Akurat homoseksualizm (a właściwie bi-) w Japonii w XVI-XVII w. nie był niczym nadzwyczajnym. Do tego stopnia, że niemało było męskich prostytutek.
Japońska sztuka też to odzwierciedla.
Ba, o ile dobrze pamiętam, to dla buddyjskich mnichów była to jedyna dopuszczalna forma stosunków seksualnych, szczególnie z młodymi chłopcami (choć tego raczej Ubi się nie odważy pokazać :P).
To katolicki kler, który dotarł wtedy do Japonii był szczególnie zniesmaczony wieloma praktykami, które tam były na porządku dziennym.
Np. taka Eternal Sonata ma z polską kulturą tyle wspólnego, że Chopin ma ciemne włosy i fryzurę podobną do rzeczywistości :D
Co jak co, ale przecież Yasuke istniał naprawdę i jakby był NPC, to tak naprawdę nie dałoby się do tego przyczepić.
Mam wrażenie, że zrobili z niego jednego z głównych bohaterów, tylko po to żeby wywołać burzę i mieć większy zasięg marketingu.
Wydaje mi się, że głównym powodem jest tu brak świeżych pomysłów.
Już od dawna nie chodzę do kina na MCU, bo nic ciekawego nie potrafią zaproponować. Pierwsze trzy fazy miały filmy lepsze i gorsze, ale była w tym spójność i do czegoś to dążyło. Teraz mam wrażenie, że głównym wyznacznikiem tworzenia filmu jest nie to, czy jest jakiś pomysł na scenariusz, a maszyna losująca wypluwająca nazwę postaci. No i do tego dochodzi, że jak już wpadli na jakiś pomysł, to albo go powielają na zasadzie "dajcie więcej tego samego", albo jest zbyt grzeczny, żeby zadowolić wszystkich.
Co do reszty Disneya, to za bardzo skupili się na odgrzewaniu kotletów - albo robią niepotrzebne nikomu remaki, albo kolejne sequele.
P.S. W sumie to najnowszy Indiana mi się całkiem nawet podobał i jego zły wynik w box office to chyba problem słabego marketingu, patrząc jakie filmy zarobiły więcej...
Ja np. nigdy nie twierdziłem, że NASCAR jest banalny, ale po prostu nudzi przy oglądaniu - są dwa ujęcia: samochody na prostej i samochody w lekkim zakręcie w lewo. Samochody wiecznie na zderzaku, a manewry nie są efektowne. I tak, tak samo uważam, że F1 potrafi być nudna, ale przynajmniej dla mnie jest więcej różnorodności (np. używanie hamulca :P).
Nie rozumiem jednak twoich wywodów - w jaki sposób inne serie mają mniejszą trudność niż NASCAR? Przecież na każdym torze kierowcy muszą się go uczyć, wyczuwać miejsca, gdzie można zyskać, np. wprowadzając samochód w rotację, itp. Też jeżdżą na milimetry.
Gdzie niby kierowcy F1 mają elektronikę, która im pomaga? Tu ok, w innych seriach się zdarza.
Co do oszczędzania opon - degradacja opon to kwestia różnorodności strategii i bez degradacji wyścigi wcale nie byłyby ciekawsze. Zresztą trochę łatwiej zaprojektować opony, które muszą przenosić 3G tylko w lewo, niż 5G lewo/prawo + 5G dohamowania na 20 znacząco różniących się torach.
Swego czasu grając w Jedi Fallen Order przez GFNow myślałem, że się pochlastam, jak musiałem przechodzić długie sekwencje od nowa, bo akurat trafiło się, że przerywałem grę bez możliwości zapisu.
YouTube i oglądanie dużej ilości treści po angielsku? Mam wrażenie, że nie ma lepszego sposobu na przyswajanie słownictwa niż z kontekstu słuchając języka w warunkach naturalnych.
U mnie to tak działa. Czasem formułując myśli przychodzi mi do głowy jakieś słowo, sprawdzam co ono znaczy i zazwyczaj okazuje się, że jest ono poprawne w tej sytuacji, bo słyszałem je użyte w tym kontekście wielokrotnie.
Skoro jest zero dotykania samochodu, to trzeba to egzekwować w nawet najmniejszych przekroczeniach, jak przy nawet minimalnych wyjechaniu poza białą linię, czy DRSie Hamiltona, który się otwierał o kilka dziesiątych mm za bardzo. Bo jak to nie będzie egzekwowane, to zespoły będą coraz bardziej naginać granice.
Jednocześnie nie ma wątpliwości, że kara powinna być nałożona znacznie szybciej, żeby kierowca i zespół mogli zareagować.
Będzie długo.
1. Obowiązki wojskowe
Z twoich wypowiedzi mam wrażenie, że cię to najbardziej boli. Sama komisja wojskowa przecież nic nikogo nie boli, poza tym że jest to jeden dzień niewygodny, dopiero ćwiczenia i powołanie są problemem. Idealnie, to nikt nie powinien być przymuszany do obrony kraju. Idealne jednak nie istnieje, więc jak inaczej to rozwiązać? Władze chcą mieć możliwość obrony kraju w najszerszym możliwym zakresie. Tak się składa, że wojsko na całym świecie to 99% faceci, bo są do tego genetycznie lepiej przystosowani. Nawet jeśli facet jest słabszy fizycznie od przeciętnej kobiety, to (o ile nie ma jakiś schorzeń) ćwicząc, jest w stanie szybko wystrzelić z mięśniami i być znacznie silniejszy od przeciętnej kobiety. W związku z tym wystawienie do obrony kobiet zamiast mężczyzn jest bez sensu, bo po prostu armia będzie z założenia słabsza od tej drugiej. Druga rzecz to fakt, że już po wojnie do odbudowy narodu potrzebujesz kobiet, więc wysyłanie ich na linię ognia ma tym mniej sensu. A trzecia rzecz – nikt cię nie zmusi do ginięcia za kraj, jak z niego uciekniesz, więc nie mów, że nie ma wyboru.
2. Emerytura
Tu się zgadzam, powinien być równy wiek. Jednak to że kobiety wypłacają więcej - ten system nie jest sprawiedliwy w żadnym aspekcie, więc statystyka bez sensu.
3. Samobójstwa, bezdomność
Co mają te statystyki do dyskryminacji?
4. Mizoandria
Nienawiść? To jakim cudem jest tyle pełnych sukcesu facetów? To że gdzieś się pojawi jakiś news, który ma na celu klikalność, nie oznacza, że mężczyźni są nienawidzeni. Owszem jest pewien trend, który nazwałbym wahadłem. Kobiety kiedyś były dość mocno dyskryminowane, walka z tym sprawiła, że wahadło zaczęło przemieszczać się z jednego krańca w drugi. Nie zatrzymało się jednak na środku, tylko lekko po przeciwnej stronie. Ot, objawia się to tym, że jest trochę krzykaczy feminazistek. Dla mnie żaden problem.
5. Dyskryminacja
Owszem są przypadki skrajne, gdzie nie powinno się tak zdarzyć, natomiast sama statystyka jest bez sensu. A co jeśli w większości tych przypadków to rzeczywiście matka jest tym lepszym rodzicem?
6. Lekceważenie przemocy
Tu się zgadzam. Jednak miej na uwadze, że to mężczyźni sobie stworzyli taką kulturę, gdzie okazywanie uczuć to słabość i "przestań beczeć jak baba". Na zachodzie jednak widać ruchy, że facet też może mieć uczucia.
7. Fałszywe oskarżenie
Fałszywe oskarżenie są w każdej możliwej dziedzinie i próby wymigiwania się lub uzyskania korzyści są niezależne od płci.
8. Wrobienie w dziecko
Gdyby dało się kobietę wrobić w nieswoje dziecko, to wierz mi, tak też by się działo (można za to „wrobić” w swoje dziecko, zostawić i nie płacić alimentów, bo nie jest to dobrze egzekwowane – faceci też nie są święci). Dla mnie jednak, jeśli po 6 mc, roku , czy dwóch wychowywania i budowania więzi stwierdzasz, że "nie moje dziecko? To spadajcie" jest dla mnie niepoważne. Owszem niesmak może pozostać, ale prawdziwym ojcem jest ten kto wychował, a nie ten kto się spuścił.
9. Studia
Są to sposoby na zachęcenie kobiet do studiów technicznych. Nie widzę w tym nic złego. Uczelnia nie ma możliwości sprawdzenia, kto będzie obiektywnie lepszym inżynierem. Punkty nie są żadnym wyznacznikiem (ale cóż, jakiś musi być - może egzaminy byłyby lepsze). Jeśli te kilka punktów za bycie kobietą zadecydowało, to cóż, miałeś pecha chłopie, takie życie i wcale nie oznacza, że się lepiej nadawałeś od niej. Jak odpowiednio dużo kobiet będzie się pchać na te studia, to benefity znikną.
10. Praca
A ktoś każe tym facetom pracować w tych ciężkich zawodach? Przecież mamy wolny rynek, możesz robić, co chcesz. Z drugiej strony jak pracodawca zatrudnia do siłowej roboty, to wiadomo że weźmie faceta, bo silniejszy.
11. Matriarchat - WTF?
12. Rynek matrymonialny niekorzystny dla facetów
Powiedz to tym facetom, co się nie mogą opędzić od lasek. Sami sobie ten rynek taki stworzyliśmy.
13. Badania profilaktyczne
Nawet w szkołach się uczy chłopców, że o swoje jajka trzeba dbać. Widziałem też akcje promujące badania zdrowia dla facetów po 40 (szczególnie pod kątem prostaty). Jednak z mojej osobistej statystyki, znacznie więcej facetów niż kobiet olewa swoje zdrowie.
14. Miejsca tylko dla pań
Że niby co to za miejsca? Ja się nie spotkałem. Mam nadzieję, że nie mówisz o siedzeniach dla kobiet w ciąży...
15. Wyśmiewanie męskich słabości
Tak tylko... głównie robią to mężczyźni.
1. tym bardziej, że w tym konkretnym przypadku mowa o zaawansowanej wiedzy z zakresu fizyki
Wiedza nie jest wcale zaawansowana - nie zbliżaj się, bo cię to może zabić.
Żeby nie było, rozumiem starania o coś takiego, bo nasza spuścizna może kogoś kiedyś zabić. Jednak będzie to jedynie jeden z wielu niewidzialnych zabójców, z którymi ludzkość będzie sobie musiała radzić, tak jak nasi przodkowie. Nawet prymitywni ludzie nie są głupi.
2. Jasne największa katastrofa energetyki jądrowej, jednak w porównaniu do katastrof z innych źródeł to była dość mała. Obszar wykluczenia jest ogromny, jednak znaczna większość tego terenu jest nieszkodliwa dla ludzi. Zresztą porównanie do Czarnobyla i tak jest bezsensowne, bo te odpady nie wybuchną.
Najgorsze co może spotkać to skażenie terenu, ale a) jeśli skażenie będzie miejscowe i ludzie będą tam chorować z niewiadomych przyczyn, to będą unikać tego terenu, b) jeśli skażenie będzie rozległe, to ma dużą szansę się mocno "rozwodnić". Ludzkość od wieków żyje w terenach o różnym promieniowaniu tła i nawet w tych najgorszych miejscach organizmy sobie z tym bezproblemowo radzą.
Z kolei sacharoza to połączona fruktoza z glukozą, choć nie pamiętam, czy rozbijana jest na cukry proste już przez ślinę.
A ktoś ci uniemożliwia granie w 4k/120Hz?
Też uważam, że trochę niepoważne jest już omijanie przez wydawców serwisów streamingowych, które pozwalają zapoznać się z grą większej ilości graczy. Sam grałem na GFN w parę tytułów, bo mój komp by ich nie uciągnął, a bez tego by mnie te gry ominęły.
Z drugiej strony: jaki procent graczy ma sprzęt, który pozwoli na granie w nowe tytuły w 4k 120FPS, że to ma być jakiś wyznacznik?
A czy konsultował się z jakimś lekarzem, czy to co odczuwa jest normalne/nienormalne po takim zabiegu? Wydaje mi się, że to absolutna podstawa przed jakimkolwiek sądzeniem się, bo to że coś mu się goi nie tak jak sobie wyobrażał jeszcze nie znaczy, że spartolili mu zabieg.
W pracy siedzę na tym i jestem bardzo zadowolony:
https://www.centrumkrzesel.pl/fotel-valio-bs-hd/5726/p
Dość łatwo dopasować regulację, pod siebie, wychyla się jak normalny fotel, a nie samo oparcie, fajne gąbczaste podłokietniki, regulacja głębokości wyparcia lędźwiowego. Nie ma co prawda wyglądu gamingowego, ale jest sporo kolorów do wyboru.
Ale mówi to osoba, która nie ogarnia jak ludzie są w stanie siedzieć na tych kubełkowych potworach ;)
Zabierają budżety potencjalnie ciekawszym filmom
Zabierają budżety? Kino suberbohaterskie to przede wszystkim Disney, który zawsze robił filmy dla dzieci i czasami dorzucał do tego jakiś film akcji PG-13 (typu Piraci z Karaibów). Teraz do swojego repertuaru dołożyli Marvela. Jakim filmom zabierają więc budżet?
Może w Warner Bros jest taka sytuacja, ale nadal tworzą przecież wysokobudżetowe filmy spoza DC, np. Matrix, Godzilla, Fantastyczne Zwierzęta, Ready Player One.
Inne wytwórnie nie bazują na kinie superbohaterskim, więc co im przeszkadza pakować wielkie budżety w ciekawsze filmy.
blokują lepsze sale kinowe w multipleksach
Przez pierwsze dwa, góra trzy tygodnie od premiery (choć patrzę tu tylko na polskie podwórko) - później do tych sal wchodzą inne głośne filmy. Przy 5 filmach superbohaterskich rocznie daje to przynajmniej 37 tygodni w roku, kiedy te sale mogą być dostępne dla innych filmów.
Czyli liczysz na to, że księgowy AMD tu wpadnie... Nikt nie ma dokładnych danych poza AMD, a oni nie będą ich udostępniać. Możemy jedynie dywagować na ogólnych prawach rynku.
Dziwisz się, czemu Nvidia i AMD outsourcują wszystko poza rdzeniami kart graficznych. Najwyraźniej koszty stworzenia odpowiednich do tego działów, plus działów odpowiedzialnych za dystrybucję, customer support, etc. byłyby większe niż zatrudniając do tego inną firmę. Outsourcing jest na tyle popularny, że nie wiem, czego tu nie rozumiesz. Są firmy które mają duże doświadczenie w jakiejś dziedzinie, co oszczędz inwestycji innej firmie.
tak jest, i ASUS powiedzial AMD zeby nie korzystal w ogole z tego typu posrednikow dla procesorow bo im sie to nie oplaca. taki potezny jest ASUS xd
<facepalm> napisałem o ASUSie, bo ty go wymieniasz we wszystkich swoich wypowiedziach. Podstaw pod ASUSa dowolną inną firmę. Innymi słowami: opcje są dwie - albo żadnej firmie pośredniczącej się to nie opłaca, albo AMD ma większe zyski będąc bezpośrednim dystrybutorem.
opcji jest wiecej niz "ze sie oplaca". moze po prostu tak kiedys sie oplacalo a teraz nikomu sie nie chce tego zmienic mimo ze juz sie nie oplaca, wiec dalej nvidia/amd z tych firm korzystaja
Tak i firmy zatrudniające tabuny księgowych tracą grube miliony $, bo nie chce im się zmienić sytuacji. Jedynym powodem dla którego ciągnęli by to przy stratach, to kwestie reklamowe, dzięki którym mieliby zyski gdzieś indziej. Ale tu znowu wracamy do "opłaca się".
W wieloletnich strategiach wielkich korporacji nie ma innego wytłumaczenia niż "opłaca się".
Tak. ASUS buduje markę, zdobywa zaufanie klientów i jeśli ludzie pozytywnie patrzą na tę markę, to chętniej sięgną po produkty od niej. Tym bardziej, że oprócz reklamy jest jeszcze kwestia supportu, tego jak karty od ASUSa wypadają w recenzjach, a nawet wyglądu karty.
a w przypadku procesorów to jakoś według ciebie nie działa
Najwyraźniej tak. Opcje są dwie:
a) ASUS sobie przeliczył, że zyski nie będą przewyższać poniesionych kosztów;
b) AMD sobie przeliczyło, że więcej zarobi sprzedając samodzielnie.
Słabe tłumaczenie
A masz lepsze? Firmy robią coś tylko dla zysku i skoro to robią od długiego czasu, to znaczy, że się to opłaca.
A kto mówi, że potrzebują? Są firmy, które chciały wziąć na siebie koszty związane z R&D chłodzenia, marketingiem, logistyką, supportem, bo uznały, że uda im się na tym zarobić, bo będzie na to popyt. AMD sobie policzyło, że wyjdą na tym na plus i voila - mamy obecną sytuację. Z procesorami najwyraźniej firmy uznały, że nie będzie na to popytu i się to nie opłaca, to AMD ma wszystko po swojej stronie.
Teraz korporacje zatrudniają więcej czarnych, bo się to lepiej sprzedaje. Kiedyś zatrudniali głównie białych, bo się to lepiej sprzedawało, a nie dlatego że dzięki temu filmy były lepsze. Nic się nie zmieniło w sposobie działania korporacji poza obróceniem wskazówki w drugą stronę.
Do tego dochodzi podatność ludzka na wojny plemienne "my" vs "oni", które dzięki internetowi i social mediom nabrały znacznie większego rozmiaru. Te wojny plemienne to świetny i darmowy rozgłos, który działa na korzyść korporacji.
