Czyli jak zwykle. Karmimy AI bez poszanowania własności intelektualnej, tworzymy nowe produkty w oparciu o coś stworzonego przez kogoś innego, redukujemy etaty, ogłaszamy wielki technologiczny sukces i mamy realny profit dosłownie dla jednego gościa, któremu wszystko to pasuje, bo prawdopodobnie i tak sam jest robotem.
Podejrzewam, że gdyby mobilek i f2p nie było, to grający w nie wcale nie przesiedliby się na pełnoprawne produkcje, po prostu w nic by nie grali, albo robili to bardzo okazjonalnie. Niech wielcy wydawcy się nie zdziwią, jak po kolejnym podniesieniu cen swoich tworów AAA znowu będą zaliczać spadki przychodów.
Zdaje się, że upływ czasu ma działać podobnie jak w Pentiment, gdzie w danej porze dnia można się podjąć ograniczonej liczby aktywności. Potem wydarzenia idą do przodu dla wszystkich postaci w grze. To było fajne, bo czuło się ciężar podejmowanych decyzji.
Odnośnie Firgraaga - polecam rzucać co jakiś czas Wyłom. Jak odkryłem to zaklęcie, to smoki nie były już tak trudne. No, chyba, że grasz z modami utrudniającymi rozgrywkę :>
Pozostaje pytanie: czy ludzie chcą w to grać, czy ulegają reklamie? Przy dużych produkcjach wydaje się przecież krocie na marketing.
A pamięta ktoś o Divity: Fallen Heroes, czyli o grze nad którą Larian pracował przed zdobyciem licencji na baldurka? Ciekawe, czy coś się kręci wokół tego tytułu, czy już zupełnie porzucili.
Dziwne. Jakoś przy niepoprawności historycznej w ghost of tsushima nie było takiego niezadowolenia.
Bez sensu. Trzeba przy tym zawsze siedzieć, zajmuje sporo miejsca i nie można regulować wysokości. Co jak co, ale jeśli chcemy odciążyć plecy, to fajnie, żeby można było sobie trochę przy tym poleżeć. Na allegro spokojnie można kupić sensowny stolik pod laptopa z regulacją wysokości, węższy i taki, który ma miejsce po bokach, dzięki czemu można wygodniej korzystać z myszki - i kosztuje ok. 100 zł, a nie ponad 700...
Masz rację, jakoś opacznie to zrozumiałem. Ale tak czy inaczej, to trochę dziwne tłumaczenie, bo i tak muszą się już zaangażować przy tworzeniu treści fabularnej, której romanse są przecież częścią.
Dziwi mnie ich podejście, bo przecież to gra skoncentrowana na fabule i dialogach. Rezygnują z czegoś, czego wielu graczy oczekuje, a ich tłumaczenie jest dosyć - przynajmniej dla mnie - mdłe i niejasne. To samo zresztą było przy Pillars of Eternity, gdzie tłumaczyli się tak samo.
"jeśli masz zamiar to zrobić, to musisz się naprawdę mocno w to zaangażować i dać z siebie wszystko"
Czyli inne elementy wprowadzają, bo nie muszą się w nie mocno angażować?
Normalni ludzie zebrali się, aby pracować przez lata w jednym celu – aby zapewnić ci zabawę i szczęście
Czyli udostępniają te gry za darmo albo chociaż tak żeby wyjść na zero?
Chłop nie rozumie, że konstruktywna krytyka powoduje, że gry się rozwijają. No ale co się dziwić, w Betesdzie sądzą, że opracowali już idealny wzór na grę i nie będą od niego odstępować (silnik też idealny).
Polecam oglądać na playstation. Strzałka w górę, zaznaczacie symbol "i" (prawy dolny róg ekranu nad osią czasu), a potem opcję wróć do filmu (czy jakoś tak, z pamięci piszę). W dwie sekundy obchodzicie każdą reklamę : P
Wydaje mi się, że na jednej z pierwszych prezentacji gameplayu, Larianie wspominali coś o tym, że oryginalny system z kostkami nie do końca sprawdza się w grze komputerowej, bo ciągłe chybienia psują dynamikę starć (jakoś tak). Widać, że wymyślili rozwiązanie.
