ekonomicznym miała rysować się w czarnych barwach istnieje możliwość że większa cześć muzułmańskich imigrantów osiedli się właśnie w innych dynamiczne się rozwijających krajach islamskich a nie na naszym kontynencie.
Akcent znajduje się, zazwyczaj w strefie oddziaływania jakiegoś dialektu. Akcent jest to jednak tylko fonetyka a na dialekt składa się fonetyka i słownictwo
http://pl.wikipedia.org/wiki/Dialekty_j%C4%99zyka_polskiego
Przemowa Naczelnika Piłsudskiego (przemówienie radiowe)
http://www.youtube.com/watch?v=AqBNw_UUNxM
Piłsudski pochodził z kresów a dokładnej w z Wilna, tak jak wielu innych znanych polaków posługiwał się dialektem kresowych (w tym wypadku ,,północnym")
Ja u mojego pochodzącego z okolic łucka (dziś Ukraina) dziadka, nie uświadczę może mowy takiej jak u marszałka ale wyraźnie słychać u niego tzw. Ł kresowe. Obecnie już raczej we polszczyźnie współczesnej nie spotykane.
kronika filmowa z lat 50.
http://www.youtube.com/watch?v=Ys7ywCbpZlY
No tak, chyba więcej niż trzy... Więc jak wyzwolić te pozostałe? Po prostu wszystkich wybić, czy jak? Czy tak jest tylko na najnowszym patchu? Przecież w takiej sytuacji nie można wykonać zadań zlecanych przez okupantów. W cd-action na płycie był poradnik gdzie podobna sytuacja jego autorów nie spotkała. Nie żeby coś u mnie było nie tak, bo najwyraźniej tak nie jest, ale może mi ktoś przybliżyć to zjawisko?
Zaciąłem się. Gram na najnowszym patchu i udało mi się zabić Kurta. Teraz jestem w Geldern. Rozmawiałem z druidem Tornem. Poszedłem do maga ognia w Geldern, niestety nie miałem odpowiedniej opcji dialogowej związanej z pucharem ognia. (Może miałem ją jeszcze przed zleceniem tego zadania ale ją ,,przeleciałem”. Ivana zabiłem przed otrzymaniem zadania od Torna.) Zdobyłem reputację, poszedłem do Gorka i wszyscy mnie zaatakowali ,,podejrzane morry muszą zginąć”. Zabiłem ich i wyzwoliłem miasto, wykonując zadanie ,,przepędź orków z Geldern” którego wcześniej tam nie miałem. W dzienniku przy tym zadaniu miałem zapisaną moją rozmowę z Marcusem (magiem ognia w Geldern ), która się prawdopodobnie nie odbyła. TU pojawił się problem, udałem się do Silden i zostałem przez wszystkich zaatakowany. Co zrobiłem źle w Geldern? Czy wykonywałem zadania w złej kolejności? Albo nie mogłem nawiązać rozmowy z Gorkiem, bo miałem na sobie pancerz buntownika? Co powinienem zrobić?

Niestety, kurta nie było za ruinami. Chyba w niewłaściwy sposób używam komendy albo kurt się zdematerializował. Przesyłam screena.
Mam kłopot. Grałem sobie w Gothic'a 3 ( Z ostatniego CD-action, wersja chyba 1.6, bez ostatniego community patch, który zresztą też jest na płycie ale go nie instalowałem) i zatrzymałem się przy zadaniu ,,Paladyn - renegat przy przełęczy do Varant musi umrzeć". Problem w tym że tego paladyna (kurt) tam po prostu nie ma, zadanie wykonuje się z pomocą innego paladyna. Oglądałem filmiki na YouTube, gość powinien być przy ostatnim ognisku a jego tam nie ma. Trochę to ważne bo bez tego zadania nie mogę zdobyć reputacji w Nemorze.
To jakiś Bug? co powinienem zrobić?
No to mogę spokojnie grać. A po jakim czasie ten bug minął? Tak mniej więcej? Wiem że w tej sytuacji to już w sumie nie ma żadnego znaczenia, ale po prostu się pytam.
Coś się ruszyło. Po usunięciu 2 plików z folderu świata zapisu i zmiany nazwy jednego oraz samego zapisania świata przez program służący do edycji mapy, (MCEdit dzięki Fisher) po uruchomieniu minecrafta, gra wreszcie zauważyła zapis świata. Choć co ciekawa musiałem zmienić mój spawn używając tego programu do edycji, ponieważ odradzałem się i ginąłem w jakieś skale na poziome bedrocku, w części mapy, która nie jest przezmianie w ogóle odwiedzana. Mimo że zapis jest widoczny i można grać to gra informuje że zajmuje on
0.0 MB. A zatem czy w przyszłości pomimo tej dziwnej informacji o rozmiarze świata istnieje jakaś możliwość wystąpienia błędów i komplikacji związana właśnie z tym zjawiskiem? (tz. Zerowym rozmiarem pliku wg. gry?. Folder zajmuje ok 30MB.)
Po prostu nie mam pewności czy mam kontynuować grę na tym świecie, bo po co to robić jeśli w przyszłości tu znowu coś nawali? (Ten wspominany wcześniej dziwy rozmiar świata - 0.0MB.)
Mam taki problem. Więc grałem sobie w minecrafta, kiedy już sobie pograłem coś tam innego robiłem na komputerze. Maszyna mi się jednak zawiesiła. Zresetowałem ją. Kiedy znowu odpaliłem komputer i miniecrafta zobaczyłem że gra ( wersja 1.4 BETA ) nie widzi światów na których grałem przed zresetowaniem. Zapsy światów są nadal w folderze minecrafta gdzie powinny się znajdować. Nie skasowały się, jednak jak już wcześniej pisałem gra ich nie widzi. Co mam zrobić???
Może następy patch coś zmieni?
Jest jeszcze taka sprawa że wraz z nowym patchem (1.4) miejsce mojego spawnu się nie zmieniło (aktualnie powinno się znajdować koło ostatnio rozstawionego łóżka).