A jeśli serial ci się podoba (patrz władca pierścieni, a właściwie to pierścienie władzy), oglądało się przyjemnie, była świetny wizualnie, a czarne krasnoludka nie przeszkadzała, bo aktorka dawała radę i uważasz, że serial nie zasługuje na taką krytykę, to co? Jesteś lewakiem bez gustu?
250zł x 4 tygodnie x 3 osoby = 3000zł
Do tego dochodzą weekendy, na które może pójść te 1000zł z 500+. Czyli wydatki mają takie jak ty.
Jeśli to nie jest trolling, to sorry, oczywiście nie znam pełnej sytuacji, ale ty serio zostawiając pracującą żonę samą z domem i dziećmi na głowie pn-pt zarzucasz jej lenistwo?
Co do korków - córka mając 14 lat jest w 8. klasie. Jesteś pewien, że twoja żona jest w ogóle w stanie ją uczyć matematyki na tym poziomie? Jesteś pewien, że ty będziesz potrafił? Pomagasz im w lekcjach w weekendy, kiedy to niby jesteś w domu?
Jedzenie obiadu w szkole nie jest równoznaczne z niejedzeniem go w domu. W szkole to bardziej jest lunch, jeśli dzieci w ogóle jedzą, a nie wymigują się od tego.
Najlepsze w tym jest fakt, że zarzucasz żonie złą opiekę nad dziećmi, przy czym z tego posta wynika, że sam kompletnie nic o nich nie wiesz i się nimi nie interesujesz.
Alex, piękna tabela, ale czemu inflacja w Polsce jest na poziomie 17%, a nie jak w Niemczech 10% (gdzie energia jest mocno zależna od Rosji), czy we Francji 6%?
Czemu inflacja w Polsce rosła jeszcze przed pandemią? Cel inflacyjny na 2019 i 2020 to 2,5%. Przez większość 2019 trzymali ten cel inflacyjny, ale grudzień 2019 to już było 3,4%, a styczeń 2020 4,4%.
Czemu RPP tak długo trzymała stopy procentowe na zerowym poziomie, mimo iż widmo inflacji było bardzo realne?
Czemu rząd nic nie zrobił w kontekście dywersyfikacji źródeł energii, a jedynie zwiększał import węgla z Rosji? Gdzie OZE, gdzie atom? Po atom sięgnęli też dopiero przy naciskach amerykańskich podczas kampanii prezydenckiej i idzie to ślamazarnie.
Mnie nie obchodzi kto rządzi, ale jak widzę, że jedyne, co nasz rząd potrafi w kontekście gospodarki to programy rozdawnicze, to mnie krew zalewa.
A w którym to materiale CDP użył nazwiska "Sasha Grey"? Ja tu widzę tylko, że powtarzają to portale growe na podstawie jej tweeta.
Nie widziałem tych założeń pesymistów od OZE już od dawna, pomijając dwa:
4) nie istnieją żadne opłacalne sposoby na magazynowanie energii
A są gdzieś na świecie magazyny, które pozwolą takiemu krajowi jak Polska funkcjonować przez dajmy na to 3 dni, kiedy jest mało słońca i wiatru?
2) nawet jak jest rozproszone to nagle w całym kraju może przes6tać wiać i świecić słońce
A skąd założenie, że nie może? Gdyby tak było, to po co Niemcy mając podobny klimat do Polski zbudowali kilkanaście gigawatów w gazie? Wiatraki mają różną sprawność zależną od prędkości wiatru, a PV ma różną sprawność zależną od kąta padania promieni słonecznych (już nie mówiąc, że tej energii do ziemi też dociera różna ilość w zależności od dnia). To że gdzieś w kraju wieje z prędkością 1 m/s, nie oznacza, że da się z tego wyprodukować wystarczająco energii. Tym bardziej, że są maksymalne prędkości wiatru, powyżej których wiatraki się wyłączają.
Natomiast co do EROI, to jest to jednak bezsensowny wskaźnik do porównywania różnych źródeł energii. W obrębie tego samego źródła, można to wystarczająco usystematyzować. EROI to tylko matematyczny wskaźnik, natomiast czy w mianowniku zawrzesz energię potrzebną do produkcji stali do EJ lub do utylizacji acetonu do produkcji wiatraka, zależy jedynie od metodologii. Zmiennych jest na tyle dużo, że dla każdego źródła można wykazać nieskończony koszt wytworzenia energii.
Dodatkowo największy problem z OZE jest taki, że produkują prąd wtedy, kiedy jest dostępność surowca (słońca, czy wiatru), a nie wtedy kiedy jest zapotrzebowanie na energię, co wymaga dodatkowych nakładów w magazyny lub źródła uzupełniające. EROI w ogóle tego nie uwzględnia.
Co do artykułu wysokiego napięcia - źródło może i kompetentne, ale jest to jednak opinia autora, która uwzględnia tylko to co wygodne i w wielu miejscach nie poparta żadnymi źródłami.
Tym bardziej, że jako uzupełnienie OZE podaje albo gaz (którego efekty widzimy w Niemczech, gdzie mają jedną z najdroższych cen prądu w Europie i jedną z najwyższych produkcji CO2 per capita i ogólnie), albo magazyny energii (tylko czy są na świecie efektywnie pracujące magazyny na kilkadziesiąt/kilkaset GWh?). Dodatkowo zupełnie nie uwzględnia małych modułowych reaktorów, które jednak są na horyzoncie.
Nie jestem przeciwnikiem OZE, ale uważam je za świetne źródło uzupełniające, ale na pewno nie za podstawę miksu.
Jaką widzisz drogę polskiej transformacji energetycznej, która nie uwzględnia pójścia na YOLO, bo może kiedyś ktoś wymyśli jakąś fajną technologię?
Wielkoskalowe magazyny energii to jednak pieśń przyszłości równie pewna, co fuzja jądrowa. Nie da się przewidzieć, kiedy one będą, czy kiedykolwiek, więc potrzeba zainstalować stabilną podstawę, czy to na węglu, czy atomie (z punktu widzenia ekologii ten drugi jednak lepszy). Inaczej kończysz jak Niemcy, którzy mają ok. 15GW na ruskim gazie, żeby móc się ratować, jak nie świeci i nie wieje.
Za wikipedią o temperaturach w Bagdadzie:
Lows below freezing occur a couple of times per year on average.
Poza tym zamrażalki były już od dawna ;)
https://en.wikipedia.org/wiki/Yakhch%C4%81l

Baza rzeczywiście może się przydać pod kątem naukowym.
Czytniki ebooków trzymają na tyle długo baterię, że nie jest to raczej problem.
Skoro praca magisterska jest nt. wpływu gier elektronicznych na zachowanie i emocje dzieci i młodzieży, to chyba nie dziwne że pytania są odpowiednie dla młodzieży.
Ryzen nie był produkowany do pracy w warunkach kosmicznych. Taki procesor musi być bardzo niezawodny (nikt nie chce wymieniać procesora na orbicie), wytrzymywać ekstremalne temperatury, pracować dobrze w próżni, być odpornym na promieniowanie i nie może się uszkodzić podczas wyniesienia na orbitę (duże przeciążenia i drgania).
Moje dane są max z 2018, więc kompletnie nie uwzględniają wpływu pandemii, ale wszystkie duże hity ściągały w okolicach premiery całe sale (przez całe mam tu na myśli obłożenie ~75% - mało jest ludzi chętnych do zajmowania zupełnie skrajnych miejsc, szczególnie z przodu). Pierwszy tydzień praktycznie codziennie tłumy, głównie na seansach ok. 20. Później tłumy były głównie w weekend popołudniu lub wieczorem. Choć takie horrory to ściągały ludzi do kina na ostatnie seansy. Dodatkowo duże wypełnienie było też na filmach dla dzieci.
Osobiście teraz najczęściej chodzę tylko do IMAXa i tam przez pierwszy tydzień od premiery nadal ponad połowa sali zajęta.
Przecież w większości "zony" promieniowanie tła jest na poziomie nie wyższym niż w Polsce (a są zamieszkane miejsca na świecie, gdzie jest ono większe). Problemem jest sam reaktor i kilka miejsc składowania odpadów. Jakby była chęć, żeby życie tam wróciło, to by się to udało.
Jak zmotywujesz dziecko do tego, aby nie dopuściło się kradzieży, bez przedstawienia konsekwencji wynikających ze złamania prawa (czyli wzbudzania strachu przed karą?).
Przede wszystkim można dziecko nauczyć empatii i pokazać mu jak się czuje osoba skrzywdzona, w tym wypadku kradzieżą. IMO powinno się uczyć konsekwencji nie złamania prawa, ale skrzywdzenia innej osoby.
dyskomfort wywołany karą jest najszybciej przez młode zapamiętywany, a więc i najefektywniejszy jeśli chodzi o naukę i przetrwanie.
No chyba że akurat nie działa. Jak pies zostanie zbity za zjedzenie czegoś, to przede wszystkim uczy się, że zjadać trzeba po kryjomu. Jakoś znacznie efektywniejsze jest przyzwyczajenie psa do słuchania komend - i nie, nie biciem, tylko głównie kęskami. Potem jest w stanie posłusznie wykonać komendę "puść" i nie dlatego, że podnieśliśmy na niego rękę.
Sam wielokrotnie dostałem lanie pasem w dzieciństwie i jaki z tego efekt? Ano zdystansowanie się od ojca, bo kojarzył mi się głównie z tymi nieprzyjemnymi momentami.
Problem jest taki, że te projekty realizowane są przez chińskie molochy, bo te dają najlepsze ceny. Taki projekt dla takiego molocha to jest drobnica, więc mają lepszą pozycję negocjacyjną. I nagle tuż przed rozpoczęciem produkcji fabryka stwierdza "dopłacacie X$ albo kasujemy projekt".
I jakie opcje ma twórca?
1. Może zapłacić;
2. Może przenieść projekt do innej fabryki, ale na pewno nie po cenach z 2020 i opóźni to dostawę o kolejne 2 lata;
3. Pozwać firmę w chińskim sądzie i zostać wyśmianym.
Problem z kickstarterem jest taki, że kupujesz obietnicę. To nie jest sklep, gdzie produkt jest już gotowy. Tak naprawdę nie ma gwarancji, że ten produkt w ogóle dostaniesz. Dlatego ja też nigdy nie kupię tam żadnej drogiej planszówki. Wolę poczekać, aż będzie dostępna na rynku.
Za urlopy wszystko jest płacone. Ten lipiec i sierpień też.
Tak, płacone jest za urlop, który jest w lipcu i sierpniu. W ciągu roku szkolnego nauczyciel może sobie wziąć urlop bezpłatny.
Nauczyciele mają teoretycznie (teoretycznie, bo w praktyce często rady pedagogiczne rozciągają się na początek lipca i końcówkę sierpnia) 2 miesiące urlopu, podczas gdy zwykły pracownik ma 1,25 miesiąca. Minusem tego jest, że ten urlop jest zupełnie nieelastyczny i gdy w trakcie roku szkolnego nauczyciel ma jakieś pilne potrzeby, musi brać urlop bezpłatny (który też może być problematyczny ze względu na organizacje zastępstw).
Inna sprawa - przecież wakacje nie są że względu na nauczycieli, tylko uczniów. Skoro jest przestój, to co mają robić?
W innym zawodzie nie istnieje takie coś tylko 2 gora 3 tygodnie urlopu
To może zmień firmę? Ja u siebie bez problemu mógłbym wziąć pełne 26 dni na raz, ale tego nie robię, bo uważam, że lepiej to rozbijać na 1-2 tygodnie.
Moja znajoma ma np taką klasę, że musi zarzyć relanium aby iść na lekcje i prowadzić lekcje.
No tutaj to zależy od szczęścia, chociaż tutaj też wychodzi, że coraz mniej rodziców uczy dzieci szacunku do innych osób.
Po pierwsze zdjęcia że smartfonu też są obrobione, tylko robi to automatycznie oprogramowanie.
Po drugie obróbka to nie koniecznie upiększenie zdjęcia ponad rzeczywistość, a często jest to właśnie dojście do rzeczywistości. Surowy obraz z aparatu potrafi różnić się diametralnie od tego, co widziało oko fotografa, szczególnie pod kątem kolorów. I taka obróbka pozwala przywrócić ten naturalny obraz. Do tego dopiero mogą dochodzić kwestie artystyczne, jak np. winieta, która pozwoli skupić wzrok na konkretnym miejscu na zdjęciu.
W czasach rat 0% każdego stać na solidny telefon.
Przecież raty 0% nie sprawiają, że telefon nagle staje się tańszy - nadal z kieszeni wyleci tyle samo pieniędzy, co przy płatności przy zakupie.
Max miał potencjał na znacznie lepszy czas, więc w wyścigu będzie ciekawie.
Potencjał to miał Leclerc (jechał 0,6s szybciej od Sainza, Max tylko 0,3s), ale wszystko zepsuł na wyjściu z Maggots-Becketts.
Ale rzeczywiście może być ciekawie, szczególnie pierwsze kółko. Osobiście mam tylko wielką nadzieję, że Ferrari nie zrobi jakiejś pokraki strategicznej.
Zastanawiam się, czy przewidywalność nie kosztowała Sainza zwycięstwa. Po wyścigu rozmawiał z Verstappenem, że Carlos jechał jedno kółko naciskając, a następne zbierał energię. W taki sposób Max mógł bez problemu go wyczuć i się dostosować.
Pierwsza część mnie absolutnie nie porwała - ot takie zwyczajne filmidło. Strona wizualna rzeczywiście była niesamowita, ale poza tym, nie było w tym filmie nic, co przykułoby moją uwagę. W związku z tym filmu już nawet za bardzo nie pamiętam i do tej pory nie czuję potrzeby do niego wracać. Szkoda mi tylko, że nie poszedłem na niego do IMAXa, bo 3d w zwykłym kinie nie robiło zbytnio wrażenia. Zupełnie więc nie rozumiem, skąd te rekordy box office'u.
Na dwójkę pójdę tylko, jeśli się okaże, że fabularnie stoi znacznie wyżej niż pierwsza część.
Miałem tu na myśli, że planszówek się cyfrą nie zastąpi.
Natomiast co do książek: jasne, większość bez problemu można zastąpić ebookami, natomiast są pewne wyjątki. Mam trochę książek, które są w dużym formacie (mniej więcej A4) i z ilustracjami. Nie ma czytników w takim rozmiarze, więc komfort czytania by się zmniejszył. Tablety może i się znajdą, ale kupowanie takiego tylko dla kilku książek to bezsens.
Sam w tej chwili większość książek czytam na czytniku 6", który jest bardzo poręczny. Żeby móc czytać te duże książki i komiksy, trzeba by było kupić specjalnie dla nich duży, kolorowy czytnik, a to dodatkowy wydatek ponad 1000zł.
Pomijam tu już wszelkie atlasy i encyklopedie, których się raczej nie czyta, a przegląda - i to o wiele wygodniej robić mając książkę.
P.S. miałem ostatnio nieprzyjemność czytać książkę z technicznymi ilustracjami. Na 6" po prostu nie było nic widać, a powiększanie to katorga. Więc kończyło się tym, że musiałem odpalać komputer i oglądać na dużym ekranie.
Kiedyś bardzo lubiłem swoją kolekcję, choć nie była ona wielka. Z czasem jednak stwierdziłem, że to jednak bezsensowne marnowanie miejsca, a mieszkanie się nie rozciągnie. Tym bardziej, że coraz rzadziej po te pudełka sięgałem, a nowe gry i tak wymagają przypisania do konta.
Teraz na półkach tylko trochę książek i planszówki, ale tych się już cyfrą nie zastąpi.
Jako że wujek to kiedyś sprzedawał, w mojej rodzinie jest mnóstwo thermomixów, głównie tych starszych.
Mi osobiście szkoda na to pieniędzy i miejsca w kuchni. Tym bardziej, że w żaden sposób nie skraca tego, czego najbardziej nie lubię w gotowaniu - przygotowywania składników, krojenia oraz szukania przepisu, na który miałbym akurat ochotę. Plus odpada tradycyjne smażenie, pieczenie i grillowanie. Do tego sama forma gotowania, czyli robienie przepisu krok po kroku mi średnio odpowiada. Zazwyczaj z przepisów korzystam, jako ze wskazówek i często dodaję jakieś nieprzewidziane składniki lub trochę zmieniam smak pod siebie.
Natomiast same jedzenie jest naprawdę smaczne, moje ulubione są lody. Sprzęt jest też bardzo wytrzymały, o ile nie trafi się na felerny egzemplarz.
Schumacher pojechał dzisiaj szybciej niż w kwalifikacjach w zeszłym roku. Biorąc pod uwagę, że samochody są w tym roku wolniejsze niż w zeszłym, to widać, że progres jest znaczny. Podejrzewam, że na walkę w midfieldzie jest spora szansa.
A widzisz inną metodę na osłabienie putina niż upierd0lenie jego gospodarki?
Nie, nie widzę. Ale banowanie poszczególnych zawodników to nie są sankcje gospodarcze.
Twój komentarz zalutuje onuctwem.
Bo uważam, że linczowanie każdego Rosjanina na zachodzie prędzej popchnie go ku Putinowi niż przeciwko? Nie chciałbym nigdy sytuacji, w której tracę możliwość pracy, której poświęciłem wiele lat, za to, że jestem Polakiem, a mój rząd zrobił...
Swoją drogą, z tego co widzę, chwalona FIFA wykluczyła z rozgrywek rosyjskie zespoły i kadrę narodową, a nie wszystkich piłkarzy. Jaka więc różnica z tym, co ustaliła FIA?
