Ukończyłem grę w ok 50h, prawie wszystkie misje ukończone, 20 lvl postaci (jasna strona). Grałem bez modów, jedynie wgrałem spolszczenie.
Z początku (przez pierwsze godziny) gra nie wciąga - dziwny system walki, słaba grafika. Jednak potem jest całkiem inaczej, rozwija się fabuła + ciekawe zadania poboczne i gra wciąga na maxa.
Plusy:
- mega fabuła i zadania, żadnych zapychaczy
- nie spodziewałem się w takiej grze tylu broni i skilli
- super dialogi, jest nawet niezły kawał/żart :)
- różnorodność bohaterów - do wyboru, do koloru
- ciekawe miejsca/mapy
Mały minus:
- z początku grało mi się dość trudno (na normal), potem przez większość gry na lajcie (prócz jakichś tam minibossów, itp.), pod koniec najtrudniejszy etap - wiele razy musiał wczytywać grę. Być może słabo rozwinąłem swoją postać.
Jest to jedna z najlepszych gier jakie grałem. Polecam zagrać, dla fanów star wars - pozycja obowiązkowa.
PS: Dlaczego przez tyle lat nikt nie stworzył takiego dużego rpg star wars? Przecież to byłby większy hit niż wiesiek 3.
PS: Dlaczego przez tyle lat nikt nie stworzył takiego dużego rpg star wars? Przecież to byłby większy hit niż wiesiek 3.
Już nikt nie stworzy no chyba,że lubisz klimaty Netflixa i Disneya.
PS: Dlaczego przez tyle lat nikt nie stworzył takiego dużego rpg star wars?
Brakuje kompetentnych devloperów - szczególnie dział odpowiedzialny za część tekstową (dialogi, postacie).
I to takich, którzy mogliby mieć szansę na dostanie zielonego światła na produkcję gry w tym świecie w rękach obecnych dużych wydaffcuf...
Nie ma szans by obyło się bez zapychaczy gdzie stare KOTORy to w większości konkretna zawartość.
no i Disney na przeszkodzie - już od jakiegoś czasu jakość się nie liczy dla nich, szmal z EGS ważniejszy bo płacą niezależnie od wyników
W obu wersjach językowych (PL i ENG) widzę, że są wydania z 4 płytami, ale i z 5 płytami.
Czym to się różni?
Pewnie jakiś dodatek typu filmy lub muzyka bo sama gra na pewno niczym się nie rożni ale po co dzisiaj takie coś instalować z płyty jak jest np. wersja z GOG.
Takich Gwiezdnych wojen już nie będzie.
Rada dla tych którzy nigdy nie grali, a chcieliby sprawdzić ten tytuł
1. Aby się nie odbić to trzeba dostosować grę pod dzisiejsze standardy głównie wystarczy tylko zwiększyć rozdzielczość, a normalnie gra tego nie oferuje (dla większych ekranów) jeżeli dobrze pamiętam więc trzeba poszperać w internecie jak to zrobić.
2. Warto się przebić przez beznadziejny moim zdaniem początek, prolog na statku bo później już do samego końca gra jest pod każdym względem tylko lepsza.
