Co za głupota. Jak pisze do kogoś coś to zwykle jest to na tyle ważne, że chcę żeby odczytał to na już, a nie czekać. W takim razie po co w ogóle od razu pisać jak i tak trzeba by czekać na doręczenie wiadomości. To można ja wysłać później czy coś.
"aplikacja wypuszcza wirtualnego gołębia, który leci do odbiorcy z prędkością 110 mil na godzinę, czyli około 177 km/h - z wahaniami rzędu 25 procent w obie strony, bo ptak to nie światłowód. Dystans jest obliczany na podstawie rzeczywistych pozycji GPS nadawcy i odbiorcy"
Fajny pretekst, żeby użytkownicy dawali dostęp do swojej lokalizacji.
"ptaka może dopaść wirtualny drapieżnik, może się też po prostu zdekoncentrować i zgubić. Wtedy wiadomość przepada bezpowrotnie, a za nowego gołębia trzeba zapłacić 99 centów. Gołębnik można też rozbudować o maksymalnie dziesięć dodatkowych ptaków, żeby prowadzić kilka konwersacji naraz. Tak, ktoś naprawdę zmonetyzował śmiertelność gołębi"
I ludzie za to płącą? 😂🤣😂
"Wszystko w telefonie jest dziś natychmiastowe. Cokolwiek robisz, ciągle dostajesz jakieś powiadomienie."
Ale po co tak wydziwiać? Można prościej i za darmo. Powyłączać wszelkie powiadomienia, które nie są niezbędne. A jak aplikacja nie ma, to Android ma swoje tryby nie przeszkadzać i pozwala powiadomienia wyciszyć albo całkiem wyłączyć. Bez dziwnych aplikacji, za darmo i bez udostępniania danych.
Ja rozumiem chęć zwolnienia. Sam bym chyba zwariował, jakby mi telefon non stop pikał. No ale wszystko co niepotrzebne, jest wyciszone i sprawdzam raz czy dwa razy dziennie, czy coś ktoś ode mnie chce. Powiadomienia mam włączone tylko dla najbliższej rodziny, tych paru znajomych, którzy mi co chwilę głowy bzdurami nie zawracają i dla rzeczy związanych z pracą.
A ta szansa na zaginięcie wiadomości po drodze, to już takie kuriozum. Jak już coś do kogoś piszę, to po to, żeby dotarło.
Spoko, jak kacapy, żółci, turbany i jankesi razem z dawidami zaczną walić atomem na lewo oraz prawo to wrócimy do tych wspaniałych czasów w formie tradycyjnych listów.