Tak jak już pisałem w wątku dotyczącym wersji na Xbox One, na Xbox Series X gra pokazuje pazur, jazda wreszcie zaczyna sprawiać przyjemność, a grafika cieszy oko. No i znikają wszelkie problemy z optymalizacją.
Kompletnie nie rozumiem nostalgii ludzi za tym crapem. Miałem właśnie wątpliwą przyjemność w to zagrać, i wszystko wskazuje na to że gry nie ukoncze z powodu skrajnego zniecierpliwienia kompletnie nieprzemyślanymi rozwiązaniami. Nie powiem, na początku gra zachwyca ładnymi lokacjami i ciekawym zawiązaniem fabuły - szkoda tylko że na tym jej zalety się kończą. Drewniane i nieintuicyjne sterowanie kompletnie odbiera przyjemność z zabawy, jako że protagonista często robi nie to czego od niego oczekujemy. Jezuuu... ileż to razy musiałem powtarzać misję od nowa, ponieważ z powodu wadliwego sterowania czas na jej wykonanie mijał albo Ezio skakał zamiast ma sianko - na bruk i rozwalał sobie głupi łeb... A propos powtarzania misji - jeśli chcecie jakąś powtórzyć, zapomnijcie o tym dopóki nie skończycie całego rozdziału. Skrajnie idiotyczne rozwiązanie. Przez to ostatnia sekwencje przechodzę po łebkach, no przypadkowo pominąłem dwa filmiki. Niby później będę mógł to powtórzyć, ale to już nie to samo. Serio, Ubiszit? Uważacie że to w porządku?
No i ostatnia rzecz - co za popieprzony sadysta wymyślił misje parkouru na czas? Przy tym sterowaniu są one w wiekszosci niewykonalne!
Jednym słowem, wbrew temu co sądzi rzesza graczy moim zdaniem stare części serii o asasynach do Odyssey czy Origins nawet nie mają podjazdu. Może kiedyś robimy wrazenie, ale dziś to niegrywalne guano. Jeśli jakieś gry potrzebują porządnego remake, to właśnie na przykład Brotherhood.
Co racja to racja, w ósemce jeździło się bardzo przyjemnie - pod warunkiem że nie padał deszcz i nie było kałuż na trasie. :) Aczkolwiek i do dziewiątki z czasem się przekonalem, mam tam przegranych dobrze ponad 300 godzin. Tyle że w końcu mi się znudziła. Wszystkie trasy znam na pamięć, a gdy ostatnio udało mi się wygrać mistrzostwa WRC na poziomie 100/150 zdobywając absolutnie maksymalna ilość punktów stwierdziłem że czas ruszyć dalej i przesiąść się na nowsze produkcje ;)
Jednak po przesiadce z Xboxa One S na Xboxa Series X muszę grze zwrócić honor. Na wydajniejszym sprzęcie zniknęły wszelkie problemy z optymalizacja, co sprawia że dużo łatwiej steruje się samochodem, rzadziej się rozbijam, a jazda wreszcie zaczęła sprawiać mi frajdę. Szkoda że już nie mogę zmienić oceny, wystawiłbym obecnie 8,5/10, jako że nie wszystkie wady produktu zniknęły.
Dałem jednak grze kolejną szansę, i wreszcie udało się ją ukończyć zdobywając mistrzostwo świata WRC, co przy poprzednim podejściu zawaliłem. Aczkolwiek po odpadnięciu z zawodów w Monte Carlo i Meksyku już myślałem, że znowu wszystko stracone. Ale dzięki temu przynajmniej emocje były do samego końca. Mimo wszystko nie żałuję, choć zaraz po zdobyciu tytułu odinstalowałem grę i nie zamierzam do niej szybko wracać, głównie z powodu wymienionych już przeze mnie wyżej wad.
Zagrywam się obecnie w WRC 10. Pamiętam jak zjechałem w swoim czasie te grę w komentarzach, tyle że niedawno odkryłem, ile ona zyskuje po przesiadce na Xbox Series X. Jazda sprawia teraz niesamowita frajdę. A w kolejce czeka najnowszy dodatek do EA Sports WRC. A potem Dakar. Jeszcze długo będę miał w co grać. :)
No właśnie nie. Nazwy oesów z polskiego rajdu z DR2.0 to nazwy prawdziwych miejscowości czy jezior z okolic Łęcznej na Lubelszczyźnie, sprawdzałem to dawno temu. Tu Codemasters zdecydowanie przyłożyło się do roboty. :)
Rajdy w tamtych okolicach też bywaja organizowane, Rajd Nadwislanski np.
A co do super oesów masz rację, zapomniałem że przecież w najnowszym WRC ich nie ma... Żyje nadzieja ze dodadzą je w którymś DLC.
Jedna uwaga - Rajd Polski z Dirt Rally 2.0 to nie Mazury tylko Lubelszczyzna.
A na dodatek czekam i już mam zarezerwowana kasę. Sama gra bardziej mi się podoba, jest niesamowicie grywalna i już nie mogę się doczekać ścigania po mazurskich trasach i na Arenie Mikołajki (o ile ja zaimplementują).
Kupiłem w tym roku na wyprzedaży za grosze (paczka 8,9,10).
Wyglada na to, że kupiliśmy WRC 8 na tej samej promocji.
I jak z perspektywy czasu ocenia Kolega implementację zmiennych warunków pogodowych w grze? Mnie to właśnie odrzuciło, gdyby nie kałuże i nieprzewidywalne reakcje auta po wjechaniu w nie, zostałbym przy tej grze dużo dłużej. Po poprzednim wpisie widzę, że dla przedmówcy nie jest to aż tak denerwujące.
Zadałem sobie ostatnio trud przeczytania komentarzy użytkowników tego portalu na temat tej gry. Sporo tam różnych zarzutów pod jej adresem, które z racji niedawnego zakupu EA Sports WRC miałem okazję skonfrontować z rzeczywistością. I cóż...
Czy zdarzają się niedostatki graficzne, stuttering, spadki ilości klatek na sekundę? Jak najbardziej, zdarzają się.
Czy trasy wyglądają na nudne, nijakie i powtarzalne? Kwestia dyskusyjna, ale istotnie nie są tak urozmaicone jak w poprzednich WRC od Kylotonn.
Czy brakuje Super OS-ów? Owszem, brakuje zdecydowanie.