KotOR przez bardzo wielu graczy okrzyknięty został najlepszą grą w uniwersum Star Wars. Wydarzenia dzieją się około 4000 lat przed wydarzeniami z filmów. Nadszedł czas galaktycznej wojny pomiędzy Republiką Galaktyczną, a Imperium Sithów. Ta sceneria sprawia, że gra jest tak bogata, bo zamiast grzęznąć z filmami może mieć własną, niepowtarzalną historię zachowując jednocześnie większość znanych szczegółów uniwersum. Aspektem KotOR, który jest niezwykle atrakcyjny jest możliwość gry po jasnej lub ciemnej stronie mocy. Daje graczowi możliwość rozwijania i tak już wyjątkowej historii w sposób jaki uzna za stosowny przybliżając go tak bardzo jak nigdy dotąd do bycia częścią własnej sagi. Do wyboru są setki opcji, które mogą mieć wpływ na nasze podejście, historię i rozgrywkę. Rozgrywka w KotOR jest ciekawym doświadczeniem. Walka toczy się w czasie rzeczywistym, ale wszelkie obliczenia i rzuty kośćmi odbywają się za kulisami. Budowanie postaci ma najwięcej wspólnego ze statystykami i wyposażeniem. Granie jako Jedi daje nam przywilej używania zdolności Mocy, które mają szereg potężnych efektów. Istnieje również wiele umiejętności poza walką, które pozwalają między innymi otwierać zamknięte drzwi, wyłączać miny czy hakować komputery. Do wyboru są także różne klasy postaci. Zarówno na początku jak i po zostaniu Jedi, które wpływają na rozgrywkę. Główne zadanie gry przenosi nas do kilku różnych światów, zamieszkanych przez wiele różnych niezależnych postaci. W podróżach pomogają nam towarzysze, których werbujemy jak Bastila, Carth, Mission, Zaalbar, Wookiee, Canderous i T3-M4 droid itd. W głównej historii znajduje się wiele zadań pobocznych, a każde z nich ma kilka wyborów i zakończeń. Większość naszych towarzyszy ma również swoje własne wątki i zadania poboczne, specyficzne dla postaci. Stopniowo dowiadujemy się więcej o przeszłości każdej postaci rozmawiając z nimi i możemy wdać się też w romanse w zależności od płci wybranej dla swojej postaci. To my określamy swoje relacje z bohaterami. Ta gra jest pełna dialogów, a wszystko to zostało napisane i wypowiedziane przez aktorów poza naszą stworzoną postacią. Wszystkie rozmowy to przerywniki filmowe dzięki czemu tekst dialogu i swoje odpowiedzi można zobaczyć na czarnych paskach nad i pod obrazem co wprawia nas w filmowe doświadczenie.Jest też oczywiście znakomita klasyczna muzyka z Star Wars, której zawsze świetnie się słucha. Muzyka w grze jest subtelna, ale zawsze obecna i równie wyjątkowa. Sprytne posunięcie Bioware polegające na odtworzeniu atmosfery ze starej trylogii Star wars z nowymi postaciami zostało wzmocnione motywami, które znamy z tych filmów. W trakcie gry możemy doświadczyć prawdziwego smaku uniwersum Gwiezdnych Wojen. O sprawach Mocy dyskutujemy z innymi postaciami i poznajemy historię galaktyki. Każdy świat ma swoją historię i problemy, a często możemy bezpośrednio i w ciekawy sposób doświadczyć rodzimych kultur. Szczegółowe modele postaci, animacje synchronizacji ruchu warg i walki oraz niezwykle imponujące efekty środowiskowe to rownież mocne strony gry. Lokacje w KOTOR są tak pięknie renderowane, że można pomyśleć, że sam George Lucas w 2003 roku odwiedził firmę Bioware, aby dowiedzieć się w jaki sposób stworzyli tak imponujące cyfrowe góry i budynki. W tej grze przeniesiemy się z mrocznych Krain Cienia na powierzchnię leśnej planety Kashyyk, aż do zakurzonych wydm starego, dobrego Tatooine i nigdy żadne środowisko nie będzie wyglądać tak samo. Trawy na Dantooine i Kashyyk uginają się i kołyszą. Na Tattoine można zobaczyć małe wiry pyłu zamieniające się w trąby powietrzne . Nawet gdy dojdziemy do granic obszarów i spojrzymy na malowidło w tle powiedzmy oceanicznego świata Manaan lub skalistej planety Korriban obraz jest szczegółowy. Oświetlenie kwitnących kwiatów, gdy patrzymy na płonące słońca na Tattooine jest oślepiająco spektakularne. Kiedy postacie w tej grze RPG zaczynają się poruszać i mówić wszystkie nasze fantazje dotyczące Star wars stają się rzeczywistością. Knights of the Old Republic to gra wyjątkowa, ponieważ uwzględnia każdy aspekt oczekiwań fanów. Jest w niej wystarczająco dużo Gwiezdnych Wojen, aby zadowolić fanów i wystarczająco dużo czystej zabawy, aby przyciągnąć ludzi, którzy normalnie nie zaangażowaliby się w gry RPG. To podróż w kosmos mająca na celu ocalenie galaktyki.
