Niektórzy dyrektorzy (samorządowcy?) naprawdę mają drżączkę zabiurkową i zabezpieczają się na wszelkie możliwe sposoby:
do roboty leniu! dopiero co skoczyla ci sie 7 miesieczna laba a juz sie migasz?
Tutaj może to będzie najlepsze miejsce, najlepsza pani minister dała głos:
fakty.interia.pl/autor/lukasz-szpyrka/news-anna-zalewska-powinnismy-zastanowic-sie-nad-skroceniem-lekcj,nId,4707517
Jeśli chodzi o moje sukcesy w MEN, to mogłabym wymieniać bez końca. Mam ogromne doświadczenie, sporo przemyśleń. Nie mam pojęcia, dlaczego nikt nie pyta mnie o zdanie - dziwi się europosłanka PiS.
Ania to powinna w kabarecie pracować :D
30 minut wystarczy na realizację podstaw programowych.
Jprdl.
Najpierw zwiększyła w cholerę ilość materiału do zrobienia, a teraz jeszcze twierdzi, że wystarczy 1/3 czasu mniej na jego realizację. To po co wydłużała liceum z 3 do 4 lat? Przecież wszystko można zrobić w 3 lata!
Kompletne dysmóżdże.
A w sieci już punktują kłamstwa z tego wywiadu:
Dziennikarz: Wprowadziła pani zmiany w awansie nauczycieli, potem się z nich wycofała. Podobnie było z oceną pracy nauczyciela.
A.Zalewska: Bardzo tego żałuję. Rozpoczął się strajk i ważniejsi stali się uczniowie. Kiedy zostałam poproszona, by się wycofać, to się wycofałam...
Kłamstwo: Anna Zalewska wycofała się z kontrowersyjnych zasad oceniania na pół roku przed strajkiem z kwietnia 2019. A było tak: 1 września 2018 weszły w życie nowe reguły oceniania nauczycieli, bardzo zagmatwane i w wielu punktach oderwane od szkolnych realiów. W fazie projektu były one bezlitośnie krytykowane. Mimo to urzędnicy MEN doprowadzili do ich wdrożenia i zobligowali dyrektorów do opracowania przed 1 września szczegółowych regulaminów oceniania, co było niezwykle pracochłonne. Szybko okazało się, że te przepisy to kalekie dziecko reformy. W listopadzie 2018 Anna Zalewska poinformowała, że „przepisy, które wydawały się proste, spowodowały biurokrację” i w związku z tym postanawia je... wycofać. Zapowiedziała też prace nad nowym systemem oceniania - nie ma go do dziś.
Dziennikarz: Dlaczego, w pewnym momencie, na pani biurko trafiło blisko milion podpisów w sprawie referendum szkolnego?
A.Zalewska: To było dla mnie duże przeżycie. Bardzo często rozmawiałam ze związkami, kuratorami, nauczycielami i dyrektorami. Zorganizowaliśmy tysiące spotkań. Podpisy trafiły do mnie w lipcu 2017 roku, a machina ruszyła od końca marca. W lipcu już było za późno, by pochylić się nad tym wnioskiem.
Kłamstwo: Anna Zalewska nie dostała podpisów w lipcu - wiedziała o całej akcji i jej efektach kilka miesięcy wcześniej.
20 kwietnia 2017 Komitet Referendalny złożył w Sejmie wniosek i zapakowane w pudła karty z prawie milionem podpisów. Wniosek wylądował w sejmowej „zamrażarce”. Wniosek celowo trafił pod obrady Sejmu dopiero w środku wakacji. Gadanie teraz, w tym wywiadzie, że szanuje każdy podpis pod referendum to wyjątkowa podłość.
https://www.facebook.com/NIEdlachaosuwszkole/posts/1679237308906448
U mojej żony w przedszkolu (póki co, nie w jej grupie), mądrzy rodzice spragnieni odpoczynku od dzieci, posłali je z gorączką ... w ilości sztuk 4. Pani dyrektor przeszła chyba na stronę antykowidziarzy, bo będąc sama w grupie ryzyka, nie wezwała ich, żeby odebrali swoje "pociechy". A jeszcze w marcu/kwietniu petentów obsługiwała w drzwiach swojego gabinetu ...
