Co za problem poczekać sobie rok czy dwa? Nie dość że ponad połowę taniej, to jeszcze wszystko połatane. Nie każdy chyba choruje na FOMO.
To zacznijcie odpowiednio oceniać premierowo buble i uwalać oceny/procenty/whatever za gówniany produkt. Zacznijcie oceniać co dany wydawca dostarcza, a nie czy wydawca jest lubiany w branży, albo to jak dobra gra mogłaby być, gdyby nie X lub gdyby Y. Zacznijcie odpowiednio reagować, bo przykładowo patrząc na to rozmazane, rozmydlone gówno które dostajemy, a które deweloperzy szumnie nazywają "grafiką" nie dowierzam, że w recenzjach nie ma wspomnianego ogromnego downgrade'u jakości obrazu przed ery "ulepszaczy". W żadnej recenzji się nie spotkałem ze stwierdzeniem że grafika jest do dupy, bo zwalono implementację DLSS/FSR albo TAA. A trochę takich gier wyszło.
Dlatego szanuję Ubi, że opóźnili swoje dwie ostatnie premiery dzięki czemu gry wyszły na premierę dopracowane, piękne, zoptymalizowane i bardzo grywalne. Skrajnie odmiennym przykładem jest CP2077, który wyszedł niegrywalny, bo balonik był napompowany i developer, REDzi musieli zarobić kosztem oszukanych dzieciaków. Przez kilka lat dostajemy newsy o okupowaniu win. A wystarczyło wydać dobrą grę na premierę.
Dlatego szanuję Ubi, że opóźnili swoje dwie ostatnie premiery dzięki czemu gry wyszły na premierę dopracowane, piękne, zoptymalizowane i bardzo grywalne. Skrajnie odmiennym przykładem jest CP2077, który wyszedł niegrywalny, bo balonik był napompowany i developer, REDzi musieli zarobić kosztem oszukanych dzieciaków. Przez kilka lat dostajemy newsy o okupowaniu win. A wystarczyło wydać dobrą grę na premierę.

"Ludzie wolą zabugowanego CP..." i masz swoją odpowiedź na to dlaczego branża stacza się na dno. Bo ludzie łykają zabugowane gnioty jak pelikany i nie widzą, że producenci plują im w twarz. ;)
Dokładnie to miałem na myśli, z czym walczysz? xD Chociaż na tle całego najt city i tak wypada świetnie. I ma momenty, Asasyn nie ma momentów; totalnie jest generyczny
To zacznijcie odpowiednio oceniać premierowo buble i uwalać oceny/procenty/whatever za gówniany produkt. Zacznijcie oceniać co dany wydawca dostarcza, a nie czy wydawca jest lubiany w branży, albo to jak dobra gra mogłaby być, gdyby nie X lub gdyby Y. Zacznijcie odpowiednio reagować, bo przykładowo patrząc na to rozmazane, rozmydlone gówno które dostajemy, a które deweloperzy szumnie nazywają "grafiką" nie dowierzam, że w recenzjach nie ma wspomnianego ogromnego downgrade'u jakości obrazu przed ery "ulepszaczy". W żadnej recenzji się nie spotkałem ze stwierdzeniem że grafika jest do dupy, bo zwalono implementację DLSS/FSR albo TAA. A trochę takich gier wyszło.
Dobry artykuł! A clue już wyłuszczone - early access jest jak widelec: można nim zjeść ziemniaka albo wybić oko. Był chyba kiedyś u Was,
Co za problem poczekać sobie rok czy dwa? Nie dość że ponad połowę taniej, to jeszcze wszystko połatane. Nie każdy chyba choruje na FOMO.
W dodatku są już najczęściej w wersji Deluxe.
Traktujmy premiery po prostu jako Early Access. Nie ma sensu z tym walczyć, devi potrzebują czasu i środków na ostatnie szlify. Mam nowy PC ale moje top pozycje ostatnich 2-3 lat czekają spokojnie w kolejce. Nie mam z tym problemu.
Dwa lata to długo. Nikt nie wie co będzie za 2 lata i czy będziesz żył, albo miał wszystkie palce ;)
A jak jesteś napalony na jakiś tytuł / setting to chcesz ograć w pierwszej kolejności przed hałdą wstydu.
Przy grach multi/mmo na starszą zawartość masz mniejszą liczbę chętnych - widać to po np dodatkach do GW2
W darmowej podstawce - masz masę osób na bossach czy misjach. W najnowszym dodatku też od groma . Ale już w dodatkach pośrodku rożnie bywa - bo ludzie farmią tam zwykle tylko najbardziej opłacalne rzeczy wiec robienie np arczików (które w gw2 np dają mastery pointsy czy nagrody) czy mountów bywa już czasem pracochłonne i wymaga proszenia znajomych/gildii
Jakby gracze nie kupowali na premierę takich niedopracowanych gier, to pewnie twórcy by takich bubli nie wydawali.
