Nazywanie Troje kultowym filmem dyskwalifikuje autorkę jako recenzenta i znawczynię sztuki filmowej czyli materii o której pisze. Troja to był komercyjny szrot a nie żadne dzieło sztuki.
Troja to jeden z lepszych i najczęściej rekomendowanych filmów osadzonych w tych klimatach i film, o którym się wciąż mówi po ponad 20 latach od premiery (i mówiło przed najnowszą premierą Nolana). Może cię dupa boleć z tego powodu, ale to nie oznacza, że nie jest on kultowy.
Jak dla mnie Troya to straszny szrot. Nie wytrwalem na filmie do końca a zaczynałem kilka razy. Taka komercyjna papka.
Mi osobiście Troja bardzo się podobała. Świetne sceny walki, zrobione z rozmachem.
Troja była spoko, za to Odyseja jest filmem o celebrytach w sandałach, a na ekranie najważniejsza jest twarz Matta Damona, ważniejsza nawet niż sam Odys
Ta sama Troja, w której ze względów ideologicznych zmieniono materiał źródłowy i z Achillesa zrobili męskiego hetero ruchacza? Achilles miał delikatną urodę i był w związku z Patroklosem. Ciekawe gdzie są teraz ci krzykacze o to, że nie wolno zmieniać materiału źródłowego.
Nic nie zmieniono ze względów ideo. Homer w Iliadzie nie pisze wprost o preferencjach seksualnych Achillesa. Dopiero późniejsi starożytni autorzy (Platon i Aeschylos) jednoznacznie przedstawiali ich jako kochanków.
Do tego warto wspomnieć że Achilles miał dwie kobiety (w tym z jedną z nich posiadał dziecko). Były to Briseida i matka jego syna Deidamia.
Grecy nie dzielili ludzi według orientacji seksualnej a standardem dla mężczyzn z wyższych sfer była biseksualność. Tak więc Achilles kochał zarówno kobiety jak i mężczyzn.
Fanfiki to pisali twoi chrześcijańscy historycy
Ciekawość: Kim są ci 'moi chrześcijańscy historycy'?
Odyseja Nolana jest bardziej ambitna, ale bądźmy szczerzy, klatę Brada Pitta połyskującą w słońcu ogląda się przyjemniej, niż starzejącą się gębe Damona.
Troja to jeden z filmów schyłkowej ery Hollywood, która stawiała na megawidowisko, batalistykę i klasyczne konflikty między bohaterami. Oglądając go dzisiaj można się trochę zdziwić jak bardzo prosty, a jednocześnie "miodny" to tytuł, który dzisiaj nie miałby prawa powstać. Nie jest doskonały, nie nazwałbym go również kultowym, ale już dobrym (łamane na bardzo dobrym) tak. Dobrze się to ogląda, tym bardziej że widać w nim mocno rzemieślnicze i lekkie podejście do tematu greckich mitów - nie ma tu jako takich Bogów, a ich działanie jest jeszcze bardziej dyskretne (w zasadzie żadne) niż w wyżyłowanej przez realizm Odysei Nolana.
Jest za to piękny i wysportowany Pitt, kapitalny Eric Bana, nieprzekombinowany motyw wojny (Zabrałeś mi żonę? Spalimy ci chatę) bez tej całej nolanowej otoczki "zmęczonego" wojownika i ta cała fajna batalistyka z tysiącami żołnierzy, których dzisiaj po prostu brakuje na wielkim ekranie. Typowa nawalanka z argumentami po jednej i drugiej stronie. No i Troja wciąż wygląda bardzo dobrze. Hollywood kompletnie pogubiło się w tej całej technicznej zabawie i zapomniało, jak się robi takie filmy.