https://www.youtube.com/watch?v=z-Ajn52BVoo&ab_channel=RyuzojiOtsu
https://www.youtube.com/watch?v=cn4tccVzarA&ab_channel=RyuzojiOtsu
https://www.youtube.com/watch?v=I0GrYAaTG2A&ab_channel=RyuzojiOtsu
Z jednej strony mamy piękną grafikę, która w zupełności oddaje ładne uniwersum „Star Wars”, z drugiej jednak czuć mocne ograniczenia, jakby niewidzialna ręką prowadziła nas do z góry ustalonych pozycji, tylko pozornie dając nam większy wybór. Irytuje też ciągłe wczytywanie nie tyle poziomów, co nawet poszczególnych map, które są stosunkowo małe. Także elementy zręcznościowe wydają się zbędne. Jednak pogłębienie wiedzy na temat Starej Republiki, w tym wojen mandaloriańskich oraz historii Sithów, a także wielu ras i ich obyczajów, to wszystko było warte świeczki.
Świetna fabuła, klimat, dialogi, system i postacie - niestety rozgrywka, choć dobra, przynajmniej mnie, trochę nuży.
Kawał dobrego Star Warsowego grania. Owszem, istnieje parę kalek z klasycznych filmów, lecz historia zaskakuje i naprawdę dobrze się w to gra mimo upływu czasu. Plus za różnorodność lokacji i bohaterów.
Klasyk, jakich mało. Weterani stareńkiego Baldura spisali się na medal. Wciągająca fabuła, dosyć przestarzała, ale w miarę zrozumiała mechanika systemu walki, świetnie napisane postaci, questy poboczne, mini-gierki, klimat - wszystko mamy na widelcu. W dzisiejszych czasach ciężko w nią jakkolwiek grać ze względu na ciągłe freezy i wyrzucenia do pulpitu. Ale jednak te 50h były tego warte. Dla fanów cRPG - pozycja obowiązkowa!
Niestety nie mogłem gry ukończyć gry przez bugi.
Najbardziej zabugowana gra w jaką kiedykolwiek grałem
Z tę "pi3przoną" łamigłówkę pod koniec gry obniżam o jeden w dół, gdyby nie poradnik na yt pewnie utknął bym tam na amen...masakra jakaś...
Brak języka polskiego również na minus.
Mimo to bawiłem się nieźle, najlepsza gra z serii star wars.
KOTOR najlepsza gra w uniwersum Star Wars jaka kiedykolwiek powstała i jeden z najlepszych RPG w historii i nie zapraszam do dyskusji bo nie ma o czym.
Świetna fabuła, uniwersum Star Wars oraz RPG. Czego chcieć więcej?
To jedna z tych gier, która pozostaje w pamięci.
Fajnie się grało, ale ząb czasu trochę pogryzł KOTOR-a. Oceniam bez sentymentów, bo to moje pierwsze spotkanie z tym tytułem; bez różowych okularów nostalgii. Gra wciąż oferuje całkiem przyjemny gameplay, choć elementy RPG oraz liczba przeciwników, buildów czy atutów są – w porównaniu z takim Neverwinter Nights – raczej ubogie. Natomiast tam, gdzie KOTOR jest „czytany”, okazuje się po prostu fajny i ciekawy. Zagrać zdecydowanie warto, ale ponarzekać trochę muszę:
Interfejs i UI: W kwestii jakości wykonania wyrok brzmi: „i winny, i niewinny”. Z jednej strony bez żadnego problemu wiem, jakim granatem, mocą czy miną akurat operuję, oraz czy dana umiejętność działa punktowo, czy zasięgowo. Z drugiej, wejście w menu pauzy to prawdziwy koszmar. O ile upchnięcie elementów i ogólna nieczytelność to pewnie skutek niskich rozdzielczości, w jakich natywnie powstawał KOTOR, o tyle ten cyfrowy font i fatalne kontrasty (jasnoniebieskie litery na ciemnoniebieskim tle) to już efekt braku wyobraźni twórców. Starszy o rok NWN był pod tym względem znacznie lepszy.
W kwestiach technologicznych KOTOR jest trochę kulawy. Odyssey Engine jest wprawdzie lepszym bratem z rodzeństwa Aurora-Odyssey, ale podziela mnóstwo jego mankamentów. W pierwszym NWN mieliśmy podobne problemy z fizyką, mijaniem się postaci czy „stunem” przy wydawaniu komend. Jako że lubiłem pobawić się w bardziej lapidarną i seryjną wersję Herostratesa, bolało mnie to zwłaszcza przy rozstawianiu min przed drzwiami. Silnik, mimo metrowego lub dwumetrowego dystansu miny od przejścia, potrafił zablokować interakcję z drzwiami: opcja rozbrajania wychodziła poza swoją „kopułę” z triggerem i nie pozwalała na ich otwarcie.