Ci, którzy wykupili EA będą mogli zacząć jakoś 2-3 dni przed premierą i rozpoczęta gra będzie potem kontynuowana. Jeśli zacznie się wcześniej, raczej trzeba będzie zacząć od nowa. Ma to sens, bo Larian gdzieś tam pisał, że ma jeszcze zamiar nieco pozmieniać akt 1.
No i lepiej poczekać, bo jeszcze dojdą nowe rasy i klasy.
To marketing, zwykła rzecz. Gra jest łatana od kilku lat, na pewno będzie miała bugi, ale biorąc pod uwagę jej rozmiar i poziom skomplikowania nie ma co się dziwić. Ogrywałem DOS2 na premierę, jakieś tam bugi były, ale absolutnie nie uniemożliwiały gry. BG3 to akurat jedna z niewielu współczesnych gier, których produkcja przebiega prokonsumencko. Po co być takim negatywnym? : >
Tak podchodząc do tematu, to każdą grę i większość filmów można uznać za nierealistyczne. Jest jakiś poziom tolerancji, który nie wyrzuca odbiorcy z poczucia imersji i tutaj najwyraźniej został on przekroczony.
Czy gdyby w grze fantasy (d&d dajmy na to) pojawił się - tak po prostu - katolicki ksiądz, to byś stwierdził, że spoko, bo przecież tu wszystko jest możliwe?
Nie sam czas rozwijania usługi jest dla mnie problemem. Najmniej podoba mi się dodawanie wydarzeń czasowych, których nie będę miał okazji ograć sobie na spokojnie w innym terminie. Niby płacę tyle co inni, ale zawartość mi umyka jeśli nie będę ogrywał każdego sezonu. Połączenie z siecią samo w sobie nie byłoby problemem, ale chętnie ograłbym D4 na ps4 - okazuje się jednak, że wiąże się to z koniecznością wykupienia PS plus (jeszcze tego nie weryfikowałem, ale ktoś tak pisał). Dodatkowo, zwyczajnie irytuje mnie brak możliwości zapauzowania gry. W mojej domowej sytuacji to jest niekiedy konieczność :/
tak chodzi o multi, że kampania jest nastawiona na jednego gracza, a recenzenci właśnie wśród minusów najczęściej wymieniają konieczność połączenia z siecią. To nie MMO przecie. Gra bez problemu mogłaby mieć tryb offline.
Nie ma możliwości żeby ta gra dostała od wszystkich jednoznacznie najwyższą notę, bo marka jest na tyle wielka, że każdy najmniejszy mankament będzie rozdrapywany do krwi. Nie może być zbyt innowacyjna, bo obrażą się starzy fani, ale przy tym musi "iść do przodu", bo inni powiedzą, że jest archaiczna. Musi być mroczniejsza niż 3, ale hola hola, nie aż tak! Podobnie będzie z Baldur's Gate 3. Mnie osobiście przeszkadza tylko mus bycia online i wszelkie zagrywki z tym związane. Ogram sobie, ale bez ciśnienia, kiedy przyjdzie czas.
Meh, nie lubię takich rozwiązań. Typowy mechanizm, który poniekąd przymusza do regularnego grania poprzez odczucie, że można coś stracić. Jedna z wielu współczesnych metod na przyciągnięcie do gry poprzez "uzależnienie", a nie dobrą zabawę. Nie zaprzeczam, że komuś się to może podobać, ale mnie jako typowo off-line'owego gracza to jednak zniechęca.
Nie musisz dopłacać, masz bonusy z deluxe edition (jakieś tam bajery w grze) i - o ile dobrze to zrozumiałem - masz dostęp do 1 aktu 72 godziny przed oficjalną premierą (taki EA, ale możesz potem kontynuować z istniejącego zapisu). Jak coś źle napisałem, to niech mnie ktoś poprawi : P
Wprawdzie kupiłem już dawno w niższej cenie, ale szczerze mówiąc uważam, że gra jest warta i tej podwyższonej ceny. Poza tym, teraz sporo tytułów sprzedawanych jest drożej, a i tak pierwsi gracze robą za testerów niewykończonych produkcji. W BG3 poprawki robią od dawna, to i przynajmniej można liczyć na coś, co już jest w dużym stopniu dopracowane.
