Ludzie są głupsi, słabsi, łatwiej się denerwują i brak im cierpliwości, a gry są do nich dostosowywane
Fajnie się czytało. Wiadomo - wspomnienia wróciły i zdałem sobie sprawę, że moi rodzice byli pro gejmerami zanim to słowo powstało 😉
Mama speedrunowała Boulder Dasha jak zawodowiec, ojciec rozgryzał Goblinsy bez solucji, a nawet przeszedł River Raid za jednym podejściem, podczas gdy ja tygodniami się męczyłem, a ten pyk paręnaście minut i gra skończona. A wisienką był czelendż - ojciec przechodzimy Cannon fodder tak, by Jools i Jops przeżyli do końca, trudno było ale w końcu po kilkudziesięciu próbach się udało 👍A jak u Was ? Też graliście z rodzicami ?
Ja dodam coś od siebie, innego...
Kiedyś gry były... przeraźliwie krótkie. Można było je przejść w godzinę, a nawet... w 30 minut. Więc co robiono? Podkręcano poziom trudności o 300%, by gracz się zesrał już na pierwszym poziomie i rypał w grę godzinami próbując przejść dalej. Bez tego odniósł by grę tego samego dnia do sklepu i zażądał zwrotu kasy, więc to nikomu się nie opłacało (ani devom, ani hurtownikom). Stąd te powykręcone w niebiosa poziomy trudności.
Skończył ktoś z was amigowy Shadow of the Beast normalnie? Ja przyznaję się bez bicia, że tylko na trainerach z kodami, bo gra była ultra trudna i mogłeś i miesiąc srać pod siebie, a dochodziłeś do maksymalnie 3, czy 4 świata (mój rekord). A z kodami przejście gry zajmuje jakieś 30 minut. I tu był w latach 80 i 90 pies pogrzebany.
A te super krótkie, ale trudne gry to naleciałość z automatów arcade, żeby wybulić jak najwięcej hajsu.