2022 widzę, że najlepiej otrzymać wszystko co najlepsze od razu.
Każdy jeden samochód, komplecik w garażu od samej instalacji gry.
Takie Project CARS i gry z serii F1 oferują wszystkie samochody od razu, a jednak mnóstwo ludzi czerpie frajdę z tych gier.
Ilość czasu potrzebna do zdobycia wszystkich samochodów nie jest wyznacznikiem jakości gry wyścigowej.
A ja, powiem szczerze, trochę rozumiem decyzję FIA. Sam nie chciałbym być karany za to co robi mój rząd. Co prawda Mazepina mi nie szkoda (a nawet cieszy, że Haas z niego zrezygnował), ale już Kwiata i Shwarzmana to tak. Tym bardziej, że mam wrażenie, że takie sankcje zbytnio nie wpłyną na rosyjskie społeczeństwo, a jeśli już to negatywnie (przeciwko zachodowi, a nie Putinowi).
Za to brak Soczi w kalendarzu jest naprawdę cieszący.
Z innej beczki - Steiner się zarzekał, że zatrudni Fittipaldiego w miejsce Mazepina. Dla mnie trochę szkoda, że nie postarają się np. o Piastriego.
No ale swoje by mogli odciąć. Ze wszystkich gier, to chyba zablokowanie CSa miałoby największy wpływ na rosyjskich graczy (chociaż w sumie zależy, czy są jakieś sensowne pirackie wersje).
Załóżmy, że przenoszę się w czasie dalej niż te 200-300lat. Podejrzewam, że byłbym w stanie zbudować jakąś prowizoryczną machinę latającą. Jest jednak parę problemów:
a) najważniejsze - nie znam języka. Nawet polski się dość znacząco różnił i miałbym spory problem z dogadaniem się (a co dopiero mówić o współpracy z DaVincim);
b) pomijając trudności z pktu a), to nikogo nie znam, a musiałbym przekonać kogoś, żeby mi pomógł. Samemu byłoby raczej trudno;
c) nie mam nic, więc musiałbym przekonać kogoś do sfinansowania metody prób i błędów, jako że raczej mało prawdopodobne, że konstrukcja by mi wyszła za pierwszym razem.
Raczej mało prawdopodobne, żebym odcisnął się jakoś na kartach historii.

A co do książek, to raczej bym stwierdził, że obecnie większość książek to przejaw popkultury, a nie niektóre.
A co złego w kolekcjonowaniu plików? Kolekcjonowanie to tylko łechtanie swojego "poczucia posiadania". Są ludzie, którzy osiągają to w formie cyfrowej, jak biblioteka na steamie.
Ja tylko zwróciłem uwagę, że ktoś, kto kolekcjonuje muzykę nie koniecznie musi zwracać wielką uwagę na jakość. Miałem kiedyś podejście do kolekcjonowania muzyki, a słuchałem na tanim odtwarzaczu kaset i CD.
a) książki nie są wytworem popkultury
A niby czemu nie? Większość książek, to nie są utwory skierowane do osób zachwycających się wysublimowaną poezją, tylko do zwykłego czytelnika. Taka np. Pieśń Lodu i Ognia lub horrory Kinga, to jest jak najbardziej kultura masowa. Nie mówiąc już o potworach typu 50 Twarzy Greya.
b) jakość muzyki w streamingu - pomimo najlepszych zapewnień o jej jakości - nadal odbiega od tego, co można usłyszeć odtwarzając płytę na dobrym sprzęcie
Kolekcjonowanie nie jest równoznaczne z byciem audiofilem, który ten dobry sprzęt posiada.
Nie będę polemizował z twoją opinią, bo zauważyłem, że gry na PSa się kocha lub nienawidzi. Po ograniu niemalże ubisoftowego Spider-Mana, który dla mnie był ogromnym rozczarowaniem, kompletnie nie rozumiałem zachwytów nad nim. Możliwe, że to kwestia podejścia. Na pająka miałem hype, a do GoWa podchodziłem sceptycznie, bo do tej pory nie podobały mi się h&s.
Jednak:
Jakieś 90% czasu poświęcone jest na całkowicie przeruchany już w grach motyw surowego rodzica i dziecka.
W których grach występuje motyw surowego rodzica, próbującego zrozumieć swoje dziecko, że nazywasz go przeruchanym? Dla mnie było to na tyle dobrze rozwiązane, że przykuwało moją uwagę do ekranu, a nie kojarzę tego motywu z innych gier.
Trochę już czasu minęło odkąd parowałem te żarówki, ale może cokolwiek pomogę. O BT nic nie powiem, bo nie próbowałem.
Po drugie... jak żarówki łączą się z moim Wi-FI bez podania hasła, nikt nigdzie nie każe przecież wciskać przycisku WPS. Hasło przesyła im aplikacja?
Z tego co pamiętam hasło wysyła aplikacja.
Zaraz.. one rozgłaszają swoje własne "Wi-Fi", co widać w trybie manualnym.
A zatem telefon łączy się z "sieciami Wi-Fi" żarówek przez aplikację-serwer?... Po co zatem aplikacji dostęp do mojego Wi-Fi i to koniecznie 2,4 GHz?
A, no tak, bo niby można sterować z dowolnego miejsca, przez chmurę... czyli jednak też żarówki łączą się z siecią?
Żarówka łączy się przez wifi z serwerem. Wszelkie komendy idą aplikacja -> serwer -> żarówka. Bez wifi nic się z żarówką nie zrobi (a przynajmniej mi się nie udało).
I dlaczego wpis o manualnym parowaniu sugeruje, że mogę manualne połączyć się z sygnałem Wi-Fi każdej żarówki i dodać ją do aplikacji bez włączonego routera/dostępnej sieci?
Przy manualnym parowaniu żarówka nadal chciała ode mnie wifi.
No i czy muszę w aplikacji WiZ zakładać jakieś konto, czy jest ono konieczne tylko do sterowania spoza własnej sieci Wi-Fi?
Z tego co pamiętam, to nie ma potrzeby konta. Ja sobie dodatkowo łączyłem z googlem.
Ogólnie jest tak, że tworzysz sobie "dom" i możesz do niego zapraszać ludzi za pomocą tokenu. Jak już zostaniesz połączony z jakimś domem, to nie ma potrzeby bycie połączonym przez wifi.

A co do czasu lotu, to nie jest to taka prosta sprawa, bo wiele zależy od wiatru. Masz tu obrazek, jak się kształtują wiatry na tej wysokości i wschodnie wybrzeże Ameryki Północnej to stałe wiatry w kierunku wschodu o prędkości 200-300km/h. Stąd też powrót z Miami będzie szybszy niż lot tam. I z tego powodu trasy lotu mogą się trochę różnić w zależności od aktualnego rozłożenia wiatrów.

A grafiki z pierwszego posta są po prostu błędne.
Dziś elektrownie wiatrowe w Polsce dają 7185 MW.
Nie dają, tylko taka jest moc zainstalowana. Wiesz ile mocy zainstalowanej w wietrze mają Niemcy? 62GW - o 10GW (19%) więcej niż cały polski system energetyczny, a wygenerowały one w 2020 132TWh energii elektrycznej, czyli 17% mniej niż zapotrzebowanie Polski w 2020.
Energetyka wiatrowa ma efektywność ma poziomie 25%. Energetyka jądrowa 70% (bazując na Francji, która ma sporo starych reaktorów. W USA jest to na poziomie 93%). Czyli żeby zastąpić reaktor 1GW trzeba wybudować min 2,8GW w wietrze. A jak pokazują Niemcy trzeba wybudować też dodatkowo 0,7GW turbin gazowych na czas, kiedy nie wieje...
W sumie szukanie różnic między książką a serialem nie ma sensu, bo sezon 2 wyglądał jakby chcieli zrobić łącznik między opowiadaniami a Krwią Elfów. Oczywiście kosztem wielu zmian fabularnych, których nie rozumiem plus wprowadzeniem nowych wątków, które też trochę kuleją.
Dla mnie początek sezonu nie był zły, jednak im dalej w las tym gorzej się to oglądało.
Ciekawe jednak, że zostawili serial fabularnie w takim miejscu, że nadal mogą wrócić mniej więcej do wierności książkom (gdyby tylko chcieli...), choć musieliby porzucić kilka wątków, które tu rozpoczęli, z babą jagą na czele.

Weź pod uwagę, że lecisz tylko w jedną stronę, a to jest nieopłacalna opcja dla "klasycznych" przewoźników. Chcą chyba mieć pewność, że loty powrotne będą miały obłożenie. W zeszłym roku leciałem w jedną stronę do Marsylii Lufthansą i musiałem wykupić bilet w obie strony, bo był tańszy niż w jedną...
Sprawdziłem na stronie LOTu, jak to wygląda wylot na tydzień do Dublina 17-23.01 i jest to już 600zł, czyli niewiele drożej, jakbyś leciał w dwie strony Ryanairem. Jeśli chcesz lecieć w jedną stronę LOTem, to trzeba by wykupić 17.01 za 331zł z bagażem i powrotny za 185 bez bagażu, czyli najtańsza opcja to 516zł. Nadal bardziej się opłaca Ryanairem.
Pewnie dlatego, że latasz bezpośrednio do hubu Lufthansy. Po Europie, w Lufie musisz zrobić przesiadkę we Frankfurcie lub Monachium i już wychodzi cenowo podobnie, jak LOT.
oraz
Chętnie porozmawiam, jak przeczytasz
Chętnie bym porozmawiał o tym artykule, ale go nie przeczytałem. Od dłuższego czasu mam tak, że golową publicystykę omijam szerokim łukiem, bo poziom macie mocno nierówny, a z tego co widzę (na podstawie wielu komentarzy redakcji), zależy wam tylko na wyświetleniach. Wchodzę wtedy w komentarze i próbuję zgadnąć, czy warto czytać, czy nie.
Jeśli w dany felieton wejdę i nie będzie mi się podobał, to czy jest jakiś sposób, żeby to zasygnalizować? Wg Łosia (bądź UVa) łapki w dół się dla was nie liczą, tylko wyświetlenia. Z komentarzami jak widać jest podobnie. A jak wejdę, to nie mogę już mojego wyświetlenia cofnąć z waszej statystyki.
Czy wystarczy, jak przed wejściem w felieton włączę adblocka? Przy dobrym felietonie go wyłączę i dostaniecie hajs z reklam. Czy może nie ma dla was znaczenia, czy pokazała mi się reklama, ważne, że kliknąłem?
Ach, ta niedobra młodzież jest za głupia, by docenić mój film...
W samym USA mamy prawie 200mln osób 30+. Skoro to wszystko wina młodzieży, to czemu starsze pokolenia nie uratowały tego filmu? W końcu jest ich 1,5 raza więcej niż młodzieży.
A tak serio, to na jego miejscu zamiast wygadywać takie rzeczy, poważnie porozmawiałbym z działem marketingu.
Nie jestem jakimś wielkim kinomanem i nie siedzę na portalach z newsami o filmach, ale o innym filmie Scotta Dom Gucci słyszałem, widziałem zwiastun, plakaty na mieście (chociaż nieszczególnie mam ochotę na niego iść do kina).
O Ostatnim Pojedynku, dowiedziałem się... z tego newsa.
Ale że niby Verstappen, Russell, Leclerc, Norris, Gasly, czy Sainz nie zasługują na miejsce w F1? Czy to że ojciec Maxa jeździł w F1 sprawiło, że dostał to miejsce sztucznie, jak Stroll? A taki Leclerc z Russellem, którzy w swoich pierwszych sezonach zdobyli mistrza w GP3 i F2 nie wyjeździli sobie miejsca w F1?
Poza tym akurat w tym roku to Vettel i Ricciardo dostarczają raczej mało emocji. Alonso miał kilka momentów, ale szału nie robi.
Ale czy Max miał takie słabe tempo w porównaniu do Lewisa? Jasne, utknął za Bottasem, ale to głównie pokazuje, że Merc ma dużą przewagę na prostych, więc o wyprzedzeniu któregoś z nich RB może zapomnieć. Jeśli Max pokona Valtteriego na starcie, to dojście do niego przez Lewisa może już nie być takie łatwe. Plus będą pit-stopy, więc przy odpowiedniej strategii utknięcie za Bottasem może dać się naprawić. Inna sprawa, że jutro ma być znacznie cieplej, a to może trochę zmienić w pracy opon.
Z kolei co do marszu po tytuły Merca, to tak samo można było mówić o RBR po GP Meksyku, gdzie Lewis nie miał nawet podejścia do Maxa.
Czarny Wilk
A nie możesz po prostu przyznać, że MM oczekuje przedstawienia ich oferty w korzystnym świetle?
Gdybyście chcieli pomóc graczom w wyborze sprzętu, to wystarczyłoby do tej linijki po odniesieniu do obniżki dopisać, że średnio rynkowa cena to 600-650zł. Nikt by wtedy nie miał pretensji, a co najwyżej śmiałby się z tej promocji.
Podejrzewam jednak, że MM mógłby mieć Wam to za złe i nie być w przyszłości chętny, do płacenia prowizji. Rozumiem, trzeba za coś żyć. Jednakże może omińcie w takich przypadkach zdanie: Wyselekcjonowaliśmy najciekawsze promocje i prezentujemy je poniżej., bo daje to poczucie, że sprawdziliście, że rzeczywiście jest to niezła promocja, podczas gdy kwoty przeceny to zwykła manipulacja (a powielając bez namysłu trzeba się liczyć z negatywnym odbiorem), a sam artykuł jest tylko gazetką promocyjną danego sklepu.
Zawsze możesz iść na nocną pomoc lekarską. Lekarz oceni, dostaniesz zastrzyk w dupę (nie wiem czemu, u mnie tak się kończy każda wizyta tam :P) i po problemie.
Jak nie, to prędzej zaufałbym wiedzy aptekarki, niż jakiegoś randoma z internetu.
Np. losowo ułożone kafle, które odkrywasz i rzucasz kośćmi, żeby rozlosować ew. zasoby/potwory. Losowość w grach planszowych to nic trudnego.
Czyli komunikacja idzie jakby przez serwery producenta?
W przypadku WiZa tak jest.
Mnie osobiście szał żarówek nie ogarnął - jedną dostałem w prezencie i sprawowała się całkiem nieźle. Po przeprowadzce dokupiłem też drugą, żeby oświetlać ścianę przy TV i jestem zadowolony.
Mam żarówki firmy WiZ nie mają one żadnego pośrednika - przy konfiguracji żarówka łączy się przez WiFi z aplikacją i później już nawet nie trzeba mieć telefonu podpiętego pod wifi, żeby z niej korzystać.
Same żarówki mają całkiem sensowną paletę i jasność (choć bezpośredniego porównania z hue nie miałem). Jedynie aplikacja szału nie robi i nie znalazłem opcji, żeby zaprogramować swoje animacje (w sensie przełączanie kolorów).
Co do skaju, to się zgadzam - zupełnie nie rozumiem, czemu nie zrobili wersji materiałowej, jak w Markusie.
Natomiast nigdy nie rozumiałem narzekań na blaty z kartonu. Miałem tego trochę i owszem mają jedną wadę - kiepska okleina, szczególnie pod kątem wilgoci, gdzie po kilku zalaniach zaczyna się niszczyć. Jednak poza tym naprawdę ciężko mi coś zarzucić. Od ok. 12 lat mam najtańszy stolik za 40zł, który służył mi jako szafka nocna, szafka na telewizor (początkowo CRT), a nawet 40kg akwarium i jedyne co mu po tym czasie dolega to purchle od zalania wodą z akwarium.
Barcelonie jest nowy asfalt
No jest, narzekań od tamtej pory nie znalazłem. A poprzednia nawierzchnia wytrzymała 14 lat - to tak mało?
na Silverstone sa narzekania, tylko faktycznie - po prostu nie słyszałeś
Mówisz o tym?
https://www.autosport.com/motogp/news/fim-silverstone-surface-has-degraded-since-2018-motogp-inspections-5294693/5294693/
Przecież to było świeżo po położeniu nowej nawierzchni (stara wytrzymała 20 lat). Władze toru dały tu ciała, bo po tym jak poprawili, nie ma narzekań (z twojego linka: That point is partially reinforced by a lack of complaints at Silverstone since its controversial second resurfacing in 2019, with the track hosting four F1 races since then but without significant concern about the asphalt’s flatness during 2021’s MotoGP race.)
Problem się powtarza regularnie.
Pomijając fiasko z nową nawierzchnią na Silverstone, ta regularność to COTA i?
Zresztą, co do COTA, to była ona kilka razy zalewana w powodziach. Może tu jest pies pogrzebany?
https://www.gpblog.com/en/news/23699/weather-update-in-austin-floods-at-cota-.html
Żeby nie było, nie twierdzę, że wyścigi F1 nie mają żadnego wpływu na stan nawierzchni. Ale przecież tory same zabiegają o to by F1 tam jeździła, to niech to uwzględnią w swoim budżecie... Bo w tej chwili narzekasz, że F1 jeździ na torze zbudowanym przede wszystkim dla F1 (COTA).
A może to po prostu organizatorzy dali ciała z jakością asfaltu? F1 nie jeździła na tym torze od dwóch lat, a nie ma tam jeszcze przypadkiem zawodów NASCAR i IndyCar?
Zresztą nie słyszałem narzekań na zniszczenie asfaltu przez F1 na Red Bull Ringu, Catalunyi i Silverstone, gdzie obie serie się ścigają.