Niektórzy tu krytykują scenarzystów, że są kiepscy, no bo scenarzysta ma napisać dobrą historię - co w tym trudnego? No ale ile osób ma ciągoty do napisania książki (bo ma przecież świetne pomysły), a gdy już do tego przysiadają, to okazuje się, że jednak ani nie jest to tak dobre, ani nie jest to takie proste do zrobienia. No, a w grach dochodzą jeszcze ograniczenia silnika, czas potrzebny na implementację niektórych rozwiązań itp., itd. Tak więc dobra fabuła może zostać poszatkowana i zniszczona, bo okaże się, że zwyczajnie "się nie da tak zrobić" albo "nie mamy na to czasu, ani środków". Wydaje mi się, że w pisaniu scenariusza do gry istotna jest doskonała koordynacja pracy różnych działów. Programiści i graficy muszą ściśle współpracować ze scenarzystami, a z wypowiedzi tego całego Davida wnioskuję, że tutaj jest problem.
Też kupiłem EA i uważam, że było warto. Przeleciało mi już z 40h, a chciałem tylko sprawdzić, czy będę potrzebował upgrade''u kompa oraz ogarnąć gameplay i klasy przed właściwą rozgrywką :) Porównywanie tego do bezsensownego preorderowania samo w sobie jest bez sensu - już w tej chwili jest w necie mnóstwo treści dot. BG3 po których można sobie wyrobić opinię. Preordery natomiast to ślepa wiara w zapewniania wydawcy i producenta.
No nie jest to fajna wiadomość. Kupiłem EA między innymi po to, żeby sprawdzić, czy mój złomek jeszcze to jako tako udźwignie (gtx 1060). Było ok, chociaż musiałem się trochę pobawić ustawieniami. Teraz znowu wraca obawa, że będzie kiepsko :(
Ogarnąłem niedawno EA i gra jest cudowna :) Wszelkie przesłanki o braku klimatu oryginału i cukierkowej grafice zupełnie się wg mnie nie sprawdziły. Brakowało mi tylko większej liczby towarzyszy, ale zważywszy na to, że wielu klas jeszcze w grze nie ma, to podejrzewam, że na premierę trafi się jeszcze ktoś nowy.
Mnie te wszystkie nowe wodotryski w grach nieco męczą. Mam już dosyć leciwego kompa i zaczęła się u mnie zabawa z ustawieniami graficznymi. Zdarzało mi się nimi bawić naprawdę długo żeby znaleźć konsensus między wyglądem a wydajnością i powiem wam, że przy większości suwaczków nie za bardzo dostrzegam jakąkolwiek różnicę. Wiem, że ona jest, ale pochłonięty grą absolutnie nie zwracam na to wszystko uwagi. Czy to jest warte coraz większych cen i trwającej w nieskończoność produkcji? Wkurza mnie, że kolejne twory 3A to rozwijanie bajerów, które można ładnie zaprezentować na screenach, a gra często obdarza nas kulejącymi animacjami, kiepskim AI i niedopracowanym, wtórnym gameplayem. A kwestia W3 jest wyjątkowa irytująca, bo odpaliłem na chwilę i widocznie chodzi gorzej. Jak będę chciał przejść ponownie, to znowu czeka mnie zabawa z suwaczkami -.-
Niestety, sam pracuję w korpo i widzę, że nie liczy się jaki zysk osiągnąłeś w jednym roku. W kolejnym firma ma zarobić jeszcze więcej, nie ma przestojów.
Jeśli chodzi o EA - jednak dalej uderzają w znane marki i zwyczajnie wiedzą, że to się zwróci.
Mam taką propozycję do wszystkich wielkich wydawców gier, którzy chcą doić ile wlezie ze znanych tytułów: niech kręgosłupem waszego biznesu będą główne gry kanonu, które będziecie wydawać w miarę regularnych odstępach czasu bez mikropłatności, bez wycinania treści w celu jej późniejszej sprzedaży jako DLC, bez lootboxów, robione z poszanowaniem gracza i jego portfela. Poza tym, róbcie sobie spin-offy, podtytuły, projekty poboczne, gry na telefon i wszelakie produkcje, na których zarobicie krocie. Po prostu, zostawcie w tym wszystkim miejsce na chociaż jedną porządną, uczciwą grę, do której nie będzie można się przyczepić. Koniec postulatu.
