A może to coś prostszego?
Brak sequeli, różnica poziomów tworów które dawniej prezentowano/prezentują teraźniej, bycie fanem czegoś? Bardzo ograniczone progi gatunków?(mechy) Nazywanie rzeczy po imieniu? itd.
Badźmy szczerzy, Dragon Ball Z > Dragon Ball Super.(to nawet nie jest pojęcie względne)
Albo Manga > Adaptacja 1997/1998 > adaptacja 2016/2017 Berserka.
To nie tak że endorfin nie czuje przy dzisiejszych produktach.
Tak jak kocham Higurashi, tak samo zakochałem się w Re Zero, albo w Summer Time Render, czy Seins Gate.
Albo tak jak polubiłem gatunek Isekai za jego możliwości kreatywności gdy raczkował, tak go jednocześnie znienawidziłem po latach, za rzucanie 95% tytułów generycznie. Co nie znaczy że dalej go nie śledze, a obarczyć mogę za to nie kreatywnych twórców, którzy są plagą w tych terminach.
Z jednym się mogę zgodzić, a mianowicie że posiadanie hobby wpływa na lepsze samopoczucie.(bez tego człowiekowi odwala)
Ludzie wracają do RTS Warcrafta/Starcrafta bo jest dobry, a mianowicue bo nie posiada sequeli.
Świat nie jest tak zero jedynkowy, jest dużo względnych.
Ludzie nie siedzą na CRT monitorach lub kasetach VHS w 2026, bo to abstrakcja(może jednostki)
Ludzie nie koczuja w jaskiniach, ponieważ dopadła ich nostalgia do historii.
Ludzie grają w rebooty, ponieważ są ciekawi jak się zaprezentuje owa gra z możliwościami dzisiejszej technologi, albo ponieważ jest to przyjemniejsze dla oka.
Przykładowo lubie wracać do Gorky17 bo giereczka ma klimat jak ja pi*****ę(a teraz mi znajdź coś podobnego)