Choć również uważam, że produkt na premierę powinien być traktowany jako spójna całość, to temat jest skomplikowany. Wszak wiele z tych gier uzupełnianych (celowo nie piszę "rozwijana") jest poprzez darmowe patche (celowo nie piszę "aktualizacje"). I owszem, powinno być to oddane w recenzji, ale nie sądzę, by ogół graczy, którzy raz za razem udowadniają, że "bycie na bieżąco" jest ważniejsze niż docenienie produkcji i deweloperów, którzy rzeczywiście traktują ich poważnie, się tym jakoś przejął. Trendy, trendy i jeszcze raz szastanie pieniędzmi.
Dużo więcej gorzkich słów miałbym za to wobec modelu biznesowego Paradoxu. Celowe wydawanie produktu, który jest, de facto, demem pokazującym rdzeń rozgrywki to dla mnie praktyka niedopuszczalna i mówię to z perspektywy długoletniego gracza EU IV (kupiłem wszystkie DLC oprócz paru ostatnich, gdy już zdążyłem się wyleczyć z uzależnienia).
Najbardziej w tym wszystkim przeszkadza mi, tak w przypadku "uzupełniania" czy już "aktualizowania" gier jest to, że grając w taką grę czuję, że moje doświadczenie prawdopodobnie nie jest doświadczeniem pełnym, że zaraz coś poprawią czy dodadzą, a nie będę miał czasu, żeby do takiej gry wrócić tylko po to, żeby sprawdzić jakąś mechanikę czy ucieszyć się lepszym działaniem systemów albo nową misją. Tęsknię za czasami dużych dodatków, które zapadały w pamięć same w sobie, a nowe mechaniki i systemy wprowadzane były w sequelach.
Głupio to przyznać, ale ja już od dobrych 10 lat, jak nie dłużej, nie kupuję nowych gier. Głownie dlatego że nie robi się już niczego, co jest w zakresie moich zainteresowań, ale też i z powodu absurdalnych cen, jak i właśnie niedopracowania produktów w dniu premiery. Nie mam ciśnienia żeby grać w nowości, bo te nowości nie są dla mnie ciekawe. Tak więc czekam sobie spokojnie i ewentualnie po latach, za grosze, kupuję czasami coś nowego. Branża skutecznie wypchnęła mnie z tego hobby i gry komputerowe stały się dla mnie po prostu drugorzędną rozrywką. Tak więc niech dalej produkują gry przez 7-8 lat, które w stanie często niegrywalnym wypuszczają w dniu premiery w cenie 3-4 razy wyższej niż to było kilka lat temu. Ja po prostu już nie muszę, ani mi się nie chce.
"Jako gracze powinniśmy być nieco bardziej krytyczni, bo w innym przypadku damy sobie wejść na głowę i zaczniemy akceptować coś poniżej standardów. Niektórzy pewnie powiedzą, że mleko jest już rozlane, bo to obecny stan giereczkowa. Jeśli faktycznie tak uważacie, to zróbmy coś z tym. W końcu możemy zagłosować portfelem i zwyczajnie głośno krytykować kiepskie rozwiązania."
Zgadzam się właściwie z całym tekstem, poza tym akapitem. Takie apele to trzeba było podnosić 10-15 lat temu, bo już dawno, jako ogół graczy nie tylko pozwoliliśmy sobie wleźć na głowę, ale jeszcze na nią nafajdać. I tak, od lat głosuję portfelem. Tylko co z tego, jak imię me nie jest Legion, bo nie ma mnie wielu. Zniknięcia mojego portfela i portfeli resztki tej mniejszości, która stara się nim głosować, branża nawet nie zauważy, bo na każdego, kto nie kupi, znajdzie się 100 takich, co z wywieszonym jęzorem polecą kupić preorder w najdroższej wersji na długo przed premierą, czy zobaczeniem co tam w tej grze w ogóle konkretnie będzie (GTA 6 się kłania).
A krytykować? Od czasu do czasu krytyka może i skłoni kogoś w branży do zastanowienia, ale jak często? Ostatnio Sony ogłosiło rezygnację z płyt, poszła głośna krytyka i co? I gracze szczekają, a Sony robi swoje.
I nie zapominajmy o roli branżowej "prasy". Gdzie ci recenzenci, którzy niby powinni stać na straży portfela gracza i wołać donośnym głosem, żeby bubla nie kupować? Dlaczego w recenzjach nie wali się z automatu -2 do oceny za błędy/optymalizację i kolejne -2 za antykonsumenckie praktyki (np. wymóg połączenia z siecią do gry single albo ustanowienie "nowego standardu cenowego") i próby wyciągania kasy (mikrotransakcje, lootboxy, śmieciowe dlc). Może jakby To był standard, że poza tym gry10/10 ma na MC średnią ocen 6/10 za chciwość i niedporacowanie/"early access" na premierę, to dałoby coś branży do myślenia.Ale nie. Prędzej znajdzie się artykuły usprawiedliwiające lecenie w kulki przez wydawców, bo produkcja gier droga i te 60/70$ nie wystarcza, żeby wydawca wyszedł na swoje, więc trzeba się ratować taką czy inną monetyzacją.