Pozwole sobie podbic
"W polskich szkołach ma powrócić edukacja zdalna. Na początek w klasach najstarszych. Taki w tym momencie jest rządowy plan - ustalili nieoficjalnie dziennikarze RMF FM. Wczoraj premier oficjalnie zasygnalizował, że w szkołach i na uczelniach pojawią się ograniczenia."
No i wyglada na to ze uczniowie wracaja do domow. Jakis komentarz od eksperta? ;)
Czy mi sie wydaje, czy polska edukacja jest na to rownie nie przygotowana jak byla pol roku temu, i tak naprawde nic nie ruszylo do przodu?
Masz racje: nic nie ruszyło do przodu i nadal jesteśmy nieprzygotowani (poza tym, że niektóre szkoły z własnej inicjatywy utworzyły nauczycielom i uczniom konta na Teamsach).
Jesli wrócimy do zdalnego nauczania, będzie dramat. Martwie się zwłaszcza o moich maturzystów.
To już nawet nie chodzi o brak komputerów (choc tak: niektórzy nadal nie mają sprzętu dającego możliwość prowadzenia zajęć). W niektórych miejscowościach (np. u mnie) brak np. w ogóle sieciowej infrastruktury, która zapewniałaby przepustowość konieczną do zdalnego nauczania. Nie ma jednolitej w skali kraju platformy, nie ma możliwości prowadzenia zajęć online za pomocą dostępnych dzienników elektronicznych. Nie ma wzorców sensownych planów zajęć. Nie ma możliwości prowadzenia jakichś 30% zajęć (w szkołach branżowych czy artystycznych). Nie ma sposobów na wyegzekwowanie od uczniów samodzielności w wykonywaniu zadań. Nie wiadomo, jak organizować zajęcia z zachowaniem zasad BHP (czas przebywania przed ekraniem). Baza podręcznikowa nie nadaje się do nauczania online. Itp.
W ciagu kilku dni się tego nie zmieni. A jeszcze dochodzą kwestie pozaszkolne: część dzieci znowu zniknie z radaru (a do tej pory nie wypracowano metod, jak temu zaradzić). Rodzice będą mieli problemy z pracą na dwa etaty (domowo-szkolny i normalny). Itd.
Są też problemy nieistotne z punktu widzenia rodzica, ale jednak znacząco wpływające na jakość nauczania. Np. jak wynagradzać nauczycieli za pracę zdalną, skoro niektórzy (np. wuefiści, nauczyciele przedmiotów praktycznych czy artystycznych) nie robią wtedy właściwie nic, zaś pozostali harują dwa razy więcej i wypalają się po 2 tygodniach (i muszą w końcu choć częściowo olać taką naukę). Do tej pory nie wypracowano metod różnicowania płac i ułatwiania pracy tym, którzy - ze względu na przedmiot, którego nauczają - muszą spędzać w tej sytuacji 12 godzin dziennie przed ekranem. Ba, nawet nikt o tym nie pomyślał. Ja np., choć zachowywałem wszelkie środki ostrożności (specjalne okulary, druk nadsyłanych setek prac/zadań na własny koszt, żeby nie czytać na ekranie itp.), przez 2 miesiące musiałem leczyć u okulisty oczy po ostatnim zdalnym nauczaniu.
No i kolejne problematyczne tygodnie przed nami:
A ja wciąż czekam na obiecane przez Morawieckiego w zeszłym tygodniu projekty "odchudzonych" podstaw programowych. Minęły już 2 dni nauczania zdalnego, a dalej musimy pracować na podstawach "nieodchudzonych". To kiedy w końcu zobaczymy to, co jest nam potrzebne już teraz? Na Święta?