I czy to wszystko mi przeszkadza? W najmniejszym stopniu. Dawno tak świetnie się nie bawiłem przy żadnej grze rajdowej. Zasługą tego jest niezwykle miodny gameplay i przystępny model jazdy. Widać, że licencja WRC w końcu trafiła tam gdzie trzeba, do kogoś kto nie musi nabierać doświadczenia w tworzeniu tego typu gier bo robi to już od dawna. A wszystkie powyższe niedoróbki można spokojnie złożyć na karb konieczności przejścia na nowy silnik graficzny. Jestem pewien że w kolejnymi edycjami serii zostaną one poprawione bądź wyeliminowane.
Jedyne czego mi naprawdę brakuje oprócz pokazowych oesów to różne detale w rodzaju większego zróżnicowania uczestników rajdów w klasie WRC2 (bo z tego co widzę w każdym startuje ta sama lista 32 załóg) albo możliwości, jak w poprzednich WRC, podpisywania kariery z już działającymi zespołami zamiast konieczności tworzenia własnego.
Ktoś kilka miesięcy temu pisał, że wszystkie odcinki są robione na jedno kopyto i w przeciwieństwie do gier od Kylotonn tu nie zapamiętał praktycznie ani jednego charakterystycznego miejsca w żadnym rajdzie. Może to zasługa bardziej jednorodnej grafiki w tej grze, w każdym razie ja takich miejsc zapamiętałem sporo - zjazd z góry serią prostych i nawrotów w Sardynii, miasteczko z wąskimi uliczkami w Korsyce, wioskę w Czechach, plac z odgrodzonym biało-czerwonymi barierkami torem jazdy w Monte Carlo, dużą hopę w Szwecji (to nie był bodajże Colin's Crest?), serię zakrętów 90 stopni wokół baraków w Indonezji, czy kolejną wiochę w Meksyku (aczkolwiek tę jak przez mgłę, nie byłem wtedy, eufemistycznie rzecz ujmując, tak do końca trzeźwy). Nie jest tak źle. Zresztą mam wrażenie że Kylotonn brał najbardziej charakterystyczne elementy z każdego rajdu i wtłaczał je do kilku krótkich odcinków. Stąd ta różnorodność. Projekty tras z WRC od Codemasters imho lepiej oddają rzeczywistość.
No i przydałaby się informacja, kiedy następna edycja albo czy przynajmniej dostaniemy jakiś Season Pass z aktualizacją do obecnego sezonu. Chętnie pojeździłbym w Rajdzie Polski albo Łotwy.
Pewnego dnia czekając na dostawę zamówionego EA Sports WRC natknąłem się na promocję WRC 8 i, ponieważ kosztowała grosze i byłem ciekaw jak wyglądało to ogniwo ewolucji dzieł od Kylotonn, zakupiłem i trochę pograłem. Cóż... uznałbym tę produkcję za najbardziej udaną od tego studia, ponieważ:
- z jednej strony model jazdy jest bardzo przystępny i przyjemnie arcadowy, jak w WRC 7, za to auto już nie przypomina lekkiego kartonu wylatującego w kosmos na najmniejszym wyboju (też jak w WRC 7), no i system kariery został znacznie rozbudowany, dzięki czemu gra przestała być prostą rajdówką
- z drugiej zaś są dwa aspekty uniemożliwiające czerpanie pełnej przyjemności z rozgrywki, co dyskwalifikuje tę edycję: wybitnie loteryjna reakcja auta po wjechaniu w kałuże, która implikuje bardzo uważną i przez to wolniejszą jazdę w trakcie deszczowej pogody, i fakt że leje w co drugim rajdzie; ludzie, ja rozumiem że może lać w Walii w październiku, ale na Korsyce wiosną albo w Finlandii w sierpniu? I to cały weekend? Serio? Niby taka pierdoła, a kompletnie zrujnowała cały fun jaki zacząłem odczuwać po przetestowaniu gameplayu i modelu jazdy. Tym bardziej że nie widać aby komputerowym przeciwnikom deszcz przeszkadzał, czasy oesów osiągali jak na suchym. Trochę to frustrujące. Mimo wszystko za postępy względem 7 oceniam na 6, właśnie za gameplay i model jazdy.
Szkoda, że w kolejnych edycjach Kylotonn poszedł za bardzo w symulację, przez co seria stała się właściwie nie wiadomo czym. Za trudna dla fanów arcade, za łatwa dla wielbicieli symulacji spod szyldu Richard Burns Rally...
To dzięki tej grze polubiłem klimaty cyberpunku. Daje 8.5, bo nie jest tak oldskulowo piękna jak "Bunt ludzkosci", i ma kilka wad których nie ma poprzednik.
Primo, sprawia wrażenie niedokończonej. Ostatnie sceny w grze sugerują dalszy ciąg, którego, jak wiadomo, już się raczej nie doczekamy, bo kolejna część raczej nie powstanie.
Secundo, grafika nie jest taka lekko niewyraźnie miodna jak w poprzedniku, tylko sterylna i kanciasta. Nie podoba mi się to.
Tertio, brakuje bossów z prawdziwego zdarzenia. Ten jeden, którego mamy, jest do załatwienia w banalny sposób.
Quarto, hakowanie bardziej mi się podobało w poprzedniej części.
Żeby nie było, "Rozłam ludzkosci" ma też zalety których brakowało u poprzednika. Choćby niektóre przydatne wszczepy w rodzaju tesli. No i system wyczerpywania i ładowania baterii jest tu lepiej pomyślany.
Reasumując, grę gorąco polecam. Ale jeszcze goręcej - poprzednia część.
Bez wątpienia jedna z najlepszych gier w jakie zdarzyło mi się kiedykolwiek zagrać.
Pierwszy był wydany kilka lat później "Rozłam ludzkosci". Aby być zaznajomionym z fabuła, obejrzałem wcześniej kilkunastominutowy filmik wprowadzający streszczający wydarzenia z "Buntu ludzkosci". Gameplay i cyberpunkowy klimat tak mi się spodobał, że mimo spoilerów postanowiłem ograć też poprzednika. I wsiąkłem na dobre. Nic mi nie przeszkadzało. Ani tracąca już lekko myszką grafika, ani wiedza o tym co się wydarzy, ani też brak niektórych wszczepów z kolejnej części. Wczoraj skończyłem i przez kilka minut po wyłączeniu gry siedzialem w fotelu jak ogłuszony, chłonąc refleksje na temat dokonanego przy zakończeniu wyboru i tego co mógłbym zrobić lepiej. I żałowałem że skończyło się tak szybko. Szkoda, że kolejna część najprawdopodobniej w ogóle nie powstanie.
