Tamtego lata przyjmowaliśmy obelgi i błogosławieństwa z tą samą obojętnością. Maszerowaliśmy na północ, a wokół nas kraina obracała się w popiół. A wespół z nią obracały się w popiół resztki naszych sił. Dziesięć dni bezowocnej tułaczki po ziemi, którą otuliła śmierć w czasach w których sen staje się najgorszym zdrajcą.Bagna Nahashinu ciągnęły się kilometrami i mogło minąć wiele dni zanim udałoby się nam dotrzeć do Andoralskiego Pogranicza. Od dnia w którym inkwizytorka zatraciła się w Pustce, Blackwall zaczął zachowywać się szczególnie dziwnie, był rozkojarzony, bardzo często zdawał się nie słyszeć co do niego się mówi. Gdy Żelazny Byk ciągnął drewniane nosze z nieprzytomną inkwizytorką, Blackwall zawsze dotrzymywał mu kroku, gdy przystawaliśmy na odpoczynek nie spuszczał jej z oczu. W tą noc, gdy to jemu właśnie przypadła nocna warta przebudził nas ze snu przerażający wrzask, jakby torturowanego człowieka. Prędko, chwyciłem za Biankę i stanąłem na nogi, tak jak i reszta grupy. To co zobaczyliśmy do dziś napawa mnie jednoczesnym zdziwieniem i przerażeniem. Blackwall, ze łzami w oczach stał nad nieprzytomną inkwizytorką z mieczem gotowym do przebicia jej piersi. Szamocząc się gwałtownie wyglądał tak, jakby walczył z niewidzialną ręką, która popycha ostrze w dół. Zdziwienie jakie mnie ogarnęło opóźniło moją reakcje, ale Morrigan była czujna i jeden ruch jej ręki z wielką siłą odrzucił Szarego Strażnika na kilka sążni. Biegiem zbliżyłem się sprawdzić czy z dziewczyną wszystko w porządku, gdy z ust lezącego na ziemi Blackwalla dobył się histeryczny śmiech.
- Oni wołają mnie - odezwał się , jego twarz wyglądała jak upiorna maska - Wołają z Pustki, wzywają mnie, mówią,że nadszedł mój czas. Nie zamykać wyrw, zabić tą co zapieczętowuje. Mroczne Pomioty, moi skażeni bracia wołają mnie!
Nie pamiętam dokładnie jaka była nasza reakcja, ale pamiętam dobrze przerażający śmiech, który zaraz po tym wydobył się z piersi Blackwalla.