Najlepsze jak w niektóych RPGach (z tego co pamiętam to np pierwszy Mass Effect) bycie "złym" oznacza po prostu bycie kompletnym gburem bez manier tzn. powiedzenie w dialogu dokładnie tego samego tylko jak jakiś dupek.
To fakt, bardzo mało gier pozwala grać jako naprawdę zła postać. W większości przypadków wygląda to raczej tak, ze nasza postać nie jest tak naprawdę "zła" tylko zachowuje się jak dupek, cham, oportunista itp. idealnym przykładem tutaj jest seria Mass Effect, gdzie złe wybory często wcale nie były złe tylko bardziej "praktyczne".
Właśnie wiele dobrego słyszałem o grze Pathfinder: Wrath of the Righteous i nawet ją mam w swojej kolekcji gier, ale szczerze, nie wciąga mnie ta gra. Miałem chyba już ze 3 podejścia i jakoś zawsze tracę chęć do dalszego grania już po kilku godzinach gry.
System walki jakoś mnie tutaj nie wciąga. To nie jest ten poziom, który możemy zobaczyć np. w grach od Lariana. I tak samo rozwój postaci jest dla mnie mało czytelny. Może dla kogoś, kto zjadł zęby na innych klasycznych grach RPG jest to ok, ale ja taką osobą nie jestem.
W pełni Cię rozumiem - sam podchodziłem z 2-3 razy do niej i po prostu nie czułem systemu Pathfindera (za pierwszym razem miałem dość przy tworzeniu postaci), ale jak się "zmusiłem" pograć dłużej (po prostu znalazłem jakiś build postaci w necie) to mi zeszło jakieś 160 godzin i w ogóle nie żałowałem tego czasu.
Możesz mi powiedzieć, czy tutaj faktycznie tak jest? Znaczy czy jako gracz mam duży wpływ na to co chce robić w grze i czy moje decyzje mają duże znaczenie? I też czy towarzysze są fajni? Bo to też ma dla mnie spore znaczenie.
Co do wolności. Tak, wolność fabularna, w dialogach, wyborach jest naprawdę duża. W pewnym momencie decydujesz o swojej klasie mitycznej a tak naprawdę fabularnej. To czy grasz jako trickster, anioł, demon, licz, chodzący rój, itd absolutnie zmienia styl rozgrywki, nastawienie innych postaci, fabułę, sposób wykonywania questów. Towarzysze? Nie ma w mojej opinii lepiej napisanych. Trzeci Baldur's Gate ma rewelacyjnie napisanych Karlach i Astariona, bardzo dobrze napisaną Posępną a dalej to już tak słabiej, czasem tragicznie. W Pathfinderze NIE MA słabo napisanych postaci. Tam prawie wszyscy są napisani na poziomie Karlach, nawet najgorzej napisani Greybor i Ulbrig wciąż są napisani lepiej niż większość towarzyszy z innych RPG xd Tylko dwie kwestie jeszcze: ustaw automatyczne zarządzanie krucjatą. I bez zarządzania armią gra jest wystarczająco długa. A dwa: walki są długie, ciężkie i potrafią zmęczyć. Tutaj nie ma się co szczypać że zmniejszasz poziom trudności na fabularny bo jakaś walka jest nie do przejścia.
No i chyba nie ma erpega w którym pamiętałbym postacie NPC. Staunton Vhane, Minagho, Nocticula - pamiętam ich cały czas po zakończeniu gry, to są postacie które zostają w głowie.
Pathfinder Wrath of Righteous wielkim erpegiem jest. Ale jest erpegiem trudnym, skomplikowanym i w pewnym sensie... Powolnym. Z tym trzeba się liczyć.
A jeszcze mniej gry, gdzie wybory nie są podzielone na dobro i zło, a mają ogromne znaczenie co do skutki i konsekwencji i zmienia wygląd ciąg dalszy gry. Na przykład Wiedźmin 2, gdzie wybory w akcie 1 mają duże wpływy na akcie 2.
Wiedźmin 2 to było coś.
Niby MMO, ale dodałbym Star Wars The Old Republic, gdzie też często już wybór bycia "złym".
Neverwinter Nights 2 z dodatkiem maska zdrajcy pozwalał być niezłym złolem :D Mam wrażenie że ta gra jest strasznie niedocieniona i trochę mało popularna
Była jeszcze Świątynia Pierwotnego Zła. Tam ponoć zła ścieżka była dużo lepsza od tej "dobrej" pod kątem fabuły.
Gra miała super walkę ale z jakiegoś powodu nie udało mi się nigdy dotrzeć do tytułowej świątyni, chyba bugi mnie pokonały, a może to były ogromne żaby...
Teraz ponoć remake wychodzi albo już wyszedł, będzie trzeba obczaić
Serio, ktoś wymienił BG2? Akurat ścieżka złola w BG2 jest dość tandetna. Z jednej strony mamy dostęp do kilku świetnych towarzyszy, z drugiej same misje są tak skonstruowane, ze nie opłaca się być złym, ba, same złe postacie w sumie nie do końca są złe, jak Korgan krytykujący niewolnictwo dzieci a jest jedną z dwóch najgorszych postaci jakie możemy dołączyć. W rezultacie zazwyczaj gra się tak, że misje wykonuje się jako dobry, ale by utrzymać postaci złe w drużynie raz na 4-5 godzin zabija się jakiegoś nic nieznaczącego generycznego NPC by spadł współczynnik.
W zasadzie tak naprawdę takich gier jest garstka, wspomniane Tyranny, KOTOR2, Arcanum (tutaj wątek Virgila zwłaszcza błyszczy jako odbicie czynów bohatera), NWN2: Maska Zdrajcy i F:NV. Nic innego mi do głowy nie przychodzi. Choć nie powiedziałbym, że Legion w F:NV to zło wcielone, to jest reżim autorytarny, brutalny ale jednak oferujący stabilizację i bezpieczeństwo w świecie pełnym niebezpieczeństw. Jest to opcja negatywna, ale nie 100% zła. Opcją 100% złą jest opcja chaotycznego kuriera, gdzie przejmujemy władzę ale robimy wszystko by pogrążyć wszystkie grupy w świecie gry. Jest to ścieżka mało oczywista ale dostępna (co świadczy o wielkości tej gry).
W P:WotR jeszcze nie testowałem. W BG3 jest za to trochę inaczej, bo raczej zamiast podziału na dobrą i złą ścieżkę mamy chaotyczną-złą i pozostałe, jednak ta chaotyzna-zła przy kolejnym przejściu ma swój urok.