A ja już mam dość tego pierdololo o straconym roku i pokoleniu. Moja babcia w trakcie okupacji nie chodziła do szkoły. Uczyła się razem ze starszymi siostrami samodzielnie. Nie bawiła się z innymi dziećmi i nie socjalizowala. Miała 15 lat jak wybuchło powstanie warszawskie w którym brała udział. I wiele można o niej powiedzieć ale nie to że była straconym pokoleniem. Była dobrze wyedukowana. Maturę zrobiła po wojnie. A tu pierdololo że po pół roku zdalnego nauczania swiat się zawali.
No cóż, mamy tu do czynienia z zupełnie inną sytuacją (i historyczną, i społeczną). Życzyłbym sobie, żeby dzisiejsi uczniowie (a przynajmniej znacząca ich część) mieli cechy charakteru twojej babci, w tym samodyscyplinę, która sprawia, że socjalizacja nie będzie potrzebna do oderwania się od ekranu komórki.
Ale tak: świat się nie zawali. Nie zawaliłby się nawet wtedy, gdybyśmy zamknęli szkoły na 5 lat. ;)
A ja życzyłbym sobie żeby pisuary odchudziły programy nauczania które nie tylko są przeładowane ale w większości pełne nikomu niepotrzebnych bzdur. To jest dopiero stracone pokolenie które uczy się o pantofelku a jednocześnie myśli że maseczki są szkodliwe vide wątek o koronawirusie.
Nie wiem czy Cię pocieszę Bukary,ale Twój pryncypał niejaki Czarnek w pierwszym dniu swojego urzędowania wywalił odpowiedzialną w ministerstwie za podstawy programowe dyrektorkę.Z obecnymi podstawami programowymi było kiepsko,ale teraz to dopiero będzie jazda.Przecież ten buc musi się jak najszybciej się wykazać.No nie zazdroszczę Wam nauczyciele.
Generalnie uważam, ze gdyby nie debile przy korycie + zacofanie + brak kasy, to nauczanie zdalne, a tym bardziej hybrydowe nie musiałoby być porażką.
Są filmiki na YT lepiej tłumaczące różne zagadnienia niz ja to kiedykolwiek miałem wyłożone, nawet w podręcznikach.
Wiem, że jak się jest w podstawówce i liceum to nie umie się uczyć samemu i inaczej do wielu spraw podchodzi, ale takie content na YT udowadnia, że nauczyciele mają możliwości.
Zresztą nadal są podręczniki, więc czasem wystarczy ich poprawienie w jakiejś prezentacji.
Wszystko komplikuje tylko grajdół w jakim żyjemy, debile u władzy i biurokracja.
Dlatego rozumiem frustrację...
Ale poza tym Rykosha ma sporo racji, co to k... jest zmarnowany rok, nawet jakby ten rok trzeba było powtarzać? W dorosłym życiu co i rusz walą sie plany życiowe, trzeba je rewidować o miesiące czy lata, spora część ludzi po szkole czy studiach dalej mieszka z rodzicami, naprawdę , te "zrujnowane życia i kariery" dwunastolatków to jest tekst rodem z jakiegoś mema z toksyczną mamuśką.
Polska szkoła, stosunki rówieśnicze, często sami rodzice - rujnują życie tysiącom osób na setki sposobów. Ten lock-down to jest jeden z mniej szkodliwych z nich.
BTW - czytałem już wiele artykułów o istnych maratonach w wystawianiu ocen, sprawdzianach niemal codziennie "bo zaraz zamkną szkoły". To też nie jest chyba OK...
Ja śledząc sprawy edukacji mam wrażenie że o tym straconym pokoleniu/roku mówią najczęściej ci sami rodzice, którzy parę lat temu głośno protestowali przeciwko sześciolatkom w szkole (skrócone dzieciństwo!) a sami teraz hodują małych starych, bo dzieciaki po lekcjach lecą na dodatkowy angielski, szachy, fortepian, gitarę, karate, kung fu, suahili, kurs programowania itd a jak dziecko wraca do domu o 21 to jeszcze praca domowa do odrobienia i trzeba się na kartkówkę nauczyć. Potem madka leci z mordą do szkoły dlaczego tyle zadane - jej dziecko nie ma czasu na zabawę! Ale nie ma to nic wspólnego z nauką gry na ukulele, jazdy na słoniu i lekcjami klingońskiego...