Bardzo przyjemna, lekko odmóżdżająca gra kryminalno-fabularna na dwa, góra trzy wieczorne posiadówki przy szklaneczce whisky. Zagadki nie są szczególnie trudne do rozwiązania, walk z demonami moim zdaniem mogłoby nie być- niepotrzebnie wydłużają grę i nie są szczególnie trudne, zaś robotę robi znakomity, mroczny klimat. BTW, byłem totalnie zaskoczony rozwiązaniem zagadki, przez prawie całą grę spodziewałem się, że mordercą jest ktoś inny. Moim zdaniem warto zagrać, jeśli nie nastawiasz się na wyzwanie, a bardziej na interaktywny film.
Trochę w to pograłem i powiem tyle, że co prawda nie czerpałem z tego aż takiej przyjemności jak z gry w Dirty, ale też nie doświadczyłem takiej frustracji jak przy WRC 7 albo 10 od Kylotonn.
Na plus muszę zapisać grze przeogromną zawartość, na co składa się spora ilość lokacji i samochodów, mozliwosc cofniecia czasubi powtorzenia nieudanego manewru, oraz po przyzwyczajeniu całkiem przyjemny model jazdy.
Na minus - grafika już w momencie wydania gry nieco odstawała, fatalne udźwiękowienie (jako osoba niedosłyszącą bardzo zwracam na to uwage) i brak na zakończenie kariery prawdziwych długich mistrzostw w stylu WRC. Takie "finis coronat opus".
Mimo wszystko uważam że za te 7 zł na promocji było warto. Ot, taki solidny średniak.
Kupiłem tę grę zachęcony niesamowitym klimatem jej poprzednika, Limbo. Nie zawiodłem się. Produkcja wciąga jak bagno, ukończyłem ją w trakcie dwóch krótkich posiedzeń. Pewnie ograłbym w jeden dzień, tyle że trzeba było jeszcze chodzić do pracy. Graficznie bardzo ładna, nie jest tak uboga pod tym względem jak Limbo, ale udało się zachować mroczny, ponury klimat. Na plus zagadki logiczne, nie są tak trudne i karkołomne niczym w poprzednim dziele Playdead. Na kolejny plus bardzo budujący morał - w kupie siła. Kilka razy zdarzyło się, że jedyną możliwością przejścia dalej była współpraca z grupą NPC-ów, sam końcówka też tego wymagała. A zakonczenie, gdy udaje się wreszcie wydostać z mroku uniwersum na ożywcze światło nadziei - cudo! Nie zgadzam się z przedmówcami piszącymi że brakuje tu jakiejś spójnej fabuły. Brakuje, bo tak ma być. Gra ma pozostawiać pole wyobraźni gracza, szczegóły należy dopowiedzieć sobie samemu, uważnie obserwując otoczenie i poziomy.
Jedyny drobny minusik stawiam przy braku muzyki. Taka produkcja aż prosi się momentami o jakieś niepokojące melodie, budujące atmosferę grozy. Gdyby nie to, wystawiłbym ocenę 10.
Godny następca poprzedniej części, rozwijający kilka aspektów takich jak eksploracje grobowców, sposoby wspinaczki czy otwartość świata gry. Design też bardzo przyjemny. Imho trochę za dużo walki, przez co pod koniec zaczynałem czuć lekkie znużenie. Jednak spędziłem czas na tyle przyjemnie, że ocenię ta część trylogii na 8,5.
Nie rozumiem tak wysokich ocen tej gry. Przecież to nieintuicyjne, totalnie wkurzające g...! Gracz rzucany jest w otoczenie przeciwników, którzy dostrzegają go z łatwością, po czym otaczają i eliminują na przestrzeni kilkunastu sekund, nie dając najmniejszej szansy na skuteczną obronę! Jedyna możliwością przejścia większości poziomów jest kilka zgonów połączonych ze względnym zapamiętaniem gdzie w najbliższej okolicy znajduje się amunicja, pancerz i bronie. Tylko wtedy można przeżyć, ale też trzeba mieć mnóstwo szczęścia. Daje 2, bo gra niewątpliwie budzi sentyment związany z dawnymi wydaniami serii, np. Return to Castle.
Dodać należy, że Old Blood cierpi na chorobę, która opętała większość współczesnych strzelanek Bethesdy - mianowicie promowanie szybkości i farta ponad taktyczne podejście. Coś podobnego można zaobserwować np. w Doomie z 2016.
No cóż, News Order jakoś zmęczyłem i przeszedłem całość. Tych popłuczyn po dawnych Wolfkach nie zamierzam. Szkoda mojego cennego czasu i nerwów.
Ominęła mnie era pierwszych, pikselowatych Tomb Raiderow, więc do grania przystępowałem bez większych sentymentów ani większych oczekiwań. Stąd zaskoczenie tym jak bardzo mnie przygody Lary wciągnęły.
Na plus zaliczyłbym:
- satysfakcjonujący gameplay
- świetnie wyważony poziom trudności eksploracji i walki, oferujący wyzwanie ale bez frustracji,
- bardzo ładna jak na poprzednią generację konsol grafika
- bardzo dobra optymalizacja, na moim nieco leciwym już Xboxie One S gra chodziła płynnie i bez przycięć
- przejrzysty system rozwoju postaci
Na minus zaś:
- niezbyt wciągająca fabuła,
- brak charakterystycznych postaci drugoplanowych czy charyzmatycznego głównego antagonisty
Podsumowując, na pewno jeszcze kiedyś wrócę do tej gry. Czerpałem z niej olbrzymią przyjemność.
Nigdy nie było mi dane zagrać w oryginalną wersję Alana Wake'a, postanowiłem to nadrobić niedawno kupując remaster. No cóż... nie mam pojęcia dlaczego ta gra doczekała się statusu kultowej. Za samą misje walki z sanitariuszem w altanie w rozdziale chyba 3. ten kto to zaprojektował powinien mieć dożywotni zakaz pracy w gamedevie. Oprócz tego jest jeszcze kilka takich starć które trzeba wielokrotnie powtarzać z powodu zbyt małej ilości amunicji przewidzianej przez twórców gry na ten etap (a należy tu dodać, że demony do których strzelamy to prawdziwe gąbki na pociski), albo drewnianej mechaniki poruszania się postaci. Albo też dlatego że ktoś uznał iż całkiem fajnie będzie zaimplementować do gry szybko wyczerpujące się baterie do latarek które trzeba co chwila wymieniać. Na Boga... przecież w rzeczywistości nawet kiepskie baterie wytrzymują przynajmniej kilka godzin! Sztuczne utrudnianie gry i marnowanie mojego czasu jako gracza. Żałuję wydanych pieniędzy, a średnia ocen tego czegos wydaje mi się i tak za wysoka. Oby studio które popełniło oryginał jak i remaster zbankrutowało i nie wróciło. Co za frustrujące guano...
