Ostatnio rozmyślałem sobie o tym filmie i o powieści, na podstawie którego powstał. Sama wizja przyszłości bardzo intrygująca i oryginalna, ale w ekranizacji, mimo upływu lat, do dziś doskonale pamiętam scenę batalistyczną, kręconą jednym ujęciem, z bohaterem przebijającym się przez ulice trawione intensywnym konfliktem rebeliantów i żołnierzy. Gość biegnie zgięty w pół, wokół świst kul, ludzie umierają, a on za wszelką cenę chce dostać się do budynku, gdzie jest pierwsze-ostatnie dziecko wraz z matką. Przerażające, polecam usiąść do tego filmu choćby dla tej jednej kapitalnej sceny.
Film otwiera również taki "one shot" kiedy bohater wychodzi z restauracji i ciągnięty jest do kulminacyjnego wydarzenia. W typowym filmie byłoby tam z kilka cięć.
Biorąc pod uwagę, że w filmach dominuje montaż "teledyskowy" takie jednoujeciowe sekwencje robią jeszcze większe wrażenie.
Ten film obfituje w takie jednoujeciowe, krótsze lub dłuższe, prowadzenia kamery.
Zgadza się. W jednym filmie znalazły się co najmniej dwie "jednoujęciowe" sceny, które na stałe weszły do historii kina: strzelanina i zasadzka "samochodowa". Emmanuel Lubezki to geniusz kamery. Zresztą tego rodzaju wyjątkowe ujęcia znajdziemy też w innych filmach, które wyszły spod jego ręki ("Grawitacja", "Zjawa", "Birdman"). Nie mogę się doczekać tego, co zrobił w "Diggerze". Wkrótce premiera.
A "Ludzkie dzieci" to film wyjątkowy. I to nie tylko pod względem realizacyjnym.