
Ja też się zgłaszam do konkursu.
Jakoś tak postanowiłam, że wolę bardziej przedstawić nieufność Żelaznego byka do Morrigan.
Powodzenia wszystkim.
Duże wymagania jak na kontynuację opowiadania. Zawszeć to wszystko w krótkim kawałku jest ciężkie. Ja na przykład jestem spaczona przez RPG, gdzie to ktoś inny wprowadza wątki i je odkrywa przed graczami, którzy odpowiednio postępują. Także, logiczne jest dla mnie aby to autorka wyjaśniła nam swój pomysł i wizję.
No zobaczymy co tam będzie ja zagrzewam się do zrobienia ilustracji na wszelki wypadek :D
Ilustracja to nie komiks. Okładka też jest ilustracją ale rządzi się innymi prawami :D
Łudziłem się, że to „niedługo” nastąpi za kilka dni, może jutro. Chciałem odwlec ten moment na później gdy Blackwall i smarkula byliby gotowi do walki. Kiedy nie zostałbym zdany tylko na łypiących na siebie złowrogo qunari i wiedźmę. W takich chwilach drodzy panowie osoba zaczyna tęsknić za starymi dobrymi czasami. Mnie też to nie ominęło. Zabrakło mi Hawka, który potrafił zażartować i zawsze dbał o swoich. Wtedy niestety byłem sam.
Po niezliczonym czasie oczekiwania poczuliśmy ich. Opary już gęsto oplatały nasz obóz. Jako pierwsze usłyszeliśmy szamotanie się Blackwalla. Ocknął się i starał się wyswobodzić z więzów. Byk nie drgnął nawet. Chyba wolał mieć mniej ale pewnych kompanów. Potem był chlupot wody i ponury charkot pomiotów dochodzący zewsząd. Otoczyli nas. Stanęliśmy spięci i niepewni gotowi na to co zaraz się wydarzy. Każdy znajdował się z innego skraju obozu z przygotowaną bronią bądź czarem. Byli już bardzo blisko.
Wtem stało się nieprzewidziane. Za naszymi plecami wybuchła zielona jaskrawa łuna rozjaśniając okolicę. Mieliśmy tylko chwilę na reakcję, gdy ryk pomiotów niemal nas ogłuszył jak ruszyły do ataku. Zerknąłem tylko na moment za siebie. Po środku obozu otworzył się mały ryft. Szalał zielonymi smugami energii a nasza inkwizytorka, leżąc z ręką wyciągniętą w jego kierunku, starała się go zamknąć.
Okrzyk Morrigan odciągnął mnie od tego przerażająco pociągającego widoku. Wycelowałem Biankę w najbliższy pomiot z dziwnym uczuciem na sercu.
- Wracaj skąd przylazłeś - warknąłem przeczuwając, że znów będę miał o czym opowiadać.
No zwycięskie opowiadanie zdecydowanie przypadło mi do gustu i uważam je za dobre. Przyjemnie się je "połknęło" :)
Gratulacje, a ja się zabieram za kombinowanie nad ilustracją oraz szlifowanie warsztatu pisarskiego na następną część.
Tamtego lata przyjmowaliśmy obelgi i błogosławieństwa z tą samą obojętnością. Maszerowaliśmy na północ, a wokół nas kraina obracała się w popiół. Widok był zaiste niepojęty w swym ogromie. Przytłaczał nas, a jednak wraz z Morrigan udało nam się jakoś utrzymać ducha drużyny. Nic ich bardziej nie motywowało jak nasze sarkastyczne komentarze i nieczułość na ból oraz cierpienie innych. Czasem dobrze gdy widzą w tobie rywala. Mają przynajmniej powód aby pokazać, że są lepsi niż ty. Jak się nie jest wielkodusznym i pobożnym wojownikiem o szlachetnym sercu... cóż trzeba sobie radzić inaczej.
- Kobieto! - zagrzmiał swym tubalnym głosem Byk. - Może zmień się w konia to będę mógł cię dosiąść!
Odpowiedziały mu rozbawione parsknięcia oraz spojrzenie wiedźmy pełne politowania. Pomimo żartu widać było zmęczenie i znużenie podróżą bez końca. Mój wzrok padł na Morrigan - w jej oczach czaiło się to samo przekonanie co w moim sercu. Biedni, nieświadomi, zagubieni... Solas, gdzie się podziałeś kiedy tak bardzo utknęliśmy w pustce?