Czy ktoś, kto korzysta da znać jak wrażenia z gry w typowe klikacze, tj. gry pod myszkę, czyli erpegi typu baldur's gate, pillars of eternity, czy wasteland albo strategie takie jak cywilizacja? Sterowanie jest w porządku, czy raczej w typie konsolowym?
Mi się wydaje, że jednak było w serialu - tyle, że w normalnej, niecenzurowanej wersji. Polska miała wersję ocenzurowaną. No i w komiksie na pewno tak to wyglądało : P
Cyfrowe nie jest tańsze, bo nie ma kosztów składowania. Fizyczne wydania gier (ale także książek) zajmują miejsce, które trzeba jakoś zwolnić, żeby zrobić przestrzeń na nowy towar. Dlatego fizyczne okazy są często tańsze niż ich wersje cyfrowe. Z drugiej strony, konsumentom też to potem nigdzie nie zalega, ale co kto lubi.
A żeby nie było, że grę hejtuje - przeszedłem ją po patchu 1.5 i podobała mi się. Jednak wrażenie tego, że gra nie jest wykończona było całkiem mocne. Ot, zmarnowany potencjał.
Samego CDPR też nie hejtuję. To raczej budzi mój niepokój, bo lubię ich gry.
BTW - nie uważam, żeby czarny PR był wynikiem jakiejś wojny hybrydowej... Społeczność grająca jest społecznością kapryśną i jeśli obiecuje się jej rewolucję i cuda na kiju, to należy się liczyć z odpowiednią reakcją.
Może testują możliwość gry w gwinta :P
A tak na serio, to cała działalność CDPR jest dla mnie mocno niepokojąca. Jak to wróży przyszłym projektom, skoro minęły już prawie dwa lata od wydania CP2077, gra nadal jest niewykończona, a żadne sensowne DLC nie zostało nawet zapowiedziane? Uważam, że po sukcesie Dzikiego Gonu za bardzo poszli w korpo i realizacja celów finansowych jest dla nich ważniejsza niż renoma.
Zdaje się, że Arcanum chodziło już w dużo lepszych promocjach - po ok. 5 zł. Świetna gra, ale obawiam się, że nie zestarzała się zbyt dobrze. Nie tak dawno temu chciałem ją sobie odświeżyć i już przy pierwszej walce straciłem cierpliwość :/
Niestety, grających jest teraz tak wielu, że odsetek stanowiący takie gnomy to już całkiem pokaźne grono :/
Simon the Sorcerer 2 to jedna z tych gier, w które zagrałem przez przypadek (dołączyli do KŚ Gry) i pamiętam ją do dzisiaj. Teraz myślę, że warto byłoby nadrobić część pierwszą (bardzo ładny piksel!). Natomiast ten Origin jakoś graficznie mi nie leży, bohater wygląda jak dzieciak, a wszystko wygląda jakoś za skromnie - wcześniej było bardzo niedorzecznie, za co bardzo ceniłem świat przedstawiony ;)
Tragedii udało się zapobiec jedynie dzięki szybkiej reakcji ze strony liderów gildii. Obejmowała ona m.in. zmianę haseł i odcięcie dostępu wybranym graczom do ich kont.
Ciekawy wątek, ale odcięcie graczy od kont, bo nie zgadzali się z liderami? To akurat kiepskie zagranie. W ogóle jak to możliwe, że inny gracz może to zrobić?
Coś za coś - niby questy mają niewiele rozgałęzień, ale dzięki temu każda obrana ścieżka jest fabularnie ciekawa i angażująca. I czuje się ciężar podejmowanych decyzji.
Mapka z pytajnikami? - wszyscy marudzą na takie rozwiązania, bo przechodzą gry w starym stylu, tzn. wymaksować każdy obszar. Te pytajniki są po to, żeby co jakiś czas oderwać się od głównego wątku i zadań pobocznych, by eksploracja stanowiła jakąś mini-grę. Są wszędzie, więc można je sobie trzasnąć przy okazji. Jeśli ktoś próbuje zaliczyć każdy obóz, kontrabandę, czy leże potworów to nie dziwie się, że potem twierdzi, że gra nudna. To jest bonusowa zawartość, nie stanowi kręgosłupa żadnej gry, nikt nie przymusza do korzystania z niej. Ktoś powie - zamiast tego mogliby dodać kilka ciekawych questów. Może i tak, ale akurat w Wiedźminie sensownych questów dostatek i miło czasem - tak po prostu - rzucić się w chmarę bandytów.