Niemniej silnik i tak był wielkim sukcesem jak na te lata. Widok TPP okazał się dobrym pomysłem: w czasach świetności gry pewnie potęgował efekt metropolii, w której krwioobiegu przepływa rzeka NPC, dokują statki, a patrole Sithów przechadzają się tu i ówdzie (choć dziś widać już, że to raczej kameralne lokacje). Same animacje walki wręcz są świetne i bardzo responsywne. Oponent żywo reaguje kontranimacjami, dzięki czemu oglądamy na ekranie laserowe tango pełne piruetów.
Odnośnie fabuły, moralności i storytellingu… Fabule można wystawić krótkie świadectwo: kapelusze przeżyły głowy. To standardowa linia fabularna Star Wars – czarno-biała i deczko infantylna, w której jesteśmy albo świętsi od papieża, albo gorsi od diabła. Jako pomnożyciel chwały Ciemnej Strony nie mogłem się nadziwić własnemu sadyzmowi, a kulminacją była scena finałowa, w której...
spoiler start
Kazałem Zaalbarowi zabić Mission.
spoiler stop
To wydarzenie pozwoliło mi sądzić, że galaktyka jeszcze uroni łzę za rządami liberała Malaka. Niestety, trudno o Ciemnej Stronie w KOTOR-ze mówić w kontekście jakiejś uczty Dionizosa, wyrafinowanego egotyzmu, hedonizmu czy zimnego pragmatyzmu. Dark Side tutaj to opcja na hurra w stylu: „zabijmy wszystkich i zjedzmy ich nerki”. Brakowało mi wysublimowania Palpatine'a, a przede wszystkim opcji pośrednich. Nie zawsze miałem ochotę być najczarniejszym z szwarccharakterów, ale nie chciałem też burzyć spójności rozgrywki wyborami altruisty.
Na plus zdecydowanie zaliczam różnorodne biomy, świetny feeling Star Wars, niektóre questy poboczne, protoplastę Normandii (Mrocznego Jastrzębia) oraz rozmowy z drużyną. Dużym minusem było dla mnie udźwiękowienie (nie mylić z muzyką). Ludzie Pustyni oraz fauna na Kashyyyku wydawali z siebie dźwięki tak irytujące, że momentami zdejmowałem słuchawki i kończyłem grę w całkowitej ciszy.
Z fajniejszych opcji ciemnej strony w stylu Palpatine'a to są jeszcze 3:
spoiler start
Można skłócić Sandral i Matale by się nawzajem pozabijali.
Można sprawić, aby Carth zabił swojego syna w akademii Sithów.
Można zabić Progenitora, po czym logicznie zagrozić selkathom, żeby zrozumieli, że wygnanie gracza z Maanan będzie dla nich zgubne.
spoiler stop
Są też śmieszne wstawki, jak w kantynie w dolnym mieście można storpedować casting tancerki przewracając się w czasie przesłuchania xD
Ogólnie do gry mam spory sentyment i sam bardzo ją lubię, ale od zagrania w dwójkę patrzę na pierwszego KotOR-a zupełnie inaczej.
Sith Lords to dosłownie gwiezdnowojenny Planescspe Torment, w którym Ravela Szaradna towarzyszy "bezimiennemu" przez całą podróż. Gra oparta mocno na dialogach, mocnych tematach i fabule będącej dekonstrukcją Star Wars. Naprawdę szalenie przemyślana pod względem treści.
