Niektóre projekty fanów LEGO naprawdę powalają swoją skalą. Najnowsza konstrukcja ze świata Gwiezdnych wojen zjada oficjalne gwiezdne niszczyciele na śniadanie.
Niektórym fanom LEGO nie wystarcza po prostu kupienie największego dostępnego zestawu. Dubbzi Bricks poszedł o kilka kroków dalej i przez dwa lata budował własną wersję Tantive IV. Efekt jest tak ogromny, że oficjalne modele LEGO Star Wars zaczynają przy nim wyglądać jak niewielkie zabawki.
Tantive IV to statek, który każdy fan Gwiezdnych wojen powinien kojarzyć przynajmniej z widzenia. To właśnie tę jednostkę ściga imperialny niszczyciel w otwierającej scenie Nowej nadziei. YouTuber Dubbzi Bricks postanowił odtworzyć ją w skali odpowiedniej dla minifigurek i szybko okazało się, że oznacza to wejście na naprawdę absurdalny poziom.
Gotowa konstrukcja ma ponad trzy metry długości i powstawała przez około dwa lata. Twórca dawno stracił już rachubę, ile dokładnie elementów wykorzystał, ale mowa prawdopodobnie o dziesiątkach tysięcy klocków. Sam kadłub musiał być zresztą zbudowany wyjątkowo solidnie - zewnętrzne ściany mają miejscami grubość pięciu płytek, a całość utrzymuje wewnętrzny szkielet z elementów LEGO Technic.
Najwięcej problemów sprawił jednak tył statku. Tantive IV posiada jedenaście charakterystycznych silników i w tym modelu sam ten fragment waży około 25 kilogramów. To właśnie masa oraz wysunięcie napędu były największym wyzwaniem konstrukcyjnym. Jak delikatny jest cały model, pokazała pierwsza wystawa w Dublinie - lekkie nachylenie stołu wystarczyło, by kolos niemal się przewrócił. Z tego powodu podstawy ekspozycyjne trzeba było dodatkowo wzmocnić.
Sama skala byłaby już wystarczającym powodem do zachwytu, ale Dubbzi Bricks nie ograniczył się do pustej skorupy. Po zdjęciu paneli można zajrzeć do szczegółowego wnętrza i znaleźć tam odtworzone sceny z filmów. Jest między innymi korytarz znany z początku Nowej nadziei, Darth Vader duszący kapitana Antillesa, scena przekazania planów Gwiazdy Śmierci R2-D2 czy sala konferencyjna z Zemsty Sithów. Do tego dochodzą cztery kapsuły ratunkowe, które faktycznie można wysunąć z kadłuba.
Twórca dorzucił również kilka mniej oczywistych żartów i nawiązań. W jednym z pomieszczeń ukrył jacuzzi inspirowane grami Star Wars, a w kokpicie znalazło się miniaturowe odwzorowanie okładki magazynu dla dorosłych. To akurat nie przypadkowy dowcip - jest to odniesienie do podobnego szczegółu, który znalazł się w oryginalnym modelu filmowym.
Na koniec pozostają jeszcze światła. Jedenaście silników otrzymało własny system LED wykorzystujący zarówno migające, jak i stale świecące diody. Całość jest zasilana akumulatorami ukrytymi wewnątrz kadłuba, a poszczególne moduły łączą się magnetycznie. Nawet radar na górze statku jest ruchomy i można obracać go ręcznie za pomocą zębatek. Trudno więc mówić już tylko o dużym modelu - to raczej pełnoprawna ekspozycja, dla której największym problemem może być znalezienie odpowiednio wielkiego pokoju.
Część odnośników na tej stronie to linki afiliacyjne. Klikając w nie zostaniesz przeniesiony do serwisu partnera, a my możemy otrzymać prowizję od dokonanych przez Ciebie zakupów. Nie ponosisz żadnych dodatkowych kosztów, a jednocześnie wspierasz pracę naszej redakcji. Dziękujemy!
Więcej:Star Wars: Galactic Racer: premiera i wymagania. Gracze na Steam zwracają uwagę na jeden problem

Autor: Przemysław Dygas
Na GRYOnline.pl opublikował masę newsów, nieco recenzji oraz trochę felietonów. Obecnie prowadzi serwis Cooldown.pl oraz pełni funkcję młodszego specjalisty SEO. Pierwsze dziennikarskie teksty publikował jeszcze na prywatnym blogu; później zajął się pisaniem na poważnie, gdy jego newsy i recenzje trafiły na nieistniejący już portal filmowy. W wolnym czasie stara się nadążać za premierami nowych strategii i RPG-ów, o ile nie powtarza po raz enty Pillars of Eternity lub Mass Effecta. Lubi też kinematografię i stara się przynajmniej raz w miesiącu odwiedzać pobliskie kino, by być na bieżąco z interesującymi go filmami.