Nie mam nic do otwartych przestrzeni, ale trochę mi nie leży, że jest to planeta z atmosferą. Przebywanie w kosmicznej próżni wywołuje w nas pewien rodzaj pierwotnego lęku, do którego nie trzeba nawet potwora, po prostu podskórnie czujmy się nieswojo, mając wrażenie, że coś tu jest bardzo nie tak. Gdy pojawia się atmosfera, ten lęk znika, choć nieraz z technicznego punktu widzenia nie robi ona żadnej różnicy. Dokładnie tak jest np. z ziemskim Księżycem i Marsem, gdzie ten pierwszy zdaje się nam złowrogi i martwy, a ten drugi całkiem swojski, przypominający coś, co dobrze znamy z naszej codzienności (horyzont, rozproszone światło, miękkie cienie, kolor nieba), choć atmosfera Marsa jest tak cienka, że z naszego punktu widzenia mogłoby jej tam praktycznie w ogóle nie być.
No a tu sytuacja jest nawet gorsza, bo ta planeta ma atmosferę przystosowaną dla ludzi (można funkcjonować nawet bez kombinezonu), jest roślinność, jest życie. Całość jest po prostu trochę zbyt "ziemska". Częścią uroku "jedynki" było właśnie to, że gracz z jednej strony marzył, żeby czym prędzej uciec z Sevastopola, byle tylko znaleźć się poza zasięgiem nieśmiertelnego kosmity, ale z drugiej strony miał świadomość, że na zewnątrz jest jeszcze gorzej, bo próżnia jest nawet bardziej zabójcza niż Xenomorph. To budowało niesamowite napięcie i poczucie uwięzienia, izolacji, a teraz tego zabraknie...
Mam nadzieję, że chociaż ONTOS, który rozgrywa się właśnie na Księżycu, dostarczy więcej tego "lęku przed próżnią".