W terenie mało, większość scen była tworzona z użyciem praktycznych efektów specjalnych w postaci miniaturowych makiet (aktorzy na blue screenie, podobnie jak w OT). Z tego co czytałem, do samego Ep. 1 stworzyli więcej rekwizytów niż do całej OT. Największe wrażenie na mnie zrobił Mustafar, gdzie nawet zrobili "prawdziwą" lawę (jakaś podświetlana od spodu gęsta maź):
https://twitter.com/WeirdlandTales/status/1254573694254485506/photo/1
Polecam przejrzeć trochę zdjęć w tym wątku: https://boards.theforce.net/threads/practical-effects-in-the-prequels-sets-pictures-models-etc.50017310/page-14
To ciekawe, Vettel wydaje się być kierowcą, który może być już zmęczony F1, tym bardziej, że Aston do czołówki już raczej się nie zbliży (widzi też, czy zespół sobie radzi z przygotowaniami do przyszłego sezonu).
Z kolei jeśli chcą kogoś doświadczonego, to widzę dwie opcje: Kubica albo Hulkenberg. Ten drugi ma o tyle przewagę, że jak w zeszłym roku z marszu wskoczył do ich bolidu, to nawet całkiem nieźle pojechał. Ale fajnie by było, gdyby to była realna opcja Kubicy.
Po czym wsiadasz do samochodu i nie jesteś w stanie go uruchomić, bo producent to przewidział i uzależnił włączenie od pozytywnego połączenia z czarną skrzynką.
Osobiście uważam, że trochę większą winę ponosi Max, tym bardziej, że wielu innych kierowców jednak potrafiło odpuścić i poczekać na lepszą okazję. Chociaż po Silverstone można się było spodziewać, że dojdzie między tą dwójką do kolizji.
Dla mnie najśmieszniejsze jest to, że gdyby jeden lub drugi ustąpił, to najprawdopodobniej by tylko na tym zyskał.
VER zamiast się wciskać mógłby puścić Lewisa, pojechać po zewnętrznej do T2 i do T3 skorzystać z lepiej dogrzanych opon.
Z kolei gdyby HAM odpuścił w T2, to miałby lepszy wyjazd na prostą i raczej łyknąłby VER przed T3.
Zresztą podobnie z Perezem - gdyby od razu oddał miejsce Leclercowi, to łyknąłby go bez większych problemów na następnym okrążeniu, a tak głupio stracił 2 miejsca.
GIO, który nie jest demonem prędkości pojechał dzisiaj na 7 miejsce. Alfa dobrze przygotowała samochód na ten weekend. Nie ma co oczekiwać cudów po człowieku, który wskoczył do bolidu dopiero na FP3 na torze, który kierowcy określają jako trudny (taki Giovinazzi miał nad nim przewagę 40 okrążeń). Sam Kubica zresztą stwierdził, że nie naciskał, tylko pojechał bezpiecznie, bo nie czuł bolidu.
Mam wrażenie, że gdyby miał cały weekend do dyspozycji lub gdyby to był już drugi weekend w bolidzie Q2 byłoby w zasięgu, ale raczej nic więcej (czyli jakieś 14-15). Chociaż dużo w Q1 zależało też od szczęścia (patrz Perez i Vettel).
Na Fuji przede wszystkim mieli kontrolę trakcji oraz mniejsze opony, które wzbijały mniej wody w powietrze. W GP Japonii wtedy brali udział Raikkonen, Hamilton i Vettel - żaden z nich nie krytykował decyzji sędziów o braku ścigania. Dodatkowo Fuji nie ma tak niebezpiecznego zakrętu jak Eau-Rouge - gdyby ktoś miał tam wypadek, jak Norris w sobotę, to osoba jadąca za nim nie miałaby najmniejszej szansy na reakcję, przy tak słabej widoczności. Jasne, w Malezji 2009 były gorsze warunki, co nie oznacza, że wczorajsze były wystarczające do rozpoczęcia wyścigu.
A przełożyć najwyraźniej się nie dało, bo a) dzisiaj też był deszcz, b) F1 ma różne umowy dot. transmisji i nie może sobie ot tak zmieniać terminu wyścigu, c) obsługa toru ma inną stałą pracę niż F1, więc byłby problem ze zorganizowaniem porządkowych, d) za tydzień jest wyścig w Holandii, machina logistyczna już ruszyła, zespoły mają dawno zaplanowane przenosiny.
Natomiast co do punktów, to choć przyznanie ich uważam za kontrowersyjne, to jednak brak punktów byłby krzywdzący dla kierowców, którzy naprawdę postarali się w kwalifikacjach.
Może Aleksandra Mirosław we wspinaczce?
Małe szanse. Żeby myśleć o medalu, trzeba być mocnym w 2 z 3 konkurencji, a Mirosław jest dobra tylko w speedzie (wręcz piekielnie dobra - dziś jej zabrakło 0,01s do rekordu świata). W boulderingu i leadzie sobie jednak nie radzi, szczególnie przez kiepską pracę nóg. Tak więc, speeda pewnie wygra, ale pozostałe dwa ją ściągną mocno w dół.
Od siebie z bardziej zaawansowanych mogę polecić Tzolk'ina (worker placement na ok. 1,5h) i Brass (mocno ekonomiczna pozycja na 2-2,5h). Obie wymagają sporo myślenia, ale Tzolk'in trochę lżejszy, bo przy pierwszej rozgrywce w Brass trochę głową bolała od tej logistyki ;)
Z lekkich jest genialny Brzdęk (chyba najlepsza jest edycja w kosmosie) - gra na 1,5h, gdzie trzeba zdobyć skarb i uciec.
Jest jeszcze fajny Root. Gra niby jest dość prosta, ale mocno złożona, bo kompletnie niesymetryczna - każdą frakcją gra się zupełnie inaczej, z innymi zasadami, więc trochę trwa zanim ogarnie się, kto co gra.

Jako że poprzedni tydzień spędziłem na przejechaniu 1300km po Rumunii, to muszę Cię zmartwić, że wozy z koniem mógłbym na palcach jednej ręki policzyć. Drogi w środkowo-zachodniej części kraju mają na podobnym, a może nawet lepszym stanie niż w Polsce (choć dróg szybkiego ruchu mało).
No i wielokrotnie mi się zdarzało, że w Polsce google pokazywał jakieś dziwne objazdy, typu skręć w prawo, objedź jakąś wiochę dookoła i wróć do punktu wyjścia. Stracisz na tym tylko 20 minut.
A tu moja ulubiona sytuacja ->
Czy mi się zdaje, czy Czechom bardziej się opłaca przegrać z Anglią, żeby trafić na kogoś z naszej grupy, a nie z grupy F?

Nie uważam, że KO jest najlepszą partią. Ba, nie uważam, że jest lepszą partią niż PiS, ale to wiele nie znaczy, bo o naszej partii rządzącej mam mierne zdanie.
Dokończmy temat VATu w Polsce - nie przeczę, że 23% to był pomysł PO. Natomiast PiS naprawdę głośno krzyczał, o tym jakie to podniesienie VATu jest złe, po czym gdy doszli do władzy, to tak się z tej stawki ucieszyli, że sami ją przedłużyli dwoma ustawami. Za pierwszym razem, miała wygasnąć w styczniu 2017, to przedłużyli ją do końca 2018r, a za drugim razem przedłużyli ją od stycznia 2019r. do spełnienia jakiś dość ciężkich warunków gospodarczych: http://isap.sejm.gov.pl/isap.nsf/download.xsp/WDU20180002392/T/D20182392L.pdf
Poza tym nie odniosłeś się do tematu - argumentowanie, że w innych krajach są jakieś podatki, to i u nas muszą być jest bez sensu, bo są duże różnice pomiędzy rodzajami podatków i funkcjonowaniem państwa (stąd mój przykład niemieckiego VATu i kwoty wolnej od podatku). A skoro już wzorujemy się na innych krajach, to czemu nie wprowadzimy stawek holenderskich opłaty reprograficznej, które byłyby łatwiejsze do przełknięcia?
Nie płakałem za twórcami, jeśli jakiś twórców lubię, to ich wspieram. Nie mam też żadnej pewności, ani nawet nadziei, że moje pieniądze z opłaty reprograficzna trafią do Lady Pank, T-Love, czy Kazika, a nie Sławka, Zenka, Rodowiczównej albo Łepkowskiej.
I to ma być usprawiedliwienie, że jakieś kraje mają takie podatki, to my też takie musimy mieć? Jeśli tak, to ja poproszę niemiecki VAT (19% vs nasze 23% - hmm... czyżbyśmy już płacili naszemu państwu 4pproc. więcej za wszystko, niż Niemcy?) i niemiecką kwotę wolną od podatku (ok. 9000€).
A jak już wprowadzamy opłatę reprograficzną, jak na zachodzie, to może stawki weźmy też z zachodu.
Ja proponuję holenderskie: https://www.thuiskopie.nl/nl/about-thuiskopie
Wysłałem moją femshep, ale nie miałem jak sprawdzić, czy wszystko się zgadza. Powinno, bo Shadowbrokera na pewno przeszedłem wtedy, ale nie wiem, czy dobry zestaw plików mam na dysku.
Ale ja nie porównywałem do RDR czy GTA, tylko do Uncharted. A co jak co, ale w serii ME gadania jest całkiem sporo (szczególnie, że większość dialogów ma kilka wersji).
Devsi raportowali, że ME3 miał 40000 linii dialogowych.
https://www.pcgamer.com/mass-effect-3-contains-twice-as-much-dialogue-as-the-first-game/
Nie mogłem znaleźć takiego info do U1, ale na szybko zedytowałem do excela scenariusz:
https://uncharted.fandom.com/wiki/Drake%27s_Fortune_script
I wychodzi ok. 1800 (nie chciało mi się ręcznie usuwać informacji o tym, co wyskakuje na ekranie, więc realnie linii dialogowych wyjdzie mniej). To jest ponad 20 razy mniej niż w ME3.
Nie chcę tu bronić EA, ale Uncharted 1 to krótka gra, gdzie dialogów tyle, co kot napłakał. ME3 z dodatkami, jest znacznie bardziej rozbudowane i jednocześnie koszty by były zdecydowanie wyższe.
Stąd też ciężko porównywać te 2 sytuacje.
Jak dla mnie MSI to ta sama jakość, co ASUS. Tym bardziej, że laptop, który wrzuciłeś też ma zasilanie w połowie (jakąś nowa moda?), tylko 2 wejścia usb-a i wszystkie USB z jednej strony.
Z punktu widzenia ergonomii to lepiej wygląda model GL65.
W zamian ma być chyba Turcja, więc nie jest źle (o ile asfalt się trochę zużył od ostatniego razu).
Do stówy od siebie mogę polecić Speedlink Torid. W grach nie miałem żadnych problemów, jest widziany jako pad do X360. Kształt ma bardzo zbliżony do oryginału, jedynie triggery mają trochę mniejszy opór. Bateria jest naprawdę porządna.
Swego czasu w stoiskach https://www.twojesoczewki.com/ udawało mi się kupić pojedyncze sztuki, ale nie kupowałem jednodniowych, tylko dwutygodniowe. Wychodziło jakieś 35 za parę. Drożej niż w 6-paku, ale w awaryjnych sytuacjach ratowało życie.
Żeby obiekt poruszał się po orbicie geostacjonarnej, to musi uzyskać prędkość ok. 3km/s (promień 42kkm *2*PI dzielone na czas obiegu 24h).
Załóżmy, że rakieta startuje pionowo z równika i leci cały czas w górę, aż do orbity geostacjonarnej (okropnie nieefektywne, ale co tam). Start z równika daje nam wektor prędkości prostopadły do promienia Ziemi o wartości 463m/s. Rakieta dolatując do orbity geost. nadal posiada ten wektor, bo w próżni go nie wytraciła. W tym momencie, aby utrzymać się na orbicie musi się obrócić o 90* i przyspieszyć o ok. 2,5km/s (pomijam tu całą mechanikę nieba, bo rakieta nie zrobi takiego deltaV w czasie 0s).
Jeśli rakieta w ten sposób przyspieszy, to będzie cały czas nad jednym punktem Ziemi. Jeśli tego nie zrobi, to Ziemia się będzie pod nią obracać, bo prędkość kątowa Ziemi to 15*/h, a prędkość kątowa rakiety to ok. 2*/h.
Natomiast jeśli rakieta nie doleci do orbity geost. tylko zatrzyma się na wysokości 5km, to nie musi w żaden sposób przyspieszać, bo poruszać się będzie razem z atmosferą.
Załóżmy, że starujemy z równika - Ziemia nadaje nam prędkość ~463m/s. Na powierzchni Ziemi daje to prędkość kątową 15*/h. Lecąc cały czas w górę utrzymujemy tę prędkość ~463m/s, ale na 100km będzie to dawać prędkość kątową 14,75*/h, a to oznacza, że Ziemia będzie się obracać szybciej niż my (na takich wysokościach różnice są minimalne, ale są).
Jedynym ratunkiem jest ustawienie odpowiedniej amortyzacji przed samą barierką, czyli tecpro, opony, itp. No ale nikt nie wpadł na pomysł, żeby to stawiać pośrodku prostej.
Powiedziałbym, że koniec atmosfery. Z tym że atmosfera nie ma konkretnej wysokości, na której się kończy, tylko stopniowo rozrzedza się do próżni.
1. FemShep była w oryginale dołożona do gry jako opcja i twórcy nie stworzyli dla niej oddzielnych animacji, tylko podmienili model męskiego Sheparda, przez co animacje w niektórych miejscach miały zgrzyty.
2. W niektórych przypadkach zmienili kąty kamer, bo nie pasowało im, np. ujęcie tyłka Mirandy w danej scenie.
3. Pytanie było o zarzuty nt. zbytniego wyseksualizowania postaci, ale teraz nie chcą zmieniać modeli, bo to była wizja artystyczna, której nie chcą ruszać.
"‘Kevin actually called out some camera cuts that were just… why was that focusing on Miranda’s butt? So in some cases we said, ‘Okay, we can make a change there’." Po czym mówi, że zmian w modelach nie przewidywali.
Czy to brzmi jak dorabianie ideologii?
O ile ujęcia na tyłki mi nie przeszkadzają, szczególnie w kontekście Mirandy, która przecież została stworzona (nawet w lore gry), żeby emanować seksualnością, tak sporo zależy od kontekstu. Screen, który wstawiłeś był bodajże w scenie, gdzie Miranda przekonuje Shepa, żeby pomógł jej ocalić jej siostrę - najważniejszą dla niej osobę. Scena pełna powagi, w której próbuje ona zaufać Shepowi w tak ważnej dla niej sprawie i to ujęcie, wstawione z dupy, jest tutaj żenujące i kompletnie nie pasuje.
Więc jakby wycięli te ujęcia w takich momentach, to bym się nie obraził.
Zero angażowania głowy i piwo? To będzie ciężko, w większości trzeba się czasem zastanowić, a bez myślenia są często trochę zręcznościowe, np. Latające Burrito, czy Jungle Speed (piwo niestety trzeba odstawić, szkoda porozlewać ;]).
Z lekkich gier z minimalnym myśleniem są Eksplodujące Kotki, Sushi Go, 6. Bierze, Hanabi (koop), sporo gier z motywem drużyn (ale 4 os. to takie minimum,bo im więcej, tym lepiej): Sabotażyści, Resistance, Bang.
Ktoś przygotował specyfikację gruntu w jakim kret będzie kopał (pewnie na podstawie próbek). Okazało się zapewne, że grunt jest bardzo sypki, przez co kret będzie zasypywany, co może być problemem. Inżynierowie postanowili przekuć to w zaletę. Instytucja, która zlecała zaprojektowanie kreta, to zaakceptowała, bo najpewniej wszystko wskazywało, że w takim gruncie będzie kopał.
Polecieli, grunt był inny. Pierwsza iteracja do wyrzucenia. Normalna rzecz na Ziemi, rzadko kiedy coś, co jest zaprojektowane od nowa od razu działa tak jak powinno. Tylko na Ziemi możesz wykonać wiele badań, które pozwolą na lepsze określenie warunków pracy. Na Marsie to trochę wróżenie z fusów.
Alex, małe sprostowanie: on napisał, że najlepsi dostają 200% średniej krajowej lub więcej - czyli od ok. 7500 na rękę. A luxmedy/medicovery nawet młodym ludziom się przydają (choć to obecnie standard), bo nie musisz czekać miesiącami w kolejkach na nfz ani bulić min. 150zł za wizytę, gdy masz jakieś małe problemy zdrowotne lub np. skręcisz sobie nogę.
A za 4k na rękę da się w wawie przeżyć bez większych problemów (luksusów nie ma, ale jak się dzieli mieszkanie z partnerką, to jest całkiem przyzwoicie).
CDPR na rynku polskim wygląda na pracodawcę jakich wiele, nie wybija się in plus ani in minus i w polskich warunkach zarobki są okej. Gorzej, jak się spojrzy z perspektywy rynku międzynarodowego...
Sam zagrałem w pierwszego wiedźmina dopiero w tym roku i wrażenia mam podobne. O ile początek był dość ciężki do przełknięcia, to od dotarcia do Wyzimy gra zaczęła wciągać. Świetnie poprowadzona fabuła, a nawet walka była przyjemna i wymagająca, mimo swej toporności.
Największy zarzut miałbym do ilości backtrackingu i ew. do konstrukcji niektórych zadań pobocznych, które mogłyby być jaśniej opisane (np. jakieś wskazówki, o jakiej porze można spotkać daną postać, żeby nie trzeba było zgadywać). Pomijam już pewne zabugowane questy, które musiałem pominąć i nieprzyjemnie zalegały w dzienniku.