Napiszę tak... gdybym zagrał w DA:I przed Wiedźminem 3, byłbym oczarowany. Podobałaby mi się nietuzinkowa jak na tamte czasy fabuła, śliczna bajkowa grafika, jak i dwupoziomowy, taktyczno-strategiczny gameplay. Nawet powtarzalność zadań pobocznych by mi nie zawadzała. Tylko że Wiedźmin 3 i Skyrim zdążyły mnie zepsuć, zanim nadrobiłem po latach grę roku 2014. Tak więc oceniam na 7. ??
Wspaniała gra. Psychodeliczny klimat, grafika świetna jak na budżet produkcji, jedynie zagadki środowiskowe potrafią momentami dawać w kość - kilka razy musiałem sięgać po poradę na YouTube. Z początku chciałem też obniżyć ocenę gry za trudność walki, dopóki nie odkryłem (co prawda dopiero po przejściu 2/3 fabuły) jak bardzo pomaga w ich trakcie umiejętność skupienia. Cóż, za sam pomysł i baaardzo przyzwoity poziom wykonania nie mogę dać mniej niż 10. Zwłaszcza że sama gra ma walory edukacyjne, poruszając ważny wątek chorób psychicznych wciąż będących w pewnym stopniu tematem tabu.
Jedna z ciekawszych i bardziej wciągających produkcji w jakie ostatnio grałem. Potrafi trzymać w napięciu, szczególnie przy dialogach z policjantami albo z Jarodem. Potrafi też chwytać za serce. Na plus klimat amerykańskiej prowincji, długich niekończących się autostrad poprzecinanych motelami, dinerami i stacjami benzynowymi. No i motyw amerykańskiego filmu drogi i legendarnej Route 66 dosłownie wylewający się z ekranu. A także fakt iż znalazło się miejsce dla elementów survivalu - podstawą przetrwania w grze jest pamiętanie o tym by jeść, pić, odpoczywać i zawsze mieć chociaż kilka dolarów w kieszeni.
Jedyne minusy jakie znalazłem to nieintuicyjne wybory w trakcie dialogów - nie zawsze można przewidzieć konsekwencje naszych odpowiedzi, przez co powstaje wrażenie że fabułę w większym stopniu pcha do przodu przypadek niż nasze działania. Nie jest to jednak nic co odbierałoby mi niekłamaną przyjemność przechodzenia tej gry.
Niedawno skończyłem ogrywać. Cóż, mógłbym tu napisać to samo co o poprzedniej części, bo też obydwie niewiele się różnią. Na plus świetny klimat postapo, strzelanie, atmosfera ciągłego zaszczucia, fabuła i udźwiękowienie. Na minus z kolei:
- mało czytelne momentami lokacje (nie zawsze wiadomo co robic i gdzie iść),
- fakt że tym razem więcej misji wykonujemy na powierzchni niż w poprzedniej części
- nierówny poziom misji, przez co większość gry przechodzi się co prawda płynnie, ale pod koniec dramatycznie brakuje filtrów do maski, więc łatwo zginąć; twórcy mogli pomyśleć o ich gęstszym rozmieszczeniu albo tak żeby nie trzeba ich było długo szukać
Summa summarum to taki bardzo mocny średniak. Nic szczegolnie specjalnego, ale da się czerpać przyjemność z grania.
Jeden z najlepszych sandboxów w jakie kiedykolwiek grałem. Przedmówcy pisali, że bawili się przy Sleeping Dogs lepiej niż przy GTA - należę do tego samego klubu. Z najlepiej zapamiętanych zalet mogę wymienić:
- ciekawa, trzymająca w napięciu fabuła, o wiele dojrzalsza niż w GTA, może z wyjątkiem czwartek części serii od Rockstara
- kapitalny system walki wręcz
- aktywności poboczne, które nie nużą, jak wykonywanie misji dla randomow o ile stoimy po stronie triad, czy też interwencje policyjne
- efektowność, co szczególnie widać przy pościgach samochodowych albo finiszerach podczas bójek
- śliczna grafika, jak na tamte lata wręcz niesamowita
- ładnie odwzorowane, duże, żyjące miasto, bardzo podbija to immersję
Z minusów przypominają mi się:
- lekko skopana optymalizacja, w niektórych momentach obraz delikatnie śnieżył
- denerwujące momentami misje poboczne, te gdzie trzeba wyeliminować strażników triad pilnujących kamer aby móc je zhakować; niestety trochę za wielu ich było i nazbyt dobrych w walce, przez co do jednej lokacji trzeba było podchodzić po kilka razy
- trochę ubogi model jazdy, ale do tego szybko przywykłem na szczęście
- dlc zacznie odstające poziomem w dół od gry głównej
Ciężko też było przyzwyczaić się do ruchu lewostronnego, ale zdaje sobie sprawę że jego zaimplementowanie w grze to konieczność ze względu na chęć wiernego odwzorowania Hongkongu.
Ogólnie rzecz biorąc bawiłem się świetnie i prawdopodobnie do Sleeping Dogs jeszcze wrócę.
Jeśli już wydaje się remaster, to wypadałoby chociaż poprawić takie drobiazgi jak misje nie do przejścia, a konkretnie ta gdzie trzeba zlikwidować brumaka strzelając w działka na ramionach a potem likwidując jeźdźca. No nie da się. To wielkie g...o jest zbyt ruchliwe i sterując padem ciężko trafić w te działka, które w dodatku wymagają paru magazynków do likwidacji, za to cholernemu potworowi wystarczy kilka pocisków by wysłać protagonistę w zaświaty. Niby towarzyszy nam w te walce inna postać, ale jest kompletnie bezużyteczna, jako że brumak szybko się z nią rozprawia. Było już kilka takich misji, przy których się męczyłem, ale ostatecznie udawało się je przejść. Tej jakoś przejść nie mogę. Stąd, przez te negatywne emocje jakich właśnie doświadczam, tak niska ocena. To absolutnie nie do przyjęcia, zwłaszcza na normalnym poziomie trudności.
