"Taki błąd kosztował go nie tylko sześć lat życia (licząc od momentu pierwszego kontaktu ze służbami), ale prawdopodobnie także wpłynął na wszystkie osobiste relacje i pracę"
A wziąwszy pod uwagę, że posadzili go za molestowanie nieletniej, to dodatkowo strażnicy i współwięźniowie dopilnowali, żeby jego odbyt już nigdy nie był taki sam.
Niech ta historia będzie przestrogą dla tych wszystkich idiotów marzących o wymogu uwierzytelniania wieku i tożsamości do wszystkiego w sieci, czy trzeba czy nie (a są tu tacy delikwenci postulujący dostęp do internetu tylko z dowodem), bo "jak nie robisz nic złego, to nie masz się czego obawiać".
A to jakby był wymieniony z imienia i nazwiska, to by zapobiegło przekręceniu nazwiska o jedną literkę?
Co by zapobiegło, to gdyby Kik miał politykę niezbierania żadnych danych o użytkownikach i minimalizował metadane. Wtedy nawet jakby dostali nakaz udostępnienia informacji o błędnym koncie, to niewinnego człowieka nie spotkałaby krzywda, bo Kik mógłby tylko rozłożyć ręce i powiedzieć "nie mamy pojęcia, czyje to konto".
... Chociaż w sumie to bez znaczenia, jeśli nadal można by używać nicków....
p.s. dodatkowe info - oczywiscie to hipotetyczna sytuacja gdzie kazdy mialby swoj certyfikat wystawiony imiennie :), wtedy mozesz sie nazywac jak chcesz w Internetach.
p.s.2 - dla zabawy nawet skonstruowałem dla przykładu jak to powinno działać: EAP-TLS lub podobny mechanizm na granicy dostępu do ISP, certyfikat urządzenia przechowywany sprzętowo, dodatkowe uwierzytelnienie użytkownika oraz krótkotrwałe pseudonimowe tokeny dla usług.
Dziwne, że adwokat oskarżonego tego nie wyłapał od razu. Skoro na jego koncie nie było nic to od razu pojawia się pytanie, czy to właściwe konto.
EEE tam dostanie takie odszkodowanie że już nie będzie musiał nigdy pracować.
Nie wiem, czy jakiekolwiek pieniądze są w stanie takie coś w pełni wynagrodzić.
Lata temu kolege zwineli na ulicy jak wracal z pubu, bo przy legitymowaniu okazalo sie ze jest poszukiwany. Przesiedzial pare miesiecy w areszcie - dowiedzial sie ze za oszustwo. Kasy na adwokata nie mial. W koncu dowieziono go na sprawe i sedzia pyta poszkodowanego czy go rozpoznaje:
- Nie - to nie on.
- Czy swiadek jest pewny?
- Tak - jestem pewny.
- Skad swiadek jest taki pewny? Nawet nie przyjrzal sie pan dokladnie oskarzonemu.
- Tamten co mnie oszukał nie miał jednej nogi.
Zgadzało się tylko imie i nazwisko.
-----
Nie - to nie dowcip. Nie - to nie zasłyszana opowieść. Znam to z tzw pierwszej ręki. Facet do dziś nienawidzi policji i ogolnie rozumianego wymiaru sprawiedliwosci.