Ostatnio rozmyślałem sobie o tym filmie i o powieści, na podstawie którego powstał. Sama wizja przyszłości bardzo intrygująca i oryginalna, ale w ekranizacji, mimo upływu lat, do dziś doskonale pamiętam scenę batalistyczną, kręconą jednym ujęciem, z bohaterem przebijającym się przez ulice trawione intensywnym konfliktem rebeliantów i żołnierzy. Gość biegnie zgięty w pół, wokół świst kul, ludzie umierają, a on za wszelką cenę chce dostać się do budynku, gdzie jest pierwsze-ostatnie dziecko wraz z matką. Przerażające, polecam usiąść do tego filmu choćby dla tej jednej kapitalnej sceny.
Film otwiera również taki "one shot" kiedy bohater wychodzi z restauracji i ciągnięty jest do kulminacyjnego wydarzenia. W typowym filmie byłoby tam z kilka cięć.
Biorąc pod uwagę, że w filmach dominuje montaż "teledyskowy" takie jednoujeciowe sekwencje robią jeszcze większe wrażenie.
Ten film obfituje w takie jednoujeciowe, krótsze lub dłuższe, prowadzenia kamery.
Zgadza się. W jednym filmie znalazły się co najmniej dwie "jednoujęciowe" sceny, które na stałe weszły do historii kina: strzelanina i zasadzka "samochodowa". Emmanuel Lubezki to geniusz kamery. Zresztą tego rodzaju wyjątkowe ujęcia znajdziemy też w innych filmach, które wyszły spod jego ręki ("Grawitacja", "Zjawa", "Birdman"). Nie mogę się doczekać tego, co zrobił w "Diggerze". Wkrótce premiera.
A "Ludzkie dzieci" to film wyjątkowy. I to nie tylko pod względem realizacyjnym.
Film broni się świetną scenografią ale scenariuszowo niestety ociera się o banał epatując stale figurą dziecka „niewiniątka” oraz motywu „cudownego dziecka”, które ma przynieść zbawienie upadłemu światu. Do tego płacz, który zatrzymuje wojnę i łopatologiczne wskazywanie na symbolikę porodu w brudzie.
Ten reżyser jednak tak ma. Przeplata świetne nieoczywiste filmy z ckliwymi opowiastkami. Np taka Roma czy I twoją matkę też Cuaróna to dwie półki wyżej. Najgorsza chyba była Grawitacja.
Kurczę! Potraficie w tytule artykułu napisać kilkanaście słów, tworząc jakieś zagadki, byle nie napisać tytułu. Byle się klikało
Jeden z najważniejszych filmów mego życia. Na Filmwebie znajdziecie moją recenzję (szukać Griftera).
Jest w moim TOP10, a filmów obejrzałem, zapewniam was wiele...
Genialne kino, a Cuaron jest dla mnie bogiem reżyserii!!
Aha, książka jest jakieś kilka klas słabsza. Ale i tak ma swoje niesamowite momenty. No, ale nie ta klasa jednak.
TIP: ta staruszka w pierwszej scenie w kawiarni to właśnie autorka książki Phyllis Dorothy James. Zmarła w 2014 roku. Fajnie, że doczekała genialnej ekranizacji swej książki i była bohaterką szokującego openingu.
Powiem Ci więcej - ja dwie części Chorego Portiera od Columbusa obejrzałem, specjalnie, by móc ogarnąć kino Cuarona w trójce.
Później obejrzałem resztę części (Newell dał radę, ale Yates to już gówno kręcił) i żadna nie zbliżyła się do geniuszu Cuarona.
Dla mnie ten mexico gość jest wielki.
A na Grawitacji byłem 3 razy w kinie na seansie 3D. Jak ktoś w kinie nie widział tego filmu to go tak naprawdę... nie widział :D
"Ludzkie dzieci" oglądałem z 10 razy!
Nie ma co szastać dyszką na lewo i prawo.
Z drugiej strony, każdy ma swój cyrk i swoje małpy, więc u mnie pierwszy Die Hard 10/10. I drugi Terminator też.
I Sami Swoi (to chyba rekord, bo film widziałem jakoś 30+ razy i zawsze obejrzę). Szczęki 25+ seansów. Też dycha.
Blade Runner (najważniejszy film mego życia) jakieś 20 razy.
Co ciekawe wybitny 'Stalker' (też dycha) tylko 4 seanse (na to trzeba się dostroić z Zoną).
Nie ma co drzeć kotów. Każdy ma swoją dupę.
No chyba, że ktoś ocenia sagę Wściekle Szybkich na 10/10, wtedy - "Nie chce mi się z tobą gadać" (Psy Pasikowskiego, wiadomo).
Pozdro!