Ogólnie nie mam problemu ze szczepionką, jednak zastanawiam się, czy jest duży sens, żeby szczepiły się osoby, które przeszły covida bezobjawowo (na jesień, czyli przy kiepskiej odporności organizmu)? Szczepionka nie chroni przed zarażeniem, tylko uczy organizm, a bezobjawowość wydaje się być potwierdzeniem, że organizm potrafi zwalczyć tego wirusa...
Na tej samej zasadzie nie szczepię się na grypę - moja coroczna choroba polega na gorączce i kiepskim samopoczuciu przez 2 dni, po czym wracam do normalności. Skoro mój organizm sobie radzi z chorobą, to po co mam się szczepić?
60FPS nie pasuje do filmów tylko dlatego, że ludzie są przyzwyczajeni do 24. Gdyby pojawiało się dużo takich filmów, to i widzowie by się przyzwyczaili i nie byłoby to nienormalne. Mózg nie jest tak trudno oszukać.
Piszesz, jakby jedyną opcją streamingową był comiesięczny abonament. Równie dobrze może być tak, że płacisz jednorazowo 15zł za obejrzenie na premierę albo czekasz, aż wpadnie do zwykłego abonamentu. I wtedy zyski mogą być nawet większe niż z kin. Ew. można dać jakieś abonamenty premium.
Swoją drogą, związki partnerskie to nie tylko kwestia homoseksualistów, a nogą się przydać także tym w związkach hetero.
Znajomi żyjący wspólnie za granicą ok. 2 lata przed ślubem weszli w związek partnerski głównie po to, by mieć większe hmm... możliwości wspólnego życia. Dla przykładu: jedno trafia do szpitala, to dzięki temu, że są w związku partnerskim, drugie może dostać informacje na temat stanu zdrowia, czy zdecydować o przebiegu leczenia.
Cóż, czytając wstawiane tutaj prace, jestem zdziwiony, że akurat ta wygrała, ale co poradzić.
A tu moje wypociny:
Wymycie zaschniętej krwi z brody nie należało do łatwych zadań. Torsten pochylił się nad misą, opłukując się wodą. Po chwili poczuł okropne zmęczenie i zatopił twarz w swoich rękach.
Powiedzą kiedyś, że przesadził.
Kilkanaście lat obserwował, jak w innych wioskach jego pobratymcy wracali z rajdów, ich łodzie przepełnione łupami. Wojownicza natura ciągnęła go, żeby zrobić to samo, jednak czuł, ze jako wódz powinien zatroszczyć się o dobro swoich ludzi. Słuchając opowieści o Anglii, upatrzył w niej szansę na nowe życie.
Pierwszy rok na nowym lądzie napawał optymizmem. Ich mała osada Eikheim rosła w oczach. Sasi wydawali się przyjaźni, czasem byli nawet pomocni. Różnice językowe powoli przestawały przeszkadzać. Potem zaczęli jednak nachodzić coraz częściej. Nazywali wioskę „ich terenem”, mówili coś o pieniądzach i złej religii. Torsten stał się podejrzliwy, a krzta zaufania, którą zaczął ich darzyć, szybko zniknęła.
Jesienią, po pierwszych zbiorach zaczął wystawiać czujki na obrzeżach wioski. Przedwczoraj w nocy został wyrwany ze snu.
„Sasi idą, rozbili obóz!”
Torsten ocucił się łykiem piwa i zaczął planować. Zebrał kilku ludzi i zakradli się do tego obozu. Pojmali trzech wrogów, którzy się nieopatrznie oddalili i przywlekli ich do Eikheim. Przed świtem zwołał wszystkich zdolnych do walki Wikingów za ogromnym dębem. Gdy tylko Sasi wyłonili się z lasu i ruszyli do ataku, rozkazał powiesić jeńców na drzewie – ofiara dla Odyna. Torsten ostrzem poderżnął im gardła, umoczył rękę w tryskającej krwi i wysmarował sobie twarz. Inni poszli jego śladem. Wtedy wszyscy podnieśli do góry broń i wydali z siebie najdzikszy ryk, jaki potrafili. Po tym atakujący stracili impet, Torsten zobaczył zwątpienie na ich twarzach, może nawet strach.
Odyn był łaskawy, wygrali tę walkę.
Kilku Sasów uciekło. Nie rozkazał ich gonić – niech rozniosą wieści, co tutaj zaszło. Powstaną legendy o dzikich, krwiożerczych Wikingach. Sasi będą się ich bać. Dadzą im spokój.
Po bitwie zasnął na łące niczym dziecko.
Torsten podniósł wzrok znad misy. Zobaczył, że macha do niego młody Arne. Prowadził krowę na dojenie.
Powiedzą kiedyś, że przesadził.
Wstał. Spomiędzy zakrwawionej brody wyłonił się szeroki uśmiech – nie obchodziło go to, jego ludzie mieli nowy dom.
Bezi, pomijając powyższe książki, to weź może jakieś rysunki (tylko poprawne, bez błędów) i przypatrz się dokładnie, jak co jest rysowane. Dużo konwencji w wymiarowaniu ma związek z tym, jak się dane elementy produkuje, więc tu by się przydała osoba, która ogarnia dobrze rysunek techniczny, żeby wytłumaczyła.
Jeśli chodzi o nauczenie się rysunku, jak już znasz podstawy, to osobiście najlepiej mi się sprawdzało próbowanie samemu coś narysować. Dajesz to później komuś ogarniętemu do sprawdzenia i on wytyka błędy. Rysujesz wtedy jeszcze raz bez błędów i zapamiętujesz.

Tak jak wyżej, pewnie karta za słaba, ale na wszelki wypadek, spróbuj wymusić uruchomienie na geforcie:
Osobiście lubię mieć w grach samochodowych kamerę ze środka, ale gra jest nawet przyjemna. Model jazdy to taki simcade i potrafi sprawiać sporo frajdy.
Największy problem jaki mam z tą grą, to że strasznie ciężko wyczuć prędkość samochodu, przez co trudno znaleźć odpowiednią prędkość do zakrętów i hopek. Brak też tak charakterystycznych dla rajdów wskazówek pilota.
Gdy cena spadnie do bardziej adekwatnej, to się skuszę.
Proponuję spróbować wrzuconego wyżej dema, czysty arcade to to nie jest. Model jazdy nie jest też jakiś bardzo realistyczny (choć przy takiej kamerze, to dość ciężko ocenić), ale jednak wymaga pewnych umiejętności. A i używanie hamulca jest bardzo wskazane.
Z gubieniem przeciwników problem miałem tylko w miastach w AC3, w reszcie było to banalnie proste. Kusza/noże/strzałki też pozwalały na bezproblemowe przejście zagęszczonych miejsc i przeciwnicy się kiepsko orientowali. A widzenie przez ściany, to bodajże Black Flag wprowadził.
To co mnie w tej serii od zawsze irytowało, to że skrytobójstwo dawało bardzo mało satysfakcji, gdy z każdej trudniejszej sytuacji dało się wybrnąć w stylu Rambo.
Uff... trochę na ostatnią chwilę, ale wysłane. Nie wiem jakim cudem dopiero dziś się dowiedziałem o tym konkursie :D
Na przyszłość, to może warto by było zwiększyć limit znaków do 3-4k. Nie jest to chyba znacząco więcej pracy przy sprawdzaniu, a mam wrażenie, że 2k to takie minimum, żeby rozkręcić fabułę. Ja musiałem ostro ciąć zdania i jakiekolwiek opisy/dialogi. ;)
Oprócz rzek grałem jeszcze w Karczmy i Katedry i Kupcy i Budowniczowie. Pierwszy jest taki sobie - największa zmiana to duży meeple, który działa za 2. Potrafi on namieszać, ale nic specjalnego.
Kupców za to polecam. Dochodzi tam taktyka, że może się opłacać zamykać czyjeś miasta, żeby zdobyć surowce. Jest też budowniczy, dzięki któremu można wybudować 2 kafle naraz oraz świnia zwiększająca punkty z pól.
Moje doświadczenia z orange są dość pozytywne. Oczywiście problemem jest prędkość, bo mimo iż wg strony mamy możliwość do 80Mb/s, stwierdzili, że więcej jak 20 łącze nie uciągnie, a upload to 1-2Mb/s. Ale z moich doświadczeń żaden operator nie dawał takiej stabilności - 20 jest zawsze, szczególnie w porównaniu do LTE.
Od siebie mogę polecić granitowe patelnie Klausberg. Świetnie się na tym smaży, nic nie przywiera, łatwo jest umyć, a nie jest ciężka jak żeliwna. Sam mam dosyć niską, ale są wersje 28cm i 7cm wysokości.
Czy naprawdę tak ciężko sobie wyobrazić, że są ludzie, którzy woleliby mieć mniejszy telefon? Większe możliwości korzystania jedną ręką i wygoda przy noszeniu w kieszeni, to dla mnie zalety, a nie wady...
Problem w tym, że nie dla każdego obsługa dużego telefonu jest super wygodna. I nie ma to związku z doświadczeniem - przy telefonie o wysokości 150mm, żeby sięgnąć do góry ekranu, obsługując jedną ręką, muszę wygiąć ją w sposób, który mi po prostu nie odpowiada.
Tak długo jak dostępne będą telefony o mniejszych gabarytach dla osób, które potrzebują urządzenia tylko do dzwonienia nie widzę problemu.
Sęk w tym, że:
a) małe telefony są słabo dostępne,
b) nie każdy, komu pasują mniejsze telefony, ma wymagania kończące się na dzwonieniu.
Mało stron pozwala filtrować po wielkości telefonu innej niż cale ekranu. Na xkomie można, i ile jest smartfonów do 140mm? Całe 2... Nowy iPhone SE i Alcatel za 200zł.
https://www.x-kom.pl/g-4/c/1590-smartfony-i-telefony.html?f[5557][159346]=1&f[209][to]=140
Do 145mm łapie się większa gama iPhonów i LG Q6 (szkoda, że ma tylko 2GB ramu).
A chcąc mieć dobry aparat, skazanym jest się tylko na jabłko. To jest niby dobry wybór?
Po kilkunastu latach grania i oglądania w słuchawkach nadal mam słuch bez zarzutu (co roku mam badania z pracy), ale po prostu używam ich na odpowiednim poziomie głośności.
Uszom nie robi różnicy, czy dźwięk dochodzi ze słuchawek, czy z głośników. Jeśli z jednego i drugiego słyszysz dźwięk na tym samym poziomie, to w taki sam sposób będzie on szkodliwy lub nie.
Już oficjalnie - Ricciardo do McLarena, Sainz do Ferrari.
Ciekawe, kto wejdzie do renówki, bo Vettel raczej nie będzie zainteresowany. Wróci Alonso, czy może sięgną z powrotem po Hulka? ;)
Matysiak - i te 18 mln to dużo? Nie mogę znaleźć danych dla analogicznego okresu w 2019, ale założę, że śmiertelność jest stała w przeciągu roku.
W 2019 zmarło 58,4mln osób (z danych ONZ). 23.04.2019 to 113. dzień, czyli 30,9% roku. 30,9% z 58,4mln to 18,05mln śmierci. No i gdzie te dodatkowe miliony z korony?
Ludzie umierają i bez wirusa. Na świecie to średnio 160k, w Polsce ok. 1000 dziennie.
A jak już rzucamy liczbami, to WHO szacuje, że z powodu zwykłej i lekceważonej przez większość grypy sezonowej umiera rocznie 200-500k osób.
mobilność to nie tylko podróże. Sam chyba nigdy w podróż laptopa nie wziąłem, natomiast często zdarza mi się potrzeba skorzystania z komputera gdzieś indziej niż tylko w jednym konkretnym pokoju w domu. Zastanawiałem się, czy kupować laptopa, ale ostatecznie stwierdzam, że podjąłem dobrą decyzję, bo nierzadko zdarza mi się, że muszę do kogoś z nim podjechać, a przy okazji daje to możliwość pogrania w innym miejscu.
Zresztą samo używanie komputera w różnych miejscach w domu może być dla niektórych przydatne, a z laptopem łatwiej niż ze stacjonarką.
Zdziwienie jest raczej stąd, że te firmy nic na tym nie tracą, bo i tak musisz daną grę kupić. Swoim ruchem sprawiają, że osoby, które nie mają wystarczającego sprzętu nie kupią tej gry.
To jest tak, jakby wydawcy blokowali możliwość grania w ich gry w kafejkach internetowych, bo ktoś zarabia na udostępnieniu ludziom sprzętu.
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że to kwestia wyciągnięcia od klientów każdego możliwego dolara i próba zmuszenia ludzi do płacenia więcej niż raz za daną grę, natomiast większość przejawów chciwości w tej branży wiąże się z dość zrozumiałą krytyką graczy.
Zaraz, ale przecież nie płacisz za możliwość pogrania, bo tę możliwość masz również na własnym kompie albo i nawet kolegi. Płacisz za udostępnienie sprzętu. Na takiej samej zasadzie można przecież zapłacić jakiejś firmie, żeby wypożyczyć od nich komputer i na nim grać w te gry.
Czyli jak dziecko wejdzie do sypialni rodziców i zobaczy, co oni robią pod kołderką, to będzie też będzie totalny upadek i zdegenerowanie? A jak zobaczy pieski/kotki/krówki w akcie kopulacji?
Seksualność to znacznie normalniejsza część ludzkiego życia niż przemoc i dziecko dowiaduje się o niej dość wcześnie (z tego co pamiętam, to w 3 klasie podstawówki wiedziałem już o co w tym chodzi, może nawet wcześniej).
Cenzura tego w grach skierowanych do dorosłych, w momencie, gdy przemoc i to brutalna jest OK, nie ma większego sensu.
Sam mam doświadczenie tylko z gazem z sieci. Przyznam rację, że ryzyko zawsze jakieś jest, choć jest ono naprawdę minimalne.
Co do gotowania. Jeśli nie używasz płomienia większego niż garnek, to straty ciepła nie będą takie wysokie. Oczywiście płyta indukcyjna na większą sprawność, ale i tak gros strat przy gotowaniu wynika z ciepła, które ucieka z garnka, a więc to już niezależnie od rodzaju podgrzewania.
Po pierwsze nie raz mi coś wykipiało i płomień się utrzymał - niełatwe jest zgaszenie płomienia. Po drugie od co najmniej kilkunastu lat kuchenki mają zabezpieczenie przed wyciekiem gazu - nic się nie będzie ulatniać.
Czyszczenie płyty indukcyjnej rzeczywiście jest łatwiejsze, natomiast nie powiem, żeby czyszczenie gazowej było trudne.
Płyta jest fajna, ale piszesz, jakby kuchenka gazowa była utrapieniem...
Użyłem tego pytania, bo często widziałem je używane w tym kontekście i dodatkowo autor go chciał użyć. Rzeczywiście, gdyby głęboko wejść w logikę wypowiedzi, to 'how it looks' trochę lepiej pasuje, ale taki email to raczej pisemna wersja mowy, niż pismo formalne.
Za to sformułowanie 'how it looks like' jest gramatycznie niepoprawne.
Co do znaku zapytania - osobiście wyznaję zasadę, że takie maile mają mieć przede wszystkim łatwe i szybkie do przyswojenia. Gdybym pisał opowiadanie, to tego znaku by nie było, ale w konwersacji poprawia to czytelność wypowiedzi.
Jest to całkiem zrozumiałe, czytałem znacznie gorsze maile od ludzi, którzy niby powinni znać angielski ;)
Moja wersja (głównie poprawka stylistyki - miałeś jedno okropnie długie zdanie i odrobina gramatyki):
"We would like to know what our situation looks like? I see that the apartment is still on your website, and the woman who helps us communicate with you in dutch, told us that we were approved by you guys, but we need to wait for owner approval. That was already a week ago, why does it take such a long time? While waiting for the acceptance of your property, we have already rejected several other offers, because we prefer your offer. Unfortunately, we can't wait too long, not knowing how the things are with renting, so I ask, what's next?"
Konewko - wprowadzasz w błąd. Niezależnie od podmiotu może być what i jest to najbardziej poprawne. Zresztą nie ma takiego idiomu jak 'how it looks like', może być co najwyżej 'how it looks', a praktycznie jedyną wersją, z jaką się spotykam w książkach i filmach jest 'what it looks like'.
Ja też mogę polecić cupsell. Parę lat temu zrobiłem u nich koszulkę na prezent i nadal jest w dobrym stanie, a grafika mimo dużej ilości cienkich linii się nie sprała.
Jako osoba, która będzie zakładać rodzinę, to chyba wolałbym to robić 5 lat temu, kiedy ceny mieszkań były znacznie niższe, a może by się udało nawet na MdM załapać...
Dla osób, które się nie przejmują zwierzętami: sam poziom wydatków na służbę zdrowia i straż pożarną związana z odpalaniem fajerwerków w sylwestra powinien wpłynąć na próbę ich ograniczania.
Ogólnie to tak. Sam lot z prędkością zachodzącego słońca nie byłby szczególnie trudny, bo już na wysokości polskiego wybrzeża prędkość liniowa Ziemi schodzi poniżej 1000 km/h, a więc w zasięgu samolotów, a im geograficznie wyżej, tym lepiej.
Zresztą można też lecieć wzdłuż koła podbiegunowego, co daje podobny efekt. Lecąc z Tokio tak właśnie przebiega kawałek trasy i można sobie obejrzeć wschód słońca przez parę godzin.
Kilgur, zgadzam się z tym stwierdzeniem o polskim prawie, jednak mamy tu dwie sytuacje różniące się nie-/umyślnością wejścia na teren prywatny.
