Kultura Gamingu Wymiera
Chciałem wzbudzić dyskusję, ponieważ większość moich znajomych (normiki) nie są częścią kultury gaming uważają że kultura gamingu wymiera, chciałbym poznać wasze zdanie w tej sprawie jestem otwarty na dyskusję pozdrawiam gamerow.
Via Tenor
czy to jest ta kultura gamingu ktora wymiera? -->
Kolejny marny troll ehh...starajcie się bardziej. Już Darek z cyferkami lepiej trolluje.
niezapomniany klimat
No, ja nie zapomne klimatu spocencow i fajek w kafejkach internetowych/gamingowych. Dobrze, ze wymarly.
Jak na kogoś, kto chciał wzbudzić dyskusję, to bardzo słabo się postarałeś. Ja bym zaczął jeszcze raz.
Via Tenor
Jaka znów kultura, wymieranie...
Jeden woli gierki, drugi woli ci*pki. Proste.
Czym dla ciebie jest ta kultura? Jak bylo kiedys i jak jest teraz, jakie roznice? Nie wiem do czego sie odniesc.
Dobra, napiszę poważnie choć temat założył pewnie jakiś troll i liczy na jakieś flejmowe odpowiedzi, ale ok.
Kultura gamingu. Paradoksalnie istniała kiedyś i mam tu na myśli głównie lata 80, 90 i ewentualnie początek 2000. Dlaczego ? Bo była relatywnie hermetyczna. To było środowisko, które w dużej mierze określało się nerdami czy geekami (niby nie to samo ale komputery i nowinki techniczne to to co je łączy). Ani komputery ani konsole nie były masowe. Na imprezach demosceny spotykali się ci sami ludzie. Później ci sami ludzie + znajomi spoza demosceny spotykali się na giełdach komputerowych i targowiskach by śledzić nowinki ze świata gier i programów. To było środowisko zamknięte w pewien sposób i nie miało dużego znaczenia czy masz lat 10 czy 50 by do niego należeć lub nie. Swoje robiła prasa komputerowa. Bajtek, Secret Service, Gambler, Reset, ŚGK, redaktorzy się przewijali często pomiędzy redakcjami, w swoim mikroświecie byli znani i szanowani. Była Gambleriada i inne mniejsze imprezy. Do końca lat 90tych komputer nie był oczywistością. Ja miałem farta bo trafiłem do klasy bogatych dzieci gdzie w 1996 roku prawie wszyscy w klasie mieli komputer. I ja miałem komputer. Ale dla dzieciaków sąsiadów, dla kuzynostwa, radochą był Pegasus. Komputer czy PlayStation to marzenie ściętej głowy. Do dziś zdumiewa mnie gdy ludzie z mojego rocznika (1986) czy podobnego mówią że pierwszy komputer mieli grubo po np. 2004 roku. Bo rodziców nie było stać. Po prostu.
W latach 90tych człowiek kupował prasę bo internet nawet dla posiadaczy komputerów to było często marzenie z innego świata, choć kafejki internetowe w pewnym momencie ratowały sytuację. Ale prasa. To było źródło wiedzy. Każdy gracz w Polsce wiedział co wychodzi, co wyszło lub co wyjdzie na rynek za chwilę. Recenzowanych było w czasopiśmie dajmy na to między 20 a 30 tytułów miesięcznie i to wystarczyło. Człowiek miał pojęcie nawet o grach spoza własnego gatunku, co wcale dziwne nie było jeśli np. był fanem cRPG a tych wychodziło.....No dajmy na to jeden na miesiąc. Więc wszyscy gracze w dowolnym miejscu Polski (a pewnie i świata) rozmawiali o tych samych tytułach. Wszyscy grali w Quake'a. Wszyscy grali w Duke'a. Wszyscy grali w StarCrafta. Wszyscy grali w Diablo. Wszyscy grali w Blood. Wszyscy grali w Herosów. Każdy znał klasykę pokroju Dooma, Jazz Jackrabbit czy Dune 2. Wszyscy znali gry z Pegasusa. Nawet jeśli nie grali w ww. (bo nie ich gatunek dajmy na to) to znali bo o tym czytali w prasie albo widzieli jak inni grają albo słyszeli od kumpli. W salonach gier wszyscy ogrywali trzeciego Tekkena lub najnowsze FIFY, bo mało kto miał konsole ale każdy znał. Kafejki internetowe też robiły swoje bo często przesiadywali w nich ci sami ludzie, grali ze sobą w te same gry, zawiązywały się znajomości, przyjaźnie. Gracze mieli ze sobą o czym rozmawiać.
A teraz? Każdy ma komputer lub konsole lub i jedno i drugie. Do tego smartfon. Każdy ma internet. Sęk jest w tym że mimo internetu pozwalającego gadać z gościem z Wyspy Wielkanocnej, nie ma o czym ani z kim rozmawiać. Prasa w zasadzie upadła i żyje tylko dzięki nostalgii za retro i tymi właśnie starymi czasami. Nie ma miejsc spotkań, nie ma giełd, nie ma kafejek internetowych. Steam i inne serwisy dziennie zalewają rynek tytułami, które są szrotem w większości, ale to i tak wystarczy by gracze nie mieli wspólnego tematu do dyskusji, bo następuje, hm, "rozproszenie zainteresowania", czasem tylko przerywane wydarzeniami typu Diablo IV czy Gothic Remake. Widzę to po sobie i swoich przyjaciołach, których znam 20 - 30 lat: w czasach szkolnych graliśmy w zasadzie w to samo i rozmawialiśmy o tym, teraz każdy gra w co innego i nie ma o czym rozmawiać w kwestii gier.
Gry stały się także domeną nowego pokolenia, które gra w dużej mierze w MMO lub na komórkach, tzw. casuale dyktują warunki analityków wielkich korporacji siedzących nad tabelkami z Excela. O jakiej kulturze gamingu może być mowa gdy graczy nic nie łączy? Gdy część niby gra ale ich zainteresowanie ogranicza się do odpalenia gry po pracy z piwem, jednak nie rozumieją i nie znają historii gier bo nie widzą w tym sensu, nie znają pojęć jak FPS, TPP, RPG. Nie muszą. Jak możemy mówić o kulturze gamingu, gdy nie ma autorytetów ani w prasie ani w developerce powszechnie szanowanych i słuchanych, zaś dyskusje o grach w internecie prędzej czy później (zazwyczaj prędzej) kończą się agresją i pyskówką?
Kultura gamingu? Nie istnieje, tak jak nie istnieje fandom fantastyki. To sztuczne twory. Jestem graczem, ale nie czuję się członkiem społeczności graczy. Kocham fantastykę, ale nie czuję się członkiem żadnego fandomu. Niestety. Tak to wygląda.