Jedyny punkt z jakim się tu zgodzę to walka. Faktycznie, z czasem robi się zbyt prosta. Nie powiedziałbym jednak, że przyczyną jest sam projekt pojedynków. Problemu upatrywałbym się raczej w kiepskim modelu progresji, który za bardzo daje się rozwinąć bohaterowi (z alternatywnym Aardem żadna liczba przeciwników nie stanowiła wyzwania) i daje mu zdecydowanie zbyt wiele hp.
Gdybyśmy mieli pozbawiać pracy każdego, kto w oczach jakiejś grupy jest "złym człowiekiem" to wszyscy chodzilibyśmy bezrobotni. Niedorzeczne.
No i zdaje się, że inXile nie skorzystało z oryginalnego Planescape'a, bo zrobił się jakiś galimatias wokół licencji. Wątpię żeby coś się w tej kwestii zmieniło ;)
Obawiam się, że wtedy gra i tak lubi się prezentować od gorszej strony, nawet jeśli ktoś gra prawilnie i nie doszukuje się błędów. To zwyczajnie niewykończony produkt, przy którego produkcji wstępne ambicje przerosły możliwości. Osobiście uważam też, że same technikalia wcale nie są największym problemem...
Tak wygląda cały rynek: największą sprzedaż mają produkcje z największym marketingiem. Liczyłem, że może chociaż CDPR przy okazji rozbuchanej reklamy spełni obietnice wielkiej gry... ale się rozczarowałem. W końcu kupiłem CP2077 przy okazji patcha 1.5 i cały czas mam odczucie, że ta gra jest zwyczajnie nieskończona. Nawet nie chodzi o technikę, grafikę itp., tutaj jest problem z całym projektem. Jak to jest, że przy grze z tak otwartym światem, czuję się jakbym ogrywał korytarzówkę?
Sądzę, że wszystko to wynika z kosztów. Dzisiejsze produkcje AAA muszą spełniać pewne wymagania dot. jakości grafiki i wykorzystywanych technologii. To wszystko kosztuje dużo, takie produkcje są coraz droższe, więc wydawcy nie mogą ryzykować nowymi rozwiązaniami i tym, że koszta się nie zwrócą. Wielcy wydawcy to już zwykły biznes, właściciele są skłonni finansować ich gry, ale muszą na tym zarobić (przy każdej produkcji więcej, typowe korpo podejście). Niestety, logicznie rzecz biorąc, odpowiadają za to gracze, bo na ogół wybierają coś, co już znają - kolejne części ulubionych serii, gry podobne do czegoś, co już ogrywali. Niby smuteczek, ale z drugiej strony rynek gier jest teraz na tyle duży, że jest w czym wybierać - trzeba jedynie czasem przymknąć oko na gorsze technikalia.
Liczyłem, że będzie to jedna z tych nielicznych nowych turbo-gier, którą mój komputer zdoła jeszcze udźwignąć - niestety musiałbym dokupić ram-u żeby odpalić na minimalnych :D Nadrabiania staroci ciąg dalszy!
Próbowałem grać, ale pomysły pokroju granatów zmniejszających (dosłownie - zmniejszają postacie) trochę za bardzo mnie wyburzały z immersji i ostatecznie zniechęciły do kontynuowania. Ciekawe czy jestem zawarty w statystykach.
Czy w przypadku gdy Take-Two przegra taką sprawę, sąd może zarządzić ogromne odszkodowanie dla strony pozywanej za, nie wiem, straty moralne, czy coś w ten deseń? Orientuje się ktoś? Przecież to jest takie głupie... oskarżenie za wykorzystywanie słowa "Cywilizacja"? Ich dział prawny chyba się bardzo nudzi.
Nawet jeśli wersja pecetowa nie będzie oficjalnie spolszczona, to i tak można się spodziewać, że ktoś opracuje odpowiedniego moda. Co najwyżej trzeba będzie trochę poczekać.
