Własnie przeszedłem po latach,klimat jest,i akcja.Polecam.
Kolejna gra cierpiąca na bolączki kooperacji, czyli baw się dobrze w samotności, ale samemu lepiej jednak nie podchodź. Coop zawsze potrafi przykryć wiele negatywów, a tych tutaj rzeczywiście trochę jest.
Tak starano się połączyć gatunek survival horroru z akcyjniakiem, że ani to ani to nie wyszło dobrze. Horroru jak na lekarstwo, obecny chyba tylko wtedy kiedy brakuje nam ammo na bossa albo kiedy nasza towarzyszka odwala, akcyjniakowo już lepiej, aczkolwiek porównywać do konkurencyjnych gier z tego gatunku też za bardzo nie można, bo wtedy takie rzeczy jak brak możliwości ruchu podczas przeładowywania wyglądają komicznie.
Akcją ta gra stoi, nawet aż za bardzo. Nie wiem co było dla mnie większym zaskoczeniem, to, że starsze Residenty tak wyglądały, czy bardziej to, że to Japońce, a nie Amerykanie, stworzyli chyba najbardziej hollywoodzką grę w dziejach. Wszystko w tej grze aż kipi starymi filmami akcji, zachowanie głównych postaci, ich rozmowy, zwolnione tempa w cutscenkach (czasem połowa akcji dzieje się właśnie tam co jest dosyć irytujące) oraz typowe zabiegi fabularne jak zdrady, twisty fabularne, wspomnienia z przeszłości. To wszystko jest tak przesadzone, że nawet końcowy przeciwnik i finałowa walka koniec końców wygląda całkiem normalnie, choć w każdej innej grze każdy by się łapał za głowę co tam się stanęło. Ale pozostawię to raczej bez komentarza, bo wiem, że wiele lat wcześniej jarałbym się tym wszystkim niesamowicie, teraz to traktowałem z dość dużym uśmieszkiem na twarzy.
Także z całej gry do największej pochwały nadaje się tryb kooperacyjny, bo rzeczywiście to właśnie wtedy najłatwiej wczuć się w przedstawianą historię. Czuć wagę współpracy, zwłaszcza podczas walk z wymyślnymi bossami, których trzeba brać na sposób, co pewnie doprowadziło do furii wielu graczy, którzy próbowali ograć ich razem z botem.