Nadal nie jest powiedziane, że miał jakiekolwiek postawy. Większe prawdopodobieństwo jest, że była to tylko sprawa PRowa - żeby AS smrodu nie narobił, a dzięki ugodzie, to i Redzi trochę na tym zyskali wizerunkowo i w planach na przyszłość.
Ale tak właściwie, to pomijając wiki, gdzie jest określona taka definicja? Mnie akurat nikt tak nie uczył, a używanie XXX0-XXX9 jako dekady ma IMO więcej sensu.
SJP wyjaśnia jedynie, że dekada to okres 10 lat.
To ciekawe, bo np. revolut ma karty wydane w UK, więc jest to sposób na obejście. Choć to marne pocieszenie, bo i tak trzeba by czekać do kwietnia.
A to filmy/seriale muszą się podobać binarne? Nie dopuszczasz sytuacji, że komuś może się dana produkcja ogólnie podobać, ale jednocześnie mieć jakieś irytujące dłużyzny?
Ja w takich momentach po prostu szybko przeskakuję daną scenę; aż dziw, że twórcy się jeszcze nie oburzyli, że psuję w ten sposób odbiór ich dzieła.
@Shadoukira
A czy blada cera Yen, była cechą definiującą jej postać, żeby to miało takie znaczenie?
Czyli Netfilx po prostu pcha na siłę osoby o ciemniejszej karnacji, żeby nikt się nie czepiał, braku różnorodności. Czyli chrzanić materiał źródłowy, bo poprawność polityczna.
Jest jeszcze opcja, że aktorka przyszła na casting, jej gra spodobała się reżyserce i producentom, co zdecydowało o jej wyborze. Zbyt proste?
Rheda, a gdzie znalazłeś info, że scenariusz jest pisany po polsku? Sam się na nic takiego nie natknąłem.
@buk2017
Nikt nigdy nie wyda zgody na ruch takich pojazdów właśnie dlatego że żaden komputer nie jest i nie będzie człowiekiem.
A to człowiek jest istotą idealną, od której nie da się być lepszym?
[...] do której zapewne ktoś by się chciał odnieść czyli to że komputer wygrał w szachy z człowiekiem
Uwielbiam, jak ktoś wymyśla sobie argumenty, żeby je móc obalić :D
Co się dzieje gdy kieruje komputer to już widzieliśmy w przypadku Tesli i śmierci ich właścicieli
A co się dzieje, gdy kieruje człowiek, możemy obserwować co roku na statystykach wypadków. No chyba że 2800 ofiar śmiertelnych na polskich drogach to sami użytkownicy Tesli...
bo komputer uznał wielką białą taflę za wolną przestrzeń mimo że był to bok naczepy
Jechałem kiedyś z kierowcą-człowiekiem, który uznał, że małą terenówką pojedzie równie szybko, co BMW przed nami - dzięki szczęściu nadal żyję.
Nie da się nie zauważyć, jak bardzo ograniczonym kierowcą jest człowiek, bo nie da się utrzymać 100% koncentracji przez wiele godzin jazdy. Nie da się też nauczyć każdego umiejętności radzenia sobie w ciężkich sytuacjach na drodze. Dlatego jest spora szansa, że za parędziesiąt lat komputery będą lepsze niż przeciętny kierowca.
Bukary, jak pakujesz się "fotograficznie" na wypady w góry? Pytam, bo sam mam z tym zawsze dylemat (w końcu i tak plecak jest zazwyczaj dość pełny) i zazwyczaj idę w tą najmniej wygodną opcję, czyli dodatkowa torba na aparat. Poza zmęczeniem szyi po paru dniach wędrówek, nie jest to taka zła opcja, ale jak ostatnio chodziłem tak po łańcuchach (nie w Tatrach), to nie czułem się zbyt bezpiecznie. A jakbym miał tak chodzić po trudnych szlakach w Tatrach, to chyba bym w ogóle podziękował.
Problem mam z tym taki, że trochę boję się wrzucić aparat luzem z troski o sprzęt, a plecaki foto mam wrażenie, że są kiepskie jeśli chodzi o dopakowanie ich piciem, żarciem i innymi gratami przydatnymi na szlaku.
Nie wiem, jak lumie, ale 808 udowodniło, że wielkość matrycy to nie pic na wodę, a nie megapixele. A aparaty dla profesjonalistów udowadniają, że nie potrzeba aż tylu MPx, żeby mieć świetną jakość zdjęć (kilka modeli ma powyżej 40MPx, a chyba żaden nie ma 64).
nowe matryce nie będą mieć o wiele lepszej światłoczułości niż obecnie produkowane
Światłoczułością nie przeskoczysz tego, że na małą matrycę wpada mało światła. Oczywiście dzisiaj smartfony czasami łączą zdjęcia z kilku matryc i to da większą jakość, ale na co komu 64MPx? Moja 9 letnia lustrzanka z 12MPx nadal robi lepsze zdjęcia w słabym świetle niż smartfon z 48MPx.
Są słuchawki przewodowe, które mają wmontowany mikrofon, więc jak najwyraźniej musi być też wejście audio.
Efekty to: przechylanie foteli, wibracje, dmuchawy pod sufitem, zapachy (ograniczone - na pewno jest zapach kurzu :D Więcej nie pamiętam), jakieś błyski, w panelach przed każdym jest psikawka (jedyny efekt wodny) i sprężone powietrze do efektów nagłych podmuchów. Żaden nie jest niebezpieczny
Czy warto, to zależy od filmu. Są takie gdzie efektów jest tyle, co kot napłakał - tu pamiętam film Bez Litości i któreś Igrzyska Śmierci. Na Niezniszczalnych było całkiem przyjemnie, a z kolei najlepsze jest raczej kino katastroficzne - był w 2014 jakiś film o tornadzie, gdzie naprawdę dodawało to klimatu. Wiało dużo, przez co na sali robiło się zimno, sporo pryskało wodą, no i ruchy foteli świetne. Ogólnie częściej są filmy, gdzie jest tak sobie.
Także, trzeba przemyśleć, czy w filmie jest potencjał na sporo zawieruchy.
Wszystko zależy od miejsca i liczby użytkowników - jest pewnie kilka w PL, gdzie tak jest. Sam kiedyś na dworcu centralnym w wawie ok. 6:30 rano zmierzyłem ponad 90Mb. O 16 było już 20Mb.
Vettel musiałby się w końcu ogarnąć psychicznie - coraz częściej kiepsko reaguje na frustrujące sytuacje. Przydałby mu się pokładowy dozownik melisy. Teraz to Leclerc znacznie lepiej sobie radzi, choć stratedzy Ferrari nadal "w formie".
Inna sprawa, że zarówno Mercedes, jak i RB lepiej rozwijają bolid. Ferrari dobrze sobie radzą w kwali, ale w wyścigu RB są już od nich szybsi (a przynajmniej jeden z nich - Gasly to głównie skorzystał na zamieszaniu i nie sądzę, żeby wyprzedzenie kiepsko jadącego Vettela dawało mu większe szanse na pozostanie w zespole).
Samochody z kamerkami mogą należeć też do firm, które robią ewidencję dróg na zlecenie samorządów. Sam tak kiedyś pracowałem.
Najpierw były manualne pomiary przekroju drogi co 100m, później auto robiło foty, a następnie ktoś siedział i na kompie na podstawie tych dwóch rzeczy tworzył jak najdokładniejszą mapę z zaznaczeniem wszystkich znaków, słupów, drzew, rowów, chodników, itp.
@Gracz988
Tabela na pierwszej stronie z % to ankieta ze steama, a więc pokazuje to, co ludzie POSIADAJĄ (aczkolwiek nie jest powiedziane, czy pokazuje rynek polski, czy międzynarodowy). Oczywiście nie każdy w Polsce używa steama i nie każdy wziął udział w tej ankiecie, ale przy odpowiednio dużej próbce daje to całkiem niezłe odzwierciedlenie rzeczywistości.
A jesteś w stanie powiedzieć, na podstawie czego potrafisz ocenić, że coś jest nie tak? Jakieś konkretne argumenty?
Poza tym naprawdę nie widzisz różnicy w ocenianiu materiałów promocyjnych, które wypuszcza wydawca, próbując chwalić się grą, a ocenianiu zdjęć robionych z kilkudziesięciu metrów przez "podglądacza"?
Jedyne co widać na tych zdjęciach to strój (w tym przypadku jedynie te nieszczęsne zbroje Nilfgaardu wyglądają kiepsko - jednak nie kiepska jakość tylko design. Zobaczymy, co z tym zrobią) oraz jak mniej więcej dany aktor wygląda w tym stroju. Naprawdę mnóstwo danych.
Potrafisz pokazać zdjęcie z planu dobrego filmu robione z krzaków, które robiło wrażenie strojami?
Jeśli kogoś interesuje, jak książka się prezentuje, a do tego lubi Lovecrafta, to będąc dziś w empiku natrafiłem na nowe wydanie pierwszego, krótkiego opowiadania "Zew Cthulhu".
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4878369/zew-cthulhu
Książka (może bardziej album) jest ogromna i chociaż czytania nie ma tam zbyt wiele, to duże wrażenie robią niesamowite ilustracje, budujące klimat.
Okej, rzeczywiście te zbroje prezentują się kiepsko i bez jakiejś konkretnej pracy w postprodukcji nic dobrego z tego raczej nie wyjdzie (ale akurat z tego, co wymieniłeś, światło może dużo zmienić). Jednak ludzie nie zaczęli narzekać na beznadziejne stroje od ostatniego newsa ze zbrojnymi, a wszędzie, gdzie jest jakikolwiek strój pokazany.
Zresztą, znajdź jakiegoś newsa, gdzie nie ma całego grona postów, jakie to jest biedne, jaka kupa i zmarnowany potencjał.
To że oglądasz tylko odmóżdżającą papkę, nie oznacza, że tylko to jest na YT.
Natomiast rzeczywiście pod kątem budżetowym ciężko znaleźć coś, co będzie na poziomie NG (o Discovery nie mówię, bo ten program spadł na jakości bardzo mocno, gdy przerzucili się na same reality show). Natomiast pod kątem merytorycznym jest mnóstwo dobrych kanałów.
Brave Wilderness lub AntsCanada (dość monotematyczny i w małej skali, ale poziom świetny)- masz tu coś, co mogłoby spokojnie lecieć na Animal Planet (i w sumie teraz już nawet leci jeśli chodzi o BW). Veritasium, SciShow, Cody's Lab - akurat naukowych kanałów to można mnóstwo wymienić. CarThrottle - świetny motoryzacyjny.
Z polskiego YT najbardziej lubię Historię Bez Cenzury, czy (tu już nie dokumentalny) G.F.Darwin (poziomu Darwinów, to akurat próżno szukać w TV).
W grach tego nie widzę - w końcu to jest jakaś wariacja motion capture, która bazuje na zdjęciach, a przecież w grach i tak buduje się pełne modele 3D. Może bardziej byłoby to jakieś ułatwienie dla nisko budżetowych projektów.
Ogólnie nie widzę do tego jakiegoś większego zastosowania, bo klasyczne motion capture daje dokładniejsze rezultaty, ale może youtuberzy wykorzystają to kreatywnie. No i oczywiście byłoby większe pole do manewru w tworzeniu fejków.
Obejrzałem sobie wyścigi WTCC na Zandvoorcie i przyznam, że nie napawa mnie to optymizmem w stosunku do Catanulnyi. W WTCC wpływ brudnego powietrza nie jest zbyt istotny, a wyprzedzania mało, mam wrażenie, że w F1 procesja może być jeszcze większa niż w Hiszpanii.
Rio będzie zwykłym torem. Po sieci krąży nawet wizualizacja, choć nie wiadomo na ile prawdziwa:
https://i.imgur.com/UjhI2Sg.jpg
To akurat nie zachwyca - wyprzedzanie może być trudne. Wygląda gorzej niż Interlagos.

Szło się przyjemnie, bo na Liliowe mało kto szedł - to na Kasprowy była autostrada.

Po wielu latach (bodajże z 18) wróciłem w końcu w Tatry. Wybór majówki to nie najlepszy pomysł, ale mimo tego udało się znaleźć te mniej oblegane miejsca. Pogoda dobra była przez pierwsze dwa dni, później już deszcz, a od poniedziałku śnieg. Z 7 dni, które tam byliśmy w wysokie partie wybraliśmy się raz, bo ograniczała właśnie pogoda, małe doświadczenie na śniegu (pierwszy raz miałem raki na nogach, ale się spodobało), a nawet zjedzony dzień wcześniej obiad xD
Zdjęć, z których byłem zadowolony, wiele nie było, ale udało się coś wybrać:
Czy naprawdę tak trzeba narzekać, że ktoś myśli, jak ułatwić życie niewidomym? Weszliście w ogóle w link do tego patentu? Jest tam opis, że są prowadzone prace nad przekształcaniem obrazu gry na braille'a, a ten kontroler miałby dać możliwość korzystania z takowego adaptera z zachowaniem możliwości gry.
A jest to tylko patent, daleko stąd jeszcze przecież do funkcjonalnego rozwiązania. Przecież mogłyby się pojawić gry dla niewidomych bazujące na dźwięku i jakiś krótkich poleceniach tekstowych.
Samochody nie muszą być eko, ale mogą. Transportu morskiego nie przerobisz na elektryka, jedyne ekologiczniejsze możliwości to żaglowce (super-eko), ale tu jest za mała ładowność lub jądrówka, ale to droga zabawa, na którą stać wojsko. Tak samo lotnictwo musi się opierać na ropie (z wodorem więcej problemów niż pożytku). Z kolei samochody da się w sporym procencie przerobić na elektryki i nie będzie to aż tak uciążliwe dla użytkowników.
Tylko wtedy zamiast stacji ładowania musiałbyś mieć sieć warsztatów z pracownikami wyposażonymi w specjalistyczny sprzęt, bo zdjęcie 550kg baterii z Tesli, to nie byłaby taka łatwa sprawa. Później jeszcze podłączenie wszystkiego, sprawdzenie, czy wszystko jest poprawnie podłączone (kwestie bezpieczeństwa, więc nie można robić na chybcika) i rzeczywiście jest krócej, ale raczej nie każdemu podobałoby się czekać pół godziny, czy godzinę na wymianę baterii (a wyobraź sobie kolejki, jakby się elektryki spopularyzowały). W sumie to bateria by ważyła jeszcze więcej, bo musiałaby mieć naprawdę solidne mocowania, bo nie chciałbyś, żeby bateria odpadła w trakcie jazdy.
Może się to kiedyś uda ogarnąć rozmieszczając dużo mniejszych baterii po samochodzie, ale nie dojdziemy do paru minut tankowania, bo "bezpieczeństwo".
Szybciej? Po wyjeździe miał ok. 20s straty do Maxa, czyli musieliby go ściągnąć tak przynajmniej 10-15 okrążeń wcześniej. W jaki sposób wyobrażasz sobie przejechanie 25-30 okrążeń na miękkich oponach i utrzymanie się na 4 miejscu? Pomijam tu już fakt, że Leclerc miał chyba jakieś problemy z dogrzewaniem, czy coś, skoro na tych miękkich jechał wolniej od Verstappena na używanych średnich.
O ile zazwyczaj rozumiem śmianie się ze strategów ferrari, bo od paru(nastu?) lat inteligencją nie grzeszą, to co niby mieli zrobić lepiej w tym wyścigu?
W momencie, gdy nazwy własne i nazwiska są różnego rodzaju grą słów, to często dużo się zyskuje na przetłumaczeniu ich. I o ile w przypadku Garosza, jego angielskie nazwisko brzmi lepiej - można było zostawić, to IMO Piekłorycz nawet pasuje do orka. A biorąc pod uwagę całość tłumaczenia Warcrafta, to uważam, że tłumacze robią całkiem dobrą robotę.
Co do wieszania za tłumaczenie nazwisk - świetnym przykładem jest Cholewa, który tłumaczy Pratchetta. U Pratchetta żarty słowne we wszelakich nazwach są niemalże wizytówką, a tłumaczenia Cholewy są wychwalane przez czytelników. Tłumaczy on mnóstwo i wychodzi mu to świetnie (np. Marchewa Żelaznywładsson), a zostawia nazwiska oryginalne, gdy tłumaczenie nie dodałoby nic do postaci.
Pomijając, że wyniki egzaminów nie odzwierciedlają poziomu nauczyciela, to ocenianie za ich pomocą poziomu nauczania jest o tyle bez sensu, że mnóstwo nauczycieli nie dałoby się tak ocenić. Polski, matematyka, angielski są dość szczegółowo sprawdzane, ale reszta? Np. przedmioty przyrodnicze na poziomie gimnazjalnym to ok. 6 pytań ocenianych na ok. 8 pktów. To chyba jednak za mało, żeby wymiernie ocenić pracę z 3 lat?
Już nie mówiąc, że jest jednak trochę nauczycieli, których uczniowie nie zdają egzaminów, jak wuefiści, edukacja wczesnoszkolna, czy już w ogóle nauczyciele, którzy nie stoją przy tablicy, jak wychowawcy świetlicy.
A nie pomyślałeś, że to nie do końca może od nich zależeć? Na PC właścicielem Uplay jest Ubi i mogą sobie robić, co chcą. W przypadku PSa i XBOXa mają jakieś umowy i raczej nie mogą ot tak sobie zmusić Sony i Microsoftu do przeceny gry, tylko wymaga to jakiś negocjacji, a i tak te sklepy mogą powiedzieć "nie". Na tej samej zasadzie, to że Ubi rozdaje Unity na PC za darmo nie oznacza, że sklep JANUSZ-GAMES da ci ją za darmo.