Pierwsza część jest zdecydowanie gorsza, fabuła po 1/3 robi się zagmatwana i niezbyt ciekawa, a walki - mimo iż na początku potrafiły być ciężkie - pod koniec stają się banalnie proste i nie stanowią żadnego wyzwania (przynajmniej na normalnym poziomie, który ogrywałem). Druga część naprawia wszystko i jest o wiele przyjemniejsza w odbiorze. Ostatnio ogrywałem sobie ponownie Pillarsy, potem Deadfire, a następnie OS II i i przy Divinity zdecydowanie bawiłem się najlepiej. Osobiście nie mam zbyt wielkich obaw do BG3, wątpię żeby ktokolwiek współcześnie zrobił tę grę lepiej. Zwłaszcza, że widoczne jest zaangażowanie Larianów w ten projekt :)
Uwielbiam Pillarsy, właśnie wróciłem do Deadfire po (w końcu) wymaksowaniu pierwszej części i doceniam ją bardziej niż za pierwszym razem (dodałem tylko mod, żeby przybywało 20% mniej doświadczenia, bo zbyt szybko robiło się zbyt łatwo).
Obawiam się jednak, że gra nie wnosi zbyt wiele do gatunku, właściwie rozwija tylko pomysły, które raczkowały już 20-25 lat temu. Twórcy uparcie naśladowali gry z Infinity, z których - mimo, iż osiągnęły status kultowy - nie wszystkie dobrze się sprzedały (Torment). Dla mnie to smutne, ale zrozumiałe - niewielki procent ogółu graczy chce grać w takie gry.
Rozumiem też ludzi, którzy krytykują fabułę Deadfire. Leży ona zbyt głęboko w lore świata, żeby się w nią wkręcić. Główny wątek jest dosyć prostacki, ale bez znajomości uniwersum, może być niezrozumiały i nudny. Taki Baldur był bardziej konkretny - jesteś synem boga, deal with it. Torment - jesteś nieśmiertelny, deal with it. Poznawanie lore było bardziej obok. W Deadfire gonisz boga, który wstąpił w wielki posąg z adry - ten sam bóg niegdyś wstąpił w ciało chłopa, ale go zabili. Gonisz go, bo - mimo iż inny bóg cię ożywił - to ten w posągu zachował cząstkę twojej duszy... podejrzewam, że dla większości nie brzmi to zbyt intrygująco.
A, i jeszcze walki na morzu - na starych telefonach grałem w gry, w których walki morskie były ciekawsze. Tutaj lepiej dać spokój i od razu abordażować :)
Z tego co pamiętam, Tolkienowskich elfów także nie obowiązywały prawa fizyki - Legolas chodził po śniegu nie zapadając się (co widać także w filmie). Zgadzam się z pozostałymi komentarzami - bezsensowny artykuł...
Jak dla mnie, jest to zbędne. Wszystkie elementu ekwipunku wyglądają fajnie - zwłaszcza, że i tak nosi się dopasowane wizualnie zestawy. W Odysei różnie z tym bywało (intryguje mnie, jak zbroja amazonki prezentuje się na Alexiosie). Natomiast czekam na patcha, który wyeliminuje jeden z najbardziej kuriozalnych błędów jakie miałem w grach - po każdym wczytywaniu, moja postać jest pijana :D
Wg mnie najlepiej nie przystępować od razu do walki z bossami w swoim świecie, a przez kilka walk pomagać w tym innym graczom. Można wtedy szybko nauczyć się ruchów bossa i odpada frustracja z ciągłego powracania na arenę. No i jest satysfakcja, bo pokonujesz bossa kilka razy :) Mi po takiej serii udało się pokonać Lothrica w swoim świecie za pierwszym razem (już bez towarzystwa). Problem pojawia się tylko, kiedy ktoś uparcie nie chce cię przywołać do pomocy.
Słyszałem o takiej serii o nazwie Final Fantasy. W każdej części mamy inny świat i innych bohaterów. Z czasem nawet zupełnie zmieniły się mechaniki. Czy ktoś zastanawia się, czemu finale mają ciągle ten sam tytuł? Czemu w przypadku Baldura ciągle są z tym problemy?
@boy3
Jak porównuję wątki NPCów w Deadfire i DOS2, to Obsidian jednak przegrywa. Obie gry wykorzystują wątek "bożego pomazańca", i tu też (no przynajmniej wg mnie) Larian wypada lepiej. Wiele możliwości na rozwiązanie problemu - Larian. Może Obsidian ma lepiej rozpisaną główną oś fabuły, ale wszystko wokół jest dosyć nudne :P