Od czego by tu zacząć... No cóż - wyrazy uznania dla KT, osiągnęli coś co mało który developer potrafi. Mianowicie zdołali sprawić że każda kolejna część serii jest gorsza od poprzedniej.
Żeby nie było, pewne aspekty w WRC 10 wyszły lepiej niż w 9. Primo, pojazdy sprawiają wrażenie cięższych i bardziej przewidywalnych w prowadzeniu, przez co najechanie na wybój czy pzywalenie w słupek nie kończy się wielokrotnym koziołkowaniem. Secundo, ziszczenia do jakich dochodzi w trakcie rajdu nie są już tak frustrujące. W 9 kilka obcierek bokiem o barierkę potrafiło kompletnie zdewastować całą mechanikę rajdówki.
Co się tyczy wad:
1. Gra jest jeszcze bardziej niz poprzedniczka megafrustrująca na padzie. Może gdybym grał na kierownicy byłoby łatwiej, nie wiem... Dla jednej gry nie będę jednak kupować kontrolera za kilka tysięcy. Sterowanie w tej części wymaga jeszcze większej precyzji, auta są niesamowicie czułe na poruszenia gałki analogowej, przez co łatwo o błąd.
2. Chory poziom trudnosci w niektórych rajdach. Grałem na poziomie 75, potem obniżyłem do 60, następnie nawet do 50, i wciąż mimo bezbłędnej jazdy nie byłem w stanie wygrać niektórych rajdów czy oesów. Dotyczy to zwłaszcza rajdów rocznicowych. Wygrać je na padzie - niepodobieństwo...
3. Słabiutkie oświetlenie, co zmusza do częstego włączania kiepskich reflektorów, które nie poprawiają znacząco sytuacji. Nocne odcinki to koszmar
4. Nierealistyczne cele jakie stawia nam gra. Np. trzeba zaliczyć w ciągu 6 tygodni 3 treningi, a potem gra oferuje nam do wyboru tylko jeden...
5. Fizyka jazdy na asfalcie. Nie wiem czemu jest tak chwalona. O wiele ciężej opanować tam auto niż na szutrze.
Jeszcze kilka pierdół wpływających ujemnie na ocenę gry by się znalazło. Nie rozumiem jak można było dokonać takiego regresu od całkiem mimo wszystko udanej siódemki, w którą się trochę zagrywałem na padzie i czerpałem z tego przyjemność. Momentami miałem ochotę zadedykować Kylotonn piosenkę Kukiza "Virus SLD", ze szczególnym uwzględnieniem dwóch pierwszych wersów, taki poziom osiągała moja frustracja.
Liczę na to że WRC od Codies okaże się bardziej grywalna. Zarówno z gry w Dirt 4 jak i Dirt Rally czerpałem duuużo przyjemności. Co do odchodzącej powoli w przeszłość serii od KT, planowałem sprawdzić jeszcze ich Generations, ale słysząc że niewiele się różni od 10, raczej sobie opuszczę.
Jakiś czas temu dorwałem za grosze tę część Far Cry'a, po czym zachęcony pozytywnymi recenzjami i określeniem trójki najlepszą częścią serii zagrałem nie zwlekając. Cóż, potrafię zrozumieć graczy zachwycających się tą częścią serii albo czujących do niej nostalgię, ale osobiście nie rozumiem o co tyle szumu.
Zacznijmy od grafiki. Fakt, gra ma już dychę na karku, ale to jeszcze nie powód by obniżać ocenę. Tym bardziej że lokacje wciąż potrafią cieszyć oczy, o ile nie przyglądamy się zbyt uważnie trawie czy innej roślinności. Mimika twarzy postaci również brzydko się zestarzała, podobnie jak część tekstur.
Przejdźmy do rozgrywki. Eksploracja wyspy bardzo przyjemna, feeling strzelania niezwykle pozytywny, aczkolwiek nie podobał mi się system craftingu. Zamiast polować by zdobyć materiały na większe torby, które pomieszczą więcej broni czy amunicji, bardziej logicznym rozwiązaniem byłoby odblokowywanie ich po spełnieniu określonych warunków albo wraz z postępem fabuły, w ostateczności zakup w jakimś sklepie na mapie.
Krążą opinie że gra sporo traci na zabójstwie pierwszego z antagonistów, Vaasa, i jestem skłonny podzielić tę opinię. Rządzona przez niego wyspa oferuje ciekawsze misje i zwyczajnie wygląda dużo lepiej. Po przejściu na drugą wyspę, zamiast przeciw malowniczym hordom piratów, zaczynamy walczyć przeciw zwykłym najemnikom, co rodzi poczucie sztampy i powtarzalności. Kolejny antagonista, Hoyt, też niczym specjalnym się nie wyróżnia. Dla mnie cała gra mogłaby się kończyć po odblokowaniu całej północnej wyspy, bez ekspansji na południe. Przez to w drugiej części gry wkradło się już znużenie i końcówkę przechodziłem trochę na siłę.
Są jeszcze pewne drobne błędy, np. postać klinujaca się na byle kamyczku, czy wkurzające walki z bossami, stworzone jako QTE, i to z bardzo małym czasem reakcji na pojawiające się na ekranie komunikaty. Przez to końcowa potyczkę z Hoytem musiałem powtarzać wiele razy, co skutecznie wybiło mnie z immersji.
Podsumowując, gra bardzo przyzwoita, ale czy rewelacja? Hmm... Nie. Potrafi miejscami oczarować, ale im dalej w las, tym nudniej i tym częściej przebija się do świadomości myśl: "panie, to już było".
Dobrze, że na grę wydałem tylko kilkanaście Zeta w promocji, w przeciwnym wypadku byłbym nieziemsko wkurzony. Gra jest średnio grywalna, i pisze to z perspektywy osoby grającej na padzie, nie na kierownicy. Myślałem że to w WRC 7 auto zachowuje się nieprzewidywalnie, ale ta część (ósemkę pominąłem, nie grałem) przebija ja pod każdym względem i to w negatywnym znaczeniu. Jedyny plus jest taki że auto po wyjechaniu na pobocze nie robi gwałtownych podskoków kończących się często dachowaniem. Niestety, ale gra m dużo więcej wad niż zalet:
1. Auto strasznie nerwowo reaguje na gałki i przyciski kontrolera, ciężej je opanować niż w WRC 7.
2. Wciąż zdarza się że najechanie na wystający kawałek skały kończy się wywaleniem auta w kosmos, a trafienie w drewniany słupek zaawansowanymi, nieodwracalnymi uszkodzeniami.