Hmm... ja jestem w stanie przeglądać RAWy (NEFy konkretniej) odkąd zainstalowałem W10, czyli końcówka 2016r. Nie działa to oczywiście idealnie, tym bardziej, że wyświetla się zdjęcie, po czym po ok. 1s pojawia się wersja "automatycznie obrobiona" (głównie podbity kontrast), ale da się przeglądać.
Wiewiór, czyli walka ze zdjęciem przez szybę bez filtra ->
A gdyby ktoś kiedyś nie dorzucił węgla do żelaza nie mielibyśmy jednego z najbardziej wszechstronnych materiałów konstrukcyjnych!
Postęp technologiczny nie dzieje, bo nagle jedna osoba dostała olśnienia (choć oczywiście pewnie były takie przypadki, ale nieliczne) tylko wynika z tego, że zawsze są ludzie, którzy poszukują coraz to lepszych rozwiązań i nie ustają po znalezieniu pierwszej, która działa. Większość wynalazków, szczególnie tych z czasów nowożytnych to docieranie do celu krok po kroku. Stąd też mnóstwo kłótni pt. "kto jest wynalazcą", bo w większości przypadków jest to cała rzesza ludzi, których prace naukowe inspirowały innych ludzi.
A krzem zanim wykorzystano do procesorów był dość dobrze poznany pod kątem właściwości fizycznych. Ktoś zapewne eksperymentował z różnymi materiałami, wypróbował krzem (a nie wziął go raczej przypadkiem, bo jednak było wiadome, że to półprzewodnik) i dostał dobre wyniki.
Ostatnio zamknąłem się w czytaniu przede wszystkim SF lub fantasy i naszła mnie ochota na jakąś odprężającą, fajną przygodówkę w klimatach mitologiczno-historycznych. Poleci ktoś tytuł z wciągającą fabułą i dobrym klimatem albo po prostu autora, który się takimi rzeczami zajmuje?
W kontekście klimatu szukam czegoś w stylu Indiany Jonesa, Tomb Raidera, Mumii, czy nawet Dana Browna - wszelkie tajemnice, zagadki mile widziane.
Jako fan Ferrari miałem banana, przez większą część wyścigu, a później lawina... Leclerka szkoda okropnie, ale mam nadzieję, że młodemu nie spadnie morale znacząco i będzie robić robotę. Vettelowi się taka sytuacja raczej nie podoba, ciekawe czy będzie powtórka z 2007. Mam jednak nadzieję, że Seb nie wpadł w ten swój stan popełniania błędów, tylko uślizg był kwestią wibracji.
Z innej beczki to naprawdę cieszy mnie, że druga liga jest dość zbita i w środku stawki przetasowań jest sporo. Nawet poza problemami VET i LEC wyścig uważam za dość emocjonujący.
Jeszcze żeby Williams nie był samotnie w trzeciej lidze...
Niezbyt często, ale firma daje zniżki w kilku teatrach, więc się czasem człowiek wybierze. Osobiście lubię musicale, ale tu mnie finanse powstrzymują przed częstymi wizytami.
Maddred - największym zagrożeniem fal mikrofalowych jest ich zdolność do podgrzewania, moc jest tu głównym czynnikiem, który wpływa na ilość energii, którą można przekazać ciału. A co do domniemanego wpływu na fale mózgowe - zakłócanie będzie zależne w dużej mierze od natężenia pola, a to z kolei od mocy nadajnika. Dlatego też nawet jak zostawisz włączoną komórkę na pokładzie, to elektronika praktycznie tego nie odczuje. 200 telefonów pracujących na max mocy i szukających sieci może już być zagrożeniem jakiś zakłóceń.
A co do ustalonych limitów - mnóstwo limitów dotyczących fal elektromagnetycznych zostało założonych z dużą dozą bezpieczeństwa. To jak duża była to doza bezpieczeństwa było już arbitralne, stąd niejednokrotnie rozbieżności w limitach między krajami.
Limity nie oznaczają dobrej analizy tematu - takie promieniowanie jonizujące zostało uznane, że szkodzi w zależności liniowej od dawki promieniowania, choć nigdy nie zostało definitywnie udowodnione, że małe dawki szkodzą.
Akurat moja 85 letnia babcia jest w stanie chodzić dość żwawo i nie jest jedyna. I wcale nie neguję, że w twoim przypadku była to wina kierowcy - chciałem zobrazować, że piesi też powinni dbać o bezpieczeństwo (a przede wszystkim swoje) i mogą swoim zachowaniem się do wypadku przyczynić.
A co do wtargnięcia - to jak powinni nazywać wejście pieszego pod koła samochodu?
Wkurza mnie jedynie zwalanie winy wszystkich wypadków na przejściach na kierowców, jakby to piesi nie powodowali niebezpiecznych sytuacji.
Tym bardziej, że uświadamianie pieszych i wyrabianie nawyku upewniania się na przejściu mogłoby realnie poprawić bezpieczeństwo na przejściach, bo kierowca może popełnić błąd. I tak, wiem, że karygodnym jest, żeby kierowca się na przejściu zagapił, ale jesteśmy tylko ludźmi - błędy są ludzką naturą i się ich nie uniknie. Dlatego warto by było minimalizować możliwość popełnienia błędów (lepsza, np. okresowa edukacja kierowców), ale także minimalizować skutki popełnianych błędów (lepsza edukacja pieszych).
Ale co to ma do rzeczy? Pieszego, który wbiegł mi nagle na jezdnię i mało co go nie potrąciłem też nie miało prawa tam być.
Życie to życiowa praktyka, a bezpieczeństwa nie zwiększysz za pomocą przepisów, jeśli za tymi przepisami nie będzie stało edukowanie społeczeństwa.
A swoją drogą, 80 letnia babcia ubrana cała na czarno po zmroku bez patrzenia wchodząca na jezdnię nie będzie sprawcą?
Pietrus - pieszy ma czekać? Nie. Pieszy powinien się upewnić, czy może wejść na jezdnię, bo to on więcej ryzykuje. Częściej jestem pieszym niż kierowcą i wiesz co robię, gdy mam zielone? Patrzę się na samochody, czy się one zatrzymują i jestem gotowy zareagować, gdyby tak się nie stało. I uratowało mi to kiedyś nogi, bo jakiś gość za późno zaczął hamować.
Warto pamiętać, że każdy może popełnić błąd - pieszy może się zagapić i dlatego kierowca powinien uważać, ale w drugą stronę też to działa.
To kierowcy są sprawcami 70% wypadków na przejściach, ale to nadal sprawia, że piesi w 2018 byli sprawcami w 2000 wypadków (wg danych policji). A do tego wypadki z winy pieszych częściej kończą się śmiercią, bo w 2018 ok. 350 osób zginęło na przejściu z winy kierowcy i prawie tyle samo z winy pieszego.
Zasada ograniczonego zaufania jest bardzo istotna dla kierowców - powtarzane na wielu kursach na prawko. Piesi też się powinni do niej stosować.
Chłopakom nazwanym "Semen" radzę nie wyjeżdżać do krajów anglojęzycznych. :D
Mnie za to bardziej ciekawią przypadki typu "Pawel", "Stanislaw". Wydaje się być zwykłą literówką - pracownicy USC powinni coś takiego wyłapać.
W sumie ja też nie mam hype'u na ten film. Poza samym symbolem nie była w ogóle zapowiedziana w MCU. Panterę włączyli do Civil War, dzięki czemu dało się go poznać i polubić. Strażnicy zaciekawili mnie samym zwiastunem. W tym przypadku zwiastun zupełnie nijaki, samej postaci też zbytnio nie znam z komiksów, więc idę tylko dla powiązania fabularnego z End Game.
Kilgur - tak, masa zmienia się w energię, ale będzie to niemierzalne. Jak spalisz 20kg paliwa, będziesz miał 20kg spalin. 1kg benzyny daje max ok. 40MJ, dzieląc to na c^2, będzie oznaczać, że z tych 20kg ubędzie na poziomie 9*10^-9kg.
Organizm rozłoży sobie związki chemiczne na inne związki chemiczne i przerobi to na budulec. Energia nie będzie zaabsorbowana, tylko zamieniona w energię mechaniczną lub cieplną.
Co prawda bez sensu porównywać menadżerów średniego szczebla w małej sieci sklepów do zarządu NV, ale przypomniała mi się sytuacja:
Pracowałem kiedyś w wakacje w sklepie w galerii handlowej. Na każdy dzień centrala wyznaczała docelowy przychód - typowo mieścił się w granicach 8-9k, a w jednym tygodniu sierpnia trafiły się codzienne cele na poziomie 15k. Oczywiście cele nie zostały osiągnięte, sklep dostał ochrzan, że tak kiepsko. A skąd się wzięły takie nierealne kwoty? Rok wcześniej w tym tygodniu pojawiło się paru kolesi, którzy kupowali sprzęt za jakieś 5k i "góry" nie obchodziło, że to zupełny wyjątek ;)
O ile dużo pamięci wewnętrznej to jeszcze zrozumiałe, bo przecież tego nigdy dość, ale 12GB RAMu? Nikt przecież nie będzie zaprzęgał komórki do pracy. Są gry na androidzie, które tego potrzebują?
Ja osobiście zauważyłem zaletę 16GB na kompie dopiero jak puściłem bardziej skomplikowaną symulację.
@Prey
Jeszcze raz - nie mówię, że nie jest to czasem wykorzystywane w sposób chamski - z tego, co napisałeś, przykład Diablo się taki wydaje.
Traktujesz natomiast większość mniejszych DLC jako wycięte z podstawki. Pytanie więc takie, czy gdyby nie istniało coś takiego jak DLC, to ujrzałbyś tę część w grze? Podejrzewam, że w większości przypadków odpowiedź byłaby na nie, bo twórcom nie opłacałoby się przeznaczać na to czasu i pieniędzy. Są one opracowywane lub dopracowywane, bo można na nich dodatkowo zarobić.
A w sięganiu po łatwą kasę nie widzę nic złego - towary są warte tyle, ile ktoś jest skłonny za to zapłacić, a ludzie płacą, bo nie uważają tego za stratę kasy.
BTW, osobiście nie rozumiem przykładu z DA:O, bo mnie tam nic nie kusiło, ani nie korciło, żeby kupić DLC.
Czyli twórcy powinni opóźniać info o DLC parę tygodni po premierze, żeby część graczy przypadkiem nie dowiedziała się, jak działają duże projekty? Nawet jeśli np. z badań rynkowych wynika im, że przedpremierowe info o DLC przyniesie im większe zyski?
Jest pełno ludzi, którym nie przeszkadza bycie cytryną, bo nie czują, że na tym tracą - dobrze się bawią. Gdybyś był producentem, to nie sięgnąłbyś po taką łatwą kasę?
@Prey: zawartością podstawową gry jest to, co zostało zabudżetowane jako zawartość podstawowa. Kiedy pracownicy skończą swoją robotę, trzeba im dać coś innego, żeby nie płacić za siedzenie i nic nierobienie. Albo się ich przenosi do innego projektu, albo daje do zrobienia DLC. Jasne, mogliby tę jedną małą misję włożyć do gry podstawowej, ale problem w tym, że nie zwiększyłoby im to sprzedaży, czyli byłoby stratą. Zakładając 40$ za roboczogodzinę, przy 200 rob.godz. (tydzień pracy 5-os. zespołu) daje to 8000$ mniej. Niby nie dużo w skali projektu, ale będzie się to kumulować. No i czy jako menadżer pozwoliłbyś sobie na taką stratę?
Ja nie mówię, że to nie było nigdy nadużywane, przy wycinaniu np. zakończenia, ale nie każde DLC stworzone lub zaplanowane w trakcie tworzenia gry, to wycinanie zawartości...
A po co mają czekać do premiery z ogłoszeniem dodatków? Przy tak dużych projektach prace planuje się przynajmniej na kilka miesięcy, jeśli nie lat do przodu. Chociażby po to, żeby nie było przestoju i ludzie, którzy skończyli prace nad grą, nie siedzieli bezczynnie. Albo w przypadku ubisoftu, który ma pierdyliard oddziałów - można dywersyfikować robotę i dać małym studiom do zrobienia DLC, nawet równolegle z główną grą, gdyż to będą oddzielne projekty.
Jednak żeby móc sobie tak rozplanować pracę, trzeba to dość wcześnie określić, a na pewno wcześniej niż na parę tygodni przed premierą, kiedy takie newsy się pojawiają.
Każde studio robiące duże gry opracowuje i budżetuje sobie takie rzeczy wcześniej, więc nie rozumiem skąd to czepialstwo do zapowiadania DLC przed premierą.
@Yarpen - parę lat temu miałem taką sytuację: telefon na kartę i nagle pakiet internetu mi się wyzerował bez przyczyny (jakiś błąd systemu). Dzwonię do BOKu i babka sprawdza moje zużycie internetu:
"o godzinie tej i tej wszedł pan na stronę xxx i zużył tyle MB, potem ściągnął pan plik, a potem wszedł na stronę yyy" itd.
A ja szerokie oczy, że to jest zapisywane i pracownicy mają do tego łatwy dostęp.
Mnie ta koncepcja i rozkminy zaciekawiły na tyle, że oceniłbym ją jako "OK", takie 5/10. Nie żałuję, że czytałem, ale nie porwała mnie. Natomiast od Długiej Wojny się kompletnie odbiłem, co zniechęciło mnie do czytania dalszych części. Książka poszła w politykę, w sensie dość nudnych rozkmin polityczno-dyplomatycznych między wymiarami. Akcji tam bardzo mało i jest ona powtórką z poprzedniej książki. Książka mnie na tyle wynudziła, że nawet sensacyjne zakończenie po mnie spłynęło.
Pytanie tylko, czy te 48MP będzie na większej matrycy, bo jak upakują je na 1/2.5", to skok jakościowy będzie żaden.
Wygląda obłędnie, ale jakoś nie pasuje mi tak realistyczny styl do filmów animowanych. Zdecydowanie bardziej wolę styl bardziej bajkowy, a szczególnie przy wstawkach musicalowych, by się bardziej sprawdził.
Co prawda pracuję trochę "obok" tego, co chciałbym robić, jednak jest trochę aspektów pracy, które mi się podobają. A szczególnie, że branża jest ta, którą chciałem. Mam nadzieję, że uda mi się bardziej wstrzelić w to, co chciałbym robić, ale na razie jestem zadowolony.
Matko, na co to komu? Żeby mieć otwarte 100 programów na raz?
A ja nadal czekam, aż wrócą telefony, które będą miały tak do 13cm wysokości :D
@Hydro - a jak inaczej zrobisz transkrypcję chińskiej wymowy? "siaomi" brzmi najbliżej oryginału.
Nie wiem, ile trwa kolejka w LOLu, ale mogę polecić Brawlhallę. Platformowa bijatyka, meczyki są szybkie i dają sporo satysfakcji.
https://www.gry-online.pl/gry/brawlhalla/zf45a5
Osobiście używam mało rozszerzeń, więc Edge mi nie przeszkadza, jest całkiem spoko. Z sentymentu jednak korzystam z FF.
Natomiast google też nie jest święty - wyskakujący dymek z sugestią, żebym zainstalował chrome'a (a jest zainstalowany) jest lekko irytujący.
Przez temat chciałem tylko przelecieć, ale komentarz mnie rozbawił tymi masztami. Na podstawie czego twierdzisz, że fale tej częstotliwości mogą mieć jakikolwiek wpływ na zdrowie? Nie jest to promieniowanie jonizujące, czyli zbyt długie fale (o kilka rzędów wielkości) by uszkodzić komórki. Światła też się boisz?
Warunki to jedno, kompresja golowa to drugie - nawet fejsbuk tak nie pochlastał kolorów :D
600mm by się chciało, choć mam wrażenie, że musi tam być potężna stabilizacja, coby to utrzymać stabilnie na długim końcu. Moim następnym krokiem będzie coś jasnego i szerokiego na wyjazdy - niejednokrotnie brakowało mi przestrzeni na zdjęciu, a cofnąć się już nie było gdzie z moim kitowym 18-105mm.

Moje wątpliwości co do kupna taniego tele zostały chwilowo wstrzymane, bo nadarzyła mi się okazja kupna za małe pieniądze używanego Tamrona 70-300 dla biednych (ten bez VR'a). Stwierdziłem, że popatrzę, czy mi się spodoba, a w razie czego bezstratnie sprzedam.
Okazją do porobienia zdjęć był airshow w Radomiu, na którym było mi wczoraj (wątpliwą) przyjemność być. Pogoda okropna, światła mało i wszędzie naokoło białe chmury, przez co uwydatniły się wszystkie mankamenty obiektywu. Ale nawet mimo to banan na twarzy był, bo 300mm na pokazy mi się podoba (co prawda banan lekko zszedł, jak gość obok mnie robiący najpierw nieudane zdjęcia smartfonem wyjął lunetę 200-500mm :P). I kiedyś zainwestuję pewnie w coś lepszego, choć nie wiem, czy nie powinienem pomyśleć o nowym body - 8-letni D5000 już swoje przeszedł, a dobrze by mieć coś, co lepiej pracuje na wyższych ISO oraz szybciej strzela seriami i ma większy bufor.
Nawet nauczyłem się czegoś - próbując złapać mijankę lepiej na szerszym kącie i później cropować niż narzekać, że się nie trafiło :D
W każdym razie z kilku zdjęć nawet jestem zadowolony ;)
Myślałem, że standardem jest zamykanie przysłony. Jak się kiedyś bawiłem (choć jedynie ręcznie), to mnie wkurzało, że obiektywy po odłączeniu przymykały przesłonę do końca, przez co niemiłosiernie mi światła brakowało.