A ja życzyłbym sobie żeby pisuary odchudziły programy nauczania które nie tylko są przeładowane ale w większości pełne nikomu niepotrzebnych bzdur. To jest dopiero stracone pokolenie które uczy się o pantofelku a jednocześnie myśli że maseczki są szkodliwe vide wątek o koronawirusie.
Obawiam się, że odchudzenie programu przez PiS nie będzie oparte o racjonalne podstawy. Chodzi o to, żeby komuś znowu dać zarobić.
Kolejność wydarzeń:
Nauczyciele i uczniowie narzekają na to, że podstawa programowa jest już przeładowana. Przychodzi Zalewska i wynajmuje "ekspertów" z łapanki, którzy jeszcze "pogrubiają" podstawę. Nauczyciele i uczniowie narzekają, że tego się nie da normalnie zrealizować. Zalewska ma w nosie uwagi środowiska. Przychodzi Piontkowski i nie robi nic. Rozpoczyna się pandemia i zdalne nauczanie. Nauczyciele i uczniowie apelują: teraz to już nie ma żadnych szans na realizację tej nowej podstawy. Piontkowski utrzymuje, że wszystko jest gites. Przychodzi Czarnek i deklaruje "ochudzenie" podstawy. Jak? Kiedy? Gdzie? Przez jakich ekspertów? Nie wiadomo. Najbardziej prawdopodobny scenariusz: Czarnek wywali sensowne treści, wprowadzi na ich miejsce prawackie pierdololo i bogoojczyźnianą mowę-trawę. I nawet jeśli ilość materiału się zmniejszy (w co wątpię), to nadal będzie taka sama (lub większa) jak w okresie przed "reformą". Czyli wciąż będzie tego za dużo.
Albo jeszcze krócej: PiS będzie naprawiał to, co sam spieprzył. A ponieważ zdolności naprawczych nie ma żadnych, to spieprzy jeszcze bardziej.
W ramach ciekawostki napisze, ze w szkole moich dzieciakow, nawet po powrocie do pelnego nauczania we wrzesniu, szkola zachowala czesc rozwiazan z okresu nauczania zdalnego.
Mysle ze ktos wpadl na pomysl, ze to przynajmniej czesciowo utrzyma zaangazowanie rodzicow w proces edukacyjny pociech.
Jak już dziś pisałem, w Polsce trzeba było od początku września wprowadzić odpowiedni reżim sanitarny oraz nauczanie hybrydowe. Może nie w pełni zdalne, ale właśnie hybrydowe. W rodzimych warunkach to jedyny sposób na zmniejszenie liczby kontaktów w niewielkich, zamkniętych pomieszczeniach, gdzie zazwyczaj gnieździ się ponad 30 osób (bez maseczek) przez 45 minut.
W ciągu jednego dnia uczniowie i nauczyciele mają kontakt z setkami osób w budynku szkoły. A potem idą na miasto (transport publiczny) i do domów (gdzie w polskich warunkach mieszkają również dziadkowie). Jeśli nie ograniczy się tej liczby kontaktów, nie ma mowy o sensownym powstrzymaniu rozpowszechniania się wirusa.
Przy okazji, sytuacja z rodziny narzeczonej - w relatywnie dużej, liczącej ponad 1000 uczniów i ponad 100 nauczycieli szkole "trafiło się" kilku uczniów, którym wynik na covida wyszedł pozytywny. Efekt? Klasa na kwarantannie, reszta szkoły - włącznie z nauczycielami, którzy mieli z zarażonymi kontakt! - funkcjonuje normalnie. Oczywiście o jakiejkolwiek profilaktyce - odkażanie klas, dystanse, jakakolwiek kontrola na przerwach - nie ma tam mowy, istne "róbta co chceta". Tyle ich teraz "ratuje", że dali im zdalną - choć praktyki (bo to technikum) dalej jednak będą.