Wszystko jest tak jak być powinno. Gry są załatane rok po premierze i masz wtedy kompletny produkt który możesz wtedy kupić i to po lepszej cenie. A dla tych co mają fomo i wszystko chcą na tu i teraz to są zajawki snippety trailery i nieskończona gra we wczesnym dostępie (który się dzisiaj marketingowo nazywa premierą). Wszystko jest w najlepszym porządku tylko nomenklatura się zmieniła.
To nie branża i świat ma się dostosować Patryku Manelski tylko ty.
Jak cię wepchną do szamba tak, że będziesz tkwił w g**nie po szyję i jeszcze prosto z rury będzie ci się lało na głowę, to się dostosuj. Kup sobie kombinezon płetwonurka. 😂
Kiedy syndrom sztokholmski wchodzi zbyt mocno...🙄
Nie mam nic przeciwko wydawaniu gier we wczesnym dostępie, o ile jest to odpowiednio oznaczone i nie próbują sprzedawać niedorobionej bety jako ukończonego produktu. Dla mnie niczym się to nie różni od zwykłego ordynarnego oszustwa. Do przykładów wymienionych w tekście można dorzucić jeszcze np. Stalkera 2 albo Gothic 3.
Wczesny dostęp to obecnie zamiennik Kickstartera, sposób na zebranie funduszy i opinii graczy na temat produktu oraz doszlifowanie go na tej podstawie. I to jest w porządku - konsument ma świadomość że kupuje niedokończony produkt i jest to jego własna decyzja.
Najgorszym rakiem okazał się szybki internet i przestrzeń dyskowa na konsolach PS3/X360, bo o ile w czasach premier tych konsol kiedy dyski były mikro to całe gry znajdowały się na nośnikach. Natomiast potem nastała patologia aby przyspieszać premierę to do tłoczni trafiał bubel, który był łatany w dniu premiery pobieraną aktualizacją.
Na premierę nie grywam w gry,chyba,że jest zoptymalizowana,bez błędów,ale takie gry to rzadkość.Dlatego lepiej poczekać i zagrać,po roku,półtora,wtedy dany tytuł lepiej smakuje bo ma dodatkowy content i dobrą cenę,ja tak zamierzam z 007 First Light i każdą grą jaka do tej pory wyszła.Gier Ubi nie ruszam.No chyba,żeby degunvo usunięto to bym pomyślał o Avatarze i Star Warsach
Już wyżej napisane. Po co kupować dzisiaj za 300 zł jak można poczekać rok, dwa i kupić za 100 i bez żadnych błędów? Kupowanie gier na premierę to głupota nie dość, że wywala się dużo kasy to często jest to produkt niedokończony. Ale potem oczywiście ryk deweloperów, że gracze nie chcą kupować po pełnej cenie. To może róbcie od razu gry bez wad i dokończone, a nie pierdyIion aktualizacji i innych pierdół po premierze, jakby nie można było tego wszystkiego zrobić podczas tworzenia gry. I zanim się tutaj pseudo ekspert zleci, że hurr durr gry na płytach są robione wcześniej, podczas gdy nadal jest ona testowana i poprawiana - to po cholerę na płyty robić wadliwy produkt? Poczekać aż będzie w pełni dokończony i dopiero wydać.
"Nie, bo fani od początku pokochali ten tytuł" - i już błąd na starcie. Darktide przez długi czas miało 'mieszane' recenzje na steamie, więc wcale nie było tak, że pokochali od początku.
Wyobraźcie sobie teraz kupić film, który traci klatki co jakiś czas i oglądacie pokaz slajdów, gdzieś tam efekty specjalne są nieoszlifowane, a w przypadkowych momentach dźwięk się wyłącza na parę sekund, ale reżyser was zapewnia, że wydadzą patcha do filmu i za rok będzie wszystko git. Po prostu przełóżcie to na każdą inną branże i okazuje się, że każdy by się oburzył. No ale gry? Spoko, gry mogą wychodzić w opłakanym stanie w cenie pełnoprawnej produkcji.
Szczerze mówiąc wolę jak to działa tak niż odwrotnie. Dla porównania Battlefield 6 na premiere był dobry, a teraz to kupa. Najbardziej jednak zawiódł mnie Tom Clancy's Rainbow Six Siege. W to akurat nie grałem na premierę, ale jakiś czas później, jednak nie jakoś bardziej odległy. Można powiedzieć, że zakochałem się w tej grze od pierwszej chwili, i sporo czasu spędzałem w tej grze, natomiast w tej chwili po masie aktualizacji zmieniających mapy, postacie i ogólnie przerobili cały gameplay, to dałem się spokój z tą grą. Już pewnie więcej w to nie zagram. Bo z świetnej gry zrobilu totalną kupę.
Doskonała analiza zgadzam się z tym , szczególnie to boli w grach typu niby dla pojedyńczego gracza a jednak fabuły nie da się ukończyć bo jest za dużo problemów w trakcie.
Kupujesz i robisz refund. Kiedy zrobi tak większość kupujących raz, drugi, to w końcu kogoś zapiecze tyłek i się może opamiętają.