3. Nawet na niskich poziomach trudności mam olbrzymi problem z wygrywaniem odcinków specjalnych i całych rajdów, i to w sytuacji kiedy po wielokrotnym powtórzeniu danego oesa udaje mi się przejechać go bezbłędnie. Mam wrażenie że gra dodaje skrycie kilka sekund kary do czasu przejazdu za każdy błąd.
Cóż, ta edycja WRC ma też kilka fajnych rozwiązań, jak drzewko rozwoju, zarządzanie zespołem, treningi i reperacje samochodu, itp. Coz z tego, kiedy spieprzony dokumentnie model jazdy na padzie całkowicie odbiera przyjemność z rozgrywki. Jakoś przebrnąłem przez mistrzostwa Junior WRC, WRC 2, WRC 3, a w połowie sezonu WRC stwierdziłem że szkoda dalej się męczyć i to odinstalowałem. Oby KT nigdy już nie dostało licencji na oficjalną grę rajdowa. Codemasters potrafi to dużo lepiej, w każdym razie z ich gier czerpałem zawsze dużo większą przyjemność. Nawet z Dirt Rally, i to na padzie, zauważcie państwo.
To prawda, teraz się przekonałem że siódemka to jedna z najprzyjemniejszych części serii dla osób nie grających na kierownicy. Może i masz rację, że 4 to zbyt niska ocena, jednakowoż przy siódemce trochę nerwów też zjadłem i wciąż to dobrze pamiętam. A w dodatku po jej przejściu zainstalowałem sobie Dirt Rally i, o dziwo, na padzie grało mi się wyjątkowo przyjemnie, miałem wrażenie że samochód lepiej się słucha. Czułem jego wagę, a po wyjeździe na pobocze nie szalał tak jak w WRC 7. Stąd ocena tylko 4/10, aczkolwiek doskonale rozumiem dlaczego czerpales przyjemność z gry w ta część. No nic, dam jeszcze szansę 9 i 10 części, które niedawno zakupiłem. Za bardzo lubię gry rajdowe żeby tak po prostu odpuścić.
Niestety wydaje mi się że wystawiłem tej grze zbyt niska ocenę patrząc z perspektywy czasu. Po tym jak przekonałem się, jakim g...nem są najnowsze odsłony WRC od Kylotonn, ocenilbym ja na 4. Tu przynajmniej da się grać i wygrywać na padzie.
Świetna, klimatyczna strzelanka rodem z pogranicza kosmicznej gry akcji i survival horroru. Podążając ciemnymi, ciasnymi korytarzami praktycznie przez cały czas nerwy mamy napięte jak postronki, ponieważ nigdy nie wiadomo skąd może zaatakować nas potwór albo wręcz całe stado. Co gorsza, one pojawiają się dosłownie znikąd, np. w miejscu gdzie jest wydawałoby się lita ściana nagle pojawia się otwór, a w nim... już się pewnie domyślacie.
Większych minusów gry nie uświadczyłem - może poza faktem że nawet na łatwym poziomie trudności gra potrafi być wredna i niewybaczajaca błędów. Mimo to bawiłem się całkiem nieźle, aczkolwiek o poziom wyżej stawiam serię Metro 2033.
Nie lubię klimatu postapo, ale przy tej grze bawiłem się wprost znakomicie. Wszystko mi się podobało - gęsta atmosfera grozy, fabuła, niski stopień skomplikowania rozgrywki stanowiący jednak miejscami wyzwanie, ukształtowanie graficzne lokacji, jak i mechanika strzelania. Aha, jeszcze jedno - to że często gra premiuje przekradanie się zamiast przebijania bojem przez hordy wrogów.
Ocena obniżona o pół pkt za to że w niektórych momentach gra potrafi być nieintuicyjna, tzn. nie bardzo wiadomo co robić, gdzie iść, a kompas którym dysponujemy nie bardzo pomaga.
Nie do końca odpowiadał mi również fakt niejako spłaszczenia roli czarnych cieni do zwykłych przeciwnikow, których unicestwienie jest naszym głównym celem, podczas gdy w książce kwestia ich zamiarów była zacznie bardziej niejednoznaczna i skomplikowana. Ale rozumiem że gry rządzą się swoimi prawami, więc nie będę za to obniżał oceny.
Pograłem jakieś 30 godzin kończąc najpierw fabułę a potem kontynuując karierę w roli kierowcy-managera zespołu i cóż... Gra niewątpliwie ma potencjał, ale konkretnie spartolony przez:
1. Wyścigi w których jesteśmy niesprawiedliwie traktowani, gdzie AI wystarczy jedno stuknięcie w nasz samochód by posłać nas w bandę, a my nie jesteśmy w stanie zupełnie ruszyć przeciwnika.
2. Ułomny drugi kierowca, który często robi błędy nawet na najwyższych poziomach ulepszeń, a my mamy zablokowaną możliwość jego zmiany. Jeśli zmuszanie nas do zatrudnienia czarnoskórego kierowcy który kompletnie się do niczego nie nadaje miało być elementem political correctness i symbolem walki z rasizmem to cóż... Moim zdaniem jest to całkowicie przeciwskuteczne posunięcie. W poprzedniej części gry, z 2019, najlepsi drudzy kierowcy potrafili regularnie punktować na podium, a tutaj podium w wykonaniu pana Manzi jest zjawiskiem nadprzyrodzonym.
3. Przy dużych prędkościach na torze z pewnością nie pomaga fakt że konsoli zdarza się przyciąć albo zaliczyć spory spadek FPS przy co bardziej skomplikowanych graficznie miejscówkach.
4. Kompletnie nieprzewidywalne zachowanie samochodu, który potrafi wpaść w poślizg sam z siebie. Przy włączonych na maksa wszystkich asystach prowadzenia. WTF?
5. Kto do cholery wymyślił wyścigi w śniegu? Nie przypominam sobie by jakiekolwiek poważne imprezy tego rodzaju były organizowane w tych warunkach klimatycznych. Niezwykle ciężko jest je wygrać tym bardziej że przeciwnicy jadą jakby mieli pod sobą suchy tor a nie gołoledź...
6. Brak kwalifikacji przed wyścigiem. Przez to często zmuszeni jesteśmy przedzierać się ze środka albo końca stawki, co biorąc pod uwagę wszystkie powyższe to z reguły droga przez mękę...