Uczę już drugi tydzień w pełni zdalnie. Nie polega to na wysyłaniu i sprawdzaniu zadań. Mam wszystkie zajęcia online (na kamerce).
Efektywność tego rodzaju nauczania jest mniejsza niż stacjonarnego. Wszystko omawia się nieco wolniej. Sama weryfikacja rzeczywistej obecności na zajęciach zajmuje co najmniej 5 minut. Nie sposób też zweryfikować samodzielności wykonywanych zadań (kartkówek, wypracowań), co stawia pod znakiem zapytania sensowność wystawiania jakichkolwiek ocen. To szczególnie poważny problem w przypadku maturzystów. Nie ma żadnej możliwości zorganizowania matury próbnej (która w mojej szkole odbywała się zawsze w listopadzie). Trudno też ćwiczyć pisanie wypracowań i rozwiązywanie testów. Wszystko trwa po prostu znacznie dłużej.
Pracuję za pomocą Microsoft Teams (i pakietu Office). Niestety, moduł PRACE (zadania) nie jest zbyt dobry. Przydałaby się jakaś porządna aktualizacja. Ponieważ uczniowie nie za bardzo radzili sobie z Teamsami i modułem zadań, musiałem dla każdej klasy przeprowadzić szkolenie (co zajęło sporo czasu lekcyjnego).
Kolejnym utrudnieniem jest dla mnie przepustowość internetu. To tereny wiejskie. Nie mamy jeszcze światłowodów. Jestem więc w stanie udostępniać uczniom na ekranie prezentacje, grafiki itp., ale nie ma szans na włączenia fragmentu filmu czy animacji. Nie mogę też od uczniów wymagać pokazywania się na kamerce, więc podejrzewam, że np. część z nich może oglądać w czasie zajęć Netfliksa.
Do tego dochodzą problemy zdrowotne. Wpatrywanie się przez wiele godzin i wiele dni w ekran (i w literki na ekranie) musi pozostawić jakiś negatywny ślad. Muszę bardzo uważać, bo ostatni okres zdalnego nauczania spowodował, że stałem się stałym klientem okulistów. Moja dyrekcja zdecydowała, że lekcje nie mogą trwać dłużej niż 30-35 minut. Jeśli wziąć pod uwagę zdrowie, to dobrze. Ale jeśli idzie o realizację materiału...
Pojawili się też znowu uczniowie "zagubieni". Średnio jakieś 2 osoby na klasę. Nie ma z nimi kontaktu, nie uczestniczą w zajęciach i zrobili sobie wolne.
I jeszcze jedno: ponieważ do nauczania zdalnego przyłączyły się dziś też podstawówki, mamy kłopot:
To, że się Librus wysypie to było do przewidzenia - choć ja zakładam, że Teamsy też mogą zacząć nie wyrabiać. I z pewnością część uczniów bez kamerek robi sobie na boku co im się podoba - najlepszym przykładem klasa maturalna wspomnianego przeze mnie wcześniej brata narzeczonej, która ciśnie sobie w World of Tanks w czasie lekcji.
Co do sensowności jakichkolwiek sprawdzianów i kartkówek, to chyba byłby najlepszy system znany chociażby z prawa jazdy - masz pytanie, kilkadziesiąt sekund na odpowiedź i jedziemy dalej. Nie ma czasu na znalezienie informacji na necie czy na ściądze (chyba, że mało materiału), a jeszcze jak do tego wprowadzi losowość pytań to już w ogóle nie sposób oszukiwać. No ale - do tego to musiałby być przygotowany jakikolwiek system, a jak wiadomo nasi rządzący mają ważniejsze sprawy na głowie niż jakaś tam edukacja. W twoim wypadku pewnie "rozwiązaniem" byłoby zawalenie uczniów samymi wypracowaniami, których nie bardzo się da ściągać - ale to też nie rozwiązanie. No i żadne wyjście na innych przedmiotach.
