Czy teraz WSZYSTKO koniecznie trzeba nazywac AI?
Prosty programik ktory analizuje cene to juz nie mozna nazwac programem, trzeba powiedziec ze "AI to robi".
Jak bym teraz pokazal im moj ruski zegarek z lat 90 co jak sie naciskalo guziczek i mi mowil na glos ktora godzina to ludzie by sie zasrali i oszaleli "WOW miales AI w zegarku z lat 90!!!!"
Chyba zaraz napisze o tym felieton i zakoncze to calo gowno.😡
Jest taki moment w historii każdego słowa, kiedy przestaje ono cokolwiek znaczyć, a zaczyna pracować jako znaczek. „AI” jest właśnie w tym momencie. Nakleja się je na lodówkę, na kosz do koszykówki, na komunikat o redukcji etatów i na prognozę pogody. Czasem za naklejką stoi model, który naprawdę coś liczy. Częściej stoi człowiek z Filipin, arkusz albo zdanie, które i tak miało paść na konferencji wynikowej.
Skala nie jest złudzeniem czytelnika. W drugim kwartale 2026 roku sztuczną inteligencję wymieniło 331 z 493 spółek z S&P 500, dwie trzecie największych firm publicznych. Średnia z pięciu lat to 178, z dekady 114. Firmy, które słowo wypowiedziały, zyskały na kursie średnio dwa razy więcej niż te, które milczały. Nie dowodzi to, że AI podniosło wycenę. Dowodzi czegoś prostszego: milczenie jest dziś droższe niż pustosłowie. Analityk, który nie usłyszy „AI”, zastanawia się, czy zarząd przespał dekadę. Zarząd woli więc powiedzieć cokolwiek.
Stąd AI washing, młodszy kuzyn greenwashingu. Ludzie od public relations w Londynie opisują to bez ceremonii: firmy wykonują „jogowe” skłony, żeby zwykłą automatyzację przedstawić jako sztuczną inteligencję, a dziennikarze przewracają oczami już przy pierwszym zdaniu. W skrzynkach lądują informacje o koszach napędzanych AI i o laserach, które na peronie mają chronić kobiety przed napastnikami, też dzięki AI. Producent butów Allbirds ogłosił zwrot w stronę kart graficznych. Lodówki reklamowano tak, że branżowy organ samoregulacji kazał wycofać tezę, jakoby „inteligentne” połączenie było dziełem sztucznej inteligencji. Pralka z czujnikiem bębna dostała nowe imię. Chatbot ze skryptem dostał nowe imię: agent.
Na końcu tej skali nie ma marketingu, jest oszustwo. Aplikacja Nate zebrała ponad 40 milionów dolarów, obiecując automatyzację na poziomie 93–97 procent. Automatyzacja wynosiła zero: każdą transakcję obsługiwali ludzie. Presto sprzedawało „AI drive-thru”; przy około 70 procentach zamówień i tak wtrącał się człowiek. Komisja handlu wytoczyła od 2024 roku kilkanaście spraw o zawyżone obietnice. Gartner, przeglądając tysiące produktów reklamowanych jako agenci, naliczył około 130, które spełniają definicję. Reszta to asystent, skrypt albo stare RPA w nowym płaszczu. W Polsce badanie PARP z 2026 roku, wśród branż o najwyższym potencjale, daje 23 procent firm, które deklarują, że AI w ogóle używają. Reszta nie używa. W komunikacie tej proporcji nie widać.
Publicity jest tańsze niż wdrożenie i lepiej się klika. Słowo „AI” w tytule podnosi otwarcia tak, jak kiedyś „blockchain”, a jeszcze wcześniej „kropka com”. Firma, która zwalnia, bo popyt siadł, może powiedzieć, że zwalnia „dzięki AI”. Sam Altman nazwał to wprost: wygodna narracja dla cięć, które i tak by nastąpiły. Czasem technologia jest jednym z powodów. Często jest alibi.
Tyle że alibi działa tylko dlatego, że rzecz czasem jest prawdziwa. I tu łatwo wywrócić się w satysfakcję z demaskacji. Obok pralki z naklejką stoi coś, czego w 2019 roku nie było w kieszeni: model, który w kilkadziesiąt sekund streszcza umowę, tłumaczy techniczny akapit, pisze szkic kodu i myli się inaczej niż jakikolwiek wcześniejszy program. Centra danych wyprzedziły oprogramowanie jako drugi temat rozmów prezesów. Operatorzy chmur liczą wydatki w setkach miliardów, nie w budżecie na ulotki. Rekomendacje, które od lat podsłuchiwały, co kupujesz, były uczeniem maszynowym, zanim kazano im tak się przedstawiać. Różnica w tym, że dawniej nikt nie krzyczał o tym na opakowaniu.
Prawda leży nie pośrodku, tylko na osi. Na jednym końcu jest kłamstwo: zero automatyzacji, sto procent slajdu. Na drugim produkt, w którym model jest rdzeniem, nie przypisem. Pomiędzy najszerszy pas: drobna funkcja dopisana do starego systemu, prawdziwa, wąska i przedstawiona tak, jakby od niej zależała przyszłość gatunku. „Powered by AI” znaczy tu zwykle: podpięliśmy cudze API do jednego pola. To nie fałsz w sensie prawnym. To prawda tak ubrana, że przestaje informować.
Historia lubi takie słowa. „Chmura” przez kilka lat oznaczała wszystko, od wynajętego serwera po religię, potem została infrastrukturą, o której mówi się, gdy padnie. Z „big data” zostało kilka zespołów i dużo wstydliwych prezentacji. AI różni się tym, że pod spodem jest zdolność, którą da się pokazać laikowi w trzydzieści sekund. Dlatego szum jest głośniejszy i trudniej go oddzielić od rzeczy. Kropka com też miała pod spodem internet. Większość firm z „.com” w nazwie i tak nie dowiozła.
Zostaje jedno nudne pytanie. Nie „czy jest tam AI”, bo materiał i tak napisze, że tak. Pytanie brzmi: co dokładnie robi model, czego nie robiłby skrypt sprzed pięciu lat, i co zostanie, gdy go wyłączyć. Jeśli zostaje ten sam produkt, naklejka była od publicity. Jeśli zostaje puste miejsce, informacja była prawdziwa. Reszta to teatr, w którym wszyscy grają tę samą rolę, bo publiczność na razie oklaskuje samo wejście na scenę.