Ghule to jedne z najbardziej charakterystycznych istot w świecie Fallouta. W sieci pojawiła się gorąca dyskusja o tym, w której części ich wizerunek jest najlepszy, choć jednogłośnie wskazuje się starsze odsłony cyklu.
Seria gier Fallout, bez względu na to czy mowa o starszych odsłonach, czy tych nowszych, zawsze przedstawiała konkretną, postapokaliptyczną wizję świata. Zatrzymana kultura lat 50. XX wieku, bronie energetyczne czy Pancerze Wspomagane, to idealny wręcz setting do tworzenia różnorakich historii i biorących w nich udział postaci. Nic więc dziwnego, że w owej serii pojawiło się tak wiele zapadających w pamięci graczy momentów.
Do nich z pewnością można zaliczyć pierwsze spotkanie z reprezentantami napromieniowanych mutantów, nazywanych powszechnie ghulami, których wizerunek zmieniał się znacząco na przestrzeni czasu. Nie uszło to uwadze graczy, którzy wyrobili swoje zdanie i prawie jednogłośnie wskazują, które części gry najlepiej przedstawiają te istoty.
Całkiem niedawno, na falloutowym subreddicie pojawiła się wypowiedź jednego z użytkowników, który zwrócił uwagę na zmieniający się wygląd ghuli. Swoim wpisem dał przestrzeń na wypowiedzi społeczności, która zwraca uwagę na szereg detali budujących wiarygodność, zarówno tych postaci, jak i całego świata. Chociaż raczej w tych starszych odsłonach serii.
Co ciekawe, wyszczególniony przez autora wpisu wizerunek ghuli z Fallouta 4, choć rzadziej wybierany jako adekwatny do panujących warunków postapokaliptycznego anturażu, również znajduje swoje zastosowanie w ocenie graczy...
Myślę, że powinni użyć wszystkich 3 wyglądów ghuli i po prostu zrobić z nich różne typy. Wszystkie wyglądają, jakby miały różne poziomy ekspozycji.
...którzy tak chętnie podłapują temat, dorzucając swoje 3 grosze.
Tak, fajnie wyglądałyby takie różnice, jak wiek i bliskość promieniowania, powodujące różne poziomy gnicia i wzrostu włosów lub ich braku. Nie jakaś tam wielka różnorodność (ponieważ zajęłoby wieki, aby modelować te wszystkie rzeczy), po prostu trochę więcej niż te o zbyt gładkiej skórze w 4. Może w skrajnych przypadkach jakieś kościste, jak stare, które mogły dosłownie oglądać spadające bomby w czasie rzeczywistym.
To zdecydowanie tłumaczy, dlaczego w poprzednich tytułach są podobni bardziej do potworów niż w Falloucie 4. Powiedzmy, że kiedy zobaczyłem Hancocka, mogłem pomyśleć: „O, ofiara promieniowania”. Kiedy zobaczyłem Goba, zrozumiałem, dlaczego jedną z pierwszych opcji dialogowych z nim jest uzasadnione „AH! KU*WA!”
Za inne przykłady, bardziej potworne, choć trochę groteskowe, mogą posłużyć także wizerunki przewodzącego Necropolis Seta z pierwszej części gry czy występującego w aż 3 częściach Harolda. Swoim dziwactwem wpisują się tym samym w typ postaci, wobec której niejeden gracz wybrałby wspomnianą wyżej opcję dialogową.

Trzeba jednak pamiętać, że na przestrzeni czasu zmieniały się odpowiedzialne za konkretne części studia, a co za tym idzie styl artystyczny w jakim tworzone były gry z serii Fallout. Nie ma się co dziwić, że koncepty tych, bądź co bądź, specyficznych NPC-ów różnią się od siebie tak bardzo w ciągu 21 lat.
Nie zmienia to jednak faktu, że prezentowane przez fanów możliwości połączenia dotychczasowych wyobrażeń napromieniowanych mutantów z pewnością dodałyby głębi nadchodzącej części. Ta z pewnością jest już na celowniku Bethesdy, w szczególności po udanej premierze serialu, którego drugi sezon już jest w produkcji.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google
Więcej:Po 4500 godzin spędzonych w Fallout 76 interfejs aż wypalił się w wyświetlaczu OLED jednego z graczy
1

Autor: Jonasz Gulczyński
Kulturoznawca, który urodził się z padem od PSX-a w ręku. Z GRYOnline.pl współpracuje od października 2024 roku, gdzie głównie zajmuje się nowinkami z branży gier z apetytem na bardziej skomplikowane publikacje. Swoje najmłodsze lata spędzał w Górniczej Dolinie, a obecnie nie stroni od strategii turowych wszelkiej maści. Miłośnik prozy Lovecrafta, a także twórczości Quentina Tarantino i Roberta Eggersa. Prywatnie również fan uniwersum Warhammer Fantasy, w którym spędził niezliczoną liczbę godzin zarówno jako gracz, jak i mistrz gry w papierowym wydaniu.