A jak sa robione klasowki i sprawdziany w czasie zarazy?
Podnosisz prawa reke i przysiegasz ze nie korzystales z wujka google?
Jest z tym problem.
Wypracowanie: wysyłam poprzez moduł zadań w Teamsach pusty plik Worda z tematem. Uaktywnia się o określonej godzinie i trzeba go odesłać do określonej godziny. Wszyscy wtedy są zajęci pisaniem i raczej nikt nie będzie w tym czasie pomagał swojemu koledze, bo sam nie zdąży. Pomocy też nie ma co oczekiwać ze strony rodziców, bo przed południem są zazwyczaj w pracy. A wyszukiwarka internetowa w wypracowaniu tylko w niewielkim stopniu pomoże. (Już prędzej pomoże mnie w znalezieniu tych, którzy ściągali).
Gorzej z klasówkami. Tu nie ma dobrej metody w Teamsach. Trzeba się liczyć ze ściąganiem i utrudnić to uczniom (np. wysyłać inne zadania dla różnych grup itp.).
Gorzej z klasówkami. Tu nie ma dobrej metody w Teamsach. Trzeba się liczyć ze ściąganiem i utrudnić to uczniom (np. wysyłać inne zadania dla różnych grup itp.).
Ciekawe czy siedzą na TeamSpeaku lub innym komunikatorze i razem dumają nad rozwiązaniem równania kwadratowego (chociaż od czego są kalkulatory online :P ). W sumie, takie zdalne nauczanie uczy współpracy :D
A dyktanda w notatniku piszą? ;)
JPRDL
https://www.facebook.com/NIEdlachaosuwszkole/posts/1729914630505382
Niekompetencja tego rządu jest po prostu niewyobrażalna.
Mam przypuszczenia, że w MEN nie do końca wiedzą, jak działa system, którym kierują. Dopiero dziś powołali zespół, który ma się zająć podstawami programowymi, a właściwie okrajaniem wymagań egzaminacyjnych. Efekty poznamy w grudniu. Tik-tak-tik-tak-tik-tak.
A więc obietnica premiera Morawieckiego o przykrojeniu podstaw programowych i owszem, ale z terminem realizacji na... grudzień!
- Pusty śmiech. Czym ministerialna ekipa zajmowała się przez ostatnie pół roku? Łapaniem much?
- Co można wyciąć z podstawy w grudniu, jeśli nauczyciele mają wolną rękę w realizowaniu poszczególnych zagadnień?
Dość obiektywny artykuł o tym, co się dzieje - i z perspektywy rodzica, i z perspektywy nauczyciela:
Pupa mnie boli, 6-8h przy kompie... nie licząc prac domowych :(
lekcje normalnie 45min, a miało być 30min...
5min przerwy czyli nie zdążę dojść do kuchni i już 2min zostaje i muszę wracać D: kanapki nie mogę zrobić nawet więc głodny siedzę praktycznie cały czas
Witam mam pytanie z innej beczki odnośnie dostawcy internetu do nauki zdalnej kogo polecacie we Wrocławiu. Miałem LTE i strasznie to wyglądało rwało itp. teraz testuje Airmax i ciekaw jestem jak po podpisaniu umowy bedzie sie sprawdzał bo narazie wygląda obiecująco airmax.pl/klienci_ind/internet
Witam, Airmax to bardzo słaby dostawca internetu. Proszę jak najszybciej od niego uciekać. Tragiczna jakość transferu, obsługa klienta na najniższym poziomie. I w dodatku zatrudniają totalnych idiotów do marketingu w internecie.
Morawiecki dał ferie zimowe w jednym terminie (co w sumie głupie nie jest, biorąc pod uwagę, co mamy).
Ale termin od 4 stycznia oznacza, że dzieciaki mają bardzo długie wolne, od kiedy są ferie świąteczne? 23 grudzień?