Co do poradników, to jeśli ktoś nie czuje problemów z angielskim, to na angielskiej wersji gry-online (game pressure) poradniki są dostępne za darmo ;)

No, iskierki mają w sobie sporo uroku.
Mam pytanie - widzę, że robiłeś te zdjęcia a 200mm - mocno je cropowałeś, czy takie wychodzą na tej ogniskowej?
Mam po prostu dylemat, bo chciałbym sobie sprawić jakieś tanie tele, coby móc na różnych airshowach porobić ciekawsze zdjęcia. Do 1000 widzę generalnie dwie opcje na bagnecie nikona: nikkor 55-200 albo sigma 70-300. Pierwszy ma VR, drugi jest bez.
Tak więc - kupując pod kątem airshowów lepiej wziąć 300 bez vr, czy 200 z vr? Do tej pory na takich pokazach było dość jasno i zdjęcia robiłem na krótkich czasach, więc zastanawia mnie, jak bolesny jest brak stabilizacji. Co prawda wiem, że za 1500 można mieć 70-300 z vr, ale to chyba jednak dla mnie za dużo, jak na obiektyw naprawdę okazjonalny.
A kto mówi, że to ma być wszędzie? Natomiast w sejmie jak najbardziej.
I tak, prezes też otwiera bagażnik. Teczki nie musi otwierać - na rentgenie wszystko widać. EASA narzuca standardy, ULC je sprawdza, to firma się stosuje.
Trzeba było od razu, że chcesz niskie standardy bezpieczeństwa w sejmie.
Jeśli chcemy mieć zachowane wysokie standardy bezpieczeństwa, to oczywiście, że tak. Sam do miejsca pracy przechodzę przez bramkę magnetyczną, a plecak jest skanowany na rentgenie. A bagażnik musi otworzyć każdy, kto wjeżdża na teren. Nie uważam tego za ograniczanie wolności - jeśli chcemy mieć porządny poziom bezpieczeństwa, to tego się inaczej nie zrobi.
No chyba, że mówimy o tym, że w sejmie ten poziom nie jest potrzebny wysoki - to już inna sprawa.
Zaraz, czyli straż nie sprawdza bagażników? Ja wiem, że to nie są standardy lotnicze, ale zwykłe otwarcie bagażnika u każdego samochodu nie jest zbytnio uprzykrzające, a jednak poprawia poziom bezpieczeństwa.
Główna różnica między tymi lapkami to grafika i dysk SSD. Dysk jest wygodny, żeby na nim zainstalować system - szybsze działanie i uruchamianie się.
Co do grafiki, to różnica między 1050 a 1050Ti, wygląda na jakieś 5-10FPS w grach.
https://www.notebookcheck.pl/NVIDIA-GeForce-GTX-1050-Notebook.178712.0.html
https://www.notebookcheck.pl/NVIDIA-GeForce-GTX-1050-Ti-Notebook.178713.0.html
Do wszystkich moralizatorów nt. laptopa do gier - jasne, warto zaznaczyć, że kupienie stacjonarki to albo mniejsze pieniądze, albo większa moc za te same pieniądze.
Natomiast jeśli ktoś ma potrzebę kupienia laptopa, na którym można grać, to pisanie, że stacjonarka lepsza jest kompletnie bez sensu. I uwaga - są osoby, którym wystarczy jakość gry z konsol, natomiast chcą dopłacić za mobilność i małe rozmiary.
A mobilność to nie tylko wyjazdy na wakacje. Może ona dotyczyć tego, że człowiek chce sobie usiąść z komputerem na łóżku, przejść do innego pokoju albo pojechać do znajomego.
Miałem to samo z kartą SD. Pytałem różnych kompetentnych ludzi i odpowiedź była jedna: karta do wyrzucenia. Jest to ostatnio częsty przypadek z flashami. O tyle dobrze, że można bez problemu zgrać sobie pliki.
Problem w tym, że jeśli pomysłem Ruskich na grę w ćwierćfinale też będzie postawienie autobusu w polu karnym i liczenie na farta, to ten mecz też będzie niesamowicie nudny.
Ale co jak orientacja jego kompletnie UWAGA dużymi literami napiszę NIE MA ŻADNEGO ZNACZENIA
Ale wiesz, że jeśli napiszesz coś takiego, to to działa w obie strony - skoro nie ma znaczenia, to czemu się tym przejmujesz?
Twórcy bardzo często rozpisując postać dodają wątek miłosny, bo, nie oszukujmy się, jest to standardowa część życia człowieka i widzowie mogą się łatwo do tego odnieść. Wątki miłosne u marvela niejednokrotnie były, teraz będą 1-2, które będą homo.
Kompletnie nie potrafię zrozumieć, jak ktoś może zwracać na to w ogóle uwagę - ja przechodzę obok tego zupełnie obojętnie.
Jeśli chodzi o to, żeby użyć tej 17" jako dojazdówki, to jak najbardziej. Trzeba tylko wybrać taką, która będzie miała średnicę jak najbardziej zbliżoną to tej 19". Natomiast zamiana na stałe odpada - jeżdżenie na oponach o różnych średnicach, szerokościach, bieżnikach na jednej osi nie jest bezpieczne.
A co właściwie chcesz kupić i za ile?
Ja przyznam, że pewnie na jesień będę w końcu uciekać z mojej 3,5 letniej 735. Nawet jakieś 1,5 roku temu bym jej nie zmienił, ale od tamtej pory czuć umieranie tego systemu. Mówię tu w szczególności o apkach - twórcy już ich nie aktualizują pod kątem funkcjonalności, a często w ogóle nie aktualizują. Coraz więcej ich też zaczyna brakować, bo nikt już nie chce na windę tworzyć.
Takie podstawowe oczywiście nadal działają, ale aktualizacji tyle, co kot napłakał. A co do bankowej (ja mam IKO), to nie mam żadnych problemów. FB i Messenger jakiś czas temu zostały zmienione na jakieś takie dziwaczne. Messenger nie da się już przenieść na kartę SD, płynność trochę zaburzona, a poprawy funkcjonalności zbytnio nie widzę (znaczy emotki lepiej działają, ale ciężko to nazwać poprawą funkcjonalności).
System jest dość stabilny, jednak pod tym kątem aktualizacja W8->W10 była bolesna. Bateria trzyma do dwóch dni przy normalnym użytkowaniu, wcześniej było to średnio 3 dni, zdarzają się jakieś przycięcia. Ale jeśli miałbyś kupić telefon, który był projektowany pod W10, to powinno być z tym trochę lepiej. A z moich obserwacji, posiadacze 3 letnich samsungów ze średniej półki są bardziej sfrustrowani z płynności działania systemu niż ja ;)
Co do tego, czy M$ będzie wyłączał jakieś funkcje - cóż niezbadane są ich wyroki, jednak do tej pory nie zauważyłem żadnego ograniczenia funkcji telefonu.
Jako telefon służący do dzwonienia, sms, internetu, korzystania z office'a i onedrive'a oraz kilku podstawowych apek - można brać, choć przyszłość oczywiście niepewna. Aczkolwiek w moim przypadku widać już ograniczenia sprzętowe - lumie to nigdy nie były demony mocy, dlatego płynność przy korzystaniu z dość rozbudowanych stron internetowych cierpi, ale to już kwestia chyba każdego leciwego telefonu.
Do czegoś więcej W10 się już nie nadaje.
Trochę dla mnie tl;dr, więc odniosę się do punktu pierwszego:
Jesteś w stanie podać jakieś dane, że szczepionki dają najwięcej zysku? Pakiet szczepionek kosztuje bodajże ok. 1000zł, przy 300 tys. urodzeń rocznie mamy z tego jakieś 300mln zł.
Natomiast wielkość rynku lekarstw w Polsce to ponad 35mld zł, czyli szczepionki to jakiś 1% tej kwoty. Polacy wydają miliardy na apapy, rutinoscorbiny, czy te nieszczęsne suplementy diety, a ty twierdzisz, że to szczepionki są dochodowe...
A co do pieniędzy przeznaczanych na badania - leki, które mają silną pozycję na rynku nie są rozwijane, tylko po prostu produkowane.
Dobrze, że mi przypomnieliście o coopie w Portalu 2, teraz trzeba będzie tylko skombinować drugiego pada.
Natomiast u mnie króluje przede wszystkim Heroes 3.
Problem w tym, że w przeciwieństwie do informacji o fabule, newsy o romansach w grze (a szczególnie homo) mają spore burze w komentarzach. Przekładać się to będzie na sporą klikalność, a więc większy zysk dla serwisu.
A może od razu 99% mniej prądu, będzie jeszcze taniej. Trochę fizyki: żeby zagotować1,7l wody o temperaturze 20*C potrzeba Q=m*c*dT=~570kJ energii, czyli ~0,15kWh. Choćbyś nie wiem, jak wielkie miał chęci, nie zrobisz tego przy mniejszej ilości prądu. Sprawdź sobie ile zużywa czajnik i zobaczysz, że odrobinę więcej, bo sprawność grzewczą ma bliską 100%, a strat na kablu, itp. nie da się uniknąć.
Więc nie - nikt nie stworzy czajnika, który będzie gotował za 50% ceny. Jedyną oszczędność możesz wyciągnąć korzystając z energii słonecznej.
No to chyba naprawdę masz wszędzie daleko. Mój ojciec robił jakieś 25kkm z dojazdami do pracy (30km w jedną stronę) + plus różne zakupy, sporadyczne wyjazdy. Może to też kwestia używania samochodu do dojazdów wszędzie gdzie możliwe. Ja czasami wolę wybrać komunikację. Teraz np. mógłbym jechać do Budapesztu samochodem, ale stwierdziłem, że samolot wygodniejszy.
A co do gazu to ja go nie mam - zwykły benzyniak. Zresztą jesteś jedyną osobą, która pisze o gazie.
Tzymische - w poprzednim roku zrobiłem samochodem zatrważające 10kkm. Przez pół roku jeździłem do pracy 5km w jedną stronę, przez drugie do pracy miałem 35km i samochodem wychodziło mnie niewiele mniej niż pociągiem, a wszystko przez warszawskie korki, dlatego wolałem pociąg, bo dawał mi większą wygodę. Wyszło mi średnio 28km dziennie. Samochód jest mi potrzebny do wyjazdów >100km, jeżdżenia późno w nocy oraz na sytuacje awaryjne.
Mam znajomych, którzy samochodu używają jedynie do długich wyjazdów, do codziennej jazdy jest im niepotrzebny, też robią do 10kkm rocznie.
To że nie widzisz sensu posiadania samochodu, przy niezbyt małym go wykorzystaniu, nie oznacza, że każdy tak ma. A takich ludzi jest więcej. Zresztą zauważ, że jak ktoś ma do pracy do 10km, to dojazd samochodem rocznie generuje mu 5000km. Jeśli nie jeździ dużo poza tym, bo np. na wyjazdy używa pociągu, czy samolotu, to gdzie ma zrobić te dodatkowe km?
Bo ludzie lubią rozrywkę? Ludzie po prostu lubią się odprężyć przy czymś miłym dla oka/ucha, daje to przyjemną odskocznię od pracy. Zresztą tak jest przecież w każdej dziedzinie.
Wszelkie gry LEGO oczywiście, jeśli się to lubi. Natomiast sporo pozytywów słyszałem o Army of Two - gra jakby nie patrzeć stworzona pod coopa.
Nie widzę powodu emerytur twórców. Jeśli nadal pisanie sprawia mu radość, ma swoje pomysły, które chciałby realizować, to niech sobie pisze. Co innego natomiast, jakby miał pisać na siłę - to nie ma sensu na żadnym etapie twórczości.
Co do nowego wiedźmina, to jakoś mnie on mało interesuje. Przyznam, że trochę mnie saga zawiodła. Opowiadania były genialne, a saga (którą sam nazwałbym sagą o Ciri, a nie o wiedźminie) ten zachwyt mocno rozmyła. Tym bardziej, że w pewnym momencie Geralt stał się postacią niemal drugoplanową.
Stąd też mam nadzieję, że jeśli AS wróci, to z jakimś zbiorem opowiadań. To mu wychodzi najlepiej.
W sumie to mając żonę i dzieci, pchanie się z łukiem na Thanosa nie jest raczej najlepszym pomysłem.
Ale wiesz, że różne osoby mają różne gusta? Może Holendrzy lubią mieć ustandaryzowaną estetykę? Ja tam akurat lubię, kiedy jest jakiś konkretny styl budownictwa w okolicy. Dlatego też podoba mi się, że część ludzi w moim mieście buduje domy w stylu lub mające elementy stylu, który zaistniał tutaj bodajże w XIXw. Cieszy to moje oko zdecydowanie bardziej niż festiwal pt. "kto postawi wymyślniejszą chałupę".
No i zdecydowanie wolę oglądać takie standardowe domy, niż np. coś takiego:
https://www.google.com/maps/@51.9448554,22.3745092,3a,39.5y,58.72h,95.38t/data=!3m6!1e1!3m4!1sJrgFUh2uv42xuMpgSENnHA!2e0!7i13312!8i6656
Z ciekawości: czy jest jakiś przykład gospodarki opartej na czystym kapitalizmie (bez jakiejkolwiek odgórnej ingerencji państwa), który można by spróbować nazwać sukcesem?
Z tym najlepiej rozpisanym villainem to bym polemizował. Znaczy się, przyznaję, że w ciągu ostatnich lat nie było dobrze rozpisanego złoczyńcy w tym rodzaju filmów i spośród tej średniej palety Killmonger wysuwa się na czoło, ale to nie znaczy, że był napisany dobrze. Przede wszystkim mimo iż trochę się starali go ukazać, to jednak nadal okropnie mało go było. Czekam aż w końcu film, w którym villain będzie ukazany tak, by widz się zastanowił, komu powinien kibicować.
spoiler start
Coś próbowali w tym temacie kombinować, ale jednak ostatecznie wyszło im dziecko, którego jedynym celem jest zemścić się na królu Wakandy i białasach. Sekwencje po tym, jak objął tron to już porażka tej fabuły (poza ostatnią sceną na klifie), gdzie wyłazi z niego typowy czarny charakter, bo jedyne co robi to wysyła Murzynom broń, by mogli podbić świat...
A przecież można było spróbować pokazać, że stara się być lepszym władcą, że ma jakiś pomysł, coby w Wakandzie, czy na świecie było lepiej. Ostatecznie jego pomysł mógłby oczywiście wyjść kiepsko, bo przeważyłaby jego wojownicza natura, ale żeby chociaż się jakoś starał. A tak to po przejęciu władzy staje się do bólu czarny (o ironio).
spoiler stop
A polskiego rozumiecie? Albo jakiegokolwiek innego? Pantera zapełniała sale i w polskich kinach - więcej ludzi w tamtym okresie było tylko na Kobietach Mafii.
Przecież zawsze całe tłumy chodzą na łatwe, proste i przyjemne do oglądania blockbustery, niezależnie od regionu.
Zaprawdę powiadam ci, wyszedłem, zobaczyłem i nadal nie widzę, by to Słońce krążyło wokół Ziemi.
A to ciekawe. Powiedz mi, na podstawie czego stwierdzasz, że to Ziemia krąży wokół Słońca, a nie na odwrót? Oczywiście da się tego dowieść, ale za pomocą matematyki, a nie 'spojrzenia w górę'. Przecież tym, co pchało ludzi do heliocentryzmu było to, że tłumaczył bardzo skomplikowane orbity innych planet. Gdyby układ słoneczny miał w sobie tylko jedną planetę, Ziemię, to Kopernik miałby duży problem, żeby potwierdzić swoją tezę. Starożytni Grecy mieli podejrzenia heliocentryzmu, ale tylko dlatego, że stwierdzili iż Słońce jest znacznie większe od Ziemi, więc heliocentryzm miałby większy sens.
Dawaj ten punkt odniesienia, wg którego to Słońce krąży wokół Ziemi.
Eee... Ziemia?
Pomijam tu fakt, że tak naprawdę planety nie krążą wokół Słońca, tylko wokół punktu środka ciężkości układu. Tak, ten punkt przez większość czasu leży w środku Słońca, ale przy odpowiednim ustawieniu planet może wyjść poza nie.
Halo chroni przed wszystkim, co jest duże. Duże są nie tylko opony, ale także np. cały bolid, a przypadków, kiedy jeden samochód turlał się po drugim trochę było. Dodatkowo chroni także w przypadku jakiś niefortunnych spotkań z barierami.
Szczególnie w tym pierwszym przypadku aeroscreen nie zwiększa bezpieczeństwa, bo jest zbyt giętki.
Pr0totype - mowa była głównie o zarobkach brutto, a biorąc pod uwagę, że mediana zarobków wynosi jakieś 3500 zł, to prawdą jest, że większość Polaków zarabia więcej niż 3000. W przypadku zarobków na rękę, to już masz rację, bo powyżej 3000 zarabia jakieś 35% Polaków.
U mnie (pod Warszawą) standardem jest, że co parę dni pyły skaczą do jakiś min 200um/m3, ale co się dziwić - zabudowa głównie jednorodzinna, ludzie palą syfem.
Natomiast procenty pokazywane przez apki są trochę przekłamane, bo zalecenia who dotyczą średniej 24h, a nie wartości chwilowych.
Pamiętaj, że Ubisoft to nie jest pojedyncze studio, jak CDPR, a wielki moloch zatrudniający 12000 osób rozdzielonych na kilkadziesiąt placówek. Projekt jest rozdzielany na mniejsze kawałki, przez co, gdy jedni jeszcze kończą jedną grę, inni już pracują nad następną.