W mojej opinii poprzednia część była duuużo lepsza, a już z pewnością nie przyprawiała mnie o napady zdenerwowania.
P.S. Byłbym zapomniał. Bolidami open wheel kompletnie nie da się jeździć. Wystarczy drobne zahaczenie kołem o rywala i samochód zalicza obrót o 180 stopni, szczególnie przy dużych prędkościach. Porażka. Oczywiście rywale sterowani przez komputer nie mają tego problemu, ich bolidy prowadzą się stabilnie i są nie do ruszenia, niczym skała.
Świetny artykuł, aż się zalogowałem by dać plusy tym którzy potrafią podzielić się rozsądną opinią, a minusy tym których przerosło przeczytanie artykułu ale dodanie prześmiewczego komentarza już nie.
Tylko na obecną generację? Trzeba będzie w końcu kupić nowego Xboxa... Czeka mnie ciężkie zadanie racjonalnego uzasadnienia tego wydatku przed żoną. xD
Przyznam że kompletnie nie rozumiem nostalgii za tą grą. Model jazdy jest ciężki do opanowania, przypomina ślizgającą się po lodzie mydelniczkę. Wygrywać idzie spokojnie, ale do przyjemności to nie należy. Trasy też mające mało wspólnego z rzeczywistością, napierdzielone wszędzie zakrętów bez opamiętania, jeden po drugim, podczas gdy np. w Rajdzie Finlandii czy Australii spokojnie da się w realu znaleźć długie odcinki. Moim zdaniem gra mocno przeciętna.
Gra na początku może i sprawia przyjemność, ale czym dalej tym więcej wychodzi błędów popełnionych przez twórców:
1. Nierówny poziom trudności, sprawiający że niektóre wyścigi z łatwością wygrywa się na hardzie, a inne nawet na easy można wygrać wyłącznie dzięki szczęściu.
2. Niewidzialne ściany i narożniki, które pozbawiły mnie niejednego zwycięstwa w zawodach o których decydowały ułamki sekund.
3. Sztuczne utrudnienia w wyścigach, na przykład pojazd wyjeżdżający w trakcie zawodów drag i tarasujący całą ulicę, tak że nie da się przejechać i go ominąć, co kończy się oczywiście zderzeniem i wyeliminowaniem z wyścigu.
4. Nie wspomnę już o problemach z uruchomieniem gry na nowszych wersjach windowsa. Mimo posiadania oryginalnej płyty musiałem ściągać pirata (!) by w ogóle móc w nią zagrać.
To wszystko sprawia że ten NFS momentami bywa tak denerwujący i frustrujący, że nie ratuje go nawet świetny soundtrack ani niezła grywalność. Ocena 1.
Ta gra to kompletna porażka. Czytam opinie, że w porównaniu do WRC 5 i 6 jest ona "krokiem w dobrym kierunku". W takim razie ciężko mi sobie wyobrazić, jakim crapem musiały być poprzednie odsłony. Może na kierownicy jest lepiej, ale na padzie gra się tak sobie.
Po pierwsze, wskazówki pilota. Zakręty są fatalnie opisane, zdarza się że wiraż który gra ocenia na szerokie 5, ja opisałbym najwyżej na 2, czyli bardzo wąski. I na odwrót.
Po drugie, restarty. Z jakiej racji gra ogranicza mnie na przykład do 5 restartów na poziomie średnim, zamiast pozwolić ustawić tę opcję samemu jak np. w Dirt 4? Zdarzało się że przez to zawaliłem rajd nie będąc w stanie czysto przejechać trudnego technicznie oesa.
Po trzecie, oświetlenie. Wszystko jest szarobure i mroczne, przez co odcinki odbywające sie o świcie, w nocy czy wieczorem to loteria, bo nie widać dobrze drogi, a reflektory auta zaimplementowane w grze są chyba tylko dla ozdoby. W Dirt Rally 2.0 czy Dirt 4 jest dużo lepiej, odcinki nocne mają klimat i ich przemierzanie daje prawdziwą frajdę.
Po czwarte, nierówny poziom trudności. Na poziomie średnim mistrzostwo Junior WRC idzie zdobyć z łatwością, na poziomie WRC 2 zaczynają się schody, ponieważ niektóre rajdy idzie ukończyć z przewagą kilku minut nad kolejnym zawodnikiem, zaś w innych mimo bezbłędnej jazdy kończy się oes ze stratą pół minuty. Zaś w kategorii WRC zdobycie mistrzostwa to mission impossible. Można co najwyżej, przy kilku uśmiechach fortuny, zakończyć sezon na najniższym stopniu podium.
Po piąte, nieprzewidywalność zachowania auta. Najechanie na ten sam wybój na tym samym zakręcie z tą samą prędkością w jednym przypadku kończy się lekkim podskoczeniem samochodu, w innym - spektakularnym dachowaniem.
Jednym słowem, żałuję zakupu.
Panowie, opłaca się kupić tę wersję za 164 zł, jeśli wcześniej grałem tylko w 7. część serii? Mam na myśli wydanie płytowe, bo tylko takie mnie interesuje.
Jeśli chodzi o sam wątek nielegalnych wyścigów, to Midnight Club II i III też się mogą nadać - tyle że tam nie ma tuningu.
W takim razie zacznę polować na wydania serii WRC. Jeszcze raz wielkie dzięki! :)
Piękne dzięki za odpowiedź. :) W takim razie spróbuję serii WRC, mam tylko pytanie - czy poziom trudności zbliżony jest do Dirt Rally 2.0, w które aktualnie się zagrywam, czy, jak mam nadzieję, niższy? W Dircie jestem w stanie przyjemnie się bawić prowadząc auta przednionapędowe, ale to wszystko. Od mocniejszych wozów się odbijam.
W Dirta 5 kiedyś przez chwilę grałem na gamepassie, ale to nie to czego szukam. Mi zależy bardziej na grze w klimatach ściśle rajdowych, z oesami pokonywanymi pojedynczo na czas, bez kontaktowej rywalizacji z innymi samochodami. I jeszcze żeby był jakiś tryb kariery, bo w Dirt Rally niestety jest on śladowy.
Panie i panowie, krótka piłka.
Poszukuję gier rajdowych wydanych na Xbox One, w które grałoby się lekko i przyjemnie na padzie, jak w Dirt 4 w trybie arcade (nie symulacyjnym). Czy WRC 9 albo 10 się nada? Pomożecie?