Blisko 4 tygodnie nic nie robienia, sam nie wiem, czy będąc uczniem bym się bardzo cieszył
Nie ma szans na w miarę normalną realizację materiału. A proponowane zmiany w egzaminie maturalnym z języka polskiego nie wiążą się właściwie z żadnym "odchudzeniem" materiału. Kolejny absurd pisowski.
Czy obowiązkowe jest zakończenie semestru przed feriami? Można chyba wystawić oceny już po nich?
Wiem, to nie to samo co przerobienie materiału, ale chyba Broniarz coś tam mówił, że "mamy trzy tygodnie żeby wystawić oceny", więc przy okazji pytam.
Semestr chyba się kończy z reguły na przełomie stycznia/lutego, więc chyba z teorii po feriach można spokojnie oceny wystawić, ale może to zależy od szkoły?
Termin klasyfikacji śródrocznej jest określony w statucie szkoły. Wejdź na stronę placówki, sprawdź statut oraz plan organizacji roku szkolnego. Tam wszystko powinno być. Trudno jednak powiedzieć, jaką decyzję podejmie dyrektor po zmianach wprowadzonych przez ministerstwo.
Szczerze mówiąc, przypomniałeś mi teraz, że w ogóle jest jakiś strajk. Normalnie prowadzę zajęcia i wszyscy uczniowie byli dziś obecni (a wielu z nich bierze czynnie udział w strajku kobiet).
Nie za bardzo wiem nawet, czy mógłbym się jakoś przyłączyć do strajku (tzn. w czasie zajęć) i nie złamać prawa (= stracić pracy).
Nie sądzę też, żeby tego rodzaju forma protestu zmieniła cokolwiek. PiS oddał szkoły w ręce strasznego człowieka nie po to, żeby teraz ulec jakimś głosom sprzeciwu. To musiałaby być ogólnopolska akcja polegająca na całkowitym zaprzestaniu nauczania i blokadzie placówek oświatowych. Musiałby się też do niej przyłączyć wszystkie uniwersytety.
Ja dziś otrzymałem link z informacją o strajku ( https://wiadomosci.radiozet.pl/Polska/Strajk-uczniow-2020.-Uczniowie-nie-wezma-udzialu-w-zajeciach.-Chca-dymisji-Przemyslawa-Czarnka ), więc byłem ciekaw jak się na to zapatrujesz.
Trzeba przyznać, że rok 2020 wypada wyjątkowo ciekawie na tle lat poprzednich.
Chciałabym odświeżyć temat, bo zaczął dotyczyć także i mojego dziecka. Faktycznie w 2020 nie byliśmy jako społeczeństwo bardzo gotowi do szybkiego przemodelowania nauczania na wariant online. Przede wszystkim, przynajmniej w mojej ocenie, problem był po stronie kadry. Nauczyciele, zwłaszcza ze starszego pokolenia, dosłownie nie radzili sobie z obsługą komputera, a co dopiero programów typu Zoom, MS TEAMS czy Google Meet. Niemniej zastanawia mnie, dlaczego wówczas nikt nie wpadł na pomysł wykorzystania gotowych platform edukacyjnych. Czy to pycha ministra edukacji, że potrzebował mieć "coś swojego" czy nie wiedział o ich istnieniu? Minęły 2 lata i w mojej ocenie wiele w tej kwestii nie zmieniło się. A Wy co o tym sądzicie?
Tak na marginesie, to z tego co pamiętam, to nawet Libratus chyba udostępnił podczas konfliktu Rosji z Ukrainą swoją platformę dzieciom z Ukrainy aby uczyły się języka polskiego i ogólnie poznały naszą kulturę. Chcieć znaczy móc, a mam wrażenie, że dalej tkwimy w pruskim modelu nauczania, który nie pomaga w kształtowaniu umiejętności potrzebnych w przyszłości...
chodziłem wtedy do podstawuwki. Krzywdy jakie mi wyrzadzono już nigdy nie uda sie naprawić...