Są też śmieszne wstawki, jak w kantynie w dolnym mieście można storpedować casting tancerki przewracając się w czasie przesłuchania xD
Na pustynnej planecie jest też taki bar, że można praktycznie do każdego NPC wysapać, zrobić go na kasę (ku rozpaczy Bastilli) i właściwie, gdy z każdym pogadamy, to bar zostaje jakby pusty; mega byłem dumny, będąc typem z mema, przyszedł pan maruda, niszczyciel dobrej zabawy ;p
Sith Lords to dosłownie gwiezdnowojenny Planescspe Torment
Bardzo nobilitujące zdanie; jeżeli jest jakiś słynny plot twist jak w jedynce, to mam nadzieję, że ciut lepiej ukryty, bo tu od początku nie grało, że taka padawanica Bastilla rzekomo miała zabić Revana :p
Ona nie miała zabić Revana, była tylko w grupie uderzeniowej na jego statek. Jej największą umiejętnością była Bitewna Medytacja, bardzo rzadki i potężny dar, ale jako tako dalej była Padawanem w Zakonie. Całą śmietankę spijała w zasadzie przypadkiem 😃
spoiler start
Przy czym zapytana o zabicie Revana odpowiada, że była w zespole, który miał pochwycić Revana, bo "jedi nie zabijają swych więźniów". I można jej wytknąć "Przecież w całej galaktyce słyniesz z tego, że zabiłaś Revana". I potem taka zrezygnowana przebąkuje coś, że to nie tak.
Generalnie jej relacja od początku się nie klei. Podobnie jak jej reakcje na wyjawienie, że ma się wizje. Tak samo po ucieczce z Taris Saul Karath mówi do Malak "na pewno będziesz chciał wysłuchać, co Calo Nord ma do powiedzenia na temat towarzyszy Bastili" - i tu też się lampka od razu zapala, że mówi o kimś innym niż Carth, a na pewno nie o Canderousie i Mission czy Zaalbarze. Tym bardziej, że bardzo szybko dowiadujemy się, że Bastila zażyczyła sobie przeniesienia nas na Endar Spire. Potem wizja gwiezdnej mapy na Dantooine. Revan podejrzanie milczący w każdym cinematicu. O ile zrozumiała była wizja z Bastilą, którą się spotkało, na tym etapie gracz nie miał do czynienia z Malakiem - skąd więc wizja jego i Revana.
Generalnie od groma rzeczy wskazywało na "plot twist" i dla mnie nie był żadnym zaskoczeniem.
A oficjalna polska wersja ma odmienne końcówki fleksyjne i zdradza zwrot akcji już w intrze do gry, gdy wjeżdżają starwarsowe napisy. Wystarczyło, że wysypał się jakiś save (mi się to zdarzyło przy pierwszym kontakcie z grąi musiałem zacząć grę od nowa), stworzyć postać odmiennej płci i nagle tekst w intrze był lekko zmodyfikowany. Angielskie napisy bez względu na płeć pozostają niezmienione.
Swoją drogą, pamiętam pierwsze odpalenie gry i to intro. "Mroczny lord o złowieszczo brzmiącym imieniu Darth Revan" - pomyślałem wówczas - kurde, ale bajeranckie imię, ciekawe jak gra zareaguje, gdy nazwę tak stworzoną postać. Wylazłem do menu i zrobiłem nową postać, którą nazwałem Darth Revan. A potem miałem dialogi "Już nie jestem Darthem Revanem, teraz jestem Darth Revan"
spoiler stop
xD
Ale już widzę, że podziela też najgorsze wady jedynki: przede wszystkim za dużo nudnych walk i przeciwnicy - a już zwłaszcza droidy - ciągle robią to irytujące cium, cium, cium blasterami. Cały czas... Szkoda, że nie ma trybu opowieści jak w nowszych RPG
Pióro Chrisa Avellone'a, który był wtedy w peaku swoich pomysłów imo. Oglądałem panel o ideach stojących za produkcją KotOR II i generalnie dużo wywiadów na ten temat i można powiedzieć, że to gra zrodzona ze swego rodzaju nienawiści do podstawowych konceptów Star Wars, próba zakwestionowania ich i spojrzenia na cały konflikt jedi vs sith ze strony kogoś, kto stoi z boku i patrzy po prostu na konflikt ideologii, nie widząc dużej różnicy pomiędzy dwiema stronami. Temat rzeka ogólnie.