Grę ukończyłem dwa miesiące temu i bardzo mi się podobała. Nie załapałem się na nią w momencie jej premiery, więc zagrałem w nią dopiero niedawno, gdy była w promocji i w wersji na Xbox One. Zdaję sobie sprawę, że została stworzona dla kooperacji, a ja grałem solo, przez co kilka razy w ciągu rozgrywki zaliczyłem parę zgrzytów, na przykład:
- ukazane cutscenki z całą czwórką głównych bohaterów, podczas gdy ja grałem tylko jednym,
- misje gdzie ciężko było się przebić przez hordę zombie, ewidentnie stworzone pod co-opa,
- niezwykle ciężki do zabicia główny boss na koniec gry, wyraźnie stworzony do rozwalenia nie w pojedynkę, ale co najmniej samowtór.
Mimo wszystko było bardzo ok, grafika nawet dziś daje radę, może jeśli pominąć drewniane animacje twarzy pobocznych bohaterów. Podobały mi się również krajobrazy, szczególnie plaża, na której toczy się pierwszy rozdział gry. Misje są całkiem ciekawe i różnorodne, nie ma poczucia powtarzalności.
Poziom trudności jest odpowiednio wyważony, przynajmniej w moim mniemaniu. Wiem, że niektórzy uważają go za zbyt niski, ale ze mnie żaden wymiatacz, więc nie narzekałem.
Podsumowując, grę mogę zdecydowanie polecić osobom, dla których znacznie większe wrażenie ma grywalność i zabawa czerpana z gry niż nowoczesna grafika i płynność rozgrywki. Tym drugim zdecydowanie bardziej spodoba się inna produkcja Techlandu - Dying Light.
Na plus:
- grafika,
- całkiem przyjemny, arcadowy model jazdy (dotyczy tylko wyścigów po asfalcie)
- ładna grafika, krajobrazy, miasto
- fabuła (całkiem rozbudowana jak na gry wyścigowe)
Na minus:
- soundtrack - nic specjalnego,
- niezbyt szczegółowe modele samochodów
Na POTĘŻNY minus:
- model jazdy w wyścigach offroad - przez to ostatnich wyścigów w tym trybie nie idzie wygrać przez chory poziom trudności i całkowicie nieprzewidywalne zachowanie się auta - NFS to zawsze były wyścigi po asfalcie, po cholerę nagle nabrali ambicji zabawienia się w Dirta?
Reasumując - nie grajcie, odpuśćcie sobie, absolutnie nie warto. Ostatnim udanym NFS-em był Hot Pursuit z 2010 roku, może jeszcze Most Wanted z 2012, później już zjazd po równi pochyłej. Wypróbuję jeszcze Heata z 2019, ale biorąc pod uwagę "jakość" części z 2015 i 2017, nie mam dobrych przeczuć.
Pierwsza gra rajdowa w moim życiu, od której się odbiłem. Grałem we wszystkie Coliny od 2 do 05, w Xpand Rally, i w Dirta 4, i dawałem radę nie tylko wykręcać dobre czasy, ale i wygrywać całe rajdy. Tu jednak poziom trudności jest chory, przynajmniej w stosunku do moich umiejętności. Wiele wysiłku wymaga nie tyle przejazd odcinka specjalnego w dobrym czasie, ile w ogóle dojechanie do mety bez ani jednej wycieczki na pobocze po drodze. Daję 7, ze względu na inne niezaprzeczalne zalety tej gry - piękną grafikę (w takiej Grecji zatrzymywałem się w trakcie odcinka by popatrzeć sobie na góry), ładnie odwzorowane modele samochodów i zróżnicowane, ciekawe trasy. Dirt Rally uświadomił mi jak bardzo brakuje mi zręczności w sterowaniu (a może po prostu zdziadziałem przez lata, nie wiem). Szkoda że tak brutalnie, chlip.
Bardzo fajna, zręcznościowa gierka, w sam raz na jeden dzień. Rysunkowa grafika cieszy oko. Niestety nie jest to raczej produkcja dla singleplayerowców, gdyż szybko się kończy. Mnie wystarczyły trzy godziny by przejść wszystkie szczeble kariery. Oceniam jak najbardziej pozytywnie.
A gdzie jest kawaleria ja się pytam? No gdzie? Bitwy bez średniowiecznego rycerstwa?!
A tak w ogóle wygląda to kapitalnie.
Tak samo jak przedmówca, ostatnio zagrałem w Gothica pierwszy raz po prawie 20 latach od premiery (prezent mikołajkowy od żony). I pierwszy raz od niepamiętnych czasów zasiedziałem się nad grą prawie do rana, zaczynając rozgrywkę wieczorem poprzedniego dnia. Owszem, grafika jest mocno przestarzała, tekstury kanciaste, sterowanie czasami przyprawia o ból zęba. Ale i tak bawię się znakomicie, uniwersum Górniczej Doliny i historia Bezimiennego wciągają bez reszty, i teraz rozumiem fenomen popularności tej gry. Ode mnie mocne 9,5.
Bardzo wysoki poziom trudności jak dla kogoś przyzwyczajonego do nowych gier, beznadziejna grafika, mnóstwo bugów, strasznie wolne samochody, niemożność jechania z prędkością większą niż 60 km/h bez ryzyka ściągnięcia sobie na łeb całej policji Lost Heaven, toporny model poruszania się i strzelania... Same minusy... Wniosek - gra jest r-e-w-e-l-a-c-y-j-n-a. Moja ocena: mocne 10.
Virus_Man, warto, warto. To wspaniała gra, mniej przyprawiająca o apopleksję niż GTR.
PUZZEL69, zagadałem do Cenegi. ;) Wypuszczą tę grę 26 stycznia. Teraz już tylko czekać.
domin12, już słyszałeś - potworne. Bez karty graf z directem x 9.0c i pixel shadera nawet nie podchodź do race
Dzięx, PUZZEL69. Ogromny kamień zdjąłeś mi z serducha. Chyba bym się zastrzelił, gdyby nie udało się jej uruchomić...
Ta gra na pewno jest lepsza niż wszystkie toci, zważywszy na fakt, że demo na moim kompie nie chciało w ogóle ruszy, bo moja karta (stary radeon 9250) nie obsługuje pixel shadera 2.0 ani direct x 9.0
i czy będzie chodzić na moim kompie: Procesor 2,6 GHz, ATI Radeon 128 MB, 256 MB RAM ?
a czy ktoś wie kiedy ta przewspaniaaaaała gra będzie w sklepach i czy w ogóle będzie? i czy da się w to grać bez kierownicy?