Ale już widzę, że podziela też najgorsze wady jedynki: przede wszystkim za dużo nudnych walk i przeciwnicy - a już zwłaszcza droidy - ciągle robią to irytujące cium, cium, cium blasterami. Cały czas... Szkoda, że nie ma trybu opowieści jak w nowszych RPG
Zawsze można zmniejszyć poziom trudności. Generalnie KotOR-y mają to do siebie, że i tak są bardzo łatwe. Zwłaszcza dwójka, gdzie dało radę walić kryty po 300 obrażeń albo po prostu spamować szaleństwem i piorunami. W obu grach najgorszy jest etap finałowy, bo to dosłownie wybijanie całego kompleksu wrogów. W dwójce przynajmniej nie respawnują się jak w Gwiezdnej Kuźni.
Samo Pergaus też jest mocno krytykowane, że jest za długie, że gra za wolno się rozkręca. Ona się tak naprawdę otwiera dopiero po 3 z odwiedzonych miejsc. Dobre 9-11 godzin gry zanim dostaniemy statek. Miecz świetlny jeszcze później.
Osobiście uwielbiam Peragus, bo tak gęstego klimatu rzadko można doświadczyć w grach. Ale też lubię tego typu motyw - opuszczone miejsce, gdzie się wszyscy podziali, co się tam wydarzyło. I pierwsze wyjście w kombinezonie poza stację i Sojourn - top klimacik.
Jest też przezabawny easter egg gdy przechodzi się KotOR 2 trzeci raz i gra kobietą, takie nawiązanie do Mrocznego Widma i do Jedi Knight: Jedi Academy xD
Przy tym na Peragus był storytelling środowiskowy, a tu raczej pustka (poza droidami, brr). No i to są dwie lokacje z konceptem „pootwieraj drzwi”, ale Peragus ma przewagę, bo jest świeże, to start gry, chodzi po nim Darth Sion, który jest ontologiczną zagadką (wiemy to z hologramów, że wygląda jak tysiąc razy pocięty i złożony), jest dwójka ciekawych towarzyszy, intryga kryminalna z podawaniem środków nasennych, potem zabójcy Sithów, ba, nawet jest taki kadr a la horror, jak Sion stoi w ciemnym korytarzu; jest też napięcie niepewnych relacji, bo po każdym można podejrzewać, że coś ukrywa.
Tak na razie to był najlepszy moment gry; pocieszające, że społeczność ma go za najgorszy, bo czekają mnie najlepsze XD
Zmniejszenie poziomu trudności to taka broń obosieczna, ale chyba tak zrobię z czystych nudów; wolę se fabki posłuchać.
Przy tym na Peragus był storytelling środowiskowy, a tu raczej pustka (poza droidami, brr)
Nie no jest storytelling. Potwierdzenie argumentów Czerki, że ich plan na odbudowę Telos ma większy sens niż w przypadku Ithorian. Rabują pozostałości instalacji planetarnych itp. co rzeczywiście jest metodą (acz szemraną) na finansowanie rewitalizacji planety. Ponadto sprowadzona przez Ithorian populacja cannoków wyrwała się spod kontroli i wytępiła pozostałą faunę na tych obszarach Telos, co sugeruje, że Ithorianie nie wiedzą co robią i bardziej mogą zaszkodzić ekosystemowi. To właśnie takie motywy niejednoznaczności, bo każde rozwiązanie ma swoje wady i zalety, każda taka decyzja nie jest oczywistym wyborem między dobrem a złem.
No i kulminacja na Telos jest bardzo ciekawa imo. Dialogi są kluczowe.
Po drugim zestrzelniu promu jest krytyczny moment na Telos, po którym dopiero zaczyna się właściwa gra tak naprawdę. I to, co się tam dzieje jest bardzo istotne, bo rzuca też światło na obecny stan galaktyki. Jednocześnie ma miejsce szereg scen dot. towarzyszy, które mają przełożenie na rozkmienienie ich historii, a tam są takie perełki ukryte, że do dziś są pewne teorie, których Avellone nigdy nie potwierdził, ale wnioski wydają się oczywiste.
W ogóle KotOR 2 w bardzo przemyślany sposób buduje pewne powiązania i można nawet ukończyć grę i ich nie wyłapać za pierwszym razem, bo gra np. o czymś jedynie pobieżnie wspomina, jak o czymś całkowicie pobocznym - na zasadzie nieistotnego detalu. A np. po 20 godzinach jak się połączy kropki to ten szczegół nabiera znaczenia, ale równie dobrze można o nim zapomnieć i nie zdawać sobie sprawy z tej siatki łączącej niektóre wątki.